Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for the ‘TCM’ Category

tradycyjna medycny chińska

TCM, czyli: odporny jak Chińczyk.Odc. 25.Kto rozumie Pięć Przemian? Oraz: Czy człowiek dorosły wymaga nadzoru …? Wolności w Nowym Roku.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 26, 2013

Bez sensu starania o dobry plon, kiedy ziarno źle posiano.
Mo Tsu

———————

Dziękuję za wszystkie, bardzo prywatne, choć świąteczne życzenia i wpisy.  Mogę powiedzieć tylko … Szczęśliwego Nawzajem:)

—————————————–   

Kiedy uczciwi i mądrzy sprawują rządy, prostacy i durnie przestrzegają ładu. Kiedy rządzą prostacy i durnie, uczciwi i mądrzy buntują się. Mo Tsu

Szanowni Państwo, ten blog miał się trzymać;) z dala od polityki, ale nie po raz pierwszy stwierdzam, iż, jeżeli polityka nadal – i to coraz silniej – zajmuje się mną – ja nie mogę się nie zajmować nią. Stąd, proszę o wybaczenie, ale tym razem nie będzie wyłącznie medycznie …

Ograniczono bowiem Polakom NABYTE prawo … w PRAWIE jazdy. Bezterminowym. Oczywiście, Niektórzy powiedzą „A co tam, 15 lat i tylko badania i ….. „. Otóż NIE. To znaczy, Niektórym to pewnie „rybka”, ale chciałabym tylko powiedzieć, co rozumiem przez ODEBRANIE prawa nabytego – w tym przypadku. Dodam: jako posiadaczka nie tylko polskiego prawa jazdy, więc przekonana, iż takie rozwiązanie, jakie ostatnio Polakom narzucono, wcale zaistnieć nie musiało.

Cóż więc oznacza ostatnia bezczelność polityków w swojej esencji?

-wyciągnięcie kasy – za przedłużenie trzeba będzie płacić, dochodzą też nowe fotografie – również nie za darmo.

-odciski palców – wiadomo…

-najpierw będzie przedłużanie co 15 lat. NAJPIERW. Jeżeli społeczeństwo łyknie co 15 lat, dlaczego nie miałoby łyknąć co 10 … co 5 …. co rok?

-PRZYMUS badania i koszty z nim związane:
a)psychologiczne – nadmieniam, iż przeważnie nie jest możliwym wykluczenie z ruchu drogowego POTENCJALNYCH przestępców, pomijam już aspekty osobowości oraz kryteria moralne, jak i etykę pracy wielu psychologów……..
b)lekarskie – nie wystarcza, że ludzie są poddawani kontroli, jak hodowlane bydło – ponieważ NIKT nie pyta ich o zgodę, nikogo też nie obchodzą ich odczucia, to więc nie wystarcza – będą kontrolowani razy kilka, bo po co płacić raz, jak można wiele razy, po co wynajdywać jedną chorobę, jak można znaleźć wiele … Jeżeli dodatkowo potwierdzą się zakusy BigPharmy i będą przymusowe niektóre szczepionki dla dorosłych- bez nich nie będzie można uzyskać przedłużenia prawa jazdy.

Prawda, że pomyślane genialnie?

ALE coś takiego, Drodzy Państwo, można było wymyślić jedynie biorąc pod uwagę bezwolność, nieświadomość i …. posłuszeństwo KONTROLOWANYCH. Przepis wprowadzono. Protestów nie widzę wiele.

Jeżeli tak ma wyglądać „wolność”, jeżeli Polak jest wolnym człowiekiem …
to ja pojmuję wolność zupełnie inaczej … Ale oczywiście Państwo mają prawo rozumieć ją w sposób, w jaki podyktował Państwu „rzunt”.

Tyle gwoli wstępu i polityki.

———————————————–

Coraz częściej pytają Państwo o dolegliwości maleńkich dzieci … Nie chciałabym być zmuszoną powtarzać więcej aniżeli owo potrzebnym:), więc: jeżeli nie pasują Państwu stare, często opisane tutaj metody Babć:), może przypasuje homeopatia, ponieważ jest niezwykle łagodna, a przy tym efektywna? Pytają też Państwo o badania i przyznam, udaje się mnie Państwu zaskoczyć opisami często drastycznych wręcz zabiegów, jakie zleca się wykonać u maluchów. Oczywiście, mały człowiek nie potrafi odmalować swego stanu tak, jak można na to liczyć w przypadku dorosłego, jednak …. od tego jest wiedza o organizmie, by przy diagnozie na niej polegać ….  a środki dodatkowe – szczególnie te ryzykowne – stosować w przypadkach wyjątkowych wątpliwości. Pytania o tomografię maleństw … Tomografia stosuje promienie jonizujące – nie powinna być więc nadużywana tak samo, jak rentgen. Proszę brać pod uwagę, iż jednorazowe skanowanie w tomografie to dawka promieniowania kilkunastokrotnie większa niż jeden „pstryk”;) rentgenem…. Nadal upominają się Państwo o „darmową tomografię dla dzieci”? 

Co wzrusza, to fakt, iż wielu pomaga „słabym, chorym, biednym..”. Wspaniałe, chwalebne … proszę tylko nie zapomnieć drobiażdżku;)
-pomagać mądrze, tzn. nie oduczać innych troski o siebie, nie przejmować CAŁKOWITEJ i TRWAŁEJ odpowiedzialności za w pełni świadome żywoty i na ogół dość sprawne osoby, ponieważ w ten sposób im Państwo nie pomogą, a skażą na, jak to nazywam, „wegetację bluszcza”, unieczynnią – tym samym DEmobilizując ich organizm do walki o przetrwanie. A przecież chodzi o to, by żyły. Zupełnie co innego, jeżeli mamy do czynienia z „roślinką” unieruchomioną wszystkimi zmysłami w świecie nam niedostępnym ………

Pomagając zaś Ubogim – w sensie materialnym – proszę postarać się NAJPIERW wczuć w Ich sytuację, chociaż odrobinę …. po to, by pomoc była TAKTOWNA, DYSKRETNA i … właściwa. Bez „wczucia się”…. może być, że sprawią Państwo komuś dar, który nie tylko wprawi w zakłopotanie, ale przerazi obdarowanego myślą ” jak ja się odwdzięczę?”.
Ponieważ wdzięczność … to bardzo skomplikowana kwestia, stąd …. pierwsze przykazanie Darczyńców: NIGDY nie oczekujcie wdzięczności. Jeżeli czynicie coś ” z potrzeby serca” – niech to będzie z potrzeby serca, nie  – poklasku i reklamy, albo samochwalstwa wśród Znajomych.

Szlachetność jest ciszą.

————————–

Wiele pytań o TCM …. Za każdym razem, zaczynając ten temat, kłócę się ze sobą;), ponieważ świadomość niemożności zawarcia na stronie
wszystkich relacji organów/wpływów/, etc., właściwości choćby i jednego z ziół, pełnego opisu przyczyn lub objawów, wreszcie metod
postępowania .. czyni owo zawsze pobieżnym, czego nie lubię.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ogrom prac TCM – nawet, gdyby przeniesiony na polski grunt, nie sprawi, iż choćby połowa Polaków zechciała się z nim zapoznać………….. W takim razie cieszy ogromnie garstka zapaleńców pragnących dowiedzieć się o TCM więcej – może za parędziesiąt lat to Oni będą tworzyć w kraju medycynę ….(wzbogaceni o chińską, nie zaniedbujący tradycyjnej…. polskiej:) …Pozdrawiam wspaniałą, niezwykle dojrzałą i odpowiedzialną Matkę pewnego maluszka – Panią Karolinę G.) i … przypomnę rolę Pana Profesora Garnuszewskiego, gdyż to On, jako jeden z nielicznych, odważył się sięgnąć w powojennej Polsce po akupunkturę publicznie i to Jego książki dają pewien wgląd w istotę TCM, po którym zwykle Czytelnik jest w stanie ocenić, czy pójdzie dalej, czy nie da rady, czy może „to nie jego melodia”;)

Wcześniej? Wcześniej to Pan Michał Boym … może doczeka się uznania u polskich wydawców ( nie tylko prace O Nim, ale prace Jego? ) zanim zaleją rynek współczesnymi brykami z „wiedzy o Chinach”….

Nie przepadam za polecaniem specjalistów ( i tak zawsze jako Pierwszego wymienię wspaniałego Lekarza, Pana Janusza Kołodziejczyka ) , jak i książek, a to dlatego, gdyż po pierwsze właściwy człowiek trafi na właściwą książkę, po drugie – polskie tłumaczenia :)…. nie przekonują mnie, po trzecie – prowadziło to nieraz do sytuacji „przeczytałem, a co pani sądzi o przepisie ….” , jak zdarzyło się to m.in. w przypadku wymienienia książki Pana Łuczaja. Otóż, mimo, że z książką tą miałam zaszczyt zapoznać się i mam o niej bardzo dobre zdanie, nie potrzebuję jej – więc nie mam, a nie potrzebuję, gdyż – co Niektórzy jednak zauważyli:)))) – dziko rosnące zioła opisuję od początków blogu również pod względem kulinarnym ( ponieważ stosuję je w kuchni od dawna i żaden z tamtejszych przepisów nie jest mi nowością …. Ba, ośmielę się:)))preferować nawet ich wariacje:)
ALE gdybym ziół nie znała … na pewno bym tę pozycję nabyła.  

Przebiegając;) rynek księgarski pod względem medycyny chińskiej, znalazłam trochę publikacji hasłowych ( ot, parę wyjaśnień – czasami zapętlających bardziej niż chiński oryginał;)), nieco fachowych ( Prof.Garnuszewski, poza tym sporo zabawnych przekładów :)))), polecaną już „Diagnozę z języka w med.chińskiej” Macioci, przyjemną 
pozycję Pani W.Stopińskiej – „Medycyna między Wschodem a Zachodem”, „Kanon med.chiń.żółtego cesarza” ………….. STOP. „Kanon … jak najbardziej przeczytać należy. ALE znów  w tym miejscu niewygodne pytanie … DLACZEGO, ach dlaczego ten sam „Kanon…” w wydaniu angielskim ma 830 stron drobnym drukiem, niemieckim – ponad 600, w najmłodszym niem. – okrojonym zapewne na skutek „wspaniałych statystyk możliwości intelektualnych niemieckiej młodzieży”;))))) – pow.400, w polskim zaś …. około  350, drukiem średnim ? Dla mnie to wyciąg z „Kanonu …”, ale i on oczywiście daje zerknąć w podstawy TCM.

Kilka książek o „Kuchni Pięciu Przemian”…………. I zwątpiłam.
Wprawdzie możliwości adaptacji treści dalekich do swojskich to cenna umiejętność, ale …. może nie stawiać wszystkiego na głowie? Bo niestety, odniosłam wrażenie, iż pod „Pięć Przemian” podciąga się każdą fantazję kulinarną, nie mówiąc o teoriach ………. Co tekst – interpretacja kompletnie dowolna … OK, tylko dlaczego wciąż nazywa się toto
„5 przemian” i … Pewna starsza Znajoma o kimś, kto „coś gdzieś zasłyszał, ale z powtórzeniem gorzej”, mawia „słyszał, że dzwonią, ale w jakim kościele…?”;) …………… To powiedzonko przypomniało mi się przy wertowaniu polskich legend;) nt.5 przemian.

Odnoszę wrażenie, iż kiełkująca moda na Chiny przyniosła przede wszystkim, wraz z tandetą targowisk, fałszywy obraz chińskiej filozofii, medycyny, obyczajów …. A może to po prostu … zachodni filtr, więc siłą rzeczy perspektywa musi być skrzywiona?

Prawdą, iż trzeba być świadomym odmienności Azji … Również tej pięknej odmienności i odpuścić przystosowywanie jej tu na zasadzie „jeden do jednego”. ALE …i jeżeli od początku przyłożymy metkę „chińskie” do każdego z naszych podawanych dalej WYOBRAżEń ….. ono pozostanie jedynie „polskochińskie”:) i nie będzie uczciwym podpisywanie owego „eksperckie autorstwo, autentyczna wiedza Chin”………..

Pamiętam, że wspominając o „5 Przemianach”, zdystansowałam się od panującej, „jedynej słusznej”, interpretacji i poprosiłam o uważne zapoznanie się ze źródłami, by wyrobili sobie Państwo ogląd własny.
Niestety, szczególnie w przypadku publikacji medycznych, znajomości języków uniknąć się nie da.

Może nadszedł czas, opowiedzieć, jak to z „5 Przemian”było ? ……………..

Z pewnością nie ustrzegę się nieścisłości, od – także pewnej swobody przenoszenia chińskich subtelności na grunt zachodni, ale ……… mimo to spróbuję  …….. A Państwo już będą mogli podsumować, dlaczego skracanie filozofii czyichś odkryć, prac etc. „ad infinitum” – często zwyczajnie się nie opłaca.

Teoria Pięciu Faz nie egzystowała w TCM zawsze – wyraźne źródła „namacalne”;) widzimy w IV wieku przed Chryst.,  … potem różnicuje się ona bardziej i bardziej, nazywana „5 cnót”, „5 sił”….
Dopiero od niedawna podejmuje się na Zachodzie akademickie próby wypracowania o niej jakiejś solidnej, miarodajnej wiedzy. Nadmieniam, iż także w Chinach Teoria 5 Faz była rozpatrywana przez różnych – chińskich medyków odmiennie….

Zacznijmy od tłumaczenia … wu xing – Zachód przekłada owo najczęściej na „5 elementów”… automatycznie później, powtarzając – co zdarza się i mnie na skutek obawy o zniechęcenie ludzi do nauki TCM w ogóle – powiela się zachodnie błądzenie w wielkiej Azji;) Tymczasem „wu” – to pięć, ale XING – iść, ruszać się … więc proces… ale i „własność”….:)

Mamy więc 5 – owszem, etapów, faz, ale nie – elementów. Nie w tym przypadku:) To system dynamiki materialności vs zdarzeń… Coraz mniej mi się zdaje, że umiem to wytłumaczyć:)))))))))))))……………….

Każdy etap ( niektórzy tłumacze mówią o „klimacie”, przy czym smaków było 5, klimatów … cztery … piąty doszlusowano:)) stanowi symbol pewnej kategorii pokrewnych funkcji oraz jakości. I tak: metal symbolizuje aktywności malejące, woda – aktywności, które osiągnęły … najwyższy stan spokoju i są w stanie PRZEMIENIć swój kierunek…. Ziemia – równowaga, neutralność … jak strefa buforowa pomiędzy resztą faz. Etapy łączą dostrzegalne aspekty ludzkiego ( nie tylko) życia z odpowiednimi obrazami Kosmosu. 5 fazami opiszemy roczny cykl wegetacyjny: Drzewo/wiosna, Ogień/lato, Metal/jesień, Woda/zima …. Ziemia to przejście między porami roku – ale i późne lato.

Na 5 faz można patrzeć jak na krwioobieg wzajemnego stwarzania: wszystko wzajemnie na siebie oddziaływuje, jedno powstaje z drugiego.

Mamy do dyspozycji 36 matematycznych możliwości interpretacji 5 faz, ale bardzo NIEWIELE znajduje tak w medycynie, jak i innych dziedzinach, zastosowania praktyczne.

 Teoria Yin-Yang i 5 faz – egzystowały obok siebie, uzupełniały się LUB funkcjonowały niezależnie, ale nie są tym samym…. Lao-tsy nie wymienia 5 przemian zupełnie i nie jest jedynym…. Wśród badaczy TCM znany jest tekst „A Simple Introduction to Four Ancient Lost Medical Texts found at the Tomb Ma-wang”,Med.Hist.Text Res.Group, Academy of Trad.Medic.,Wen Wu, 1975 (!), potwierdzający że teoria Yin-Yang była podstawą TCM, „5 przemian” zaś wynurzyło się prawdopodobnie jako „środek pomocniczy”, przy czym – owe cztery teksty w ogóle o 5 fazach milczą…. Kiedy więc słyszę pytanie, od czego zacząć, ucząc się TCM, zawsze powiem: od Yin-Yang. Kiedy z kolei słyszę, jak Europejczyk przedstawia się „ekspertem 5 przemian”, przyglądam się tej osobie z uśmiechem (pełnym podziwu:)), ponieważ nigdy nie spotkałam Chińczyka mówiącego w ten sposób o sobie.

Jeżeli do obszaru tekstów dawnych doda się świadomość, iż wiele z nich było po części pisane szyfrem … Jak możemy „z całą pewnością tłumaczyć dokładnie zastosowanie” np. leków?  …………..   

Czy nie próbowano wpleść 5 faz w Yin-Yang? Owszem, wiele razy:))))))
Ale …. każdorazowe wymieszanie ich prowadzi do …. ODMIENNYCH obrazów zdrowia i jego zaburzeń 🙂 Weźmy np. pod uwagę, iż wedle 5 faz serce wiązane jest z ogniem, według zaś pierwotnej TCM – tej „od Yin-Yang”:)) – fizjologiczną podstawą ognia są nerki ….. Patrząc z kolei na inne, dawne systemy medyczne …. trudno jest serca z ogniem nie powiązać … opisując też relacje między organami oraz remedia … nieraz upraszczamy, by nie wnikać w chińskie labirynty ………………Może to nienajgorsze, gdyż komu starczyłoby na nie życia…… ?   

Jednak radosne:”…bierzemy x bo jest z elementu x i gotujemy w „y” a to pomaga na x i y….., jak widzimy z 5 faz, czyli ( i to jest petarda, ale się zdarza:)))) yin-yang….. ” …..niestety, bywa pułapką.

5 faz to wielorakie zależności wzorów, w Yin-Yang chodzi o ZROZUMIENIE konfiguracji całości.

   5 faz … w najpopularniejszym wydaniu omawia przyporządkowania roślin … Wielu Chińczyków w ogóle nie bierze tego pod uwagę.

Rzadko kto zwraca uwagę – podobno „praktykując 5 faz” – na zapachy. Ale moim zdaniem są bardzo ważnym elementem, jeżeli chodzi o właśnie tę teorię….

Proszę Państwa … to zabrzmi, jak herezja i wielu się nie spodoba ( cóż, to nie torebka, podobać się nie musi:)))), ale NIE MA jednoznacznej, wiążącej interpretacji teorii 5 faz…. Więcej: analizując wzory 5 faz…
spostrzeżemy… że …………. czasem podważają one samą teorię:) ….

Odważam się zamachnąć na „wiedzę znawców 5 przemian”? 🙂

Nie ja pierwsza i nie nazwałabym tego zamachem, ja tylko proponuję powzięcie DYSTANSU wobec fanatyzmu, jakim często odznaczają się nuworysze ( może nie „rysze”;)) – nuwowiedzący;), którzy wpadając w wir niezwykle intrygującej wszakże obcości … od razu pragną ją … sprzedać jako „fachowcy”.  

Zanim zobaczę pełne potępienia posty … proszę zapoznać się ze stanowiskiem mohistów … filozofów skupionych wokół Mo Ti – dość niesprawiedliwie uznanego przez komunistów za ich prawzór:))), a niesprawiedliwie, bo przecież uważał, iż rządzić powinni „mądrzy i szlachetni”….:)  … Przykre, że zwalczał muzykę … Ale piętnował korupcję urzędników:) ….. Nie twierdzę, iż mohiści w kwestii 5 faz  mieli rację – przeciwnie, dobrze, iż teoria 5 faz przetrwała i ma się dobrze – jest źródłem mnóstwa inspiracji, pomaga też często w zobrazowaniu relacji we Wszechświecie …. proszę więc nie zrozumieć mnie źle: ja tylko wołam o odrobinkę pokory wobec świata Azji … O tę odrobinkę … u  ludzi pogubionych między Wschodem a Zachodem ………………

……………….

Drodzy Państwo … to prawda, nie jestem w stanie odpisać Wszystkim z osobna, prawda,  nie stosuję się do własnych wytycznych odnośnie odpoczynku 🙂 …. Ale wierzę nadal, iż – choć nieraz wizualnie daleko od siebie – potrafimy poczynić niezbędne zmiany gwoli lepszego świata … choćby i tego „mikro” ….

Jak pisał Mo Tsu:
– ” Wzajemną miłością i wzajemnym wsparciem da się zmienić wszystko…”

…. Da się?

Szczęśliwego Nowego …..

Posted in aktualności, TCM | 4 komentarze »

TCM ,czyli odporny, jak Chińczyk.cz.24.

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 20, 2011

Jako drobna cząstka gigantycznego i samosterującego nadsystemu, jakim jest ludzkość ,zastanawiamy się , dlaczego nasze życie na Ziemi jest zorganizowane tak źle przez nas, ludzi którzy jesteśmy przecie wytworem świata stworzonego przez nas samych…..Prof. Julian Aleksandrowicz

Pokazano mi jeden z ostatnich egzemplarzy  „Forum” z pretensją : ” A zachęcałaś” . Fakt, pisałam o jednym czy dwóch tam artykule , ale od razu „zachęcałaś” ? 😉 . W egzemplarzu był artykuł – i dobrze, że był , ponieważ wiedza o tym, co w prasie zachodniej , i tak się przyda , a że tym razem było i stare (bo artykuł z Suddeutsche Zeitung , 13.08.2010) i mocno tendencyjne…cóż …Ein Volk , ein Fuehrer….:)))) . Było ? Ale historia uwielbia się powtarzać .

Niemieckie media rzeczywiście – nawet te, które wcześnie pozytywnie przybliżały akupunkturę , jak m.in. „Der Spiegel” , zaczęły się nagle „nie zgadzać ” i wynajdować „naukowe dowody” , że „nie działa „. Nie działa to co OBCE 🙂 .

Więc …nie działa ? Działało tysiące lat , działa nadal , bo Niemcy lubią chodzić na kłucie ;)))  , ale trzeba napisać , że „nie działa „? A dlaczego ? Czyżby zaufanie do medycyny szkolnej osłabło tak bardzo , do wschodniej zaś i tradycyjnej zarazem – wręcz przeciwnie, że byłoby to odczuwalne w kieszeniach big biz pharma ? No to nic dziwnego , że należy postraszyć 🙂 .

Artykulik rodem z Bawarii , krainy , której Landesrat zasłynął był teraz wiekopomnymi 🙂  zaleceniami karmienia zwierząt hodowlanych przeterminowanymi produktami spożywczymi:)) , jak np.chipsy 😦  , od zawsze zaś słynnej z przyjacielskiego ;))))))) nastawienia do wszystkiego , co NIEniemieckie , wreszcie odważył się złamać polityczną poprawność i … spróbował podpiłować poglądy (wyrażane w odwiedzaniu gabinetów TCM ) tubylców na akupunkturę . Chociaż tak , jak nie można inaczej 🙂 .

  Z grobu wyciągnięto Pana G.Soulie de Moranta , człowieka , który starał się , jak mógł , akupunkturę Europie pokazać i mimo wielu kłód pod nogami , do końca nie zrezygnował z misji , jaką był sobie wyznaczył . Przyczepiono się m.in. do jego …tłumaczeń :))) z chińskiego. Znawców języka…mnogości dialektów z obszaru Chin nie muszę przekonywać do subtelności w nich zawartych i europejskich z owymi trudności (przeważnie, choć nie zawsze . Niektórym Tym , którzy o chińskim pojęcie mają …chińskie 😉 , a artykuł przeczytają , pozostanie pewnie oburzenie :” Jak on mógł, tak źle przełożyć jing luo”:)))) ?  

To nie było złe .I nie cofnę niczego , co o jing luo napisałam , a pamiętam , co . Znalezienie odpowiedniego słowa do jing luo w językach z tak odmiennego kręgu kulturowego nie jest rzeczą łatwą ,stąd w cyklu TCM korzystałam z opracowań nie- sourantowskich:) , chińskich , szwajcarskich , japońskich , angielskich, niemieckich i in.- dla najlepszego oddania meritum .

Pan Sourant ? On się starał. Nawet zaś , gdyby popełnił wiele błędów , to i tak nie zmienia to samego charakteru akupunktury , jej wartości dla naszego zdrowia , a także jego roli w upowszechnieniu jej w niewdzięcznej Europie . Ale kiedy można przywalić  , to kijaszek się znajdzie .

Panu Mourantowi zarzucono nawet , że „PRZYPUSZCZALNIE nigdy nie widział nakłuwania” . Przypuszczalnie. Gazeta tego nie wie, ale napisać , tak na wszelki wypadek , warto . Nie zatrzymam się raczej nad stwierdzeniem redaktora , że Pan G.Soulie de Mourant był ojcem „zachodniej akupunktury” , ponieważ coś takiego , jak „zachodnia akupunktura” …???

Może miał na myśli indiańską moksę – niektórzy też czują JAKBY 🙂 ukłucie , gorące nawet:) . A może inne , zapomniane już  praktyki starych plemion ? Ja tego nie wiem , a jeżeli faktycznie byłaby „zachodnia akupunktura ” , to….nici z wysiłków , Państwo Bawarstwo, ponieważ skrytykowaliście zachodnią – bo podobno taką znacie , „której ojcem był…”?- a w dalszym ciągu wolna od zarzutów pozostaje chińska :):)))) .

Zażarcie atakującym pojęcie meridianów 🙂 poleciłabym np.lekturę bardzo poprawnego Ichiro Yamaguchi , „Ki als leibhaftige Vernunft .Beitrag zu interkulturellen Phaenomenologie der Leiblichkeit” , Muenchen (też Bawaria:))), 1997 . Może wtedy nieco lepiej zrozumieją , że niuanse obcego podwórka nie zawsze są łatwe do pojęcia i nie zawsze dają się przeflancować na swojskie tak, jakbyśmy chcieli .

Nie zawsze da się przeflancować choć odrobineczkę , choćbyśmy bardzo , ale to bardzo chcieli…bo korzystając z wspomnienia o TCM , pragnę przypomnieć o roślinach  funkcjonujących w dalszym ciągu na Wschodzie , tutaj znajdujących się w szponach koncernów , ciężko dostępnych zwykłemu amatorowi ….uprawiania ciekawych 
zielenin :))).

Na pierwszy ogień weźmy przęśl 🙂 .O tak  , jest wedle oficjalności 🙂 „niebezpieczna” i Boże broń używać jej bez NADZORU lekarza ,  ale …dlaczego , u licha dlaczego Chińczycy stosujący ją od ….nie powymierali ? Odporny jakiś ten naród  :). 

Przęśl więc ….Ephedra – w zależności od tego , skąd pochodzi , z drugim członem wymiennym :np .Ephedra distachya , Chwojnik chwoszcziennnyj 🙂 , zwana też „zielem Kuźmicza” od Fiodora Kuźmicza Muchawnikowa  – świetnego znachora , prostego rosyjskiego chłopa i jednocześnie wybitnego lekarza …bez jakiegokolwiek dyplomu , którego powodzenie u chorych  dzisiaj mogłoby go zabić ….zawiścią ekspertów 🙂 rzecz jasna .

Mówiąc o przęśli wymieniam z 64 znanych (!) gatunków kilka …Było z czego korzystać :). Stosowano ją m.in. w astmie , moczeniu nocnym , alkoholizmie , nieżycie górnych dróg oddechowych … Jasne , że rozsądnie , bo człowiek nie jest głupkiem, jeżeli mu się na to …pozwoli :).

Jest i Ephedra equisetina , sinica , intermedia ,  americana …. Ephedra sinica – w literaturze starej, fachowej , jako „antyczny,  chiński stymulant ” ( ale ceniona i przez tybetańskich mnichów i w Korei i …i….) Ephedra nevadensis  jest wciąż przęślą , bardziej znaną w US jako „herbatka mormonów” 🙂 . Ma Huang po chińsku 🙂 jest w działaniu słabsza od adrenaliny ( p.działanie adrenaliny 🙂 , ale powolniejsza i jej skutki czuć dłużej . Czy może dziwić , że przemysł chętnie z niej korzysta – och, nie z niej , z „chlorowodorku efedryny „:))) , czyli postaci przetworzonej ?

Rośliny – lekarstwa , rośliny – przyjaciele zostały uznane w Jewropie za rośliny przeklęte …Brakuje tylko palenia na stosach . Ot, XXI wiek …

—————————-

Lektury:

poza wymienionymi w cyklu TCM oraz aktualnym tekście :

„Dikorastuszczije liekarstwiennyje rastienija SSSR ” 🙂 , A.Gammermann ,I.Grom  , Moskwa 1971

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę.cz.1O.Wzmacniamy system limfatyczny.Aktualności.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 12, 2011

Nowymi szczepionkami na „każdy”:)))))) rodzaj grypy zajmować się nie będę, gdyż chyba już nie ma takiej potrzeby.Dzięki wielu doświadczeniom, obserwacjom, portalom , a przede wszystkim stojącym za nimi Ludziom świadomość w narodzie podniosła się tak znacznie, że nie wiem, czego by potrzeba, by zmusić Obywateli do poddania się  przemysłowej przemocy. Przemocy, gdyż o samą wiarę w kłamstwa produced by big lobby jestem spokojna i to mimo wzmożonych wysiłków deprecjonowania zwolenników normalnego, odpowiedzialnego , zdrowego życia. Im więcej takich wysiłków, tym więcej głów poruszy się pytaniem „dlaczego im to przeszkadza?”:)))

Wciąż zostaje mnóstwo innych tematów, więc najpierw skrót aktualności wydających mi się godnymi odnotowania.

Odważna i dość rozsądna, jak na fragment systemu medycznego gazeta Ärzteblatt zamieściła artykuł pt.
” Pharmawerbung beeinflusst Verorordnungsverhalten”, czyli : reklama przemysłu farmaceutycznego wpływa na zalecane terapie i , jakkolwiek temat potraktowano łagodnie, to jednak jest oficjalne przyznane: „….eskponowani na reklamę lekarze przepisują częściej, gorzej i drożej”-wg meta-analiza PLoS Medicine, 2010,7.

Nieco dalej poszła SRW2 z relacją Pani Evy Schindele „Schweingrippe und Co….., Wer bestimmt, wogegen geimpft wird” czyli : „świńska grypa i spółka: kto ustala przeciwko czemu szczepić”, a w której dość wyraźnie STIKO*(ww w.
rki.de) jawi się bardziej jako agencja przemysłu aniżeli instytucja o jakimkolwiek innym celu.

Moją uwagę przyciągnął też artykuł z nieocenionego Ärzteblatt , traktujący o antykoncepcyjnym środku zawierającym etongestrel , a implantowanym w rękę pełnych ufności pań- ostatnim „krzyku mody medycznej”  który w czasie swego działania powinien przez 3 lata uwalniać odpowiednie hormony do krwi ,działając jak nazwa:) wskazuje. Otóż niecałkiem.

w w w.aerzteblatt. de z 05.01.2011,” Hunderte Frauen in Grossbritannien trotz Verhutungsmittel schwanger” (setki kobiet w UK mimo środka antykoncepcyjnego zaszły w ciążę).

Autor artykułu pisze o odszkodowaniach, które NHS (National Health Service) musi wypłacić pacjentkom z powodu stosowania ww., a jest to niebagatelna sumka 200.000 funtów. Od czasu wprowadzenia na rynek zanotowano też ok.3000 przypadków działań ubocznych (domyślam się, że niepożądanych, ale tego nie napiszę, gdyż w artykule wyraźnie stoi: „działań ubocznych” i tyle  ), jak również 600 kobiet zaszło w ciążę MIMO stosowania ww.specyfiku.

Ale widocznie „wygodny” implancik był tego wart. Czy jestem złośliwa? Może troszkę , ale już nie wiem, jak reagować na tak oczywiste podążanie za komplikacjami.

Podobnie smutne wnioski nasuwają mi się w przypadku ludzi wyśmiewających miłośników dobrego, zdrowego pożywienia i usiłujących dorobić im gębę „ortorektyków”- nazwy specjalnie wymyślonej , by mieć podstawy do „specjalistycznego” :)))) potraktowania tychże w razie, gdyby jednak nie zechcieli spożywać masowej, plastikowej produkcji zadanej im przez big fast food.

Jeżeli ktoś pokochał spożywanie plastiku, genetycznie modyfikowanych niespodzianek, to proszę bardzo, niech płaci za trucizny w pestycydach , za trucizny w otoczeniu , za swoje zdrowie, niech finansuje laboratoria przemysłu spożywczego i farmaceutycznego : ZE SWOJEJ KIESZENI. Chociaż to też nie jest dobre wyjście, gdyż na dłuższą metę oczywiście i tak odbije się to na wszystkich, z planetą włącznie. Ale na obłędus finansowus:) i obłędus ambicius:) chyba nie ma lekarstwa.

Podam jeszcze Państwu ciekawe linki: „Pharmaindustrie macht aus gesunden Menschen lukrative Patienten ” (przemysł farmaceutyczny czyni ze zdrowych ludzi lukratywnych pacjentów) na You Tube, w w w .youtube.com/watch?v=HDZjJuaOf3w  ,

 „Pharma verschweigt massive Nebenwirkungen” (Pharma przemilcza liczne działania uboczne)- w w w.youtube.com/watch?v=wULod_xhxl8 ,

„Gefahrliche Medikamente:Studien verheimlicht” (niebezpieczne lekarstwa: studia utajniono )- w telewizji szwajcarskiej, w w w.videoportal.sf.tr/video?id=d686900f-6e08-4e4c-a88b-4c37574b3106  ,lub po prostu, w razie, gdyby były trudności z wpisaniem linków, ww.podane tytuły i „youtube ” lub -link ostatni „videoportal.sf.”.Warto obejrzeć i posłuchać, warto przetłumaczyć.

O boreliozie odcinek następny….

A więc czas mercuriusa : rtęć, żywe srebro….rtęć w amalgamatach, szczepionkach …totalne zatwardzenie .I to nie jest żart, gdyż rtęć w organizmie powoduje niereperowalne szkody w jelitach. Nie dziwi zapotrzebowanie na środki przeczyszczające, podobnie zresztą, jak w czasach, gdy „leczono” końskimi dawkami rtęci np.syfilis. Wtedy też z lubością stosowano drogie , drastycznie;) wręcz działające remedia , jak antymon czy  chiński rabarbar. W końcu, wycieńczony organizm z tęsknotą wyczekiwał zejścia….

Co mają specyfiki przeczyszczające do boreliozy? Oczywiście odtruwanie organizmu.

ALE o nich już co nieco było. Kiedy więc poczynimy w sobie porządek, o którym nie można zapomnieć ZANIM przejdzie się do etapu następnego,  czas zabrać się za wzmacnianie obiegu limfy i reparację śledziony.

Jedną z najlepszych roślin wspierających system limfatyczny jest jemioła (viscum album), teraz będzie świetna pora na jej zbieranie, stąd przypomnienie. Wcześniej pito nawet herbatkę z jemioły , choć wydawałoby się, że działanie jest mizerne, a w Chinach znana jest rola Viscum album w …naprawianiu grasicy oraz przysadki , czyli w przywracaniu roli i formy (!) grasicy i wsparcia funkcjonowania przysadki. W tym przypadku stosuje się tincturę i napar. Według TCM jemioła pomaga grasicy  „znów stać się grasicą”:).

Chrysoplenium alternifolium (śledziennica skrętolistna)  – napar lub świeża wspiera czynność śledziony, stosowana jest też przy zaburzeniach wątroby i pęcherza moczowego.UWAGA:żółciopędna. Jak zwykle w Polsce , nazwę grecką i łacińską dobrze wskazującą na roślinki zastosowanie zmieniono tak, by niekoniecznie ją z właściwościami kojarzono. Z greckiego chrysos- złoto i splen- śledziona. Ale tutaj ktoś musiał zrobić z tego śledziEnnicę. W Niemczech funkcjonuje po prostu jako Milzkraut=zioło śledzionowe:).

Jarzębina (Sorbus aucuparia) -ocet, sok, ale przede wszystkim napar z suszonych jagód jarzębiny- „herbatka” jarzębinowa jest wyśmienita przy zaburzeniach limfatycznych. Nalewka   stosowana jest również w TCM przy obrzękach limfatycznych.

Kurdybanek:), (Glechoma hederaceae) -pili go malarze i pracownicy odlewni ołowiu przeciwko zatruciom metalami ciężkimi .Matthiolus- mistrz zielarstwa z XVI wieku przepisywał kurdybanek w winie na „otwarcie wątroby i śledziony” by „wypędzić trucizny”. Specyficzny zespół substancji dobranych przez Naturę w kurdybanku pozwala oczyścić limfę eliminując to co zostało z rozpadu bakterii, ale  „wyprowadzi” i same bakterie , reguluje metabolizm , łagodzi zapalenia w procesach martwiczych, ropnych.

Pokrzywa (urtica dioica) przepłukuje limfę i odśluzowuje krew, ze względu na sterole i lektyny działa też immunostymulująco (Schonfelder , 2004).

Liatra (Liatris odoratissima) – receptę z liatrisem spotykamy u Hildegardy z Bingen; składa się z 6 gramów zioła, odrobiny miodu , szczypty pieprzu i kory cynamonowej gotowanych w winie przez parę minut. Dziś dodaje się ją do tytoniu , ale w opracowaniach fitoterapii wspomina się o diuretycznym, tonizującym , stymulującym i pobudzającym krążenie działaniu.

To zaledwie kilka z roślin czyszczących limfę i wspomagających śledzionę 🙂 ……cdn.

——————————————————————————

Lektury:

wymienione w tekście , plus:

w w w.aerzteblatt.de

w w w.rki.de

w w w.swr.de

w w w.videoportal.sf.tv

w w w.ncbi.nlm.nih.gov.

w w w.freidok.uni-freiburg.de (opracowanie o pokrzywie:), urtica dioica

Soltis, Tago-Nakazawa, Xiang, Kawao,Murata,Wakabayashi,Hibsch-Jetter :”Phylogenetic relationships and evolution in Chrysoplenium….” American Journal of Botany,88,2001, w w w.amjbot.org – bardzo dobre opracowania przydatne dla fitoterapeutów

Posted in aktualności, borelioza, farmakologia, odżywianie, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.23.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 22, 2010

JEST.Wreszcie. Przesilenie zimowe 22/23 grudnia za pasem:). W kulturze słowiańskiej świętowane, w kulturze
….unioeuropejskiej?;) wyrównane do nicości: w oficjalnych kalendarzach niet i już. A jest co świętować…..

Chińczycy zaobserwowali, że od tej pory „dzień przyrasta na grubość nitki….”. W szarościach i usypiających bielach, w mrozie i martwocie- czy to nie jest najlepsza z możliwych nowina?

U nas…u nas dopiero „na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok…”. Ale niektórzy mogą tego skoku nie doczekać, dlaczego nie mieliby zacząć cieszyć się już teraz?:)))

W Chinach Dong Zhi ma tak doniosłą rolę, jak Nowy Rok-to na cześć Przesilenia Zimowego wzniesiono w Pekinie świątynię Niebios. Chwalono więc niebiosa i …dzielono się ze wszystkim, co żyje, wszystkim, co posiadano- nawet z myszami:) , wierząc, że zapewni to szczęście do…następnego przesilenia.

W ujęciu bardziej duchowym można by rzec, że czyniono  wszystko, by….nakarmić zarodek własnego, odradzającego się „ja”: przecież właśnie budzi się do życia Yang , teraz więc należy zacząć wzmacnianie organizmu -krok po kroczku, dbając, by odżywiać się pokarmem pełnym energii, pozbawionym „śmieci”…tak, tak, święta a przy świętach stół z łakociami , także z tymi ze sklepów….no cóż, podobno mamy wybór…..:)

Dla Chińczyków to czas „głównego przeglądu technicznego”:)))- da xiuli, więc:

-oczyszczanie

-smarowanie

-reset:)))

-pojenie

-uruchomienie i jazda próbna:)))))

Co do punktu pierwszego:oczyszczanie. Teraz , jak w każdym innym przypadku , niektóre media usiłują wmawiać społeczeństwu, że niczego, absolutnie niczego nie wolno nam robić „bez pomocy fachowca”. Czy dlatego wygląda ta nasza cywilizacja, jak wygląda, że zajmują się nami właśnie….. fachowcy?;)

A kiedyś, na wsi, w mieście, ludź za pan brat z Naturą głodował, kiedy czuł, że musi, potem wracał do zdrowia, jadł co chciał, jak przesadził- znowu pogłodował…..i żył .Obejrzyjcie proszę czasem nasze stare cmentarze wiejskie , poszperajcie w kościelnych kartotekach: śmierć w wieku powyżej 90 lat wcale nie była rzadkością.

Będąc fachowcem od siebie samego bierzemy odpowiedzialność, ale i zyski , na siebie. Czy tego chcemy- musimy rozstrzygnąć sami. Głodówki…już pisałam-na pewno nie długie, nie dla każdego prawie (poza wodą) całkowite ( a te nie dłużej niż 24 h !) i to w odpowiednim czasie zgodnym z zegarem natury, czyli: na pewno nie przed pełnią księżyca. Tym, którzy się w tej chwili uśmiechną z lekceważeniem, powiem, że ja widzę uśmiechnięty Księżyc i ten obraz odpowiada mi bardziej:)..a propos Natury: proszę spojrzeć: najpierw porządnie sypnęło. Etatowi przepowiadacze pogody plątali się w prognozach, a przecież to jasne: najpierw Matka okrywa wszystko, na czym Jej zależy, potem niszczy, co Jej nie pasuje. Duże śniegi- potem duży mróz. Ale to chyba wciąż za trudne dla specjalistów pragnących skomputeryzować nawet Naturę….

Myśląc o oczyszczeniu nie zapominać o skórze proszę: sauna tylko PO pełni księżyca, o osobach, które z tego dobrodziejstwa mogą korzystać z wyjątkową ostrożnością, pisałam, zresztą wskazówek odnośnie sauny nie brak w literaturze ani w necie.Poza sauną: kąpiel z garścią kamiennej, swojskiej soli i olejków ( o aromaterapii napiszę osobno, to cykl na lata:))), zwracając Państwa uwagę, że aromatyzowane sztucznie świeczki, drewienka, plastiki i inne cudeńka to NIE JEST AROMATERAPIA. To CHEMIOterapia bez trzymanki.

Po oczyszczaniu.. najpierw warzywne soki, ALE razem z miąższem (poza kapustą) . Potem przyjdzie kolej na sok klarowniejszy. Teraz ma być „tęgi”:).Małymi łykami, codziennie: z marchwi, pietruszki, selera , buraczków -jestem zwolenniczką-poza specjalnymi przypadkami- soków jednorodnych, więc ja ich nie mieszam.

Wracając do Chin: pożywienie ma wzmacniać Yang, więc…

-to, co pochodzi od zwierzątek: jajka, mięso (kto jada, ten jada, ja- nie…), sery, ryby….

Ale oczywiście pamiętamy o równowadze, tzn.:uzupełniamy jedzonko Yang produktami zrównoważonymi energetycznie , m.in. strączkowymi.

Podkreślam sens spożywania polskich warzyw korzeniowych: wzrost w chłodnym klimacie , czyli (niestety:), naszym, już nadaje wartości YANG. Dodatkowo wzrost w naszym regionie powoduje, że te organizmy są już z naszymi poniekąd „zaprzyjaźnione”, nie powodują reakcji ” a ktoś ty”?;)….

następnie wsuwamy to, co zrównoważone:), więc:

-strączkowe- i tu przy fasoli białej: proszę poświęcić jej, przyrządzając, nieco więcej uwagi i uczynić to na sposób dalekowschodni, a mianowicie:dobrze wymoczoną ( dla mnie „dobrze wymoczona” to 12 godzin:) zagotować w proporcji: 2 pełne szklanki wody na jedną niepełną fasoli, gdy już się parę minut pogotuje, przykryć ją o numer mniejszą od garnka:) drewnianą pokrywką ( w najgorszym razie-emaliowaną) i gotować dalej. Kiedy zobaczymy, że pokrywka się nieco podniosła (fasola zwiększa objętość) , a woda wrze, unieść odrobinę pokrywkę i dolać odorbinę zimnej wody z brzegu garnka, czyli przerwać proces gotowania….i znów pokrywkę na fasolkę, do garnka, i znów do wrzenia…i ponownie zimna woda….itd.aż fasola zmięknie do ok.90 %, dopiero wtedy możemy ją posolić i dogotować bez dolewania zimnej wody.Jakkolwiek metoda może wydawać się śmieszna lub (i) pracochłonna:), to zaręczam, że jest prościutka, zajmuje mniej czasu niż normalne gotowanie twardego strączkowca:), wymaga jedynie doglądania jej:), zaś spreparowana w ten sposób ma bardzo subtelny smak , jest aksamitnie mięciutka i- co najważniejsze: lekko ją strawimy.Można ją piec? Można. Ale i tak najpierw ją wtedy trzeba zagotować, potem zabrać łuskę i dopiero piec, a to jakieś….drobnostka:) – razem 3, 4 godziny:))))) no i nie jest aż tak łatwo strawna, jak gotowana.

Jeżeli już przy fasolach jesteśmy, to fasolka azuki ( do kupienia już chyba w każdym mieście) przyrządzona tą samą metodą,ale z kasztanami jadalnymi, zawiera mnóstwo ciepła , gdyby ktoś był regularnym zmarźlakiem, to danie go z pewnością rozgrzeje. Co dodać ? Wedle smaku. Ale na pewno:szarą,  kamienną sól i masełko:))) 

-NIERAFINOWANA sól morska ( w razie , gdyby ktoś odczuwał problemy z pracą serca po spożyciu SZTUCZNIE DOJODOWANEJ SOLI SPOżYWCZEJ  (od posiadającej jod naturalnie-morskiej- nie ma się co spodziewać sensacji sercowych, chyba, że zjemy jej na raz pół szklanki;)))))), a o co Państwa nie posądzam) , proszę zwrócić na to uwagę i oczywiście wybrać inną( w ogóle wybrać inną:)) -piszę o tym, gdyż często ludzie nie wiedzą, z czym wiązać pewne objawy , boją się najgorszego, a bywa, że sprawcą niektórych dolegliwości może być banalna,  zachemizowana , zwykła , biała sól).

-marchew, pietruszka korzeniowa, seler, por, dynie

-NIERAFINOWANE oleje roślinne

-NIEAROMATYZOWANE herbaty (można sobie samemu zaaromatyzować skórką jabłka czy kardamonem….)

-nadal aktualne orzechy włoskie (kapłani świątyni Izydy w Pompejach zastygli w lawie wraz ze swym pożywieniem…orzechami -i tak dowiedziano się, co jadali na wieczór:))

-słód jęczmienny zamiast cukru (z umiarem:)))))

Uwaga: farmaceutyki, narkotyki ( z nielicznymi wyjątkami) są BARDZO SILNIE JIN i szczególnie o tej porze roku mogą spowodować wytrącenia z równowagi, które nie będą już do naprawienia w całym spektrum. To jak uszkodzenie blachy w samochodzie (przepraszam, jeżeli ktoś poczułby się urażony, cóż- mówię o samochodzie:))))-już nigdy raz pogięta blacha nie będzie chroniła nas tak, jak nieuszkodzona…choćby i sam mistrz ją wyklepał:))):przenosząc to na organizm: naruszona struktura powoduje brak odpowiedniej komunikacji między komórkami, a co za tym idzie, uszkodzenia w samych komórkach, te zaś wytrącone z prawideł zachowują się , jak chcą, mając za nic wszelkie prawidła. Prawda, że proste?

Proszę Państwa, zaraz będziemy (przynajmniej większość ) świętować, życzyć sobie nazwajem itd, dawać prezenty, ale ja , dziękując przy okazji serdecznie Państwu za dotychczasową obecność i żywy :))) udział w mojej działalności tutaj życzę  Państwu i sobie 🙂 tylko , … abyśMY, my- to znaczy Ludzie, byli dla siebie nawzajem tacy, jak chcielibyśmy, żeby ktoś był dla nas. I żeby każdy z nas zechciał zrozumieć , że najwspanialszym prezentem, jaki może dać Innemu, jest ….ciepło i szczerość serca….I to nie od święta, a na codzień. Spokojnych Swiąt Państwu życzę ….

Posted in aktualności, odżywianie, TCM, zdrowie | 2 komentarze »

TCM, czyli odporny , jak Chińczyk.cz.22.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 5, 2010

„Poprzedniego wieczoru byłem u Rydygiera. To docent, internista, , lubi mnie i leczy za darmo.(…)Specjalizował się w Ameryce, wobec czego nie jest zbyt dobrze widziany i stoi to na przeszkodzie do uniwersyteckiej kariery, lecz nie przeszkadza różnym bonzom i dostojnikom reperować u niego zdrówko. Stąd piękne mieszkanie (…),…To  co mówi, jest osobliwą mieszanką przyrodoznawstwa i sceptycyzmu, szacunku dla bliżej nieokreślonych okultyzmów i bezsilności wobec tajemnic nieprzeniknionych nawet dla lekarza. (…) Zakazał pić wódkę i nakazał pić sok z dziurawca na niewydolność wątroby…..”  L.Tyrmand, z pamiętników pisarza

Skąd Tyrmand w TCM? A tak, na długie, zimowe wieczory, gwoli przypomnienia, że dzienniki różniste, auto- i biografie, też wiedzy o znaczeniu medycyny naturalnej dostarczają, że stricte „naukowe”, suche nieraz do bólu;) opracowania nie są jedynymi miarodajnymi źródłami informacji o historii „czegokolwiek”. Niby wiadomo, a jednak często się zapomina, stąd łatwo potem powiedzieć:” W Polsce Ludowej lekarze , walcząc z ciemnotą (???!!!)stosowali wyłącznie (???)medycynę akademicką”- gdyż takie „coś” niedawno wpadło do ucha. Zresztą….mają Państwo dziadków…rodziców…. a gdyby nie, pozostaje literatura faktu, czyli całe morze punktów widzenia. Wnioski – jak zwykle należą do Państwa.

Z małego śniegu zrobił się całkiem spory:) ..Ach, to pewnie tak wygląda globalne ocieplenie?:))))) I pomyśleć, że jednak są ludzie, którzy w to uwierzyli…A może to ja rozumuję nieprawidłowo….może ten mróz to tak naprawdę ciepły etap  zimniejszego okresu….no bo gdyby tak temperatury spadły do -40, to teraz faktycznie, ocieplenie:)))))

Tymczasem „Chińczycy trzymają się mocno” i zapewne ciepło , a będą jeszcze mocniej, gdyż i u nich nadchodzi Wielki śnieg- Da Xue, z 7 na 8 grudnia.

Jin rośnie , niedługo wespnie się na szczyt:), wskazówki z poprzedniego odcinka wciąż aktualne, wciąż panuje też żywioł Wody, ale przecież TCM to skarbnica wiedzy wszelakiej, to w dodatku harmonijna połączenie taoizmu i konfucjanizmu , więc czerpmy całymi garściami i zobaczmy, co nam zostanie:)

Chwilkę poświęcę odzieży, gdyż niestety, nie wszyscy zwracają na to uwagę- a wydawałoby się- rzecz podstawowa.

Buty- jeżeli wkładka jest syntetyczna- proszę albo się jej pozbyć, albo przynajmniej włożyć tam wełnianą.Może być też korkowa, w ostateczności , acz nie polecam ze względu na umiłowanie zwierzaków , skórzana. To bardzo ważne, gdyż wszelki „tworzyw sztuczny”;) osłabia nam Qi w stopie, a tego szczególnie w zimie robić się nie opłaca- w krótkim czasie przekłada się owo na zaburzenia nerek. Skarpety koniecznie wełniane. Pojawiły się też bambusowe, ale w naszych warunkach wełnianki  zimą są niezastąpione- po prostu wełna dodatkowo „wykonuje” mikromasaż skóry, pobudzając krążenie, a przy tym, nawet zmoczona nie oziębi stopy w sposób niebezpieczny (oczywiście pod warunkiem, że nie będzie namoczona bardzo długo,czyli jakieś 8, 10 godzin).

No i głowa.Ważna jest ochrona zatok- szczególnie u „migrenowców” i cierpiących na „wiecznie kapiący nos”, ale tak naprawdę, to u wszystkich. Wiatr jest horrendalnie przeszywający, niesie duży ładunek chłodu- poprzez uszy , czoło, może zaszkodzić wielu narządom-pamiętajmy o mapie punktów akupunktury na uszach- tam też odwzorowane jest całe ciało… uszy muszą być osłonięte i…proszę, nie ładujcie w mróz do uszu słuchawek- przy i tak napiętych zimnem błonkach głośna muzyka może sprawić, że słuchawki już nigdy nie będą Wam potrzebne…chyba, że te z aparatem słuchowym.

Ale śnieg: spadła woda w najczystszej postaci. W dodatku strukturyzowana, o czym z pewnością już Państwo gdzieś słyszeli. Mówiąc „najczystszej postaci” mam nadzieję, że ciągle istnieją rejony, w których to określenie zawiera w sobie sporo prawdy:), w każdym razie nie polecam śniegu z terenów zanieczyszczonych- to jasne. W innym przypadku….spójrzmy na zwierzaki: liżą śnieg wolno, po odrobince. Smakują. Nie jedzą go dużo, gdyż wiedzą, że taki rarytas trzeba dozować. I nie jest prawdą, że śnieg smakuje wszędzie tak samo:). ..I jakoś nie zauważyłam, żeby ssaki jedzące śnieg rodziły potem bałwany;)

Uwaga: śnieg najlepiej przynieść w małej porcji do domu, bardzo powoli, po szczypcie ocieplać w buzi.Nigdy nie jeść śniegu na zewnątrz w czasie wiatru: za dużo elementu zimna. Ideałem byłby „śniegowy deser” w słońcu. Ile? Łyżeczkę, łyżkę- a potem, jak kto lubi:), byle czysty. Jeszcze, co do czystości…tak niedawno słyszałam peany na cześć japońskiej diety, że jedzą sushi i tacy zdrowi. Japończycy nie jedzą wyłącznie sushi- to po pierwsze, korzystają z mnóstwa roślin , że nie wspomnę o dobrym ryżu- to po drugie, o chorobach przeciętny Japończyk nigdy obcemu nie opowie- to po następne, do lekarza zagonić ich ciężko (pomijam hipochodryków obecnych w każdym narodzie:)))) , gdyż mają swoje metody , stąd i zdrowsze statystyki pokrywające się ze stanem realnym :)))- p.jak wyżej, ale jeśli sądzicie, że jedzenie surowych ryb nie jest równoznaczne z narażeniem organizmu na wpuszczenie tam mnóstwa oryginalnych skądinąd:) pasożytów, to proszę zrewidujcie wiadomości o rybkach. Rybki zdrowe- ok, ale o „detalach” i cenie zapomnieć nie wypada . Albo obróbka termiczna, albo b.dokładne czyszczenie…..chyba, że mamy japoński organizm…i to kolejny dowód , że można przyzwyczaić się do (prawie) wszystkiego i „co nas nie zabije, to nas wzmocni”:))

Jeszcze troszkę o śniegu….

Dawno temu zauważyłam, że rośliny podlewane wodą ze stopionego śniegu „trzymają się” przez zimę o wiele lepiej niż te podlewane wodą z wodociągu . Więc już nie podlewam „kranówką”:) a efekty objawiły się w postaci gaju , którego fragmenty z ciężkim sercem musiałam zostawiać przyjaciołom przy każdej przeprowadzce….rzecz jasna robiąc sadzonki, więc….znowu gaj:)

Zimno, nie samą wodą człowiek żyje, parę słówek poświęcę więc jedzonku. Z początkowych wpisów pamiętają Państwo zapewne propozycję kasztanów jadalnych oraz podgrzewanych  orzechów włoskich lubianych przez nerki: aktualne.

Przy chłodzie zapotrzebowanie na „dopieszczanie się” rośnie, a z nim , w wielu przypadkach, ochota na słodycze. Gdyby chociaż tylko miód, daktyle….Proszę spojrzeć na piękne zęby Arabów : co wcinają na deser? Daktyle, sezamowe ciasteczka z miodem…..). Co wcina większość Polaków? Masowy odpad przemysłowy, czyli słodycze składające się głównie z „E coś tam”;) , lecytyny SOJOWEJ , glazury z nabłyszczaczem……ja to nazywam nie „cukierki” , a „cukrzykówki”.

No tak:  kiedy obżarstwo i popęd do słodkości wygrają z wiedzą i wolą, cukier urośnie. Nie ma problemu, gdy chwilowo, od czasu do czasu, organizm sam to ureguluje, jeżeli nie przesadzimy z nowymi dostawami. Co, kiedy przesadzimy?

Funkcjonującym od wieków w TCM specyfikiem na cukrzycę jest decoctum z łupin kasztanów jadalnych: łyżkę łupin gotuje się w pół litrze wody-niedługo, do pięciu minut, odcedzony płyn piją w trzech porcjach w ciągu dnia. Codziennie, przez dwa tygodnie. Potem ? Potem przerwa, zresztą cukier po tym wywarze powinien spaść już po trzech dniach…założywszy, że w tym czasie nie uzupełnimy słodkością:)

W Chinach można kupić suszone kasztany na targach, ale cóż….tam jeszcze , w tej „straszliwej dyktaturze” (poniekąd owszem, straszliwej,ale w wielu przypadkach jakby rozsądniejszej od niejednej „demokracji”) każdy może sprzedawać na rynku żywność zebraną czy w polu czy w lesie , czy wytworzoną w gospodarstwie. I niechby ktoś jęczał, że „niehigienicznie”…..:)) Prawda, jakie to dziwne? Handlują bez książeczek zdrowia , nikt nie zagląda im w stragany  i nie powymierali…Cuda jakieś czy co 😉

Temat cukrzycy wyczerpany rzecz jasna nie jest, poświęcę mu jednak dział osobny, a teraz jeszcze o skutkach chłodu.

Bywa, że ktoś się PRZEchłodzi. Nie, nie tak zwyczajnie ochłodzi, ale pozwoli wniknąć elementowi zimna do ” szpiku kości”, do…nerek, stawów. Najczęściej mamy do czynienia z takimi przypadkami np.po długim wystawaniu na mrozie (czekając na bus….) , po przypadkowej kąpieli (nie dotyczy morsów, ale też tylko do pewnego stopnia) w sadzawce..
Uczucie zimna pojawia się koło kostek , w lędźwiach i …w pośladkach. Takie uczucie oznacza, że zimno nas zaatakowało, że chce wniknąć dalej, czyli…zniszczyć , zdominować element Ognia . Nie możemy do tego dopuścić. Okłady z imbiru to najprostsza „zapora” dla tego typu agresji czynnika zimna i pobudzenie wewnętrznego ognia do wyproszenia „zimnego gościa”. Bierzemy ok. pół łyżki świeżego imbiru lub łyżkę suszonego , zalewamy wrzątkiem , zamoczone w naparze mocno ciepłe płótno przykładamy na PLECY i do łóżka, pod pierzynę. A do gardła sok z malin.

I trochę pocieszenia:niedługo zacznie narastać Yang, Jin -maleć. Porę ożywienia czują już tygrysy, jako jedne z niewielu zwierząt zaczynające w porze Wielkiego śniegu…. gody:))

Lektury:dotychczas wymienione w cyklu TCM

Posted in aktualności, odżywianie, ogród, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.21.

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 19, 2010

No nie….ja bardzo nie chcieć pisać o tym, jak nazywa się to, o czym teraz…Mały Snieg-Xiao (oj, ao, ao:))) Xue, też jako Xiaoxue. Twórcy kalendarza made in China ustalili tę okoliczność na 22/23 listopada. I jak zwykle mieli rację- wszak zapisali wyłącznie naturę , a i u nas wszystko wskazuje, że biała kołdra nadchodzi,  ALE…jest nadzieja, bo w kalendarzu wzbogaconym przysłowiami ludowymi znajduje się i to:

Gdy na xiaxue śnieg się nie zdarzy, będą czas mieli żniwiarze. Może jeszcze wytrzyma ta przecudna, polska jesień , przynajmniej do wigilii. Tak, tak, śnieg to „pięknie i bajkowo” i ja się z tym wszystkim zgadzam. Ale proszę nie zapominać, dla ludzi żyjących w biedzie zima jest zawsze czasem najwyższego wysiłku, często- niestety- czasem dramatów, czasem upokorzeń i bólu. Tak, każdy ma swoją karmę i swoje miejsce w świecie….i to też prawda. Ale czy , jeżeli pretendujemy do miana  ludzi rozumnych, nie mamy czynić nic, by te miejsca , jeżeli jest to w naszej mocy, zmieniać? Rozejrzyjcie się Państwo…..Może jest ktoś, zupełnie niedaleko, komu Wasz gest odmieniłby los, który szczęśliwie nie przypadł akurat Wam. A jeśli nie odmienił, to chociaż zapalił światełko w tunelu beznadziejności, ulżył, pomógł przetrwać, doczekać wiosny…

A zwierzęta? Nie cieszy się żadne czując mróz i wilgoć….Czyż nie dziwne, że cieszy się człowiek?…:)

Czterołape szukają schronienia niedaleko nas, bywa, że anektują ciche kąty domostw. Nie wyganiajcie ich stamtąd. One mają takie samo prawo do życia. Wystawcie budki dla ptaków- tak, lęgowe, TERAZ- przez jesień zdążą nabrać „swojskości” i wiosną zobaczycie tam pisklęta. Ptaki nie lubią sprzętów nowych, pachnących jeszcze „ludziem”:).

Usypcie w ogrodach kopczyki z liści- jeże będą miały DOM. Z pierwszym, silnym mrozem wysypcie kaszę, proso dla Pierzastych:)- zyskacie wspaniałe towarzystwo.

Jeśli macie szczęście w życiu i znaleźliście spokojny ląd gdzieś pod lasem , a macie nadmiar buraków , jabłek (naprawdę się zdarza, niestety sama widziałam zmarnowaną tonę owoców , bo człowiek nie wiedział co „z tym” zrobić ), resztki kapusty, wysypcie to w prosty, drewniany żłóbek w kącie zagrody- przyjdą sarny. Dla zajęcy? Niezłe są małe wigwamy z gęsto ułożonych gałązek wierzby, korzenie starych drzew otulone świerczyną. Pomysły na pomoc zwierzętom ma pewnie każdy z Was, tylko pewnie nie wszyscy o tym wiedzą:).

No i niezbędnik: zwierzaki miejskie: koty, psy. Muszę pochwalić Gdańsk, miasto i tak niesamowite, kolorowe, gościnne..to w Gdańsku mieszkańcy- urzędnicy zorganizowali rozdawanie budek dla kotów. Mało tego- Oni wiedzą, że  kot indywidualistą wielkim  i nie są to byle „piętrowe bunkry” a pojedyncze, ocieplone kwatery. Od serca Gdańskowi za tę akcję dziękuję  i czekam na wiadomości z miast pozostałych ( o czym chętnie bym wszystkich powiadomiła) , czy tam też w urzędowych sercach znajdzie się miejsce dla bezbronnych zimą przyjaciół. Nawiasem mówiąc w Gdańsku jest sporo organizacji dbających o braci mniejszych- tak, to cudowne miasto.

A tak przy okazji, co do rodziców twierdzących kategorycznie, że u nich nie ma mowy o kocie czy psie, bo „dziecko ma alergię”- jest mi strasznie przykro, że w ogromnej większości jest to tylko wymówka. Ale z drugiej strony nie powierzyłabym żywej istoty komuś, kto wpadł na pomysł oszukiwania własnego dziecka, więc… Rodzicom, którzy miewają tego rodzaju idee przypomnę tylko, że dzieci wychowujące się ze zwierzętami mają o niebo lepsze relacje z naturą i …z własnymi rodzicami, gdy dorosną i nie jest to nic odkrywczego, niektórzy chyba nie chcą o tym wiedzieć, cóż- kwestia sumienia.

Co do prawdziwie występujących (rzadziej, niż się sądzi) alergii na kocią sierść, to np. nie wywołuje takowych reakcji skóra kota białego- obojętnie dachowca czy rasowego. Poza tym takie alergie też można skutecznie wyprowadzić z organizmu, o czym pewnie w swoim czasie napiszę, w każdym razie – możliwości, gdy się CHCE, jest wiele. Ale gdy woli brak…..

Niech się więc „mały i duży śnieg” trzymają jak najdalej , jak najdłużej. A żeby czekanie na zimę było produktywne, słówko o TCM.

Suszyli Państwo kwiaty liliowca, kiedy o tym pisałam? No więc teraz pora na dorzucenie ich do …rosołku. Ile? Garść. Koniecznie z grzybkami shiitake i imbirem. Liliowca dodajemy jakieś piętnaście-dziesięć minut przed końcem gotowania. Dodatek liczy się tak w przypadku rosołów mięsnych, jak i wywarów czysto warzywnych, a stosując je w zimie pilnujemy jakości naszej krwi- przypomnę, Hemerocallis posiada mnóstwo żelaza.

Ostatnio słyszałam, że ludziom starszym jest coraz ciężej znosić chłody psychicznie .Nic dziwnego- elektrosmog, chaos informacyjny, mnóstwo zażywanej chemii i wynik gotowy. Co podziała regenerująco na wyczerpany mózg i system nerwowy? Recepta wprawdzie niekoniecznie charakterystyczna dla zimy, raczej odpowiednia na każdą sytuację, w której człowiek narażony został na „uderzenia” odporności:

Szklankę pszenicy gotować 3 godziny w dwóch litrach wody, potem wycisnąć przez lnianą chustę, wywar- powinno to być delikatne mleczko -popijać 5 tygodni (gotować codziennie, więc to przepis dla wytrwałych), ale warto, bo to Qi w jednej z najczystszych i najlepiej skoncentrowanych w pożywieniu postaci. A tak poza tym…..najlepszym lekarstwem dla Starszych cierpiących zimą jest….miłość okazana przez ich dzieci.

A co z młodszymi?

Zanurzeni w depresjach, utytłani monotonną pracą….Drodzy moi, stop! Nie po to zwracałam uwagę, że nastała pora Jin , abyście tego nie wykorzystali w praktyce. Jeżeli Jin dominuje nad Jang, kiedy natura się „rozwadnia” (nie na darmo to pora wody), wówczas rośnie poziom płynów w organizmie i …organy są jak „napompowane”- niestety, również serce, więc…obrzęki.

Zimno rośnie=ciało stygnie. (proszę się nie przerażać, tylko nie pozwolić mu zastygnąć na dobre:))))))

Teraz więc, by nie wspomagać nasycenia nas płynami, zmniejszamy nieco solenie . Jeżeli poobserwują Państwo osoby , u których zimowym czasem wystąpiły jakieś guzki , nierówności w tkankach, narośla na ….narządach rodnych, a nawet mózgu , to z pewnością okaże się, że poziom płynów w ich ciele był od jakiegoś czasu za wysoki, że piły sporo, ale nie odprowadzały wilgoci , stąd opuchlizny, grudy- zimno to jak lód na rzece- też tworzy zatory, a przecież my jesteśmy obrazem natury….

To nie oznacza, że mają Państwo mniej niż zwykle pić- przypominam, każdy ma swoją normę- ale, że w żadnym przypadku nie można powstrzymywać odruchu oddawania moczu , a przynajmniej nie długo czy często- to się nie opłaca, to rozregulowuje nerki , co z kolei uderza w serce , a ponadto proszę się ruszać, by płyn miał okazję równomiernie się rozprowadzić , wyparować, by naturalnymi drogami wyszedł:).

Tym samym mam nadzieję, domyślają się Państwo, że niektóre węzły, guzki itp.pojawiające się o tej porze nie muszą oznaczać najgorszego , że często ćwiczenia, ruch, pożywienie pobudzające Qi potrafi je pięknie „rozprowadzić”.

Pożywienie….Migdały, pestki dyni, gotowane znamiona kukurydzy ( byle nie modyfikowanej), grzyb poria , kasza jęczmienna, natka pietruszki, seler, czarna rzepa…tej ostatniej Niedocenianej Mości wypadałoby kiedyś poświęcić cały wykład , dziś tylko o niej przypominam miłośnikom wszystkiego, co brzmi wystarczająco nieswojsko, wyleczenia się z kompleksów i snobizmów krewetkowych życząc , przy okazji zaznaczając, że żołądek polski krewetek(gdybyż one jeszcze zawsze świeże w Waszych talerzach lądowały….) specjalnie nie kochawszy:) i prędzej czy później to okazawszy:))).
(To nie znaczy, że macie nie próbować- owszem , róbta co chceta , ale błagam- nie zapominajcie o żywności lokalnej, snobizmy zawsze kończą się śmiesznością-gorzej, gdy do śmieszności dochodzi ból brzucha:)))  

—————————–

lektury:jak poprzednio w TCM

Posted in aktualności, odżywianie, ogród, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny,jak Chińczyk.cz.20.

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 4, 2010

Stało się:):Polska zacieśnia współpracę z Chinami. Wprawdzie na razie eksportujemy do Chin o wiele mniej niż kupujemy, ale miejmy nadzieję, że relacje się uzdrowią:).Gdybyż tak jeszcze zaimportować chińskie , medyczne dziedzictwo- z niego zaś dostosować do naszych organizmów to, co dostosować można….

Marzenia dobra rzecz. Jak to było?

-Ludzie zaczęli tracić nadzieję i zapomnieli o marzeniach. Przez to nicość rośnie w siłę.

-Czym ona jest?

-Pustką, jaka została….. Neverending Story- niby bajka, ale …..:)))))

Zastanawiam się , jak to napisać. Może krótko, żeby mniej bolało? Z 7. na 8.listopada w chińskim kalendarzu pojawia się Zima, to znaczy jej początek: Li Dong, a z nim – dominacja żywiołu wody.

Ktoś kiedyś powiedział, że zima to wspaniała pora roku, gdyż jesień już odeszła, a wiosna niedługo nadejdzie, więc wszystkim, którzy za zimą nie przepadają….niestety, sama się do nich zaliczam, choć co roku usiłuję ją polubić:), powiem: ZARAZ przecież nadejdzie wiosna. To tylko parę długich nocy- spójrzcie, już od przesilenia zimowego w grudniu robi się dłuższy dzień, więc to jakby mała wiosna….:)))….A w styczniu budzą się pierwsze, podziemne roślinne soki….Aby do przesilenia:).

A tymczasem…Mnich patronujący tej części roku owinięty jest w solidną chustę i wypada wziąć z niego przykład. Tym bardziej, że wraz z zimą osiągnęło swój szczyt Jin, co najprawdopodobniej już nam powiedziały nasze organizmy. Aby jak najmniej drażnić Jang:)  i wykorzystać Jin , przydałoby się teraz porządnie…. wyspać. Tak, proszę Państwa, to nie żart, właśnie teraz człowiek słuchający przyrody unika solidnych wysiłków- a już nie daj Boże, aby się spocił (miłośnicy klubów fitness, przeczytajcie to sobie dwa razy:)- poty owszem, ale NIE TERAZ. Teraz łagodne formy sportu- tzn. najlepszy, uniwersalny spacerek, w czasie którego i tak zaangażowane są praktycznie wszystkie mięśnie.

Dlaczego wysiłek z potami to nie teraz? Ponieważ wtedy tracimy Jang ,a w porze, gdy dominuje Jin, nie można sobie pozwolić na zbyt wielką jej utratę.

Zanim zapomnę: z pierwszym dniem Początku Zimy – Li Dong- cesarz oczyszczał się kąpielą i postem. My możemy to zrobić dokładnie na nowiu  6. listopada, ponieważ dla naszej strefy byłby to  W TYM ROKU idealny czas na wyznaczenie zmiany zimowej w przyrodzie i oczyszczenia naszych organizmów. Na dworze cesarza Chin również wyznaczano corocznie dokładniej Początek Zimy , a więc i czas zimowego oczyszczenia wedle warunków przyrody i faz księżyca oraz położenia planet. Przeważnie był to nasz 7/8 listopada, ale nie zawsze.

Co do snu? Najlepiej byłoby wcześnie kłaść się, późno wstawać, ponieważ , co znakomitej większości Państwa wiadome, sen jest wspaniałym lekarstwem i często odtrutką na codzienne problemy, a ta pora roku oznacza …
hibernację witalności. To z kolei w TCM oznacza, że wstawać należy przynajmniej do 8 grudnia PO wschodzie słońca.

Co oprócz?

Ciepłe ubranie w zimie- to brzmi , jak napomnienia cioci Klementyny:), ale żeby nie pominąć niczego: przeziębienie teraz uderza w Qi nerek ze zdwojoną siłą, co oznacza wiosenny niedobór energii i oczywiście związane z nim zaburzenia. Qi nerek? Tak, jak żywiołem zimy jest woda, narządem zimy są w TCM właśnie nerki. Pamiętając, że w nich mieszczą się esencje , że one troszczą się o energie Yu en chi i Tsing i że Yu en chi to tzw.Iskra Wszechświata
pamiętajmy też, że o nie musimy zimą zadbać szczególnie. We wcześniejszych wpisach było o podgrzewanych orzechach włoskich i ich dobroczynnym wpływie na nerki ? No właśnie. Smacznego…jednak przypomnę:

Lewa nerka , odpowiadająca za zbiór, przyjęcie i gospodarkę oraz utrzymanie energii uzupełnianej pożywieniem oraz oddychaniem -Tsing- odpowiada również za regenerację ciała, m.in. też szpiku kostnego.

Prawa -siedziba „Iskry Wszechświata”- danej w momencie poczęcia odpowiada za jej ochronę- energii yu en chi nie da się odnowić- gdyby tak było, bylibyśmy nieśmiertelni – możemy wyłącznie wesprzeć Jang w prawej nerce . O Yu en chi należy więc dbać szczególnie- to nasza żywotność.

Ważny jest dobrostan OBU nerek.

Słabe nerki, to wiotkie włosy, kruche kości i słabe zęby, to również zaburzone funkcje jajników oraz jąder (bawełniane kalesony i ciepłe, wełniane rajstopy w zimie to nie wstyd- to wyraz myślenia o własnym interesie:)). A jeśli słabe nerki, to i reumatyzm , bóle pleców, brak odporności i błyskawiczne męczenie się oraz popadanie w skrajności- i za tym idące wyczerpanie emocjonalne.

Delikatny masaż nerek wzmacnia je i sprawia, że nie będziemy narzekać wiosną na witalność:).Jeżeli będziemy troszczyć się o nie regularnie, nie musimy bać się zgrzybiałej starości.

A do orzeszków….szybko smażone pory z pokruszonymi orzechami włoskimi to danie dobrze rozgrzewające nerki. Na czym? Niektórzy się obruszą- na maśle. Warunek- masło nie może się spalić, smażymy najlepiej w woku..w dodatku to jest pyszne.

Niechętnie, ale muszę wspomnieć o pewnym daniu z kanonu kuchni TCM na chore , słabe nerki, gdyż w przypadkach podbramkowych jest bardzo efektywne : baranina z czosnkiem, tymiankiem, duszona w czerwonym winie. Kiedy nerki odmawiają posłuszeństwa, spożywanie tego dania do 5 razy w tygodniu wybitnie wzmacnia ich funkcje.

Zanim jednak zatłuczecie niewinnego baranka , spróbujcie wywaru z czarnej fasoli- jest niesamowitą odżywką dla nerek: moczcie ją przez noc, przynajmniej 12 godzin, rano wodę wylewacie, dodajecie (na 100 gram fasoli) ok.2 litry nowej wody-chłodnej, gotujecie fasolę do miękkości. WYWAR z niej odlewamy – to właśnie jest napój dla nerek- a fasolę  zalewamy ryżową wódką, dodajemy trochę kurczaka (mięsa, nie kości) i gotujemy jakieś 2  godziny. Można- a nwet trzeba dodać w trakcie gotowania ciepłej wody, relacje woda: wódka to 1:1. Taki „rosołek” można jeść do dwóch razy na tydzień.Przyprawy? Nieco soli, imbiru, można też wrzucić pora.  

Nadchodzi chłód, więc będziemy potrzebować więcej energii z pożywienia- proszę się tym nie martwić- teraz dobroczynne substancje są bardzo dobrze przyswajalne- to baza zdrowia na….przyszły rok.

Co w jadłospisie ogólnym? Poza warzywami , rybami, kto jada- mięsem (wieprzowina (z tym, że generalnie wieprzowiny raczej nie polecam) cielęcina, gęsina), jajkami, orzechami włoskimi, grzybki mu-er, shiitake i oczywiście imbir, cayenne, trawa cytrynowa, cynamon.

Chyba coś pominęłam…TCM nie radzi o tej porze roku prowadzić zbyt intensywnego życia seksualnego. Powód?
 Trwonienie esencji o niewłaściwym czasie:), a poza tym…brak Jang w nerkach- to „pośpieszny” do  bezpłodności. Gdyby pary ubiegające się (dziwne stwierdzenie, ale niech będzie:) o dziecko najpierw spróbowały zmienić swe odżywianie , a przed wszystkim nie doprowadzały najpierw do wyczerpania Yang nerek chodząc w plastikowych majtadasach:) przy największych mrozach, sprawy miałyby się zapewne inaczej. Powiem tylko, że bezpłodność wedle TCM ma zupełnie inną kwalifikację aniżeli we współczesnej Europie  i , jeżeli para sobie dziecka jednak życzy (gdyż bywa, że stan taki w pełni akceptuje ) , ustawia się organizm w równowadze pożywieniem , naturą i zmianą zachowań – pod warunkiem, że powodem bezpłodności byłaby nierównowaga , a nie indywidualne skłonności osobnicze nie predestynujące danego człowieka akurat do tej roli- roli poczynającego nową istotę- (co nie oznacza, że nie mógłby być wtedy np. rodzicem dla maleństwa z domu dziecka) .  Nawiasem mówiąc, tak się składa, że w chińskich relacjach większych problemów z bezpłodnością raczej nie widać- głównie raporty dotyczą par europejskich szukających ratunku w TCM.

No to….ciepłej zimy życzę:)

Posted in aktualności, odżywianie, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.19.

Posted by natural health consulting w dniu Październik 24, 2010

Shuang Jiang, w Chinach osadza się szron …u nas również:).22/23 października zaczął się powolny spoczynek przyrody. Patron „Opadającego Szronu” -wojowniczy brodacz z mieczami zapowiada odcinanie życia. Ale to przecież tylko przemiany, nie koniec…przecież pod szronem ,a potem śniegiem leżą nasiona, kłącza, korzenie…Przecież to wszystko wybuchnie życiem, już niedługo:)….Nawet się jeszcze na dobre nie uśpiło:)

Ta część roku trwa aż do siódmego/ósmego listopada, więc obejmuje też nasze Zaduszki .Dla ludu Państwa środka to już drugi termin poświęcony (acz nie do końca, nie ma on aż takiej symboliki, jak odpowiednik u nas) Zmarłym- ten ma jednak nieco inną wymowę, nie jest już radosnym obcowaniem z duchami, ale oczyszczaniem grobów i przygotowywaniem …ciepłych ubrań dla ich mieszkańców;).Jak? Rodziny spalają kolorowe paczuszki z ciepłymi tkaninami w środku.I czy to nie jest jakiś sposób, aby ubrać duchy?:))

Ostatni etap dominacji Metalu- pakujemy spiżarnię organizmu przed zimą:), czyli ładujemy ją energią z dobrego pożywienia, bo teraz pobrana siła według Chińczyków najlepiej chronić nas będzie przez  niską temperaturą.

Chłód- i mam tu na myśli okres dominacji chłodu- zabiera nam energię. Kiedy LEKKO chłodzimy się w dzień upalny, wtedy zaledwie ją nam przekształca, pobudza  ruch Qi -można powiedzieć- ożywia ,ale kiedy jest go zbyt wiele- jak każde zaburzenie równowagi prowadzi w rezultacie do osłabienia Qi.

Interesujemy się więc śledzioną (przypominam- wspiera wątrobę i serce ochraniając integralność układu krążenia,
pomaga też płucom i nerkom, stąd nazwa TCM:Wielki Wspomagający:))) – tym, nieco zaniedbanym na codzień organem, w dodatku pełniącym tak mało zbadaną rolę, ale jakże ciekawym i potrzebnym! Słaba śledziona to niedobór Qi i słaba jakość krwi (a w perspektywie anemia). Ona (śledzionka:)) kocha kaszę jaglaną i to pisnęłam 😉 już wcześniej, ale teraz przypominam, gdyż ktoś odczuwający słabość śledziony nie powinien jej zaniedbywać szczególnie przed zimą. Błogosławione są dla niej krupniki, również z kaszy jęczmiennej, przy czym polecam kaszę jak najmniej „potraktowaną” mechanicznie- im grubsza, tym lepsza. Uwaga- jeżeli ktoś gotuje krupnik po raz pierwszy ,a niezbyt dobrze wspomina go z lat dziecięcych, niech weźmie zaledwie łyżkę stołową kaszy na 3 litry wody, dużo marchewki, pół selera, 3 pietruszki oraz porę ,  a na końcu rozpuści w nim nieco masła. Powstały w ten sposób rosół grzybowo-warzywno- kaszowy;) jest niezłym eliksirem energetycznym dla wymiętej;) śledziony i można go jeść codziennie bez obaw o utycie, gdyż świetnie przetwarza się w energię utrzymującą aktywność, nie- tylko zapychającą żołądek i powodującą senność.

Taki krupnik to świetna, naturalna  odżywka-jeżeli ktoś lubi grzyby, proszę parę borowików dodać i zobaczyć efekt:)-nawet niejadki wsuną, pytając o więcej. O śledzionie będzie jeszcze przy niejednej okazji, a teraz jeszcze o płuckach:) zbierających , mieszających i rozprzestrzeniających Qi w ustalonym równowagą rytmie.

Wspominałam, iż Płuca pobierają z powietrza tzw.Esencję oraz wilgoć, mieszają ją z Esencją pokarmu, po czym następuje niezwykle interesujący proces ,który możnaby nazwać destylacją ,dzięki któremu płaty płucne przenika wreszcie czyściutkie Qi życia. Następnie ta oczyszczona Esencja wędruje w dół , począwszy od głowy do brzucha i na zewnątrz, przez mięśnie, kończyny, do skóry. Kiedy coś ten rytm zakłóci, odczujemy to m.in.w formie bólów głowy, zaburzeń krążenia, napięć w klatce piersiowej, ciężkim oddechu, ogólnym przybiciu, smutku, poczuciu beznadziejności—-tak manifestuje się wytrącona z równowagi Qi – z równowagi, czyli w tym przypadku z rytmu przemian obiegu Płuc.

Pamiętajmy, że Płuca wraz z wydechem pozbywają się produktów naszkicowanego procesu. Jeżeli wydech jest „byle jaki”, a i wdech nie lepszy, automatycznie następuje podtrucie systemu.

Przyzwyczajenie do codziennego, właściwego oddychania oraz czerpania świeżego powietrza powinno stać się naszą drugą naturą. Zdaję sobie sprawę, że w aktualnym systemie ,którego nie waham się nazwać niewolniczym, większość ludzi tylko ogromnym wysiłkiem może pozwolić sobie na rzeczywiście zdrowy tryb życia. Ale czasem wyłamanie się ze struktur, które uznawaliśmy za nieprzełamywalne, pozwala nam dotrzeć dość daleko, by nawet znaleźć tam zadowolenie:). Z drugiej strony, system uzurpujący sobie prawo do zniewolenia istot znanych jako „rozumne” sam w sobie wydaje się systemem niemożliwym przez te ostatnie do przyjęcia….A może się jednak mylę…..:)

Oj, miało być o Płucach:)

Chińczycy zwą je (Płuca ,po chińsku Fei) „parasolem ochronnym organów Yin”, jak również opisują je jako ” delikatny organ”, jakim w rzeczywistości są, gdyż jako Yin podlega łatwo niekorzystnym wpływom zewnętrznym.

Wyżej wspomniałam o procesie „góra-dół”, i „od wewnątrz na zewnątrz” i tak też określa się Płuca poprzez ruch:

-w górę-pobudzając ruch i nawilżając (su-jiang)

-od wewnątrz na zewnątrz- rozpraszając-(xuan), ewentualnie wplatając się w cyrkulację.

„Płuca regulują i poruszają drogi wodne”-mówi TCM…transformacja wody w organizmie?TAK.

Płuca są górnym źródłem wody.”Płuca sterują zewnętrzem ciała”.Oznacza to, iż stan płuc manifestuje się w obrazie….włosów, zachowaniu gruczołów potowych, wyglądzie skóry. A i w stanie dróg oddechowych, gdyż „płuca otwierają się nosem”:)-cudzysłowia pochodzą oczywiście z cudownej, obrazowej mowy TCM, której trafność nieustannie podziwiam. Jeśli nos- to brama płuc, to szyja-drzwi, struny głosowe- przedsionek. Stąd TCM traktuje wiele zaburzeń dróg oddechowych ZACZYNAJAC od PŁUC.

Ach, chciałoby się tak wszystko naraz wyjaśnić, bo choćby te organy- tak pięknie w całość się składają , aż nie wypada tej historii rozdzielać-a tu samemu niektóre ograniczenia zrozumieć wypada:).

Cóż więc możemy uczynić, prócz codziennych kontaktów z Naturą , aby Płucka szczęśliwie nam służyły?

Może wspomnę wreszcie o jeżówce- Echinacea purpurea  (ta czerwona, z ogródków:),ale i białej- nieco wartościowszej, jednak nie tak atrakcyjnej 🙂 kolorystycznie. Chińczycy w 1990 roku opublikowali , że jeżówka wzmacnia system immunologiczny, ba- że podnosi poziom interferonu nawet u zupełnie zdrowych ludzi, następnie wsparli tę tezę Szwajcarzy. Nadmieniam, że nie jest wskazanym stosowanie jej dłużej aniżeli miesiąc -po tym okresie powinna nastąpić przerwa. Chętniej aniżeli po jeżówkę , którą u nas każdy może sobie wyhodować w ogródku (jeżeli ma ogródek:) sięgają po Astragalus- traganek , w celu pobudzenia żywotności i przyśpieszenie procesów ozdrowieńczych. Uwaga: szczególna ostrożność w stosowaniu ziół musi być wzięta pod uwagę w przypadku kobiet w ciąży! 

Wspaniałym adaptatorem do warunków Wielkiego Chłodu;) jest też wielokrotnie wymieniany tu Cytryniec chiński-schizandra chinensis. Liść, owoc…nalewka;)

Ale z braku ziółek chińskich istnieją przecie ojczyźniane! Cóż, że cykl o TCM, kiedy tyle dobra made in Poland się marnuje? Ale od początku: w Niemczech znana jest nie od dziś „Reizkörpertherapie”(stymulująca ciało)-stosowana u nas takoż od wieków, ino jako „ziólka na zimno i słabość”.Tak po prostu, bo i zapiski rodzimych zielarzy raczej nie grzeszą „wypasioną” formą:)

Cóż się w tej mieszance kryje?

Łopian większy(korzeń-radix)-Arctium lappa , w medycynie całego świata-również chińskiej- stosowany w terapiach hamujących rozwój nowotworów.

Nagietek lekarski-calendula officinalis-Flos, czyli kwiat-znany doskonale, wedle Ayurwedy- i nie tylko- niosący energię słońca,

Rumianek- Matricaria chamomillae -Flos

Koniczyna czerwona-Trifolium pratense , Herba et flos, przy czym głównie kwiat. Nawiasem mówiąc, Niemcy prowadząc  badania nad koniczyną zaobserwowali, że działa ona u owiec jak środek antykoncepcyjny:)….Kobietom polecana przez naturalistów przy przekwitaniu jako środek łagodzący uderzenia gorąca przy klimakterium i nie tylko. 

Prawoślaz lekarski-Althea offic.,Flos (czy ktoś jeszcze robi prawdziwe cukierki ślazowe?)

Mieszankę tę porównuje się z działaniem jeżówki , przy czym moim zdaniem ma nawet większy obszar zaczepienia:).

Co, jeśli płucka jednak się trzęsą;) i wołają pomocy?

Kwiat i liść dziewanny drobnokwiatowej 1 cz.

Kwiat rumianku 1 cz.

Korzeń omanu wielkiego o,5 cz.

Tymianek liść&kwiat 0,1 cz.(nie przesadzać z tymiankiem w użytku wewnętrznym proszę ze względu na dobroczynny… w MALENKICH ilościach) tymol….W Egipcie tymol wchodził w skład mikstur do mumifikowania zwłok…ale nie tylko:)

I olejek , którym płucka nacieramy:

(również przy olejkach UWAGA na alergie! )

łyżeczka olejku eukaliptusowego

pół łyżeczki olejku lawendowego

jedna dziesiąta (ok.3 krople!) łyżeczki olejku tymiankowego  

jedna FILIZANKA (lub pół szklanki) olejku neutralnego , może być migdałowy , ale w tym wypadku lepiej sezamowy.Wymieszać, natrzeć (upewnić się, czy nie mamy na poszczególne składniki alergii!), iść spać:).

Zanim zakończę ten odcinek- stary sposób na osłabione płuca stosowany w Szwajcarii, Austrii, Niemczech a przybywszy:) …też z CHIN!:

Do średnio mocnej (nie może być ZA mocna, kolor  cegły?:)- herbaty dodajemy sok z 1 czarnej rzepy-NIE OBIERAC KORZENIA !-porządną łychę, do tego odrobinę świeżego , startego imbiru (na końcu noża) i….parę ziarenek soli-oczywiście kamiennej, niejodowanej. Iść do łóżka i oczekiwać potów. Kiedy zaczną obficie płynąć, wiemy, że ochronna energia Wei chi wyrzuca zimno z organizmu. Proszę się przedtem upewnić, czy nie mamy uczulenia na żaden ze składników.

Chińskie źródła podają, że stosując ten przepis w pierwszym dniu choroby (Z NADMIARU ZIMNA) wystarczą 24 godziny spokoju i wygrzania się w łóżku, by na drugi dzień nie było śladu po wczorajszym zaburzeniu.

JAK poznajemy osłabione Z NADMIARU ZIMNA  płuca?

ciężki, „wiotki” oddech, suchość skóry, bladość, „trzęsie nas”:), czyli uczucie przenikającego zimna w środku, poty, tętno delikatne, rzadka , „szklana” ślina, włosy wychodzą w nieco większych ilościach niż normalnie, pokasływanie, typowe objawy przeziębienia, ból głowy…to z NADMIARU zimna.

Czy mogą to być objawy czegoś jeszcze oprócz słabych płuc? Oczywiście, ale wtedy dochodą też dodatkowe objawy charakterystyczne dla danego zaburzenia i organu.

Płuca mogą też być osłabione z NADMIARU ciepła.Wtedy objawami są m.in. zaczerwienienie skóry, gorące stopy, czerwone gardło, ślina żółta, duszności, gorączka, przyśpieszone tętno….

Wtedy TCM dysponuje zupełnie innym zestawem, bo:herbatą lawendową, żeń-szeniem, sokiem z czarnego bzu…….

I to rzecz jasna nie wszystko.

Płuca osłabić może też nadmiar SUCHOSCI i CIEPŁA, WIATRU I ZIMNA, WILGOCI I WIATRU, WILGOCI I ZIMNA….za każdym razem korygujemy zestaw ziółek tak, by przechylić szali zimna lub ciepła w nieopowiednią stronę.

Do jedzenia włączamy już czosnek (słabe wątroby nie przepadają za nim, niestety), paprykę ostrą, korzeń pietruszki, brukselkę (zwiększają Qi w elemencie metalu, czyli Płucach), nie zapominając o ostatnich owocach jesieni i oczywiście dyni.

Niemcy czasem się śmieją, że jest coś prostego, co w przeziębieniu pomaga im zawsze:gorące piwo z miodem -poci się po tym człowiek,  jakby wyszedł z pralni, ale swoje wypoci:) . To niezły środek dla Europejczyka, pod warunkiem, że piwko niepasteryzowane i bez „dopalaczy”:). Problem jednak w tym, by zregenerować Płuca i przywrócić naturalną im harmonię, byśmy dłuższy czas nie musieli „zmuszać” do pomocy energii, która normalnie pomaga nam chętnie sama:)

Lektury:

Jak zwykle w cyklu TCM, plus:

J.Mildenberger:”Anton Trutmanns Arzneibuch”,Teil II, 1997-Anton Trutmann był alzackim , piętnastowiecznym lekarzem , na szczęście opisał nam mnóstwo recept na mikstury robione z własnoręcznie hodowanych ziół

w.w.w.foodtech.uni-kiel.de

w w w.pharma.ethz.ch (Institut of Pharmaceutical Sciences, Zürich, Suisse)

w w w.nejm.org (An Evaluation of Echinacea angustifolia in Experimental Rhinovirus Infections, Turner et al.)….że też im się chciało mieszać w to wirusy:)

Posted in aktualności, odżywianie, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.18.Chryzantemy złociste…

Posted by natural health consulting w dniu Październik 7, 2010

Zważcie więc, jest pięć entia, a wszystkie one tworzą choroby;są prawdziwą przyczyną ich powstania.Owe pięć entia oznaczają pięć źródeł chorób , każda z nich ma siłę zapoczątkowania choroby oraz podtrzymywania jej rozwoju…Paracelsus, „Paramirum”.

Czyżby już Paracelsus dostrzegał istotę traktowania medycyny w ujęciu dalekowschodnim? Czy wpadł na wiele rzeczy sam, pojmując niezależnie od Chińczyków TO COś, co oni przekazywali sobie od pokoleń?

Wartością wypływającą z obyczajów jest harmonia (…).Zdolność do stosowania pięciu cnót to wszędzie pod słońcem spolegliwość.Grzeczność, zaufanie, bystrość, tolerancja i hojność. Gdzie grzeczność, tam nie ma drwin. Gdzie tolerancja, tam poparcie.Gdzie zaufanie, tam i odpowiedzialne zadania od społeczeństwa.Gdzie bystrość, tam zasługi , a dzięki hojności ludzie chętnie pracują…Konfucjusz

Zimną Rosę 🙂 zaczynamy na nowiu-8/9 października. Hanlu, pod patronatem damy odzianej ciepło, na upartego można by nawet dopatrzyć się nauszników:). O tej porze rosa zaczyna zmieniać się w mróz,  kruche piękności- róże, dalie, wrzosy…- zaklęte w chłodzie przypominają o perfekcji natury potrafiącej wszystko….czego nie potrafimy my.

To pora chryzantem, „małych słońc” tak potrzebnych w jesiennym żywiole Metalu, czyli dominacji smutku. Starsi mający skłonność do jesiennych melancholii (niestarsi:) również) powinni zaczerpnąć oddechu na długich, przedzimowych spacerach, również w górach- o tej porze Chińczycy lubią się wspinać:), nawet na pagórki ,  co daje im, jak mówią, „długi oddech na zimę”. Wybierając się na dłuższą wycieczkę nie zapominajcie o herbatce- dobrze jest wypić coś ciepłego na szczycie, nie łykajcie zimnych napojów po wysiłku- to się naprawdę nie opłaca.

O herbatce z chryzantem wspominałam przy okazji m.in.wysokiego ciśnienia ,ale Chińczycy robią z tego piękna 🙂 nawet wino. To kwiat -symbol, opisany w konfucjańskim klasyku – Księdze Rytuałów , towarzyszący Ludziom Azji od niepamiętnych czasów.Chryzantemy widoczne były i są na japońskich statkach, w logo firm, framugach domów, na dziecięcych ubrankach….Chryzantemowy order, chryzantemowym zwany tron cesarza Japonii…

Dla Chińczyków chryzantema , uwieczniona m.in. w wyrobach dla dworu dynastii Ming, stanowi też symbol szlachetności . Co roku w Tongxiang odbywa się festiwal jej poświęcony, odczytuje się poematy , kwiat ten zresztą – u nas znak cmentarnej zadumy i hołdu Tym, którzy odeszli – w Azji jest promykiem radości i źródłem natchnienia poetów zakochanych.

Biała chryzantema znalazła też miejsce w pieczęciach tzw.Trójkąta Braterstwa-inżynierów, architektów i naukowców.

Zaraz zejdę na ziemię;), jednak jeszcze wiadomość z pogranicza:) ,gdyż badacze NASA prowadzili -i nie można powiedzieć, aby temat był zakończony, doświadczenia z redukcją zanieczyszczenia powietrza , tzw.Clean Air Study, również powietrza w….statkach kosmicznych, i chryzantemy wypadły w nich bardzo pozytywnie- na tyle, by badania z nimi kontynuować.

Tak więc roślinka uprawiana w Chinach od 1600 lat , a znana od „wcześniej”:), ukazuje się pod koniec XVII wieku w Europie. Europa się zachwyca i …”ależ to nie pachnie, jak róże…”-miała rzec francuska dama , a co Francuz orzeknie…:)

No tak, z różami dyskutować ciężko:), jednak podobnie, jak wszystko, tak i zapach na szczęście jest kwestią mocno indywidualną i nie wiem, jak Państwo, dla mnie subtelna lekko gorzkawa snująca się ziemią, liśćmi i dymem z jesiennych pól woń chryzantem jest wręcz upojna i o tej porze roku nie potrafię się bez niej obejść ,a  za każdym razem widząc ich pierwszolistopadowe powodzenie myślę, kiedy wreszcie spodoba się Wam na tyle, byście dowiedzieli się o niej więcej? Byście korzystali z jej obecności tutaj w pełni? Nie wyznaczajcie jej sztywnego;)  miejsca na lastrikowych nagrobkach , ona pasuje również do naszych domów, ogrodów…..żołądków.Pasuje wszędzie, ponieważ żyje w naszej przestrzeni, tu i teraz- jak każdy inny kwiat.

Pliniusz Starszy pisząc o chryzantemie oczywiście wymienił jej właściwości lecznicze, we współczesnych ,  polskich opracowaniach farmaceutycznych jakby;) ją pominięto (chyba że są jakieś materiały , o których nie wiem-wtedy proszę podać- na pewno wymienię).

Zrozumiałabym pominięcie ponad 40 jej rodzajów- bo tyle do tej pory poznano, nie mówiąc o hybrydach stworzonych ręką ogrodników, ale chociaż te najważniejsze 3, 4, z tego ta pomocna Chińczykom i Hindusom od wieków-CHRYSANTHEMUM INDICUM?

Chrysanthos- złoty kwiat, mawiają Grecy i ….również popijają herbatkę z owej.A my, mając tego (i nie tylko tego) bogactwa pod dostatkiem, zadowalamy się torebkowymi mieszankami „nie wiadomo czego nie wiadomo skąd”.

Chrysanthemum indicum- królowa jesiennych , chińskich herbatek, czyli Chu hua, mówi się też Ju Jua, Ju hua ,wedle TCM posiadająca właściwości odtruwające, kojące, antyseptyczne, naturalnie antybiotyczne (jakkolwiek dziwnie 🙂 by to brzmiało, porównać z czosnkiem, o którym też mawia się „naturalny antybiotyk”:)), o naturze lekko chłodnej, gorzkiej.

Podobnie sprawa ma się z chrysanthemum coronarium- chryzantemą czy też złocieniem wieńcowym , którego liście w Azji wcina się na surowo lub po podduszeniu.Naparu z jego kwiatów  używa się podobnie, jak z kwiatów chrysanthemum indicum-przy bólach głowy, jak również zewnętrznie przy zanieczyszczonej skórze.

Uwaga- kto ma przeczyszczenie i bez tego , powinien napić się raczej herbatki z połowy łyżeczki liści jeżyn (nasiona jeżyn działają przeczyszczająco, liście- odwrotnie!) i szczypty cynamonu na szklankę wody,(zagotować, odstawić na 15 minut, odcedzić ), przedtem doszedłszy rzecz jasna, co może być owego przyczyną, gdyż biegunka nigdy nie „przydarza się” bez powodu.

Chińczycy stosują białe chryzantemy w kompresach do oka, żółte, te pełnokwiatowe , klasyczne okazy chrysanthemum indicum -w gorączce, „nocnych, gruźliczych potach”, mówiąc , iż chryzantema „otwiera meridian płuc”. A jakiż to narząd jest głównych bohaterem tej pory roku? Czy to więc dziwne, że właśnie teraz kwitną chryzantemy?

żeby nie było ” za dobrze,” to śpieszę poinformować, iż FDA nie uznało chryzantemy w ogóle  za „środek bezpieczny” i nie umieściło jej na liście GRAS, co nie przeszkadza jednocześnie amerykańskim naŁkowcom prowadzić dalszych badań nad jej wykorzystaniem w medycynie- ostatnio w terapiach nowotworów (!) , karmiąc się nadzieją na opatentowanie jej składników.

Wśród królowych jesieni znajduje się i taka, która chroni przed…insektami:chrysanthemum cinerariaefolium, co wykorzystali producenci środków na owady , nie tylko robiąc je z chryzentemowych pyretryn ,ale i tworząc na ich wzór syntetyczne odpowiedniki- pyretroidy. Co dziwne;))) , na opakowaniu jednego z nich, reklamującego się , że zawiera ” naturalne składniki ” i jest „środkiem ekologicznym”- co akurat się zgadza, pisze też :”środek nieszkodliwy dla zdrowia i życia ludzi oraz zwierząt”- co też się poniekąd zgadza, gdyż tylko niewłaściwie użyta…..chyba już nigdy nie zrozumiem FDA:))))))))))).Tylko proszę:nie mylcie chrysanthemum indicum z chrysanthemum cinerariaefolium- ta druga naprawdę lepiej nadaje się do kładzenia trupem owadów:) aniżeli choćby spróbowania (wściekle gorzka no i ilość pyretryn w niej faktycznie może powalić, a przede wszystkim uszkodzić wątróbkę, nerki….nie, cinerariaefolium na pewno proszę nie próbować.

Przy okazji wspomnę, iż sok z roztartej chryzantemy (cinerariaefolium) nałożony na skórę po ukąszeniu (lepiej przed, bo się trzymają z daleka:)), ładnie ją koi. Hindusi na przykład stosują chryzantemy na ukąszenia szczurów, ale myślę, że u nas nie jest to częsty przypadek, poza tym szczur nie czujący zagrożenia z naszej strony raczej zaatakować nie powinien. W Indiach, gdzie sporo okolic, w których ciężko jest na „szare, szybkie, szczurowate” nie nadepnąć, zdarza się owo częściej.

Czy chryzantema może powodować reakcje alergiczne? Oczywiście. Jak wszystko wokół nas. Bywa, że i niektórzy ludzie takie reakcje (czasem pewnie nieświadomie….:)) powodują, a jednak nie są wzięci pod uwagę na liście FDA:)

Jeszcze słówko o kwitnącym bardzo długo złocieniu dalmackim, marunie – nazywanym przeze mnie chryzantemką:))
 :chrysanthemum parthenium = tanacetum parthenium ,w Anglii- Feverfew, we Francji znanym jako Menthe de Notre Dame (mięta z Notre Dame), z którego Chińczycy dawno robią środki na migrenę, w Europie oficjalnie , legalnie i powszechnie produkuje się takowe stosując również w fibromialgiach – z powodzeniem,  w Polsce….no właśnie, w ogródkach widzę go sporo, ale nikt z jego posiadaczy do tej pory, spytany, nie miał pojęcia, „do czego TO jest”. No więc powiem tak:

W krajach o większej przepuszczalności informacyjnej oraz wolności korzystania z niej , preparaty ze ,złocienia dalmatyńskiego są powszechnym środkiem łagodzącym migrenę, w tym migreny różnego pochodzenia.Okłady z niego zaś stosuje się przy kontuzjach , a wyciągi naturalne pomagają wątrobie w jej pracy, co skutkuje odtruciem organizmu.

UWAGA:ani naparów ani preparatów ze złocienia dalmatyńskiego nie powinny stosować ciężarne- ze względu na działanie przeczyszczające.

Czy może powodować alergie?Jak wyżej:)))

Na koniec, gwoli kontynuowania wstępu do TCM:proszę Państwa, zanim coś zjemy lub wypijemy, obserwujcie choć trochę swoje organizmy, posłuchajcie , co mówią.

Jakiekolwiek zaburzenia zdrowotne, to , według chińskich Mędrców zaburzenia KLIMATU organizmu, ponieważ jesteśmy Mikrokosmosem i każdy z nas ma swój MIKROklimat.

Pięć chińskich klimatów w pogodzie, to pięć żywiołów, to pięć pór roku:Wiosna, Lato, Późne Lato, Jesień, Zima.

Każdy organizm ma skłonności do przejawiania raz tego, raz innego żywiołu. Problem zaczyna się, kiedy dany żywioł próbuje dominować i zakłóca egzystencję innym, ponieważ one powinny znajdować się w równowadze. Wystarczy niedobór jednego z nich lub nadmiar , a my odczuwamy to jako niedogodności zdrowotne.

I tak gorąco- ogień- lato:potrzebujemy ognia do metabolicznej aktywności, do krążenia krwi, do żywości reakcji, ale kiedy jest go zbyt wiele…Gorączka. Co wtedy robimy? Sięgamy po termometr. Dopiero wtedy upewniamy się, że „mamy gorączkę”. Tymczasem co robi Chińczyk czując, że „gorąca jest w nim za dużo”? Po czym to poznaje?

Po ciepłych potach- to wypuszczanie na wolność Gorąca, po pragnieniu, ogólnej suchości, bywa, że towarzyszącej temu obstrukcji, kłopotem z oddawaniem moczu, niechęcią do otoczenia, nerwowością, drażliwością, odrzucaniu ciepłego pożywienia, picia, chowaniu się przed ciepłem, zaczerwienieniu skóry twarzy, pieczeniem oczu…..Kiedy nie chce się w ogóle nic jeść- gorączka musi być wysoka.Ale Chińczyk dawno już coś przedsięwziął, gdyż Chińczyk nie ma czasu na chorowanie. On , od małego zaprzyjaźniony z samym sobą wie, co robić, by zażegnać poważniejsze zaburzenia. Chyba, że mu się nie chce…:)).

Dla Pań:hormony tarczycy również generują w organizmie Gorąco, podobnie, jak alkohol czy amfetamina.Proszę więc się nie dziwić, że uderzenia gorąca u Pań przyjmujących specyfiki zawierające ww.hormony nie są rzadkością, a po odstawieniu ich mamy całą paletę „ciekawych ” symptomów ,  dla Chińczyka oznaczających jedno:”pożar”.

Lektury:

jak wcześniej w cyklu o TCM , plus:

„Chinese Medical Herbs”, kompilacja Li -Shih Chen, 1973, San Francisco

w w w.sciencedaily.com, „Promising novel treatment for human cancer-Chrysanthemum indicum extract (prawda, że ciekawy temat? „Obiecująca nowa terapia nowotworu ekstraktem z chryzantemy indicum”…a u nas ciiiii….sza!)

„Medicine Flowers I,Aldose Reduct.Inhibitors and (……….) from Chrysanthemum indicum „M.Yoshikawa,T. Morikawa, T.Murakami, Toguchida, S.Harima,H.Matsuda. Kyoto, 1998, w googlu wpisać jako pdf., czyli:

w w w.cpb.pharm.or.jp/cpb/199903/CO3_0340.pdf

Posted in aktualności, odżywianie, TCM, zdrowie | 2 komentarze »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.17.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 24, 2010

I? Nie ma to, jak własna prognoza pogody? Przyszło ciepło? Przyszło.

No to cieszmy się każdym dniem i smakujmy aromat jesieni, zanim nadejdzie Wielka Biel.

Równonoc Jesienna-Qiu fen, 23/24 września i potężna- największa w roku- pełnia księżyca pod patronatem faceta w czapie :), z toporkiem w ręku. Toporek ma odcinać lato :).Boli:).Kiedy przyjdą deszcze, te prawdziwie jesienne, liczmy. Chińczycy mawiają, że z dziesiątym trzeba wyjąć z szafy rzeczy naprawdę ciepłe…Hm, a co, jeśli zmarzniemy już przy drugim?:))Ubierajcie się zależnie od pogody i pamiętajcie, że kiedy wieje silny wiatr, lepiej ubrać „cebulkę” i potem ,w pomieszczeniu się przebrać ,aniżeli dać się przewiać:)).

Jesienna równonoc to i czas naszej równowagi a przynajmniej próby doprowadzenia organizmu do takowej.

Na pełni (księżyca ) i krótko po pełni-dobrze rozgotowany kleik z kaszy jaglanej z marchewką lub ryżowy (wg chińskich źródeł- recepta na długowieczność), na śniadanie gruszki odżywiające płuca i karmiące Jin. Jeżeli nie tolerujemy świeżych- bo i tak bywa- upieczone lub lekko podgotowane (uwaga, nie rozgotowane). Organizm będzie nam wdzięczny.

Do kleiku dwa dni po pełni można dodać inne warzywa gwoli upodobaniom oraz oczywiście grzyby- dar lasu, mało kalorii ,a mnóstwo białka i innych ciekawych substancji, o których wspomniałam wpis wcześniej. Grzyb nie tuczy a system odpornościowy wspiera. Poza krajowymi borowikami, rydzami, maślakami czy podgrzybkami , mamy do dyspozycji chińskie Shiitake (najpierw moczymy je w letniej wodzie, aż zmiękną)- te można łączyć z pieczarkami, kiedy smak chińszczyzny wydałby nam się zbyt wyrazisty;)

Teraz  -do 25.września do południa będzie świetny czas na zbiory i magazynowanie naszych ogrodowych skarbów-zebrane o tej porze zachowają wartości odżywcze na bardzo długo i nie będą się psuły (chyba, że umieścimy je w naprawdę niegodnych warunkach:).Czas na magazynowanie w tym miesiącu jeszcze nadejdzie,ale już nie będzie on powiązany z zachowaniem tak wysokiej zawartości cennych substancji.

Obrodziły rokitniki- Hippophae rhamnoides . Niektórzy czekają na mrozy, by złagodniał smak. Ja nie czekam, gdyż wraz z mrozami ubywa witaminy C. Podobnie z owocami czarnego bzu (wspaniały sok na gorączkę, przeziębienie, odtruwanie zaflegmionego ciała przy grypie ). Nie zapomnijcie zostawić paru gałęzi owoców z każdego drzewka dla ptaków -zimą zostanie im tylko to, co nad śniegiem.

Rokitniki zasługują na powieść, ale jako, iż czasu „jak zwykle”, pokuszę się tylko o ….

Ojczyzną rokitnika jest Nepal. W medycynie chińskiej zastosowanie „odkąd najstarsi Chińczycy pamiętają”, w pozostałych rejonach pisali o nim mędrcy, pierwsi znawcy medycyny- np.Dioskorides, stąd w niektórych opracowaniach możemy nawet spotkać nazwę Hippophae dioskoridis.

Czy jest wiadome do końca, co kryje? Nie. Ale to, co wiadomo, wystarczy, by znów pokłonić się przed chińską mądrością. A jest w owocach rokitnika niespotykana ilość witaminy C- od 200 do 900 mg na 100 gram owocu. Dla porównania- taka cytryna ma jej ok.50 mg na 100 g.cytryny:).Poza witaminką C owoc rokitnika obfituje w beta-karoteny , garbniki….W oleju rokitnikowym nie brak witaminy B 12- ma on zastosowanie nie tylko wewnętrzne, ale i zewnętrzne, przy problemach dermatologicznych.

Zastosowanie rokitnika w medycynie nie jest tajemnicą ani dla Szwajcarów, ani dla Niemców, ani dla Rosjan, którzy niegdyś chętnie osiedlali się tam właśnie, gdzie rosły życiodajne krzewy . Produkcja oleju rokitnikowego w Rosji przetrwała wszystkie „izmy” i ma się dobrze do dziś , podobnie jak zapotrzebowanie na niego, gdyż niewiele innych olejów łączy w sobie cały witaminowy kompleks a już na pewno nie te stworzone według widzimisię człowieka. 

Co robimy z pomarańczowych owocków? Najpierw ostrożnie zbieramy- łatwo się pokłuć:).Potem- konfitura, sok, olej -ten ostatni można też uzyskać sposobem chałupniczym zalewając ciepłą oliwą owoce w ciemnej butelce i odstawiając ją na miesiąc co najmniej, w chłodne miejsce.

Co oprócz rokitnika w TCM , zanim nadejdą śniegi? Jest jeszcze morwa- Morus alba i morus nigra-przepędzające zapalenie górnych dróg oddechowych , nawilżające płuca, czyszczące z flegmy, łagodnie wspomagające oczy i eliminujące ich zapalenia.Liście- herbatka, owoce – jemy, robimy konfitury i soki.

Nie da się pominąć obywatelki 🙂 pigwy- toż do skarbnica witamin i smaku. Pigwówka przy kominku, kiedy mróz dookoła…i już mamy słońce w środku:)

Aronia – podobnie, jak rokitnikowi, należy się jej cześć i chwała. Wspominałam o niej wcześniej, ale teraz czas na zbiór-nie zaniedbujcie tej roślinki Wszyscy, którzy swe serce na uwadze mają, podobnie , jak owoców głogu – pysznie się czerwienią , będą długo jeszcze, ale to dla nas moment najlepszy, by je do nalewki:).

Zbierając owoce , zioła, warzywa, zbierając cokolwiek w naturze, nie róbcie Jej proszę krzywdy. Nie zbierajcie WSZYSTKIEGO, zostawcie nieco dla Innych. Pozostawcie kawałek, z którego korzystaliście, w równowadze. Czy wiecie, że pewien grzyb, Phellinus hippophal. , (znany też wśród ludu jako Ognista Gąbka:))))) zaszeregowany przez Szwajcarów w Czerwonej Księdze jako zagrożony wymarciem,  wegetuje wyłącznie na starych, martwych już rokitnikach? Wyłącznie na nich. Zostawcie zmurszałe pnie w pokoju. Tam ciągle jest życie.

Lektury:jak poprzednio w TCM , plus:

F.Löser , „Der Sanddorn.(Herkunft, Anwendung, Rezepte)”.Schwerin, 2006, Demler Verlag (o rokitniku)

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny,jak Chińczyk.cz.16.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 10, 2010

Brr….Nie sprawdziło się te osiemnaście dni potów, chyba, że ze strachu przed globalnym ociepieniem;-). Czy ja nie mam receptorów temperatury, czy mi się zdaje, że na dworze jest zimno, jak……? A jeżeli tak samo wydaje się milionom innych , to czy im się też tylko wydaje?;-)A ten śnieg w górach, to….przejadłam się? Omamy? Jeżeli tak wygląda ocieplenie, to bardzo proszę o telewizyjną wersję ozimnienia:).

Sprawdziło się za to „Koniec Upałów”:-)….Chociaż tak sobie po cichu dywaguję, że ciepłe dni jeszcze nadejdą.Może nie na długo, ale będą.Pożyjemy, zobaczymy, nadzieję mam i okaże się, czy wystarczy:).

Bailu=Hakuro, po wietnamsku Bach lo , czyli , romantycznie „white dew”-Biała Rosa, piętnasta część roku 7/8 września.

Mgłom, resztkom tęcz, obfitości faktycznie białej, gęstej rosy patronuje chłopak dzierżący miecz. Miecz, czyli żywioł Metalu, a to przekłada się na ochłodzenie. Oprócz miecza patron Bailu trzyma naczynie , z którego leje rosę.

Odlatują ostatnie żurawie, z bocianów zostały niedobitki -będą przygarnięte przez dobrych ludzi na zimę. Można siać zboża ozime- u nas najlepszą porą do tego było Matki Boskiej Siewnej-ósmego września, co pokrywa się znowu z tradycją chińską (oczywiście nie mieszając do niej Matki Boskiej:).

Energia Jesieni postrzegana jest w Chinach jako zabójcza energia dopełniającego się cyklu życia-nieunikniona i nieubłagana.To najcięższa część roku dla wszystkich Słabych i Chorych- postarajcie się z Nimi być, nie zostawiajcie Ich samym sobie, niech czują Wasze wsparcie i Waszą energię.Nie tłumaczcie się, że „praca, dzieci, dom”.Jeżeli w ten sposób usiłujecie uciec od Ich cierpienia, pamiętajcie, że spotka Was ono w najmniej spodziewanym momencie i formie.

Typowe są zimne noce i ciepłe dni (oby jak najwięcej tych ostatnich), ale i spore wahnięcia temperatury, co ma przygotować organizm do zimy-kto przeziębi się teraz i naturalnie do zdrowia powróci, lżej będzie przeżywał wielkie chłody.

Masujcie twarz wewnętrzną stroną dłoni- delikatnie , spokojnymi ruchami- to dostarcza obliczu 🙂 energii i pobudza w nim wszystko, co konieczne, przy okazji nie pozwalając skórze wyschnąć.Nie zapomnijcie uprzednio potrzeć rąk. Taki samodzielny masaż zapobiega też bólom głowy.

Wzmacniajcie Płuca-wszak to wciąż ich pora-herbatką z łyżeczki liści lub kwiatu podbiału (Folium farfarae, Flos Farfarae -patrz :m.in.Prof.J.Muszyński, Ziołolecznictwo i leki roślinne,PZWL 1954) na szklankę wody, raz dziennie, chociaż przez dwa tygodnie.

Może już uda się Wam dostać żurawiny- mroźcie je-w zimie, gdyby Wam lub Waszym kotom, psom „zdarzyło się” zapalenie pęcherza moczowego -będziecie je mieli jak znalazł-tylko rozmrozić, wycisnąć sok i łyżeczką:).Możecie też zrobić sok żurawinowy lub konfitury z miodem-byle nie z cukrem, bo wtedy ich wartość znacznie się obniża.No i żurawinówkę:)

Herbatka z plasterkiem imbiru (usuwa z płuc wiatr i flegmę, rozprasza Qi) aktualna.

Ciekawym środkiem w TCM jest grzyb poria- Poria cocos,Wolfiporia extensa,Fu Ling,Indian bread- tonizujący Qi:ociężałość, ospałość, drażliwość- to wyzwanie 🙂 dla tego grzybka,gdyż przywraca on rodział płynów organicznych kojąc jednocześnie Płuca i Serce.Uwaga- Fu Ling obniża ciśnienie, poziom cukru we krwi, ma też-podobnie, jak nasze Semen Lini (siemię lniane) wspaniałą właściwość rozluźniania jelit:), co owocuje poczuciem lekkości:)-a to tylko kilka z jego zalet.Napar z łyżeczki Poria cocos zalanej wrzątkiem podawany jest w Kraju Srodka tak nastolatkom potrzebującym wzmocnienia, jak i starszym, słabym. Jako, że Chińczycy stosują porię również w leczeniu nowotworów, zainteresował się nim przemysł farmaceutyczny:)

Jeszcze kwitną róże- Rosa rugosa -sok z płatków , w połączeniu z ciepłą wodą łagodnie nastraja ciało wobec chłodów, podobnie, jak sok z owoców(naturalna vit.C) .To pora, w której osiągalne są jedne i drugie na świeżo-korzystajmy z tego.

W jakiej postaci teraz marchewka? Wyłącznie gotowana-uzupełniająca Qi Płuc,Nerek i śledziony.Surowa ochładza i rozprasza Qi!Gotowana marchewka powinna gościć na naszych stołach w porze Bailu jak najczęściej.

To czas oczyszczania jelit, wymiatania trucizn ,więc i lekkiego zrzucania wagi, ale pamiętajmy, aby do zimy zbudować sobie solidną podstawę zdrowotną dobrym, starannym odżywianiem.

I coś jeszcze:

Wprawdzie organizacja czasu nie pozwalająca na zbędne wynurzanie się sprawia, iż ani czytam ani komentuję ,co napisano na temat mojej strony ,ale tym razem zrobię wyjątek, gdyż Autor komentarza świetnie rozumie nie tylko to, o czym tutaj mówię, ale sam wie niemało , a poza tym , co rzadkie, rozumie też potrzebę współpracy w szerzeniu informacji służących szerokości spojrzenia, przecieraniu dróg, otwieraniu nowych furtek a to wszystko dlatego, że dobrze pojął „co czynisz innym, sobie czynisz”.Istnienie takich Ludzi jest dla mnie najlepszą nagrodą za to, co robię-Full Moon- jeżeli to czytasz- dziękuję.

Spytano mnie, czy jestem świadoma, że pozytywny komentarz do mojej strony ukazał się na portalu ezoterycznym-w w w.ezoforum.pl.Tak. Zajrzałam tam oczywiście. Znalazłam wiele pozytywnego, poza tym- każdy ma prawo do własnego zdania, własnych odczuć i ten portal na pewno temu służy.Służy też tolerancji i uchylaniu kolejnych drzwi, gdzie zaś te ścieżki poprowadzą, jest jak zwykle Waszym wyborem.

Komentarz i cytaty autorstwa FullMoona od razu- co było do przewidzenia- sprowadziły na Jego słowa atak.Do Komentującego, sugerującego ,iż czerpię z tej strony korzyści materialne, raczej się nie odniosę, gdyż z pewnością nie zrozumie- za rozumienie treści tu zawartych nie zostało mu zapłacone. Zarzut, (czy to w istocie może być zarzutem w dzisiejszych czasach?) iż „wiadomości z neta”,skwituję uśmiechem, gdyż wystarczy spojrzeć na treść i bibliografię,aby wiedzieć, że net jest zaledwie jednym z wielu -bynajmniej nie największym- źródeł zawartych tu wiadomości-chętnie za to przytaczam różne linki podające ciekawe informacje a POTWIERDZAJąCE to, o czym piszę -zawsze można zaopatrzyć się w dane książki, dokumenty, skontaktować ze stowarzyszeniami, lekarzami oraz badaczami
podzielającymi prezentowany tu punkt widzenia. Przystanę jednak nad ciekawą figurą intelektualną:) użytą przez przyjaciółkę szczepionek, a to ,że „miała do czynienia z ludźmi, którzy  żyliby, gdyby się zaszczepili” .Już już miałam powiedzieć, że chętnie bym te osoby poznała, ale tak sobie pomyślałam, że wszystko w swoim czasie:)). Nawiasem mówiąc, osoba posiadająca tak zażyłe:) kontakty ze zmarłymi powinna to bezwględnie ogłosić i upublicznić w pismach medycznych, na przykład pod tytułem „Najnowsze badania według Duchów:szczepionki są cacy”:)

Swoją drogą gratuluję tak długiego pobytu po tamtej stronie owocującego zdobyciem „cennych” informacji oraz zmaterializowania ich w internecie:))))Pokrętność wciskającej się już wszędzie dialektyki manipulacji mierzi mnie i nie zamierzam wątku kontynuować- zbyt jestem radosna, iż znów Człowiek podał rękę drugiemu we wspólnym a niełatwym celu-pozdrawiam Cię, FullMoon -jeszcze mnóstwo pracy przed nami ,aby to, co w Polsce traktowane jest jako „kontrowersyjne” było po prostu normalne, było jedną z możliwości-a to, co faktycznie wzbudza wątpliwości każdego myślącego Człowieka zasłużyło w końcu na właściwe określenie, otwartą, powszechną krytykę i odpowiednie pod względem przydatności:) miejsce.

Zapomniałabym:lektury jak zwykle w cyklu o TCM.

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.15.Pachnotka:)

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 23, 2010

Koniec upałów Chu shu – czternasta część roku ,od początku której jeszcze nieraz będziemy się pocić:-), ponieważ ów „koniec” oznacza ni mniej ni więcej, tylko, że jeszcze dni osiemnaście będziemy mieć niejeden powód do ocierania czół.

23/24 sierpnia i …czas powolnego wyhamowywania wegetacji. O ile nie można powiedzieć wiele (jeżeli w ogóle)  słusznego o powodach, dla których wykonywano w Chinach wyroki śmierci, to, jak na ironię, i tutaj naród ten starał się podporządkowywać naturze w maksymalnym z możliwych stopniu:mordowano w imię prawa właśnie o tej porze-tak usprawiedliwiano po części największą z największych niegodziwość człowieka:uzurpowanie sobie decyzji o prawie do czyjegoś istnienia.

A propos prawa, to….

Jest wielkim przywilejem, móc informować się do woli,ale też Twoim prawem, nie czynić tego wcale.(autorstwo wielu ojców:-))

Ilu Europejczyków tak rzeczywiście zna i potrafi stosować TCM? Jej okruchy-na pewno, ale co z grubszymi kawałkami?

Dużo krzywdy narobiło TCM utożsamianie jej wyłącznie z akupunkturą. Wiele osób dało sobie spokój ze studiowaniem jej, uważając za zbyt trudną , a w dodatku ,jeszcze nie tak dawno, medycyna szkolna upierała się, że „akupunktura to placebo”, co skutecznie odstraszyło potencjalnych miłośników TCM. Placebo? No, to jak na placebo, to ma wyniki, których może jej pozazdrościć niejedna „terapia” medycyny szkolnej:-)

Ale jak tu się uczyć precyzyjnych opisów ,na przykład punktów-Xue?:-D Klasyczne teksty chińskie nie posługujące się anatomicznymi detalami w rozumieniu medycyny zachodniej, podają PROSTE DO ZROZUMIENIA PRZEZ KAZDEGO szczegóły, jak lokalizacja w okolicy danej zmarszczki, zagłębienia danej kości, linii włosów ,miejsc, gdzie zmienia się kolor skóry…..Niby anatomia w chińskim wydaniu, ale przystępniejsza? Indywidualne cechy? No właśnie.

A każdy punkt posiada zdefiniowane, terapeutyczne właściwości, które wybiera się w celu przywrócenia równowagi.

Tylko i Aż tyle.

Ale to nie akupunktura włada centralnym miejscem TCM, jak mylnie sądzili wiele lat zachodni nałkowcy:-).

To miejsce , miejsce głowy , przypada Zielarstwu, a zachodni akademicy wreszcie zaskoczyli, że TCM to więcej niż „jakaś tam igła”:-) i….niestety, co niektórzy zbyt ochoczo przytaknęli  pomysłowi patentowania substancji znajdujących się do tej pory poza ich świadomością , zainteresowaniem i uwagą. Przykre. Mam nadzieję, że zanim opatentowane zostanie wszystko, co przedstawia „niebezpieczeństwo (oczywiście wyłącznie niebezpieczeństwo zarobienia mniejszej kasy przez monopolistów) dla zdrowia ewentualnych konsumentów „, zdążymy zapoznać się z niektórymi przynajmniej, ważnymi  dla TCM ziółkami .

Nie będzie łatwo:-):kiedy tradycyjny chiński zielarz zdiagnozuje dysharmonię, wybiera najodpowiedniejsze środki…najpierw spośród 500 podstawowych:-).Z nich komponuje zestaw. Dopiero, gdyby to nie pomogło, sięga po następne, lub dostraja terapię  akupunkturą.

Recepty kombinowane są z ok.5 do 15 maksymalnie ziół , a dozowanie obejmuje 3 do 15 gramów (nie GRANów) z każdego zioła. Przeważnie stosuje się decoctum- odwar, jednak , zależnie od zaburzeń, również tinktury (nalewki), pigułki, proszki i okłady z papek ziołowych.Mikstury dopasowywane są do każdego Człowieka. Nigdy chory na reumatyzm, który przyjdzie do znawcy ziół lub lekarza (również w Chinach znającego się na ziołach i stosującego je), nie dostanie identycznej mieszanki „z biegu”, tylko dlatego, że „też ma to samo”.

O przestrzeganiu terminów w zgodzie z naturą wspominałam, wypada więc wspomnieć o specyfice aktualnej diety.

W dalszym ciągu unikamy ostrych przypraw….jest wyjątek:imbir. To również czas na zrobienie pysznych konfitur imbirowo-mandarynkowo-marchewkowych.

Jak?

Przesmażamy tradycyjnie, z brązowym cukrem ,najlepiej w miedzianym rondlu najpierw marchewkę z imbirem i skórką z mandarynki, następnie dodajemy miąższ mandarynek i jeszcze przesmażamy.

Uwaga:proporcje:

marchewka 1 kg

mandarynka miąższ 1 kg

mandarynka skórka (dobrze oczyszczona)  10 dgk

imbir ( cienkie paseczki) 5 dkg -chyba, że ktoś lubi więcej:-)

Oczywiście to przykład, każdy w końcu wybiera własne proporcje. Ważne: to konfitura dobra dla cierpiących na nieprzyjemności lokomocyjne.

Ktoś nie lubi mandarynek? Pomarańcze.Dlaczego nie polecę nowaliny? Ponieważ nie lubię mutantów pozbawionych smaku.

  Co do imbiru-widzę czasem kobiety w ciąży, przeziębione w środku lata, „bo klimatyzacja……”.Moje Panie, jeżeli nie macie alergii na imbir (ja jeszcze się z tym nie spotkałam, ale zawsze może być pierwszy raz…), to jest herbatka stosowana z powodzeniem przez Chinki , a składająca się z suszu Czarnej Pokrzywy z Nankinu-Zi Su Zi- Perilla frutescens plus odrobiny świeżego imbiru (mały, cieniusieńki plastrek) oraz miodu lub brązowego cukru.Perillę można wyhodować u siebie , jest jednoroczna , nasza nazwa to pachnotka zwyczajna:-)-faktycznie, ma piękną i delikatną , nieco miętową woń. W Chinach i Japonii została doceniona już jakiś czas temu-ot, drobiazg,parę tysięcy lat;-) i wcale się nią nie znudzono:robi się z niej nawet cenny ,bogaty w omega -3 olej=olej perilla. Roślinka ta funkcjonuje głównie jako przyprawa (shiso) w sushi, tempurze (jap.), ale i stałe to ziółko przy przeziębieniach i mdłościach. Chyba wypada też nadmienić, że perillę Chińczycy stosują przy zatruciach rybami.

Ile można jej pić? Jako, że w naszych warunkach organizm do pachnotki nie jest przyzwyczajony, to zaczynać od jednej filiżanki, uważam, że nie więcej niż 3 dziennie, ale to kwestia osobistego wyboru.

W razie nietolerancji pachnotki , zostaje nasza gruszka gotowana na parze-na koniec, kiedy się ugotuje, można oblać ją miodem.Tak przyrządzona gruszka może łagodnie oczyścić jelita:-), więc proszę wybrać stosowny moment do jej spożycia:-).

To oczywiście propozycja nie tylko dla Pań w ciąży.

Poza tym proszę pamiętać, że świeży sok gruszkowy wspaniale działa na system trawienny-nawet ten delikatny.

Co poza gruszką godne  jest teraz uwagi? Papryka zielona, szpinak, sezam, kolendra, pietruszka-nać, fasolka szparagowa zielona,kapusta włoska, kapusta pekińska (silnie nawilża od środka) , cukinia, liście winogron (robi się z nich świetne, subtelne w smaku gołąbki)-te ostatnie można teraz kisić lub przesypać solą i ułożyć warstwami na zimę.

Jaki olej ? Oliwa ( nie mówię „z oliwek”, gdyż dla mnie oliwa jest tylko z oliwek) , olej sezamowy oraz krokoszowy.

Spokojnych „Jesiennych Tygrysów” (jedna z  nazw czternastej pory) życzę”:)

Lektury:jak poprzednio w cyklu o TCM

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny, jak Chińczyk.cz.14.

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 7, 2010

Tzu Kung rzekł:Nauki Wen i Wu nie przepadły całkiem i żywe są wśród ludzi. Cnotliwi gromadzą wiedzę o ich najważniejszych zasadach , a ci mniej cnotliwi gromadzą wiedzę o ich pomniejszych zasadach.Nie ma miejsca, w którym nie byłoby śladów nauk Wen i Wu.Jakże mógłby się Mistrz nie uczyć i po cóż byłby mu nauczyciel?Konfucjusz 

Z prawdziwym smutkiem doświadczam, jak wielkie nerwy i zacietrzewienie …właściwie, to nie wiem, jak określić te osoby….co niektórych przedstawicieli świata medycyny szkolnej -ale wydaje mi się, że wyłącznie tych zakompleksionych:-))i niedoinformowanych  budzi moje dzielenie się informacjami stricte specjalistycznymi, praktycznie zastrzeżonymi dla branży ( z zupełnie niezrozumiałych mi powodów, a o czym już kiedyś wspominałam), pochodzącymi np. z kongresów lub fachowych pism wydawanych za granicą…..Myślałam, że się ucieszą!:-):-):-)Bo korzystają naprawdę obficie:-)

 Ale oni się nie cieszą.

 Dlaczego? Bo może się okazać, że jakiś ich pacjent pilnie odrobił lekcje i wie więcej od „specjalisty”, któremu nie chciało się pojechać tu i ówdzie albo chociaż zasięgnąć wiedzy w FACHOWEJ przecież literaturze? A że w obcym języku? A co, nie ma tłumaczy?A jak nie tłumacze (bo nie daj Bóg też za dużo się dowiedzą), to nie łaska podszkolić to, co się ma na papierku, ale w głowie to już „nie przetwarza”, bo po co się uczyć, kiedy ma się już stołek?

 ALE MEDYCYNA TO SZTUKA, SZTUKA EWOLUUJE! A to oznacza, że , co podkreślałam w poprzednich wpisach, medycyny uczymy się do śmierci.Jeżeli chcemy się do niej jak najbardziej zbliżyć, rzecz jasna.Jeżeli chcemy komuś -i sobie- pomóc. Nie ma odwrotu.Jeżeli chcemy tylko wypisywać papierki, trzeba było wybrać inny zawód. Co? Pacjent będzie wiedział więcej a ten, kto nie wie,będzie się wstydzić? I bardzo dobrze, że pacjent będzie wiedział więcej, bo czegoś się od Niego Państwo Niechętni nauczą -OD KAZDEGO trzeba się uczyć.W każdym zresztą zawodzie. Po prostu w życiu. Nie ma się czego wstydzić. Zawsze, kiedy czegoś nie wiem- staram się dowiedzieć.To taka prosta zasada! Chyba, że ma się coś w nosie.Wtedy- przepraszam najmocniej.

Nie bójcie się internetu- on nie gryzie.

Nie bójcie się języków- one otwierają świat.

Nie zamykajcie się w spróchniałej wieży swojego zadufania i pewności, że posiadacie jedyną słuszną wiedzę.

Nie bójcie się książek i pism tworzonych w mowie, którą sami pielęgnujecie w zawodzie tak, aby laik nie miał do niej cierpliwości ani dostępu.

Powtarzam:została stworzona taka rzeczywistość, że chorych NIESTETY nie zabraknie. Każdy chory chce się też upewnić,  czy to, co przeczytał w necie lub książce, jest dla niego- zresztą i tutaj i w każdej medycznej, quasimedycznej i paramedycznej- a nawet zauważyłam ostatnio taki „cukierek”  w literaturze beletrystycznej!!- publikacji pisze, jak wół:ona nie zastępuje porady żywego specjalisty.O to się sama, wypaczona wersja  medycyny alopatycznej zatroszczyła, aby każdy czuł niepokój , póki nie ZAPŁACI EKSPERTOWI…Jakby książki i pisma były za darmo….no, dla „insiderów” znajdą się darmowe publikacje, nie powiem. A że Człowiek przychodzi i pyta o rzeczy, o których 
„ekspertostwo” nie ma pojęcia……To żaden wstyd- wstydem jest nie próbować się dowiedzieć, o czym ten Człowiek mówił lub ośmieszać, deprecjonować to, czego się nie rozumie. Przypominam:gdyby większość specjalistycznych, jak to się nazywa, stron medycznych nie była zarezerwowana  dla „inside”, czyli kółka branżowego, Ludzie chętnie by tam zaglądali i zapoznawali się z różnymi dziedzinami od tej drugiej strony, jeżeli już stworzyło się tak sztuczny podział  na „znawców zdrowia” i „petentów zdrowia”.Gdyby one jeszcze były napisane przystępnym językiem….byłoby cudnie.ALE TAK NIE JEST! Więc nie miejcie, szanowni Niespokojni, pretensji, że ktoś udostępnia „informacje, które nie zastępują konsultacji z lekarzem”.

Moja strona- jak każda inna, motywująca Ludzi do myślenia – najwyraźniej przeszkadza?

Bo co?Bo nie ma reklam big przemysłu ,  a kiedy wymieniany jest jakiś środek gotowy, to nie za opłatą ,ale dlatego , że w mojej ocenie -niesprzedajnej ocenie-jest dobry?

Bo mogłabym pisać w zamkniętym portalu TYLKO DLA UPRZYWILEJOWANYCH, którzy łaskawie by to czytali, albo nie, ale ta wiedza nie wymknęłaby się do LUDU?To mi się kojarzy z NUR FUR DEUTSCHE w czasach wojny, drodzy Państwo, ale te czasy już minęły!

A może, bo ujawniam źródła, z których każdy może skorzystać jeszcze więcej? I wiedzieć jeszcze więcej?No przecież takie źródła to też zarezerwowane dla elyty są , a elyta albo z nich skorzysta, albo chociaż sklei fragmenty swoich prac- niekoniecznie zawsze chwaląc się, skąd to ma, więc dlaczego ma o tym czytać LUD?

A dlatego, że wiedza jest dla WSZYSTKICH.

I na całym świecie jest coraz więcej stron o właściwym podejściu do zdrowia.I będzie coraz więcej, i coraz więcej ludzi będzie znało prawdę o chorym systemie zdrowotnym. Z internetem czy bez.To już za daleko zaszło- nie zabraknie ludzi, którzy nie ustaną w szerzeniu informacji.

Jedyne, co przedstawiciele pewnej grupy biznesu szczególnego rodzaju,biznesu na czyimś zdrowiu  mogą zrobić, to zmienić swoje nastawienie do pacjentów i klientów, uspokoić pazerność i zrozumieć, że wszystkich uciszyć się nie da.

Niech korzystają (robią to i bez mojego przyzwolenia) i pozwolą korzystać Innym. Niech nie robią z Ludzi półgłówków nie będących w stanie przeczytać i zrozumieć paru stron informacji o właściwościach jagód na przykład.Czy o działaniu magnezu w organizmie.Niech nie oduczają Ich myślenia, nie UZALEZNIAJą od chorego systemu.Wiedza MUSI być powszechnie dostępna. ..przecież podobno o to chodzi wszystkim chcącym dobra pacjenta, nieprawdaż?

A że dorwą przed ESKPERTAMI wiadomości ,o których nie zdążyło napisać jeszcze żadne polskie pismo? Toż to się cieszyć trzeba.W jakiś sposób ta wiedza dotarła więc i do nich.I nawet nie potrzebują tłumacza.

Wprawdzie nie sądzę, aby cokolwiek, co tu teraz napisałam, trafiło do kogoś, kto przed oczyma ma wyłącznie zysk, ale..

Kto wie….Czasem mgła opada niespodziewanie. Na razie pozostaje mi się cieszyć, że i u nas jest coraz więcej świadomych lekarzy zafascynowanych naturalnymi metodami leczenia , którzy coraz częściej nie poddają się ogólnopanującym ,skostniałym ramkom nie służącym tak naprawdę nikomu….O właśnie- choćby kwestia pijawek:
jeszcze niedawno spora część EKSPERTóW z odrazą wypowiadała się o hirudoterapii , jako „szarlatanerskiej metodzie”.Moi rosyjscy znajomi byli niedawno wręcz zszokowani, że w Polsce te zabiegi nie są powszechne dostępne, ponieważ w Rosji do tej pory pijawki można i nabyć i zahodować:-)) wszędzie, a ludzie stosują je i sami, ponieważ wiedzą, jak-i z pomocą lekarzy, dla których nie jest to niczym dziwnym. ALE hirudoterapii w Polsce  nie dało się zwalczyć, bo zbyt wiele osób wie już o jej dobroczynnym działaniu i co mamy? Pozytywne recenzje metody w prasie, nowe gabinety zajmujące się tylko ww.metodą….CO?? Są to nawet gabinety LEKARSKIE! Tak, tak, bo rozsądnych medyków nie brak i kiedy pozwoli im się na inicjatywę- potrafią leczyć skutecznie. Wprawdzie wciąż przestrzega się przed samodzielnym użyciem pijawek (fakt, trzeba zwracać uwagę, z jakiego źródła pochodzą i dobrze  lokalizować miejsce ich przyłożenia ORAZ absolutnie koniecznie zwracać uwagę na przeciwskazania!), z czego zaśmiewają się Rosjanie, ale postęp widać.

Nigdy nie zrozumiem tworzenia sztucznych ścian między wiedzą a Człowiekiem przez Człowieka.Nic tego nie usprawiedliwia.Jeżeli ktoś jest innego zdania…jego sprawa.

Trudno w to uwierzyć, ale z 7/8 sierpnia zaczyna się w chińskim kalendarzu…..jesień:Li Qiu, upływający pod znakiem „schodzących (łagodniejących) upałów, zwanych „jesiennymi tygrysami”. Czas żniw i zbiorów. To teraz natura wydaje się mieć najlepszy humor dla swoich dzieci-zwierząt i ludzi, to teraz jest najhojniejsza. Nic dziwnego, że w dawnych Chinach cesarz witał jesień Qiu uroczyście ,ucztując i obdarzając podarunkami urzędników- na wzór Pani Jesieni:-).Gdzie te czasy, chciałoby się powiedzieć….

Trzynasta część roku to przede wszystkim przygotowania do zimy. Chińczycy ważyli się ,aby zobaczyć, czy w lato schudli, czy utyli a jeżeli schudli, to czy aby nie trzeba zrobić zimowych „zapasików” tłuszczu:-)

Polska , piękna złota jesień jest chyba najpiękniejszą jesienią, jaką znam. Chyba, ponieważ od czasu, kiedy zaczęto wycinać lasy na niespotykaną wcześniej skalę ,ten krajobraz smutnieje- i to nie tylko z powodu wszechobecnej, jesiennej melancholii- on umiera -to już nie jest coroczna hibernacja, niszczenie tak ogromnych połaci lasów to morderstwo popełniane na żywym organizmie: na wspólnym dobrze. Czy nikt tego szaleństwa nie powstrzyma? Czy naprawdę nauczka z innych krajów, gdzie wycinanie lasów spowodowało potężne powodzie (chwileczkę….po co sięgać do innych krajów, czy spustoszenie drzewostanów nie było jednym z czynników ostatnich powodzi u nas ?) , pustynnienie, erozję gleb, zubożanie ich….w Chinach np.nasilają się tzw.czerwone burze- tumany piachu z rosnących pustyń zawiewają miasta i wsie , czasem przez parę dni:lasy, które by w tym zjawisku przeszkodziły, kupują ludzie Zachodu w meblach, papierze , gadżetach …… Szwecja z kolei bardzo lubi polskie drzewo- swoich lasów już coraz mniej wycina, więc…..za bałtycką miedzą co nieco jeszcze ostało.

Nie chcę jesieni w Polsce bez starych drzew. Bez nich nie ma ona sensu.Są jak punkty Xue na żywym , ziemskim ciele.Tak, jak rzeki -być może jego meridianami. W pojęciu meridianów mamy maleńki bałagan: są tłumaczone bardzo, ale to bardzo różnie a jedno wyjaśnianie zdaje się być bardziej skomplikowanym od drugiego. Nie wiem, czy podane przeze mnie określenie będzie Państwu odpowiadać (bo właśnie nadszedł na meridiany czas) ,ale postaram się przybliżyć je najlepiej, jak potrafię.

Dla mnie są one kanałami życia. Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne:-))), że takie pojęcie wykształciłam w sobie obcując z wiedzą o TCM – możliwe, że jest to jedno z pojęć najlepiej oddających ich rolę.

Jing Luo -w wolnym tłumaczeniu dotyczącym tematu TCM to drogi życia-podobnie?I o to chodzi. Meridiany są swoistymi drogami-bardzo swoistymi nawet, gdyż tworzącymi niewidoczną sieć- którymi podążają trzy rodzaje energii wymienione wcześniej:

energia ,którą otrzymujemy przy urodzeniu

energia pobierana z pożywienia 

energia wchłaniana z atmosfery.

Mimo, iż TCM traktuje je jako niewidoczne, uważa się je za całkowicie realne (p.poprzedni rozdział o TCM i problematyce zachodniego pojmowania filozofii medycznej Wschodu)-przypomnę przy okazji ponownie, że TCM nie ufa i nie stosuje zachodnich  metod diagnostyki technicznej ,testów laboratoryjnych , w ogóle zachodnich metod badania, prowadzący pacjenta musi więc opierać się na obserwacji i zdolności WCZUWANIA się w stan pacjenta,który przed nim stoi-nie tego , co był wczoraj ani tego, co przyjdzie jutro- tym samym jest to diagnoza wysoce profesjonalna, długa, czteroetapowa (!) i niezwykle precyzyjna, a mapa lub znajomość meridianów i punktów akupunkturowych bardzo w tym pomaga- ba, jest niezbędną. To nie oznacza, że Państwo , przy odrobinie (sporej „odrobinie”:-)) zaangażowania, nie mogą zapoznać się z jej szczegółami, a bardziej dociekliwi osiągnąć w niej zupełnie niezły poziom:Polacy byli, są i będą bardzo utalentowanym narodem i nic, co potrafi Chińczyk, nie może być nieosiągalnym do wykonania dla Polaka- to dla tych, którzy swoją ocenę zaczynają od kompleksów:-)

 W przypadku diagnozowania metodą TCM odchodzi problem zastanawiania się, czy delikwent 🙂 mówi całą prawdę- to widać, słychać i czuć:-))Chińskiego lekarza nie nabierze się na bolącą główkę, kiedy ona nie boli:-)))

Zerkając zaś  na trzy energie płynące meridianami, na pierwszy rzut oka widać:-), jak ważnym jest dobry stan zdrowia ludzi, którzy decydują się na dziecko, jakość pożywienia oraz nieskażone środowisko.

Uwaga:meridiany -mimo, że uważa się ,iż płynie nimi także energia krwi, NIE są identyczne z naczyniami krwionośnymi, proszę więc w żadnym przypadku nie próbować „dobierać się ” żadnymi działaniami do naczyń krwionośnych!!!

To raczej drogi spajające podstawowe substancje oraz organy w jeden, żywy organizm.

Czego szuka chiński lekarz obmacując , wąchając i oglądając chorego? Miejsca oraz wielkości energetycznej dysharmonii.

To ona jest bazą zaburzenia i to miejsce(a)  opowie/dzą  nam o zaistniałym problemie najwięcej.

Sposób terapii w TCM oraz czas jej stosowania zależy od pory roku! I to jest bardzo, ale to bardzo ważne, gdyż terapia podjęta w niewłaściwym czasie może przynieść więcej szkody niż pożytku lub nie pomóc wcale.

Dlatego zaczęłam TCM od skorelowania podstawowych pojęć z chińskim kalendarzem, aby potem ułatwić Państwu odniesienia do okoliczności stosowania chińskich metod.

 Wykorzystanie meridianów w diagnozie oraz terapii pomaga doprowadzić ciało do utrzymania wewnętrznych sił obronnych- przez lekarzy zachodnich określanych jako energie antypatogenne (Europejczyk musi mieć jakieś „anty”:-)

Czynnikami patogennymi (wewnętrznymi i zewnętrznymi), mówiąc językiem Zachodu, aby uprościć pojmowanie, mogą być wymienione już przez mnie w cyklu np.silne wiatry, gorąco, wściekłość:-), żal, zawiść, niepokój, zepsute pożywienie, toksyny i in.Jeżeli te czynniki trafią na zmniejszoną odporność, na UBYTEK energii lub energię zakłóconą, dojdzie do starcia dwóch energii a wynik może być zmienny dla obu, jednak w czasie owej walki zaobserwujemy hyperergię lub hypoergię.W przypadku wyjątkowo osłabienia organizmu-nawet anergię.

Hyperergia, to nadmiar działania ze strony układu immunologicznego, hypoergia- niedostateczne jego działanie, anergia zaś to zanik sił organizmu, brak gotowości do jakiejkolwiek obrony, czyli stan mocno niepożądany.

Jedna z tych sił przegra.Która- w dużym stopniu zależy od nas.

O bójce:-) sił to początek, teraz wrócę na chwilę do meridianów:

w księgach medycyny chińskiej mamy:”Jing luo transportują Qi i krew, regulują Yin i Yang, utrzymują elastyczność ścięgien i wspierają stawy”. One łączą (jak pisałam też o punktach ) wnętrze ciała ze środowiskiem zewnętrznym: to podstawa akupunktury, ponieważ jasnym teraz staje się, że to co czynimy na powierzchni ciała, działa na jego wnętrze.

I znów przewija się odwieczne Jak na górze, tak na dole…..

Na razie o wprowadzeniu do istoty meridianów tyle, teraz troszkę o działaniach odnośnie samej pory roku, gdyż od 7/8 sierpnia zaczynają dominować PŁUCA i wszystko, co z nimi związane.

Płuca to żywioł metalu.Tu łączy się Qi Ziemi z Qi Nieba-pożywienie z powietrzem:one płodzą Qi ożywiające Człowieka.

Nie na darmo w dalekowschodnich ćwiczeniach dominują te pozwalające zapanować nad oddechem-kto panuje nad oddechem, panuje nad energią życia.

Teraz zajmujemy się płucami szczególnie:ubieramy się wprawdzie w dalszym ciągu zależnie od pogody, nie narzucając zbyt szybko swetrów w razie ochłodzenia-bo trzeba pozwolić organizmowi na spokojne przystosowanie się do nadchodzącego chłodu, ale też nie ma mowy o przeziębieniu pleców-czyli przewianiu, chodzeniu z odsłoniętymi plecami w wietrzne dni-to jest na goły tył:-) zupełnie nieodpowiednia pora. Owszem, będąc nad ciepłymi zbiornikami wodnymi, czy opalając się- to co innego, ale poza tym plecy są od teraz zakryte. Pamiętajmy, że ogromny wpływ na przeziębienia i inne słabości organizmu ma skóra, zwana w TCM „trzecim płucem”-stąd lepsza teraz choćby lekka koszulka aniżeli nic:-)

Płuca rządzą Qi, Serce zaś rządzi Krwią:bicie serca towarzyszy oddechowi, krew podąża za Qi.Zaburzenia Qi Płuc to hamowanie krążenia Krwi ,a to z kolei dalej „trzepotanie” serca, ciężar w klatce piersiowej, uczucie niepokoju i co za tym idzie, obfite poty. W ciągu dalszym mamy dermatozy (choroby skóry),alergie, żylaki, przerzedzone włosy i osłabienie organizmu.

Nie chcemy zaburzeń Qi Płuc i wszystkiego tego,co za nimi idzie.Tym bardziej, że partnerem Yang Płuc jest Jelito Grube-ono prowadzi proces zaczęty w Płucach-oczyszczanie organizmu.I Płuca i Jelito Grube usuwają z organizmu , co już mu się nie przyda.

Zakłócony obieg Płuc prowadzi następnie do zakłócenia pracy Jelita i …..stajemy się zanieczyszczeni.

W dużym skrócie, aby zapewnić prawidłowe obiegi Płuc i Jelita Grubego (piszę z dużej litery, gdyż jestem do tego przyzwyczajona) , należy:

-oddychać pełnią zdrowego (!) powietrza ,nie dusić w sobie żadnych przygnębiających emocji ani ich nie produkować-po prostu pozwolić im odejść,

-ruszać się (perystaltyka jelit nie działa bez ruchu:-)) i nie zamulać śmieciami jelit.

Banalnie proste? Jasne.To dlaczego takie trudne w praktyce?:-)

Człowiek spięty, zajadły, agresywny, zestresowany, znerwicowany, ma napiętą skórę i mięśnie, twardą przeponę, zatwardzenie (sztywne jelita), przykurczoną szyję, nieruchawy kręgosłup , nie współpracującą okrężnicę……Nie opłaca się.Nawet masaże nie dadzą długoterminowo wiele, ponieważ usuną problem chwilowo, bodźcowo. Jeżeli postawa nie będzie zmieniona, ciało może się zbuntować.Huśtawka od maksymalnego odprężenia do maksymalnego spięcia nie czyni dobrze niczemu ani nikomu.

Co popijają Chińczycy, aby wzmocnić Płuca?

Herbatkę z rodzaju dostępnego i u nas tak w lasach, jak i ogrodach, wiciokrzewu-przy czym u nas byłby to głównie wiciokrzew pomorski- Lonicera periclymenum L. i, przewiercień-L.caprifolium( w Chinach to Chai Hu -Bupleurum chinense D.C.)-przepięknie pachnąca- to popularne i łatwe do odróżnienia gatunki. Kwiatki można też suszyć. Chińczycy dodają je nawet do rosołów i innych zup. W przekazach TCM kwiat wiciokrzewu wspomaga usuwanie toksyn, Gorąca i Wiatru, łagodząc podpuchnięcia, obniżając ciśnienie (uwaga niskociśnieniowcy!) i gorączkę.Kwiatów nie jemy- są zbyt włókniste.

Oprócz  herbatki wiciokrzewowej wymieniłabym też napar z kwiatu krokosza barwierskiego-Hong Hua- Carthamnus tinctorius L., z którego pojawił się u nas wreszcie bardzo cenny olej spożywczy, którego używam od lat naprzemiennie z oliwą i który na Zachodzie ( i wieki temu na  Wschodzie…….a przecież  jesteśmy pośrodku!:-)) dawno osiągnął status popularnego i bardzo wartościowego.

Herbatka z kwiatu krokosza pięknie rozwiązuje zastoje Krwi, pomagając krążeniu, więc i likwidując opuchlizny, obrzęki, przyśpiesza też gojenie łagodnych podskórnych wylewów, czyli siniaków.

Jeżeli mamy w ogrodzie morwę-o jej właściwościach dla cukrzyków nie muszę chyba wspominać, gdyż produkowanych jest tyle preparatów z niej, że dziwnym byłoby ich nie dostrzec, ale herbatka z liści-tej Chińczycy nie odmawiają sobie teraz na pewno.Cóż czyni taki napar?(Klasycznie, parę liści zalewamy wrzątkiem na 5 minut, odcedzamy potem i mamy coś dobroczynnego) Oczyszcza Płuca, mobilizuje przemianę materii, pięknie reguluje gospodarkę cukrową, przepędza z organizmu Ogień:-).

Jeżeli teraz jednak byśmy np. złapali kaszel? Są jeszcze rzodkiewki:-)-zasypane cukrem puszczą po ca.6 godzinach tyle soku, ile nam trzeba na kaszel suchy-posługując się oczywiście bardzo ubogą kategoryzacją kaszlu:-).

Teraz sok z cebuli raczej nie służy -to jeszcze pora rzodkwi:-)).

Do jedzenia- to, co aktualnie dojrzewa (jak zwykle), więc oczywiście jabłka (uwaga osoby ze słabą wątrobą- lepiej „podejdzie ” Państwu jabłko pieczone ,surowe są wręcz niewskazane-„wątrobowcy” często nawet odczuwają wstręt do jabłek), wszelkie zielone warzywo liściaste, wciąż dużo pijemy ,ale ubożymy jadłospis o przyprawy wysuszające Płuca, a więc chili, cynamon, czosnek.Ich pora jeszcze powróci. Wciąż aktualne kwiaty liliowca z poprzedniego rozdziału oraz owoc liczi. No i jagody borówki czarnej:-))

Literatura: jak poprzednio w TCM.

Stronę o pijawkach, czyli hirudoterapii mam po prawej -w blogrollu:-)),pozdrawiam Joasiu:-)

Posted in aktualności, ciśnienie, etyka, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.13.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 23, 2010

Uczony musi mieć cel i musi mieć upór, albowiem jego odpowiedzialność jest wielka , a droga długa.Spolegliwość jest jego odpowiedzialnością przed samym sobą :czyż nie jest wielka?Kończy się dopiero po śmierci:czyż nie jest długa?
Konfucjusz

Z Małych Upałów zrobiły się spore:-),ale obiecany po chińsku 🙂 deszcz spadł również, ciekawe więc, w jakim stopniu ziści się klasyczny obraz dwunastej części roku Da Shu -Wielkie Upały, 22/23 lipca,pod patronatem diabełka odzianego w skórę tygrysa. Czarcik  niesie misę ognia ,co oznacza, gorąc może być piekielny;-).Pożyjemy, zobaczymy.

W chińskiej tradycji wysokie temperatury o tej porze oznaczają łagodną zimę, będziemy więc mieli kolejny raz okazję do zaobserwowania i sprawdzenia wschodniej wiedzy o naturze …w naszych warunkach.

Wprawdzie media znowu zaczęły przebąkiwać coś o globalnym ocipieniu, ale nie sądzę, aby ktokolwiek poza osobami łatwo poddającymi się sugestiom „autorytetów” jeszcze zechciał w to wierzyć… a już dość ciężko byłoby przekonać do tego ośnieżonych mieszkańców Ameryki Południowej:-).Proszę nie zapominać, że jeżeli słyszymy o „nigdy nie występujących „takich” temperaturach” i „anomaliach” ,to pomijając spore trudności w ustalaniu dokładnych temperatur przed wiekami :-),nigdy wcześniej nie byliśmy zasypywani taką ilością informacji o niej.Nagle pogoda stała się jednym z top tematów ,nagle temperatury od dawna występujące na Ziemi stają się „anomaliami”.Od samego nadmiaru wydarzeń ( tu pioruny, tam ulewy) można mieć wrażenie,że faktycznie coś nie tak:-),ale nie zapominajmy o podstawowej zasadzie :nie panikować, obserwować naturę i wyciągać wnioski.

Da Shu to narodziny boga ognia-boga ogniska domowego.Zauważmy tutaj podobieństwa w historii słowiańskiej- na tych terenach również istniały bóstwa domowe- jak wszędzie,były świątynie i westalki.Szkoda, że mitologia słowiańska nie zawiera się w historii nauczanej powszechnie.To przecież korzenie.To również nić łącząca Słowian z innymi kulturami.Jeszcze jedna nić, która nie dzieli.

Abstrahując od pięknej i bogatej,ale zaniedbanej historii Słowian:Chińczycy mają sposobiki i na naprawdę ogromne upały.Właściwie, to zastanawiam się ,na co nie mają…..Może na własną zachłanność, która niestety zaczyna dominować w obrazie młodych Chin,zagrażając pradawnym wartościom warunkującym potęgę tego kraju.Coraz częściej i oni wydają się zapominać,że „pazerny traci dwa razy” -wygląda na to,że Zachód potrafi zepsuć dosłownie wszystko.W cieniu bowiem czają się Indie- również mające spore apetyty, jednak potrafiące umiejętnie je modulować- tak, aby się nie zachłysnąć i nie utracić swojej tożsamości-to cenna cecha,jeżeli chodzi o przetrwanie.

I od nadmiaru tak potrzebnego przecie Słońca można się nabawić udaru….Co wtedy?

Jak wygląda udar słoneczny,zwany też cieplnym?

Najpierw czujemy silne poty.Przegrzany organizm gwałtownie oddaje wodę, twarz nabiega krwią.Chcemy pić bez końca ,kręci się w głowie,  słabniemy,serce bije, jak szalone, czegoś się obawiamy, w „dołku” czuć niepokój, wreszcie chce się wymiotować, mogą też pojawić się mroczki przed oczami, zaburzenia równowagi.

Po pierwsze trzeba nam przewiewnego, zacienionego miejsca.Dobrze, aby było chłodniejsze od tego ,w którym przebywał „udarowiec”.Rozbieramy pechowca do bielizny lub przynajmniej rozluźniamy jego ubiór.

Jeżeli dysponujemy miętą, podajemy chłodny-ale nie zimny- napój,który lekko solimy.Może być też woda z odrobinką soli lub woda lecznicza, słona z natury,np.”Augustowianka”,”Henryk”.

Jeżeli widzielibyśmy ,że „udarowiec” nam „ucieka”, czyli traci przytomność,stosujemy pierwszą pomoc po chińsku, czyli naciskamy palcem wskazującym-najlepiej jego czubkiem lub nawet paznokciem punkt między górną wargą a nosem znajdujący się w tzw.rynience nosowej ,mniej więcej pośrodku,raczej bliżej nosa (prawie pod nosem)niż wargi.To punkt ren zhong-jeden z ratowniczych, niezwykle pomocny w ratowaniu życia.Naciskamy pod kątem 45 -90 stopni.Jak długo?Parę minut-będziemy widzieli,kiedy nieszczęśnik „wraca”-puszczamy.Zwykle jest to 10 sekund,potem przerwa 10 sekund i tak 3 do 5 razy , ale każdy reaguje indywidualnie.Jeżeli mamy trudności z policzeniem :-), wtedy po prostu szczypnąć ten punkt i trochę przytrzymać.Uwaga-nie można naciskiem wywoływać bólu,nie można też doprowadzać do naruszenia skóry,zranienia jej-nacisk powienien być stanowczy,ale nie brutalny.
NIE naciskać punktu ratowniczego bez potrzeby- to jak użycie gaśnicy bez pożaru-kiedy ten już nadejdzie-nie mamy czym gasić.Punkt-nie gaśnica, nie zużywa się:-),jednak pamiętając o doskonałości ,ale i delikatności połączeń w organizmie nie należy niepotrzebnie drażnić punktu, który może uratować nam życie.Jasne, że nie mając pewności co stanu człowieka ,który utracił przytomność , wykonujemy akupresurę punktu ratowniczego czekając na ambulans.

Wykonując ucisk właściwie, wywołujemy zjawisko określane w TCM jako De Qi, czyli sensoryczną reakcję organizmu na bodźce punktu aktywnego.Odczucie tej reakcji przy postępowaniu z punktami TCM może być rozmaite,np.:
ciepło,chłód,poczucie „odpłynięcia”,wrażenie prądu:-) i in.,a zależy ono od umiejętności postępowania z punktami, więc i lokalizacji,osobniczej podatności na bodziec,rodzaju nacisku,rodzaju zaburzenia.Może się zdarzyć również uczucie drętwienia, nieprzyjemnego chłodu, a…niektórych punktów w ogóle nie należy drażnić-na szczęście są one odpowiednio umiejscowione:-) .

W tym miejscu podejmujemy ponownie temat podstaw TCM,mianowicie:

w pojmowaniu medycyny chińskiej organizm nie jest ani czysto materialny ani czysto duchowy,a już na pewno nie jest maszyną, jak ujął to nieszczęsny ślepiec Kartezjusz.Wyjątkowo pozwalam sobie na inwektywę w stosunku do dawno przebrzmiałej;-) osoby, gdyż ilość zła,cierpienia milionów niewinnych istot, jaką przyniosły jego ogromne wpływy oraz skutki ograniczonych, podyktowanych zyskiem i próżnością dywagacji ( proszę zerknąć, w jakich towarzystwach funkcjonował a tło owych posunięć stanie się od razu jasnym) usprawiedliwia niejako osąd jego postępowania .

Patrząc z perspektywych wschodniej ,tożsamość oraz prawidłowe działanie organizmu jest możliwym wyłącznie ,kiedy poszczególne części nie zostaną rozłączone, reasumując-zdrowie jest wynikiem harmonii między duchem a materią, harmonii rozbrzmiewającej w sieci organów oraz substancji utrzymujących go w formie:

harmonii pobierania i magazynowania, zachowywania i przemiany, absorbcji i wydalania ,aktywacji i ukojenia.

Chińczycy nie sumują stanu zdrowia w taki sposób, jak robi to medycyna zachodnia,podsumowując liczalne wartości, jak ciśnienie krwi, poziom cukru itp.Dla nich zdrowie jest stanem , w którym nie widać znaków choroby ani wskazówek ciała mogących zapowiadać chorobę,stanem, w którym obraz jest zrównoważony.

Mówią np.”Płuca w stanie harmonii oddychają pełnią”.I nikt nie dziwi się ,co to oznacza-bo to widać, słychać i czuć.Bo znajomości swojego organizmu uczeni są od początku.Precyzowanie w tej medycynie polega na wyłapywaniu detali , pojmowaniu dysharmonii w obrazie ,na znajomości setek a nawet tysięcy symptomów ,znaków mogących rozszyfrować przyczynę zakłócenia równowagi.

Przeprowadzanie porównań z medycyną zachodnią prowadzi zwykle do niesamowitych nieporozumień i błędnych diagnoz-medycynę chińską dobrze byłoby zaakceptować -jeżeli chce się cokolwiek z niej skorzystać-z całym dobrodziejstwem „inwentarza”-z jej systemem wartości i ocen,  uznać siłę własnych organów zmysłu jako najlepszych narzędzi diagnostycznych (w TCM nie ma badań rentgenowskich ,USG,nie mówiąc o biopsji ,której użycie na Zachodzie niezmiennie budzi w Chińczyku zdziwienie-wszak narusza integralność organizmu!), przejąć jej istotę , wraz z umiejętnością obserwacji (która pozwoli nam dopasować środki właściwe do naszych organizmów), wczuwania się w stan pacjenta, z filozofią-nie fragment -wtedy można poruszać się w niej swobodnie i osiągać rezultaty, z jakich chińscy medycy bazujący na wiedzy przekazywanej od pokoleń i doświadczeniu, nie na teoriach czy hipotezach, znani są od wieków.

Mówiąc o punkcie (Xue) ratowniczym napomknę,iż każdy (punkt) ma inne zadanie, różni się też postępowanie z nimi , sposób ucisku, czasem lekkiego tylko pchnięcia, innym razem masowania-punkty zapobiegają lub leczą stany ostre-dlatego masując swoje lub czyjeś ciało należy bardzo,ale to bardzo uważać na rozmieszczenie oraz traktowanie punktów oraz meridianów, gdyż nieświadomie możemy pobudzić punkty blokując lub przeciwnie-pobudzając energię  w czasie,kiedy nie jest to wskazane, kiedy organizm znajduje się w harmonii i nie należy tego burzyć.

Mapa punktów oraz meridianów powinna być niezbędnym wyposażeniem gabinetu każdego masażysty, że nie wspomnę o gabinetach lekarskich i szpitalach:-)….dziwne?To dlaczego nie jest to niczym dziwnym np.w Rosji, gdzie akupunktura stanowi równorzędną gałąź medycyny publicznej?Dlaczego nie dziwi to w Niemczech?

W Polsce wspaniałym ,nowoczesnym (bo dawno temu byli i inni) popularyzatorem i zwolennikiem medycyny chińskiej, głównie akupunktury,był profesor Zbigniew Garnuszewski…..no ale Pan Profesor urodził się w Helsinkach, może dlatego otwartość na inność nie stanowiła dla niego problemu?Przepraszam za przytyk-wyszedł „sam z siebie”,ale postawa niektórych -podkreślam :niektórych – polskich medyków zawzięcie wtopionych w medycynę Zachodu i nie chcących za nic zrozumieć jej błędów doprowadza mnie do czasem do rozpaczy, z drugiej strony zaś podziwiam umysły i bezkompleksowość polskich pacjentów zdolnych do sięgnięcia po wiedzę ,kiedy posiadana nijak nie zaspokaja ich potrzeb.

Po śmierci profesora Garnuszewskiego akupunktura stoczyła się w niebyt medycyny oficjalnej.Łatwo położyło się „krzyżyk ” na czymś,co jest pomocne tysiącom ludzi.Bardzo łatwo.

Wiedza o meridianach , punktach, czyli przede wszystkim o profilaktyce jest częścią chińskiego wychowania i jeżeli chcielibyśmy zacząć od samiutkich podstaw-świetnie tłumaczą to chińskie ….dzieci:-).

No więc…punkt w TCM prosto i najlepiej z zachodniego kąta widzenia?

Europejczyk ujął by to miejsce jako biologicznie aktywne- nawet udowodniono, że przewodnictwo elektryczne takiego punktu w stosunku do otaczającej go powierzchni jest zwiększone.Punkt ,czyli Xue jest swoistego rodzaju pośrednikiem ,dzięki któremu wnętrze organizmu kontaktuje się ze środowiskiem zewnętrznym i który pomaga w dostosowaniu organizmu do zmian na zewnętrz.To również pośrednik w wymianie energii,ale może to już za długa definicja:-)-dojdziemy do niej w późniejszych odcinkach.W każdym razie jest to miejsce o szczególnych właściwościach ,którego pobudzenie jest jedną z podstaw harmonizacji organizmu.W źródłach dostępnych w językach europejskich opisanych jest około 1200 Xue, w popularnych chińskich ok.1400,w najdokładniejszych znanych mi- 1500.Punkty w TCM to,najprościej:punkty życia-posiada je każdy, umiejscowienie jest identyczne, wielkość podobnie-średnio ok. 2-3-4 do 5 mm,przy czym często w stanie chorobowym powiększają się-dzięki temu łatwiej jest rozpoznać ,którego narządu dotyczy zaburzenie -powiększają się bowiem punkty odpowiedzialne za chory narząd.Szczegółowo zajęli się badaniem punktów biologicznie aktywnych m.in. dr Kellner (Wiedeń) oraz dr E.Novotny (Brno).

W Chinach doskonałym lekarstwem na udar słoneczny jest też chłodny sok z ananasa.Uwaga-należy go rozcieńczyć wodą,ale już nie mineralną a zwykłą, przegotowaną lub źródlaną-to takie „drobiażdżki”, które czasem decydują o powodzeniu przedsięwzięcia.Wciąż aktualny-sok z arbuza-jego rozcieńczać nie musimy.

Na głowę, okolice pachwin,pach, stopy kładziemy wilgotne, chłodne ręczniki.Nie lód, ponieważ u osób wrażliwych może on wywołać szok.

Co jemy w gorąc?

Niewiele:-).

Nieźle jest włączyć do menu owoce liczi,charakterystyczne dla tej pory w Chinach oraz…podjadać świeże kwiaty liliowca-NIE LILII!(uwaga:lilie mają cebulki,liliowce:korzenie a raczej kłącza)-liliowca Hemerocallis,tego popularnego i u nas,po chińsku jin zhen-posiadają one białko w całkowicie satysfakcjonującej ilości (ok.15 gram na 100 gram suchej masy),witaminki A, C(niewiele),B1,B2,B6,E i in.oraz np.żelazo. W Chinach określane są „trawą zapomnienia” w pozytywnym znaczeniu tego słowa,gdyż chodzi o naturalny odpowiednik antydepresanta.

Jest to u nas ziółko mocno niedoceniane, próbowano nawet straszyć potencjalnych konsumentów zawartością kolchicyny (jak wszystko,truje tylko w niewłaściwych ilościach:-)), jednak najnowsze badania zawartości jej w zielu Hemerocallis nie potwierdziły.Szkoda, gdyż…. przemysł farmaceutyczny chętnie stosuje kolchicynę (alkaloid Colchicum autumnale-zimowita jesiennego,występujący i w innych roślinkach)- oczywiście w przerobionej przez siebie,wyizolowanej postaci nazywanej wówczas „bezpieczną”-stosuje ją np. w ostrych stanach dny moczanowej:-)).

Dziwne…..Chińczycy wcinają Hemerocallis od tysięcy lat i nie zawracają sobie głowy POWAżNYMI BADANIAMI 
NAUKOWYMI?China to jest dziwna kraj:-)

Od siebie dodam,że najsmaczniejsze są kwiaty Hemerocallis i mówię tu o starej odmianie,H.fulva , która szczęśliwie na dobre zagościła w polskich ogrodach-nie polecam nowych hybryd,ponieważ zwykle zmanipulowane genetycznie rośliny ani nie mają takich właściwości,jak pierwotne ani nie możemy być pewni ,że jemy to( czy chociaż podobne do tego),co zostało uwzględnione tomami (i tonami:-)) nauk medycyny Wschodu.

Tak więc klasyczny liliowiec wykorzystywany jest w TCM oraz kuchni made in China w całości,gdyż:

-pączki smakują smażone w oliwie,

  -młode,gotowane  pędy przypominają na języku szparagi lub wiosenny seler

-nasiona rozdrabnia się i dodaje do zup

-młode liście,kwiat -świeże w formie sałatki,ale i gotowane w daniach orientalnych

-kłącze w Chinach pozyskuje się m.in.jako lek przy gruźlicy oraz filariozie,w Korei na obstrukcję oraz zapalenie płuc:-)
Sok z korzenia stosowany jest też w TCM przy nowotworach oraz zatruciu arsenem.

Poszczególne części ziółka są moczopędne (wyciąg z korzenia pędzi mocniej,kwiat i pędy słabiutko)-dobrze o tym pamiętać.

Przeciętny Chińczyk nie wie,że medycyna akademicka znalazła w Hemerocallisie mnóstwo ciekawych antyoksydantów(zainteresowanym chętnie podam ich listę),że liliowiec posiada saponiny interesujące żywo przemysł kosmetyczny.
On tę roślinę zna, hoduje i (a jak nie hoduje,znajdzie ją wszędzie,bo tam występuje w stanie dzikim) szanuje,bo wie,że korzystali z niej jego przodkowie i on też może.  

Polecam zebranie i zasuszenie Hemerocallisa na zimę-przyda się w ponure,zimne wieczory,kiedy depresja grasuje na dobre:-)).A właśnie….jego nazwa:z greckiego:hemera-dzień,kallos-piękność.Piękność dnia?I jak tu nie kochać liliowców?

Na koniec drobna uwaga:wprawdzie zwierzęta zwykle świetnie wiedzą,co im nie służy i nie sięgają po pożywienie dla nich nieodpowiednie,ale Hemerocallis nie jest dla kotów, tak,jak czekolada nie jest ani dla kotów ani dla psów…..a jednak znam przypadki (niestety) karmienia zwierzaków czekoladą-te znane mi jeszcze żyją,więc to chyba zależy faktycznie od indywidualności organizmu-tak u nas, jak i u czterołapych:-),aczkolwiek karmienia słodyczami ulubieńców absolutnie nie polecam-to się zemści prędzej czy później.

Lektura:”Manipulation of neurotransmitters by acupuncture”,Journal of Neural Transmission,1 ,March,vol.37,
Springer, Wien

znalazłam też na temat TCM coś w języku polskim,co mogę polecić z czystym sumieniem:

„Akupunktura we współczesnej medycynie” Zbigniew Garnuszewski,wyd.Amber,1997

J.Sapińska,W.Sapiński „O leczeniu akupunkturą”,PZWL,1990

B.Zalewska „Tolerancja bólu a efekt leczenia bólów głowy punktowym drażnieniem receptorowym”,Neurochirurgia Polska,1980 (proszę zwrócić uwagę na rok:w 1980 potrafiono potraktować temat poważnie!)

poza polskim dodam świetne:

J.Lavier „Histoire, doctrine et practique de l’acupuncture chinoise”,Paris 1966

L.T.Tan,M.Y.Tan,J.Veith „Acupuncture therapy”,1973,US,

„Lipid peroxidation inhibitory compounds from daylily (Hemerocallis fulva) leaves”,Y.Zhang,Life Sci.,2004 June,25

dla miłośników rosyjskiego też się coś znajdzie:

D.Stojanowskij,”Sprawocznik po igłoreflieksoterapii”,1977,Kiszyniów

do tego wymieniona poprzednio w cyklu o TCM:-))

Posted in TCM, udar sloneczny, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.12.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 7, 2010

Ktoś rzekł Konfucjuszowi:

„Za oskarżenia, obelgi odpłacaj prawością, mawiają”-cóż,Konfucjuszu,powiesz?

Ten na to:

A jakże odpłacisz za prawość? Odpłacaj za obelgi, oskarżenia, uczciwością,a prawością za prawość.

Gorąc nadchodzi….według chińskiego kalendarza to, co już nas parzy,jest tylko początkiem.Poczekamy,obaczymy:-),a tymczasem kolej na jedenastą część roku,Xiao Shu-Małe Upały,7/8 lipca,pod patronatem….diabła w spódnicy:-).

Patron Xiao Shu dzierży wachlarz-wszak upał nie żartuje-i garnuszek z ogniem.Przy okazji upałów pojawiają się-i to gęsto-ulewne deszcze.

Jako,iż w tej porze przypadają urodziny Słońca,należy pamiętać o zdwojonej uwadze wobec swego serca (podobnie,jak mówiłam o tym we wcześniejszych rozdziałach przy innych okolicznościach-jest kilka takich okresów w roku),co oznacza pilną potrzebę wyłączenia się z nerwowych sytuacji (p.spora liczba zawałów w danej porze).

Przypominam też o ujemnych stronach klimatyzacji i proszę o wzięcie pod uwagę,że organizm zdany na ciągłe skoki temperatury traci równowagę własnej regulacji,traci zdolność adaptacji do temperatury otoczenia w zwykłym czasie.Klimatyzacja winna być ostatecznością, nie codziennością.

Co jemy?

To,co najlżejsze,a co będzie nam towarzyszyć jeszcze przez Upały Wielkie:-),czyli samo sedno sezonu:

Sałata,czereśnie,arbuzy (proszę upominać się o gruzińskie i wynika to nie tylko z mojej sympatii do Gruzji  i Armenii (shad shevorhagal em i pozdrawiam Kaukaz:-))-one są najmniej „schemizowane”,najbliższe naszemu środowisku no i wyrastają tam z niemodyfikowanych nowymi metodami (GMO) nasion.Bułgarskie też niezłe,tureckie i greckie w dalszej kolejności),ogórki,cebulka,szpinak,biała rzodkiew,kiełki fasoli mung.

Nie rezygnujemy z jajek.

Pod uwagę trzeba koniecznie wziąć jagody (zawarte w nich substancje mają pozytywny wpływ na narząd wzroku, również na jakość widzenia o zmroku-jagody były stałym elementem menu angielskich lotników w czasie wojny ), grzyby (kurki),z ryb-jeżeli nie zrezygnowaliśmy całkiem z mięsa-sielawę ,sandacza,leszcza,lina,szczupaka-więc jeziorne.

Sledzie zostawmy na później-nie są zbyt odpowiednie w czasie upałów.

Jogurty z koziego lub krowiego mleka,kefiry,maślanki-i owszem-ja uważam za najlepsze i w ogóle jedyne,które można „przerobić” na kwaśne płyny-niepasteryzowane.

Amerykanie już od jakiegoś czasu wkurzają się potwornie i żądają możliwości wyboru,czyli możliwości spożywania produktów z niepasteryzowanego mleka-ba picia świeżego niepasteryzowanego mleka.FDA odpowiedziało,że „nie ma badań,które potwierdzałyby bezpieczeństwo korzystania z niepasteryzowanego”,na co Amerykanie ,że w…..głębokim poważaniu mają badania i nie ma też badań,że działalność FDA jest bezpieczna;-).Co dalej-zobaczymy,ale wygląda na to,że mądra (i zupełnie spora) część ludu Stanów Zjednoczonych dość wyraźnie powiedziała veto braku możliwości wyboru pożywienia.

Interesujące artykuły są na ten temat m.in.w Herald Tribune,New York Times,jak i w książce Davida E.Gumperta „The Raw Milk Revolution:Behind America’s Emerging Battle Over Food Rights”.Nie oprę się też umieszczeniu tu wybornej konkluzji autora artykułu pt.”Raw Milk Becomes Contentious”,Pana R.Bernsteina:”Czyżby kryzys zdrowia publicznego?(….)Srodowisko medyczne wpada w histerię,częściowo napędzaną rosnącym zapotrzebowaniem na niepasteryzowane mleko”.

Pan David E.Gumpert posiada interesującą stronę pod tytułem:thecompletepatient.com.

O reszcie polecanej żywności:czereśnie są wyśmienitym elementem kuracji detoksykującej,szczególnie zaś dobroczynne dla palaczy.Można sobie zaordynować wręcz czereśniową,trzydniową kurację (rzecz jasna w przypadku braku przeciwwskazań:-)).

Arbuzy-ukochane przez Chińczyków w tym wrzącym czasie do tego stopnia,że ci robią z nich nawet arbuzową herbatkę oraz preparują na rozmaite sposoby ,by uzyskać leki w niektórych przypadłościach.Wykorzystana jest nawet warstwa bladozielonego miąższu pod skórką-„zielona szata arbuza”-xigua cuiyi,znajdująca zastosowanie m.in.w zaburzeniach płciowych u mężczyzn,coraz częściej wymieniana jako „roślinna viagra”:-).

Czerwony miąższ jest moczopędny,chłodny w swej naturze,znosi poczucie „ciężkiej głowy”,ucisków w klatce piersiowej,obniża ciśnienie,łagodzi infekcje,szczególnie w bardzo poważnym schorzeniu,jakim jest zapaleniu nerek ,a co próbuje już wykorzystywać medycyna szkolna:-).Sok arbuzowy należy do najlepszych ugaszaczy pragnienia w gorące dni-możemy go lekko posolić lub przeciwnie-zależnie od zapotrzebowania i odczucia organizmu-posłodzić miodem (niewielką ilością).

Biochemicznie-arbuz,czyli Citrullus vulgaris,Citrullus lanatus,zawiera aminokwas (wł.diaminokwas)-cytrulinę,dawno dostrzeżoną przez medyków zajmujących się sportem oraz przedsiębiorczych producentów suplementów:-).

Cytrulina jest bardzo ważnym katalizatorem uczestniczącym przy rozkładzie białek,w którym powstaje amoniak.

Biorąc udział w łańcuchu metabolicznym ornityna-cytrulina-arginina przeprowadza niejako amoniak do moczu, odtruwając organizm-mam nadzieję,że obraz wystarczająco krótki i jasny?Dodam jeszcze,że dzięki cytrulinie proces odtruwania z amoniaku jest aktywowany ok. 200 razy szybciej i efektywniej i nadmienię,że cytrulinę zawierają też pestki dyni.(„Physiological and genetic basis…..”,Nutrition ,March 2007,Collins,Wu,Perkins-Veazie i in.,SCARL,Lane, Oklahoma,USA -do przeczytania też na w w w.ars.usda.gov.

Ekstremalnie chłodzący wewnętrznie napój?Sok z arbuza plus sok z limetki plus napar z mięty.

Poza pożywieniem:nie brać lodowatych kąpieli,unikać przeciągów (jak zwykle),zbyt chłodnych pomieszczeń klimatyzowanych. 

Co do kosmetyków do opalania z filtrem, przypomnę:nie mam zamiaru kiedykolwiek takich użyć.Na słońce stosuję naturalny,nie poddany rafinacji olej kokosowy,na słońcu przebywam sporo i nie mam żadnych problemów ze skórą.Oczywiście należy zwracać uwagę na czas ekspozycji na promienie słoneczne,bo najlepszy środek nie pomoże,kiedy przesadzimy i ugotujemy własną głowę;-),a już na pewno trzeba pamiętać o możliwości udaru słonecznego-korzystajmy więc z energii słońca obficie,ale rozsądnie.Myślę,że każdy dorosły wie,ile mniej więcej czasu może przebywać w nieosłoniętej:-) formie w upale,a i tak wskazane jest częste wchodzenie w cień,popijanie wody lub napojów chłodzących naturalnie:mięty,wody z cytryną,soku arbuzowego,soku z sałaty.

Ważne,by w upale nie przebywać dłużej na spiekocie niż ok.15 minut-po tym czasie powinna być przerwa na cień.W cieniu też się opalamy,więc to chyba nie  jest poświęceniem:-) dla miłośników brązowej skóry:-)

I jeszcze:

Na tytułowej stronie Neostrady ukazała się reklama a na Wirtualnej Polsce tekst,który nieco mnie zaskoczył,dzisiaj 07.07.2010 artykuł pod tytułem „Napoje energetyczne szkodzą”: pragnę wyrazić swoje uznanie dla odwagi Autora owego artykułu i pochylenia się nad tematem.

Lektura:

David E.Grumpert „The Raw Milk Evolution:Behind America’s Emerging Battle over Food Rights”.

w w w.nytimes.com ,R.Bernstein: „Raw Milk Becomes Contentious”, J.E.Spiegel: „Making their care for raw milk”,

w w w heraldtribune.com, Joe Drape „Should This Milk be Legal?”

oraz wymieniona w cyklu uprzednio literatura dotycząca TCM

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.11.

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 21, 2010

Trzymaj się swoich przekonań i bądź oddany nauce.Aż do śmierci żyj z wolą niebios.Nie wybieraj się do kraju,w którym jest niebezpiecznie.Nie mieszkaj w państwie,w którym panuje nieporządek.Kiedy wszystko pod słońcem dzieje się z wolą niebios,bądź widocznym.Kiedy niezgodnie,bądź ukrytym.Kiedy państwo działa zgodnie z wolą niebios,być biednym i nisko postawionym,to wstyd.Kiedy działa inaczej,posiadać bogactwa i pozycję to wstyd.

Konfucjusz

Bażant musi przejść dziesięć kroków dla jednego kęsa ,a sto kroków,aby się napić, a jednak nie pragnie znaleźć sobie mieszkania w klatce i być w niej żywionym i pojonym, bo choćby miał tu wszystkiego w bród, nie cieszy go to wcale.

Zhuang Zhi

Celowo umieściłam tu cytaty dwóch mędrców o przeciwstawnych poglądach.Patrząc na słowa jednego i drugiego,obu ciężko nie przyznać racji.A jednak przeszli do historii jako przedstawiciele różnych nurtów.Myślę,że niepotrzebnie tak się ich przedstawia, gdyż obaj w gruncie rzeczy dążyli do tego samego:do dobrostanu,do równowagi w życiu.
Ponadto Zhuang Zhi, wyrażając przeciwne zdanie o tezach Konfucjusza ,odnosił się wyłącznie do tez,nigdy nie dotykając samego Konfucjusza.Patrząc na dzisiejsze metody wyrażania swoich racji używane przez ludzi ,których celem jest najwyraźniej szkodzenie bliźniemu swemu, dochodzę do wniosku ,że jaka racja, taka metoda.

Przy okazji chciałabym ponownie okazać wyrazy najgłębszego szacunku Pani profesor Marii Dorocie Majewskiej, nieustannie atakowanej (co prawda płytko ,ale cóż,taki poziom agresorów ) przez przedstawicieli niektórych instytucji,czujących się zagrożonymi  Jej wypowiedziami.O ile,jak to mam w zwyczaju,podkreślę,że nie muszę akceptować każdego poglądu czy też zgadzać się z każdą wypowiedzią prof.Majewskiej (prof.wyraża swoje zdanie,ja wyrażam swoje i oba mają prawo istnienia),to moje „zgadzanie się całkiem lub mniej” nie ma znaczenia w przypadku,kiedy atakowana jest Osoba mająca odwagę burzenia muru ignorancji ,atakowana tym bardziej, że jest Osobą działającą w tzw.środowisku.Srodowisku, które,jak się wydaje,obowiązuje prawdopodobnie zmowa milczenia wobec ewidentnego ZŁA.Postać profesor Majewskiej powinna stanowić  nie przedmiot ataków a przykład dla ludzi,którym PODOBNO zależy na „dobru i zdrowiu społeczeństwa”.Ci zaś,którym kasa dzwoni w głowie tak mocno,że nie słyszą ani widzą już niczego poza „jedną,jedyną, najichniejszą racją” powinni raczej zwrócić uwagę na przechemizowaną wodę w rurociągach miast i wsi oraz skutki  z picia jej wynikające.W wielu miejscowościach woda płynąca z kranów nie nadaje się ani do spożycia ani do umycia,ale widocznie lepiej oczerniać kogoś,kto ośmielił się wyjść przed szereg,ba- zaprezentować społeczeństwu kulisy doskonale znanego sobie mechanizmu- aniżeli wziąć się do pracy.

Zabawne,że w krajach,w których służby sanitarne nigdy nie ruszyłyby palcem widząc ulicznego sprzedawcę ryb, kiełbasek, żywności w ogóle (np.Portugalia-wszak też w jewropejskiej ujnii!), wodę można pić bezpośrednio z kranu i nie ma obawy, że dostanie się wysypki.Ale w tych krajach ludzie zatrudnieni w zwierzchnictwie (bo o nim tu mowa,szeregowi pracownicy po prostu robią,co im zlecono) SŁUżB sanitarnych są ludźmi nie tylko z krwi i kości,ale przede wszystkim z  mózgu i serca.Nie -wyłącznie wysłannikami przemysłu (nie mówię tu o chlubnych wyjątkach pracujących w polskim odpowiednikach, dzięki którym ludzie o wspólnych poglądach (więc i ja-dziękuję!), mamy informacje z „pierwszej ręki”).

Myślę, iż Pani prof.Majewska ma wystarczająco zwolenników (nie wspomnę o argumentach),że starczy Jej sił (bo w odwagę nie wątpię) na zrobienie porządku i przywrócenie godnego oblicza dziedzinie, jaką jest epidemiologia, a czemu wytrwale sekunduję i dziękuję za działanie na rzecz obrony prawdziwie pojętego Humanizmu.

O mało, a zapomniałabym:EU przeznaczyło 18 milionów Jewro na „badania mające posłużyć w zwalczaniu grypy”,ze szczególnym uwzględnieniem tematów:

-przenoszenie wirusów ze zwierząt na człowieka,

-opanowanie pandemii nowymi metodami terapii (Arzteblatt,10.03.2010).

18 milionów….No to ja mówię za darmo:korzystajcie ze słońca i świeżego powietrza, odżywiajcie się produktami naturalnymi dla organizmu,nie denerwujcie się, uśmiechajcie jak najczęściej i noście naturalne materiały,nie siedźcie w klimatyzacji (raczej powieście mokre ręczniki i otwórzcie okno,ale tak,aby nie zrobić przeciągów),ruszajcie się jak najwięcej,korzystajcie z życia i myjcie się najprostszymi środkami,kochajcie siebie i swoje zwierzaki i przebywajcie z nimi jak najczęściej (bo one też Was kochają),a przed wszystkim bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy…..że co?TANIO?Ależ proszę,cała przyjemność po mojej stronie:-)

A te 18 milionów przeznaczcie na pomoc dla naprawdę potrzebujących jej: ludzi biednych,chorych i opuszczonych oraz zwierząt skrzywdzonych przez człowieka.

No i mamy przesilenie:-) 

Wesolutki,tańczący chłopiec z wachlarzem w ręku i tykwą opiekuje się dziesiątą częścią roku-Xia Zhi (w Vietnamie-Ha chi) ,przesileniem letnim zaczynającym się-21/22 czerwca.

Z tykwy trzymanej przez chłopca pluje ogień-to czas gorąca.

Nawet cesarz robił sobie 21.czerwca obowiązkową,trzydniową pauzę, a przy okazji dawał wolne urzędnikom.

Prawo upałów (w Polsce jest w miarę ciepło,jednak upałami w tym roku nazwać tego czasu nie można-ciekawe,czy zawdzięczamy to wyłącznie naturze?) nie dotyczyło jedynie biednych rolników-oni pracować musieli.Jako jedyni.

Grę Jang/Jin zaczyna wygrywać Jin-od teraz będzie narastał. Pora zadbać szczególnie o nasze soki-piątą z omawianych substancji podstawowych w medycynie chińskiej,nie piszę już dodatkowo „tradycyjnej, gdyż jest to i tak wiadomym a uważnym obserwatorom nie uszło z pewnością uwagi,że współczesna medycyna chińska bynajmniej nie porzuciła korzeni:-)-na to Chińczycy są zbyt mądrzy.

Pora zabrania się za zaburzenia uważane w Chinach za ….zimowe,a konkretniej zapobiegania im-więc łagodnego odtruwania,tzw.wymiany soków (jakość spożywanych płynów!) i ,jeżeli już takie zaistniały-leczenia chronicznych chorób uwydatniających się najbardziej zimą.

Sokami (Yin -Ye) określamy wszystkie płynne substancje w ciele poza krwią (omawianą wcześniej),więc na przykład  pot,ślina, łzy,uryna,soki trawienne.

W odniesieniu do jasnych i klarownych soków używamy terminu sok Jin,soki gęste,nieprzejrzyste i ciężkie-to Ye.

Funkcja soków przejawia się m.in.w opływowej komunikacji oraz częściowo też odżywianiu tkanek, narządów itd.

Yin-ye pozyskiwane są z pożywienia poprzez Qi różnych organów-przede wszystkim nerek-absorbowane i regulowane, stąd są zależne od Qi a Qi w pewnym stopniu od soków,ponieważ soki opływają i odżywiają organy regulujące Qi:-)

Są do siebie podobne, a jednak odróżniają się pod względem zakresu możliwości odżywiania .

I tak,porównując, krew jest „silniejsza,głębsza i bardziej wpływowa”.

Postępując za pierwotną a niezmienną od tysięcy lat  teorią tylko najczystsze warstwy soków łączą się z odpowiednimi częściami pożywienia w procesie tworzenia krwi.

Związek pomiędzy sokami i krwią jest godzien podkreślenia w znaczeniu klinicznym,kiedy np.w wyniku krwotoku dochodzi do utraty krwi i zaistnieje też niedobór soków lub jeżeli pod wpływem nieodpowiednich organizmowi substancji zanieczyszczone soki spowodują niedobór lub niewłaściwy skład krwi.

Jako płyny wszystkie soki należą do istot Yin.

Dysharmonii soków towarzyszy przeważnie suchość,dobrze widoczna.

Soki są ostatnią z pięciu substancji (z których cztery omówiono krótko w poprzednich odcinkach) tworzących podstawę spojrzenia na chińską medycynę.Oczywiście nie można zapomnieć, że każdy, najmniejszy nawet aspekt  chińskiej wiedzy o zdrowiu posiada wielorakie znaczenia widoczne tylko w związkach z pozostałymi jej elementami,jak znaki,symptomy,wzorce indywidualne.

Organizm jest całością-nie jest ani czystym duchem ani czystą materią a już nigdy nie może być traktowany jak maszyna …..-z nauk Tao.Jakiekolwiek stawianie wyraźnych granic-rozdzielanie ducha od materii jest w medycynie chińskiej co najmniej niezrozumiałym.

Kontynuując adekwatności 😉 pory roku,pragnę uwydatnić rolę pitych w tym czasie napojów.

1.Unikać lodowatych,zimnych.Gorąca herbata najlepiej gasi pragnienie i jest to fakt znany nie tylko Chińczykom. Chcąc za wszelką cenę ochłodzić organizm pijmy miętę,nawet z cytryną (ale nigdy herbatę z cytryną).Klimatyzowane pomieszczenia, wydające się niektórym błogosławieństwem, są w istocie przekleństwem dla naszego organizmu i siedzibą koszmarnego środowiska grzybów i innych „wyziewów”, wymarzonego wręcz dla osłabienia systemu immunologicznego.

Jadąc samochodem w upał,jeżeli już musimy używać „klimy”,nastawiajmy ją maksymalnie dwa-pięć stopni niżej od temperatury na zewnątrz-nasz wewnętrzny termostat nie przeżyje szoku,kiedy opuścimy auto.

Pamiętajmy,że nagle ochłodzenie-np.lodowatym napojem-obkurcza też naczynia krwionośne,co w efekcie może wywołać ból głowy,żołądka,skurcze żołądka itp.”niedogodności”.Chłodzenie dzieci,osób starszych?Tak,wachlarzem:-)

2.Niektórzy zaraz posądzą mnie o neandertal, ale jeżeli z tego powodu,to z przyjemnością przyjmę to zaszczytne porównanie (człowiek neandertalski przynajmniej zachowywał się zgodnie ze swoim instynktem:-), a o jego długości życia tak naprawdę nie wiemy za wiele)…Moda każe golić wszelkie „zbędne” owłosienie.O ile faktycznie męski zarost na twarzy kobiecej ( i poza nią w miejscach,w których owłosiony jest facet,czyli hirsutyzm) nie jest cechą pożądaną (a przeważnie wyrazem zaburzeń hormonalnych ),o ile nawet nędzne,kobiece wąsiki mają prawo wywołać u dam odrazę,o ile bogato okrzaczone nogi:-) nie są może najpiękniejszym widokiem na świecie (ale i tu pewnie jak dla kogo:-)),to czy naprawdę trzeba poddawać się terroryzmowi mody tak dalece,aby niszczyć to,co naprawdę ma znaczenie w naszym systemie obronnym, czyli golić włosy pod pachami?

Nieestetyczne?

A dla kogo?Dla niego i niej?To niech sobie golą,co Ciebie to obchodzi?Kto powiedział „nieestetyczne”?Ten,kto sprzedawał golarki?

Tam zbiera się pot i śmierdzi?Zbiera się pot,faktycznie,ale co do zapachu,to śmiem twierdzić,że osoby nie spożywające mięsa ani produktów wysokoprzetworzonych wręcz pachną.Pachną naturalną, zdrową skórą.Pot?Od czego mydło i woda?Dezodoranty,mówicie…..jeżeli,to czemu nie naturalne (zajmę się i nimi oraz sposobami ich przygotowywania), ale „koncernowe”?Naprawdę jest tak rozkoszne wcieranie sobie aluminium i innego badziewia we własne ciało?W okolice węzłów limfatycznych?A potem wrzask,że nowotwory? Ile chemii może znieść organizm?Szczepionki,pożywienie,kosmetyki,woda w kranach,powietrze,odzież,buty…..Tego przecież żaden normalny organizm nie wytrzyma bez zaburzeń.

Co do dezodorantów-zwolennicy globalnego ocipienia pewnie się oburzą (oburzajcie się do woli),ale z dwojga złego,jeżeli mamy do wyboru deo w kulce,sztyfcie i w aerozolu,to,starając się nie wdychać,wybierzcie aerozol, naciskając go jednak z pewnej odległości-nigdy bliżej niż 15 centymetrów od skóry.I pamiętajcie,aby na opakowaniu w miarę możliwości nie było parabenów ani aluminium…..czy ja nie za dużo wymagam?

Nie pytajcie Chinek,dlaczego nie golą się pod pachami -wywołacie co najmniej niesmak, zaś w tle ciche (bo są to przeważnie ludzie o wysokiej kulturze) zdziwienie, że nie znacie podstawowych praw natury.

Włosy pojawiające się na ciele w miejscach naturalnie do tego przeznaczonych nigdy nie są tam bez sensu-chronią przed infekcjami,brudem,otarciami,więc i zapaleniami powstającymi w ich wyniku.Z tego samego powodu,z którego włos pojawia się na Europejczyku (temperatura -tu:chłód), nie pojawia się na mieszkańcu stref gorących ,który za to „dysponuje” grubszą skórą i innym pigmentowaniem.Dla większości to oczywiste,ale przecież większość też kiedyś była mniejszością,więc proszę o wyrozumiałość….

Co ma włos do napojów?Ma. Wszystko,co pijemy,widać w wyglądzie włosów.Po mleku często powstaje łupież,czego nie można powiedzieć o naturalnym jogurcie, maślance i kefirze  z niepasteryzowanego mleka.Podobnie po słodyczach tzw.popularnych.Po jakich nie?Np.po chałwie bez mydlnicy i innych „ekstrasów „,więc tylko z sezamu i miodu,aczkolwiek też nie przesadzajmy z ilością:-).Włosy lubią ,kiedy pijemy ziółka-np.skrzyp polny,herbatę zieloną,miętę,pokrzywę (pamiętać o urozmaicaniu i zmianie ziółka co 3 tygodnie). Kwas chlebowy też nie szkodzi ich wyglądowi-przeciwnie,jest cenny (pod warunkiem,że bez „polepszaczy”),podobnie niepasteryzowane piwo (chmiel).Yerba Mate-oczywiście tak.Soki warzywne-też.Inaczej ma się sprawa z sokami owocowymi,bo tu już włosy (podobnie,jak przy rodzajach miodu:-)reagują bardzo różnie:-).Kawa jest przez nie względnie tolerowana,choć ze śmietanką i cukrem „to już nie to samo” :-).

3.Czując pragnienie bierzmy pod uwagę,że wysuszenie (dehydratacja) może nam zakłócić obieg krążenia oraz,że w stężonym,zagęszczonym moczu o wiele łatwiej o tworzenie się osadów,kamieni.Nie przesuszajmy organizmu o tej porze roku.

4.Co z wodami mineralnymi?

Powiem tak:jeżeli brak Państwu jakiegoś pierwiastka,który znajduje się akurat w odpowiedniej ilości w danej wodzie mineralnej,to proszę.Jeżeli nie mają Państwo innej wody pod ręką,też proszę.Ale jeżeli w Państwa kranie znajduje się względna woda lub mają Państwo dostęp do niezłej studni ,to przegotowana woda jest najlepszą ,jaką możemy sobie dostarczyć.Byłoby jednak niesprawiedliwym,gdybym nie zwróciła uwagi na wody lecznicze,pochodzące z polskich,starych źródeł,gdyż można je również z czystym sumieniem i umiarem popijać-wedle wskazań na opakowaniu lub (i tu standard:-) po konsultacji.Wprawdzie wspominałam gdzieś na początku,ale przypomnę,że szczególnie dla ludzi z nadwyrężonym systemem trawiennym niezła jest „Wielka Pieniawa”,”Jan”.Do popijania w miarę bezpiecznego i smacznego można też postawić zupełnie niereklamowaną a dobrą „Staropolankę” czy „Kazimierską”,dobra jest też „Augustowianka”.Mówiłam,że pokuszę się o przegląd dobrych wód,ale jeszcze chyba nie teraz.”Niedobre” wody?A po co mam je wymieniać?A może w międzyczasie się poprawiły i co wtedy?Pozwolą Państwo, że szykany pozostawię osobom posiadającymi skłonności sadystyczne:-)

A-wody powinny być opakowane w szkło,ewentualnie w kartony,w jakich jest np.”Jan”.

Jedzonko?

Do wszystkiego,co świeże,sezonowe i regionalne…..z naciskiem na warzywa i owoce:

jeżeli jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do zbóż,to proszę spróbować szarłatu (amarantusa).Jadalne są też śliczne liście podduszone lub surowe w sałatce.Szarłat działa odtruwająco,moczopędnie,”wypędza gorąco” z organizmu,uzupełnia też niedobory wapnia,fosforu,żelaza…i wit.C.

Uwaga-nie powinny spożywać go kobiety w ciąży (przeczyszcza) oraz właściciele słabej śledziony (związek z elementem ognia) a także cierpiący na biegunkę (lekkie działanie przeczyszczające).

Lektura:jak poprzednio,plus

Fung Yu Lan „A History of Chines Philosophy”,Princeton University Press,1983

Carl Crow „Master Kung” ,Leipzig,1939

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.10

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 6, 2010

Trzeba szerzyć prawdę,bo wciąż prawi się wokół te same błędy i to nie jeden czyni je,a masy całe powtarzają;w gazetach,w encyklopediach,na uniwersytetach,w szkołach-wszędzie błąd jest na górze i czuje się świetnie i pewnie w poczuciu większości,która jest po jego stronie….. J.W.Goethe

Coś mi się zdaje,że proporcje między większością wyznawców błędu-w tym-nieświadomych wyznawców błędu,co należy podkreślić,a mniejszością zwolenników pojmowania świata takim,jakim jest,zwolenników prostoty i natury, dość szybko się wyrównują.Mimo rozpaczliwych wysiłków kast usiłujących narzucić-oczywiście „dla dobra każdego z nas”  kaganiec bezwoli,a co przypomina mi napady na konwoje spieszące z pomocom krajowi okupowanemu przez organizatorów napadu,mimo medialnej hipnozy usiłującej w każdym prawie momencie wmusić mózgom widzów „jedyną słuszną rację”,ludzie się nie poddają,zdobywają wiedzę i dzielą się nią.To budujące.

Mang Zhong-chińskie zboża się kłoszą,proszę Państwa,czyli wkraczamy w dziewiątą część skośnookiego:-) roku-5/6 czerwca,której patronem jest pastuch dzierżący sadzonki ryżu.

Energia Jang(nie mylić z JING,omawianym krótko poprzednio),narastająca od początku wiosny osiąga teraz apogeum.Potem będzie narastać Jin.

Do tego karmi się i wzmacnia nasz Shen….Do tej pory nie wspominałam?No to proszę:nawet w ujęciu chińskim SHEN jest dość trudno przetłumaczalnym zjawiskiem,dla Chińczyków Shen to Shen,jak dla Kahunów-Huna to huna.Jednak, kiedy człowiek Zachodu bardzo,ale to bardzo usiłuje pojąć choć odrobinę istotę wschodniej koncepcji życia,Chińczyk powie,że Shen to substancja należna każdemu człowiekowi,porównywalna z jego duchem.Niektórzy stwierdzą wprost: to duch.Jeżeli Jing jest źródłem życia a Qi-istotą energii,to Shen możnaby określić jako witalność stojącą za Jing i Qi.Ludzka świadomość to obecność Shen.

Shen jest nierozerwalna z osobowością,ze zdolnością myślenia,dokonywania wyborów…Rodzice obdarzają nas częścią Shen niezbędną do stworzenia własnego,gdyż:po narodzinach nasze Shen jest budowane od podstaw,ale zawiera ślad rodzicielskiego.Dla Chińczyków Shen posiada jednak również wymiar…materialny-europejskie myślenie napotyka w tym temacie na dość solidną ścianę,za którą trzeba nie tylko wyjść,ale wręcz ją zburzyć,aby zrozumieć myślenie wschodnie.Burzenie jest jednorazowe-dla niektórych będzie bolesne:-),ale warte swej ceny,gdyż otwiera furtkę do kompletnie nowych i zaskakujących nieraz możliwości.

Shen jest brane pod uwagę każdorazowo w obrazie zdrowia,tak jak w medycynie zachodniej robi się podstawowe badania krwi.I teraz -uwaga:w stanie równowagi,a więc zdrowia,Shen jest zdolnością SAMODZIELNEGO formowania idei oraz życzeniem uczenia się życia.Kiedy szwankuje Shen,oczy robią się mętne,zmęczone,tracą blask,który naturalnie posiadają bez żadnego zakraplania,a myślenie staje się chaosem,decyzje zaś wydają się niemożliwe do podjęcia-te z kolei,które podejmujemy-zwykle okazują się złym wyborem.Człowiek z dysharmonią Shen jest niemrawy,przytępiony,zapominalski,źle sypia,reaguje nieadekwatnie do sytuacji.Ekstremalna dysharmonia Shen powoduje wybuchy złości,arogancję,chamstwo wobec innych,czyli agresję,przemoc a ostatecznie chroniczne zaburzenia somatyczne a nawet nagłe utraty przytomności….czy w Europie nie mówiło się o osobnikach agresywnych, lub ogólnie-tracących kontakt z rzeczywistością że „wstąpił w nich zły duch”?

Ze względu na moc aktywowania Shen należy do substancji Yang.A teraz-jak pisałam na początku-Yang również rośnie.Medycyna chińska określa Qi,Shen i Jing jako „Trzy Skarby”,czym są w rzeczywistości.

Mang Zhong jest porą intensywnego i wszechstronnego odżywiania Shen-wszystko wszak rośnie,jak szalone:-), powinniśmy się  więc postarać o pożywienie lekkie,nie tłamszące ducha.Ułatwia nam to natura.

Na północy Chin nieco wiatrów,trochę słońca,trochę deszczu,na południu za to Mang Zhong zaznacza się znienawidzoną przez wszystkich-poza rolnikami pluchą,mżawką,bywa,że i mokrą zawieruchą.W kalendarzu księżycowym Mang Zhong jest też Miesiącem Jadowitych Szkodników(„złych duchów”?) a dawno temu traktowano go jako czas nieszczęść….do czasu wyrównania się Jin i Jang.Pamiętamy,że i w innych kulturach-również w słowiańskiej-okresy przełomów uważane były za niebezpieczne i odżegnywano się od wykonywania wówczas wszelkich poważnych przedsięwzięć.

W dniu zrównania Jin z Yang wieszano na domach,bramach,wiązki bylicy (zapach przepędzający „nieczyste”:-)),lub innych,”pachnących inaczej” ziółek.Na Słowiańszczyźnie…a jakże-w domach wisiała bylica.

Co do powiązania kultury chińskiej z innymi….czy to przypadek,że określenie najgorszych szkodników,wyraża się w chińskim słowie „wudu”?WUDU-to „pięć jadowitych stworzeń”.Stąd podobizny (analogia z kultem voodoo nasuwa się sama) pięciu zwierząt:skorpiona,wija,węża,gekona i jadowitej ropuchy wycinano z papieru i naklejano na domu-wszędzie,gdzie były wejścia,gdzie były też „oczy domu”-okna.Stąd popularność ciuszków dla dzieci (w Chinach) z  tymi właśnie zwierzakami-nie,aby wydawały im się szczególnie sympatyczne-o nie,te symbole mają je chronić.

Niestety,nie ma ucieczki przed komarami-w Chinach jest to taka sama plaga,jak u nas-z tym,że w państwie środka nie zwalcza się ich (przeważnie,bo w miastach zdarzają się rozmaite eksperymenty)chemikaliami wiedząc,że mniejszym złem jest ukąszenie insekta aniżeli nałykanie się insektycydów.

Poza tym chińska medycyna oferuje mnóstwo środków przeciw przebiegłym owadom i jeszcze więcej-na ich ukąszenia.Poza pachnącymi świecami,kadzidłami (nasączonymi naturalnymi żywicami-nie syntetykami indukującymi zaburzenia systemu immunologicznego!),są to olejki eteryczne wielu ziół,np.czosnku,lawendy,eukaliptusa,drzewa herbacianego,mięty,czarnego bzu.

W każdym chińskim domu na wsi zobaczymy pomarańczowe lub czerwone,charakterystyczne lampy-one też nieźle odstraszają komary.Na pewno polecam je do sypialni…..oprócz moskitiery:-)

Chińczycy lubią czosnek,więc nie jest dla nich tajemnicą,że czosnkowy pot (miłośnicy czosnku wiedzą o co chodzi:-)odstrasza nie tylko ludzi,ale i komary.

Ogólnie…coraz cieplej.

Ciepło pojawia się czasem nagle,między deszczami (jak i ostatnio u nas),a ludzie od razu zrzucają szatki,widać gołe torsy i uda.Abstrahując od kultury ubioru,korzystniej jest nosić nawet w największe gorąco ubrania luźne, przewiewne,ale z długimi nogawkami i rękawami przynajmniej zakrywającymi ramiona,ponieważ między skórą a tkaniną tworzy się warstwa chłodnego powietrza i w rezultacie wygrywamy wśród spoconych cielsk właściwie pracującym termostatem naszego organizmu.Odzież nie powinna być z materiałów sztucznych,gdyż wtedy mamy do czynienia ze zjawiskiem dość nieprzyjemnym,mianowicie-odzież syntetyczna nie przepuszcza powietrza i skóra się po prostu gotuje,powstaje wtedy między materiałem a ciałem warstwa….piekielna:gorąca,parująca chemikaliami własnymi 🙂 i nabytymi z materiału,skóra się dusi.Ktoś powie,że są już dawno materiały syntetyczne,ale „oddychające”?Mają Państwo prawo tak sądzić,ja uważam,że te materiały oddychają… tylko za siebie.Testowałam wiele i o żadnym,nawet najlepszej jakości syntetyku nie mogę powiedzieć,że pozwolił mi czuć się komfortowo i że moja skóra w nim oddychała.Co innego LEN-najwłaściwszy w lecie dla ludzi z naszej strefy geograficznej,BAWEŁNA(dobrze,aby nie ta intensywnie pryskana pestycydami),JEDWAB a nawet włókno pokrzywowe i konopne:-)-takoż od wieków nam przyjazne (pamiętacie legendę o siostrze szyjącej dwanaście koszulek z pokrzywy dla braci zmienionych w łabędzie?) też do dostania-niestety,dziś ocenione bardzo wysoko-za większe pieniądze aniżeli tekstylia popularne.

Co jemy?Co innego preferują teraz Chińczycy,którzy mają już całe bogactwo owoców,co innego nada się dla nas,którzy mamy teraz dopiero wysyp truskawek.Przy okazji nadmieniam,że przeciętna,swojska truskawka ma o wiele więcej wapnia niż szklanka mleka,w dodatku świetnie asymilowanego przez organizm,stąd „Osteoporozowcy”-truskawki są dla Was doskonałym pożywieniem…byle bez cukru.Co zamiast cukru?A miód na przykład,akacjowy-bo z polskich teraz  jest tylko akacjowy i rzepakowy-przy czym ten ostatni polecam wyłącznie,jeżeli mamy pewność,że rzepak nie był odmianą GMO a pole dostatecznie daleko od terenów industrialnych.

A więc owoce sezonowe,miód (łyżka do dwóch stołowych dziennie),od czasu do czasu może być ryba jeziorna,ew.morska,wciąż aktualne szparagi i co w ogródku wyrosło,jaja -pyszna jajecznica z cieniutkimi paseczkami boczniaków.O ile z jedzonkiem każdy coś sobie znajdzie,to ludzie potrzebujący szczególnej diety,np.”sercowcy” powinni zainteresować się kwitnącym głogiem-Crataegus monog.,jedną z najstarszych roślin leczniczych,w Europie niestety prawie w XX wieku zapomnianym,aktualnie odzyskującym popularność w….pigułkach.

Nowe badania prowadzone nad właściwościami tego pięknego i hojnego drzewa potwierdzają wielorakość niegdysiejszego zastosowania,ale że niełatwo jest przebadać wszystkie znane (ok.100!*) gatunki głogu,skupiono się więc na dostępnych w danym rejonie-u nas na jednoszyjkowym-C.monogyna.

W starożytnym Egipcie był jedną z …odtrutek,które znał każdy Egipcjanin-nic dziwnego,bo mało sympatyczna droga pozbywania się konkurencji była wówczas dość chętnie stosowaną.Stosowano ją tam również w chorobach dróg oddechowych.

Hipokrates używał głogu przy leczeniu wrzodów i gruźlicy.

W każdym podręczniku medycyny średniowiecznej znajdziemy go jako „potężnej mocy zioło”,mające zastosowanie m.in.w obfitych,bolesnych menstruacjach,przy dużym ubytku krwi innego rodzaju,zaburzeniach żółciowo-wątrobowych, wyrzutach  skórnych.W „Hortulus.Liber de cultura hortorum” z roku 827 wymieniany jest wśród 24 najważniejszych roślin leczniczych.Kochany był przez Hildegardę z Bingen (XII w.).

Głóg jest jednym z pięciu gorzkich (garbniki) ziół spożywanych tradycyjnie w żydowskim święcie Pesah.W wielu kulturach posiadał znaczenie magiczne.

W Chinach wykorzystywany jest głóg tamtejszy-pierzastolistny,górski,-Shan Zha,czyli łac.Crataegus pinnatif.-chińskie dzieci wcinają w zimie batoniki z jego owoców-o ile zdrowsze od mieszanki konserwantów i barwników?Nikt tam nie mówi,że „zioła są trujące i należy je stosować wyłącznie po konsultacji z lekarzem”,bo po pierwsze -ludzie od dziecka się z ziołami oswajają i nikt im w tym nie przeszkadza-wiedzą,jaka dawka jest bezpieczna,a poza tym,zioła ogólnie dobroczynne są w powszechnym handlu spożywczym i żaden sprzedawca nie ośmieliłby się napisać na herbacie z głogu,że ona „nie leczy” i że tylko „może poprawiać nastrój”.Głogowe batoniki z miodem-bing tanghulu-to chiński przysmak i basta.U nas przysmakiem większości staje się to,co zareklamują w TV i czego sprzedaż musi pokryć koszty reklamy.Gdybyż to jeszcze było zdrowe…..Ale komu na tym zależy?

Tymczasem nawet medykom szkolnym ( w większości zachodnim) znane jest pozytywne działanie głogu w zaburzeniach układu krążenia-rozkurczowe,obniżające łagodnie ciśnienie-szczególnie przydatne w tzw.starczym sercu,w podeszłym wieku,wzmacniające naczynia krwionośne,(intrakt rozszerza naczynia wieńcowe),kojące w nadczynności tarczycy,klimakterium… Uspokajająco działa około połowę słabiej od waleriany(można go z nią łączyć),ale jego inne zalety pozwalają zaliczyć głóg do niezbędników w domowej apteczce.Kwiat suszymy w pokojowej temperaturze,często przerzucając,potem parzymy klasycznie,łyżka stołowa na szklankę wody-dawki są indywidualne,każdy ma własny próg wrażliwości na zioła,ale piszę to świadoma europejskiego „dmuchania na zimne”. Możemy też zrobić nalewkę,czyli tincturę-kwiaty zalejemy wtedy alkoholem-i tu niektórzy preferują 40%,niektórzy 75%-proszę sobie dopasować-o różnicach w procentach i ich działaniu na poszczególne związki można poczytać m.in. w bardzo wartościowym piśmie-„Postępy Fitoterapii” ,wydawanym przez BORGIS,dość rzetelnie informującym o badaniach w obszarze zielarskim-bywa,że „pod prąd” obowiązujących mód.Jak zwykle zaznaczę,że nie muszę zgadzać się ze wszystkimi tam prezentowanymi treściami,jednakże pismo to jest niezbędnikiem dla ludzi pragnących dogłębnie i „w sensie medycyny szkolnej” poznać tło działania ziół a już na pewno powinno znaleźć się na biurku każdego lekarza.

Wracając do głogu-warto jest nazbierać kwiatów(cenne hiperozydy,związki kumarynowe,kwas kawowy, acetylocholina,olejki eteryczne,cukrowce i mnóstwo in.),zrobić nalewkę….I zabrać się za kwitnące zaraz akacje-w cieście naleśnikowym,podobnie,jak kwiaty czarnego bzu-są wspaniałym,naturalnym pożywieniem przypominającym organizmowi o tym,skąd pochodzi……

Zbieramy kwiat daleko od terenów przemysłowych,dróg,zostawiając co nieco na owoce(batoniki:-)),gdyż te również będą nam przydatne,a o czym napiszę w swoim czasie.

Lektura-jak poprzednio,plus:

K.Aaronson-HERB CHF:Hawthorn Extract randomized blind.chronic heart diseases failure trial,2002,2004,

El-Shyh Kao,Wea-Lung Lin,Chia-Yih Chu,Tsui Hwa Tseng:”Effects of polyphenoles derived from fruit of  Crataegus….” Food and Chemical Toxicology,2007

*sto bardziej znanych-razem z „mniej znanymi” nawet około 200-zależnie od źródeł:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny,jak Chińczyk.cz.8.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 4, 2010

Jak ten czas leci…Siódma część roku -Li Xia…LATO!

Tak,z Li Xia zaczyna się lato,dokładniej 5-6 maja.Wojowniczy urzędnik,czy-jak wolą Chińczycy-urzędowy wojownik, patronować będzie aż do 22 maja.Tego dnia cesarz witał lato z całym dworem,podobnie czynił też jego lud.

Lato to pora SERCA,któremu poświęcimy teraz o wiele więcej uwagi,aby było silne i pełne życia,kiedy nadejdzie pora, która zwykle serca niepokoi i napawa zbędnym smutkiem…

Zaczął się czas koniunkcji Qi Nieba i Ziemi-to oznacza,że Qi nie możemy teraz magazynować a pozwalać jej na swobodne krążenie i łagodne ujście,gdyż,w razie,gdybyśmy nagromadzili jej obecnie zbyt wiele-serce zostanie wystawione na ciężką próbę i nie będzie miało ochoty na późniejszą współpracę.Ono też musi odpoczywać.

Czas serca to i czas ognia.Według Chińczyków-ale i Kahunów,podobnie,jak często w innych starych systemach medycznych na całym świecie -to serce jest panem umysłu i całego organizmu.

Chińczycy poszli jeszcze dalej,nazywając serce „słońcem organizmu” i obserwując zależności między sercem a resztą organizmu-bynajmniej się nie pomylili.

Pamiętają państwo wiatr wczoraj,wiało mocniej i słabiej,ale w całej Polsce.Tak właśnie,typowo dla siódmej części roku w Chinach:-) zaczęła się pora słońca u nas.Czyżby łączyło nas jednak z wiedzą starych Chin więcej,niż myślimy?

 Traktujmy teraz serce z wyjątkową delikatnością pamiętając,że wstrząsy emocjonalne (nawet szalona radość,jeżeli jest „zbyt” szalona:-),zakłócają jego pracę,prowadząc do przerwania ciągłości Krwi oraz pełnej świadomości. Korzystajmy z zieloności (koi) otoczenia,słońca,ciepłego deszczu i tankujmy spokój.Tak,zdaję sobie sprawę,że dziś coraz trudniej o „tankowanie” tego drogocennego materiału,ale,jeżeli chcemy pożyć,nie mamy wyjścia:to właśnie zastój Krwi zatyka serce i jest przyczyną zawałów a nawet samych bólów w klatce piersiowej.Przyczyną zaś zastoju Krwi jest…no właśnie,patrz wyżej.

Pod uczuciem stresu ogniste ciepło serca albo zanika albo wybucha.Stąd rola życzliwości,przyjaznego spokoju,chęci porozumienia i zrozumienia innych w utrzymaniu prawidłowej akcji serca.

Tu wrócimy na chwilę do najważniejszych pojęć niezbędnych w rozumieniu TCM.Poprzednio naszkicowałam ledwie Qi,co,mam nadzieję,stalo się przyczynkiem do poszukiwania przez Państwa jej dróg w organizmie-Qi będzie się przewijać w czasie całej naszej podróży,wraz z towarzyszącymi jej:Xue,Jing,Sheng i Jin-Ye.

Informując przed chwilą o roli stresu w zastoju Krwi pragnęłam podkreślić nierozerwalność zależności między Sercem,Uczuciem,Qi a Krwią.Ta ostatnia,po chińsku Xue,jest często lekceważona w postrzeganiu przyczynowości chorób.Jak niesłusznie-wie o tym każdy prosty Chińczyk.

Chiński termin Xue,oznaczający w językach kultury zachodniej krew…nie odpowiada jednakże dokładnie temu,co rozumiemy pod tym samym terminem w Europie:-)Tak,jest pod Xue rozumiana i „czerwona ciecz życia”,ale przede wszystkim krew jest pojmowana poprzez cyrkulację w ciele,jako pożywienie organizmu,utrzymanie i,w pewnym sensie też użycie części ciała.Funkcja krwi jest o wiele ważniejsza,aniżeli jej lokalizacja w żyłach czy kapilarach, najważniejsze jest:krew porusza (również się),krew cyrkuluje.

Chińczycy pamiętają,że krew powstaje z przemiany pożywienia.Wątroba,śledziona i serce mają szczególne z nią powiązanie :

Serce utrzymuje harmonijny obieg krwi w ruchu,rządzi nią.Kiedy ciało,w stanie spoczynku potrzebuje mniej krwi, wówczas wątroba kontroluje „spoczywającą Krew”-magazynuje ją,możnaby rzec.Krew zależna jest też silnie od Qi śledziony,która „prowadzi” ją przez naczynia.Qi tworzy i porusza Krew.Z kolei Krew odżywia Qi i regulujące organy. Krew jest Yin,Qi jest Yang.”Qi jest generałem Krwi,ale Krew jest matką Qi”.

Zaburzenia Krwi są podzielone na dwie kategorie główne:

-Xue-xu-niedobór

-xue-yu-zastój.

Z niedoborem mamy do czynienia,kiedy jakiś organ lub nawet cały organizm nie jest wystarczająco odżywiony przez krew,a z zastojem,kiedy następuje jakaś blokada,przeszkoda hamująca przepływ.Ten ostatni stan można wyraźnie zaobserwować przy wszelkiego rodzaju tumorach,spuchniętych organach,cystach.

  To,jak będziemy traktowali serce i krew w porze letniej,będzie miało największe znaczenie dla zachowania ich w dobrym stanie przez pory następne.W porze ognia nie jest wskazane dodatkowe wzniecanie go-jak np.,przez już wymienianie,silne,głównie negatywne emocje,czy pożywienie.Znajdując się w ciągle pobudzonym stanie, doprowadzamy wątrobę do przegrzania i jej kruchości,wynik:utrata elastyczności,bolące mięśnie,podrażnione oczy,sztywność,obłożony język, zaburzenia słuchu i wzroku,co w sumie prowadzi do wypalenia się Qi serca.Wtedy nadwrażliwość osiąga apogeum i stajemy się podatni dosłownie na każdy,najmniejszy bodziec.Sytuację „wypalenia” świetnie można obserwować m.in.w korporacjach-niestety,obserwowanie jej rozwoju nie jest już ani świetne ani śmieszne.Ci,którzy rzucili Big Problem,cieszą się życiem.Nie wiem,dlaczego sami nie czuli,że muszą powiedzieć „dość”. Oni wiedzą:

bo pieniądze

bo adrenalina

bo rodzina

bo życie jest krótkie….-no właśnie,mówiłam słysząc to samo zdanie u wszystkich.Jest krótkie,więc dlaczego je niszczysz i skracasz jeszcze bardziej?

Wystarczyło,że zobaczyli się z perspektywy,że dojrzeli inne możliwości,że zrozumieli,czym są tkwiąc w ciasnym boksie,do którego sami zresztą przyszli.Zobaczyli możliwości serca.Tego organu,którego tak niechętnie dopuszczali do dyskusji a który lekceważenia miał już dość.Organu rozpiętego między sygnałem budzika a sygnałem bankomatu-melodii zupełnie z nim niekompatybilnych.

Lato,więc wakacje.Zróbmy sercu wakacje nietypowe:teraz i już:odetchnijmy,otwórzmy okno,zjedzmy coś łagodnego i pijmy dobre napoje,by ogień nie rozprzestrzenił się zbyt daleko-by pozostał,gdzie jego miejsce.

Idźmy spać później niż zwykle a wstawajmy wcześniej,ze wschodem słońca.

Zaczął się sezon na szparagi:jedzmy,ile możemy i na ile tylko nas stać.Najlepiej zacznijmy uprawiać je w ogródku-kto jest szczęśliwym posiadaczem kawałka ziemi.Jedzmy je lekko ugotowane i polane masłem-wystarczy,one nie potrzebują fajerwerków,są same w sobie doskonałe-i białe i zielone- a o ich właściwościach napisano tomy.

Seler naciowy,słabo zblanszowany i skropiony olejem sezamowym jest doskonałym daniem dla cierpiących na AZS (atopowe zapalenie skóry).

To dobra pora na zupę pokrzywową,nie zapomnijmy na koniec wpuścić do garnka soku z cytryny i już nie gotować.

Jak zabrać się do zupy pokrzywowej?

Gotujemy bulion warzywny-jeżeli ktoś chce,może to być i bulion drobiowy-nie z kostki.TO NIE JEST TO SAMO!,w zestawie obowiązkowym musi być marchewka,jest już młoda nać selera,odrobina naci i jeden korzeń pietruszki,szczypta pieprzu,liść laurowy( proporcje wg smaku ),sól,dobrze jest poddusić wcześniej te warzywka na oliwie,następnie,kiedy bulion gotowy,wrzucamy pokrojoną pokrzywę-ilość wg smaku,króciutko gotujemy, zestawiamy,dodajemy trochę prawdziwego masła,swojskiej śmietany-takiej,która się nie „zwarzy”,na koniec-cytrynka.

Taka zupa najlepiej smakuje na świeżo i każdy z czasem dojdzie też do własnych preferencji „ulepszania” jej różnymi przyprawami:-)

W lecie pocimy się intensywnie-wewnętrzne gorąco daje o sobie znać.Dlatego trzeba płyny uzupełniać i nie mam zamiaru kłócić się z różnymi szkołami picia-a czy 4 litry dziennie a czy 2,bo a nuż 3 obciąży nerki a czy może jeden….

NIE.Każdy ma indywidualne zapotrzebowanie na płyny i sam powinien sobie ustalić,ile i czego może.To jego organizm mówi mu,ILE-nie ktoś,kto widzi go parę razy w swej karierze a o jego stylu życia wie tyle,co przeczytał w ogólnych, medycznych charakterystykach.

CO pić?Niektórzy powiedzą:a mój organizm ma zapotrzebowanie na whiskey,więc mogę,ile chcę?Jeżeli czyjś organizm miałby zapotrzebowanie na wyłącznie jeden rodzaj cieczy,po pierwsze mocno bym się zdziwiła,po drugie-podejrzewałabym jakieś zaburzenia,gdyż nasz normalny,naturalny organizm,jako część przyrody,potrzebuje po prostu przede wszystkim wody,a że cywilizacją przyzwyczailiśmy go do różnych jej postaci,to najlepsze są w dalszym ciągu ziółka typu melissa,w gorące dni mięta,zielona herbata,nalewki nie są złe,ale trzeba wiedzieć,ile i jakiej można wypić a to znów sprawa indywidualna.Temat alkoholu mam zamiar rozszerzyć,ale już teraz przypomnę,że nie wszyscy go tolerują,nie wszyscy jego „stosowanie wewnętrzne” lubią,nie wszyscy mogą,chociażby czasem chcieli-np.cierpiący na chorobę lokomocyjną mogą spróbować nalewki imbirowej(byle nie w lecie-silnie rozgrzewa)-nie sądzę,aby mieli mdłości:-)

Jeżeli chodzi o ciąg dalszy tzw.niewyskokowych napojów,to polecam herbatkę z cytryńca chińskiego (świetnie w Polsce rośnie)-parę listków na szklankę (tonizuje Qi).A-to nie jest czas na kakao,szczególnie z mlekiem,nie powinniśmy też pić teraz ciepłego alkoholu (grzane wino).Napoje powinny być dobrze ciepłe lub letnie,nie lodowate.

Pamiętać o rzodkiewkach,kiełkach fasoli mung,botwinie,rabarbarze (reumatyczni,osteoporozowcy:-) muszą na rabarbar uważać tak samo,jak na szczaw-nie częściej niż raz w tygodniu),cykorii,sardynkach (póki są).

Chcąc poświęcić sercu nieco więcej troski,zróbmy mu masaż wzmacniający:

możemy leżeć,siedzieć lub stać-byle na luzie.Zamknijcie oczy,wyobraźcie sobie swoje serce.Kobiety kładą lewą rękę na klatce piersiowej,na nią prawą,mężczyźni odwrotnie-najpierw prawą,na nią-lewą i okrężnymi ruchami masują OKOLICE serca,nie odrywając dłoni od skóry.Czyli:ręce posuwają się wokół serca i NAJPIERW zgodnie ze wskazówkami zegara. Cwiczenie wykonujemy wolno:jedno okrążenie-jeden oddech,20 razy w jedną i 20 wbrew wskazówkom zegara.Kończąc masaż nie odrywamy rąk gwałtownie a delikatnie oddychając łagodnie dociskamy ręce na wydechu,zwalniamy je zaś na wdechu-trzy razy,trzy oddechy.Następnie trzymamy jeszcze jakiś czas dłonie na klatce piersiowej i myślimy o czymś bardzo,ale to bardzo przyjemnym….i idziemy na herbatkę z mięty jabłkowej-delikatniejszej od pieprzowej,z którą nie można przesadzać,lub okrągłolistnej-też nie tak wyrazistej:-)

Lektura-jak wcześniej.

P.S.Są różne szkoły,czy po operacjach serca stosować masaż,czy nie-przychylam się do tej,która mówi,że to zależy od rodzaju operacji-p.konsultacja z człowiekiem zajmującym się sercem przed i po operacji.

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Odchudzanie-TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 22, 2010

Przegapiłam ponownie:Czystą Jasność:-)-piątą część chińskiego roku,czyli Qing Ming,zaczynającą się z 4 na 5 kwietnia. Niewiele brakowało,abym przegapiła i szóstą-GuYu-zbożowe deszcze (prawda,że pasuje?),obejmującą panowanie od 20 na 21 kwietnia…

Dlaczego zawsze piszę w kalendarzu chińskim,np. „z 2 na 3” a nie 2 lub 3?Ponieważ zależnie od lat,zależnie od pozycji planet część ta zaczyna się albo 2 albo 3,więc interpretując kalendarz swobodnie na warunki europejskie,można pisać „z 2 na 3”.Napomknę jeszcze,że jest to kalendarz lunisolarny,a więc bierze pod uwagę operacje i Słońca i Księżyca.

Nawiasem mówiąc nie jest to wyłącznie kalendarz chiński,Chińczycy go po prostu udoskonalili,był znany w innych krajach Azji.Teraz?Teraz,nawet,jeżeli sporo krajów Azjatyckich stosuje oficjalnie,w życiu służbowym,kalendarz gregoriański,to….prywatnie zawsze stosują się do starego,bo mającego ponad 2,500 lat kalendarza przodków.  

Najpierw pogadamy o Czystej Jasności-mając takie nazwy części roku aż chce się żyć:-),co nie oznacza,że nie lubię naszego kwietnia z jego trzydziestką.

W kontraście do nazwy stoi symbol Czystej Jasności-duch pod postacią mnicha żebraczego,z parasolką na ramieniu i wywieszonym jęzorem oznaczającym,że istota ta jest…martwa.

6 kwietnia to u Chińczyków  dzień opieki nad grobami,czemu wspaniale(przeważnie) sprzyja pogoda.Swiętowaniu na grobach podobnemu do chińskiego hołdują u nas Romowie,którzy,podobnie,jak Chińczycy,całymi familiami robią piknik na grobach swych bliskich z całym pikniku obrazem,a więc jadłem i napitkiem.Przyznam,że Chińczycy są w tym o niebo odważniejsi:-)a jeszcze przed rewolucją świętowali ten dzień wyjątkowo bogato.Dzisiaj…Najpierw czyszczą grób,potem witają z szacunkiem duchy przodków-na klęczkach,potem zaś….nadchodzi kolej na ploteczki.Chińczycy opowiadają zmarłym,co działo się w domu od ostatnich odwiedzin.

Zakończywszy konwersację,wkładają w przyniesione potrawy kadzidełka,które spełniają bardzo ważną rolę: pośredniczą we….wspólnym spożywaniu.Jaśniej:Chińczycy jadają wówczas razem z przodkami i nikogo to nie dziwi.

Po uczcie wracają z długiej,wiosennej wycieczki i zaczynają „życie pośród żywych”.

Wielu z nas wiosną zaczyna życie po zimowym otępieniu i…wpada w rozpacz.Bo wałki i wałeczki,bo tłuszcz z „zimowego snu”:-) i cera jakby nieświeża…Zanim przejdziemy do sedna muszę zaznaczyć,że teraz,po 21 kwietnia już NIE PORA na drastyczne ruchy wobec swojego ciała-mam tu na myśli INTENSYWNE odchudzanie-teraz możemy sobie łagodnie zrzucić parę kilo,jeżeli mamy ich zbyt wiele-teraz jest przede wszystkim pora na napełnianie organizmu dobrym materiałem,na budowanie go z najlepszych składników.Takie są prawa natury.Na intensywniejsze zabiegi przyjdzie czas znowu…późnym latem-o tym w odpowiednim czasie.

Co znaczy „łagodnie” zrzucić?

Liczenie kalorii?Fe.Ile tak wytrzymacie?Może i ok,ale nie każdy to wytrzyma.Pozostaje też dylemat-kalorie a witaminy,enzymy i cała reszta-przykładając się do kalorii,zwykle nie bierze jej się pod uwagę.

„Cudowne diety”?Bardzo cudowne zwykle wymiatają organizm z potrzebnych składników,ponieważ NIE są dostosywane indywidualnie!

„Cudowne preparaty”?Wszelkie,przetworzone przemysłowo produkty aplikowane naszemu organizmowi ZAMIAST żywego jedzenia (świeżych roślinek:-) prędzej czy później zachwieją równowagą.NIestety-na dłuższą metę nie jest to najbezpieczniejszy sposób,bywa też,że kobiety uzależniają się od niektórych substancji w takowych preparatach zawartych.

Same świeże soki?Owszem,na króciutko-2 do 3 dni-,ale to nie zrzuci nam zbyt wiele,zresztą tego typu diety nie powinniśmy już przeprowadzać teraz-ostatnim takim czasem był Wielki Post.Pełnia wiosny to nie czas na silną ingerencję w przemianę materii,na drastyczne odchudzanie-byłby to poważny błąd.Ruch-stopniowo intensywniejący-w porządku,dobór właściwego żywienia-w porządku,ale żadne ostre „operacje”( a do takich należy gwałtowne odchudzanie)  na naszej wątrobie-tego na pewno nam nie zapomni i w porę chłodną wkroczymy osłabieni, apatyczni, chorowici.Wszystko ma swój czas.

Qi krąży ze zwiększoną siłą-to,czym karmimy  ją teraz,zaowocuje zdrowiem lub jego przeciwieństwem.

W opiece nad naszą ziemską powłoką pomaga nam zaczęta wczoraj (21/22 pora-Gu Yu,pisana też Guyu-zależnie od prowincji,zależnie od kraju.

Zbożowe deszcze-spójrzmy:natura wie:zboże zostało posiane,trzeba mu wody.Również nasze niebo przywitało wczoraj pola deszczem.Ta część roku kończy już wiosnę,ale…nie zapominajmy-w Chinach kalendarz mówi o niej znacznie (i nie bez racji) wcześniej.Słuszność chińskiego kalendarza mieliśmy okazję zaobserwować w tym roku w Polsce wyjątkowo dokładnie.I cóż,że jeszcze tu i tam śnieg poprószy?Bywa,że prószy i w lecie.Ważne jest oddziaływanie Słońca i Księżyca.

Kwitną kwiaty-w Chinach organizuje się uroczyste spotkania poświęcone np.piwoniom.Tam akurat popularne są piwonie krzewiaste-coraz częściej sprzedawane  u nas i dobrze,ponieważ sadzonki chińskie znoszą nasz klimat o wiele lepiej od np.japońskich.

Mówimy,że „zieleń kipi”-to czas silnego wzrostu,czas aktywności owadów,zwierząt.

Nasze samopoczucie zależy m.in.od pogody bardziej niż byśmy chcieli i na nic argumenty zwolenników robotyzacji homo sapiens,że natura w ogóle nie ma nas wpływu.Na nic,ponieważ natura udowadnia swój wpływ na każdym kroku.

Oczywiście,że nie jestem przeciwniczką techniki,nie jestem przeciwniczką rozwoju,ale to musi być mądry rozwój i to musi być mądrze użyta technika.Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję.

Ostatnio pisałam o matematyce i jej przydatności/lub nie,o obliczeniach itp.Dzisiaj,w temacie chińskim skojarzyłam sobie chińską architekturę-tę,która pozostała,gdyż bywało,że żołnierze komunistyczni poniszczyli i ją…. Prastare,chińskie budowle…słyszeliście może o świątyni Xuangkong Si,w prowincji Shanxi,niedaleko (ok.80 km )Datongu?Zbudowana przed prawie półtora tysiącem lat,na klifie nad rzeką,wedlug legendy wisi na 3 końskich włosach.

Legenda piękna,ale jak to możliwe,że budowla z chińskiej choiny-a więc z drewna,przetrwała tyle lat bez renowacji,bez odbudowy,przetrwała trzęsienia ziemi,deszcze,rewolucje…Tylko komuniści zdewastowali posągi-na więcej na szczęście się nie odważyli.

Architekci z całego świata przyjeżdżają tam,aby poznać ten cud,jak mówią „ludów prymitywnych”-i tu już okazują próżność tak typową dla prostaków,gdyż ten,tzw.lud prymitywny był o niebo inteligentniejszy od nich,jeżeli bez współczesnych maszyn,bez obliczeń, bez symulacji zbudowali w tak ciężkich warunkach coś,co dotrwało do 2010 a pewnie i dłużej.

Na pytania o matematykę ówczesnych budowniczych Chińczycy śmieją się,mówiąc-„naśladowali naturę i korzystali z wiedzy przodków-nie,nie z matematyką nie ma to nic wspólnego”.Może jest to zasługa duchów świątyni Xuangkong Si-są tam Budda,Konfucjusz i Lao-tsy.Wszyscy trzej Wielcy.I żaden nie woła o pierwszeństwo.I żaden z wyznawców Buddy nie woła,żeby usunąć Lao -Tsy lub Konfucjusza.

Wiosną jeszcze lodowe sople wiszą na skałach Jinlang pod budowlą.Setki turystów idzie po drewnianych schodach nad przepaścią…a schody nic.Niedaleko są też groty Yungang-matematyka też nie miała z nimi nic wspólnego,a jednak są.

Czy nie może to obudzić nieco pokory we współczesnych usiłujących przeforsować swoją (gdyż zwykle jest ona ich źródłem utrzymania) teorię o ważności matematyki?…Co to ma wspólnego z odchudzaniem:-)?

Już mówię:zaufanie do tradycji.W tym wypadku do wiedzy przodków o organizmie i postępowaniu z nim.I zaufanie do własnych sił,do własnego umysłu-do tego,że jeśli organizm mówi nam:z tymi paroma kilo więcej czujemy się dobrze,to czujmy się dobrze-niech nas nie obchodzi,co powiedzą inni-to Wasza sprawa,jak wyglądacie,jeżeli ktoś nie akceptuje Was z tego powodu-to on ma problem,nie Wy.Ale jeżeli przeszkadza to Wam…jeżeli już naprawdę wiecie,czujecie,że jest Was „za dużo”….no to proszę:

-złóżcie Wasze dłonie jak do modlitwy,ale nie całkiem:nie na płask,ale zginając palce utwórzcie między dłońmi przestrzeń tak,jakbyście mieli w nich piłeczkę.To,co jest w środku,to wielkość Waszego żołądka-dlatego dłonie sąsiadki nie są miarodajne dla wielkości Waszego talerza:-)Tyle,co w tych dłoniach,można jeść na raz.Niewiele?No cóż…

Niedługo zajmę się podstawą przemiany materii,więc powiem o tym więcej,ale wielu z nas ma żołądki rozciągnięte, inni-zasuszone.W każdym z tych przypadków nie jest to dobre.Pamiątajmy,że poczucie nasycenia osiągamy po około 20 minutach od spożycia „czegoś tam”,więc:

JEDzMY WOLNO.

Pośpiech jest podstawowym błędem żywieniowym wpływającym na całość równowagi zdrowotnej.

W czasie jedzenia nie popijamy.Jak musimy,to odrobinę wody,zielonej herbaty,wina (najlepiej bez sulfitów,ale gdzie ono poza prywatnymi piwnicami u nas jest?).Odrobinę.Pijemy w ogóle albo pół godziny PRZED jedzeniem albo przynajmniej PóŁ godziny PO.Dajmy szansę żołądkowi na prawidłowe rozłożenie pożywienia.Na początku może to wydawać się trudne,ale można się przyzwyczaić.Generalna zasada:

Gorących potraw NIGDY nie popijamy zimnymi napojami.I odwrotnie.

Zalewanie zimnego gorącym jest szokiem powodującym totalny chaos w systemie trawiennym i w efekcie zaburzenia w trakcie pokarmowym.

O napojach puszkowch lepiej wypowiadać się nie będę,bo przecież mamy piękny dzień i szkoda go sobie psuć:-)

Jeżeli komuś nie odpowiada wielkość jego żołądka,niech je częściej,nawet i 6,7 razy,ale tyle,ile mieści się w złożonych dłoniach.

A co?Wymieniona przy poprzednich wpisach o TCM żywność liczy się w dalszym ciągu,ale możemy ją wzbogacać o cały wachlarz dostępnych aktualnie:

szczawiu (nie częściej niż raz w tygodniu,dla osób z reumatyzmem,osteoporozą NIE wskazany!)

rzodkiewek z gruntu (kto wysiał pod skrawkiem folii,ten ma:-)

szczypiorku

młodych liści poziomek (wspaniałe m.in.dla kobiet z menopauzą)

pieczarki-tak,już można-wspomagają Qi,lekko napotne,bardzo pomocne dla „nieco otłuszczonych”:-),którzy mają słabą śledzionę,

czerwone papryczki-kapsaicyna pobudza produkcję hormonów,co z kolei pomaga przemianie materii,co następnie sprzyja spalaniu tłuszczyku

kiełki fasoli mung (NIE SOI!!!)-idealne do schudnięcia:mnóstwo białka,wody i błonnika

szparagi-w Chinach znany wzmacniacz systemu immunologicznego (i uwzględniony w terapii leczącej nowotworowców)

ocet jabłkowy-z wodą pół na pół,byle nie przesadzać,dwa razy dziennie,jeżeli nie ma przeciwwskazań (rzadkie),po łyżeczce od herbaty.Zaznaczam-jabłkowy!

Nie wiem,jak Wy,ale ocet spirytusowy używam wyłącznie do celów sanitarnych-fakt,bardzo przydatny:-))

I jeszcze:nie ma dobrego odchudzania bez ruchu.

Na razie tyle,ale przecież wiemy,że o odchudzaniu to dopiero początek,będzie więc przeplatane również w innych cyklach,gdyż „nie samym odchudzaniem człowiek żyje”:-)

Lektury-jak zwykle,plus doświadczenia własne,ale o tym chyba nie muszę….:-)

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 20, 2010

Doczekaliśmy się jednego z najważniejszych dni w kalendarzu Ziemi:Równonoc Wiosenna,dla Słowian Swięto Jare,tak pięknie przypomniane przez portal Wolne Media polecony mi przez dobrych ludzi (dziękuję!)www.wolnemedia.net.

Tu,jako,że znajdujemy się w dziale poświęconym medycynie chińskiej,ciągniemy opowieść o Qi oraz wszystkim z nią związanym,ale zobaczycie,że im dalej w kalendarz TCM,tym bardziej jest on podobny do porządkowania czasu w naturze u Prasłowian.

Czwartej części roku:Chun fen patronuje arystokratka z kwiatami we włosach i wachlarzem-WIOSNA pełną gębą.

Nadal pojawia się jeszcze chłód-na który ciągle trzeba uważać,gdyż w dalszym ciągu jest zdradliwy,manifestują się najrozmaitsze warianty pogody od deszczu i śniegu po słońce i suchy wiatr,ale jedno jest pewne:nowe życie weszło w etap silnego wzrostu.Jeżeli mamy jeszcze jakieś zapasy,trzeba je zużyć-mam tu na myśli przetwory,warzywa-jest na to czas,do 21 kwietnia,więc śpieszyć się nie ma co.Młode ziemniaki?W żadnym wypadku.Jeżeli chcecie-proszę bardzo,ale tak długo,jak jestem w kraju,w którym pierwsze młode ziemniaki naturalnie zbiera się dopiero w późniejszym lecie-nikt mnie do tego nie namówi.

Swięto Równonocy i dni po nim następujące to czas wycieczek do Natury,czas zaskarbiania sobie przychylności sił niewidocznych dla oczu,co nie znaczy,że nieistniejących:-).Przypominam o dobroczynnych właściwościach tasznika( Capsella bursa pastoris) -uważnie skonfrontować ze zdjęciami w leksykonach proszę-dodawanego do sałatek oraz mniszka (Taraxacum officinale),czyli mlecza,jak niektórzy wolą go nazywać.Już widać pierwsze pędy kurdybanka -Glechoma hederaceae, nabrzmiewają pączki bzu -poprawnie Lilaka (Syringa vulgaris),uznawanego ongiś za tutejszy żeń-szeń,pączki zawierające w sobie witalność-bo mnóstwo VITamin oraz cennych mikroelementów….to wszystko dla naszych organizmów.To energia światła.

Co do tasznika-jemy go przed kwitnieniem,ma mnóstwo aminokwasów,witamin,białka,wapnia,potasu,żelaza,fosforu…. odżywcza bomba- jego charakterystyczne „torebki” są rozpoznawalne z daleka i mam nadzieję,że od teraz nie będą kojarzyły Wam się z „chwastem” do wyrwania (uwaga-„chwasty”,to leki-ostrożnie z nimi proszę,bo a nuż wyrzucacie coś,co może uratować Wam życie).Tasznik szanowali nie tylko Chińczycy wiedząc,że ma wyjątkową substancję-kwas Jicai,opisała go również Hildegarda z Bingen jako Blutwurz-ziele o silnym działaniu przeciwkrwotocznym,jest też świetnym regulatorem przy podwyższonym ciśnieniu.

Teraz rośnie już energia Jang,choć Yin jeszcze całkiem nie odeszło…no właśnie.Było Qi a teraz już Yin i Jang…co to za „stwory”?Pewnie mniej więcej każdy już o nich słyszał i zdążył się z nimi obeznać,ale,aby obraz był pełniejszy,ciąg dalszy o Qi.

O jej funkcjach wspominałam wcześniej,teraz o zakłóceniach i co się z tym wiąże.

Istnieją TRZY PODSTAWOWE wzory dysharmonii Qi…..i mnóstwo pośrednich:-)

Pierwszy:Brak Qi-czyli Qi-xu.

Pod słowem „brak ” należy rozumieć tu przypadki zaburzeń,w których Qi nie występuje w wystarczającej ilości,aby spełniać którąś ze swoich funkcji.Jeżeli qi-xu silnie występuje w całym ciele,mogą powstawać takie symptomy,jak letarg,brak kontaktu z rzeczywistością,brak chęci do jakiegokolwiek ruchu.Brak Qi może jednak dotyczyć jednego organu-weźmy nerki-tu qi-xu objawiłby się m.in.inkontynencją (nietrzymaniem moczu).Co bardzo ważne-brak Qi obronnego,czyli wei-qi,prowadzi do nawracających przeziębień i gwałtownych potów-przecież znamy to z obserwacji polskich-osłabiony organizm-częste przeziębienia.

Medycyna chińska odczytuje powód zaburzenia ZANIM nastąpi zniszczenie struktur.Jej celem jest zachowanie równowagi a  w przypadku takowej utraty-delikatne przywrócenie jej.

Drugi:Złamane Qi,czyli qi-xian.-to subkategoria pierwszego-braku Qi oznaczająca dramatyczny deficyt Qi,w którym organy są wytrącone z ich działalności-na płaszczyźnie fizycznej objawia się to np.wypadnięciem łożyska,na duchowej-głęboką traumą,brakiem chęci do życia i wieloma innymi.

Trzeci:Stagnujące Qi,czyli qi-zhi-bardzo szeroka kategoria dysharmonii Qi.W skrócie-zakłócony przepływ powodujący zatrzymanie-stagnację Qi w członkach i meridianach,objawiający się bólami i prowadzący do osłabienia danego organu.I tak np.napięcia w klatce piersiowej i obszarze brzusznym są oznaką stagnującego Qi w wątrobie.

Czwarty:sprzeczny-qi-ni,subkategoria trzeciego-Qi płynie w złym kierunku.Objawia się np.wymiotami i mdłościami,wtedy mówimy o Qi płynącym w górę zamiast w dół,w niektórych opracowaniach zaliczany do subkategorii trzeciego,stagnującego Qi.

Wszelkie substancje definiujemy  jako Yin lub Yang -one ucieleśniają pięć zasad Yin i Yang i zawierają aspekty Yin i Yang,przy czym JEDEN aspekt jest tym dominującym.

Wszystkie wzory nierównowagi są postrzegane jako stany Yin lub Yang,jak dzień i noc,ciepło i zimno itd.

Yang-to,co ciepłe,rozchodzące się,słoneczne.

Yin-mroczne,zanikające,zimne.

Wszystko,co istnieje,ma swoje przeciwieństwo,wszystko,co istnieje,przechodzi we wszystko,co istnieje w nieskończonym cyklu przemian-w medycynie chińskiej nieistotna jest praktycznie logika linearna-podstawa medycyny szkolnej Zachodu.W TCM najważniejsze jest,jak elementy,substancje na siebie nawzajem wpływają,jak funkcjonują w układzie,ponieważ od tego zależy przetrwanie.

Qi jest substancją YANG.Brak Qi jest więc stanem Yin.

Kiedy rośnie Yang-czyli teraz-odczuwamy pobudzoną przemianę materii,jest też intensywniejsze krążenie-podobnie,jak w roślinach,Ziemi-krążą soki.Teraz więc można szczególnie odczuwać skoki ciśnienia,hemoroidy,alergie.

W pożywieniu unikajmy w tym czasie ekstremów.Pamiętajmy,aby żywność tzw.”zimną”,czyli np.ryby neutralizować „ciepłymi” dodatkami:imbirem,winem,którym rybę podlejemy…

Qi (czy,jak wolicie Czi) uzupełniają potrawy łagodne,np.mleczko kokosowe,ryż,masło,dynia,daktyle,karczochy,gęś.

Swietnym daniem pełnej harmonii jest teraz jajecznica z posiekanym czosnkiem:i Yin i Yang.

Kto cierpi przez wysokie ciśnienie,może wcinać -jeżeli nie ma chorych nerek ani artretyzmu-orzeszki ziemne, orzechy włoskie,ziarna słonecznika,niezależnie zaś od nerek-cebulę-stary przepis na wysokie ciśnienie to posiekana cebula w oliwie,seler-sałatka z selera naciowego (wspominałam wcześniej) i oleju sezamowego z odrobiną kamiennej soli (nie dajcie sobie wmówić,że naturalna sól w rozsądnych ilościach,wg zapotrzebowania organizmu JEDNOSTKI jest szkodliwa!)

Swietną kuracją „odmładzającą” jest picie o tej porze roku soku z brzozy-drzewa właściwego naszemu środowisku naturalnemu-miesiąc popijania soczku po szklance do dwóch dziennie-byle nie bezpośrednio przy posiłkach-najlepiej rano przed śniadaniem i wieczorem,po 18.00 (tak,jest moczopędny,ale o tej porze można sobie na to pozwolić).Sok zdobywamy albo w sklepie (patrzmy,czym jest konserwowany-najlepiej,aby był tylko zamknięty i z krótkim terminem ważności,im więcej składników,tym gorzej)albo wybieramy dorodną brzozę-za młode,cieniutkie,nie będą nam wdzięczne,mogą uschnąć,co nie wyjdzie nam na dobre,robimy otwór w pniu lub ucinamy gałązkę nakładając na nią lekką butelkę,do której będzie ściekał sok.Robiąc otwór w pniu pamiętajmy,by po ściągnięciu soku zamknąć go kawałkiem drewna brzozy,posmarować maścią dla drzew,dobrym zamknięciem jest też wosk pszczeli.

Kwitnie wierzba-a raczej cała rodzina najrozmaitszych wierzb.Herbatkę z pączków wierzby Salix purpurea-wierzby purpurowej piło się kiedyś przy kaszlu,odwar z jej kory- w stanach gorączkowych,grypie,bezsenności,migrenie,a nawet łuszczycy,niezwykle przydatna była też ( i jest,jeżeli się zniej korzysta) w kąpielach przy artretyzmie, świądzie,pokrzywce,jest jednym z najlepszych dodatków do kąpieli przy…nadmiernej potliwości ciała.

W przypadku wierzby-proszę zauważyć,że tam,gdzie tereny „reumatogenne”,gdzie bagna,moczary,mnogość żył wodnych,tam rośnie wierzba-lekarstwo na zaburzenia mogące powstać przy znacznym udziale wilgoci,co ma również  odzwierciedlenie w medycynie chińskiej.

Podobne-szersze nawet- zastosowanie ma wierzba biała -Salix alba,ale o ziołach będę jeszcze pisać dokładniej odnosząc się do polskiego ziołolecznictwa-co do tego ostatniego,to muszę przyznać,że w dalszym ciągu przy dolegliwościach wątrobowych ma zastosowanie świetny Sylimarol,aczkolwiek nie wiem,dlaczego (pewnie z powodów „jak zwykle”) zmieniono nieco substancje pomocnicze-może dlatego,że polska firma już dawno się podzieliła i niestety,spora część już polska nie jest.Dobrze chociaż,że w dalszym ciągu produkowane są sztandarowe produkty służące Polakom od pokoleń.  

Na koniec przypomnę jeszcze,żeby korzystać z dobroczynnych promieni słońca nie patrząc jednak prosto w tarczę-niby proste,a jednak zdarza się to więcej liczbie osób niżby się zdawało-oczywiście,jeżeli jest piękny,stonowany już zachód czy też wschód i kontury są rozmyte,wtedy oczy tylko się pocieszą feerią barw i żarem „dogasającego ogniska”, ale w południe,przy czystym niebie patrzenie prosto w słońce może spowodować poważne problemy z siatkówką (i nie tylko) oka,więc cieszmy się słońcem rozsądnie.

Lektura:”Traditional Medicine in Modern China”,R.Croizier,Harvard University Press 1968

„Hildegard.Medizin Praxis.”R.Schiller-w Polsce ukazało się już sporo książek o Hildegardzie z Bingen,więc jest w czym wybierać.

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 5, 2010

Ciąg dalszy o Qi i aktualności zdrowotne.

Chińska medycyna tradycyjna…połączenie świętej tradycji i efektów nowoczesnych dociekań.

Który naród,oprócz Hindusów,potrafił z takim pietyzmem docenić wiedzę przodków?Uszanowanie Chińczykom.Nawet rewolucja nie była w stanie zdusić tego symbolu czasów cesarstwa…ponieważ działa,leczy,jest łatwo dostępna i tania.I nikt nie uważa,że taniość jest jej wadą-przeciwnie.Tylko ludzie Zachodu kojarzą „wartość” przede wszystkim z wartością materialną i od niej wywodzą swe relacje.Chińczyk,Hindus,wie,że najlepsze rzeczy w życiu są za darmo.

Qi…Chińczycy rozróżniają trzy źródła prawdziwego Qi,czyli zhen-qi:

-yuan-qi,jest przekazywane dziecku przy porodzie od rodziców (tak,nie tylko od matki!)

-gu-qi,czyli qi,które pochodzi z pożywienia

-kong-qi,które pobieramy z powietrza,które jest w naszym oddechu

Te trzy źródła przenikają się wzajemnie tworząc nasz motor życiowy-może to określenie przemówi do Europejczyka najlepiej.

To nie jest koniec,ponieważ chińscy,starzy medycy wymieniają aż 32 rodzaje prawdziwego Qi,o czym rzadko mówią młodsi.W ogóle mam wrażenie,że teraz jest o wiele trudniej pozyskać oryginalną wiedzę Wschodu,gdyż ludzie, którym  tak wiele zawdzięczamy,zorientowali się,że owa wiedza wykorzystywana jest nie zawsze we właściwym celu,a często jest zniekształcana,dopasowywana do potrzeb firm,a przede wszystkim nie oddaje się czci źródle, z którego pochodzi:prastarym Chinom,próbując patentować i przypisywać jako własne wynalazki substancje znane Chińczykom od paru tysięcy lat.Kiedyś Chińczycy przebywający na Zachodzie lub nawet w swoim kraju chętniej dzielili się informacjami o medycynie.Dzisiaj są powściągliwi i wcale się im nie dziwię.Mają rację.

O 32 rodzajach Qi rozpisywać się nie będę,gdyż musiałabym pominąć inne tematy a i tak podejrzewam,że niektórzy ze zdziwieniem przyjęli trzy źródła.Na razie wystarczy.

Qi ma pięć podstawowych funkcji:

-jest źródłem każdego ruchu w ciele i towarzyszką każdego ruchu

-Strażnikiem ciała

-źródłem harmonijnych przemian w organizmie

-reguluje czynność organów i działanie substancji w j.w.

-ogrzewa.

Zakłócenia w przepływie Qi oznaczają dysharmonię zdrowotną,dlatego ważne jest dbanie,aby Qi była zawsze w ruchu, ponieważ tak samo,jak jej żywotność wspiera,tak jej niewłaściwe traktowanie działa przeciwko nam.

Temat Qi będzie się jeszcze przewijał,ale na razie przejdźmy do aktualnej pozycji pór roku a’la China,czyli:

Przebudzenie Owadów-z piątego na szóstego marca.

Grom włada trzecią częścią roku,grom,którym budzi owady.W tym roku słyszałam grzmoty wcześniej,w lutym,więc Chińczyk powiedziałby,że ludzie będą głodować,bo zbiory się nie udadzą,ale nie widziałabym tego tak czarno,ponieważ już w poprzednich latach np.we Francji czy Holandii grzmiało w styczniu nawet a zbiory mimo wszystko były niezłe.Fakt,te mądrości pochodzą z czasów,kiedy nie wyciskano z ziemi płodów tak intensywnie a pozwalano jej rodzić w zgodzie z przyrodą.Ciekawe,czym się to wyciskanie skończy,bo w tym temacie akurat złudzeń nie mam:Ziemia ma dość niszczenia,dość chemii,dość zbyt intensywnej gospodarki a raczej rabunku.To nie jest gospodarka skierowana na przyszłość,to jest gospodarka skierowana na zagładę.

Przepięknie ujął sedno sprawy Chief Seattle,1854:

Wiadomo nam,że Ziemia nie należy do człowieka,ale człowiek należy do Ziemi.Wszystko jest powiązane na podobieństwo więzów łączących rodzinę.Cokolwiek przytrafia się Ziemi,przytrafia się jej dzieciom.Człowiek nie utkał pajęczyny żywota-on jest zaledwie jej nitką.Cokolwiek tej pajęczynie czyni-sobie uczyni.

Wiosna,więc ciągle na pierwszym planie pozostaje wątroba.

Weźcie świeży imbir,posiekajcie go (byle nie aluminiowym nożem-niestety,ku mojemu zdziwieniu,aluminiowe narzędzia zdarzają się ciągle w kuchniach-NIGDY,przenigdy,nie używajcie ich do żywności!!!),posypcie odrobiną brązowego,nierafinowanego cukru i zalejcie ciepłą wodą.Wypijcie małymi łykami i idźcie spać.

Można popijać coś takiego codziennie przez tydzień,dwa,zależnie od nastroju i ochoty,jedna szklaneczka dziennie.

W pożywieniu aktualny jest sezam,miód,dochodzi pomału więcej ryb,jak zwykle warzywa-byle nie chemiczny import,ryż i kasza jaglana.Z grzybów przypomnę o maczużnikach chińskich-Cordyceps chinensis,możne je dostać w orientalnych sklepach czy w „zdrowej żywności”.Szukajcie pierwszych liścia mniszka-już je widać i opłaca się je spożyć-wątroba będzie wdzięczna.

Szczególnie wiosną odzywają się dolegliwości przypominające o mechanicznych uszkodzeniach ciała: połamaniach,ranach, wszelkiego rodzaju urazach,uwydatniają się też…blizny.Szczególnie osoby z zaburzoną czynnością wątroby stają się teraz drażliwe,odczuwają napięcia mięśni,mają problem z wypróżnianiem,marzną im kończyny,drętwieją nogi przy siedzeniu czy staniu,osłabia się wzrok-oczy są suche i często palą,drażniąco są odbierane hałasy,zapachy,ostry wiatr,pojawia się potrzeba kwaśnego,tłustego lub pieprznego poyżwienia-to zamknięty krąg.Pomogą-oprócz ruchu, zioła-o ostropeście wspominałam,ale można też-szczególnie kobiety-zaparzać sobie korzeń arcydzięgla (Angelica archangelica,w Chinach Angelica chinensis-Dang gui,ale polski jest najlepszym i -co nie bez znaczenia-lokalnym odpowiednikiem),który pomaga wykorzystać wątrobie tlen,a co za tym idzie,organizm lepiej radzi sobie z wrażliwością i niepokojem.Szklanka naparu dziennie wystarczy (1 płaska łyżka rozdrobnionego korzenia na szklankę wrzątku,parzyć ok.10-15 minut,odcedzić,pić małymi łykami).

W przypadku oczu-na początku powiedziałam,że jeśli polecę cokolwiek z produktów gotowych,przemysłowych,będzie to wynikało jedynie z mojego przekonania o zaletach danego produktu oraz doświadczenia a nie z innych przesłanek i taki czas nadszedł.Zanim jednak wymienię moim zdaniem świetny środek na piekące,suche oczy,posiadający też inne zalety (ale nie chcę przechwalić) muszę powiedzieć,że jeżeli jakikolwiek producent jakiegokolwiek środka,znalazłszy tu swój produkt nie zgadzałby się z poleceniem go na tej stronie-bardzo proszę o informację -na pewno nazwę produktu usunę.Krople do oczu są homeopatyczne i nazywają się „świetlik”,produkowane przez gdański Decymal.Nie znam przypadku,aby ktoś miał na nie uczulenie,ale oczywiście zawsze może się taka reakcja zdarzyć,więc,jak to w formułach,”poradź się swojego lekarza i przeczytaj ulotkę”.Swietlik jest w ogóle od wieków znanym w terapiach okulistycznych i nie tylko (też astma,żółtaczka,zaburzenia czynności wątroby-proszę zwrócić uwagę na związek między -zastosowaniem świetlika w tych dolegliwościach a medycyną chińską) ziółkiem-Euphrasia rostkoviana H.,w medycynie ludowej określany jako „oczanka”,”świecznik”. 

05.03.2010.Jing zhe,czyli Przebudzenie Owadów

Literatura:Chinese Medicine,Huard,Wong-NY World University Library,Mc Graw-Hill,1968

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 1, 2010

Dawno obiecany wstęp do TCM wreszcie się doczekał swojej kolejki,bo dalsze pisanie o medycynie chińskiej bez koniecznego wprowadzenia właściwie nie miałoby większego sensu.

Zanim jednak przejdę do meritum,małe rozmyślania o ludzkiej naturze.Niedawno usunęłam krótki wpis o zawiści,gdyż uznałam,że nie będę powielać jej chociażby w formie werbalnej-nie warto.Niestety,nie mogę nie podzielić się spostrzeżeniami natury niewesołej,które opanowały mnie po odwiedzeniu strony wskazanej mi przez przyjaciół w dobrej wierze,przyjaciół użalających się nad losem człowieka wykonującego mnóstwo dobrej roboty w uświadamianiu społeczeństwa w temacie samoleczenia ziołami-bo strona wyłącznie jest ziołom poświęcona-nie wiem,czy mogę ją tu wymienić,więc na wszelki wypadek tego nie zrobię,gdyż nie mam w zwyczaju nieproszona wchodzić w czyjeś życie-nawet,jeżeli tylko wirtualne,ale od razu mówię,że znaleźć tę stronę nie jest trudno.

Pan ów prowadzi stronę informacyjną na wysokim poziomie merytorycznym,pisze przystępnie i odważnie o fitofarmakologii,fitoterapii,również homeopatii (jedno wynika z drugiego) i naprawdę uczynił wiele,by Polacy pojęli zalety medycyny prostej-tej,którą mają pod ręką.

To wszystko sprawia,że szacunek i cześć mu się jak najbardziej należą.

O ile z atakami przeciwników medycyny naturalnej wydaje się ów pan być obeznanym,to nie wytrzymał nerwowo plagiatowania swoich prac w prasie czy też pracach naukowych.I tu go bardzo rozumiem,sama byłam  z tego powodu rozczarowana,sama o tym pisałam.”Użyczanie” czyjejś własności intelektualnej w celu zarobkowym czy też w celu pozyskania tytułu naukowego jest bezczelnością ekstremalną,w przypadku której sama poświęcę czas,aby ją napiętnować….nie za długo i nie za często jednak,bo życia szkoda.Tak więc do tego miejsca absolutnie bym się z panem zgadzała-to zawsze boli.

Nie godzę się jednak z uzurpowaniem sobie monopolu do znajomości języków ani monopolu na dostęp do wiedzy,bo wtedy z gruntu założenie szlachetności celu byłoby fałszywe,ergo-całe kulisy „bezinteresowności” strony leżą w gruzach.Nie godzę się też z przypisywaniem kradzieży własności intelektualnej wyłącznie Polakom i sugerowanie,że ” w innych krajach to by się nie zdarzyło”,gdyż dowodzi to albo nieznajomości specyfiki ludzkiej natury-niezależnie od kraju,albo wyjątkowej goryczy spowodowanej przeżyciami w kraju właśnie.

Ze swojej strony ręczę,że i Niemiec i Szwajcar i w ogóle ludek europejski skłonności do „użyczania” nie tylko mają,ale chętnie z nich korzystają-jeżeli sprawa  jest tego warta.Ha,bywa,kiedy „pożyczane ” są nawet historie prywatne,które doprowadziły do jakichś konkluzji i publikowane pod nazwiskiem „pożyczacza”.Kroniki są pełne kradzionych sukcesów i bezimiennych klęsk-to też powiedziało przed mną tak wielu,że trudno mi ustalić,kto był pierwszy.Z przypisywaniem negatywnych skłonności poszczególnym narodom byłabym bardzo ostrożna,tym bardziej,że np.co czwarty (lekko licząc) Szwajcar jest imigrantem.A już jak tak uwielbiamy Szwajcarię (bo ja uwielbiam i nie neguję też swoich relacji z ową),to zachowajmy obiektywizm wobec samych obywateli S.,którzy właśnie usiłują pozbawić Polaków ostoi polskości w Rapperswilu,wyrywając Polsce jej muzeum znajdujące się w zamku zachowanemu dzięki Polakom.

Jeżeli chodzi o skłonności przywłaszczania sobie różnych rzeczy,to muszę przyznać,że Hindusi czy Chińczycy wypadają w tej „dyscyplinie” o niebo przyzwoiciej niż Europejczycy,aczkolwiek może być,że ktoś miał inne doświadczenia niż ja i powie:”ależ skąd,u nich jest tak samo”.

Można by to sprowadzić do „kto sam jest bez winy…….”

W ogóle w dzisiejszym świecie dostępu do informacji- a internet w tym dzielnie pomaga i tu muszę ponownie pochwalić wordpressa (nie,nikt mi za to nie płaci),dzięki któremu ukazuje się mnóstwo rzeczy,które normalnie nie miałyby na to szans,oraz rozwoju ciekawych urządzeń,ustalenie,w czyjej głowie myśl się wylęgła,jest niezwykle mozolne,jeżeli nie niemożliwe.Patrząc zresztą na historię….nie było komputerów,plagiaty były.Może jest mi to łatwiej traktować,gdyż uczestnicząc w „dziele informacji” poza granicami Polski uodporniłam się na wiele zachowań i zrozumiałam,że ze złem walczyć nie warto,warto przedstawiać argumenty za DOBREM (zresztą ono broni się samo), może jest mi łatwiej,bo znając wiele prac i wiele autorów wiem,że każdy kiedyś z kogoś i czegoś korzystał i nie można propagować wiedzy jednocześnie uzurpując sobie prawo do jej wyłączności.

Co do monopolu na języki-bardzo lubię gotyk,jego dostojne litery aż się proszą o uważne czytanie i warto go poznać,gdyż w gotyku właśnie spisano wiele wspaniałych prac medycznych.Dialekty niemieckopochodne nie są miłe memu uchu,nawet,kiedy towarzyszy im brzęk monet,więc jeżeli ktoś je pokochał-proszę bardzo,ale niekochanie ich nie oznacza braku ich znajomości.

Podobnie z dostępem do źródeł-dostępu do literatury,również starej,mógłby mi pozazdrościć niejeden uniwersytet a furtki do badań -również.Nie jesteśmy jedyni,którzy mają otwarte oczy,szerokie znajomości oraz wiedzę o dziedzinach,którymi się zajmujemy,więc bez napinki:-),bo co z wiedzą,którą nabyliśmy w trakcie życia po prostu-mamy jej nie używać,bo została nam przekazana,co z naszymi doświadczeniami wreszcie,które też często były doświadczeniami naszych antenatów-zaczynać od „a dziadek (sędzia,lekarz,aptekarz itp.mówił a ja teraz powtarzam?”

Nie bądźmy przewrażliwieni na własnym punkcie-tym bardziej,jeżeli niechętnie informujemy o swoich źródłach podając -a jakże takie,w których w większości darmo szukać widocznych informacji-a już niezwykle niechętnie widzimy na swojej stronie źródła polskie,w wielu przypadkach nie ustępujące źródłom zachodnim.Jeżeli w opisie ziół rodzimych wolimy przyznać pierwszeństwo nawet źródłom rosyjskim (fakt,kopalnie wiedzy medycznej-bardzo je sobie cenię!) a nie wyróżniamy specjalnie roli np.prof.Ożarowskiego-Człowieka niezastąpionego,nieodżałowanego prof.Muszyńskiego, współcześnie bardzo aktywnego w dziedzinie nauki zielarskiej (będę tak nazywać,bo tak mi się podoba) pana Łukasza Łuczaja,czy też panicznie boimy się porównania swojej pracy z pracą innych KOLEGóW I KOLEżANEK (nawet wyrażających nam swoje uznanie),to nie dziwmy się,że mogą nas kopiować,ale szanować nie będą,co nie dotyczy akurat moich zapatrywań,gdyż zwykłam szanować kogoś za to,co robi,bez względu na osobiste przekonania o czyimś charakterze.

A tak nawiasem mówiąc….świetna jest medyczna literatura chińska,takoż izraelska i nie ma w tym zabarwienia politycznego,gdyż literatura fachowa nie ma granic!!!

To by było tyle o świętych oburzeniach.W całym tym polskim targowaniu się  o własność -bo to akurat jest typowo wiślane:-)-kapitalną klasę pokazała Pani Astrolog -Astromaria,wykonująca świetną robotę na postrzeganiu osób mentalnie zamkniętych która wprawdzie ostro tępi naśladowców,ale nie waha się dopuścić ich do dyskusji na swoim własnym podwórku i otwarcie odpiera ataki na swoją myśl,czym pokazuje:ja się konkurencji nie boję.Mogłabym od siebie dodać:ponieważ jej Pani nie ma.

A teraz wstęp do TCM,czyli tradycyjnej medycyny chińskiej.

Aktualni piewcy TCM kłócą się o rozróżnianie „ludowej medycyny chińskiej” od „tradycyjnej medycyny chińskiej”….gdzie różnica,jeżeli w ogóle jest i dlaczego ona jest?

Moim zdaniem w takim ujęciu tematu chodzi niestety,o podniesienie rangi dziedzinie wiedzy,którą się zajmujemy,co najmniej,jakby jej sama nie posiadała.”TCM” to brzmi lepiej niż „ludowa….?”Może dla niektórych.Ale to moim zdaniem.

Jak to tłumaczą zachodni znawcy TCM:medycyna ludowa jest ugruntowana empirycznie i opiera się na stosowaniu prostych środków,wykonywana zaś (czy też „dająca się poznać”) przez medycznych laików.

No to gratuluję każdemu laikowi,który chciałby ad hoc posługiwać się medycyną chińską-nawet „ludową”.

A jak tłumaczą zachodni znawcy chińszczyzny TCM?”To teoretycznie (to już nie praktycznie?Dziwne…)artykułowana konstrukcja myślowa o przyczynach i leczeniu chorób,przekazana w tekstach i praktykowana przez ludzi predestynowanych do tego społecznie i uznanych jako medycy”.(R.Croizier,Medicine and Public Health in ChRL,1973 wydawane w USA).

Jeżeli przyjrzym się chińskim realiom bliżej,dostrzeżemy,że różnice zostały stworzone sztucznie,przez Zachód właśnie.Zielarz,to zielarz-lekarz bez szpitala,lekarz w szpitalu,to lekarz w szpitalu-obaj stosują to samo,(szpitalny częściej sięga teraz po leki gotowe,przemysłowe) tylko w innych warunkach,ale każdy z nich jest uznany w tym,co robi.

O sztuczne podziały kłócić więc się nie będziemy tym bardziej,że w Chinach,oprócz piśmiennie przekazywanej oficjalnej wiedzy medycznej istnieją inne,jak najbardziej aktualne formy opieki zdrowotnej,aczkolwiek od rewolucji 1949 przez system przytłumione,a stosowane przez:

wędrujących znachorów,mnichów buddyjskich,szamanów,taoistycznych duchownych,fizjognomików,podiatrów (tak,PO-,nie PE),zielarzy,astrologów (a tak,też zajmują się zdrowiem i to z powodzeniem-od dawna obecni na cesarskich dworach) i in.-też korzystających często z przekazanych im pism.

Tutaj spróbujemy zająć się tym,co dostępne,nie zapominając o istocie TCM:działaniu w zgodzie z naturą.

To,co jest najważniejsze dla medycyny zachodniej:testy laboratoryjne,badania aparaturowe,anatomia rozkładająca ciało do najmniejszej kostki czy też jego fizjologia-to obchodzi Chińczyków najmniej.Oni bazują na diagnostyce,którą może wykonać po bliższym zapoznaniu się z tematem każdy,po diagnostyce,która jest dostępna i CZYTELNA dla każdego z nas.Według tejże diagnostyki i znanych powiązań symptomatycznych,czyli między widocznym znakiem a przyczyną,ustalają właściwą drogę terapeutyczną.

Gdybyśmy zaczęli dyskusję z chińskim lekarzem pracującym w szpitalu,zdziwilibyśmy się,jak mało znaczy dla niego to,co dla europejskiego znaczy najwięcej:teorie.

Nauka TCM nie przebiega też podobnie do nauki medycyny akademickiej,czyli linearnie.Medycyna chińska jest sztuką w pełnym znaczeniu tego słowa,jest kunsztowną budowlą kryjącą mnóstwo zakamarków,w której obrazie liczy się jednak przede wszystkim to,co widzimy TERAZ,wzniesione na fundamencie Yin i Yang.

Jeżeli zaś o Yin i Yang,to musimy zacząć od Qi.

QI -zawiera w sobie całą chińską filozofię i,choć tłumaczone na wiele języków-w żadnym nie oddaje sedna tak,jak w chińskim-bo stamtąd pochodzi.Podobnie,rodowitemu Haitańczykowi nie łatwo będzie wytłumaczyć niuanse voo doo w Europie,gdzie już z zachodniego podejścia do „jedynych właściwych rytuałów” voo doo zrozumiane być nie może.  

Najprościej możnaby ująć QI jako wszechprzenikające źródło,iskrę,element,pierwiastek i zarazem jądro wszystkiego.Niektórzy definiują QI jako energię,ale z tym się Chińczycy nie zgadzają,bo chińskie pojmowanie świata nie rozgranicza materii od energii.

Czym więc jest QI?Takiej dysputy Chińczyk po prostu by nie pojął:QI jest dla niego odczuwalna i przyjmowalna przez swoje DZIAŁANIE.

W następnym odcinku rzecz o …samej QI.

Lektura dostępna w angielskim:”Chinese Medicin”,Huard,Wong.

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 15, 2010

Tym razem nie przegapię….Z osiemnastego na dziewiętnastego lutego zaczyna się druga część chińskiego roku ( z dwudziestu czterech) -ale wciąż trwa ta sama pora-wiosna- w części drugiej noszącej nazwę piękną i wiele mówiącą: Deszczowe Wody.

W chińskim kalendarzu,z paszczy boga Smoka-pana deszczu i wiatrów-płynie potok.

Tak,są jeszcze mrozy,ale już da się odczuć cieplejszy wiatr przeganiający śnieg,suszący lód.W powietrzu wisi woda.Spójrzmy na słońce…od osiemnastego jest w wodnym znaku Ryb,jakże więc w powietrzu nie ma być wilgoci?

  Krążące soki zrywają okowy lodu,również w ludziach:-).Podobnie,jak w pierwszej części roku-początku wiosny-jako żywioł dominuje drewno a więc wciąż najważniejszym organem jest wątroba z jej istotą-przeobrażaniem,w dodatku rośnie jej Qi,co powinniśmy wykorzystać do uregulowania czynnościowego obiegu wątroby,szczególnie narażonej teraz na niestabilności emocjonalne.

Pamiętając,że jest to organ silnie reagujący na gniew,nienawiść,zawiść,czyli wszystko to,co raczej nie powinno zajmować miejsca w naszym życiu (dla wielu niestety pobożne życzenia:-)),szczególnie w tym okresie nie powinniśmy:

-roztrząsać niepowodzeń,trosk,tragedii,

-poddawać się obsesjom posiadania czegoś,co akurat w tym momencie nie jest specjalnie osiągalne,

-przesadnie plotkować (jestem realistką,stąd „przesadnie”)

-cieszyć się z cudzych kłopotów ( w ogóle nie powinniśmy )

-złościć się.

Tylko tyle,ale zastosować…naprawdę NIE JEST trudno.A efekty sami zobaczycie.

Dysharmonię pracy wątroby określa się przeciwieństwem łagodności.Jest ona najwrażliwszym organem,jeżeli chodzi o stagnację,utknięcie w czymś,jakimś miejscu.Stąd zakłócenia pracy wątroby wpływają na niemożność wydostania się z pewnych stanów.To są proste zależności:jeżeli jesteśmy pełni złych emocji-one trzymają nas na pewnym etapie tak długo,póki się ich nie pozbędziemy,lub póki one nas-jak mawia Chińczyk-nie zjedzą.Ta wiedza zresztą została zaadaptowana przez różne dziedziny psychologii-niestety,tylko pobieżnie, i opatrzona rozwiązaniami nie zawsze zgodnymi z naturalną koncepcją pierwotną.

W diecie obowiązują składniki z poprzedniej części,czyli wiosny początku,ale już uzupełniamy o następne,np.nasiona rzodkiewki.Nasiona-nie kiełki.Na kiełki nieco za wcześnie.

Gotujemy wywar z warzyw:

pietruszki,marchewki,selera i pory.

Na oleju sezamowym podsmażamy migdały,nieco imbiru,utłuczone w moździerzu nasiona rzodkiewki,pokrojoną w talarki cebulę,buraki w cieniutkich paskach (każdy,kto gotuje-a wychodzę z założenia,że mniej więcej każdy,kto dba o zdrowie,robi to-wie,że buraki są twarde i potrzebują więcej czasu od np.ziemniaków,stąd w tym przypadku paseczki  ), grzyby chińskie- ucha bzowe (te czarne ,koniecznie najpierw namoczyć),potem przykrywamy i podduszamy do względnej miękkości (jak komu pasuje).Następnie dodajemy naszą „duszyznę” do rosołku z warzyw i taką zupkę wcinamy na ciepło,oczywiście posoloną wedle smaku.Niektórzy powiedzą- a czemu nie ma tu tak potrzebnego czosnku?

A nie ma,choć w przepisach tego typu często jest,ponieważ nigdy nie mieszam czosnku z cebulą-są to warzywa mające wbrew pozorom kompletnie różne właściwości (poza wspólnymi zaletami leczenia przeziębień-ale każde w inny sposób).Poza tym,jeżeli ktoś miałby słabą wątrobę,czosnek niestety da o sobie znać bardzo szybko w niemiły sposób-będzie gniotło.Najpierw doprowadźmy wątrobę do równowagi,potem czosneczek….no nie,nie chiński-byłby ok,gdyby nie naświetlanie go i poddawanie innym ciekawym procesom przed transportem.Ale chiński czosnek w Chinach-jak najbardziej.A-najważniejsze-taki „rosołek” poprawia trawienie białek,wzmacnia wątrobę,żołądek i jelita.

Nie ma w nim kapusty?Nie ma.Ale możemy dodać,jeżeli wiemy,że nie mamy problemów z wątrobą tylko chcemy ją wzmocnić.Brzmi może dziwnie,ale tak jest,zresztą eksperymentujcie do woli.

Jakby ktoś jednak był pewien,że jego wątroba wymaga pilnej reperatury…Kleik z ryżu NIE W PLASTIKOWYCH TOREBKACH a sypanego,najlepiej też nie długiego białego-to już jakikolwiek inny będzie lepszy.Nie wylewajcie wody z ryżu,w której go gotowaliście-pod warunkiem,że nie jest to również woda z torebek-wtedy nic po niej.Chińczycy taką wodę piją do posiłku lub po prostu nie odcedzają ryżu i mają rację,bo jest wartościwa.A żeby ryżyk nie czuł się samotnie,dodajcie -jeżeli wygrzebiecie teraz spod śniegu-albo już wkrótce-liście mniszka lub-jeżeli macie-suszone,gotowane z ryżem korzonki mniszka,lekko osólcie i już macie potrawę odtruwającą,likwidującą opuchlizny, będącą prawdziwym dobrodziejstwem przy zapaleniu wątroby lub woreczka.

Z ćwiczeń można na początek zastosować 36 razy zagryzanie zębów (byle nie za mocno i nie w czasie jedzenia:-)) oraz 36 razy masowanie pępka zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

A-i nie zapominajcie o herbatce z chryzantemą:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk.cz.2.Wiosna!

Posted by natural health consulting w dniu Luty 8, 2010

Przegapiłam wiosnę sromotnie!Dopiero kartki z Chin (nawiasem mówiąc z Warszawy do mnie szły dłużej niż z „Czajna”  do Europy:-)) uświadomiły mi grzech zaniedbania:nie pisnęłam,że wiosnę to my już mamy.Ze u nas Jewropa?Nic to-akurat w kwestii pór roku,Chińczycy nie tylko podzielili je właściwiej,ale i zrobili to ze szczególną znajomością praw natury,która pozwala ten podział ze spokojnym sumieniem i korzyścią dla wszystkich pociągnąć aż tutaj. Zresztą….Słowianie też pierwotnie mieli nieco inny,bogatszy podział roku,również odpowiadający prawom natury,ale kto by o tym pamiętał?

No cóż,lepiej późno niż wcale,więc niniejszym nadrabiam gapiostwo-jasne,że bez wstępów,bo jakbym teraz miała robić intro,wpis o wiośnie ukazałby się późną wiosną:-))

Z nocy 4 na 5 lutego jest już wiosna!!!Wiem,trudno w to uwierzyć,ale….czy widzicie ożywienie ptaków?Czy budzicie się wcześniej i wcześniej chcecie spać?Czy oglądaliście pąki drzew i krzaków?TAK,nieodwołalnie życie rozpoczęło nowy cykl.

U nas symbolem wiosny jest topienie marzanny,u Chińczyków każda pora ma swojego patrona,ucieleśnionego jak najbardziej:wiosną rządzi odświętnie odziany mandaryn dzierżący tabliczkę od boga niebios.Na tabliczce-edykt uprawniający mandaryna do otwarcia nowego roku.

Jeżeli rośnie i budzi się wszystko,oznacza to też dla nas,ludzi:POZWóL ROSNąć INNYM.Księga Huangdi Neijing wyraźnie zwraca uwagę na ważność nie czynienia innym krzywdy:

Pozwól żyć,nie zabijaj i nie pozwalaj zabijać.Nagradzaj,nie karaj.Dawaj,nie zabieraj.Niech twoje myśli będą przyjazne dla życia,dla wzrastania.

Działanie przeciwko tym wskazówkom a przede wszystkim naturalnemu procesowi,powoduje blokowanie qi wątroby,czyli narządu najważniejszego wiosną właśnie i sterującego qi wzrostu.

W żywiołach wątrobie przypisane jest drewno.Jeżeli zaniedbujemy wiosną opał,nie będziemy mieć go w lecie.Jeżeli latem ogień nie zapłonie,narazimy się na zaburzenia spowodowane zimnem.Abstrakcja?Nie.Logika natury.

Wątroba jest generałem,to ona gromadzi i zawiaduje krążeniem krwi (a tak!).Krew krąży roznosząc qi (niezmierzalna, niepoliczalna,rodzaj energii…po prostu motor życia) po organizmie.To ten organ jest odpowiedzialny za równowagę emocjonalną,wspomaga pracę serca i śledziony,narządów rozrodczych. Bez zdrowej wątroby nie ma zdrowego serca ani śledziony….ani w ogóle niczego.System naczyń połączonych.

Jeżeli wątroba jest zablokowana-złymi emocjami właśnie a więc nienawiścią,złością,zawiścią,gniewem,uczuciam,które powstają,kiedy odbieramy komuś życie (często nie jesteśmy tego świadomi,ale wątroba to czuje,odbiera i reaguje!), nie może sterować krwią i pojawiają się zaburzenia równowagi  a więc zmęczenie,skurcze mięśni,bóle głowy,napady strachu,frustracja,kłopoty z widzeniem i in.-ze zrozumiałych względów ogromu materiału staram się przedstawić taki szkic,aby każdy był w stanie zwrócić uwagę na naistotniejsze i miał podstawę do zatroszczenia się tak o zdrowie jak o dalszą wiedzę.

Jeżeli poruszyłam tu problem widzenia,to nie mogę pominąć małego arbitra-pęcherzyka żółciowego,gdyż stan żółci i funkcjonowanie pęcherzyka ma ogromny wpływ na proces widzenia.Aby to uprościć:Niektórzy mawiają „żółć mnie zalewa”-faktycznie, kiedy jesteśmy wściekli,żółć w przenośni zakłóca nam czysty osąd-nie panujemy nad obiektywnym postrzeganiem, jesteśmy ślepi.Pęcherzyk żółciowy jest połączony z obiegiem wątroby i jego stan zawsze będzie miał związek z jej funkcjonowaniem i odwrotnie.Podobnie zaburzenia pracy wątroby odbiją się na nerkach-w TCM jej „rodzicach”, śledzionie,którą kontroluje lub płucach-które z kolei kontrolują ją itd.

Wątroba jest szczególnie wrażliwa na gniew.Ani tłumiony ani wyrzucony NIE POMAGA jej a szkodzi,więc nie zmienia sytuacji.Tego gniewu po prostu być nie powinno-wiem,nie jest o to w naszej rzeczywistości łatwo,ale dlaczego jeszcze sami mamy się niszczyć dodatkowo?Pamiętajcie,że wątroba zawiaduje na poziomie mentalnym naszymi decyzjami oraz planowaniem.Zaburzenie prawidłowego trawienia,absorbcji,przyswajania i trawienia wyraża się m.in.w fatalnym nastroju,w niemożności podejmowania właściwych rozstrzygnięć,rozedrganiu,rozbiciu.

„Wiosna zmienia minę trzy razy dziennie”-mówi chińskie powiedzonko.U nas nie jest inaczej,prawda?O tej porze uważajmy na wiatr-zmienny,raz cieplejszy,raz wręcz mroźny-jeżeli „wpuścimy go w siebie” (przeziębimy się na takim wietrze-nie mogę niestety uniknąć powiedzeń chińskich,gdyż oddają sedno),będziemy musieli leczyć potem płuca a to one łączą kanały energetyczne,więc ich rola wydaje się jasna?W razie problemów z łączeniem faktów-patrz wyżej.

Trochę konkretów?Teraz unikamy wszystkich potraw wyjątkowo mocno obciążających wątrobę:

grillowanych,smażonych,pieczonych w głębokim tłuszczu,intensywnie gorących,jagnięciny,alkoholu czy opisanego zimą „gorącego kociołka”,gorących,ostrych przypraw (tych ostatnich w nadmiarze,bo co nieco można:-)

Co zamiast?Delikatny rosół gotowany z cebulką i-mimo wszystko z imbirem-ale to jest korzonek dozwolony,bo jego ciepło jest specyficzne i winem ryżowym.Seler naciowy,marchewki,kalafiory,szpinak-teraz tylko mrożony,trzeba go dłużej poddusić aby wytrzebić możliwie dużo zimna,oliwa,jajka,sezam,szafran,liczi,miód-miodu nie za dużo,łyżka dziennie,grzyby mu-er,kaczka (tak,pamiętam o nie zabijaniu-niestety,nawet Chińczykom to nie zawsze wychodzi,wręcz przeciwnie ale jest tam więcej wegetarian niż się o tym mówi a już w mnisi w klasztorach wcinają bogactwo zieloności:-). Cebulka,seler,ciągle należą do wiosennego towarzystwa,poza tym pomału wychodzą z ziemi mniszek,kurdybanek….Sniegu wprawdzie dosypało,ale wkrótce pójdzie precz,więc wolę napisać wcześniej,bo może znów przegapię:-)Nie zapominać o ciągle aktualnej dla nas kaszy jaglanej proszę.Mało?Na razie starczy.Jemy więcej niż powinniśmy-przynajmniej niektórzy.

Do picia….Cynamonowa herbatka-tak,ma naturę ciepłą,ale ułatwia przenikanie krwi do naczyć krwionośnych oraz rozprasza wiatr i zimno-oczywiście nie przesadzać,szczypta na filiżankę (zerknijcie na wpis o herbacie!), rumianek, delikatna walerianka w słabym naparze i oczywiście zielona herbata jak zwykle plus kawka orkiszowa.

A-zmęczenie pozimowe?Robi się cieplej,więc polepsza się ukrwienie naczyń podskórnych,w efekcie czego mniej krwi dostaje mózg,co prowadzi do niedotlenienia-jeżeli pominiemy nieodpowiednie odżywianie zimą,ubiór,stres itp,co też do niedotlenienia się przyczynia.A na to przede wszystkim ruch i to nie w zamkniętych salach a na powietrzu.

Polecam:wydany przez Nankińską Akademię Zarys TCM (Jian ming Zhong yi Nei-ke xue) 1959.

Mało?Nie jest to ostatni wpis na ten temat,nie,to początek.Ile będzie części?Mnóstwo,sama nie wiem,ile.Ile będę pisać?Mam nadzieję,że jeszcze dłuuugo, dłuuuugo.. jeżeli będzie to Wam przydatne,bo medycyny uczymy się całe życie (jeżeli chcemy:-)) i wciąż jest pełna niespodzianek.

Kończę na dziś a śnieg nie stopniał…no tak,chińska wiosna,to chińska wiosna…..ale nasza tuż tuż,pod śniegiem:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk…cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 25, 2010

Wprawdzie pierwotnie chciałam dokonać małego wprowadzenia do tradycyjnej medycyny chińskiej,ale ze względu na mrozy wprowadzenie może poczekać,tym bardziej,że chodzi o krótką notkę dedykowaną potrzebą chwili. Nie zastanawiałam się nad kategoryzacją-jako,że odżywianie jest nieodłączną częścią TCM,postanowiłam umieścić wpis w TCM.

Z dwudziestego na dwudziestego pierwszego stycznia nastąpił (jak co roku:-) okres nazywany w Chinach Duże Zimno-Da han-to ostatnia część roku równocześnie zawierająca w sobie pierwszą,gdyż na pierwszym nowiu po rozpoczęciu Dahan przypada Nowy Rok.

„Duże zimno” oznacza konieczność takiego utrzymania temperatury organizmu,aby nie narazić go na wychłodzenie będące w tej części roku szczególnie nieprzyjemnym,gdyż ponoć trudno będzie się pozbyć jego skutków przez następny rok.

Poza zacieraniem rąk (niby zwykły,znany sposób a niedoceniany,tymczasem właściwie roztarte ręce to również pobudzone ośrodki ciepła w organizmie),aby pobudzić wewnętrzne ogrzewanie najważniejsze jest jak zwykle odżywianie.

W tym okresie na stołach dominują gorące kociołki huo guo.

Sporządzamy je z jagnięciny (nie zapominajmy,że w Polsce zamiast jagnięciny sprzedawane jest zwykle mięso młodych owiec,tzw.jarlic) lub baraniny,(ew.gęsina) na której gotujemy bulion razem z kolendrą,cebulą,ca.dwucentymetrowym kawałkiem imbiru,porą,odrobiną chili,kapustą -i tu zamiast pekińskiej używam włoskiej-parę grzybków shiitake, marchewką, pietruszką,dobrze,jeżeli mamy mrożoną nać selera-odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki i wrzucić do garnka,ważne, aby nie robić tego na końcu.Taki bulion gotujemy długo,ok.2-3 godzin.Solimy odrobinę,20 minut przed końcem gotowania.Jeżeli nie mamy odpowiedniego mięsa,lub po prostu mięsa nie jemy,jak najbardziej możemy zrobić bulion warzywny,dodając więcej pory,oliwę (na końcu gotowania),nie zapominając o imbirze-przy okazji nie powinni o nim zapominać wszyscy ceniący sobie komfort jazdy bez objawów choroby lokomocyjnej (nie nazwałabym wprawdzie tego stanu chorobą,ale trudno.)

Jeżeli odczuwamy niestabilność kolan (w zimie typowa oznaka zaburzenia kręgu czynnościowego nerek),jeżeli nerki narażone były np.na przeciągi,jeżeli wystawione są na ciągły chłód,to oprócz zadbania o ich ciepło,polecam orzechy włoskie,gdyż one nerki rozgrzewają.W zimie powinniśmy je jednak najpierw uprażyć-czyli na suchej patelni,z odrobiną soli (sól szara,kamienna,nie jodowana)- i zjadać po trzy sztuki rano,po wstaniu oraz wieczorem,przed snem.

A zacieranie rąk?Proszę złożyć je tak,aby przestrzeń między kciukiem a palcem wskazującym jednej ręki, tzw.paszcza tygrysa wpasowała się w drugą i pocierać silnie dotykając jednocześnie palców oraz grzbietów dłoni.Takie rozcieranie pobudza metabolizm,ożywia umysł,a jako,że stymulowany jest też tzw.punkt hegu-jeden z ważniejszych przy zapobieganiu i leczeniu przeziębień-odganiamy chłód z organizmu.

Na koniec nie zapominajmy,iż przenosić z odległych systemów leczenia,odżywiania powinniśmy przede wszystkim to,co są w stanie zaakceptować nasze organizmy przebywające wszak w nieco innej strefie klimatycznej oraz kulturowej,że nie wspomnę o innych:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »