Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for the ‘borelioza’ Category

istota boreliozy

Oliwa , czosnek i słońce . Oraz : garść rozmaitości .

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 24, 2015

Kto przynależy żyjącym, ma jeszcze nadzieję , toteż lepszy żywy pies niż martwy lew … Kohelet 9,

…………………………………

Poprzedni wpis uzupełniłam następnego ranka – proszę wybaczyć, upubliczniłam niekompletny , chcąc jak najszybciej odpowiedzieć Czekającym, co wyłącznie moim błędem , a informuję jedynie dlatego, iżby Ci, Którzy nocą jeszcze czytali , raz jeszcze zerknęli – jeżeli wola k’temu:) .

Po pierwsze o farmach wiatrowych , gdyż Ludzie protestują – i słusznie – ale z pozycji „pokornie proszących o zdrowia oszczędzenie ” …. Tymczasem sprawa podstawowa : wiatraki kwalifikowane urzędowo jako „cel publiczny” – NIEZGODNIE Z PRAWEM ! Ten prywatny biznes NIE jest „celem publicznym ” i proszę o tym pamiętać , domagając się usunięcia już istniejących lub negując stawianie nowych . 
Zbierając argumenty proszę zwracać uwagę najpierw na aspekty prawne i domagać się wyjaśnień, kto „przyklepał” inwestycje .

Po drugie – odnośnie odry raz jeszcze : kiedyś była traktowana jak niezbędna część ROZWOJU człowieka i nie jest prawdą, jakoby szczepionki zmniejszyły śmiertelność „na odrę”:
Journal of Infectious Diseases :
„… Pod koniec lat 50-tych, zanim wprowadzono szczepionkę na odrę , liczba zgonów w USA , wiązanych z tą chorobą , zmniejszyła się w efekcie ogólnej poprawy zdrowia i lepszego odżywiania ….. ” – artykuł na jid.oxfordjournals.org/content/189/suplement/_1/51.long  

Nadto , powtarzam – naturalne „odchorowanie” odry dawało odporność do końca życia , a doszli do tego i Japończycy:) ,
Panowie Ohsaki , Tsutsumi i in., np. w
Reduced passive measles immunity in infants of mothers who have not been exposed to measles/ncbi.nlm.nih.gov .. .

Sytuacja, w której szczepionka stwarza większe zagrożenie niż sama choroba , a mimo to jest stosowana , wydaje się co najmniej … niezdrowa .

Po trzecie … Jako , że światełka należy szukać i na bagnach:) …. telewizja .

światełkiem – program Pani Elżbiety Jaworowicz – nic, że Pani J. stawia częste:) pytania , tak denerwujące Wielu „uświadomionych „- przecież stawia je w imieniu mnóstwa Osób naprawdę nie orientujących się w najprostszych zależnościach, więc proszę się nimi nie wkurzać:), nic też, że czasami … ma się ochotę „Poszkodowanymi” potrząsnąć i zapytać, „jak to możliwe, że sami sobie ….. ” – generalnie program świetny i pokazuje kawał prawdziwej Polski , dowodzi też niesamowitej siły w Narodzie 🙂 ………. 
Przy okazji – wielkie brawa dla Pana Romana Sklepowicza, 
Bywalca „Sprawy dla Reportera” i Obrońcy Słabszych,  nieustraszenie punktującego błędy „służby” zdrowia . Parę miesięcy temu … również Bywalec ( jakkolwiek mam pewne wątpliwości w tym przypadku co do bywania motywacji ) Pan Dr Bielecki oburzył się straszliwie możliwością weryfikowania – na sposób angielski – umiejętności oraz przydatności:) lekarzy w Polsce ….. Pan Sklepowicz na to: „…. traktujecie nas ( pacjentów ) jak plankton…. . Są nadużycia weryfikacji ? Są, ale chcąc nieustannie weryfikować INNYCH, musicie przystać na weryfikację waszą, inaczej stawiacie się w pozycji Boga …. „.
W przedostatnim wydaniu SdR … Echo:).  Znów Pan Bielecki , wielce zniesmaczony …. pięknymi perspektywami, jakie Instytut Paley’a ( USA ) roztoczył przed Pacjentami : „…. w TAKICH sytuacjach rozbudzać TAKIE nadzieje ????……. „. Może Panu Dr Bieleckiemu nie jest znana nadzieja jako czynnik uzdrowicielski, ale szczęśliwie jest ona znana Ludzkości w ogóle:) i nie zmieni tego żaden wściekły na czyjeś sukcesy fachman:) . Znamiennym, iż zaproszenia do dyskusji o wielkim powodzeniu Dra Paley’a nie chciał przyjąć żaden „Kolega” czy „Koleżanka” .
Sprawę podsumował – znów celnie – Pan Roman Sklepowicz , zwracając się do Rodziców chorego dziecka:
„Macie słuszność, to wasze dziecko i róbcie wszystko …… „.
Straszliwie spieniło owo Pana Bieleckiego , ledwo bowiem wykrztusił, coby Pan S. „… nie wypowiadał się o sprawach o których nie ma pojęcia …………… „. ANO . Powtórka z rozrywki;)
pod tytułem :” Nie jezdeśta ekspertamy, nie mata nic do gadania, nie wolno wam nawet mieć nadziei , bo to MY, BOGOWIE , decydujemy o wszystkim …… „.

Otóż VETO, Panie Bielecki ! Jest coraz więcej Lekarzy nie podzielających Pańskiego poglądu ,  jeszcze więcej – Pacjentów i to Pan nie ma prawa zmuszać do poddania się chorobie . Owszem, koszty terapii Paley’a – ogromne , jednak to Pacjent lub/i Jego Opiekun powinnien wybierać … a przede wszystkim mieć nadzieję .

Chwila jeszcze przy szklanym okienku …
TVP Info, dysputa Pana Kamila Sipowicza i Pana Prof. Jędrzejko – zdeklarowanego negatora dobroczynnych właściwości marihuany . Otóż … wedle Pana podobno profesora … „Nie jest winny śmierci ktoś 200 km dalej …. „. Chodziło o decyzje, jaką wydaje ktoś oddalony być może i 200 km o czyimś życiu ( niedopuszczeniu do leczenia marihuaną ).
Hmmm…. wedle teorii Pana profesora Jędrzejki … czy można winić za śmierć milionów Stalina, Hitlera i im podobnych ? Przecież ich decyzje, monstrów oddalonych nawet i o 5oo i więcej kilometrów nie mogły;) mieć wpływu na czyjąś śmierć ……Wyłania się obraz MEDIALNEJ profesury współczesnej: doskonałego narzędzia systemu . Usłyszałam jeszcze o „bajkach o leczniczej marihuanie ” ( rzecz jasna autorem Pan Prof. Jędrzejko ) oraz zarzuty względem ….
EMOCJONALNOśCI Pana Sipowicza . Rozumiem, jeżeli by Ktoś bliski Panu Prof. J. umierał, Pan J. nie okazałby emocji, no jakże – PROFESOR i emocje ? …. Ciekawe, czy zgodziłby się z Panem Profesorem Pan Dr Mengele ….. Dostało się też Panu S., że „nie słucha lekarzy”….. Pardon, JAKICH Lekarzy ? Może … lekarzami nazywa Pan Profesor J. wyłącznie prezentujących podobny zasób (nie)wiedzy o marihuanie ? Bo co z nieposłuszną resztą , no co ? KŁOPOT ?

„Nie słucha LEKARZY …..” stało się zarzutem – Nie – „nie słucha mądrych” – nie słucha określonej grupy zawodowej ! Jak On śmiał;))) ….. Wielka Hucpa medycznego biznesu trwa .

Odnośnie konopi jeszcze:
w ww.hanfjournal. de oraz – w razie wątpliwości co do wartości cannabis w leczeniu padaczki proszę zwracać się do Uniklinik Freiburg – tam prowadzą obiecujące badania , do znalezienia m.in. na stronie Uni , z hasłem Cannabis und Epilepsien ….. ,
plus: youtub.be/mKwTyOtlyEw , historia Tary O’Connell .

I kropla optymizmu…

Lekarze ? Są i LEKARZE 🙂 . Np……
Lekarz .. weterynarii:), Pan Mirosław Tarka : „Koty są stworzone do wyższych celów … ” – wypowiedź tyczyła uzdrowicielskich właściwości kota Rademenesa , czarnego bidoka oddanego do uśpienia w bydgoskim schronisku , a uratowanego przez Panią Dyrektor Izabellę Szolginię i wyleczonego przez Panią Dr Lucynę Kuziel Zawalich . Kot bezbłędnie wyczuwa chore miejsca innych Zwierząt, opiekuje się nimi ……….. i Lekarze to zauważyli .
I opowiedzieli .
Nie bali się ośmieszenia w środowisku, nie wahali się oddać zasług Kotu . Chwała Im za to !    

A Kto by chciał zobaczyć Kota reanimującego ( REANIMUJąCEGO, podobnie, jak robią to malpy i wiele innych Zwierząt ! )… drugiego Kota po wypadku, proszę zerknąć na :
w ww.youtube.com/watch?r=BR46Hojml_g /Cat love reanimation . 
Pewnie ubawi to niejednego Pana Profesora : w oczach kociego Ratownika jest stanowczo zbyt wiele … emocji , a to takie nieprofesjonalne…

Ach, a Psy ? Proszę bardzo …
Uni of Arkansas dowiódł, że psy wyczuwają nowotwory w moczu chorych z 90% trafnością . To zaledwie jedno z wielu badań, potwierdzających zdolności Piesków (97. zjazd Endocrine Society w Denver ) .  

…………………. 

Odnośnie książek … Dostało mi się za polecanie Pana Grimma , „że za słabe, nie dość dokładne …”:) … Co tam;), zaryzykuję, prosząc ponownie, by brać margines na WSZELKIE treści i zaakceptować, że rzadko trafia się współcześnie książka , której detale byłyby do zaakceptowania i spożytkowania w całości .

Co Państwo powiedzą na …
„Ukryta prawda. Rewolucyjna wiedza o żywieniu i zdrowiu” ,
T. Colin Campbell, Howard Jacobson . Mała uwaga: wiele wydań posiada w tytule „ukryte prawdy”, „rewolucyjna wiedza” etc. … Książka Campbella & Jacobsona, zdradzając … już jakiś czas temu zdradzone;) prawdy … dalej jest dobra . A dobra, ponieważ stanowi silne ogniwo w podbudowaniu zmiany podejścia do tego, co powszechnie sprzedawane za „jedyne słuszne”. Fragment :

„…..Patrzymy na przemysł farmaceutyczny w dość sentymentalny sposób – wierzymy, że tworzy go grupa altruistycznych naukowców ,którzy chcą pomóc społeczeństwu i ciężko pracują w poszukiwaniu leku na raka , cukrzycę, czy choroby serca . Takie wyobrażenie to jednak tylko owoc wieloletniej i wytężonej pracy rzeszy specjalistów od PR będących na usługach Big Pharmy …… „.
Brzmi znajomo ? :))))) Nie szkodzi . Po książkę Panów C & J warto sięgnąć TYM BARDZIEJ .

Ze świata drukowanego jeszcze jedna dobra wiadomość:
Pan R. Goodman został wywalony … pardon, wyproszony z Journal of Food and Chemical Toxicology , podobnież Pan A. Wallace Hayes , a to „żeby skończyć z naukową korupcją” . Zainteresowanym wyjaśniam, że obaj Panowie dziwnie intensywnie propagowali treści zgodne z potężnymi koncernami handlującymi GMO , co wreszcie poruszyło Szefostwo JFCHT .:)  

…………….

Kiedy , parę lat temu pisałam o soku z brzozy , cieszyłam się, że mogę wziąć udział w poszerzeniu relacji Człowiek – środowisko . Niedawno widziałam brzozę … średniej wysokości i grubości … z jej pnia odchodziło OSIEM rurek … rurki prowadziły do 5- litrowych , plastikowych baniek . Zadowolony Pan opowiadał , jak ściąga sok dla znajomych – oczywiście nie za darmo .

Opowieści, jakoby „drzewo samo wiedziało, ile soku ma oddać” , niestety usprawiedliwiają zachłanność . Jedynie w określonym czasie drzewo jest w stanie regulować ilość soku tak , by nie umarło – najczęściej Człowiek nie zastanawia się , kiedy to wypada – chce zebrać jak najwięcej i basta . Gdyby drzewo mogło się regenerować zawsze , nie umierałoby ich tak wiele , uszkodzonych przez ludzi . Jeden – dwa otwory na drzewo w zupełności wystarczą , żeby mu nie zaszkodzić , ale nad tym Zachłanni też się nie zastanawiają . Nie myślą też , że bezwzględność zawsze się zemści i soczek wybrany „do cna” może nie wyjść na zdrowie .

Dziwnie zabrzmi ? Nie szkodzi … proszę o szacunek dla Brzóz .
O traktowanie Ich  jak przyjaciół – nie jak krowy w kombinacie .
Tam, gdzie jedna – nieco dalej będzie ich z pewnością więcej .
Nie zabierajmy soku jednej , nie bądźmy leniwi , okrutni i bezmyślni – weźmy po trosze z paru , czy proszę o wiele ?

……………………..  

Pytanie o środki na kleszcze dla Zwierząt … Proszę przeczytać DOKŁADNIE cykl o boreliozie . Dodam: permetryna – syntetyczny pyretroid – jest silną trucizną dla nerwów , w żadnym razie proszę nie stosować jej dla Kotów , została też zaszeregowana przez EPA jako „możliwe, że wywołuje raka „. W niektórych preparatach „antykleszczowych” jest i DEET – diethyltoluamid – nie użyłabym tego NIGDY na moich Zwierzętach . Zamiast – i dla Ludzi i Zwierzaków – np. olejek eukaliptusowy, geraniowy , kokosowy . Dezynfekować – poza przedstawionymi w odcinkach „boreliozowych” środkami -można i srebrem koloidalnym . Odstraszające kleszcze działanie olejków trwa od godziny do dwóch – potem trzeba smarowanie powtórzyć . Badania australijskie pokazały możliwości kleszczy:
przeżywają nawet plus 40 stopni Celsjusza, giną na pewno dopiero przy plus 60 C. – proszę brać niniejsze pod uwagę piorąc odzież „z lasu”.

……………………………………………..

Pamiętając, co pisałam o czosnku, radośnie informuję o studiach nad Wikingami:), Uni Nottingham , konkretnie – Ancient Biotics Project, dzięki któremu wzięto pod lupę tysiącletnią recepturę maści do oczu, składającą się ze …
szczypioru,
czosnku,
wołowej żółci i 
wina   .

Receptę znaleziono w Bald’s Leechbook ( w British Library , IX wiek ) i nieco zmodyfikowano ( zamiast miedzianego kotła użyto szkła z miedzianymi płytkami … doprawdy nie wiem, dlaczego tak trudno było odtworzyć całość metody  ), ale wyniki 
zaskoczyły Badaczy : zniknęło 90% ( szczepów) MRSA u zainfekowanych szczurów . w ww.nottingham.ac.uk
Z protokołu : ” … Powaliło nas działanie, jakie wykazała kombinacja tych składników, chociaż wiedzieliśmy, że każdy z nich ma dowiedzione laboratoryjnie działanie antybakteryjne …”.

Nie polecam wprawdzie wołowej żółci do zwalczania bakterii , ponieważ dzisiejszy wół:) nosi w sobie całą serię antybiotyków i jego żółć – chociaż ciągle zajzajer;) , niewątpliwie różni się jakością od żółci WOLNEGO , nie skażonego szczepionkami i śmieciową paszą Zwierzęcia , jednak czosnek … nadal bronią prawie doskonałą . Byle nie chiński , traktowany zabronionym w wielu krajach  methylbromidem ( MeBr )
(w ww.ncbi.nlm.nih.gov/Toxicology of methyl bromide ) ….. taki czosnek niechętnie kiełkuje ) , a polski – wściekły;) i ostry, jak potrafi być nasz Naród:) …. acz nie zawsze we właściwym miejscu i czasie:)))) ……………….

A że przy czosnku … Pan Dr Jong Sang Kim ( Korea ) wykazał, iż czosnek skiełkowany działa jeszcze silniej – kiełkowany przez 5 dni miał najwyższą z dotąd badanych antyoksydacyjną aktywność . Proszę więc nie wyrzucać „przerośniętych” ząbków i jednocześnie … wrażliwcy muszą uważać – to broń biologiczna:) .

A że przy kiełkach ….:) W czasie kiełkowania rośliny podatne są BARDZIEJ na wszelakie infekcje , dlatego tworzą tzw. phytoalexiny:) – większość toksyczna dla insektów , mikroorganizmów i  in. wrogów, dla ludzi …. bezpieczna .
  

Czosnek … więc i oliwa:) .

Rutgers Uni i Hunger College , wieści z Molecular & Cellular Oncology : oliwa extra virgin, w niej zaś – oleocanthal , załatwiający komórki rakowe w niebywałym tempie ( 30 – 60 minut  ) Już w 2010 roku Uni Autonoma de Barcelona publikował przypuszczenia, iż oliwa może zapobiegać rakowi …. Ciekawi mogą szperać na
w ww. medicaldaily.com
w ww.sciencedaily.com

Czosnek … oliwa …. słońce .Medical Uni of South Carolina twierdzi , iż dzienna dawka słonecznego naświetlania – a przez to vit. D. – zmniejsza lub LECZY nowotwory prostaty .
Informację podano 23.03 , na corocznym spotkaniu American Chemical Society w Denver , na którym byli też Badacze 
świetnie znający język polski – pozdrawiam serdecznie .

A że przy słońcu … proszę przypadkiem nie wystawiać „tego i owego”;) na działanie promieni słonecznych w godzinach największej ich operacji – można sobie tym zafundować problem większy od wszystkich posiadanych ….

Pytającym o ciemne okulary … pisałam , naprawdę pisałam . „Trudno znaleźć” ? ALE, jako, że pytanie połączone z kwestią czerniaków , ostatni ( może:)) raz: oczy bez okularów przekazują do organizmu, w tym systemu hormonalnego informacje, dzięki którym ciało może się przed nadmiernym naświetlaniem bronić . Jasne, nie patrzymy prosto w słońce , Boże broń, ALE też nie odgradzamy się od niego ciemną ścianą , kiedy nie musimy – a nie musimy , nie będąc wystawionym „na patelnię” dłuższy czas , bo już prowadząc auto , możemy być wręcz ze względu na refleksy itd. do nałożenia okularów zmuszeni . Chodzenie cały czas w słoneczne dni „zaokularowanym” to gorąca;) prośba o m.in. czerniaka .

……….

„Nie na temat”, ale ważne … dla mnie bardzo ważne .

PROTESTUJę przeciwko brudnym oszczerstwom Mr’a Comway’a oraz treściom przekazywanym w g…. grze firmy mattel . Nie żądam przeproszenia, ponieważ trudno oczekiwać przeprosin od źle wychowanych nieuków , a dyplomaci winni żądać – nie prosić – WYCOFANIA się z wypowiedzianych , kłamliwych treści , poza tym przeprosiny kłamcy cóż warte ?  

Jeżeli środki przyjęte w dyplomacji nie są wykorzystywane lub źle ( FATALNIE ) wykorzystywane , Ludzie biorą sprawy w swoje ręce . Mam nadzieję , że wezmą i tym razem .

Cały świat , wolno, lecz skutecznie, poznaje historię wielkich zbrodni Ameryki … Zróbmy wszystko, by nie tylko wiedza o barbarzyństwie Ameryki stała się wiedzą powszechną, ale też zapobiegła kolejnym ludobójstwom .

Amerykanie nie będący historykami zwykle nie mają pojęcia o historii . Amerykańscy historycy mają pojęcie ( i to mocno ogólne ) przeważnie jedynie o wąskiej szufladce , z której pisali prace .

NAUCZMY AMERYKANóW HISTORII : piszmy w sieci , skąd wzięły się USA , jakim kosztem powstał amerykański moloch i dlaczego nie możemy dopuścić , żeby pożarł cały świat .

To prawda, że w każdym kraju znajdą się różni ludzie i w Polsce też różnie w czasie wojny bywało . ALE nade wszystko POLSKA była OFIARą międzynarodowej bandyterki , Ofiarą , której Dzieci pomogły przetrwać Społeczności żydowskiej i 
czynem najpodlejszym z podłych , czynem przecież karnie zagrożonym odpowiedzialnością – bo to co najmniej zniesławienie – jest przepisywanie win sprawców na ofiary !  

Jesteśmy świadkami potwornej manipulacji , od której krok do całkowitego zniewolenia . Albo się zastanowimy , w jakim świecie chcemy żyć , albo przyjmiemy WSZYSTKO, co nam rzucą i WSZYSTKO, co  W NAS rzucą .

A … kiedy przyjmiemy WSZYSTKO …. nie będziemy warci NICZEGO .   

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Posted in aktualności, borelioza, chemia, odżywianie, onkologiczne impresje, prostata, zdrowie, zwierzęta | 11 Komentarzy »

Czystek – Cistus incanus , czyli niedostrzegany diament w worku darów od Matki Natury.

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 6, 2011

Podobno na Sląsku „znaleziono” lisa chorego na wściekliznę . A „znaleziono” , ponieważ zastrzelono . Dlaczego biedny lis tak naprawdę stracił życie ….pewnie nam nie opowie 😉 , ale ja sobie pogdybam : bo jeżeli chodzi o wściekliznę , to już się tu wypowiedziałam , nieraz zresztą i nie – jako odosobniona w opiniach na jej temat .

Ale ….media swoje :”wścieklizna” . Czyżby znowu panika ? Bo obserwując co niektórych , a intensywnie zaangażowanych w szczepionkowy biznes , to odnoszę wrażenie , że wścieklizna – owszem , ale bynajmniej nie wśród zwierząt :))))

Podsumujmy …. sezon polowań – myśliwi , czyli zalegalizowani prześladowcy zwierząt lubią mieć lasy dla siebie – szczególnie o pewnych , charakterystycznych porach roku . Coraz więcej ludzi nie szczepi psów i kotów , bo wreszcie doszli do WŁASNYCH wniosków . Nadal ( i tu :niestety) jest sporo psów wałęsających się bezpańsko , pożywiających się w lasach , więc – konkurencja dla myśliwskich „trofeów” … Czyż panikarska akcja pod hasłem „ludzieeee! wściekliznaaaa!” – nie załatwiałałyby i sprzedaży szczepionek i odstrzałów jednocześnie ?

Teraz usłyszałam , że „będą odstrzelone dwa kolejne lisy , aby przekonać się , czy one też są zarażone …..” . Jasne . Przyznać się od razu : kto miał ochotę na futro ?

No cóż …miało być o ziółku , więc … ależ , ależ , to wszystko ” w temacie „, wszak wg terapii Bacha najlepszym środkiem na uczucie paniki jest właśnie …. esencja z Czystka 🙂

Cistus = czystek , z rodzinki Cistaceae , 22 gatunki i wiele hybryd , do których też należy Cistus incanus – hybrydka C.albidus i c.creticus .

Czy Ktoś z Państwa w ogóle słyszał o tym krzaczku ? Pewnie niewielu . A szkoda , bo jak zwykle najpierw zainteresował się nim NA NOWO Zachód  . O tak , mamy mnóstwo skarbów własnych , ale , gdy jest taka możliwość – dlaczego nie korzystać z „posąsiedzku” ? I dlaczego , jeżeli pierwsze wzmianki o czystku pochodzą z 4. wieku PRZED Chrystusem , kiedy to stosowano go m.in. na problemy skórne  , jeżeli wspomina (pośrednio) o nim Biblia -„mirra” – to właśnie labdanum z czystka – dlaczego jest w naszej aptece nieobecny ?

Zachodnia farmacja przeżywa fascynację : LEFO – Institut für Lebensmittel und Umweltforschung w Ahrensburg potwierdza zasobność czystka w znane nam dobrze z witalnego działania polifenole . Okazało się , że ta roślinka przewyższa ilością polifenoli o cztery razy czerwone wino i o trzy razy- zieloną herbatę .

Krzaczek czystka występuje w rejonie Morza Sródziemnego  (ale i na dalszych wyspach ), lubi ciepełko i słońce , jest zbierany od maja do czerwca  – jednak i u nas rośnie sporo zieleninek 🙂 naturalnie  w tym klimacie niewystępujących , co szkodzi spróbować ? Zerknijmy na mały fragment jego składu :

-cyneol

-eugenol

-boreol

-ledol

-limoneny

-fenol

Stosowany w średniowieczu m.in.na zaburzenia górnych dróg oddechowych , zakażenia wiązane z bakteriami , infekcje zwane wirusowymi 😉 , został opisany przez Otto Warburga w „Die Pflanzenwelt „, gdzie czytamy o labdanum (mirra) , jako „wyjątkowej żywicy ….” . W Egipcie była składnikiem maści na rany , ale i zmarszczki , wewnętrznie – w dolegliwościach traktu urogenitalnego ….Potem też dla równowagi układu krążenia , jeszcze później – przy alergiach , neurodermitis ,  grzybicach …. Spektrum użyteczności czystka – Cistus incanus jest , jak mi się zdaje , jeszcze ani nie odkryte w pełni , ani stare źródła potwierdzające jego skuteczność –  nie zebrane .

A jednak , już choćby z dotychczasowych opracowań  – dobrze jest zwrócić na niego uwagę , na ten niesamowity wzmacniacz systemu immunologicznego (cenny i w boreliozie)  – tym bardziej , że można go przyjmować w najprostszej z możliwych form : jako napar – tak , jak pijano go kiedyś , racząc się subtelnym smakiem , niepowtarzalnym aromatem i pięknem kruchych płatków „skalnej róży”( ang.Rock Rose) .A propos kiedyś 🙂 – proszę sobie wyobrazić , jak cennym lekiem była czystkowa żywica :do zbierania angażowano …stada kóz :)))). Pędzono je przez pola , żywica przylepiała się do ich sierści , potem zczesywano ją lub ścinano sierść , podgotowywano , by żywica oddzieliła się czysto , zbierano ją i tak robiono maści …oraz perfumy .

Wiele jeszcze możnaby o naszym bohaterze  , ale tym razem daruję sobie opracowania w stylu ” zimne laboratorium”:) . Chciałabym , aby i w Polsce dostrzeżono urodę oraz możliwości jeszcze jednej roślinki , zanim wepchnie się w gardło kolejną porcję chemii – to wszystko .

——-

Lektury:

 ww w.lefo.org

Otto Warburg , „Die Pflanzenwelt” , Band II , Aufl.I , Leipzig/Wien , 1921

Posted in aktualności, borelioza, farmakologia, odżywianie, onkologiczne impresje, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza- czym jest naprawdę ? cz.11.Stare , ale jare :)

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 13, 2011

Zgodnie z definicją Arystotelesa – filozofa i lekarza – człowiek powinien po prostu dążyć do prawdziwego widzenia rzeczywistości (adequatio rei et intelectu ) …Każda jednostka ludzka , każda społeczność , ludzkość wreszcie winna wziąć i dzierżyć mocno swój los w swoich własnych rękach ….. Prof.Julian Aleksandrowicz

Prawie zapomniałam 😉 o boreliozie , a tu monitują , żeby temat ożywić , bo „znowu straszą” kleszczem :).

Stałym Czytelnikom mojej opinii o straszeniu boreliozą przypominać nie muszę , Nowym polecam poprzednie odcinki , gdyż na powtarzanie zdania , którego nie zmieniłam , czasu odrobinkę szkoduję;) , co oznacza, że wykorzystam go raczej na opisanie czegoś , czego jeszcze nie opisałam:).

Do boreliozy zaraz przejdę , ale zanim jeszcze , to w obliczu wielu kichających i kaszlących, którym to osłabionym organizmom nie wyszły na dobre przedletnie przeciągi i kąpiele w jeziorkach (niestety, jest za wcześnie , organizm w naszej szerokości geograficznej też ma określoną szerokość tolerancji temperatur moczenia się na zewnątrz:) …. przynajmniej większość organizmów ) opowiem o leku Mniszki , której dzieło (wyrywczo , wręcz dziurawo :))) odświeżane jest teraz przez wielu pragnących nie tylko podtrzymać Jej pamięć , ale i zawładnąć Jej dobrem -a to powinno należeć do WSZYSTKICH – Hildegardy z Bingen .

Otóż Hildegarda , posiadając niesamowity kontakt z Naturą/Istotą Najwyższą/ Własnym Ja….etc. , pomogła wielu opowiadając o receptach , które , wedle Niej , ujrzała (przeważnie , acz nie zawsze i tu jak zwykle kłócą się historycy i znawcy Jej biografii ) w wizjach .Recepty te, częstokroć nieco przerobione , przetrwały do dzisiaj i to jest najważniejsze, ponieważ specyfiki przyrządzone według nich – działają. Nie trzeba delikwentom , nawet dzieciom mówić , że „pomoże „, bo i tak pomaga – przynajmniej tak pozwalam sobie twierdzić z obserwacji , co przyklepują ( co za ulga:))) eksperci od Hildegardy ….co by powiedziała sama Hildegarda….:)))))

Do rzeczy 🙂 – w przypadku kichanio-kaszlenia et podobnych objawów grypozaziębieniowych , a faktycznie nimi będących 🙂 zastosowanie posiada proszek .
Proszek sporządza się dziś następująco:

na 100 gram proszku bierzemy:

-40 gram proszku z kwiatu pelargonii szlachetnej ( powstała z P.cucullatum & P.grandiflorum lub P.inquinans lub P.cordatum , jakkolwiek w czasach Hildegardy była to zapewne P.grandiflorum? 🙂 )

-35 proszku z Radix pyrethri /R.anacycli ( zaraz będzie awantura o składniki ?:)))) , który powinniśmy móc otrzymać w aptece , starsi farmaceuci wiedzą , co się z tym robi:) , łac.Anacylus officinarum = bertram=maruna = promiennik =pieściennik….. a pochodzi z greckiego pyretron , od gr.pyr- ogień , to z kolei – od wściekłego smaku korzenia :)))) 

-25 gram muszkatu (gałki muszkatołowej …tak, to przyprawa i już jedna , pełna łyżeczka może przenieść osoby podatne w inny świat …bezpowrotnie, stąd gałki muszkatołowej używamy oszczędnie !)  …po tych strachach 🙂 do sedna :

Surowce można samodzielnie zmielić w młynku i…

I nie wiem, nie mam pojęcia , dlaczego w kraju 50 gram tego dobroctwa kosztuje prawie 50 złotych ! Hildegarda pomagała chętnie biednym – dlaczego dobroczynne działanie Jej spuścizny jest biedakom praktycznie niedostępne , bo przecież w Polsce nie brak ludzi mających 800 – 100o złotych na cały miesiąc i całą rodzinę ??? JAKIM PRAWEM ?

Hildegarda zalecała odrobinę ( na końcu noża-1 do 2 gramów GRAMóW , nie – granów!) proszku zapiec w omlecie i spożyć z jabłkami oraz odrobiną miodu , przy sporym kichaniu i pociąganiu nosem powąchać odrobinę – nie wciągać !:) – wąchać – działanie widoczne jest już po pierwszym niuchaniu – osusza nozdrza w sposób bezpieczny i łagodny .To nie wszystkie sposoby zażycia : na początku przeziębłości 🙂 bowiem zalecała Mniszka proszku odrobinę w winie gorącym , przy bólu gardła – na języku wolno , jak najwolniej rozpuścić , przy bólu brzucha , kolkach – podobnie , proszek ten miał też wzmacniać serce .Patrząc na dzisiejsze zastosowanie ww.składników w farmacji , powiem tylko : to jest możliwe:) . A skąd wiedziała o tym Hildegarda…

Ponoć katar nieleczony- tydzień i leczony też . W przypadku stosowania „winnych skarpetek”(opisywałam)  i soku z czarnego bzu plus do gardła surowego ananasa – tak, jak i z proszkiem Hildegardy- to już nie jest regułą, bo „ciężka głowa”, bolące gardło i kaszel potrafią zniknąć w trzy , a nawet dwa dni.

Nieco dłużej trwa uporanie się z boreliozą , ale wytrwali wiedzą : da radę. Wspominając , jakie środki wymieniłam już w boreliozowych potyczkach , pomyślałam , że i tak nigdy nie wymienię wszystkich użytecznych , ale chyba przytoczyłam „najgłówniejsze z najgłówniejszych ” , więc może z innej beczki :): jak radzili sobie z tego typu zaburzeniami Indianie ? Sledzący cykl od początku wiedzą , że za boreliozą nie kryją się jedynie kleszcze , więc nie będzie dla Nich zdziwieniem wpis o lekach indiańskich , stosowanych przy chorobach płciowych , a sprezentowanych im wraz z inwazją białego człowieka – te same zioła , analizując objawy i porównując dolegliwości , co poczyniono skrótem 10 wpisów wcześniej , mogą być dla cierpiących na boreliozę bardzo interesujące – oczywiście proszę nie zapominać formułki „to informacje, nie zalecenia , etc. ” 🙂 oraz , że większość wymienionych poniżej jest histerycznie wręcz traktowana przez europejski system edukacyjny jako  „trucizna”. 🙂

Smilax offcinalis – smilaxów jest mnóstwo 🙂 , sarsaparilla- , kolcorośl , „chiński korzeń „, „ospowy korzeń” , u Azteków -nanahua xochitl = kwiat syfilisowy – wyjątkowa  , poświęcili ją nawet bogu syfilisu , który miał wskoczyć w słońce i tam spłonąć , co w przełożeniu z symboliki indiańskiej oznacza, że ogień zawarty w kolcorośli jest jednym z najważniejszych środków w leczeniu spiroszetowej infekcji. Była  fermentowana , gotowana,  mocny wywar poganiał 🙂 przemianę materii , co w połączeniu z szałasem potów odnosiło efekt piorunujący :)))))). Podobno pomagała tam, gdzie nie pomogło drzewo guajakowe . Sarsaparillę docenili Chińczycy (jakże by inaczej :)))) oraz Hindusi , stosując jednakże swoją , ojczystą Sarsaparillę glabra w usuwaniu z organizmu rtęci (!!!) , syfilisie oraz ogólnie – czyszczeniu krwi .W Europie ….zjawiła się w 1525 w roli środka na kiłę i zasługując się bardzo cesarzowi Karolowi V  – podobno przede wszystkim w wyleczeniu jego dny 🙂 , dostąpiła zaszczytu pozostania w powszechnej świadomości  ….aż do początków działania BIG BIZ PHARMA 🙂 .  

Następnym godnym uwagi cierpiących wydaje mi się Yerba Santa – Eriodictyon californicum , E.crassifolium o przepięknym zapachu łatwo przywodzącym na myśl rajskie ogrody .Jej zastosowanie w starej kulturze medycznej nie pozostawia wątpliwości , że to zioło święte :reumatyzm, zaburzenia trawienia , limfatyczne , syfilis , bronchit …. Medycyna europejska o niej nie zapomniała , sprzedając za odpowiednie sumki , trzeba jednak przyznać , że np. w „posłusznym ideowo „;) w ww.krebsmagazin.de w artykule „Mundtrockenheit nach Strahlentherapie” (Suchość ust po radioterapii) poleca się herbatkę lub płukankę z Yerba Santa zupełnie otwarcie , bez podtekstów……nie , aż tak dobrze , to nie ma :przemilczając 99% obszarów jej działania :). 

„Boh trojcu liubit” 🙂 , więc na koniec dziesiejszej opowieści o indiańskim radzeniu sobie z przypadłościami białej zarazy 🙂 – okazja do zbulwersowania Niektórych 😉 : trojeść bulwiasta – Asclepias tuberosa , przecudny kwiat – żywy , pomarańczowy jedwab zwany w USA Czerwonym Korzeniem Mlecznym, Motylim Korzeniem lub – Korzeniem Na Zapalenie Opłucnej , a będącą środkiem napotnym, wymiotnym ( ! uwaga) oraz silnie przeczyszczającym . W Europie poznano się na niej w XIX wieku , kiedy pięknie radziła sobie z astmą , bronchitem ….

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

——————————–

oprócz wymienionych w cyklu wcześniej:

W.Boericke ” Handbuch der homoopathischen Materia Medica „, Heidelberg , 1992

Posted in aktualności, borelioza, farmakologia, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę.cz.1O.Wzmacniamy system limfatyczny.Aktualności.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 12, 2011

Nowymi szczepionkami na „każdy”:)))))) rodzaj grypy zajmować się nie będę, gdyż chyba już nie ma takiej potrzeby.Dzięki wielu doświadczeniom, obserwacjom, portalom , a przede wszystkim stojącym za nimi Ludziom świadomość w narodzie podniosła się tak znacznie, że nie wiem, czego by potrzeba, by zmusić Obywateli do poddania się  przemysłowej przemocy. Przemocy, gdyż o samą wiarę w kłamstwa produced by big lobby jestem spokojna i to mimo wzmożonych wysiłków deprecjonowania zwolenników normalnego, odpowiedzialnego , zdrowego życia. Im więcej takich wysiłków, tym więcej głów poruszy się pytaniem „dlaczego im to przeszkadza?”:)))

Wciąż zostaje mnóstwo innych tematów, więc najpierw skrót aktualności wydających mi się godnymi odnotowania.

Odważna i dość rozsądna, jak na fragment systemu medycznego gazeta Ärzteblatt zamieściła artykuł pt.
” Pharmawerbung beeinflusst Verorordnungsverhalten”, czyli : reklama przemysłu farmaceutycznego wpływa na zalecane terapie i , jakkolwiek temat potraktowano łagodnie, to jednak jest oficjalne przyznane: „….eskponowani na reklamę lekarze przepisują częściej, gorzej i drożej”-wg meta-analiza PLoS Medicine, 2010,7.

Nieco dalej poszła SRW2 z relacją Pani Evy Schindele „Schweingrippe und Co….., Wer bestimmt, wogegen geimpft wird” czyli : „świńska grypa i spółka: kto ustala przeciwko czemu szczepić”, a w której dość wyraźnie STIKO*(ww w.
rki.de) jawi się bardziej jako agencja przemysłu aniżeli instytucja o jakimkolwiek innym celu.

Moją uwagę przyciągnął też artykuł z nieocenionego Ärzteblatt , traktujący o antykoncepcyjnym środku zawierającym etongestrel , a implantowanym w rękę pełnych ufności pań- ostatnim „krzyku mody medycznej”  który w czasie swego działania powinien przez 3 lata uwalniać odpowiednie hormony do krwi ,działając jak nazwa:) wskazuje. Otóż niecałkiem.

w w w.aerzteblatt. de z 05.01.2011,” Hunderte Frauen in Grossbritannien trotz Verhutungsmittel schwanger” (setki kobiet w UK mimo środka antykoncepcyjnego zaszły w ciążę).

Autor artykułu pisze o odszkodowaniach, które NHS (National Health Service) musi wypłacić pacjentkom z powodu stosowania ww., a jest to niebagatelna sumka 200.000 funtów. Od czasu wprowadzenia na rynek zanotowano też ok.3000 przypadków działań ubocznych (domyślam się, że niepożądanych, ale tego nie napiszę, gdyż w artykule wyraźnie stoi: „działań ubocznych” i tyle  ), jak również 600 kobiet zaszło w ciążę MIMO stosowania ww.specyfiku.

Ale widocznie „wygodny” implancik był tego wart. Czy jestem złośliwa? Może troszkę , ale już nie wiem, jak reagować na tak oczywiste podążanie za komplikacjami.

Podobnie smutne wnioski nasuwają mi się w przypadku ludzi wyśmiewających miłośników dobrego, zdrowego pożywienia i usiłujących dorobić im gębę „ortorektyków”- nazwy specjalnie wymyślonej , by mieć podstawy do „specjalistycznego” :)))) potraktowania tychże w razie, gdyby jednak nie zechcieli spożywać masowej, plastikowej produkcji zadanej im przez big fast food.

Jeżeli ktoś pokochał spożywanie plastiku, genetycznie modyfikowanych niespodzianek, to proszę bardzo, niech płaci za trucizny w pestycydach , za trucizny w otoczeniu , za swoje zdrowie, niech finansuje laboratoria przemysłu spożywczego i farmaceutycznego : ZE SWOJEJ KIESZENI. Chociaż to też nie jest dobre wyjście, gdyż na dłuższą metę oczywiście i tak odbije się to na wszystkich, z planetą włącznie. Ale na obłędus finansowus:) i obłędus ambicius:) chyba nie ma lekarstwa.

Podam jeszcze Państwu ciekawe linki: „Pharmaindustrie macht aus gesunden Menschen lukrative Patienten ” (przemysł farmaceutyczny czyni ze zdrowych ludzi lukratywnych pacjentów) na You Tube, w w w .youtube.com/watch?v=HDZjJuaOf3w  ,

 „Pharma verschweigt massive Nebenwirkungen” (Pharma przemilcza liczne działania uboczne)- w w w.youtube.com/watch?v=wULod_xhxl8 ,

„Gefahrliche Medikamente:Studien verheimlicht” (niebezpieczne lekarstwa: studia utajniono )- w telewizji szwajcarskiej, w w w.videoportal.sf.tr/video?id=d686900f-6e08-4e4c-a88b-4c37574b3106  ,lub po prostu, w razie, gdyby były trudności z wpisaniem linków, ww.podane tytuły i „youtube ” lub -link ostatni „videoportal.sf.”.Warto obejrzeć i posłuchać, warto przetłumaczyć.

O boreliozie odcinek następny….

A więc czas mercuriusa : rtęć, żywe srebro….rtęć w amalgamatach, szczepionkach …totalne zatwardzenie .I to nie jest żart, gdyż rtęć w organizmie powoduje niereperowalne szkody w jelitach. Nie dziwi zapotrzebowanie na środki przeczyszczające, podobnie zresztą, jak w czasach, gdy „leczono” końskimi dawkami rtęci np.syfilis. Wtedy też z lubością stosowano drogie , drastycznie;) wręcz działające remedia , jak antymon czy  chiński rabarbar. W końcu, wycieńczony organizm z tęsknotą wyczekiwał zejścia….

Co mają specyfiki przeczyszczające do boreliozy? Oczywiście odtruwanie organizmu.

ALE o nich już co nieco było. Kiedy więc poczynimy w sobie porządek, o którym nie można zapomnieć ZANIM przejdzie się do etapu następnego,  czas zabrać się za wzmacnianie obiegu limfy i reparację śledziony.

Jedną z najlepszych roślin wspierających system limfatyczny jest jemioła (viscum album), teraz będzie świetna pora na jej zbieranie, stąd przypomnienie. Wcześniej pito nawet herbatkę z jemioły , choć wydawałoby się, że działanie jest mizerne, a w Chinach znana jest rola Viscum album w …naprawianiu grasicy oraz przysadki , czyli w przywracaniu roli i formy (!) grasicy i wsparcia funkcjonowania przysadki. W tym przypadku stosuje się tincturę i napar. Według TCM jemioła pomaga grasicy  „znów stać się grasicą”:).

Chrysoplenium alternifolium (śledziennica skrętolistna)  – napar lub świeża wspiera czynność śledziony, stosowana jest też przy zaburzeniach wątroby i pęcherza moczowego.UWAGA:żółciopędna. Jak zwykle w Polsce , nazwę grecką i łacińską dobrze wskazującą na roślinki zastosowanie zmieniono tak, by niekoniecznie ją z właściwościami kojarzono. Z greckiego chrysos- złoto i splen- śledziona. Ale tutaj ktoś musiał zrobić z tego śledziEnnicę. W Niemczech funkcjonuje po prostu jako Milzkraut=zioło śledzionowe:).

Jarzębina (Sorbus aucuparia) -ocet, sok, ale przede wszystkim napar z suszonych jagód jarzębiny- „herbatka” jarzębinowa jest wyśmienita przy zaburzeniach limfatycznych. Nalewka   stosowana jest również w TCM przy obrzękach limfatycznych.

Kurdybanek:), (Glechoma hederaceae) -pili go malarze i pracownicy odlewni ołowiu przeciwko zatruciom metalami ciężkimi .Matthiolus- mistrz zielarstwa z XVI wieku przepisywał kurdybanek w winie na „otwarcie wątroby i śledziony” by „wypędzić trucizny”. Specyficzny zespół substancji dobranych przez Naturę w kurdybanku pozwala oczyścić limfę eliminując to co zostało z rozpadu bakterii, ale  „wyprowadzi” i same bakterie , reguluje metabolizm , łagodzi zapalenia w procesach martwiczych, ropnych.

Pokrzywa (urtica dioica) przepłukuje limfę i odśluzowuje krew, ze względu na sterole i lektyny działa też immunostymulująco (Schonfelder , 2004).

Liatra (Liatris odoratissima) – receptę z liatrisem spotykamy u Hildegardy z Bingen; składa się z 6 gramów zioła, odrobiny miodu , szczypty pieprzu i kory cynamonowej gotowanych w winie przez parę minut. Dziś dodaje się ją do tytoniu , ale w opracowaniach fitoterapii wspomina się o diuretycznym, tonizującym , stymulującym i pobudzającym krążenie działaniu.

To zaledwie kilka z roślin czyszczących limfę i wspomagających śledzionę 🙂 ……cdn.

——————————————————————————

Lektury:

wymienione w tekście , plus:

w w w.aerzteblatt.de

w w w.rki.de

w w w.swr.de

w w w.videoportal.sf.tv

w w w.ncbi.nlm.nih.gov.

w w w.freidok.uni-freiburg.de (opracowanie o pokrzywie:), urtica dioica

Soltis, Tago-Nakazawa, Xiang, Kawao,Murata,Wakabayashi,Hibsch-Jetter :”Phylogenetic relationships and evolution in Chrysoplenium….” American Journal of Botany,88,2001, w w w.amjbot.org – bardzo dobre opracowania przydatne dla fitoterapeutów

Posted in aktualności, borelioza, farmakologia, odżywianie, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?Cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 29, 2010

Największa tajemnica medycyny? Odwrócić uwagę pacjenta w czasie, kiedy natura pomaga mu sama.Voltaire

Kto by przypuszczał! Ponownie muszę się zająć pozytywną stroną mediów:).Wyrazy uznania dla autora Artykułu , Pana dra Jana Stradowskiego, lekarza , mimo młodości świetnie zorientowanego i wiedzącego, że w medycynie istnieją granice. Niby normalne, ale jednak nie usłyszymy tego od wszystkich przedstawicieli zawodu na forum publicznym.

Artykuł znajduje się w  polskim „Fokusie” ,  a jest tam o bezsensownych zabiegach medycznych, stosowanych w niewłaściwym czasie, o traktowaniu raka prostaty, o mammografii, angioplastyce (skromniutko, ale dobrze, że w ogóle:))) itp., p.”Bezsensowne reanimacje i inne głupoty medycyny”, wrzesień 2010. Jest i o dr.Lundbergu:).Już odetchnęłam – media w służbie Człowiekowi ! Ale..zerknęłam na artykuł po raz drugi. I trzeci. I coś mi nie pasowało:). Pomyślałam sobie, że za tak wyjątkową szczerością w TYM temacie coś kryć się może i nie jest to na pewno wina Autora….Nieee….nic się kryć nie musi. Potem jednak ….( w tej chwili psycholog powie, że stwierdza natręctwo myślowe i odpowiednio je zakwalifikuje:))), pomyślałam , że właściwie sam wydźwięk ” Nie ratuj mnie!” do zbyt pozytywnych chyba nie należy…Ale to moja interpretacja. W mojej interpretacji mieści się również ratowanie do końca, do chwili, kiedy niczego nie da się już zrobić….chyba, że ratowany sobie tego wyraźnie nie życzy….Ale… skąd ja mam wiedzieć, czy on mówi poważnie;), więc ….trzeba by go jednak ratować:). Ale to mój pogląd i śmiem twierdzić, że nie koliduje on z podtrzymywanymi poglądami na nieskuteczne , zbędne lub wręcz przynoszące więcej szkody lub pożytku terapie. Dalej więc pomyślałam, że jeśli tytuł na okładce brzmi „Nie ratuj mnie!”, to jednak jest coś na rzeczy i może w którymś z następnych numerów ukaże się coś o wspaniałych zakładach pogrzebowych, w których pochowanie jest samą przyjemnością (przepraszam za czarny humor, nie mogłam się powstrzymać), ewentualnie…coś o transplantacji…ewentualnie….Zanim zwerbalizowałam następną ewentualność, przewróciłam kartki i….”Medycyna nie potrzebuje szlabanów”, czyli o transplantologii. No proszę, w jednym numerze….

Właściwie, to dobrze , że zaprezentowano te artykuły jednocześnie. Ci, którzy nie wiedzą na temat wiele, najpierw poczytają sobie, żeby ich nie ratować i chętniej oddadzą coś z siebie tym, którzy jednak ratowani będą- tzw.krótka piłka. Co jednak z tymi, którzy tak oczywistą sugestię ośmielą się uznać za manipulację ?

Państwu polecam serdecznie lekturę wymienionych artykułów pisanych dostępnie i bez zbędnych dłużyzn :)oraz przede wszystkim- wyrobienie sobie na ten temat własnego zdania. Poza tym jest w piśmie jeszcze parę ciekawych inspiracji:) oraz prawda o żubrze – i nie chodzi o piwo:).

No to o boreliozie.

Koniec sezonu na kleszcze ? Bynajmniej.Najlepiej widać to ostatnio na grzybiarzach, zbierających nie tylko prawdziwki:).Ciepło, więc nic dziwnego, że temat wciąż aktualny, co przypomniało mi, że …nie skończyłam cyklu o boreliozie. Wprawdzie nie jestem pewna, czy będę mogła go skończyć , podobnie, jak wszystkie inne:), gdyż wiedza o środkach , jak wiedza o zaburzeniach ciągle obszary ciekawe odkrywa. Nie mówię „nowe”, gdyż w medycynie naturalnej niełatwo jest określić całkowite novum. Wiele z jej okruchów znane od lat tysięcy, tyle, że nie wszędzie, tyle, że nie wszystkim, tyle, że troskliwie nieraz skrywane.

Kontynuując postrzeganie traktowania boreliozy z perspektywy naturalnej przytoczę kolejne zioła wedle Dobrych Medyków, mając nadzieję , że sięgną Państwo po więcej informacji o każdym z nich, że stopniowo uda się Państwu zapoznać ze światem obok nas, cichym, a pomocnym, światem roślin – przyjaciół.

Wróćmy na chwilę do mrocznych czasów szkolnej medycyny europejskiej osiemnastego wieku:  studenci i uczeni odwrócili się od niebezpiecznych „terapii” rtęcią (bynajmniej nie homeopatycznych:)), od tego, co bezskutecznie ofiarowała im „racjonalna” medycyna .Zaczęli porzucać pudrowane peruki, trzewiki w szpic wyprzedzający właściciela o milę:) i….powróciła moda na wieś. Na proste, zdrowe życie, na pożywienie swojskie , a solidne:).

Nawet Rousseau piał o „szlachetnych dzikich”:)))), mając na myśli…mieszkańców prowincji, przeciwstawiając ich „dobre życie sztucznym, wymęczonym syfilisem ludziom cywilizacji”…. 

Christoph Wilhelm Hufeland (1762- 1863) , nieoceniony dla wszystkich miłośników zielarstwa człowiek, lekarz z powołania, on to nawoływał do zaprzestania stosowania  „medycyny trucizn, rtęciowego szarlataństwa , puszczania krwi i żrących skórę plastrów”.

Jego , świadczące o wielkiej wiedzy medycznej wystąpienia, w których wymienił wówczas już MAKROBIOTYKę , bazowały na promowaniu wspierania „naturalnej, wewnątrz mieszkającej siły życiowej”, mnożenia jej miast wyczerpywania niepotrzebnym truciem. Mówił o ziołach, słońcu, powietrzu , wodzie i cieple, o pożywieniu dopasowanym rytmom roku, o ruchu, o dobrym śnie , który siłę tę odnawiał. Kto dziś wspomina o tak zasłużonym dla potomności Mistrzu medycyny? Kto wie, że jego dzieło bodaj najważniejsze (choć i w pomniejszych perełek nie brakuje) :” Makrobiotyka albo sztuka przedłużania ludzkiego życia” nawet w Chinach przełożone było, że książka ta stanowiła cezusem w historii medycyny, że oznaczała koniec zdrowotnej katastrofy w Europie, rewolucję życia?

Niestety. Jak każda prawie rewolucja, i ta padła w końcu sromotnie, ofiary pociągając. Medyczne kręgi nie mogły pozwolić na uniezależnienie się od nich pacjentów. Poza nielicznymi, szlachetnymi wyjątkami, w kaście zawrzało i….po jakimś czasie już można było mówić o „zdobyczach nowej medycyny a  wszystko inne ponownie nazwano szarlataństwem”. Znacie? To posłuchajcie….:))))Prawda, że historia lubi się powtarzać…

Czasy szybkości, czasy pośpiechu i bezładu, mnogości rzeczy i mnogości doznań. Czasy….Merkurego. Ci, którzy czytali wpisy o boreliozie wcześniej, nie będą zaskoczenie powiązaniem jej z czasami nagłego przyśpieszenia, jakkolwiek dziwacznie by to brzmiało.

Mercurius, więc żywe srebro , rtęć – czy krętki nie zachowują się jak żywe srebro właśnie? Czy wszechobecny chaos nie kojarzy się z natrętnymi, wkręcającymi się wszędzie śmieciami? Czy rtęć nie jest składnikiem szczepionek i amalgamatów? Z której strony patrzeć- układanka robi się coraz wyraźniejsza.

W poprzednim wpisie o boreliozie wymieniłam kilka pomocnych roślin, teraz skoncentrujmy się ponownie na samych krętkach- z czego żyją , bo i tu jest jeden z kluczy do wyzwolenia się od niepożądanej armii.

Spiroszety (stali czytelnicy wiedzą, używam tego terminu zamiennie) uzyskują energię m.in. z kolagenów- z białek tkanki łącznej, ze ścięgien, chrząstek, otoczek nerwów ( o czym co nieco już było ) , ale i z płynu mózgowo- rdzeniowego oraz ocznego…żarłoki i tyle.

Są tak ekspansywne, że wykorzystają nawet autoimmunologiczne reakcje , by opaść powstające wówczas chrząstkowe tkanki  i zjeść ,co z tego da radę wyciągnąć:).Prawdopodobnie czyniły to już dawno, ale kiedyś systemy odpornościowe funkcjonujące w wyrównanym systemie współpracującym z naturą uzupełniały straty w wystarczający sposób, by nie poddać się boreliom- tak przebiegała więc borelioza (jak zwał, tak zwał) , bezobjawowo i kończyła się wyzdrowieniem bez podejmowania szczególnych wysiłków.

Jakie remedia możemy przedsiąwziąć wobec tych żarłoków? żywieniowe:):

-Witaminę C , ponieważ przy syntezie kolagenu witamina C działa jak esencjalny co-enzym. Więc:rokitnik, cytryna, kapusta, dzika róża, tarnina ….

-Cynk i miedź- nie z puszki, a z roślin, więc: ziarna słonecznika, liście buraka, groch, soczewica, orzechy włoskie i laskowe…..

-Krzem- skrzyp polny- wymieniany wielokrotnie, bo ważny i dlaczego- odsyłam wcześniej,

-Selen- czosnek

-Witamina B

-Witamina E….obie w pożywieniu proszę, nie w proszku lub sojowym oleju…chyba, że ktoś woli:)

Poza tym zwracamy uwagę również na postępowanie symptomatyczne, gdyż niestety aktywna borelioza daje się mocno we znaki.

Jak podaje Buhner, 2005 (i tu:nie popieram całości podejścia do tematu Buhnera, jednak w zdecydowanej większości uważam Jego protokół za bardzo, bardzo pomocny -przypuszczam zresztą, iż kiedyś napisze korektę pierwowzoru protokołu jako „wydanie drugie, poprawione:))), bo pierwsze jest prawie 🙂 idealne. Ponadto:całość protokołu można przeczytać za darmo wpisując w googlach :hope to heal lyme pdf . Jeżeli ktoś chciałby wersję drukowaną , to jest na amazonie „Healing Lyme”, Stephen Buhner.Zwracam uwagę, że wymienione przez niego a podane niżej zioła (nawiasem mówiąc wymieniane również w innych źródłach , np.chińskich) są przeważnie nowością dla naszych organizmów )fakt, rdestowiec japoński , po chińsku chuan qui , nieźle się zadomowił i wygląda na to, że i organizmy żywe tolerują go nieźle, co wiem po sobie, bo lubię czasem herbatkę z niego łyknąć:) ,a miód z niego wspaniały, i:) zastosowanie ich wymaga poważnego podejścia do sprawy, jak również bezpieczniejszą formą w tym wypadku wydają mi się preparaty gotowe.

-w czasie pierwszego, ostrego stadium infekcji:Eleutherococcus -syberyjski żeń – szeń (uwaga na interakcje z lekami) , bo działa (wg TCM) antydepresyjnie oraz zwiększa liczbę komórek obronnych

-przy tzw.fenomenie Bella- objawia się niemożnością zamknięcia oka – hang fang ji (TCM) ,czyli wschodnioazjatycka Stephania tetrandra , jedno z 50 podstawowych ziół TCM, wedle Chińczyków redukująca nerwowe i artretyczne stany, łagodząca puchliny, jednak stosowana w maleńkich dawkach , bo kwas arystocholowy, który zawiera, może uszkadzać nerki (bez ironii, to fakt, MOżE ) i prasa oraz net pełne są (po polsku:))) ostrzeżeń w stylu „kwas arystocholowy to trucizna!!!”.Jasne. Podobnie, jak złe słowo;)…Dziwne, że Chińczycy od tysięcy lat stosują coś, co inni postrzegają wyłącznie jako truczinę….i nie powymierali?!  Dla porównania polecam lekturę na w w w.acupuncturetoday.com, pt.”A succesfull story of aristolochic acid”.

– do wyprowadzenia neurotoksyn:rdestowiec japoński (Fallopia japonica), gdyż zawarty w korzeniach resveratrol wedle TCM redukuje neurotoksyny

-artretyzm stawowy- Dipsacus sativus (opisany wcześniej) , witamina A, Stephania cepharantha , Stephania tetrandra (jw.uwaga o ostrożności)

-do zmniejszenia bólów: pokrzywa jako napar, kapsaicyna i kurkuma (chroniące komórki, hamujące ekspansję zapalenia) ,harpgophytum procumbens- hakorośl rozesłana (środki ostrożności j.w.)

-przy problemach z pamięcią i zaburzeniach funkcji kognitywnych:rdestowiec japoński, lycopodium clavatum (widłak goździsty- uwaga, też raczej dawki homeopatyczne), znany nam świetnie z ogrodów vinca minor- barwinek ( specyficzny tonik dla mózgu pozwalający na dotarcie zwiększonej ilości tlenu do mózgu i polepszający przemianę glukozową, dopływ krwi do siatkówki oka, stąd pewnie nagle publikacje o „niebezpiecznym barwinku”, który można stosować wyłącznie pod ścisłą kontrolą a jednocześnie wzmożenie badań nad nim i chwalby, że wysyntetyzowana z niego winkamina może pomóc w nowotworach ….ale tylko ta pochodząca z pudełka;). Owszem, barwinek to nie chleb, posiada substancje faktycznie mogące wpłynąć na zdrowie negatywnie,jeżeli zostaną użyte w zbyt dużej ilości w nieodpowiedni sposób i w tym wypadu bezpieczniej jest sięgnąć po preparat gotowy z solidnej i najlepiej mającej spore doświadczenie w preparatach naturalnych firmy, ale mówię od samego początku:proszę dowiedzieć się na ten temat więcej w odpowiednich źródłach, gdyż tutaj staram się zaledwie zasygnalizować Państwu możliwości medycyny naturalnej, samo przybliżenie właściwości barwinka pochłonęłoby cały dzień) . Pozwolę sobie jeszcze nadmienić, iż wszystkie części barwinka opisywane są jako trujące , że ma ponad 40 alkaloidów, że najważniejszymi są winkamina i eburnamenina, że….do 1987 roku w Niemczech barwinek funkcjonował normalnie, jako zioło, dostępne wszędzie , stosowane ” z głową” (bo jak ktoś nie ma „głowy”, to lepiej nie stosować niczego bez poradzenia się czyjejś , znającej temat głowy”;) i nie potrafię znaleźć informacji o przypadkach zatrucia nim. Jeżeli ktoś takie posiada, zapraszam . ALE „zrobiono BADANIA ” i stwierdzono, że to trucizna! Od tego czasu można sprzedawać wyłącznie winkaminę w preparatach , nie preparaty z barwinkiem lub barwinek jako zioło. Oczywiście jako lek winkamina stosowana jest chętnie w oficjalnej medycynie w cerebralnych zaburzeniach krążenia.

-przy dolegliwościach sercowych na tle boreliowym wymieniany jest głóg ( Crataegus m.),

-swędzenie i drgania mięśni:magnez i witaminy B- kompleks

-spuchnięte okolice węzłów chłonnych, korek limfatyczny:ceanothus americanus (gorzknik kanadyjski) jako nalewka- działa przy puchlinach i bólach okolic śledziony i wątroby, dodatkowo jako drenaż limfatyczny,też uwaga na to ziółko, trzeba najpierw o nim sporo poczytać.

-słabość mięśni:nalewki z pączków sosny , żeń-szenia i Aralia nudicaulis- dzika sarsaparilla (uwaga, jak przy gorzkniku) , również stosowana w dawkach minimalnych a i to b.ostrożnie

-do odbudowy flory bakteryjnej jelit po ew.antybiotykach: kefir

-chroniczne zmęczenie:korzeń traganka (ostrzeżenia jw.), Andrographis p.(p.wcześniej), żeń-szeń,

-bóle głowy:rdestowiec japoński ( akurat dla Buhnera rdestowiec jest jednym z najważniejszych preparatów w boreliozie, reperuje szkody ,które wyrządziły swą aktywnością borelie) , preparaty z barwinka ,

Do tego , ogólnie:

-uncaria tomentosa, o czym było

-ciekawe jest zastosowanie monolauryny (tzn.laurycydyny, kwasu przekszt.w monolaurynę) – monoglicerydu z liścia laurowego, który atakuje lipidowe otoczki lub powierzchniowe proteiny borelii , monolauryna jest zresztą i w mleku kokosowym- jednym z głównych składników kuracji Indian karaibskich przy syfilisie

-niektórzy wymieniają srebro koloidalne, ale jako, że niestety istnieje na rynku dużo preparatów mających z nim niewiele wspólnego, powstrzymam się w tym miejscu od informacji na jego temat, ALE karierę srebro koloidalne zrobiło we współczesnym świecie stosunkowo niedawno, tymczasem kiedyś…Mądre kobiety kładły do dzbanów z mlekiem srebrne monety, żeby mleko dłużej było świeże ,żeby nie kwaśniało-i to bez ryzyka, że bakterie się na to uodpornią:))). Efekty były? A czy gdyby ich nie było, robiono by to w prawie wszystkich regionach świata od setek lat?

-Artemizyna z Artemisia anna, jednorocznej bylicy ,z Azji, w międzyczasie rosnącej jako neofita nad Łabą  i u nas, na Pomorzu i Mazowszu- łatwa do hodowli w ogrodzie ,proszkiem z niej leczono kiedyś malarię…leczy się i teraz w krajach , gdzie ta wiedza nie zginęła…jak przy wszystkich lekach, nawet, jeżeli te czy inne zioła za takowe nie są teraz oficjalnie uznawane, liczą się identyczne reguły bezpieczeństwa, j.w. 

-Kanadyjski korzeń pomarańczowy, Golden Seal, Hydrastis canadensis- środek „na wszystko” :)), pisze Buhner, ALE-NIE WOLNO STOSOWAC W CIążY, przekroczone dawki hydrastyny powodują nawet paraliż!

-ekstrakt z liści oliwki- immunostymulant

-krople jemiołowe -znane od dawna i w Polsce- wspierające aktywność limfocytów ,Hipokrates ordynował jemiołę przy limfatycznych opuchliznach,

-olej z ogórecznika , konopi, wiesiołka—łagodzą stany zapalne i wzmacniają system odpornościowy

-Cistus incanus-po polsku Czystek-  mało znana roślinka z rejonu Morza Sródziemnego uważana w kręgach wyleczonych metodami naturalnymi za środek cudowny.Jest „tego” 🙂 ok.22 rodzaje plus hybrydy .Posiada mnóstwo polifenoli , pita w formie naparu , Włosi , Francuzi, Niemcy twierdzą, że chroni też przed ukąszeniami kleszczy i komarów. W Niemczech znana dawno jako lek i suplement, ale też ostatnio robi się (czy nawet już zrobiono)  na nią apetyt przemysłowy i pewnie będzie to samo, co z barwinkiem. Czystek ma wyjątkowo skuteczne właściwości kompleksowego wiązania metali ciężkich (np.kadmu) oraz , w skrócie, potrafi rozkładać mikroorganizmy.W Grecji pity od niepamiętnych lat jako …herbatka:) ……ciąg dalszy nastąpi:)

Lektury:

wymienione wyżej, jak poprzednio w cyklu o boreliozie, plus:

w w w.deutsche- apotheker -zeitung.de, 16/Jg.,148/2009

w w w.cistuspage.org.uk

w w w.acupuncturetoday.com

„Healing Lyme”, S.Buhner

John K.Chen i Tina T.Chen, „Chinese Medical Herbology and Pharmacology”, Art of Med Press, 2004

Posted in aktualności, borelioza, etyka, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.8.oraz:jak to z solą było:-)

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 23, 2010

Nie zapominaj działania czasu i ciszy. Staraj się dojść do ładu z wszystkimi o ile to możliwe,bez zaprzedania się. Mów, co uznałeś za prawdę jasno,spokojnie i słuchaj innych,również niewiedzących i nudnych-oni też mają coś do powiedzenia.Unikaj nachalnych i agresywnych-są złością dla ducha.Bądź sobą i nie udawaj przychylności.Strachy mają korzenie w wyczerpaniu i samotności.Patrz,gdzie kierujesz wysiłki,czego żądasz -w głośnym chaosie życia zostań ze sobą czystym,bądź dobrym dla siebie….Autorstwo „wielu ojców”.

Czas kleszczy zbiegł się nieszczęśliwie z czasem komarów,ale dwie plagi to wciąż nie siedem,więc spróbujmy nie  złorzeczyć,ale jednocześnie nie dajmy się zjeść:-).

Było o terapii termalnej,paru ziółkach,konieczności wypacania toksyn,teraz ziółek ciąg dalszy,ale najpierw podkreślenie znaczenia soli:wiadomym jest,że po intensywnym poceniu się (jeżeli sauna,to zawsze z pustym brzuchem a jeszcze lepiej-z czystymi jelitami:-)oraz lekkim pęcherzem moczowym-niby oczywiste,ale przypomnę),wypłukiwane są sole i musimy zwracać uwagę na gospodarkę elektrolitową.Mówiłam wprawdzie o piciu, jednak pozwolę sobie powtórzyć niepopularną opinię,że sól (naturalna) nie jest takim zagrożeniem dla organizmu,jakby się wydawało. Związek między jej konspumpcją a wysokim ciśnieniem został już zresztą podważony m.in.w 2003 roku,w badaniach relacjonowanych m.in.przez Pollmera/Warmutha.

Czy wiedzą Państwo,jak w ogóle doszło do potępienia soli?

W 1972 niejaki naukowiec:-),Lewis Dahl,upatrzył sobie sól jako „potencjalne niebezpieczeństwo” i postanowił udowodnić jej „niszczące działanie”.

Jak wyglądały doświadczenia pana Lewisa?

Karmił solą szczury.U karmionych zwierzątek zaobserwował wzrost ciśnienia a nawet zgony….i rozwrzeszczał się,że sól szkodzi.Nie wrzeszczał niestety o całości doświadczenia,a mianowicie,że szczury były po pierwsze specjalnie wyhodowane-genetycznie uwrażliwione na sól (tak,tak,już w 1972) oraz,że dostawały 500 gram na łebek dziennie,co w przeliczeniu na człowieka oznacza jakiś funt soli.Kto z Was zjadłby choć RAZ dziennie funt soli i kazał wytrzymać to żołądkowi,nerkom,a nawet jamie ustnej?

Do dziś mówiąc o  soli przypomina się „szczury Lewisa”.

Po Lewisie podobnie „udane” badania,tym razem z ludźmi prowadził dr Niels A.Grandal i też doszedl do wniosku,że sól szkodzi.Studia nazywały się „Intersalt” i niespecjalnie zatroszczono się o upublicznienie pewnych szczegółów…no dobrze:na wyraźne żądanie naukowców prowadzących badania Intersalt (1988) utajniono ich najważniejsze detale,a mianowicie:

Wśród 52 grup ludnościowych różnych ras,regionów,”aż” cztery wykazały zaburzenia w związku z przyjmowanymi ilościami soli,wśród nich z kolei grupą najwrażliwszą okazali się….Indianie Yanomani,którzy na codzień soli praktycznie nie widzą a tym bardziej nie jedzą,są więc automatycznie bardziej wrażliwi na sól aniżeli przeciętny jej „pożeracz” ….Ponadto okazało się,że Chińczykom zamieszkującym region Tanjin i spożywającym CODZIENNIE, ZWYCZAJOWO w pożywieniu ok.14 gram soli nic nie jest.A już na pewno nie dzieje się nic złego z ich ciśnieniem:-).

 Prawda,że nie było się czym chwalić?W dodatku….nie jestem pewna,czy Yanomani naprawdę byli świadomi uczestnictwa w eksperymencie…..Ach,ten biały człowiek,tak kochający nazywać się „myślącym i czującym”.

Było jeszcze parę innych historii,o których wyjście na światło dzienne zatroszczyli się dobrzy ludzie:-),ale na razie te dwie chyba wystarczą?

Kij w mrowisko wsadził naukowiec z Zurychskiego Swiss Federal Institut of Technology (i nie bał się:-)) publikując swoje obserwacje a w nich wniosek:”Podsumowując,od czasu industrializacji XIX wieku żaden inny produkt spożywczy nie został tak przez samowolę władzy upolityczniony i zmanipulowany,jak sól”.(Jean Francois Bergier)

Nieco trzeźwości wniósł też profesor H.Forster,kierownik grupy badawczej biochemii żywności,z Centrum Chemii Biologicznej wykazując niedoskonałość teorii o związku wysokiego ciśnienia ze spożyciem soli:-).Wystarczy też rozejrzeć się za studiami TOHP-2,przeprowadzonymi w USA,a z którymi prof.Forster miał do czynienia.

Powtarzającym się do znudzenia motywem wrogów soli (jak się nie ma już czego potępiać,to chociaż sól:-) jest:

„Sód wiąże wodę w tkankach,przez co mamy opuchnięcia,zakłócenia krążenia itp.”

Ano.ALE:woda może być wydalana wyłącznie wówczas,kiedy wcześniej zostanie związana we krwi sodem właśnie:-)

Sól,czyli przyprawa,jest od najdawniejszych czasów również lekiem.Należy więc ją spożywać z umiarem,ale nie ma powodu, aby ją potępiać czy wręcz eliminować z jadłospisu.Wyjątkiem są osoby z tzw.defektem wydalania soli,co jest niełatwe do laboratoryjnego ustalenia i bynajmniej nie częste.

Widocznie niektórym wydawało się właściwe negowanie roli naturalnego,odżywczego skarbu, aby np.zrobić miejsce glutaminianowi.To tylko moja mała dywagacja.

Dziwne,że przemysłowi nie przeszkadza,że w wodach mineralnych przeciętnie znajduje się od ca.1 do 2,67 grama na litr…no bo wodę trzeba pić……trzeba pić jej dużo,żeby ci,co ją ładują w butelki mieli co pić:-),a po soli pić chce się jeszcze bardziej:-)

Na marginesie:w północnym Tybecie istnieje szczep Dropków-nomadów.To bardzo tajemniczy,niepopularni „turystycznie” ludzie.Zyją na poziomie 4500 m.n.p.m. u stóp jednej z czterech świętych gór Tybetu,Nyenchen Tnaghla
i co wiosna ruszają w podróż w górę,do słonych jezior,bo tylko wtedy mogą je osiągnąć.Po drodze rozmawiają „solnym językiem” i odprawiają rytuały…Ale kto by się tym interesował….Na szczęście Zachód jeszcze się tam nie zainstalował:-),ale podejrzewam,że ich spokój nie potrwa już długo.

Załóżmy,że mamy do czynienia z boreliozą-co jeść?

Niewłaściwym odżywianiem rujnujemy naturalny,zrównoważony poziom pH naszej krwi i czynimy ją kwaśną.

Kwaśna krew nie tylko ściąga kleszcze oraz komary,ale i „zaprasza ” wszelakie bakteryjne twory,grzyby,pasożyty do grasowania po naszych tkankach. 

Prawie każda ciężka choroba jest związana z zakwaszeniem organizmu,dotyczy to m.in. reumatyzmu,nowotworów, ale i jednostek tzw.infekcyjnych.

To oznacza:przy boreliozie jemy stosowne do sezonu,świeże, w miarę możliwości naturalne,nie „pryskane” warzywa, owoce,mniej zbóż,choć kasza jaglana i jęczmienna aktualne,oraz-b.ważne-ocet winny-wyłącznie ten bez konserwantów i barwników.

Niezła w wyrównywaniu zaburzeń spowodowanych boreliozą jest tzw.(w Niemczech dostępna wszędzie )Kieselerde, czyli ziemia okrzemkowa (tak,ma zastosowanie w przemyśle i to niemałe), ale O WIELE  lepszym jest decoctum-odwar z,wymienionego już rodzimego skrzypu polnego-Equisetum arvense,wspierający siłę obronną ciała,wzmacniający tkankę łączną,naczynia,stabilizujący tkankę kostną,jak również czyszczący skórę,oczy,naczynia krwionośne (p.prof.A.Ożarowski).Skrzyp można w dalszym ciągu,w czerwcu zbierać i stosować świeży oraz suszyć na później.

Do picia mamy też mleczko kokosowe-fakt,nie „regionalne”,ale jednak bardzo w tym zaburzeniu pożyteczne.Zwracajcie Państwo uwagę,aby w składzie były wyłącznie mleczko i co najwyżej jeszcze woda (a o czym było).

Dynia.Do sezonu na dynie jeszcze trochę,ale te robione w occie winnym można mimo pory roku doradzającej świeże produkty -zjeść.

W razie,gdyby dotknięty był silnie system trawienny,można sięgnąć do recepty prababek po Oleum terebinthiae sulfuratum,lub B.sulfuris terebinthinatum,zwanym też olejem harlemskim,niem.Haarlemerbalsam -w Polsce nie widziałam,ale można sprowadzić z Holandii (nazwa od miasta) czy Niemiec,nie jest on też obcy naszym farmaceutom-uwaga-jest to środek prastary na problemy nerkowo-żołądkowo-jelitowe,superprosty:1 część siarki rozpuszczona w 6 częściach oleju lnianego ,3 części terpentyny,ale stosuje się go wyłącznie w maleńkich ilościach-kroplach lub kapsułkach wedle podanego na nim sposobu,rzecz jasna po konsultacji-większe ilości mogą spowodować nawet śmiertelne zatrucia!Można powiedzieć,lek PRAWIE homeopatyczny,podaję go wyłącznie jako ciekawostkę,gdyż innych,dobrych i nie tak „ostrożnych” w dawkowaniu nie brak,przy czym najlepsze w delikatnym systemie trawiennym wydaje mi się wciąż siemię lniane (przypominam,że trzeba je zalać wrzątkiem lub leciutko uprażyć na suche patelni i dopiero zalać wrzątkiem,w wyjątkowo zaś delikatnych żołądkach można się pokusić o wypicie samego płynu powstałego po zalaniu nasionek-też ma działanie powlekające, osłaniające).

Zanim zapomnę-z wód pijemy tylko niegazowane,raczej lecznicze aniżeli mineralne.

A teraz nalewka kolendrowa.Przepis na nią?1 część owoców kolendry/Fructus coriandri/ do pięciu części alkoholu 45-75 %,wytrawiać 14 dni,przecedzić,porcje zależne od wieku,postury itp.,ale przeciętnie na dorosłe osoby jest to 5 ml w niewielkiej ilości wody raz dziennie.NIE należy stosować w ciąży.W Afryce Północnej kolendra stosowana jest przy m.in.grypie,w połączeniu z szafranem (silne poty),trudnościami w trawieniu tłuszczów- przede wszystkim w postaci świeżego ziela. Muszę jednak nadmienić,że kolendra należy do ziół fotouczulających (ostrożnie z opalaniem się po jej spożyciu) oraz zawiera substancję (niewiele,jednak zawsze to „coś”) rozkładającą witaminę B1,spożywając  kolendrę proszę więc pamiętać o uzupełnianiu B1 (aneuryna,tiamina),znajdującej się m.in.w łososiu,słoneczniku, pszenicy, brązowym ryżu,fasolce karłowej-o nadmiar tiaminy proszę się nie martwić-jest wydalana przez nerki.Nie spotkałam się bezpośrednio z uczuleniami na B1,ale podobno takie istnieje:-) 

Co do świeżych owoców i warzyw-vitamina C oraz dodawanie odrobiny soli (nigdy kuchennej,bialusieńkiej NaCl-zawsze szarej kamiennej,ew.morskiej!)do np.soków ze świeżych warzyw powoduje szok osmotyczny u pasożytów oraz podnosi poziom aktywności hormonu elastazy niezbędnej w robieniu porządku z krętkami:-).

Koci pazur-Uncaria tomentosa,Una de Gato,odkryta Polakom przez ojca Szeligę,Zachodowi przez Austriaka Keplingera w latach osiemdziesiątych (lek wytwarzany w Austrii z Uncarii zrobił się nawet w 9o’ modny),a jeszcze wcześniej Niemcom,przez wścibskiego Bawarczyka w Peru,w latach trzydziestych, propagowana dziś przez Instytut Medycyny Andyjskiej.Niestety nie wiem,jak w tej chwili wygląda sytuacja z preparatami Uncarii tomentosy sprzedawanymi przez najróżniejsze firmy,ale mam nadzieję,że Instytut Medycyny Andyjskiej ciągle dba o ich jakość.

Czosnek-jego zalet reklamować nie muszę?

Nalewka miętowo-szczeciowa (nalewka ze szczeci,opisana wcześniej,plus nalewka z mięty (sporządzona normalnie,1:5 i zmieszana z poprzednią ) brana naprzemiennie z „kocim  pazurem” w kuracji 6-tygodniowej w dawkach jak nalewka szczeciowa.

Miód kasztanowy.

Jeżeli ktoś uparłby się na pozabijanie borelii ….niacyna działa silnie ANTYbakteryjnie na borelie ALE można je też „wyprowadzić” z organizmu łagodniej,stosując m.in.zioła i nie rezygnując z soli oraz….

Wymienię tu terapię frekwencyjną,w której stosuje się 380-kHz wstrząsy elektryczne na dotknięte tkanki,raz do trzech dziennie,przez pięć minut,co powinno usunąć nieproszonych gości-również pasożyty- z organizmu.W USA stosowanych jest wiele podobnych,frekwencyjnych terapii,u nas wciąż robi się wiele,aby traktowane były z niedowierzaniem lub wręcz lekceważone.

Dobrze,że wymienia się coraz częściej (niestety,nie zaboserwowałam tego w medycynie szkolnej ) terapię dr Huldy Clark.I znów:nie podzielam wszystkich jej poglądów na zastosowanie aparatu, ale cieszę się,że jej metoda jest jedną z ciekawszych alternatyw w terapii np.boreliozy.

Z ziół mało znanych jest Andrographis paniculata-dostępna za granicą,chiń.Xiu Lian,ang.green Chirayata ,hindi: Kriyat,tradycyjnie w Indiach i Chinach stosowana przy syfilisie,leptospirozach i wszelkich zaburzeniach z udziałem spiroszetów,czyli krętek,jak to mamy w boreliozie.Dozowanie między 400 mg a 1200 Pulvis (sproszkowane zioło),3 razy dziennie.Niepożądane działania uboczne nie są do tej pory znane…..A roślinka w użyciu od początków Ayurvedy:-)-jedno z najbardziej gorzkich ziół świata.

Fallopia japonica-rdestowiec japoński,u nas zwany ostrokończystym (widocznie aby nie było za prosto:-)-zawarte w nim resveratrol,transresveratrol (fitoestrogeny) redukują neurotoksyny i chronią przed wolnymi rodnikami system nerwowy.Czosnek (selen w postaci naturalnej,miedź (zielone liście szpinaku,botwiny) i cynk (pestki słonecznika) są polecane jako uzupełnienie towarzystwa rdestowca japońskiego-wyjątkowo,gdyż rdestowiec ogólnie jest „solistą”, oczym zaraz.

Co najważniejsze-a co wynika z powyższego-roślina ta używana jest do wyprowadzenia neurotoksyn z organizmu.I pomyśleć,że został on w 1823 sprowadzony do europejskich ogrodów jako ozdoba:-) i pasza,a że praktycznie nie ma naturalnych wrogów,rozpełzł się w dosłownym znaczeniu (kłączami,gdyż sprowadzone egzemplarze były żeńskie)po ogromnym obszarze i zaczął być postrzegany jako intruz.

W moim odczuciu jest to niezwykle pożądany intruz,który pojawił się o odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu-mnóstwo widziałam w Kazimierzu Dolnym,w Szklarskiej Porębie,ale i na Zuławach,Pomorzu Zachodnim-teraz występuje chyba już w całej Polsce.

Oby każdy wiedział,z jak pożyteczną rośliną mamy do czynienia-niemieccy naukowcy (Uni Oldenburg) odkryli,że odtruwa on gleby z metali ciężkich-mówiąc inaczej-wchłania w siebie kadm,ołów,cynk,zrozumiałym więc wydaje się,że stosować powinno się wyłącznie te pochodzące z w miarę niezanieczyszczonych ziem.W DDR zazieleniano nim …..hałdy pokopalniane:-),wydmy i poldery.To nie koniec jego pożyteczności-jest miododajny,a jego poznane działanie lecznicze  wystarczy,aby stwierdzić:jak dobrze,że tu jest.Tu muszę się uśmiechnąć,bo w czasie,kiedy Europejczycy i Amerykanie rozważają jego zwalczanie i lamentują nad jego „rozgoszczeniem się” ,Chińczycy,wśród których od dawna znany jest jako Chuan Qui,Ban Zhang,Chuan Jun Long:-) i….nie tylko:-),używają go w kuchni (Japończycy toże) twierdząc,że roślinka w ogóle nie jest toksyczna i stosują go jako lekarstwo w licznych schorzeniach,m.in.przy infekcjach bakteryjnych,grzybicach,zaburzeniach uznanych w jewropie za wirusowe;-), kaszlu,astmie,redukcji tłuszczów, obniżaniu ciśnienia,kojeniu bólu,łagodzeniu zapalenia przy artretyzmie,zakażeniach (ja nazywam je aktywnością bakteryjną po narażeniu organizmu na powstanie ogniska zapalnego:-) streptokokami,bakterią coli,gronkowcem złocistym…..i nie tylko.Ogólnie:odtruwający, przeciwreumatyczny.

Aż dziw(?), że niektórzy tak bardzo chcieliby się go pozbyć:-)

Dobrze,że mogę podać jeden,w miarę dostrzegający problem niezrozumienia zaistnienia tej rośliny u nas link w polskim:w w w. volny.cz/kmoravkova/pl/Referat-p/ref-08-p.htm

Strona nazywa się Reynoutria,ponieważ rdestowiec,o którym mówię,jest spokrewniony z rdestowcem sachalińskim-reynoutria sachalinense i ma podobne właściwości.Na podanej stronie znajdą też Państwo inne zastosowania roślinki.

Dozowanie?Według Buhnera,pana,który napisał „Healing Lyme….” o leczeniu boreliozy ze szczególnym uwzględnieniem  rdestowca japońskiego,który uznał za jedną z najważniejszych roślin w tej terapii,dawka ustalana wg masy ciała,wieku,czyli jak we wszystkich innych przypadkach,przeciętnie jest to dla dorosłego człowieka w średnim wieku i średniej wadze między 20 a 30 gram dziennie,Pulvis,czyli proszku z kłączy rdestowca (proszę zapoznać się dokładnie z jego zdjęciami w necie!) ,u drobniejszych osobników:-) jest to od 9 gram do 15 dziennie. Dokładniej?Toksyczna dawka dla człowieka o wadze 75 kilo wynosi ok.75 gram dziennie.

Proszek gotuje się 20 minut w wodzie,odcedza,dzieli na cztery porcje i wypija w ciągu dnia.NIE powinny stosować go kobiety w ciąży-piszę to ze względu na ogólne środki ostrożności.Nie stosuje się go też przy jednoczesnym braniu środków rozrzedzających krew-wyjątek-czosnek w niedużych ilościach.Całe zioło,jak i proszek z niego,działa synergistycznie z wieloma innymi ziołami,nadaje się więc raczej do oddzielnego stosowania,czyli:nie łączymy go z innymi środkami.

Czy nie jest interesującym,że rdestowiec rozprzestrzenił się właśnie wtedy,kiedy rozprzestrzeniają się zaburzenia, które Chińczycy leczą m.in nim,że dopasował się do naszych warunków klimatycznych,a przecież nie każda roślina „stamtąd” to potrafi…….I jeszcze to odtruwanie naszej zatrutej ziemi…..

Czy to koniec o boreliozie?NIE:-)Ponieważ to zbyt poważny temat,aby potraktować go zbyt pośpiesznie.Jeszcze odrobinkę cierpliwości proszę.

Do następnego razu:-)

P.S.Przy poprzednim wpisie o TCM mówiłam o dezodoryzacji ciała i o tym,że o naturalnych dezodorantach napiszę, jednak powiedziałam też,że w razie potrzeby można wybrać aerozole do „poprawienia samopoczucia sobie i innym”, aerozole bez parabenów i im podobnych ciężkich dla organizmu substancji.Od razu zostałam zapytana:”jakie na przykład”?Powiem krótko:dziecięce.Nie wymienię firm,gdyż jest ich sporo,generalnie większość firm produkujących dezodoranty dla dzieci robi je dość ostrożnie,ale wciąż obowiązuje zasada:patrzeć na skład.

Mężczyźni nie muszą się przejmować,że „wydadzą się niemęscy” stosując dziecięcy dezodorant,gdyż zapach tych kosmetyków jest zwykle tak stonowany,tak dobrze stapia się z ciałem,że człowiek pachnie dokładnie tak,jak powinien:dyskretnie.Ponadto ,kto lubi,może  przecież użyć perfum na naturalnych olejkach -nie brak ich w handlu,szczególnie w większych miastach,na bazie paczuli,dębu,ambry,cedru,mchu,sandałowca…../typowo męskie/,a przy okazji zapach dezodorantu nie będzie się „gryzł” z zapachem perfum,co niestety zdarza się panom  dość często:-) .

Wybierając się do lasu najlepiej zapomnijmy o dezodorantach w ogóle (po prostu umyjmy się:-),zwróćmy za to uwagę na wymienione w cyklu o boreliozie olejki.

Lektura:

„Antimalaric activity of Andrographis paniculata” Int.J.Pharmacog.,1992,30 Pal, Katiyar,Guru,Srivastava,Tandon, Misra,

„Une histoire du sel” ,1982,Jean Francois Bergier

S.H.Buhner „Lyme disease.Natural Healing and…..”

i poprzednio wymienione

Posted in borelioza | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 11, 2010

W latach osiemdziesiątych prof.Giuseppe Barthelini,udzielając wywiadu dla L’Express,powiedział:

„Nikt nie zna przyczyn,które powodują starzenie się mózgu(…).Niemniej jednak przeprowadzamy doświadczenia ze środkami o olbrzymich możliwościach leczniczych,środkami,które dodatnio wpływają na tegoż organu czynności i usuwają pewne symptomy starości.”Prof.Tisseyre nie pozostawał w tyle:”Wkraczamy w zupełnie nową erę.Szykuje się przewrót,który za 5-6 lat wyda się nam banalny.Według badań przeprowadzonych na polecenie ONZ przez służbę zdrowia w USA,uważa się,że w 1990 będzie normalne,iż w krajach rozwiniętych każdy człowiek będzie rano zażywać tabletkę naprawczą,która pozwoli zwalczyć cierpienia związane z wiekiem.I to będzie czymś naturalnym”.

Abstrahując od apetytów obu profesorów (każdy człowiek brałby rano tabletkę-YES,YES,YES;-)popatrzmy:parę lat minęło.Zioła trzymają się mocno mimo nagonek,prześladowań i nieustannych prób zawłaszczania ich przez przemysł a leku na „cierpienia związane z wiekiem”(o które dotychczasowa polityka nieźle się zatroszczyła) jak medycyna szkolna nie miała,tak nie ma….Mało tego:choroby jakby się…rozmnożyły?A przynajmniej ich nazwy:-)

„Wróćmy do ziół”,jak mawiał O.Klimuszko. 

Troszkę słońca,troszkę deszczu i już wypełzły wredne kleszcze na żer.Wprawdzie nie sądzę,aby one coś o swojej wredocie wiedziały;-)-zwyczajnie-robią,co mają w naturze;-),ale to nie oznacza,że mamy spokojnie poddawać się ich działalności.Oczywiście bez strachu a tym bardziej histerii-pamiętajmy o zdolnościach kleszczy do wyczuwania subtelności w naszym ciele,jakimi są m.in.odczyn potu-strach też potrafi zmienić odczyn-zresztą-nie ma czego się bać, wystarczy czegoś się o ich zwyczajach i swoim organizmie nauczyć.

Ostatnio pisałam o szczeci jako świetnym naturalnym środku stosowanym w fitoterapii boreliozy.

To jedna z wielu,aczkolwiek bodaj najważniejsza roślina w tym przypadku.Ale żeby nie czuła się samotnie,przejdźmy do kolejnych metod oraz ziół.

O saunie wspominałam kilka razy,pamiętają Państwo,jak to jest z nielubianą przez borelie wysoką temperaturą i że o tym sposobie mogą myśleć osoby ze zdrowym krążeniem,sercem,uważać muszą też i epileptycy,gruźlicy,cukrzycy-chociaż bywają i tacy,którzy,choć nie bardzo powinni, korzystają z umiarem i sobie chwalą,więc powtórzę-decyzje podejmować po dokładnym rozpatrzeniu ZA i PRZECIW,indywidualnie,w razie wątpliwości dodatkowo oswajać się z sauną stopniowo,niech to będzie lepiej lekka,ciepła mgiełka aniżeli mielibyśmy żałować.Podobnie będzie z ciepłymi okładami borowinowymi na kark,które też m.in.przyśpieszają eliminację toksyn.Cóż,te metody były znane i stosowane ZANIM zaczęto używać chemii na masową skalę,więc niech mi nikt nie mówi,że jedyną drogą leczenia różnych chorób jest Jego Wysokość Lek Syntetyczny.

Co do terapii „przegrzewania”,inaczej zwanej sztuczną hipertermią,jeżeli ktoś miałby wątpliwości a jednak bardzo chciałby spróbować,jak zareaguje jego ciało,to może by tak sprawdzić na tzw.krótkiej półkąpieli,czyli zamiast całego ciała-zanurzamy się w połowie…gorąca (do 40 stopni Celsiusa) woda działa immunomodulacyjnie-prosto-stymuluje układ odpornościowy.Jeżeli jeszcze ta półkąpiel będzie z sianem,to przypomnimy sobie czasy,gdy tym właśnie leczono reumatyzm,tyfus,nowotwory….ważne:w całościowych kąpielach terapeutycznych głowa MUSI być nad powierzchnią wody.(w połowicznych tym bardziej:-):-)

Jak już jesteśmy przy wodzie-gorące źródła są świetne przy terapii boreliozy,oczywiście przy wyżej wymienionych warunkach.Łatwo powiedzieć?A jeżeli nie ma pieniążków na termy?A to nic,ponieważ…tu się może niektórzy uśmiechną (to dobrze),ale idzie ciepło,a z nim możliwości skorzystania z kąpieli…piaskowych.UWAGA-te kąpiele, suche kąpiele piaskowe nadają się również dla osób z problemami krążeniowymi,co widać np.w szwajcarskich klinikach i sanatoriach.Polegają one na podgrzaniu piasku do 60 stopni C.-zwracam uwagę,że w niektóre letnie dni piasek na plaży jest nieźle gorący:-)co oznacza,że możemy zasypać swoje nogi i ręce na 20 do 30 minut,będąc na plaży tropikalnej (to już taniej czasem do term:-),można zakopać się po szyję w piaseczku i działanie to samo,co w sztucznie podgrzanym.

Jeszcze krótko o tzw.suchej saunie- oznacza to temperatury od 60 do maksymalnie 90 stopni Celsiusa-nie jest jednakże tak efektywna w terapiach,jak mokra.

Nie mając możliwości skorzystania z sauny możemy okładać bolące stawy dobrze ciepłymi….gotowanymi ziemniakami(pod bawełnianą lub lnianą chustą).Jeżeli ani ziemniaki ani borowiny ani sauny nam nie pasują,to może tzw.fango-okłady ze szlamu pochodzenia wulkanicznego lub parafinowe,trwające ok.30 do 45 minut?

Jeżeli i to nie wchodzi w grę….zwykła poduszka wypełniona gorącym(w granicach rozsądku!),wilgotnym sianem owijająca stawy też pomaga…. 

A teraz o zielonym:-).

Nawiasem mówiąc…..przeglądałam przed chwilą ogromną „cegłę”,którą mi przywieziono z dość daleka,cegłę jedną z wielu a zawierającą nowe leki „biologiczne” (niech Państwa nie zmyli nazwa „biologiczne”-teraz nawet medycyna szkolna na Zachodzie każe się nazywać „biomedycyną”,tak bardzo dość mają dotychczasowej pacjenci,że ta musi się maskować:-)).Leki produkowane przez firmę z wieloletnią tradycją,szczycącą się TERAZ mianem przedsiębiorstwa bliskiego naturze i,w większości,produkującą leki „z natury”.Tak syntetyzowane,jak i pozyskiwane ze stanu żywego-nie,nie nazwę tego stanem naturalnym,gdyż chodzi o masowe uprawy.Przeglądam i przeglądam….leki dosłownie na wszystko.”Cóż w tym złego”?-mógłby ktoś zapytać-ano absolutnie nic-odpowiedziałabym….gdyby nie maleńki  szczegół:przy ogromnej większości substancji naturalnych był znaczek informujący o opatentowaniu tejże lub -ponieważ to taki rodzaj dokumentu-notka o zamiarze opatentowania owego.Wiadomo o tych praktykach nie od dzisiaj,ale ich intensywność przybrała ostatnio na sile.Próbuje się opatentować dosłownie wszystko,co ma jakąś wartość a jednocześnie obrzydza ludziom samoleczenie i pozyskiwanie leku roślinnego z jego naturalnego  środowiska,w którym co prawda,rosnąc,nie podlega przemysłowym standardom na ilość garbników,steroli,witamin i „wszystkiego dobrego”,ale rośnie tam,gdzie znajduje go człowiek żyjący w tej samej okolicy i pamiętając o prawach medycznych ze starych klasztorów, natura  wyposażyła owo zioło w odpowiednie właściwości dla tego właśnie człowieka,żyjącego w jej otoczeniu.

To prawda,zanieczyszczenia środowiska są większe niż kiedykolwiek,ale czy naprawdę wyprane,sterylne,opakowane w spulchniacze,polepszacze i gumy zioło lepsze jest o tego z łąki,pełnego słońca,nieprzerobionego przez tysiące rąk i setki maszyn,na którego zawartości możemy polegać wierząc w to,co pisze na opakowaniu?

Czy naprawdę przemysł zakłada,że przeciętny człowiek jest idiotą i nie potrafi skorzystać z natury?Ze musi mieć wszystko wydzielone i ograniczone?A jeżeli tak,to dlaczego w powszechnej sprzedaży są potwornie szkodliwe substancje chemiczne zwane też „lekami”?I dlaczego,jeżeli są nadużywane czasem ze skutkiem śmiertelnym-a są,to dlaczego informuje o tym tylko prasa (i to raczej czasami),ale nie robi się z tego kampanii,jak w przypadku reklam tychże substancji?

Ze smutkiem obejrzałam pierwsze części „cegły”-te już opatentowane leki i te dopiero mające do nich dołączyć.Jeżeli tej firmie (a takich firm jest wiele) uda się opatentować to,co zamierza,już widzę,jak na listę „niebezpiecznych” i „trujących”,a co najmniej „niepewnych” i „szkodliwych” dostają się kolejne,wspaniałe zioła. 

 Spieszę więc powiadomić Państwa o następnych ziółkach pozostających w temacie boreliozy,gdyż kto wie,może niedługo będzie za późno,abyśmy mogli je bezkarnie zbierać.

Mówiąc o dobroczynnej gorzkości nie powinnam zapominać o piołunie-Artemisia absinthium,bez szczególnych obostrzeń stosowanym np.w Szwajcarii,Francji czy Włoszech,gdzie każda pani domu wie,do czego toto służy i niechby ktoś spróbował im piołun zabrać:-)…..

Prawdą jest,że z piołunem przesadzać nie można i ścisłych dawek trzymać się należy,ponieważ jest to LEKARSTWO,a jeżeli chcielibyśmy przedawkować piołun,to proszę wspomnieć francuskich artystów zapijających się absyntem właśnie…na śmierć.Piołunu NIE stosujemy w ciąży,w czasie laktacji,jeżeli występuje krwawienie z przewodu pokarmowego,przy krwawieniach miesięcznych.W stosowaniu ziół podstawową sprawą jest zapoznanie się z minimalnymi dawkami korzystnymi dla naszego organizmu (waga,stan ogólny,kobieta, mężczyzna),z interakcjami z innymi branymi specyfikami,z ewentualnymi uczuleniami itd.Ale pamiętajmy też,że ziółka używano od zawsze i przeciętny rozsądek oraz wiedza wystarczą do przyjaznej z nimi koegzystencji:-)Nie demonizujmy roślin.Czytajmy o nich i czytajmy ulotki preparatów ziołowych PRZED użyciem.

Gotowe preparaty piołunowe dostaniemy w krajach Europy Zachodniej a nawet w Rosji:-),ale u nas  (jeszcze )dostępne ogólnie są wyłącznie herbatki „Piołun fix” z Herbapolu Lublin.

Można sobie zrobić piołunową nalewkę 1:5.

(dla niewtajemniczonych-jedna część ziela,pięć alkoholu ok.60%)

wytrawiać ją dobre dwa tygodnie,przefiltrować,zlać i przeciętnej urody:-)człowiek równa się przeciętnej wielkości dawce 5 ml (mililitrów)nalewki raz dziennie,w odrobinie wody.Pierwotnie stosowano powszechnie dla dorosłych 10 ml,ale biorąc pod uwagę słabość dzisiejszych organów zostańmy może przy nie więcej niż pięciu ml,przez nie więcej niż dwa tygodnie.Ze gorycz przecie dobra na wątrobę?Ano dobra,tylko piołun ma różne ciekawe składniki,których nadmiar może podziałać w zupełnie inną stronę.Dawkowany normalnie,czyli w granicach rozsądku,działa zabójczo na borelie,wzmaga odporność,pobudza przemianę materii,jest starym środkiem przeciwpasożytniczym (w starych farmakopeach jako typowe antihelmintica(czyli p.pasożytom).W razie chęci dokładniejszego zapoznania się ze składnikami piołunu proszę się odzywać,ale jest dostępna literatura na ten temat-wymieniany już podręcznik ziołolecznictwa prof.A.Ożarowskiego.,doceniam też inne polskie opracowania,m.in.Katedry i Zakładu Farmakognozji z Pracownią Roślin Leczniczych AM w Lublinie,Katedry i Zakładu Farmakologii z Ogrodem Roślin Leczniczych AM w Gdańsku,świetnie podane monografie dr Łukasza Łuczaja….Rosyjskie z kolei zaskakują obfitością danych i przystępnością,podobnie,jak francuskie.

Następnym ciekawym ziółkiem mogącym wspomóc nas w boreliozie jest krwiściąg-Sanguisorba officinalis-piszę o nim teraz,ponieważ TERAZ,już,jego liście są najsmaczniejsze:-)i możemy je dodawać w niewielkich ilościach do sałatek,ale i wywar z korzenia popijać po dwie filiżanki dziennie.Mówię tu o herbatkach dla dorosłych.Przy dzieciach trzeba przedsięwziąć dodatkowe środki ostrożności i oczywiście zmniejszyć dawki adekwatnie do wieku,wagi…..Z krwiściągu w Jakucji robiono mąkę a z niej placuszki-też dla dzieci:-).

Często popełnianym błędem jest podawanie takich samych,co dorosłym, ilości leku dzieciom i -o zgrozo-osobom w podeszłym wieku-cóż,że ci ostatni są dorośli,jeżeli metabolizm,system immunologiczny i nie tylko już nie są tak doskonałe,jak kiedyś.Serwowane Starszym „leki” w końskich ilościach,według przepisu „dla dorosłych” budzą nieodmiennie moje przerażenie a ich problemy zdrowotne.

Ochronnie na wątrobę,czego przy pozbywaniu się efektów boreliozy potrzebujemy,działa nieodmiennie-kurkuma-Curcuma longa-chiń.jiang huang,a także dzika-yu jin,w Indiach,gdzie mamy dziewięć gatunków kurkumy znana jako haldi,besar-uwaga,jak to zwykle bywa,w każdym regionie wymowa jest nieco inna:-).To „wieczny” składnik wschodniej kuchni,lek i farba zarazem.Tak,to prawda,Amerykanie chcieli opatentować i kurkumę,ale Chińczycy i Hindusi pokazali im…..:-)

Ze względu na szerokie spektrum działania-m.in.hepatoprotekcyjne (ochronne na wątrobę),antynowotworowe (w tym wypadku opracowania medyczne nie mylą się używając słowa „antynowotworowe”-hamuje proces karcynogenezy, zapobiega szkodom w DNA,zapobiega mutacjom,odtruwa),stała się kurkuma przedmiotem intensywnego zainteresowania koncernów,więc mam nadzieję,że wkrótce nie zniknie z półek jako przyprawa.

Kurkumy NIE stosujemy przy niedrożności przewodów żółciowych.(jak wszystkich ziół pobudzających wydzielanie żółci-proste:nie powinno byś motywowane do wydzielania to,co nie może ujść-najpierw się oczyszcza,potem składa do kupy;-).

Można ją popijać w filiżance np.szczypta na filiżankę wody,ale po co,kiedy lepiej smakuje z ryżem,warzywami lub nawet mięsem?

Krwawnik (Achillea millefolium)-i wewnętrznie i zewnętrznie ma działanie wzmacniające,jest „tonikiem zdrowia”. Wzmacnia funkcje wątroby i śledziony,przeciwskurczowy,lekko moczopędny i lekko napotny,wypłukuje toksyny i łagodzi zapalenia.

Skrzyp polny-Equisetum arvense-proszę NIE pomylić ze skrzypem błotnym (E.palustre).S.polny(jest też w aptekach i sklepach zielarskich) gotować ok.15 minut (krzemionka,więc musi się pogotować) i dodać do kąpieli-przy bólach stawów,słabej tkance łącznej,reumatyzmie (dobrze przyswajalna krzemionka wzmacnia tkanki,chrząstki,kości). Skrzyp  można też popijać,ale wtedy:1 łyżka na szklankę wody,gotować 15 min.,rozcieńczyć ciepłą wodą,popijać w 2 dawkach porcję z jednej szklanki dziennie,ok.3 tygodnie.Kąpiele po ok.15 minut codziennie lub co 2 dni,przez miesiąc.

P.S.-przy kąpielach,saunach,intensywnym poceniu się proszę nie zapominać o soli kamiennej szarej lub morskiej -w dodatku do jedzenia,picia (nie przesadzać,ale pamiętać:-),byle nie wcinać zwykłej kuchennej-jest przeważnie niestety faszerowana nie tylko jodem (czasem na szczęście niewiele go tam zostaje:-),ale aluminiumhydroxidem odkładającym się w synapsach w mózgu a chyba nie chcemy wspomagać rozwoju np.Alzheimera?

To nie koniec o ziółkach na boreliozę.

Na razie polecę jeszcze kąpiele z dodatkiem olejku cedrowego, olejku sandałowego, jak również eukaliptusowego-właściwości omówię oddzielnie przy zupełnie nowym cyklu,który planuję,ale wiadomości o nich można przecież znaleźć w książkach czy sieci.Jeżeli ktoś wie o naprawdę dobrych jakościowo olejkach wytwarzanych w POLSCE przez POLSKą firmę,to proszę napisać-chętnie się tą wiadomością-po skonfrontowaniu oceny z praktyką:-) ze wszystkimi podzielę.Niektórych próbowałam-niestety nie  prezentowały tego,co obiecywała nalepka:-),ale może już się to zmieniło i mamy wyłącznie dobre olejki?W razie „pilnym” Rosjanie mają i tanio i niezłe jakościowo olejki produkowane przez stare firmy farmaceutyczne,więc…..do następnego:-)

Lektury jak poprzednio,wzbogacone o wrażenia z archiwalnych L’Express rodzinnej biblioteki,które za nic nie chciały opuścić mojej głowy:-)

Posted in borelioza | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 15, 2010

A drzewa szumią dalej…..

Nie skończyła się żałoba w kraju,nie obeschły łzy,nie umilkły (niestety) spory,a i ludzie nie przestali chorować.

Piszę więc część następną o boreliozie,gdyż wiem,że niektórzy na nią czekają.

„Uporczywe stosowanie terapii antybiotykowej przy kontynuacji symptomów boreliozy z Lyme,włączając w nie zmęczenie i kognitywną dysfunkcję,jest niewskazane.”

„Study and treatment of post Lyme-disease” w Neurology,L.B.Krupp et al.

Słońce,ciepło….kiedy tylko temperatury sięgną plus 10 stopni,kleszcze zaczynają „nowe życie”;-),stąd moja notka,że mogą „atakować” już od kwietnia.Przypominam,aby korzystając ze źródeł zagranicznych zawsze brać pod uwagę poprawkę na dane zależnie od warunków atmosferycznych w danym kraju,aczkolwiek w tym wypadku dane np.niemieckie czy nawet szwajcarskie nie różnią się specjalnie od naszych.

Kleszcze znoszą temperatury poniżej zera dobrze,wykańczają je tylko ekstremalnie mroźne zimy.Ich larwy i jaja są pożerane przez mrówki i pająki (opryskiwanie lasów niszczy nie tylko szkodniki,ale i mrówki i pająki).Niektóre robaczki 🙂 też mogą kleszczom zaszkodzić.Dla ptaków są drobną przekąską.Jakby naturalnych wrogów naszych wrogów;-) było mało,istnieje maleńka pasożytnicza osa-Ixodiphagus hookeri,która na kleszczach składa jaja-jej larwy po wykluciu się….pożerają swojego gospodarza od wewnątrz….brrr…..;-)

W lecie jest im….za gorąco (pod warunkiem,że JEST gorąco:-))-wtedy chowają się i „przetrzymują” upał.Najwięcej tzw.zakażeń boreliozą wydarza się wiosną-ich ukochana temperatura to od 17 do 20 stopni.

Aby trzymać się od nich z daleka,wypadałoby pomyśleć o rozsądnym odżywianiu się oraz o ziółkach wzmacniających odporność na czynniki z zewnątrz mogące wyzwolić choroby uważane za „wirusowe” i „bakteryjne”:

melisie

krwawniku

dziurawcu

silnie napotnym kwiecie czarnego bzu (wkrótce będzie kwitł,może by tak nazbierać?:-))

sałatkach z wiosennych ziółek (mniszek,podbiał,tasznik,kurdybanek:-))

Przy stosowaniu któregokolwiek z ziółek przypominam o dokładniejszym zapoznaniu się z jego działaniem,aby uniknąć ewentualnych sensacji (szczególnie zwracam uwagę na zakaz smażenia się na słońcu oraz łykania środków chemicznych po piciu dziurawca!Proszę pamiętać,że pigułki antykoncepcyjne mogą po dziurawcu nie zadziałać!!!)-świetną publikacją-i ciągle aktualną- na temat ziół jest książka pod redakcją prof.Aleksandra Ożarowskiego: „Ziołolecznictwo.Poradnik dla lekarzy”wyd.przez PZWL -to niezbędna pozycja w bibliotece każdego fana ziołolecznictwa-nie tylko lekarza,ale i pacjenta (b. przystępnie podane informacje).

A jeżeli jednak….

I jeżeli już podano antybiotyki….

Tu musimy wrócić do reakcji Herxa,czyli reakcji organizmu nazwanej tak od A.Jarischa i Karla H.Herxeimera, opisujących ją w związku z terapią…..wczesnego stadium syfilisu.

Otóż występuje ona jako wynik działania toksyn,które powstały po rozpadzie syfilisowych krętek (Treponema pallidum) na skutek potraktowania ich antybiotykiem.One zostają w wyniku działania antybiotyku po prostu uwolnione-efekt widzimy w reakcji popularnie zwanej reakcją Herxa a należą do niej m.in:

dreszcze

gorączka

złe samopoczucie

i in.,do których należy również pogorszenie już istniejących symptomów.

Ta reakcja może trwać od paru dni do nawet paru tygodni.Dzisiaj dopuszcza się już świadomość faktu,że występuje ona w w reakcji na ginące spiroszety (krętki),w szczególności na endotoksyny-trujące powierzchniowe proteiny i liporoteiny pozostawione we krwi i limfie przez rozpadające się bakterie.

Za każdym razem reakcja ta ma,poza cechami ogólnymi,z których nie zawsze występuje pełen obraz,cechy indywidualne,zależne m.in.od stopnia zatrucia organizmu metalami ciężkimi (proszę zwrócić uwagę,czy mają Państwo w szczęce amalgamaty-mam nadzieję,że NIE),zakwaszenia (!),ogólnego stanu psychicznego i in.Bywa,że Herx nie występuje wcale.

Jeżeli jednak mamy z nią do czynienia,pomagają soki owocowe  balansujące wartość pH organizmu,odstawienie mięsa i cukru,zielone,świeże zioła a nawet terapia kraniosakralna (zajmę się nią w innych wpisach,wszędzie można znaleźć jej przeglądowe wytłumaczenie)-tu zaznaczę tylko,że w tej akurat terapii chodzi o ( wskrócie)odprężenie-a więc i odciążenie organizmu na energetycznym i cielesnym poziomie.

Mam nadzieję,że wyjaśniło to Państwu nieco przyczynę i istotę reakcji Herxa.A teraz,jeżeli nie antybiotyki,to CO?

Zacznę od rośliny chyba stworzonej :-)na tę okazję przez naturę,gdyż taki zasób zalet działających na,praktycznie pełnię przyczyn boreliozy,nie zdarza się często…ALE zaznaczam-to nie „cudowny lek”,to jedno z pożytecznych ziółek, które,umiejętnie stosowane pozwala przejść boreliozę aż do zdrowia. 

Jest nią kard (chiń.Xu Duan)-Dipsacus sylvestris,może być Dipsacus sativus,ale i Dipsacus asperoides-wszystkie dwanaścia rodzajów tego gatunku u nas zwanego szczecią :))) ma podobne właściwości.Dla chwilowego odprężenia od tematu powiem,że „jeżowate” główki kardu (szczeci)  były używane kiedyś gł.jako szczotki do czesania wełny,końskich ogonów,czyszczenia butelek:-)).

Tu sięgnę po źródła chińskie,ponieważ-nie chciałabym nikogo obrazić;-),ale to Chińczycy wydają się być tymi,którzy zbadali kard (szczeć)  najdokładniej ze wszystkich i to już dawno.Z tym większym niesmakiem obserwuję ataki na TCM,czego skutkiem  z kolei jest,że chińscy koledzy coraz oporniej dzielą się wiedzą a w przypadku „pacjentów z Zachodu” ordynują im najprostsze zabiegi lub leki medycyny …zachodniej na zasadzie „masz coś stworzył”,bez względu na to,czy pomoże,czy nie-oni-poniekąd słusznie zdają sobie sprawę,że przeciętny Europejczyk,nie mający o zaletach ich medycyny pojęcia,nie doceni a wręcz może zlekceważyć zalecenia TCM,wybierają więc drogę najprostszą.

Kard (szczeć) Dipsacus asperoides  zawiera m.in.irydoidy,saponiny,inulinę,garbniki,scabiozyd,alkaloid laminę,alpha-pinen,beta-pinen, carvotanecaneton,gencjaninę,beta-sitosterol,daucosterol….to zaledwie fragment z jego bogactwa a muszę powiedzieć,że roślina nie została jeszcze wyczerpująco przebadana nawet w ChRL

:-))

ale może darujmy sobie na razie skład a zajmijmy się jego właściwościami a należą do nich:

wzmożenie przemiany materii i poruszenie energii Qi,polepszenie trawienia,odtrucie organizmu,łagodzenie stanów zapalnych,znoszenie tzw.blokad immunologicznych,ożywienie ruchu krwi w stronę skóry (wyprowadzające toksyny), diuretyczne,żółciopędne…

Według medycyny chińskiej tak syfilis jak i borelioza niszczą energię nerek,co w efekcie ( skrót!) prowadzi do destrukcji psychicznej oraz fizycznej.Korzeń (radix,bo o nim mowa) kardu (szczeci) wzmacnia poprzez działanie na krąg funkcjonowania nerek( stąd też kości-wg TCM kard hamuje procesy osteoporozy i REGENERUJE szkody powstałe w jej wyniku(!) i stawy),wątroby( a więc i układu krążenia i mięśni) Yang-aktywny aspekt uniwersalnej Qi-jest więc nie bez racji główną rośliną w terapii boreliozy(choć nie tylko,w TCM jest obecny przy wielu innych dolegliwościach, np.reumatyzmie,żółtaczce,dermatozach, i to o bardzo,bardzo dawna-podobnie w ludowej medycynie włoskiej),przy czym wymieniłam jedynie część jego możliwości:-)

Korzenie przynajmniej dwuletniego kardu należy wykopać-jesienią,zimą,ew,wiosną,dokładnie umyć,starannie rozdrobnić,wsypać do butelki i zalać wódką od 45%.Po trzytygodniowej maceracji w alkoholu,w ciepłym miejscu, mamy gotowy wyciąg.Zwykłe dozowanie to trzy razy dziennie po 3 KROPLE,kuracja trwa 3 do 4 tygodni.

W ciągu następnych 12 miesięcy dobrze jest powtórzyć kurację,ale w ciągu każdego z miesięcy po kuracji głównej wskazane jest branie nalewki raz w miesiącu przez 3 dni,w zwykłej dawce-więc po 3 krople dziennie-tym,którym wydaje się to dziwne,wyjaśniam,że chodzi o zapobieżenie miesięcznym „falom rozmnażania” borelii,co niestety jest dla nich charakterystyczne.Taki sposób podawania określa świetny zielarz,Matthew Wood-nadmieniam,że jest to najmniejsza, najdelikatniejsza dawka dla dorosłych osób o wrażliwej,delikatnej konsystencji.Zwracam uwagę na niezwykle gorzki smak tinktury z kardu,który jednakże jest bardzo istotny dla jego możliwości terapeutycznych-proszę go nie dosładzać.Maksymalna wg chińskich lekarzy dawka nalewki dla „maksymalnie dużych i ciężko reagujących na delikatne specyfiki naturalne ludzi” to jedna łyżka stołowa 3 razy dziennie,ewentualnie ustalać indywidualnie z osobą prowadzącą terapię.Zapomniałabym…pamiętać o wystarczającej ilości snu oraz ruchu:-)

Właściwości kardu znał Dioskorides,znał Paracelsus,Nicolaus Culpeper,Leonard Fuchs-jeden z ojców botaniki opisał go w swym „Nowym Zielniku” 1543!…dlaczego o tej wspaniałej roślinie tak niewiele wiemy my,którym współcześni latają w Kosmos?

A-ostatnio byłam pytana,czy obroże „antykleszczowe” dla zwierzaków rzeczywiście odstraszają kleszcze,i dlaczego nie?:-):-):-)Z prostego powodu:to są obroże „antyinsektowe” a kleszcze to pajęczaki,nie insekty,działanie tych  środków raczej ich nie odstraszy.”Specjalne,”wyłącznie” antykleszczowe”?Być może takie się pojawiły,ja o tym nie wiem a jak czegoś nie wiem,to nie zabieram głosu w tej sprawie a chętnie słucham-uczymy się wszak całe życie.Wiem,że w przypadku zwierząt tak samo,jak w przypadku ludzi,jest posmarowanie ich DELIKATNIE -tzn.tak,jak robię to z moimi-ręką z maleńką ilością olejku herbacianego (uwaga-niektóre zwierzaki mogą tego nie lubić,ale mówi się też,że mięta jest toksyczna dla kotów-znajome koty nic o tym nie wiedzą:-),ale nie wykluczam,że są i inne egzemplarze:-))przesunąć po sierści tak,aby został LEDWO wyczuwalny ślad zapachu,nie smarować olejków bezpośrednio i w dużych ilościach-zwierzak może zwymiotować po wylizaniu takiej sierści.Po przyjściu z lasu,łąki wyczesać dokładnie,obejrzeć uszy-nie ma zmiłuj.Jeżeli kleszcz mimo tego jest,wyciągnąć,zdezynfekować np.olejkiem herbacianym i nie martwić się.Co do obroży nasączonych chemikaliami-sorry,ja ich nie używam-to sprawa każdego właściciela zwierzaka,czy chce to robić czy nie…..

do następnego:-)

Lektura:

co poprzednio,plus:

w w w.redpav.avepagro.org

M.Maiwald „Lyme -Borreliose,ein neues Chamaleon unter den Infektionskrankheiten”Bioforum 16,1993

Pschyrembel 1994

Dong Zhi Lin,Yu Shu Fang „Modern Study and Application of Materia Medica” 1990,Pekin

praca zbiorowa-„Thousand Formulas and Thousand Herbs of TCM”,1993,Harbin

Matthew Wood „The Book of Herbal Wisdom.Using Plants as Medicines”

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 9, 2010

Znów zaczyna się boreliozowa panika-widziałam już artykuliki o „nadchodzącym niebezpieczeństwie”.Autorom artykułów wszystkiego najlepszego,ja zaś kontynuuję,co zaczęłam.

Niedawno Joanna pisała w komentarzu o pamięci wody-dla wszystkich,którzy znali temat z pism dawnych lub M.Emoto i nie wątpili w prawdziwość zjawiska,mam jeszcze jeden argument przemawiający za przyjętymi przez Nich  założeniami:w laboratoriach INSERM(Institut National de la Sante et de la Recherche Medicale) pod kierunkiem Jacques’a Benveniste (naukowca z początku  jadowicie wręcz sceptycznego) udowodniono metodami laboratoryjnymi -a więc akceptowanymi przez oficjalną naukę,że pamięć wody istnieje a homeopatyczne potencje w porównaniu do placebo wykazują nieporównywalnie większą efektywność. Niestety,następnie powtarzane doświadczenia miały różne wyniki-tu natykamy się na specyfikę badań laboratoryjnych i problem powtarzalności oraz statystyki-używanej niestety również jako narzędzie manipulacji-chętnie stosowanej do negowania zalet natury przy doświadczeniach z medycyną naturalną w sztucznych warunkach i podpierania się nią w  popieraniu dogmatów obowiązującego systemu.A jednak „coś musiało być na rzeczy”,jeżeli Benveniste stał się zagorzałym zwolennikiem tak odmiennej mu do tej pory teorii,przez co został zresztą  strącony z piedestału wyroczni środowiska „naukowego”.Nic,że badania powtórzono z podobnymi wynikami w Izraelu,Kanadzie,Francji,Włoszech…że wcześniej (!) robiono podobne z powodzeniem w Rosji-oficjalny system obraził się na teorię oferującą dość ciekawe możliwości….byłyby pewnie za tanie,łatwo dostępne no i jak tu opatentować wodę??? 

 Laboratorium w Luksemburgu robi dokładnie to samo a nawet więcej-czy polskie kręgi medycyny szkolnej raczą o tym wspomnieć na forum powszechnym?

Trochę przypomina mi to znowu sytację ze szczepionkami:o ich „zaletach” tuby i trąby,o zaletach naturalnego wspierania systemu immunologicznego-nędzne popiskiwania.Tu przytoczę zdanie,które ciężko zapomnieć,zdanie z British Medical Journal-przedstawiciela jak najbardziej przecież oficjalnej „opieki zdrowotnej” z artykułu „Concerns about Immunisation/Breast Feeding should be promoted”,zdanie,na które czekam w specjalistycznej prasie polskiej-jeżeli ktoś się już na to odważył,to mój szacunek,ale raczej bym o tym wiedziała:-)

„System tworzenia,organizacji  i rozprowadzania szczepionek  kosztuje miliony.Czy nie byłoby sensowniej wydać te pieniądze na promocję,wsparcie i zabezpieczenie możliwości karmienia piersią dla każdego dziecka?Jest tyle dowodów,że redukuje to niebezpieczeństwo infekcji rotawirusami,innymi….(…)bez skutków ubocznych!”

Ludzie Azji znają zjawisko od dawna, wiedzą, że woda-czyste Yin-pobiera informacje i je gromadzi.Dla ludzi Zachodu byłoby to pewnie też zrozumiałym,gdyby nikt im w tym pojmowaniu nie przeszkadzał:-)

Zaczęłam od pamięci wody,gdyż potraktuję boreliozę w ujęciu holistycznym,więc i homeopatycznym-a woda będzie tu miała naprawdę wielkie znaczenie.

Po latach praktyki Hahnemann doszedł do wniosku,że „przestawienie się” siły życiowej,wyrażające się w chorobach chronicznych,spoczywa na trzech różnych MIAZMACH.Proszę się nie przerażać i traktować poniższą klasyfikację jako jedno z możliwych wyjaśnień pewnych zjawisk w naturze.Nawet odrzucając je,można stosować podane następnie środki-nie tylko homeopatyczne- regulujące interesujące nas zaburzenie i na pewno nie zmieni to ich działania:-). Moim zdaniem dobrze jest znać teorie mniej popularne,gdyż prowadzą one nieraz do zaskakujących wniosków:w tym wypadku oby do zrozumienia możliwości całkowitego wyleczenia tego,co nazywamy boreliozą, bynajmniej nie antybiotykami.

Miasma-z greckiego-splamienie,zabrudzenie,chorobliwe wyziewy,bliżej-rodzaj morfogenetycznego piętna.

Główne miazmy,manifestujące się z kolei w mnogości najrozmaitszych objawów chorobowych,nazwał Hahnemann:

SYKOSIS

PSORA

SYPHILIS

Następne stworzyli jego uczniowie i naśladowcy.

Te-jak sam objaśniał,dość ostrożnie wybrane pojęcia,wiążą się z pierwszymi objawami podstawowych powodów choroby,jakie manifestują się na skórze,a co ogólnie można przedstawić w następujący sposób:

PSORA-gr.”drapanie”,w hebrajskim „tsorat”-„trądowy,wyrzutowy(w sensie wyrzutów skórnych)”.Wszystkie trzy terminy mogą wydawać się obce,wzięte z księżyca,ale przyjrzyjmy się medycynie oficjalnej:pod Psoriasis medycyna szkolna rozumie łuszczycę-sam termin nie jest więc współczesnym obcy.

Dla Hahnemanna ten sam termin oznacza tysiące zaburzeń w różnych formach i manifestacjach.

Pacjent „psoriatyczny” czuje się źle w swojej skórze:swędzenie,rumienie,egzemy,stany zapalne, nadwrażliwość, nerwowość skóry -to jego cechy szczególne.

Pobudzenie,zmartwienie,zazdrość,napięcie,wrażenie ciągłej walki o byt,niewiara w swoje możliwości,najchętniej byłby kimś innym-to duchowe wyrazy tego samego pacjenta.

U każdego jednak i w każdym pokoleniu ukazuje się ten „zapalnik chorobowy” pod różnymi kształtami.

Hahnemann,Organon,roz.81.-uważał,że większość współczesnych mu ludzi jest „skażonych” psorą,szacował,że siedem ósmych chorób wywodzi się od psory.

Psora jest rodzajem niedostatku funkcji,braku,defekcie funkcjonowania.

SYKOSIS-gr.figa,wyraża się w wysypie brodawek,narośli.Zapalenia,guzy,tłuszczaki,polipy,grzybice należą również do jej charakterystycznych objawów.Postępujące twardnienie,sztywność-to cecha sykotyczna.Duchowo objawia się ona poczuciem przygnębienia,strachami,fiksacjami, neurozami natręctw,kompleksami.

Jest to stan nadreagowania,nadwyżki funkcjonowania,zbyt silnych reakcji.

SYPHILIS-manifestuje się trzema stadiami.Po zakażeniu objawia się wpierw wrzód,najczęściej na genitaliach,ale też na palcach,ustach i in.miejscach na ciele.Jednocześnie nabrzmiewają węzły limfatyczne.Po jednym do dwóch m-cy chory czuje się źle,ma gorączkę,bóle głowy i stawów,często połączone z wyrzutami lub (i) wrzodami.Dotknięte są też organy wewnętrzne.Symptomy pojawiają się i cofają w stadiach.Ten stan jest mistrzem maskowania się (p.borelioza) i może na przetrzeni swego trwania przybierać postacie wielu chorób.W ostatnim stadium niszczy stawy,kości,atakuje nerki, wątrobę,mózg…W ujęciu Hahnemanna Syphilis nie oznacza wyłącznie tego,co sklasyfikowała jako syfilis medecyna szkolna a całe spektrum chorób prowadzących do degeneracji tkanek,zniszczenia funkcji organów,do wrzodów i skurczów (osteoporoza,zanik mięśni,Alzheimer,Parkinson,również wrodzone wady-zniekształcenia,Spina bifida, skłonności do nałogów i in.).Miazma syfilityczna pożera życiową siłę,prowadzi wręcz do zmian w chromosomach,mówiąc językiem medycyny chińskiej, klasyfikującej b.podobnie,ale na „swoją modłę”,ta miazma niszczy Yin nerek-tę samą Yin,którą odziedziczyliśmy od rodziców,tę,która stanowi podstawę naszego rozmnażania i którą,przy zachowaniu właściwego odżywiania się oraz trybu życia może zachować nas do późnej starości.

Na poziomie psychicznym miazma syfilityczna obrazuje się depresjami z agresją, perwersjami, przemocą,nałogami, podejrzliwością,negatywnym stosunkiem do świata,destruktywnym zachowaniem się również środowiska chorego-co BARDZO ważne,oraz agresją wobec samego siebie a często poczuciem stania nad przepaścią.

Tę miazmę można określić więc ze wszech stron jako reakcję destrukcyjną,zanik funkcji.Syfilis prowadzi do zniszczenia i psychiki i ciała.

Oczywiście powinniśmy rozumieć te pojęcia raczej archetypicznie,ale jeżeli przyjrzymy się chorobom lepiej-nie będziemy mogli nie przyznać Hahnemannowi sporo racji.

   Zawiść,nienawiść,bezwzględność czynią doskonałe tło dla zagnieżdzenia się słabości w psychice człowieka a tym samym do stworzenia środowiska wymarzonego dla skażenia.O tym,że osłabiają system immunologiczny,wiedzą dziś chyba prawie wszyscy.I co z tego?-chciałoby się zapytać.Jakoś nie widać,aby przez tę wiedzę omawianych uczuć ubyło.Nie traćmy nadziei:-),ostatecznie chodzi nie tylko o własną….głowę,ale i o to,co przekazujemy naszym dzieciom.

Teoria o złych życzeniach,złym dotyku znana jest i Chińczykom i tybetańskim i indiańskim szamanom i w ogóle wszędzie,gdzie „cywilizacja” nie zatruła środowiska i ludzi do końca.

Miazmy byłyby w ich ujęciu traktowane jako powracające wzory informatyczne,funkcjonujące w częściach pól informacyjnych istniejących w przestrzeniach czasowych i przenoszonych przez generacje,o czym doskonale mogłaby się wypowiedzieć cybernetyka-nauka niedoceniana a obecna dosłownie wszędzie,nauka,której ważność dostrzeżona została przez prof.Aleksandrowicza a zlekceważona przez szanowną większość Kolegów i Koleżanek.

Zgodnie z poglądami homeopatów klasycznych,choroby w wiekach ubiegłych miały charakter sykotyczny lub psoriatyczny,dzisiaj niestety daje się zauważyć przeważającą naturę syfilityczną.Można powiedzieć,że żyjemy w czasach przybierającej „syfilizacji”-rozglądając się wokół,nietrudno to zrozumieć.

Potężna epidemia syfilisu w 16 wieku została zduszona najpierw preparatami rtęci (!),potem preparatem arsenowym, wreszcie peniciliną.Kładę nacisk na słowo „zduszona”-nie „wyleczona”.Przekazana następnym pokoleniom objawia się w formie chorób,w których organizm zwraca się przeciwko własnemu systemowi immunologicznemu.Patrząc na płaszczyznę socjalną-mamy naintensywniejszą w historii pogoń za srebrnikami na masową skalę (związek z rtęcią-żywe srebro),masowe szczepienia (związki rtęci w szczepionkach,m.in.na polio!) wzrost przestępczości,manipulacje strachem,coraz więcej uzależnień,technologie genetycze działające destrukcyjnie na substancje podstawowe, chaos,błędne i sprzeczne decyzje,rozpad rodziny, więzów społecznych,chwiejność osobowości,nastroje schyłku wieku a przecież kolejny dopiero się zaczął.

Borelioza w ujęciu homeopatii klasycznej tłumaczona jest jako najmłodsza forma syfilisu.Nie bez znaczenia jest związek tak jednej i drugiej choroby z krętkami,jak i 3,łudząco podobne do siebie stadia w obu z nich.Przypominam też poprzedni wpis o polio a także zwracam uwagę na skład szczepionek.

Czyżby rezonans morficzny,tak,jak sformułował go Rupert Sheldrake?Według niego „współgrają” (niestety,brak jest odpowiedniego słowa) doświadczenia i przyzwyczajenia przeszłych pokoleń z tymi pokoleń aktualnych-bez względu na przestrzeń i czas.”Resonans morficzny” nie staje się z odległością czasu czy miejsca słabszy,o nie.Sheldrake zakłada,że żywe organizmy dziedziczą nie tylko geny,ale i pola morfogenetyczne,że dziedziczy się je niematerialnie,mało tego,że dziedziczy się też w pewnym stopniu wpływ całego naszego środowiska.Idąc dalej jego tropem można by założyć,że syfilitycza miazma  jest częścią naszego -niestety,wspólnego pola morfogenetycznego.Stąd Hahnemann proponuje jako lek rtęć-nie,nie w potężnych,rzecz jasna zabójczych dawkach,jak to było stosowane ongiś a dzisiaj w nieco mniejszych -w szczepionkach-(uwaga-rtęć w każdej ilości,poza odpowiednio dobraną dawką homeopatyczną-jest silnie szkodliwa!) ale w postaci potencjonowanej.

Oczywiście rtęciowe(mercurius) preparaty homeopatyczne nie są absolutnie jedynym lekiem w terapii boreliozy-nawet w tej homeopatycznej,ale wydaje mi się,iż ukrywanie jakichkolwiek metod leczenia ze względu na ich „niestosowność” czy „niewiarygodność” w poglądzie wielu ludzi nie mających dostępu do informacji,nie byłoby uczciwe-ten,kto skojarzy rtęć dalej z odpowiednimi elementami natury,będzie wiedział jeszcze lepiej,skąd jej zastosowanie w boreliozie a ja może kiedyś o tym dokładniej napiszę-w tej chwili proszę traktować to wyłącznie jako poglądową informację i zainteresować się raczej dalszymi,bezrtęciowymi metodami przywracania zdrowia,o których niedługo.

Konkluzja:borelie zasiedlają chore,już osłabione tkanki.Organizm zanieczyszczony toksynami,zatruty wodą „uzdatnianą” chemią (pamięć wody!),próbuje się bronić.Zaburzenia przebiegają różnie-zależnie od osobowości chorego,jego otoczenia oraz okoliczności zaistnienia stanu chorobowego-dlatego też częste,błędne diagnozy,o czym pisałam wcześniej-to naprawdę nie jest wyłącznie wina lekarza-on nie miał szans w aktualnym systemie edukacji nauczyć się odpowiedniego oglądu tej choroby-ci,którzy diagnozują właściwie,używają przede wszystkim swojej intuicji i wnioskują z doświadczenia oraz zdobytej na własną rękę wiedzy.Oprócz chorego systemu zdrowotnego mamy jeszcze dodatkowe piętrzenie problemów w postaci błędnej nomenklatury chorób oraz niekończącego się ich mnożenia.

W efekcie lekarz nie jest w stanie ani spamiętać ani nawet skojarzyć symptomów z właściwymi im zaburzeniami-jest ich po prostu za dużo.Stąd-niezliczone badania,wykluczające się nawzajem wyniki,kolejne badania….a człowiek choruje, jak chorował.

Hahnemann pisał:

„Bezużyteczne i bezsensowne,wprowadzające w błąd nazwy chorób nie mają prawa mieć wpływu na sposób leczenia mądrego mistrza sztuki uzdrawiania(….)Lekarz nie powinien kurować nazw,ale najdokładniej zbadać same fenomeny tworzące indywidualny obraz choroby”.

Według tego poglądu,podtrzymywanego zresztą przez wielu mistrzów medycyny,nie ma czegoś takiego,jak rak czy borelioza,czy……jest po prostu chory człowiek.

Współczesnej medycynie wydaje się,że nazywając chorobę,ma ją w posiadaniu,może nią zawiadować,leczyć.

Skąd więc tyle chorych?

Skąd tyle przedwczesnych śmierci,nie mówimy tu bowiem o leczeniu od śmierci w wieku podeszłym-od tego uleczyć się nie da,ale o niepotrzebnych,PRZEDwczesnych śmierciach,bólu,cierpieniu….a przecież wszystko zostało ponazywane….

Na dźwięk słowa „borelioza” niektórzy już się z nią identyfikują:”Mam ją czy jej nie mam?””Kleszcz!!!O rany,to jasne….”

Zupełnie niepotrzebnie.To jak programowanie mózgu na istnienie choroby i na nic mi ulubione argumenty przemysłu, że to podobne do zamykania oczu przez dziecko myślące,że go wtedy nie ma.Nie tędy droga,moi Państwo. Przemysł doskonale wie,że porgramowanie jest skuteczne,wie,że tysiące słów wypowiedzianych o raku zmusi tysiące ludzi do szukania go w sobie,do myślenia o nim,do strachu….czy nie o to chodzi?

No dobrze.Ale co robić,kiedy jednak jesteśmy w takim a nie innym stanie i wszystko wskazuje na to,że tzw.borelioza-ta zapłata środowiska za grzechy nasze i naszych przodków- u nas zagościła?

Po pierwsze:

Nie poddawać się i nie traktować jej jako „nieuleczalnej”.

Po następne-przejdziemy do tego nieco dalej,ponieważ ZANIM coś Wam się przydarzy,pamiętajcie o paru prostych krokach przed wyjściem na teren „kleszczowy”:

1.O tym,że kleszcze uwielbiają ludzi jedzących mięso,słodycze i alkohol,już wiecie.

2.O tym,że „napadają” nas od kwietnia do sierpnia-chyba już też.Tu zdania są podzielone,gdyż niektórzy obstają przy czerwcu do września,ale w różnych krajach,zależnie od pogody jest to mniej więcej podobna rozpiętość-lepiej uważać od kwietnia do września niż beztrosko ufać statystyce:-))Przy okazji-to nie jest wszystko o naturze kleszczy-ciąg dalszy nastąpi.

3.A teraz:macie sporo możliwości,aby się im nie dać:-)Wasza sprawa,czy z tego skorzystacie:

-kleszcze odstraszają m.in.olejki:cedrowy,goździkowy,herbaciany-to też metoda Indian,aczkolwiek szyszka cedru roztarta na nodze nie równa się olejkowi z butelki:-).Przed użyciem sprawdźcie,czy nie jesteście na nie uczuleni i koniecznie rozetrzyjcie NATURALNY olejek z jakimś olejem neutralnym,np.migdałowym

Z naturalnością olejków podobno naturalnych jest u nas niestety „mały” problem.Są „bardziej” i „mniej” naturalne,więc trzeba się orientować po składzie (wiadomo-im mniej składników a raczej powinien być jeden -olejek et.lub olejek i olej-baza),jednak na etykiecie nie wszystko może być uwidocznione.Najbezpieczniejsze wydają mi się olejki z drzewa herbacianego pochodzące ze sklepów zielarskich i aptek,ale i-jak ostatnio doświadczyłam- na rynkach Rosjanie miewają świetne,rosyjskie olejki cedrowe,nie mogę więc pisać o beznadziejności sytuacji:-)).Dla tych,którzy nie lubią testować i nie zapamiętają,że „kompozycja zapachowa” raczej nie ma z naturalnym olejkiem nic wspólnego,pozostaje jeszcze….nasz olejek kamforowy,nic,że na oleju rzepakowym i że kamfora….no cóż,nie taka,jak kiedyś;-)-jego też nie lubią kleszcze,a jest dostępny wszędzie,w większości nawet nie trzeba go rozcieńczać przed posmarowaniem,więc jest to jakieś wyjście.Przy okazji-pierwszym,co możecie zrobić,kiedy ucho było w przeciągu,to (ostrożnie,palcem!)posmarować wnętrze ucha odrobiną (nie może ściekać!)olejku kamforowego a nieco więcej rozetrzeć wokół ucha. Jeżeli często cierpicie na efekty „przewiań” rezultaty zobaczycie sami-no,chyba,że trwaliście w przeciągu aż do skręcenia głowy;-),wtedy nie ręczę za nic:-).Olejek kamforowy powinien być w każdej apteczce-niedługo zajmę się poszukiwaniem najlepszych i najczystszych olejków na naszym podwórku a wtedy o tym napiszę:-)

-po powrocie do domu znaleźć kleszcza (jeśli na nas jest:-),czyli wiadomo:gruntowna kąpiel i poszukiwania

-znalezionego jak najszybciej się pozbyć-po prostu go wyciągnąć-tak,aby nie zdążył nam oddać swej zawartości:-), czyli…szpicem ostrego noża (niestety) lub wyjątkowo cienkimi i ostrymi szczypczykami-tępe i grube nie wchodzą w grę.Nigdy nie wyciskajcie kleszcza,nie kręćcie nim.PO „operacji” natychmiast zdezynfekujcie miejsce kaźni:-) olejkiem z drzewa herbacianego.

We wszystkich znanych mi przypadkach po wykonaniu ww.czynności ani razu nie doszło do rozwoju boreliozy…..

Ale zawsze może być pierwszy raz…..:-))którego nikomu nie życzę a którym zajmiemy się w następnej części.

Lektura:co poprzednio,plus:

w w w.robwillemse.nl -„Klassieke Homoopathie/Zieckte van Lyme”

Pschyremebel:”Worter.Naturheilkunde und alternative Heilverfahren mit  Homoopathie,Psychotherapie und Ernahrungsmedizin”

w w w .inserm.fr

w w w.ncbi.nhm.nih.gov./pme/articles/PMC1127725

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 26, 2010

„Terapia antybiotykowa może pacjentom z symptomami chronicznej boreliozy przynieść potężne szkody.”-H.M.Feder i Ad hoc International Lyme Disease Group,New England Journal of Medicin,357,04.10.2007

Jak to możliwe,że nagle cały świat jest zagrożony chorobą,której do tej pory nie było,a może były pojedyncze zachorowania a może to nie było „to” a coś zupełnie innego?

Czy borelioza jest oddzielną jednostką chorobową…..?

Proszę się nie dziwić,że lekarze tak często mają problem ze zdiagnozowaniem boreliozy i tak często diagnozują ją na ślepo na zasadzie „nazwijmy to po prostu,bo jak zabierzemy się do czegoś,co nie ma imienia?”:-)

Tu potykamy się o jeden z problemów medycyny szkolnej:pogrupowała i ponazywała pewne symptomy,nazywając też remedia na nie,kompletnie nie biorąc pod uwagę,że każdy człowiek choruje-mimo podobieństw- na swój sposób i to człowieka trzeba leczyć,nie chorobę.Ponazywała choroby,nie martwiąc się o to,jak podobne symptomy występują w wielu z nich i że coś chyba je powinno w tym przypadku łączyć.To,czego nazwać nie potrafi,nie istnieje w jej nomenklaturze-tego nie ma,więc wysila się mocniej i mocniej,produkuje radosną twórczość a ludzie chorują,chorują, chorują………………..a przemysł robi kolejne „lekarstwa” na kolejne „wynalazki”.

Tak,medycyna szkolna tworzy choroby i generuje strach przed nimi zamiast ukazać związki między symptomami a przyczynami zaburzeń oraz drogi do zachowania zdrowia w równowadze.Mam nadzieję,że obraz boreliozy,o jakim tu opowiadam,mimo,że dla wielu będzie szokiem i zamachem na ich poglądy,innym pomoże zrozumieć rodzaj zaburzeń i upewnić się,że wystąpienie symptomów nie oznacza beznadziejnej walki a spokojne przywrócenie organizmu lub wręcz takie zregenerowanie go, nie omieszkam tu powiedzieć-jakby urodzenie na nowo,aby mógł w pełni doświadczać dobrodziejstwa życia.Pewne aspekty staną się pewnie jaśniejsze po przeczytaniu całego cyklu o boreliozie,więc proszę o cierpliwość.

Borelioza jest,tak,jak i krętki-spiroszety,mistrzem maskowania się.

Zakłócenia rytmu serca,bóle głowy,wędrujące bóle stawów,mięśni,gorączka,agresja,strach….te same symptomy występują też w innych zaburzeniach.Lekarze diagnozują więc MS,Parkinsona,Alzheimera,artretyzm,fibromialgie….i przepisują terapie zalecane przy MS,Parkinsonie….Sprawa się komplikuje.

Komplikuje się tym bardziej,że np.przy bólach stawów chętnie przepisywane są preparaty kortyzonowe,które działają immunosupresyjnie (uciszają system immunologiczny…czasem na dłużej) i tym samym ułatwiają produkcję neurotoksyn boreliom,że pominę inne,niekoniecznie przyjacielskie aspekty ich działania.

Według najnowszych badań aż u 60% pacjentów ,u których stwierdzono stwardnienie rozsiane,udało się też potwierdzić obecność borelii.

W tym przypadku to produkty odpadowe spiroszetów uszkadzałyby otoczkę mielinową włókien nerwowych,na nic więc standardowa terapia MS.

Jeżeli pacjent ma „wędrujący rumień”,robi się test ELISA,potem Western-Blot i jak wynik pozytywny,stwierdza się boreliozę,podaje antybiotyki.Kiedy po takiej terapii po jakimś czasie znów pokazuje się zapalenie,mówi się o syndromie post-Lyme (PLS) i „kuruje” dalej lub znajduje inną chorobę i kuruje na inną.

Nietrudno zauważyć,że epidemia,którą niezwykle trudno zdiagnozować obowiązującymi testami i która występuje pod różnymi postaciami jest wymarzonym kąskiem dla koncernów.

Borelioza przebiega zwykle w 3 stadiach:

1.wędrujący rumień-w miejscu ukłucia przez kleszcza robi się czerwony,poszerzający się krąg,w środku bledszy-to oznaka funkcjonującego systemu immunologicznego.Jeżeli do tego mamy gorączkę,powiększone węzły chłonne,spięte plecy,bóle członków,czujemy się „zwiędli”-to prawie pełen obraz pierwszego stadium.Mniej niż połowa chorych nie ma rumienia.Wtedy,jeżeli nie wiemy,że zostaliśmy ukąszeni a niestety bywa i tak,trudno nam będzie stwierdzić,skąd reszta objawów.Dlatego tak ważne jest solidne obejrzenie się i gruntowne oczyszczenie ciała po przyjściu z terenu,gdzie mogą być kleszcze.

2.Po kilku tygodniach,czasem miesiącach następuje tzw.artretyzm z Lyme-postępujące bóle w stawach, skaczące ze stawu na staw,bóle mięśniowe,zwiotczenie,opadnięcie powieki,zwisający kącik ust,ewentualnie zapalenie mózgu,bóle zębów,wstrząsanie ramionami.

3.Chroniczne późne stadium:wielki naśladowca innych chorób może wystąpić w ostatniej odsłonie jako Alzheimer, syfilis,artretyzm,MS,syndrom jelita drażliwego….ponieważ te właśnie objawy mogą prezentować się na końcu i jako każda z tych chorób zostać zdiagnozowane-znowu ODDZIELNIE.

Najczęstszymi symptomami boreliozy są,oprócz rumienia:zapalenie stawów,dotknięte przeważnie kolana, pergaminowa skóra (Akrodermatitis chronica athropicans-piszę też nazwy łacińskie,aby pacjent,w razie zobaczenia takich słów w rozpoznaniu,mógł kojarzyć chorobę-być może zrobi to szybciej od leczącego:-),choć taką skórę ma się też po długim traktowaniu kortyzonem-zawsze brać pod uwagę wszystkie aspekty),zapalenie mięśnia sercowego (Karditis),CFIDS -syndrom chronicznej dysfunkcji immunologicznej),psychoza-chorzy często stają się agresywni,boją się nie wiadomo czego,są drażliwi.

Niektórzy badacze sięgnęli po „operację Paperclip”,w ramach której Amerykanie ściągali do siebie nazistowskich ekspertów od broni biologicznej na Plumb Island,o której pisałam wcześniej i zastanawiają się;jeżeli zwierzyna przy odpływie dostawała się na wyspę a potem chorowała…co z ptakami przebywającymi na wyspie,padłymi na „plagę Dutch Duck”….może efekty eksperymentów-mutanty borelii były szybsze od ich kreatorów?O ile udział „Paperclip” może być częścią prawdy o boreliozie,pozostają inne,chyba ważniejsze czynniki.

Jak to się stało,że borelioza „wybuchła” najpierw w Nowej Anglii,rozpełzła się po USA a potem nagle w całej Europie i to w różnych odmianach?Prof.Spielman z Harvardu czyni za to odpowiedzialnymi ludzi,którzy zdegradowali środowisko(Laurie Garrett,1995).Czy nie ma racji?

Wyrzynanie lasów=ginięcie drapieżników=zwierzyna płowa nie ma naturalnych wrogów,są za to drobne gryzonie,jak myszy,nornice-świetni żywiciele kleszczy.

Insektycydy zabijają owady i ptaki,które odżywiają się larwami,nimfami i samymi kleszczami.

Po szczepionkach i opryskach drastycznie spadła liczba (że pominę wystrzelanie) lisów-odżywiających się m.in.drobnymi gryzoniami.

Czy coś ten obraz nam przypomina?Czy nasze lasy nie zaczynają kojarzyć się  z krajobrazem wszystkich innych krajów,które lasy kiedyś posiadały?A i u nas lament nad boreliozą….

 Jak to możliwe,że u tylu ludzi stwierdza się w organizmie krętki,lub przeciwciała,ale oni nie chorują na boreliozę,nie mają nawet żadnych objawów? 

Jak to możliwe,że tyle ludzi cierpi na typowe symptomy boreliozy,nie mając w organizmie krętek ani przeciwciał?

Dlaczego za to wszyscy z badanych grup z objawami boreliozy-mimo nie stwierdzenia u nich krętek lub przeciwciał-byli szczepieni kiedyś na polio?Czy jest możliwe,aby zanieczyszczony rtęcią i innymi „dobrodziejstwami” ze szczepionek w zetknięciu z neurotoksynami borelii reagował właśnie w ten sposób?

Wg WHO nie ma na świecie „dzięki szczepieniom” polio.Są za to dziwnie przypominające je choroby………………

Gdyby to było jednak polio……znowu argument,że szczepienia nie są najlepszym wynalazkiem?I te zwały podań o odszkodowania…..gdyby tak je sobie wyobrazić…..Ktoś tu by poszedł z torbami………

Ale jak tu nie kojarzyć z polio symptomów boreliozy,jeżeli dokładnie takie same występowały przy syndromie PPS-post-polio-syndrom?

No nieeeee…..niemożliwe…….przecież szczepionki „wytrzebiły” polio…….jakby to wyglądało,gdyby się przyznać do takiej kompromitacji?No i kasa….

W tym momencie pracownicy koncernów mogą być wściekli:praca!!!Nasza praca,podstawa naszego życia!!!Ratunku!!!

Moi drodzy (bardzo drodzy:-),ponownie zapewniam Was,że istnieją godne prace nie polegające na czynieniu innym krzywdy.Jest Waszym wyborem,co robicie i to Wy jesteście za swoje wybory odpowiedzialni-nawet,jeżeli nie chcecie.Nie żądam od Was,aby tak,jak odważni i mądrzy badacze i pracownicy koncernów otwarcie występować przeciwko kreciej robocie „pracodawców” (oni niczego nie dają,oni kupują Waszą pracę)-wielu z nich zakończyło na „liście zmarłych w niewyjaśnionych okolicznościach”,jednak ich dzieło uratowało tysiące istnień i zmotywowało do aktywności w obronie środowiska a więc i własnego życia.Nie żądam od Was niczego.Nie miejcie tylko proszę pretensji,kiedy Wasze dzieci zapytają Was,dlaczego chorują,dlaczego Wy chorujecie,dlaczego nie mają dobrego pożywienia,które „kiedyś podobno było”,dlaczego Ziemia jest tak zniszczona,dlaczego…..nie zrobiliście niczego,aby było inaczej.

Do dwudziestego wieku polio było praktycznie łagodną chorobą,nie prowadzącą do inwalidztwa,notowano pojedyncze przypadki.W czasie I wojny światowej koło Nowego Yorku rozpoczęto masową produkcję chlorbenzolu-jednego z podstawowych składników do produkcji materiałów wybuchowych,żywic polimerowych,do gazów trujących „niezbędnych” wojnie a potem..stosowanego jako insektycyd w rolnictwie.Wraz z produkcją chlorbenzolu i jego wykorzystaniem dało się zaobserwować jednoczesne masowe wręcz zachorowanie na porażenie centralnego systemu nerwowego u mieszkańców obszaru …. Nowego Yorku.

Te zachorowania,odnotowywane przez 6 miesięcy,z czego ponad 80% przypadło w ciągu 6 tygodni,zostały opisane jako „światowa epidemia polio”!

W połowie II wojny znów „epidemia polio”,znów po zwiększonej produkcji chlorbenzolu tym razem jako składnik DDT, którego używano nawet w sprayach na muchy,szczodrze szafowano DDT jako „cudownym środkiem na wszystko”…..ale produkcję chlorbenzolu przeniesiono do krajów III świata,gdzie po pewnym czasie……polio?

Czy epidemia polio nie była więc wynikiem masowego zatrucia?

Badania przeprowadzone w Szwajcarii i USA między 1952 a 1953 udowodniły,że przyczyną ciężkich kalectw u cieląt było DDT w mleku.

W 1955 ogłoszono „nowy cudowny środek”-szczepionkę na polio…..wprawdzie na samym początku zanieczyszczono ją Virusem Simian 40-małpim,który wprowadzono milionom ludzi,u 30 milionów tylko Amerykanów doszło do rozwoju nowotworów,innych poważnych objawów…..ale szczepionka na polio dalej nazywana była sukcesem……

Od 1983 wznowiono produkcję chlorbenzolu,już jako P-dichlorbenzol w USA.

O szczepionkach na polio można już przeczytać na każdym forum ukazującym kulisy biznesu infekcyjnego,więc nie będę się tym zajmować szczegółowo,ale pewnie już się zastanawiacie,co robi polio na wpisie o boreliozie?

Przykro mi to mówić,ale jest od tematu boreliozy niestety,nieodłączne…podobnie,jak inna,ciekawa choroba……

www.nih.gov.

„Lyme Disease”,dr Allen C.Steere,NEJM,Lipiec 12,2001,2Vol.345,

www.nejm.org.
Laurie Garrett:”The Coming Plague:Newly Emerging Diseases in a World Out of Order”

W.Hayes,E.Law,”Handbook of Pesticide Toxicologe”,Academic Press Inc.,San Diego,1991…plus poprzednie…..

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 13, 2010

Mimo mrozów pąki są,liście coraz bliżej,śpieszę więc z ciągiem dalszym o boreliozie.

Jedną z ogromnych szkód,jakie współczesna edukacja wyrządza pokoleniom,jest praktycznie odseparowanie ich od wiedzy przodków a podsuwanie wyjałowionej wizji stworzonej na użytek korzyści przemysłu tak,jakby przemysł był całym życiem.Nie ma mowy o koegzystencji a to ona jest podstawą równowagi.Mnie,mimo,że znam różne metody terapii polegających na fizycznym oddziaływaniu na organizm (np.zioła,choć one też mają szerszy zakres:-), nigdy nie przyszłoby do głowy negowanie modlitwy jako formy leczenia-bo dlaczego,jeżeli wielu osobom pomaga?

Owocuje to rosnącą liczbą domów starców,rozluźnieniem więzów w rodzinach,bo „po co starzy”,jeżeli to ,co mówią „to bujda”?Lekturami stały się bryki a wiedza,kim był np.Konfucjusz czy Platon, stała się wiedzą spoza rzeczywistości,więc niemodną.

Tymczasem,czytając Konfucjusza,młody człowiek uczy się,czym jest szacunek wobec starszych i dlaczego należy Im go okazywać-tym bardziej,jeżeli nie miał okazji do takiego doświadczenia w domu.Co ma Konfucjusz do boreliozy?

Więcej,niż można by przypuszczać.Otóż szanując starszych,od nich właśnie dowiemy się,że las nie jest nam wrogim bytem,że znajomość jego środowiska może być warunkiem przeżycia a ktoś,kto nam chce wmówić,że powinniśmy się od lasu trzymać daleko,nie ma najczystszych intencji.

Dzisiaj o badaniach „wykazujących” boreliozę-muszę o nich napisać,ponieważ fałszywa diagnoza prowadzi do niepotrzebnych ingerencji w organizm,więc po pierwsze:diagnoza musi zgadzać się z faktyczną istotą choroby.

JAK może się jednak zgadzać,jeżeli:

55% przypadków zdiagnozowania boreliozy okazuje się pudłem?(„Vergleich der Testresultate zur Feststellung von Lyme-Borreliose in 516 Laboratorien”w Journal of Clinical Microbiology)i do tej pory wyniki się nie poprawiły?

Oznacza to,że 55% ludzi zdiagnozowanych jako zainfekowani,bynajmniej nimi nie było.

Oczywiście różne laboratoria ( z tych 516) podawały różne rezultaty,przy czym….często te same próbki krwi były….różnie interpretowane.

No to jak,wyciągamy wróżbę z pierożków?Borelioza albo „Nieborelioza”?

Na skutek upublicznienia tych wyników większość lekarzy zajmujących się tematem boreliozy skwitowała:”Najlepiej spytajmy pacjenta,jak się czuje”.

Jak to możliwe,że są różne wyniki identyczych próbek???

Testy-skrótem-najpierw ELISA ,potem Western-Blot wskazują głównie ilość przeciwciał, Tzw.IgM-przeciwciała rozwijają się dopiero w trzecim tygodniu PO ukąszeniu przez kleszcza,osiągają maksymalne wartości w czwartym do szóstym tygodniu i….znikają po ósmym-bo tak mają. Ale teraz:jeżeli test robiony jest za wcześnie,wynik będzie negatywny, nawet,jak pacjent zainfekowany.Ale jeżeli zrobiony jest w odpowiednim czasie i podane zostaną antybiotyki …..odpowiedź immunologiczna organizmu będzie zduszona.A więc:przy Western -Blocie-jeżeli test nie wskaże przeciwciał,leczy się na inne choroby (bo pacjent „coś ma”,ale nie wiadomo co),jak wykaże-antybiotyki.

Z innej strony:IgG-przeciwciała-to te,które rozwijają się później,krążą wiele lat we krwi-nawet,jeżeli pacjent jest uznany za wyleczonego i nie ma borelii…test wynika pozytywnie,czyli źle dla pacjenta,ale jest pretekstem do „leczenia antybiotykami”.

Fałszywie pozytywne reakcje  mogą wystąpić przy:autoimmunologicznych chorobach,tzw.infekcjach bakteryjnych, opryszczce uznawanej za infekcję wirusową,i in.

Poza tym pojawia się jeszcze jeden problem:mnogość ras i odmian borelii,która wnosi za każdym razem inny wzór serologiczny,czego nie uwzględniają testy a na pewno nie uwzględnia teog ich interpretacja.

Borelie-jak pisałam na początku-świetnie się maskują,to mistrzowie mimikry.Skrywają się w komórkach,maskują swe antygeny tak,żeby przeciwciała najlepiej w ogóle nie powstały,co prowadzi do tego,że kiedy już przeciwciała jednak są i usadowią się na baketryjnym antygenie aby „wroga” zneutralizować….nie są już identyfikowane jako przeciwciała.Są częścią kompleksu:Antygen/Przeciwciało.A TE KOMPLEKSY NIE Są IDENTYFIKOWALNE dzisiejszymi metodami analizy.

Ten proces oznacza,że one tam były,ale stają się częścią reakcji obronnej organizmu,co nawet u pacjenta z zaawansowaną infekcją może przynieść niski wynik przeciwciał.Poza tym ilość przeciwciał się ciągle zmienia i w różnych stadiach choroby-co opiszę-może być niska lub…żadna.To specyfika tej choroby.

Inne testy?Punkcja……ok.30% błędnych rozpoznań,przy czym inwazyjna i obarczona wysokim ryzykiem.

PCR-test tzw.reakcji łańcuchowej polimerazy-śledzi genetyczne sekwencje,w tym wypadku-ślady DNA krętek boreliozy we krwi,moczu,in.płynach i….namnaża je w miliony.Niestety,wykazuje podobne słabości,co ww.

A może LLT?(Test tzw.transformacji limfocytów),który usiłuje ustalić aktywność,czynność zarazków….co raczej nie wystarcza.

VCS?Mierzy zaatakowanie systemu nerwowego,w szczególności nerwu wzroku,lipofilnymi neurotoksynami-w przybliżeniu zakłada się,że rozpuszczalne w tłuszczu toksyny bakteryjne wiążą się do nerwu optycznego,co prowadzi do tego,że pacjent ma problem z rozróżnianiem tonów szarości.Oczywiście zalecana w tym wypadku terapia oznacza antybiotyki  a potem usunięcie toksyny przez reduktor lipidów -Colestyraminę….tylko czy rozróżnianie lub nie tonów szarości jest specyficzne w przypadku boreliozy??

Został nam test amerykańskiej pani doktor J.A.Whitaker -RIBb (rapid identification of borrelia burgodroferi) -badanie fluorescencyjne obecności antygen-przeciwciało w płynach ustrojowych.Dla mnie (ale i dla innych zajmujących się problemem)najciekawsze jest,że ten test jest podobno ” w 100% pewny” i…..jego wynalazczyni pozwoliło stwierdzić,że „problem boreliozy osiągnął epidemiczne rozmiary”.Laboranci wiedzą,o co chodzi:-)i co widać w testach  fluorescencyjnych…a widać wszystko:-)…..co chce się udowodnić:-))

Liczby statystyczne dotyczące boreliozy są różne w różnych insytutach i w różnych krajach.Nie do przeoczenia jest,że tam,gdzie promuje się środki na boreliozę-te liczby ogromnie wzrosły.

Tymczasem….symptomy pozwalające stwierdzić boreliozę są widoczne w większości wypadków gołym okiem,a jeżeli zdarzy się,że nie….o czym w następnym wpisie a na razie:pamiętajmy o właściwych lekturach dla pociech,jeżeli nie chcemy się potem dziwić,”czy to naprawdę nasze dziecko???”

Lektura:ta,co poprzednio plus „Lyme-Borreliose:Merkblatt fur Arzte”,Koln 1996

„Healing Lyme”,Randolph,2005

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Szczepienia.I Borelioza-czym jest naprawdę?cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 4, 2010

Otwierając jakikolwiek podręcznik immunologii najpóźniej na trzeciej stronie znajdziemy informację,że „system immunologiczny” czyli odpornościowy,jest systemem obrony organizmu przed chorobami lub też „systemem stanowiącym o obronie organizmu…”.

Właściwie już dalsza dyskusja o szczepionkach byłaby zbędna,bo niszczenie naturalnego systemu w celu „poprawy zdrowia” od razu ukazuje się nonsensem,ale przecież miałam wyjaśnić,jak to jest z boreliozą.Proszę się trzymać,gdyż nic nie będzie takie samo:-)Zakochanym (bez wzajemności :-))w szczepionkach,kiedy wyczerpią wszystkie posiadane (jakże nieliczne i dawno obalone argumenty),pozostaje przedszkolne:” A ja całe życie robię w szczepionkach i dlatego wiem,że są ok!”,lub ” A mój tata (mama,dziadek i in.)całe życie robią w szczepionkach i dlatego wiedzą,że są ok!”. Zwracam uwagę na termin „robią w szczepionkach” wydający mi się niezwykle trafny:-)Dla ludzi.którzy zbudowali „całe swoje życie” (jakże współczuję!)na fałszywej wiedzy,którą zostali nakarmieni niekoniecznie ze swojej własnej woli,mało tego-owa „wiedza” pozwoliła im stworzyć materialne okoliczności bytu,w tym wypadku co najmniej niezłe:-),nie jest łatwe przyznanie:”tak,byliśmy w błędzie,czas to naprawić”.Z takim stwierdzeniem wielu zawaliłby się świat,no bo jakże:całe życie w ciemnocie i tego nie dostrzegli?Ego może nie wytrzymać.Nie dziwcie się więc,że „vakcinlovers”, jak ich nazywam,za wszelką cenę trwają na zmurszałych barykadach-to jest kwestia nie tylko nieświadomości,ale i ich próżności i nieumiejętności otworzenia oczu i przyznania się do błędu,który wszak rzeczą ludzką jest…że pominę inne aspekty.

Jak wspominałam wcześniej, mogą się niedługo poczuć nieco przez swoje poplecznictwo opuszczeni,gdyż zwykle,funcjonując na najniższych stopniach służby,nie mają pojęcia o tym,co się dzieje wyżej,(przemysł nie jest głupi i potrafi zmienić profil w razie widma krachu) ale wtedy będzie za późno na skruchę-odejdą w niesławie.Na razie niech się szczepią-do woli i ku chwale przemysłu szczepionkowego,byle dużo,często i na wszystko….jednak jestem złośliwa?

A my kontynuujemy o boreliozie,ponieważ i tu nagle pojawiła się możliwość „uratowania ludzkości przed tą straszliwą chorobą,czyli szczepionka”:-)

Skończyliśmy na tym,jak spiroszety dostają przekaz,że mogą zasiedlać organizm.

W jaki sposób go rozpoznają?

Jest ponad 300 rodzajów borelii.Niełatwo dają się hodować w laboratoriach,jakby nie miały ochoty poddawać się istotom,które nie bardzo wiedzą,jak się z nimi obchodzić.

Te istoty jednak były wystarczająco sprytne,aby wyniuchać,że takie borelie mają aż 21 plazmidów-to więcej,niż inne bakterie.

Plazmidy,to opisane przez Lederberga w 1952 roku,występujące w komórce bakteryjnej cząsteczki DNA znajdujące się poza chromosomem.Ubawiło mnie do cna określenie pewnego studenta ostatniego roku medycyny formułującego plazmidy jako „dodatkowe” elementy genetyczne oraz stwierdzenie,że „ich obecność nie jest komórce konieczna,ale może być dla niej ważna”,którą to ideę skopiowało od razu wiele jemu podobnych.Zresztą nie wiem-być może przeczytał to w jakimś nowym podręczniku….choć na medycynie aż tak dogłębne zajmowanie się mikrobiologią właściwie nie jest normalne (właściwie to na medycynie mikrobiologii,nawet na Zachodzie,raczej mikrawo:-),więc może powinnam to przyjąć za jego element rozwoju.Od razu spytałam:”dodatkowe?Do czego dodatkowe?”.Nie wiedział.Nie wiedział też,że nic,co natura stworzyła w jakiejś komórce,nie jest jej zbyteczne.Wiedział,że on jest jak najbardziej stworem pożytecznym a wręcz niezbędnym ludzkości….myślę,że pacjenci go szybko wyprostują:-)

Owe plazmidy więc,przez informację genetyczną pozwalają boreliom analizować wpływającą krew i rozpoznawać ją!

One wiedzą,czy krew należy do myszy,sarny, a może człowieka.Następnie,dzięki plazmidom właśnie,borelie dopasowują swój metabolizm i swoje komórki do organizmu nowego gospodarza-zmieniają powierzchnię swoich otoczek białkowych,aby…podejść komórki systemu immunologicznego mające za zadanie je rozpoznać i unieszkodliwić.Prawda,że sprytne?To mimikra na najwyższym poziomie.

Zamaskowane wędrują do gruczołów ślinowych kleszcza,któremu z tegoż powodu zmyślna natura pozwoliła znieczulić miejsce uczty-człek się nie zorientuje,człek bestii nie wyrwie i nie utłucze a nawet pozwoli się przemieścić boreliom…. Chyba,że człek WIE,że po wycieczce na łąkę,do parku,do lasu MUSI się obejrzeć i najlepiej -wieczorem solidnie umyć.

Jak możecie się domyślać,taka praca (praca borelii ) wymaga czasu,więc mamy pierwsze pocieszenie dla idących śmiało do lasu:

jeżeli ugryzie was kleszcz,znajdźcie go i pozbędźcie się go jak najszybciej,bo szybkie i dokładne usunięcie „wampirka”  spowoduje,że nie ma opcji,abyście zachorowali a w liczbach wygląda to następująco:

W pierwszych 12 godzinach-nie ma niebezpieczeństwa zakażenia!

W następnych 24 godzinach-jest 30% ryzyko zakażenia

Od 48 do 72 godzin-prawie 100%,że załapiemy zakażenie.,,,co NIE JEST JEDNOZNACZNE z zachorowaniem,również  na tzw.kleszczowe zapalenie mózgu.A dlaczego nie jest,o tym w dalszym ciągu,bo teraz,dlaczego szczepionka nie może chronić ani przed boreliozą ani meningoencephalitis tym bardziej.

Otóż szczepionka łudzi odpornością na wszelakie choroby związane z ukąszeniem kleszcza,ale nie tylko przed nimi nie chroni,ona nie chroni również przed tym,na co została stworzona:”wirus kleszczowego zapalenia mózgu”.Wśród szczepionkowej propagandy nie słychać nic o skandalu ze szczepionką,którą stworzyła bardzo znana firma-na „boreliozę” i po masowych procesach o odszkodowania za tzw.(niemałe) efekty uboczne musiała ciupasem wycofywać z rynku.(mozna znalezc w m.in.:Pamela Weintraub-„The Bitter Feud over LYMErix”,BioMedNet Magazine).Słychać tylko „zaszczep się!”

No to proszę:szczepionka jest skierowana przeciwko wirusowemu zapaleniu mózgu.Abstrahując od oficjalnej roli,jaką pełnią podobno wirusy w wywoływaniu chorób a z którą to teorią niestety,nie zgadzam się (popieram za to stwierdzenia Dr Lanki),to może sobie i szczepionka i na te wirusy reagować,tylko,że to tak,jakby chcąc złowić rybę strzelać w krzaki.

Z równym efektem można ładować w siebie antybiotyki.Amerykański lekarz,Richie C.Shoemaker,dokładnie opisał swoje tezy,które mogą Wami potrząsnąć:według niego-a po tym,jak opublikował swoje prace-według jego naśladowców,również badaczy,to nie same borelie powodują wywoływanie pewnych symptomów,ale WYDALANE PRZEZ NIE PRODUKTY ODPADOWE-tzw.dobrze znane już od dłuższego czasu medycynie-neurotoksyny,zwane też toksynami.

Neurotoksyny aktywują ponadnormatywny wyrzut wspierających indukcję stanu zapalnego CYTOKIN.Neurotoksyny wchodzą w organizmie w rozmaite,synergistyczne przemiany,np.z metalami ciężkimi i wyzwalają alergiczne reakcje autoimmunologiczne.

A więc:antybiotyki wprawdzie wytłuką bakterie,ale z pewnością nie tkną neurotoksyn!Dlaczego więc miałoby się walić w bakterie,jeżeli uszkodzimy tylko nasz system immunologiczny a bynajmniej nie załatwimy problemu?!

Bio(neuro)toksyny znajdują się w obiegu w organizmie i od czasu do czasu troszczą się o wystąpienie reakcji zapalnych,są nawet w tkance tłuszczowej,one też zakłócają pracę neurotransmiterów.Kiedy antybiotyki zabiją stada bakterii,oczywiście prowadzi to do wzmożonego wyrzutu neurotoksyn,co z kolei pogarsza obraz symptomów-wtedy mówimy,że nastąpiła reakcja Herxa,nazwanej od Jarischa i Herxa* (nie wiem,dlaczego został upamiętniony tylko Herx:-)….przez litość dla „naukowców” promujących antybiotyki w terapii boreliozy pominę,że borelie potrafią świetnie wydalać antybiotyczną truciznę ze swojego organizmu….a może nie pominę.

Jeżeli chodzi zaś o szczepionki na wirusowe,kleszczowe zapalenie mózgu….Po pierwsze dane o „epidemii” są delikatnie mówiąc……Gdzie ta epidemia?Po drugie….W krajach zachodnich szczepienia „na boreliozę”-dopiero potem zaczęto mówić,że to na wirusowe kleszczowe zapalenie mózgu (nawiasem mówiąc w większości szczepionek były też m.in.antybiotyki) były bardzo rozpropagowane i niestety-często stosowane.Otrzeźwienie przyszło za późno.Ale gdzieś ten materiał trzeba pchnąć….Polacy?Czemu nie,ostatecznie mili sąsiedzi-zawsze ich lubiliśmy.

Z 20% Niemców zainfekowanych podobno (wg oficjalnych danych )boreliozą,tylko 1,5 % nosi w sobie wirus kleszczowego zapalenia mózgu.Nosi-nie oznacza choruje.Inną sprawą jest diagnostyka kleszczowego zapalenia mózgu…o tym będzie niedługo,jedno powiem już teraz:upewnijcie się,że to,co zostało u kogoś stwierdzone jako kleszczowe zapalenie mózgu,naprawdę nim jest-pytajcie do bólu i proście o dokładne badania.

Wreszcie-dlaczego tylu zaszczepionych  choruje na boreliozę a czasem na „neurologiczne niewiadomo co”?Skąd u 60% (Niemcy) pacjentów z MS borelie?Sama znam niestety przykre przypadki takich ludzi,którzy nie rozumieją,dlaczego zachorowali.Ale kogo to obchodzi?

„Niektórzy ludzie wolą umrzeć zanim pomyślą.I robią to.”Bertrand Russell

Wiem,na początku bywa nieprzyjemnie a czasem nawet okrutnie,ale z czasem,kiedy zajmiemy się już tylko naturalnymi remediami a nie przyczynami obecnego stanu rzeczy i tego konsekwencjami,będzie naprawdę miło:-)

Lektura:

-„Lyme Disease”-Taylor,Scott.

-Dr Richie Shoemaker-Lyme Times 2002,Lyme,an infectious diesease and neurotoxin illness

Lyme Disease Protocoll 2009,

*Cytokiny-proteiny regulujące intensywność i czas trwania obrony

*Herxheimer-dermatolog i Jarisch-fizjolog -pierwsi opisali reakcję w związku z udanym leczeniem wczesnego stadium syfilisu…

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 21, 2010

Borelioza- to jedno ze słów robiących ostatnio zawrotną karierę.Chciałoby się powiedzieć „niestety”,gdyby nie to,że można to potraktować jako okazję do wyjaśnienia pewnych procesów zachodzących w naturze,znanych antropologii, znanych etnomedycynie,obcych jednakże tej,która usiłuje boreliozę leczyć-medycynie szkolnej.

Szkoda wprawdzie,że „okazja” co najmniej smutna,ale być może przykład boreliozy sprawi,że ludzie zaczną zwracać nieco więcej uwagi na relacje „homo podobno sapiens” a środowisko.Tragiczne,że przyroda musi chwytać się tak drastycznych metod,aby przekonać rozumnego-jak sam o sobie mawia-człowieka,że przede wszystkim jest jego przyjacielem.

Kiedy na jednym z sympozjów okazało się,że żaden z obecnych na sali lekarzy nie ma dość wiedzy,aby z całą pewnością uznać boreliozę któregoś z pacjentów za wyleczoną,przy czym dane w Niemczech mówią o 90% powodzeniu w leczeniu b.metodami medycyny szkolnej,zaczęłam się zastanawiać,jak to jest (znowu!)możliwe,że leczy się coś,o czym nawet nie wiemy,czym naprawdę jest.A jednak nie jest to przypadek odosobniony.

Statystyki-cóż-często są ze sobą sprzeczne i stanowią-na szczęście nie tylko dla mnie-coraz mniej wiarygodne dowody na cokolwiek,bo co można powiedzieć,że z 90% „przypadków” uznanych za wyleczone melduje się po PARU latach ogromna część z powrotem z objawami charakterystycznymi dla boreliozy niewyleczonej i szybko podciąganymi pod „cokolwiek”,byle nie popsuć statystyk właśnie?Jedyne,co można zrobić,to zapomnieć o cyferkach i po prostu starać się pomóc,ponieważ boreliozę można leczyć tak,jak przyszła:naturalnie.A do tego skutecznie.

Przede wszystkim…skąd TO się wzięło?Dlaczego nagle mówi się o tysiącach zachorowań na tę chorobę,dlaczego nie była ona problemem w czasie,kiedy lekarz,Borrell,opisał bakterie o ciekawych kształtach?

Aby przybliżyć nieco historię boreliowego obłędu musimy postawić pytanie o jeden z podstawowych dogmatów medycyny szkolnej:skąd u licha pomysł,że WSZYSTKO w naturze MUSI się zwalczać,że człowiek jest wrogiem bakterii a balterie -człowieka-dlaczego nikt nie chce szukać odpowiedzi na pytanie,dlaczego miałoby tak właśnie być…a jeżeli jest,to czy nie cud,że przetrwaliśmy jako gatunek tyli kawał czasu….a może przetrwaliśmy wyłącznie dzięki naszemu rozumowi?

Jeżeli uważacie,że tak,to idźcie i używajcie rozumu gdzie indziej,bo tutaj przemawia przede wszystkim natura,nie ludzkie dogmaty.

Bakterie żyją na Ziemi przynajmniej od 3,5 miliarda lat-twierdzi człowiek,który jednak nie jest tego zupełnie pewien, bo…tak naprawdę ciągle nie jest w stanie stwierdzić tego NA PEWNO.Jedno się zgadza:one są tutaj długo.Biliony z nich zasiedlają też nasze ciała,najczęściej jako istoty nam przyjazne-choć wielu będzie niełatwo w to uwierzyć-trudno,niech je więc wytłuką i sprawdzą konsekwencje autopsyjnie,choć nie polecam.Nie na darmo wielu medyków zachodnich-niestety,muszę to powiedzieć-ściągając bezczelnie od lekarzy Wschodu-nazywa bakterie nie „zarazkami”)od niesienia zarazy) a „zdrowotkami”-od niesienia zdrowia.

Owe zdrowotki nie mają się w naszych,coraz bardziej zatrutych środowiskach zbyt dobrze-poddawane silnemu promieniowaniu różnego rodzaju,narażone na ataki metali ciężkich,szczepienia,trucizny żywieniowe,psychiczne, antybiotyki…..powiedziałam antybiotyki?No tak-zerknijmy na pochodzenie słowa antybiotyk:

anti bios-przeciwko życiu.

Antybiotyki są bronią wymierzoną w nas samych,ponieważ bakterie nie tylko są nam (w większości-do mniejszości oczywiście wrócę,ale po kolei ) przyjazne,ale również egzystują w nas-nie da się zastosować antybiotyku poza naszym organizmem.

Lata stosowanych antybiotyków?Alergie,MS,cukrzyce,nowotwory…..Niestety,te „cudowne” leki mają swój udział-często większy niż by się wydawało w chorobach kompletnie z nimi nie wiązanych.Mało tego-w chorobach o które oskarża się genetykę-no dobrze,ale skąd się dziedziczenie pewnych podatności bierze?A lata złego odżywiania się rodziców i dziadków (oj,pokolenie przedwojenne wcale nie było słabe,co widzimy na przykładzie przetrwania wojny w pięknym nieraz stylu-czy zauważyliście,że „przedwojenni” zamiast szczepionek mieli dostęp do zdrowego jeszcze jedzenia i leczyli się najczęściej naturalnie?),lata szczepień,pracy w urągających godności człowieka warunkach-jak mogło to nie mieć wpływu na zdrowie pokoleń u których objawiają się choroby o których mówi się lekko „genetyczne”-czytaj:”Nie mamy na to wpływu,leczymy i albo wyleczymy albo nie,bo wpływu nie mamy-to wrodzone”.

Ani słowa o „to nasza robota,naszych cholernych wynalazków,których skutki nikogo nie obchodzą,póki przynoszą kasę a będą ją przynosiły,bo to one powodują ten łańcuch nieszczęść,który my potem „leczymy””!Ani słowa o winie.

Antybiotyki,pustosząc florę bakteryjną organizmu stwarzają doskonałe miejsce dla bakterii i innych czynników chorobotwórczych z zewnątrz-to otwarta brama dla prawdziwych,bo nieznanych organizmowi wrogów.(Cannon 1994)

Jak już wcześniej zaznaczałam-jeżeli naprawdę sytuacja jest „podbramkowa” i nie możemy użyć niczego innego-jasne, wtedy antybiotyk,bo ryzyko osłabienia systemu immunologicznego jest mniejsze niż ryzyko ntachmiastowej śmierci.Ale takie wypadki są….wypadkami.Nie powinny być rutyną a niestety,tym się na dziesiątki lat stały.Dopiero teraz niektórzy lekarze otwarcie mówią o skutkach „terapii” antybiotykami-z tego,co zauważyłam,wielu z nich to ci sami,którzy jeszcze przed chwilą tę właśnie metodę wielbili.Dobrze,że spotrzegli błąd późno aniżeli wcale,jednak nie cieszy mnie taka postawa u osób,które miały najlepszą okazję do zaobserwowania skutków wyuczonego medykowania o niebo wcześniej!

Mówię o ludziach a przecież masa antybiotyków idzie w zwierzęce pasze,gdzie robi dokładnie to samo,co w ludzkim organizmie:niszczy go,przy okazji stwarzając wolne miejsce dla elementów obcych zwierzęciu….skądś to już znamy?No właśnie.To wszystko potem dostaje się do tego,kto kawał takiego zwierzątka wsunie.Czy taki „mutant „jest dla naszego systemu dobrodziejstwem-odpowiedzcie sobie sami.

W USA rocznie dostaje się do szpitali ponad trzy miliony (oficjalnie) poważnie chorych pacjentów odpornych na wszelkie antybiotykowe „terapie”(Garrett 2001).Wyhodowaliśmy superbakterie a nie stworzyliśmy superleku.Czy on naprawdę nie istnieje?Czy może w swej pysze nie zauważamy,że natura leczy,jeżeli jej tylko nie przeszkodzimy?

Spójrzmy,w jaki sposób bakterie potrafią się uodparniać,jak to się dzieje,że niektóre bakterie mutują ZANIM zetkną się z nowym antybiotykiem,jakby przeczuwając agresora,co -dla żądnych potwierdzeń-stwierdzili jednak amerykańscy naukowcy?Dlaczego wreszcie ci,którzy przechorowali boreliozę stają się nadwrażliwi (syndrom HSP -highly sensitive person)?Czy nie jest to przypadkiem krzyk natury o zwrócenie uwagi na agresję ludzi wobec środowiska naturalnego,o wrażliwość na jej ból właśnie?

Old Lyme,1975-tam właśnie wiosną zachorowało dwanaścioro dzieci na ciekawą postać artretyzmu…przecież to dotyka zwykle starszych no i…nie jest zaraźliwy.Zaobserwowano,że chorobę początkuje czerwony,wędrujący pierścień a ten właśnie pojawia się po ukąszeniu przez Ixodes dammini-jednego z kleszczy ( a jest ich około 650 rodzajów),których ukłucia do tej pory wydawały się bez znaczenia.Chorobę potraktowano jak epidemię i zaczęto nazywać „zarazą z Lyme”.Wtedy Willi Burgdorfer-szwajcarski bakteriolog przebadał  norniki i odkrył w ich żołądku spiroszety,śrubowate bakterie-krętki,które otrzymały nazwę od swojego odkrywcy:Borrelia burgdorferi,a opisane zostały w 1983 w NE Journal of Science.Jest w historii wzmianka o niejakim Afzeliusie,który skojarzył występowanie rumienia z ugryzieniem przez kleszcza już w 1909,ale ta akurat sprawa jest nieco dyskusyjna.O ile tę notkę można przeczytać wszędzie,to nigdzie ani słowa o amerykańskich eksperymentach nazisty Wernera von Brauna-o operacji Paperclip można już sobie wyniuchać co nieco w necie-z zainfekowanymi kleszczami na Kubie.A co dopiero eksperymenty na Plumb Island?Old Lyme znajduje się w na pasku lądu między Connectitut a New York-jak daleko jest Plumb Island?Ciężko też dotrzeć do dokładnego opisu badań Herxeimera i Hartmanna,którzy też mają z boreliozą wiele do czynienia a opisywali swoje doświadczenia w 1902 roku i nie można powiedzieć aby nie były one znane von Braunowi.

co do Old Lyme polecam choćby stronę:www.rense.com/general67/plumislandlyme.htm

W tym miejscu można by spytać:A co,jeżeli kiedyś odwołasz to,co tu piszesz,co wtedy?Jest mi znany przypadek ciekawej strony,której autor w pewnym momencie odwołał prawie wszystkie swoje przekonania a nawet zaczął przekonywać innych,że był w błędzie i cały przemysł jest po prostu jednym wielkim dobrodziejstwem,amerykańska polityka cacy i w ogóle on się mylił,ale teraz to naprawi.Otóż po pierwsze nie każę Wam w nic wierzyć-myślcie i sprawdzajcie,po drugie-nie jestem kimś,kogo przekonania można kupić i nie jest prawdą,że kupić można wszystko i jest to wyłącznie sprawą ceny.Czy się ujawnię?Ależ oczywiście.W tym momencie  po prostu jeszcze sporo podróżuję i muszę doprowadzić do porządku wiele spraw,jak to w nowym miejscu bywa a ujawnienie natychmiastowe z pewnością spowodowałoby większe ograniczenia czasowe niż do tej pory,na co w tej chwili nie mogę sobie pozwolić i mam nadzieję na zrozumienie.To tyle o trzymaniu kierunku:-) 

Historia boreliozy będzie się jeszcze przewijać,gdyż jest ona tu bardzo istotnym elementem.

Ale teraz o biologii.

Kleszcz,wylęgły z jaja,przechodzi trzy stadia:larwa,nimfa,dorosłe zwierzę (cykl od larwy do dojrzałego zwierzęcia trwa ok trzy lata,po czym samica składa ok.3000 jaj a samiec pada).

Jaja nie zawierają spiroszetów,te dostają się do larw lub nimf dopiero z drobnych zwierząt-norników,myszy lub też większych -np.jeleni.

Dorosłe nienawidzą słonecznego światła,przebywają w krzaczorach ok.półtora metra nad ziemią lub w wysokich trawach-bo to lubią najbardziej:cień,wilgoć.Mimo,że ślepe,postrzegają najlżejsze zmiany w otoczeniu.Przednimi odnóżami wyczują wibracje podłoża,ruch sąsiedniej trawy,wyczują też zmianę natężenia światła,co oznacza zwykle,że ktoś rzucił cień,a wtedy….mniam!Ciepła krew wpływa do małego wampira wpływając na wzrost temperatury i opadnięcia pH.Tę zmianę pH spiroszety odczytują jako sygnał do ataku:mogą zasiedlać organizm.

Zanim przejdziemy do mechanizmów działania krętek,krótka uwaga,aby już teraz ci,którzy lubią chodzić do lasów,mogli się odpowiednio przygotować:

Kleszcze atakują przede wszystkim osoby z kwaśnym potem,lubiące alkohol,odżywiające się byle jakim jedzeniem z dużą ilością cukru i mięsa,poddane permanentnemu stresowi )wtedy też zmienia się pH potu!).Zanim nadejdzie pełnia wiosny-przygotujcie się więc i zobaczcie,czy jest różnica.

Posted in borelioza | Leave a Comment »