Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for the ‘ciśnienie’ Category

To, co zbyt wysoko skakać nie powinno, czyli rzecz o ciśnieniu. Cz.2. „Lek” czy trutka na szczury… A co to za różnica…..?

Posted by natural health consulting w dniu Maj 12, 2013

„….Medycyna oddaliła się od człowieka, czyli swego pola empirycznego….” – P.Prof. J.Aleksandrowicz

————————————————-
Cieszy, że część pierwsza podobno się przydała. Z jednej strony trochę dziwi, iż Państwo nie wgryzają się:) w „ciśnieniowe zależności”, o których pisałam, na rękę własną, nie drążą;)  roli nerek, śledziony, wątroby itd. w danej kwestii, a upominają się o część drugą mimo, iż podane informacje najwyraźniej znalazły uznanie w Państwa oczach, ze strony drugiej…. raduje autentyczna ciekawość.

Na pytania jednak, rodzaju „czy brać leki równocześnie ze stosowanymi ziołami lub innymi metodami leczenia” – mogą odpowiedzieć sobie jedynie Państwo sami lub Państwa lekarz/ew.inny spec znający Państwa stan.

Ja……? Mogę na przykład opowiedzieć o warfarynie, stosowanej jednocześnie z tak prostym sposobem na nadciśnienie,zakrzepy, jak … chodzenie boso po trawie…. piasku… najważniejsze, aby po Ziemi – koniecznie gołą stopą, koniecznie, kiedy nie pada. To znaczy…. jeżeli są Państwo dobrymi znawcami przyrody i wiedzą, w jakie dni deszczowe – a wytłumaczenie owego nie jest sprawą najkrótszą i najprostszą – można „bosakować”;) po polu 🙂 również, wówczas proszę bardzo. Chodzi o to, aby się nie przeziębieć, ale wzmocnić. Dlatego początkującym proponuję wyłącznie spacer po glebie 🙂 w dni pełne słońca….

Ale odnośnie warfaryny… osobliwego środka przeciwzakrzepowego, stosowanego przy – uwaga – PROFILAKTYCE (!) oraz w „leczeniu”. Jakkolwiek muszę wspomnieć, że warfarynę stosuje się głównie – więc nie – wyłącznie – w USA, ( w Niemczech pod nazwą coumadin, prawda, że wystarczająco elegancko, aby przeciętny pacjent – tzn. klient – nie skojarzył? ) w Europie jest bliźniak;) – phenprocoumanum, to oba zdają się… jakby to oględnie wyrazić … mocno podejrzanej konduity, a przecież przepisywane masowo.

Cóż to więc za pigułka…? Informacji o niej bogato znajdą Państwo w sieci, chciałabym jednak zwrócić uwagę na pierwotne zastosowanie tego środka, warfaryna należy bowiem do rodentycydów – środków gryzoniobójczych, konkretnie używano jej na szczury. ALE szczury to nie tylko mądre lecz także posiadające ogromne zdolności adaptacyjne zwierzęta i …. rozwinęły na warfarynę odporność. Co robić z tak rozwiniętą produkcją….?

Nic nie może się zmarnować….

Pomógł przypadek – znając najrozmaitsze historie zatruć warfaryną wśród zwierząt, w 1951 roku pewien żołnierz US- Navy zapragnął odebrać nią sobie życie. Chyba wziął za mało, ponieważ przeżył i nawet „wrócił do siebie”, uważni obserwatorzy zaś z radością obwieścili: „Nie umarł, więc to …LEKARSTWO”. :))))))))))))))))))))))
Tak zaczęła się kariera warfaryny jako kolejnego cudu współczesnej medycyny. Ach… detalik: mechanizm działania „leku” zbadano dopiero w roku …..1978.

Zapomniałabym…. Wprawdzie ulepszoną podawano szczurom nadal, jednak… w latach 70-tych i 80-tych szczurki 🙂 rozwinęły odporność i na „ulepszenie”:)))))) Zaprawdę, mądre to stworzenia boże.

Kiedy czytać Państwo będą o skutkach ubocznych, kiedy się dowiedzą się, że warfaryna (jak i phenprocoumanum ) jest środkiem teratogennym – uszkadzającym płód, że do działań ubocznych należą wylewy – również mózgowe, że wątroba może się zbuntować….. proszę zastanowić się nad relacją ryzyko vs korzyść i przemyśleć efekty bardzo, ale to bardzo dokładnie

Przy okazji… niedawno pewien Pan Telewizyjny Doktor upierał się, że chociaż „czosnek jest zdrowy, to nie UDOWODNIONO jego działania obniżającego ciśnienie czy przeciwzakrzepowego…” – już o czosnku pisałam, nie będę więc powtarzać, jak bardzo Pan TV – doktor się myli, a w razie, gdyby mimo wszystko upierał się, że czosnku „poza smakiem i wartościami odżywczymi” :)))))))))) nie można nazwać lekiem…. DLACZEGO w takim razie czosnek, zupełnie legalnie i oficjalnie umieszczono wśród środków (:))) nasilających działanie warfaryny, tuż obok miłorzębu ?

Pytanie retoryczne.

Wracam do tematu o niebo przyjemniejszego, czyli – uziemienia:)

Kontakt z ziemią – o którym już tutaj krótko było – jest bowiem nie tylko jedną z terapii w „szkołach medycznych” najstarszych plemion na całym świecie, ale stał się wreszcie przedmiotem obserwacji i badań zupełnie 
współczesnej medycyny.  Być może, biorąc pod uwagę, że media powoli zaczynają informować o zaletach medycyny naturalnej ( powiem złośliwie – pojmując, że wobec informacji internetowych nie ma szans, by przemilczeć dobroć Natury, decydują się na wspaniałomyślne odkrycie przed ludem skrawka wiedzy, jakkolwiek…. nader często czynią to programami/artykułami – „trojanami”, kryjącymi informacje fałszywe lub/i mające na celu jednak promocję przemysłu ), wkrótce usłyszymy: „Nadciśnieniowcy, jedzcie czosnek, aronię i biegajcie po rosie – bez skutków ubocznych”:))), ale zanim to nastąpi…. choć wątpię, że kiedykolwiek:) ….

Przejdźmy do meritum.

Sprawę rozdmuchał Pan Doktor Stephen Sinatra – kardiolog, dietetyk, niezależnie interesował się aspektami „ziemskiej terapii”:) Pan Doktor Gaetan Chevalier, a także J.Oschman, w końcu razem opublikowali wiele arcyciekawych prac.

Proszę przejść się na stronę w ww.groundology.co.uk – tam znajdą Państwo podstawy ….groundologii ;)…..

Muszę przyznać, uczynienie z kontaktu z ziemią dziedziny nauki wydaje mi się nieco zabawnym, podobnie, jak błyskawiczne spreparowanie produktów mających pomóc w „uziemianiu”, jak prześcieradła ze srebrnymi włóknami ( nie powiem, że to złe, ale czy istotnie niezbędne i właściwe dla każdego – trudno ocenić… ), różne aparaty etc. ALE  – jeżeli nie ma innej metody, w tym zwariowanym, ostemplowanym co do milimetra nieomal świecie, aby wypromować zdrowe sposoby na witalność, na rozsądne metody terapii…. cóż, może i należy nazwać to, przypieczętować naukowo …. Niestety, w dalszej kolejności zwykle ustawia się opatentowanie .

Z prac na podanej stronie – chociaż można je znaleźć również na stronach różnych uniwersytetów, instytutów oraz w formie drukowanej – proszę uważnie przeczytać „The Effect Of Earthing on Human Physiology”, a także „The Sinatra Solution – Metabolic Cardiology” – ucieszyłam się nimi tym bardziej, że dodatkowo potwierdziło niektóre spostrzeżenia, którymi dzieliłam się z Państwem wcześniej.  

Tak więc… proszę korzystać z wiosny i biegać po trawie – tam, gdzie nie ma śmieci 🙂

A ….jeżeli zapomnieli już Państwo o części pierwszej nt.nadciśnienia lub są głodni;))) kolejnych wieści z działu „co obniża ciśnienie” – proszę zainteresować się …

-cayenne

-herbatką z hibiskusa – koniecznie musi naciągać pół godziny,

-od biedy – bo nie z naszego klimatu, ale trudno – kiwi, (badało American Heart Association) 

-przypominam o arbuzach (badania Florida State University), …na pomidory jeszcze za wcześnie, chyba, że z własnoręcznych przetworów…..

No to owocnych spacerków życzę:)

P.S. Ach… chodzenie boso po ziemi nie jest ujęte w interakcjach z warfaryną. Jeszcze:)))))))

Posted in aktualności, chemia, ciśnienie, farmakologia, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Kardiologia naturalnie . cz.15. Kto/co uleczy lekarza?

Posted by natural health consulting w dniu Październik 2, 2011

 

Prastare , wciąż aktualne :medice , cura te ipsum …

A serce … też lekarz . Nasz własny, osobisty , kontaktu najpierwszego 🙂 , dostępny 24 h. i zawsze otwarty na błogość …I co w tę otwartość wpada ? Dzień w dzień błogość ? Ach , to by było za piękne …

Serwujemy wściekłość , żal , agresję , ból ….Wszystko w dawkach bynajmniej nie – homeopatycznych . Ale co tam , przecie „uczuć nie widać” , bombardujmy 
więc  dowoli ; możemy odczuwać nienawiść , no to jak nie użyć ! Możemy tłuc w kogoś  , jak w tarczę – jak nie wykorzystać !…. I gdybyż jeszcze inni nie myśleli …
tak samo… Miarka do miarki , serce ma dosyć  .Czekało na miłość , na pokój , na bliskość i radość …

Czy pamiętamy może wspomnienie z TCM i Ayurvedy o czakrach ? Ciało – system bioenergetyczny , zintegrowany z komórkowym matrixem subtelną , drgającą energią , przenikającą sieć kanałów , pulsującą w centrach … czakrach .

Czakry – stacje …dworce w komunikacji między infoenergią serca , a resztą komórek  .

Każda stacja połączona z odpowiednim fizjologicznym , endokrynnym i neuroemocjonalnym podsystemem .

Tak TCM , jak i Ayurveda widzi w czakrze czwartej – czakrze serca – regulatora dla wszystkich pozostałych punktów energetycznych -pośrednika między niższymi , fizyczymi ( związanymi z Ziemią) , a wyższymi poziomami energii .To transformator , w którym znajduje się fizyczne jądro egzystencji , łączące nas z Kosmosem lub, jak niektórzy wolą – z Niebem , „czymś więcej „aniżeli „ziemskie”.

Medycyna szkolna uparcie buduje całość wokół mózgu – w jej ujęciu – miejsca „zaczepienia ” człowieka na tym świecie .

W najstarszych medycynach świata to serce jest organem immunologicznym , do czego przychylają się psychoneuroimmunologowie , czyniąc ukłon w stronę 
(5)tysiącletniej wiedzy gigantów sztuki leczenia :Azji i Indii .

To TCM od dawna zaobserwowała połączenie energetyczne między sercem , grasicą , a systemem immunologicznym , wnioskując , że wszystko , co odbieramy naszym sercem , przenosi się na cały system odpornościowy .

Wszystko … ? Jako , że kardioenergetyka doszła do wniosku , że energia oraz przekazywane nią informacje nie znikają , nasuwa się pytanie , dokąd to ? Dokąd podążają fale ( informacje ) po destrukcji molekuł lub neuropeptydów (cząsteczek) , w których były zawarte ? I tutaj istnieje teoria : nie płyną nigdzie „dalej „- są i zawsze będą .Towarzyszą nam , jak klucz , podarowany od ludzi , którzy żyli PRZED nami . W swojej książce „Psychobiology” dr Herbert Weiner dojrzał rolę pamięci komórek w procesie leczenia już ponad trzydzieści lat temu …

W „Journal of Personality „, 1986 , nr 54 , ukazał się artykuł , który nic a nic nie stracił na aktualności :” Some Reflections on the Two Psychologies of Love” , dra Mc Clellanda / Boston University – tam formułuje on ( doktor, nie artykuł 😉 – miłość jako stan ciało- duch , wyraźnie zaznaczony na wszystkich poziomach organizmu , włączając system immunologiczny i serce . Pracą swą próbował zwrócić uwagę medycyny szkolnej na serce w aspekcie immunologii ….

Ale napisano , że „Mc Clelland usiłował zmierzyć niezmierzalne :serce w inteligencji ciało & mózg „. Nie sądzę , by to się dało zmierzyć , ale trzeba Clellandowi przyznać : nie bał narazić się na ostracyzm  , mówiąc :”miłość do władzy wyklucza władzę(moc) miłości „. Ustalił , że „chaotyczna koherencja serca  = zaburzenia pracy serca występują u frustratów obłąkanych żądzą władzy ponad dwa razy więcej  aniżeli wskazywały to ogólne dane , że system odpornościowy jest u nich o wiele słabszy niż u ludzi kierujących się miłością do innych ( Journal of Human Stress , nr 6. , 1980 , Mc Clelland and J.B.Jemmott , „Power , Motivation , stress and physical illness „) .

Tyle wody upłynęło od prac Clellanda … serce nadal „leczy się ” pigułami zamiast miłością .

A żeby nie zakończyć „na smutno „i pigułą …Brigham Women’s Hospital Boston ogłosił , że przez jedzenie ryb zmniejsza się o 80 % ryzyko „śmierci serca ” …myślę , że „przedwczesne ryzyko …”:)  , w innym wypadku …. no , no ;)))).

Rybki , jak rybki , konretnie chodziło o omega – 3 , wałkowane już w poprzednim , a i wcześniejszych odcinkach , rybki powinny być więc tłuste 🙂 . Ach… JAK oni to ustalili ? Pamiętając , co pisałam o badaniach 🙂 , zajrzałam w akta :
doświadczenia trwały DWADZIESCIA LAT i wzięło w nich udział 22.000 mężczyzn ( w ww.brighamanandwomens.org ) .

A jeżeli Omega – 3… to Laval’s Faculty of Pharmacy / w ww.ulaval.ca/research …) pomogło ustalić pożywienie najbogatsze w powyższe: ryby , olej lniany , orzechy włoskie , avocado , kiwi , zielone liściaste warzywka ( więc i opisywana tu portulaka , ale akurat o niej  zapomnieli 😉 , co z kolei nastąpiło po innych badaniach -tym razem nad mózgiem , a które doprowadziły do wniosków , że Omega – 3 pomogły zredukować zniszczenia ( chodziło o atrofię ) mózgu o 25 % !

To nie byle co .

Zakończę „nowością” 😉 Brown University , Providence ( w ww.brown.edu) : „Wrogie nastawienie do innych to o wiele większe ryzyko zawału niż otłuszczenie ( !) , palenie papierosów ….. „.

No proszę . Może jednak i współczesne uniwersytety do czegoś  się przydadzą 🙂 …Tylko jak się nie wkurzać , kiedy Dania , zwietrzywszy biznes na zdrowej ( mam na myśli naturalnie tłusty nabiał i ryby ) , tłuściutkiej żywności , podnosi na nią ( na każdy rodzaj tłustego ) podatek pod pretekstem „dbania o zdrowie obywateli ” ? Drogie czipsy na Węgrzech jeszcze od biedy jestem w stanie zrozumieć , choć godzi to ewidentnie w obszar wyboru . Ale tłusty twaróg ? Ryby ? Czyżby rząd duński znów potrzebował Hamleta …. ?

Posted in aktualności, cholesterol, ciśnienie, kardiologia naturalnie, odżywianie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny, jak Chińczyk.cz.14.

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 7, 2010

Tzu Kung rzekł:Nauki Wen i Wu nie przepadły całkiem i żywe są wśród ludzi. Cnotliwi gromadzą wiedzę o ich najważniejszych zasadach , a ci mniej cnotliwi gromadzą wiedzę o ich pomniejszych zasadach.Nie ma miejsca, w którym nie byłoby śladów nauk Wen i Wu.Jakże mógłby się Mistrz nie uczyć i po cóż byłby mu nauczyciel?Konfucjusz 

Z prawdziwym smutkiem doświadczam, jak wielkie nerwy i zacietrzewienie …właściwie, to nie wiem, jak określić te osoby….co niektórych przedstawicieli świata medycyny szkolnej -ale wydaje mi się, że wyłącznie tych zakompleksionych:-))i niedoinformowanych  budzi moje dzielenie się informacjami stricte specjalistycznymi, praktycznie zastrzeżonymi dla branży ( z zupełnie niezrozumiałych mi powodów, a o czym już kiedyś wspominałam), pochodzącymi np. z kongresów lub fachowych pism wydawanych za granicą…..Myślałam, że się ucieszą!:-):-):-)Bo korzystają naprawdę obficie:-)

 Ale oni się nie cieszą.

 Dlaczego? Bo może się okazać, że jakiś ich pacjent pilnie odrobił lekcje i wie więcej od „specjalisty”, któremu nie chciało się pojechać tu i ówdzie albo chociaż zasięgnąć wiedzy w FACHOWEJ przecież literaturze? A że w obcym języku? A co, nie ma tłumaczy?A jak nie tłumacze (bo nie daj Bóg też za dużo się dowiedzą), to nie łaska podszkolić to, co się ma na papierku, ale w głowie to już „nie przetwarza”, bo po co się uczyć, kiedy ma się już stołek?

 ALE MEDYCYNA TO SZTUKA, SZTUKA EWOLUUJE! A to oznacza, że , co podkreślałam w poprzednich wpisach, medycyny uczymy się do śmierci.Jeżeli chcemy się do niej jak najbardziej zbliżyć, rzecz jasna.Jeżeli chcemy komuś -i sobie- pomóc. Nie ma odwrotu.Jeżeli chcemy tylko wypisywać papierki, trzeba było wybrać inny zawód. Co? Pacjent będzie wiedział więcej a ten, kto nie wie,będzie się wstydzić? I bardzo dobrze, że pacjent będzie wiedział więcej, bo czegoś się od Niego Państwo Niechętni nauczą -OD KAZDEGO trzeba się uczyć.W każdym zresztą zawodzie. Po prostu w życiu. Nie ma się czego wstydzić. Zawsze, kiedy czegoś nie wiem- staram się dowiedzieć.To taka prosta zasada! Chyba, że ma się coś w nosie.Wtedy- przepraszam najmocniej.

Nie bójcie się internetu- on nie gryzie.

Nie bójcie się języków- one otwierają świat.

Nie zamykajcie się w spróchniałej wieży swojego zadufania i pewności, że posiadacie jedyną słuszną wiedzę.

Nie bójcie się książek i pism tworzonych w mowie, którą sami pielęgnujecie w zawodzie tak, aby laik nie miał do niej cierpliwości ani dostępu.

Powtarzam:została stworzona taka rzeczywistość, że chorych NIESTETY nie zabraknie. Każdy chory chce się też upewnić,  czy to, co przeczytał w necie lub książce, jest dla niego- zresztą i tutaj i w każdej medycznej, quasimedycznej i paramedycznej- a nawet zauważyłam ostatnio taki „cukierek”  w literaturze beletrystycznej!!- publikacji pisze, jak wół:ona nie zastępuje porady żywego specjalisty.O to się sama, wypaczona wersja  medycyny alopatycznej zatroszczyła, aby każdy czuł niepokój , póki nie ZAPŁACI EKSPERTOWI…Jakby książki i pisma były za darmo….no, dla „insiderów” znajdą się darmowe publikacje, nie powiem. A że Człowiek przychodzi i pyta o rzeczy, o których 
„ekspertostwo” nie ma pojęcia……To żaden wstyd- wstydem jest nie próbować się dowiedzieć, o czym ten Człowiek mówił lub ośmieszać, deprecjonować to, czego się nie rozumie. Przypominam:gdyby większość specjalistycznych, jak to się nazywa, stron medycznych nie była zarezerwowana  dla „inside”, czyli kółka branżowego, Ludzie chętnie by tam zaglądali i zapoznawali się z różnymi dziedzinami od tej drugiej strony, jeżeli już stworzyło się tak sztuczny podział  na „znawców zdrowia” i „petentów zdrowia”.Gdyby one jeszcze były napisane przystępnym językiem….byłoby cudnie.ALE TAK NIE JEST! Więc nie miejcie, szanowni Niespokojni, pretensji, że ktoś udostępnia „informacje, które nie zastępują konsultacji z lekarzem”.

Moja strona- jak każda inna, motywująca Ludzi do myślenia – najwyraźniej przeszkadza?

Bo co?Bo nie ma reklam big przemysłu ,  a kiedy wymieniany jest jakiś środek gotowy, to nie za opłatą ,ale dlatego , że w mojej ocenie -niesprzedajnej ocenie-jest dobry?

Bo mogłabym pisać w zamkniętym portalu TYLKO DLA UPRZYWILEJOWANYCH, którzy łaskawie by to czytali, albo nie, ale ta wiedza nie wymknęłaby się do LUDU?To mi się kojarzy z NUR FUR DEUTSCHE w czasach wojny, drodzy Państwo, ale te czasy już minęły!

A może, bo ujawniam źródła, z których każdy może skorzystać jeszcze więcej? I wiedzieć jeszcze więcej?No przecież takie źródła to też zarezerwowane dla elyty są , a elyta albo z nich skorzysta, albo chociaż sklei fragmenty swoich prac- niekoniecznie zawsze chwaląc się, skąd to ma, więc dlaczego ma o tym czytać LUD?

A dlatego, że wiedza jest dla WSZYSTKICH.

I na całym świecie jest coraz więcej stron o właściwym podejściu do zdrowia.I będzie coraz więcej, i coraz więcej ludzi będzie znało prawdę o chorym systemie zdrowotnym. Z internetem czy bez.To już za daleko zaszło- nie zabraknie ludzi, którzy nie ustaną w szerzeniu informacji.

Jedyne, co przedstawiciele pewnej grupy biznesu szczególnego rodzaju,biznesu na czyimś zdrowiu  mogą zrobić, to zmienić swoje nastawienie do pacjentów i klientów, uspokoić pazerność i zrozumieć, że wszystkich uciszyć się nie da.

Niech korzystają (robią to i bez mojego przyzwolenia) i pozwolą korzystać Innym. Niech nie robią z Ludzi półgłówków nie będących w stanie przeczytać i zrozumieć paru stron informacji o właściwościach jagód na przykład.Czy o działaniu magnezu w organizmie.Niech nie oduczają Ich myślenia, nie UZALEZNIAJą od chorego systemu.Wiedza MUSI być powszechnie dostępna. ..przecież podobno o to chodzi wszystkim chcącym dobra pacjenta, nieprawdaż?

A że dorwą przed ESKPERTAMI wiadomości ,o których nie zdążyło napisać jeszcze żadne polskie pismo? Toż to się cieszyć trzeba.W jakiś sposób ta wiedza dotarła więc i do nich.I nawet nie potrzebują tłumacza.

Wprawdzie nie sądzę, aby cokolwiek, co tu teraz napisałam, trafiło do kogoś, kto przed oczyma ma wyłącznie zysk, ale..

Kto wie….Czasem mgła opada niespodziewanie. Na razie pozostaje mi się cieszyć, że i u nas jest coraz więcej świadomych lekarzy zafascynowanych naturalnymi metodami leczenia , którzy coraz częściej nie poddają się ogólnopanującym ,skostniałym ramkom nie służącym tak naprawdę nikomu….O właśnie- choćby kwestia pijawek:
jeszcze niedawno spora część EKSPERTóW z odrazą wypowiadała się o hirudoterapii , jako „szarlatanerskiej metodzie”.Moi rosyjscy znajomi byli niedawno wręcz zszokowani, że w Polsce te zabiegi nie są powszechne dostępne, ponieważ w Rosji do tej pory pijawki można i nabyć i zahodować:-)) wszędzie, a ludzie stosują je i sami, ponieważ wiedzą, jak-i z pomocą lekarzy, dla których nie jest to niczym dziwnym. ALE hirudoterapii w Polsce  nie dało się zwalczyć, bo zbyt wiele osób wie już o jej dobroczynnym działaniu i co mamy? Pozytywne recenzje metody w prasie, nowe gabinety zajmujące się tylko ww.metodą….CO?? Są to nawet gabinety LEKARSKIE! Tak, tak, bo rozsądnych medyków nie brak i kiedy pozwoli im się na inicjatywę- potrafią leczyć skutecznie. Wprawdzie wciąż przestrzega się przed samodzielnym użyciem pijawek (fakt, trzeba zwracać uwagę, z jakiego źródła pochodzą i dobrze  lokalizować miejsce ich przyłożenia ORAZ absolutnie koniecznie zwracać uwagę na przeciwskazania!), z czego zaśmiewają się Rosjanie, ale postęp widać.

Nigdy nie zrozumiem tworzenia sztucznych ścian między wiedzą a Człowiekiem przez Człowieka.Nic tego nie usprawiedliwia.Jeżeli ktoś jest innego zdania…jego sprawa.

Trudno w to uwierzyć, ale z 7/8 sierpnia zaczyna się w chińskim kalendarzu…..jesień:Li Qiu, upływający pod znakiem „schodzących (łagodniejących) upałów, zwanych „jesiennymi tygrysami”. Czas żniw i zbiorów. To teraz natura wydaje się mieć najlepszy humor dla swoich dzieci-zwierząt i ludzi, to teraz jest najhojniejsza. Nic dziwnego, że w dawnych Chinach cesarz witał jesień Qiu uroczyście ,ucztując i obdarzając podarunkami urzędników- na wzór Pani Jesieni:-).Gdzie te czasy, chciałoby się powiedzieć….

Trzynasta część roku to przede wszystkim przygotowania do zimy. Chińczycy ważyli się ,aby zobaczyć, czy w lato schudli, czy utyli a jeżeli schudli, to czy aby nie trzeba zrobić zimowych „zapasików” tłuszczu:-)

Polska , piękna złota jesień jest chyba najpiękniejszą jesienią, jaką znam. Chyba, ponieważ od czasu, kiedy zaczęto wycinać lasy na niespotykaną wcześniej skalę ,ten krajobraz smutnieje- i to nie tylko z powodu wszechobecnej, jesiennej melancholii- on umiera -to już nie jest coroczna hibernacja, niszczenie tak ogromnych połaci lasów to morderstwo popełniane na żywym organizmie: na wspólnym dobrze. Czy nikt tego szaleństwa nie powstrzyma? Czy naprawdę nauczka z innych krajów, gdzie wycinanie lasów spowodowało potężne powodzie (chwileczkę….po co sięgać do innych krajów, czy spustoszenie drzewostanów nie było jednym z czynników ostatnich powodzi u nas ?) , pustynnienie, erozję gleb, zubożanie ich….w Chinach np.nasilają się tzw.czerwone burze- tumany piachu z rosnących pustyń zawiewają miasta i wsie , czasem przez parę dni:lasy, które by w tym zjawisku przeszkodziły, kupują ludzie Zachodu w meblach, papierze , gadżetach …… Szwecja z kolei bardzo lubi polskie drzewo- swoich lasów już coraz mniej wycina, więc…..za bałtycką miedzą co nieco jeszcze ostało.

Nie chcę jesieni w Polsce bez starych drzew. Bez nich nie ma ona sensu.Są jak punkty Xue na żywym , ziemskim ciele.Tak, jak rzeki -być może jego meridianami. W pojęciu meridianów mamy maleńki bałagan: są tłumaczone bardzo, ale to bardzo różnie a jedno wyjaśnianie zdaje się być bardziej skomplikowanym od drugiego. Nie wiem, czy podane przeze mnie określenie będzie Państwu odpowiadać (bo właśnie nadszedł na meridiany czas) ,ale postaram się przybliżyć je najlepiej, jak potrafię.

Dla mnie są one kanałami życia. Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne:-))), że takie pojęcie wykształciłam w sobie obcując z wiedzą o TCM – możliwe, że jest to jedno z pojęć najlepiej oddających ich rolę.

Jing Luo -w wolnym tłumaczeniu dotyczącym tematu TCM to drogi życia-podobnie?I o to chodzi. Meridiany są swoistymi drogami-bardzo swoistymi nawet, gdyż tworzącymi niewidoczną sieć- którymi podążają trzy rodzaje energii wymienione wcześniej:

energia ,którą otrzymujemy przy urodzeniu

energia pobierana z pożywienia 

energia wchłaniana z atmosfery.

Mimo, iż TCM traktuje je jako niewidoczne, uważa się je za całkowicie realne (p.poprzedni rozdział o TCM i problematyce zachodniego pojmowania filozofii medycznej Wschodu)-przypomnę przy okazji ponownie, że TCM nie ufa i nie stosuje zachodnich  metod diagnostyki technicznej ,testów laboratoryjnych , w ogóle zachodnich metod badania, prowadzący pacjenta musi więc opierać się na obserwacji i zdolności WCZUWANIA się w stan pacjenta,który przed nim stoi-nie tego , co był wczoraj ani tego, co przyjdzie jutro- tym samym jest to diagnoza wysoce profesjonalna, długa, czteroetapowa (!) i niezwykle precyzyjna, a mapa lub znajomość meridianów i punktów akupunkturowych bardzo w tym pomaga- ba, jest niezbędną. To nie oznacza, że Państwo , przy odrobinie (sporej „odrobinie”:-)) zaangażowania, nie mogą zapoznać się z jej szczegółami, a bardziej dociekliwi osiągnąć w niej zupełnie niezły poziom:Polacy byli, są i będą bardzo utalentowanym narodem i nic, co potrafi Chińczyk, nie może być nieosiągalnym do wykonania dla Polaka- to dla tych, którzy swoją ocenę zaczynają od kompleksów:-)

 W przypadku diagnozowania metodą TCM odchodzi problem zastanawiania się, czy delikwent 🙂 mówi całą prawdę- to widać, słychać i czuć:-))Chińskiego lekarza nie nabierze się na bolącą główkę, kiedy ona nie boli:-)))

Zerkając zaś  na trzy energie płynące meridianami, na pierwszy rzut oka widać:-), jak ważnym jest dobry stan zdrowia ludzi, którzy decydują się na dziecko, jakość pożywienia oraz nieskażone środowisko.

Uwaga:meridiany -mimo, że uważa się ,iż płynie nimi także energia krwi, NIE są identyczne z naczyniami krwionośnymi, proszę więc w żadnym przypadku nie próbować „dobierać się ” żadnymi działaniami do naczyń krwionośnych!!!

To raczej drogi spajające podstawowe substancje oraz organy w jeden, żywy organizm.

Czego szuka chiński lekarz obmacując , wąchając i oglądając chorego? Miejsca oraz wielkości energetycznej dysharmonii.

To ona jest bazą zaburzenia i to miejsce(a)  opowie/dzą  nam o zaistniałym problemie najwięcej.

Sposób terapii w TCM oraz czas jej stosowania zależy od pory roku! I to jest bardzo, ale to bardzo ważne, gdyż terapia podjęta w niewłaściwym czasie może przynieść więcej szkody niż pożytku lub nie pomóc wcale.

Dlatego zaczęłam TCM od skorelowania podstawowych pojęć z chińskim kalendarzem, aby potem ułatwić Państwu odniesienia do okoliczności stosowania chińskich metod.

 Wykorzystanie meridianów w diagnozie oraz terapii pomaga doprowadzić ciało do utrzymania wewnętrznych sił obronnych- przez lekarzy zachodnich określanych jako energie antypatogenne (Europejczyk musi mieć jakieś „anty”:-)

Czynnikami patogennymi (wewnętrznymi i zewnętrznymi), mówiąc językiem Zachodu, aby uprościć pojmowanie, mogą być wymienione już przez mnie w cyklu np.silne wiatry, gorąco, wściekłość:-), żal, zawiść, niepokój, zepsute pożywienie, toksyny i in.Jeżeli te czynniki trafią na zmniejszoną odporność, na UBYTEK energii lub energię zakłóconą, dojdzie do starcia dwóch energii a wynik może być zmienny dla obu, jednak w czasie owej walki zaobserwujemy hyperergię lub hypoergię.W przypadku wyjątkowo osłabienia organizmu-nawet anergię.

Hyperergia, to nadmiar działania ze strony układu immunologicznego, hypoergia- niedostateczne jego działanie, anergia zaś to zanik sił organizmu, brak gotowości do jakiejkolwiek obrony, czyli stan mocno niepożądany.

Jedna z tych sił przegra.Która- w dużym stopniu zależy od nas.

O bójce:-) sił to początek, teraz wrócę na chwilę do meridianów:

w księgach medycyny chińskiej mamy:”Jing luo transportują Qi i krew, regulują Yin i Yang, utrzymują elastyczność ścięgien i wspierają stawy”. One łączą (jak pisałam też o punktach ) wnętrze ciała ze środowiskiem zewnętrznym: to podstawa akupunktury, ponieważ jasnym teraz staje się, że to co czynimy na powierzchni ciała, działa na jego wnętrze.

I znów przewija się odwieczne Jak na górze, tak na dole…..

Na razie o wprowadzeniu do istoty meridianów tyle, teraz troszkę o działaniach odnośnie samej pory roku, gdyż od 7/8 sierpnia zaczynają dominować PŁUCA i wszystko, co z nimi związane.

Płuca to żywioł metalu.Tu łączy się Qi Ziemi z Qi Nieba-pożywienie z powietrzem:one płodzą Qi ożywiające Człowieka.

Nie na darmo w dalekowschodnich ćwiczeniach dominują te pozwalające zapanować nad oddechem-kto panuje nad oddechem, panuje nad energią życia.

Teraz zajmujemy się płucami szczególnie:ubieramy się wprawdzie w dalszym ciągu zależnie od pogody, nie narzucając zbyt szybko swetrów w razie ochłodzenia-bo trzeba pozwolić organizmowi na spokojne przystosowanie się do nadchodzącego chłodu, ale też nie ma mowy o przeziębieniu pleców-czyli przewianiu, chodzeniu z odsłoniętymi plecami w wietrzne dni-to jest na goły tył:-) zupełnie nieodpowiednia pora. Owszem, będąc nad ciepłymi zbiornikami wodnymi, czy opalając się- to co innego, ale poza tym plecy są od teraz zakryte. Pamiętajmy, że ogromny wpływ na przeziębienia i inne słabości organizmu ma skóra, zwana w TCM „trzecim płucem”-stąd lepsza teraz choćby lekka koszulka aniżeli nic:-)

Płuca rządzą Qi, Serce zaś rządzi Krwią:bicie serca towarzyszy oddechowi, krew podąża za Qi.Zaburzenia Qi Płuc to hamowanie krążenia Krwi ,a to z kolei dalej „trzepotanie” serca, ciężar w klatce piersiowej, uczucie niepokoju i co za tym idzie, obfite poty. W ciągu dalszym mamy dermatozy (choroby skóry),alergie, żylaki, przerzedzone włosy i osłabienie organizmu.

Nie chcemy zaburzeń Qi Płuc i wszystkiego tego,co za nimi idzie.Tym bardziej, że partnerem Yang Płuc jest Jelito Grube-ono prowadzi proces zaczęty w Płucach-oczyszczanie organizmu.I Płuca i Jelito Grube usuwają z organizmu , co już mu się nie przyda.

Zakłócony obieg Płuc prowadzi następnie do zakłócenia pracy Jelita i …..stajemy się zanieczyszczeni.

W dużym skrócie, aby zapewnić prawidłowe obiegi Płuc i Jelita Grubego (piszę z dużej litery, gdyż jestem do tego przyzwyczajona) , należy:

-oddychać pełnią zdrowego (!) powietrza ,nie dusić w sobie żadnych przygnębiających emocji ani ich nie produkować-po prostu pozwolić im odejść,

-ruszać się (perystaltyka jelit nie działa bez ruchu:-)) i nie zamulać śmieciami jelit.

Banalnie proste? Jasne.To dlaczego takie trudne w praktyce?:-)

Człowiek spięty, zajadły, agresywny, zestresowany, znerwicowany, ma napiętą skórę i mięśnie, twardą przeponę, zatwardzenie (sztywne jelita), przykurczoną szyję, nieruchawy kręgosłup , nie współpracującą okrężnicę……Nie opłaca się.Nawet masaże nie dadzą długoterminowo wiele, ponieważ usuną problem chwilowo, bodźcowo. Jeżeli postawa nie będzie zmieniona, ciało może się zbuntować.Huśtawka od maksymalnego odprężenia do maksymalnego spięcia nie czyni dobrze niczemu ani nikomu.

Co popijają Chińczycy, aby wzmocnić Płuca?

Herbatkę z rodzaju dostępnego i u nas tak w lasach, jak i ogrodach, wiciokrzewu-przy czym u nas byłby to głównie wiciokrzew pomorski- Lonicera periclymenum L. i, przewiercień-L.caprifolium( w Chinach to Chai Hu -Bupleurum chinense D.C.)-przepięknie pachnąca- to popularne i łatwe do odróżnienia gatunki. Kwiatki można też suszyć. Chińczycy dodają je nawet do rosołów i innych zup. W przekazach TCM kwiat wiciokrzewu wspomaga usuwanie toksyn, Gorąca i Wiatru, łagodząc podpuchnięcia, obniżając ciśnienie (uwaga niskociśnieniowcy!) i gorączkę.Kwiatów nie jemy- są zbyt włókniste.

Oprócz  herbatki wiciokrzewowej wymieniłabym też napar z kwiatu krokosza barwierskiego-Hong Hua- Carthamnus tinctorius L., z którego pojawił się u nas wreszcie bardzo cenny olej spożywczy, którego używam od lat naprzemiennie z oliwą i który na Zachodzie ( i wieki temu na  Wschodzie…….a przecież  jesteśmy pośrodku!:-)) dawno osiągnął status popularnego i bardzo wartościowego.

Herbatka z kwiatu krokosza pięknie rozwiązuje zastoje Krwi, pomagając krążeniu, więc i likwidując opuchlizny, obrzęki, przyśpiesza też gojenie łagodnych podskórnych wylewów, czyli siniaków.

Jeżeli mamy w ogrodzie morwę-o jej właściwościach dla cukrzyków nie muszę chyba wspominać, gdyż produkowanych jest tyle preparatów z niej, że dziwnym byłoby ich nie dostrzec, ale herbatka z liści-tej Chińczycy nie odmawiają sobie teraz na pewno.Cóż czyni taki napar?(Klasycznie, parę liści zalewamy wrzątkiem na 5 minut, odcedzamy potem i mamy coś dobroczynnego) Oczyszcza Płuca, mobilizuje przemianę materii, pięknie reguluje gospodarkę cukrową, przepędza z organizmu Ogień:-).

Jeżeli teraz jednak byśmy np. złapali kaszel? Są jeszcze rzodkiewki:-)-zasypane cukrem puszczą po ca.6 godzinach tyle soku, ile nam trzeba na kaszel suchy-posługując się oczywiście bardzo ubogą kategoryzacją kaszlu:-).

Teraz sok z cebuli raczej nie służy -to jeszcze pora rzodkwi:-)).

Do jedzenia- to, co aktualnie dojrzewa (jak zwykle), więc oczywiście jabłka (uwaga osoby ze słabą wątrobą- lepiej „podejdzie ” Państwu jabłko pieczone ,surowe są wręcz niewskazane-„wątrobowcy” często nawet odczuwają wstręt do jabłek), wszelkie zielone warzywo liściaste, wciąż dużo pijemy ,ale ubożymy jadłospis o przyprawy wysuszające Płuca, a więc chili, cynamon, czosnek.Ich pora jeszcze powróci. Wciąż aktualne kwiaty liliowca z poprzedniego rozdziału oraz owoc liczi. No i jagody borówki czarnej:-))

Literatura: jak poprzednio w TCM.

Stronę o pijawkach, czyli hirudoterapii mam po prawej -w blogrollu:-)),pozdrawiam Joasiu:-)

Posted in aktualności, ciśnienie, etyka, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

To,co zbyt wysoko skakać nie powinno,czyli rzecz o ciśnieniu.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 30, 2010

I znów warunki zewnętrzne zmobilizowały mnie do przejścia w sedno bez prologów.No,może nie całkiem bez prologów się obędzie,gdyż rzecz jest poważna-tzw.ciśnienie.Ilość sygnałów przejeżdżających ambulansów nie nastraja mnie do przytaczania definicji,więc o „o tym potym” a teraz coś o sposobach na skoki,gdyż wychodzę z założenia,że każdy,kto je ma,mniej więcej wie o czym tu teraz a jeżeli „ma a nie wie”,to…

Oddanie właściwości zaburzeń krążenia najbardziej odpowiada mi w ujęciu medycyny chińskiej oraz homeopatii-oba są zresztą do siebie podobne bardziej,niż to ich ortodoksyjni przedstawiciele uważają;-).

Serce,krew,w stanie homeostazy pulsują w naturalnym rytmie kosmosu-bezustannym powtarzaniu podobieństw.Tutaj koniecznie muszę uspokoić tych,którzy słuchając swego serca,dostrzegają czasami pewne przyśpieszenia lub zwolnienia:bicie podobne do metronomu-sekwencja niezmienna- nie jest bynajmniej indykatorem zdrowia ani długiego życia,jak się to często mylnie uważa,gdyż oznacza-mówiąc w skrócie- zesztywnienie w takcie,pewien przymus,a więc utrwalenie się w pewnym stadium,co dalej nazywamy brakiem rozwoju-możliwością patologii.

Innym jej (patologii) powodem może też być przeciwieństwo stałej,czyli arytmia.Arytmia jest swoistą anarchią i zwykle kojarzy się z rozwojem a raczej ekspansją niekontrolowaną-też nie wychodzi na zdrowie.

Rytm więc-od czasu do czasu jak najbardziej przybierający lub zwalniający,byle nie za często i za gwałtownie,jest mediatorem organizacji krążenia,nośnikiem żywotności oraz…lekarzem,gdyż siły lecznicze organizmu pochodzą właśnie z jaźni systemu rytmicznego.Platon widział w położeniu serca między głową a siedliskiem płci rolę porządkowego,można by rzec-strażnika rytmu.Medycyna szkolna zniża je do rangi mięśnia pompującego krew.

Wiliam Harvey-odkrywca zjawiska krążenia krwi nie uznawał mechanistycznej koncepcji serca jako „pompy”-postrzegał je jako słoneczny-bo widział też związek organu ze słońcem-modulator.Wiedział,że ciało otrzymuje impuls z wnętrza-homeopaci powiedzą-od ciała astralnego.

Jeżeli przyjrzymy się rozwojowi organizmu,krew jest źródłem układu krążenia,istnieje i żyje-bo dla mnie żyje-czyli porusza się zanim ukształtuje się na dobre serce.Nawet,jeżeli dojdzie do zgonu,to umożliwienie napływu krwi żylnej do serca spowoduje przywrócenie jego pracy.

Właściwa aktywność serca jest warunkiem prawidłowych relacji między człowiekiem a środowiskiem,to właśnie serce dysponuje mocą tworzenia naszej obecności w środowisku,ofiaruje nam możliwość korzystania z potęgi miłości oraz wolnej woli.

Zanim zapędzę się w mechanizmy biochemiczno-fizyczno-medyczne a więc w ględzenie o przyczynach zaburzeń, przejdźmy do konkretów,bo na powrót do wysławiania oraz wyjaśniania roli tego niesamowitego instrumentu przyjdzie jeszcze czas.

Przypominając niezbędny w tych okolicznościach (nagłe zmiany ciśnienia na zewnątrz) fakt,że jesteśmy częścią natury i że od Niej zależymy,to dodatkowo fundujemy sobie (często pod przymusem okoliczności) czynniki powodujące zaburzenie wzmiankowanego rytmu.Zajmijmy się najpierw stresem, więc  i nie zawsze pożądanym wzrostem adrenaliny.Pół biedy bowiem,kiedy się zdarza,od tego ten mechanizm jest,gorzej,kiedy system krążenia jest stymulowany permanentnie-a u wielu osób niestety jest.Taka ciągła stymulacja przypomina dźganie wierzchowca-najpierw przyśpiesza,potem tępieje,następnie wariuje,na końcu pada on a na nim-my.

Czas „mocnej zimy”,styczniowy niestety jest wg Chińczyków okresem zawałów-procesy kataboliczne dominują na zewnątrz,organizm odbiera ogólną tendencję a niektórzy w tym fatalnym trybem życia pomagają.Standardowe środki medycyny szkolnej działają na najprymitywniejszym,najniższym poziomie-odnoszą skutek w stanach nagłych,ostrych,jednak nie docierają do sedna problemu.Wyłączenie systemu alarmowego nie oznacza,że złodziej wyszedł.

Chińczycy,za zaburzeniami w pracy serca widzą (z  p o d s t a w o w y ch przyczyn)chorą śledzionę (tutaj kasza jaglana jest dla niej prawdziwym eliksirem),wątrobę (ostropest) i oczywiście nerki.

Medycyna naturalna dysponuje w dalszym ciągu armią środków współgrających z organizmem i „dogadujących się” z przyczynami zaburzeń.Do najprostszych,bo od nich należy zacząć,należą ćwiczenia.

Wstajemy rano przeciągając się jak kot-to słyszeliśmy wiele razy,ale potem,zanim wstaniemy-przebierajcie palcami-poczynając od dużego palca-ruszajcie nim tam i z powrotem 12 razy,skoncentrowani na tym,co robicie.Te ruchy pobudzają nerwy całego cielska :-),pobudza krążenie,ożywia organizm.Chińczycy mawiają,że chorą starość przynoszą palce u stóp-ponieważ od nich,jeżeli są niesprawne,nie rozruszane,marzną,zaczyna się sztywnienie ciała.

Ziółka:Tasznik-Capsella bursa pastoris-w Chinach południowych stały gość w kuchni,w Polsce pogardliwie deptany jako „chwast”.Tasznik łagodnie obniża ciśnienie (jest naturalnym diuretykiem-moczopędny).Hildegarda z Bingen doceniała go jako środek tamujący krwawienia.

ALE-kiedy jest zimno,krew się zagęszcza,powstaje więc ryzyko zakrzepów.środkiem i przeciwdziałającym zakrzepom i obniżającym ciśnienie jest czosnek-o ile możecie znieść jego zapach…..a warto.Kapsułek nie uznaję,gdyż po pierwsze są tam zamknięte wyizolowane substancje a ja preferuję całość a po drugie często zawartość pozbawiona jest już siły obecnej w naturalnej roślinie,co zrozumie każdy zielarz.Gruzini czosnek kiszą i wcinają skolko ugodno.

Nieco przyjemniejszym sposobem na obniżenie ciśnienia jest herbatka z selera naciowego,czarnej herbaty i miodu. Parzyć ok.8-10 minut.Jeszcze smaczniejszy jest napój z zielonej herbaty z kwiatami suszonej chryzantemy-jako,że ostatnio namnożyło się odmian chryzantem i niekoniecznie wszystkie nadają się (też ze względu na uprawianie ich na kwiat cięty,więc pryskanie chemią)do wrzucenia do filiżanki,lepiej poszukać chryzantemy w orientalnych sklepach,ewentualnie wyhodować sobie samemu-odtruwa i obniża ciśnienie w łagodny sposób.Przy stanach niepokoju herbatka z niedocenianej waleriany (kozłka lekarskiego) także powinna się w zestawie znaleźć…jak jej nie lubimy,to chociaż inhalacje.

Miód-zmniejsza napięcie ścian naczyń krwionośnych (dobry,nie zafałszowany-na serce gryczany,lawendowy,wrzosowy) oraz delikatnie je odwadnia.Tu nie powstrzymam się od analogii z syntetycznymi lekami,gdyż niektóre (wiele)stosowane w hmmmm…leczeniu?-ciśnienia odwadniają,ale z moczem zwiewa potas-w przypadku miodu nie ma tego niebezpieczeństwa-porządny miód sam jest jego źródłem.

Sok z aronii (Aronia melanocarpa)-3 razy dziennie po pół szklanki-aronia w ogóle jest rośliną wybitną,więc poświęcę jej kiedyś więcej miejsca.

Głóg,jemioła,melisa,są tak znanymi ziołami znanymi w terapii nadciśnienia oraz zaburzeń pracy serca, kardiomiopatii różnego rodzaju,że jest dostępna wystarczająca literatura na ich temat.Są i ziółka silniejsze,jednak zanim o nich napiszę, przedstawię dokładniej temat,gdyż ewentualne ich użycie wymaga bliższej znajomości mechanizmów i samych substancji.

Odżywianie?Buraki,kasza gryczana,jarzyny na parze (sezonowe,więc teraz takie,które przetrwały z jesieni),kawa orkiszowa,ryż,żółtka jaj gospodarskich (byle nie z masowych hodowli),olej z kiełków pszenicy (i tu uwaga-jeżeli mamy dostęp do oleju z pszenicy niemodyfikowanej-wiem,to już paranoja),kawa z mniszka lekarskiego,bakłażan-bo wg TCM likwiduje zatory,reguluje gospodarkę płynami w organizmie,ma też działanie przeciwbólowe,chleb razowy pszenny (bez pszenicy GMO) z pełnego przemiału,pszeniczne piwo-jasne,że niepasteryzowane,twaróg świeży,gospodarski-tłusty,mięso kurczaka (też nie z przemysłowej hodowli)i rosół-bo wzmacniają energię Jang nerek.

Pokrótce pierwsza pomoc mam nadzieję zrozumiała,ale nie zapominajmy o tym,że zaburzenia krążenia,to również troska specjalna o nerki,żyły,tarczycę wreszcie-dla nerek wspomniane w innym wpisie orzechy włoskie prażone,ciepło i bielizna bawełniana,dla żył m.in.aronia,dla tarczycy przede wszystkim odseparowanie się od wpływu elektromagnetycznego smogu-chociaż na czas jakiś oraz wypuszczenie emocji tkwiących w okolicach gardła-powiedzmy wreszcie to,na co dawno mieliśmy ochotę;-).

A co z niskociśnieniowcami?Po pierwsze-cieszcie się,po drugie-jeżeli jest ZA nisko,to może być żeń-szeń,pyłek kwiatowy (uwaga-może podnieść za mocno),sok z marchwii,zielona herbata,sauna,naprzemienne prysznice, pokrzywa…..i wiele innych.Nie zapominajcie,że niedociśnienie nie daje trwałych powikłań narządowych,nie jest więc obdarzone takim czynnikiem ryzyka,jak nadciśnienie.

To na razie:-)a skoki niech zostaną domeną pana Małysza.

Posted in ciśnienie, zdrowie | Leave a Comment »