Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

TCM, czyli odporny , jak Chińczyk.cz.22.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 5, 2010

„Poprzedniego wieczoru byłem u Rydygiera. To docent, internista, , lubi mnie i leczy za darmo.(…)Specjalizował się w Ameryce, wobec czego nie jest zbyt dobrze widziany i stoi to na przeszkodzie do uniwersyteckiej kariery, lecz nie przeszkadza różnym bonzom i dostojnikom reperować u niego zdrówko. Stąd piękne mieszkanie (…),…To  co mówi, jest osobliwą mieszanką przyrodoznawstwa i sceptycyzmu, szacunku dla bliżej nieokreślonych okultyzmów i bezsilności wobec tajemnic nieprzeniknionych nawet dla lekarza. (…) Zakazał pić wódkę i nakazał pić sok z dziurawca na niewydolność wątroby…..”  L.Tyrmand, z pamiętników pisarza

Skąd Tyrmand w TCM? A tak, na długie, zimowe wieczory, gwoli przypomnienia, że dzienniki różniste, auto- i biografie, też wiedzy o znaczeniu medycyny naturalnej dostarczają, że stricte „naukowe”, suche nieraz do bólu;) opracowania nie są jedynymi miarodajnymi źródłami informacji o historii „czegokolwiek”. Niby wiadomo, a jednak często się zapomina, stąd łatwo potem powiedzieć:” W Polsce Ludowej lekarze , walcząc z ciemnotą (???!!!)stosowali wyłącznie (???)medycynę akademicką”- gdyż takie „coś” niedawno wpadło do ucha. Zresztą….mają Państwo dziadków…rodziców…. a gdyby nie, pozostaje literatura faktu, czyli całe morze punktów widzenia. Wnioski – jak zwykle należą do Państwa.

Z małego śniegu zrobił się całkiem spory:) ..Ach, to pewnie tak wygląda globalne ocieplenie?:))))) I pomyśleć, że jednak są ludzie, którzy w to uwierzyli…A może to ja rozumuję nieprawidłowo….może ten mróz to tak naprawdę ciepły etap  zimniejszego okresu….no bo gdyby tak temperatury spadły do -40, to teraz faktycznie, ocieplenie:)))))

Tymczasem „Chińczycy trzymają się mocno” i zapewne ciepło , a będą jeszcze mocniej, gdyż i u nich nadchodzi Wielki śnieg- Da Xue, z 7 na 8 grudnia.

Jin rośnie , niedługo wespnie się na szczyt:), wskazówki z poprzedniego odcinka wciąż aktualne, wciąż panuje też żywioł Wody, ale przecież TCM to skarbnica wiedzy wszelakiej, to w dodatku harmonijna połączenie taoizmu i konfucjanizmu , więc czerpmy całymi garściami i zobaczmy, co nam zostanie:)

Chwilkę poświęcę odzieży, gdyż niestety, nie wszyscy zwracają na to uwagę- a wydawałoby się- rzecz podstawowa.

Buty- jeżeli wkładka jest syntetyczna- proszę albo się jej pozbyć, albo przynajmniej włożyć tam wełnianą.Może być też korkowa, w ostateczności , acz nie polecam ze względu na umiłowanie zwierzaków , skórzana. To bardzo ważne, gdyż wszelki „tworzyw sztuczny”;) osłabia nam Qi w stopie, a tego szczególnie w zimie robić się nie opłaca- w krótkim czasie przekłada się owo na zaburzenia nerek. Skarpety koniecznie wełniane. Pojawiły się też bambusowe, ale w naszych warunkach wełnianki  zimą są niezastąpione- po prostu wełna dodatkowo „wykonuje” mikromasaż skóry, pobudzając krążenie, a przy tym, nawet zmoczona nie oziębi stopy w sposób niebezpieczny (oczywiście pod warunkiem, że nie będzie namoczona bardzo długo,czyli jakieś 8, 10 godzin).

No i głowa.Ważna jest ochrona zatok- szczególnie u „migrenowców” i cierpiących na „wiecznie kapiący nos”, ale tak naprawdę, to u wszystkich. Wiatr jest horrendalnie przeszywający, niesie duży ładunek chłodu- poprzez uszy , czoło, może zaszkodzić wielu narządom-pamiętajmy o mapie punktów akupunktury na uszach- tam też odwzorowane jest całe ciało… uszy muszą być osłonięte i…proszę, nie ładujcie w mróz do uszu słuchawek- przy i tak napiętych zimnem błonkach głośna muzyka może sprawić, że słuchawki już nigdy nie będą Wam potrzebne…chyba, że te z aparatem słuchowym.

Ale śnieg: spadła woda w najczystszej postaci. W dodatku strukturyzowana, o czym z pewnością już Państwo gdzieś słyszeli. Mówiąc „najczystszej postaci” mam nadzieję, że ciągle istnieją rejony, w których to określenie zawiera w sobie sporo prawdy:), w każdym razie nie polecam śniegu z terenów zanieczyszczonych- to jasne. W innym przypadku….spójrzmy na zwierzaki: liżą śnieg wolno, po odrobince. Smakują. Nie jedzą go dużo, gdyż wiedzą, że taki rarytas trzeba dozować. I nie jest prawdą, że śnieg smakuje wszędzie tak samo:). ..I jakoś nie zauważyłam, żeby ssaki jedzące śnieg rodziły potem bałwany;)

Uwaga: śnieg najlepiej przynieść w małej porcji do domu, bardzo powoli, po szczypcie ocieplać w buzi.Nigdy nie jeść śniegu na zewnątrz w czasie wiatru: za dużo elementu zimna. Ideałem byłby „śniegowy deser” w słońcu. Ile? Łyżeczkę, łyżkę- a potem, jak kto lubi:), byle czysty. Jeszcze, co do czystości…tak niedawno słyszałam peany na cześć japońskiej diety, że jedzą sushi i tacy zdrowi. Japończycy nie jedzą wyłącznie sushi- to po pierwsze, korzystają z mnóstwa roślin , że nie wspomnę o dobrym ryżu- to po drugie, o chorobach przeciętny Japończyk nigdy obcemu nie opowie- to po następne, do lekarza zagonić ich ciężko (pomijam hipochodryków obecnych w każdym narodzie:)))) , gdyż mają swoje metody , stąd i zdrowsze statystyki pokrywające się ze stanem realnym :)))- p.jak wyżej, ale jeśli sądzicie, że jedzenie surowych ryb nie jest równoznaczne z narażeniem organizmu na wpuszczenie tam mnóstwa oryginalnych skądinąd:) pasożytów, to proszę zrewidujcie wiadomości o rybkach. Rybki zdrowe- ok, ale o „detalach” i cenie zapomnieć nie wypada . Albo obróbka termiczna, albo b.dokładne czyszczenie…..chyba, że mamy japoński organizm…i to kolejny dowód , że można przyzwyczaić się do (prawie) wszystkiego i „co nas nie zabije, to nas wzmocni”:))

Jeszcze troszkę o śniegu….

Dawno temu zauważyłam, że rośliny podlewane wodą ze stopionego śniegu „trzymają się” przez zimę o wiele lepiej niż te podlewane wodą z wodociągu . Więc już nie podlewam „kranówką”:) a efekty objawiły się w postaci gaju , którego fragmenty z ciężkim sercem musiałam zostawiać przyjaciołom przy każdej przeprowadzce….rzecz jasna robiąc sadzonki, więc….znowu gaj:)

Zimno, nie samą wodą człowiek żyje, parę słówek poświęcę więc jedzonku. Z początkowych wpisów pamiętają Państwo zapewne propozycję kasztanów jadalnych oraz podgrzewanych  orzechów włoskich lubianych przez nerki: aktualne.

Przy chłodzie zapotrzebowanie na „dopieszczanie się” rośnie, a z nim , w wielu przypadkach, ochota na słodycze. Gdyby chociaż tylko miód, daktyle….Proszę spojrzeć na piękne zęby Arabów : co wcinają na deser? Daktyle, sezamowe ciasteczka z miodem…..). Co wcina większość Polaków? Masowy odpad przemysłowy, czyli słodycze składające się głównie z „E coś tam”;) , lecytyny SOJOWEJ , glazury z nabłyszczaczem……ja to nazywam nie „cukierki” , a „cukrzykówki”.

No tak:  kiedy obżarstwo i popęd do słodkości wygrają z wiedzą i wolą, cukier urośnie. Nie ma problemu, gdy chwilowo, od czasu do czasu, organizm sam to ureguluje, jeżeli nie przesadzimy z nowymi dostawami. Co, kiedy przesadzimy?

Funkcjonującym od wieków w TCM specyfikiem na cukrzycę jest decoctum z łupin kasztanów jadalnych: łyżkę łupin gotuje się w pół litrze wody-niedługo, do pięciu minut, odcedzony płyn piją w trzech porcjach w ciągu dnia. Codziennie, przez dwa tygodnie. Potem ? Potem przerwa, zresztą cukier po tym wywarze powinien spaść już po trzech dniach…założywszy, że w tym czasie nie uzupełnimy słodkością:)

W Chinach można kupić suszone kasztany na targach, ale cóż….tam jeszcze , w tej „straszliwej dyktaturze” (poniekąd owszem, straszliwej,ale w wielu przypadkach jakby rozsądniejszej od niejednej „demokracji”) każdy może sprzedawać na rynku żywność zebraną czy w polu czy w lesie , czy wytworzoną w gospodarstwie. I niechby ktoś jęczał, że „niehigienicznie”…..:)) Prawda, jakie to dziwne? Handlują bez książeczek zdrowia , nikt nie zagląda im w stragany  i nie powymierali…Cuda jakieś czy co 😉

Temat cukrzycy wyczerpany rzecz jasna nie jest, poświęcę mu jednak dział osobny, a teraz jeszcze o skutkach chłodu.

Bywa, że ktoś się PRZEchłodzi. Nie, nie tak zwyczajnie ochłodzi, ale pozwoli wniknąć elementowi zimna do ” szpiku kości”, do…nerek, stawów. Najczęściej mamy do czynienia z takimi przypadkami np.po długim wystawaniu na mrozie (czekając na bus….) , po przypadkowej kąpieli (nie dotyczy morsów, ale też tylko do pewnego stopnia) w sadzawce..
Uczucie zimna pojawia się koło kostek , w lędźwiach i …w pośladkach. Takie uczucie oznacza, że zimno nas zaatakowało, że chce wniknąć dalej, czyli…zniszczyć , zdominować element Ognia . Nie możemy do tego dopuścić. Okłady z imbiru to najprostsza „zapora” dla tego typu agresji czynnika zimna i pobudzenie wewnętrznego ognia do wyproszenia „zimnego gościa”. Bierzemy ok. pół łyżki świeżego imbiru lub łyżkę suszonego , zalewamy wrzątkiem , zamoczone w naparze mocno ciepłe płótno przykładamy na PLECY i do łóżka, pod pierzynę. A do gardła sok z malin.

I trochę pocieszenia:niedługo zacznie narastać Yang, Jin -maleć. Porę ożywienia czują już tygrysy, jako jedne z niewielu zwierząt zaczynające w porze Wielkiego śniegu…. gody:))

Lektury:dotychczas wymienione w cyklu TCM

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: