Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Listopad 2013

Skrucha:) I cytrusy w menu … niekoniecznie zimowym.

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 27, 2013

Pierwsze pół życia traci się zdrowie, żeby zdobyć pieniądze. Drugie pół życia traci się pieniądze, by odzyskać zdrowie. (żydowskie)

🙂

Panie Marku? Dziękuję, dziękuję … Obiecywać nie chcę, ale – o ile dobrze odczytałam Pańską troskę – postaram się tutaj rzeczywiście powstrzymać od komentowania komentarzy:)))) do programów tv.

Natychmiast też koryguję, aczkolwiek bez skreślania, co powiedzianym zostało uprzednio … to bowiem sytuację mych, naonczas aktualnych wiadomości i odbiór oddawało:  istotnie, program wspomniany winien był nosić raczej tytuł „WYDAJE mi się, że wiem co jem”( czasem nawet dobrze się wydaje, ale tylko czasem). Obejrzałam, co Pan sugerował i przyznaję rację: polecanie BEZPESTKOWYCH cytrusów nie jest i nie będzie nigdy postrzeganym przeze mnie jako „jest dobrze”. Mogę się tłumaczyć, iż miałam na myśli zwracanie uwagi telewidzów na rzeczy, o których do tej pory wielu nie miało pojęcia, ale – znów racja – konstrukcja kolejnego trojańskiego konia jest o wiele bezczelniej przejrzystsza aniżeli owo dostrzegłam – z „nieoglądania”, to jedyne wyjaśnienie, gdyż te odcinki ….
za mało, przepraszam, mój, duży błąd. Do Pańskich zastrzeżeń odnośnie cytrusów, potwierdzam wszystkie – wszak opisywałam właściwości świeżych pomarańczy, teraz więc konkretnie, małe podsumowanie najpopularniejszych u nas cytrusów, już dla Wszystkich :

-jeżeli już, to wyłącznie z pestkami ( najmniejsza szansa trafienia na GMO),
-bez tzw. „pępka”, za to pomarańcze – wielkie, z … grubą, „cellulitową”;) skórką, bo to są właśnie pomarańcze!
-novelin zdecydowanie unikam
-zgoda z programem – nie tylko cytryny, ale wszystkie cytrusy, ujęte ciepłą dłonią, winny lekko pachnieć…

I po detalach:
pomarańcze mają naturę ochładzającą organizm ( kwaśna, słodka, zimna, odświeżająca, nietoksyczna) – to znaczy, w zimie nie są dla nas najlepszym pożywieniem, ale od czasu do czasu można, przecież po pierwsze – aromat, olejki eteryczne skórki są świetnym antydepresantem ( nie tylko),  po drugie, w dni ponure;) człowiek chce  koloru 🙂 … Można też, ponieważ:
-rozpraszają śluzy, neutralizują toksyczność alkoholu, smażeniny i ryb, ALE
działają w meridianach płuc – Shou Tai Yin, rozszerzają klatkę piersiową – to nie musi być odpowiednim przy zimnym, mroźnym powietrzu …. Tym bardziej, że o neitralizacji alkoholu innymi środkami pisałam przy temacie noworocznym – kaca:))
JEDNAK – wskazaniem byłyby hemoroidy. A jeżeli wskazanie, to i wyraźne przeciwwskazanie:NADMIAR, szczególnie surowej pomarańczy może podrażnić wątrobę, stąd reklamowanie „diety cytrusowej” i to w zimie jest, pardon …. co najmniej nieprzemyślanym, a na pewno wynika z niedoinformowania.

Wyżej opisane właściwości …. począwszy od „rozpraszają śluzy…” …. NIE dotyczą pomarańczy świeżej! Jej zastosowanie wewnętrzne bowiem w TCM to wywar. Przykład: pomarańcza UGOTOWANA delikatnie w swoim soku, z odrobiną brązowego cukru i imbirem  ( jedna pomarańcza : krążek imbiru grubości ok. 3-5 milimetrów )  jest uważane w chińskim wojsku za lek ( lek TCM) pierwszego wyboru przy przeziębieniu (!) i wysokiej gorączce. UWAGA: ta mikstura wywołuje bardzo, BARDZO silne poty. 

To nie koniec o pomarańczy, gdyż Chińczycy zużyją wszystko:)))) …
Suszona skórka pomarańczy: pikantna, lekko gorzka, ale też – słodka:), CIEPŁA.Wzmacnia śledzionę, rozprasza i transformuje śluzy, flegmę … Zastosowanie wewnętrzne w formie proszku ( mielona) lub wywaru.
Wskazania wg TCM: m.in. niestrawność, wzdęcia, kaszel, katar, brak apetytu.

Kwiat pomarańczy: słodki, lekko gorzki. Poprawia  krążenie energii w …wątrobie. Wskazania: bóle przy wzdęciach w nadbrzuszu, wymioty, brak apetytu. Użycie: napar lub wywar z ok. 1,5 grama kwiatu dziennie.

Wewnętrzna, suszona, biała warstwa skórki pomarańczy ( i mandarynki), sprzedawana w Azji w aptekach, działa wykrztuśnie, ma witaminy C, A i B. 

Zostawmy pomarańcze, choć to nie wyczerpuje ich możliwości.

 Cytryny – Ning Meng, natura: bardzo kwaśna. Wpływa na produkcję płynów organicznych, usuwają gorąco, koją w czasie ciąży, tu ważne: jeżeli ciężarna łaknie soku z cytryny ( mowa o świeżych) – ma słabą wątrobę.

Ze względu na ich zdolności w likwidacji gorąca w organizmie, wiadomo, zima NIE jest najodpowiedniejszym czasem, aby spożywać je jako zdrowy człowiek w większych ilościach.  

 Grejfrut … You:)))), chińskie You, nie angielskie. Słodki i kwaśny,
Również usuwa skutki zatrucia alkoholem, eliminuje gazy z żołądka i jelit.
Ciężarne Panie: często narzekacie, że wszędzie „ciąża jest przeciwwskazaniem”…. Przeważnie to prawda:), ale … powtarzam do znudzenia: przy produktach żywnościowych popularnych, które już próbowałyście wiele razy, z zachowaniem ostrożności przecież można dalej próbować ulubione smaki, czy zmieniła się na nie tolerancja, czy nie … Pamiętając ZAWSZE o szczególnej uwadze i dowiadywaniu się maksimum o właściwościach roślin, bo zawinić może ( i to mocno!) nawet, zdawałoby się dobrze znany korzeń pietruszki czy kawałek imbiru.   

Przy braku apetytu w ciąży oraz mdłościach, przy ciężkim, śluzowatym kaszlu … Chinki moczą w odrobinie alkoholu  – skrapiając nim( ale można w wodzie ) na noc, w zamkniętym słoju pokrojony grejfrut, a potem gotują aż zmięknie, dodają miodu i ssają małe kawałeczki aż kaszel minie.

Mandarynki? Słodkie i też zimne. Na świeżo oglądam je spokojnie tylko w lecie:), po nim zaś .. Włożyć umyte do ciepłej wody na parę dni – najlepiej 3, 4. Codziennie zmieniamy wodę. Następnie gotujemy ok.45 minut, zasypujemy cukrem, pozwalamy im zgęstnieć, mieszając. Wyjmujemy, wkładamy do słojów … A kiedy przyjdzie kaszel, mamy na niego maczugę;))

Na razie tyle o cytrusach.

Niestety:), przypomniałam sobie jeszcze czyjeś pytania odnośnie porad Pani „Medycznej Dietetyczki” ( to nie wystarczy już „dietetyczki”???)dość wyraziście namawiającej do spożywania na śniadania płatków zbożowych polanych obficie jogurtem i posypanych suszonymi owocami …..

 Zanim … JAK ZWYKLE:)))), po jakimś ( za długim) czasie ukaże się w mediach artykuł lub wypowiedź potwierdzająca, o czym piszę Państwu od początku, aczkolwiek Boże broń ( i chwała Bogu:))))) bez odwołania się do mojej strony;))))))), podzielę Czytelnicze wątpliwości: takie śniadanko to najlepszy sposób na zapchanie sobie żołądka toksynami i śluzem, na podrażnienie wątroby, śledziony, substancjami konserwującymi suszone owoce, na zaflegmienie jogurtem połączonym z tymże suszem … a gdyby owoc świeży – też nie, ponieważ – abstrahując od wyboru jogurtu jako „ostatniego z najostatniejszych”, gdyż już lepiej maślanka, kefir – takie połączenie jest wybitnie ochładzające i osłabia trzustkę, śledzionę, wątrobę ……. Dlaczego jeszcze więcej „NIE” – pisałam wcześniej, sporo, proszę więc sobie łaskawie sięgnąć:)

 

A Wołającym o pomoc dla hiperaktywnych, rozkojarzonych i niechętnych jakiejkolwiek nauce dzieciaków …
w ww.hsph.harvard.edu/nutritionsource/sugary drinks fact sheet… 
w ww.telegraph.co.uk/Fizzy drinks can change your brain ….
czyli, jak kolorowe, słodzone napoje zmieniają procesy w mózgu. Proszę nie ustawać w poszukiwaniach i dotrzeć do badań Uni Sydney, podczas których okazało się, jak „słodkie lemoniadki” w badaniach na szczurach wpłynęły na proteiny niezbędne m.in. przy komunikacji DNA, jak to się ma do długości życia komórek, ich zdolności reparacyjnych … Jak zmienia się chemia mózgu….

A …. a nie mówiłam?

Reklamy

Posted in aktualności, alkohol, odżywianie, zdrowie | 2 Komentarze »

Rak to zwierzę. Cz.13. Nie zawsze czarne jest czarne;).Oraz:przeciąganie liny – farmaceuci vs lekarze.

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 22, 2013

Nie możemy utracić tego, co rzeczywiście do nas należy, nawet, kiedy to odrzucamy. I Ching 

Z wiadomości dobrych przekazać pragnę, że 70% kas chorych przejmuje już koszty leczenia homeopatycznego …. W NIEMCZECH. Przepraszam, wiem, że u Niektórych mogło żywiej zabić serce:) …. u jeszcze Niektórych;) z oburzenia:))))))), ale proszę o spokój: na razie tylko w BRD, w Polsce  ….
odnoszę wrażenie, że w PL może to nie nastąpić prędko …. jeżeli w ogóle. Czy w BRD poszło łatwo? Nie. Nadal bowiem opłacanie leczenia homeopatycznego nie należy do obowiązków kasy chorych.

??? Ale płacą, więc? Ano płacą. Bo w Niemczech Pan/i Pacjent ma jednak coś do powiedzenia, a że dodatkowo …. jak informuje Aerzteblatt, 90% „z zapytanych 200 aptek” ( tzn…. tuszę, że odpowiadali aptek właściciele:)))) poinformowało o rosnącym zapotrzebowaniu na preparaty homeopatyczne. Aerzteblatt nigdy nie należał do entuzjastów homeo, nieco więc dziwi intensywniejsze nią zainteresowanie . Najwyraźniej, wobec świetnych efektów leczenia homeopatycznego, dobrej opinii homeopatyków …. po prostu MUSIELI się nią zająć BARDZIEJ. W tym wszystkim nieco się obawiam, czy to „bardziej” nie skończy się jakąś awanturą o kasę, ale Niemcy tak łatwo homeopatii wyrwać sobie nie dadzą. Tym bardziej, że rośnie liczba lekarzy pragnących ( jednak :)))) kształcić się w tej dziedzinie.

Zgody i względnego chociażby porozumienia pomiędzy przemysłem Big Piguła;) a przebijającym się dopiero przemysłem homeopatycznym zapewne długo jeszcze nie będzie, ale nadzieja, że pacjentom, lekarzom, zielarzom & co.  pozostawi się możliwość wyboru – kusząca.

Wzdychającym w tej chwili smutno, iż takiej NIEzgody, jak Kraju Nadwiślańskim, to i tak nigdzie …. cosik ku pokrzepieniu opowiem 🙂

Otóż Niemcy wybierają „roślinę roku”. Teoretycznie miała być jedna, „fuer ganzes Land und Volk und pro Jahr”;) … ALE;) …. kiedy tylko zapragną Państwo dowiedzieć się, cóż zostało tegorocznie uhonorowane … troszkę się Państwo natrudzą… przy okazji dowiedzą jednak, że istnieje coś takiego, jak „Heilpflanze”, „Arzneipflanze”, „Blume (kwiat)…”;)))))) etc.

Krótko mówiąc: każde środowisko chce mieć SWOJE ZIELE:) i nie daj Bóg, aby to samo ….

Pomijając przezabawne dysputy grona Profesorów o wyższości np. nagietka nad pokrzywą i odwrotnie, skupię się … no właśnie, jaka różnica między „Heilpflanze” a „Arzneipflanze” ?
Moim zdaniem żadna. Lingwistycznie i oficjalnie: Heilpflanze – roślinka uzdrawiająca, więc zioło, może być ziołem wedle starych przekazów etc.
Arzneipflanze – roślina … lecznicza:)))))), ale jest już „Arznei” = lek, więc, znając specyfikę Deutschland, mamy prawo przypuszczać, iż „działanie tej drugiej zostało dowiedzione klinicznie”:)))))))))))))))))))) i „ma prawo nazywać się lekiem”.

Czy …. dalej nie widzą Państwo szczególnej odmienności?

Ja też :)))))))))))))))))))))))))

Skupię się jednakoż na ziółku wybranym przez Deutsche Apotheker Zeitung 
( tzn. nie przez pismo, ale niem.farmaceutów:)), Pimpinella anisum, znane też jako Anisum vulgare G., Apium anisum ( to nie wszystkie jego nazwy , lecz nie komplikujmy:) )….

Anyż więc – anyż Pimpinella:) – biedrzeniec anyż, nie anyż gwiaździsty – Illicium verum ( Badian właściwy), aczkolwiek zalety ( w pewnym zakresie)) podobne, proszę nie pomylić. Bo Pimpinella roczną roślinką, możemy ją wysiać w ogródku, „anyżowych gwiazdek” raczej nie wyhodujemy , nie tylko dlatego, że to drzewo ok. 10 i więcej metrów wysokości, a i klimatu u nas … troszkę mało:))) na takie niebiańskie ( bo gwiazdki :)) wyroślę;)

Najpierw przeciwwskazania: standard, czyli podobno ciąża, ale …. przecież herbatki piją matki karmiące a i dzieciom podaje się …. Powiem więc: jedni uważają, że anyż w ciąży – nie, inni – próbują. Generalna zasada: uważać na alergie, w tym przypadku może wystąpić np. alergia na anetol – gł.składnik (do 90%) olejku eterycznego.  

Ktoś kojarzy Ouzo, arak  … ? Tam też jest anyż. Na Krecie był ofiarowany bogom, w rzymskim colosseum znaleziono w wykopaliskach owoce anyżu pogubione przez widzów potyczek gladiatorów… Anyż towarzyszy ludziom od zamierzchłych czasów – już Pitagoras ( ten z Samos)  opiewał anyżkowy chlebek .
Przywędrowała Pimpinella a.:) z Azji i znad Morza Sródziemnego, wraz z mnichami, którzy wpuścili ją do klasztornych ogrodów, chwaląc sobie  sekretolityczne, sekretomotoryczne …. :)))) …no dobra, jest niezły na kaszel:))) (= pobudza sekrecję wydzieliny w oskrzelach i ułatwia jej usuwanie ), zalicza się więc do wykrztuśnych ( kaszel suchy), nadto poprawiających trawienie, laktację (!), antybakteryjnych, przeciwgorączkowych, rozpuszczających śluzy, odprężających, rozkurczających ….. afrodyzjaków 🙂

Dzienne dawki to teoretycznie – co podkreślam, gdyż każdy posiada indywidualną tolerancję – do 4 gram dorośli i do 1 grama ( przezornie biorąc – napar z jednego grama!) dzieci ok. 2 lat.

Na rynku istnieje też olejek anyżowy – proszę go nigdy nie przyjmować ( wewnętrznie) w stanie nierozcieńczonym, grozi to – szczególnie u wrażliwych – natychmiastowymi, rzęsistymi :))) wymiotami i nieprzyjemnymi skurczami .Oczywiście, przedawkowany szkodzi BARDZIEJ.

Popularny ten anyż , nic nowego – powiedzą Państwo? Być może…
Dla mnie – roślinka nie mniej tajemnicza od anyżu gwiaździstego … 
Biedrzeniec anyż podawały czarownice;) dziewczętom na dobry sen, a 30 listopada – kobiety parzyły go swym mężczyznom, „gwoli ożywienia”.
Czas więc anyżowi sprzyjający, tym bardziej, iż słońce letnie w parze z nim raczej nie chadza: promienie słoneczne mogą przyczynić się do wystąpienia alergii.

Uwaga: anyż ( mowa o Pimpinelli a.) posiada działanie estrogenne, może lekko wpływać na hamowanie łysienia u mężczyzn, ale to nie oznacza, że mają go pić cały czas i ZBYT dużo ( ESTROgenne, pamiętać). Kobiety, u których estrogenu przeobfitość;) – też ostrożnie.  

Ach … olejek stosowano również na wszelakie, domowe robactwo, a starzy hodowcy  gołębi do dziś sypią anyżek ptakom, by rosły piękne i …wracały do domu 🙂

Nie są Państwo ciekawi, jakie zioło wybrali niemieccy lekarze?
Plantago lanceolata – babkę lancetowatą. Przyznaję, nie mniej zasłużenie niż farmaceuci – anyż …Może dzięki tej różnorodności zdań ( i ambicji:))))zielone dobrodziejstwa staną się lepiej rozpoznawalne ….. szanowane …. stosowane?

Co do rozszyfrowywania zieloności … Jednak pozwolę sobie wspomnieć i o anyżu gwiaździstym ( Illicium verum ), ponieważ święta idą, przypomną sobie o nim wszystkie Panie gotująco-piekące:) … a w TCM Illicium v., znany tam jako Ba Jiao Hui Xian, Da Hui Xiang ( przepraszam :)))) – jest z kolei znany lepiej. Ten anyż przywędrował do Europy z Filipin dopiero pod koniec XVI wieku. Drzewo anyżu gwiaździstego troszkę podobne brzozie, z tym, że zbiera się z niego – czasem i 3 razy, głównie w październiku – prześliczne łupinki,  które w czasie suszenia brązowieją i otwierają się w gwiazdki.

Anyżowe gwiazdki – Fructus Anisi stellati – w TCM – traktowane są jako m.in.wiatropędne, przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne, dobre na trawienie, nieżyty przewodu pokar.,  górnych dróg oddechowych, zapalenie stawów …

Olejku z anyżu gwiaź. nie radzę używać zewnętrznie bez silnego rozcieńczenia i dobrze znanego powodu, a wewnętrznie w żadnym wypadku nie przyjmować nierozcieńczonego: czysty olejek to ostre wymioty, również skurcze a nawet obrzęk płuc!

Ważne: proszę nie mylić anyżu gwiaździstego indyjskiego lub chińskiego z japońskim – Illicium japanicum, Il. religiosum, I.anisatum – to głównie do podróżników próbujących „wszystkiego”. Otóż anyż gwiaździsty japoński jest dość nieprzyjemnie toksyczny – skutki uboczne jak wyżej, ale silniejsze. Japończycy sadzą te drzewka głównie koło świątyń – wygodnie, by zrobić kadzidła. a tak przypadkiem;) nawdychać się dymu z …kory ( UWAGA, nie jest to medytacja całkiem bezpieczna, a nieprzyzwyczajonym Europejczykom – nie polecam naśladownictwa ). Rozochoconym dodam, iż takie same drzewka  zdobią  japońskie … groby. 

Ciekawostka – pozyskiwany z anyżu – najpierw  japońskiego (!), potem gwiaździstego kwas shikimowy ( drzewko anyżu jap. –  popularnie Shikimi ) był nieodzowny w syntezie oseltamiviru – tego z tam*flu – proces nieszczególnie wdzięczny, sam produkt ostateczny – jeszcze mniej. „shi”- po japońsku? Wieloznaczne. „Shi” to „śmierć”,  „cztery”, „miasto”… A wdzięczne „kimi” ? Nie próbujcie odezwać się per „kimi” do japońskiego szefa, w razie, gdybyście takowemu mieli (nie) szczęście podlegać.  

………………………………………

Przysłuchując się zaciekłym walkom o honor roślinek … przebiegle pomyślałam o rankingu własnym 🙂

Problem w tym, iż … żadnego ziółka nie mogłabym uczynić „NAJ, JEDYNYM….”… Może być, iż …obraziłyby się inne..?…. 😉

ALE;) …. mimo, iż pisałam sporo o czarnuszce – Nigelli s., chcę ją przypomnieć, a chcę,  gdyż media wciąż zajmują się awanturami o „dostępność leków na raka”, gdy tymczasem …. mogłyby szepnąć co nieco o np. … 462 studiach dotyczących działania Nigelli sativa.

Proszę przespacerować się choćby na:
w ww.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed?term=nigella%20sativa i te kilkaset prac sobie przejrzeć …. Jest w czym wybierać, tylko ta ochota ….
No i … MOTYWACJA, prawda?   

To ja króciusieńko;) …

1997 – Hilton Head Island, South Carolina – badania dowodzące, iż Nigella s. uśmierca rakowe komórki …

Dalej – rok nie zapadł akurat w pamięć – Uni Jefferson, Philadelphia – wykazują 80% komórek tumoru ( trzustki ) zniszczonych działaniem Nigelli s…. Właśnie w przypadku raka trzustki czarnuszka wypadła niezwykle zachęcająco.

2010 – Tanta bodaj, Egipt, badania na szczurkach: tumory płuc, traktu trawiennego kurczą się, wreszcie ich liczba zmniejsza …

2003 – Jackson St.Uni  – podobne badania dotyczące redukcji tumorów piersi …

Co z czarnuszki, która jest świetnym potwierdzeniem, iż  nazwa o zaletach nie świadczy;)? Nasiona – najlepiej je sobie zmielić – oraz olej. Jeżeli ten ostatni, to dorośli do 3 łyżeczek dziennie, może być w miodzie, twarogu… Nie łączyć z alkoholem proszę. Nasiona czarnuszki można prażyć – to dla smakoszy:)  

Do znudzenia: powyższe proszę traktować jedynie jako informacje, nie zalecenia ani konkretne wskazówki, recepty etc., itd., itp……. CDN:)))))

 …………………………………..

Co do korespondencji: raduje wielce Państwa umiłowanie w dochodzeniu prawdy i śledzeniu przemysłowych manipulacji, ale proszę… Gdybym miała komentować każdy taki artykuł i program, nie starczyłoby czasu na słoneczne strony medycyny:)

Jeżeli więc Państwo byliby tak mili i zechcieli opisywać znalezione przez siebie machinacje gdzieś w necie i „realu”, do mnie zaś – lineczki:), chętnie upublicznię, oszczędziłabym nieco oczy i palce:) . 

Państwa gesty oczywiście doceniam, wspominane „trojany” faktycznie rozmnażają się jak stonka, ale szczęśliwie świadomość w społeczeństwie rośnie i tak prymitywne manipulacje, jak jedna z ostatnio nadesłanych w stylu: „wiadomo, wielu przestępstw medycznego biznesu zamieść się już nie da, więc napiszmy „chodzenie do lekarza jest niezdrowe?”, następnie dodajmy, że „coraz więcej badań ( przyp.mój: koniecznie użyjmy naukowości :))))) )) dowodzi, iż bieganie do gabinetów jest bardziej niebezpieczne niż niebieganie;)))))”, ALE ….. „tak mimochodem,jeżeli już okazaliśmy się tacy trzeźwi i świadomi i ktoś w nadziei na rozsądne treści skusił się na tę gazetę, poradźmy, kiedy do tego lekarza iść i po co – ot, jeżeli „mammografia nic nie wykazała, idźcie za jakiś czas koniecznie” ( może coś wykaże;)))))))”, ….. nie napiszemy przecież prawdy o skutkach ubocznych  badania, bo ….nadal nie mamy w tym interesu.”   

A…. biorąc pod uwagę niekorzystne wyniki sprzedaży pewnych pism… to niesamowite poświęcenie właścicieli tytułów …tak drukować charytatywnie, żeby jeno lud oświecić, zapewne z dobrego serca  ….;))))))

Z innej beczki:

Państwu Patrycji i Kamilowi dopytującym o pogląd nt.działalności Pana Orlińskiego:

nie widzę powodu, by nie ujawniać Państwa wpisu i chociaż zawsze mnie krępuje wypowiadanie się o pracy Innych, odpowiem: świetnie, że Pan Orliński zabrał się odważnie za tak niewdzięczne tematy, życzę Mu powodzenia. Pokrótce przejrzałam stronę oraz  podsunięte przez Znajomych artykuły i … pozostaje się cieszyć. JEDEN detal w którejś z wypowiedzi lekko niepokoi, ale a nuż to jakieś …. gazetowe przerysowanie? Chodzi o twierdzenie, jakoby laik „nie miał szans” zorientować się w wartości treści stron o zdrowiu prezentowanych w internecie. I ja się zastanawiam, kogo Pan O. ma na myśli, mówiąc „laik”:)
Bo jeżeli Ludzi nie związanych zawodowo z medycyną, to …. to można się bardzo, ale to bardzo pomylić, oceniając A PRIORI ich stan wiedzy …
medycznej.
Kontynuując … nie chciałabym, by radość z mnogości dobrych publikacji mąciła … obserwacja niezmąconej wiary w wiedzę własną Autorów, separowanie Ich profesjonalizmu od percepcji i możliwości intelektualnych Czytelników.Tamże, w tekście, dojrzałam coś o „odróżnianiu od bełkotu pseudomedycznego…” i zastanowiłam się jeszcze bardziej, gdyż nie wiem … gorszym bełkot pseudomedyczny czy może bełkot medyczny? Bełkot – zda się, bełkotem … branżowy żargon mający na celu uświadomić Pacjentowi jego małość i niewiedzę, odstraszyć od „zbędnych”, bo niewygodnych pytań … czy lepszym od „pseudomedycznej”, równie biznesowej 
propagandy,  artykułów, w których Pan Ekspert ( nie mam tu na myśli Pana O.) pragnie wyłącznie coś sprzedać? …..

Sedno:

ciesząc się na każdy sygnał o wzruszająco wręcz młodych, kiedy patrzę na początek tego blogu – styczeń 2010:) – publikacjach promujących zdrowie – nie choroby – nazbyt często smucę jednocześnie, znajdując … to samo, co w tekstach reklamowych: ochotę na wyłączność do wiedzy, kontroli … NAJPIERW zysków, przede wszystkim zaś: rodzaj chucpy zakładającej, że odstraszanie Ludzi od przejęcia odpowiedzialności za własne zdrowie, że multiplikowanie specjalności, uczynią ekspertów bogami.   
Nadal uważam, że informacjami winniśmy  dzielić się z Wszystkimi.
Co z nimi uczynią …. wolna wola.

Oczywiście nie wykluczam, iż ufność w wyłączność swoich kompetencji może być Komuś niezbędną do życia, zostawiam to jednak 
Zainteresowanym.

Przy okazji, a propos kompetencji:) … Wspominając niedawno o imbirze, konkretnie – lekceważąc sklepowy suszony …. wyjaśnienie Państwu winnam. Bo rzeczywiście, imbirowy susz w sklepach hmmm… różnej:) jest jakości i osobiście nie, dziękuję. ALE imbir sam w sobie posiada trochę inne cechy w postaci świeżej aniżeli w suszonej i o tym zapomniałam opowiedzieć, co niniejszym czynię, bez szczególnch jednakże zgryzot sumienia:), jako że pisząc o świeżym ( też różnie z nim bywa w kraju) i tak opisałam lepszy ( pod względem dostępności rynkowej).

Imbir świeży więc ma naturę ciepłą, jest napotny, eliminuje z organizmu zimno. Pomaga trawić, koi zapalenie gardła ( świetny przy bólu gardła), hamuje też wymioty, wspomaga perystaltykę jelit ( ale ostrożnie przy  słabych lub uszkodzonych jelitach!).

Imbir suszony ma naturę BARDZO gorącą. Również usuwa zimno, poprawia krążenie, stosowany przy zapaleniu stawów ( świeży także), dobry na biegunki, wpływa na zahamowanie wzrostu komórek rakowych przy raku odbytu. ALE hemoroidy są raczej przeciwwskazaniem do jego regularnego ( okresowo regularnego) przyjmowania.

Obie postacie imbiru ogrzewają jamę brzuszną ( stąd uwaga Ciężarne!), obie eliminują nadmiar śluzu. Z imbirem suszonym trzeba uważać ( nie stosować) przy zaburzeniach spowodowanych NADMIAREM gorąca, świeży – poza śladowym użyciem przyprawowym – przy zaistnieniu koniecznych do jego zastosowania symptomów. świeży imbir działa rozpraszająco na energię – częsta potrzeba.

Gotowany harmonizuje żołądek.

Jest i imbir prażony – wstrzymuje biegunki.

A żeby nie było, że „prawie uniwersalny” – chociaż stosowany z umiarem nie daje powodów do zmartwień… właśnie dlatego należy uważać, żeby nie przedawkować, ponieważ nadmierne spożycie owego kłącza może spowodować podrażnienie oczu, przy wymiotach krwistych zaostrzy je (w TCM  są zwykle przejawem nadmiaru gorąca ), przy chorobach wysypkowych też może spowodować większe wyrzuty. Przy wysokim ciśnieniu – podwyższenie. Generalnie: wszelkie zaburzenia spowodowane wewnętrznym gorącem ( połączonym z tzw. próżnią Yin), więc np. też „gorące duszności” wykluczają imbir w jadłospisie – aż do ich usunięcia. Nagłe zatrucia żołądka? Imbiru wówczas też NIE weźmiemy.

ALE Chińczyk użyje go na pewno przy bólach przepuklinowych.

Tradycyjna Medycyna Chińska nie należy do nauk …. może lepiej rzec – do dziedzin życia, gdyż Chińczycy chłoną ją w różnych ilościach od dziecka?:) – wąskich ani najprostszych … A jednak jest – pomijając niektóre, bywa – szokujące – historie i aspekty – niesamowitym … światem, do którego wkroczenie oferuje niewyobrażalne dla tych, którzy nigdy się z nią nie zetknęli – możliwości. Drobiażdżek: jak by Państwo usunęli np. zaburzenia w nadbrzuszu, ciepłą i gorącą energię, jak by ją Państwo rozproszyli?

Nie imbirem?

Ano nie samym:)

Ugotowalibyśmy wtedy bulion z …odrobiny ( świeżego ) imbiru i migdałów. I to właśnie piękno TCM: wszystko jest wszystkim …. A proporcji uczymy się całe życie, jeżeli … jeżeli oczy, uszy i serce … pozostają OTWARTE.

P.S. Oczywiście o imbirze nie napisałam wszystkiego – zajęłoby to wiele stron, uruchomiło mnóstwo konfiguracji i … nie wyczerpało tematu, gdyż o imbirze z pewnością wszystkiego jeszcze nie wiemy………..

………

Bibliografia jak uprzednio w cyklu  o TCM.

Posted in aktualności, alkohol, odżywianie, onkologiczne impresje | Leave a Comment »

Problemy ze wzrokiem. Cz.3.Netra Basti. I odpowiedzi w kwestiach oczywiście nieoczywistych:)

Posted by natural health consulting w dniu Listopad 11, 2013

Uczeni zostali postawieni w sytuacji podobnej do Kafki w „Zamku”. Prowadząc swe badania, przemierzamy pośpiesznie korytarze bez końca, spotykamy ludzi, pukamy do drzwi. Jednakże ostateczny sukces nigdy nie będzie naszym udziałem. Nigdzie w zamku nauki nie istnieje ostateczne wyjście ku absolutnej prawdzie. R.Rucker, „Infinity and Mind”, 1982

Ależ Państwo …Niektórzy Państwo u…. uparci:)

Potraficie zmusić do obejrzenia programu, choć nadal nie mam telewizora, do przebywania w necie dłużej niż bym chciała … co gorsza nie raz:)
Ale … wiecie Co? To się nie może udawać zawsze:)))))), a już na pewno nie poświęcę całego wpisu dzieleniu programu na „plusy i minusy”, nie, nie ….

Po kolei więc:

1.Pytają Państwo, co sądzę o książce, którą zauważyły media – mianowicie „Złe leki” pana B.Goldacre’a. A….  po co to Państwu? Naprawdę powinnam?

Prasa podekscytowana, że książka „wypełnia ważną lukę na polskim rynku”, ale jakoś nie ma ochoty zauważyć, iż sama się dzielnie owej luce przyczyniła; po pierwsze latami promując jedynie „najsłuszniejsze” publikacje wspierające Big Pharmę, po drugie – skutecznie lekceważąc pozycje polskie, jakie nieśmiało, z rzadka i jakoś tak anemicznie ukazywały się w niszowych wydawnictwach, po trzecie …. nie słysząc, nie widząc, nie mówiąc o książkach wydanych w „luce”;) na Zachodzie, a  wartych tłumaczenia w Polsce, napisanych przez Ludzi autentycznie, od początku sprzeciwiających się zas…tanemu „porządkowi” w medycynie.

Nic dziwnego, iż zastanowiłam się nad prasowym zachwytem .

Bo po pierwsze postać Pana Goldacre’a znam z kolumny „Bad Science” w brytyjskiej gazecie, po drugie z jego zawziętej działalności niszczycielskiej w stosunku do medycyny naturalnej, po trzecie – z książki „Bad Science” – zlepku artykułów, w których POD POZOREM kpiny z medycyny w ogóle, szydzi przede wszytkim z metod niesponsorowanych przez kartele, po czwarte … z pełnego arogancji stosunku do wszystkiego, czego NIE nauczył się ani w colleg’u, ani w żadnej następnej placówce edukacyjnej, a wspieranej …. no właśnie :))))))))))))))))). Wspominałam o tzw. koniach trojańskich? Treściach, ganiących, co zganione już faktami niezliczonymi, lecz przemycających …. wciąż tą samą propagandę?

Otóż Pan Goldacre nie napisał niczego, o czym nie pisali już – wiele wcześniej i w o wiele mniej sprzyjających warunkack, jako prekursorzy bowiem – lekarze niemieccy, amerykańscy, a i brytyjscy. Dopiero, kiedy uznał, że nie da się już zamiatać …. popełnił książkę następną … w której jedynie powtarza, co już dawno ukazało się w publikacjach mądrzejszych Kolegów, Koleżanek, również w internecie… ale powtarza tak jakoś ………….;)))))))))
Przypomnę jeno, iż pan ów jest obeznany nie tylko z epidemiologią ( wielbiciel szczepionek ), ale i z psychiatrią ………….. Pytanie, PO CO powtarza … i CO gada MIęDZY wierszami … Ano to, o czym wyżej:) Przeszkolił się psychiatrycznie i „poszedł na całość”;)…..

Jednym słowem figura mocno … nieklarowna, a kiedy dodamy, że sam o sobie mówi:” Jestem apateistą…” ( to taki gatunek: apatyczny ateista;))))))))), w tłumaczeniu: „olewam tę całą wiarę….”….Stop.
Pan  ponoć pragnie ćwiczyć ( nie inaczej:)) dalej psychiatrię i obojętne mu działanie wiary?

Odnośnie samej działalności – swojego czasu Pan Goldacre miał fioła;) na punkcie ( m.in.) Pana Doktora Rath’a, do czego wypadałoby się odnieść, ponieważ – jak Państwo pamiętają, o ile podzielam wiele poglądów Dra Ratha, to zdecydowanie nie wszystkie i mnie takoż futrowanie Afryki Południowej witaminkami z pudełka w celu „leczenia AIDS”, nie widziało się całkiem zdrowym;))), jednak Dr Rath przynajmniej nie nękał biednych Afrykańczyków szczepionkami, nie zasłużył więc na taką pogardę i …zwykłe chamstwo, jakie otrzymał w „pozdrowieniach z bad science”.

Pan Goldacre pisze, iż jednym z centralnych tematów jego książek jest brak różnicy pomiędzy wartym 600 miliardów ( chyba pomylił „6” z „66”) rynkiem farmaceutycznym, a wartym 50 miliardów rynkiem suplementów.

Znają Państwo moje zdanie odnośnie suplementów – nie jestem ich fanką, ale doceniam niektóre produkty, użyte w adekwatnym czasie, stworzone jak najmniej inwazyjnymi metodami . Autorytatywne stwierdzenie jednak, iż „nie ma różnicy ” między – choćby i 600;))) a 50 …. A już sądziłam, że praprawnuk Sir … nieważne, pewnego polityka ( i dziennikarza) oraz syn … nieważne:)))), potrafi liczyć ….

Przepraszam za ironię, w obliczu zapytań o ewentualne opłacanie się nabycia danej książki, w Polsce tłumaczonej jako „Złe leki”  ( NIE: tytuł oryginalny brzmi: BAD PHARMA, więc: „zła farmacja” i na nic wykręty, że „dosłowne tłumaczenie nie jest profesjonalne”, w tym przypadku bowiem żenującym jest lizusowskie, zachowawcze unikanie dosłowności!), odpowiem: jeżeli Państwo uważają, że warto poświęcić trzydzieści parę złotych na to, co i tak dawno ukazało się w necie i wiedzą praktycznie wszyscy, którzy wiedzieć chcą, mianowicie: farmaceutyki mają oblicz wiele (łagodnie rzekłszy), wówczas proszę sobie kupować, ale ja bym ZAMIAST wspierania trojana zrobiła … obiad :)))))

Uwaga: nie wątpię, że wydawnictwo miało chwalebny zamysł. Ale chyba tę pozycję należało przemyśleć LEPIEJ.

2.Niedawno mówiłam o nowym w PL piśmie, „Czego lekarze ci nie powiedzą” … W dalszym ciągu cieszy, że jest. ALE – pytacie, „czy wszystko, co tam, prawdą…?”. Nie mogę i nie chcę odpowiedzieć ani „tak” ani „nie.”A nie mogę, ponieważ nawet, jeżeli popieram ideę tego pisma, nie zgadzam się z wieloma tam zawartymi treściami, co starałam się napomknąć. Przykładów chcecie? No dobrze: w ostatnim numerze „rady”, żeby „gumę żuć”….

Przykro mi, to kompletnie nie zgadza się ani z moją wiedzą w tym temacie ani z doświadczeniem ani z sumieniem. Podtrzymuję: NIE, nie polecam gum do żucia, dlaczego – Stali Czytelnicy wiedzą. A jakby za mało…

w ww.sueddeutschezeitung.de/Qualitaet: Was ist drin in Kaugummi?,
z 05.11.2013, czyli jak na zamówienie Sueddeutsche przyjrzała się gumom.
I… już oficjalnie: żujecie ropę naftową, moi Drodzy, oprócz zagęstników, barwników, słodzików etc. rzecz jasna. Ponoć jest tylko jedna guma na rynku wyprodukowana możliwie, ale i tu powtórzę: guma sprawia, że soki żołądkowe płyną…. a żołądek nie ma czego trawić – jeżeli ktoś żuje cały dzień …. resztę pozostawiam wyobraźni.

3.A propos słodzików. Miałam nadzieję, że koniec tematu, ale nie. Bo pytacie, dlaczego w fachowych pismach … no właśnie, „fachowych..;)…. jakieś towarzystwo podobno dietetyczne pisze, że „słodziki są całkowicie bezpieczne”??? Ja nie wiem, czemu to ktoś robi. Mogę się jedynie domyślać. Ale jest mi strasznie przykro, że ludzie mający pretensje do licencjonowania zawodów związanych z dietetyką biorą na swoją …twarz? – takie ………

To jakaś już histeria przemysłu, nie mogącego sprzedać tyle dziadostwa, co wcześniej, bo w każdym piśmie pretendującym do „eksperctwa” były chwalone syntetyczne słodziki.

4.Program Pani Bosackiej, w którym podobno wie, co je …. Obejrzałam  drugi raz i uprzedzam, więcej nie będę. Nie dlatego, żeby „było źle”.
Bo NIE JEST, a nawet więcej – Pani Bosacka niewątpliwie ma dobre intencje i się stara. Nie przeszkadza nawet wyjątkowo przaśna oprawa udająca humor (i wypełniająca miejsce, w którym można by podać więcej informacji), a nie przeszkadza, gdyż prawdopodobnie to jeden ze sposobów na przyciągnięcie uwagi . Powiem jednak: programowi – pierwowzorowi udało się to LEPIEJ no i … kiedy „Food CIA” bierze coś pod lupę, czyni to odrobinę obiektywniej . Co do „Pani Profesor Choróbsko” – również „wypełniacza”, powtórzę: Pani wprawdzie nadąża
( prawie) za stanem wiedzy na temat pożywienia, ale nie umiem zapomnieć roli, jaką Pani Profesor Choróbsko odgrywała … i nadal odgrywa w przemyśle. Wciąż zresztą opowiada o „wspaniałości mleka”( krowiego), o cholesterolu – acz już nie tyle, co kiedyś:)))), wciąż też wydaje się tkwić w pewnych, ściśle określonych, jak dla mnie zbyt industrialnych wytycznych.

Jeszcze raz: mleko 0% tłuszczu lub 1,5 to produkty, z których odciągnięto najwartościowsze. Zresztą pasteryzowane, od krów masowej hodowli i tak…
Nie kupię. Podobnie jogurty, które swego czasu zajęły moją uwagę wystarczająco skutecznie, by nie godzić się na opowiadanie wyłącznie o ich zaletach. Sumując: przemysł rozdrabnia wszystko, co się da, by przerobić i sprzedać WIęCEJ. Ale to od Was zależy, czy weźmiecie udział w grze pt. „Kto kupi śmieci”.

Pani Bosackiej szepnęłabym tylko, by odpoczęła od czasu do czasu, ponieważ … Kiedy mówi, że „ekologiczne ziemniaczki są wszystkie równe, jednakowej wielkości”, że wtedy możemy mieć pewność, że pochodzą z gospodarstwa eko … Niechże przejrzy następne minuty, w którym Pan Rolnik z gospodarstwa… EKO:), pokazuje ziemniaczki – bynajmniej NIEjednakowe, co podkreśla, bo proszę Pani Bosackiej – a pozwalam sobie na to, gdyż …muszę się pilnować o wiele dłużej niż Pani:)))) – ziemniaczki traktowane nawozem naturalnym rosną … naturalnie, jak w przyrodzie: jeden mały, drugi duży:)..
I dopiero te „wszystkie równe” budzą podejrzenia o pochodzenie ….. No dobrze, Pani B. życzę  wiele radości przy nagrywaniu programów i rzadszego używania „komórki”;), bo zapewne wiedzę, jaką otrzymuje, i tak ma w swojej przesympatycznej głowie …. Tak więc: oglądać dowoli ( może też porównać z „Food CIA”?), ale …. nie zapominać: to Państwo mają decydujący ruch (łyżką), proszę nie powierzać go nader łatwo mediom…. żadnym mediom.

5.Było jeszcze pytanie o różne Osoby publikujące ( w Polsce) nt żywienia … Większości nie znam, ale dziękuję za zaufanie … Cóż, w sprawie omnipotencji to nie do mnie :))))))))))))))) Krótko: Niektórzy ubawili żywym ściągnięciem z netu przepisów, pomysłów, metod i podpisaniem jako autorzy, Inni – jakąś niepojętą dla mnie zadufką, jakby tylko oni przekazywali słuszne informacje …. Jeden mianownik wspólny: dobrze, że to się publikuje, że można czytać na papierze, a w zalety treści, motywy i cechy osobowościowe pozwolę sobie nie wnikać:))))
Abstrahując od nich całkiem,  godną polecenia zdaje się „Dzika Kuchnia” Pana Łukasza Łuczaja. Podczas gdy np.Niemcy mogą zaczytywać się setkami podobnych publikacji, w Polsce wreszcie – uff, Pan poleca OFICJALNIE:) dziko rosnące rośliny do jedzenia …. 🙂 Panu Łuczajowi gratuluję, pięknie wydane, świetnie napisane, oby sprzedane:) … Państwu zaś zwrócę uwagę na mało kulinarny rozdział pt.: „Nienawidzę tego kraju”:)
Panu Autorowi brawo za odwagę i … życzenia, by za parę lat mógł  napisać „Kocham ten kraj”:)
Ja ?… Kurczę … To strasznie, strasznie  trudna miłość ….

6.Domagającym się dalszych odcinków „Rak to zwierzę”:  mam nadzieję będą, jeżeli okoliczności pozwolą:) Na razie proszę sobie zerknąć na stronę w ww.jama.network.com, z 28  August 2013, Vol 310, Nr 8, L.E.Esserman et al, „Overdiagnosis……..”: te studia odbiły się bardzo szerokim echem na całym Zachodzie. Ich wydźwięk można streścić:
Wielu, diagnozowanych przez ostatnie dziesięciolecia w USA „na raka”, prawdopodobnie nie było chorych. Autorzy opierali się na przykładach bezsensownych, agresywnych terapii w przypadku nie tylko błędnych diagnoz, ale i diagnoz nie upoważaniających do postępowania onkologicznego. Tu pozwolę sobie wymienić historie łagodnych neoplazji, wprawdzie uznawanych (jednak określenie „neo”) za „przedstopień” raka prostaty, ale nie będących wskazaniem do np. operacji….

7.W sprawie cyst Tarlova: temat długi, kość niezgody wśród zainteresowanych specjalistów. Ja przychylam się do pozostania przy obserwacji i – jeżeli nie powodują dokuczliwych objawów … życia normalnym trybem, włączając zioła ( krzemionka), okłady i chińskie
ćwiczenia. Istnieje fundacja badająca to zjawisko oraz możliwość konsultacji tamże:
w ww.tarlovcystfoundation.org, proszę szukać Pana Doktora Franka Feigenbauma.

………………………..

Wzrok, mówią Państwo? U jednego oko pozwala dostrzec świat cały, u drugiego – nawet podwórka własnego nie obejmie …A zdawałoby się, narząd ten sam …

Problemy ze wzrokiem często mają przyczynę neurologiczną… Właściwie powinnam powiedzieć: duchową. Dotyczy to tak wczesnych zaburzeń widzenia, jak i tych dorosłych.

Dzięki pytaniu o „bardzo zmęczone oczy”, przypomniała mi się metoda tybetańska – eksperymentowana wiekami, budząca dziecięcą ciekawość u ludzi Zachodu:), z niedowierzaniem powtarzających: „Jak to, MASŁEM?”:)

Proszę przeczytać, podumać, nie traktując ( jak zawsze) jako zalecenia, ale … opowieść o mądrości Wschodu?

Hindusi stosują Netra Basti przy zaburzeniu przyswajania światła powodującej swoistą nadaktywność. Oczy stają się „spięte”, przemęczone, bywa, iż powodem jest ..odrzucanie czegoś, czego bardzo NIE CHCEMY zobaczyć. Tybetańczycy ładują ten placek;) jako „pierwszą pomoc” w pogorszeniu wzroku, jeżeli NIE MAMY DO CZYNIENIA Z OSTRYM ZAPALENIEM LUB INNYMI, poważnymi chorobami oczu, wymagającymi też innego postępowania.

Zagniatamy więc placuszek ..z mąki pszennej i wody, niewielki – tak, by uformować z niego nie za cienki wałeczek okalający – ponad łukiem brwiowym u góry i dobre 2-3 cm poniżej dolnej krawędzi rzęs, taki więc, by otoczył oko – w necie są zdjęcia, sprawdzałam, sporo – proszę je najpierw dokładnie obejrzeć, wystukując „Netra Basti”. Wałeczek czeka – niedługo, bo wyschnie:), a Delikwent kładzie się tak, by głowa pozostała lekko uniesiona, pod nią więc – poduszka. Zaczynamy od leciutkiego masażu twarzy, raz – od brody do skroni, dwa – od czoła w stronę uszu, delikatnie klepiąc palcami. Przylepiamy ciasto wokół oka tak, by nie dostało się do środka. Oko musi się swobodnie otwierać i zamykać. Na razie jedno. Zamykamy oko. Następnie w fortecę z ciasta, czyli na oko (zamknięte)
wlewamy BARDZO POWOLI – w TEMPERATURZE odrobinę wyższej od pomieszczenia, w którym jesteśmy, ale nigdy gorące, nawet nie „bardzo ciepłe” – filiżankę ( nie szklankę i nie kubek)płynnego masła klarowanego, w Indiach – ghee. Kiedy ghee sięgnie brwi, powoli otwieramy … i znów zamykamy oko. Masło ma zostać przejrzyste przez ok. 15 minut. Jak gęstnieje lub mętnieje – było za zimne lub jesteśmy w lodówce:)  Jest to oczyszczanie, więc da się odczuć pieczenie, łzawienie itp. – toksyny muszą jakoś wyjść. Ale nie powinno boleć. Po 15 do 20 minut – nie dłużej!- usuwamy masło przechylając głowę na bok i pozwalając mu spłynąć. Proszę się nie dziwić, że będzie już zawierało pyłki, drobinki … brud z oka.
Łagodnie wycieramy oko czyściutką gazą. NIE używamy tego samego masła do drugiego oka! Nie robimy też tego często, zależnie od potrzeb. Zdarza się i zabieg – maraton:), trzy razy w jednym ( i tylko jednym, to nie oznacza „co tydzień”!) tygodniu, ale nigdy więcej niż jedna w jeden dzień.

Po zabiegu oko widzi jeszcze mało wyraźnie, nie można siadać za kierownicę przez ok. godzinkę. Najlepiej zapoznawać się z tą techniką w towarzystwie drugiego człowieka, samemu – ani wygodnie, ani prawdopodobnie poprawnie. Netra Basti jest w Indiach i Tybecie ( znają ją też Chińczycy) stosowana popularnie od dzieci po staruszków.

Dobrych widoków życzę:)

Posted in aktualności, zdrowie | 2 Komentarze »