Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Marzec 2011

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 31, 2011

Kiedy izraelska firma BioLine Rx (reg.trademark ) opracowała żel „na zawał serca” -BL-1040, przeznaczony „do ochrony mięśnia serca” , ucieszyłam się i zmartwiłam jednocześnie.  Radość spowodowała świadomość docenienia roli brązowych wodorostów od lat stosowanych w kuchni japońskiej wakame=Undaria pinnatifida i upowszechnienie tego, smutek- aktualna sytuacja w Japonii, skażenie środowiska i …jednoczesne zawłaszczenie kolejnej cząstki Natury, gdyż żel- jak można się było spodziewać- jest opatentowany. Firma  zrobiła niezły , jak na początkującą:) deal na 282 miliony dolców i nic dziwnego, że jej akcje poczuły się dobrze:).

Dlaczego uczynili to Izraelczycy, nie – Japończycy? Przecież Uni Hokkaido prowadził badania nad fucoxantyną zawartą w Undarii pin., ale jeszcze do mnie nie dotarło, by coś w związku z tym opatentowano.

Nie chciałabym się poddać zamysłowi, że opatentowanie klasycznego pożywienia i wszechobecnego leku w Nipponie spotkałoby się z niewielkim zrozumieniem nawet tak spokojnych ludzi, jak Japończycy , Izrael zaś nigdy nie przejmował się poglądami typu „co kto powie”, nie wyłączając poglądów własnych obywateli, coraz głośniej domagających się zmiany polityki międzynarodowej zresztą, ale…..To tylko takie „zamysły”:).

Staram się docenić fakt istnienia żelu (bo kto go zrobi sam i „zapoda”:), w warunkach domowych?Niewielu) bez względu na główne powody jego produkcji, które niestety, w naszych czasach są zawsze i w każdym przemyśle te same.

Tymczasem medycyna Wschodu od dawna stosowała brązowe algi w oczyszczaniu krwi, wzmacnianiu żył i reprodukcyjnych organów wewnętrznych,  regulacji biologicznych rytmów u kobiet …i nie ograniczała żadnymi licencjami jakiejkolwiek z ich właściwości. Amerykanie z kolei dostrzegli potencjał brown seaweed przede wszystkim w odchudzaniu…no tak:))))))- przypominam, że bez ruszania się nie pomogą nawet algi. Przestrzegam też przed piciem „na umór” (niestety, niektórE-bo to panie zwykle, potrafią) octu jabłkowego bez jednoczesnej zmiany pożywienia ze śmieciowego na odżywiające i bez wprowadzenia spacerów na świeżym powietrzu (jakkolwiek ironią by teraz „świeże” powietrze zatrąciło;). Wszelka przesada również i tutaj może przynieść efekty, których bynajmniej nie oczekujemy, np.problemy z nerkami.

Co do wodorostów zaś…

Nie wiem, jak teraz będzie wyglądał ich zbiór i w jakich miejscach zostaną pozyskane , ale pewnie jak nie żel, zaraz pojawi się coś nowego:). Na razie chodźmy jeszcze kawałek drogą serca , drogą, na którą wejść nie zawsze jest łatwo, ale kiedy już tam jesteśmy, nie chcemy jej opuścić.

Wiosna wybuchła z całą mocą i …sygnały ambulansów bynajmniej nie ustają. A przecież tak pięknie….

Coraz częściej słyszę też o problemach sercowych dzieci, młodzieży i nie chodzi o nieszczęśliwą miłość. Nie będę odkrywcza podtrzymując pierwotny pogląd, że ogólna sytuacja -nazwijmy ją mentalną, złe odżywianie i wszechobecne toksyny przyprawiają już najmłodszych o zawał , ale może warto przypomnieć, gdyż mówiąc o chorych, wciąż traktuje się ich jako biedne, niewinne ofiary ,tymczasem o ile w przypadku dzieci mogę to zrozumieć ( winą bywa nawet złe pożywienie rodziców) , w przypadku dorosłych choroby są zwykle ciężko zapracowanymi „zdobyczami” , pół biedy, gdy z braku wiedzy i finansów (tak, dobra żywność kosztuje, przynajmniej w mieście, ALE choroba kosztuje jeszcze więcej ) , gorzej, gdy świadomie: kiedy wiemy, że „margaryny, cola, jaja z klatek itp.” są śmieciem, ale jemy je mimo wszystko.

To bardzo surowe? Przyznaję. Ale patrząc na człowieka , który 30 lat ładował w siebie zupki w proszku, popijał colą, sztucznymi soczkami , przeplatając fast foodem „BO MU SIę NIE CHCIAŁO JADAC INACZEJ” , mam ochotę powiedzieć: SAM TO SOBIE UCZYNIŁES , więc teraz sam napraw…I tu zaczyna się problem, gdyż nawet, gdy grzesznik 😉 bardzo ma ochotę błędy swe naprawić , nie wie, jak. Wiedział za to doskonale, jak zgrzeszyć:)

Zacznijmy od stworzenia:) , bo tam sięgniemy po PODSTAWę zmian.

Kardiolodzy zajmujący się energetyką serca pozwalają sobie na założenie, że embrion w czasie rozwoju kąpie się w energii  wytwarzanej przez matczyne serce. Pokrywałoby się to doskonale z doświadczeniami wschodnich gałęzi medycyny nakazujących ciężarnym „błogi spokój” , odpowiednią muzykę , „otoczenie pełne miłości i harmonii”. Ach, drobiazgi;), czyż nasze środowisko nie jest właśnie takie?;)))

Dopuszczając, że energia serca pochodząca od innych również dociera do płodu , możemy się domyśleć, że wpływy wszystkich osób mających styczność z ciężarną mają wpływ na przyszły potencjał energetyczny dziecka, w tym np.jego temperament , wzory osobowościowe etc.

Energokardiolodzy idą dalej: uważają, że energia serca płodu wpływa na energię serca matki i – w mniejszym stopniu- ojca , tworząc specyficzny dialog. Potężne różnice w „portretach kardiologicznych” dzieci adoptowanych i ich rodziców pozwalają tę teorię potwierdzać. Zaskakujące nieraz przybranych rodziców temperamenty ich dzieci byłyby może łatwiejsze do zrozumienia, gdyby ci pierwsi zdawali sobie sprawę z wzorców zaindukowanych w życiu płodowym tak silną energią, jaką tworzy serce.

„Temperament” (z łacińskiego „temperare”- poprzez mieszanie doprowadzić do właściwej proporcji) więc byłby przede wszystkim infoenergetyczną mieszanką przekazywaną w obszarze rodziny i najbliższych.

Galen w „Naturalibus facultatibus” przeciwstawiał zdolność przyrody do dokonywania głębokich zmian w organizmach ograniczonym możliwościom sztuki ludzkiej , potrafiącej urzeczywistniać jedynie zmiany powierzchowne , a jednak się wydaje, że dziś już możemy więcej.

Galen też studiował „soki” zwane „temperamentami” i ich relacje z czterema elementami:ogniem, powietrzem, ziemią i wodą stwierdzając , iż człowiek zdrowy odznacza się równowagą ww.sił.

J.Kagan , psycholog z Uni Harvard poszedł śladem Galena i w swojej książce „Galen’s Prophecy” zauważa trafność obserwacji sprzed wieków. Zagłębiając się w słuszność jego dociekań możemy lepiej kształtować przyszłość dziecka , możemy podać mu nie tylko dobre pożywienie w sensie materialnym, ale i dobroć ducha oraz psychiki , samemu odnosząc przy tym niemałe korzyści:).

Badania prowadzone przez , m.in. wymienianych tu wielokrotnie dr. Schwartz i Russek pozwoliły zaobserwować, że istnieje związek pomiędzy niską frekwencją serca i asocjalnym zachowaniem, przekładając na polski:psychopaci posiadają mniej reaktywną frekwencję serca , a określenia :chłodne, zimne, lodowate serce nie są pozbawione twardego realizmu.

Tak więc nasze wnętrze, złożone z , wg energokardiologów -kodowanych wspomnień komórkowych , posiada tak łagodną, pełną miłości, jak i – nie da się ukryć- agresywną energię , dodatkowo uzupełnianą przez mózg produkujący impulsy ze swoich sił popędu, ucieczki, potrzeby zdobycia pożywienia i reprodukcji.

Będąc świadomymi agresywnego zachowania mózgu -własnego lub cudzych – oraz jego wpływu na nasze zdrowie , możemy podjąć działania dystansujące nas od owego , co biorąc pod uwagę rolę agresji w zaburzeniach rytmu serca wydaje się co najmniej godne dostrzeżenia.

Moc hormonów stresu wyrzuconych przez energię agresji sprawia, że płytki krwi ścieśniają się i zbijają w tzw.arteriosklerotyczne ogniska. Tak więc , proszę Państwa, przestańmy zamartwiać się cholesterolem a pomyślmy raczej o życzliwym nastawieniu do życia i wszelkich istot tej Ziemi.

Stres , jakkolwiek istniał od zawsze, staje się coraz „bogatszy” i potężniejszy, umie nie tylko podwyższyć ciśnienie , ale i np.zmienić parametry krzepliwości krwi.

W 1997 prowadzone w Uni Duke badania pocieszyły:), że pozawałowcy, którzy nauczyli się panowania nad stresem , byli w stanie zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia następnego zawału o ok.75 %.

„Psychosomatic Medicine” , 2001 : „Optymizm chroni przed chorobami serca”- to tylko wynik paru z wielu prac nad znaczeniem spokoju i miłości STOSOWANYCH w życiu.

„Stwardniałe”, zimne, obojętne serce potrzebuje o wiele silniejszego , emocjonalnego , pozytywnego impulsu, aby „wskoczyć” na prawidłową frekwencję aniżeli serce czułe.

Informacje zawarte w energii niszczycielskiej tworzą kod , w którym zaprogramowane są konflikty, wyścig jako podstawy połączeń ze środowiskiem , dodatkowo potencjonowane wynikłą z nich wściekłością, gniewem itp.

Krótko mówiąc: wybierając agresję jako podstawę naszych zachowań nie oczekujmy zdrowego serca : ani u nas ani u naszych dzieci.

Z życzeniami wiosennego resetu:)  – nhc.

————————————————————————————————————-

Serdeczne podziękowania Wszystkim informującym mnie w dobrej wierze:) o -cytat:”złodziejskich portalach i gazetach na potęgę kompilujących podane tu wiadomości” z jednoczesną prośbą, by się Państwo nie obrazili, ale nie zatwierdzę komentarzy, w których nazywacie kogoś „bandytą i złodziejem” , ponieważ , jakkolwiek jest to Państwa opinia być może mająca pewne podstawy, takie reakcje są nieadekwatne do czynu. Nieadekwatne przynajmniej z mojej strony , z tej samej, z której wiem, że „wszystko, co komuś czynimy, czynimy i sobie”, stąd jakiekolwiek obelgi, piętnowania etc. nie mają większego sensu, ponieważ ktoś , dla kogo jego EGO jest ważniejsze aniżeli etyka , anieżeli współpraca i autentyczne intencje dzielenia się wiedzą DLA WSPóLNEGO DOBRA , czyli współdziałanie , jest mi wystarczająco dalekim, bym zajmowała się jego działalnością. Jeżeli ktoś kierujący się obcymi mi przesłankami
robi blog przede wszystkim,  aby zaistnieć, by powiedzieć wszystkim: JA, JA i TYLKO JA WIEM , więc powiem:)))…..-nie,  by w PIERWSZEJ kolejności pomóc Innym ( a przez to i sobie) , to jest jego problem , jego karma i proszę się tym nie pasjonować:).Mam nadzieję, że kwestię kopiowania moich treści wyjaśniłam wystarczająco , ostatecznie , że krytyka ściągaczy:) Państwa zadowala:) i że wreszcie przestaną się tym Państwo denerwować.:)

_____________________________________________________________

Lektury:

poza wymienionymi w cyklu:

H.Maeda , M.Hosokawa , T.Sashima, K.Funayama, K.Miyashita „Fucoxanthin from edible seaweed…….”, 2005, Jul.1., Biochem Bioph., Pub Med

w w w.israel21c.org (proszę się nie zniechęcać zamieszczonymi tam informacjami o przemyśle biotech- takie rzeczy też trzeba wiedzieć:)

Reklamy

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

Rak to zwierzę.cz.2.Po zdrowie na słońce.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 7, 2011

Learn and live.You won’t , You don’t. /Ucz się i żyj.Jeżeli nie chcesz, nie przeżyjesz./ze szkolenia US Army

Doktorzy stwierdzili, że Bunbery nie może żyć…więc Bunbury umarł. „The Importance of Being Earnest”,O.Wilde

Znowu się powtórzę, ale sama już nie wiem, za co nam TO robią , bo PO CO , to akurat każdy wie : za co karmią nas z każdej strony ,napastliwie , nachalnie i ordynarnie wręcz…rakiem.

Co jakiś czas „nowe” odmiany przeplatane „cudownymi”- oczywiście straszliwie drogimi terapiami , codziennie szantaże emocjonalne : „ONI są chorzy na raka, więc dajcie NAM pieniądze, bo inaczej ONI….” .Sam czas emisji kosztuje tyle, że z powodzeniem można by podratować chorych , ale przecież najważniejsza jest propaganda, najważniejsze, aby wszyscy dowiedzieli się, jakie to „drogie i straszne” .A strach ma swoją cenę. To przykre. To żerowanie na dobrych odruchach , żerowanie bezwzględne i prymitywne , a przy tym ciężkie przewinienie wobec zdrowych : sugerowanie im -bardzo sprytnie- NIEOMALżE nieunikalności chorób….Taka medialna czarna magia . Ludzie ludziom….

Uważnie przejrzałam ostatnie , polskie doniesienia w temacie terapii nowotworowych , udostępnione społeczeństwu: ani słowa o autorach -a jakże, również lekarzach – badań z Kalifornii oznajmiających wszem i wobec, że vitamina D jest , mówiąc eufemistycznie, „zupełnie niezła” w  profilaktyce nowotworów oraz…że amerykańskie „zdrowotne” instytucje „nie wiadomo , z jakich powodów „:) nie chciały się tymi odkryciami z ludem podzielić. Mało tego…u nas chyba nic nikt nie pisnął o praktyce manipulowania statystyką , czyli …tym razem papierkowym zaniżeniu prawidłowego poziomu vitaminy D. w organizmie
( chyba już gdzieś to słyszałam…cholesterolek? Cukier?…..itd., itp….) -perfidnym, ponieważ w przypadku vitaminy D , jeżeli mamy jej mniej niż trzeba, a „instytucje powołane do” -o ironio- „ochrony zdrowia”  uważają, że jest jej właśnie w sam raz, to niestety jest niedobrze, gdyż powinniśmy jej mieć akurat tyle, ile to ustalono sobie kiedyś. No ale kiedyś medycyna była taka „niedoinformowana i nie miała tylu wspaniałych urządzeń pomiarowych”…:)))) Więc wykorzystajmy , co wiemy o medycynie dzisiaj i pobawmy się poziomem WSZYSTKIEGO, byle z pożytkiem….”MY”? I tu jest pies pogrzebany:niestety, „my” możemy co najwyżej zwrócić uwagę na niestosowność kombinowania przy wartościach i …nie dać się .Aż tyle.:).

IOM ( National Agency of Sciences Institute of Medic ine) i ACS (American Cancer Society) uparcie , latami deprecjonowały efekty działania witaminy D , ale się wydało: Anticancer Research opisał wyniki rzetelnych, niezależnych-ponieważ brali w nich udział badacze od lat promujący w swej codziennej pracy metody efektywne , naturalne i dostępne każdemu  -poszukiwań, dzięki którym dowiedli prostej prawdy, że dzienna dawka wit. D ustalona „państwowo”;)-400 do 4.000 IU (International Unit ) jest swoistym absurdem , gdyż organizm potrzebuje jej więcej.

Co tak oryginalnego znajduje się w badaniach, które można było opublikować bez ryzyka poddania ich w dobrze uargumentowaną wątpliwość i narażenia się na próby ich podważania?

Otóż uwidoczniono związek między dozowaniem witaminy D i wykazywalnym we krwi jej poziomem. (głównie Uni CA,med.fakultet San Diego, fak.med. Uni Creighton ,Omaha,  ). To z kolei zwraca uwagę na możliwości tego poziomu uzupełniania:).

Pamiętam, co pisałam o najlepszej z możliwych dróg pozyskiwania wszelakich dobroci:) : z natury, tak bezpośrednio, jak tylko można. Pamiętam, że przerobione przemysłowo  substancje dopuszczałam jako pomoc wyłącznie wtedy, kiedy nie było możliwości zdobycia ich w naturze i przyrządzenia samemu/w aptece.

Zdanie to podtrzymuję. Jednakże nie mogę nie akceptować przyjmowania witaminy D w postaci suplementu (kiedy akurat zaistnieje taka potrzeba , więc przejściowo ) , w sytuacji, kiedy oglądam wyniki tak gruntownych badań korelujące z naukami najstarszych medycyn świata.

Prof.C.Garland z Moore Cancer Center Uni CA (San Diego) stwierdził sam:

„Zaskoczyło mnie , że pożądane ilości witaminy D ,które wypadałoby przyjąć , by uniknąć chorób związanych z jej brakiem ,jest większa niż minimum- 400 IE dziennie , a przecież wit.D jest współzwycięzcą w walce z rachityzmem…”.

W badaniach wzięło udział ponad 3.000 wolontariuszy. 90% miało niedobór witaminy D.-przypominam wcześniejsze obniżenie właściwego poziomu wit.D przez medyczny instytut rządowy US.

Przypominam wielkie kampanie medialne mające ostrzec ludzi przed słońcem w ogóle, oskarżające słońce o wszelkie najgorsze grzechy z wcześniejszą umieralnością włącznie.

A jednocześnie system medyczny biada nad niedostatkiem środków na OChRONę zdrowia…Bankruci po prostu!

Dlaczego więc, pytam, ci „prawie bankruci”:) , odrzucają jedną z najprostszych, najtańszych , najpewniejszych i najdostępniejszych metod uniknięcia chorób degeneracyjnych (ponieważ ubóstwo witaminy D, to również narażenie na MS, osteoporozę i ok.sto innych) ?

Dlaczego odrzucana …może inaczej: niedopuszczana do powszechnej świadomości jest metoda bez udowodnionych działań ubocznych ???

Słucham? Udowodnionych? Mają Państwo na myśli hipercalcemię?Tę, przy której „strasznymi objawami ubocznymi” jest m.in.zmęczenie (:)))))?
Nooo..Nawet, gdyby….Jeżeli hipercalcemia może wystąpić przy przyjęciu 77.000 IU DZIENNIE, to dlaczego dawkę maks. określa się na 4.000 ? Ile to jest 77.000 IU? A 1925 mikrogramów, w farmacji skrót:mcg.1925 mikrogramów więc. A dopuszczalna jest …5 mikrogramów dziennie…W wyżej wymienionych badaniach stwierdzono , że ” Dłuższe przyjmowanie witaminy D w ilościach do 40.000 IU dziennie prawdopodobnie nie spowoduje zatrucia” . Było też coś o dawkach 80.000 IU , ale poprzestańmy na 40.000.

Coś jeszcze?

Skąd mamy witaminę D?

Przede wszystkim ze Słońca – jest wolna, buduje się w skórze pod wpływem promieni słoneczych, rzecz jasna, używanych rozsądnie (jakkolwiek nie przepadam za tym słowem, gdyż zostało zbeszczeszczone używaniem do tłumaczenia najdurniejszych działań ludzkich) . Jest też rozpoznawana w organizmie jako , swojego rodzaju witalny hormon-przepraszam, ale to dobrze oddaje jej naturę) , przynależny mu i przyjazny.

Witaminę D znamy pod postacią dwóch form:

-D2 – ergocalciferol -derywat ergosterolu produkowany przez np.fitoplankton (np.Emeliani huxleii), grzyby , w odpowiedzi na ekspozycję  na promienie słoneczne

A propos grzybów- Los Angeles Times (autorstwo Pani S.Bowermann) w numerze z 25.03.2010 wspomniał o grzybach z wit.D:” If mushrooms see the light” („jeżeli grzyby widziałyby słońce…”) -jeżeli ktoś zauważył publikację na ten temat w jęz.polskim, proszę się podzielić:).

-D3- cholecalciferol- D3 powstaje w skórze, gdy 7-dehydrocholesterol reaguje ( przy odpowiednich warunkach) z promieniami UVB ,

Witaminę D robi też przemysł- jest to moim zdaniem ostatnia akceptowalna forma dla naszego organizmu….ale zawsze to jakiś ratunek:).

Dlaczego nie zaproponuje się chorym zamiast oświetlonych trupim światłem sal szpitalnych słonecznych wakacji z naturoterapią, albo chociaż porządnego menu w oddziałach dla najciężej chorych  ? Przemyślanego menu, nie wydumań z margaryną w roli głównej , albo namiastkami masła.

Bo to nie jest metoda NAŁKOWA??? Bo nie płacili może na swoje ubezpieczenia, nie wypracowali w harówie dla systemu nawet prawa do własnego zdrowia???

Bo nie dla nich łosoś, węgorz, tuńczyk ? Sardynki , makrele też mają wit.D.,ale chorzy dostają je rzadko.

Od jajek odstrasza się cholesterolem…..

Wiem, że to może brzmieć co najmniej dziwnie. Ale choćby „tylko”:) z życia znam wystarczająco wiele ludzi, którzy naturą – więc i słońcem świetnie wspomogli swoje , naprawili wręcz skreślone już przez naŁkę zdrowie.

Rozpaczą napawa mnie bezsilność tysięcy ofiar skazanych na wegetację między pigułą a ścianą.

Natura podaje rękę ,ale my jej nie widzimy.Ba- my ją często próbujemy odgryźć. Czy w ostatnich chwilach naszego życia będziemy pewni , że nasze życie było DOBRE, że możemy odejść bez długów i czy….ma to jeszcze dla nas jakiekolwiek znaczenie?

————————————————————————–

Lektury:

w w w.grassrootshealthnet   C.F.Garland , Ch.B.French, Leo L.Baggerly, R.P.Heaney „Vitamin Erganzungsdosen und Serumkonzentration von 25-Hydroxy-Vitamin D in der Grossenordnung , die mit Krebspravention in Zusammenhang gebracht wird”,

w w w.crnusa.org (CRN- Council for Responsible Nutrition)

w w w.prnewswire (United Business Media) „CRN Reacts to Institute of Medicine DRI Recommenadations for Vitamin D”, Washington Nov.30.2010 ,

w w w.ar.iiarnjournals.org (International Journal of Cancer Research and Treatment)

Posted in aktualności, odżywianie, onkologiczne impresje, zdrowie | 2 Komentarze »

Reumatyzm. cz. 2.Nie tylko profilaktyka.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 3, 2011

Czego nie zdołasz uczynić słowem, nie powinieneś dochodzić przez miecz. Paracelsus

Usłyszałam, że „o reumatyzmie” , to Państwo wiedzą już wystarczająco:))))) ( ja- nie:)) i przydałoby się przejść do „sedna”, czyli „metod na TO:) płynące i wykrzywiające” . Jeżeli Państwo tak uważają….:)))

Trochę się zastanawiam, jak , dysponując dość niewielkim wycinkiem informacji o przyczynach , który jednak pozwolą Państwo, że chociaż odrobinkę:) uzupełnię , stwierdzą Państwo, co jest czym i dlaczego dobrze byłoby sięgnąć po „to” a nie „tamto”; ), ale….W sumie racja: sama zachęcałam do intensywnych poszukiwań wiedzy na wszystkich frontach i nie rezygnowania z kontaktów z ludźmi dysponującymi doświadczeniem w temacie, więc grzecznie spełniam życzenie:).

W poprzednim odcinku mówiłam o duchowym, psychicznym i lokalizacyjnym tle powstawania chorób reumatycznych , w tym muszę wspomnieć o bardziej prozaicznych, a charakterystycznych dla artroz:

-niedostateczne , niepełnowartościowe odżywianie- Komórki dobrze odżywione tworzą wystarczająco materiału chrząstkowego  , dzięki czemu staw może znieść spore obciążenia bez stanów zapalnych , ALE najnowsze studia ( źródła na dole , w lekturach) pokazują, że chrząstka może się zregenerować przez dostarczenie jej odpowiednich składników….. co jakieś minimum tysiąc lat wcześniej wiedzieli Chińczycy:))))

-zbyt intensywny sport – tu pozwolę sobie wyżyć się na kijkach do „nordic coś tam”, o których kiedyś już wspominałam , że lepszym wyjściem byłoby wzięcie normalnego , drewnianego kija , a jeszcze lepszym- spacer BEZ podpór, ale….to tylko moje zdanie….Czy sądzą Państwo, że , gdyby kijki były niezbędne w utrzymaniu naszej postawy, urodzilibyśmy się z tak krótkimi rękoma?:))) . A teraz proszę zerknąć na małpy podpierające się przednimi kończynami….podobne?:))))

A wydawałoby się, że jesteśmy ludźmi i potrafimy korzystać z daru człowieczego kształtu…Pociąg do świata zwierząt potrafi się wyrazić czasem w najmniej oczekiwanych formach:))))))). Ach- narty? Kijki na nartach to zupełnie co innego:) , ale są utalentowani potrafiący „nartować „i bez :))). Ale spacer? Jeszcze raz: jak pracują stawy łokciowe? Czy mogą być z tego zadowolone? Proszę sobie odpowiedzieć .

-zwykły przypadek , czyli wypadek- nagłe zużycie stawu, chrząstek, kości itp.

Im większe uszkodzenie , tym więcej CPC- chondrogenowych komórek prekursorowych dostaje się do naruszonych , zniszczonych miejsc w chrząstce , aby w końcu – przy sprzyjających warunkach- przekształcić się w komórki chrząstkowe. Ich celem (CPC) jest więc reperacja szkód , ALE muszą mieć CZYM te szkody reperować.

Może najpierw …jak radzono sobie z takimi rzeczami kiedyś. Z takimi, czyli ogólnie ” z reumatyzmem”, kiedy jeszcze nie wiedziano, że ma on około czterysta oblicz?:))))))))

Rankiem wypijano na czczo pół szklanki soku z ziemniaków- musiał być codziennie świeżo przygotowany!- połączonego z gorącą – ale nie wrzącą – wodą. Pito tylko wodę, w której gotowano ziemniaki. Bolące, zdeformowane miejsca owijano naprzemiennie:

-dzień pierwszy: liśćmi kapusty , dobrze potłuczonymi tłuczkiem do mięsa:)

-drugi: owijania z tłustej gliny,

-trzeci: porządny „gips”:) z białego sera – ten ostatni stosuje się  przy zapaleniach kaletki maziowej , stłuczeniach wszelkiego rodzaju itp.

Doustnie 🙂 raczono się kleikiem z kaszy jaglanej: znakomicie oczyszcza krew….ORAZ zawijało się tymże kleikiem (niezjedzonym:))), silnie ciepłym – to co bolało:).

To było kiedyś…..i dzisiaj np. w Szwajcarii- takim biednym;))))), zacofanym;))))) kraju, w którym ludzie wciąż mają zdrowy rozsądek i wiedzą, że medycyna ludowa , sprawdzona przez wieki, nie może się mylić!

A właśnie- jak leczy artrozę „cywilizowana” Europa , czy raczej junia jewropejska?

Wersję hardcore 🙂 wymieniłam w poprzednim odcinku , w tym dodam, że w wersji łagodniejszej  szpikuje się pacjentów  preparatami z:

–  glukozaminą (substancja wprawdzie PIERWOTNIE pochodząca z natury , ale umówmy się: czy to co jest w słoiczku za 50 dolców z terminem ważności pięć lat , naprawdę może być jeszcze bardzo naturalne????). Glukozaminę w preparatach popularnych pozyskuje się głównie z krów świń , rekinów ( nie pasuje?:) i skorupiaków.

W mniej popularnych- z roślinek, m.in. z kukurydzy NIEmodyfikowanej , co producenci z dumą podkreślają, z różnych ciekawych grzybków:))).

 -chondrotyną -takoż głównie zwierzęcą

-hydrolizatami kolagenowymi.

Częstym przypadkiem jest futrowanie chorych (często na ich samych życzenie!) preparatami wymienionymi w cz.1 z preparatami wymienionymi tutaj, co niestety nie zawsze akceptuje organizm.

Tymczasem Duńczycy (:))))) wprowadzili na rynek preparat na artrozę z …dzikiej róży. No nic dziwnego, że Duńczycy:u nas przecież w ogóle dzikiej róży nie ma i dobrych badaczy też nie ma….NIE MA????????????? Więc dlaczego, chciałoby się zapytać, ale tylko smutno pokiwam głową i powiem : wedle Duńczyków ich preparat jest wyprodukowany ze „SPECJALNEJ ” odmiany dzikiej róży. Niech im będzie. Patent to patent:).

Czy to oznacza, że nasze dzikie róże, że nawet Rosa rugosa i Rosa canina tych właściwości nie mają?

Ja tak nie uważam.Obserwując piękne wyniki spożywania soku z owych – z pewnością poprzestanę na sięganiu po rośliny- świeże!- POLSKIE. Ale- powtórzę- to tylko mój pogląd- NIE – konkretna porada:).

Przy okazji- kiedyś w Polsce ….dzisiaj też w co bardziej tradycyjnych rodzinach przy osłabieniu chrząstek, stawów itp. jedzono „nóżki w galarecie”. Wprawdzie z pozycji miłośnika zwierząt jest mi to ciężko polecić, ale wymienić chyba powinnam.Pod warunkiem, że zwierzak był hodowany w godnych warunkach i w takich odszedł z tego świata.

Z kolei Chińczycy i Hindusi powiedzą nam, że świeże zioła działają wspaniale przeciwzapalnie , czyli raczej nie dopuszczają do zapaleń , a istniejące łagodnie zaleczają , więc codzienna łyżeczka posiekanych , świeżutkich ziółek pewnie nam nie zaszkodzi.W zimie- wyjęte z zamrażarki, rozmrożone i przelane ciepłą wodą, aby nie pakować do żołądka ” zimna w zimie”:).

Co za ziółka? U nas byłby to szczypiorek, koperek, pietruszka…W Indiach i Chinach na pewno :chili, kurkuma, cynamon, oregano, imbir.

Pazerna Evidence Based Medicine, która o mało nie Upatentowała:) kurkumy (pamiętają Państwo, jak Hindusi się wkurzyli na US-propozycję?) , udowodniła , że kurkumina – zawarta w kurkumie substancja powstrzymuje białka włączające reakcję zapalną w stawie. Nie wiem, czy było to konieczne, bo Ayurveda i TCM WIEDZIAŁY z PRAKTYKI, że kurkumina powstrzymuje reakcje zapalne i łagodzi istniejące, ale ….:))))

Proszę pamiętać, że kurkumina rozpuszcza się w tłuszczach oraz, że dodanie do niej czarnego pieprzu zwiększa o ok. 1000 razy jej adaptację w organizmie i że w Indiach stosuje się ją też m.in. przy wieńcowych trombozach oraz nowotworach, być może MIęDZY INNYMI dzięki niej też Indie nie należą do krajów o wysokim procencie występowania nowotworów .

To nie koniec cyklu o ratowaniu się w reumatyzmie, ale też mam obowiązki, więc …do następnego:). A na razie proszę sobie jeszcze , jeśli wola, przygotować przed końcem zimnych dni kakao „na reumatyzm”:):

kakao, miód, odrobina chili, czarnego pieprzu, kurkumy, cynamonu, gorąca woda, nieco masła. Kto nie może się obejść bez śmietanki: mleko kokosowe:)

———————————————————————————–

N.Miosge, M.Goldring i in. „Current Rheumatology, Editorial”, 2008 , 4, 3

S.Koelling, Miosge i in.”Mogratory Chondrogenic Progenitor Cells from Repair…..” , Cell Stem Cell, 2009, 4, 4

M.Ilyas, Khan et al..”One Flew over the Progenitor’s ….., Migratory Cells Find a Home in Osteoarthritic …”, Cell Stem Cell, w w w.cell.com i w w w.ncbi.nlm.nih.gov.

Posted in aktualności, odżywianie, reumatyzm, zdrowie | 6 Komentarzy »

Reumatyzm .Cz.1.Dlaczego tak się „rozmnożył”?

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 1, 2011

Reakcje adaptacyjne są normalnym, odwiecznym mechanizmem biologicznym , mającym na celu zachowanie homeostazy i przystosowanie się do środowiska. Jeżeli jednak bodźce „braku” lub „nadmiaru” są za silne lub trwają zbyt długo , ewentualnie posiadają obie te cechy, wówczas adaptacyjna reakcja organizmu może naruszyć granice homeostazy…Ceną będzie zaburzenie, choroba. Prof.Julian Aleksandrowicz

Poskakać by się wiosną chciało:) :słoneczko, trawka , a tu oj , boli .Nie da się nie tylko poskakać , ale i siedzieć , stać , dłużej pochylić nad pacjentem , jeżeli jest się np.chirurgiem czy stomatologiem , bo łokcie…bo kolana…Jednym słowem: reumatyzm.

Mówiąc „reumatyzm” nie jestem pewna, czy wszyscy się zrozumiemy, ponieważ aktualnie  międzynarodowa klasyfikacja chorób (do przejrzenia np. na w w w.dmdi.de) -ICD-10-GM kwalifikuje do grupy reumatycznej od 200 do 400 (!) chorób odróżniających się przebiegiem , prognozami  , a nierzadko i symptomatyką. Czy naprawdę reumatyzm musi być nazywany aż tak wieloma imionami , czy to kolejny objaw radosnej twórczości wielkiego przemysłu?

I tak i nie.

 Tak , ponieważ na skutek przebywania w śmieciowym środowisku, odżywiania się wieloma truciznami , które wcześniej jako jadalne nie funkcjonowały lub wręcz nie istniały , powstały dodatkowe zaburzenia w sumie wyglądające podobnie, mające jednakże różne pochodzenie . Nie, ponieważ wszystkie te dolegliwości i tak prowadzą do osłabienia organizmu , mogą przeistoczyć się w formy silnie degeneracyjne i posiadają pewne cechy wspólne , które odpowiadają na te same środki naturalne -stosowane w reumatyzmie od wieków. Okazuje się , że mimo , iż „choroby się rozmnożyły”:), te same rośliny wciąż pomagają we wszystkich postaciach -niezmutowane , nie „nowowyhodowane”, nie „specjalnie wyselekcjonowane”.

Słowo „reumatyzm” pochodzi od „rheo”- „ja płynę” , co świetnie oddaje choroby istotę: reumatyzm „płynie ” poprzez ciało rzeźbiąc je w obraz nędzy i rozpaczy.

W „Liber de Rheumatismus et Pleuritide dorsali” G.de Baillon’a (zwanego też Balloniusem lub Williamem of Baillon)(1538-1616) zastajemy pierwszy bodaj dokładny opis pochodzenia choroby: wedle ówczesnej nauki uwzględniającej „humory” , z której nie zrezygnowała homeopatia włączając starą mądrość do swoich obserwacji , czyli  patologię humoralną  , ” od mózgu spływał zimny szlam atakując wnętrze i wywołując chorobę”.

Od mózgu?

A niektórzy przedstawiciele współczesnej medycyny- jakkolwiek już nie ” w każdym przypadku” i nie ” w całości”:)upierają się ,  że „reumatyzm ma podłoże genetyczne”.

Kiedyś pisałam :” Jak nie mamy na co zwalić, zwalamy na genetykę”:))))))

Niestety reumatyzm jest tego najlepszym przykładem…to też przykładem szkolnomedycznej obszerności pojmowania:)))):w Niemczech jest nawet dość dokładne , lekarskie (sic!) powiedzonko „Was man nicht erklaren kann, sieht man gern als Rheuma an”:), czyli: „czego nie możemy wytłumaczyć, nazwiemy reumatyzmem”:)

A potem dziwy, że „liczba chorych na reumatyzm wzrosła….”-no jak miała nie wzrosnąć przy tej cudownej diagnostyce?

A więc…dokładna anamneza. Pomocna może być tomografia. Oczywiście nie Chińczykom -im wystarczy pacjenta obejrzeć:).Na Zachodzie zaś….”markery genetyczne ” się ustala. Dobrze. Tylko, że te „markery genetyczne ” nie muszą być wcale tak naprawdę związane właśnie z reumatyzmem -są zaledwie o to podejrzewane, a to różnica:).

No więc? Krótko można ująć: reumatyzm powstaje na skutek zaburzeń w systemie immunologicznym , dzięki którym ciało atakuje własne struktury .

Ale:)…jest tyle chorób autoimmunologicznych….A może…Może tak naprawdę jedna : słabość systemu immunologicznego , objawiająca się odmiennie  zależnie od osoby , środowiska , w którym żyje , i tylko nasz obłęd nadawania wszystkiemu etykietek nie pozwala potem na odnalezienie się w tym chaosie ?Jak to było? Cui bono?

Nie, jakkolwiek przyczyny są aż nadto widocznie wspólne , nie odważę się teraz na sprowadzenie wszystkich autoimmunologicznych niedomagań do jednego, ponieważ ich formy są więcej niż barwne :), ale spróbuję zająć chociaż reumatyzmem, ponieważ wydaje mi się, iż doskonale obrazuje on naszą niemoc w pojmowaniu istoty medycyny , przypomina o rozchwianiu , niedoinformowaniu i nieudolności w praktykach przedstawianych jako „służba” zdrowiu.

Cóż więc mamy oficjalnie pod postacią reumatyzmu? Zbiór FORM chorobowych . Pozwolą Państwo, że wymienię zgodnie z ICD te najgłówniejsze:

1.Zapalno- reumat.choroby autoimmunologiczne , czyli arthiritis -formy (ponad 100) występujące najczęściej między 30.a 50.rokiem życia , proszę zwrócić uwagę na pochodzenie słowa arthritis-forma zapalna :arthron- gr.staw, itis- zapalenie

-chroniczne polyarthritis

-Morbus Bechterew ( oficjalnie u mężczyzn 10 razy częściej niż u kobiet)

-Psoriasis arthritis (z łuszczycą)

-reaktywna arthritis

-juwenilna idiopatyczna (samoistna) arthritis

-Morbus Wegener

-kolagenozy ( choroby tkanki łącznej) i vasculitis ( zapal.arterii, arterioli, kapilar, żył , venoli.., związane m.in. z alergiami ) – w grupie kolagenoz i vaskulitis wyróżniono: lupus erythematodes, sklerodermię, syndrom sjorgena, polymyositis , dermatomyositis oraz tzw. kolagenozy mieszane .

2. Degeneratywne – artrozy (arthrosis deformans )- uznane jako „choroby zaawansowanego wieku” .Artrozy mogą być skutkiem artritis -p.wyżej.

3.Zaburzenia przemiany materii z towarzyszącymi zaburzeniami reumatycznymi

-dna (arthritis urica )

-osteoporoza

-hemochromatoza (haima- krew, chroma- kolor , zaburzenia przemiany żelaza)

4.Reumatyczne choroby części miękkich (różne symptomy z m.in.bólem mięśni i ścięgien)

-polymyalgia rheumatica

-polymyositis

Tylko tyle?:) Jeżeli przyjrzymy się im uważnie, mają ze sobą wiele wspólnego …Nasuwa się też przypuszczenie, że niektóre formy mogą być po prostu stadiami pierwszymi, inne- ostatnimi tej samej choroby. Ale podobno lepiej leczyć to wszystko OSOBNO. Czy może zaskoczyć, że reumatyzm w medycynie szkolnej jest wciąż uznawany jako „o nie dającej się sprecyzować przyczynie i niejasnej prognozie”?

Czy dziwi, że do zwalczania objawów, gdyż nie jestem przekonana, czy leczeniem można nazwać łagodzenie bólu , obrzęków itd., stosuje się całe mnóstwo farmaceutyków , do których potem dołączyć muszą te zwalczające  niepożądane skutki uboczne używania tych pierwszych?

Zerknijmy: w pierwszym rzędzie specyfiki hamujące zapalenia i ból , więc analgetyki . Leki  sterydowe i niesterydowe, opioidowe i nieopioidowe…Każdy z nich z pokaźną listą działań niepożądanych.

Nie proponuje się pierwowzorów stosowanych od lat :Carex arenaria –  ostrej trawy  , w niemieckiej medycynie ludowej zwanej „bożą maszyną do szycia”:), u nas stosowaną do …umacniania wydm- co czyni zresztą świetnie, nie poleca się mniszka -nomen omen -lekarskiego :), pokrzywy, liści brzozy , arniki, wierzby (uwaga przy chorobie Raynauda!) …Zamiast przepisywane są DMARD: disease modyfying antirheumatic drugs  ( MODYFIKUJąCE -nie „leczące”:) – chorobę leki antyreumatyczne) , jak np.cyklosporyna  – nie istnieją „długodystansowe studia pokazujące w pełni ich wady i zalety . Evidence Based Medicin??? Ale „się przepisuje” – antirheumatica: znowu „anty”. A że są to preparaty immunosupresyjne, więc , mówiąc obrazowo, zduszające system immunologiczny, organizm staje się coraz słabszy. Do tego , w najlepszym przypadku, preparaty złota- dość drogie ,a kiedy ktoś ma szczęście, dochodzi do metod termoterapia (krioterapia) , fizjoterapia .

Niedawno od matki dziecka chorego na reumatyzm usłyszałam :” W szpitalu powiedzieli, że to genetyczne , ale się zdenerwowałam i im wykrzyczałam, że nikt w rodzinie chory na to nie był!” . I co na to szpital? -Spytałam . ” A może był, ale ja o tym nie wiem”- wkurzyła się matka, w której dziecko wpakowano tyle kortyzonu, że o mało go nie poznała.

” A może był….” . „A może”- to cudowna diagnoza-do tej pory myślałam , że to wyrażenie możliwości alternatywy….:) Szkoda, że ” a może ” wypowiedziano jako usprawiedliwienie nieudanej „terapii” środkami kompletnie nie akceptowanymi przez organizm chorego dziecka.

Szkoda, że nie zapytano matki, w jakich warunkach dziecko mieszka, a mieszka na terenie permanentnie zalewanym wodami gruntowymi , w pobliżu stawów , na sieci żył wodnych. Pamiętam historię rodziny, w której wszyscy – mieszkający na podmokłych terenach od lat- cierpieli na reumatyzm. Najmłodsze pokolenie przeniosło się w zupełnie inne miejsce, do domu na suchutkich , acz ubogich (wszystko ma plusy i minusy) piaskach, gdzie sporo słońca …Reumatyzm, który odczuwali jako dzieci , zniknął bezpowrotnie. Rodzina , od której zaczęłam ten wątek , przeniosła się z terenów suchych na podmokłe . Każde dziecko urodzone na nowym miejscu wykazuje objawy reumatyzmu.

Niestety, lokalizacja to nie wszystko. W innym przypadku wszyscy z terenów wilgotnych musieliby pomyśleć o przeprowadzce zmuszeni do tego chorobą.Ale tak nie jest. Dla wielu , że lwia część naszego stanu zależy od silnego systemu immunologicznego. Szczęście:), że medycyna szkolna powoli bierze to pod uwagę:).

Może 🙂 z czasem zauważy też , że długotrwałe obciążenie wszechobecnym uciskiem- naciskiem, czyli presją dosłownie z każdej strony daje efekty (negatywne) już u małych dzieci , że dosłownie uginają się one pod ciężarem obowiązków , a to z kolei wygina kręgosłup , którego podstawą właściwego funkcjonowania są kości, chrząstki i….tkanka łączna. Reumatyzm- zespół chorób tkanki łącznej ? Tkanki, która łączy funkcjonalne elementy oraz wypełnia przestrzenie , ale i – co wiemy dzięki ujęciu homeopatycznemu- umożliwia wnikanie aktywnych sił z zewnątrz , sił kształtujących , przekazujących informację .Tkanka łączna zawiera kwarc – czy ktoś Państwu zwrócił uwagę na jego znaczenie w występowaniu reumatyzmu , że nowoczesne metody pozyskiwania żywności zubożają ją m.in. o kwarc? I  że próby wyrównania jego poziomu sztucznie nie są najlepszą metodą ? Do tego dochodzi ustawiczne tępienie indywidualnej aktywności ludzi , permanentne próby wtłaczania żywych istot w ciasne ramy podporządkowania połączone z masywnym atakowaniem ich uwagi multum niepotrzebnych , ogłupiających wrażeń  owocujące niechęcią do zaangażowania jaźni we wszystkie części organizmu … Wykluczenie kręgosłupa z życia .Jak mawiamy o ludziach ZBYT układnych? „Bez kręgosłupa”? Bardzo dokładne określenie.

Terapia nie obejmująca życia duchowego ani diety nie jest w stanie doprowadzić organizmu do równowagi przy tak ciężkim jej zaburzeniu, jakim jest reumatyzm. Terapia wyznaczona wedle teorii „przyczyny reumatyzmu nie są tak naprawdę znane ” lub ” przyczyny reumatyzmu mają podłoże genetyczne ” (???) – czy może pomóc? 

Prawdziwe leczenie zawsze zaczyna się w chwili, kiedy rozpoznaliśmy przyczynę.

Więc?

Akcentując wyżej wymienione składniki duchowych przyczyn reumatyzmu, nie można zapomnieć o ich bazie: niedostatecznym pozytywnym postrzeganiu życia, zawalonym zmartwieniami i negatywnymi myślami , co zresztą w świetle sytuacji – nie tylko w kraju- nie dziwi.

Tymczasem, wedle praw natury, ci, którzy „zbierają w sobie truciznę” – a są nią m.in. niedobre myśli- odkładają w sobie toksyny i tzw. szlam w miejscach, które ból powodują: np. w stawach.

Obrazując: strach nie pozwala iść,  krępuje nogi …w stawach. Patrząc na pokrzywione reumatyzmem ręce i nogi u niektórych chorych homeopata stwierdzi skrzywiony ogląd życia – i będzie miał rację. U wielu skrzywiona duchowość wyraża się najpierw w twarzy – prawie nie mogą się uśmiechać , biorą życie zbyt poważnie i tak pracują na zniekształconą fizjonomię , co zauważy też lekarz chiński:).

Oczywiście, mając na głowie wiele problemów nie łatwo się przestawić, ale czy naprawdę lepiej czekać , aż ciało da nam znać , że na odkształcenie naszej postawy już za późno?

Duchowo reumatyzm dotyczy też delikwentów, którzy się totalnie zaniedbują , pracują „dzień i noc” , nie omieszkując silnie krytykować za „zbytnią lekkość bytu” 🙂 innych , zbierając sobie negatywne reakcje ciała aż do niemocy.

Naturą reumatyzmu jest proces zwiększonego odkładania, gromadzenia złogów , więc zaburzenie metaboliczne ( w tym wytrącenie z równowagi metabolizmu białek ) – wyraz usztywnienia, sklerotyzacji. Symptomy zapalenia to objaw towarzyszący – biedny wysiłek zmęczonego sztywnością ciała, nieudolna próba rozpuszczenia zmian.

Jeżeli przechodzi w stan przewlekły- zapalenie nie jest już dobroczynne , ale tłamszenie go lekami bez jednoczesnej terapii źródła choroby oznacza wyłącznie przesunięcie problemu na inną- głębszą i niebezpieczniejszą płaszczyznę.

Bardzo ciekawym procesem (odkładanie kryształów kwasu moczowego ) charakteryzuje się tu dna -wyjątkowo silnie powiązana z osłabieniem systemu nerwowego , którą omówię nieco później.

Podsumowując pierwszy rozdział: słysząc o „rosnącej liczbie reumatyków” proszę najpierw zastanowić się nad swoją , nad znanych  sobie , a cierpiących na reumatyzm ludzi -postawą życiową, w drugiej kolejności nad pożywieniem , w trzeciej: miejscem zamieszkania. Potem proszę to sobie porównać i wysnuć wnioski. Następnie zapraszam do odcinka drugiego , mam nadzieję już wkrótce. 

————————————————————

Lektury:

I.V.Lackinger, H.Weiss „Rheuma, Arthrose, Gicht”, Stuttgart , 1992

w w w.dmdi.de ( klasyfikacja chorób)

Posted in aktualności, farmakologia, odżywianie, reumatyzm, zdrowie | Leave a Comment »