Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for the ‘homeopatia’ Category

o homeopatii bezpośrednio

Woda, czyli życie. Oraz: myJEMY ząbki ….(powiedziały fluorki);)

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 29, 2013

„Pijąc wodę, pamiętaj o źródle” . Chińskie, traktujące nie tylko o wodzie:)

Słoneczko, dni wolne…. jeść, pić i popuszczać pasa…. Zapomnieć o problemach, potyczkach, kto z kim i za ile….choć oczywiście kłótnie to rzecz najważniejsza;)))) – przynajmniej, jeżeli zerknąć na internetowe fora ….

Kłótnicy zachowują się, jakby stawiali własne życie w obronie – wyobrażonej lub mającej podstawy – ale przecież swojej prawdy. Przeklinają, plują, podstawiają nogi i cieszą się, kiedy wraz z nimi ktoś jeszcze kamyczek podrzuci, bo „cała radość, kiedy wszyscy w błocie”……  Ten obraz zastanawia, bo jak może być dobrze w kraju, w którym miliony tracą czas na podwórkowe użerki?

Niestety, skojarzenia z „polskim piekłem”, o którym zawsze mówiłam, że nie ma narodowości, że tak może być w każdym kraju …..a istnieniu którego, teraz, ze wstydem muszę przyznać wiele racji – te skojarzenia stają się coraz wyraźniejsze. Czy może dziwić, że tak łatwo jest mieszać w tym kotle, tak łatwo doić ludzi, manipulować… przecież, zawzięci w „swoich racjach” nawet nie są w stanie dostrzec, że ktoś zdziera im ostatnią szmatkę z d……  

A jeśli nie ma litości co do obleczenia, nie będzie miał i co do pożywienia….. Porzućcie nadzieje, że macie 
monopol na racje i albo przestańcie się kłócić i zróbcie coś pożytecznego albo…… niech się dzieje, co chce!

Bo działo się będzie:

w ww.americanlivewire.com /nestle-ceo-says-water-is-food-that-should-be-privatized-not-a-human-right.

Dobrze czytacie…. Pan szef koncernu N*stle, P.Brabeck, stwierdził, że woda jest środkiem spożywczym i winna być sprywatyzowana… że woda nie należy do praw człowieka .

Być może i do „praw” nie należy…. Ale, tak jak i człowiek (przynajmniej większość:)), pochodzi od Natury i NIKT nie powinien jej zawłaszczać, tzn. na wyłączność, a już na pewno nie KONCERNY!

Pan B. doszedł do wniosku, że z 65 miliardami dolarów rocznie – co czyni N*stle największym koncernem spożywczym na świecie, a klientów – co jest obiektem dumy wyżej wymienionego – „zależnymi od firmy” – ma prawo położyć łapę również na zasobach wodnych.

Nie od dziś wiadomo o pomysłach prywatyzacji wody, prowadzone są akcje protestacyjne – wiele z powodzeniem, w niektórych miejscach wycofano się z już istniejących struktur własnościowych na rzecz państwa…. ale tak otwarta bezczelność człowieka produkującego pospolity hmmm….. dla mnie to jest niejadalne, powiem więc oględnie: środki przemysłowe oznaczone jako żywność, mówi wiele odnośnie możliwości spełnienia jego zakusów.

Jakieś argumenty? … Ach, tak, a że np.” za 15 do 20 lat jednej trzeciej ludności świata zabraknie wody i oczywiście koncern N. uratuje ich przed tą katastrofą….” . Och, niewątpliwie ;)……..

Koncern pragnie władzy nad wodą i jednocześnie krytykuje rolnictwo naturalne z jego produktami, przy okazji chwaląc GMO.

I wszystko jasne. Bo chce …. WSZYSTKIEGO.

Czy mu się uda… ? To zależy. Patrząc na aktywności ludzi całego świata w proteście przeciwko pazernocie, myślę, że jest ok. Ale patrząc na niepokojące ruchy w kraju i zażarte walki o g………, o to, że „ktoś o kimś coś pomyślał, a tamten odpowiedział/nie odpowiedział, a ten drugi krzywo spojrzał….” – patrząc na to chce mi się wrzasnąć:
a niech to wreszcie p………….e! Może wtedy … porządek… zrobi się ….. SAM?

Ale … to chwile. Smutne chwile, bo wciąż nie chce mi się wierzyć, że obok mądrych, dobrych, rozumnych, jakimi znam mnóstwo Polaków, jawi się aż tylu ……stanowiących ich przeciwieństwo i najczęściej… oraz najgłośniej
słychać niestety tych ostatnich.

Czy pogrążeni we wzajemnych owarkiwaniach,  zaciskaniu szczęk i dyszeniu zemstą …zorientujemy się, że …. wypadają zęby?  Czy obudzimy się dopiero wtedy, kiedy nie będzie czym gryźć? ………………………

Dzisiaj, jako, iż rzecz o wodzie zaczęta, krótko: związki fluoru &co.

W Niemczech, Bundesinstitut fuer Risikobewertung, dawno już stwierdził: „Fluorki nie są ludziom niezbędne do życia” ( wg Informationsblatt, 2005 ) . Tam, od 1993 roku nie ma mowy o fluoryzowaniu wody, zrezygnowały z niej najznaczniejsze, europejskie państwa.

W międzyczasie ukazały się wyniki meta-studiów Uni Nanjing (2008), wedle których 20-letnie spożywanie wody z podwyższoną zawartością związków fluoru obniża  IQ o 7 punktów. Wprawdzie te akurat studia należą do rodzaju „a udowodnij, że jest inaczej”;))), jednak Azjaci – choć sami w kwestiach przemysłowych nie bez win –  na każdym kroku pokazują Zachodowi, jak bardzo się on i na jak wielu polach myli.

Niby są studia dowodzące szkodliwości wpływu związków fluoru na organizmy… niektóre znane od lat 20-stych!-do tej pory zaś nie ma studiów laboratoryjnych dowodzących, że fluoryzacja redukuje destrukcję ( nieciekawy zwrot, proszę wybaczyć) zębów, że wspomaga proces ich regeneracji, nie ma studiów  epidemiologicznych (chyba, że o nich nie wiem lecz nie sądzę) pozwalających na twierdzenia, iż fluoryzacja pomaga zapobiec próchnicy etc., ALE związki fluoru są promowane do codziennego spożycia, w dodatku w abstrakcyjnych normach. Równolegle zabroniono stosowania (BRD) w stołówkach tego typu soli ( fluorki – sole kwasu fluorowodorowego), a wody mineralne mogą posiadać nie więcej niż 5mg/litr.

Zakładając, iż ktoś spożywa w sumie ok.10 mg związków fluoru dziennie przez dłuższy czas, konstruuje sobie problem, tym  bardziej, że 15- 70% przyjętej ilości zostaje w tkankach, kościach…. Proszę sobie poczytać o fluorozie…. 

Powie ktoś: „Nie piję mineralnej, mam to w nosie”. Ale czyści zęby przeciętną pastą, może bierze jakieś psychofarmaceutyki… ? No niestety…..

Pisząc o pastach do zębów wprawdzie wspominałam, jednak przypomnę: istotnie, na krótko chronią zęby przed działaniem kwasów.,,,potem….  związki fluoru blokują przemianę materii nie tylko w patogenach, działają, jak granat na polu bitwy: co w zasięgu – obrywa.

Ach… już słyszę – „związku fluoru nie są wcale toksyczne, podobnie, jak w soli jest chlor, a przecież ją jemy…..”

Pomijając już, że fluor jest najaktywniejszym ze wszystkich pierwiastków, że można nim zapalić nawet żelazną watę, że starczy parę minut oddychania powietrzem o zawartości 0,1% fluoru, by zejść z tego świata (szczęśliwie jego zapach tak diabelski, że od razu wiadomo: trzeba zmykać)…. pomijając te drobnostki;) – no przecie chodzi o fluorki, nie o sam fluor:))))….

O toksyczności decydują różne czynniki, nie tylko nasza wiedza – a czasem wręcz „wiedza o związkach  bez związków”, czyli wkuta w szkolnej ławie informacja zawierająca wyłącznie chemiczne symbole i reakcje oraz ich wyniki z rzędu „poprawnych koncernowo”, podyktowane wprost „troską” przemysłu chemicznego o ludzkość….

Jednym z takich czynników jest np. zdolność odtruwania organizmu, a ta uwarunkowana jest m.in. obecnością enzymów.

Jeżeli związki fluoru dodawane przemysłowo do past, leków, wody…. są w kategorii „biocydy”, to jak mogą NIE być toksyczne?

Jeżeli te same związki fluoru niszczą enzymy ( znane 24 enzymy blokowane przez fluor), jak mogą być dla człowieka korzystne?

A może równie korzystny jest triclosan – również składnik past do zębów, wg Bundesinstitut fur Risikobewertung: „zastosowanie triclosanu winno być ograniczone wyłącznie na niezbędnym obszarze wskazań medycznych”?

A może jeszcze lepszy jest SLS – sodiumlaurylsulfate, przedmiot studiów m.in. na Uniwersytecie Tohoku, po których okazało się, że  jest w stanie zmieniać materiał genetyczny na poziomie komórkowym?

To tylko parę ze składników past – codziennych gości w waszych ustach.

Jeżeli …jeżeli już w latach 20-stych wiedziano tyle niemiłych rzeczy na temat fluorków, jeżeli wiedziano też o ich roli w powstawaniu raka krtani, w chorobach tarczycy – choć …. stanowiły oręż medycyny Zachodu w walce z nadczynnością t.! – że wymienię podstawowe „jeżeli” ….. – to czemu wciąż spotykamy je w produktach stosowanych masowo? ….. Fluorki działają już w koncentracji 1 ppm (parts per million) ….

„Skąd, ach skąd biorą się zaburzenia hormonalne….” ? No skąd….. ??????

Pytanie rzecz jasna retoryczne. A związki fluoru nie są tu jedynym winowajcą.

Jakaś alternatywa? Owszem. Może nie od razu żucie patyka, jak robią to buszmeni:) – choć przyznam,  metoda efektywna, może nie od razu – czyszczenie ząbków np.lipowym popiołem (bo skąd wziąć ma miejski człowiek lipowy popiół…), ale kiedyś używano … kredy.

Wapienia, ściślej – węglanu wapnia ( do 98%) wraz z resztówkami;) węglanu magnezu, tlenków – glinu i żelaza, cynku, miedzi …. Farmaceutyczna postać: Calcium carbonicum praecipitatum.

Niektórzy jedzą, by dodać sobie wapnia czy magnezu, ale, poza szczególnymi przypadkami, nie radzę nadużywać, proszę też nie przyjmować jej po posiłkach, ponieważ osłabicie organizm, a wapń i magnez właściwie nie będą przyswajane. 

Kreda jest w homeopatii środkiem wyboru przy próchnicy: Calcium fluoratum, Calcium phosphoricum.

W przypadku gingivitis – zapalenia dziąseł (niszczonych fluorkami!), ale i innych periodontopatii świetny jest propolis.

Z kredy można zrobić niezłą pastę ( UWAGA  – też nie należy jej jeść! :))  – samodzielnie, wystarczy nam:

3 łyżki stołowe kredy,

6 kropli olejku miętowego,

pół łyżeczki sproszkowanej, suchej szałwii,

ew. dodać parę kropli propolisu, sproszkowany rumianek, olejek eukalitptusowy ….. Różnicę w używaniu takich domowych  past zauważycie szybko. Wasz żołądek również, bo nie zapominajcie, że oralne przyjęcie fluorków skutkuje błyskawiczą resorpcją  (tych rozpuszczalnych w wodzie) przez śluzówkę żołądka …

Sole, poprzez kwas żołądkowy tworzą … fluorowodór.

Jeżeli dziecko zjadłoby całą zawartość tubki pasty do zębów, może nawet dojść do zgonu. To nie jest straszenie, to zwrócenie uwagi na trucizny, jakie sami, popularnie zapraszacie do Waszych domów. W USA przeciętnie „koncernowa” pasta do zębów ma ok. 1,000 ppm fluorków ( przypominam z postu o chorobach tarczycy – fluorki są produktem odpadowym przemysłu chemicznego ) W Europie – 1,400, 1, 450 …..

Czy związki fluoru występują w naturze? Oczywiście, że tak! Ale, podobnie, jak w przypadku każdego innego pierwiastka, związku chemicznego, substancji etc., nadużywanie go – już PRODUKTU przemysłowego, co samo w sobie stanowi różnicę między jego właściwościami – masowe, celowe, szczególnie w organizmie żywym – jest fatalną pomyłką LUB …. proszę wstawić dowolne.  

Przy nadmiernym spożyciu fluorków dadzą się obserwować: bóle żołądka, jelit, klatki piersiowej, skurcze, ogólnie – zaburzenia przemiany materii – jakbyśmy wpuścili komórki na minę. Ciągłe przyjmowanie fluorków prowadzi do fluorozy, ta zaś owocuje kruchością szkieletu (nie tylko), chorobami skóry, płuc…. Nie ma tego na opakowaniach past? Nie ma. I raczej nie będzie.

Czy to wystarczy, by zastanowić się nad codziennym sięganiem po pastę składającą się z rzeczy, których – znając ich pochodzenie i działanie, na pewno nie wzięlibyśmy do ust? Jeżeli nie …

„The Devil’s Poison: How fluoride is killing you” – D.Murphy ,
„The Fluoride Deception” – Ch.Bryson,
„The Hundred – Year Lie: How to protect Yourself fromt he chemicals That Are Destroying Your Health”,
R. Fitzgerald,  
w ww.docstoc.com/docs/5880474/211013 Fluorization of drinking water and cancer, dra J. Yiamouyannisa, Człowieka wielkiej miary, zmarłego niedawno biochemika mającego odwagę walczyć z całym przemysłem śmierci …. zaszczuty, oskarżany o sprzeniewierzenie się „nauce”… przegrał w wieku 58 lat. Dane biograf. na
w ww. library.umass.edu, ważna książka: „Fluoride the Aging Factor: How to recognize and avoid the devastating effects of Fluoride”.
A przy okazji … coś jeszcze o glutaminianie sodu, aspartamie… cysteinie & co. (wszystkie oczywiście sztucznie 
dodawane do żywności, proszę się nie bać cysteiny w rosole:)))): „Excitotoxins: The Taste That Kills” , doktora Russela L.Blaylocka – pozycja szczególna, o związkach stymulujących neurony na śmierć, uszkadzających mózg i nie tylko, na różnych stopniach.
Kiedyś Przyjaciel nadesłał mi też link, jednak z wielu względów nie zdecydowałam się oprzeć na nim jakiejkolwiek wypowiedzi… z czasem muszę przyznać, niejeden artykuł tam godzien jest przekazania dalej, proszę więc poczytać, po polsku:
w ww.vismaya-maitreya.pl – wielkie kłamstwo: Wpływ propagandy fluorku na nasze życie.

Coś jeszcze: niektórzy polecają farmaceutyczne postaci vitaminy C do usuwania fluoru z organizmu. Ja tego nie pochwalam, preferuję wyłącznie formy naturalne, a proszę nie zapominać: JEST ZIELONO 🙂

A…. Ktoś woli gotową pastę ze sklepu? Ależ proszę bardzo, jego sprawa ….. smacznego 😉

Reklamy

Posted in aktualności, chemia, farmakologia, homeopatia, tarczyca, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich. Cz.15. O potencjale nie tylko homeopatycznym :) c.d.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 1, 2013

Nie zażywajcie żadnych leków! Pan Prof. Walter M.Bortz II, niehomeopata 🙂

Prawda, że wstęp irytujący? :)))Bo przecież homeopatia, to jednak leki …owszem, zupełnie inne od alopatyków, będące też częścią – jakkolwiek lwią – homeopatycznego leczenia, ale LEKI, a tu …. takie motto…..?

A takie, bo najlepiej byłoby faktycznie prochów nie zażywać. Ruszać się na świeżym powietrzu, dobrze odżywiać, kochać innych i być kochanym, wykonywać pracę, którą się uwielbia, nie zamartwiać się, mieć szczęście, codziennie witać dzień uśmiechem ….Hę? Przynajmniej jedno nie ma miejsca w Waszym życiu? ….. I…..
chyba coś jednak szwankuje? I … ruch nie załatwił sprawy, bo już się ruszać tak całkiem nie możecie, a odżywianie też nie, bo choroba sprawiła, iż nie da się nawet wyczuć smaku, nie mówiąc o przyswajaniu? No i … bezsenność … depresje….. ?

Niestety, nie znajdę Wam przyjaciół i uprzedzam: jeżeli nie jesteście nimi dla SIEBIE, będzie Wam bardzo trudno rozpoznać przyjaciela w Innym. Nie polecę też gotowych mikstur, które uzdrowią w parę dni ….. Ale…. opowiem Wam, jak bardzo „pigułki” mogą różnić się od pigułek i dlaczego warto wiedzieć, czym.

Pytacie, w jaki sposób jednorazowa dawka homeopatyku może działać aż rok …a może i dłużej 🙂

Zanim spytacie raz następny, przeczytajcie proszę poprzednie wpisy o homeopatii i zwróćcie uwagę na działanie poprzez INFORMACJę. A potem pomyślcie jeszcze raz 🙂 

Im potencja wyższa, tym czas działania dłuższy – TAK, po jednokrotnym zażyciu. TAK, ten czas jest uzależniony od indywidualnego obrazu pacjenta. Klasyczna homeopatia proponuje w większości ( nie tyczy wyjątków) 
chronicznych zaburzeń jednorazowo C30 – jedna lub dwie tabletki, podobnie przy globulkach, jeżeli granulki z kolei to ok. od 8 do 20 – tak wpuszczamy do organizmu informację. Następnie obserwujemy efekty i odczekujemy do chwili, kiedy C30 przestanie działać – p.niżej, a my EWENTUALNIE dalej czujemy – i zauważamy – chorobę, wówczas jest moment na potencję większą.  

Ach…. że Hahnemann był masonem? Był. Goethe też  – zresztą bardzo masonerię krytykował, Mickiewicz – nasz Adam Mickiewicz również i CO Z TEGO, jeżeli służyli Ludziom z całych sił ??? Niepochlebnie kojarzy się? TAK. Bo ma prawo. Ale każde zjawisko posiada więcej niż jedną stronę, proszę więc – nie próbując usprawiedliwiać masonerii jako takiej – były zresztą jej formy rozmaite, o czym nie chcą wiedzieć krytycy Loży „BO TAAAAK”, …. – proszę więc łaskawie zechcieć nie dyskryminować Człowieka JEDYNIE dlatego, że „masonem był”.

Wracając do homeopatii – jeżeli informacja „przeprogramuje” 😉 organizm prawidłowo i obserwujemy wyzdrowienie, spokojnie sobie żyjemy:). W razie, gdybyśmy jednak doświadczyli powrotu choroby, przechodzimy do potencji wyższej, na zasadzie – wydaje się, nie bez słuszności byłby wzorzec Kenta : C30 – C200- tu uwaga – czas działania C200 to przeważnie 2 lata, jakkolwiek u dzieci – najczęściej, paradoksalnie:) o wiele krócej – C1000 – rzadko zachodzi potrzeba C1000 – przynajmniej z moich informacji -(ok. 3 lat), CM – nawet 5 lat…
ALE minimalne okresy …. chodzi o czas, w którym powinniśmy się powstrzymać od przyjmowania następnego homeopatyku – dla osób w miarę młodych – od 22 do ca. 55 – to przy C30 – mm 3 tygodnie, C200 – mm jeden miesiąc, C1000 – ok. 5 miesięcy, C 10000 – przynajmniej 2 lata. To działa,  jeżeli specyfik jest dobrze dobrany i dodatkowo nie dojdą czynniki przeszkadzające w leczeniu, jak np. toksyczna, alopatyczna chemia.

Do tej pory wstrzymywałam się z jednoznacznym stwierdzeniem, że alopatia zawsze zakłóca działanie homeopatii, ale niestety, nie mam już wątpliwości: zawsze – o tym, co jeszcze sprawia, że homeopatia nie pomoże – częściowo pisałam.

Ale te potencje …. proszę zawsze zważyć wysokość potencji ze względu na wiek i stan.

Starsi i bardzo chorzy, podobnie, jak chronicznie ciężko chorzy, osłabieni latami łykanymi farmaceutykami  – nie powinni zaczynać od potencji wysokich, a często nawet i średnich – a  niskich, w każdym razie wstrzymałabym się od polecenia czegoś powyżej C15 (maksymalny stopień potencji niskich).

Dlaczego? Ponieważ potencje powyżej C15 to duże wyzwanie dla organizmu – o ile może sobie z nim radzić młody, nie musi podołać starszy i b.osłabiony, a co, bywa zaowocuje pogorszeniem stanu!

 Co z dzieciakami? One nieźle radzą sobie z wysokimi potencjami, nawet „spalają”;) je szybciej, stąd okresy działania u dzieci często są wiele krótsze niż u dorosłych.

Wspominałam o wyjątkach w temacie potencji …. Wyjątki składają się na homeopatyczne apteczki pierwszej pomocy :))), ale nie tylko. Np. przy grypie można powtarzać dobrany środek np.C30 co dwie i pół godziny, bywa – co nawet 15 minut! – aż nastąpi poprawa – JEDNAK nie więcej niż zaleconą ilość dawek – kiedy już czujemy się w miarę dobrze, kiedy ustąpią ostre symptomy  – PRZESTAJEMY brać homeopatyk. Ani pół dawki więcej, ponieważ organizm leczy się dalej sam. Jeżeli …. po paru godzinach wróciłyby symptomy – przypadek chorób ostrych – powtarzamy wówczas JEDNą dawkę leku, może być o zwiększonej potencji.

Najważniejsze? Proszę Początkujących, by w żadnym wypadku nie chwytali od razu za wysokie potencje. Jeżeli stwierdzamy UPRZEDNIE, pozytywne działanie niskiej potencji takiego samego homeopatyku – można próbować dobierać większą. Jeżeli w ciele zaszły b.poważne zmiany wewnętrznej struktury, dotyczące organów kluczowych – radzę trzymać się od wysokich potencji z daleka, jakkolwiek bywają historie pozytywne i w takich przypadkach.

Co z nowotworami, w kwestii których nie wypowiadałam się od strony homeopatii chyba dostatecznie długo, przedstawiając inne możliwości? Nowotwory to również choroby, więc nie zaprzeczę, że homeopatia może okazać się skuteczną szczególnie w pierwszych stadiach – J.T.Kent był jednym z tych, którzy opisali historie wyleczonych przez siebie pacjentów „nowotworowych”. Oczywiście, kiedy człowiek jest już bardzo wycieńczony chemią, naświetlaniami …..nie wiem, czy odważyłabym się pobudzać taki organizm wielką w swej istocie homeopatyczną siłą – raczej należałoby go pierw łagodnie odtruć i wzmocnić pożywieniem, ziołami ………….

A propos metod niehomeopatycznych 🙂 – jakoś nie słyszę, by do Polski dotarł Pan Profesor ( dla mnie Profesor:)
Dr Walter M.Bortz II, gerontolog,  dobrze znany w świecie krytyk medycyny, której jest przedstawicielem:))))), czyli alopatycznej …. proszę Tych, Którzy homeopatii „nie lubią, boją się i już”;) żeby chociaż zerknęli na stronę Człowieka nie mającego z nią nic wspólnego – chociaż nie negującego jej – ww w.walterbortz.com, stamtąd może postaracie się o książkę – „Next Medicine. The Science and Civics of Health”, nie tylko świetnie napisana, ale pełna troski Pana Doktora o świat zniszczony przemysłem farmaceutycznym.

Błędy amerykańskiej służby zdrowia depczą stabilność narodu. Finansowe interesy biotechu i kompanii farmaceutycznych doprowadziły do erozji wartości w profesji lekarza i uplasowały profit przed zdrowiem…. ” W.M.Bortz II

Tamże znajdziecie inne Jego książki … Nie, nie z każdym poglądem się zgadzam, ale z wieloma, ponieważ nie sposób się nie zgodzić.

Choroby serca leczone są farmaceutycznie, chirurgicznie, a tymczasem codzienne ćwiczenia i dobre odżywianie to najlepsze leki….. W.M.Bortz II

Dowiecie się też, na którym miejscu jest amerykański system zdrowotny pod względem jakości – i to według WHO … A niech tam, podpowiem: na 38, między Kostaryką a Slovenią 🙂 Dalej : przeciętny obywatel USA wydaje rocznie na dragi 7.300 tys. dolców, Kanadyjczyk – 2.700, Brytyjczyk – 2.000 …. nie zajrzałam na którym miejscu jest Polak, ale obawiam się, że wkrótce doszlusuje do czołówki ……

Z homeopatią czy bez – zdrówka :)…..

Don’ t forget: „Birth certificates do not come with expiration dates. Dare to be 100″.
Walter M. Bortz II

………………

P.S.

Straciłam nadzieję, że będę zrozumiana, ale wyjaśnię dla zasady po raz n-ty: prosiłam, by nie zamieszczać komentarzy na dziale „About”, a pod aktualnymi wpisami, ale niestety Wielu  – nie szkodzi, że sympatycznie i pochwalnie i w ogóle miło – wciąż pisuje TAM, nie widząc BO nie czytając prośby, LUB mając ją w … 🙂
NAWZAJEM :)))))))))))
Uprzedzałam: te komentarze nie będą publikowane. Nadto – nie jest prawdą, że nie pisałam o płucach, bronchicie, nerkach, alergiach, tarczycy…… Rozumiem, że łatwiej jest wlepić „ach, jak tu fajnie (skąd wiecie, jeżeli NIE CZYTALIśCIE ?????) , niech pani napisze o …. – „lista życzeń” aniżeli PRZECZYTAć wszystko, co tu jest – wiem, wyszukiwarka nie działa tak, jakby mogła, ale może tak ma być, że macie zapoznać się również z tym, na co normalnie nie zwrócilibyście uwagi, bo Was nie dotyczy, a może jednak wskaże coś, co się przyda, więc ….. weźcie –  to do Leniwców –
szanowne oczęta w garść 😉  i poczytajcie do skutku, zamiast pisać, żebym WRESZCIE (?????) poruszyła temat, który …. nie raz poruszałam. W związku zresztą z powyższym zamykam listę życzeń – będę ujmować we wpisach wyłącznie pytania i prośby, które napłynęły do tej pory – jak sądzę, i tak obejmujące wszelkie możliwe dolegliwości. Dziękuję.

Posted in aktualności, farmakologia, homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich. Cz. 14. Anemie.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 25, 2013

Gdy drzewo pada, małpy wrzeszczą, rozbiegając się.  (chińskie)

Drzewo zaczyna się chwiać ;), nic więc zatem dziwnego, że rwetes nie byle jaki.

Podobno paru, sfrustrowanych widocznym zainteresowaniem pozytywnymi efektami homeopatii miłośników Big Pharmy, uparcie przypisujących sobie sceptycyzm, jakkolwiek w dość osobliwym jego pojmowaniu:)))))), zebrało się w celu protestu przeciw stosowaniu „homeo”… Ba – co ja mówię – stosowaniu – samemu istnieniu;) ……. No bo do czego TO podobne: jeżeli ONI o tym nic nie wiedzą…. a może wiedzieć nie chcą, to znaczy, że albo nie ma albo nie działa:)))) Ja tym ludziom jedynie bardzo współczuję. Nic też dziwnego, że od razu zainstalowała się grupa przeciwna, czyli ZA powszechną możliwością istnienia i stosowania, a nawet refundowania homeopatii, a którą serdecznie pozdrawiam i wytrwałości życzę, bo co do tego, iż „waaadza” i tak chętnie metod innych aniżeli wysoko sponsorowane zakazałaby „ciemnemu ludowi” najlepiej natychmiast (po co „ciemny lud ma korzystać z tego, co może być dostępne – a coraz chętniej doceniane w kręgach ludzi mających powyżej uszu bigfarmaceutycznych kombinacji), wątpliwości raczej mam marne.

W razie, gdyby Ktoś zechciał zapoznać się z problemem: ww w.petycje.pl/9151,
przy okazji znalazłam też ciekawą, a rzeczową stronę: www.zdrowie.homeonet.pl  

Swoją drogą ciekawe…. Działało tyle lat…. Z najlepszymi skutkami….. Bez ofiar…..

Toż trzeba TO ukarać !!!Zakazać!! Na stos!

W średniowieczu były „czarownice”, w XXI wieku – homeopatia, akupunktura i ich siostry…. A właśnie mam przed sobą dzieło J.T.Kenta – Repertory of the Homeopathic Materia Medica and a Word Index……1000 stron dowodów, iż homeopatia jest i wiedzą i sztuką. Niełatwą, biorąc pod uwagę, iż żaden – powtarzam, domyślając się, jakie reakcje może owo wywołać – żaden z opisanych przypadków w którejkolwiek Materia Medica NIE pokrywa się w 100% z przypadkami rzeczywistymi, a nie pokrywa, gdyż każdy jest inny i dlatego praca homeopaty, polegająca na znalezieniu najodpowiedniejszego, najbardziej zbliżonego do obrazu choroby ORAZ człowieka remedium, jest pracą artysty, poszukiwacza i medyka.

Prawda, że w porówaniu z całymi zespołami analityków, laboratoriami, schowanymi pod biurkiem opasłymi „ściągami” z tabelkami, z których wystarczy wyjąć odpowiednią chorobę i przyporządkować (matematyka:)) „odpowiedni” lek – nie obawiając się o odpowiedzialność, gdyż jest doskonale ROZMYTA – prawda więc, że homeopata może stanowić istotne zagrożenie dla wszystkich żerujących na udeptanych ścieżkach wielkiej farmacji? Tak samo, jak zielarz, chiński znachor, indyjski „Ayurvedysta”….. No po co oni….. Przeszkadzają tylko w…..

„W ciągu pięciu lat przewiduje się podwojenie zapotrzebowania na leki” – to dane aktualne. Nie dziwi, że na pierwszym miejscu w kategorii „pewny biznes” jest …. APTEKA.

Jak „się przewiduje”, to i „się otwiera apteki”, no przecież jeszcze ich mało;))))))

Powtórzę: nie znam kraju, w którym apteki funkcjonowałyby tak gęsto obok siebie, jak w Polsce i zapewne nie poznam. To też świadczy o „doskonałości” systemu „służby” zdrowia, ale co tam: na wszelki wypadek trzeba zabronić wszystkiego, co leczy i co da się zdobyć bez nadzoru SYSTEMU.  

Tylko… co to ma wspólnego z niezależnością, suwerennością, prawami człowieka?
Wreszcie, tfu! – d*kracją ?

Podobnie, co ma wspólnego odmawianie leczniczych właściwości pożywieniu – wbrew zresztą najczcigodniejszym ojcom medycyny – w imię wmawiania, że „tylko wyizolowane substancje posiadają cechy leku”, co jest nie tylko chucpą, ale bezsensem, ponieważ obala samo siebie ? Chyba, że…. przyjmiemy za „jedyne prawdziwe” narzucone terminy „lek”, „leczenie”….. Hę? że ani nie mają one wiele wspólnego ani z lekiem ani z leczeniem? A, tym się już Nadzorcy nie martwią . Wypada więc zatroszczyć się o siebie …..samemu. 

Jako, iż poprzednio omawiałam problemy „żelazowe”, odrobinę uzupełnię, wykorzystując homeopatię, ponieważ być może rzuci ona nieco światła na zagadnienie „Fe w organizmie”.

Załóżmy więc „ciąg dalszy” klasycznych symptomów anemii: bladość, zmęczenie, krótki oddech, wyraźne bicie – niektórzy mówią „łomot”;) serca…. O badaniach – od czego zacząć – pisałam. O okolicznościach również, ale uzupełnię, iż  przy np.Arthritis lub chronicznej niewydolności nerek organizm także może nie być w stanie ( i najczęściej nie jest) właściwie wykorzystywać depozytów żelaza.

Koniecznym wydaje się też wzmianka, iż podobne objawy zaobserwowano przy tzw. anemii na tle braku kwasu foliowego i  niedokrwistości Addisona-Biermera – na tle zaburzeń wchłaniania Vit.B12, co ma z kolei związek m.in. z zanikowym zapaleniem śluzówki żołądka – warto o nią dbać! W tym jednak przypadku przyjrzałabym się pierw samemu zapotrzebowaniu na nie i ich źródłach, co nie jest tak oczywiste….

Jeżeli już jesteśmy przy zaburzeniach wchłaniania kwasu foliowego – o którym wspominałam, jestem pełna wątpliwości co do jego faktycznej roli w organizmie – odżywiając się konserwami, skazujemy się praktycznie na kłopoty, nie od rzeczy będzie też wzmianka, iż leki – m.in. stosowane w gruźlicy, ale i przy padaczce – wydatnie przyczyniają się do zaistnienia tego rodzaju anemii…. podobnie  alkoholizm.

Tyle dygresjii. Przyjmijmy najpierw faktyczną, stwierdzoną niedokrwistość („żelazową”): homeopatycznie mamy tu do dyspozycji:

-Ferrum metallicum C30, stosowaną przy bladej twarzy, która się jednak gwałtownie czerwieni (może brzmieć jak paradoks, ale homeopatia jest pełna paradoksów, co przyznaję wiedząc, iż może być użyte przeciwko, jednak nie mam zamiaru tego ukrywać: w świetle „oficjalnej nauki”:))) to jest paradoks…
który jednakże świetnie leczy), nadwrażliwości, ogólnie drażliwym usposobieniu.

-China C30, przy anemii na skutek utraty krwi, nadwrażliwości, marznięciu, dreszczach, wyczerpaniu

-Natrium muriaticum C30 – anemia, zatwardzenie, szarożółtawa twarz, suche usta, suchość W ustach, skłonność do opryszczki, bóle głowy,

-Acidum picrinicum C30 – przy anemii na tle duchowego przeciążenia,

-Calcium phosphoricum C30 – anemia w fazie wzrostu- w pierwszych latach i towarzyszące jej złe trawienie, podrażnienie.

Potencje podane są ogólnie – C30, ponieważ tę potencję stosuje się nieraz, by w możliwie najkrótszym czasie zaobserwować reakcje organizmu -tymczasem wiadomo, że specyfiki należy dopasować, jednak może się zdarzyć, iż na podstawie nawet tak drobnych danych, stosowany homeopatyk pomoże. ALE:) istnieją opracowania Materia Medica, w których każdy lek opisany jest na mniej więcej stu stronach – proszę wziąć to pod uwagę.

C30 w nagłych przypadkach i stanach ostrych pokazuje najczęściej niezawodnie celowość zastosowanego leku, w chronicznych skłaniałabym się do C6, z zaznaczeniem ogólności stosowania. C30 przyjmuje się zwykle pierw co godzinę, potem dłużej – w miarę poprawy – jedną podaną dawkę, do MAKSYMALNIE 
dziesięciu razy.  Jeżeli już po pierwszej dawce widać poprawę, wydłuża się przyjmowanie z „co godzina” na co 8 lub nawet 12 godzin, w rezultacie więc mamy 10 dawek w ciągu DO 3 dni.

Przypominam, że w homeopatii „więcej” nie oznacza „lepiej”.

UZUPEŁNIENIE: Dziękuję za pytanie odnośnie postaci leku i potencji – to ważne: zwykle mam na myśli globuli – maleńkie globulki – najmniejsze dawki -, jednak są i tabletki – różnej wielkości, krople .. Czas działania potencji jest zależny od stanu pacjenta, więc indywidualny. Np. przy C30 może to być rok, ale i dłużej, co NIE oznacza, że po roku będzie nawrót, ale że – najprawdopodobniej – organizm powróci do zdrowia – osiągnie równowagę. Pisząc „maksymalnie” wzięłam pod uwagę różne historie i doświadczenia różnych homeopatów, ale „standardowo” – w ww.zaburzeniach -jakkolwiek „standard” wyjątkowo nie pasuje do homeopatii – wystarczy JEDNA dawka C30, więc – żeby „kawę na ławę” – przyjęta JEDNORAZOWO zalecana dawka. W chronicznych – jeżeli chodzi o C30 – można od jednej dawki JEDNORAZOWO rozpocząć, potem odczekać, aż zaniknie działanie, kontynuować  z większą potencją. Powtarzam:  homeopatia jest sztuką znalezienia odpowiedniego leku, więc i potencji i postaci i czasu podawania.  

…… I ciąg dalszy:

Preparaty zawierające tak żelazo, jak Vit.B12, jak i kwas foliowy, mogą maskować braki wyżej wymienionych (więc żelaza, Vit.B12…), co z kolei bywa, prowadzi do zaburzeń neurologicznych.

Oczywiście zawsze można poczekać na świeżutkie liście mniszka lekarskiego, o których pisałam razy kilka 🙂 lub udać się po melasę, posiadającą nie tylko żelazo, ale i magnez i wiele innych, przyjaznych nam substancji, całkiem dobrze w jej „opakowaniu”;)  przyswajalnych.

A propos przyswajalności …. Pytanie nt.kukurydzy, dlaczego jej nie polecam, chociaż „Vit.E. i tyle fajnego…..”:

-po pierwsze proszę mi wskazać choć jednego sprzedawcę NIEMODYFIKOWANEJ kukurydzy na naszym rynku – będę wdzięczna ,

-po drugie: niacyna – B3 z kukurydzy – NIE JEST PRZYSWAJANA, przyglądając się więc jej wartości odżywczej – w sensie kukrydzy GMO, z jaką mamy najczęściej do czynienia w handlu ….. proszę się przyglądać jej dalej;) Krótko: ktoś lubi? Ktoś je. Nic mi do tego, ale polecić jej jako cennego pożywienia i twierdzić, że to „to samo, co jedli Indianie kiedyś…..” – dzisiaj po prostu nie mogę.

Zdrowych Swiąt Wielkanocnych 🙂

Posted in aktualności, homeopatia | 1 Comment »

Jesienią jedz CIEPŁO. I żadnego arsenu ….

Posted by natural health consulting w dniu Październik 26, 2012

 Prosiłam : „Przemyślcie, czy naprawdę owoce morza są dla Was właściwym pożywieniem, a jeżeli już tak je lubicie, czy musicie jeść je w niezbyt normalnych dla Waszych organizmów ( większości organizmów nie przyzwyczajonych do nich ) ilościach ? Niektórzy przemyśleli i jakoś nie narzekają.
Inni powiedzą, że przecież „nic im nie jest”. Być może . Czy nic im nie będzie – „się okaże”. Naturalnie, każdemu, co jego i możliwe, że ktoś ma żelazne ciało, któremu nie zaszkodzą nawet pożerane gwoździe 😉 .Ale kiedy szukacie odpowiedzi na pytanie, dlaczego źle się czujecie, w pierwszej kolejności myślcie o swoim trybie życia, zaraz potem – o jedzeniu .

Jesień … a śniadanka jak zwykle, jak latem :soczki z lodówki, surowe warzywa, owoce, ewentualnie owsianki zalane mlekiem lub kanapki z wędlinami albo twarogi, jogurty ……. Chińczyk by się zapłakał .Zaraz ktoś powie, że tu nie Chiny, ale jednak …. co do odżywiania wedle pór roku oraz samopoczucia/stanu, Chińczycy mają rację . W chińskim menu – jak kiedyś już wspominałam – surowizny to rzadkość, jadane są głównie albo przez Chińczyków mieszkających poza krajem i przejmujących obce zwyczaje kulinarne (też nie za częste) albo młodych żądnych innowacji lub w szczególnych przypadkach .

Najpierw przypomnę, że nawet latem śniadanie ochładzające organizm nie jest najlepszym wyjściem, a na pewno nie zawsze i nie dla każdego (a surowizny i nabiał to przeważnie chłód ), następnie … Nie dziwcie się, jeżeli jesienią męczą Was osłabienia, a jecie to co wymieniłam wyżej . śniadania powinny być na ciepło, np. : zupa dyniowa, pory na ciepło z orzechami ( p.wcześniejsze wpisy), jeżeli owsianka – to na mleku kokosowym lub … owsianym 🙂 – z odrobiną imbiru lub innej, „gorącej” przyprawy … Jesienne śniadanie nie powinno być na surowo .

Zimno z zewnątrz i dodatkowo od wewnątrz powoduje, że wychładza się „cały człowiek” 😉 – i od razu czujemy zatoki, siąpiący nos, stawy, nerki, płuca ……..

To takie proste :zjeść rano coś ciepłego . Rozumiem, że Wielu musi oszczędzać na prądzie, ale pamiętajcie, że na zdrowiu oszczędzać się zanadto nie opłaca .

Może wystarczy, by Niektórzy chociaż spróbowali zmienić koszmarne nawyki, czyli zaczynania dnia od wchłonięcia ZIMNA . Tym, Którym nie wystarczy … 
trudno .

Dlaczego w tytule znalazł się arsen ? Niedawno rozmawiałam z człowiekiem o porażającym oddechu :))), która ( bo to była Pani ) od razu wydusiła, że nie wie co jest grane, ponieważ nie jada czosnku, ale czosnkiem pachnie . Dla mnie woń była zaledwie czosnkopodobna, jednak zgodzę się, iż dla wąchającego 😉 o niewielkiej orientacji zapachowej wyrok był jednoznaczny : „jadła czosnek – wredota – i śmie przychodzić z wizytą … „;)

Spytałam, ile owoców morza Pani pochłania tygodniowo .Speszony wzrok mówił za siebie, odpowiedź potwierdziła przypuszczenia: prawie codziennie, w różnych kombinacjach, ponieważ nasłuchała się, że to jeszcze „zdrowe i ekologiczne ” ….

Czy już Państwo wiedzą, skąd był TEN oddech ?

Owoce morza (mówi się – „tylko te skażone”, ale proszę mi zagwarantować nieskażone ) – w nich np. w formie arsenobetainy, arsenocholiny …), algi (niestety) – to częste źródło arsenu … oficjalnie „kompletnie nieszkodliwe” – pomijany jest tutaj np. aspekt lekkiego …uzależnienia .
Fungicydy, pestycydy – również .środki do garbowania skór (buty !), konserwacji drewna, nadruki tekstylne, otuliny kabli, trujące środki bojowe  …. tam też jest arsen . Podobnie przy produkcji półprzewodników, komponentów fotoelektrycznych i jeszcze paru szczególnych działach przemysłu (np. produkcja szkła ale i … wina )  –
Arsen wszechobecny ….Nierzadko obciążona ponad wszelkie normy jest nim woda pitna .Wg WHO ma być nie więcej niż 10 mikrogramów na litr wody .To teoria .  

Prawie słyszę ;))), jak ktoś wrzeszczy :” No i co z tego, od wieków arsen stosowano w medycynie (Dioskurides , Chińczycy, lek na astmę, a w niektórych czasach nieomal na wszystko ) a poza tym jego toksyczność zależy od formy, w jakiej został przyjęty … ! „. Prawda .Dodałabym jeszcze – i od ilości .   

Zaraz będzie : ” A co ma do tego zapach czosnku ? Arsen nie ma zapachu! „. Wedle Jego Oficjalności 😉 nie ma, dla mnie … ma :ledwo wyczuwalny, mdławo-eteryczny, pyłowy . Kwestia zapachu „z organizmu” staje się dojrzała 😉 jednak dopiero po jego spożyciu -chodzi mianowicie o arsenowe gazy . Tak więc: sam arsen nie razi wonią, jego gazy – owszem .  

Z modyfikacjami alotropowymi As mogą Państwo zapoznać się czytając adekwatną literaturę, np. w ww.pubchem. ncbi.nlm.nih.gov., ja uprę się jednak , iż każda forma czegokolwiek przyjęta w nadmiernej ilości może okazać się zgubną, a jako, iż ciężko jest skontrolować, co dzisiaj podejrzanych związków nie posiada …

Arsen to element śladowy w ciele ? Tak . I śladowym powinien pozostać. Arsen tworzy ok. 200 minerałów  ? Więcej nawet. M.in. mamy z nim do czynienia nie tylko popularnie w glebie, ale i przy erupcjach wulkanów . As tworzy związki metaliczne z np.antymonem, miedzią …Większość form arsenu przyjmowana przez człowieka jest wydalana z moczem ? Tak .I dlatego jego określenie w moczu nie musi wskazywać od razu na chroniczny nadmiar . Nie musi ….Ale arsen może też być asymilowanym poprzez kontakt skórny czy inhalowany .
Może odkładać się w wątrobie, nerkach, śledzionie, płucach, skórze, kościach …. Koncentracja arsenu w moczu, po podaniu środków odtruwających może znacznie wzrosnąć …ALE test nie rozróżnia wielu chemicznych kształtów arsenu. A mamy np. dwa różne stopnie oksydacji, anorganiczne, organiczne formy ….

Jakkolwiek istnieją osoby bardzo odporne na działanie arsenu – nawet z wrodzoną skłonnością do jego tolerancji – to większości zdecydowanie nie służy – inaczej nie byłby mikro- a makroelementem.

I znów ktoś 😉 … a co powiesz na starych, austriackich górali, którzy arsen stosowali na senność, by nie zasypiać strzegąc owiec ? Na handlarzy końmi, którzy podawali go zwierzakom, by wydawały się żwawe, skoczne, błyszczące … ?
Było i tak . Ale to wciąż nie oznacza, że długofalowe skutki takich praktyk można zaliczyć do pozytywnych .

Toksyczność As w skrócie :hamuje mitochondrialne funkcje, wpływa na stymulację i proliferację limfocytów i przeszkadza w reparacji DNA, liczy się jako środowiskowy kancerogen…. ale jest w niektórych lekach ( alopatycznych ) na nowotwory . Jeszcze krócej :wykańcza na zimno 😉 …nie tylko ludzi .

Są i  tacy, którzy podają go koniom ( nielegalny doping ), sumienie nie przeszkadza im też dodawać go do paszy dla tucznego drobiu .

Efekty zatrucia arsenem widać najczęściej po latach, jakkolwiek zdarzają się wyniki szybsze .W zatruciu ostrym mamy m.in. bóle brzucha, skurcze, śpiączkę, odmowę pracy serca, nerek …. amen .

Arsen, choć chwilowo, w maleńkich ilościach może pobudzać, w efekcie głębszym wyłącza metabolizm – działa na produkcję energii w komórkach . 

Przy zatruciu chronicznym mamy symptomy ogólne w postaci :
braku apetytu, wyczerpania (!), spadku wagi, mdłości, wymiotów, biegunki lub zaparcia, wypadanie włosów, biało popasmowane paznokcie, defekty pigmentacji skóry, zaburzenia nerwowe nóg – peryferyjne neuropatie, leukopenię, słabość – marną żywotność erytrocytów ,  wrzody żołądka, nosa, odbytu, egzemy, hiperkeratozę – z tzw. arsenowymi brodawkami, melanozę arsenową z małymi, brudnobrązowymi przebarwieniami powiek, karku, dołów pachowych, a nawet całego ciała poza błonami śluzowymi, częste pocenie, łamliwe paznokcie … Arsenowa polyneuritis zaczyna od nóg, postępuje przez ramiona, wyraża się w parestezjach, bólach, atrofiach mięśniowych ( anoreksja )… Może poprzestanę zanim dojdę do arsenowej encefalopatii .

Mówi się, że owoce morza nie zawierają arsenu w ilości ani formie niebezpiecznej dla ludzi .To samo słyszymy o wodzie. Ponownie uprę się, iż jak dla kogo .   

Dodatkowo – obciążenie arsenem i dym papierosowy działają synergistycznie – palacze potrajają ryzyko raka płuc przy jednoczesnej intoksykacji arsenem .

Metody odtruwania ? Poza klinicznymi, znanymi każdemu toksykologowi, jest i chelatacja ( niezmiennie powstrzymuję się od jednoznacznej oceny tej metody ), ale i … na przykład czosnek .Czemu ? Aby uniknąć ostrych zatruć, trzeba chemicznie związać daną truciznę, po czym wydalić . A arsen i siarka …. Czosnek ma siarkę 🙂 Połączenia siarkowe pięknie wyprowadzają As z organizmu .

Ciekawie piszą o tym Hindusi, tu przykładowo praca P. Dra Rajdeepa Chowdhury, P.Dra Keya Chaudhuri i in. , Indian Institute of Chemical Biology, w ww.sciencedirect.com, Vol. 46, Issue 2, Februrary 2008 .

Indie, Bangladesz to problemy z wodą. Studnie zanieczyszczone arsenem z głębszych warstw, nic dziwnego więc, że Hindusi szukają rozwiązań tanich i szybkich …. A jednak niezawodnych 🙂

Ktoś może zapyta – jeżeli arsen, to jak tam z arszenikiem ? Arsentrioxid … trutka „stosowana” również w pozbawionych wyobraźni oraz podstawowej informacji publikacjach literackich :), w których „nie da się udowodnić zbrodni”. NIEPRAWDA . ślady arszeniku zostają w ciele ….wieczność .Proszę też pamiętać, że podtruwanie kogokolwiek … chyba zawsze – owocuje też podtruciem trującego, że nie wspomnę o innych skutkach . Nawiasem mówiąc, istnieją związki przewyższające arszenik toksycznością … wielokrotnie . Dlatego trzeba uważać !

Czy … zapomniałam o arsenie w homeopatii ? Nie .

Portret psychologiczny Arsenicum album przeniknięty jest cielesną niepewnością, strachliwością, to stadium utknięcia na etapie wczesnego dzieciństwa, mówienie na wszystko „NIE” , zawzięta negacja „wszystkiego”, pazerność, chciwość, żądza zemsty za najdrobniejsze, najczęściej wyobrażone „przewinienia” .

Portret specyfiku Arsenicum album to … pochodzenie: Arsentrioxid – proszę nie zapominać – to ilości HOMEOPATYCZNE !, biały arszenik zwany też Acidum arsenicosum anhydricum .
Stosowany przy strachliwościach najróżniejszego rodzaju, drażliwości, dostrzeganiu zła we wszelkich przejawach życia, maniach, koszmarach sennych, wybudzaniu się przy najlżejszych szmerach – gł. między północą a drugą rano, niemożności zaśnięcia pomimo zmęczenia i in.  

Abstrahując zaś od metod ratowania …. Profilaktyka, proszę Państwa, czyli myślenie co się spożywa – i to było na tyle 🙂

Posted in aktualności, chemia, farmakologia, homeopatia, zdrowie | 4 Komentarze »

Alergie cz. 2. Szkody cywilizacji ?

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 29, 2012

Nie znam pewnej drogi do powodzenia , ale pewną do jego braku :chęć zadowolenia wszystkich .” Platon

„Wszystkie gaje i łąki , wzgórza , góry , doliny – wszystko to jest apteką ….” Paracelsus

….bezpłatną  .

Obserwując postawę mądrzejszej części społeczeństwa , która nie dała sobie wmówić , iż „ACTA niczego nie zmienia” i jasno orzekła , co o tym sądzi 🙂 , dodając reakcje na podwyżki paliw – moja nadzieja , że nie wszystko stracone , okazuje się być nie tak zupełnie utopijną , jak niektórzy chcieli to widzieć 🙂 . Zupełnie , jakby toksyny – kłamstwa made in system kleptokracji , w jakim na tym świecie przyszło nam funkcjonować , doprowadziły do stanu krytycznego . Naturalna reakcja organizmów górą :)))) , spokojnie więc zabieram się do kontynuacji tematów i przybliżania innego , aniżeli powszechnie trenowane medialnie , oglądu medycyny .

W dalszym ciągu pod określeniem „alergia ” rozumie się nadmierną reakcję obronną systemu immunologicznego na określone , normalnie funkcjonujące w otoczeniu bez powodowania zagrożenia substancje , objawiającą się  procesami zapalnymi .

W terminologii zachodniej zwrot „system immunologiczny” używany jest b.często i podkreśla wyodrębnienie funkcji obronnych z całości -sama nadużywam go opisując znaczenie zaufania wobec mądrości Natury , po części wpisując się w powielanie wzorów aex cathedra . Nie zrezygnuję z tego zbyt prędko , ponieważ , póki Szanowna Większość nie zaakceptuje nierozłączności poszczególnych – nazwanych w medycynie szkolnej – podsystemów , dopóty trudniej będzie tłumaczyć  integrację żywych organizmów z Naturą .
Jak to robią Hindusi czy Chińczycy ? Oni nie mają takich problemów 🙂 – u nich jest po prostu Qi i jej równowaga lub zaburzenia – wedle TCM cały organizm to jeden , wielki system immunologiczno-kreatywno-samoorganizujący 🙂 ….

… z naciskiem na „samoorganizujący „. Pisze się już sporo o skutkach ogólnodostępnych chemikaliów sprzedawanych jako „leki na ból , przeciwzapalne  ” , etc ., ale niestety , one są wciąż przez wielu wybierane jako szybki środek . Jeżeli przyjmuje to dorosły – jego sprawa , ale co , gdy częstą praktyką jest wpychanie np.paracetamolu maleństwu ? A potem zdziwienie :” Moje dziecko ma alergię /astmę/ …..itd.

Nawet , jeżeli nie są to jedyne faktory wyzwalające chorobę , po co je mnożyć ?

Już w 2008 roku Aerzteblatt opublikował :”Studie : Paracetamol bei Kindern konnte Asthmarisko erhoehen ” – w w w.aerzteblatt.de , 19.09.2008( P. u dzieci może podwyższać ryzyko astmy ) .Które z polskich mediów pokusiło się o przedruk artykułu ? Opisano też ryzyko stosowania kortykoidów : „Atemnotfaelle:Kortikoide oral ineffectiv , inhalativ zu riskant „= kortykoidy 
doustnie nieefektywne , inhalacyjnie zbyt ryzykowne  -27.01.09 , adres wyżej – Aerzteblatt ), ale one są dalej masowo przepisywane alergikom – przy NAUKOWYM – wniosku , że o ile ” w pewnym przypadku obniżył (dany specyfik) częstość ataków , to był połączony z nieakceptowalnymi zaburzeniami rozwoju ”
( tamże ) !

Uniwersytet Newcastle śmiało :” Napar  z mięty (brazylijskiej – Hyptis crenata )działa tak samo , jak aspiryna”….

Kora wierzby – ( zimny wyciąg ! ) przeżywa renesans jako środek przeciwbólowy i przeciwzapalny , w całym zachodnim świecie  … U nas na topie syntetyki , których wzorem była właśnie wierzba , czy wiązówka błotna …..

O wątpliwych testach alergicznych pisała Suddeutsche Zeitung …. W kraju tymczasem , nieustanne , natrętne namawianie do gremialnego oddawania organów – oczywiście bez podania najnowszych ( jakby starych było mało ) dowodów potwierdzających (poza nielicznymi elementami , mającymi zastosowanie głównie w …. medycynie kosmetycznej , niestety )  bezsens użycia organu pochodzącego z RZECZYWIśCIE martwego ciała  oraz niedoskonałości teorii zgonu , że nie wspomnę o kneblu w temacie kardioenergetyki …. 

Ale może … może , widząc słabość charakterów , uderza się przede wszystkim tę grupę – ogromną , która nie chce wiedzieć , która chce mieć załatwione szybko i sprawnie , bez względu na sumienie , skutki , zdrowie przyszłego pokolenia ….?

Cóż da , kiedy napiszę , powołując się na Journal Med – w w w.journalmed.de , że rezygnacja z alkoholu obniża tak ryzyko wystąpienia alergii , jak i łagodzi symptomy ? Czy przejmą się  lubiący alkohol ? Nawiasem mówiąc … 🙂 – JM nie raczył był napisać , że najprawdopodobniej chodzi o alkohol produkowany masowo , bo znam alergików wyleczonych , popijających – Z UMIAREM – nalewki domowe , ziołowe i ani śladu , ani nawrotu choroby .

Ostatni „krzyk mody ” alergików na Zachodzie to … Arctium lappa L.- nasz poczciwy łopian większy . W Chinach , Japonii , Korei do dziś i w medycynie i w kuchni codziennej – jako warzywo – młode listki do sałatki , młode korzonki do zup , tempury – u nas wycinany , jako chwast : ziele oczyszczające krew , skórę , w medycynie ludowej stosowany z powodzeniem przy odrze i różyczce …
Proszę sobie przeczytać : „In vitro and in vivo anti-allergic effects of Arctium lappa L . „- w w w.ncbi.nlm.nih.gov – artykuł z 2008 roku ! O tak , zostawiono sobie furtkę , aby ludzie chętniej przyjęli zastrzyki / piguły aniżeli poszli na łąkę i sobie zaparzyli korzonek , ale jednak przyznano łopianowi siłę 🙂 . A przecież w Polsce jest na rynku herbapolowski (były herbapolowski :)) preparat – nie przypominam sobie , by ulotka została uzupełniona o właściwości antyalergiczne , ale nie winię producentów – z pewnością , gdyby mogli , uczyniliby to . Na razie kobiety kupują przeważnie go na … piękne włosy  – też dobrze 🙂 .

Ale , ale … przyjrzyjmy się alergikom : cierpią nie tylko na pewną , jasno określoną postać zaburzenia , ale i formy mieszane .

Symptomy alergiczne na błonach śluzowych pojawiają się raczej jako stan ostry , astmy zaś z kolei , czy  dermatitis , przybierają obraz chroniczny . W alergiach widać tzw. zmianę pięter – typową zmianę objawów na przestrzeni życia . Jest sporo atopowych niemowląt – mają alergię na pewne pożywienie , wymiotują … najczęściej około piątego roku życia wyrastają z tejże formy i …nagle pożywienie , po którym dostawały biegunki , jest przyjmowane normalnie . JEDNAKżE istnieje niebezpieczeństwo nowej sensybilizacji – na pyłki , czasem też pojawia się astma .

Ponadto , są choroby przypominające w klinicznym obrazie alergię  , jednak nie mają immunologicznego uwarunkowania – one to określa się mianem pseudoalergii i byłoby miło , gdyby nie rzucano się na nie z całym arsenałem farmaceutyków stosowanych przy … alergiach , jednym słowem : proszę nie ustawać w ustalaniu właściwej DIAGNOZY !

Jakkolwiek , co teraz napiszę , może wydawać się zbędnym spacerem za kulisy , jednakże prosiłabym o uważne zastanowienie się nad poniższym – być może droga Alergika wyda się nieco jaśniejszą ?

„żyć znaczy obserwować ” –  Platon

Platon w swych rozważaniach o strukturze materii ( czego dowiedział się od Timaiosa ?) wymieniał materiał ?/substancję?  , w którym odzwierciedlają się geometryczne formy regularnych ciał , przy czym ogień , woda i powietrze mogą się wzajem przemieniać . Podobieństwa widać aż nadto przy filozofii Ayurvedy i TCM . Tenże pogląd jest obiektem doświadczeń współczesnej fizyki , która materiał podstawowy universum określa , jako „pole punktu zero ” – obszar pozbawiony struktury , może lepiej : niestrukturyzowany . 
Jak intrygującym widzi się dziś postrzeżenie Platona : przyporządkował on bowiem „platoniczne ciało” – Icosaeder (dwudziestościan  ) -wodzie i tym samym witalnoenergetycznemu poziomowi .

Fizycy- miłośnicy teorii platońskich – potwierdzają przyporządkowanie molekuły wody icosaederowi – tj. odpowiada ona tejże formie – to ciekawa kontynuacja myśli Platona i początek żmudnego poszukiwania …. tego , co pod nosem ?

„Zdziwienie to początek poznania .” Platon

Poziomy egzystencji i wędrówka zaburzeń , zmiana pięter …..

Podobno ( bo patrząc na pewne jednostki , trudno w to uwierzyć :)) człowiek egzystuje na wszystkich pięciu poziomach jednocześnie :

-duchowym – Eter /przestrzeń , wg Platona – dodekaedr

-mentalnym – Powietrze  , Platon: oktaedr

-uczuciowy … astralny ? – Ogień , u Platona – tetraedr

-witalnoenergetyczny – Woda , Plato – icosaedr

-materialny – Ziemia – Pl.-hexaedr

W źródłach antycznych można się wprawdzie doszukać przypuszczenia istnienia poziomów kolejnych , jednak zostańmy może przy znanych (?) dotychczas  , a zaznaczanych we wszystkich prawie kulturach . Nie twierdzę , że ten podział jest najwłaściwszym i jedynym prawdziwym – ja tego nie wiem , uznaję rację , spostrzegawczość i geniusz tych , którzy przed nami , nie mogę też zaprzeczyć słuszności takiego oglądu – nie słyszałam  , by dało się logicznie oprotestować istnienie „pięter bytu „.

„Istnieje oko duszy – ono samo jest w stanie dostrzec prawdę .” Platon

Uzupełniając … w powyższej teorii ciało stanowi rodzaj anteny dla odpowiednich etaży , tj. górna część ( jedna trzecia głowy ) odpowiada duchowi ( więc i inspiracji ) , niższe dwie trzecie głowy – mentalności ( myśli ) , od szyi po pępek- emocjom , obszar miednicy – nerki , pęcherz , organy płciowe -energii witalności , 
rejon jelita grubego , rectum oraz nogi – materialności  .

Jak w nielicznie zachowanych , szczególnych ołtarzach baroku : część „ziemska ” i „nieziemska ” , przy czym poziom uczuć łączy obie części i pozwala dostrzec wpływy pozostałych – tego łącznika w architekturze przepychu najczęściej brakowało 😉  : Serca , centrum egzystencji na tej planecie.

Podsumowując : aby móc funkcjonować w pełni , człowiek potrzebuje dostępu do wszystkich , stworzonych mu , przestrzeni .

Kiedy go nie posiada , kiedy któreś -często nieświadomie – wyłącza , lekceważy , neguje …. dochodzi do blokady energetycznej na adekwatnym polu . Zwykle energia , napotykając na tamę , kieruje się automatycznie , horyzontalnie , na zewnątrz : powstaje zaburzenie , ponieważ w miejscu umykającej siły pojawiają się inne , zewnętrzne , żyjące własnym życiem i nie dające się podporządkować regulacjom istniejącym w „gospodarstwie ” .

W poziomie materialnym obserwujemy taki proces , kiedy w organizm wnikają alergeny , powodujące zakłócenia funkcji , ale i struktury komórek – tzw. dysbiozy celularne . W Szwajcarii , Niemczech , Austrii termin „energetyka psychosomatyczna „nie jest już żadnym powodem do wzruszania ramionami , dla Chińczyków to w ogóle nihil novi : dlaczego odrzucać wiedzę tysięcy lat ?

Ale wciąż uzależnieni od przemysłu wygrażają , że to „bujda ” , „a może i sekta” , w najlepszym razie zaś „nie warte uwagi ” – no jasne , po co w ogóle dopuszczać do głosu innych ? Jeszcze ktoś się zainteresuje , a nuż mu takie metody pomogą i bach !- o klienta koncernom mniej .  

Nie gardzi psychoenergetyką  Dr Konrad Werthmann , o występowanie alergii podejrzewający głównie (nie zanegował faktorów genetycznych , ale …. :)) :

przewlekle zaburzone środowisko jelitowe , zmienioną florę bakt.,-tym samym pogorszenie dopasowywania się do bodźców zewnętrznych i … dodatkowe pole zaburzające na jednym lub więcej poziomach egzystencji .

Czy to naprawdę coś nieznanego , obcego ?? Przecież psychokinezjologia , psychoenergetyka , to nic innego , jak dopasowane – i obudowane naukowym językiem żądnej teorii Europy – echa podwalin medycyny chińskiej i Ayurvedy !

To próba łączenia medycyny Wschodu z medycyną Zachodu , który to rozdział nie powinien tak naprawdę istnieć – medycyna powinna być jednością , nawet , jeżeli składa się z wielu elementów , winna łączyć i służyć jednemu celowi : zachowaniu zdrowia i jak najdłuższego , SPRAWNEGO żywota . 

Ale odnośnie Dra Werthmanna …. Z Jego wypowiedzi wynikałoby , że alergia , bardziej niż „nadmierna reakcja systemu imm.” jest raczej wynikiem spotkania alergenu ( to chyba niezbyt właściwe określenie w danym wyjaśnieniu ) z istniejącym konfliktem we wnętrzu organizmu .

„Skóra jest męczennicą/ofiarą  jelita „( Dr Werthmann ) – stąd symptomy gł. na skórze .
Proszę przejrzeć opracowania alergologów , jeżeli nie ma możliwości kontaktu z alergikiem : symptomy występują w wielu miejscach organizmu  : na błonach śluzowych , w drogach oddechowych , na skórze , w trakcie trawiennym , alergia może ujawnić się też w szoku anafilaktycznym – jako postać ostra . Takie zróżnicowanie jest często traktowane jednostkowo i „leczone” identycznymi syntetykami .

Dusza cierpi podwójnie – objaw spychany do wnętrza dodatkowo musi się zmieścić obok przyczyny …..

Jako , że coraz więcej obserwujemy zaburzeń psychicznych ( a i statystyki nie oszczędzają ) , nie dziwi , że rośnie liczba alergików .

Do czego zmierzam ? Do uwypuklenia możliwości terapii na wszystkich poziomach . Do zainteresowania się nie tylko zduszeniem objawów , ale całościowym potraktowaniem człowieka , mianowicie , postępowania zgodnie z hierarchią naturalną pięter ludzkiego istnienia :

– poziom Eteru : usunięcie strachów egzystencjalnych , rozwiązanie konfliktu wolności – pomocne kontakty ze zwierzętami żyjącymi na wolności , w domu : indywidualiści koty , zamożniejsi mogą pozwolić sobie na spotkania z delfinami ,

-poziom Powietrza -tzw. porządkowa terapia Dr Kneippa   pomagająca pozbyć się pasożytniczych myślokształtów – przepraszam , nie znajduję odpowiedniejszego słowa ,

-poziom Ognia -głębokiego , duchowego konfliktu – homeopatyki o wysokiej potencji , psychokinezjologia  i in .

-poziom Wody – energetyczna nierównowaga połączona z bólem -nisko potencjonowane homeopatyki , akupunktura , fitoterapia ,

-poziom Ziemi -dysbiozy mikrobiologiczne – naturalne immunomodulatory , terapia izopatyczno-homeopatyczna  , pożywienie i in.

Oczywiście lekarz chiński zabrałby się za sprawę krócej i prościej 🙂 : ogląd , diagnoza , postępowanie , zapewne akupunktura , ćwiczenia i zioła – możliwe , że w pewnych przypadkach tylko zioła , bo działają dobroczynnie na całość .

Jeszcze krócej ? Usunięcie konfliktu oraz regulacja czynności tzw. „mózgu brzucha” – czyli zadbanie o dobry metabolizm – to podstawa pożegnania się z alergią … i większością chorób 🙂

—————————-

Lektury , poza wymienionymi w tekście :

w w w.lsbn.ac.uk ( London South Bank University , o strukturze wody , Water Structure and Science )

w w w.mathe.tu-freiberg.de

Lynne Mc Taggart : ” Das Nullpunkt – Feld – auf der Suche nach kosmischen Urenergie „, 2003 , Arkana Verlag

w w w.werthmann-diaet.net ( podawna już strona Dra Werthmanna )

w w w.klinghardtacademy.com ( Dr Dietrich Klinghardt – psychokinezjologia i in .)

w w w.rubimed.com – szwajcarska strona o psychoenergetyce , certyfikowana

Dr Dietrich Klinghardt -” Lehrbuch der Psycho- Kinesiologie : Ein neuer Weg in der psychosomat. Medizin „, 2004

Posted in aktualności, alkohol, astma, homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Ministerstwo Edukacji Naturalnej , czyli : co było , nie zniknęło i … kto zamurowuje okna ?

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 10, 2011

Lepiej wiedzieć troszkę o całym człowieku niż wiele o jego kawałkach . Dr Beniajmin Honigsfeld

Rodzice wciąż przejmują się złymi ocenami swoich dzieci – często nie zastanawiając , jak złe są oceny i co to właściwie oznacza . Bo jeżeli pociecha udzieliła odpowiedzi w teście innej niż systemowo przewidziana , jednak wciąż życiowo prawidłowej …. Czy to jest źle ? 

Jeżeli dziecko nie zastosowało – bo tak należy to ująć – podsuniętego , „jedynego słusznego ” rozwiązania w problemie również odgórnie stworzonym , a przykrojonym według MAS , nie jednostek  – czy to jest źle ?

Zawartość podręczników puchnie , zawartość głów …. jakby 😉 przeciwnie . Mechanizm postępowania króluje , bogactwo językowe zanika , więzy międzyludzkie , a i „międzynaturalne ” słabną – przynajmniej programowo , bo na szczęście nie każdy ten program przyjmuje .

Budowa muru między człowiekiem a Naturą w wielu przypadkach się powiodła – wielu obawia się chodzić do lasu , bo ” pasożyty , wścieklizna , trujące rośliny i w ogóle ptaki brudzą na głowy ….” – niektórym na pewno :))))

Wmawia się , że bez chemii , chirurgii i psychiatrii człowiek zachoruje , zestarzeje się za szybko i umrze … to ostatnie … ojej , a może nie ? 😉 , jednak typowo mafijne sposoby postępowania sprawiają , że droga do „przejścia” staje się już za życia drogą przez mękę .

W mediach coraz nachalniej straszy się „groźnym ruchem antyszczepionkowym”.
– no , to rozumiem , że jest i ruch szczepionkowy . Jednak 🙂
To ten , który , pisząc o zaletach szczepionek regularnie „zapomina” informować o niebezpiecznych skutkach ubocznych ? To ja już wolę o nich pisać – nawet za cenę posądzenia o przynależność do „ruchu jakiegokolwiek” – bo gdyby nawet 😉 , wolę iść z Tymi , którzy mówią prawdę . Po prostu .

Nie pójdę z tymi , którzy :” Nieszczepienie to narażanie dziecka na choroby wieku dziecięcego , które udało się stosowaniem immunizacji zwalczyć ! ”

W jednym zdaniu udały się trzy kłamstwa . Pierwsze – bo nie zaobserwowałam – a nie jestem jedyna , ot , jedna z milionów – żeby szczepionki zapobiegały chorobom , drugie – że nie zwalczyły czegokolwiek poza właśnie naturalną obronnością organizmu , trzecie – bo to nie jest immunizacja . Oczywiście , podkreślę – to moje zdanie . Macie prawo mieć inne . Macie prawo mieć swoją rację , ale nie zmuszajcie mnie ani innych do przyjęcia własnej za obowiązującą i jedyną słuszną .

„Zwalczajcie” sobie dalej choroby swoimi metodami – najlepiej na własnym przykładzie …..

Co w ogóle oznacza „zwalczanie chorób”?

Jako , iż pisałam o tym sporo , m.in. w artykułach o homeopatii , szczepionkach , TCM , pozwolę sobie pokrótce przedstawić syntezę sensu choroby w kontekście długiego ( w sensie naturalnym ) , zdrowego życia i dobrej starości , jako lekcji podsuwanej nam przez najlepszego nauczyciela – Mistrza Przyrodę .

Zacząć muszę od chorób dziecięcych – „leczonych” toksynami w mega ilościach , których żadna matka nie odważyłaby się podać znając ich działanie . Odważa się , wierząc „tym , którzy wiedzą lepiej „. Skutki znamy .

Problem leży (poza chciwością przemysłu ) w medyczno – szkolnym zorientowaniu na symptomach , na którym łatwo już było spreparować temat szczepionek .

A przecież typowe choroby dziecięce są ważnym i niezastąpionym zjawiskiem dla duchowej , więc i zdrowotnej kondycji dziecka – ich zduszenie – nie wyprowadzenie Z organizmu – należy traktować jako poważny błąd – nieodrobioną lekcję . Jeszcze naganniejszym wydaje się masowe stosowanie substancji inwazyjnych , absolutnie nie mogących zapobiegać chorobom  , a sprawiających , że dziecko nie jest nawet w stanie przechorować pierwotnego obrazu zaburzenia WSPIERAJąCEGO rozwój człowieka , według owego wzoru .

Fakt , że homeopaci klasyczni z reguły wyjaśniają pacjentom działanie szczepionek , po czym ci ostatni – co zrozumiałe – szczepić dzieci nie chcą , napotyka wrogość i agresję ze strony szczepionki stosującej .

Abstrahując od meritum  – obie strony winno jednoczyć porozumienie w interesie dobra pacjenta oraz własnego sumienia ( przyznam , że mówiąc o sumieniu w przypadku osób rekomendujących szczepienia czuję się , jakbym gadała o sumieniu sztabki złota …prawda , że ładne porównanie 😉 ? )  , nie może dziwić kontrast : medycynę szkolną dzieli od naturalnej , w tym homeopatycznej samo rozumienie choroby i zdrowia . 

Często jednak również osoby interesujące się medycyną naturalną tkwią głęboko w założeniach szkolnomedycznych , od początku konfrontowani wyłącznie z takim sposobem myślenia : choroba – lek zwalczający chorobę – zdrowie .

Mimo , iż naturalnym wydawałoby się : przyczyna  – zaburzenie – leczenie mające na celu zdiagnozowanie , zrozumienie i eliminację przyczyny , dzięki któremu znikną też symptomy – – powrót do zadowalającego stanu organizmu .

Medycyna szkolna przyzwyczaiła nas comiesięcznie prawie do „najnowszych osiągnięć” , przedstawianych zawsze , jako wielka mądrość …. blednących w blasku następnych „najnowszych ” … czasami kompletnie poprzednie „mądrości” gaszących , wręcz demaskując (nieświadomie :))))) je jako głupoty , błędy …. „nietrafione klasyfikacje wartości ” 😉

System medycyny naturalnej – charakterystyczny i odpowiedni dla każdego rejonu świata – funkcjonuje świetnie od tysięcy lat , potwierdza się regularnie , w czym nowoczesne badania , obiektywnie biorąc co najwyżej ujawniają dodatkowe korzyści –  o deprecjonowaniu natury „badaniami zleconymi w celu…” już mówiłam .

Prawa natury – weryfikowane milionami doświadczeń , nie zmieniają się .

System homeopatii klasycznej ( Hahnemanna ) działa od lat dwustu . Jego prawa , zasady działania też się nie zmieniają .

No jak to możliwe 😉 ….

Jak to możliwe , by „jakieś byle co ” 😉 tak dzielnie broniło swojej twarzy , by trwało nie ogłaszając co miesiąc „nowych , cudownych metod ” ?

A Hahnemann po prostu doszedł do wniosku ( nie On jedyny , ale mowa o homeo ) , że objawienie się choroby nigdy nie jest ograniczone lokalnie , ale pojawienie się w danym miejscu/danym obrazie  – to rezultat , wyraz zaburzenia we wnętrzu .

I tak , np.zapalenie migdałków nie następuje tylko poprzez „osiedlenie się” tamże jakichś „zarazków” , a , ponieważ na skutek jakiegoś zaburzenia wewnętrznego pojawiła się idealna podstawa – środowisko do rozwoju zapalenia .

Ale medycyna szkolna nie chce tego wiedzieć – zwalcza zapalenie migdałków – przejaw zewnętrzny , dzięki czemu powód prawdziwy pozostaje , gdzie był .

Właściwie takie traktowanie migdałków też dziwnym nie jest : jak może jeden lekarz rozpoznać wielonarządowe zależności , jeżeli najczęściej szczyci się jedną do paru specjalizacji ? Jeżeli od każdego systemu organów jest inny „specjalista „?

Logiczne następstwo takiej sytuacji to farmaceutyczne poszukiwanie/
produkowanie  medykamentów zwalczających poszczególne symptomy … często bez patrzenia na straty organów nie wziętych pod uwagę , bo „nie należą do objawów ” . Bo nie widzimy , że należą . Bo … nie chcemy widzieć ?

Czy takie działanie  może przynieść korzyści w żywym , niepodzielnym , bycie ?

Homeopaci wolą dotrzeć do „zaburzonej siły życiowej „, „genetycznej niedyspozycji” , ale to nie oznacza , że parę globulek/kropli ponaprawia wszystko . Proces homeopatycznego docierania do sedna i wyciągania choroby na zewnątrz czasem jest błyskawiczny , czasem – niestety, musi potrwać – wszystko zależy od danego człowieka .

Zioła też pomagają cierpliwym , jakkolwiek w przypadkach nagłych (podobnie homeopatia ) potrafią przyjemnie zaskoczyć .Minerały , żywice , różne wody , czasem zwykły popiół , olejki …. to wszystko jest dla nas .

Ale trzeba się zainteresować , co , po co i do czego . Inaczej będziemy zdani na czyjąś opinię , wiedzę , łaskę , humor i przyzwoitość wreszcie . Oczywiście , załóżmy , że dostaniemy się w dobre ręce …czy jednak nie będzie nam przyjemniej wiedzieć , co te rączki robią ?

Informacja podstawą – i tu bynajmniej , nie w ilościach homeopatycznych . Wprawdzie ktoś mądry kiedyś powiedział , że trzeba bardzo uważać , komu dobrą informację powierzyć , ale mnie się – być może naiwnie , wtedy trudno , mój wybór -wydaje , że jeśli , jak do tej pory , ci , którzy cokolwiek przekazać mogą , będą zachowywali to dla wybranych …. będzie tak , jak było i  „świat skończy się skowytem „(T.S.Eliot)

A … „leków ” tyle ….ile nigdy jeszcze w historii . A skowytu … więcej i więcej .

Informacje zbieramy całe życie . Poza nimi niezbędną jest obserwacja i empiryzm z wszelkimi jego przyległościami 😉 , więc konsekwencją samodzielności .

Jak obserwować chorobę w ujęciu kompleksowym ?

Weźmy to nieszczęsne zapalenie migdałków , z często zajętym zapalnie całym okręgiem limfatycznym danej strefy . Migdałki są organem przerabiającym trucizny . Ich ropienie , zapalenie to sygnał , że organizm przyjął zbyt wiele „śmieci”. ALE chodzi również o „toksyczną energię”- w tej chwili określę tak skrótowo negatywne oddziaływanie na organizm wrogich , negatywnie wpływających słów , zachowań   . Jeżeli mamy do czynienia z zapaleniem migdałków pon.12 lat to w większości przypadków oznaka złego żywienia , głównie – aromaty i barwniki .

Powyżej – trzeba się przyjrzeć , czy chory nie jest poddawany ciągłym , krytycznym naciskom – kwestia odżywiania pozostaje aktualna .

Tak czy inaczej – zaburzenie wyprowadzamy „na zewnątrz”- nie dusimy , nie – „zwalczamy „- wyprowadzamy z organizmu .

I tak , mając do czynienia z osobą cierpiącą na wykwity skórne , nie zabrałabym się od razu do zewnętrznego traktowania maściami , zasypkami – chyba , że to konieczne i chodzi o przyniesienie ulgi ( wysypki piekące itp.)

Gdyby taka osoba , potraktowana „od zewnątrz „, wyłącznie naskórnie , przyszła po miesiącu np. z problemami wątrobowymi – nie zdziwiłabym się – zaburzenie , zduszone odgórnie , przeszło do wnętrza . U pacjentów popularnych placówek tzw.”służby zdrowia ” to normalna historia – jedno się „kończy” , drugie zaczyna – tyle , że to pierwsze wcale się nie skończyło .

Bo nie było potraktowane od źródła , a od x…. strony 😉

Oczywiście medycyna szkolna w większości nie rozpoznaje kolejnych przypadków jako logiczne następstwo własnych działań – i to też jest zrozumiałe 🙂

Gorzej , że nie chce – broni się rekoma i nogami przed oficjalnym skorzystaniem z wiedzy naturopatów , w tym homeopatów , wmawiając sobie – co gorsza i innym , że inne metody nie są „naukowe” …. Po cichu patrzy , jak opatentować wygodne sobie kawałki . Wnioski pozostawiam bez komentarza .

Tym bardziej , że – gdyby pierwsi krzykacze medycyny inwazyjnej , a stosowanej bez opamiętania , zechcieli przyjrzeć się na przykład  embriologii -bez problemu znaleźliby tam potwierdzenie konieczności naturalnego przebiegu choroby ( w większości historii , nie mówię tu o ekstremalnych sytuacjach zagrożenia życia , ostatnich stadiach w zniszczonym organizmie , etc. ) przy wsparciu organizmu metodami naturalnymi .

W embriologii możemy zaobserwować najlepiej , że nie ma przypadków w następstwie chorobowym – ich kolejność zaś wskazuje , czy człowiek znajduje się na drodze do wyzdrowienia , czy … czy choroba wciąż posuwa się głębiej .

Przeciętna , normalnie przebiegająca choroba dziecięca wskazuje również prawa natury : cały organizm jest chory , najczęściej występuje gorączka , potem wyrzuty na błonach śluzowych , następnie – dotknięty jest naskórek – reguła : od wewnątrz do zewnątrz – do wyjścia – procesy same w sobie są najlepszym lekiem .

Sztuczne wytłumiacze gorączek mogą wręcz zakłócić proces , powodując komplikacje , np. wewnętrzne obrzęki . I to komplikacje są najczęstszym powodem rodzicielskiej , ale i lekarskiej paniki … niestety, komplikacje stworzone (też najczęściej ) przesadzaniem z obciążaniem organizmu środkami silnie działającymi .

Szkoda , że nie dopuszcza się do wypowiedzi w mediach rodziców relacjonujących rozwój swoich dzieci po przebytych naturalnie chorobach , a mają co opowiadać : właściwie rozwijająca się mowa , pewniejsza motoryka , dojrzalsza osobowość , stabilniejsza duchowość etc.

Dziecko zachorowuje na podstawie swoich własnych – najczęściej – odziedziczonych słabości , czasem nabytych , w homeopatii nazywanych miazmami . Ich przezwyciężenie daje możliwość uwolnienia się od nich , przynajmniej na długo . Zabierając możliwość naturalnego odbycia NATURALNYCH chorób zabieramym mu możliwość samoleczenia , w najgorszym zaś razie wpędzamy chorobę w kolejne stadia , głębiej .

Nie lubię powoływać się na statystyki , ale tylko wg nich można stwierdzić , że nigdy dotąd nie mieliśmy jeszcze tylu CHRONICZNIE chorych dzieci .

MS , alergie , astmy , neurodermitis , depresje , autyzm ……

Wydaje się , że ostre , dziecięce zaburzenia zamieniliśmy na chroniczne , których formy wyrazu wskazują na zastarzałe ogniska zapalne .

Bardzo interesujące zdają się przy tym formy chorobowe u dzieci szczepionych -np.na odrę –  zaczynające się często punktowymi wylewami podskórnymi/
naskórnymi na rączkach i stopach , kolejno rozprzestrzeniającymi się od dołu/ od kończyn  do góry , po czym „znikają” w środku i często prowadzą do zapalenia płuc .

W naturalnym przebiegu jest dokładnie odwrotnie – choroba przebiega od wewnątrz do zewnątrz, gdzie się kończy . Nie wiem , czy powinnam pominąć , że takie krwawienia są oznaką dominujących syfilitycznych wpływów ( p.rozdziały o boreliozie ) , a zniekształcona postać choroby niesamowicie osłabia życiową siłę .

Oczywiście , nie można przypisywać szczepieniom CAŁEJ winy za zdrowotną nędzę współczesnego społeczeństwa – wiele jest czynników zaburzających procesy naturalne , chorobotwórczych . Ale szczepienia należą do całego zespołu szkolnomedycznych tricków , które zaburzenia tłumią , „wpędzają” i sadowią w organizmie na długo .

Terapie kompleksowe prowadzą do harmonijnego „pulsowania” organizmu na dłużej , do równowagi na wszystkich poziomach .

Dobrze byłoby nie tylko „zapobiegać” 😉 chorobom dziecięcym , ale nie dopuszczać do komplikacji , więc : dokładać starań , by dzieciom ( i oczywiście dorosłym ) nie zabrakło przyzwoitych warunków higienicznych , zdrowego odżywiania , ciepłego domu i …. przede wszystkim kochających , mogących poświęcić im czas i wiedzę rodziców  , a także , w razie czego 😉 …. rozumiejących naturę rzeczy lekarzy .

 ———————————-

Literatura źródłowa , ale i uzupełniająca :

„Predictive Homeopathy” , Dr Prafull Vijaykar , Mumbai , 2001
„Zur Theorie der Homoopathie „, Dr J.T.Kent , Heidelberg , 1996
„Kent’s Minor writing on Homeopathy” ,Heidelberg ,1987
Medizinische Schriften , Getynga , 1988 , Dr Constantin Hering
„Organon der Heilkunst „, Dr Samuel Hahnemann ,Leipzig 1921 ,

w ww.prafullvijaykar.com (strona Pana Dra Vijaykara )
w ww.insidevaccines.com./wordpress

Posted in aktualności, homeopatia, szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.13.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 1, 2010

Najsilniejszym strachem dla mózgu jest opinia publiczna:nikt nie wie dokładnie, kto ją robi,nikt nie poznał jej nigdy osobiście ,ale wszyscy pozwalają się nią tyranizować.J.W.Goethe

Szczęśliwi niewolnicy są najzawziętszymi wrogami wolności.Sokrates,po nim przypisywane wielu:-)

Podsumowując wstęp do homeopatii, pragnę przede wszystkim podkreślić sens koegzystencji różnych metod leczenia,sens porozumienia terapeutów przedstawiających rozmaite szkoły z korzyścią dla pacjentów, ale i siebie samych, bo czyż nie najważniejszym jest prastare „primum non nocere”?

Teraz też chciałabym zwrócić uwagę na różnice w samej alopatii,dlaczego hasło to powoduje teraz tak sprzeczne reakcje,dlaczego też sama, opisując alopatię nie wahałam się przedstawić realnych szkód powodowanych przez fałszywe pojmowanie medycyny w ogóle.

Czas na sekcję alopatii.

Przyjrzyjmy się, czym była alopatia kiedyś.

Czym jest teraz.

Czy naprawdę tym samym?

Alopatia istniała wraz z homeopatią od wieków.Pierwszymi ,określanymi jako „medicus” byli również alopaci-byli nimi też zwykli znachorzy.Dawno temu różnica między alopatią a homeopatią polegała w sensie podstawowym na różnicy w dawce.

Alopatia leczyła dużymi dozami NATURALNYCH środków-ziół (bo przecież nie powiem,że leczyły duże dawki rtęci:-)).

Homeopatia-maleńkimi.

Obie funkcjonowały obok siebie w tej czy innej formie,w rozmaitych, zależnie od czasów i miejsca, proporcjach.

Duże dawki ziół również powodowały zdrowienie – podobnie,jak maleńkie.

Pojęcie alopatii zostało wypaczone dopiero z utożsamieniem jej z chemioterapią,a że aktualnie nie da się już tego procesu odwrócić (chyba,że nauka o tym zostanie wprowadzona do szkół :-)),alopatia funkcjonuje powszechnie wyłącznie jako przeciwieństwo homeopatii-czym MIęDZY INNYMI na swój sposób jest.W pojmowaniu alopatii jakże słusznie przejawia się stara prawda księdza Twardowskiego:cała prawda,półprawda i g…..prawda.Co gorsza-to wszystko prawda:-)

Dyskutując więc o różnicach między homeopatią a alopatią właściwszym wydaje się w dalszym ciągu mówienie raczej,jak wspominałam,a co obiecałam wyjaśnić później,niniejszym czyniąc to właśnie:”medycyna szkolna”,czyli  stanowczo bazująca na chemii oraz ingerencjach technicznych,jakkolwiek zawłaszczająca alopatię i pozbawiająca ją pierwotnego znaczenia.

Powracając do tematu homeopatii,cieszę się niezmiernie, iż uznanie jej przybiera na sile także w Polsce i dziękuję w tym miejscu ludziom troszczącym się o wyjaśnianie tej wspaniałej metody leczenia.

Przy okazji wymienię bardzo dobry portal medyczny, prowadzony przez ciekawe,kompetentne i odważne Osobowości, jakim jest 

 w w w.dziecisaważne.pl – _to naprawdę ważny portal dla wszystkich rodziców,ale nie tylko.

Mam nadzieję,że każdy nowy koncept -a w Polsce homeopatia,jakże niesprawiedliwie,wciąż przez wielu uznawana jest za koncept nowy,musi prowadzić do dialogu, w którym również bardzo młodzi ludzie powinni mieć czynny udział,aby POZNANIE wypracować sobie SAMEMU.

Gdybyż tak wiedza o niej przekazywana była-jak np.w Szwajcarii czy Anglii,Niemczech,z pokolenia na pokolenie,nie byłoby chyba tylu upodlających się w imię zysku wrogów rzeczonej metody leczenia-wiedzieliby,że to ISTNIEJE, ponieważ DZIAŁA.

A tymczasem…Ideał Humboldta,ideał „wolności badań i nauki” na uniwersytetach pozostał….ideałem.

Rzeczywistość rządzona jest przez interesy przemysłu, w dużej części przez tzw.fundacje noszące miana poważnych fundatorów,jednakże dawno już strąconych z piedestału,te same fundacje, które tworzą własne cele nie mające często nic wspólnego z założeniami fundatorów,kształcące swoich wyznawców.

JAK ta generacja może być zapoznana z prawdą,kiedy odbierana jest jej każda możliwość samodzielnego myślenia?

Co z kantowskim „sapere aude” ,leżącym u podstaw humboldzkiego ideału?Czy pozostało tylko w grawerce uniwersyteckich sal?
 

Przez podstawowe błędy kształcenia jeszcze bardziej cementowane są błędy nauki i medycyny.

Jeszcze gorzej,kiedy młodzież nie dowiaduje się w ogóle,co jest przed nią ukrywane,kiedy nie dostrzega,że jest kneblowana duchowo,a przez to i intelektualnie,kiedy,”zbijane są lampki kontrolne”.

Odpowiedzialni za współczesną naukę i na niej zbudowaną gospodarkę skłaniają się do duszenia możliwości poznania-nawet w poważnej potrzebie,którą sami stworzyli swymi przerysowanymi konceptami,drogami bez wyjścia.

Ci odpowiedzialni chętnie zniszczyliby każdą krytykę,podrzynając gałąź,na której siedzą sami,na której siedzą również ich dzieci.W imię mamony.

Czy warto?Niech raczą odpowiedzieć sobie sami.

Diabolos-zło ludzkości….Termin dobrze znany kulturze chrześcijańskiej,pochodzi z greki a oznacza „mąciciela, wichrzyciela,fałszerza faktów,fałszywca”-to najsilniejsza zasada zrobienia z ludzi wzajemnych wrogów.Dlatego jest tak silny,gdyż większość ludzi,słysząc ataki na innych,fałszywe oskarżenia,przyjmuje je bez sprawdzenia i wyciąga  z tego własne konsekwencje:homeopatię potępiają głównie ci,którzy „gdzieś tam słyszeli,że to cukier, woda i szalbierstwo”.Oraz ci,którzy świetnie wiedzą,że może ona zaszkodzić interesom królujących specyfików:efektywnością oraz łagodnością działania,a często i ceną.

Tak z sabotażu robi się pożądany bojkot.Manipulacja.Sekciarskie metody psychoterroru.

Aby podporządkować naturę teoriom fizyków wprowadziło się hipotezy,czyli NIEUDOWODNIONE PRZYPUSZCZENIA.

Tym podstępem można ukryć wszelkie błędy teorii,zaś lud laików podziwia tak rozwinięte,nowe teorie jako osiągnięcia naukowego postępu,kompletnie nie rozumiejąc przyczyn ani skutków.

W medycynie odbywa się dokładnie to samo,aczkolwiek laików,czyli pacjentów,trzyma się w ryzach o wiele,wiele ciaśniej.

Bo czy teoria funkcjonuje-mianowicie poprzez odpowiednią terapię-czy przynosi zdrowie lub nie,każdy może stwierdzić sam,nie musi nawet rozumieć.Ale na pewno zrozumieć by chciał,gdyby mu nie przeszkadzano.

„Co było przed czasem”-to proste pytanie godzi w podstawy fizyki.

Wciąż nieodpowiedziane.

Za osiągnięcie fizyki liczy się „zbadanie” początków naszego świata i obliczanie go z największą precyzją na cząstki,co do ułamków sekundy.

A pytanie o początek czasu,o sens,o który fizyka się nie martwi-po prostu zostawia to niezałatwionym.

„Przed” ustawia to pytanie jako bezsens.Pytanie,którego nie można postawić,że powtórzę fragment wpisów.

Co ma oznaczać czas przed czasem?

Nie wolno stawiać nam pytań o stworzenie przestrzeni i czasu,ale wolno wcinać specyfiki godzące w nasz naturalny rytm systemu immunologicznego.

To proste pytanie trzęsie posadami fizyki.

Czy kiedyś słyszeliście je na uniwersytecie…od profesora?

Czas i przestrzeń,to nie obiekty,którym możemy przypisać jakiekolwiek własności.

Potrzebujemy tych pojęć,ale tylko ,jako form postrzegania (I.Kant),aby ująć obiekty w czasie i przestrzeni, oraz by je opisać. 

Doświadczenie osobiste umiera….Podważane,wyśmiewane,deprecjonowane na wszelkie sposoby….Doświadczać mają prawo wyłącznie „eksperci”.Lud ma przyjmować doświadczenia „ekspertów” za pewnik.

Skąd wiem ,że zielona herbata świetnie orzeźwia?BO SPRAWDZIŁAM.I nie trzeba mi do tego żadnych „ekspertów”.

Kiedyś brało się jako pożywienie lub lek wyłącznie to,czego przez jakiś czas doświadczało się,jako zdrowe,nawet tego niezbyt pojmując.Liczyło się doświadczenie ludzi starszych,większym też byli Oni obdarzeni szacunkiem.To Oni wiedzieli,czego należy unikać,co jest pożyteczne.Dziś mamy „ekspertów” i……tysiące domów starców….a w nich miliony tragedii opuszczonych,niepotrzebnych ludzi.

Dzisiaj jest nam wmuszane,co jest „rozumiane” pod „naukowymi” teoriami,nie doświadczając,że jest zdrowe.

Czy mogę wierzyć badaniom wielkich koncernów czyhających na moją kasę?

Pan Jenner (tak,tak,ten sam ,od szczepionek) zaszczepił tylko swoje pierwsze dziecko.Drugiego nie pozwolił….            Ale 30 000 funtów od państwa wziął.

Są dla mnie ważne doświadczenia moje, moich przodków,doświadczenia ludzi pracujących z innymi ludźmi na poziomie bezpośredniego kontaku,ale nie poddających się naciskom przemysłowym.Na szczęście są jeszcze tacy.Na szczęście jest ich coraz więcej.

Ale i tak wiedza aex cathedra liczy się w ogólnym poglądzie społeczeństwa więcej niż doświadczenie przy łóżku chorego.

Kiedyś było:”Kto leczy,ten ma rację”.

Dzisiaj:”Kto ma pieniądze,ten ma rację”.

Lub:”Kto ma ładniejszą teorię przynoszącą większe zyski,ten ma rację”,czyli vide pkt poprzedni,na jedno wychodzi.

Wytępieniu zaraz przez szczepionki przeczą góry statystyk,dokumentów,ale przemysł szczepionkowy i tak nie ustaje w przypisywaniu tego swoim produktom.

Jak znikały cholera,hiszpanka,inne,kiedy nie było szczepień?JAK???

Skąd pojawiła się fala cholery w Afryce w dzisiejszym świecie?

Jak zniknęło BSE bez szczepień zwierząt?

Szczepienia na zarazę „niebieskiego języka”-dramatyczne wyniszczenie rolnictwa,całych stad krów-mnóstwo zwierząt zmarło.Te,co zostały….co z naszym pożywieniem?

Grypa „świńska” a zalecanie szczepień kobietom w ciąży….One od zawsze były objęte szczególną ostrożnością,co teraz,jakie szkody wywoła to w przyszłych pokoleniach?

Homeopatia jest w swoim ścisłym ujęciu,Samuela Hahnemanna,znana powszechnie od 200 lat i obroniona milionami wyzdrowień.

Czy może dziwić,że szuka się jej „naukowych podstaw”?

Czy może dziwić,że wyjaśnienia jej szuka się poprzez fizykę klasyczną,która nie jest w stanie odpowiedzieć,gdyż zajmuje się martwą materią?

Homeopatia jest zasadą życia.

Czy może dziwić,że odrzuca się naukowe uargumentowanie informatyczne ,które jako jedyne potrafi ją w ujęciu współczesnej nauki wytłumaczyć?

Mocz jako lek…znany od wieków.W gazetach pisze się o kuracjach własną filtrowaną krwią,jaką fundują sobie światowe megagwiazdy…..A gdyby tak nazwać po imieniu,że to terapia moczem właśnie?”Fe”?Ale wstrzykiwanie sobie tłuszczu z d…… w twarze nie jest „fe”?

A szkolna medycyna,słysząc mocz,swoje:”brudne i trujące”.

Faktycznie…..A embrion?JAK WYTRZYMUJE EMBRION W „BRUDNYM I TRUJąCYCM” SRODOWISKU?

Dobrze i tanio działający,na dodatek zawsze dostępny lek?Ale kto na tym zarobi……..?

Interes zwany chorobą.

Obowiązująca w medycynie szkolnej zasada,jakże przeciwna medycynie chińskiej,zasada wynagradzania nie według wyniku pracy, a według prognozowanych zasług.

A więc….zarabia się tym więcej,im więcej jest chorych?

No kto z pracujących w tym dziale chciałby to zmienić?Odszczepieńcy po prostu……;-)

Homeopatia stoi na drodze przemysłowi tak bardzo,że……zaczyna ją wchłaniać.Najpierw wykańcza się małe firmy homeopatyczne,potem robi te same leki samemu…za większe pieniądze.Ponieważ coraz więcej ludzi żąda homeopatii.

Powoli rysuje się ciekawy obraz ewolucji pojmowania homeopatii z perspektywy koncernów.

Próby na zwierzętach…..materialistyczno-redukcjonistyczna „wiedza” bez podstaw do leczenia tkwi w fundamencie medycyny szkolnej,cierpienia milionów niewinnych istot,tak przyjazych człowiekowi……

Zwierzęta pomagają nam zdrowieć-o tak,ale w zupełnie inny sposób,aniżeli wyjąc z bólu na eksperymentalnych stołach.Pomagają nam swoim ciepłem,oddaniem,bezinteresowną miłością i wierną służbą.Ogrzewają swoim ciałem chore miejsca,wyszukują guzy,prowadzą niewidomych,ratują życie topielcom……..JAK medycyna szkolna może mienić się wiedzą,mordując miliony czułych,jak człowiek,myślących stworzeń twierdząc,że NIE czują,nie myślą,nie wiedzą……

JAK medycyna szkolna może mówić o zasługach mordując miliony braci mniejszych w imię zysku?

W imię nauki?

Gdybyż TO  było nauką,dawno nauczyliby się,że zwierzęta czują i myślą!

Czy może być miarodajną opinia ludzi żerujących na cierpieniu innych istot?

Czy może być słuszną opinia ludzi wmawiających innym,że technologie GMO,ataki na genom, o związkach którego wiedzą mniej niż o pogodzie w maju za dwa lata,są technologiami przyjaznymi środowisku?

Znajomość struktury DNA nie oznacza najmniejszego pojęcia wewnętrznych sił,które je stworzyły.

Czy można zaakceptować opinię ludzi niszczących jądro życia-jądro komórki,czyniących nieodwracalne szkody w środowisku?

Czy nikt nie spyta,skąd tyle chorób,uszkodzonych płodów,wrodzonych kalectw-skąd taki „rozwój” ludzkości i jak to zatrzymać? 

Sztuczna inteligencja….metainformatyka….Najpierw ,droga „nauko”,napraw to,co schrzaniłaś.

Naukowe badania żyją ze sprzeczności,które mają przezwyciężyć.

Kapitulacja wiedzy przed przeciwieństwami i związanymi z tym błędami nie podlega żadnej odpowiedzialności.Taka nauka o naturze zastosowana na samej naturze może przynieść wyłącznie szkody.

Nie szuka się w podstawach lub poddaje je w wątpliwość-to przez sformułowaną w scholastyce zasadę,że raz udowodnione /sformułowane zdarzenia/teorie są ważne na zawsze i że można na nich budować.

Takie podejście musi prowadzić do błędu,co dobitnie pokazuje historia.

Zasada arystotelesowska o „sumie będącej więcej niż….”istnieje we wszystkich rzeczach….Tylko nie w fizyce.

Każdy system graficznie tworzy kręgi w sensie teorii systemu.

Jak działają one między sobą?Szczególnie duchowo-duch to nie przedmiot fizyki,a przecież właśnie duchowe przemiany w  funkcjonowaniu świata (procesy życiowe) są najważniejsze,podczas gdy materialne są im podporządkowane. 

W rozszerzonym spojrzeniu rozpuszczają się wszystkie teoretyczne problemy fizyki.

Dlaczego syntetyczna geometria projektywna nie jest podstawą w pojmowaniu opisu świata fizycznego?

Synteza to pierwszy krok w uzyskaniu optymalnego obrazu całości.Synteza postrzegania natury.

Analityka-rozkłada.

Synteza-składa.

Fenomeny optycznej interferencji w wielowarstwowych systemach muszą prowadzić do przemyśleń.Muszą?Tu można obserwować,jak ze wspólnego działania wielu części,warstw,tworzy się w systemie coś całkiem nowego, można nawet liczalnie śledzić postęp,nawet przez hipotezy optyki fal…..

Software z najmniejszych modułów….”Więcej” to duchowość.

Od renesansu widzi się fizykę jako podstawę nauk medycznych,ponad 90% dzisiejszych uniwersytetów medycznych bazuje na fizyce,rozwinęły się z jatrofizyki nowego czasu.Czasu zwątpienia w istotę humanizmu.

Anatomia,fizjologia…..fizyka.

Informacja jest jedyną adekwatną bazą pojmowania procesów życia,gdyż informacja jest przepracowaną zasadą duchowości.

Homeopatia pracuje zgodnie z warstwami natury ludzkiej i jej rytmów,działa na zasadzie informacji.

Homeopatia nie pyta,jak zabić mikroorganizmy-ona pyta,jak skonsolidować żywy twór organiczny,aby nie tworzył pożywki dla mikroorganizmów.

Homeopatia jest wreszcie niezwykle racjonalną terapią:jeżeli ozdrowieńcze siły organizmu blokują się poprzez niewłaściwe odżywianie,złe nawyki,destrukcyjne uczucia i stres,homeopatyki mogą przynieść ograniczone efekty. Wtedy trzeba zacząć od naprawy stylu życia.Homeopatia uczy obserwacji i poznawania samego siebie,uczy używania woli do mądrej,świadomej egzystencji.Uczy korzystania z własnych sił obronnych, o czym zaczniemy w następnych odcinkach omawiając środki.

A Diabolos…..element zła nie pozostał obcy i innym kulturom….żadnej kulturze.Zło i dobro,nieodłączne w życiu,w świecie…Miękkość i twardość….Cień i słońce….Yin i Yang…..

Do nas należy wybór.Czy potrafimy go dokonać?

Lektura:jak poprzednio w temacie.Mam nadzieję,że potraktowałam odcinek wystarczająco wakacyjnie?Dobrych powrotów życzę ,a Tym ,którzy nigdzie nie wyjadą,pobytu ze sobą i z Tymi,których kochają:-)

P.S.Poza tematem (choć niezupełnie:-)) chciałam odnotować zauważenie ciekawego serwisu (pozdrawiam :-))  oferującego różnorodność obrazu:-)

w w w.viedeolala.com/watch-z -biegiem-lat-z -biegiem-dni-1980,watch online,free streaming

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.12.Urynoterapia a izopatia.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 19, 2010

To,co wiemy,to kropla.Czego nie wiemy-to ocean.-I.Newton

Prawie niemozliwym jest,nieść pochodnię prawdy przez tłum i żadnej brody przy tym nie osmalić.G.Ch.Lichtenberg

Między ludźmi jest wiele rodzajów argumentów-te prawe i te nieprawe….Nie podziwiaj ich zbyt szybko i zbyt szybko nie odrzucaj.Kiedy nieprawdy są ogłaszane-słuchaj pokornie i uzbrój się w cierpliwość….”Paracelsus

Poza homeopatią są i inne,bardzo ważne tematy.Czeka już problem zaburzeń typowo męskich:-),czeka ciąg dalszy o boreliozie,ale chciałam ten wstęp do homeo doprowadzić do poglądowego choćby kształtu,więc…część dwunasta.

Zmarł były vice-dyrektor szwajcarskiego BAG (urząd zdrowia) i były prezydent Szwajcarskiego Stowarzyszenia Lekarskiego (S.Arztevereinigung)-Hans Heinrich Brunner-internista i kardiolog,znany specjalista i konsultant wielu ośrodków….zmarł mając ZALEDWIE 65 lat.Po ciężkiej chorobie.Oczywiście,umiera każdy.Ja tylko zawsze pytam:

dlaczego,jeżeli to następuje tak szybko-wszak człowiek może żyć lat 100 i dłużej,dlaczego tak szybko-CO się stało?I dlaczego tak wczesna śmierć (wypadki to sprawa osobna) zabiera tylu -bo jest ich niemało-specjalistów od zdrowia?Gdzie popełnili błąd?Przecież 65 lat to zaledwie nieco więcej niż przewidziana połowa życia…..Pan B. był zdeklarowanym wyznawcą medycyny szkolnej-DLACZEGO mu nie pomogła?Szwajcaria posiada wspaniałe kliniki,w których stosuje się mnóstwo metod naturalnych,metod,które możemy sobie stosować za darmo,a które tam kosztują majątek,a jednak często trafiają tam wyznawcy medycyny szkolnej ZA PóźNO.Niektórzy nawet nie zdążą.Przywiązanie do wprogramowanej nam systemowo,”jedynej słusznej ścieżki” i strach przed podważeniem całego „swego”    dotychczasowego poglądu…zabija.

A przecież „to jest lekarstwem,co leczy”,dlaczego więc nie próbować wszystkiego?W imię czego?Czy w imię podpisanego cyrografu?Czy warto?Na to pytanie też każdy musi odpowiedzieć sobie SAM.Pamiętając,że są ludzie, którzy go kochają,dla których wiele znaczy,którzy dla niego gotowi są na wiele…żyjąc z ludźmi trzeba o nich pamiętać.

Wbrew temu,co sądzą niektórzy,nie żyjemy tylko dla siebie.Jest wielu,którzy żyją sami,ale NIKT nie żyje wyłącznie dla siebie.Stąd,podejmując ważne decyzje,pamiętajmy o tych,dla których jesteśmy istotni….czasem…dla których jesteśmy wszystkim.

Po niełatwym wstępie-niełatwy temat,ponieważ wspominałam wcześniej o główniejszych metodach terapii medycyny naturalnej-ziołolecznictwie,czyli fitoterapii,homeopatii i….no właśnie-o trzeciej wspomniałam zaledwie,że jest mocno kontrowersyjna i sama słysząc o niej pierwszy raz,wzdrygnęłam się niemiło.Teraz staram się ją zrozumieć i obserwować-na razie nie znajduję w niej niczego,co byłoby ewidentnie złe (chyba,że jest się purystą zapachowym:-), więc przechodzę do przybliżenia Państwu terapii stosowanej niekoniecznie:-),ale mogącej w nagłych przypadkach zaskoczyć nas swoją pożytecznością:-) i dostępnością oraz….gratisowym dostępem.Taka metoda musi mieć jakiegoś haka…..?To prawda.Ma:Brrrr!;-):-):-)ALE…..

W poprzednim rozdziale o szczepieniach wspominałam o nozodach,o tym,że medycyna szkolna skorzystała z pojęcia stricte homeopatycznego,ale wypaczyła je w sposób oczywisty oraz,że przyjmowanie tzw.obcych -w tym również obcych genetycznie nozod zakłóca informację w przemianie materii.A przecież w homeopatii stosowane są też (bo nie tylko) nozody z obcych organizmów-fakt,że niemodyfikowanych genetycznie,ale jednak…co wtedy? 

Powiem krótko:póki z niemodyfikowanych i podawane przez normalne,naturalne drogi pobierania pożywienia i leku-akceptuję tę formę,gdyż i tak nozody homeopatyczne zawierają potrzebną w danym przypadku informację,a więc ilość obcego materiału jest totalnie różna (o wiele mniejsza) od materiału obcego w leku alopatycznym.Tu wybiera się-podobnie jak w medycynie szkolnej-najlepiej dopasowany środek-czasami dostępny jest tylko taki wytworzony z obcego organizmu.

Nozologia-wiedza o nozodach-pozwala na przybliżenie pacjentowi natury tak działającego leku,jeżeli tylko terapeuta wykaże się wolą,co byłoby bardzo mile widziane ze względu na pojęcie leczenia homeopatycznego i samą homeopatii ideę.Szkoda,że często przepisuje się lek,nazywa go bez tłumaczenia,czym jest,a potem pacjent tłumaczy drugiemu, czego sam nie rozumie,co prowadzi do zabawnych-ale i smutnych konkluzji.Nie wiem,dlaczego nie wszyscy Szanowni Homeopaci tłumaczą pacjentom istotę stosowanego leku-to praktyka szeroko znana w kręgach medycyny alopatycznej i,jeżeli to się nie zmieni,to przykro mi,ale obraz homeopaty nie będzie się różnił od obrazu alopaty. Porozumienie z pacjentem,poznanie go i dobranie leku jest podstawą tak w homeopatii,jak i w całej medycynie naturalnej.Tak,pacjenci się czasem śpieszą….lekarze też….ALE to nie jest usprawiedliwieniem-dla zdrowia musi znaleźć się CZAS-„kto go nie ma dla zdrowia,będzie musiał go znaleźć dla choroby”.To działa w obie strony:-)

Przypominam też,że do idei medycyny naturalnej należy szerzenie wiedzy o relacjach między człowiekiem leczonym a lekiem.Jeżeli tę ideę zarzucą ludzie pracujący w jej obszarze,stanie się ona wiedzą dla wybranych-podobnie,jak medycyna szkolna,a przecież nie o to chodzi?

Odwieczna pokusa,zredukowania chorób do maleńkiego obrazu symptomów,zamiast widzenia ich ogółu,wraz z właściwościami człowieka i jego środowiska,widać choćby przy grypie:

Ktoś MA grypę.Oddzielenie.Jest grypa,na grypę są środki-finito.

Dla biurokratycznie zorientowanej medycyny wstęp do ICD (Intern.Clasification of Diseases-klasyfikacja chorób)to ogromna pomoc,z której lekarze chętnie korzystają.

Od końca XIX wieku zajęci są szufladkami,definicjami.Tylko zerk na listę i mamy rozwiązanie.Teraz już chyba mamy…dziesiątą wersję ICD?

Grypa to tylko przykład,jakie to proste:laicy,wytwórcy szczepionek,biurokraci i mnóstwo lekarzy widzi to samo:

GRYPA.

Niewiele mamy opisanych tych grypowych symptomów:bóle członków,gorączka….A przecież jest taki stan,w którym mówimy:

„Jakbym miał gorączkę….”

„Chyba trochę gorączkuję….”

„Mam wysoką gorączkę…”

„Mam strasznie wysoką gorączkę a przy tym tak mi dziwnie….”

Są w klasyfikacji i dreszcze,bóle mięśni,stawów,szyi,głowy,kaszel,zatkany nos,poty,….

No właśnie-JAKI kaszel?

Suchy?Mokry?-od biedy w klasyfikacji można znaleźć (zależy gdzie:-) 

Kapie z nosa,czy cieknie?Czy może wszystko tkwi w nosie?A brak apetytu?Ale jest ochota na słone?A może na słodkie?A może tylko na picie?

Są w klasyfikacji i symptomy duchowe oraz nastrojowe,jak „rozstrój jelitowo-żołądkowy,złe samopoczucie….”

Ale JAKIE złe samopoczucie?Drażliwość czy osłabienie i niechęć do wszystkiego?A może agresja?

Grippe,to z francuskiego „nakryć”,”dobrać się”,”złapać” (gripper)….Influere (influenza)-to „wpływać”-„to wirusy,te „minipotwory”:-)dobrały się więc do organizmu!”Cóż tam na nie mamy?Zerk w tabelkę…..

ANTIphlogistica

ANTIbiotika

ANTIpyretica (stany gorączkowe)

ANTIbronchitica (nieżyty krtani i oskrzeli)

ale i analgetica:-)

I homeopatia ma środki „PRAWIE uniwersalne”-np.w przypadku grypy przepisuje się często bryonię-oczywiście w określonej formie grypy.Fakt,leczy szybciutko.Ach-zapomniałam-teraz nie można mówić,że homeopatia leczy?No to powiedzmy „dociera do przyczyny choroby i powoduje powrót organizmu do stanu równowagi”-brzmi nawet lepiej-tym bardziej,że substancje uznane za „leki” mocno się zdegradowały.

Przepisuje się też:Aconitum-przy grypie występującej po tym,jak chory był poddany działaniu silnego,zimnego wiatru lub intensywnego przeciągu,

Baptisia-po poddaniu się agresywnemu działaniu klimatyzacji (np.w biurze czy samochodzie),przegrzaniu lub przechłodzeniu,

Belladonna,Bryonia,Gelsemium są stosowane,gdy wilgoć,gorąco,duchota,parno lub intensywne ochłodzenie,po przegrzaniu z udziałem suchego wiatru,lub po suchym,zimnym wiatrem przechłodzeniu

Nux vomica,Pulsatilla-gdy mokro,wiosna lub lato,brak snu,przeładowany żołądek,zmiany temperatury,przeciąg

Rhus tox.-gdy za długo przebywaliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu,przemokliśmy,przesililiśmy się(często jest to tzw.pierwszy wybór przy grypie)

Sulfur-przy zbyt długim wychłodzeniu w wilgotnym środowisku,po zbiciu gorączki antybiotykami,po analgetykach….

To tylko,znane już,przykłady środków stosowanych przy (pobieżnie przedstawionych) różnych przyczynach grypy,które opiszę dokładniej,kiedy tylko przejdę do samego leku homeopatycznego-o,pardon-to było wg definicji homeopatów-teraz to się nazywa-kiedy przejdę do „terapeutycznych wskazań składników materiału homeopatycznego:-)”…też nie?A,do „określenia zakresu działania bez wskazania terapeutycznego substancji homeopatycznych”?Jakoś tak:-), pomieszały  mi się te definicje:-):-):-)Co do zawłaszczania pojęć „leczy”,”pacjent”…. czy,gdyby nie strach przed mocą medycyny naturalnej,czy trzeba byłoby kraść pojęcia (wszak pierwotnie LECZENIE jak i PACJENT do niej należało),obwarowywać je kodeksami?I czy w ogóle można (nad czym właśnie toczy się w prawie medycznym na świecie dyskusja) instytucjonalizować pojęcia uniwersalne,pojęcia,które funkcjonowały od zawsze,czy można instytucjonalizować prawdę,która jest nieograniczona i nieuwarunkowana-po prostu jest,według której rośliny mają lecznicze zastosowanie a więc  -idąc skrótem myślowym-leczą,według której człowiek chory to pacjent-„cierpliwy”,choć nie każdy chory cierpliwość wykazuje:-)Wkrótce edukacja zechce zawłaszczyć pojęcie „ucznia” i „nauczyciela”,potem przemysł -pojęcie „pożywienia”……Dokąd to…..?

Czy definicja Arystotelesa,przejęta przez Hipokratesa a potem Paracelsusa i innych mistrzów medycyny-„to jest lekiem,co leczy”-nie wystarcza?Kto ma interes,aby normalny człowiek pogubił się w gąszczu definicji?   

Homeopata nie śni o leku uniwersalnym,na wszystko i dla każdego-on wie,że takiego leku NIE MA.

A jeżeli Państwa lekarz upiera się,że grypę spowodował wirus grypy akurat zimą czy jesienią lub chłodną wiosną,to proszę go spytać,dlaczego wirusy miałyby się rozmnażać przy zimnej pogodzie.Chętnie wysłucham odpowiedzi:-):-)

Jeżeli usłyszą Państwo w ogóle jakąkolwiek na powyższe pytanie odpowiedź,to proszę jeszcze dopytać,jakim cudem jeden wirus może spowodować NARAZ w społeczeństwie tyle form grypy.I tych odpowiedzi wyslucham.:-)

A może usłyszą Państwo klasyfikację wirusów…..”NIEWIROLOGOM” wyda się to bardzo,ale to bardzo naukowe:-)

Potem to już…można zaczynać produkcję szczepionki…..

Swoją drogą,jak często słychać „lekarz kazał”.Dlaczego?”On już wie,dlaczego”.

Lub:”Jest pan/pani moją ostatnią nadzieją!”

ALE DLACZEGO?Czy nie oczekują Państwo od ludzi w białym fartuchu ZBYT wiele?Dlaczego nie uruchomią Państwo samoodpowiedzialności za swoje,własne zdrowie?Dlaczego nie wiedzą Państwo,co łykają?Dlaczego nawet do głowy Państwu nie przyjdzie,aby przeczytać ulotkę lub zapytać?Dlaczego też ludzie,którzy udają wielkie przywiązanie do Polski i deklarują chęć czynienia dobra dla Polski,jednocześnie robią wszystko,aby Polak był zależny od bynajmniej niepolskich koncernów i dlaczego oni sami,funkcjonujący w tak prymitywnej,jaskrawej dezinformacji,miotający się w klatce zależności,uznają tę klatkę za pałac?I z największego pałacu trzeba kiedyś wyjść.Trzeba….można…wolno wyjść?I CO wtedy?Co,kiedy za późno jest na wszelkie „dlaczego”?

Daleka jestem od nacjonalizowania poglądów,co dodatkowo w moim przypadku byłoby śmieszne-Człowiek to Człowiek-w codziennym pojęciu międzyludzkim-nieważna narodowość.ALE aby ten Człowiek mógł dobrze funkcjonować w dzisiejszym świecie,w którym historia zakreśliła nieubłagane granice,wskazane byłoby,aby każdy kraj miał szansę rozwoju własnego przemysłu i dawał dobrą pracę przede wszystkim własnym obywatelom,aby nie brakowało ich tak w zarządach,jak i na wszystkich stopniach struktury firm,aby nie byli niewolnikami we własnym kraju.Historia niestety,niczego wielu nie nauczyła,a przecież dobitnie pokazuje,że w każdym przypadku zawładnięcia jednego kraju przez inny,prowadziło to do jego maksymalnego wykorzystania i degradacji-to nie jest zdrowa sytuacja,kiedy zdecydowana większość zarządu firmy pochodzi  z kraju,którego określona polityka wskazuje na  totalny wyzysk drugiego!

Podobno „dlaczego” jest pierwszym słowem do wolności…..

Też tak myślę.

Proszę Państwa-to o czym teraz napiszę,może spowodować,że niektórzy przestaną tę stronę czytać.Trudno. Zaczynając opowieść o pojęciu nozody nie mogę nie napisać o najtańszej i najefektywniejszej,choć tak kontrowersyjnej,nozodzie świata:o moczu.Dlaczego jednak niespecjalnie pochwalam nozody wykonane z obcego moczu,czyli urynoterapię po przemysłowemu,nawet w ujęciu homeopatycznym-lekami nie mającymi nic wspólnego z substancją pochodzącą z Waszego ciała?:-)

Po kolei-proszę pamiętać,że to TYLKO moje zdanie (aczkolwiek dzielone z wieloma innymi) i nie muszę mieć racji.

Terapia urynowa oferuje nam we wszystkich warunkach,o każdym czasie,najlepiej pasujący homeopatyczny lek w formie „autonozody”.Bez zależności również od firm homeopatycznych lub samych homeopatów.Wiem,wielu homeopatów mnie za to nie polubi:-),ale znam przypadek matki dziecka,któremu lekarz homeopata przygotowywał nozodę z jego moczu robiąc wokół tego co najmniej tyle szumu,jakby produkował złoto,w dodatku za koszmarne pieniądze daleko przekraczające zwyczajową stawkę.Zgoda,że przygotowanie leku homeopatycznego wymaga o niebo więcej pracy (i wiedzy) aniżeli zerk w tabelkę i przepisanie „leku A na chorobę B”.Zgoda,że praca lekarza jest nielekka i powinna być wynagradzania godziwie.Ale….powinno być na nią stać wszystkich ludzi,którzy ze swoim zdrowiem nie radzą sobie sami.Abstrahując od ceny zdrowia,które,jak wiadomo-„jest bezcenne”, tego typu praktyki nie mają wiele wspólnego z etyką ani samą ideą homeopatii.Dziecko wyzdrowiało i czuje się świetnie,ale biedna matka musiała zaciągnąć kredyt,dzięki czemu się rozchorowała,bo spłacać nie ma z czego.Czy to jest przykład pozytywny?Tak,homeopatia ma wystarczająco wielu wrogów,aby przysparzać im kul,ale proszę Państwa nie można pisać wyłącznie o samych zaletach funkcjonowania czegoś,kiedy to funkcjonowanie doskonałe nie jest. Można pokusić się o gdybanie,że „gdyby homeopatia była powszechnie dostępną,jedną z form terapii oferowanych wszędzie,to i ceny byłyby niższe i sami homeopaci chętniej informowaliby o jej zaletach”,ALE….to,niestety,gdybanie.

Wracając do urynoterapii…..

Własny mocz-lek więc w formie „autonozody”-ba-w najsurowszej formie homeopatii-IZOPATII.

Nie jest prawdą,że ojcem izopatii jest Enderlein-tak,ten sam Enderlein funckjonujący w medycynie szkolnej.Enderlein owszem,stosował izopatię i propagował ją,ale to za mało,aby nazwać go jej wynalazcą,gdyż pierwsze pisane źródła o izopatii pochodzą z pism staroindyjskich-a biorąc pod uwagę,jak długo wiedza w Indiach przekazywana była ustnie,możemy przypuszczać,że historia izopatii sięga jeszcze dalej.

Termin pochodzi od gr.isos-równy,pathos-cierpienie.

W 1833 niejaki J.J.W.Lux pracował nad tą właśnie metodą-aequalia aequalibus curantur (równe-równym leczyć),co wykorzystał Enderlein,aczkolwiek dopiero w 1872.(G.Enderlein:”Uber die endobiontische Natur der Rinder-Leukose.”-można przeczytać w „Akmon” z 1955.(Niestety,wiele wartościowych źródeł jest już prawie lub wręcz nieosiągalnych, czasem trafiają się w zagranicznych antykwariatach,czasem udostępni jakaś biblioteka klasztorna,w ostateczności uniwersytecka,ale muszę powiedzieć,że prawdziwe skarby literatury medycznej należą do Kościoła i zbiorów prywatnych).

Już więc nie „podobne podobnym”,ale „to samo tym samym”-bo to jest istota izopatii.

To nie spodobało się Hahnemannowi.Nie miał o niej najlepszego zdania (odrzucał ją),ale jego następcy przyjęli tę metodę jako pokrewną homeopatii.

To jedna z najstarszych,jeżeli nie najstarsza,materialna terapia ludzkości,istniejąca już w przedczasie religii i w królestwie zwierząt.Znają ją wszystkie najstarsze plemiona na Ziemi.Mamy tu do czynienia z archetypem w sensie Jungowskim -jakkolwiek by nie mieć ochoty na dzielenie wielu jego poglądów:-)

Niezwykle obszerna,ale mało znana większości ludzi literatura (sporo we francuskim,niemieckim, hebrajskim, arabskim,chińskim)na ten temat (bo po co ludziom udostępniać wypróbowaną wiedzę-lepiej im sprzedać lek z ich własnych wydalin:-(,mówi o przykładach terapii moczem zewnętrznych i wewnętrznych,ranach,o terapii trądu i gangren,o infekcjach,zapaleniach oczu,cukrzycy,gruźlicy…..Zakres urynoterapii wydaje się nie mieć granic.A jednak cisza-informacje ukazują się jedynie w przypadku PREPARATóW Z MOCZU a i to przedstawianych wówczas jako „kolejny cud medycyny i efekt wiedzy specjalistów”.Przecież trzeba zarabiać.Trzeba,ale,powtórzę-JAKIM KOSZTEM?

Wiedzą Państwo,że jeszcze niedawno lekarzowi chińskiemu płacono tak długo,jak utrzymywał ludzi,których miał pod opieką,w zdrowiu. Ot,żył sobie spokojnie,miał zapewniony byt,starał się więc,aby potencjalni pacjenci mieli informacje o sposobach utrzymania zdrowia-stąd do dziś przeciętny Chińczyk jest uświadomiony medycznie na tyle,że z powodzeniem mógłby otworzyć praktykę w każdym kraju Zachodu.U siebie nie,bo po co,jak wszyscy wiedzą,co i on.Dzisiaj powoli się to w Chinach zmienia-jak wszędzie……Niestety. 

Nasz system pracuje ze sprzecznym z zasadami informatyki,wątpliwym tzw.”pozytywnym sprzężeniem zwrotnym”, wedlug którego przemysł  medyczny zarabia tym więcej,im bardziej chory jest człowiek.

Bada się dziś urynę na składniki materialne,znajduje „starych znajomych” i jest się zadowolonym.Ale to nie te składniki działają,a molekuły.KLUCZ znajduje się w śrubie przemiany materii.

Uryna jest wyprowadzonym produktem końcowym śruby przemiany materii.

Uryna zaznacza koniec katabolicznej gałęzi śruby,jest pozyskiwana w nerkach z krwi poprzez filtrację.

Krew,przez arterie nerkowe podąża do ciałek  nerkowych,w których następuje pierwsza filtracja krwi.

Tutaj tworzy się,przeciwnie do pierwotnej plazmy krwi mocno rozcieńczony tzw.pierwotny mocz.

Rozcieńczenie następuje przez to,że wszystkie,wielkie makromolekuły od przekroju 10nm są zatrzymywane.

Od tego moczu pierwotnego,w dalszym obiegu,w znaczącym obszarze tzw.pętli Henlego zostaje znów o krok dalej rozcieńczony,przeniesiony z powrotem i  znów rozcieńczony do krwioobiegu….w pozostałym procesie opuszcza ciało przez pęcherz jako skoncentrowany mocz końcowy.

Z procesu odzyskiwania poznajemy,że chodzio o iteratywny proces rozcieńczania.

Iteratywny -tak,są mniej i bardziej skomplikowane definicje:-),ale posłużę się prostym wyjaśnieniem:to proces kontynuowanego polepszania w najmniejszych,kolejnych kroczkach:-)-doskonalenie.W informatyce określa się to jako kształtowanie elementów sterowników związanych z bezpieczeństwem i to też jest prawda,jakże pasująca do organizmu.

Odzyskany udział moczu pierwotnego pozostaje znowu zmieszany z krwią w ciele,a część jego dostaje się przez przez układ krążenia w krótkim czasie do nerek,gdzie cały proces się powtarza.

Te procesy powtarzają się bez końca,przy czym powstają coraz wyższe rozcieńczenia pierwotnej krwi.I wciąż dochodzi do tego nowa,nierozcieńczona plazma z nowymi produktami przemiany materii…

Istotnym dla otwarcia wyższych struktur w wartstwowości metabolitów jest rozcieńczanie (sieć rozcieńczeń Ostwalda)

Potencjonowany,rozcieńczony płyn,nie ukazuje się następnie w moczu,ale znowu w obiegu krwi.Dopiero przy następnych powtórzeniach dostaje się część z tego do moczu końcowego.

To postępujące wędrowanie/powracanie w obiegu krwi jest znaczące dla iteratywnego procesu potencjonującego,bez którego mechanizm śruby przemiany materii z jej,przeplatającymi się ze sobą,zstępującymi i wstępującymi (katabolicznymi i anabolicznymi) gałęziami nie byłby możliwy.

Zaden system informatywny nie przebiega jak,przykładowo,wąż,a wszystko funkcjonuje przez zasadę sprzężenia zwrotnego.

Problemem dla wielu jest zagadnienie czystości moczu,jego toksyczność.

To przecież przefiltrowana krew,więc jak może być toksyczna dla jej posiadacza?Z podkreśleniem dla JEJ posiadacza.

Mocz ze środkowego strumienia porannego (co ważne) jest czysty,dopiero potem bakterie zaczynają proces rozkładu i robią to błyskawicznie,rozmnażają się,jak szalone:-),stąd moczu nie należy przechowywać.Terapia nie powinna trwać dłużej niż 3 do 4 tygodni,w czasie których chodzi o odbudowanie własnych materiałów obronnych.

Nienarodzone dziecko w łożysku miesiącami pływa w urynie,wody płodowe w połowie też są z uryny-jak może być trujące coś,co pochodzi z WŁASNEJ krwi i otacza ciało w najdelikatniejszej fazie,zostało wybrane przez naturę do towarzyszeniu mu w pierwszych fazach rozwoju?

W medycynie szkolnej,system urogenitalny (nie mylić z fekalnym,a to się niestety zdarza:-))to jedno z pojęć fundamentalnych.Moczowe i płciowe organy są razem i korzystają ze wspólnego wyjścia…..I TO MA BYC TOKSYCZNE?Przecież,gdyby uryna była dla jej gospodarza toksyczna,nie byłoby możliwe rozmnażanie się,nie byłoby możliwe życie!

Mówiłam niedawno o samowystarczalności człowieka żyjącego w zgodzie z naturą,o wspaniałym systemie podarowanym nam przez Boga lub Naturę-któż to wie,może przez jedno I drugie?:-)W samej rzeczy,proszę Państwa, mimo automatycznego u wielu obrzydzenia do płynów pochodzących z ciała,aczkolwiek:-) będących tam nie na darmo,własna uryna jest najczystszym i najbardziej leczniczym w niektórych chorobach materiałem,który mamy w swoim organizmie,który nosimy w sobie-wie to każdy lekarz,ale niewielu to powie:-)

Obszar terapii moczem jest dość szeroki-od kaszlu,AZS,astmy,neurodermitis, po trąd i pęcherzycę,chociaż od razu mówię-są przyjemniejsze i „nieobrzydliwe”-ziółkowe:-),zewnętrznie zaś zastosowanie przy oparzeniach (również słonecznych),krwawych zranieniach a nawet masażach przy bolących mięśniach:-)-przy tym ostatnim o niebo milsze są masaże z udziałem olejków eterycznych i też nie mniej odżywcze-pod warunkiem,że te olejki (naprawdę naturalne) mamy,w Indiach i Chinach do dziś przepłukuje się moczem piekące oczy,płucze bolące gardło,nos.W starej literaturze polskiej można przeczytać,jak matki okładały dzieciom chore gardła pieluszką z ich własnym moczem i nie było to niczym niezwykłym.

Ze swej strony nie polecałabym urynoterapii przy infekcji dróg moczowych i zaawansowanych stadiach chorób sklasyfikowanych jako zakaźne ze względu na wyjątkowo sporą ilość produktów szybko rozkładających się a niekoniecznie pożytecznych:-)

Nie zachęcam do tej terapii jako środka pierwszego wyboru,zawsze i wszędzie-o nie,ona była stosowana zawsze w czasie wszelkich katastrof i wojen,dzięki niej ludzie przeżywali cało (np.zaleczone wstępne stadia gangreny),więc dlaczego o niej nie poinformować?

Urynoterapia nie wymagała nigdy skomplikowanej,terapeutycznej strategii,po prostu się ją stosowało.Od wieków.

Patrząc homeopatycznie:czyżby autonozoda (nozoda sporządzona z własnego materiału) była idealnie dopasowanym lekiem…?

Przygotowanie homeopatyczne w urynoterapii ma tę zaletę,że nozoda ma wówczas neutralny smak i zapach.

Jeszcze inną stroną stosowania moczu jako leku jest,że człowiek nie może rzeczywiście rozstrzygnąć o najwłaściwszym celu terapii-tutaj decyduje NATURA,w ramach regulatywnego położenia wyjściowego.To oznacza dalej,że pomaga w pełni przy ostrych chorobach,gdzie doprowadza do pierwotnej homeostazy (restitutio ad integrum),ale przy chronicznych,przy których regulacja znalazła się na innym poziomie,prawie na pewno nie doprowadzi do całkowitego wyleczenia-raczej ustawi się na zmienionym,regulatywnym poziomie w sensie pseudohomeostazy-tak samo przy chorobach degeneratywnych. 

Urynoterapia a ziołolecznictwo?Uryna praktycznie nie posiada wartości odżywczych,to czyste,uduchowione:-) lekarstwo.

Rośliny-to pożywienie-nie można z nich rezygnować przy żadnej terapii-tak samo,jak nie rezygnują z nich zwierzęta.

I ziołolecznictwo i homeopatia i urynoterapia nadają się  do skombinowania ze sobą wzajemnie.Homeopatia jest najdelikatniejsza i przy kombinowaniu jej z innym metodami,trzeba bardzo,ale to bardzo uważać,gdyż jej subtelna natura może ucierpieć a lek homeo-nie zadziałać.Urynoterapia z kolei wspiera każdą inną terapię naturalną,ponieważ w swojej  dynamizacji osiąga najgłębsze odmaterializowane poziomy-„mówiąc żartobliwie-sięga tam,gdzie wzrok nie sięga”.

Jak to się ma do farmaceutyków?Mocz im nie szkodzi,najwyżej pomoże wyprowadzić toksyny z organizmu.

Poprzez szerokie spektrum działania terapia moczem jest dostępna każdemu człowiekowi i zwierzęciu,na zasadzie autonozody dostępna zawsze i wszędzie,jest też urynoterapia dobrą stymulacją układu immunologicznego -troszczy się o właściwą,niespecyficzną obronę a przy infekcji-o to,aby jak najlepiej tę obronę dopasować,w końcu to też dobra profilaktyka…..ale o ile przyjemniejsze są ziółka i dobre jedzenie……:-)

Aby uściślić:autonozoda,to właściwy ciału produkt przemiany materii-również produkt choroby (np.ropa),który w przygotowanej formie (homeopatyczne potencjonowanie) jest dostarczany ciału ponownie w celu wyzdrowienia.

Jeżeli chodzi o urynę-w formie normalnej,wyjściowej:-) i tak mamy gotowy lek,gdyż ona już została spotencjonowana w ciele.

Po przedstawieniu tej,chyba najbardziej kontrowersyjnej metody medycyny naturalnej i jej związków z medycyną szkolną,która wprawdzie z niej (wypaczając) korzysta,ale ją (w pewnej części,gdyż jest coraz więcej,zresztą niesamowicie drogich leków,gdzie bazą wyjściową jest mocz,również zwierząt ) wyśmiewa,mogę zająć się metodami nie tak kontrowersyjnymi,za to też skutecznymi……:-)

A co do „wyśmiewa”-proszę zauważyć,że propaganda przemysłowa każe deprecjonować wyłącznie naturalne, bezpośrednie zastosowanie moczu przez każego człowieka-nawet nie próbuje podważać „osiągnięć” naukowców,którzy to samo opatrzą adjuvantami,zapakują w błyszczący kartonik i wystawią w pięknej,nowej aptece…..:-):-)

 Swoją drogą-znów trafiłam na piękną,starą aptekę hołdującą autentycznej wiedzy farmaceutycznej,gdzie pacjentowi opowiada się o leku i proponuje naturalny zamiennik-pani,która mi o tym opowiadała a co postanowiłam sprawdzić,dostała wspaniały roślinny wyciąg ( z żurawin) na zapalenie pęcherza-zamiast antybiotyku na receptę!Oczywiście pomogło,więc pozdrawiam Wszystkich,Wspaniałych Aptekarzy,dla których DOBRO pacjenta oznacza też Ich czyste sumienie i wykorzystanie potężnej wiedzy.

Lektura:jak poprzednio,plus

Dr U.Erwin Hasler „Eine eigene Apotheke ist in Dir”,1994 (własna apteka jest w tobie,wydanie szwajcarskie)

Dr G.Harnisch & C.Williams „Unerschopfliche Heilkraft aus der Apotheke ihres eigenes Korpers”(niewyczerpana siła lecznicza z apteki Twojego ciała)

Dr F.Peschek-Bohmer „Urin-Therapie:ein Tabu wird gebrochen” 1995 (urynoterapia-tabu zostało złamane)

G.Enderlein:”Bakterien-Cyklogenie.Prolegomena zu Untersuchungen uber Bau,geschlechtliche und ungeschlechtliche Fortpflanzung und Entwicklung der Bakterien”1925

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.11.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 13, 2010

„Wszystkie drogi prawdy prowadzą do środka,do wewnątrz,do jądra naszego jestestwa….” ewangelia św.Tomasza, z apokryfów odkrytych w 1945 koło Nag Hammadi, J.Doresse,Paris 1959,wymienionych po raz pierwszy oficjalnie przez prof.Cullmanna z paryskiej Sorbony.

To,co uznała (i niestety,czego często nadużywa) dzisiejsza psychologia,a więc istnienie psychiczności w takim samym stopniu,jak fizyczności,wiedzieli od wieków gnostycy.I nie tylko oni.

W wielu starych kulturach za normalne uznaje się funkcjonowanie trzech rzeczywistości:

fizycznej

mentalnej

duchowej,traktowanej jednocześnie jako aspekt boskości.Mało tego-rzeczywistości owe są punktem wyjścia do postrzegania kolejnych warstw jestestwa.

Człowieka nie określa się tam,jak to sobie wyobraża psychologia,piramidą,której szczytem jest „JA” a fundamentem „Nieświadomość”,ale postrzega jego strukturę w tetragonalnej podwójnej piramidzie,której obie połówki-jedna widoczna,druga nie-dotykają się w podstawie.Otrzymujemy wtedy taki sam obraz,jaki otrzymamy łącząc cztery końce przez linie w chrześcijańskim krzyżu:tak otrzymana piramida(no tak,znowu te piramidy:-) jest obrazem wnętrza człowieka.

Psychologia nie widzi duchowej piramidy wnętrza człowieka,gdyż leżąca przed nią warstwa psychiczna -przedmiot psychologii-skutecznie ją zasłania.Tam,gdzie psycholodzy widzą nieprzekraczalne granice,tam zaczyna się najgłębszy sens i istota człowieka-w jego sferze duchowej.Człowiek nie widzi przecież siebie,boga,ani świata od zewnątrz,z peryferii,ale postrzega wszystko od swego najwewnętrzniejszego punktu.

TAM,w środku,jest nasze poznanie,jest,niezależnie od religii,niezależnie od wszystkich kreujących się na wodzów czy guru,stamtąd dostrzeżemy sedno,Boga,iskrę…w drugim człowieku,w zwierzęciu,w roślinie.Tam dostrzeżemy,że jesteśmy silnym,otwartym systemem.

Patrzmy więc…

Zatrzymaliśmy się nad informacjami,dyspozycją i szkicem patologicznej przemiany materii,w którym brak informacji lub jej niewłaściwe użycie powoduje zakłócenia w przemianie,blokady itd.

Komponenty kataboliczne prowadzone są w dół,teoretycznie do dematerializowania i to przebiega quasi ad infinitum (w nieskończoność) – nie możemy przecież przyjąć,żeby na poziomie molekuł lub atomu ten proces był zakończony, nawet,jeżeli na wielu międzystopniach metabolity przerastają fazę anaboliczną (p.podręcznik fozjologii).

Molekuły i atomy-produkty różnych stadiów wertykalnych procesów występują jako pojedyncze stopnie,ale na pewno nie jako ostatnie.(potencjonowanie w homeopatii)

Anaboliczne komponenty biegną w odwrotnym kierunku,do góry,w sensie rematerializacji do coraz wyższych systemów.

Informatyczna sieć organizmu posiada więc informacje o wszystkim w naturze,potrzebne do obchodzenia się z innymi systemami.

Skąd więc błędne informacje? 

Wróćmy do warstwowości natury.

Warstwowość-tu:wielozłożoność informacji-za każdym konturem,(przypomnijmy sobie kontur kwiatu,liścia pod mikroskopem) kryje się potencjalna informacja zamknięta w systemie-NIEWIDZIALNA Z ZEWNąTRZ.

Na zewnątrz tylko kontur wyświetla aktualną informację.

Jaki w tym sens?

Hierarchiczna redukcja informacji.

Wielu z Państwa pomyśli pewnie teraz o mistykach i będzie miało rację.

Gdyby człowiekowi znane były wszystkie informacje,w dodatku od razu-niczego by już nie poznał a tym samym nie posortował swoich wrażeń.To samo dotyczy komórek.

Mistycy o tym wiedzieli.Ta zasada redukcji jest warunkiem do czasoprzestrzennego poznania-ona tworzy pojmowanie po obu stronach.

Zamknięcie informacji następuje przy tworzeniu systemów-np.wyrazem tego jest ontogenetyczne różnicowanie przy wzroście embrionu.

Przemijanie systemów to rozwiązanie.

Ma to miejsce w katabolicznej gałęzi:wydalanie,to rozwiązywanie informacji zawartej w systemie.

Proces zmian między otwarciem a pozyskaniem informacji wśrubowuje się niejako przez warstwy.

Przemiana materii istnieje w postępującym cyklu spożytkowania-stopień na stopień,w kontynuowanej grze zmian między opracowywaniem struktury a przepracowywaniem informacji:to przypomina splecioną śrubę (starałam się o najprostsze porównanie,aczkolwiek nie jest ono technicznie doskonałe:-)) i z takim pojmowaniem istoty przemiany materii można spotkać się we fragmencie zachodniej medycyny usiłującej otworzyć się na holistyczne podejście do Człowieka coraz częściej.

Konstrukcja śruby przemiany materii?

-część kataboliczna-między rozwiązaniem materiału i informacji,z góry do dołu:-),od materialności do duchowości

-część anaboliczna-między połączeniem (zamknięciem) materiału i informacji z dołu do góry,od duchowości do materialności

Wzajemnie przenikanie,zjednoczenie do nowej istoty-to też pochodzi z medycyny Wschodu,więc nie rozumiem, dlaczego Zachód,korzystający z dóbr „Obcych” obficie,ma tak potężny problem z zaakceptowaniem prostej istoty przemiany materii,wynikającej wszak z obserwacji.

Zadna istota nie jest „zrobiona” statycznie,nie jest też zorientowana statycznie,jest-jak się wydaje:-)-wiecznie ” w stanie przebudowy”.

„Gatunek”…species… to nic innego,jak „pasowanie do siebie”.J.Ray(1628-1705)-„grupa osobników podobnych do siebie”.Ale do dziś naukowcy nie potrafią sformułować uniwersalnej definicj gatunku:-)

„Pasujący do siebie”-to oznacza,gatunek może przenosić-na przykład w znanym nam z grubsza zakresie genetycznym (na przykład, ponieważ nie wiemy,czy to jedyna droga)- ustalone przez miliony lat informacje.

Samego prawa,zasad,jak to się stało,pewnie się nie dowiemy,ale TO JEST i DZIAŁA.

Ktoś spyta:”No fajnie,ale jaka instancja zawiaduje tą śrubą?”Ktoś inny odpowie:”Technicznie biorąc to człowiek”.

Technicznie….

System immunologiczny wysyła właściwą lub niewłaściwą informację (znamy choroby,kiedy system odpornościowy zwraca się przeciwko sobie-to przykład niewłaściwej informacji widziany w ujęciu powszechnym).

Jeżeli informacja jest dobra,produkty przemiany materii będą „biec” przez wszystkie stopnie po kolei,i zostaną wyprowadzone w odpowiednim momencie-organizm będzie w równowadze,zdrowiu.

Jeżeli informacja będzie zła-produkty nie osiągną kolejnych stopni,ale gdzieś po drodze utkną w formie złogów,po czym doprowadzą do blokady na którymś etapie,więc choroby-znów kłania się teoria chińska,meridiany i akupunktura.

Mamy tu do czynienia z wysoko wyspecjalizowanym systemem stopni decyzji,ze „szlabanami” przemiany materii:albo przepuszczą albo nie:-)

W medycynie szkolnej rozpoznaje się takie systemy stopni,aczkolwiek niewiele(krew-mózg,epithel-szlaban,placenta-szlaban).

A cóż to mamy w nerkach przy filtracji krwi?….:-)

System szlabanów przemiany materii będący szkieletem śruby przemiany,przez dalsze przerabianie produktów określa CEL:jak utrzymać strukturę i funkcje organizmu.

Informacja właściwie dobyta z metabolitów,którą organizm rozumie,na każdym miejscu musi być informatywnie kompatybilna,co widzimy w procesach ewolucji.

Wszystkie pobrane substancje muszą zawierać ustaloną przez ewolucję między wszystkimi partnerami przemiany materii informację dla właściwej przemiany-uszkodzenie,zerwanie tego warunku,prowadzi do informatywnej niekompatybilności pierwszego rodzaju.

JAK WAżNE JEST WIęC TO,CO JEMY?

Wszystkie materiały są pobierane przez przeznaczone do tego organy (skóra,gardło..)-niedotrzymanie,zranienie tego porządku prowadzi do informatywnej niekompatybilności drugiego rodzaju.

JAK WAżNY JEST STAN RóWNOWAGI NASZEGO ORGANIZMU?

Ale:jeżeli wyszukiwanie materiałów i pobieranie ich pozostawimy organizmowi-zakładając,że nie jest zaburzony,jego instynktowi,to te warunki są spełniane same z siebie.

Niestety,medycyna szkolna nie szanuje tej oczywistości tworząc nowe,sztuczne choroby,wprowadzając obcymi drogami substancje obce.

To,czego medycyna szkolna jest już właściwie świadoma,to istnienie spektrum symptomów cielesnych I duchowych.

Ale to,co widzi,to części Człowieka,nie -jego samego i nie – powód choroby.

Człowiek jest tymczasem ciągle zmieniającym się efektem wciąż tworzących się na nowo procesów.

Tylko z zewnątrz wygląda w miarę statycznie:-).

A tu taka kruchość…wewnętrza dezorganizacja zakłóca procesy tworzące jego strukturę a to prowadzi w prostej linii do chaosu.

Ciało…10 bilionów….kto to wie dokładnie:-)komórek….w każdej sekundzie 10 milionów jest wymieniane….Proszę Państwa,Wasz uśmiech,Wasz dobry humor,ciepło,które otrzymujecie i które dajecie,jest niesamowicie ważnym elementem Waszego zdrowia i nigdy nie macie go ZBYT wiele.

Miliardy synaps…jak to przy takim ruchu funkcjonuje?Kto to organizuje?

Tak wygląda samoorganizacja natury.Wszechświata.

Napęd leży w duchowo-wertykalnym prądzie informacyjnym.Każda istota to system zasad,na każdą wpływ zewnętrzny odpowiada w sensie swojej funkcji,do której-w pierwszym rzędzie należy zasada przetrwania.Według tego porządku wyrażają się wszystkie systemy regulacyjne.

Spełnienie jego funkcji równa się zdrowiu:system regulacji jest w dynamicznej równowadze zwanej homeostazą.

Jego zewnętrzny wyraz?Długie doświadczenie zdrowego wyglądu,”symptomy” zdrowia (normalna temperatura,barwa skóry,którą nam podarowała natura a odymiło słońce:-).Nawet,jeżeli to doświadczenie usiłują przerwać wpływy zewnętrzne,to system próbuje to natychmiast regulować w obrębie homeostazy…dopóki ma siłę.

Duże obciążenia wymagają dużych napięć.

Wedle miejsca i siły blokad powstają tzw.regulacje środowiskowe-dysregulacje.Takie zmienione zachowanie się reguł prowadzi do funkcjonalnych i strukturalnych „nowych” reguł (niestety,muszę powtórzyć),jak krwawienia, gorączka,wyrzuty skórne,więc….choroby. 

Symptomy choroby jako części składowe struktury ciała nie są czymś od ciała różnym,ale zintegrowanymi częściami składowymi struktury ogólnej.To czasowe zmiany stworzone przez zmienione regulatywnie procesy struktury ciała.

Zewnętrze jest odbiciem wewnętrznych procesów regulacji.

Choroba jest uzdrowieniem-to znaki wytężonego,regulatywnego leczenia.

Medycyna szkolna zbudowała „drapacz chmur” teorii na całkowitym rozdzieleniu zdrowia i choroby,w dodatku rozdzielając jedno i drugie od Człowieka.Podniosła zależne atrybuty działania do niezależnych jakości bytu.

Wedłlug niej,Człowiek chory,to jak napadnięty przez zbójów-trzeba ich pogonić,odizolować,zabić.To największa rozpadlina terapeutyczna między chorobą a Człowiekiem.To potraktowanie zewnętrznego obrazu jako istoty rzeczy.

A choroba,to przyczyny (błędne informacje) ,blokady i odpowiednie wobec nich regulacje organizmu,którym pomóc można wzmacniając go,nie- osłabiając.

Medico curat,natura sanat (medyk leczy,natura uzdrawia)…

Homeopatyczna anamneza-czyli przynajmniej godzina rozmowy,przynajmniej 100 różnych pytań,odpowiedzi określające cielesne i duchowe symptomy,ich modalności-czas,miejsce,pogodę (na co również zwraca uwagę medycyna chińska i ayurveda)-daje wiedzę o chorobie i człowieku bez teorii i hipotez.Podobnie rzetelnie winna być przeprowadzona anamneza u fitoterapeuty,gdyż w ten sposób dobrane zioła będą optymalnym wzmacniaczem organizmu.Proszę Państwa-nawet z ogromnym doświadczeniem w pracy medyka,nie macie żadnego doświadczenia odnoszącego się do Człowieka,którego widzicie pierwszy raz i żaden papierek nie potwierdzi Waszej wiedzy w  Jego przypadku.Ta praca też jest wiecznym stawaniem się,wieczną nauką i tworzeniem DOBRA.

To wiedział Paracelsus,wiedział Hipokrates,wiedział Avicenna….

Hipokrates był wtajemniczonym,kapłanem i mędrcem zarazem-to on wyprowadził wiedzę o uzdrawianiu ze świątyń,uwolnił ją od niedostępności dla zwykłego śmiertelnika-zaczął leczyć poza mrokami ołtarzy materiałami wziętymi z przyrody.Faktem jest jednak,że w zamierzchłych czasach rzeczywiście kapłani potrafili leczyć ciało fizyczne oddziaływując na sferę ducha-to stało się wraz z rozwojem cywilizacji coraz trudniejsze,ponieważ ciało fizyczne zaczęło brać górę nad pozostałymi,przede wszystkim-ponad duchem,za co też wciąż płaci. 

Zatrzymując się przy homeopatycznej anamnezie poruszę potencjonowanie-w jego zasadzie wyraża się to,co w katabolicznej gałęzi śruby przemiany materii.Potencjonowanie polega na postępującym rozcieńczaniu (muszę użyć tego słowa,choć nie jest najwłaściwsze)koncentratu pranalewki-eliksiru wyjściowego,w mieszance z wodą,alkoholem lub cukrem mlecznym.Dlaczego cukrem mlecznym?Bo jest świetnym nośnikiem.

Proszę sobie przypomnieć też o chemicznej działalności w trakcie rozcieńczania,weźmy rozpuszczanie kwasu w wodzie(„pamiętaj chemiku młody,zawsze lej kwas DO wody,jeżli nie chcesz ambulansu,nigdy nie lej wody do kwasu”:-) )  , którego siła rośnie wraz z rosnącym rozcieńczaniem z powodu podwyższonej dysocjacji (tutaj,materialnie,do pewnego stopnia).O prawie rozcieńczeń Ostwalda.

Ludzie nie znający powyższych zasad (to akurat nie grzech:-),ALE jednocześnie negujący homeopatię,mówią:potencja C30(normalna,średnia) to więcej niż kropla rozcieńczona w morzu (wybrałam ulubiony argument przeciwników homeo,już tu wspominany a używany przez nich do znudzenia).TAK.Takie traktowanie roztworu nie miałoby działania terapeutycznego.Powtórzę-tzw teraźniejsza koncentracja leży w porządku wielkości od 1 do 10 do dziesiątej, czyli w takim rozcieńczeniu,są praktycznie   wszystkie znane chemiczne elementy nawet w czystej H2O a to teoretycznie nie ma terapeutycznego działania,że nie wspomnę o warunku konceptu molekularnego Loschmidta, wg którego przy rozcieńczeniu większym od D23 nie można liczyć się z obecnością żadnej molekuły leku.To oczywista wymówka nie znających zasady potencjonowania,zasady warstwowości.

A jednak działa.

A dlaczego?

Informatyczne powiązania przemiany materii-tak działa każdy lek i każda żywność-NIC nie jest przecież rozcieńczone JEDNYM krokiem,ale wszystko odpowiednio do warstwy,rozcieńcza się w wiele cząstek.

Organizm zaś to też nie zwykły zbiór cząstek elementarnych,ale następstwo dyskretnych,pojedynczych kroków.

Różnice pomiędzy warstwami to „więcej”-to duchowa informacja.

Każda przemiana materii funkcjonuje w stopniowym rozpuszczaniu nawarstwionej informacji,jak „śruba”.

Przy każdym kroku uwalniana jest informacja wykorzystywana do kroku następnego.

Homeopata,potencjonując lek, naśladuje śrubę przemiany materii.

I rozpuszczanie żywności i rozpuszczanie leku hom.leżą w tej samej zasadzie pozyskania informacji.

Wiemy,że choroba występuje,kiedy „śruba” ze względu na błędną lub brak informacji,staje.Jeżeli,np.mamy za dużo materiału lub,przeciwnie-niedobór-enzymów,witamin,tlenu….

Znając powód choroby-zakłócenia w przepływie informacji -i sięgając po potencjonowany lek,powodujemy -przez pobranie właściwej informacji-uruchomienie i kontynuowanie własnych procesów potencjonowania. 

To duchowo-jakościowe spojrzenie.W medycynie szkolnej obowiązuje materialno-ilościowe.Trzeba sobie odpowiedzieć,czy nauka ma zostać na katedrze,czy funkcjonować przy chorym?Alopatia zawsze czuje się niepewnie,gdyż wszystko opiera na materialno-ilościowej zasadzie,której błędy doskwierają jej coraz bardziej.

Zasada podobieństw wynika z tego,że możemy naśladować każdy patologiczny proces przez podanie odpowiedniego środka.W homeopatycznych testach człowiek dostaje środek toksyczny (lub nietoksyczny),ale w ilości,która nie szkodzi organom,po czym rejestruje się symptomy.Z ponad 1000 opisów wyłania się wybór niezawodnych symptomów -bywa,że jest ich kilkaset-i dopiero wtedy wpisuje się efekt do materia medica.

Im mniej symptomów,tym niepewniejsza jest korelacja.Z tak małą liczbą symptomów,przy jakiej szkolna medycyna wystawia diagnozy,jakiekolwiek leczenie w homeopatii byłoby niemożliwe.

To nie „nienaukowość” jest problemem,ale sama nauka go tworzy.Ignorując następstwo leczenia-JAK można leczyć?

Jak nauka,błądząca od jednej podważalnej hipotezy do drugiej,może tworzyć rzeczywistość?

„Standardy medyczne”,Evidence Based Medicine….pomyślane dla standaryzowanych ludzi.ALE NIE ISTNIEJE CZŁOWIEK STANDARYZOWANY.Na szczęście,jeszcze nie istnieje.

Znając nieco duszy,charakteru,przyzwyczajeń,warunków życia-możemy sięgnąć do korzeni zaburzeń.Nie tylko stosując homeopatię,ale wiele innych metod naturalnych.

W medycynie szkolnej to wszystko,co ważne dla naturalnej,pozostaje nieważne.Ona jest ograniczona do ogólnych, biologicznych cech gatunku „człowiek”-gatunku,którego sama nie jest w stanie zdefiniować ściśle.

W tym miejscu wyłazi słabość testów w medycynie alopatycznej,jak podwójnie randomizowanej,ślepej próby-jak można je oceniać,nie biorąc pod uwagę indywidualności i dlaczego setki „doświadczalnych królików” nie dowie się PRZED,że zostaną potraktowani jako STANDARD.

Podwójne ślepe próby medycyny szkolnej wydają się nie służyć niczemu prócz udowadniania stworzonych przez siebie hipotez.Ale przecież pieniążki przeznaczone na te badania muszą gdzieś trafić……:-)

Lektury:jak poprzednio,plus:

 „The Wisdom of God” J.Ray

„Internationale Homoopathische Presse”,v.Clotor,Muller v.Leipzig,Schwabe 1872

Posted in homeopatia, zdrowie | 4 Komentarze »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.10

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 29, 2010

Ostatnio,rozmawiając z polskimi lekarzami pracującymi w UK a praktykującymi również homeopatię,usłyszałam:

„Wrócimy.Tu nie jest źle,o nie,ale w kraju tyle do zrobienia….wrócimy…..kiedyś na pewno”-tu uśmiechnęłam się dosyć smutno,bo wolałabym „teraz” niż „kiedyś na pewno”,ale dobre i to….Na razie w Polsce homeopatią zajmują się głównie ludzie silni charakterem,odporni na środowiskową krytykę,znający wartość stosowanej przez siebie terapii a przez to jej wierni, ludzie orientujący się w jej perspektywach…w wielu przypadkach cudzoziemcy:-)Fakt,homeopatów przybywa i jest to pocieszające,przybywa też świadomych potrafiących zastosować różne naturalne terapie samemu-to prawdziwa wiosna medycyny naturalnej i nawet,jeżeli wyjedzie jeszcze parę setek polskich medyków,to oni się przecież za granicą zetkną z różnymi formami terapii naturalnych,zetkną się wręcz z żądaniami ich zastosowania, oswoją je,niektórzy wrócą ….jest dobrze. 

Kontynuując cykl mający zamiar przybliżyć homeopatię,powoli zbliżamy się do samych środków w niej stosowanych-niestety,nie tak szybko,jak sądziłam:-),ale krócej naprawdę się nie da-to i tak zaledwie przegląd podstawy homeo i tła medycyny naturalnej,więc proszę o wybaczenie,jeżeli ktoś się niecierpliwi-bez wstępu nie da rady.

Ostatnio było m.in.o fizyce i znów muszę do niej powrócić.

Ci sami znajomi,o których było na początku,kiedy gadaliśmy o postawie niektórych niewolników przemysłu zwanego śmiercią (stali czytelnicy doskonale wiedzą,o jaki przemysł chodzi,ale nie lubię się ciągle powtarzać:-),o ich świadomym lub wdrukowanym (a więc też w jakiejś mierze świadomym )wyborze zła,przypomnieli mi…scenę ze „Shreka”:-):-),kiedy w starciu ze zbójami młody, prawowity następca tronu,pyta napastników:

-Czy naprawdę musicie być źli?

-Nie mamy innej opcji,TYLKO NA TYM SIE ZNAMY-pada odpowiedź.

Tu właściwie zawiera się kwintesencja wrogów metod naturalnych:nie znają się na tym,co krytykują a w dodatku pieniądze za głupotę nie śmierdzą-powiedział Andrzej.Ale -dodała Mila-co zrobić z tymi,którzy otwarcie krytykują naturalne,ale w chorobie zawsze przylecą po naturalne właśnie?CO ROBIC?A jest ich,jak sama wiesz,mnóstwo.

No tak…to pytanie w ogóle paść nie powinno,gdyż pomóc jest obowiązkiem każdego,kto pomóc może,ale przyznam,że patrząc na twarze znane mi z przeciwstawnych zdań wypowiadanych jednymi i tymi samymi ustami,czasem jest niełatwo:-)

Tym,którzy się w takich sytuacjach wahają:wykopać;-) czy pomóc,powiem:nie wiem,jak Wy,ale ja uważam,że: zawsze,ale to zawsze POMOC.Nie,nie dlatego, żeby się mieli odwdzięczać (nie daj Boże:-)),ale po drugie dlatego,że ci ludzie się po tym…zmieniają.Oni się naprawdę zmieniają.

Kiedy zrozumieją,że tak można,że medycyna naturalna to zupełnie inny świat aniżeli ten,którego bronili  dotychczas-świata przemocy,kłamstwa,agresji-wszystkiego tego,co doprowadziło ich do stanu niebezpiecznego-wtedy coś im się otwiera.Szkoda,że dopiero wtedy.A po pierwsze?Ponieważ tak długo,jak się śmiemy nazywać istotami rozumnymi i czującymi (no,chyba,że ktoś nie czuje i nie myśli-wtedy ma problem z kwalifikacją :-),powinniśmy robić wszystko,aby innym czującym i myślącym-a więc i zwierzętom-pomóc,kiedy nas potrzebują.Nie miejcie nadziei,że ktoś się zmieni, nie oczekujcie tego od niego-patrzcie uważnie na prawa natury.I wyciągajcie wnioski.

…..Pierw też zbrojnie dosiedli koni,wędzidłem ściągniętym kierując,

a potem na wozy dwuzaprzęgłe

weszli i walczyli z owych prawicą zbrojną orężem.

Pierw też wozy dwukonne znano niż czworoprzężne

wielkie rydwany,nierzadko zbrojne w kosy żelazne.

Potem woły lukańskie,wężoramienne kolosy,

wyuczyli Punici znosić bitewne rany

i w szyk wrogów uderzać,jak groźne,żywe,tarany.

Tak to jedno po drugim tworzyła straszna niezgoda,

by do rąk ludziom wzajem broń potężniejszą podać,

co dzień narzędziom mordu z postrachem sławę przydając….

Tak pisał Titus Lukretius Carus,rzymski mędrzec…ileż to lat temu?A czy tekst nie jakby dzisiejszy?A czy ludzie czegoś się nauczyli?Niektórzy na pewno.

Co ma do tego homeopatia?Jest żywą delikatnością-jest przeciwieństwem agresji.Jest obroną,nigdy zaczepką.

Fakt,czasem „przyłożenie” bywa konieczne.Ale tylko,jeżeli jest naprawdę nieuniknione:-)

Cóż mamy dalej w fizyce?Metodyczną jej filozofię,czyli połączenie teorii i rzeczywistości przez eksperyment. Weryfikowanie hipotez eksperymentem,który winien stworzyć kamień węgielny rzeczywistości.Powinien.

Czy hipoteza może być jednak weryfikowana a nie przedłożona lub zaprzeczona?Popatrzmy na to stwierdzenie: weryfikacja hipotezy.Czy nie zawiera się w nim sprzeczność?Eksperyment mający za zadanie odwzorować coś,co jest poza naszą codzienną percepcją(a bywa,w ogóke poza nią),nigdy nie przedstawi całej rzeczywistości,ponieważ odbywa się w sztucznym,stworzonym przez badaczy milieu,przedstawiającym zaledwie smętną resztkę rzeczywistości.

Spójrzmy na problem fizyki jądrowej,na jądro-i tu zasadą jest hipoteza oparta na nieznajomości całościowej struktury natury.Fizyka uwzględnia-jak już pisałam-lateralne związki w środku pojedynczych warstw.To poziom,na którym można wprowadzić tylko kwantytatywny,materialistyczny opis.Duchowe komponenty wertykalnego związku warstw nie są jej kompletnie dostępne-ba nie jest jej dostępny sam ten związek.To,czym zajmuje się fizyka,to czubek góry lodowej-to mocno niekompletne zasady mocno niekompletnej nauki.

To trwanie przy zasadzie bliskości,dostępności działania.Zrozumienie dalekiego działania jest przywiązane do duchowo-wertykalnego związku,a więc dla fizyki,jaką jest- niemożliwe. 

Redukcjonizm-dzielenie na cząstki,ponieważ zasada całości nie da się prześledzić do końca,prowadzi do nieskończonego regresu.

Fizyka,to myślenie w systemach zamkniętych-ona nie uwzględnia otwartości wszystkich systemów tego świata,nie postrzega ich w ich działaniu wymiennym ze środowiskiem-tak,jak żąda tego np.cybernetyka.

Fizyka koncentruje się na pojedynczych obiektach,co jest konsekwencją myślenia w systemach zamkniętych. Największe pomyłki mikrofizyki wydarzyły się,ponieważ kontrast między kolektywnym,wspólnym oddziaływaniem mikrosystemów w ramach wyższej statystycznej zbiorowości a interpretacją eksperymentów jako fenomenu pojedynczych cząsteczek nie był brany pod uwagę.I nie jest w dalszym ciągu.Te systemy są w dynamicznych aspektach traktowane pojedynczo,więc nieobserwowalne i nieopisywalne.Atrybuty rzeczy wywodzące się z cybernetycznego działania zmiennego są ujmowane jako niezależne właściwości tych systemów.

Hipotezy?Pseudoaksjomatyczne kamienie fizyki,bo hipotezy z czasów Newtona przefunkcjonowane zostały na „aksjomaty”,na których buduje się fizykę,ciągle wg niepełnego obrazu natury.

Kiedyś chińscy lekarze nie wykonywali sekcji -poza szczególnymi przypadkami-tak szczególnymi,że aż opisanymi jako wyjątki .Teraz wykonują ją niechętnie i o wiele rzadziej aniżeli ich zachodni koledzy.Dla Chińczyków medycyna jest wiedzą żywą dla żywych.Medycyna zachodnia praktycznie zaczyna studia od sekcji-od martwej materii.To efekt przeniesienia fizykalnego myślenia na życie.A życie istnieje tylko w wertykalnych, jakościowych związkach i tylko przez ich perspektywę daje się pojmować.

Każdy laik (przepraszam za to określenie-przez lata system zmuszał ludzi do poruszania się w obrębie mocno ograniczonego dostępu do informacji,laicy nie ponoszą więc wyłącznej winy,że nimi są) wywodzi swe medyczne rozumowanie z tego,że dawno już wyjaśniono podstawowe pojęcia medyczne,że zrobiono to zanim skonstruowano jakiekolwiek terapie.Co gorsza-często z tego samego założenia wychodzi lwia część przedstawicieli medycyny szkolnej.

A medycyna szkolna,określmy jej „szkolne” początki może na powstanie szkoły medycznej w Salerno,w X wieku-jej ówczesnych metod przypominać nie będę,gdyż strona ta nie ma zaliczać się do kategorii „horror” a trzeba by sprawiedliwie opisać je w formie horroru właśnie aż do początków XX wieku…kiedy to nastąpił horror chyba jeszcze większy,ale za to nie tak wyraźnie krwawy:-(-ta medycyna cierpiąca na rozrost teorii opartych na hipotezach-odpowiedziach na drugie,trzecie i nawet setne pytanie-wciąż nie ma odpowiedzi na pytania pierwsze.To wieża Babel hipotez,zżerana dystrofią teoretycznych podstaw i,podobnie,jak jej biblijny oryginał,zaczyna się rozpadać.

Już Ivan Illich (lektury wymieniałam wcześniej) pisał:”…Jak może medycyna opierać się na uznanych metodach naukowych,jeżeli tym samym metodom BRAK jest naukowych podstaw właśnie”?

W jej ujęciu choroba jest „brakiem zdrowia,subiektywnie odczuwalnymi lub obiektywnie stwierdzalnymi cielesnymi, duchowymi,psychicznymi zaburzeniami”.Zdrowie-„subiektywnym odczuciem braku cielesnych itd.zaburzeń…”(jedne z definicji med.szkolnej.A gdzie jest definicja uzdrowienia?Gdzie definicja zdrowienia?BRAK.Więc to…nie ma związku?

Oficjalny,trwający już około 1000 lat (tak naprawdę najczęściej oceniane są „zdobycze i prawdziwość medycyny alopatycznej w perspektywie 200 -letniej-a co,wstyd się przyznać do początków?:-)) system nie zdołał znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania?A może…..wcale mu na tym nie zależało? 

Tak,proszę Państwa,medycyna alopatyczna nie posiada nawet esencjonalnego określenia choroby:JAK chce leczyć,rozwijać koncepty terapii,jeżeli zna (a it o wedle swego mniemania,które aż za często robi niespodzianki:-))wyłącznie zawartość pojedynczych chorób klasyfikowaną jako symptomy ODDZIELNIE od chorego?

Spójrzmy na jedną z jej zasad bliskości:mikroby to według niej zarazki-to przecież baza z fizyki kwantowej o „pchnięciu i nacisku”.Aby otrzymać to wyobrażenie,sięgnęła do hipotetycznej konstrukcji jako pola i cząstek wymiennych.

Bakteriologiczne teorie infekcyjne są lustrem tegoż myślenia.Czym są w fizyce kwantowej cząstki wymienne,tym są w medycynie alopatycznej mikroby.

A terapeutyczne myślenie ANTYbiotyczne zamiast SYMbiotycznego?Szkodzeniem (anty) wywołuje się nowe, jatrogenne choroby,skutki uboczne itp.Symbiotycznie wspomaga się samoleczenie organizmu.

Jak w fizyce,tak i tutaj hipoteza i eksperyment są podstawą teorii.Z rozmaitych obszarów organizmu,z rozmaitych ( i powstających w różnych czasach) symptomów konstruuje się patogenny łańcuch,którego interpretacje są niczym innym jak hipotezami-tu mamy jak na dłoni nieskończony regres.Eksperymentami szuka się środków przerywających teorie łańcucha aby wyeliminować symptomy.

Taki eksperyment,ulubione dziecko medycyny alopatycznej,ma bardzo,ale to bardzo prymitywny aspekt:

że między wszystkimi możliwymi konstelacjami uwzględnionych parametrów testu,jeżeli się taką serię testów wykona w określonych ramach-a w ramach wykonuje się zawsze,bo i ile można tłuc to samo:-)-a to znaczy-jeżeli się nie rozszerzy takiej serii wystarczająco-znajdziemy prawie zawsze taką cechę,która założone przez nas symptomy zawiera.

Znajdziemy więc to,co znaleźć chcemy.I to jest wówczas świętowane jako odpowiednia terapia.ALE NIGDY,przenigdy, nie rozpozna się tą metodą wszystkich symptomów a z poznanych-uwzględni część zaledwie-w przeciwieństwie do homeopatycznej anamnezy-podobnie,jak uwzględni się część skutków ubocznych skonstruowanej w wyniku tego poznania terapii.

Powtórzę to,o czym mówiłam na początku cyklu:medycyna szkolna to medycyna ratunkowa,NIE- LECZNICZA. Podobnie chirurgia.Utrzymanie życia jest ważniejsze od zdrowia….ale na jak długo możemy utrzymać życie nie zwracając uwagi na zdrowie?Profesor Gibiński mawiał,że „lekarze leczą śmierć”.Ale ona i tak przychodzi.Czy dążenie do takego utrzymania w równowadze organizmu,aby spokojnie,w sile władz umysłowych,duchowych,cielesnych dożyć przeznaczonego przez naturę kresu,naprawdę miałoby być przestępstwem?

Leczenie z perspektywy fałszywych wyobrażeń o chorobie nie może być jej siłą.

Co na ten temat Samuel Hahnemann,co na ten temat lekarz Goethego-Hufeland?Z ich definicji wyłania się dość jasny obraz:choroba jest zbiorem symptomów,które występują jako wyraz wysiłków organizmu mających na celu jego samoleczenie.Czy tak trudno to zrozumieć?

„Waga między wiedzą a zrozumieniem we współczesnej medycynie przechyla się i zaraz jedna szalka spadnie….” C.F.von Weizsacker

W naturze nie istnieją systemy zamknięte-każdy jest otwarty i daje się opisać przez oddziaływanie ze środowiskiem.

Tu dochodzimy do przemiany materii.

PRZEMIANA MATERII-CZYLI DZIAŁANIE ZMIENNE-po prostu:PRZEMIANA.Czyż nie znamy już tego z medycyny chińskiej?Z medycyny indyjskiej?Medycyna zachodnia powołuje się na bezpodstawne teorie i otwarcie deprecjonuje medycynę wschodnią,która spoczywa na jak najbardziej ugruntowanej,kilkutysięcznoletniej praktyce i zasadach opartych na doświadczeniu milionów ludzi.Medycyna zachodnia,traktując chorobę jako samodzielną jednostkę, odseparowuje ją od człowieka.Robiąc doświadczenia w warunkach laboratoryjnych na zwierzętach-oddala ją od człowieka jeszcze bardziej.

Wszystko,co pośredniczy między dwoma systemami,jest wymieniane.

Wspólny mianownik to informacja.

Zycie jest przemianą.Przemianą materii.

Wszystko,co wchłoniemy,jest w części spożytkowane,w części wydalone.Przy ZDROWYM ORGANIZMIE  nie ma trzeciej możliwości.

Trawienie-stopniowy proces rozpuszczania,żucie,inne reakcje chemiczne w przewodzie pokarmowym….-przyjrzyjcie się Państwo temu procesowi:na wszystkich miejscach są komponenty ekstrahowane i resorbowane.To,co zostaje w jelicie grubym-następnie jest wydalone.

Resorpcja na tym stopniu to zużytkowanie.Co nie jest resorbowane-jest wydalone.

Co zaresorbowane-wędruje limfą,krwią,przez organy,jest chemicznie przetransformowane a co z tego zostanie-przez nerki i pęcherz odprowadzone na zewnątrz.

Materialne aspekty przemiany materii można podzielić na dwa komponenty:

kataboliczne (rozkład materii)

anaboliczne (użyte do budowy nowych części systemu,jak molekuły,komórki,tkanki)

Na każdym miejscu organizm podejmuje decyzję o zużyciu lub wydaleniu.

Nie koncentrujemy się teraz,jak przebiegają te procesy,ale w jakich warunkach decyzje są podejmowane.

Wszystkie detale przebiegają między „włącz/wyłącz” systemu.

Innej możliwości nie ma,ponieważ każdy system jest definiowany przez jego przemianę z otoczeniem.

Mamy tu do czynienia z naturalnym następstwem wydarzeń i miarodajną informacją.

Zdrowie oznacza takie obejście się z tą informacją,aby następstwo było właściwe.Aby następowało to,co ma następować według wzoru dostarczonego przez właściwą informację.

Co to znaczy „właściwie”-zapytają pewnie niektórzy.Co-kiedy następstwo jest niewłaściwe-zapytają inni.I jedni odpowiedzą drugim.Ponieważ,kiedy następstwo jest niewłaściwe,wtedy mamy do czynienia z zaburzeniem.A kiedy mamy do czynienia z szeregiem niewłaściwych następstw,rozwija się choroba.

A skąd pochodzą informacje o właściwym obejściu się z informacją,o właściwym jej wykorzystaniu?-zapytają jeszcze inni.

Tu każdy może odpowiedzieć sobie sam:orientujemy się bowiem po wyniku.Informacja właściwa,to ta,która pobudza system do aktywnego postępowania i określa wynik.Udział systemu istnieje tylko w jego reaktywnej dyspozycji w zgodzie z wewnętrzną determinacją.

Weźmy dwie osoby i jakiś produkt spożywczy,ot,spleśniały chleb.

Jedna osoba powie:”oj,to jeszcze dobry chleb”.Zje go i…rozchoruje się.

Druga:”to chyba niedobry chlebek”.I nie zje go.

Wewnętrzne dyspozycje są te same,ale informacje różne.

Jeżeli nie ma właściwej informacji,co powinno zostać w systemie lub być wydalonym-mamy problem.

Błędna informacja wpływa na wspólną grę zużycia i wydalania-tworzą sią złogi-więc mamy i z czasem blokady regulacji a więc i casus morbi.To tylko szkic patologicznej przemiany materii,którą dokładniej ujmiemy w następnym odcinku….Dlatego tak bardzo,bardzo ważne jest,co,skąd i jak jemy-ale o żywności mamy jeszcze inne działy:-)

Lektura:jak w poprzednich cyklach

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 21, 2010

„Najlepszym i najpewniejszym zamaskowaniem jest prawda-nikt jej nie wierzy”.Max Frisch

Ten wpis,podobnie,jak inne,jest częścią całości strony,cykl-jej fragmentem.Dotyczy nie tylko homeopatii,dotyczy nie tylko relacji medycyna szkolna-medycyna naturalna,ale wszystkiego wokół nas.

Pojawiły się artykuły o „nowym cudownym leku na raka”-arszeniku.I że Chińczycy znali jego właściwości już dawno. Ani słowa,że homeopatia stosuje arsenicum jak najbardziej i jakoś nikt z tego powodu „nie zszedł”…Szkoda,że tego faktu nie uwzględniono,gdyż nie brak ludzi chwytających się każdego środka mogącego ewentualnie pomóc im w chorobie i aż się wzdrygam na myśl,co będzie,jeżeli ktoś zechce jakimiś sposobami rzeczoną substancję dostać i nie daj Bóg -wypróbować-szkoda,ponieważ praktycznie jedyną,w miarę bezpieczną -a i to po konsultacji z homeopatą-postacią leku zawierającego arszenik jest postać homeopatyczna-odpowiednio stosowana.Jeżeli już tworzy się stricte  reklamowe,bo wprowadzające do tematu zastosowania nowego farmaceutyku artykuły o zaletach substancji będących nawet w niewielkich dawkach silnymi truciznami,dlaczego nie napisze się ich w taki sposób,aby ludzie się nie potruli?Aby dowiedzieli się o ZALETACH,ale i WADACH oraz metodach dotychczasowych terapii-szczególnie w przypadku związku chemicznego mającego popularne zastosowanie wyłącznie w kryminałach?Dlaczego nie napisze się  prawdy?Dlaczego przemilcza się zalety wielu bezpiecznych ziół,które,aby je przedawkować,należałoby je spożyć w końskich ilościach a promuje substancję,do której należy podchodzić z większą ostrożnością?Dlaczego daje się nadzieję nie wyjaśniając,JAK może być dany lek stosowany?

Nie wiem.

Chińczycy owszem,stosują,w ilościach b.zbliżonych do homeopatycznych i w niektórych tylko,rzadkich przypadkach-dość mają bowiem innych,wartościowych leków,ale autorzy artykułów wiedzą swoje:”jest nowy cudowny lek i już”.Dlaczego ci sami nie piszą o terapii Gersona,o zaletach krzemionki w terapii nowotworów,o zaletach pestek moreli,o ćwiczeniach ze starych systemów medycznych pomagających w eliminacji guzów w sposób nieinwazyjny….ano pewnie dlatego,że właśnie jakaś firma opatentowała sobie lek z arszenikiem-bynajmniej nie w ilościach homeopatycznych.A co?Osób do testowania brakuje?

„Najlepszy lek to taki,co lekarz sam na sobie sprawdził”.S.Hahnemann

Obserwując bezmiar bezwzględności i głupoty w niszczeniu struktur własnej egzystencji,własnego środowiska, myślę, jak nieslusznie człowiek pyszni się swoją inteligencją-podarunkiem natury,który okazał się koszulą Dejaniry.

Zaden gatunek nie zniszczył innych w tym stopniu,co człowiek,żaden nie zabija siebie nawzajem w takim stopniu,co człowiek-spójrzymy:wszak wojny są ulubioną grą podobno myślących dwunogów.Od samego,znanego nam początku: walki,podstępne wydzieranie pożywienia i miejsca jeden drugiemu….żaden inny gatunek nie jest takim niszczycielem, jak człowiek.Jego prawa nie są prawami natury.Natura nie każe zabijać żadnemu zwierzęciu wszystkich innych tylko dlatego,że mają więcej „czegoś tam”.Owszem,większy pożera mniejszego,ale tylko,kiedy jest głodny. Człowiek nigdy nie jest najedzony.Nigdy nie ma dość.Silniejszy zajmuje miejsce słabszego-owszem,ale bierze go tylko tyle,ile akurat potrzebuje-człowiek bierze wszystko,co może-nie ważne,czy to strawi….

Prawa fizyki….

Wspominałam,że bazą fizyki jest ważność,ale nikomu nie udało się sformułować dla fizyczego pomiaru bezwyjątkowo ważnego warunku.Fizyczna wielkość mierzona w realnym świecie czasu i przestrzeni musi być móc przedstawiana jako produkt podstawowych wielkości i czasu i przestrzeni…?Fizyka klasyczna załatwiła to wprowadzeniem porządku wielorakości wielkości fizycznych tzw.systemem CGS (1874).,który za podstawę założył centymetr,sekundę,gram,czyli przedstawienia długości,masy i czasu,później (SI) rozszerzony o amper-jednostkę elektromagnetyczną,mol-tzw. liczność materii,kandelę-moc światła,kelvina,w 1995 doszły dwa jeszcze….

Każda fizykalna wielkość mająca ambicje bycia realną musi być budowana na wielkościach podstawowych,gdyż inaczej jest niezmierzalną.

ALE sama wielkość -jak prawdopodobieństwo-nie zawiera wielkości tychże-ona jest wyrazem bez fizykalnego rozmiaru,a tym samym nie może być mierzalna.

To fundamentalne prawo fizyki chwieje się już w fizyce kwantowej-tej samej,która wydawała się być wybawieniem uwzględniającym zjawiska pomijane w fizyce klasycznej.Jak fizyk może oczekiwać,że może eksperymentalnie zmierzyć amplitudę -funkcję fal (przyjrzyjcie się terminom u Borna i Schroedingera)?

Nikogo nie zastanawia problem rozmiaru,fizycy posuwają się do mechaniczno-kwantowego procesu,aby uwiarygodnić swoje błądzenia w ciemności.

Dlaczego życie-zredukowane naukowo do mechanistycznego procesu,trwa-mimo sprzecznych argumentów-do dziś?

Skróty,jednostki,miary,wagi…mulitplikacje chorób,rozmnażanie stresu…..nowe prawa fizyki,nowe matematyczne reguły…..miliardy dolarów na bezsensowne badania a ludzie dalej cierpią.

„Fizykowi trudno jest oprzeć się pokusie wygłaszania proroctw”.Levi-Strauss

Mam wrażenie,że trudno jest się oprzeć proroctwom także wielu medykom alopatom,których wiedza spoczywa na fizyce właśnie.

W czasie II wojny doktor Mengele -i nie tylko on-przeprowadzał straszliwe eksperymenty na żywych ludziach-nikt nie protestował.Mało tego-nikt nie odważył się powiedzieć „stop” nawet,kiedy wojna miała się ku końcowi.Badania były prowadzone przez lekarzy,były prowadzone „w imię medycyny”-dodajmy-konwencjonalnej.Dziś przeprowadza się eksperymenty na ochotnikach (powiedzmy,że wyłącznie) oraz na zwierzętach-każdy badacz wie,że są to w ogromnej większości TE SAME,przeprowadzane od lat,powtarzane badania,w dodatku organizm zwierzęcy nie musi reagować na specyfiki tak samo,jak ludzki- i często prowadzi to do mylnych wniosków-pytam,w imię czego są te badania?W imię czyjego dobra?Bo na pewno NIE MOJEGO i NIE W MOIM IMIENIU. Znów życiem rządzi nauka śmierci-fizyka i matematyka.”Każdy umrze”-powiedzą ludzie martwi za życia.Będą mieli rację,ALE-nie będą mieli racji,że już za życia trzeba nieść tak ogromny ładunek czyjegoś cierpienia i karmę morderstwa-niepotrzebnego cierpienia i nieuzasadnionego morderstwa.

Czy tzw.”nauka” ma prawo być celem samym w sobie?

Czy uświęca najgorsze ludzkie zachowania?

Jaką cenę za to zapłacą następne pokolenia?

Jaką cenę płacimy już,teraz,my wszyscy?

Nauka wciąż trwa przy materialistycznym wyjaśnianiu wyrażanym w dwóch zasadach,o których też wspominałam poprzednio:

indukcjonizmie-przenoszeniu myślenia codziennej,dotykalnej przestrzeni w odległe mikro-i makroświaty oraz redukcjonizmie-szukaniu przyczynowych ugruntowań na materialnie nieugruntowywalne korelacje.

Wskutek owego zawsze,ale to ZAWSZE natyka się na:co było na początku?I jak zawsze-nie potrafi na to odpowiedzieć.

Swiat ludzkiego wyobrażenia a realność-Kantowskie „rzeczy same w sobie”, niepoznawalne”?Nauka uważa,że można to połączyć.Ale mostem są hipotezy.

A hipotezy mają działania uboczne….nowe hipotezy….

Dlaczego nie nauczyć się żyć z naturą w zgodzie,nie martwić się o rzeczy,do których nie mamy dostępu?Do rzeczy,do których próbując ten dostęp otrzymać,powodujemy potężne zniszczenia?

Tym,co jest nam dostępne,jest nasze doświadczenie-do jego opisu nie potrzebujemy hipotez.

O całości mówi się od wieków.Całość w medycynie to człowiek,jego organy-ich działanie i oddziaływanie w relacji duchowych związków i w połączeniu ze środowiskiem.

Na drodze do całościowego traktowania człowieka stoi materializm.

Sieka się więc nauki i tematy na coraz mniejsze kawałki,pozwalające na coraz mniejszą (miast większej) orientację w świecie,pilnując,żeby w końcu nikt nie był niezależny od setki innych,żeby człowiek był pozbawiony najmniejszego wyboru….żeby wybór mogli mieć tylko nieliczni…nie widzą,że postępując w ten sposób pewnego pięknego dnia wyboru może nie mieć już nikt.

W najlepszym wypadku pozwala się ciału i duszy działać razem,jednak nie rozumie się wzajemnych oddziaływań,ale próbuje wypełnić je hipotezami.

W medycynie odzwierciedla się regres naszej materialistyczno-redukcjonistycznej wiedzy:wszystkie kroki chce się śledzić materialnie,ale brakuje cierpliwości i instrumentów,więc tworzy się hipotezy.

Naiwny,podstawowy realizm nauki:co widzę-jest,czego nie widzę-nie ma.A przecież nauka mówi również o tym,czego nie widać a jest-dlaczego więc jej teorie wykluczają ducha?

Nauka nie rozróżnia realności od rzeczywistości.

Realność,to ontologiczny byt świata-niezależny od poznania ani poznającego przedmiotu.

Aspekt realności jest rozumiany,o ile wynika z działania tejże i objawia się poznanymi fenomenami.

N.Bohr:”Poznanie odpowiada bytowi”.Wyszedł więc z formuły:poznanie JEST bytem.

Przyporządkowuje się każdej rzeczy określone właściwości,podobno obiektywne właściwości,jakby jej samej przynależały,niezależnie od obserwatora.Opisuje się strukturę atomu,jakby atom faktycznie był realnie strukturą. 

Co ze statycznymi i stacjonarnymi właściwościami-nie dynamicznymi,o jakich mówi fizyka kwantowa?

Medycyna mówi:”arszenik truje”,ale w odpowiednich relacjach leczy!

To,co się dzisiaj rozumie jako filozofię natury,jest podporządkowaną fizyce filozofią,więc nie ma prawa być podstawą nauki o naturze.

Z warstwowości natury wynika uniwersalna zasada poznania i postępowania dla fizycznych i psychicznych obszarów bytu.

Zwracał na to uwagę Archimedes.

Poruszał to matematyk (!) Kurt Godel w „Unvollstandigkeitssatz” 1931.

Tymczasem o związku między „być” a ” działać” jest w nauce cisza.A to doświadczenie człowieka pomaga zrezygnować z hipotez.

Mówiąc tylko o działaniu nie przypisujemy właściwości a traktujemy wszystko jako fenomeny zmiennego działania, które poznajemy intersubiektywnie.

Nie mówimy wtedy „ta rzecz jest taka a taka”,ale „ta rzecz działa na mnie lub coś innego”.

Nie mówimy:”światło jest falą,przenoszoną przez pole”,ale ograniczamy się do tego,czym się światło w działaniu wyraża:pryzmaty,siatkówka,blendy…-i działa na świadomość obserwatora.

NIKT do tej pory nie widział fali elektromagentycznej jako takiej,a tylko jej działanie na przedmiot.

Homeopaci nie mówią,że dany materiał ma dokładnie takie a takie właściwości,ale że organizm przyjmuje jego własności według okoliczności i od tego samego materiału może zależeć doprowadzenie do wyzdrowienia lub -w  wyjątkowych przypadkach-do zgonu(nie dotyczy to wyłącznie materiału homeopatycznego).

 Medycyna szkolna przyporządkowuje materiałowi terapeutyczne właściwości,szuka ich nawet w każdej jego molekule!

W ten sposób nigdy nie pojmie homeopatii-nauki prostej,bo opartej na naturze,nie na hipotezach.

Proszę zauważyć:nie obserwujemy rzeczy wyizolowanych,które istnieją „dla siebie”,ale wszystko,co istnieje,w związku wyższej całości,przezwyciężając ich funkcjonalne oddalenie między podmiotem a przedmiotem.

Wszystko,co potem powiemy o prawdziwym czasie i przestrzeni,dotyczy tylko fenomenów powstających przez działanie na naszą świadomość.

Czym są te rzeczy same w sobie-zwykle nas już nie interesuje,nie potrafimy o nich powiedzieć poza naszą percepcją,bo i JAK?

Galileusz zaczął budowę podstaw fizyki-czy nie popełnił nadużycia?Matematyka jest wprawdzie jedyną,dokładnie logiczną ( w ludzkim mniemaniu tzw.logiki) nauką,którą dysponujemy,ałe objaśnianie nią czegokolwiek żywego,objaśnianie nią świata-czy nie jest bezmyślnością?

Dlaczego tak pilnie wydaje się teraz miliony państwowych pieniędzy na reklamę matematyki?Czy naprawdę komuś tak bardzo zależy na tym,aby młode pokolenia były mądre….czy po prostu na tym,aby wyprać im mózgi cyframi tak,aby nie było miejsca na jakikolwiek humanizm?Aby stały się doskonale zależnymi od liczb maszynami nowego porządku świata?

Feyerabend:”Nowa nauka rozwinęła matematyczne struktury,które dotyczą wszystkiego-sprowadzają wszystko do systematyki i ogólności.Ale żeby ten cud działał,muszą być przesunięte wszystkie kłopoty między teoriami a czynami…”(na przykładzie prac Neumana o fizyce kwantowej)PRZESUNIęTE?Czym?

Bocheński:”To metoda (fiz.kwantowa) wywalenia wszystkich trudności,które stoją matematycznemu formalizmowi na drodze,bo jest za wąsko”.

Poincare:”Matematyczne prawa nie są niczym innym,jak sensownymi konwencjami,aby wyrazić rezultat możliwych eksperymentów”.

Mach:”Fizyka nie może być zredukowana do matematyki,bo fizyka zawiera poznanie,którego nauczyło ludzi doświadczenie…”

Wkład matematyki w fizykę ma dwa,bardzo słabe punkty:

ograniczenie wglądu na naturę poprzez abstrahującą precyzję teoretyczno-poznaniową,sterylność-ta sterylność leży już w tautologicznym charakterze matematyki,która wg Weyla przełamana jest tylko zasadą „pełnej indukcji”,ale jej zastosowanie w fizyce…słabe.

To czysto analityczny charakter-nie syntetyczny,więc zasadniczo matematyka nie może doprowadzić do żadnego nowego poznania,przerabia wyłącznie znane stwierdzenia a i to uwikłane po pas w teorie.

Teoria względności wydaje się w tym kontekście gigantyczną,matematyczną transformacją.

Co naprawdę wnosi matematyka?To narzędzie,jak łopata dla archeologa.

Matematyka ma zastosowanie w technice-np.w obliczaniu konstrukcyjnych danych,ale i tu…wiemy przed obliczeniem,że rozpiętość mostu będzie taka i taka,nie wiemy-ile to dokładnie metrów…ale pomimo obliczeń most i tak się złoży,jeżeli dane były złe….A co z budowniczymi pradawnych mostów….co z budowniczymi gigantycznych budowli ze skalnych bloków,pomiędzy które nie zmieści się nawet kartka papieru?Nie mamy wielu dowodów na posługiwanie się przez nich matematyką a te,które są-zwykle sprzęgnięte są z astrologią-„ojej,tylko nie to!-więc wyciszamy astronomię i astrologię-raczej staramy się dowieść,że mowa była tylko o matematyce-raczej trąbimy o ich „znajomości matematyki”,gdyż zakładamy,że niemożliwe byłoby zbudowanie tego bez niej.

Max Planck:”Ale i najostrzejsza logika,najdokładniejsze matematyczne obliczenia nie dadzą żadnego owocnego wyniku,jeżeli brakuje pewnego warunku.Na niczym nie da sią zbudować niczego”.

Nie można matematycznego przeformowania teoretycznych związków uważać za jakościowe,nowe poznanie bytu-ono dostarcza wyłącznie kwantytatywnie sprecyzowane już istniejących związków między danymi.

Poznania zawartości teorii nigdy w matematycznym schemacie nie było-ono było w założeniach i wyobrażeniach podporządkowanych matematycznemu postępowaniu.

Dlatego nie wyjaśnimy teorii używając matematyki.

Używać jej,by podtrzymywać błędy przy życiu…czy nie jest to przypadkiem stawianie całej logiki na głowie?

Jeszcze nie tak dawno fizycy oburzali się na zapytania o możliwość istnienia cząstek mniejszych od protonów i neutronów,uważali je za „prawdziwe cząstki elementarne”.Gamow-skądinąd bardzo zdolny fizyk (PRZEPOWIEDZIAŁ istnienie promieniowania reliktowego prawie 30 lat przed jego odkryciem) chciał się założyć o ogromną sumę,że nie ma cząstek mniejszych od nukleonów,że one są niepodzielne.NIKT się nie założył.Więc,trzeźwi materialiści jednak w cichości swego ducha dopuszczają,że ich prawdy nie są ostatecznymi i że racji mieć nie muszą…że NIE ZNAJą tak naprawdę własnego poletka?TAK.Ponieważ to prawda.Gdyby ktoś zechciał ten zakład przyjąć,Gamow byłby zrujnowany….

Dlaczego o tym….badania w CERN (kosztujące już miliardy dolarów) mają pomóc odpowiedzieć na pytanie,co jest jeszcze mniejsze od najmniejszych z najmniejszych cząstek….co było na początku….jak zaczął się świat?

Swiat nie zaczął się w akceleratorze.Pewnie nie zaczął się też od kwarków.

Redukcjonizm nie odpowie na najważniejsze teraz pytanie:dlaczego człowiek dąży do samounicestwienia i jak ten bieg zatrzymać.

Naiwność?Hazard?Głupota?

Jedno jest pewne:bardzo kosztowny eksperyment.

Logika kwantowa?…

Ma służyć celowi samemu w sobie?Mało do tej pory zrozumianemu problemowi prawdopodobieństwa kwantowomechanicznego procesu miary ubranemu w matematyczne szaty?Tzw.renormowanie…świetny,wybitnie fizyczny termin:-),ciekawie interpretowany przez każdego fizyka…na swój sposób-dobrze,że chociaż tu jest jakaś różnorodność:-)Renormowanie (termin z fizyki atomowej) służyć ma z kolei temu,żeby różnice między wielkościami wartości mierzonymi eksperymentalnie-kiedy te staną się nieskończenie wielkie-to oznacza w jasnym polskim-kiedy zawiedzie teoria:-)-żeby zredukować je według prostego schematu:”nieskończony minus,nieskończony jest równy a”-zrobić to tak,że z wziętej wartości wyjdzie w końcu „a”.

To jak genialna decyzja stojącego nad szczeliną lodowca:”pójdę wzdłuż”.

Noblista (jakiekolwiek bym miała o niektórych noblistach i samej nagrodzie zdanie:-)):Dirac:

„Teoria renormowania oparła się wszystkim próbom matematyków opisania jej bezbłędnie.Zakładam,że to coś,co nie przeżyje przyszłości”.

Dziwne,że czytając popularne notki o Diracu znajdziemy przede wszystkim jego niezachwianą wiarę w nieomylność reprezentowanej nauki:-)

Fizyka powinna przynosić poznanie.

„Fizyki jako wiedzy semantycznej nie można redukować do matematyki jako syntaktycznego formalizmu”.Mach

Sztucznie utkana sieć-sieć hipotez, nie wytrzymuje konfrontacji ze światem realnym.

Przeczesując korzenie materii zatrzymajmy się chwilę przy muzyce-wspomnianej w cyklu o sercu,towarzyszącej nam od narodzin-nie tylko muzyce serca.

Materialiści chcą dotykaniem wszystkiego udowodnić wszystko.

Nie są jednak w stanie wyjść w mikroświaty,aby na poziomie molekuł stwierdzić:nie ma żadnego dotyku a wszystko,jak w akustyce,spoczywa na interferencji quasiperiodycznych (duchowych) procesów,tzn.na poziomie elektromagnetycznych działań zmiennych między chmurami elektronów granicznych powierzchni palców i dotykanym obiekcie.

Gdzie jest muzyka?Gdzie ona znika?Czy to wspomnienie?

Jeżeli coś się przeżyło,to to,co „zostaje”-nazywamy wspomnieniem.ALE:wiemy,że obiekty istnieją „bez nas” i o to „bez nas” chodzi.Podmiot tworzy wszelkie wspólne mianowniki na formy objawienia bytu.

„Esse est percipi”-Berkeley.

Muzyka istnieje dla tego,kto ją słyszy a materialny świat dla tego,kto go dotyka,kto go widzi.

Egzystencjalna różnica między muzyką a materią?Tylko w czasowej kontynuacji procesów tworzenia i poznania,a więc nie ma różnicy w istnieniu.

Heraklit:”Wkraczamy do tej samej rzeki a jednak nie do takiej samej”.

Czy człowiek,którego spotykam dziś,jest ciągle TYM samym?

Czy wiecie,że z 10 bilionów komórek ciała w każdej sekundzie wymieniane jest ok.10 milionów?

Wszystko jest zmianą.

Muzyka egzystuje tylko w czasie.Przypomnijmy sobie:jeżeli tony leżą gęsto obok siebie lub razem,powstaje wrażenie akordu.Wrażenie melodii wymaga luźniejszego następstwa tonów.W przypadku,kiedy pojedyncze tony leżą jednak za daleko od siebie-traci się wrażenie melodii.I tak przy najmniejszych zmianach zmienia się też charakter muzyki,dlatego wybór tempa jest ważny dla każdej interpretacji.

Muzyka jest czasem-to stawanie się i przemijanie.Przestrzeń jest tylko jej sceną.

Przestrzeni nie możemy przyporządkować samej muzyce.

Sam głośnik,sam instrument-to nie jest jeszcze muzyka.

Dlaczego w szkołach nie kładzie się nacisku na więcej lekcji muzyki?Na wszechstronne rozwijanie umysłów?

Dlaczego tak niechętnie wspomina się o myśleniu całościowym a w zamian wspiera -co gorsza-za państwowe pieniądze-konwencjonalny,redukcjonistyczny „zimny chów”?

Gdyby uwzględnić duchowe związki natury jako bazę,poprowadziłoby to do wyjaśnienia fizyki kwantowej.W medycynie otrzymalibyśmy bazę dla wszystkich terapii naturalnych,jak i całościowy koncept medyczny prowadzący do komplementarności między medycyną naturalną a szkolną.

Pamiętając o warstwowości,o niezmienności warstwowości natury,pamiętalibyśmy też,że każde poznanie jednego poziomu liczy się dla innego.

„Jak na dole,tak na górze….”.

Pamiętając,że każdy wertykalny związek dla dwóch sąsiednich płaszczyzn w sensie zasady matematycznej całościowej indukcji w wyższe/niższe obszary warstwowości pozwala się nieograniczenie ekstrapolować mamy wynik:wertykalna nieograniczoność warstwowości.

Przypomnijmy też sobie funkcjonującą,ale zaniedbaną cybernetykę:

wychodząc z jej zasady,nie oglądamy pojedynczych systemów,aby je poznać,od środka-jak żąda tego redukcjonizm, ale obserwuje się ich zewnętrzne zachowanie i przyrządza własne zachowania według obserwacji-samemu jest się tzw.czarną skrzynką.Czy nie umożliwia to wolnej od hipotez i bezwarunkowej wiedzy o naturze?

Zgodnie z pragmatyczną ontologią ogląda się świat zamiast luźnej masy detali z ich właściwościami,jako kompletną sieć oddziaływań,w której można mówić o działaniu dającym nam wrażenie właściwości.

Wszystkie związki natury interpretowane informacyjnie,cybernetycznie-czy nie dawałyby odpowiedzi na wiele nękających nas pytań?Konwencjonalne „prawa natury”  wynikają wszak z reproduktywności procesów cybernetycznych-można to pojąć na żywotnych zdarzeniach przemiany materii.Byłaby to nauka doświadczeń rzeczywistych -a cybernetyka jest zasadą doświadczenia.

Do tego nie trzeba gór papieru ani skomplikowanych równań z hipotetycznymi rozwiązaniami.Takie pojmowanie nauki nie wytwarzałoby zbędnych rzeczy ani nie wikłało się w oczekiwania nie do spełnienia,unikając szkód nie do naprawienia i pomyłek podobnych wieży Babilonu.Czyżby ktoś mruknął,że to przeczyłoby technice?

Ale….czy przez dotychczasowe pojmowanie świata nasza cywilizacja nie zaczęła się przypadkiem chwiać?

Homeopatia i  cała medycyna naturalna to wiedza doświadczeń.

W homeopatii nie musimy nawet wnikać w organy a już na pewno nie musimy ich kroić.

Medycyna ratunkowa,chirurgia urazowa?Jak najbardziej….jeżeli naprawdę nie będzie innego wyjścia.

Medycyna alopatyczna poza rat.i chir.ur.?Polecam dla Spartan:-), ewentualnie robotów.

Medycyna leczenia i prewencji to właśnie medycyna naturalna.  

Lektury:jak zwykle w cyklu homeo plus:

W.Heisenberg:”Physics and Beyond….”

E.Mach:”Erkenntnis und Irrtum”,1906

E.Schroedinger:”Uber der Verhaeltnis der Heisenberg-Born-Jordanschen Quantenmechanik zu der meinen”,Annalen der Physik,1926

M.Planck:”The Universe in the Light of Modern Physics”,1931

R.Feynmann:”QED.Die seltsame Theorie des Lichts und der Materie”,1987

Levy-Leblond,Jaubert:”(Auto)critique de la science”

T.Lewis:”Le Bal des cellules”

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.8.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 7, 2010

Tę małą część ignorancji,którą uporządkowaliśmy i sklasyfikowaliśmy,nazywamy wiedzą. A.Bierce

Po Wielkiej Nocy:-)Budzimy się,uśmiechamy…ciągle jest:UNIVERSUM.Wszechświat.

Ale….czym on jest?

Tak…ogólnie?Wszechogarniającym Kosmosem,uporządkowaną (jakby nie patrzeć:-) zbiorowością z trzema-możliwymi przecież do pojęcia przez nas sferami:Duch-Dusza(materiał lekki)-Ciało fizyczne(materiał tzw.ciężki).

Wedle starych pism medycznych duch i dusza tworzą ciało eteryczne,dusza i ciało-naturę materialną.Materia pojmowania Wszechświata nie może więc obyć się bez pojęcia duchowości,oczywiście nie negując materialności.

Duch-przyczyna,warunkuje (działaniem) materialny Byt.

Próby rozdzielenia więc tych pojęć jak i samych zjawisk nie mogą skończyć się happy endem.

Wiele z pytań,które ludzie myślący usiłują stawiać,jest traktowane jako „przesadne”,bo „już odpowiedziane i nie należy się nimi zajmować”.Jeżeli pyta się pomimo,jest się nierzadko posądzanym o wywrotowość lub zbywanym nerwowym wzruszeniem ramion-byle nie pytać w obliczu szacownego,profesorskiego grona-oj,nie zapomną nam tego:-)

Jeżeli się jednak pytać przestaje,popada się w otępienie.Pytanie o „dalej” Wszechświata jest motorem naszego rozwoju.

Skąd wzięły się prawa,na których opiera się fizyka,więc i medycyna?

Zauważcie proszę,że nie mają one egzystencji niezależnej od człowieka,że są to ludzkie interpretacje, konstrukcje, którymi porządkujemy mnogość naturalnych zachowań w schematy.

JAK człowiek wpada na to,by swoje interpretacje określić,zrównać je z samą istotą i działaniem natury a na dodatek podać to w sosie absolutnej pewności oraz prawnego ustalenia?

„Macie i rozumcie jako przykaz albo nakaz co wolno a co nie”.Czy nie tak wygląda obowiązujący system?

W ramach teorii „samoorganizacji” zapędziliśmy się w ustawieniu na pozycji PRAWIE stwórcy.Naszym stwórcą jest natura,ale skąd ona pochodzi?

Ogromne znaczenie mają czasoprzestrzenne ramy,w których porusza się nasza nauka i posłuszna jej filozofia.

Tak długo,jak długo fizyka nie wychodzi poza obręb codzienności,można ją określić nauką doświadczeń.

Stąd można postawić też pytanie,DLACZEGO WOBEC TEGO NEGUJE INNE WNIOSKI ZBUDOWANE RóWNIEż NA DOśWIADCZENIU i to nieraz mającym tysiące lat?

Prawa Keplera,Galileo,Newtona,wyszły z ich doświadczeń,przy czym już przy Newtonie-i to charakterystyczne dla wyszystkich występujących później teorii-mamy bogate w skutki zaczątki hipotetycznego myślenia,które pokazują WYJAśNIENIE FIZYCZNYCH RELACJI NIE Z SAMEGO DOśWIADCZENIA,ALE Z POMOCą HIPOTEZ.

Hipotez-a więc przypuszczeń.

„Co ustalamy matematycznie,jest tylko małą częścią obiektywnego faktum,ale dużą częścią przeglądu możliwości”-raczył stwierdzić W.Heisenberg.Przyznam,że jak na fizyka teoretycznego,i tak było to stwierdzenie odważne:-)

Hipotez więc…. 

W tym miejscu zagnieździła się problematyczna zasada ekstrapolacji,stosowana w kompletnym oderwaniu od natury:

We wszystkich,najodleglejszych obszarach czasoprzestrzeni,jej formy,jej wartości liczą się jako NIEZMIENNE,nie wspominając o zależnościach między obiektami.

Czy taką ekstrapolację można uznać?Jeżeli tak,to od razu uznajmy za prawdziwe wszystkie,nawet najbardziej niedorzeczne hipotezy-dlaczego ona jedna?Dlaczego ten podstawowy błąd nauki,przede wszystkim w medycynie błąd niewybaczalny,z którego wychodzą następne,rażące problemy,jest podstawą medycyny?

Skąd naiwność-bo nie chcę tego nazywać inaczej-naukowców przenoszących ich codzienne pojmowanie świata w dalekie mikro-i makroświaty z wiarą,że wystarczy oprzeć się na hipotezie?

W tym,totalnie bezkrytycznym ujęciu fizyki przegapiono rozprawienie się z teoretyczno-naukowymi warunkami zastosowania tejże wiedzy.W ten sposób powstała fikcja,wyobrażenie o Big Bangu jako przyczynie,w której prawa natury i jej przyczynę traktuje się jako STAŁE natury,traktuje się je jako NIEZMIENNE przez miliardy lat i wierzy,że cała materia wszechświata,w stanie niewyobrażalnej kompresji,wielkości kropki biedronki:-),w tym momencie się według owych prawa zachowała,że czas,materia i przestrzeń powstały z „pierwotnej jedności” jednocześnie!

Co było PRZED?

„A po co o to pytać”-zdenerwują się niektórzy za panem Lemaitrem.

A po to,że z zastosowaniem mikrofizyki i mikrochemii na żywą naturę,w przemyśle medycznym,żywieniowym,stoimy właśnie przed unicestiweniem naszych warunków życia,czego chyba (mam nadzieję)nikt potrafiący myśleć nie chce.

Ze względu na brak pojęcia fizykochemicznych związków na różnych stopniach całości i części tak,jak to w fizyce niestety jest utrwalone,praktycznie wszystko się „przypuszcza”,a przecież i fizyka i wszystko inne ma te same przyczyny,które fizyka poznała na najbardziej z możliwych powierzchniowej warstwie świata,to jakby prawić o falach obeserwując na nich blask słońca…..nie sięgamy tym samym ani słońca ani nie poznajemy wszystkich właściwości fal.

Homeopatia udowadnia się swoim działaniem,nie działaniem fizyczych doświadczeń opartych na hipotezach,ponieważ ona działa naprawdę,co widać i czuć,w szczególności czuje to chory,który zdrowieje na skutek jej zastosowania(oczywiście nie tylko wskutek stosowania homeopatii).

A….aspiryna,antybiotyki….przecież są przepisywane chętnie,ale sedno ich mechanizmu nie jest dobrze poznane.

Od antyku duchowy postęp Europy praktycznie stanął.Nastał czas eklektyków-ogromny proces trawienia starych osiągnięć,rozwój scholastyki-monopolu na wiedzę,również powtarzania tych samych błędów-przeciwnicy scholastyki marnie ginęli.Antyk oferował całościowy ogląd świata z nieodłącznym miejscem dla DUCHA.Potem nastąpił zwrot do materii,rozwinęło się tępe myślenie mechanistyczne,rozkładanie świata na cząstki,redukcjonizm.

Materię podzielić można.

Ducha-nie.

Renesans-odrodzeniem antyku?Ależ skąd.To „odrodzenie” właściwie nie nastąpiło-co najwyżej w sztuce,ale na pewno nie można tego powiedzieć o rozwoju duchowym.

Ciągle nie odpowiedziane zostało pytanie-co trzyma te wszystkie cząstki razem?

Postępująca redukcja materii,koncentrowanie się na cząstkach,to raczej proces różnicowania,leżący u podłoża każdej ewolucji,w filogenezie.W ontogenezie widzimy proces przestrzennego podziału-drogę od jedności do wielości.

W Europie proces redukcjonistyczny jest o wiele bardziej widoczny niż w Azji.Ale Europa pędzi w redukowaniu dalej.

Postrzec możemy coś,kiedy istota myśląca zauważa oddzielony od niej przestrzennie obiekt lub pomyśli o czymś jako o obiekcie.Immanuel Kant (1724-1804)każe szukać w poznającym,gdyż „on myśląc różnicuje swe otoczenie”(odnośnie obiektów w otoczeniu).”Byt jest stawaniemi się,prawdą,rozpoznawaniem”.Rzeczy istniejących jakby od zewnątrz,w oddzieleniu ode mnie-nie postrzega więc człowiek wcale?

Ustawmy ostrość aparatu fotograficznego.Widać coraz więcej coraz mniejszego.W końcu od trawy nie widać już łąki.

A ona wciąż istnieje.

Rozwój sztuki….sztuka wkracza w tajemnice przestrzeni….przedstawia naturę.Trzeba na to zwrócić uwagę,gdyż wiedza o naturze nie jest naturą a jej obrazem,przedstawieniem.

Współczesne,oficjalne,ujęte w edukacyjne ramy fizyki i innych nauk wyobrażenia praw natury niewiele mają wspólnego z nią samą,stąd też kłopoty ze środowiskiem.Dzisiejszą fizyką zawiaduje teoria względności i fizyka kwantowa.Przyjrzyjmy się jednej i drugiej-to ogromny konflikt,bodaj największy,jaki nawiedził fizykę.To konflikt między falą a cząsteczkami.Posługując się aktualnym fizycznym obrazem świata konflikt ten rozwiązanym być nie może,ponieważ jest to konflikt między duchem a materią.

Problem nie leży w rzeczach a w wyobrażeniu dzisiejszej nauki.Ta rozwinęła się wprawdzie z oglądu i doświadczania świata,ale jej bazą są formy postrzegania:przestrzeń,czas,przyczynowość,o których wie niewiele.

Tak długo,jak nauka porusza się w codzienności,można problem duch-materia przesuwać,ale z jej ekspansją w dalsze od dnia codziennego rejony mikro-i makroświata,z ekstremalnymi wartościami przestrzeni i czasu staje się wyraźniejszym,że jej podstawowe pojęcia rozwinęły się poza tzw.”dzisiaj”,przez miliardy lat i jako takie tracą swe wartości doświadczalne,stają się zagadką.

I teoria względności i fizyka kwantowa są wyrazem tejże problematyki.

Obie można traktować jako ostatnie konsekwencje nieznoszenia się dwóch obszarów fizyki,które przez lata rozwinęły się niezależnie od siebie,ale w ciągu swej ekspansji się skonfliktowały:

pochodzącej od Galileo i Newtona fizyki korpuskularnej oraz „uargumentowanej” Huygensem i Maxwellem fizyki falowej,klasycznej-elektrodynamiki.

  To,co jest w fizyce kwantowej problemem fala-cząsteczka,odciska się w teorii względności jako problem elektrodynamiki ruchomych ciał.(polecam pracę Einsteina z 1905r.)

Obie teorie powstały nie tylko w prawie tym samym czasie,ale też mają wspólne korzenie,tylko,że na różnych poziomach.

Maxwell dostarczył na oba przypadki (elektrodynamika ruchomych ciał)różne teorie.

Einstein pomógł sobie spekulacją-hipotezą o stałej prędkości światła.

Do tego założenia przywiódł go eksperyment Michelsona-polskiego Zyda,1880,który nie przyniósł pozytywnego wyniku a który jest uznawany jako fundamentalny dla teorii względności!To oznacza ni mniej ni więcej,że dzisiejsza wiedza nie jest w stanie wnieść żadnego dowodu na prędkość światła,gdyż nie zachodzi w owym dowodzie parametr czasu!Czas wprowadzony jest hipotezowo,co ogłupia badaczy.Pytanie o parametr czasu stawia pod ścianą wszystkie, inne,ważne fizyczne eksperymenty.

Einsteinowska teoria leży na dwóch luźnych „dowodach”:

eksperymencie,który w ogóle nie dostarczył informacji na ten temat i na hipotezie,która z powodu jej „naprędkiego” charakteru musiała dostarczyć zażyczony wynik.Sam Einstein uznał 1905 zadanie za „byle jakie”.Czy 26-letni Albert E. ,ten niebywale inteligentny przecież człowiek,był świadom (w momencie ogłaszania swej teorii) konsekwencji i skąd jego późniejsze twierdzenia o głupocie ludzkiej?

Fizyka kwantowa z kolei….jej szerokie działanie w obszarach chemii,medycyny,biologii wydaje się być wręcz rozrusznikiem dzisiejszej nauki,ona tworzy warunki dla sięgającej w submolekularne przestrzenie mikrobiologii,która to z kolei ze swoimi zastosowaniami w technologii genowej ma wyjątkowo niebezpieczne działanie na cały świat.

Z procesu mikrominiaturyzacji fizyki wyraźnie widzimy nici rozwoju:różnicowanie nowych pojęć o przestrzeni i czasie i tym samym zaostrzenie konfliktu -podmiot:przedmiot:rozłam,którego szczyt przypada w Planckowym odkryciu kwantowego działania w 1900.

Dlasze różnicowanie jest praktycznie niemożliwe.

Stąd moje obawy o manipulowanie ludzkimi umysłami opowiastkami o „sukcesach” osiągniętych w „wielkim zderzaczu hadronów”-kolejny sukces,no proszę,tylko czekać,aż wyjdą z tego kolejne opowiastki o „cudownych terapiach” a może i o przywracaniu zmarłym życia.Oczywiście nie zapomnijmy o patencie.”I straszno i smieszno”,jak powiedzieli o „wielkim eksperymencie” znajomi Rosjanie-fizycy zresztą.

WSZYSTKO,absolutnie wszystko podlega w materialnym pojęciu cyklowi stawania się i przemijania.

Ale „nauka” wierzy dalej w rozwój teorii chaosu,w teorie pól jako skończone.

To są jednak wyłącznie wariacje.

Przestrzeń jest pojmowana jako wyraz rozłamu między obiektem a podmiotem.

Ale przestrzeń,pole,materia są tylko pojedynczymi aspektami tego samego.Fizyka trafiła na własnoręcznie zakreślone  granice.Z jej kwantytatywno-matematyczną metodą,bez której nie może istnieć,nie jest w stanie uznać duchowości , ponieważ ta nie da się skwantyfikować jako jakość.

Człowiek rozciągnął wszystkie odbicia teorii wynikające z codzienności na mikro-i makrokosmos,na wszystkie granice, czasy,prędkości.W pewnych przestrzennych granicach doświadczenie może coś potwierdzić,ale nigdy ekstrapolacja nie usprawiedliwia tych obszarów,do których nasze doświadczenie nie ma po prostu dostępu.

Jedynym osiągnięciem określenia tzw.praw naturalnych jest,że opisuje się obserwowane fenomeny wg porządku pozwalającego nam zaszeregować podobne fenomeny lub je nawet stworzyć.

Jednocześnie jednak spowodowało to mnóstwo szkód,w medycynie określanych jako „efekty niepożądane”.

Większość naukowców obija się o zakazy i nakazy…tych zakazów i nakazów nie uznawał Goethe.

Jeżeli potraktujemy jako prawdziwe tzw.stałe naturalne,np. prędkość światła,to pozostaje pytanie:co one oznaczają?

Dlaczego mają te wartości?

„Stałe” zawierają informację,której nie znamy.Do której brak dostępu.To funkcjonuje,ale tam nie zajrzymy.

Jakim prawem zakłada się,że „stałe”,które znamy nie od setek lat,a zaledwie-z dzisiejszą precyzją-od niewielu,są faktycznie w tych warunkach -przestrzennych i fizykalnych -stałe?

Co było przed czasem?

Heisenberg przedstawił swą teorię chyba bez przemyślenia.Pozwolił „powstać” czasowi w momencie prawybuchu.

A jak sprecyzujemy „co było w czasie przed czasem”?”Przed”już umiejscawia czas,więc nigdy nie wyjdziemy z kontekstu tego pytania-ani tym myśleniem ani naszą mową-nie mamy na to słów.

„Rzeczywistość,o której mówimy,nie jest nigdy rzeczywistością samą w sobie,ale jedną z rzeczywistości ukształtowanych przez nas”-również Heisenberg.A przecież jego zasada jest uznawana za „ostateczną granicę poznawalności”.Dla kogo ostateczną?Dla fizyków i matematyków?Co z resztą?:-) 

Z przestrzenią jest jeszcze gorzej-tu nagrzeszyli matematycy.

Zapytajmy:”co jest z tej strony przestrzeni”?Osadza to przestrzeń wcześniej-nie wyjdziemy z kontekstu.

Nawet używając „na,pod,w…”-też nie wyjdziemy.

Fizycy przypisali przestrzeni właściwości,ale używają zwrotów oznaczających w rzeczywistości pewną,ustaloną swą wyobraźnią geometrię lub poprawną powierzchnię przestrzeni.

ALE nie możemy stać naprzeciwko przestrzeni-ona nie jest obiektem,więc nie posiada właściwości.

Fizycy zapędzili się na bagno.

Rozszczepienie:obiekt:podmiot:rozpadlina leży wyłącznie w naszych wyobrażeniach.

Czas i przestrzeń,to warunki,bez obiektywnej realności,bez „w” i „poza”,bez „przed” i „po”.

Celem fizyki i matematyki jest zmierzenie tego,co mierzalne nie jest.Bazą fizyki jest ważność,ale nikt nie sformułował dla fizycznego pomiaru bezwyjątkowo ważnego warunku.

Pełno teorii,pełno hipotez.Naiwnością wydaje się trwanie przy podejrzanym,materialistycznym wyjaśnianiu, wyrażanym w dwóch głównych zasadach:indukcjonizmie-przenoszeniu myślenia codziennego w mikro-i makroświat oraz w redukcjonizmie-szukaniu przyczynowego ugruntowania na materialnie nieugruntowanych korelacjach.

Prędzej czy później natkniemy się na:co było na początku?

Chce się podporządkować naturę człowiekowi,uczynić ją zależną,ale bazuje się na martwocie,z dala od człowieka.

Kantowskie,niepoznawalne ” rzeczy same w sobie”…..

Nauka sądzi,że jej wszystkie teorie można połączyć,ale mostem są hipotezy-one zaś posiadają działania uboczne-problemy,które ta sama nauka rozwiązuje nowymi hipotezami.Tym,co jest nam dostępne,jest doświadczenie natury -do jego opisu ani przekonania się o jego istnieniu nie trzeba hipotez.

Na drodze zrozumienia homeopatii stoi materializm.

W najlepszym wypadku pozwala się łaskawie cialu i duszy działać razem,ale i tak nie rozumie się wzajemnych oddziaływań,za to próbuje wypełnić je hipotezami.Wszystkie kroki chce się śledzić materialnie,ale natura robi swoje,więc traci się cierpliwość i buduje hipotezy.

Weźmy pod mikroskop kawałek liścia.

Zobaczymy najpierw kontury.

Powiększmy to.Dojrzymy,że wcześniej gładkie linie-obrąb,jest pełen szczelin.

Powiększmy jeszcze.Potem dojrzymy komórki…..kontur znika….jest coraz więcej przestrzeni…..potem nie możemy już nawet ustalić,gdzie był kontur-wszystko jest w ruchu.A to nie koniec powiększania…..

Gdzie jest liść?…..

Pojąć można coś mając tego przegląd,z zewnątrz.Zaglądając głębiej i głębiej-wiemy,gdzie jesteśmy,ale nie widzimy tego.Tak wyraża się warstwowość natury:

Universum-galaktyka-system słoneczny-Ziemia-ekosystem-człowiek-organ-tkanka-komórka-molekuła-atom-cząstki elementarne……..

Lektura:

„Physik und Philosophie”-S.Hirtzel,1959

„Die Zeit vor dem Urknall” G.Veneziano w „Spektrum der Wissenschaft”,2004

„Zu Elektrodynamik der bewegten Korper”1905,A.Einstein w Annelen der Physik,

„Ist die Tragheit eines Korpers von seiner Energieinhalt abhangig?”A.Einstein,jw.

„The Maker of Light” D.M.Livingstone (biografia Michelsona)

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 28, 2010

Ludzie powołujący się na naukę często nie wiedzą,że chodzi im o takie stadia jej rozwoju,które już dawno przestały być aktualne.A tezy,które straciły swoją aktualność przestają być źródłem światła i stają się źródłem ciemności…..

Efraim Waldmann

Albo się wierzy w nieomylność nauki albo się wierzy w jej rozwój i postęp.Każdy człowiek mało wie a dużo wierzy.

Rabin z Puław:-) 

Z przyjemnością kontynuuję cykl o homeopatii-jeżeli nawet jej przeciwnicy,poruszający się w ciasnych ramkach narzuconych im taśmowo zadają sobie trud regularnego czytania mojej strony a nawet próbują zapoznać się z polecanymi lekturami-uznaję to za sukces-nic,że muszą jeszcze czytane treści zrozumieć-to przyjdzie z czasem…. Może:-))Wypluwanie jadu na wszelkie treści propagujące medycynę naturalną jest dowodem na to,że trafiamy w sedno i miłośnicy chemicznej eutanazji czują się mocno zagrożeni wiedząc,że jest ich coraz mniej a zwolenników zdrowia-coraz więcej.Chyba nawet nie wiedzą,że są doskonałym przykładem naturalnych zachowań atawistycznych -agresja i poświęcanie niewspółmiernie wielkiej uwagi obiektom wściekłości jest zawsze wynikiem strachu.W środowisku ludzi kulturalnych dyskusja polega na argumentach i poszanowaniu interlokutora,ale tam,gdzie rządzi prymityw …nie wiem,czy cokolwiek dałoby tłumaczenie,czym jest kultura,nie mówiąc o szacunku,gdyż kto nie ma go wobec siebie (a nie może szanować się ktoś lekceważący naturę),na pewno nie będzie go miał wobec innych a tym samym szereguje się na wiadomym etapie.Znajomy rolnik,drobny hodowca kur, człowiek bardzo  inteligentny,o sercu anioła (kury dożywają starości,sprzedawane są tylko jajka!),mawia:”Robactwo uwielbia ciemnotę a ciemnota-robactwo.Ot,taki poziom natura dla padalstwa pomyślała,boż co by było,gdyby jaka piękna istota w gnoju,śmieciu i ciemności miała żyć…nie wypadałoby,pan Bóg akuratnie ustawił…..robak ino w kurzej d….do innej ciemności dostanie się,światła nie dostąpi….”:-))

Homeopatia reguluje.

Leki farmaceutyczne działają jak młotek.

Homeopatia bierze pod uwagę całość-człowieka,środowiska,w którym żyje,jego rodzinę,warunki mieszkaniowe…. a przynajmniej maximum czynników mogących mieć wpływ na równowagę.

Mówiąc o całości,wyliczanki są bez sensu,ponieważ nigdy nie dojdziemy do ich końca.Możemy się zaledwie skupić na tym,co wiemy,a przecież medycyna szkolna i tak odrzuca większość oglądu poprzestając na odgórnych przyporządkowaniach i ich -często również odgórnych interpretacjach,w skrócie-zajrzeniu do podręcznego „leksykonu każdego lekarza” lub (i) rutynowym postępowaniu.Znam i lekarzy wykorzystujących swój instynkt oraz wiedzę zdobytą poza standardem,ale to wciąż-fakt,coraz liczniejsze-wyjątki.

To przez porządkującą zasadę wyliczania w obowiązującej nauce -a to metoda redukcjonistyczna-gorliwi wyznawcy pozostający przy medycynie szkolnej nie rozumieją powodów występowania chorób.Ta metoda umożliwia nam wprawdzie postępujące rozpoznanie detali natury i jej-krótkofalowo-przyczynowe-najbliższe związki,ale ciągle nie-powody samej istoty choroby.

Jeżeli chcemy pojąć jedność,musimy znaleźć inny do niej dostęp.

Pojmowania jedności zaś potrzebujemy do sensownego obchodzenia się z naturą i do….przeżycia,jeżeli wspomnimy o jej zaawansowanym zniszczeniu.

Wszystkie-naprawdę wszystkie,do tej pory nie rozwiązane problemy fizyki i jej bezwarunkowo posłusznej medycyny szkolnej mają wspólne korzenie:

LEKCEWAżENIE CAŁKOWITEJ WIELOWARSTWOWOśCI NATURY.

Warstwowość jest hierarchicznie zorganizowaną wertykalną strukturą świata,w pojęciu człowieczym bardzo pobieżnie i grubawo sformułowaną jako następstwo:

cząstki elementarne

atomy

molekuły

komórki

organy

człowiek

rodzina

państwo

ekosystem Ziemia

system słoneczny

galaktyka……..

Medycyna szkolna nie zna zasady całości,według której zorganizowana jest warstwowość a jeżeli znają ją ludzie zajmujący się medycyną,to nie biorą jej (w większości) pod uwagę.

Medycyna szkolna zna werbalne sformułowania „całość to więcej niż suma itp.”,ale głęboko sięgającego sensu tego nie zna a już na pewno nie zna jego konsekwencji.

Z tego też powodu-ignorancji,niewiedzy-rozpatruje m.szkolna wszystkie obszary natury wg równych wyobrażeń,osiągnięć,ustaleń klasycznej fizyki-jej tzw.praw natury i stałych natury,które de facto z naturą mają niewiele wspólnego.

Medycyna szkolna dysponuje wyłącznie arsenałem hipotez,którym chce się pozbyć trudności bez poznania ich tła a więc i bez powodzenia.

Strażnicy „teorii młotka” szermują jako -o zgrozo -dowodem-terminem EBM-„medycyna oparta na dowodach”.Procent medycznych sformułowań o skuteczności,opartych na względnych dowodach jest nieco,hm….nawet nie 14%? ogólnie, „w różnych latach bywało różnie”,ale tak się około tego „szczęśliwego” poziomu 13% trzyma-znikomy,rzekłabym a reszta dowodów na skuteczność jest oględnie mówiąc labilna:-))-wystarczy pofatygować się na stronę British Medical Journal (tak,ci,co „helping doctors making better decisions”:-)-linka już znacie i poszperać w tzw.dowodach klinicznych-jest ich sporo i mam nadzieję,że będzie to fascynująca lektura:-))Tymczasem atakowane są terapie,które nie tylko dowodzą DOBREJ skuteczności swym działaniem przez wieki właśnie,ale pozbawione są (lub znikome) skutków niepożądanych!Klasyczny przykład obłudy.

Już w pierwszym kryterium dostępu do rozumienia całości natury natykamy się na „co to jest życie”?

JAK TO SIę DZIEJE,ZE ONO JEST MOżLIWE?

I co?Granica.Granica oficjalnego ujęcia natury.Granica fizyki,traktującej Ziemię i wszystko wokół jako martwą materię i wyłącznie tak,jak z martwym potrafiącą się z nią obchodzić.

Zasady newtońskie-brak życia.

Następne,wszystkie fizyczne reguły-brak życia.

A medycyna szkolna jakby nigdy nic buduje na fizyce swoje istnienie!Buduje dowody medyczne na martwej materii!

W jaki sposób życie roślin i zwierząt rozwija się z martwej materii,hę?NIKT TEGO DO TEJ PORY LOGICZNIE NIE WYTŁUMACZYŁ.To przepaść między życiem a martwotą.

Widzimy-no dobrze,widzimy całość i części,ale nie widzimy arystotelesowskiego „więcej”.

A „więcej” tkwi we wszystkim,co istnieje.

Myślenie konwencjonalne nie pozwala nawet tego opisać-można tylko pomyśleć.

W średniowieczu i wcześniej (!) próbowano dotrzeć do duchowej przyczyny świata.Potem…..po prostu uwięziono i skrępowano ducha.

To nie jest dramat,że trudności są w jakiejś rzeczy,dramatem jest uczynienie ich niezrozumiałymi dla człowieka a przynajmniej próby odgraniczenia go od poszukiwań.

Medycyna szkolna od 400 lat utkwiła w tzw.”naukowym” materializmie negującym duchowość.

Duchowość nie jest brana pod uwagę jako podmiot natury,mimo,że chyba nikt (no,może poza ludźmi z doszczętnie wypranymi mózgami),nie zaprzeczy że jest podstawą myślenia.

Tak,syci nie żądają więcej-plenus venter non studet libenter (moje,skrótowe tłumaczenie:-)),ale to tylko wygodne,nie bezpieczne.

Wierzyć we wszystkie „błogosławieństwa postępu”,obietnice,które otrzymuje się od polityków,całe to niemyślenie nazywa się teraz myśleniem pozytywnym.Bierna akceptacja tego,co dają.Ale tu nic nie „dają”.

Czy wobec powyższego „myśleć samemu” oznacza negatywizm?

Jeżeli od samodzielnego myślenia człowiek popada w depresję,to wtedy tak.Jednak lecznicza konsekwencja wynikająca z własnego przepracowania całościowego konceptu wydaje się jak najbardziej pozytywna.

Limitem stosowania terapii powinna być wiedza lekarza lub osoby ją stosującej.Jeżeli leczący nie wie,co jest przyczyną,nie wie,jakie czynniki mogły spowodować wystąpienie zaburzeć-niech nie leczy,ponieważ nie wyleczy.

Leki chemiczne maskują naturalne symptomy zaburzeń.Czasami specjalnie spreparowane leki homeopatyczne pomagają zredukować efekty niepożądane źle stosowanych farmaceutyków,ale najczęściej jest to dość trudne-ot,zepsuć łatwo,naprawić ciężej.

W homeopatii,jako,że ciało nie zawsze jest w stanie poradzić sobie ze stresem lub infekcją (szczepionki),znajduje się substancję w naturze,która ma właściwości poruszenia-zaindukowania,wzbudzenia symptomów,aby pomóc ciału się bronić.Tylko i aż tyle.Homeopatia nie leczy chorób  a ludzi.Podobnie,jak zioła,jak akupunktura,akupresura,TCM……

Nie wyróżniam żadnej z wymienionych metod,ponieważ wiem,że każda z nich jest skuteczna w odpowiednich zaburzeniach,właściwie dobrana,właściwie stosowana,że mają one ogromne spektrum i wielość stopni działania,że niektóre-tak,tak-mogą świetnie zastąpić większość operacji.Ze np.Ruta 30x,Ginseng 6x,30x,200x redukuje efekty radiacji u pacjentów z nowotworami po potraktowaniu chemią,że homeopatyczne X-ray 30 redukują destrukcyjne (nikt nie zaprzeczy) działanie naświetlań osób j.w.poddanych naświetlaniom,ale i burak i aronia są doskonałymi roślinami-i to nie w dawkach homeopatycznych- w leczeniu nowotworów wszelakich odmian z towarzyszącą im radio”terapią”….. Pomału zaczniemy już mówić o zaawansowanych aspektach homeopatii i in.terapii naturalnych.Do miłego:-))

Lektura:co poprzednio w temacie cyklu oraz oczywiście niezastąpiony BMJ:-))

Posted in homeopatia, zdrowie | 6 Komentarzy »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 19, 2010

KTO NIE ZNA PRAWDY,JEST GŁUPKIEM,ALE KTO WIE I NAZYWA Ją KŁAMSTWEM,JEST PRZESTEPCA.

                                                                                                                                                                                                          B. Brecht

ZA KAZDYM RAZEM,KIEDY DZIELI SIE ZDANIE WIEKSZOSCI,JEST CZAS,ABY SIE OPAMIETAC.

                                                                                                                                                                                                        M.Twain

Pisząc o istocie homeopatii słyszę nieraz pytania znajomych:”sądzisz,że ludzie zrozumieją,że ich dotychczasowe pojęcie „homeopatii jako placebo” nie wyszło poza przyjęty przez nich bezkrytycznie cudzy osąd”?Zrozumieją.Moja strona też jest w tej chwili dla Was „cudzym osądem”,kompletnie oderwanym od aktualnych topowych wiadomości, negującym większość rzeczy,które wtłaczano w szkołach.Ja tylko proszę o własnogłowe przemyślenie zjawisk,które opisuję,o doświadczanie własnej woli,o próbę samodzielnego poruszania się w naturze,która jest naszą Matką.

 Przytaczam opinie tak z katedr,laboratoriów,gabinetów,klinik,jak i obserwacje z doświadczania ludzi i świata.Nie mówię „tak jest,bo to moja prawda”-zaledwie przedstawiam możliwe,inne-bo nie tylko moje- punkty spojrzenia na wiele obowiązujących reguł,które nigdy nie były moimi regułami,były martwe,narzucone i sprzeczne z ideą rozwoju istoty myślącej.Macie absolutne prawo się z tym,co tu pisze,nie zgadzać,ale nie przestawajcie przede wszystkim czuć,uruchamiać swój instynkt,doświadczać,nie przestawajcie też używać swojego mózgu-bo -co ważne-w połączeniu z sercem-ma on możliwości niezmierzone.

Wzrost zachorowań młodych ludzi,wzrost kryminalnych czynów…wprawdzie od wieków były i choroby i przestępstwa,ale teraz,kiedy jest nas więcej a nikt „na górze” nie stara się o to,aby większej liczbie ludzi zapewnić godziwe warunki życia,staje się to niezwykle namacalne i -niestety-normalne.To codzienność.Ze jedną z głównych przyczyn obu zjawisk są relacje medyczne,że niska kultura żywienia,o tym już mało kto,bo przecież łatwiej kogoś po prostu skazać lub skierować do szpitala zamiast zatroszczyć się o zminimalizowanie ryzyka zmarnowania życia.

Jednak,kiedy przyjrzymy się zjawisku bliżej,dostrzeżemy,że relacje medyczne nie są przyczyną pierwotną a zaledwie pośrednią,ponieważ mówiąc o medycynie musimy zacząć od jej podstaw:fizyki,od której medycyna szkolna wyszła.

Fizyka,jako wiedza o materii nie jest w stanie pojąć życia.

W newtońskich zasadach,na których spoczywa,NIE ISTNIEJE ZYCIE.W jej późniejszych,aktualnych prawach-też nie ma o życiu mowy.

TYM SAMYM FIZYKA NIE MA PRAWA BYC PODSTAWA MEDYCYNY.

A jednak jest-w medycynie alopatycznej oczywiście.Pokażcie mi,gdzie w prawach fizyki zostało uwzględnione życie?

Nowoczesna medycyna nie posiada,mimo kilkusetletniej historii-bo i wiekiem nie może dorównać traktowanej przez nią jak wroga tak naprawdę wspaniałej matce-parotysięcznoletniej medycynie naturalnej-wiążącego określenia choroby ani zdrowia.Definicje,które stworzyła,są śmiesznie sztuczne i kompletnie nie oddają istoty ani choroby ani zdrowia.

JAK chce więc leczyć,nie wiedząc,CO JEST ISTOTA CHOROBA i ISTOTA ZDROWIA?

To pierwsze,centralne,słabe miejsce wszystkich uniwersytetów medycznych,które doprowadziły do z gruntu fałszywej fizycznej filozofii terapeutycznej:

1.ZAMIAST  WSPIERAC UGRUNTOWANE SIŁAMI NATURY LECZENIE,NISZCZY JE NIE POJMUJAC SYMPTOMóW.

  2.NIE TRAKTUJE NATURY I JEJ ISTOT W CAŁOśCI. 

Zjednoczenie medycyny uniwersyteckiej i naturalnej w sensie komplementarności byłoby przecież wzajemnym uzupełnianiem się,ale nie:medycyna szkolna chce wyłączności,chce rządu dusz-dusz jednocześnie nie uznając.Tak się nie da.

Ciągle przewija się tu:”całość to więcej niż suma jednostek”.

To „więcej” otrzymamy w tym przypadku,mówienia o fizyce jako podstawie medycyny szkolnej,kiedy poszerzymy kontekst fizyki od poglądu materialistycznego do duchowego.To właśnie umożliwi nam pojęcie całokształtu medycyny jako sztuki wspomagającej istoty żywe,nie działającej przeciwko nim.

Upierając się przy nowoczesnych i „naukowo” popartych dziedzinach wiedzy,na których medycyna wg niektórych zbudowana być musi, możemy jak najbardziej się takową posłużyć-ponieważ taką możliwość daje nam cybernetyka-ona bowiem ma za podstawę INFoRMACJę a więc opierając się na cybernetyce,mamy możliwości oparcia medycyny naturalnej na jak najbardziej naukowych-wg współczesnego świata-podstawach.

KYBERNETES-to ze starogreckiego „sternik”,”sztuka sterowania”,kybernesis-prowadzenie,kybernesis wspominał już Homer,Platon,Apostoł Paweł w liście do Koryntian 1,12.28.Cybernetyka jest sztuką komunikacji,jest sztuką traktującą o regulacji żywych istot oraz maszyn,a więc regulacji systemów niezależnie od pochodzenia.  

Medycyna uniwersytecka,na podstawie materialistycznej wiedzy o anatomii,fizjologii,w powiązaniu z mechanistyczną chirurgią ewoluowała do medycyny ratunkowej,która jest w stanie ratować życie,ale nie jest w stanie uzdrawiać.

Tymczasem leczenie to domena naturalnej siły uzdrawiania-czy to się komuś podoba,czy nie.

Na gruncie „naukowych” uporów dziedziną umożliwiającą zrozumienie procesów życiowych i postępowanie z nimi jest cybernetyka,wedlug której zasad można systemy medyczne połączyć.

Do tego trzeba rzecz jasna przezwyciężenia materialistycznych ograniczeń,które nie wystarczają duchowym podstawom życia-nie są w stanie zbliżyć się do nich ani o odrobinę.Trzeba wejrzeć w granice-dobrze widoczne i bardzo ciasne-swojej dyscypliny i uznać siłę innych systemów,które i tak istnieją.

Nie mówię,że musicie się z tym zgadzać-róbcie eksperymenty,sprawdźcie,czym byłyby Wasze doznania,gdybyście posługiwali się wyłącznie dotykiem lub wyłącznie wzrokiem-a i to porównanie nie oddaje nawet w części tego,czym jest traktowanie świata z perspektywy matematyczno-fizycznej,wykluczającej życie.

W codziennym postępowaniu odsunęło się bieżące doświadczenia zbyt lekkomyślnie i zbyt daleko,zaś brakujące doświadczenia zastępowane są hipotezami.Hipotezy te z kolei są najczęściej NIJAK NIE UDOWODNIONYMI przypuszczeniami owocującymi w medycynie DZIAŁANIAMI UBOCZNYMI.

NIC NIE WYNIKA Z NICZEGO,tymczasem medycyna szkolna cały czas usiłuje udowodnić,że „choroba przychodzi z zewnątrz”,że jest formą ataku,usuwa symptomy nie patrząc na skutki,tymczasem DŁUGOTERMINOWE ZDROWIE POWINNO BYC WYZNACZNIKIEM WYBORU TERAPII.

WIEDZA O NATURZE JEST WOLNA OD HIPOTEZ.I to jest stricte naukowym uzasadnieniem homeopatii.Homeopatia nie jest oparta na hipotezach,czyli gdybaniach,a na tym,że działa i jest to doświadczane aktualnie,ale i potwierdzane w przeszłości.

Homeopatia działa praktycznie bez efektów szkodliwych,ma uniwersalne zastosowanie i wysoką efektywność.

Homeopatia potrzebuje indywidualnej -nie zbiorowej,jak to jest często w przypadku medycyny szkolnej-anamnezy i diagnozy.

Tak samo uzasadniona jest instynktoterapia-najstarsza forma odżywiania,kiedy organizm mówi,co jest dla nas właściwe a co nie-w tym wypadku o zdrowie troszczy się instynkt (p.wpis o sercu i o hunie).

Identycznie,jak dwie powyższe metody,ugruntowana jest jeszcze jedna,doskonale efektywna i niezwykle kontrowersyjna,o niej jednak napiszę dopiero po pewnym wyjaśnieniu procesów metabolicznych,gdyż nie znając ich podejrzewam,że sama zastanawiałabym się,jak to może działać.

Przede wszystkim jednak:zapobieganie,profilaktyka nie ma konkurencji i jest właściwie bezkosztowe,jeżeli weźmiemy pod uwagę,że człowiek i tak musi jeść (byle dobre produkty a te niestety,jeżeli brak własnego gospodarstwa,to tanie nie jest,jednak ciągle tańsze od korzystania z „przemysłu zdrowotnego”) i ruszać się.

Przeciwieństwem profilaktyki jest gmach medycyny szkolnej,przeciwnej pod każdym względem naturze,kosztownej i obarczonej potężnymi negatywnymi działaniami ubocznymi a w dodatku następstwami,jak np.w przypadku szczepień.

O ironio-szczepienia też nazywane są „profilaktyką”.Przerwanie bariery ochronnej organizmu przez iniekcję obcego materiału biochemicznego a ostatnio również tworzonego technologiami genetycznymi-nie jest i nie może być profilaktyką.To jakby wystawiać się na bomby licząc,że przy następnym bombardowaniu staniemy się dla bomb niewidzialni….jeśli przeżyjemy;-)

Mnóstwo opracowań udowadnia,że zarazy nie cofnęły się przez szczepienia a wyłącznie przez poprawę higieny i ogólnych warunków życia.

Udowodniono ponad wszelką wątpliwość,że szczepienie stwarza tło dla przybrania zachorowań,abstrahując od uszkodzeń duchowych i fizycznych-wystarczy przejrzeć literaturę demaskującą działania wakcynologii-w Polsce jest doskonała książka na ten temat-„Szczepienia-niebezpieczne,ukrywane fakty”Iana Sinclaira-przyznam wprawdzie,że wydawało mi się,iż w wersji angielskiej była nieco pokaźniejsza,ale cóż-dobrze,że się tu w ogóle ukazała,są też artykuły wspaniałej profesor Majewskiej,choć muszę podkreślić,że sam pomysł szczepień jest -patrząc na historię oraz współczesność niebywale ryzykowny. W tym świetle oczywiście zawód wakcynologa nabiera jednoznacznego wymiaru,ALE wakcynolog ostrzegający przed skutkami szczepień jest mi o wiele bliższy i wiarygodniejszy aniżeli wakcynolog znający niebezpieczeństwo,ale trzęsący się o swój stołek i broniący przegranej sprawy.Szkoda,że tak niewielu kolegów i koleżanek ma ochotę otwarcie poprzeć prawdę-znamienne,że gro odważnych Polaków albo ma obce obywatelstwo,albo mieszka za granicą albo żyje i tu i „tam”-czy to nie oznacza,jak ciężko,tyle lat po komunie (no może nie całkiem), jest w kraju mówić o wolności prawdy??? 

Przeciwnicy tez prof.Majewskiej oskarżają Ją o utopię-utopia leży wyłącznie w psychice odpowiedzialnych za taki system zdrowotny,jakiego codziennie doświadcza wielu chorych.

Leczenie naturalne nie ma w sobie ani grama utopii-wymaga jedynie radykalnej zmiany zastałego sposobu myślenia.

Przestawienie systemu medycznego na naturę zaoszczędziłoby dobre 90% kosztów a więc nie da się na nim zarobić i tu jest najgorszy problem przeciwników medycyny naturalnej,tych samych zresztą,którzy w potrzebie z niej jak najskrzętniej korzystają!

Tak długo,jak odpowiedzialni za zdrowie są skoncentrowani na handlu chorobami-im więcej chorób,tym lepszy obrót-tak długo sprzeciwia się to etyce nie tylko lekarskiej oraz naturze i prowadzi w prostej linii do załamania równowagi tak w człowieku jak i jego środowisku.

Max Planck,mój ulubiony fizyk:

„Należy do najboleśniejszych doświadczeń mojego naukowego życia to,że nigdy nie udało mi się upublicznić mniemania,o którym byłem wprawdzie głęboko przekonany,jednak tylko teoretycznie”.

Max Planck nie mógł z pomocą fizyki-nauki oderwanej od życia-udowodnić materialnie tego,o czym po prostu wiedział-o konieczności uwzględnienia w nauce natury a przedstawiciele tego,co nazywają ( z zerowym poczuciem samokrytyki) naukami ścisłymi robią wszystko,żeby zniszczyć tego życia podstawy.

Uczciwe przemyślenie musi prowadzić do zwrotu-nie do cofnięcia,bo w naturze nic nie jest odwracalne.

Wielu „naukowców” zachowuje się jak dzieci,które zbiją termometr i uważają,że temperatury nie ma.Pół biedy,jeżeli robią to nieświadomie,choć przyznam,że ciężko mnie do tego przekonać.

Można zniszczyć urządzenia alarmowe,można uciszyć sygnały,ale nie wyłączy się tego,przed czym ostrzegają.

Medycyna powinna być nauką o życiu i sztuką zachowania zdrowia -nie o martwej materii.

Jeżeli uparcie szukalibyśmy nowoczesnej nauki,na której można oprzeć medycynę,żebyśmy wciąż wyglądali poważniej i nikt nie zarzucał nam średniowiecza (beznadziejny argument nieuków),oprzyjmy ją na wspomnianej cybernetyce-każdy system cybernetyczny dysponuje zdolnością tolerancji wobec zakłóceń,ale je reguluje zamiast niszczyć!Czy dostrzegacie,panowie i panie naukowcy bazujący na fizyce,ten oczywisty związek między cybernetyką a medycyną?Czy za dostrzeżenie go nikt jeszcze nie zapłacił?

Ostatnio w jakimś województwie otworzono sposorowany przez EU ośrodek badawczy…Najbardziej ujęło mnie stwierdzenie komentatorki:”….W ośrodku tym będą dokonywane przełomowe odkrycia”.

Będą-ale ona już o tym wie.

Będą przełomowe-i ona też to wie.

Czy to oznacza,że to będą tzw.”badania z tezą”,czyli „masz odkryć/udowodnić/stworzyć cudowny środek na to i na to i to będzie przełom w medycynie”?

Nie udawajcie,że takich badań  z tezą nie ma!

 Tolerancja w cybernetyce objawia się bogactwem środków wytrzymałości aby zatrzymać to,co zostało wprowadzone do systemu.To,co zostało dane.Jak w naturze-organizm stara się utrzymać zdrowie.Czy jest czymś dziwnym w tej sytuacji,że koncerny sztywnieją słysząc takie propozycje?

Rozwiązaniem jest uwzględnienie punktów widzenia wobec systemu.Ignorowanie jeden drugiego to nie jest tolerancja.

Celem powinien być tzw.zewnętrzny punkt widzenia pozwalający ustalić to,co służy wszystkim a to jest wyłącznie kwestią uczciwego dialogu.

Medycyna dotyczy każdego z nas.

Każdy powinien znać wady i zalety terapii,diagnoz itd.,bo to,czy się zostanie uleczonym i czy można za to zapłacić-to powinien rozstrzygnąć każdy z nas.

Cybernetyka jest metanauką dysponującą tzw.zewnętrznym punktem i jest w stanie ocenić tak właściwości fizyki,jak i podległej jej medycyny szkolnej.Jest w stanie poprowadzić od wiedzy o leczeniu do sztuki leczenia.

Zrozumienie cybernetyczno-medycznego poglądu prowadzi prostymi drogami do zrozumienia ekologicznych związków natury.

Pamiętajmy,że domeną medycyny szkolnej jest medycyna ratunkowa-leczenie nie jest jej mocną stroną.

Leczenie-i tu powtórzę-jest domeną natury,a więc m.in.również homeopatii.

Homeopatia jest udowadnialna również podstawami cybernetyki-od dawna.

Ludzie zakorzenieni w materializmie i odrzucający duchowość natykają się na granice własnej bezsilności w rozumieniu postrzegania natury.Widać to nawet w mowie ludzkiej,nie tylko w języku polskim:mowa tworzy zdania, zwroty,określa granice naszego myślenia.Pielęgnowanie mowy jest bardzo ważne-kiedy zanika jej klasyczny, wykształcony przez wieki obraz,kiedy pojawiają się skróty,niechlujna fonetyka,świadczy to o upadku pochodzącym z głębokiej nieświadomości,o upadku wygenerowanym przez „naukowców” wspierających niekonsekwencję myślenia oraz jego błędy.O upadku wygenerowanym przez system edukacyjny.

Właśnie EU zasponsorowała reklamę matematyki.Zasponsorowała pieniędzmi,za które można by m.in.wesprzeć dziecięce lub młodzieżowe,samorodne talenty.Albo zwyczajnie-kupić dzieciom lepsze jedzenie,zadbać o założenie ogrodów przyszkolnych…Ale nie.EU zależy na matematyce-na tangensach i cosinusach pozbawionych życia. Komentarz właściwie jest zbędny.Dziwne,że ucząc się o limesach czy pi dzieci ciągle mają problem z podstawowymi rachunkami.

Czy zauważyliście,że wszystkie motywy,które naturalną ewolucję usiłują zastąpić sztucznymi reformami prowadzą do znieszczenia?Na pewno zauważyliście.

Jeżeli komuś wydaje się to,co teraz przeczytał,kompletnie niezrozumiałe-to jego osąd.Dla nowych spojrzeń nie istnieją autorytety a i z wcześniejszymi różnie bywa.Każdy musi sam ocenić to,na co zwracam uwagę-nie ja pierwsza,ponieważ poglądy na temat bezsensowności łączenia fizyki i matematyki z medycyną wyrażało wielu,poglądy na temat skojarzeń cybernetycznych pojawiają się właściwie od sformułowania cybernetyki jako nauki,a biorąc pod uwagę sam termin „kybernesis”-wieki wcześniej,jednak z wiadomych powodów nie są akceptowane…..Pisząc to nie mogę zapomnieć o ludziach Wielkich duchem i umysłem,jak wybitni -profesor Aleksandrowicz, któremu temat cybernetyczny był bliski i naturalny,czy profesor Kornel Gibiński-wyjątkowy humanista i wspaniały lekarz,o którym niestety nie mówi się tyle (sam Pan Profesor,niezwykle skromny,za popularnością nie przepada ani o nią nie zabiega) i w taki sposób,jak na to zasługuje-a szkoda.

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 23, 2010

Na początek krótka dygresja-świat jest mały,to wiemy wszyscy.Czasem jednak zdajemy się o tym zapominać i wydaje się nam,że możemy popełniać różne grzeszki i nikt się o tym nie dowie.A jednak.Znajomi opowiedzieli mi,iż fragmenty moich wpisów o homeopatii-dosyć spore nawet-są cytowane w czasie wykładów o niej bez podania źródła.O ile cieszę się bardzo,że mogę być pomocna w szerzeniu wiedzy służącej wspólnemu dobru,o tyle byłoby mi miło,gdyby osoba wykorzystująca moją myśl i czas poświęcony tej stronie,odezwała się do mnie z pytaniem,czy może podeprzeć się moim tekstem.Nie ja wynalazłam homeopatię i w ogóle trudno jest mówić o jakiejkolwiek własności intelektualnej w świecie powtórzeń i milionów tekstów,z których to wykładów czy druków przecież pochodzi nasza wiedza-oczywiście plus doświadczenie.Nie wykluczam,że ktoś mógł mieć podobne do moich przemyślenia-to się po prostu zdarza.Ale kiedy przytaczany jest tekst w całości jako własnego autorstwa-to po prostu nieładnie,że nie nazwę tego inaczej.Cieszy mnie,że się podobało,ale czy nie byłoby łatwiej się odezwać?To przecież nie kosztuje nic oprócz przyzwoitości a jeżeli pracując w środowisku z założenia mającym świecić przykładem posuwamy się do takich działań,nie skarżmy się potem,że jesteśmy posądzani o niewiarygodność.Powoływanie się na źródła,które uważamy za właściwe,przecież nam nie ujmuje,czy się mylę?Pozdrawiam i proszę nie zapominać,że świat się skurczył.

Dzieci stały się ulubioną tarczą polityków i przemysłu.

Dla „ich dobra” walczy się o stołki,dla „ich dobra” wprowadza się „regulacje” będące de facto zawsze ograniczeniami wolności,dla ich dobra wreszcie serwuje im się farmaceutyki w ilościach niestrawnych nawet dla dorosłego ,a nie robi nic,aby zapewnić im godziwe wzrastanie i spożywanie zdrowego jedzenia….Dla „ich dobra” wreszcie potępia się jedną z najłagodniejszych metod leczenia:homeopatię.

Niedawno przejeżdżając przez małe miasteczko potrzebowałam plastra i zajrzałam do miejscowej apteki.Moje zdziwienie było spore,gdyż leki homeopatyczne-w tym świetne remedia na choroby typowo dziecięce- zajmowały zupełnie sporą półkę a niezwykle kompetentna,młoda farmaceutka,wiedziała świetnie,”co z czym” się komponuje.To napawa optymizmem.Jest i wielu starszych aptekarzy,którzy interesują się naturalnymi lekami i mają sporą wiedzę w tej dziedzinie,więc może sprawa nie jest beznadziejna.Gdyby tak jeszcze do stosowania homeopatii przyznali się otwarcie prominentni Polacy a jej zwolenników  „na szczytach” jest naprawdę sporo,może dałoby się uratować więcej pokoleń od macek masowej chemii.Nie,nie uważam,że dzieci zasługują na większą uwagę niż starzy,schorowani ludzie (tu pewnie posypią się na moją głowę gromy).Wiem,małe dziecko jest bezbronne,ale….czy nie tak samo bezbronny jest stary człowiek?Dlaczego starców spisujemy na straty?Czy taką postawą nie gotujemy sobie identycznego losu?

Dlaczego ciągle wyciera się usta dziećmi a starzy umierają w nieistnieniu?Czy dlatego,że starzy nie dadzą sobie wmówić wielu „dobrodziejstw”,którymi się karmi tłumy a młode matki zrobią wszystko,kiedy usłyszą,że to dla „dobra” ich pociech?Przypomina mi to starożytnych przywiązujących do armat dzieci aby wróg nie strzelał….Po co więc mowa o dzieciach teraz?Aby powiedzieć,że homeopatia jest bezpieczna również dla nich i nie ma powodu,aby nią straszyć-nie,aby podkreślić szczególną troskę o nie,ponieważ na troskę w potrzebie zasługuje każda istota.

Dziś więc o bezpieczeństwie stosowania homeopatii oraz istocie jej działania..między innymi.

„Przez obserwację,rozmyślanie i doświadczenie spostrzegłem,że w przeciwieństwie do alopatii,prawdziwą,najlepszą drogą uzdrowienia jest:wybierz ,aby delikatnie,szybko,pewnie i trwale uleczyć w każdej chorobie jeden lek,który może wywołać podobne cierpienia,jakie ma uleczyć”. S.Hahnemann

Homoion pathos-podobne cierpienie

Ludzie „chcący” udowodnić działanie metody stosowanej od dobrych dwustu lat z ogromnym powodzeniem,poruszają się ciągle w ciasnych ramach tzw.nauki-tej samej nauki wykluczającej istnienie duchowości,w ogóle istnienie świata niematerialnego,czyli przede wszystkim materialistycznej fizyki nie potrafiącej tak naprawdę wytłumaczyć niczego prócz prostych schematów własnych równań,które z kolei są zwykłymi teoriami opartymi na hipotezach…gdzie dowiedziono prawdziwość fizycznych hipotez?Gdyby się zabrano za pytania o te właśnie teorie-czy nie stanęłyby pod znakiem zapytania i te „wytłumaczone” równania?

Ale do rzeczy:wśród pytań o homeopatię pojawia się też:”przecież niektóre z substancji,z których sporządzane są homeopatyczne leki,niektóre są toksyczne-jak więc można mówić o bezpieczeństwie?”

O paracelsusowskim,że „wszystko jest trucizną i nic nią nie jest”  wspominałam wcześniej.I tak zbyt dużo tlenu może zabić,zbyt dużo potasu (wysiada serce),zbyt dużo….i w ogóle „zbyt”.

Ale nie zapominajmy,że homeo remedia są ekstremalnie małymi dawkami sporządzanymi specjalnym procesem potencjonowania:rozcieńczane,potrząsane,znów rozcieńczane itd.-wiele razy.To sprawia,że dawki substancji podstawowej są tak małe,że efekt toksyczny jest praktycznie wyeliminowany.

Hahnemann opisał rozcieńczanie jako potencjonowanie opierając się podobno na matematycznej potencji (dziesiątce),ale wielu homeopatów uważa,że przede wszystkim doświadczając,że ze wzrastającą liczbą kroków rozcieńczania wzbiera też siła leku,jego terapeutyczna potencja- i tego właśnie terminu powinniśmy używać zamiast „rozcieńczenie”,który bez opisu procesu wprowadza w błąd.

NIe bez znaczenia ( w krótkim,niewielkim rozcieńczaniu) jest tu też odpowiednia chemiczna działalność przy,np.rozpuszczaniu kwasu w wodzie,którego siła z rosnącym rozcieńczaniem:-) rośnie,z powodu podwyższonej dysocjacji -w tym akurat wypadku do pewnego stopnia.

To,co robi homeopata,to naśladowanie natury-i rozpuszczanie hom.leku i rozpuszczanie żywności w katabolicznej gałęzi przemiany materii znajdują się w tej samej zasadzie pozyskania informacji.Zasada podobieństw wynika z tego,że jesteśmy w stanie naśladować patologiczny proces przez podanie odpowiedniego środka.

Yehudi Menuhin:

„Homeopatia jest jedyną z medycznych specjalności,która chroni,kuruje,dba i nie karze-jest wyłącznie korzystna”.

200 lat używania z korzyścią to dla zamkniętych mentalnie miłośników i jednocześnie niewolników molocha farmaceutycznego (bo tylko tacy są przeciwnikami homeopatii) za mało.

Leki homeopatyczne nie są patentowane-jeszcze.To przeszkadza.Bo na wszystko grupy interesów chcą mieć patent.Najlepiej na samego człowieka też.

Leki homeopatyczne  ś r e d n i ch  potencji są sprzedawane bez recepty.Człowiek może sam dopasować sobie remedium wg posiadanej wiedzy.To przeszkadza.Bo wszystko musi mieć pośredników.

Leki homeopatyczne są generalnie bezpieczne.To przeszkadza.Bo po co przemysłowi zdrowy człowiek,na którym nie da się zarobić?

Co do bezpieczeństwa….Słowo „bezpieczny”-jak wszystkie inne,też jest względne.

Efekty uboczne powodowane farmaceutykami konwencjonalnymi są właściwie nie „efektami ubocznymi” a bezpośrednimi efektami „leków” hamujących naturalne reakcje organizmu na stres lub inne,agresywne czynniki zewnętrzne.Mimo,że mogą tłumić symptomy główne,zwykle wywołują większe i cięższe symptomy od „leczonej choroby”.

Leki homeopatyczne nie mają takich efektów.

Przedawkowanie jest prawie niemożliwie-mówię „prawie”,gdyż:

O ile nie każdy jest wrażliwy na potencjonowane dawki,to mogą się u niektórych bardziej rozwinąć symptomy głównej substancji, czyli  wzmocnić się.Znikną,jeżeli:

-odstawi się lek

-podana zostanie wyższa potencja

-poda się lek homeo powiększający te objawy na które cierpi pacjent (poprzedni mógł być źle dobrany)

-jeżeli poda się antidotum,jeżeli weźmie się np.kofeinę-czasami jest ona antidotum na lek,nie tylko homeopatyczny.

Wspominałam tu już o śmiesznej z samego założenia akcji przedawkowania homeopatii-niestety,nigdzie nie pisze,jakie potencje wzięli uczestnicy akcji-bo słyszałam,że „najśredniejsze” z możliwych (tak na wszelki wypadek),na jakie symptomy owe leki były-też darmo oficjalnie szperać-z moich źródeł wynika,że na najłagodniejsze z możliwych -przeziębieniowe.

Podstawowym zaś już błędem przeciwników homeo było to,że efektów przedawkowania oczekiwali natychmiast.Nie wiedzieli nawet tego,że jedną z podstawowych zalet leku homeo jest to,że nie można od niego oczekiwać natychmiastowego strucia (tak,jak w przypadku przedawkowania farmaceutyków konwencjonalnych) a jedynie ewentualnie wzmożenia symptomów ISTNIEJąCEJ choroby i to po pewnym czasie,więc z samego założenia akcja potwierdzała jedynie żałosną niewiedzę,żeby nie powiedzieć głupotę biorących w niej udział.

Jednym z ulubionych argumentów niedouczonych krzykaczy (nie nazwę ich kłamcami,gdyż po pierwsze taka retoryka nie leży w moim obszarze a po wtóre uważam,że po prostu nie wiedzą,co czynią),jest,że tak silnie rozcieńczone substancje nie mogą mieć działania terapeutycznego.

Faktycznie,wg ich definicj nie miałby taki lek żadnego działania.Bo weźmy potencję C30-normalną,średnią-to jakby rozcieńczyć coś w morzach świata.W takim rozcieńczeniu są w wodzie praktycznie większość znanych,chemicznych    pierwiastków a ta raczej terapeutycznego działania nie ma,choć i tu znaleźliby się tacy,którym pomogła a jeżeli-to w porządku.A co z konceptem molekularnym Loschmidta,wg którego przy rozcieńczeniu większym niż D23 nie można liczyć się z obecnością żadnej molekuły leku?Przytaczam to wszak wbrew homeopatii!A jednak działa.

Istota działania homeopatii leży w informacyjnych powiązaniach przemiany materii-tak działa każdy lek i każda żywność,NIC nie jest rozcieńczone JEDNYM krokiem,ale wszystko,odpowiednio do warstwy rozmywa się w wiele cząstek.Tak,to też temat rzeka,ale jakże ciekawy!Organizm też nie jest byle jakim zbiorem części a następstwem pojedynczych kroków.Każda przemiana materii funkcjonuje w stopniowym rozpuszczaniu nawarstwionej informacji,czy to się komuś podoba czy nie,to mamy na myśli mówiąc o dynamizowaniu.Zaznaczam,że tzw.rozcieńczanie ma miejsce tylko w przypadku roztworów,leki w postaci stałej rozciera się żmudnie i dłuuuuugo,dłuuuugo.

Dla miłośników potwierdzeń „naukowych” podaję badania upublicznione w „Terapia i Leki” z -tak,tak,z 1975 w artykule „Rola receptorów komórkowych w mechanizmie działania leków” pana Kostkowskiego,gdzie autor pisze:

„Pobudzające działanie izopropylo-noradrenaliny na serce ssaków występuje już w stężeniu 10 do minus jedenastej g/ml,a serotonina wywołuje silną stymulację serca u małży w w stężeniu 10 do minus piętnaście g/ml”-to zaledwie jeden,polski i łatwo dostępny z dowodów na działanie terapeutycze sporych rozcieńczeń- i to w żywych organizmach.

Ważnym w dawkowaniu leków homeo jest,że kiedy symptomy znikają,nie musimy dalej brać specyfików-jesteśmy zdrowi,koniec z łykaniem.Jeżeli symptomy znikną po dwóch dniach,w porządku,po trzech tygodniach-w porządku.

Koniec objawów-koniec brania.

Co do bezpieczeństwa -niektóre apteki nie sprzedają po prostu  potencji 200x,1 m,itp.poza przepisaniem przez homeopatę lub po upewnieniu się,że pacjent zna przynajmniej podstawy homeopatii.Dlaczego?

O ile nie są toksyczne w tradycyjnym znaczeniu toksykologicznym,to nie możemy zapominać,że pozostają głęboko działającym lekiem stymulującym wewnętrzne zdrowie,nawet wywołując „uzdrawiający kryzys”.

Taki „uzdrawiający kryzys” nie jest skutkiem ubocznym,ponieważ pochodzi z przeznaczenia leku i dopasowania symptomów-on je wszak pogłębia,taki kryzys jest wzmożonym wysiłkiem organizmu,aby uzdrowić głębokie warstwy ludzkiego wnętrza,w których zagościło ognisko złego samopoczucia.

Lek homeopatyczny może być co najwyżej bardziej reaktywny-to znaczy,że może wywoływać „kryzys uzdrowieńczy” częściej niż inny lek homeopatyczny.Np.takimi wysoko reaktywnymi lekami są nozody robione z patologicznych zmian organizmu,jak np.Tuberculinum,Medhorrinum czy Syphilinum-będą omówione,kiedy zacznę po kolei opisywać substancje homeo.Te jednak leki reaktywne są pod szczególnym nadzorem homeopatów i wydawane na receptę, podobnie jak niskoko-czy b.wysokopotencjonowane.Osobiście uważam też-w przeciwieństwie do większości homeopatów,że choroby weneryczne można leczyć naturalnie,ale niekoniecznie homeopatycznie-chyba,że jest to jedyna możliwość.Do tego odniosę się w innych wpisach tematycznych.

Co do kryzysu….Na przykład działanie leków homoepatycznych często można obserwować na skórze,np przy wysypce:ciało zawsze szuka ochrony swoich najbardziej witalnych funkcji zawsze eksternalizuje (uzewnętrznia) stres,zawsze stara się wyrzucić czynniki infekcyjne-homeopatia w tym pomaga,nie wtłacza tych czynników z powrotem,jak czynią to leki konwencjonalne.

Prawo Heringa:

homoepata wie,że dobrze dobrał lek,kiedy:

-obserwuje ruch symptomów z wewnątrz ciała na zewnątrz-z wewnętrznych funkcji bardziej witalnych do zewnętrznych (np.wysypka,zaczerwienienie skóry itp)

-kiedy symptomy przesuwają się z góry ciała do dołu

-kiedy poruszają się w tzw.odbitym porządku doświadczalnym,tzn.kiedy stare symptomy pojawiają się na krótko w procesie kuracji.

Jeżeli nie obserwuje się takiego porządku,oznacza to,że lek albo nie jest dobrze dobrany albo  choroba jest już tak zaawansowana,że organizm nie jest w stanie uruchomić mechanizmu zdrowienia.

Wiadomo,że im większa dawka (a więc potencja niższa),tym intensywniej mogą nastąpić symptomy podstawowego kryzysu.Pierwsza dawka musi być serwowana zawsze w potencji średniej.

Co do dzieci i bezpieczeństwa stosowania homeopatii:one reagują świetnie na homeopatię nawet przy niezbyt dokładnym doborze leku,a to przez inteligencję młodego organizmu i niezniszczony jeszcze wewnętrzny radar skanujący każdy energetyczny lek będący nawet blisko tego najodpowiedniejszego.

J.Kepler:”Natura używa tak mało,jak to możliwe,wszystkiego”.

Dzieci trzeba obserwować.Rozmawiać z nimi tak długo,jak to możliwe,potem z rodzicami-oczywiście ta kolejność jest możliwa od ok.4 roku życia dziecka.Ważne jest nie tylko to,co dziecko mówi,ale i to JAK mówi.O szczegółowym wywiadzie homeopatycznym wspominałam wcześniej.Koniecznością jest wyszukanie tzw.objawów kluczowych-wybitnie rzucających się w oczy,jak np.załzawione oczy,palące,czerwone uszy,biegunka itp.

Pytamy dziecko,co boli najbardziej?

Jakie rzeczy sprawiają największy ból,jakie mniejszy?

Wykonujemy specyficzny tzw.body scan -dzieci muszą opowiedzieć,co czują w  poszczególnych częściach ciała.

Powinny opisać siebie parę lat wcześniej.

Opowiedzieć,jak lubią /kochają rodzeństwo i opisać je.

Jak opisaliby je koleżanki i koledzy.

Jak opisałby je ktoś,kto ich nie lubi.

Jakie zwierzęta lubią najbardziej,jak zwierzęta na nie reagują.

Ulubione kolory malucha.

Te pytania pozwolą dziecku zdystansować się do siebie.Trzeba też spytać,co maluch uważa za najgorszą karę od rodziców.O dzieci,z którymi trudno nawiązać kontakt,trzeba dokładnie wypytać rodziców:

Co dla dziecka ma największą wartość?

Jakie emocje odczuwa i jak je wyraża?

Rodzice powinni też opowiedzieć o ciąży i warunkach swej pracy.

Zwykle przeszkodą w spokojnym podjęciu decyzji o łagodnym leczeniu jest gorączka-gorączka u dziecka często wywołuje u rodzica paniczny strach a tymczasem to mądrość ciała i życia-oczywiście,jak pisałam wcześniej-do pewnego stopnia.Gorączki zbyt długie i za wysoki muszą być zbite,ale…to tak naprawdę ekstremalna mniejszość.

Podaniem ciężkich farmaceutyków kreuje się dopiero chroniczne choroby.

Jeżeli lek homeo nie działa przez 2 godziny lub dziecko ma 40 stopni i nie ma odpowiedzi na lek po 6 godzinach, ewentualnie jeżeli (przed podaniem leku,w razie zaś,gdyby coś takiego wystąpiło pomimo podania-tym bardziej) jesteśmy zaskoczeni nagłym stanem niebezpiecznym- dziecko popada w letarg i ma sztywniejący kark-natychmiast trzeba skontaktować się z oddziałem ratunkowym.Częste w wieku dziecięcym są zapalenia ucha.

Britih Medical Journal:”Antybiotyki?Nie ma zysku w użyciu antybiotyków-to placebo (ze szkodami) w infekcji ucha”.

Tymczasem homeopata zastosowałby w tym przypadku tzw.ABC:Aconitum plus Belladonna plus Chamomillae ew.Pulsatilla.Bywa,że stosuje się też Siliceę i in.Efekty widać w 24 do 64 godzinach.

Swietne wyniki osiąga homeopatia w ADHD,przy czym ważne jest ustalenie,czy nadaktywność dziecka ma związek z życiem matki w ciąży,zanieczyszczeniem jej i dziecka organizmu toksynami,stresem,czy jest to po prostu naturalna żywość dziecka.To naprawdę ważne.PO PIERWSZE NIE SZKODZIć.

Przy ADHD jest użyteczne np.Veratrum album,Cina,Stramonium.Oczywiście zaznaczam:średnie potencje.

Proszę pamiętać,że jeżeli dziecko odzyska kontrolę nad własną energią,będzie ją miało również nad nauką-chodzi o rozwój,nie jego tłumienie.

Lektura obowiązkowa (również moja):Pediatric Infectious Disease Journal 20,February 2001

French Government Report:Social Security Statistics CNAM,1991

James Tyler Kent:”Lectures on Homoepathic Materia Medica”

I jak zawsze:Organon,S.Hahnemann (podany na początku cyklu o homeopatii)

Posted in homeopatia | 1 Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 11, 2010

Dzisiaj będzie o samej zasadzie homeopatii,dla wielu (niestety,również tzw.medycznych fachowców) wydającą się być co najmniej bytem fantastycznym…a tymczasem tak prostym,że być może właśnie dlatego odrzucanym.Bo jak to:jeżeli zrozumie to każdy człowiek,to co ja mam zrobić z moim łacińskim słownictwem,tak skutecznie odgradzającym mnie od natrętnych pytań pacjenta,z moimi zabiegami i ordynacjami leków,których działania sam nie bardzo rozumiem,bo od tego są farmakolodzy,ale jeżeli oni mówią,że ten lek jest na to,to znaczy,że tak jest….no co ja wtedy zrobię?Stracę autorytet.Nie będę już Bogiem.Czy można się zgodzić na wylecenie z Olimpu?

A może trzeba było zostać bankierem?

Nie trzeba z Olimpu wylatać-jak mówi moja sąsiadka.Można się wygodnie rozgościć i uprawiać lekarską sztukę z jedną różnicą….będziemy Bogiem,który rozumie,może I pomaga.A jeżeli pacjent będzie chciał poznać tajniki homeopatii…to mu je wyjaśnijmy.Przecież chcemy,żeby był zdrowy,PRAWDA?

Ale zanim przejdziemy do istoty homeopatii,pragnę zwrócić uwagę na rzecz bardzo ważną,na koegzystencję.Na współistnienie obu medycyn:naturalnej,z homeopatią,zielarstwem in.metodami nieinwazyjnymi i praktycznie pozbawionymi działań niepożądanych-oczywiście właściwie stosowanymi,i medycyną szkolną.Jak to możliwe,jeżeli medycyna szkolna obarczona jest takim ciężarem szkód,długofalowych konsekwencji,zerową jakością profilaktyki,której po prostu nie ma,bo szczepień absolutnie do profilaktyki nie zaliczam?

Możliwe:medycyna szkolna ma ciekawą i potrzebną gałąź-niestety,najbardziej finansowo zaniedbaną,bo pieniądze ładowane są w fałszywą profilaktykę,farmaceutyki itp.,podczas,gdy naprawdę potrzebuje ich jedyna gałąź tejże medycyny,która potrafi obronić swoje istnienie-medycyna ratunkowa (z chirurgią jej przynależną).Tam też pracują ludzie,którzy naprawdę często ratują życie-wtedy nieważne,jakimi metodami-bo często są inwazyjne-ale najwyższym dobrem jest utrzymanie życia a wtedy nawet środki o poważnym działaniu ubocznym mogą być zastosowane, ponieważ korzyść z ich zastosowania przewyższa ryzyko zgonu.Tym właśnie jest współczesna medycyna szkolna: medycyną ratunkową.

Fakt,gdybyśmy mieli pod ręką środki naturalne ratujące życie-bo są i takie-można byłoby skorygować i wiele działań w medycynie ratunkowej.Ale póki nie ma mowy o chociażby zmianie podejścia do terapii chorób chronicznych, zostawmy ambulanse w spokoju i pozwólmy im dalej ratować życie.Tak,wiele złych słów powiedziano pod ich adresem i często nie bez powodu-szkoda,że te powody musiały się zdarzyć.Nie musiałyby,gdyby medycyna ratunkowa była tak doceniana,jak na to zasługuje:na najlepsze warunki pracy i płacy.I znów ktoś powie:nie,nawet przy dużych pensjach, jak ktoś jest „taki a taki”,to i tak skorzysta z okazji aby mieć więcej.Często oskarżamy innych o brak etyki będąc w zupełnie innym miejscu.Nie potrafimy spojrzeć oczyma drugiego człowieka.Jest o wiele mniej prawdopodobne,żeby ktoś godziwie wynagradzany sięgnął po tak ekstremalne źródło dochodu,jak to się zdarzyło w opisanej przez media sprawie w Łodzi,niż człowiek permanentnie okradany z należnych mu dóbr,niedoceniony w ciężkiej i niewdzięcznej pracy.NIE-NIE USPRAWIEDLIWIAM morderców.I nigdy nie usprawiedliwię.Ktoś mający inklinacje do pozbawiania życia innych nie powinien się znaleźć w tym zawodzie.Nie tylko w tym.Nie tylko w….życiu?I tu natykamy się na problem etyczny zupełnie innej natury,prawda?Człowiek,istota nieznana?

Staram się tylko naświetlić drugą stronę-genezę wydarzeń i ludzi odpowiedzialnych za generowanie zła,które się wydarzyło.

No to do homeopatii….

Jedną z ogromnych różnic między homeopatią a med.szkolną jest to,że symptomy w homeopatii są zaledwie indykacją do ustalenia leczenia WSPOMAGAJąCEGO owe symptomy,przy czym mówimy o ponad godzinnym,czasem dłuższym wywiadzie homeopatycznym nie mającym porównania z minutową anamnezą i diagnozą w med.szkolnej.

Czym owe symptomy w ogóle są?Słowo pochodzi z greki i oznacza coś,co TOWARZYSZY czemuś innemu. Towarzyszy,nie jest więc postacią główną-jest sygnałem A NIE CHOROBą!!!

SYMPTOM jest wysiłkiem organizmu,skierowanym na to,aby poradzić sobie ze stresem,infekcją,itp.Symptomy są oznaką działania systemu obronnego organizmu-są sprzymierzeńcem organizmu.

A co robi medycyna szkolna?Ona tych sprzymierzeńców załatawia mówiąc brzydko.Niszczy symptomy,bezwzględnie rujnując naturalne siły obronne.

Symptomy są w oczach medycyny szkolnej właściwą chorobą a nie jej sygnałami!To tak,jakby zatłuc własnego strażnika,jeżeli nie jest to wystarczająco jasne.

Symptomy to m.in.gorączka-ona też reprezentuje wysiłek organizmu w leczeniu samego siebie.Towarzyszą jej często infekcje bakteryjne.Jeżeli mamy gorączkę jako adaptywną ochronę ciała,musimy zrozumieć,dlaczego walenie w nią agresywnymi środkami zbijającymi ją jest idiotyzmem.A już używanie np.przemysłowego kwasu salicylowego,a dokładniej-acidum acetylsalicylicum-acetylosalicylowego (celowe obejście nazwy handlowej środka-każdy wie lub może się dowiedzieć o jakie leki chodzi) do zbijania gorączki u dzieci naraża je na ryzyko nabawienia się syndromu Rey’a,gdyż prowadzi do potencjalnej fatalnej kondycji neurologicznej-w dużym skrócie,czyli osłabienia systemu.

Oczywiście nie mówię,że gorączki nie trzeba zniżać,kiedy jest ZA wysoka,bo na to rzecz jasna trzeba uważać i oberwować,kiedy zbliża się do granic niebezpiecznych-dla jednych jest to 40 stopni,dla innych dopiero 40,5 a są i odważni mówiący o 41-każdy musi obserwować swój organizm sam a już u dzieci jest to na pewno obarczone podwójnym kontrolowaniem ich zaburzeń.Przy wysokiej gorączce-co w zamian,jeżeli nie środki przemysłowe?Napiszę o tym z pewnością,bo jest to temat zasługujący na osobne potraktowanie.

Ale wracając do podstaw homeopatii i różnic między nią a med.szkolną-ta ostatnia nie chce zauważyć,że żywe organizmy mają samoregulujące,samoleczące i samoorganizujące mechanizmy.Rolą medycyny powinno być wspomaganie ich,kiedy TRZEBA a nie mordowanie ich.

Te mechanizmy rozwijają wyższe stopnie porządku i stabilności opisane m.in.przez noblistę Ilyę Prigogine „Order out of Chaos” czy Fritjofa Caprę w „Turning Point”.

A medycyna szkolna swoje:zwalczanie zarazków,procesu zapalnego-a to mechanizmy obronne dla oczyszczenia pasażu oddechowego!

Biegunka-wysiłek organizmu w celu pozbycia się patogenów lub substancji drażniących z jelita.

Supresanty -środki tłumiące działanie systemu obronnego i kontrorujące go WSTRZYMUJą obronę ciała i naturalnego procesu immunologicznego.

Podstawą homeopatii jest „podobne leczyć podobnym”.

Każda roślina,minerał,pierwiastek,mogą spowodować w za dużych dawkach emocjonalne,fizyczne  i mentalne symptomy.Podobnie,kiedy zbyt długo przebywamy w dużym towarzystwie-gwar,hałas,natłok emocji,energii i mamy dość.Bo za dużo.

Co dla kogo jest „za dużo?”

Każdy INDYWIDUALNIE ma własne,idiosynkratyczne fizyczne,emocjonalne,mentalne symptomy-nawet przy podobnych chorobach.

Homeopatia jest NATURALNą,farmakologiczą- a jakże- nauką,w której leczący znajduje substancję,która w wyższych dawkach spowoduje symptomy charakterystyczne dla TEJ właśnie osoby chorej.Wtedy podaje się maleńkie dawki,ale efekty już maleńkie nie są,co mogą potwierdzić ci,którzy homeopatię stosują.

Ale cóż-prawo „podobieństwa” jest medycynie szkolnej podobno nieznane,jak więc ma stosować coś,o czym się trzeba tyle uczyć w dodatku podważa podstawy gałęzi,na której medycyna szkolna siedzi….czy całkiem?

Immunizacja opiera się na czym?Na zasadzie podobieństw.A więc można wykorzystać zasadę PODOBNO nieznaną,jeżeli się chce i ma w tym interes?

 Dr Emil Adolpf von Behring,ojciec immunologii:

„Jakiego technicznego terminu moglibyśmy użyć w tym celu lepiej niż właśnie Hahnemannowską homeopatię?”

Małe dawki-aby stworzyć odpowiedź przeciwciał.To pierwotna homeopatia,czyż nie?

Medycyna szkolna używa zasady podobieństw w naświetlaniach,terapii Digitalis,nitroglicerynie,kolchicynie…czy wiecie,czym jest naprawdę Ritalin?

Niewielu też jest świadomych,że nitrogliceryny użył najpierw Constantin Hering-homeopata.

Patrz:”W.B.Fye,”Nitrogliceryn.Homeopathic Remedy.”

Można by rzec teraz:no….to medycyna szkolna stosuje tę zasadę….ale nie wiadomo czemu się nie przyznaje…..ale dlaczego?

Ponieważ ją wypaczyła.Te metody w rękach medycyny szkolnej nie są stosowane zgodnie z prawem podobieństw.

Nie są indywidualizowane.

Nie są dostosowywane ani co do stopnia ani selektywnie do objawów ani co do małych dawek-ba-te dawki w ogóle już homeopatyczne nie są-one są porażająco wielkie.

Jakby tu jeszcze przybliżyć zasadę podobieństw…..

Spróbuj ustawić magnesy podobnymi biegunami do siebie…..Jeden będzie naładowany od drugiego i znów będzie się ładował tamten…..PODOBNE PODOBNYM.

Recharges-regenerate.

Hipokrates -co on o tym sądził?

„Przez podobieństwa powstaje zaraza i przez podobieństwa jest uleczana”.

Nawet,dla miłośników antyku,wyrocznia delficka:

„To,co czyni chorym,leczy”.

A Paracelsus?A jego „doktryna signatur”?

„Porównaj anatomię ziół i chorób,uporządkuj.Podobieństwa dadzą ci zrozumienie,jaką drogą masz leczyć”.

Idźmy Z naturą,nie przeciwko niej,bo właściwie użyte prawo natury może być najlepszą z naszych technologii.

Jak to było?

„Człowiek leczy gorycz- słodyczą.Bóg leczy gorycz-goryczą”.I to nie koniec o zasadzie podobieństw (ani tym bardziej o homeopatii ),ale dopiero początek:-)

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 2, 2010

Wielu,słysząc o homeopatii mówi:

A skąd TO się w ogóle wzięło?Tak z niczego,cukier czy woda czy coś tam w jakiejś tam części a co?TO ma leczyć?A kto to wynalazł,wariat jakiś,szarlatan….sam diabeł może?

O ile sama Ona-pani Homeopatia-stała się dzisiaj przedmiotem wielu dyskusji,o tyle często pomijana jest jej historia-a stąd właśnie należałoby zacząć,jeżeli chciałoby się przybliżyć temat o „cokolwiek” -a nie tylko oddalić w bezpieczne miejsce….najlepiej w niebyt;-)

Tak naprawdę istotę działania maleńkich dawek pojęli już Paracelsus i Hipokrates z Kos-tzn.TEN Hipokrates.Były one (te maleńkie) używane w wielu kulturach,gdyż wiele lat temu ludzie szukali przede wszystkim tego,co mogłoby im pomóc a nie zabić:-).Przy tym jeden z …stop-nie „jeden”-integralne założenie medycyny szkolnej,że im większa dawka,tym silniejszy efekt wydaje się co najmniej podejrzane.Wielu lekarzy i farmaceutów zdaje sobie sprawę,że to bzdura.ALE….równie ważna wydaje się zasada „nie wychylania”.Jak to było?Primum non nocere?Tak nawiasem mówiąc-przysięga Hipokratesa została na przestrzeni lat też „nieco” zmodyfikowana -obiecuję potraktować ją dokładniej już wkrótce.

Dawki maleńkie-a czemu?A bo istnieją też,oprócz zasad wynajdowanych przez ludzi pragnących w swej ambicji  ulepszyć (niewątpliwie:-))coś,co jest w sam raz-zasady natury.One otrzymują nawet-jeżeli przypadkowo zostaną odkryte i docenione-nazwy.Hormesis-brzmi nazwa biologicznej zasady (z gr.-hormaein-bodziec,apel  o,zachęcenie, uruchamiacz) opierającej się na fakcie,że:słaba stymulacja pobudza aktywność ( w tym wypadku-organizmu),średnia wstrzymuje,mocna niszczy.A więc-małe dawki(B.małe!) nawet toksycznych substancji (np.Digitalis ) uruchomiają korzystne biologicznie reakcje organizmu.Idąc dalej-mam nadzieję,że nie za daleko-kojarzy się to ze zjawiskiem  hartowania.NIE-już się domyślam,co zaraz powiedzą wyznawcy szczepień(nie trudno się tego domyśleć-zawsze mówią to samo:-)-moim zdaniem szczepionki to zupełnie inna bajka a dlaczego-też postaram się tu niedługo wyjaśnić.

Wracając do wyżej wspomnianej-niestety,nie jest to zasada obowiązująca w odhumanizowanej medycynie szkolnej-ta korzysta z zasad fizyki,której podstawą jest MARTWA materia….i wydaje się,że wokół tego tematu przebywa wciąż niebezpiecznie blisko.

No to Paracelsus,Hipokrates i inni ,ale naprawdę solidnie wziął się za to lekarz Hahnemann 1755-1843 wprowadzając prawo podobieństwa -bazę homeopatii do nauki medycznej.

Ona działała od początku.Biografię Samuela Hahnemanna można poczytać wszędzie-nie ulega wątpliwości,że doktor Samuel był mądrym i dobrym człowiekiem,który chciał pomóc -i pomagał-ludziom.Rozczarowany medycyną szkolną i dostrzegający źródła jej permanentnych pomyłek osiągał świetne rezultaty lecząc naturalnie…tak świetne,że ówczesne periodyki medyczne były naszpikowane wręcz jadowitymi atakami na terapię,która leczyła.No bo jak to:Hahnemann przepisywał w sumie mało leków-JEDEN na JEDNEGO chorego i JEDNą chorobę,do tego w ograniczonych dawkach.Do tego mówił otwarcie o błędach ówczesnej medycyny a gwoździem do trumny była jego propozycja,aby lekarze sami ustalali,przygotowywali i podawali choremu lekarstwa.To nie mogło się podobać ówczesnej barbarzyńskiej wręcz medycynie upuszczającej ” na wszystko” krew i przepisującej rtęciowe maści w których ilość substancji czynnej-rtęci właśnie-zabiłaby mamuta.Zawiść i nienawiść -jakże pokrewne-uruchomiły łańcuch podrzynający kwitnącą  homeopatię.No bo jak,no JAK można wymagać od kolegów,aby traktowali pacjentów z uwagą,cierpliwością,wiedzą i oddaniem? 

Benjamin Rush-tatuś medycyny amerykańskiej wypowiedział się ongiś:

„Upuszczanie krwi było użyteczne we wszystkich chorobach”.

I-dodajmy- nie wymagało praktycznie żadnej -w porównaniu z homeopatią-wiedzy.A już na pewno nie było żadną konkurencją dla pigułek-ot,koegzystowały sobie pokojowo….gdyby nie ta wredna homeopatia.

Zaszczuty w Lipsku,gdzie grożono mu wyrzuceniem siłą z miasta,Hahnemann został w końcu wydelegowany do Koethen-przez Księcia Ferdynanda von Anhalt-Koethen.-zainteresowanego żywo tą metodą leczenia,aby prowadził swoje badania,przyjmował pacjentów i…miał chwilowy spokój od wraczy oskarzających go ciągle o zajmowanie się „diabelską” nauką.Na efekty wprowadzenia terapii homeo „między ludzi” nie trzeba było długo czekać-wielu chciało się jej uczyć,homeopaci uczęszczali do prestiżowych szkół medycznych,ALE….poznając istotę leczenia stawali się opozycyjni wobec supresyjnej (pognębiającej,wyłączającej,uciskającej-do wyboru) natury leków stosowanych dotychczas i głośno mówili,iż te tylko maskują symptomy choroby pogłębiając je.Tymczasem według homeopatii-i zdrowego rozsądku-tzw.idiosynkratyczne (właściwe dla danego organizmu,pochodzące z niego)  symptomy są wskaźnikiem,wręcz  przewodnikiem do ustalenia INDYWIDUALNEGO wyboru leku.

Indywidualnego?-Powiedzieli medycy- ortodoksi.-A na co nam sterczeć w gabinetach dociekając godzinami INDYWIDUALNIE przyczyny choroby,jeżeli wystarczy zerknąć w system (wtedy w księgę lub własną uniwersytecką głowę )i od razu wiemy,” co na co dać”.No i czas….przecie czas to pieniądz.A tak w ogóle,to upuśćcie krew…(jakby natura dała jej każdemu ZA dużo).

To okazało się najpierw jedną z głównych przyczyn powodzenia homeopatii-właściwość doboru terapii i jej wysoka skuteczność- a potem jej zgubą.

Jeżeli o powodzeniu,to przybył wówczas do Stanów Duńczyk-Hans Gram i już w 1825 założył tam American Institute of Homeopathy-było to pierwsze narodowe medyczne towarzystwo.Nic,co dobre….

W 1846 powstaje American Medical Association zrzeszające-tak,tak,przeciwników homeopatii.Ci ostatni starali się nie tylko ograniczać homeopatom dostęp do katedr,szpitali,ale i zabraniali kolegom choćby konsultacji z homeopatami pod groźbą wyrzucenia z towarzystwa (kodeks AMA 1855).

Zaraza antyhomeopatyczna dotarła do Europy-we Francji relegowano studenta za samo zainteresowanie homeopatią i próbę publikowania prac na jej temat.

Homeopatów określano jako:

NIEMORALNYCH

NIELEGALNYCH

NIELUDZKICH-to ostatnie określenie było niezwykle ciekawym w ustach zwolenników wampiryzmu-bo jak inaczej nazwać upuszczanie krwi czasem-za często-aż do śmierci delikwenta?

Po latach prześladowań zaświeciło słońce.Brytyjska rodzina królewska,głucha na sugestie alopatów pozostawała pod opieką homeopatii-z powodzeniem,chwil szczęścia przydał jej też Mark Twain publikując w Harpers Magazine notkę,w której m.in.pisał:

„Możecie być wdzięczni,że homeopaci przetrwali ataki alopatystów (pięknie powiedziane),którzy chcieli ich zniszczyć”

Zwolenników wspierali też Dickens,Disraeli,czy…uwaga uwaga-papież Pius X (jeden z siedmiu papieży optujących ZA homeopatią) sam korzystający z nauki zwanej przez część (bo zapewniam,nie całość:-))kościoła – „diabelską”.

Pani Homeo-ze względu na efektywność zdobyła uznanie kobiet i wiele z nich zostawało homeopatkami,1 848 założyły w Stanach Boston Female Medical College

Z panią H.była też uświadomiona warstwa średnia,mimo tego,że homeopatia stanowiła domenę elit.

Popularność jej zwiększyła się w czasach zaraz,szczególnie żółtej febry-1878 (p.budowa Kanału Panamskiego i tysiące chorych) ,kiedy to w szpitalach homeopatycznych było o wiele mniej (przykładowo 3%,w alopatycznych placówkach-48-60% zgonów).Wydawało się,że nic jej nie zagrozi.

AMA jednak nie zawiązało się po to,aby oddać teren.Najpierw złagodniało….Od 1910 AMA pozwoliło się przyłączać homeopatom do towarzystwa pod warunkiem,że….ci zrezygnują z homeopatii.

Słynny raport Flexnera z Carnegie Foundation już w tym samym 1910 usankcjonował medycynę alopatyczną i potępił homeopatyczną.

Ta indywidualizacja….homeopaci byli wyraźnie biedniejsi od kolegów z Big Pharma ;-(.Poświęcali pacjentom więcej czasu niż kumple,pieniądz szedł również wolniej i nie mieli za co walczyć.Tu koniecznie trzeba przypomnieć,jak złośliwy bywa los.Otóż John D.Rockefeller interesował się bardzo pogardzaną panią H.i doświadczając jej dobrodziejstw postanowił ją uratować-powierzył pieniądze swemu doradcy finansowemu (:-))),niejakiemu Fredericowi Gatesowi a ten….cóż,ów nigdy homeopatii nie aprobował-był przede wszystkim doradcą FINANSOWYM.300.000.000. dolarów Gates oddał głównie przemysłowi farmaceutycznemu -alopatycznemu oczywiście.Można zapytać,czy ofiarodawca nie wiedział lub nie kontrolował wydatków…..tego już się chyba nie dowiemy.

Do ogólnej nagonki doszły nieporozumienia między samymi homeopatami:różnice w dawkach,podejściu do pacjenta….

Sam Hahnemann preferował niskie potencje-3,6,9,12,30-dopiero dużo później uznał za potencję najwyższą 1.500.

Jego uczniowie eksperymentowali:potencje 90,200,1000,10.000.

Wszystko razem sprawiło,że lata od 1930 aż do połowy siedemdziesiątych praktycznie nie istnieją w oficjalnej homeopatii-została „załatwiona”.

I znów brytyjska rodzina królewska przypomniała o istnieniu pani H.Z Anglii homeopatia rozpełzła się na Francję,Danię, oczywiście Indie,gdzie była wspierana przez Mahatmę Gandhiego,który powiedział o niej:

„…..uleczyła więcej ludzi niż jakiekolwiek inne metody zdołały to uczynić.”

Faktycznie,w Indiach leczyła ostre i chroniczne choroby….jak zwykle najpierw u elit.Aktualnie w Indiach istnieje ok.130 szkół homeopatycznych,kilkanaście państwowych.

Polska dołączyła do światłych dzięki Rosji-homeopatia to jedna z naprawdę niewielu korzyści z dużego i zbyt ekspansywnego sąsiedztwa a raczej zwierzchnictwa w owym czasie.1870-1890 -syte dwadzieścia lat metody ze wszech miar pomocnej.W Polsce wybitną osobowością i osobistością zapisaną w kronikach homeo był dr Czerwiński.

Druga wojna i sowiecka okupacja zaszkodziła i naszej bohaterce-tak w Rosji jak i w Polsce.Dopiero w 1976 zarejestrowano w Warszawie Towarzystwo Zwolenników Homeopatii RP.Nie wypada nie wspomnieć dr J.Łozowskiego, którego szczodrość w obdarzaniu wiedzą znano powszechnie.

Zanim przejdziemy dalej,wymienię jeszcze Ligę Medicorum Homoeopathica Internationalis założoną w 1925 w Rotterdamie -instytucję wytrwale reprezentującą homeo na całym świecie.

Ameryka Południowa,Południowa Afryka,Rosja,Australia…..tak wędrowała pogardzana terapia,która leczy.

Jak to mawiał Arystoteles?

„Całość jest czymś więcej niż sumą jej części?….”Niby to wiemy,a jednak….Kluczem jest tutaj słówko „więcej”.

P.S.Kiedy Hahnemann umarł (w wieku 88 lat),pochowano go byle jak,biednie,w zbiorowym grobie z krewnymi jego żony (aptekarki),na Montmartre,nie racząc grobu nawet napisem.Tak usiłowano pogrzebać homeopatię.                           W 1898 roku -a więc kilkadziesiąt lat później-ekshumowano Go na Pere Lachaise i urządzono pełen szacunku   pochówek,gdzie spoczywa do dzisiaj.Można unicestwić człowieka,można zniszczyć jego godność i zdeptać go na pył,ale nie można zniszczyć idei a jeszcze bardziej-nie można zniszczyć DOBRA.

Polecam do lektury:

Wiliam Harvey King „History of Homeopathy”

R.Brown:”Rockefellers Medicine Men”

Samuel Hahnemann „Organon der Heilkunde”,opr.Richard Haehl 1921.

Zima,02.lutego 2010,Dzień Swistaka:-)

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 1, 2010

Wzruszyłam się ostatnimi wiadomościami o akcji w UK pod tytułem „Przedawkuj homeopatię”.Wzruszyłam się naprawdę,bo ileż wysiłku trzeba było poświęcić,aby do tego doszło.Najbardziej jednak chlipałam nad komentarzami polskich przeciwników homeopatii-chyba nie ma dla nich nadziei.Byłaby,gdyby chociaż wiedzieli,czego tak naprawdę się boją.Niestety-„nie bo nie”.I ich prawo.

Gdyby ktoś zechciał się zapoznać,czym zajmuje się świeżo założona organizacja Merseyside Skeptics Society,której ów zlot zawdzięczamy -nie,nie umieszczę tu odnośnika,gdyż każdy znajdzie to,co trzeba pod wskazanym adresem a nie umieszczę jej dlatego,ponieważ…no właśnie,homeopatia jednak nie jest dla wszystkich:-).Proszę szukać dokładnie.

Swoją drogą ucieszyło mnie,że jednak tylu ludzi wie o co chodzi i nie dało się zawrzeszczeć organizacji wrogiej wszelkiej medycynie naturalnej-dobrze,że rozmawiamy-o to właśnie chodzi….nie,nie przejdę do sedna,zanim nie opowiem o czymś,co mnie i wzruszyło i potwornie zgnębiło zarazem.Otóż w jednym z komentarzy na WP ktoś napisał o córce po wypadku samochodowym,leczonej homeopatycznie ze świetnymi wynikami.Jedna z odpowiedzi na to brzmiała mniej więcej….”a skąd wiesz,czy leczona normalnie (przepraszam,mogą być małe niedokładności,ale sens zachowany) też by wyzdrowiała.Robiłeś porównanie?….”Itd. w ten sam deseń.Właściwie należałoby zaproponować proponującemu wrzucenie swojego dziecka pod samochód,leczenie go (jeżeli przeżyje) medycyną konwencjonalną,jeżeli przeżyje i to-wrzucić jeszcze raz-i zastosować homeopatię.Może być,że już wtedy nie zadziała,bo cuda się zdarzają,ale nie przesadzajmy:-).Paranoja?Ano właśnie-niestety,taki jest tok myślenia większości przeciwników homeopatii.

Serwisy ani słowem nie zająknęły się,że zwolennikami oraz użytkownikami terapii homeo -jak to w skrócie nazywam -są w dalszym ciągu (o brytyjskiej królewskiej rodzinie już mówiłam):Tina Turner,Jennifer Aniston,David Beckham,Tony Blair (ten sam,któremu NIE zawdzięczamy zwykle dobrego samopoczucia,ale co wolno wojewodzie…),Martina Navratilova, Boris Becker,Paul Mc Cartney,Cher,Georg Harrison,Annie Lennox,Peter Weir,Moby,Axel Rose,Priscilla i Marie Presley,Orlando Bloom,Catherine Zeta-Jones….jeżeli osobistości współczesne nie bardzo przekonują,to może przekona Goethe,jedenastu prezydentów USA (m.in.Lincoln,Harding,Hoover,Clinton),Marlena Dietrich,John Wayne, JD Rockefeller (p.skojarzenie jak u p.Blaira) a może chociażby Charles Darwin posądzany oficjalnie o wrogość do omawianej tu oskarżanej o OBECNOść w świecie medycyny szkolnej,bo o to naprawdę chodzi-o konkurencję i jej skutki z poprawą stanu zdrowia obywateli włącznie?W necie są listy Darwina- a jakże,smaczniutki oryginał,w których można trafiła się perełka.Sceptycznemu Charlesowi zdarzyła się choroba podczas podróży do Ameryki Południowej 1830. Nikt z lekarzy tak naprawdę nie wiedział,co mu jest,gdyż mnogość objawów wskazywała na…prawie wszystko.Darwin był tak chory,że nie był nawet w stanie w  wieku 39 lat pójść na pogrzeb ojca,co go dodatkowo dobiło.Zgnębiony poddał się doktorowi homeopacie Jamesowi Mamby Gully (1849!-ciągle chory!),zapisując potem:

„Brałem homeopatyczne lekarstwo 3 razy dziennie,brałem bez ATOMU WIARY w nie…..”

2 tygodnie później:”…..czuję się lepiej,przeszedłem siedem mil,zmieniam się w maszynę do chodzenia i jedzenia……”

Wyleczony w 1849-tak,tak,nie trwało długo-zajął się….homeopatycznymi eksperymentami z roślinami,co można dojrzeć w jego pracach-jeżeli dobrze im się przyjrzymy,to wielki sceptyk próbował takowych już wcześniej.

A może relacja o uznaniu dla homeopatii rosyjskiej elity?Już za Czechowa.I do dziś niewiele się zmieniło:kto wie,ten stosuje.

Nie mogę sobie odmówić też wymienienia tu jako stanowczego zwolennika homeopatii Sir Wiliama Oslera-czy Szanowni Medycy wiedzą,że „ojciec nowoczesnej medycyny” był jej świetnym rzecznikiem?A Emil Adolph von Behring-ojciec immunologii (oj,miała ona tych ojców,ale Behringowi się miano należy:-) a C.Everett Koop-generał chirurg armii amerykańskiej?

Wielu by tu jeszcze wymieniać.Nie,nie musicie naśladować tych ludzi-niektórych byłoby naprawdę trudno:-):-)-chciałałam tylko pokazać,że człowiek homeopatię stosuje,kiedy jest potrzebna,zdrowieje i się jej nie wstydzi-bo ci ludzie nie ukrywali i nie ukrywają swoich sympatii-zresztą tego się ukryć nie da.

Uwierzycie,jak zobaczycie?A może zobaczcie,więc uwierzycie?

Początkowo nie było w ogóle moim zamiarem przytaczanie tu głośnych nazwisk a po prostu wyjaśnienie znaczenia homeopatii oraz przybliżenie samych środków-bo dobrze jest leki poznać.Obiecuję już za chwilę napisać ciąg dalszy o samej istocie homeopatii.Ale nie mogłam pozostać obojętną wobec ignorancji-wybaczcie.

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich. cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 24, 2010

Coraz częściej rozlegają się coraz głośniejsze awantury o starą,akceptowaną i stosowaną od lat przez umysły otwarte metodę kompleksowego leczenia ludzi oraz zwierząt-homeopatię.Nie dziwi,że jej największymi przeciwnikami są ci,którzy na jej temat nie wiedzą nic-to naturalna postawa ignorantów i,jeżeli są zbyt leniwi,by temat zgłębić-nie powinno się ich do tego zmuszać-to ich wybór,mają prawo czegoś nie znać i mają też prawo na podstawie niewiedzy uważać,że czegoś nie ma-bo TEGO w ich świecie a raczej obrazie świata,który sobie stworzyli,nie ma naprawdę.Ci ludzie zużyli całą swoją energię na zbudowanie ściany,przez którą nie prześlizgnie się żadna wiedza,która nie należy do dotychczasowej indoktrynacji,żadna metoda ukazująca możliwość wysupłania się ze schematów i otrząśnięcia z kajdan,żadna świeża myśl,choćby i najmądrzejsza.Dlaczego?Bo tak jest wygodniej.Bo nie trzeba się wysilać,nie trzeba dociekać,nie trzeba-co najważniejsze-rewidować swoich osądów,bo a nuż wyjdą błędy i co wtedy?Dramat.Nie będą już tymi samymi mądrymi ludźmi,za których sami się uważali-ego się rozchoruje i trzeba będzie sięgać po „jedyną słuszną,szkolną medycynę” a ona….no cóż.

Ze co?Ze nie „udowodniona”?Abstrahując od milionów dowodów na pozytywne działanie homeopatii w postaci nie tylko opracowań (one też nastąpią),ale przede wszystkim wyleczonych pacjentów,dlaczego w ogóle niezbędnym warunkiem do zaakceptowania czegoś musi być zdanie tzw.autorytetów -i to autorytetów,które bynajmniej nie mają na celu polecenia metod podważających ich dotychczasową działalność?Dlaczego oddaliśmy swoje życie w ręce innych tak dalece,że straciliśmy możliwość własnego osądu,własnego doświadczenia wreszcie?Czy to właśnie nie jest najniebezpieczniejszą tendencją?Uzależnienie?Dlaczego nie budzi podejrzenia fakt,że tak pozytywną metodę,jaką jest homeopatia chce się w ogóle usunąć z przestrzeni medycznej?Dlaczego nie się ujawnia tak chętnie metod badawczych medycyny szkolnej,co z pewnością spowodowałoby pytania o jej efektywność?Dlaczego nie dyskutuje się o metodach kształcenia lekarzy i samym systemie ich kształcenia?Dlaczego przemilcza się mechanizmy działania samego przemysłu zwanego medycyną wreszcie?O tym cicho sza.

Nie robi się reklamy temu,co pomaga naprawdę,gdyż a nuż każdy pomógłby sobie sam (w większości wypadków) no i co to by było?Katastrofa przemysłu farmaceutycznego,powrót do małych,rodzinnych firm produkujących niezbędne medykamenty pierwszej pomocy dla leniwych lub zapracowanych ( a przemysłowi każdego rodzaju zależy na tym,żeby przeciętny człowiek był tak zajęty,aby nie miał czasu już na nic poza tym,co wmówi mu się za niezbędne), utensylia dla chirurgów-ci akurat od czasu do czasu są potrzebni,jak każdy dobry rzemieślnik,środki opatrunkowe…. tylko tyle?Niemożliwe.Nie można pozwolić na to,by największy,obok zbrojeniowego i naftowego przemysł padł!No więc wojna z samodzielnością-bo tym naprawdę jest dla mnie wojna z całą medycyną naturalną.Nie,nie nazywam jej i nigdy nie nazwę alternatywną,gdyż to jej należy się tytuł,na który od wieków zasłużyła:sztuki leczenia po prostu.

Ale wróćmy do przedmiotu cyklu,czyli sztuki leczenia podobnego podobnym.

Mity na jej temat są tak rozkosznie dziecinne,że zastanawiam się,czy w ogóle je prostować,czy przejść do jej zalet,ale jako,że mogą tu zajrzeć osoby,którym „eksperci” rzeczonymi mitami obrzydzili poszukiwanie sensu homeopatii,zajmę się nimi pokrótce (mitami,nie „ekspertami”:-))

Mit 1.

…BO NIE UDOWODNIONO.O udowadnianiu lub też zaprzeczaniu tezom i faktom w zależności od sponsora pisałam wcześniej,więc proszę tam zerknąć.Ale nie tylko.Homeopatia bazuje na farmakologicznych i klinicznych badaniach oraz zwykłym dokumentowaniu doświadczenia praktyki terapeutów homeopatów.Studia efektywności i różnorodności zastosowań homeopatii są prowadzone w wielu krajach na całym świecie (właściwie ciężko wymienić kraj,w którym tych studiów nie ma),że wymienię chociażby kolebkę wspaniałej Ayurwedy-Indie.O dziwo,Hindusom,mimo posiadania tak doskonałego instrumentu,jakim jest jeden z najstarszych i najskuteczniejszych systemów medycznych,homeopatia nie wadzi.

Z „brakiem naukowych dowodów” nie przesadzałabym tym bardziej,że istnieją liczniejsze aniżeli można by przypuszczać opracowania -przeprowadzone badania mechanizmu działania leków homeopatycznych-jednak nie zostały one z różnych względów (można się domyśleć,jakich) zaakceptowane przez szanowne grona „ludzi mających coś do powiedzenia”,nie wydano też zgody na ich publikację a jakby tego było mało,ich autorzy zmuszani są do „przemyślenia tez” lub  z góry ośmieszani.

Nadmieniam,iż homeopatia w przedwojennej Polsce miała się zupełnie nieźle.Ma się nieźle też w Anglii,gdzie rodzina królewska korzysta przede wszystkim z tej metody leczenia i nikt mi nie wmówi,że ich stan zdrowia jest wskazówką deprecjonującą homeopatię.

Mit 2.

GRANULKI Z CUKRU-PLACEBO?

Te granulki są nośnikami leku.Nie są na pewno placebo-inaczej by nie działały.Mało tego-są bezpiecznymi nośnikami leku-nie mają wypełniaczy,barwników,konserwantów….wszystkiego tego,co wymieniłam w 1 części cyklu o pigułach.

Mówiąc o postaci leku homeopatycznego ciągle wałkuje się tylko temat granulek.Tymczasem leki te są dostępne też  formie płynnej-jako kropelki z alkoholem (etanol),przyjmowane przez pacjenta z  odrobiną wody.

Tak granulki jak i kropelki mogą być przyjmowane przez diabetyków,gdyż ilość cukru w tych ostatnich jest znikoma -o wiele więcej zawierają inne,codzienne produkty spożywcze rekomendowane dla cukrzyków ( a może by tak przypomnieć zalecane cukrzykom przez wielu dietetyków i lekarzy słodziki i ich skutki?)

Mit 3.

DZIAŁA WOLNO.DŁUżEJ NIż INNE LEKI.Homeopatyczne specyfiki działają szybko w stanach ostrych.W stanach chroniczych oczywiście trwa,zanim zobaczymy efekty.Ludzie sięgają po homeopatię dopiero wtedy,kiedy inne środki zawiodą,nic dziwnego więc,że powstała taka opinia.

Mit 4.

NIE DZIAŁA NA WSZYSTKIE CHOROBY.Jak każda inna dziedzina medycyny homeopatia ma pewne ograniczenia…w jej wypadku naprawdę niewielkie,gdyż nie zastąpi na pewno chirurgii-jak i nie zastąpi jej klasyczna farmacja.

Aczkolwiek-istnieje homeopatyczny środek wspomagający zrastanie kości.

Mit 5.

NIE MA SPECJALISTóW.No tak….jak tu nazwać specjalistą kogoś,kto „tylko praktykował”i zdobywał wiedzę od jemu podobnych oraz z ksiąg dzieści lat a nie dał się w tym czasie wyprać szkolnej edukacji medycznej?Ale i tak nie musi być,gdyż istnieją od dawna szkoły homeopatii,a tylko w Indiach praktykuje 200 000 dyplomowanych homeopatów.

Mit 6.

NIE DZIAŁA NA KAżDEGO I ZAWSZE.Fakt,przyjmując homeopatię należy-pamiętając o niezwykle subtelnej strukturze leku-zwracać uwagę na towarzystwo,to znaczy unikać w tym samym czasie np.czosnku,cebuli,alkoholu, tytoniu,sztucznych napojów.Zachwiana zbyt ostrym wpływem sąsiedztwa struktura leku może nie odnieść pożądanego wpływu.Ale czy nie jest podobnie z farmaceutykami oferowanymi nam przez alopatię?Czy na każdej ulotce nie ma ostrzeżeń,ograniczeń?Co robią całe listy działań niepożądanych,które i tak są ich łaskawie udostępnioną częścią?Proszę zerknąć na pierwszą lepszą ulotkę homeopatyczną i ulotkę np.antybiotyków.Nie można też zapominać o alergikach,bo jest ich coraz więcej (niech zgadnę,dlaczego?)-w tym wypadku nie zmienia się nic,ponieważ w homeopatii lek dopasowuje się indywidualnie,więc powinno się oczywiście uwzględnić ewentualne alergie-podobnie,jak przy farmaceutykach alopatycznych*.

Mit 7.

SZKODZI.I tu wyłazi aż zanadto widoczna zawiść medycyny alopatycznej.Po pierwsze-ponownie przywołuję Paracelsusa -„wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.”Po drugie- proponowałabym porównać działania leków alopatycznych,potem wypowiadać się na temat OPCJI szkodliwości homeopatii.Czysto informacyjnie:lek homeopatczny w potencji 3CH i powyżej 3CH* wykazuje brak efektów ubocznych.Czuję się jednak zobowiązana zaznaczyć,że leki podane w zbyt wysokich lub zbyt niskich potencjach,czyli niewłaściwie dopasowane mogą wywołać pogorszenie.Szczególnie ostrożnie należy stosować leki zawierające jad żmij,pająków lub metale ciężkie.

W potencjach niższych mogą wystąpić efekty uboczne tzw.mniejszej natury,czyli -moim zdaniem-nie mające skutków wyniszczających lub nie działające wybitnie destrukcyjnie.Oczywiście nie można zapomnieć o indywidualnej wrażliwości a co za tym idzie-indywidualnej tolerancji leku.Co z tego wynika-mimo,iż we wspomnianych potencjach nie są znane efekty uboczne,leki homeopatyczne należy stosować jak każde leki-to znaczy z rozwagą oraz znajomością rzeczy,czyli ostrożnie.Przeciwnicy homeopatii zdają się nie dostrzegać,iż korzysta ona -ba -jest częścią farmakologii stosującej dawki podprogowe oraz poszerza teren poznania o badania energetycznego wpływu na organizmy,a więc nie tylko nie ogranicza medycyny,ale wręcz otwiera nowe możliwości. 

Sumując-fakt,iż homeopatia wymaga traktowania każdego pacjenta indywidualnie stał się jednym z jej największych wrogów.Cóż by to było,gdyby nagle okazało się,że „fenapararutikichakaszlamol” nie tylko nie pomaga na każdy ból,ale nie leczy „większości stanów zapalnych” u „każdego”?Trzeba by się było jeszcze tyle uczyć,a gdzie przyjemności?Mało tego-okazałoby się,że to,czego nauczyliśmy się do tej pory nie tylko mało odpowiada rzeczywistości,ale i niekoniecznie koresponduje z podstawową zasadą medycyny:nie szkodzić.

Tymczasem sztuka leczenia jest tak bogatą jak i -ze względu na niszczycielską działalność człowieka na środowisko-płynną dziedziną (mam na myśli znaczenie zmiennej ekspozycji człowieka na zagrożenie we wcześniej nieznanych ilościach oraz mutacjach),że wszyscy zajmujący się zdrowiem mogą być spokojni:nauki nie zabraknie nam do końca życia.

A tak w skrócie:czy gdyby homeopatia nie mogła stanowić konkurencji dla alopatii byłaby zwalczana z taką nienawiścią?

Dlaczego ogranicza się możliwość wyboru,co de facto uderza w dobro pacjenta-to samo dobro,którym tak chętnie zasłaniają się koncerny.Proszę,niech przestaną „chcieć mojego dobra”.Niech przestaną uważać mnie za durnia i pozwolą wybierać.

Dlaczego różne metody postępowania z chorymi (niektórych nie mogę nazwać leczeniem) nie mogą istnieć obok siebie i być używane zależnie od potrzeb i sytuacji?

Moim zdaniem chemiczne lobby boi się sytuacji,do której doszło w niektórych zachodnich krajach.

(NIE JEST PRAWDą ZE W INNYCH KRAJACH HOMEOPATII NIE UZNANO-JEST WRECZ PRZECIWNIE)

Otóż tam,gdzie zadowolenie pacjentów i mądrość terapeutów pozwoliła na jej swobodne funkcjonowanie,świadomość wzrosła do tego stopnia,że zaczęto poddawać w wątpliwość „terapie” alopatyczne oraz intensywniej wyciągać na światło dzienne ich kulisy.

W tej chwili w Niemczech niestety nad homeopatię właśnie nadciągnęły czarne chmury.Firmy homeopatyczne -często małe,rodzinne przedsiębiorstwa-otrzymały wykaz leków,z których produkcji muszą zrezygnować-z różnych powodów.A to „nie taka nazwa”,a to „mało udowodnione działanie”,a to ” opakowanie wprowadzające w błąd” itp.

Przy czym najczęściej wykreślanymi okazały się środki mające największe powodzenie a więc podstawa działalności tychże firm oraz konkurencja dla medykamentów alopatycznych.

Niemcy się bronią przed narzuceniem im „jedynej słusznej medycyny”.Wiedzy i świadomości nie odbierze im nikt.

Polska ma szansę na stworzenie przestrzeni dobrej medycyny.Ale czy ją wykorzysta?

*Litery pochodzą od łacińskiego nazwania liczby,którą należy podnieść do potęgi ujemnej,jeżeli chcemy odczytać rozcieńczenie.Przykładowo-C (centum)oznacza kolejne rozcieńczenia w skoku setnym a D( decem)-w dziesiętnym.

Indeks-liczba arabska oznacza ujemną potęgę rozcieńczenia-C 10 oznacza rozcieńczenie 100 do minus 10.

*hoemopatia-similia similibus curantur -podobne leczyć podobnym (dokładniejsze wyjaśnienia nastąpią w dalszych częściach cyklu),co jednocześnie pozostaje w zgodzie z primum non nocere-po pierwsze nie szkodzić.

*alopatia-od gr.allo -inny,odmienny i pathos-cierpienie,łac.contraria contraiis curantur-przeciwne leczyć przeciwnym;czyli podstawa obowiązującego systemu medycznego

Posted in homeopatia | Leave a Comment »