Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for the ‘kardiologia naturalnie’ Category

o sercu z natury

To, co zbyt wysoko skakać nie powinno, czyli rzecz o ciśnieniu. Cz.2. „Lek” czy trutka na szczury… A co to za różnica…..?

Posted by natural health consulting w dniu Maj 12, 2013

„….Medycyna oddaliła się od człowieka, czyli swego pola empirycznego….” – P.Prof. J.Aleksandrowicz

————————————————-
Cieszy, że część pierwsza podobno się przydała. Z jednej strony trochę dziwi, iż Państwo nie wgryzają się:) w „ciśnieniowe zależności”, o których pisałam, na rękę własną, nie drążą;)  roli nerek, śledziony, wątroby itd. w danej kwestii, a upominają się o część drugą mimo, iż podane informacje najwyraźniej znalazły uznanie w Państwa oczach, ze strony drugiej…. raduje autentyczna ciekawość.

Na pytania jednak, rodzaju „czy brać leki równocześnie ze stosowanymi ziołami lub innymi metodami leczenia” – mogą odpowiedzieć sobie jedynie Państwo sami lub Państwa lekarz/ew.inny spec znający Państwa stan.

Ja……? Mogę na przykład opowiedzieć o warfarynie, stosowanej jednocześnie z tak prostym sposobem na nadciśnienie,zakrzepy, jak … chodzenie boso po trawie…. piasku… najważniejsze, aby po Ziemi – koniecznie gołą stopą, koniecznie, kiedy nie pada. To znaczy…. jeżeli są Państwo dobrymi znawcami przyrody i wiedzą, w jakie dni deszczowe – a wytłumaczenie owego nie jest sprawą najkrótszą i najprostszą – można „bosakować”;) po polu 🙂 również, wówczas proszę bardzo. Chodzi o to, aby się nie przeziębieć, ale wzmocnić. Dlatego początkującym proponuję wyłącznie spacer po glebie 🙂 w dni pełne słońca….

Ale odnośnie warfaryny… osobliwego środka przeciwzakrzepowego, stosowanego przy – uwaga – PROFILAKTYCE (!) oraz w „leczeniu”. Jakkolwiek muszę wspomnieć, że warfarynę stosuje się głównie – więc nie – wyłącznie – w USA, ( w Niemczech pod nazwą coumadin, prawda, że wystarczająco elegancko, aby przeciętny pacjent – tzn. klient – nie skojarzył? ) w Europie jest bliźniak;) – phenprocoumanum, to oba zdają się… jakby to oględnie wyrazić … mocno podejrzanej konduity, a przecież przepisywane masowo.

Cóż to więc za pigułka…? Informacji o niej bogato znajdą Państwo w sieci, chciałabym jednak zwrócić uwagę na pierwotne zastosowanie tego środka, warfaryna należy bowiem do rodentycydów – środków gryzoniobójczych, konkretnie używano jej na szczury. ALE szczury to nie tylko mądre lecz także posiadające ogromne zdolności adaptacyjne zwierzęta i …. rozwinęły na warfarynę odporność. Co robić z tak rozwiniętą produkcją….?

Nic nie może się zmarnować….

Pomógł przypadek – znając najrozmaitsze historie zatruć warfaryną wśród zwierząt, w 1951 roku pewien żołnierz US- Navy zapragnął odebrać nią sobie życie. Chyba wziął za mało, ponieważ przeżył i nawet „wrócił do siebie”, uważni obserwatorzy zaś z radością obwieścili: „Nie umarł, więc to …LEKARSTWO”. :))))))))))))))))))))))
Tak zaczęła się kariera warfaryny jako kolejnego cudu współczesnej medycyny. Ach… detalik: mechanizm działania „leku” zbadano dopiero w roku …..1978.

Zapomniałabym…. Wprawdzie ulepszoną podawano szczurom nadal, jednak… w latach 70-tych i 80-tych szczurki 🙂 rozwinęły odporność i na „ulepszenie”:)))))) Zaprawdę, mądre to stworzenia boże.

Kiedy czytać Państwo będą o skutkach ubocznych, kiedy się dowiedzą się, że warfaryna (jak i phenprocoumanum ) jest środkiem teratogennym – uszkadzającym płód, że do działań ubocznych należą wylewy – również mózgowe, że wątroba może się zbuntować….. proszę zastanowić się nad relacją ryzyko vs korzyść i przemyśleć efekty bardzo, ale to bardzo dokładnie

Przy okazji… niedawno pewien Pan Telewizyjny Doktor upierał się, że chociaż „czosnek jest zdrowy, to nie UDOWODNIONO jego działania obniżającego ciśnienie czy przeciwzakrzepowego…” – już o czosnku pisałam, nie będę więc powtarzać, jak bardzo Pan TV – doktor się myli, a w razie, gdyby mimo wszystko upierał się, że czosnku „poza smakiem i wartościami odżywczymi” :)))))))))) nie można nazwać lekiem…. DLACZEGO w takim razie czosnek, zupełnie legalnie i oficjalnie umieszczono wśród środków (:))) nasilających działanie warfaryny, tuż obok miłorzębu ?

Pytanie retoryczne.

Wracam do tematu o niebo przyjemniejszego, czyli – uziemienia:)

Kontakt z ziemią – o którym już tutaj krótko było – jest bowiem nie tylko jedną z terapii w „szkołach medycznych” najstarszych plemion na całym świecie, ale stał się wreszcie przedmiotem obserwacji i badań zupełnie 
współczesnej medycyny.  Być może, biorąc pod uwagę, że media powoli zaczynają informować o zaletach medycyny naturalnej ( powiem złośliwie – pojmując, że wobec informacji internetowych nie ma szans, by przemilczeć dobroć Natury, decydują się na wspaniałomyślne odkrycie przed ludem skrawka wiedzy, jakkolwiek…. nader często czynią to programami/artykułami – „trojanami”, kryjącymi informacje fałszywe lub/i mające na celu jednak promocję przemysłu ), wkrótce usłyszymy: „Nadciśnieniowcy, jedzcie czosnek, aronię i biegajcie po rosie – bez skutków ubocznych”:))), ale zanim to nastąpi…. choć wątpię, że kiedykolwiek:) ….

Przejdźmy do meritum.

Sprawę rozdmuchał Pan Doktor Stephen Sinatra – kardiolog, dietetyk, niezależnie interesował się aspektami „ziemskiej terapii”:) Pan Doktor Gaetan Chevalier, a także J.Oschman, w końcu razem opublikowali wiele arcyciekawych prac.

Proszę przejść się na stronę w ww.groundology.co.uk – tam znajdą Państwo podstawy ….groundologii ;)…..

Muszę przyznać, uczynienie z kontaktu z ziemią dziedziny nauki wydaje mi się nieco zabawnym, podobnie, jak błyskawiczne spreparowanie produktów mających pomóc w „uziemianiu”, jak prześcieradła ze srebrnymi włóknami ( nie powiem, że to złe, ale czy istotnie niezbędne i właściwe dla każdego – trudno ocenić… ), różne aparaty etc. ALE  – jeżeli nie ma innej metody, w tym zwariowanym, ostemplowanym co do milimetra nieomal świecie, aby wypromować zdrowe sposoby na witalność, na rozsądne metody terapii…. cóż, może i należy nazwać to, przypieczętować naukowo …. Niestety, w dalszej kolejności zwykle ustawia się opatentowanie .

Z prac na podanej stronie – chociaż można je znaleźć również na stronach różnych uniwersytetów, instytutów oraz w formie drukowanej – proszę uważnie przeczytać „The Effect Of Earthing on Human Physiology”, a także „The Sinatra Solution – Metabolic Cardiology” – ucieszyłam się nimi tym bardziej, że dodatkowo potwierdziło niektóre spostrzeżenia, którymi dzieliłam się z Państwem wcześniej.  

Tak więc… proszę korzystać z wiosny i biegać po trawie – tam, gdzie nie ma śmieci 🙂

A ….jeżeli zapomnieli już Państwo o części pierwszej nt.nadciśnienia lub są głodni;))) kolejnych wieści z działu „co obniża ciśnienie” – proszę zainteresować się …

-cayenne

-herbatką z hibiskusa – koniecznie musi naciągać pół godziny,

-od biedy – bo nie z naszego klimatu, ale trudno – kiwi, (badało American Heart Association) 

-przypominam o arbuzach (badania Florida State University), …na pomidory jeszcze za wcześnie, chyba, że z własnoręcznych przetworów…..

No to owocnych spacerków życzę:)

P.S. Ach… chodzenie boso po ziemi nie jest ujęte w interakcjach z warfaryną. Jeszcze:)))))))

Reklamy

Posted in aktualności, chemia, ciśnienie, farmakologia, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie.cz.18. Serdeczny uśmiech serdecznika :)

Posted by natural health consulting w dniu Luty 14, 2012

Zanim FDA , WHO i cała ta nienasycona reszta 😉 zabroni nam decydować samodzielnie choćby o picu naparu z rumianku , śpieszę z opowiadaniem o serdeczniku – Leonurus cardiaca – jak bezpośrednio wskazuje drugi człon nazwy , posiadającego dobroczynne właściwości dla serca , jak wskazuje człon pierwszy – od leo – lew … wszak Lew to znak Słońca , w medycynach – indyjskiej zaś  , czy chińskiej – serce to Słońce ciała , a o czym nieraz wspominałam w odcinkach poprzednich .

Z serdecznikiem sprawa już się nieco skomplikowała , ponieważ … opatentowano wyciąg z niego , a nawet … zastosowanie w zaburzeniach koronarnych !
I globalne władze „zdrowotne” przyklepały to : przyklepały patent na wyciąg i użycie – absurd kompletny!- dostępnej i stosowanej kiedyś powszechnie rośliny .

A zrobiły to , ponieważ zainteresowanie badaczy serdecznikiem wzrosło . A wzrosło , ponieważ coraz więcej jest lekarzy , zielarzy i świadomych medycznie pacjentów potrafiących sobie pomóc i nawet oświecić medyka nieoświeconego 😉  No i jak w takiej sytuacji pozwolić na swobodę korzystania z rzeczy doskonałych ( bo zioła są doskonałościami , tylko my , ludzie stosujemy je czasem w sposób od doskonałości daleki ) ? Takie cudo musi być drogie i basta .

W latach 60-tych odświeżyli wiedzę o serdeczniku Chińczycy mieszkający w Europie , ale wówczas zachodni lekarze nie przejmowali się – ludzie zafascynowani byli „zdobyczami” cywilizacji …. To się zmieniło . Całkiem spore badania nad serdecznikiem przeprowadzili profesorowie : Pan Prof. S.Dhein z Lipskiego Centrum Chirurgii Serca i Pan Profesor farmakologii H.W.Rauwald /Uniwersytet Lipsk.

Pan Profesor Dhein wydaje się być roślinką oczarowany :

„Wiemy , że składniki Leonurus cardiaca poprawiają zaopatrzenie serca w krew ,
(…) poza tym on działa , jak antagonista wapnia (obniża ciśnienie ), spowalnia bicie serca , (…)  on odciąża mięsień sercowy …… ! ”

Serdecznik w medycynie ludowej ( w angielskiej nie bez powodu zwany Motherwort ), w polskiej – stosowany był przy tzw. „niepokoju serca” , kłuciach ,
dolegliwościach klimakterium – z powodzeniem i bez recepty . Oczywiście , ważne : osoby z bradykardią , niskim ciśnieniem , za wysokim poziomem potasu muszą szczegółowo upewnić się co do zasadności użycia zioła – jak , wg powszechnych reguł , wszyscy pozostali 🙂 , tylko  … Gdzież oni mają się upewniać ? Komu ostatnio lekarz zalecił napar z serdecznika ? Wyciąg chociaż ? A komu , zamiast , zapisał szereg piguł z efektami ubocznymi mogącymi powalić słonia ?

Stare receptury podają napar z jednej do maksymalnie dwóch łyżeczek  serdecznika na szklankę wody – parzenie 10 minut , picie 2 do trzech razy dziennie , 2 do trzech tygodni – to przykład , nie zalecenie . Przykład , który nie różni się wiele od receptur chińskich – tam jedynie zwraca się jeszcze uwagę na sposób mieszania , fazę Księżyca , indywidualizuje dawki – co podkreśla wysoką , holistyczną jakość TCM .

Serdecznik jest bardzo wdzięczną roślinką , możemy zahodować ją sobie w ogrodzie – mrozoodporna , korzystać ze świeżej . Możemy …. JESZCZE . Piszę o tym , choć śnieg za oknem , ponieważ niedługo , kiedy Słońce ogrzeje Ziemię na tyle , że znów rzucimy się na nią z łopatą 😉 Niektórzy będą się głowić :” Co posiać” ???

Posiejcie zioła i kochajcie je . O nasiona troszczcie się już , bo nie wiadomo , które będą w handlu w postaci naturalnej , a które okażą się tylko modyfikowanymi wydmuszkami – bez pierwotnych właściwości , sprzedawane , jako „ozdobne” , „poprawione” przemysłowo tak , byśmy musieli skorzystać z patentowanych wyciągów … co gorsza , być może tylko z syntetycznych …. Naukowcy bowiem od razu wysunęli też przypuszczenia co do … „toksycznych właściwości” składników ,
czyli : „Boże broń nie próbujcie ludzie sami , czekajcie , aż SPRZEDAMY wam wyizolowany , standaryzowany wyciąg i pozwolimy go wam użyć „. 
Gdybyż tak czekały pokolenia , które były przed nami , gdybyż one trwały w niewiedzy , całkowitym poddaństwie wobec zwierzchników i nie tykały niczego , na co im łaskawie nie udzielono pozwoleństwa … czy bylibyśmy tutaj i teraz ?

Posiejmy sobie zdrowie , dla spokoju serca .

—————–

artykuł o Panach Profesorach z Lipska m.in. na :
w w w.idw-online.de „Geheimnisse des Herzgespannes gelueftet „, 03.08.2007, Universitaet Leipzig

Posted in aktualności, farmakologia, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie .cz.17. Szanuj , co masz- drugiej szansy możesz nie dostać .

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 17, 2011

Przyczyną starzenia się organizmu jest nagromadzenie błędów , zafałszowań w DNA , spowodowane osłabieniem mechanizmu naprawy tegoż DNA .-C.Bernstein i H.Bernstein , „Aging , Sex and DNA Repair” , 1991

„Ile można o sercu „?

Można – tym bardziej patrząc codziennie , jak podle traktowane jest przez niektóre istoty nazywające siebie „inteligentnymi” .

Ale ten odcinek będzie traktował również o młodości , starzeniu się ….W aurze powszechnego , zaokiennego pesymizmu uznałam za konieczne napisanie o czymś , co być może zmotywuje bardziej oporne jednostki do przyjrzenia się swojemu organizmowi i wyciągnięciu dobroczynnych wniosków .

Nie chce się Państwu dokonać rewizji , bo „i tak się starzejemy ” , „i tak kiedyś umrzemy” ? No to może w ogóle nie wychodzić na zewnątrz i po co robić cokolwiek- jeść , pić też nie , bo ” przecież kiedyś….” ?

życie – najbardziej niedoceniany prezent na świecie .

Prezent ,  z którego dzień w dzień możemy uczynić setki innych i setki otrzymać .

Ale wielu „się nie chce” . Powiedziano im , że od „tej a tej granicy” i tak będą zakwalifikowani do „starszyzny” , że „do tego należy słaba pamięć”, „gorsza praca serca „…. Ja Państwa bardzo przepraszam , ale jedyne , co mi się nasuwa na takie herezje , to  : G…..prawda !

Bo każdy starzeje się w swoim indywidualnym cyklu biologicznym – jedni szybciej , inni wolniej – jednak w pewnym zakresie możemy na ten cykl wpływać .

Do pierwszego mechanizmu wspierającego długą młodość zaliczyłabym właściwe postępowanie z sercem  .

O jego miejscu w prakulturach co nieco wspominałam – nie na darmo było czczone . W strefie arabskiej np. ,QUALB ( serce ) ma zdolność bezpośredniego postrzegania  duchowych rzeczywistości , których umysł zobaczyć nie może , ale jest też miejscem świętej wojny dobra z siłami przeciwnymi  , gdzie transcendent styka się z człowiekiem .

W tekstach sufickich można przeczytać , że zaawansowani na ścieżce duchowej wiedząc , jak ważna jest równowaga i jak mocno czyjeś negatywne oddziaływanie może na nią wpłynąć … zatruć , nie pozwalali  intruzom na wejście do ich serc , czyli do sacrum . Starali się jednak wskazać obcym drogę do łączności z ich centrum duchowym .
/T.Burckhardt , „An Introduction to sufi doctrine ” ,Lahore 1963 /

Od zawsze funkcjonowały osoby przeładowane toksynami – takie , co do których już z daleka było widać  , że porażają 😉 , do czego się zbliżą .Ale im też trzeba pomóc.

Od dawna krył rodzaj ludzki w sobie truciznę ; esencję wszystkich grzechów głównych …  jedni więcej , inni- mniej , niektórzy z lubością zapodają ją innym , troskliwie rozmnażają  i pielęgnują  . Rzadko kto jest w stanie się jej wyzbyć .
Centaur Chiron też otrzymał zatrutą strzałę  , trafiony przypadkiem przez Heraklesa -cóż , że był mistrzem uzdrawiania : sam potrzebował pomocy …. niestety, jego nie był w stanie wyleczyć już nikt . 

Z kardioenergetycznego punktu widzenia każdy z nas posiada jakieś obarczające śmieci w pamięci komórkowej – z tego samego wychodząc , każdy jest po trosze healerem i szukającym uzdrowienia . Dobrze , kiedy przekształcimy ten balast w paliwo – impuls do poprawy naszej , więc i … wszystkich dookoła , równowagi .

Chirońska trucizna – część ciemnej energii zostawionej nam w postaci molekularnego śladu  już od przodków…. a my wciąż nie umiemy się z nią obchodzić . Szukamy rozpaczliwie szczęścia , coraz bardziej popadając w depresję, wreszcie , zgorzkniali i pomarszczeni , odchodzimy, zostawiając znów za dużo błotnistego balastu w dzieciach , bliskich …

I ta rozpacz , że „starzenie rozkłada ” , że „pamięć już nie ta”… Wszystko wychodzi na buźki , włazi w organizm , a ten słucha i przyjmuje …
Włóżcie te mity o nieuchronnym potworze starości w szafy proszę . Bo starość – tak , przyjdzie , ale nie musi być potworem .

Na dowód 😉 , jeżeli nie zaobserwowaliście do tej pory pozytywnych przykładów , przytoczę badania Uni California , które : ” W normalnym , aktywnym , zdrowym , starym mózgu nie stwierdzono utraty komórek mózgowych ” .

Nie ? A od lat wmawia się , że „wraz ze starzeniem , tracimy komórki mózgowe nieodwracalnie ….” . Co tracimy , to zapewne tracimy , ale żywotność mózgu zapobiega jego degeneracji -jeżeli umiemy ją wykorzystać . Taki wspaniały , naturalny system .

Inne badania , prezentowane przez National Institut of Aging , dowiodły z kolei , że stary – podkreślam – STARY mózg ludzki – wykazuje taką samą aktywność metaboliczną , jak młody i jest … tak samo wydajny ./ww w.nia.nih.gov/

Następną dobrą wieścią jest , że człowiek może wzmagać swoje mózgowe zdolności , powiększać pojemność umysłu i że wiek absolutnie w tym nie wadzi.

Każdy , indywidualny neuron nieustannie próbuje dokonać połączeń z tyloma innymi komórkami , z iloma się da , ponieważ komunikując się -są zdolne podtrzymywać łączność . Utrzymując aktywność mózgu jesteśmy w stanie zwiększać liczbę połączeń mdzkomórkowych .

Wymówki :”Za stary/a jestem , aby się głowić ….” , nie mają sensu .

Michał Anioł – 63 lata i doskonałe freski , da Vinci – 52 lata – Mona Lisa , Brahms nie popełnił ani jednej symfonii przed 43., Verdi napisał jedną z dwóch najpiękniejszych oper przekroczywszy 70-tkę , Goethe skończył Fausta po 80-tce …. Stradivari – TEN Antonio Stradivari tworzył doskonałe skrzypce mając ponad 90 lat ….

Czy ich warunki życiowe były lepsze od współczesnych ? Jasne , nie mieli do czynienia z technośmieciem , megadawkami chemii farmaceutycznej , skażeniem radioaktywnym , elektromagnetycznym etc., ale sama higiena pozostawiała wiele do życzenia , nie mówiąc o zwykłym stresie i teoretycznie skromniejszej „przeciętnej” długości egzystencji na tym świecie .

Nie mamy więc zbyt wiele usprawiedliwienia na niewłaściwe starzenie się , niewiele w każdym razie , oprócz własnej głupoty lub niewiedzy , oprócz wiary w samospełniający się nonsens , że „starość to demencja etc.”.

Mit o zgrzybiałych staruszkach … czy nie bierze się aby z tego , że najwięcej recepturowych leków idzie w ręce pacjentów po 50 . ,że to oni biorą najwięcej specyfików nasennych , uspokajających etc. – które mogą spowodować kłopoty z pamięcią ? Potem , zamiast skojarzenia objawów z lekami – przepisuje się następne, pogarszając stan .

A może spróbujcie popracować – nie osiadać przed tv i karmić się papką , tylko przemusztrować własny mózg ?

1.Uczcie się – niemożliwe , by wśród milionów interesujących rzeczy nie znalazło się coś , co mogłoby zainteresować i Was. To prawda , że na naukę nigdy nie jest za późno .

2. Szukajcie nowych wyzwań . Tkwiąc w starych bamboszach , okopując się w wygodnym życiu i nie oczekując niczego nowego – umieracie szybciej .

3.Odżywiajcie się dobrze – orzechy , niebieskie owoce ( aronia , jagody , borówka kamczacka ….) , czosnek , nie palcie papierosów , pochłaniajcie świeże powietrze w każdej możliwej ilości . Macie sporą nadwagę ? Ruchy , ruchy – mózg otłuszczonych ludzi otrzymuje mniej tlenu , kiedy śpią – efekty , niestety , widać za dnia . Unikajcie konserw – poza wiadomą wartością odżywczą , zerknijcie sobie na ostatni artykuł w Aerzteblatt ( w ww.aerzteblatt.de – „Bisphenol A in Konservendosen , 23.11.11)-bisfenol A – endokrynny zaburzacz , mówiąc po polsku , występuje w puszkach w ilościach do tej pory niepodejrzewanych 😉 przez oficjalne służby żywieniowe . Nie szpikujcie się też hormonami – regularne , rozsądne treningi na świeżym powietrzu , nawet joga -poprawiają gospodarkę hormonalną w naturalny sposób – najlepiej widać to na przykładzie podwyższenia poziomu hormonu wzrostu ./ Muller , Cella , De Gennaro – Colonna , Parenti , Cocchi , Locatelli -1993 , Aspects of the neuroendocrine control of growth hormone secretion in ageing mammals /  

Nasze geny nie są stabilne ( o czym było w poprz.artykułach) , więc wszystko , co jemy , co myślimy , co robimy z własnym ciałem ma znaczenie . Bernsteinowie pisali o molekularnej homeostazie , o tym , że natura przewidziała i błędy w powielaniu DNA , i uszkodzenia i że nasze geny są naprawiane codziennie , bezustannie – pomóżmy im więc , a przynajmniej nie przeszkadzajmy , karmiąc się toksynami materialnymi i powielając toksyny mentalne . 

Kiedyś pisałam o spożywaniu rzeczy konserwowanych , homogenizowanych etc.- określając je „martwymi” – nic a nic się w tej sprawie nie zmieniło . Martwe pożywienie = martwota organizmu .

4.Myślcie młodo . Nie przyzwyczajajcie się do ” Gdybym był jeszcze młody , to bym się na to odważył…..”- to jak betonowa czapka dla Waszego mózgu .

5.Utrzymujcie kontakt z inymi ludźmi , w różnym wieku , ale i ze zwierzętami- będąc komuś potrzebnym , automatycznie zmuszacie do pracy mózg .

6.Nie bójcie się być odmiennymi . Nie dajcie się wciągnąć w „grupy wiekowe” , w „oddziały dla seniorów „- nie , jest jeden „oddział” : LUDZKI .

7.Stawiajcie sobie jakieś cele – jak wtedy , kiedy mieliście naście lat – i dążcie do nich wytrwale . Zapisujcie myśli , plany …. pisakiem , na papierze – przestańcie ciągle zdawać się na gadżety .

8.Czytajcie dobre książki – krzyżówki-przykro mi bardzo , to mniej niż mierna rozrywka – podsunięte przez kogoś hasełka , na które tracicie czas i które nie nauczą Was niczego prócz ….haseł , samych haseł -przeważnie ze sobą nie powiązanych . Krzyżówki są bezproduktywnymi zabijaczami czasu – pełno ich w domach starców , niestety -są „bezpieczne „, bo nie przynoszą nowych treści , bo nie prowokują dyskusji , bo wypełnia się je i wyrzuca …. Nie mam litości dla takiej formy „rozrywki” -to stagnacja . Próbujcie rozumieć rzeczy , które czytacie – zapamiętacie je łatwiej .

9. Słuchajcie muzyki . Różnej .Ona podpowie Wam nieraz formy ruchu 🙂 , a i może podszepnie jakąś ideę , np.literacką , malarską ….

10.Jeżeli nigdy nie byliście specjalnie weseli , jeżeli poczucie humoru jest dla Was słowem obcymi i wręcz wywołującym wstręt – nic Wam nie pomoże . Humor był , jest i będzie nieodzownym towarzyszem długiego , radosnego  bytu . Szukajcie śmiechu wszędzie – to lek i najlepszy towarzysz w każdym wieku .

11.Pijcie dobrą wodę : górską , źródlaną , strukturyzowaną …BEZ CHLORU .

12.Próbując cokolwiek zapamiętać , używajcie swoich „punktów zaczepienia”- skojarzenia np.z jakąś osobą , miejscem , wydarzeniem i opisujcie to sobie w wyobraźni – to uruchomi proces przypominania .

Teoretycznie są to rzeczy , o których wiadomo …. Tylko , dlaczego tak trudno jest pamiętać o nich na codzień ? 🙂 Bo może … zaniedbując w pierwszej kolejności własne serce , nie słuchając go , nie podążając za jego pragnieniami – zamykamy sobie drogę do wszystkiego , co w życiu najlepsze ? Bo nie chcemy pamiętać , że wszystko zaczyna się od serca i że ono , zapomniane  , starzeje się szybciej ?

Choć chwilowo beztroskich , choć przez chwilę radosnych po dziecinnemu  świąt Bożego Narodzenia Państwu życzę 🙂

————-

Lektura uzupełn.:

w ww.helpguide.org , „Memory loss and Aging” ,

w ww.fi.edu. „Renew- stress on the brain” ,

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie .cz.16.Migdałecznik i spółka vs. czarny pies ;)

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 29, 2011

Wyjątkowy listopad … wyjątkowa łaskawość Natury – czy znamy kogoś równie wspaniałomyślnego , kogoś , kto za tyle krzywd odwdzięczałby się wszystkim , co na tej przestrzeni i o tym czasie osobnikom krzywdzącym bezcenne – słońcem , ciepłem , zielenią …?

A politycy … jak zwykle zatruwają nam życie , propaganda nie daje odpocząć :na okrągło o rakach , zarazach … a propos – listopadowy numer Archives of Neurology polecam najserdeczniej -tamże praca m.in. dr J.S. Kent & R.O’Hara , R. Shelli  o zmieniającej się pod wpływem chemoterapii aktywności mózgu , z wiele mówiącymi konkluzjami : „Pacjentom traktowanym chemioterapią o wiele trudniej jest potem wyrównać zaburzenia zdrowotne „, „czyżby nie nowotwór , ale jego leczenie było przyczyną złego stanu zdrowia „(!) , wreszcie wyliczone mamy egzekutywne funkcje (np. zdolność uwzględniania faktów przy postępowaniu , wydobywanie faktów z dalszej pamięci , uwaga , koncentracja , umiejętność doprowadzania działania do końca …) uległe w trakcie chemioterapii wpływom wybitnie destrukcyjnym , że się wyrażę oględnie – art. „Prefrontal Cortex and Executive Function Impairments in Primary Breast Cancer ” ,
ponieważ badania dotyczyły właśnie kobiet ze zdiagnozowanym nowotworem piersi . Nie zagłębiając się w dyskusje przypomnę jedynie , iż w temacie wyborów mam do powiedzenia niezmiennie  , co wyraziłam w cyklu o nowotworach . Szkoda , że „Arch.of Neur.” napisał o tym dopiero teraz . 

Może nie będzie za późno  opowiedzieć o czarnym psie Churchilla , który wcale ….. nie był psem  ?

Winston Churchill bowiem nękany był depresjami , co czytelnikom jego zapisków nie jest bynajmniej obcym – on jednakże określał męki mianem „czarny pies „. Niestety , nie doszłam do źródeł skojarzeń- sama znam dość wesołe czarne psy i w życiu nie przyszłoby mi do głowy porównywać z nimi stany denne 😉 , ale Churchilla nękało najwyraźniej tyle ciemnych sprawek , że w końcu dostrzegał ciemność nawet w przepięknych labradorach  .

Czarnopsiste fobie opisał nawet Anthony Storr , ba- zapodał je (pod wieloma postaciami … m.in. myszy ) wielu innym , m.in. Kafce ( „Churchill’s Black Dog , Kafka’s Mice and Other Phenomena ” , NY , 1988 ) . Ale wspomnienie o cieniach sławy jest zaledwie pretekstem , bardzo mi tu potrzebnym , bowiem Churchill wyrzekł był :

„Moje serce jest poza mną ” ( wyciągnięcie tego zaś zawdzięczam historykowi
A. Rowse , „The Early Churchills” , 1967 , London)

Czytając powyższy zwrot … czy potrafimy go powtórzyć ? A jeżeli , to z jakim skutkiem ? Oczywiście nie polecam , ponieważ osobiście najlepszego mniemania o Panu Winstonie Ch. akurat nie mam , ale myślę , że niektórzy , już czytając to w odniesieniu do niego , poczują  , co zdrowe serce poczuć musi : sprzeciw .

Bo zdrowe serce żyje przede wszystkim W środku , manifestując się różnorako na zewnątrz …

Churchill z pewnością znał konsekwencje – próbując zdystansować się od własnego serca , wampirycznie poszukiwał go w innych – szczególnie w 
znajomym 😉  , któremu pisał :”Ukochany przyjacielu duszy , żałuj mnie i kochaj …”

Czy…. obraz Winstona Ch. wydaje się nieco pełniejszy , czy wciąż co niektórzy uważają , że wiedzieli o nim wszystko ?

„Czarne psy ” straszyły  Tennysona , Van Gogha , Isaac Newtona , William Blake’a , Anne Sexton , C.K.Norwida , Wyspiańskiego …. czarny ocean wciąż pochłania  nadmierną wrażliwość , kreatywność … bywa ,że niepohamowaną żądzę uznania … generalnie : wdziera się tam , gdzie brakuje równowagi . Na brzeg … jak zwykle wyrzuca zwłoki , bo kąsa w samo centrum : serce .

Depresja nie musi się jednakże ani „uczarnopsić „, ani też wciągnąć i pożreć .

Nie zrobi tego , jeżeli damy przemówić sercu . Jeżeli nie pozwolimy , by oddaliło się na dystans , skąd już nie będzie odwrotu . Zaboli , zapłacze , zawyje ?

Pozwólmy mu się wyżalić – nie odpychajmy go w takim stanie . Nawiążmy kontakt z innymi – nie ważne , zwierzęcymi czy ludzkimi , ważne , by wzajem się poczuły 🙂 , by energia jednego pomogła drugiemu rozcieńczyć ciemność .

Nie chcecie zwierzaków ani ludzi ? Ciężki przypadek 😉 … To chociaż roślinki …. jak one umieją dziękować …. i jak dzielą się swoim , niewidzialnym sercem …

Kto z Państwa słyszał o migdałeczniku ? Terminalia arjuna , w Indiach nazywa się różnie: Koha , Arjan … Jedno z najważniejszych ziół w Ayurvedzie – podstawa dla terapii serca .

Dlaczego o migdałeczniku ? O naszym głogu już było  ( nadal wspaniały i co ważne – swojski ) , ale może nie każdy polubił , więc … Arjuna .

 Dawno , dawno temu 🙂 był sobie łucznik Arjuna . Przed ważną walką ukazał mu się Kriszna i zaoferował pomoc . Arjuna przystał na nią – poprosił o przewodnictwo i … poprowadzenie rydwanu … oczywiście zwyciężył 🙂

Podobno po bitwie Kriszna rzekł mu :

„Istota boska potrzebuje do samomanifestacji istoty ludzkiej .Istota ludzka potrzebuje do samorealizacji istoty boskiej. Jesteśmy jednością . ” 

 W Arjunie kochało się mnóstwo pięknych księżniczek  , stąd nic dziwnego , że migdałecznik ( co za surowa , polska trzeźwość 🙂 stał się w Ayurvedzie rośliną serca , ale i … uszu ( liście wkłada się delikatnie do bolącego ucha , jak u nas geranium ) , rany , stosowaną odkąd „najstarsi nie pamiętają” .

Nieco młodsi 😉 wybadali , że drzewko ( surowcem leczniczym jest kora , jednak liści też bym nie wyrzucała – te zwykle stanowią pokarm dla szczególnego rodzaju jedwabników ) kryje w sobie m.in.pokłady :

-flawonoidów

-proantocyjanidyn ( też w winogronach , czarnej porzeczce i wielu in.)

-kwas galusowy

-kwas elagowy

-fitosterole

-cynki , miedź , wapń , magnez

-saponiny ….

… ta ciekawa mieszanka zaś działa intensywnie wzmacniająco na mięśnie serca , wspomaga pracę wątroby wpływając na wyrównany poziom cholesterolu (jakby już ktoś strasznie się przy jego „nadmiarze”:))) upierał ) , jest uznany za cardioprotective = chroniący serce , anti-ischemic- zapobiegający niedokrwieniu , ma znaczenie w powstawaniu prostaglandyn ,redukuje efekty silnego stresu , wyrównuje ciśnienie … Opisane m.in. w studiach nad CCF- congestive cardiac failure , w których przy 40% przypadków uzyskano poprawę funkcji serca .

W skrócie : Arjuna aktywizuje serce i wątrobę w łagodny , acz stanowczy soosób . Co szkodzi , by znazł się w naszych apteczkach między głogiem a aronią ? Co szkodzi , by pojawił się tam  np.i Guggul 🙂 – żywica z  Commiphora mukul , (guggul gum ) , który z kolei , łączony z czosnkiem , nie jest gorszy od głogu , a bardzo ciekawy w użyciu ?

Co szkodzi , by rośliny … jeżeli nie reagują ludzie  – pomogły nam przepędzić czerń i nie winić psa ? 😉

……………

Lektury uzupełn. :

Journal of Phytology 2011 , 3 (1) , Evaluation of analgesic and anti-inflammatory activities of terminalia arjuna leaf ) – oprac. dotyczące liści !

Journal of Etnopharmacology , 114, 2007 , S.Dwivedi – „Terminalia  arjuna Wight & …- A useful drug for cardiovascular disorders ” )

Posted in aktualności, cholesterol, depresja, farmakologia, kardiologia naturalnie, onkologiczne impresje, zdrowie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie . cz.15. Kto/co uleczy lekarza?

Posted by natural health consulting w dniu Październik 2, 2011

 

Prastare , wciąż aktualne :medice , cura te ipsum …

A serce … też lekarz . Nasz własny, osobisty , kontaktu najpierwszego 🙂 , dostępny 24 h. i zawsze otwarty na błogość …I co w tę otwartość wpada ? Dzień w dzień błogość ? Ach , to by było za piękne …

Serwujemy wściekłość , żal , agresję , ból ….Wszystko w dawkach bynajmniej nie – homeopatycznych . Ale co tam , przecie „uczuć nie widać” , bombardujmy 
więc  dowoli ; możemy odczuwać nienawiść , no to jak nie użyć ! Możemy tłuc w kogoś  , jak w tarczę – jak nie wykorzystać !…. I gdybyż jeszcze inni nie myśleli …
tak samo… Miarka do miarki , serce ma dosyć  .Czekało na miłość , na pokój , na bliskość i radość …

Czy pamiętamy może wspomnienie z TCM i Ayurvedy o czakrach ? Ciało – system bioenergetyczny , zintegrowany z komórkowym matrixem subtelną , drgającą energią , przenikającą sieć kanałów , pulsującą w centrach … czakrach .

Czakry – stacje …dworce w komunikacji między infoenergią serca , a resztą komórek  .

Każda stacja połączona z odpowiednim fizjologicznym , endokrynnym i neuroemocjonalnym podsystemem .

Tak TCM , jak i Ayurveda widzi w czakrze czwartej – czakrze serca – regulatora dla wszystkich pozostałych punktów energetycznych -pośrednika między niższymi , fizyczymi ( związanymi z Ziemią) , a wyższymi poziomami energii .To transformator , w którym znajduje się fizyczne jądro egzystencji , łączące nas z Kosmosem lub, jak niektórzy wolą – z Niebem , „czymś więcej „aniżeli „ziemskie”.

Medycyna szkolna uparcie buduje całość wokół mózgu – w jej ujęciu – miejsca „zaczepienia ” człowieka na tym świecie .

W najstarszych medycynach świata to serce jest organem immunologicznym , do czego przychylają się psychoneuroimmunologowie , czyniąc ukłon w stronę 
(5)tysiącletniej wiedzy gigantów sztuki leczenia :Azji i Indii .

To TCM od dawna zaobserwowała połączenie energetyczne między sercem , grasicą , a systemem immunologicznym , wnioskując , że wszystko , co odbieramy naszym sercem , przenosi się na cały system odpornościowy .

Wszystko … ? Jako , że kardioenergetyka doszła do wniosku , że energia oraz przekazywane nią informacje nie znikają , nasuwa się pytanie , dokąd to ? Dokąd podążają fale ( informacje ) po destrukcji molekuł lub neuropeptydów (cząsteczek) , w których były zawarte ? I tutaj istnieje teoria : nie płyną nigdzie „dalej „- są i zawsze będą .Towarzyszą nam , jak klucz , podarowany od ludzi , którzy żyli PRZED nami . W swojej książce „Psychobiology” dr Herbert Weiner dojrzał rolę pamięci komórek w procesie leczenia już ponad trzydzieści lat temu …

W „Journal of Personality „, 1986 , nr 54 , ukazał się artykuł , który nic a nic nie stracił na aktualności :” Some Reflections on the Two Psychologies of Love” , dra Mc Clellanda / Boston University – tam formułuje on ( doktor, nie artykuł 😉 – miłość jako stan ciało- duch , wyraźnie zaznaczony na wszystkich poziomach organizmu , włączając system immunologiczny i serce . Pracą swą próbował zwrócić uwagę medycyny szkolnej na serce w aspekcie immunologii ….

Ale napisano , że „Mc Clelland usiłował zmierzyć niezmierzalne :serce w inteligencji ciało & mózg „. Nie sądzę , by to się dało zmierzyć , ale trzeba Clellandowi przyznać : nie bał narazić się na ostracyzm  , mówiąc :”miłość do władzy wyklucza władzę(moc) miłości „. Ustalił , że „chaotyczna koherencja serca  = zaburzenia pracy serca występują u frustratów obłąkanych żądzą władzy ponad dwa razy więcej  aniżeli wskazywały to ogólne dane , że system odpornościowy jest u nich o wiele słabszy niż u ludzi kierujących się miłością do innych ( Journal of Human Stress , nr 6. , 1980 , Mc Clelland and J.B.Jemmott , „Power , Motivation , stress and physical illness „) .

Tyle wody upłynęło od prac Clellanda … serce nadal „leczy się ” pigułami zamiast miłością .

A żeby nie zakończyć „na smutno „i pigułą …Brigham Women’s Hospital Boston ogłosił , że przez jedzenie ryb zmniejsza się o 80 % ryzyko „śmierci serca ” …myślę , że „przedwczesne ryzyko …”:)  , w innym wypadku …. no , no ;)))).

Rybki , jak rybki , konretnie chodziło o omega – 3 , wałkowane już w poprzednim , a i wcześniejszych odcinkach , rybki powinny być więc tłuste 🙂 . Ach… JAK oni to ustalili ? Pamiętając , co pisałam o badaniach 🙂 , zajrzałam w akta :
doświadczenia trwały DWADZIESCIA LAT i wzięło w nich udział 22.000 mężczyzn ( w ww.brighamanandwomens.org ) .

A jeżeli Omega – 3… to Laval’s Faculty of Pharmacy / w ww.ulaval.ca/research …) pomogło ustalić pożywienie najbogatsze w powyższe: ryby , olej lniany , orzechy włoskie , avocado , kiwi , zielone liściaste warzywka ( więc i opisywana tu portulaka , ale akurat o niej  zapomnieli 😉 , co z kolei nastąpiło po innych badaniach -tym razem nad mózgiem , a które doprowadziły do wniosków , że Omega – 3 pomogły zredukować zniszczenia ( chodziło o atrofię ) mózgu o 25 % !

To nie byle co .

Zakończę „nowością” 😉 Brown University , Providence ( w ww.brown.edu) : „Wrogie nastawienie do innych to o wiele większe ryzyko zawału niż otłuszczenie ( !) , palenie papierosów ….. „.

No proszę . Może jednak i współczesne uniwersytety do czegoś  się przydadzą 🙂 …Tylko jak się nie wkurzać , kiedy Dania , zwietrzywszy biznes na zdrowej ( mam na myśli naturalnie tłusty nabiał i ryby ) , tłuściutkiej żywności , podnosi na nią ( na każdy rodzaj tłustego ) podatek pod pretekstem „dbania o zdrowie obywateli ” ? Drogie czipsy na Węgrzech jeszcze od biedy jestem w stanie zrozumieć , choć godzi to ewidentnie w obszar wyboru . Ale tłusty twaróg ? Ryby ? Czyżby rząd duński znów potrzebował Hamleta …. ?

Posted in aktualności, cholesterol, ciśnienie, kardiologia naturalnie, odżywianie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie.cz.15.Kto kogo….ale po co…-dedykowane przyszłym Matkom.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 7, 2011

Natura kocha kręgi . Człowiek buduje kanty ;).

W niedawno wspomnianym (ale nie – wymienionym ) piśmie pewnej firmy farmaceutycznej specjalizacji ziołowej , która produkuje wystarczająco dobre preparaty, aby nie musieć krzyczeć na  innych , że oni „nie powinni” , bo się nie znają , nie mają prawa etc. 🙂 i że dostęp do skarbów natury MUSI być regulowany , pojawiła się zabawna notka . Otóż Pan Redaktor musiał przeprosić za napisanie , iż O.Grande jest aktywny w zakonie Bonifratrów ( mniej więcej , sens zachowany) , ponieważ został wydalony za postępowanie wbrew regułom owego.

Cóż w tym zabawnego ?Otóż Redakcja chciała dobrze (a chciała , bo sprawdziłam -artykuł był w porządku ) , pisząc o O.Grande (  Zakonniku , gdyż w moim pojęciu wciąż , mimo , iż oo.Bonifratrzy się zapewne sprzeciwią ) nim jest , o. Jerzym Majewskim ) i Jego sposobach na ziółka (nieważne , że nie z wszystkimi się zgodzę :)) , chciała przybliżyć Czytelnikom jak najbardziej słuszne treści , a tu….Bach! Nie ma dostępu !

Postępowanie zatoczyło krąg.

Mało tego : oo.Bonifratrzy chyba oburzeni , gdyż , jak czytamy w notce (niestety, została mi przekazana fragmentarycznie ) , nie uznają wiedzy o.Grande jako JEGO , (bodaj pochodzącej z Jego własnej głowy ) , a ….za ” sprzedaż wiedzy bonifraterskiej” ! Chwila …..Człowiek był w zakonie , więc należał do Bonifratrów ..
Ma sobie tę wiedzę ……wyjąć ? Zapomnieć ? Zachować pazernie dla siebie ?

Właśnie się dowiedziałam , że mające nieraz po kilkaset lat , przechowywane w wielu domach , tradycjach , krajach , zakonach wreszcie porady są własnością jednego zakonu !

I to „sprzedaż” . Chwileczkę….czy oo.Bonifratrzy NIE sprzedają swojej wiedzy ? Znajomi mają książeczkę „Apteka Braci Bonifratrów …..” wydaną za zgodą tegoż zakonu , ba- tam pisze- „copyright by Zakon Bonifratrów „, wydaną przez Edipresse Polska S.A. w 2003 ,KUPIONą w sklepie . Rozumiem , że w duchu chrześcijańskiej miłości bliźniego , na wiedzę , która ma służyć DOBRU POWSZECHNEMU też wydaje się licencje ?

Widziałam też bonifraterskie sklepy z ichnimi produktami – nietanio , oj nie . Czy w duchu tejże miłości nie należałoby przystopować z drożyzną ? Nieeeee ? Czy wzbogacanie się na  sprzedaży- również biedakom , którzy muszą wydać na leki ostatni grosz  , w ogóle nie jest sprzeczna z założeniami zakonu 
CHRZEśCIJAńSKIEGO ?  A może zysk jest przeznaczony wyłącznie na uprawę roślin ? Nie ? Wiele pochodzi ze stanu naturalnego ? Ojej , a natura nie każe płacić ?

Znów nasuwa mi się  : i straszno i smutno . Bo firmę to nawet rozumiem- jest od zarabiania , więc atakuje (szkoda , mogłaby być prawdopodobnie pierwszą firmą farmaceutyczną nie umoczoną w awantury o ograniczenie dostępu do dóbr NATURALNYCH innym ) , ale zakon , zgromadzenie , które podobno tworzą BRACIA ….. ?

Jak wyglądałby świat , gdyby nie było KASY ?

Zostawmy utopię 😉 , pogadajmy o sercu :).

Przystając nad zagadnieniem „kto potrzebuje leczenia” nie sposób nie dostrzec pytania ,”JAK” możemy je przeprowadzić.

Współczesna medycyna oferuje wprawdzie parę  – gdyż nie powiem tego o wszystkich- metod diagnostycznych przydających się w określeniu właściwego postępowania , ale ten system został rozwinięty na bazie wykrywania defektów w biochemomechanizmie (przepraszam za językowego tasiemca ) organizmu oraz naprawy w identycznym sensie.
Inaczej w pojęciu serca: a serce mówi : odpuść .Zwykła grypa , którą współcześnie , zagonieni pracą ,  rzucamy się kurować wszystkim , co popadnie , może być krzykiem duszy , by wreszcie odpocząć w domu.

Ale my ten krzyk tłumimy , choć filozofowie dawno mówili o „cnocie cierpliwego czekania „. Faktycznie , istnieją sytuacje , w których należy działać błyskawicznie , ale one są o wiele rzadsze aniżeli usiłuje się to promować .

Poprzez zwrot duszy w ciszę , w „być” – organizm poddawany jest dobroczynnemu działaniu spokoju -przypomina sobie , wyciąga z komórkowej pamięci czas zdrowia . Czas , w którym byliśmy w CAŁOśCI harmonijnym człowiekiem , a energia łączyła nas z CAŁYM systemem .

Tak więc cisza , codzienne rytuały z okresu , w którym czuliśmy się dobrze .

Ale ona sama – raczej nie wystarczy .

Z punktu widzenia mózgu chory człowiek musi udać się do odpowiedniego miejsca , gdzie , zupełnie obcy ludzie oraz zupełnie niesympatyczne mury funkcjonują w formie „symboliki powrotu do zdrowia „.

W formie ;)- i w niej pozostają , gdyż ostatnio zajęto się dowodzeniem , że przestrzenie kliniczne niestety nie działają na pacjentów motywująco-wręcz przeciwnie  , a co równie dobrze było widać bez studiowania dowodzenia :).

Do tego mózg oczekuje pigułek , fartuchów, aparatury i całej reszty , którą karmiono go wraz z dorastaniem w temacie „zdrowie „.

Więcej -wpojono mu hasło , że jeśli będzie współpracował , wszystko się dobrze skończy , jeżeli nie…… Niestety, czasem kończy się źle mimo ( dzięki ? ) współpracy , więc …..na to też jest metoda :”organizm nie odpowiedział na terapie”.

Ale walimy- bywa , w samo serce: np.statynami .

A nawet prawilny  „Lancet ” napisał o nich :” ten rodzaj farmceutyków może wywołać cukrzycę….. ” („Statin and risk of incident diabetes :a collaborative meta-analysis of randomised statin trials „, 17.02.2010 , w ww.thelancet.com ).

Nie szkodzi;) . Niektórym też nie szkodzi kretyńskie zalecenie „po zawale tylko całkowity spokój i oszczędzać się bardzo proszę…..”. Oszczędzać w czym ? Bo np. dr Alex Clark z Med.Uni of Alberta , Canada , wraz z dr Markiem Haykowskim niedawno opublikowali wyniki swoich obserwacji , w których twierdzą coś wręcz przeciwnego , a mianowicie , że „po zawale tylko ruch i zaangażowanie w życie „, bo okazuje się (naprawdę ???:))), że ruch to zdrowie :))) , a  wtórują inni , że „lekarstwa nie są w stanie uleczyć chorób serca” , że żywienie …. .
(w ww.epic.iarc.fr. , EPIC-study- Arch.of Int.Med. , Nutrient Intakes and Patterns  oraz  np.w ww.nursing.ualberta.ca , tam strona dr A.Clark’a).

Co na to serce ?

Serce od zawsze wie , że nie jesteśmy leczeni „przez coś ” , ale „czymś”- mianowicie powiązaniem , łącznością z innymi . W USA robiono kiedyś badania , że gdyby ciężarna do porodu pozostawała pod opieką kogoś przyjaznego (w tym przypadku chodziło głównie o „instytucję”;) douli , można byłoby o 50 % zmniejszyć liczbę cesarskich cięć.

Ale przecież nie chodzi tylko o „doulę”.

Do komfortu leczenia niezbędnym sercu jest też miejsce .

Oderwani od natury , w zimnych salach , wyczekujemy „mózgiem” fachowej pomocy , najlepiej jak najgęściej utytułowanej i o jak najszerszej sławie .
Ograniczone odwiedziny bliskich , fatalne (przeważnie ) pożywienie …..Ale mózg czeka , bo tak go wytresowano.

Serce …..ono usiłuje znaleźć sobie punkt , w którym będzie mogło połączyć się z aspektami życia , Natury , wymienić energię – z roślinami , zwierzętami , słońcem , morzem …..Serce chce żyć pełnią , chce żyć w swoim – nie sztucznym – systemie .

Chce żyć tam, gdzie znajdzie odzew.

A wtedy , kiedy to się stanie , będzie wiedziało , że ma siłę odbudować całą felerną resztę.

Mózg ? Mózg musi mieć potwierdzenie na papierze – wyniki badań , liczby , rtg , pusta kasa 😉 …..ufff- zapłaciliśmy tyle , że nic dziwnego , iż jesteśmy zdrowi :)))).

Niestety….dla serca papier nie jest czymś miarodajnym , więc ……historia się może powtórzyć .

Co dalej , żeby , kiedy już zabłądziliśmy w szpitalne mury i udało się nam z nich wyjść , żeby tam nie powrócić ?

Mózg karze wrócić do pracy , zadań i codziennej walki z życiem . Będzie uważał podwójnie na każdy ból , na przeziębienie ….dokładamy sobie presji na to , by zachować tak ciężko zdobyte zdrowie …to znaczy , w procesie mózgowym- by nie powtórzył się biomechanistyczny /biochemiczny defekt . A jeżeli presji , to i strachu , a jeżeli strachu , to „prewencyjnie” łykamy , co się da i co przepiszą , by „nie powróciło złe”.

Serce …ma w nosie , że jest „PO chorobie” – ono się cieszy , że jest ok , odczuwa kontakt z wszechświatem , cieszy się nowymi energetycznymi impulsami , które otrzymuje dzięki komunikacji . My zaś winniśmy tę komunikację podtrzymywać.

W tym miejscu ktoś może zapytać ” z kim „? Ale tylko ktoś , kto nie czytał od początku lub przegapił :),bo odpowiedź -ta sama , lecz tak ważna , by ją podkreślić: z całym środowiskiem .Ze WSZYSTKIM , co leczy :przyrodą , więc i ludźmi 😉 … Nie ważne , kim są z profesji , jeżeli są nam przychylni , jeżeli czujemy się z nimi dobrze , jeżeli raduje się nasze serce . Ogrodnicy ? W porządku .
Znachorzy ? Proszę bardzo ( byle uczciwi , prawdziwi znachorzy -niestety od braku uczciwości nie jest wolny żaden zawód ) , wszak znachor pochodzi od „ten , który zna choroby” . Artyści ? Jak najbardziej .

Ach….JAK , JAK ich roz/poznać ?

Ciężkie to pytanie , ale spróbuję , przypominając , że moja opinia ( nie muszę pisać , że moja , wszak to mój blog , ale jednak…..;))) to tylko jeden z xxxx……punktów widzenia i że każdy powinien wysłuchać swojego mózgu i swojego serca .

Tym , kto leczy jest ktoś , kto nie tylko potrafi poruszać się po mapie organizmu , kto angażuje w leczenie swoją mentalność , zdrowie fizyczne , wiedzę , duszę  , ale i kto sprawia , że czujemy się lepiej – że czujemy , iż zyskaliśmy energię , żywotność , nie – kiedy to tracimy , a już na pewno nie -gdy tracimy i zdrowie i nieadekwatne pieniądze .

Może usłyszę , że zdrowie jest bezcenne- to prawda . Ale jest jeszcze coś , co nie ma żadnej ceny :to uczciwość , czyste sumienie . A to ostatnie nigdy nie pozwoli wykorzystać , nadużyć , ograbić kogoś , kto potrzebuje POMOCY .

Coś dodać do charakterystyki , kryteriów ?……

Wszyscy jesteśmy uzdrowicielami .

Jedni rozumieją się na tym lepiej od innych  , czasem dlatego, bo przez ciężką chorobę lub tragiczne przeżycia doświadczyli zmiany -takiej zmiany , która na zawsze już będzie stanowiła ich fundament pod życie . Tacy, którzy stanęli oko w oko ze śmiercią . Tacy, którzy tę konfrontację zrozumieli .

Wrażliwe serca wiedzą , że troska o siebie zaczyna się troską o Innych . Spełniają też dwa podstawowe (tak mi się zdaje ) warunki prawdziwego lekarza :nauczyli się czegoś pozytywnego i pożytecznego w życiu i tym procesem uzyskali połączenie z Innymi .

Z kardioenergetycznej perspektywy leczenie nie jest procesem , w którym duch dominuje nad materią , lecz aktywacją serca , aby uruchomić siły mózgu i spontaniczne potrzeby ciała – to triumwirat inteligencji , intuicji , rozumu natury przepojony miłością do życia .

Jeżeli dołożymy do tego dobre odżywianie , ruch …..co ja Państwu – przecież dawno to już Państwo wiedzą ……:) Do Natury więc i do Bliskich , i ….do siebie , po zdrowie .

————–

Lektury poza wym. w cyklu i wpisie:

M.K.Klaus et al , „Maternal Assistance ans Support in Labor :Father , Nurse , Midwife , or Doula „? , Journal of Clinical Consulting Obstetrical Gynecology , nr 4, 1992

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.14.Czy dobry = głupi?

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 10, 2011

Pan oddał sztukę lekarską ludziom , by go wychwalali za Jego cuda .

Pan daje lekom wyrastać z Ziemi , a człowiek rozsądny nie pomiata nimi. Syr.38,6

Ile by człowiek nie studiował , zawsze musi pamiętać , że nie dotarł nawet do pierwszej strony .  Rabin Lewi Icchak z Berdyczowa

Niektórym się jednak udało postawić bliźnim świat na głowie : panika , choć niepotrzebna , zatacza koła .Panika rzadko kiedy miała twarde podstawy – poza sterowanym obłędem .Tak jest i teraz : ktoś gra  „w durnia” , ktoś inny płaci .Ale jak gra w „durnia” może nie kusić w świecie , w którym morderca dziecka (głośna w BRD , Hesja , sprawa porwanego przez studenta prawa syna majętnych ludzi) bezczelnie żąda odszkodowania za ….straty moralne , ponieważ „policjanci mu grozili w czasie przesłuchania” i …to odszkodowanie zostaje mu przyznane .Polska nie BRD (na szczęście:) , ale absurdów też nie brak .

Ludzie poddają się kompletnie niedorzecznym spekulacjom , których wynik rozgrywa się poza ich zasięgiem…i tracą zdrowie . Nowym ustawom „stróżów bezpiecznego żywienia”;) i „bezpieczeństwa zdrowia” jeszcze się przyjrzymy , chociaż nie bardzo wiem, po co, gdyż jeżeli taka masa ludzi protestowała przeciwko GMO , a ono i tak znajdzie dróżkę dzięki paru literkom w nowych przepisach , to chyba pomoże tylko pospolite ruszenie bez wyjątków …Ale zaintrygował mnie wpis na neostradzie , dzisiaj, pt.”Leczą dzieci kwiatami”. Zajrzałam ucieszona i..podobno pewien szpital „jako jeden z pierwszych” (!) wprowadził metodę leczenia ( leczenie ogrodem , czyli hortiterapię -co za uczona nazwa:))), podobno za metodą stoją ” wykwalifikowani medycy (…) , a także najwyższej klasy profesorowie „.Dalej metoda nazywana jest „projektem” (ukochane słowo jewrojuniopejczyków ).

Ale nie czepiam się szpitala ani metody , która polega na ….przebywaniu wśród przyrody , kontakcie z nią, obserwacji i drobnej pracy z roślinkami -metody znanej od lat tysięcy , tyle , że nie nazywanej PROJEKTEM – i tu jest pies pogrzebany .

Bo metoda stara , jak świat, bo świetna i potrzebna , ale jakim prawem podana w sosie zawłaszczenia -ba- zastosowania jej „pierwsze razy” – przez…no jakże inaczej:
EKSPERTóW ? To profesorowie musieli przyklepać fakt znany w każdej medycynie świata odkąd istnieje zapis terapii , fakt , że kontakt z naturą wpływa pozytywnie na zdrowie , że pomaga wyzdrowieć ?! Bez tego by ….nie działał ?

Jedyne , co mi się nasuwa ponownie , to:” i straszno i smieszno „. I nie mam już sił na naŁkową „mądrość” , która do takich oświadczeń dopuściła .Ważne , że terapia jest stosowana , że płaci za nią – tak, NFZ! ( ciekawe, dlaczego nie zapłaci za homeopatię…:)) i że pomaga .Ale jeżeli pójdzie tak dalej , będziemy potrzebowali pieczątki profesora na opuszczenie domu jako „zakwalifikowani do ruchu ludzkiego”.

Serce zadrżało…Trzeba się uśmiechnąć:).

Niemiecki (podobno;) „niemiecki” , choć urodził się w Starym Zawidowie 🙂 )mistyk, filozof, alchemik – człowiek , którego mistrzami były głównie stare księgi i Natura , Jakub Bohme ,pisał , że ludzie podążający drogą serca często uważani  są za głupców . Czy coś się w tej materii od XVI wieku zmieniło ? Czy może nadal człowiek wybierając dobro swojego serca  , więc dobro bliźniego również , traktowany jest jak idiota ? Z tego co widzę , często tak , ale nie jest to jednak regułą – a to cieszy…

A radość leczy serce . Z perspektywy kardioenergetyki zdrowo jest zachować dziecinność spojrzenia – nie mówię naturalnie o jej pozycji głównej 🙂 , ale o zachowaniu jej jako części oglądu .

Więc śmiech ( z tego, że „nie zaczyna się od „więc” , też:))), szukajmy śmiechu w każdej okazji…Nietzsche wspominał , że śmiech wynalazły te zwierzęta , które cierpią najbardziej . Chyba wiedział coś więcej …

Dodałabym, że śmiech cierpienie przepędza .Nie zawsze od razu , nie zawsze całkiem , ale nasz mózg z każdym uśmiechem otrzymuje program rozluźnienia serca.

Cóż , kiedy medycyna szkolna najpierw załaduje szprycę lub pigułę…W tym samym razie medycyna Natury , medycyna Ziemi i Nieba , hygiejańska , zaakceptuje , że ciało posiada własną , naturalną mądrość :intuicyjną , integracyjną siłę:nawet we śnie .

Tu dochodzimy do różnic , które wciąż wydają się nie do przezwyciężenia: do pojęć „leczenia” charakterystycznych dla obu systemów , do pojęcia , które medycyna szkolna zagrabiła , ukradła Naturze , teraz zaś – sprzedaje .

Spróbujmy przyjrzeć się terminowi „leczenie” z różnych punktów.

Kartezjańsko ( a niech idzie łobuz do kumpli szatanów;) )  biorąc to biochemiczne wpływanie na organizm w celu „wyprostowania” błędnych , zakłóconych funkcji mechanizmu , ich „polepszenie”, doprowadzenie do „normalności” .

Patrząc poprzez …serce:) leczenie jest całościowym, komunikacyjnym i inicjującym zdrowienie procesem molekularnym , procesem pamięci komórkowej .Ciekawe prace prowadził na ten temat psychiatra , któremu nie wystarczało stemplowanie ludzi jako „idiota”-„nieidiota” :Profesor D. Benor , mało tego – potwierdzając ww.(całościowy proces…) , zaznaczył , że to był proces BEZ znanych , psychologicznych i psychiatrycznych metod interwencyjnych .Można? Można .

Rzadko :), ale bywa, że adept medycyny zadaje sobie pytanie:” Dlaczego leczenie jest ważne „.Bez sensu? Bynajmniej .Bo  w odpowiedziach widać bardzo grubą linię między Naturą a czczym akademizmem  :ten ostatni twierdzi , że uleczenie jest nam niezbędne do wykonywania zadań , czynności , posiadania , przedłużania życia i wyjęcia 😉 z niego maximum .Poniekąd racja- powie niejeden . Czyżby bez zastrzeżeń?

Bo dla mnie leczenie jest ważne , aby żyć w porozumieniu z całością środowiska , w harmonii ze wszystkimi istotami , w poczuciu właściwości miejsc na Ziemi , w stanie , w którym można WSPóŁistnieć i to współistnienie czuć całym sobą .

Kiedy już medyk odpowie sobie na pytanie odpowiedzią z testów 🙂 , może wpadnie na drugie :KTO potrzebuje leczenia? „Ha-jesteś nienormalna”- zakrzykną niektórzy :
przecież to jasne , leczenia potrzebuje chory i rzucą definicję choroby …definicję , która nie określa,nie oddaje zupełnie istoty choroby. Definicję , która jest sama w sobie chora. Jeżeli będę „nienormalna ” dla tak Krzyczących  , to wciąż jestem szczęśliwa:). Bo o ile mózg nawija;) , że „wszystko, co odstaje od poziomu normalności , standardu medycznego” :)), że „uszkodzone ” biosystemy muszą być doprowadzone do porządku- to ostatnie poniekąd jest prawdą , to serce swoje :wszystko i każdy potrzebuje dziś leczenia , ponieważ leczenie znaczy utrzymanie zdrowego połączenia w sieci wszystkich żywych systemów , bo nie jest chorym jeden człowiek , jedno zwierzę , ale kiedy on/ono staje się chore, chory jest cały system !

Tyle , że jak do tej pory chęć uzdrowienia całego systemu wygląda na szaleństwo .Jak do tej pory , patrząc na przyrodę ….w żadnym środowisku nie ma idealnie zdrowych zwierząt , nie wszystkie żyją równie długo…. 

Choroba i zdrowie to nie kompletnie różne „siły” , bo wszyscy funkcjonujemy mniej lub bardziej w coraz bardziej chaotycznym systemie , podlegającym ciągłym zmianom , góra- dół.Bo i w systemie i w nas jest i zdrowie i choroba – od nas zależy , czemu pozwolimy wygrać . Od nas zależy , czy damy się zwyciężyć impulsom choroby , wypadając z rytmu poza pewne granice .

Systemiczna stabilność energii serca objawia się w ciągłym energetycznym dopasowywaniu w systemie – to dopasowywanie się jest nam niezbędne , by nie popaść w martwotę .

Wydumane ? Przegięte? Jeżeli nie jest przegięciem uznanie wszystkich dojrzałych kobiet za potrzebujących mammografii , o której nawet ostatnio przyznano w oficjalnych (kolejnych , więc to nie przelewki) badaniach :Mammografia to więcej zagrożeń niż korzyści -art. ww w.die welt.de , 30.07.2011 , Brustkrebs- Vorsorge senkt Zahl der Todesfalle kaum , a gdzie można przeczytać przecedzone przez ściśnięte ząbki:) opinie z  ww w .bmj:) :badania od 1989 do 2006 pokazały , że nie było różnicy czy mammografia- skryning były wykonywane wcześniej czy później, że nie miało to znaczenia w śmiertelności kobiet z nowotworem piersi! Jeżeli namawianie do takiej metody nie jest więc przegięciem, dlaczego miałoby nim być założenie , które jednak zostało dostrzeżone w medycynie w roku 1900 przez francuskiego fizjologa Charlesa Richeta : „Niestabilność jest warunkiem dla stabilności organizmów „, czyli:

Dla fana Big Pharma chaos będzie tylko chorobą , dla miłośnika natury-formą dynamicznego zdrowia .

Ach…Charles Richet ? Ten sam noblista , który przeprowadził pierwsze oficjalne w medycynie szkolnej szczepienie 1890 , co do którego wysnuł potem sam miażdżące wnioski , ale i tak został uznany wiele lat później za ….zwolennika szczepień? Ten sam , który stwierdził , że „wstrzyknięte proteiny zmieniają płyny ciała , szczególnie krew , natychmiastowo i negatywnie ” , który pławił się w spirytyzmie , parapsychologii i organizował seanse spirytystyczne ? 🙂 . I wykształconym współcześnie to nie przeszkadza?:))))))) No to mnie też nie przeszkadza , że udało mu się dojść do aż drugiego (pierwszy: niewłaściwość szczepień) wniosku potwierdzającego obserwację Natury …i osiągnięcia medycyny Wschodu : że oscylując w rytmie , który pozwala nam leczyć nadużycia popełnione przez siebie , a przewidziane przez Naturę /Boga /siłę sprawczą etc. możemy funkcjonować całkiem niezły kawał czasu 🙂 , że stagnacja , że „permanentne  , idealne zdrowie” nie wydaje się być możliwym , że od czasu do czasu trzeba przeżyć napomnienie od Natury , aby móc się zregenerować . Bo tak zostaliśmy zaprojektowani.

Bo wszelkie próby utrzymania się w doskonałym stanie dłużej aniżeli jest to naturalnie:) konieczne , próby wpasowania się w oficjalny standard narzucany nam przez system „edukacji” medycznej kończą się źle , bo zawsze znajdziemy a to „szmerki w uchu” , a to „drapanie w gardle „, a to „mniejsze płuco „, „większy nos „……

Bo frustracja , że „ktoś ma takie wyniki a my inne „…

Porównywanie cech , dążenie do IDEAŁU …zżera nam życie .

Nie jesteśmy z taśmy . 

Czy płatki śniegu są „chore” ,bo każdy jest inny?

Czy może dziwić , że między zdrowiem a chorobą istnieje zagadkowa relacja wymiany?

Czy może dziwić , że przede wszystkim Natura jest w stanie te mechanizmy regulować? 

Ale to nie jest koniec pytań o różnice między podstawą działania przemysłu chorób , a istotą leczenia .

cdn.:)

————————————————–

Lektury , poza zwykłymi w cyklu:

Charles Richet „Der Mensch ist dumm „( człowiek jest głupi :))), Berlin 1922

w ww.inclusivepsychology.com -PDF Human interconnectedness , Survey of Spiritual Healing  , też w „Journal of the Society for Psychical Research” (D.Benor)

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie. cz.13. Fraktale śmiechu ;)

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 19, 2011

Trzy rzeczy są najbardziej pomocne w trudach życia:nadzieja , sen i śmiech . Immanuel Kant

Serce …się raduje . Główny Inspektor Sanitarny , jak podało 13.07.2011 TVP Info …w nocy:)))))) „chce zniesienia przymusu szczepień” . Mniemam , że chodzi o Pana Przemysława Bilińskiego – Człowieka mądrego , potrafiącego dostrzegać wnioski tam , gdzie nie dojrzą ich inni  . „Od zawsze” 🙂 przychylam się do stwierdzenia ,  że w 
każdym obszarze zawodowym znajdą się wyjątki , więc moja radość jest tym większa – to dowód na słuszność nadziei i konsekwencji w promowaniu prawdy . Wszyscy , których znam ( a jest ich niemało:)) są Panu GIS 🙂 bardzo wdzięczni i trzymają za ideę kciuki . Zdaję sobie wprawdzie sprawę , że nasze zdanie nie musi Panu Inspektorowi pochlebiać  ( i nie o pochlebstwo tu bynajmniej chodzi , ale o uhonorowanie niezależnego zdania w niezwykle trudnej kwestii ) .Bz względu na Jego opinię o środowiskach ( bo niejednym)  od lat błagających o możliwość wyboru , dziękujemy !

….Zanim odcinka trzynastego sedno , jeszcze jedna ciekawostka . Państwo , Którzy towarzyszą mi tutaj od dawna , pamiętają zapewne uwagi o fizyce i uparte doszukiwane się dziur w obowiązującym ją modelu … Jak się okazało , te , niemałe przecież 🙂 dziury znaleźli również jak najbardziej „prawilni”;) fizycy z laboratorium Fermilab w Batavii , k.Chicago , US … no i jest problem , bo …..” jeżeli obserwacje się potwierdzą , trzeba będzie zrewidować model – to 
byłyby otwarte drzwi do nowych praw natury ! ….” (K.Nierste , z KIT – Karlsruhe Institut Fuer Technologie )

Gdyby otworzyć oczka  ,  dawno już możnaby uznać „obowiązujący model” za szrot , ale czasem trzeba się rąbnąć, aby ujrzeć gwiazdy :)))))).

W skrócie ? „Nowe eksperymenty w przyśpieszaczu cząsteczek Tevatron US Fermilab przyniosły niezgodny z (przepraszam, znowu :))))) OBOWIąZUJąCYM MODELEM , czyli chodliwymi wyobrażeniami ( a któż je tak „uchodził ?:))) rozdział cząstek elementarnych (….) Myony ( powiedzmy , że to takie superciężkie elektrony ) powstały jako ….antymyony . (…) Po kolizjach protonów i antyprotonów powstało aż 1% więcej myonów niż antymyonów . Ten wynik jest 50 razy większy niż oczekiwany wedle modelu standardowego ” . Chętni mogą sobie poczytać na stronie w ww.prd.aps.org , czyli Physical Review D., a jest co .Dodam jeszcze , że ludzie od LHC w Genevie , czyli Wielkiego Zderzacza Hadronów 🙂 , już wzięli pod lupę wyniki eksperymentów z Fermilab i ….mam nadzieję , że może nabiorą większego szacunku do praw natury i pokory…Jak to było z naiwnością ? :))))

Nie wiem , jak Państwu , ale mnie na te wiadomości serce porządnie zabiło  .

Mózg ? Mózg zaczął spekulować 😉 …jak to mózg zwykł czynić i , jak pisała Pani Riana Eisler ,” ukierunkował się na model dominujący” , czyli próbuje naturę kontrolować , podporządkować  i zawładnąć nią , szepcząc ” nie ma co się wzruszać , i tak ogłoszą , na co będą mieli ochotę „:))). Podstępne zwoje 😉 sprawiły nawet , że przemknęło : ” Może przyznali , że to szrot , bo w pogotowiu mają model inny , ale nie jest to bynajmniej  ten , o którym myślisz Ty i Ona i On….?

A jednak wygrało serce – to samo , które poświęciło informacji uwagę , gotowe do przyjęcia czyjejś konkluzji , otwarte i dążące do harmonii z naturą .

To samo , które , nie wysłuchane dostatecznie , daje znać , że błądzimy. A błądzimy , chociaż mózg się stara , poświęca uwagę wszelkiem zjawiskom , reaguje …a drogi i tak nagle okazują się nie tak proste , jakimi miały być ;).

Serce WIE , że wszyscy , absolutnie wszyscy , włączając zwierzęta , jesteśmy partnerami , ciągnącymi ten sam wózek i usiłującymi rozpoznać własną drogę .

Przyznaję , większości zwierząt udaje się to o niebo lepiej  i proszę mi nie wmawiać ,że zwierzaki nie wiedzą , co to współczucie , miłość , praca zespołowa , poczucie odpowiedzialności wreszcie , a i …humoru :).

Zapewne słyszeli Państwo termin „fraktale „, którym chętnie posługują się tzw.”badacze chaosu” , a który mnie , tego chaosu cząsteczce:) , wydaje się dość udany .Fraktale – przedziwne , spiralne , wwinięte w wewnątrz , utkane w nieskończoność struktury występujące w naturze wszędzie , a ucieleśniające reguły organizacji .

Jakby cała ludzkość , całe środowisko było opisane i zapisane w tych przepięknych wzorach …jakby trudno było nie zauważyć , że ostre kanty i progi – ten chaos NIEnaturalny – są zranieniem naszego bytu .

Ale jednak , by nie wgłębiać się w dyskusje o fraktalach ….nawet , kiedy wpadniemy w turbulencje życia  , kiedy kanty sprawią nam niezłe siniaki , to przecież serce pomoże nam uzyskać fraktal harmonii z powrotem .

W chaosie , jaki tworzymy sobie (przynajmniej wielu z nas) codziennie od nowa , istnieje jednak naturalna siła , by ściągnąć nas na prawidłowy kurs .

Hawajski półbóg Maui był nazywany ” Sowitym w podstępy” , ponieważ nieźle sprowadzał swoich braci na złe drogi…i nie był w towarzystwie wyspiarskich bóstw jedyny :). Czy Słowianie naprawdę nie znają swoich „Maui” ?:)))))))))

Legendarny , krasnoludkowy lud Menuhene , ukazujący się ponoć tylko nocą , egzystuje w pojęciu Hawajczyków do dzisiaj . Prawie każda kultura posiada swoich „koboldów , trolle ( kultura internetowa jest w nie wyjątkowo bogata :)))) .

I tak każdy człowiek ma w swym wnętrzu „coś”, co mu robi kawały – te maleńkie rzeczy , o które się potykamy .

A wtedy ….Jeżeli przystaniemy , odetchniemy , a potem ruszymy dalej , jest szansa , że kawał następny dostrzeżemy w odpowiednim czasie . Jeżeli jednak , nie zwracając uwagi na sensowność postoju , popędzimy dalej…

Serce może użyć  młotka :). Kiedy inaczej nie jest w stanie przemówić nam do …..siebie 🙂 , jego głos staje się dzwonem .Czasami zupełnie realnym „dzwonem” 🙂 -złością , frustracją prowadzącymi wreszcie do kolapsu . Zejścia zawałowe nie występują przeważnie po jednym , silnym stresie , ale są konsekwencją „bagatelek” – wielu , większych i mniejszych problemów , występujących często zaburzeń rytmu .

Badacze udowodnili 😉 …no dobrze , można to zaobserwować na przykładach wokół nas , więc nie będę się czepiać 🙂 – że każdego dnia musimy pokonać około TRZYDZIESTU „kamieni” – sytuacji stresowych …takich miniaturek kryzysu .

Te „niewinne ” miniaturki , nagromadzone w środku z czasem wywołują efekt domina . Nie nauczymy się brać rzeczy lżej , doprowadzimy do orkanu , chaosu , po którym może nie być czego sprzątać .

Czegoś chcemy ,ale coś nam się nie udaje . Cierpimy . Cierpimy nie myśląc , że może to znak , aby spróbować czegoś innego , lub spróbować tego INACZEJ .

Wprawdzie postać Pana Psychologa , R. Lazarusa nie należy do tych , o których rzekłabym , że mam do nich całkowite zaufanie 🙂 , ale wiele z tego , co zrobił , jest bardzo godne uwagi – podobnie , jak to , co powiedział publicznie :

„Moralne uwarunkowanie człowieka , potrzeba socjalnych funkcji oraz zdrowie nie zależą tylko od kamieni , o które się potyka , ale o wiele więcej od umiejętności wyważenia pomiędzy dobrymi i złymi rzeczami /przyp.mój – aha, też kwestia spojrzenia:)) ,które nam się zdarzają ” .

Wyważenie . Dystans . Perspektywa . Humor.

Nieokłamywanie się .

Oszukiwanie samego siebie (ale nie tylko siebie)  prowadzi do tego , że na naszej drodze jest cała masa kamieni. żadna droga nie jest od nich wolna , ale wyjątkowo ciężka to ta , na której to my jesteśmy swoim wrogiem .

To droga , w którą nie wzięliśmy uśmiechu .Uśmiechu , który unosi .

Pierwsze naukowe :)))) badania nad humorem przeprowadzano dopiero w latach osiemdziesiątych .Wyniki zachęciły .

Psycholodzy „już „:))) wiedzą , że „humor jest najskuteczniejszą bronią w rozwiązywaniu ludzkich problemów , środkiem w doświadczaniu bliskości i wyrażaniu jej „.

Jest nauczycielem : śmiejąc się Z innymi, dowiadujemy się więcej o ułomnościach , ale i zaletach życia .

Serce podąża za trwałym połączeniem : tracąc kontakt z kimś , kto był blisko , pogrąża się w smutku . Brak śmiechu w relacjach międzyludzkich oznacza , że dzieje się coś niedobrego.

Drgania serca określają pozytywne i negatywne obszary skali i przypominają , że każde doświadczenie ma dwie strony . Co najmniej 🙂 .

„Jednostronni oślepną „.- Jeremiah Abrams „The Shadow in America” , 1994.

Serce przyciąga energią drugie serce i czuje się przez inne przyciągane .W przeciwieństwie do cynicznego odgradzania się mózgu , serce zmniejsza socjalne dystanse .

Zdrowy humor podnosi nastrój , humor chory , powstały w przebiegłym mózgu 😉 często ( co nie oznacza , że tam powstaje wyłącznie chory humor:))) , pragnie „zmniejszyć innych” , by samemu wydać się większym , ale to nie pomaga sercu znajdującemu się w tym samym ciele .

Srce to partner , który współdziała , ale nie chce rządzić , ono tworzy wraz z mózgiem triumwirat szczególnej inteligencji. Nie mogę zapomnieć , że humor mózgu jest też mechanizmem samoobrony i kontroli , ale bywa , że ten mechanizm jako danie główne zmienia się w mechanizm samodestrukcji.

śmiejąc się „ode serca” , wprowadzamy spokój do mózgu i zgodę rytmu w sercu .

Jeszcze niedawno wielu lekarzy zalecało po zawale „odpoczynek ” i „nieforsowanie się „. Teraz , kiedy „się wydało” , jak bardzo błędna to wskazówka , ogłaszają: „Po zawale trzeba się ruszać , trzeba wyjść do ludzi , natury , trzeba budować swoje życie , jakby dostało się je po raz drugi „. Dodam tylko : PRZED zawałem też :).

„Kiedy się śmiejemy , jesteśmy wolni od wszystkich przymusów naszej osobowości” – R.Blythe

————————

Lektury , poza cyklem :

R.Lazarus ” The Nature of Psychological Inquiry” , 1964

R.H.Blythe „Essentially Oriental” , 1994

książki Pani Eisler na w ww.rianeeisler.com

w ww.prd.aps.org (Physical Review D)

Posted in aktualności, depresja, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.12 .

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 7, 2011

….Ale magiczne działanie , jak i wiedza Kabały , nie wytryskują z duchów, upiorów lub czarostwa nijakiego, lecz z naturalnego biegu subtelnej natury.  Paracelsus

W upale sercu ciężko , gorąc wzmaga jego ognistą naturę  , ale…czy zauważyli Państwo, że ludzie zakochani łatwiej znoszą nawet upał ? Jakby wewnętrzna klimatyzacja :))) :niby wrzątek , a jednak ten wrzątek toruje drogę przez ogień – alchemia miłości 🙂 : powiązania światów podobno odrębnych …

Dawno temu ;), czyli w 1964 Pan J.S.Bell , irlandzki fizyk , „stwierdził , że udowodnił „:) , iż oddzielone od siebie obiekty , które kiedyś były ze sobą w jakiś sposób połączone , niepostrzeżenie zmieniają przestrzenne oddalenie , o ile chociaż u jednego z nich nastąpi odmiana – wspominałam kiedyś o tym w nieco innej formie , teraz czas, by odnotować tu tzw. teoremat Bella. Krócej ( a może nieco jaśniej:) : taki ot foton 🙂 wedle Pana Bella posiada we Wszechświecie partnera i kiedy ów zmieni swój kierunek , zmienia się i kierunek pierwszego , bez względu na czas i przestrzeń: można rzec , odzwierciedlenie zasady nielokalności, o której było (oględnie , ale jednak:), również.

Na teoremat rzucili się kumple po fachu :), konkretnie: od końca lat sześćdziesiątych badania Pana Bella nie zaznały spokoju :Kocher, Clauser, Rowe ….było ich wielu . Niektórym nawet podobno „udało się udowodnić nieprawidłowość teorematu „, ale ….co faktycznie można w obszarze kwantowym udowodnić i w jaki sposób , pozostawmy to na razie Ekspertom:) . Dla mnie istotnym w tej historii było , że teoremat Bella niebezpiecznie zahaczał o podwaliny teorii Pana Einsteina (J.S.Bell „On the Einstein- Podolsky- Rosen paradox” -Physics, 1(3), 1964 i że wywołał aż tyle zamieszania ….

Mechanika (tu w szczególności :mechanika) kwantowa nie wydaje mi się z gruntu całkiem pozbawiona sensu , jakkolwiek w moich oczach posiada wciąż (podobnie, do innych dziedzin:) więcej pytań niż odpowiedzi i jest raczej forpocztą do poszerzenia/zastąpienia? fizyki klasycznej ,nad którą znęcałam się 🙂 w poprzednich odcinkach, aniżeli czymś wystarczająco solidnym , by na nim budować całą twierdzę:). Ale zamiast posądzać ją o fałsz , możnaby było się uprzeć i przejrzeć „solidność”:)  einsteinowego przedstawienia ukrytych zmiennych … A potem zerknąć do Bohra i Heisenberga , czyli ich „kopenhaskiego tłumaczenia mechaniki kwantowej” .

Wnioski z lektur  jak zwykle pozostawię Państwu , skupiając się na sercu , dokładniej , co miał Bell do serca:).

Przytoczona wcześniej infoenergia serca jest więc w założeniu , w postaci „piątej siły” wszędzie jednoczesna. I Pan Bell nieźle wpisał się teorematem w jej środowisko 🙂 .Nie poddajemy się jej wpływowi tak, jak np.wpływowi od zewnątrz – deszczu czy wiatru, ale stanowimy jej część. Tu świetnym przykładem wydaje się żarliwe życzenie czy modlitwa -szczera i serdeczna , nie odklepywanie litanii 😉 , w której , puszczając wyobraźnię pospołu z fizyką kwantową :), spajamy się z tą właśnie infoenergią , co pozwalałoby odrobinkę zrozumieć komunikację poza wzrokiem i słuchem.

Kardiologia energetyczna ma w zanadrzu sporo teorii o systemicznej pamięci, przenoszeniu infoenergii  , dualizmie fala-cząsteczka , nielokalności etc., a wszystko to potwierdza doświadczeniami „kardiowrażliwców” w procesie ich zdrowienia.

W nawale hipotez i ich „anty” mam nadzieję, nie umknie najważniejsze: poza „nauką” i „naŁką” jest coś , co nie musi być wyrażane słowem: jest to , co czujecie i widzicie i co nie musi być „dowodzone „niczym, ponieważ i tak istnieje -tam, w środku: połączenia serce:serce. W dowolnej 🙂 z form: modlitwa, ruch…odczucie wymiany energii , uwolnienie się od fałszywego obrazu narzuconego wytresowanym mózgiem , kontrolującym i zabraniającym czegokolwiek poza tym, co zaprogramowano….często przy naszym obfitym udziale.

Nieraz pewnie słyszeli Państwo, do czego są zdolni ludzie z miłości:)…. w większości już nie śmieszne , bo to budzące ogromny szacunek wysiłki , o których mówi się „nadludzkie”-mogą wzbudzić uśmiech , ale podziwu.

Kontakt z własnym sercem umożliwia więc kontakt ze ….wszystkim, co istnieje ? I …nie jest to kwestia „mieć”, ale „być”?

Otwartość na wszystko, co istnieje , zamiast oczekiwań WOBEC wszystkiego, co istnieje , zamiast wiecznej kontroli i pożądania racji ?

Prawda, że niełatwe?

Ale chociaż kuszące? 🙂

Dlaczego więc, jeżeli już Paracelsus dostrzegał , a nawet wymieniał w swoich pismach „siłę witalną” , która „nie zamkniętą w ciałach ludzkich, lecz obejmuje je, jako wieniec promienisty , siła to z wewnątrz , a może być użyteczną bez względu na odległość (…) . Z tego wieńca promienistego jest obraz ludzkiej choroby albo zdrowia ….”(tłum.własne)- jeżeli On już TO odnotował, dlaczego tak lekko, rozkosznie lekceważąco , zamieciono „piątą siłę” pod dywan ?

Paracelsus nie był jedynym, ale postać to niebanalna i boleśnie prawdziwa . Ale dla Paracelsusa nie ma miejsca w oficjalnym systemie zachodniej edukacji medycznej ? No dobrze, w krajach niemieckojęzyczych wspomina się Go na „typowych kierunkach medycznych” , acz rzadko. Co z resztą ?

Z perspektywy energokardiologii nie istnieją przestrzenne ani czasowe ograniczenia , które uniemożliwiałyby infoenergii serca działanie – komunikację , w tym….negatywną, bo nie oszukujmy się : ona ma też stronę cienistą:). Tam też mówi się też o przekazywaniu „negatywnej energii ” ( z którym to pojęciem niektórzy będą się kłócić- na zdrowie 🙂 -mogącej spowodować fizyczne lub psychiczne szkody- jest na to określenie : telesomatyczne .

Paracelsus nie dysponował aż tak szerokim nazewnictwem :), ale czy poszukiwania kardioenergetyki nie są mizerną(dobrze, że w ogóle są)  kontynuacją w świecie, który chwali się „nowoczesnością” i „postępem” ? Po tylu wiekach ?

O tak, naŁka lubi posądzać o „ciemnotę” , „zabobony” i ogólne „voodoo” , ale w takim razie dlaczego tak wielu naŁkowców wciąż się boi narazić ludziom ” w zabobonach” biegłym  ? I dlaczego do tej pory nie znaleźli „dowodu” , które tak kochają , dowodu na to , że energia serca NIE istnieje ?

Co przeszkadza powiedzieć często skłóconym , zmęczonym, chorym ludziom , że relacje z innymi stworzeniami
(bo nie tylko z innymi ludźmi) są bardzo ważnym aspektem ICH własnej egzystencji ? Czy na to potrzeba taśmowo produkowanych opinii taśmowych autorytetów ?

„Istnieje coś w strukturze świadomości, co wymaga teraźniejszości „innego” jako obiektu odniesienia pozwalającego uzmysłowić sobie mój byt”. -dr Eliot dla Noetic Sciences Rev.,’ 97

Noetic Sciences ? Jest coś takiego , cały , wielki instytut (w ww.noetic.org ) , w którym organizuje się wykłady np.pod tytułem :” Ty jesteś lekiem (własnym , przyp.mój) i to wystarczy” . Tak proste, a jednak wymagające rzeszy naukowców , by TO uwiarygodnić ?

Tony papieru , lata pracy …..wszystko , by opakować najprostsze z prawd i sprzedać je pod egidą ekskluzywnej , „nowej” nauki o mądrej nazwie….

——————————-

Lektury:

poza wymienionymi wcześniej w cyklu oraz u góry :

A.Eliot :” The Hermit’s Message „, Noetic Sciences Review , 42, 1997

„Labyrinthus medicorum oder vom Irrgang der Aerzte „-Paracelsus , Insel Verlag, 1924

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce. Kardiologia naturalnie. cz. 11.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 8, 2011

Odgrywanie nut , to dla pianisty żadna sztuka , ale te pauzy , ach te pauzy …..Arthur Rubinstein

Coś mi się wydaje, że przed nadchodzącymi wyborami liczba korzystających z cyklu „Kardiologia naturalnie” bynajmniej się nie zmniejszy ;), więc śpieszę z kontynuacją przypominając cichutko 🙂 , iż , jeżeli świadomie i dobrowolnie sercem się pomiata, nie pomogą informacje tu zawarte ani ich zastosowanie – to jakby ktoś myślał , że cynizm jest bezkarny i łatwonaprawialny :).

Ponownie więc serce ? Tak . Postrzegam je jako najważniejsze w fizyczności ( ale nie tylko : ) organizmu , jako źródło , od którego należy zacząć każdą odnowę ,wobec czego proszę się nie dziwić : od czasu do czasu jeszcze Państwa wpisami „serdecznymi” 😉 pomęczę .

Serce- świątynia, nie na darmo ukaja się kontemplacją .Z łac.contemplare : „oglądać, traktować” , con – „z”, dokładniej-  „razem z „, templare -od templum ,miejsca świętego …pierwotnie jednak przede wszystkim „przestrzeni postrzegania, przestrzeni do obserwacji” . Z greckiego z kolei przyda nam się tutaj „tempo” , bo z greckiego właśnie ma rodowód łacińskie „templum” , w którym zbierali się Rzymianie lub Grecy i tam wspólnie dokonywali oglądu pewnych zjawisk , badali je , tłumaczyli …również wieszczyli.

Kardiokontemplacja dla naszego serca jest rodzajem odnowy połączenia z Naturą , „szukaniem własnych śladów ” , jest bardziej spirytualnym aniżeli mentalnym procesem , pozwalającym wyłowić informacje pochodzące z serca , a przydatne duszy .To stan, w którym szczególnie uwrażliwia się na „być” , „mieć” zaś pozostaje …poza kontemplacją. Stan , w którym , podobnie , jak w medytacji , otwieramy się na życie ,z tym , że ze szczególnym uwzględnieniem w nim roli serca.Tu nie chodzi o wizualizacje , ale raczej o przypomnienie sobie miejsca w energii życia , to , jak się energią stajemy .

Kiedy ktoś jest wyjątkowo świadom i pewien swoich odczuć , psycholodzy nazywają to „metastanem” .
Kardiokontemplacja , poprzez emocjonalną koncentrację na energetycznym centrum ciała – sercu , wspomaga powstawanie takiego stanu . W tym czasie aktywność fal mózgowych wskazuje odprężenie , o sercu powiemy , że to kardiokoherencja , opisana wielokrotnie przez wymienianych tu badaczy z HeartMath z Kalifornii .Możemy ją osiągnąć świadomie ucząc się skupiania uwagi na melodii serca . Jak ?

1. Zanurzając się w ciszy :). Nie potrzeba „kwiatów lotosu” 🙂 , skomplikowanych figur ani totalnego odosobnienia na bezludnej wyspie . Po prostu wyciszenie .Bez technik , metod : cisza i już.

2.Uśmiechając się do siebie , tego siebie w środku ….dobrze, gdyby nam tak zostało 🙂 , chociaż to nie jest łatwe .

3.ćwicząc milczenie .Nie – klepiąc modlitwy , mantry , ale milcząc .Oskar Wilde powiedział kiedyś , że nie gada z Bogiem , aby go nie zanudzić .Miał rację :).

4.Zwracając wewnętrzne anteny 🙂 na odbiór .To rodzaj modlitwy , ale nie gadanej, lecz ODCZUWANEJ.Takiej, w której o nic nie prosimy , cieszymy się mocą naszego serca .

5.Próbując odebrać odczucia innych systemów wokół nas : roślin, zwierząt , ludzi , łącząc się z nimi w poczuciu bycia.

6.Próbując pojąć , co chce nam powiedzieć serce.

7.Próbując to, czego się nauczyliśmy, wprowadzić w życie .Na przykład …siadając bez pośpiechu z ludźmi, którzy są nam bliscy , przy jednym stole i czując, co czują ONI. Podając ręce tym, którym chcemy pomóc….nasze ręce są naturalnymi elektrodami : tam skupiają się setki gruczołów potowych obniżających opór skóry i wspierając jej elektryczne przewodnictwo. Czy kiedyś się Państwu zdarzyło , że podając komuś dłoń , odczuliście elektryczny wstrząs lub odczuł to obdarzony Waszą ręką?

Przede wszystkim przy podaniu ręki płynie energia serca , a płynie jeszcze lepiej , kiedy ułatwia jej to właściwa polaryzacja obojga ciał :). Podając komuś rękę , podajemy mu dawkę energii naszego serca , ale i otrzymujemy – jego.

Dlatego tak ważnym jest, komu ją podajemy , jak i w jakim celu. Podając komuś rękę tworzymy rodzaj obiegu zamkniętego , energetycznego obiegu serca. Dlatego czasem , po przyjęciu czyjejś dłoni w swoją czujemy opór, czasem radość , czasem odrazę , czasem ciepło , a czasem…frajdę , że kimś potrząsnęło 😉 . Dlatego , jeżeli mamy podać komuś rękę niedbale – nie róbmy tego w ogóle. Dlatego , jeżeli kogoś nie lubimy , spróbujmy jednak dłoń wyciągnąć- może się okaże , że niesłusznie , że serce poda informację o błędnej ocenie mózgu. Dlatego szanujmy obce , ale i swoje ręce : to drogi do serc 🙂 .

Tym,którym nie wystarczą historie spirytualno-mentalne 🙂 , coś konkretnego , tym razem z zielnika po św.Hildegardzie , którą ostatnio – wraz z metodami i informacjami – usiłują zawłaszczyć najróżniejsze grupy  , a co mam nadzieję , się nie powiedzie : ” Jeżeli serce , czujesz, słabnie ,spożyj jak najprędzej nieco galgantu „. Galganta (Alpinia galanga , wspominałam nieraz , zwany też  dzikim kardamonem)  warto go mieć pod ręką …co nie upoważnia do lekceważenia całej reszty ziółek wymienionych w cyklu 🙂 .A gdyby nie posmakował w pojedynkę – smak specyficzny , ale pozytywnie , to proszę go dodać do mięsa , wędliny, warzywnych kotlecików i innych (byle nie słodkich ) dań  – poprawi smak ,doda im wartości ,  a Państwu przejdzie łatwiej . ILE go łyknąć ? 🙂 A ile można łyknąć PRZYPRAWY ?Odrobinkę , na końcu noża (byle nie rzeźnickiego :)). A- do potraw , adekwatnie do objętości ,p.zdanie o przyprawach :). 

————————————

Lektury:

poza wcześniej wymienionymi w cyklu,

„Das Grosse Gesundheitsbuch der Hl.Hildegard von Bingen……” , E.Breind  , Augsburg, 88

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce. Kardiologia naturalnie. cz. 10

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 23, 2011

Nastolatki szaleją . Ktoś powie : nie bardziej niż zwykle .Nie będzie to całkiem prawdziwym, gdyż , o ile wciąż istnieją dziewczynki lat 11 , których „szaleństwo” wyraża się w podstawieniu komuś nogi i uciesze z tego , niestety coraz więcej jest i takich, które lubią pogrozić koleżance nożykiem . Dziewczyny- nastolatki. Chłopcy też , ale jakby zdawali sobie sprawę , że sytuacje , w których to oni , nie dziewczyny , reprezentują siłę fizyczną , odchodzą do przeszłości…przynajmniej w sporej części.

W poprzednim odcinku wspominałam o wpływie matek na płód , dzisiaj trochę o konieczności zwrócenia uwagi na intensywnie przeżywane uczucia negatywne , które, choć należą do życia , nie są nam niezbędne aż w takim stopniu , w jakim wielu uprawia je na codzień.

Skargi na los rozlegają się pewnie w podobnym stopniu , jak kiedyś , a przecież zdawałoby się , żyjemy w lepszym;) , bo „cywilizowanym” świecie .Czy więc do wszystkich skarg mamy prawo ? I czy to , o czym sądzimy , że jest dla nas niesprawiedliwym batem od losu, faktycznie spotkało nas niezasłużenie?

Czy brak najnowocześniejszego IPada może być powodem nienawiści do rodziców ? Okazuje się , że może.

Niezaproszenie na pogwarzanki w kręgu małych złośnic -powodem do wkłucia koleżance igły w nogę ? Również.

Przyjście na mecz w nieodpowiednim szaliku ? A- to to już może być powodem do wydania wyroku śmierci.

Smutne? Nie: już tragiczne i żałosne zarazem .

A potem „Za co mnie to spotyka….”

Jak często widzimy siebie w innych i jak często jesteśmy dla nich dobrzy ?

Banał? Może. Powtarzam ? Tym lepiej – a nuż ktoś zapamięta :).

To , że agresja  wzmaga frekwencję serca i ryzyko uszkodzenia ścianek arterii , zostało już powiedziane .Przypomnę: krew pompowana z wzburzonego serca do obiegu wystrzeliwuje płytki (krwi) przez arterie , jak armatnie kule : to ciemna strona złości . Ciemnia 😉 pochodząca z cynicznych , nastawionych na walkę (nawet ze sobą samym ) mózgów , wyzwala poziom hormonów stresu przygotowujących na to , aby przyjąć , czego oczekuje mózg . Mózg agresywny oczekuje agresji , karmi się nią , napędza aż do ….zejścia lub zmiany sposobu bycia .Hormony sprawiają , że komórki tłuszczowe „podają” tłuszcz do krwioobiegu …arterie zaczynają się dławić , moc wyrzuconych agresją hormonów stresu ściska płytki krwi i…mamy ogniska miażdżycowe: biedne , mądre serce , które naturalnie przeznaczone jest m.in. do służby pośrednictwa między mózgiem a ciałem , wypada z gry.

Jak poczyna się wrogość ?

Podobno od cynicznych myśli , odznaczających się m.in. jednostronnym pojmowaniem rzeczywistości , fałszywie pojętym , wypaczonym sceptycyzmem  , nieugiętym wobec argumentów innych  i tak samo traktowanym poczuciem sprawiedliwości . Czynniki te potencjonuje stan wściekłości : w nim kwitną najniższe przejawy mózgu , najprymitywniejsze , zaprogramowane wyłącznie na przeżycie jednostki poziomy zachowania. Ciało znajduje się w stanie wojny z resztą świata , przyjmuje wszelkie , werbalne i niewerbalne , prawdziwe i fałszywe zagrożenia i zwraca się w końcu przeciw każdemu i wszystkiemu , co jego mózg zaprogramował jako zagrożenie bytu , obojętne, czy ryzyko to jest realne czy wyobrażone .

Takie nastawienie , powtarzane regularnie , sprawia , że w istocie na agresora zwalają się 🙂 wszelakie , równie agresywne zachowania innych : tak działa rezonans.

Spójrzcie na ludzi , którzy na twarzy noszą złość : czy lubicie przebywać w ich towarzystwie , czy dobrze się w nim czujecie? Jak reaguje na takich ludzi Wasze serce?

Jak reaguje Wasze serce na twarz, w której ….

zwężone oczy . Napięta szczęka . Nadęte skrzydełka nosa. „Chomikowe ” policzki . Krople potu …najpierw małe …
Wąskie, zaciśnięte usta : relikt radości , której nie zaczęto nawet kosztować , która zaledwie pojawiła się na horyzoncie :). Powieki przybierają z czasem ( u wścieklic i wścieklików:)) brązowawożółty odcień -efekt melaninowych składów , lustro chronicznego , silnego stresu: stanu alarmowego zakłócającego normalną przemianę melaniny.

Nie, nie wystarczy 🙂 .

Głębokie zmarszczki i , często , plamy : wojenny makijaż organizmu ….

Przed świętami … może dosyć :).   Doktor Dean Ornish udowodnił , że zmiany sposobu bycia na pozytywne , rozwój łagodnego , życzliwego stosunku do innych jest w stanie spowodować częściowe złagodzenie efektów życia dyktowanego agresją i …zapobiec operacjom serca , lecząc jednocześnie jego zaburzenia .

Dr Ornish pisze:

„Coraz częściej dochodzę do wniosku , że choroby serca nie są tylko anatomią, ale przede wszystkim metaforą „.

Chwileczkę- czy emocjonalne niże mają wyłącznie negatywne efekty?

Nie całkiem .Przynajmniej nie w opinii wymienianego tu już dra M.Csikszentmihalyi , twierdzącego , iż „ciemna strona” osobowości odgrywa ….centralne znaczenie w przetrwaniu . Biorąc nawet pewien margines na psychologiczne interpretacje 🙂 , kiedy przyjrzymy się teorii Pana Csikszentmihalyi i porównamy z obrazem zaciętości ludzi wszelkimi dostępnymi metodami walczącymi o byt…no niestety, tu nie trzeba nawet Pana Mihalyego. Jeden drobiażdżek : nawet , gdy zawziętus:)  przetrwa kryzys, może go dopaść kryska 🙂 PO kryzysie =zawziętus jednak nie przetrwa 😉 . Stąd teorie „centralnego znaczenia ciemnej strony w przetrwaniu”  , jakkolwiek nie pozbawione podstaw, traktowałabym jako jedne Z , jako bazę ujęłabym raczej wypośrodkowanie emocji , w czym od dawna , pamiętając choćby o medycynach Wschodu nie jestem odosobniona .

Krótko : nie popłaca ani zbyt miękkie ani zbyt twarde serce , stanem idealnym zaś byłby wykres EKG określany
” spokojem amplitudowym” 🙂 …Czy ja już mówiłam , że „stany idealne ” to te, do których się zawsze dąży i rzadko kiedy osiąga..?:))))

A tak z przymrużeniem….Ileż prawdy jest w polskim „jak się ma miękkie serce, trzeba do tego twardej d……..”:))))).

Podsumowując rozważania o „ciemnych i jasnych ” stronach „ja” działających na energię serca i odwrotnie , pragnę jeszcze przypomnieć tzw. kosmiczne prawo łączności : dwa systemy , które nawiązały kontakt energetyczny , zostają poprzez niezliczoną pamięć komórek ,w których zapisane jest ich połączenie ,  powiązane na zawsze .Nasz temperament energetyczny to manifestacja tychże wspomnień komórkowych , więc połączeń z istotami żywymi oddziaływującymi na nas całe życie . Energia serca w ujęciu energokardiologii lub kardioenergetyki jest swoistym „klejem” spajającym nas w naturze . Stąd  jest tak ważnym , jak traktujemy Innych ,  jak pozwalamy traktować siebie , w czyim pobliżu przebywamy najczęściej , z kim nawiązujemy kontakty i jak one wyglądają .

Kiedyś funkcjonowało powszechnie powiedzonko : „Z kim przestajesz, takim się stajesz „:) . Nie wiem, ile miał pojęcia  jego autor o energetyce serca i pamięci komórek , ale ukuł zwrot doskonale oddający jej sedno , dlatego czasem brak odpowiedzi na agresję jest najlepszą formą naszej reakcji 🙂 .

Co, jeżeli czyjaś agresja bardzo energię naszego serca nadszarpnęła ?

Poza refleksjami , ćwiczeniami na świeżym powietrzu 🙂 i dystansem do życia możemy pomyśleć o podkarmieniu serca zupełnie materialnie 🙂 , nie tylko owocami i ziołami , o których już pisałam , ale np. zwiększeniem udziału roślin strączkowych w diecie , „podmieniając” je stopniowo w miejsce mięsa , szczególnie tego ze zwierząt hodowanych masowo .

Mówiąc o strączkowych w przypadku zaburzeń serca mam na myśli szczególnie ciemne , czerwone odmiany fasoli i soczewicę , zawierające mnóstwo kwasu foliowego obniżającego poziom wspomagającej zapalenia homocysteiny  – w procesie ( b. ciekawym 🙂 …odwrotnej  przemiany  jej w nieszkodliwą arteriom metioninę .

Ponadto przypomnę o granatach 🙂 , tzn.owocach granatu , ale przecież właśnie zrobiło się ciepło i możemy zahodować sobie np. donicę rozmarynu . Szkoda, że większość , używając go głównie od święta , do przyprawiania mięs , nie zdaje sobie sprawy z jego silnego , a pozytywnego oddziaływania na serce . żute na surowo ( ok. dwóch dziennie ) listki rozmarynu (przez ok. dwa tygodnie do miesiąca, potem przerwa , proszę stosować rozmaryn głównie sezonowo)  wspaniale tonizują serce – uwaga standardowa: oczywiście pod warunkiem, że nie mają Państwo na rozmaryn alergii ( nie słyszałam o takim przypadku , ale …..:).

Przy okazji pozwolę sobie też wymienić bardzo mało tu znaną , a niezwykle bogate w  kwasy omega – 3 : portulakę (Portulaca oleracea /sativa ), uznaną za najlepsze  roślinne źródło  omega – 3. Ziółko można uprawiać dosłownie wszędzie , więc i na balkonie , a że zawiera i glutation i vitaminkę C ,i wapń i magnez (relacje w ilościach pięknie odpowiadających sercu ) , powinna zasłużyć na Państwa uwagę . 

Czy te słowa pomogą ludziom za nic mającym każde zdanie innych różniące się od prezentowanego przez nich ,  i za nic ich zdrowie i życie ? Pewnie nie .Ale jeżeli w chwili , gdy serce odmówi współpracy, pomyślą :” Może trzeba było inaczej….może postępowałem/am niewłaściwie ?” – to to „może ” będzie mi małą nagrodą za czas , który tu spędziłam , bo …pomoże im zrozumieć , dlaczego …Lepiej późno niż wcale .

Autentycznego Zmartwychwstania Państwu życzę i naprawdę Wielkiej Nocy , Nocy Przemienienia .

——————————

Lektury :

poza wymienionymi wcześniej w cyklu :

Dean Ornish „Lebe gut „., RM- Buch -und Medienverlag, 2002 ,

w w w.pmri.org (strona dra Ornisha)

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | 4 Komentarze »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 31, 2011

Kiedy izraelska firma BioLine Rx (reg.trademark ) opracowała żel „na zawał serca” -BL-1040, przeznaczony „do ochrony mięśnia serca” , ucieszyłam się i zmartwiłam jednocześnie.  Radość spowodowała świadomość docenienia roli brązowych wodorostów od lat stosowanych w kuchni japońskiej wakame=Undaria pinnatifida i upowszechnienie tego, smutek- aktualna sytuacja w Japonii, skażenie środowiska i …jednoczesne zawłaszczenie kolejnej cząstki Natury, gdyż żel- jak można się było spodziewać- jest opatentowany. Firma  zrobiła niezły , jak na początkującą:) deal na 282 miliony dolców i nic dziwnego, że jej akcje poczuły się dobrze:).

Dlaczego uczynili to Izraelczycy, nie – Japończycy? Przecież Uni Hokkaido prowadził badania nad fucoxantyną zawartą w Undarii pin., ale jeszcze do mnie nie dotarło, by coś w związku z tym opatentowano.

Nie chciałabym się poddać zamysłowi, że opatentowanie klasycznego pożywienia i wszechobecnego leku w Nipponie spotkałoby się z niewielkim zrozumieniem nawet tak spokojnych ludzi, jak Japończycy , Izrael zaś nigdy nie przejmował się poglądami typu „co kto powie”, nie wyłączając poglądów własnych obywateli, coraz głośniej domagających się zmiany polityki międzynarodowej zresztą, ale…..To tylko takie „zamysły”:).

Staram się docenić fakt istnienia żelu (bo kto go zrobi sam i „zapoda”:), w warunkach domowych?Niewielu) bez względu na główne powody jego produkcji, które niestety, w naszych czasach są zawsze i w każdym przemyśle te same.

Tymczasem medycyna Wschodu od dawna stosowała brązowe algi w oczyszczaniu krwi, wzmacnianiu żył i reprodukcyjnych organów wewnętrznych,  regulacji biologicznych rytmów u kobiet …i nie ograniczała żadnymi licencjami jakiejkolwiek z ich właściwości. Amerykanie z kolei dostrzegli potencjał brown seaweed przede wszystkim w odchudzaniu…no tak:))))))- przypominam, że bez ruszania się nie pomogą nawet algi. Przestrzegam też przed piciem „na umór” (niestety, niektórE-bo to panie zwykle, potrafią) octu jabłkowego bez jednoczesnej zmiany pożywienia ze śmieciowego na odżywiające i bez wprowadzenia spacerów na świeżym powietrzu (jakkolwiek ironią by teraz „świeże” powietrze zatrąciło;). Wszelka przesada również i tutaj może przynieść efekty, których bynajmniej nie oczekujemy, np.problemy z nerkami.

Co do wodorostów zaś…

Nie wiem, jak teraz będzie wyglądał ich zbiór i w jakich miejscach zostaną pozyskane , ale pewnie jak nie żel, zaraz pojawi się coś nowego:). Na razie chodźmy jeszcze kawałek drogą serca , drogą, na którą wejść nie zawsze jest łatwo, ale kiedy już tam jesteśmy, nie chcemy jej opuścić.

Wiosna wybuchła z całą mocą i …sygnały ambulansów bynajmniej nie ustają. A przecież tak pięknie….

Coraz częściej słyszę też o problemach sercowych dzieci, młodzieży i nie chodzi o nieszczęśliwą miłość. Nie będę odkrywcza podtrzymując pierwotny pogląd, że ogólna sytuacja -nazwijmy ją mentalną, złe odżywianie i wszechobecne toksyny przyprawiają już najmłodszych o zawał , ale może warto przypomnieć, gdyż mówiąc o chorych, wciąż traktuje się ich jako biedne, niewinne ofiary ,tymczasem o ile w przypadku dzieci mogę to zrozumieć ( winą bywa nawet złe pożywienie rodziców) , w przypadku dorosłych choroby są zwykle ciężko zapracowanymi „zdobyczami” , pół biedy, gdy z braku wiedzy i finansów (tak, dobra żywność kosztuje, przynajmniej w mieście, ALE choroba kosztuje jeszcze więcej ) , gorzej, gdy świadomie: kiedy wiemy, że „margaryny, cola, jaja z klatek itp.” są śmieciem, ale jemy je mimo wszystko.

To bardzo surowe? Przyznaję. Ale patrząc na człowieka , który 30 lat ładował w siebie zupki w proszku, popijał colą, sztucznymi soczkami , przeplatając fast foodem „BO MU SIę NIE CHCIAŁO JADAC INACZEJ” , mam ochotę powiedzieć: SAM TO SOBIE UCZYNIŁES , więc teraz sam napraw…I tu zaczyna się problem, gdyż nawet, gdy grzesznik 😉 bardzo ma ochotę błędy swe naprawić , nie wie, jak. Wiedział za to doskonale, jak zgrzeszyć:)

Zacznijmy od stworzenia:) , bo tam sięgniemy po PODSTAWę zmian.

Kardiolodzy zajmujący się energetyką serca pozwalają sobie na założenie, że embrion w czasie rozwoju kąpie się w energii  wytwarzanej przez matczyne serce. Pokrywałoby się to doskonale z doświadczeniami wschodnich gałęzi medycyny nakazujących ciężarnym „błogi spokój” , odpowiednią muzykę , „otoczenie pełne miłości i harmonii”. Ach, drobiazgi;), czyż nasze środowisko nie jest właśnie takie?;)))

Dopuszczając, że energia serca pochodząca od innych również dociera do płodu , możemy się domyśleć, że wpływy wszystkich osób mających styczność z ciężarną mają wpływ na przyszły potencjał energetyczny dziecka, w tym np.jego temperament , wzory osobowościowe etc.

Energokardiolodzy idą dalej: uważają, że energia serca płodu wpływa na energię serca matki i – w mniejszym stopniu- ojca , tworząc specyficzny dialog. Potężne różnice w „portretach kardiologicznych” dzieci adoptowanych i ich rodziców pozwalają tę teorię potwierdzać. Zaskakujące nieraz przybranych rodziców temperamenty ich dzieci byłyby może łatwiejsze do zrozumienia, gdyby ci pierwsi zdawali sobie sprawę z wzorców zaindukowanych w życiu płodowym tak silną energią, jaką tworzy serce.

„Temperament” (z łacińskiego „temperare”- poprzez mieszanie doprowadzić do właściwej proporcji) więc byłby przede wszystkim infoenergetyczną mieszanką przekazywaną w obszarze rodziny i najbliższych.

Galen w „Naturalibus facultatibus” przeciwstawiał zdolność przyrody do dokonywania głębokich zmian w organizmach ograniczonym możliwościom sztuki ludzkiej , potrafiącej urzeczywistniać jedynie zmiany powierzchowne , a jednak się wydaje, że dziś już możemy więcej.

Galen też studiował „soki” zwane „temperamentami” i ich relacje z czterema elementami:ogniem, powietrzem, ziemią i wodą stwierdzając , iż człowiek zdrowy odznacza się równowagą ww.sił.

J.Kagan , psycholog z Uni Harvard poszedł śladem Galena i w swojej książce „Galen’s Prophecy” zauważa trafność obserwacji sprzed wieków. Zagłębiając się w słuszność jego dociekań możemy lepiej kształtować przyszłość dziecka , możemy podać mu nie tylko dobre pożywienie w sensie materialnym, ale i dobroć ducha oraz psychiki , samemu odnosząc przy tym niemałe korzyści:).

Badania prowadzone przez , m.in. wymienianych tu wielokrotnie dr. Schwartz i Russek pozwoliły zaobserwować, że istnieje związek pomiędzy niską frekwencją serca i asocjalnym zachowaniem, przekładając na polski:psychopaci posiadają mniej reaktywną frekwencję serca , a określenia :chłodne, zimne, lodowate serce nie są pozbawione twardego realizmu.

Tak więc nasze wnętrze, złożone z , wg energokardiologów -kodowanych wspomnień komórkowych , posiada tak łagodną, pełną miłości, jak i – nie da się ukryć- agresywną energię , dodatkowo uzupełnianą przez mózg produkujący impulsy ze swoich sił popędu, ucieczki, potrzeby zdobycia pożywienia i reprodukcji.

Będąc świadomymi agresywnego zachowania mózgu -własnego lub cudzych – oraz jego wpływu na nasze zdrowie , możemy podjąć działania dystansujące nas od owego , co biorąc pod uwagę rolę agresji w zaburzeniach rytmu serca wydaje się co najmniej godne dostrzeżenia.

Moc hormonów stresu wyrzuconych przez energię agresji sprawia, że płytki krwi ścieśniają się i zbijają w tzw.arteriosklerotyczne ogniska. Tak więc , proszę Państwa, przestańmy zamartwiać się cholesterolem a pomyślmy raczej o życzliwym nastawieniu do życia i wszelkich istot tej Ziemi.

Stres , jakkolwiek istniał od zawsze, staje się coraz „bogatszy” i potężniejszy, umie nie tylko podwyższyć ciśnienie , ale i np.zmienić parametry krzepliwości krwi.

W 1997 prowadzone w Uni Duke badania pocieszyły:), że pozawałowcy, którzy nauczyli się panowania nad stresem , byli w stanie zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia następnego zawału o ok.75 %.

„Psychosomatic Medicine” , 2001 : „Optymizm chroni przed chorobami serca”- to tylko wynik paru z wielu prac nad znaczeniem spokoju i miłości STOSOWANYCH w życiu.

„Stwardniałe”, zimne, obojętne serce potrzebuje o wiele silniejszego , emocjonalnego , pozytywnego impulsu, aby „wskoczyć” na prawidłową frekwencję aniżeli serce czułe.

Informacje zawarte w energii niszczycielskiej tworzą kod , w którym zaprogramowane są konflikty, wyścig jako podstawy połączeń ze środowiskiem , dodatkowo potencjonowane wynikłą z nich wściekłością, gniewem itp.

Krótko mówiąc: wybierając agresję jako podstawę naszych zachowań nie oczekujmy zdrowego serca : ani u nas ani u naszych dzieci.

Z życzeniami wiosennego resetu:)  – nhc.

————————————————————————————————————-

Serdeczne podziękowania Wszystkim informującym mnie w dobrej wierze:) o -cytat:”złodziejskich portalach i gazetach na potęgę kompilujących podane tu wiadomości” z jednoczesną prośbą, by się Państwo nie obrazili, ale nie zatwierdzę komentarzy, w których nazywacie kogoś „bandytą i złodziejem” , ponieważ , jakkolwiek jest to Państwa opinia być może mająca pewne podstawy, takie reakcje są nieadekwatne do czynu. Nieadekwatne przynajmniej z mojej strony , z tej samej, z której wiem, że „wszystko, co komuś czynimy, czynimy i sobie”, stąd jakiekolwiek obelgi, piętnowania etc. nie mają większego sensu, ponieważ ktoś , dla kogo jego EGO jest ważniejsze aniżeli etyka , anieżeli współpraca i autentyczne intencje dzielenia się wiedzą DLA WSPóLNEGO DOBRA , czyli współdziałanie , jest mi wystarczająco dalekim, bym zajmowała się jego działalnością. Jeżeli ktoś kierujący się obcymi mi przesłankami
robi blog przede wszystkim,  aby zaistnieć, by powiedzieć wszystkim: JA, JA i TYLKO JA WIEM , więc powiem:)))…..-nie,  by w PIERWSZEJ kolejności pomóc Innym ( a przez to i sobie) , to jest jego problem , jego karma i proszę się tym nie pasjonować:).Mam nadzieję, że kwestię kopiowania moich treści wyjaśniłam wystarczająco , ostatecznie , że krytyka ściągaczy:) Państwa zadowala:) i że wreszcie przestaną się tym Państwo denerwować.:)

_____________________________________________________________

Lektury:

poza wymienionymi w cyklu:

H.Maeda , M.Hosokawa , T.Sashima, K.Funayama, K.Miyashita „Fucoxanthin from edible seaweed…….”, 2005, Jul.1., Biochem Bioph., Pub Med

w w w.israel21c.org (proszę się nie zniechęcać zamieszczonymi tam informacjami o przemyśle biotech- takie rzeczy też trzeba wiedzieć:)

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.8.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 11, 2011

Mądrość serca nie jest zawarta jedynie w tym, co ono wie i co przeczuwa, ale też skąd i dokąd ta mądrość podąża. Rabin Nachman

Stara miłość nie rdzewieje…..  wciąż aktualne:)

Serce kocha ciepło…innych serc. Oczywiście, posiada i swoje, jednak rola serc przyjaznych wydaje się niemałą.

A tu czasy chłodne, czasy oddalenia , nieufności, poróżnienia…ZAMIAST ciepła codziennego – Dzień Zakochanych… Import  sztuczny , jak plastikowe serduszka, które też wręcza się ZAMIAST. Ten wpis nie zagościł tutaj „z okazji”-ot, przyszła jego pora:), ale -PRZY okazji nadchodzące „Walentynki” przypomniały mi dość bezpośrednio  , jak beztrosko, jak jarmarcznie wielu/e  z nas obchodzi się z tym, co najdroższe tam, w środku: z sercem.

Podobno jedną z największych umiejętności jest niewymuszona życzliwość , czyli pełne czucia zainteresowanie sprawami -tak swoimi, jak cudzymi. życzliwość pomaga w najcięższej nawet rzeczywistości , otwiera na znajdowanie sensu w przeżywanych sytuacjach …Dlaczego więc tak ciężko niektórym przychodzi zmierzenie się ze stanem, który im nie tylko nie zaszkodzi, ale wręcz pomoże?

 Oczywiście, to nie oznacza , że będąc życzliwym, prowadzi się życie bez problemów:), nieraz pragnąc komuś pomóc , bywa, otwieramy im furtkę:) , ale…czy ta sama życzliwość przypadkiem ich też nie rozwiąże? Czy w końcu, będąc otwartymi na czyjąś dolę i niedolę , czyli biorąc przyjazny udział w życiu innych , nie jesteśmy bogatsi , pełniejsi, szczęśliwsi?

Czy , słuchając „mózgu serca”, nie stajemy się mądrzejsi , nie wpuszczamy światła w nasze myśli, postępowanie, przeżycia?

Zakładając, że nie lubimy kogoś, może nawet nie znosimy, czy w tym samym przypadku czy nie eliminujemy kawałka…siebie? Tak, bywa, że jesteśmy ludźmi po prostu zmęczeni, że najchętniej ucieklibyśmy na koniec świata, zaszyli w jakiejś pustelni, odetchnęli…Na jakiś czas. Owszem, istnieją jednostki, które chętnie podjęłyby się wytrwania w samotności do końca życia:). Ale większość…wróciłaby jak najszybciej, wróciłaby tęskniąc nawet za tymi, których nie lubi…..Serce pragnie bowiem pokarmu. Pragnie go nawet zranione ciężko i wielokrotnie, bo wciąż wierzy , że uda się wypełnić jego misję: kochać i być kochanym… w każdej jego komórce  zakodować miłość.

Pamięć komórek…

W coraz częstszych (niestety, głównie na Zachodzie) dyskusjach na temat pamięci komórkowej ciała przeplatają się najrozmaitsze teorie, wciąż dochodzą nowe i prawie żadna  nie neguje samego zjawiska. Może już czas zacząć traktować własny i cudzy organizm jako fragmenty większej całości, jak wspólne, delikatne dobro ? 

Teorie , o których wspomniałam wydają się w większości nie być już tylko teoriami.

W Instytucie Heart Math w Boulder Creek, CA , US, od lat trwa projekt badania sił i roli serca w fizycznym i psychicznym zdrowiu człowieka . W tzw.spektralnej analizie gęstości energii wykonywanej przy różnej frekwencji serca ustalono , że tzw. autonomiczna sympatovagalna regulacja koncentruje się na sercu i odprężenie serca jednocześnie balansuje prądy energetyczne w całym ciele , co prowadziło nie tylko do lepszej funkcji systemu immunologicznego, ale wspierało też zbieranie energetycznych wspomnień, normalnie magazynowanych systemowo.

Ilu z nas mówi: „Oni się przyciągają.”? To też wynika z obserwacji:): mamy teorię pola magnetycznego: komórki serca posiadają właściwość magnetyczną:reagują na pole magnetyczne i wpływają na nie.

Wieszcz narodowy też chyba wiedział coś na temat:”…i patrzaj sercem”:) -a „nieco” później doczekujemy się  teorii „miniaturowego mózgu” w sercu-jednocześnie biologiczna podstawa pamięci serca: neurokardiologiczne badania wykazują, że serce posiada własny system nerwowy. Odkryto też, że tzw.autonomiczne komórki „rozrusznikowe” wytwarzają w sercu katecholaminę i „wysypują” neurosubstancje  (adrenalina, dopamina itp.) o których wcześniej było wiadomo , że występują wyłącznie w mózgu. Do tego doszła wiedza o neuropeptydach ( do tej pory odkryto ponad sto ) poruszających się w całym ciele i przekazujących informacje wszędzie, gdzie znajdą  receptor zgadzający się z ich kodem. Kiedy pasuje zamek i klucz, otwierają się drzwi i energia informacyjna może zostać uwolniona: to energia naszych uczuć.

Od szamanów można usłyszeć, że obiekty fizyczne mogą absorbować energię z ludzi znajdujących się w ich pobliżu- to samo mówi wiele osób zajmujących się najróżniejszymi formami psychicznego uzdrawiania. Biolog Lyall Watson twierdzi wręcz, że konkretne, materialne obiekty z którymi często mamy do czynienia , posiadają nasze emocjonalne „odciski palców” i przechowują długotrwale myśli oraz uczucia. NASZE myśli oraz uczucia. Biorąc pod uwagę obserwacje np. roślin wydaje się zrozumiałym, że również jakaś część ciała, do której mamy szczególną relację, posiada tym bardziej nasze emocjonalne ślady….te ślady w razie transplantacji zostają przekazane biorcy, nie może więc dziwić inne od dotychczasowego zachowanie biorców po udanym przeszczepie….Nie jestem tylko pewna, czy , pamiętając o wyjątkowo NIEudanych definicjach śmierci mózgowej funkcjonujących w przemyśle medycznym , a za które wzięli się solidnie m.in. i Niemcy i Anglicy, protestując przeciwko zabieraniu organów żywym ludziom ,  słowo „udanym” jest tutaj na miejscu.

Mówiąc o teoriach kardioenergetyki serca nie można zapomnieć o człowieku przedstawiającym wprawdzie bardzo ciekawy, jednak sporo różniący się od wymienionych punkt widzenia:R.Sheldrake odrzucił bowiem pojęcie „pamięci komórek”jako wyjaśnienie wspomnienia biorców organów pochodzące z życia dawców , przywołując w zamian funkcje pól morficznych .Jak to wygląda w jego ujęciu? Ni mniej ni więcej tylko, że pacjenci reagowali na „niewidzialne, nieskończone , nielokalne, samoorganizujące się pola , które łączą wszystko ze wszystkim , w do tej pory niewyjaśniony sposób”. Jakkolwiek sama idea jest warta podróży w jej głębinę, to czy nie rzuca się Państwu w oczy, że nie musi się ona z teoriami energii serca wykluczać?

Teorie kardioenergetyki nie wykluczają się też z ujmowaniem problemu w ….kabale i chasydyzmie:).

Paradoksalnie, mimo różnicy w czasie oglądu ( czy też powstawania pewnych idei dotyczących roli serca) między starymi tekstami chasydzkimi a sformułowaną współcześnie kardioenergetyką , wszystkie te nurty uzupełniają się i zwracają uwagę na ten sam punkt: harmonia naszej esencji zlokalizowana jest w sercu i oddziaływuje na wszelkie  pozostałe poziomy.

Mądrość serca to centralny temat kabały i chasydyzmu , tam też uzyskamy wsparcie jednej z hipotez kardioenergetyki , mówiącej , iż sposób, w jaki serce słyszy i rozumie przesłania , determinuje sposób jego odpowiedzi.

Diabelskie myśli przeciążają serce, nie dają mu żyć.  Rabin Nachman

Znawcy kabały wiedzą, że traktowanie jakichkolwiek wad , zaburzeń serca z perspektywy czysto materialnej, jako fizycznej dysfunkcji organu , jest niewybaczalnym błędem , że najpierw trzeba wziąć pod uwagę kwestie energetyczne oraz duchowe.

Kiedy człowiek myśli dobrze , kiedy jego serce jest pełne miłości, oczyszcza przestrzeń tworzenia.R.Nachman

W chasydyzmie znajdziemy przypomnienie, że to co każdy „myśli swoim sercem” , jest jego duchowym wysiłkiem działającym na wszystkie pozostałe systemy energetyczne, że poprzez rektyfikację =oczyszczenie własnego świata osiąga się transformację samego siebie , że bez aktywacji energii serca nie osiągniemy harmonii ani równowagi.

Spójrzmy: szamanizm, kabała , chasydyzm , huna , kardioenergetyka ,  buddyzm (czakra serca) , wreszcie ludzie nie  przypisujący sobie związków  z żadnymi starymi kulturami , nurtami, ale obserwujący naturę i potrafiący wyciągać z owych obserwacji wnioski………… wspólnota pojmowania roli serca . Tymczasem wielu dumnie zwących się „ludźmi cywilizowanymi” widzi serce jako „organ”.Kawałek ciała. Maszynę.

 Może, zanim kupimy następne polyestrowe serduszko następnej partnerce/partnerowi, warto jednak zastanowić się, czy nie wyrazić uczuć tak, jak człowiek jest w stanie to zrobić najlepiej: towarzyszyć wybrankom/wybrańcom w doli i niedoli , kochając bez warunków ?

——————————————————————

w w w.hearthmath.org (Institut of HearthMath, CA., US)

„Anatomy of the Soul , Rabbi Nachman. , by Ch.Kramer,  Jerusalem, 1998 , Breslov Research Institute

„Inner Space….” , Aryeh Kaplan , Jerusalem, 1991

„The Biology of Death: A Matter of Life and Death”, 1974 ,”Lifetide:Biology of Unconscious”, 1979 Lyall  Watson

w w w.cire.ahajournals.org , „Sympatovagal Balance…..”, Malliani et al, 99

plus dotychczasowe lektury z cyklu o sercu.

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 29, 2010

Potrzebujemy medycyny niekonwencjonalnej….”  Prof.Mariusz Łapiński, w TVP INFO, 26.12.2010,

„…Kiedy pośpiech mnie goni, wyraża się mnóstwo wspaniałych  rzeczy w mózgu moim, których potem, gdy spokój nadchodzi, sam nie rozumiem; tak, jakbym to nie ja, ale Bóg poprzez trąby dźwięk przemawiał….”  (tłum.własne) Marsilio Ficino, filozof,humanista, neoplatonik.

„Diagnoza: lekarskie przedstawienie przebiegu choroby ustalone na podstawie pulsu oraz portfela pacjenta ”
(tłum.własne ) A.G.Bierce

…Panu Profesorowi Łapińskiemu dziękuję za potrzeby dostrzeżenie, szczególnie w czasie, gdy nie każdy chce sobie na taką odwagę pozwolić. Ale Człowiek posiadający informacje na temat, o którym się wypowiada, nie może bać się prawdy. Boi się jej niedoinformowany , nie wiedzący, iż nie wie.Boi się zaskoczenia, które przy braku pokory kończy się fatalnie , mianowicie etykietą głupca.

Wprawdzie chętnie podyskutowałabym, czym jest to, co określa się „medycyną niekonwencjonalną”:) , ale niech tam…zresztą ostatnio poczułam się nieswojo w związku z przedstawicielami- a przynajmniej za takowych uważającymi się- medycyny niekonwencjonalnej właśnie.

Gdyż wybrałam się w pewnym mieście na targi ….Samo słowo „targi” w związku ze zdrowiem już wzbudziło pewien niesmak, ale przecież nie będę się czepiać szczegółów. Owszem, spore przedsięwzięcie, mnóstwo ludzi , mnóstwo reprezentantów….no właśnie….Czego?

Czy może być uzdrawiaczką Pani nachalnie reklamująca swoje usługi i chwytająca przechodniów za ręce ? Chciałoby się rzec: po pierwsze: nie narzucać się…..

Czy może być zielarką Pani sprzedająca zioła, ale twierdząca, iż „wszystko jedno, skąd one są”?

Czy może być bioenergoterapeutą Pan zastępujący drogę  potencjalnym klientkom ,  zakłócając ich intymne pole energetyczne (!)i wciągając za kotarę:))) , gdzie wykonuje swe praktyki?

Czy może być terapeutą Pani wciskająca swój adres każdemu przechodzącemu człowiekowi- bez względu na jego wolę?

Być może. Ale być może należałoby dodać „czy może być DOBRYM …..” , czyli właściwym. Dobrze, że możemy wybrać , do kogo zechcemy się udać i mam nadzieję, że wybiorą Państwo dobrze. Ja opuściłam targi nieco zmartwiona. Ci wszyscy państwo oblepiali wręcz stoiska jakimiś certyfikatami, dyplomami, itp.itd….jakby miały one zastąpić istotę celu pobytu : promocję etycznych, zgodnych z medycyną naturalną zachowań. Sposób bycia  i poziom wiedzy okazał się -w moim odbiorze – zasługującym na miano naturoterapeutów u zaledwie ok.5% wystawców . To pewnie nie mniej niż w każdym innym zawodzie, ale jednak smutne …..Przecież w Państwa , Drodzy Naturoterapeuci , interesie jest promocja medycyny naturalnej, przedstawianie jej w jak najlepszym świetle….5% rzetelności na targach, rzemiosła z powołania ,  wiedzy i kultury, to trochę za mało. Niewesołe refleksje nawiedziły mnie więc i nieprędko pofatyguję się na następne takie wydarzenie. Proszę Państwa: cyrk jest tylko nieco bardziej kolorowy. Ale nie aspiruje do miana medycyny. Wielu będzie miało mi ten wpis za złe, jednak może ci, którzy dojrzą niewłaściwość zachowania i rozpaczliwą niewiedzę , spróbują nad sobą popracować? Dla dobra tego, na przeżyciu czego przecież nam bardzo zależy: medycyny naturalnej, więc i….nas wszystkich, Ziemi.

 Czas noworoczny  bez wątku o sercu….?:)))

Wszak coraz częściej ludzie przypominają sobie, iż oprócz funkcji cielesnych , rolę ma najistotniejszą: ono jest przede wszystkim do… kochania. A jak kochać , kiedy serce słabuje…jak serce ma być zdrowe, kiedy NIE kochamy? Nikogo i niczego….poza , bywa, sobą samym…Ale to sercu nie wystarczy. Aby funkcjonować pełnią swej istoty, ono musi doświadczać WYMIANY.Ono musi się komunikować. Wtedy jest w swoim żywiole:)

Kiedy zaś głoduje…..

Profesor S.Hameroff, (Uni Arizona , Tucson) wierzy, że mikrotubule komórek są perfekcyjnie skonstruowanymi urządzeniami do przerobu informacji.że służą komórce jako podstawowy system nerwowy i krążeniowy…że pracują jak „infoenergetyczny komputer”. Profesor Hameroff jest wprawdzie anestezjologiem i skupiał się na komórkach mózgowych, jednak wszystkie komórki posiadają mikrotubule – czy nie mogą one być indywidualnymi spichrzami pamięci komórkowej?

Prof.Hameroff dystansuje się od ustalenia większości naukowców, iż proste informacje przekazywane są w komórkach wyłącznie sygnałami chemicznymi. Neurochemia bez uczestnictwa poziomu infoenergetycznego faktycznie nie wypada przekonywująco. Więc dlaczego badacze tak boją się słusznego skądinąd założenia, a przyjmują inne, które nie wyjaśnia niczego?….Któż wie.

Może oświadczenie, iż nasze serce przechowuje w swych komórkach pamięć szczęśliwości „być”, nie zaś głównie „mieć”, nie znalazłoby uznania machiny na „mieć” zbudowanej…

Dzisiaj media z dumą odtrąbiły „sukces” – wyhodowanie ” zdrowej świni z genami człowieka , mogącej w przyszłości posłużyć za magazyn części zamiennych dla człowieka”. Abstrahując od pojęcia „zdrowia” w przypadku stworzenia posiadającego w sobie geny innego gatunku( może nawet gatunków) , od traktowania żywej istoty jak magazynu, a więc absolutnej profanacji etyki , to …jak będzie wyglądała „pomoc” dla zniszczonych ( a czym? czy nie posunięciami systemu?) organów : ludzkie dla bogatych, świńskie dla biednych? A jakiż to „piękny” byłby przemysł…..Od razu mogłoby się okazać,  że mamy ” w większości” chore organy i „pilnie potrzebujemy doskonalszych, świeżych, nowych…”. A, gdybyśmy jednak nie mieli , to co za problem je popsuć….

Xenotransplantacja, czyli przeszczep, w którym kombinowane są zwierzęce i ludzkie komórki , nie jest nową metodą- od lat czyni się to z organami pawianów, komórkami mózgowymi czy zastawkami serca  świń .

Dr Tom Murray (były dyrektor Center For Biomedical Ethics, US i współautor Medical Humanistic Review) , zaangażowany w prace komisji etyki , stwierdził : „Nie ma powodu do strachu, że po wszczepieniu komórek świni zaczniemy chrumkać”. Ale dodał, że mamy do czynienia z „wielkim problemem etycznym, kiedy ludzie zaczną swoimi eksperymentami trząść podstawami człowieczej tożsamości”. Pan dr Murray świetnie wiedział, że jednostronne opowiedzenie się za zaletami xenotransplantacji nie przyniosłoby mu chwały w obszarze uczciwej nauki.

Wiedział też, że świnia nie jest tylko chrumkaniem:) oraz że nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich następstw ponadgatunkowej transplantacji lub wiedzieć, jakie wspomnienia komórek zostaną przekazane wraz z organem świni.

Niektórzy ( podobnie, jak naukowiec, który niedawno stwierdził do kamery w polskiej telewizji na pytanie reportera, czy możliwym jest, by kobieta urodziła bliźniaki z dwóch różnych ojców , rzekł: „jestem naukowcem, to niemożliwe!”:))powiedzą:”jaka pamięć serca????” .Ale, np.matki wciąż jeszcze potrafią słyszeć płacz swego niemowlęcia mimo, że ono już dawno dorosło. Słyszały sercem, a akustyczne wspomnienia to nic innego, jak memy komórkowe, drążące ucho frazy nie chcące wyjść z głowy czasem wiele lat. Mem zawiera w każdej formie mentalne, właściwe dla kultury informacje : może wyrazić się  równie dobrze w stylu, sposobie poruszania się, ale i np.ulubionym powiedzonku.

Wspomnienie ma o wiele więcej wspólnego z hologramem aniżeli z jednowymiarowym obrazem.Jest, ale go nie dotkniemy, a każdy , oddzielny element zawiera obraz całości….czy pomyśleli Państwo o obrazie człowieka? No właśnie. Podobnie, jak to jest w komórkach świnki z obrazem jej samej:).

A jednak od lat potężna większość psychologów usiłuje wtłoczyć osiągnięcia pamięci wyłącznie do systemu nerwowego, reprezentowanego „gdzieś w mózgu”- najważniejsze, że ” w mózgu”, choć jak na złość cały czas widać, co dzieje się, kiedy mózg uprawiając samoanalizę uważa za właściwą każdą funkcję , wedle której się kierował:).

Betonowość tzw. bionauki skomentował wyśmienicie pisarz, satyryk, Ambrose Bierce:” Umysł to tajemniczy rodzaj materii, oddzielonej od mózgu , zajmujący się głównie rozpoznawaniem swej własnej istoty , przy czym daremność poszukiwań polega na tym, że umysł nie posiada niczego , czym mógłby się rozpoznać, poza sobą samym”.:)))))oraz „Mózg- organ,  którym myślimy, że myślimy”.

Ludzie zajmujący się kardioenergetyką dopuszczają świadomość , że mózgowi pomaga serce, tworząc kooperatywę ciała- duszy-umysłu, ale to widocznie zwolennikom skupienia się na drążeniu jednego ziarnka piasku dla samej przyjemności wydaje się wciąż zbyt trudnym.

Psychologia , główkując 🙂 intensywnie, pokusiła się jednakże o umieszczenie w swej wyobraźni:) pewnych możliwości, wpychając je rzecz jasna w systemy.

I tak, psychologowie R.Schiffrin i R.Atkinson zajęli się pojęciem „pamięci sensorycznej”, wedle której nasze oczy, uszy itp. posiadają  indywidualną , choć  ograniczoną pamięć.

Kolejnym systemem pamięciowym miało by być „STM”- short-time -memory, według którego  na chwilę zachowujemy niewielkie informacje. „Czasowe informacje”….może chodziło o okresy kwantowe, ale kto by się tym….A szkoda, gdyż np. „okres kwantowy” wydaje się ograniczony poprzez zasadę magicznej liczby siedem (sekund), co prowadzi do ciekawych obserwacji u ludzi po transplantacjach, którzy raportowali , jak się okazuje, mniej więcej siedmiosekundowe skojarzenia obrazujące pochodzenie ich organów.

I pamięć długodystansowa;)-trzeci system, zachowująca spore ilości informacji przez długi czas, często objawiająca się nagle w różnych sytuacjach , a która również potrafi się odbić naukowcom czkawką , kiedy biorca organów zmienia swój styl, pragnienia i nagle okazuje się, że te nowe są identyczne ze stylem życia dawcy. A jednak o tym, reklamując transplantologię , w ogóle się nie mówi. Milczą też psycholodzy, tak aktywni zwykle w sprawach wagi pomniejszej.

Ostatnio zaś zaniepokoiło mnie pomniejszanie wagi pamięci i generalizowanie przypadków przypominania sobie traumatycznych przeżyć jako….nie istniejących, wyobrażonych, nie byłych.

Może czas poświęcić nieco uwagi czwartemu systemowi proponowanemu przez badaczy energetyki serca , zawierającemu wszystkie trzy systemy poprzednie i wychodzącemu daleko poza nie, poza system nerwowy i immunologiczny , a spajającym je „piątą siłą”- energią serca? Może czas już wykorzystać jasne, biologiczne podstawy do proponowanej syntezy oglądu, o których w następnym ,

Czułego Nowego Roku Państwu życząc….

——————————— 

Lektury: jak poprzednio w cyklu, plus:

Daniel Callahan „Taming The Beloved Beast:Why Medical Technology Costs Are Destroying Our Health Care System”, Princeton University Press,

Marsile Ficin „Les Trois Livres de la vie……” Paris 2000,  

R.Atkinson, Schiffrin „The Psychology of Learning and Motivation, Chapter: „Human Memory: a proposed system and its control processes”, NY Academic Press, 1968

A.G.Bierce „Aus dem Worterbuch des Teufels „, Sanssouci, Zurich, 1964

w w w.thehastingscenter.org (uwaga: polecanie strony nie oznacza identyfikowania się z prezentowanymi tam poglądami),

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.6.Strofantyna.

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 16, 2010

……Ponieważ nie bez „być” odnajdziesz swe poznanie….Parmenides

Zaledwie napisałam o artykule w „Forum”, już mam powód do pochwalenia tejże gazety po raz drugi. A to z okazji następnego numeru i tekstu o antyoksydantach zwracającego uwagę , iż najlepszym ich źródłem jest…natura. Nie będę chwalić zbyt wiele, gdyż uśmiecham się pełnią twarzy:-) i pytam samą siebie, czy to naprawdę nie jest sen, czy uczciwe dziennikarstwo powróciło na dobre….Jeden po drugim prawdziwe, esencjonalne raporty ,do tego kapitalnie przetłumaczone.
Dziękuję , jak powinien podziękować każdy, kto dostrzega odwagę i prawość Redaktorów. Przy okazji- nie mogę nie wspomnieć o gazecie zupełnie innej , ale również prężącej kręgosłup , a znajdującej się pod wodzą Kobiety władającej tak siłą środka, jak  i myślą niezależną:mowa o „Travellerze”,przedostatnim,nr 7. , lipcowym , gdzie w artykule na stronie 40. -wywiadzie z doświadczonym Panem Obieżyświatem , wydrukowano Jego słowa ,cyt.:”…Szczepienia? Nie szczepię się.”
Wyrazy szacunku-tym samym pismo zyskało w moich  oczach opinię medium prezentującego faktycznie świat z różnych punktów widzenia.

Z ostatnich spostrzeżeń chciałabym też zaznaczyć obecność portalu  w w w .szczepienia.org = forum NIE SZCZEPIE , któremu nie brak ani wiedzy ani kontaktów , a które doskonale wpisuje się w potrzebę czasu: szerzenie informacji.

Dziś ponownie słówko o sercu .
Fronty:-) rozmaite nadłamują melodię .Harmonia natury ,raz zaburzona , niełatwo do siebie powraca.Cóż, kiedy mnogość środków szkodliwych a powszechnych bynajmniej spokojowi nie służy a o tych ,co od wieków znane i pomocne , cicho ,gdyż , jak twierdzą niektórzy, „po co ma być dobrze, skoro może być źle?”.

Nie będziemy się zajmować środowiskiem śmierci. To życie daje nam wolę czynu i o nim ,póki jest, traktować należy.

Genetyk Sumu Ono z Beckmann Research Institute City, of Hope, Duarte,CA,złożył DNA w….muzykę. Młodzi genetycy polscy, z którymi o tym było mi dane rozmawiać, wybuchnęli pierw szyderczym śmiechem. Starsi, przysłuchujący się rozmowie, spoważnieli i spytali ,jak on to zrobił. Wśród młodych był też student zaledwie uśmiechnięty- uśmiechem pełnym dystansu wobec swych  kolegów…On też ,kiedy rechot umilkł , dołączył do starszych ,twierdząc: „zawsze czułem, że organizm jest muzyką”…. Cudowne uczucie , że WARTO .

Smutnym i nieodpowiedzianym dotychczas pytaniem pozostaje ,dlaczego pierwszą reakcją na informację młodych genetyków niemieckich (bynajmniej nie zdolniejszych od polskich), hinduskich ,rosyjskich był …zachwyt i podziw dla Japończyka.

Dr Susumu Ono skomponował adenozynę, guaninę , cytozynę i tyminę w zapis muzyczny ,gdzie cytozynie odpowiadało „do”, „re” i „mi” -adeninie, guaninie-” fa” i „so”, thyminie zaś- „la”.Wynikiem była melodia, która odtworzona ,poruszała słuchaczy obeznanych z Chopinem , Bachem ,do łez.Dr Ono poszedł dalej- przełożył fragment pasażu Szopena w w formułę chemiczną i ze zdumieniem dostrzegł, iż odpowiada ona DNA jednemu z ludzkich genów nowotworowych.

Wydaje się ,że NAWET komórki nowotworowe posiadają pamięć z przyporządkowaną im melodią, wypadającą z taktu, nieco przygłośną i tępawą w porównaniu z resztą zdrowej „orkiestry”. Ostatecznie dr Omo doszedł do wniosku, że rak przedstawia najgłębszą formę dysharmonii na poziomie komórkowym , spowodowanej zachowaniem części celularnej orkiestry symfonicznej , która to zapomniała (na skutek rozmaitych czynników), jak muzykuje się razem. Co ma do tego serce?

Serce jest dyrygentem.Tym samym , z perspektywy energii ,kardiologia okazuje się mieć więcej, aniżeli się powszechnie uważa, wspólnego ,z nauką o muzyce.

W każdej komórce wytwarzany jest „strunami serca” rezonans ładujący energią jego mięśnie .

Każda jego komórka to naładowane energią serce w miniaturze.Samooszukiwaniem jest wyniesione na podium medycyny akademickiej twierdzenie, że ciało jest wyłącznie materią.

O ile złożonymi kompleksami są najmniejsze z komórek (tak lekkomyślnie postrzegane przez wielu „nałkowców” jako „proste” i „łatwe” do obserwacji:-)))))))))),to w większości składa się na nie pusta (?) przestrzeń i tylko w niewielkiej części materia.

Mimo, że przewodzące energię ścianki komórek wyposażone są w receptory , że jest i cytoplazma z substancjami regulującymi życie komórki, że jest jądro,to wolna przestrzeń ,przez którą subatomarne wiązki energii poruszają się z prędkością światła, zajmuje w każdej komórce ….99,999 procent.

Czy pamięć komórkowa jest tylko prostym:-) procesem, w którym sygnały chemiczne przekazywane są na poziomie cytoplazmy, czy też w innej warstwie, na innym poziomie zachodzą subtelne, infoenergetyczne wydarzenia, w których udział bierze energia serca?

Czy brak „odbioru” wewnętrznej anteny ,jej głuchość na energię serca, nie jest jedną z głównych przyczyn zaburzeń w harmonii organizmu?

Niestety, podobnie, jak badania w dziedzinie kardioenergetyki, potraktowano znaną oficjalnie od 1859 strofantynę, a o której pozwolę sobie teraz krótko, gdyż powszechnie dostępne źródła niestety informacjami na jej temat nie rozpieszczają.Strofantyna , zaliczona do glikozydów nasercowych ,działa inaczej niż digitalis .Digitalis hamuje tzw.
pompę sodowo-potasową , strofantyna poprawia jej pracę i  odkwasza, mało tego- według badaczy oraz lekarzy wymienionych poniżej ,strofantyna to nic innego , jak hormon serca.No dobrze-dlaczego więc nie uświadczymy jej w terapii zawałowców, gdzie ma ona największe zastosowanie?

Od początku.Znana jest strofantyna (z greckiego Strophe-zwrot ) e, g (ze Strophantus gratus, z Acokanthera oblongifolia -też A.ouabaio/oubaina), h-Strophantus hispides i k-ze Strophantus kombe.Strofantin g i strofantin k interesuje nas najbardziej. Zainteresowała też niejakiego dra Kirka z ekspedycji Livingstona ,który , cierpiący na problemy sercowe, umył przypadkiem zęby szczoteczką zanieczyszczoną ziarnami strofantusa…..Dolegliwości ustały.Kirk żył :-))

Nic dziwnego, że powtórzywszy doświadczenia, zawiózł nasionka do domu ,a już w 1885 Thomas Fraser zaoferował Tinctura Strophanti (nalewkę ze strofantusa).Wielu ówczesnych medyków okropnie się wkurzyło:-).Ale tinctura była niezbyt smaczna:-), dokuczał też po niej żołądek (wredny smak i silnie przeczyszczająca) ,więc…..aby obejść nieprzyjemności usta-żołądek,ale nie pozbywać się cennego leku, profesor Albert Frankel zaczął aplikować strofantynę dożylnie-od 1905 .

W 1930 świat doczekał się teorii koronarnej , czyli,mniej więcej;-), że „zawały są następstwem braku krwi w naczyniach”, czym uwidoczniła się mechanistyczna teoria chorób (tą samą drogą poszli odkrywcy teorii lipidowej:-)).

Oczywiście za nowymi teoriami poszły nowe leki ,stare zaś, do tej pory niezawodne i wypróbowane, odeszły w kąt , zostając wręcz wyklęte.

O strofantynie ,dobrej jeszcze w latach 50-tych i 70-tych, zaczęto mówić, że „to nie to” i że doustnie to są problemy z resorbcją….Pewien profesor stwierdził nawet, że działa ona tylko u 15% pacjentów….zapomniał dodać, że podał ją zaledwie RAZ.

Na pochybel teorii antystrofantynowej znalazły się też badania i doświadczenia mówiące, iż teoretyczna, ino 3% resorpcja, dawno została podważona…..Na przykład praca Maschetti et al, gdzie u ludzi z radioaktywnym śladem , z wysokim ciśnieniem krwi (Maschetti et al,1971) potwierdzono resorbcję pow.80% a nawet zaobserwowano 100%.

Studia Marzo et al ,1974-resorbcja 38% u świnki morskiej w ciągu zaledwie pięciu godzin!

Były też badania ludzi posiadających sztuczne wyjście jelitowe ,u których po podaniu oralnym nie znaleziono strofantyny w kale. Krótko:substancja ta jest w 100% z jelit resorbowana ,rozpuszcza się w wodzie i szybko przechodzi z krwi w inne płyny.Jak to mawiają Niemcy? Probieren uber studieren.

Zepchnięciem strofantyny w cień żarłoczności biznesu zdenerwował się m.in.lekarz ,dr Berthold Kern, który wysnuł niebezpodstawną bynajmniej teorię, że „ludzie chorują przez zakwaszenie komórkowe a zawały powstają głównie przy zaburzeniu przemiany mięśnia sercowego”, do czego przychylili się  homeopaci, mówiąc o  „ostrym braku materiałów witalnych w ciele”.

śmiertelność wśród „zawałowców” wciąż jest ogromna, a tymczasem materiał, którego nie można nijak opatentować, który tanio sprzedają firmy produkujące farmaceutyki na bazie ziół oraz firmy homeopatyczne, ten materiał jest znany przede wszystkim starym ,doświadczonym lekarzom ,co nie oznacza, że chętnie stosowany…..

Bo kiedy spojrzymy na hasło „strofantyna”, to przedstawiana jest jako trucizna. Ano. Glikozydy naparstnicy też miodkiem raczej nie są, nie są nimi też beta-blokery, antyzakrzepowce, obniżające cholesterol i wiele innych „wynalazków”,ale ONE FUNKCJONUJą.”Bardzo niebezpieczna” ta strofantyna? Ojej! Tyle lat leczoną nią ludzi?!Jakim cudem??? Toż połowa ludzkości powinna była przez nią wyginąć?

Dlaczego więc w  Niemczech jest dostępna bez problemu? Fakt, nie jest mile widziana przez politykę zdrowotną, o nie, ale to chyba nie jest jakieś zaskoczenie dla Państwa? W każdym razie tam można ją dostać na receptę- Strodival,100 lub 300 kapsułek i koszty jej zakupu są zwracane przez fundusz zdrowia! A-przypominam-to nie jest tekst reklamowy (chyba powinnam to była zaznaczyć),ale jakoś powiadomić o fakcie dostępności tak cennego farmaceutyku muszę.

I cóż mamy na ulotce leku zawierającego strofantynę? Działania uboczne? Jakieś zmiany, nieprzyswajalność (pewnie inaczej by w ogóle nie dopuszczono), interakcje, o których rozpisuje się literatura medycyny szkolnej?NIE ZNANE.
Ostrzeżenia?NIE MA. O rany, to Niemcy wpuścili na rynek ponoć „bardzo niebezpieczną substancję” i nawet nie umieścili INTERAKCJI?

A gdyby tak poszperać w materiałach i zauważyć, że informacje odnośnie zmian, nieprzyswajalności,również te info wymieniane w innych źródłach co do „niebezpieczności” ,to …..tak jakby o digitalis chodziło?Czy przypadkiem strofantynie nie zostały przypisane odgórnie działania uboczne naparstnicy? Bo różnica w ich zachowaniu się w organizmie jest ogromna.Działanie uboczne strofantyny? Niech pomyślę….Mocna kawa – to porównanie, które nasunęło się lekarzom stosującym strofantynę w terapii od wielu lat.A- może być drapanie lub kaszel w gardle, bo kapsułę się gryzie, przeżuwa na sucho i wypluwa a strofantyna jednak drapie niemiłosiernie. Czas działania ? 10 minut.

Ile istnień można by uratować?

Co robi strofantyna?Kto to wie i kto ją tu stosuje? Bioprzyswajalna w 100 %?Odkwasza mięsień sercowy i wspomaga funkcje regenerujące komórki, witalność, pozytywnie wpływa na ciśnienie, też przy endogennej depresji , astmie, demencji, zakrzepach nóg?Kto wie , że w najgorszym przypadku po kapsułce strofantyny może dostać biegunki lub będzie uciskała głowa, i że ok-15% ludzi nie toleruje strofantyny, ale do tej pory nie zaobserwowano, aby w tym wypadku były jakieś poważne problemy- za to i owszem, ustalono, że w takim razie…nie dzieje się NIC?

Kto wie, że istnieje na naszym rynku homeopatyczny Strophantab z Heel’a?(To nie jest reklama!).

Kto wie, że strofantyna jest też w konwalii (trzeba z konwalijką ostrożnie, naturalnie,ale nikt jej przecież jadł nie będzie), oleandrze (jw.-tego się NIE JE!),cebuli morskiej,która jest zresztą niezwykle cenną rośliną o szerokim zastosowaniu?

Dlaczego „papież kardiologii” ,Profesor Edens, w roku 1928 mówił o strofantynie jako „błogosławieństwie dla serc” i „błędzie w sztuce lekarskiej,którym jest odmawianie jej chorym”?

Wspomniany już dr Kern stosował strofantynę u  20 000 pacjentów, tylko 4% z nich miało zawał ponownie-żaden jednak z tego powodu nie zmarł.KTO może się pochwalić podobną statystyką stosując „nowoczesne” leki?

Komu zależy na uciszeniu melodii serc?

Czytający to, zakładnicy biznesu mogą dostać piany….Moi Drodzy, nie lękajcie się:-)To może się Wam przydać,ale…..nie zapomnijcie, Boże broń:najpierw spytajcie o radę swojego lekarza lub/i farmaceutę.Na pewno Wam pomogą!

Lektury:

Jak poprzednio w cyklu, plus:

S.Ohno , M.Jabara:”Repeats of Base Oligomers (N=3n +-1 or 2) as Immortal Coding Sequences of the Primeval World:
Construction of Coding Sequences is Based upon the Principle of of Musical Composition”,Chemical Scripta,1986,26B,

też w Immunogenetics,1986

R.Ellinger:”Geschichte des Strophantinus und Empirie des oralen g-Strophantinus”,Therapeutikon, 1988

H.Schmid-Schoenlein „Was ist eine Mikrozirkulationsstoerung?” Arztliche Forsachung, 15.10.1982,

R.J.Petry,Prof.H.Schaefer-” Der moegliche Sieg uber den Herzinfarkt.Strophantin.Die Fehlbeurteilung eines aussergewohnlichen Medikaments”,

B.Kern „Der Myokardinfarkt”,Stuttgart,1969

W.Kammerer „Strophantin ist ein Hormon”,Pharmazeutische Zeitung,1999

w w w.cat.inist.fr

w w w.ecl.hiroshima

w w w.nap.edu

w w w.fourfoldhealing.com

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 31, 2010

Jest jeden problem z tymi szczęśliwymi opowieściami współczesnej medycyny:coraz więcej i więcej lekarzy poddaje w wątpliwość, czy takie kardiologiczne procedury rzeczywiście aktualnie (:-)) wydłużają pacjentom życie.
Prof.Norton Hadler,Univ.of North Carolina, dla Bloomberga,BusinessWeek,18 July 2005, 

Tylko dwie części ,ale bez trzeciej związać, nie jest możliwym;ponieważ pośrodku musi powstać zawiązany węzeł.
Platon

Serce stworzenia jest podstawą życia, władcą wszystkiego, co egzystuje, jest Słońcem w jego mikrokosmosie, od którego zależy cała wegetacja i z którego płynie cała siła i cała moc…..William Harvey,1628…ten sam Harvey, którego czci (oficjalnie:-)) medycyna akademicka?Ten sam:-))

Czy węzłem Platona nie jest przypadkiem serce, łącznikiem między mózgiem a ciałem?

Materializm i medycyna…..”Trzeźwe” spojrzenia, sztywne teorie, procedury, przepisy, skostnienie, swoista obstrukcja
🙂 medycyny Zachodu doprowadziła do punktu , do którego doprowadzić musiała:pękają ściany białej wieży. Lekarze pamiętający znaczenie słowa „powołanie”  oraz ci, których głowy nie wytrzymały ciśnienia bredni , otrząsają się i sami wskazują błędy medycyny-błędy, które wydarzyć się nie powinny były-przynajmniej nie w takiej ilości. Błędy, które należy usunąć, aby przywrócić profesji choć część niegdysiejszego zaufania- a jakże- nieco na wyrost podarowanego:-).

Materia zatraca się w systemie pól sił magnetycznych.Sił niewidzialnych. Owszem, „dotykając i mierząc” poruszamy się w swoim wyhodowanym mniemaniu po znanym i pewnym terenie, jednak biegając po nim wystarczająco długo, nadziewamy się na ściany.Zewsząd ściany….W końcu siadamy na środku i kostniejemy sami.Ile można biegać w kółko? Tak zwana „logika” nie nawiązuje żadnego kontaktu ze światem rzeczywistym- ta sama logika, która chlubi się „realnością”, hoduje w nas pustkę szablonu.A świat szablonem nie jest….

Wywiad sprzed paru lat na Bloombergu ukazuje, że możliwym jest wyjście poza interesy przemysłu pozostając w kręgu jego zainteresowań:-)Inna rzecz, że od tego czasu prof.Hadler jakoś nie jest zbyt chętnie cytowany w prasie powszechnej:-)….a już na pewno nie w takiej obfitości:-))

Jego energia nie poszła jednak w próżnię.

To wpasowywałoby się w teorię , że energia serca, o której mówiłam w poprzednich wpisach, nie poddaje się granicom ani przestrzeni:-), bo nie wątpię, że profesor Hadler wypowiedział się od serca.

I tak wracamy do EMF (pola elektromagnetycznego) serca , które jest pięć tysięcy razy silniejsze od EMF mózgu a co opisali m.in.dr Schwartz & Russek, w wymienionych na początku cyklu opracowaniach. 

Jednostką miary EMF jest Femtotesla (fT), oznaczałoby to więc ok. 50 tysięcy Femtotesli porównując z ok.10 tysiącami Ft ,które wytwarza mózg. (J.Clark, Scientific American, 1994).

Podsumujmy króciutko o czym to wcześniej…..

Czy te pomiary nie wskazywałyby , że centrum przenoszenia energii życia jest właśnie serce?Czy w tym wypadku nie można mówić o masie, energii i informacji jako jedności, połączonej w energii serca?

Infoenergia serca  jest:

 -alokalna,nielokalna (wszędobylska:-),

-negentropiczna (nie rozpada się ani nie znika, negentropia to negatywna entropia),

-formatywna (twórcza a nie destrukcyjna)

-porządkująca (integrująca, nie rozszczepiająca).

Niestety dla zwolenników ściśle pojmowanej fizyki klasycznej charakteryzuje się ona dokładnie odwrotnym efektem, anieżeli druga zasada termodynamiki ze swoją entropią:-), że wszystko stopniowo się rozpada . Tu napotykamy nie po raz pierwszy na zgryzotę nauk ścisłych:-)

Podczas, kiedy wszystkie inne formy energii poddają się- przynajmniej oficjalnie:-)- większości klasycznych praw fizyki , infoenergia serca zdaje się energią twórczą ,tworzącą sieć powiązań systemowych, o czym mogą poinformować ci, którzy otrzymali nowe serca a z nimi….nowe wspomnienia , talenty, traumy, zachowania, nałogi……

Wyglądałoby więc na to, że IES (tak nazwę ją w skrócie) ma do czynienia z fenomenem kwantowym.Co najmniej.
Newtońskie reguły traktujące linearnie czas i przestrzeń nie dają się do niej zastosować.  Mało tego:nawiązując połączenie z tą energią odczuwamy wolność od ograniczeń czasu i przestrzeni.

Niedawno media interesowały się joginem, który nie jadł , a żył.Potem ucichło.A on żyje.Nie jest jedynym takim przypadkiem.Nie mówi się o tybetańskich tulku, rzadko słyszy o szamanach, których wieku nie zna nikt.Czy to znaczy, że ci ludzie -bo to przecież ludzie- nie istnieją?

Nasze ciało może sobie wyglądać „materialnie”, ale przede wszystkim istnieje z przestrzeni.

Jedno z moich ulubionych twierdzeń fizyki kwantowej (wcześniej pisałam o jej niedoskonałościach, co nie przeszkadza mi doceniać jej wysiłków zbliżenia się do poznania:-)) mówi, że obiekty, które raz były ze sobą związane (kontaktem duchowym, fizycznym),oddziaływują na siebie już zawsze , nie ma znaczenia, gdzie się znajdują ani kiedy egzystują.

Tej hipotezie -gdyż nie ma się co oszukiwać- jest to oczywiście założenie, aczkolwiek kuszące:-), odpowiada istota IES*: niewidzialny prąd spaja na zawsze dwa obiekty ,które kiedyś w jakikolwiek sposób były połączone.

Ze wszystkich form naturalnej energii jest ona tą budzącą najwięcej kontrowersji i dyskusji, jak też najdłużej i najlepiej znaną.W pradawnych pismach medycznych opisywana jest jako siła witalna mieszkająca w każdej żywej istocie.

Przypomnę ,że najstarsze, uznane, formy sztuki leczenia-przede wszystkim chińska, bazują na delikatnej energii życia, w Chinach zwanej Qi-zbudowały swą bazę na egzystencji siły witalnej.

O ile w systemach medycyny naturalnej energetyczne komponenty są uznawane i akceptowane, medycyna akademicka Zachodu ma w tym miejscu…słaby punkt:próżnię.

A przecież każdy pacjent wie, jak się czuje, kiedy „brak mu energii”…..Wie też o tym każdy lekarz zwracający uwagę na swoich pacjetnów, jak i samemu odczuwający takie stany, szczególnie po wyczerpujących dyżurach.

Tej energii stare ludy z całego świata nadały ponad ponad sto rozmaitych imion, traktując ją jako fundament leczenia.

Sufijskie „baraka”, żydowskie „Yesod”, hawajskie „mana”, irokeskie „orendam”, chrześcijańskie……Duch Swięty?Nie, to nie jest żart.Bo z czym, jakże nie z Duchem Swiętym można porównać tę energię w kulturze chrześcijańskiej?

Dlaczego tylu ludzi, przez tyle wieków, miało nazywać coś, czego nie ma?Czy wszyscy nasi przodkowie się mylili?

Ale nie mylili się stawiając niezrównane do dziś budowle z niezrównaną do dziś precyzją? Tworząc dzieła ,które przeżyły tysiąclecia? Dlaczego więc akceptujemy jedno a tak trudno jest zaakceptować drugie? To, co nam pasuje i da się do jakichś celów wykorzystać, ma być „ok” ,a to , co nam nie pasuje- „nie ok”?

Psycholodzy ,natykając się na „problem siły życiowej”:-) dosłownie wszędzie, określili ją „energią X”, Freud poszedł w sferę mocno przyziemną 🙂 nazywając ją „libido”, Luigi Galvani ,lekarz i badacz natury -PRZED kontrowersyjnym Mesmerem-„zwierzęcy magnetyzm”, psycholodzy rosyjscy mówią o „biplazmie”, psychoanalityk W.Reich -„organum”.

Zerknijmy w materiały źródłowe o jodze:tam centra infoenergii określane są jako „czakry”, wywodzące się z sanskrytu od koła będącego w wiecznym ,wibrującym ruchu energii.

Czakra czwarta jest czakrą serca- centrum naszego energetycznego powiązania z wszystkimi innymi czakrami, z Ziemią oraz Całym Stworzeniem.

Prawie każda forma psychoterapii ustaliła swój sposób obchodzenia się z energią życia-jego napędem.Być może hipnoza- niestety, najczęściej mocno nadużywana ,błędnie stosowana a co najgorsze -bywa-wbrew woli osób jej poddanych-i przez to już chyba zniesławiona, hipnoza otóż wydaje się być sztuką dopasowania do innych form energii.

Normalnie obszar frekwencji elektrycznych w mózgu zawiera się pomiędzy 0 a 100 CPS (cycles per second), średnio jest to między 0 a trzydzieści, z kolei zwykła frekwencja serca leży ok. 250 CPS.Serce- największy nadajnik i odbiornik energii życia?

Psychiatra i neurolog ,dr Shafica Karagulla, opisała wrażliwość infoenergii jako „zdolność do ponadzmysłowego odbierania informacji”, a uczyniła to po rozmowach i badaniach ,jakie przeprowadziła z setkami lekarzy potwierdzającymi jej obserwacje.Dr Karagulla pyta:”Jeżeli wiele godnych zaufania ludzi, niezależnie od siebie twierdzi, że zaobserwowali dany fenomen, czy nie nadszedł już czas, aby nauka uznała jego istnienie?”(MD,S.Karagulla, „Breakthrough To Creativity”,Marina del Rey, De Vorss, California, 1967)

Jak pisałam niedawno, komórki serca posiadają właściwość, której brakuje innym:pulsują w jednym rytmie, wymieniając informacje.Oczywiście komunikują się też one na poziomie biochemicznym, ale w przeciwieństwie do innych komórek ciała wydają się porozumiewać ponadto za pośrednictwem niezbyt dostępnej jeszcze aktualnej nauce tzw.siły życia.

Zdarza się, że dwoje lub więcej ludzi prozumiewa się pozawerbalnie będąc daleko od siebie, że „czytamy” czyjeś zamiary- przypina się tym zjawiskom okultystyczne łatki a tymczasem chodzi o najnaturalniejszą zdolność naszego organizmu-biologiczne wręcz „rozmowy między sercami”- o tym przynajmniej przekonani są badacze zajmujący się inofenergią serca, o wysoko rozwinięte systemy komunikacyjne między ludźmi, ale i zwierzętami.

Czy miliardy naszych komórek serca nie są w stanie zorganizować się w rodzaj kwantowego generatora energii?

Nie?A dlaczego nie?Gdybym znała choć jeden powód, dlaczego tak być nie może, gdyby znali go badacze, pewnie zaprzeczyliby jakkolwiek , tymczasem w najlepszym przypadku usłyszymy od osób, których to po prostu nie interesuje, ponieważ są zbyt wygodni, aby się tym zająć:NIE,BO NIE.Ale to nie jest odpowiedź.

Mózg tworzy wprawdzie więcej połączeń między komórkami aniżeli gwiazd na Mlecznej Drodze, jednak i tak nie jest naładowany energią w takim stopniu, jak serce. Współczesna biochemia zmierzyła ,że EMF serca jest tyle a tyle (p.wyżej) wyższa niż mózgu, ale chyba na tym utknęła.

W dwudziestym piątym dniu po poczęciu-bywa, że wiele kobiet jeszcze nie ma pojęcia o ciąży- rozwija się serce embrionu, zaczyna bić….Jakaś forma energii sprawia, że maleńkie zbiorowisko komórek zaczyna żyć, pulsować w rytmie ,który zakończy się dopiero z  chwilą śmierci. To zbiorowisko otrzymuje mnóstwo informacji niezbędnych do rozwoju, do życia- informacji, których wciąż nie potrafimy zmierzyć, informacje ,które wysyła do innych komórek za pomocą naczyń, działających , jak ogromna, waskularna antena….Czy przesył i odbiór informacji nie jest też rzeczą helisy DNA?Czy naprawdę te fragmenty naszego organizmu to tylko fizyko-chemiczno-biologiczne mechanizmy, czy to, co decyduje o naszym istnieniu oraz jego jakości?Serce- pompa;-) świadoma?

Kahuni mawiają, muzyki słucha się nie mózgiem,uszami, ale sercem.Biorąc pod uwagę reakcje serca na poszczególne gatunki muzyki, na melodie lubiane lub nie, trudno chyba temu zaprzeczyć.Biorąc zaś pod uwagę reakcje na muzykę ludzi……podobno „całkiem głuchych”, trudno nie stawiać następnych pytań o istotę i rolę serca, jako centrali energii życia.

Fizyk L.Sontag ,1940, odważył się stwierdzić oficjalnie, że bicie serca matki wpływa na bicie serca płodu.Dziś możemy to tylko potwierdzić, nawet obserwując gołym okiem:-) .

Neurokardiologia zajmuje się już sercem,jako neurologicznym , endokrynnym organem należącym do systemu immunologicznego- to postęp:-)):

Co dzieje się, kiedy dochodzi do transplantacji serca?Informacje przekazywane są razem z organem i coraz mniej osób znajduje w sobie tyle tupetu, aby temu zaprzeczyć.

Tu dochodzimy do problemu etycznego:czy, a jeżeli, to dlaczego potrzebujemy części innego człowieka?Czy nie ma innych dróg leczenia tego, co „zepsuło się”:

-trybem życia (przez nas wybranym lub raczej narzuconym powszechnym „porządkiem”)

-błędnymi „terapiami” proponowanymi przez medycynę akademicką

-losem wreszcie.NASZYM losem….Karmą? Przypadkiem? W każdym razie:naszym.

Dr Benjamin Bunzel ze szpitala uniwersyteckiego w Wiedniu, badający wpływ transplantacji na osobowość pacjentów:

„Transplantacja serca nie spoczywa tylko na pytaniu, jak wymienić nie funkcjonujące serce.Serce liczy się dla wielu jako źródło miłości, uczuć i centrum osobowości”.Ten sam doktor stwierdził, że pacjenci po transplantacji , u których zaobserwowano potężne mechanizmy wzbraniające się przed przyjęciem nowego organu, reagowali wręcz agresją na pytanie, czy możliwym jest, że wraz z sercem otrzymali czyjąś energię-mało tego- określali to cynicznie jako „śmieszne”.

Dr Nathan Haan pisze o dopasowaniu organizmu do nowego organu:”Pacjent dopasuje się, kiedy może, będzie się bronił ,kiedy będzie musiał, i rozwinie nową osobowość, kiedy nie pozostanie mu inny wybór”.Pytanie, jak postępować z ludźmi, którzy oczekują na nowe serce i z jakiego powodu uznają to za swoje prawo, pytanie, jak postępować, kiedy nowy organ odmawia współpracy , pytanie, dlaczego niektóre organizmy nowego organu mogą nigdy nie przyjąć…..
pytanie, gdzie mimo „postępu” medycyny jest sztuczne serce z prawdziwego zdarzenia i dlaczego nie istnieje możliwość uruchomienia go doskonałą ponoć techniką na dobre…….Pytanie o spór między zwolennikami transplantologii a jej przeciwnikami….O granice etyki……Nie rozwiążemy tego za jednym zamachem.Nie rozwiążemy tego we wszystkich przypadkach.

Może problem przyjmowania nowego organu nie polega wcale na tym, aby wygrać wojnę z obronnymi mechanizmami ciała, ale żeby w łagodny sposób uzyskać harmonię pomiędzy komórkami biorcy i dawcy…..

Badania nad hipnozą oferują coraz więcej wskazówek co do związków między sercem a mózgiem i ciałem,jak też dostarczają informacji o cechach wrażliwości serca.

Teoria neodysocjacji mówi, że proces hipnozy wyzwala rozszczepienie świadomości;część świadomości polega na sugestiach hipnotyzera podczas gdy inna, jako „tajny obserwator” czuwa i śledzi wydarzenia, nie biorąc udziału w doświadczeniu. – to w skrócie o teorii neodysocjacji Ernesta R.Hilgarda-czułam się w obowiązku przytoczyć drobne wyjaśnienie, gdyż ostatnio doznałam mocno mieszanych uczuć w związku z nią:otóż zawsze staram się używać terminów medycznych, które wydają mi się właściwymi, by poszerzyć wiedzę na ich temat a najprostszych, wierząc , że dociekliwi i myślący sami postarają się o dokładne wyjaśnienie owych , trafiając przy okazji na inne, którymi może (oby) się zainteresują i które będą mogli połączyć w swym umyśle w piękną całość. Tak też sądziłam,że będzie w przypadku teorii neodysocjacji, ale rozmawiając o tym z innymi, natknęłam się na rzecz zabawną:powiedziano mi- co sprawdziłam i wyjątkowo o takowym absmaku powiadamiam, że ktoś kiedyś na forum psychologicznym zadał rozpaczliwe pytanie (miał prawo nie wiedzieć-pytał specjalistów!), ” co to jest hildegarda (?) teoria neodysocjacji”. Odpowiedź Pani psycholog brzmiała mnie więcej :

„…nigdy nie słyszałam o takim terminie, ale psychologia jest wiedzą szybko rozwijającą się , ciągle przybywa nowych  terminów,(to ostatnie po przecinku  akurat zgoda-przyp.mój) , najlepiej gdybyś spytał kogoś z wyższej uczelni…..”

Znalezienie tej strony nie jest trudne-  wystarczy wpisać „teoria neodysocjacji ” i na pewno się na nią trafi:-)), ale….

Rozumiem, że nie wszystko się wie i w ogóle wiemy -wszyscy- bardzo mało a nie wiemy całe mnóstwo:-)

ALE :ktoś uznający się (i uznany przez innych ) za psychologa NIE WIE, czym jest termin funkcjonujący w psychologii od przynajmniej 1977 roku? Sama teoria dysocjacji zaś zaznaczyła w tejże dziedzinie swą obecność w roku 1812 (mam nadzieję, ta podpowiedź Pani odpowiadającej się przyda:-)).Pytający miał prawo nie wiedzieć, że to teoria Hilgarda , a nie Hildegardy czy też Hildegarda:-)), ale po co forum psychologiczne wykładające się na jednym ze starych terminów stworzonych przez psychologów właśnie? Amatorom teorii neo- i dysocjacji polecam Journal of Psycholinguistic Research, Springer NL,vol .8, nr 6, listopad 1979, artykuł „Divided consciousness reconsidered” autorstwa Ernesta R.Hilgarda i A.Wiley,napisany w 1977, w New York, jak i „American Journal of Clinical Hypnosis”, z kwietnia 2006, więc nie tak stary!. Opowiadając Państwu o przeżyciu niby zabawnym młodego psychologa zastanawiam się po raz kolejny nad zawartością programu nauczania aktualnego systemu edukacyjnego, również w psychologii, którego wartość podważa praktycznie jedno pytanie Człowieka, który chce uzyskać odpowiedź od fachowca- nie od zwykłego zjadacza chleba – od fachowca PO studiach psychologicznych a który „nigdy nie słyszał” o tymże. Smutne. Tu dochodzimy do punktu, w którym oprócz pytania „dlaczego”, równie ważnej jest pytanie „PO CO”?…czasami może nawet lepsze…..

Teoria neodysocjacji nie wniosła wiele do znanej już teorii dysocjacji- o nie:-))-można powiedzieć, że po pierwsze odświeżyła poszukiwania w tym kierunku a po drugie zarzuciła po prostu tej drugiej , pierwotnej, nieprecyzyjność. Ale ISTNIEJE, naprawdę istnieje:-))))… Z drugiej strony….jeżeli Pani, która miała zacytowaną wyżej odpowiedź na ww problem, jest świetna w swoim zawodzie i na przykład pomogła w duchowych zawiłościach paru ludziom, to…..a do diabła z definicjami, niech się nie przejmuje, jeżeli potrafi pomóc i bez tego:-))))

Aby przybliżyć Państwu nieszczęsną teorię jeszcze lepiej, podam przykład: hipnozowanym uczestnikom eksperymentu kazano włożyć rękę w lodowatą wodę i mówiono, że nie czują nic nieprzyjemnego:-(-znaczek smutny, gdyż nie wielbię takich eksperymentów mimo wszystko, wolę obserwację życia , a nie hipnozowe manipulacje , jednak w tym przypadku…..)

Co dalej?Wielu posłuchało i nie skarżyło się na uczucie zimna , jak robili to uczestnicy NIE poddani hipnozie w tym samym eksperymencie.Ale mając opisać to uczucie, hipnozowani mówili jednak o…. „fajnym” doświadczeniu zimna. Zahipnotyzowani wydawali się w środku wiedzieć, że było im strasznie zimno, ale ta informacja została jakby oddalona w inne obszary świadomości.Co ma do tego energetyka kardiologii?

Jest bliska stwierdzenia, że serce otrzymuje informacje o wszelkich okolicznościach , w jakich znajduje się organizm, również, kiedy mózg podlega zludzeniu zmysłów:-)

A to oznacza, że…..

MóZG DAJE SIę ZAHIPNOTYZOWAC, W PRZECIWIENSTWIE DO SERCA.

Może to serce ma funkcję „tajnego, zawsze czujnego obserwatora”?

Na początku wspominałam o świetnym artykule dla „Bloomberga”, z 18 July,2005 ,zatytułowanego „Is heart surgery worth it”?, w którym istotnym jest pytanie profesora medycyny N.Hadlera (i nie tylko jego) o sens bypassów, angioplastyki soczyście oprotestowywane przez niektórych …kardiochirurgów:-)) jako „niedorzeczne”:-) . Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze parę cytatów z owego:

” Ludzie często wierzą, że przebycie tych procedur rozwiąże problem, tak , jak hydraulik przyjdzie i wstawi nowy kawał rury ( o angioplastyce)(…)Ale to FUNDAMENTALNIE NIE rozwiązuje problemu”-Profesor  kardiologii,.dr L.David Hillis,University of Texas Southwestern Medical School.

„Przemysł chirurgii serca wart jest ok.100 BILIONóW dolarów-pytanie, czy te operacje to nadużycia, ma potężne medyczne i ekonomiczne implikacje”. Dr David Waters,szef kardiologii na University of California, SF.

„Ten problem to to, co niektórzy eksperci służby zdrowia (powinno się dodać:odważni eksperci przyp.mój) nazywają medykalizacją życia”. Czy tylko eksperci?

Tekst opłaca się przeczytać samemu- bardzo- dowiedzą się tam Państwo , że i w USA ci, którzy częściej poddawani są niezbyt pożytecznym procedurom medycznym oraz hospitalizacjom, są „narażeni na większe ryzyko śmierci aniżeli ci, którzy z tych „dobrodziejstw”:-) korzystają oszczędniej.

O wiele dosadniej wypowiada się na ten temat niemiecka i szwajcarska literatura medyczna, z której sporo wymieniłam już nieraz w poprzednich odcinkach , też w innych cyklach, ale ten tekst- niezwykle wyważony- wszak to dla medium mocno oficjalnego- jest lekturą obowiązkową dla Wszystkich zainteresowanych tematem-oczywiście nie ustrzeżono się błędów, ale te z pewnością wyłapią Państwo sami. Przypomnieniem tego artykułu chciałam tylko zaznaczyć obecność problemu celowości większości inwazyjnych terapii w kraju. I tak natknęłam się na młodych ludzi przerażonych wiadomością uzyskaną od swojego systemu zdrowia, że „mają ekstrasystole” i że to groźne i…że należy doprowadzić do ABLACJI ( a proszę poszukać , co to jest).

Co to jest ta „ekstra …coś tam”:-)? Nie wiedzą, ale „powiedziano im , że to groźne”. Mówiłam już, że najgroźniejszy jest strach, ale kiedy słyszy się tajemniczą diagnozę od boga w białym fartuchu, nietrudno o panikę.

Ekstrasystole, z greckiego extra- na zewnątrz i systole- skurcz (traktują o tym obszernie lektury dostępne np.w necie ) są dodatkowymi, przedwczesnymi skurczami przedsionka, węzła przedsionkowo-komorowego lub którejś z komór serca. Kardiologii nie jest obcy termin „ekstrasystolia fizjologiczna” a oznaczający naturalny stan organizmu, w którym lekka ekstrasystolia ma miejsce.Bywa. że nawet nie jest specjalnie odczuwana przez człowieka. Bywa, że jest i przeszkadza, gdyż i częstotliwość i okoliczności, w której występują ekstrasystole, skłaniają do poszukania powodu zjawiska i unormowaniu rytmu serca, gdyż ekstrasystolia jest często przyczyną arytmii serca, niektórzy określają ją też jako pierwsze stadium arytmii.

Co więc, kiedy zostaje nam przedstawiona diagnoza?    

Nie traktować ekstrasystoli, jak wroga- to po pierwsze.

Pamiętać, że nagła przemiana w rytmie serca leży zawsze na bazie intensywnego przeżycia.

Może…jak według homeopatii oraz…nieśmiałych przypuszczeń kardiologii energetycznej, są to różnice zdań między głową a sercem? Może niesłuchanie serca, instynktu, kierowanie się zimnym wyrachowaniem, znajduje wyraz właśnie w ekstrasystolii- delikatnemu początkowo ostrzeżeniu, że komunikacja szwankuje?

Może to wszystko zauważyć i wyciągnąć wnioski,zatroszczyć się wreszcie o siebie , zamiast się bać?

 B.Bunzel , B.Schmidi-Mohl, A.Grundbock,G.Wollenek ” Does Changing the Heart Man Changing Personality.A Retrospective Inquiry of 47 heart Transplant Patients”, w „Quality of Life Research”, 1992,Nr 11

L.Brillouin, „La Science et la theorie de l’information”, 1959

w w w.businessweek.com (tam artykuł dla Bloomberg Businessweek cyt.wyżej)

Plus lektura z poprzednich odcinków i ta b.ważna wymieniona w aktualnym tekście.

*informacyjna energia serca , najprostszy a zrozumiały, polski skrót:-)

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 9, 2010

Maj-podobno miesiąc miłości,choć patrząc na zakochanych w grudniu,marcu,lutym…miłość nie wydaje się jednak być przypisaną do jakiegoś szczególnego okresu.Kiedy nadchodzi zimno,zakochani po prostu chowają się w domach:-)

Serce czynne jest cały rok:-)

Znowu o sercu więc i to uśmiechniętym.Swoją drogą też miałam jeszcze jeden powód do radości:-) dowiadując się-znów przypadkiem:-),że i tacy przeciwnicy medycyny naturalnej,których bym o to nie podejrzewała, korzystają skrzętnie z mojej strony:-)

Cieszy mnie to,gdyż może czegoś się nauczą (tu znajdują źródła,o których nigdy nie słyszeli,nazwiska,które niczego im nie mówią,ale jeżeli zadadzą sobie trud sięgnięcia po nie,to już osiągnęłam cel:-))-a z drugiej strony zastanawia mnie ich ambiwalentność poglądów:bo jeżeli negują,to po co czytają-wszak to czas,drogi towar.A jeżeli czytają,aby się nauczyć-ba-publicznie korzystać z wiedzy tu znalezionej,to dlaczego negują:-)A jeżeli czytają,aby strzępić swoje języki na własnym nieuctwie krytykując medycynę naturalną zamiast zająć się nadrabianiem luk w edukacji,to zastanawiające,jak dają sobie jeszcze radę z pracą(?), własnym życiem….bo aby żyć z żerowania na negowaniu wiedzy,trzeba mieć co jeść.A żeby mieć co jeść,trzeba mieć pieniążki.Problem w tym,że przemysł wynajął niezbyt odpowiednich ludzi do ataków na naturę,gdyż ich bolesne dyletanctwo obnaża słabości krytykantów wyjątkowo żałośnie,jednocześnie rujnując obraz sponsorów.Fakt-ludzie znający się na rzeczy nigdy by się czegoś takiego nie podjęli:-)Rozumiem,że żyjąc z lenistwa,pasożytnictwa (łatwo,lekko,bo żerując na czyjejś pracy i nie tworząc samemu NICZEGO oprócz tradycyjnych wydalin ciała:-)) chyba trudno jest się czegokolwiek solidnie nauczyć,ale dodatkowo, krytykując rzeczy,o których nie mają pojęcia podważają i tak już słabą wiarygodność oficjalnej medycyny-spadająca sprzedaż pewnego periodyku nie wzięła się znikąd-wzięła się z pustoty jego tekstów -ludzie nie są tak głupi,jak zakładają koncerny,wiedzą,że np.szczepienia to nie cukierki.I dzięki Bogu…..Wiedzą to również dziennikarze.Ale wiedzą też,że o pracę dziś niełatwo,więc nie wszyscy z nich mają szansę powiedzieć „nie”-ja reklam szczepień nie napiszę.

Przy okazji-proszę mnie nie prosić o ocenę innych blogów zajmujących się zdrowiem-o Wszystkich chciałabym napisać jak najlepiej-z pewnością jest wiele rzetelnych i dobrych,ale aby się wypowiedzieć,musiałabym się z nimi zapoznać-niestety,nie mam czasu na odwiedzanie blogów.Poza tym-skąd pewność,że moje zdanie jest tym oceniającym właściwie?:-)-to będzie wszak TYLKO moja opinia. Jeżeli zaś chodzi o krytykę blogów wprowadzających ludzi w błąd,blogów ewidentnie sponsorowanych przez tzw.biznes chorób,to proszę Państwa-po pierwsze ludzie mają rozum i sami powinni wiedzieć,co czytają i czy to im odpowiada  a po drugie…

blogi tworzą ludzie z pasji,z chęci podzielenia się informacjami LUB z chęci zysku.Czasami jest to połączone.

Czasami jest to wyłącznie chęć zysku.

Nie czuję się upoważniona w jakikolwiek sposób do krytykowania „po nazwisku” pasji,chęci dzielenia się informacją czy chęci zysku-to nie leży w moim pojmowaniu etyki.Nie tylko zawodowej-jakiejkolwiek. Mogę jedynie zwracać uwagę na słabe miejsca polityki koncernów,na skutki ich działań,na historyczne i współczesne efekty błędnych założeń,na zarządzenia lub wypowiedzi poszczególnych osób znanych,zajmujących pewne stanowiska-a więc zdających sobie sprawę z odpowiedzialności i opłacanych z pieniędzy publicznych,na posunięcia ludzi reprezentujących system medyczny-tak oficjalny,jak i „mniej oficjalny”,gdyż oba nie są całkiem bez winy,ale nie mogę wypowiadać się o zwykłych ludziach piszących blogi-nawet,jeżeli atakują naturę siedząc w kieszeni przemysłu,ponieważ to jest BEZPRODUKTYWNE.To niczego nie wnosi.Zamiast bulwersować się na ludzi potykających się o własny cień,ludzi słabych,zalęknionych,tresowanych batem-bo tylko tacy są agresywni,chociaż za nic się do tego nigdy nie przyznają-proszę spróbować zapoznać się z oficjalnymi portalami medycznymi i odpowiedzieć sobie na pytanie:

DLACZEGO,JEżELI TZW.OśWIATA ZDROWOTNA TAK BARDZO CHCE,ABY LUDZIE BYLI UśWIADOMIENI,ZDROWI, TO DLACZEGO SPECJALISTYCZNE STRONY OFEROWANE W SIECI PRZEZ Tę SAMą „OśWIATę” Są WYRAźNIE ROZGRANICZONE CO DO TREśCI:

A-DLA LUDU

B-DLA FIRM

C-DLA TZW.SPECJALISTóW

DLACZEGO TREśCI ZAWARTE NA STRONACH DLA LUDU RóżNIą SIę OD TREśCI DLA SPECJALISTóW I CO MOżNA ZNALEźć NA STRONACH DLA FIRM.

DLACZEGO na strony dla specjalistów dostaną się Państwo wyłącznie po wprowadzeniu swojego numeru zawodowego, danych,specjalizacji itp.,na strony dla firm-podobnie.DLACZEGO na stronach dla specjalistów można znaleźć o niebo więcej danych na temat np.niepożądanych skutków ubocznych,mechanizmu działania leków ,statystyk itp.?

Czy,gdyby medycynie szkolnej naprawdę zależało na powszechnym dostępie do wiedzy,czy tak bardzo chroniłaby swoje środowisko?Dlaczego lekarze otwarcie mówiący o szczegółach zawodu w temacie lekarstw i terapii są narażeni na ostracyzm i wręcz wrogość ze strony mniej otwartych kolegów i koleżanek?

Tak.Medycyna naturalna-a raczej to,co się pod jej egidą sprzedaje, też urosła do wielkiego biznesu.To prawda.W tym wszystkim,czy powszechny dostęp do wiedzy nie jest właściwym wyjściem,aby człowiek mógł oswobodzić się od macek jednego hipnotyzera i drugiego?Aby wiedział,co wybrać,aby miał też możliwość wyboru,aby znał konsekwencje swojej decyzji,aby nie był UBEZWŁASNOWOLNIONY?

Powtórzę,co pisałam na początku:drodzy Państwo,którzy zajmujecie się medycyną-obojętnie-naturalną czy szkolną-pacjentów i tak nigdy nie zabraknie,nie zawłaszczajcie wiedzy dla siebie,nie ograniczajcie jej-zresztą Wy też uczycie się od innych,nikt nie wie wszystkiego-uczymy się codziennie (bywa,że w natłoku wiedzy tzw.sztucznej-formułek i teorii-zatracamy pierwotną mądrość organizmu-chyba nie tędy droga?),ludzie chętnie korzystają z dobrych produktów, chętnie płacą za dobrą radę i nie grozi wam plajta,ale niech to nie będzie biznes na trupach,bo jesteście po to,żeby POMóC!A jeżeli nie pomóc….to sami musicie sobie odpowiedzieć na pytanie,co zrobiliście z Waszym życiem.

Bardzo  trudno jest dziś,moi Państwo,trudniej,niż kiedykolwiek,czyjekolwiek czyny osądzać-że nie wspomnę o osądzaniu samych ludzi.Dlatego darujmy nieświadomym ich niewiedzę,świadomych zostawmy ich losowi a sami… zajmijmy się sobą.

Przystępuję więc do kolejnego odcinka. 

Zapytam-czy potrafią Państwo wskazać siebie?

„No jasne”-powie większość z  Państwa (zakładam:-))i wskaże – Większość położy rękę na sercu lub w jej okolice.

„Kiedy mężczyzna myśli w swoim sercu-on dotyka swojego istnienia.Kiedy kobieta myśli w swoim sercu-ona dotyka swojego istnienia”-chińskie

Prof.Alain Carpentier (kardiochirurg,ale nie tylko:-)):”Le coeur est,en effet,un organ mythique…..”

Pisząc o sercu,czy możemy zapomnieć słowa prof.Aleksandrowicza o chroniącym,złożonym z rytmu i ciepła,pełnym poczucia bezpieczeństwa matczynym brzuchu pod pieczą serca?Jak często dorośli,kładąc głowę na piersi ukochanej/ ukochanego,uspokajają się,pod przymkniętymi oczyma wracają do chwil pierwotnej szczęśliwości?Jak często ludzie, którzy nie mają okazji,aby położyć głowę na czyimś sercu,gorzknieją i schną,sztywnieją w uczuciach i oddalają się w depresję?Jak wielkie znaczenie ma dla nas bicie serca kogoś,kogo kochamy i kto kocha nas?

Czy Państwo wiedzą,że istnieją badania,które mówią o tym,że krzyk noworodków zmniejsza się o 55 %,kiedy słyszą bicie serca matki?….Ale czy trzeba badań,aby wiedzieć,że odbieranie matkom noworodków natychmiast po porodzie jest barbarzyństwem i fundowaniem obojgu traumy?

Do tricku uciekają się czasem właściciele osieroconych szczeniąt,stawiając im tykający budzik obok legowiska,aby spokojnie spały (nie polecam ludziom-miarowy,specyficzny rytm budzika wręcz przeszkadza własnemu rytmowi  Waszego serca),inna sprawa,że prawdziwi zwierzaków miłośnicy biorą szczeniaki po prostu do łóżka:-)Jak to było?

„Właściciele psów i kotów dzielą się na tych,którzy z nimi śpią i na tych,którzy się do tego nie przyznają”.

Przy okazji przypomnę,że spokojne bicie zwierzęcego serduszka też wpływa kojąco na nasze.Wzajemna korzyść:-)-pod warunkiem,że zwierzaczek czysty:-)

Przy narodzinach otrzymują nasze komórki specyficzny ślad akustycznego obrazu naszej matki-to znane jest od wieków w medycynie chińskiej.Tenże ślad niesiemy w sobie aż do śmierci.Ten ślad,to rodzaj zmagazynowanej energii,w kulturze azjatyckiej wprost nazwanej kolektywną mocą dusz naszych przodków.

Dlatego tak ważnym jest słuchanie przede wszystkim SWOJEGO serca.Szkoda,że w nawale technicznych hałasów tego świata,zdolność ta zanika.Ludzie zapominają o wieczornym wyciszeniu się,o udaniu się na spoczynek w akompaniamencie spokojnego rytmu słońca swego organizmu.O wędrówce do jego środka.

Poświęćmy chwilę uwagi oddechowi:między ruchem a przerwą,między czasem a przestrzenią,między materią ciała a impulsem natury doświadczamy własnej istoty w pełni wolności pochodzącej z naszego wnętrza.Czy wykorzystujemy ją właściwie?

Tutaj przy okazji zatrzymam się nad metodami kontroli oddechu:proszę Państwa-wiem,że organizatorzy różnych kursów kontroli nad oddechem,w tym niektórzy (podkreślam-niektórzy) nadużywający nauk jogi i interpretujący ją na swoją wyłączną korzyść pewnie mnie za to nie polubią,ale muszę to powiedzieć:nigdy,przenigdy,proszę nie pozwalać, aby ktokolwiek przejmował kontrolę nad Państwa oddechem.Aby ktokolwiek uzurpował sobie prawo sterowania Państwa oddechem-takie praktyki nie mają nic wspólnego z ideą oraz etyką medycyny Wschodu a już na pewno nie z oświeceniem.

Nauczyciel potrafi (jeżeli potrafi:-) i powinien wskazać Państwu metody lub drogi dotarcia do prawidłowego oddechu,do jego rodzajów,ale nie dyktować jego rytm a już na pewno nie wraz z wymawianymi przez siebie dźwiękami.Najpierw demonstracja, potem wykonanie.Organizm to delikatny instrument-nie powierzajmy go lekkomyślnie i w całości innym,jeżeli chcemy zachować niepowtarzalność jego muzyki.I tak,np.szamani starej daty nawet nie próbują sugerować zbliżenia się do czyjegoś odechu,podobnie mistrzowie sztuk Wschodu,których nie zobaczymy raczej w popularnych szkołach,obliczonych na szybki zysk,którzy raczej sami wybiorą ucznia aniżeli on ich.Komercjalizacja dotarła wszędzie,sekt niestety też nie brakuje,ale od czego „wynalazek” zwany instynktem oraz zwykłe myślenie?

Mówiliśmy o rytmie-żywym czynniku,aktywnym w niemal każdym procesie biologicznym-wszak procesy te przebiegają harmonijnie,jeżeli oczywiście nie nastąpi nic,co tę błogość zakłóci.

Harmonia ma działanie witalne-nawet budowa ciała podzielona jest harmonicznie-według tzw.złotego podziału-porządek naszej  harmonii jest integralną częścią harmonii natury tworzącym podstawę relacji z nią.

Sztywność rytmu,rytm przypominający zegar oznacza drogę do uniemożliwienia przemiany-dlatego rytm naszego serca nie może i nie powinien przypominać metronomu-serce musi od czasu do czasu „zafalować”,musi żyć. Zbyt gwałtowne”falowanie” z kolei nie może stać się stałą rytmu,gdyż to prowadzi do patologii na jej przeciwnym końcu-do arytmii.Stąd potrzeba harmonii-w ten sposób nasze serce nie wpadnie ani w proces sklerotyzacji ani w arytmię.

Rytm oznacza wolność.

Oddalanie się od relacji z przyrodą powoduje oddalanie się od naszego naturalnego rytmu a tym samym-od zdrowia.

Wiliam Harvey-znany przecież medycynie akademickiej jako odkrywca (dla tej medycyny pewnie i odkrywca:-))krążenia krwi,autor poglądów na rolę serca w systemie krążenia obowiązujących na uniwersytetach do dzisiaj,co niekoniecznie wpływa na zapoznanie się z całością jego nauk:-),mówił o krążeniu,jako o „obiegu słonecznym”,mówił o sercu jako „naturalnej mocy ciepła ognia” jako „skarbcu życia przesyconym balsamiczną mocą ducha”,o „principium vitae et sol microsomi”(źródle życia i słońcu mikrokosmosu)i o „duchowej sile odpowiadającej za ruch krwi”….. 

Gdzie dziś,na kardiologii,podział się duch?

Gdzie-mikrokosmos?

A gdzie w koncepcji Harvey’a serce jako mechanistyczna pompa???Nie ma?

Wyobrażenie serca jako pompy zgłosili  inni(Bohn,Borelli),ale czy nie byli w błędzie?

Dlaczego teoria mechanistyczna zawładnęła kompletnie traktowaniem „słońca organizmu” od połowy XIX wieku,wieku zintensyfikowania dążeń przemysłowych,mimo sprzeciwu ludzi światłych i oczywistego kontrastu z holistycznym podejściem do zdrowia?

Co powiedzą dzisiejsi medycy na spojrzenie wymienianego wszak wciąż na uniwersytetach Augusta Bier’a,chirurga klinicysty?:

„…Stale i z dumą podkreśla się,że w żywym organizmie funkcjonowanie żadnego narządu nie zostało wytłumaczone bardziej wyczerpująco zasadą przyczynowo-mechanistyczną,aniżeli praca serca i generowanie ciśnienia krwi.Z moich obserwacji wynika jednak,iż ożywczy wpływ na ruch krwi leży w sferze naczyń kapilarnych.Jest on niezbędny.Prawa hemodynamiki,w swej najbardziej grubej formie opisane w przebiegu eksperymentów na martwych naczyniach martwych zwierząt,nie sprawdzają się nawet w najmniejszym stopniu w warunkach żywego,ludzkiego organizmu…..”

One nie tylko się „nie sprawdzają,ale nie wyjaśniają podstawowych pytań stojących u początków kardiologii.

Za to-tworzą nowe.

Czym jest śmierć?I na to są definicje,i na to niepełne.

Można się pokusić o stwierdzenie,że śmierć jest utratą rytmu serca.Ale dlaczego pytamy o śmierć nie szukając najpierw odpowiedzi,które pomogłyby nam żyć pełnią życia?

Neurokardiologia mówi o neurotransmiterach odkrytych również w sercu.O bezpośredniej komunikacji między mózgiem a sercem.Dr Schwartz i Russek mówią o subtelnej energii kwantowej,określanej też infoenergią a przy którym to terminie wolałabym pozostać,przez którą(oraz hormony i neurotransmitery) serce posiada nad mózgiem przynajmniej tyle samo kontroli,co mózg nad sercem.

Dowodzą,że serce wymaga od mózgu ciągle aktualizowanej informacji na poziomie neurohormonalnym, potrzebnej mu do uporządkowania energetycznych prądów w organizmie-co doskonale pokrywa się z poglądami medycyny chińskiej.

Serce jako neurochemiczny gruczoł?Takie spojrzenie nie jest już wielu kardiologom obce.

No właśnie-„już”.Co powiedzieliby,zadawszy sobie przyjemność przeczytania dzieł Sir Williama Oslera,który w 1897 roku opisał arteriosklerozę jako  „Nemezis”,przez którą natura troszczy się o wyrównawczą sprawiedliwość,jeżeli człek sprzeciwi się jej prawom”?To Osler opisał arteriosklerotycznego pacjenta jako popędliwego, zachłannego, ambitnego,którego „maszyna” ciągle wypuszcza więcej pary,niż to słuszne”.To Osler mówił o niezdyscyplinowanym mózgu rządzącym ciałem „bez serca”,on wskazywał człowieka nie reagującego na subtelną energię serca….

Jak bardzo jego obserwację pokrywają się z obserwacjami medyków stosujących w leczeniu naturę?Czyż nie idealnie?

Nowoczesna kardioenergetyka (a jest coś takiego:-)) zajmuje się tajemnicami,na które dotychczasowa medycyna szkolna patrzyła wręcz z odrazą-teraz sama próbuje z niej korzystać przypisując sobie-nie naukowcom poruszającym się w strefie medycyny naturalnej- początki w tej dziedzinie odkryć.

Ludzie i tak wiedzą-większość dzisiejszych leków farmacji przemysłowej wzięła się z natury,sama medycyna szkolna jest w ogromnej części nieudanym dzieckiem nieudolnie stosowanej przez wyfiokowanych medyków medycyny naturalnej,ale to takie przykre wspominać początki tej „wielkiej,wspaniałej nauki”,prawda?

Tymczasem ustalono kardioenergetyczny obraz serca…..

1.Przy elektromagnetycznej mocy serca blednie elektromagnetyczna moc mózgu.To serce jest naszym najsilniejszym organem,w dodatku reagującym bezpośrednio na środowisko,w którym się znajdujemy.Serce nie reaguje więc wyłącznie na rozkazy mózgu,ale również autonomicznie a nawet BEZ wiedzy mózgu.

2.Serce jest przewodnikiem energii do komórek ciała.W efekcie można tę energię określić jako infoenergetyczną pamięć komórek.

3.Jak wszelkie systemy vivi,jest serce systemem otwartym,interaktywnym,podlegającym zmianom.Teoria fizyki kwantowej pozwala określić,że system ów manifestuje się energią,masą i informacją i że jest ona w równym stopniu falą co cząsteczką.Czy ta teoria jest pełna?Nie wiemy.

4.Serce jest najważniejszą siłą porządkującą w organizmie.To ono trzyma nas „do kupy”,katalizatorem rozsądku (a tak),pozwalającym nam coś rozpoznać.Serce używa swojej infoenergii,aby komunikować się z mózgiem.

Serce z każdym swoim uderzeniem wysyła energię-informację działającą na materię tak wewnątrz,jak i zewnątrz ciała,wewnątrz magazynowaną przez komórki jako pamięć.

5.Serce jest jądrem organizmu-to zarządca energii i wymiany informatycznej.To ono reaguje i wysyła informacje.Czy je zrozumiemy-owszem,jeżeli dopuścimy je do głosu.

6.Serca wymieniają informacje z innymi sercami i mózgami.Proces rezonansowy jest w tej chwili jednym z głównych przedmiotów badań w kardioenergetyce.

Także,proszę Państwa,serce posiada własny,własny,autonomiczny „system nerwowy” i mózg nie potrzebuje mu bynajmniej czegokolwiek dyktować.Serce podpowiada słusznie,jeżeli pozwalamy mu mówić.Podpowiada tak,że słuchając go,pozostajemy w zgodzie z ciałem.Wynik negowania wiedzy serca obserwujemy codziennie na oddziałach kardiologicznych.

Pochodzenie impulsu serca jest wciąż niechętnie omawianym oficjalnie tematem medycyny szkolnej.

Co powiedziałby na to kardiolog,który nie chce słyszeć o kardioenergetyce,choć znana jest mu elektrokardiologia będąca świetnym wstępem do badań nad energią serca?

Ze,np.w transplantacji,chodzi o to,że „serce uruchamiane jest bodźcem pochodzącym z tzw.bloku SA(sinuatrialny), który powstaje…. sam z siebie”.Ze to „rodzaj biologicznego rozrusznika”.Ze tam jest „mały kawałek tkanki,niedaleko górnej prawej połowy atrium i to służy jako tzw.dyspozycyjne centrum…..że ten bodziec to rodzaj „bioelektrycznego rozładowania”. Bioelektryczne?A więc jednak….forma energii. 

Lektura:jak poprzednio,plus W.Harvey,”De motu cordis et sanguinis in animalibus”,1628

„Le coeur -plus qu’une pompe”-M.Fraval,A.Narrie,M.del Pilar Munoz

Posted in kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 22, 2010

Od opowieści o sercu nieodłączna wydaje się muzyka.Ta szczególna para-materialny mięsień i subtelne tony mają jednak wspólne korzenie.Nie tylko w odniesieniu do serca.

Muzyka tworzy najwyraźniejsze bodaj duchowe przeciwieństwo do materialnych rzeczy tego świata,z tymi samymi jednak problemami egzystencji.

W kościołach muzyka łączy materialną ziemskość z duchową pozaziemskością.Podobieństwo form muzycznych z materialnymi istnieje nie tylko w sensie modelu:jego warstwowość tworzy się tak samo,różnica istnieje wyłącznie w czasowej strukturze budujących formy quasiokresowych procesów.

Muzyka ukazuje duchowy proces tworzenia rzeczy opisany przecież dla materii.

Spójrzmy na kontury,na sam szkic:drganie-ton-melodia lub akord-forma muzyczna-dzieło.

Samo drganie-np.struny nie może być muzyką,musi nastąpić wiele drgań w czasowym związku,jeden po drugim,w średnim zakresie słuchu.Ten pierwszy ton to kontur.Więcej tonów-melodia.Melodie blisko siebie stapiają się w akord,który z kolei inne wrażenie może odebrać jako pojedyncze tony.

Więcej akordów i melodii-forma muzyczna-sekwencja,strofa,fuga…

Cała symfonia to więcej niż naga suma tonów.

I tak też jest w przypadku serca.Jego praca jest symfonią,której zakłócenie jest zgrzytem.Pół biedy,kiedy zgrzyt spowodowany jest czynnikiem przemijającym -ot,fałszywa nuta i gramy dalej.Jeżeli jednak zgrzyt spowodował naderwanie struny-symfonia nie będzie już ta sama.

Medycyna szkolna wciąż obawia się wniosków wynikających z tak prostych pomiarów jak EKG i MCG:one są wszak mierzone POZA ciałem,a to oznacza,że biofizyczne,zmagazynowane w sercu potencjały i informacje są transportowane przez cały organizm aż do zewnętrznej strony skóry.

Tony serca-następne źródło informacji i energii są tak samo transportowane przez płyny aż do zewnętrznej warstwy skóry.

CO dzieje się z tymi,mierzalnymi przecież energią i informacją,kiedy osiągną skórę?Skończyły podróż?Rozpuszczają się w powietrzu?

Tu wracamy do jednego z praw fizyki mówiącego o tym,że energia i informacja opuszczając materię nie znika,a jest oddawana do otoczenia.

Pola elektromagnetyczne rozchodzą się z prędkością światła.Mimo,że siła sygnałów z wiadomych powodów jest bardzo mała,indywidualna energia serca człowieka promieniuje z prędkością ok.300.000 km na sekundę a więc nasza energia serca jest największym źródłem biofizycznej energii w organizmie.

Fantastico?Pewnie:to,że Ziemia jest okrągła,też było niegdyś dla ludzi fantazją.

Na pierwszy rzut oka jest więc nasze serce ot,mięśniem,ale kiedy zapoznamy się z jego dynamiką,pracą i powstawaniem…okazuje się organem nie tylko czułym,ale i inteligentnym.

Nic dziwnego,że prastare cywilizacje przedstawiały serce jako słońce-pulsujące centrum energetyczne naszego biofizycznego „systemu słonecznego” a mózg-jako Ziemię.Więc…..to mózg kręci się wokół serca,nie odwrotnie……?

Ze co,że przenośnie,że porównania,że wyobrażenia?Oczywiście.To samo dotyczy teorii o powstaniu świata przez Big Bang ,grawitacji jako siły oraz myślenia jako procesu przetwarzania informacji.To też metafory.To mentalne narzędzia do przybliżania nam Natury i rozumienia,jak możemy żyć zdrowo,jak możemy żyć rozumnie i szczęśliwie.

„Rzeczywiście odkrywcza podróż polega nie na szukaniu nowego lądu,ale na spojrzeniu na coś nowymi oczyma”. Marcel Proust.

Badacze nie wstydzący się poznawania zawiłości związków między organami materialnymi a aspektami duchowymi mawiają,że „rak jest efektem działania bezsercowych komórek”-komórek z zakłóconym (lub pozbawionych go ) dobroczynnym wpływem  źródła energii-serca.Z zabitą żywotnością-mówiąc w skrócie.Patrząc na to z punktu medycyny naturalnej-mają rację…rację mają też chińscy oraz ayurwedyjscy lekarze,którzy prastarą wiedzę o sercu przenieśli troskliwie w dzisiaj i teraz i korzystają z niej ku dobru pacjenta i błogości własnego sumienia.Medycyna Zachodu uparcie beczy:”nieeeeee,w serce wali się chemią albo lancetem,w raka wali się chemią albo lancetem,to przecie ino organ,fragment maszyny”!Ano nie „ino”.Medycy amerykańscy mieli okazję szybciej od innych zapoznać się z pojmowaniem serca w ujęciu Kahunów i niektórzy-jak wspomniani już dr Schwartz,Russek chętnie z tego skorzystali.

Ten wpis teoretycznie równie dobrze mógłby znaleźć się w cyklu o hunie,ale myślę,że czytelnicy już się zorientowali,że żaden z tekstów nie jest zupełnie odrębny od pozostałych i stronę należy traktować jako całość,tak więc,jeżeli komuś obce jest pojęcie huny,polecam wejście na cykl o niej,gdzie, kontynuując o sercu w ujęciu pierwotnych ludów Hawajów,zorientujemy się:oni wiedzieli od dwóch tysięcy lat,że to,co później zostanie nazwane przez białych medyków „kardiologią energetyczną”, jest rodzajem muzyki,jest wiedzą o szczególnym rytmie i sposobach odczuwania go.Wiedzieli o tym i Eskimosi,i Aborygeni i Indianie….i,jak mawiają szamani :”Przynależni do świata Zachodu zapominają,że też są pramieszkańcami swych lądów,z korzeniami łączącymi ich z wiedzą ich przodków. Współczesny,zachodni mózg może się nauczyć myśleć pradawnym, duchowym sercem…ale czy zechce?” Podsumujmy:wiedzieli wszyscy,ale cywilizacja Zachodu skutecznie to zdusiła,jednocześnie przygniatając „zdobyczami” swoich członków.Czy nie jest naszym obowiązkiem wiedzę te reaktywować?Człowiek Zachodu od razu spyta:” a co ona nam DA?”Gdybym mogła wytłumaczyć komuś,kto nigdy nie czuł jedności z naturą,z innymi istotami (również ludźmi),kto nigdy nie czuł,że każdy czyn wyrządzany komuś,robimy sobie,gdybym mogła wytłumaczyć to niesamowite poczucie zdrowia,siły,istnienia w harmonii z Wszechświatem,poczucia spełnienia,powiedziałabym: zrozumienie tego daje życie.Po prostu.”Kto nigdy nie żył…..”

Ale dla tych,którym prostota nie wystarcza,opowiadamy o sercu dalej.

Wszystkie żywe organizmy są manifestacją energii zawierającej informacje (z fizyką jeszcze nie skończyliśmy:-).To systemy przemian informacyjno-energetycznych.Ponieważ systemy są nośnikami energii,wymieniają ciągle informacje-a więc i pamięć.To,co rozumiemy jako duch,rozum,świadomość,rozsądek-to manifestacje energii zawierającej informacje.Czyżby energia serca była specyficznym kodem życia,nośnikiem przypomnienia naszego systemu,kim jesteśmy?Wszystko wskazuje na to,że TAK.Informacja jest tym,co nadaje systemowi formę,strukturę, energia zaś siłą poruszającą systemy,łączącą ich aspekty i wspierającą całość w komunikacji.

Serce jest głównym źródłem info-energii,nieustannie wysyła sygnały określonego wzoru,które regulują czynności komórek,organów…serce to centrala infoenergetyczna.Jesteśmy więc fizyczną manifestacją pamięci komórek.

Biologom molekularnym jest dobrze wiadome,że istnieją molekuły posiadające wyjątkowo dobrą pamięć,że udaje się im magazynować kompleksowe,zakodowane informacje.Kwas nukleinowy znajduje się we wszystkich jądrach komórkowych,które są nośnikami genetycznej informacji.To one rozstrzygają o naszym obrazie,o pewnych dyspozycjach-przynajmniej w sporej części….

I tu musimy skonfrontować serce z mózgiem.

Mózg cierpi na niezliczone fobie,z których największą jest strach przed śmiercią,odczuwany nieraz przez całe życie;-), pozostałość z czasów,kiedy przodkowie uciekali przed maczugą:-).Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi uważa,że mózg skłania się do ciemności,pesymizmu,jego energia wydaje się być przekazaną energią strachu,agresji,bólu….To tłumaczyłoby zamiłowanie sporej części społeczeństwa do krwawych walk,horrorów,znajdowania satysfakcji w nurzaniu się w negatywnych emocjach.

ALE mózg jest też kontemplatywnym,czującym systemem.Nasz racjonalny,rozwinięty mózg jest często brany ” w niewolę” przez hiperwrażliwy móżdżek,co prowadzi do zminimalizowania inteligencji emocjonalnej podarowanej od serca właśnie….Mózg wydaje się traktować wszystko wokół jak środki do własnych celów,ale kiedy stawia się na pierwszym miejscu,usiłując podporządkować serce,jego system się….wypala.To serce jest najsilniejszym mięśniem w ciele,który,znajdując się ” w ucisku” wysyła stres do mózgu,jednocześnie powodując zakłócenia w jego funkcjonowaniu.Bypassy?A może transplantacja serca?Muszę Was rozczarować:to wegetacja,to oczekiwanie na nieuchronne,przy czym bypassy to dodatkowe potężne obciążenie pozostałych naczyń układu,co -delikatnie mówiąc – nie wpływa pozytywnie na jakość życia.Jasne,mając perspektywę jego utraty,człowiek godzi się na wszystko,ale czy naprawdę musi tak być? I czy musiało do tego dojść?

Lektura:p.poprzednio plus:

„Energy cardiology” w „Advances”,nr 12,1996 -Russek,Schwartz

 J.G.Miller,”Living Systems”,NY 1978,

B.Siegel,”Emotions,Energy and Healing” ,Advances,nr 13,1997

E.Laszlo,”The Interconnected Universe:Conceptual of Transdisciplinary Unified Theory”,1995

M.Csikszentmihalyi,”Dem Sinn des Lebens eine Zukunft geben”,1995

L.Berkowitz,”Frustration-Aggression Hypothesis:Examination and Reformation”,w „Psychological Bulletin”,1989,106

Posted in kardiologia naturalnie, zdrowie | 4 Komentarze »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 8, 2010

ŁATWIEJ  WIERZYC  KŁAMSTWOM  SŁYSZANYM  TYSIACE  RAZY  NIZ  PRAWDZIE  SŁYSZANEJ  RZADKO  ALBO  NIGDY NIE  WYPOWIEDZIANEJ.

                                                                                                                                                 Robert Lynd

O ile za każdym razem,kiedy przedstawiciele medycyny szkolnej wychodzą poza ciasne ramy swego fachu i to w dodatku w dobrą stronę,cieszę się nieprzytomnie;-),to tym razem najpierw ucieszyłam się a potem….zaczęłam zastanawiać.Niewątpliwie,bardzo pozytywnym sygnałem jest,że dwaj (przepraszam,jeżeli miało w tym udział więcej osób-słyszałam wypowiedzi dwóch) polscy lekarze odważyli się powiadomić opinię publiczną o związku pracy serca z działalnością natury a w szczególności słońca oraz frontów atmosferycznych.Ba-opowiadali o działalności fal w organizmie,a więc postawili spory krok do akceptacji homeopatii.Podziwiam ich.Mało tego-moim skromnym zdaniem zasługują Oni wręcz na wyróżnienie i sporą popularność jako osoby wyjątkowe.Są dowodem,że widmo ostracyzmu środowiska nie może przeważać nad prawdą  ani dobrem pacjenta.

Nie mogę się jednak uwolnić od myśli,jaki udział w ich badaniach i obserwacjach miały badania wymienionego już tu w poprzednim odcinku o sercu prace dr Schwartza i jego kolegów,prace brytyjskich lekarzy,homeopatów oraz wiedza starych plemion,antycznych narodów,ot, praludzi,którzy świetnie o takich związkach wiedzieli a nawet tę wiedzę wykorzystywali oraz-wiele z nich opisywało by potomność nie musiała zbyt wiele zgadywać.

Pytanie,czy głównym problemem nie jest tu fakt,że wiedza naturalna,przekazywana od tysięcy lat,nie jest uważana za wiedzę,póki nie ogłosi się jej ex cathedra i dlaczego?

Nie od dzisiaj krzyczy się o „wynalazkach” współczesnej cywilizacji,które tak naprawdę trwają sobie w świadomości ludzi światłych od lat wielu a poza świadomością ludzi kształconych systemowo,tyle,że nie podpisał ich żaden profesor.No,chyba,że można je opatentować-wtedy,to co innego.Stare nie stare,raz-raz patencik i już można odcinać kupony.

Wielki biznes nigdy nie był i nie jest zainteresowany tym,czego licencjonować lub opatentować nie można,a już na pewno nie czymś,co uczyni ludzi wolnymi od jego macek.Wielki Biznes jest maszyną krwiożerczą.

Jestem bardzo ciekawa,jaki rozwój pociągnie za sobą ogłoszenie polskich naukowców,ponieważ jeżeli coś tak oczywistego i znanego od wieków,ale potępianego przez oficjalną „naukę” zostaje ogłoszone,to zaczynam podejrzewać podstęp.Czy doprowadzi to do:

-usprawiedliwiania manipulacji pogodą

-pozbawienia astrologów udzielania porad odnośnie działania planet,bo będzie to uważane za terytorium medyka (wtedy wszystkiego najlepszego pacjentom;-))

-może do opatentowania kolejnego „cudownego” aparatu-oczywiście obowiązkowo do nabycia przez „sercowców”- wyczuwającego zmiany pogody (jakby nie można było obserwować natury),ewentualnie stworzenia „cudownego” leku działającego w zależności od aktywności słońca

-uaurgumentowania wszczepienia czipów rejestrujących zmiany organizmu w odpowiedzi na zmiany pogody i ułatwiających automatyczne dawkowanie leków itp.?

Nie tak dawno wszędzie można było usłyszeć o „cudownych właściwościach” modyfikowanego lnu-chodziło o opatrunki,m.in. w poparzeniach.Nigdzie,wrzeszcząc o „nowym cudownym opatrunku” nie powiedziano,co wiadomo od lat:że len i bez modyfikacji miał i ma wspaniałe właściwości,które od lat stosuje się w leczeniu oparzeń i ciężkich ran,szczególnie olej lniany,ale nie tylko.Jak można było się domyśleć,akcja propagandowa  mająca zapewne zachęcić ludzi do akceptacji modyfikowanych roślin w części się powiodła,bo spróbujcie wytłumaczyć ciężko poranionemu człowiekowi,że nie tylko „nowe cudowne opatrunki” mogą pomóc zabliźnić rany,ale i opatrunki na bazie substancji z  poczciwego,niemodyfikowanego lnu-abstrahując od tego,że są i inne naturalne środki świetnie leczące oparzenia o których pewnie kiedyś napiszę.

Poczekamy,zobaczymy,ale jedno musicie przyznać:takie „nowości” to starożytni obserwowali bez „wspaniałych” maszynerii tysiące lat temu.Zacznijcie drodzy naukowcy pracować nad otwartością relacji z ludźmi i nie róbcie z nich przedszkolaków,ponieważ zdarza się,że pacjent/klient  bywa poinformowany lepiej niż osoba,do której po radę przyszła.

Kontynuujmy więc opowieść o sercu widzianym oczyma badaczy zachodnich otwarcie przyznających się do korzystania z obserwacji oraz doświadczeń ludów pierwotnych.

Skończyliśmy na falowaniu…..skąd ono?

Jedna z prostszych zasad fizyki-ale za to chyba jedna a może jedyna prawdziwa ;-)-mówi,że opuszczając ciało,energia nie znika a zostaje oddana środowisku,otoczeniu.Rozumując fizycznie,naturalnym stwierdzeniem wydaje się następna zasada,że pola elektromagnetyczne rozścielają się z prędkością światła w „próżnię przestrzeni” (fizyka zawsze miała problemy z definiowaniem natury;-)).

Aż dziw,że zostało to sformułowane w nauce,która istnieje wyłącznie w laboratoriach,gabinetach i na biurkach. Niestety,tym stwierdzeniem,nie uwzględniając pewnych istotnych czynników,fizyka doszła do ściany,ale o tym jeszcze będzie.Na razie wykorzystajmy to,co oficjalnie raczyła przyznać….bo innego wyjścia raczej nie miała:-)

Jeżeli założymy,że energia jest informacją,co też potrafi funkcjonować oficjalnie,to serce jest największym źródłem  biofizycznej energii w ciele a biorąc pod uwagę,że człowiek jest i materią i informacją i energią,to jasne staje się,że zakłócenie subtelnego pola wokół człowieka musi skutkować zakłóceniem pracy źródła energii.

Jeżeli dopuścimy,żeby opadła ciężka skorupa wokół naszego serca i otworzymy je na uczucia pozytywne,to z kardioenergetycznego punktu widzenia jesteśmy w stanie utrzymać taki stan źródła energii,żeby przetrwać wszystkie stresy,frustracje,żeby nie dać się żadnej traumie.

Szczerym śmiechem,dobrocią,umiejętnością dzielenia się z innymi swoją akceptacją,radością (zobaczmy,jak ciężko jest -piszę to nie pierwszy raz i będę pisać do znudzenia) Polakowi pochwalić Polaka!I jak wiele ludzi stoi w kolejce do gabinetów kardiologów.Czy naprawdę nie widzicie zależności?

Pozytywnymi uczuciami zachowujemy kardioenergetyczną równowagę,umacniamy swoje jestestwo.

Nasze ciało postępuje zgodnie z cyrkadiańskim rytmem (24 h),nasza biochemia ma własne wyże i niże-o tym mówi się na szczęście coraz częściej.Wszystko,co żyje,podlega nie tylko bio-rytmowi,ale i infoenergetycznemu rytmowi,o którym jakoś tak wstydliwie się milczy.

Tymczasem każde uderzenie serca posiada swój szyfr,rodzaj kodu,który zawiera istotę naszego istnienia,zawiera energetyczną informację.Dr Schwartz określa to jako odwieczne mierzenie sił między dawaniem a braniem,nocą a dniem,zimą a latem,miłością a nienawiścią…to właśnie odzwierciedlają systoliczne/diastoliczne kontrakcje serca.Dlatego też nienawiść,złość,gniew do zaburzenia pracy serca prowadzić po prostu MUSI.To informacje,które mają wpływ na kodowanie pracy naszego źródła życia.Co zakodujemy,to mamy,co zakodujemy,to oddajemy i to również dostajemy.

Cesarz Juang Ti (267-297 p.Chr.) pozwolił zanotować pisarzowi swą obserwację:

„Kiedy duch człowieka zamknięty,mądrość wykluczona,wtedy nadchodzi choroba”.

To bodaj pierwsza albo jedna z pierwszych,zapisanych tez dotyczących chorobowego związku między zimnym, martwym teoretycznie  mózgiem a martwotą ciała-w następstwie już nie teoretyczną.

O ile tępię chińskie poglądy dotyczące pozyskiwania leków ze zwierząt-mają wystarczająco ziół oraz wspaniałą akupunkturę,ale niestety,na lekach ze zwierząt można zarobić sprzedając je Zachodowi oczywiście,to nie mogę odmówić Chińczykom mądrości,z jaką przechowali – i używają do tej pory-wiedzę przodków.

Dla Arystotelesa serce było siedzibą duszy.

Czysto medycznie a raczej wg medycyny szkolnej,więc FIZYCZNIE,serce-Myocardium-jest prężnym mięśniem znajdującym się w środku klatki piersiowej,dokładniej dwiema pompami przedzielonymi ścianą-Septum.

Chińczyk od razu powiedziałby o rodzaju kardiovaskularnej gry obu sił:Yin i Yang i że każda strona ma własną energię i własne zadania.

Obie strony posiadają górny odcinek,Atrium,przedsionek,który przyjmuje krew i dolny-Ventriculus,komorę serca,która krew rozprowadza.Lewa strona jest silniejsza:europejski medyk powie,lewa wpompowuje krew przez naczynia,na odległość tysięcy kilometrów,z takim ciśnieniem,jakby fontanna strzelała na dwa metry.Prawa jest w pierwszym rzędzie odpowiedzialna za transport krwi z i do obu skrzydeł płuc.Tutaj wystarczyłoby ciśnienie fontanny strzelającej na metr.

Zycie istoty posiadającej serce zaczyna się,kiedy ten systoliczno-diastoliczny,systemiczno-pulmonalny rytm uruchamia się i swoim zmiennym ciśnieniem góra-dolina włącza do obiegu niesamowitą objętość informacji energetycznej,tej samej informacji,z której składa się szyfr serca.Ale skąd się bierze sam ROZRUCH?!Czy o tym mówi medycyna akademicka?Nie przypominam sobie.

Czy medycyna akademicka tłumaczy też,skąd się bierze ciśnienie i czy naprawdę maleńkie serce jest w stanie rozprowadzić tyle krwi przez tyle tysięcy kilometrów naczyń tylko z pomocą ciśnienia?Też sobie wyjaśnienia tego nie przypominam.

Przyjrzyjmy się na chwilę komórkom….

taaaak,wszystkie mają membrany komórkowe,DNA,jądro,cytoplazmę z jej strukturami….komórki serca posiadają coś,czego nie mają żadne inne komórki.To nie składnik-chociaż nowy składnik być może zostanie jeszcze odkryty,ale tym czymś,czego nie posiada żadna inna komórka,jest właściwość:PULSOWANIE.

Pulsowanie w jednym rytmie i wymiana informacji.

A teraz przejdźmy ponownie do pojęcia serca jako „pompy” -uprzedzam,że wg moich wiadomości takie spojrzenie na czynność serca raczej nie było publikowane,więc mam nadzieję,że wniesie ono co nieco do pracy ludzi zajmujących się sercem w celu „odkrycia” czegokolwiek:

pytam:jak serce może pompować krew,jeżeli erytrocyty (czerwone ciałka krwi )mają formę okrągłych płytek,porównywanych też do biszkoptu, o przekroju ok.7,5 do 7,7 mikrometrów,światło  kapilar zaś od 5 do 1o-a więc niewiele większy a często mniejszy?Wyobraźmy sobie,że komórki krwi są pompowane i zróbmy jakikolwiek eksperyment przepływowy z płaskim przedmiotem-on zawsze przy wpływie gdziekolwiek ustawi się w poprzek  i zablokuje kanał.Czy fizycznie biorąc pompowanie krwi jest więc możliwe?

No tak, przecież komórki krwi w pewnych warunkach dopasowują się do otoczenia,w wąskich kapilarach nawet  chudną,ale….długo się nie poruszają.A jednak system krwionośny działa.Przestrzenne podzielenie ciałek krwi w arteriach jest silnie zróżnicowane.Krew porusza się przez naczynia-jak i w sercu-SPIRALNIE.Spiralne pompowanie?Ruchu krwi NIE można porównywać do pasywnie pompowanej cieczy.

U embrionów krew porusza się uporządkowanymi drogami zanim wykształci się serce-jeżeli nie jest zaś jeszcze ukształtowane,nie może pełnić swej funkcji.CO „pompuje” krew w embrionie według naukowców?Pompa,która jeszcze nie urosła?

Ukształtowana -przepraszam,ukształtowane,bo dla mnie wciąż serce,to serce,NIE POMPA-zaś-ciągle jest niewielkim organem,nie wspominając o lepkości i gęstości krwi,która w tzw. „pompowaniu”  fizycznie ujmując też miałaby udział co najmniej fantastyczny.

Kardiolodzy znają kroki do przyczynowego łańcucha rozpędu (napędu) procesu „pompowania”,wiedzą,że jest on wyprowadzany od mięśnia sercowego,tamten od różnych nerwów itd….ale obojętne,jak daleko w swoim redukcjonizmie zajdą,ZAWSZE kończy się na pytaniu:CO lub KTO daje pierwszy sygnał?

Do następnego odcinka…wiosna,wiosna,pamiętajcie o ciepłych uczuciach…Będzie o herbatkach na poranione serca:-), ale nic nie dorówna uśmiechowi i życzliwości wobec innych.

Nawiasem mówiąc:jest w Tajlandii klasztor,gdzie mnisi żyją z tygrysami na jednym podwórku.Opiekunem klasztoru i tygrysów jest mnich,którego ponad trzydzieści lat temu lekarze medycyny szkolnej skazali na śmierć:miał zdiagnozowaną białaczkę i w perspektywie terapię akademicką,na którą bynajmniej nie miał ochoty.To było w 1976 roku.Człowiek został mnichem i poświęcił się ratowaniu tygrysów.Dzisiaj przechadza się z tygrysem po klasztornym parku i wspomina,jak to było,kiedy miał już nie żyć;-) OPTYMIZMU życzę!

Lektura:ciągle aktualna z poprzedniego wpisu o sercu plus :

„Brain and Values:Behavioral Neurodynamics”,Probam,King,Lawrence Erlbaum Associates,New Jersey 1996

„Dynamical Energy Systems and Modern Physics:Fostering the Science and Spirit of Complementary and Alternative Medicine”,w „Alternative Therapies in Health and Medicine”,1997,G.E.Schwartz,L.G.Russek

„Herz -Kreislauf u.Abwehrsystem,Angiologia”,Uwe Gille

Posted in kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.Cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 26, 2010

Właściwie można by podciągnąć ten wpis pod temat o ciśnieniu,ale…nie.SERCE zasługuje na zupełnie osobne miejsce….Podobno każdy je ma,ale patrząc po niektórych zachowaniach…spróbujemy wyjaśnić,co z tym sercem i dlaczego szeczególna troska o nie wyjątkowo się opłaca.Absolutnie każdemu.Tak,jak ważna jest współpraca ludzi złączonych wspólnym celem a przynajmniej nie przeszkadzanie sobie nawzajem,tak nie jest możliwy brak współpracy między organami-jesteśmy wszak mikrokosmosem,jesteśmy powtórzeniem wszechświata…co będzie tu do udowodnienia-oczywiście tylko dla niedowiarków,bo „dowiarki” wiedzą o tym już od bardzo,bardzo dawna.

Będzie o tym,co jest istotą serca,co jego najważniejszą funkcją i …dlaczego zdrowe serce potrzebuje spojrzeć w gwiazdy-przynajmniej od czasu do czasu:-)

Zanim o antomii….nasi przodkowie byli świetnie z energią,którą serce posiada-obeznani.Wiedzieli,że to serce posiada najgłębszą z mądrości i nie wahali się jej użyć:-)Ale potem nadeszła era „rozumu”.Piszę „rozumu”,bo niestety,nie o taki rozum naturze chodziło.Jesteśmy w stanie odkrywać kosmos,tworzyć wszelakie,technologiczne gadżety,ale spójrzmy na historię naszej cywilizacji…czy nie biegniemy prosto w otchłań?Otchłań,którą stworzyliśmy sobie sami „rozumem” właśnie?A może straciliśmy rozum….może straciliśmy serce?

Nie,nie zarzucajmy niczego inteligencji-to ona pozwala nam lepiej zrozumieć również działanie serca,rozwinąć najróżniejsze instrumentarium poznawania świata….chociażby rozwinąć teorię kodowanych drgań,powstających w Kosmosie,dających wszechświatowi praprzynależną frekwencję i formę.Czytaliście może książkę Dr Heinza Pagelsa „Kosmiczny kod.Fizyka kwantowa jako mowa natury?”.Jeżeli nie-koniecznie przeczytajcie.

Tzw.naukowcy i medycy boją się wyrażać wątpliwości,które przez ich kolegów mogłyby zostać potraktowane jako „nienaukowe”.Boją się,ale wielu wyraża mimo to a jeszcze więcej je po prostu posiada.

Nawet,jeżeli nie chcecie zgodzić się z konsekwencjami własnych odkryć,badajcie.Tylko tak możliwe jest poznanie…. siebie.

Na początku lat osiemdziesiątych dr Schwartz (Yale University) spróbował wyjaśnić,jak atomy,komórki,organy,jak np.serce-są w stanie przechowywać zakodowane informacje.Teza,że serce może magazynować energię oraz informację, które z kolei zawierają jądro naszego istnienia,oburzyła kolegów i koleżanki doktora.Nieważne było,że taką tezę wysuwali już wcześniej badacze starożytni,że teza ta pokrywała się z teorią huny-tak,tej samej huny z Hawajów.

Teza,że serce potrafi się uczyć i posiada zupełnie osobisty kod,było w nowoczesnym świecie nie do wybaczenia.Jeżeli dr Schwartz udowodniłby to medycynie szkolnej,to zawaliłaby się przecież kardiologia z jej „pompą,czyli workiem mięśniowym itp”.Nie mogła się zawalić,bo serce nigdy pompą nie było,nie było nią też ani dla Hindusów ani dla Chińczyków….Ale jako pompa trwało w akademickich mózgach,które uporczywie zwalczały teorię serca jako najważniejszego ośrodka energii życiowej.Ba-dostawały drgawek na samo słowo „energia”.

A tymczasem…wszystko,co robimy i myślimy jest energią,która koduje się w naszym sercu .

Bicie serca jest falą.Tempo bicia jest długą falą a oddech-jeszcze dłuższą.Zaobserwujmy to na swoim przykładzie.A teraz…czy coś nam się rzuca w oczy?To fala nakładająca się na falę-osadzanie się fal krótkich wewnątrz fal długich-tzw.gniazdowanie,co zaobserwował m.in.dr Schwartz opierając się z kolei na sugestiach wielkich poprzedników.

Spytajmy teraz siebie:co się stanie,jeżeli w fale rzucimy kamień?Proste,prawda?Zburzymy falowanie.Zakłócimy je.Takimi kamieniami są negatywne emocje-zaburzają subtelne „gniazdowanie” serca prowadząc do rozedrgania systemu najważniejszego:systemu,na którym opiera się nasze istnienie.Niby wszyscy wiemy,że złość itp.nie służą,ale JAK to się dzieje?…cdn. 

Lektura :”Neurotherapy and the heart.The Challenge of Energy Cardiology”.G.Schwartz i L.Russek

„Trójwymiarowa dynamika arytmii serca”-A.Winfree

Posted in kardiologia naturalnie | Leave a Comment »