Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Grudzień 2010

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 29, 2010

Potrzebujemy medycyny niekonwencjonalnej….”  Prof.Mariusz Łapiński, w TVP INFO, 26.12.2010,

„…Kiedy pośpiech mnie goni, wyraża się mnóstwo wspaniałych  rzeczy w mózgu moim, których potem, gdy spokój nadchodzi, sam nie rozumiem; tak, jakbym to nie ja, ale Bóg poprzez trąby dźwięk przemawiał….”  (tłum.własne) Marsilio Ficino, filozof,humanista, neoplatonik.

„Diagnoza: lekarskie przedstawienie przebiegu choroby ustalone na podstawie pulsu oraz portfela pacjenta ”
(tłum.własne ) A.G.Bierce

…Panu Profesorowi Łapińskiemu dziękuję za potrzeby dostrzeżenie, szczególnie w czasie, gdy nie każdy chce sobie na taką odwagę pozwolić. Ale Człowiek posiadający informacje na temat, o którym się wypowiada, nie może bać się prawdy. Boi się jej niedoinformowany , nie wiedzący, iż nie wie.Boi się zaskoczenia, które przy braku pokory kończy się fatalnie , mianowicie etykietą głupca.

Wprawdzie chętnie podyskutowałabym, czym jest to, co określa się „medycyną niekonwencjonalną”:) , ale niech tam…zresztą ostatnio poczułam się nieswojo w związku z przedstawicielami- a przynajmniej za takowych uważającymi się- medycyny niekonwencjonalnej właśnie.

Gdyż wybrałam się w pewnym mieście na targi ….Samo słowo „targi” w związku ze zdrowiem już wzbudziło pewien niesmak, ale przecież nie będę się czepiać szczegółów. Owszem, spore przedsięwzięcie, mnóstwo ludzi , mnóstwo reprezentantów….no właśnie….Czego?

Czy może być uzdrawiaczką Pani nachalnie reklamująca swoje usługi i chwytająca przechodniów za ręce ? Chciałoby się rzec: po pierwsze: nie narzucać się…..

Czy może być zielarką Pani sprzedająca zioła, ale twierdząca, iż „wszystko jedno, skąd one są”?

Czy może być bioenergoterapeutą Pan zastępujący drogę  potencjalnym klientkom ,  zakłócając ich intymne pole energetyczne (!)i wciągając za kotarę:))) , gdzie wykonuje swe praktyki?

Czy może być terapeutą Pani wciskająca swój adres każdemu przechodzącemu człowiekowi- bez względu na jego wolę?

Być może. Ale być może należałoby dodać „czy może być DOBRYM …..” , czyli właściwym. Dobrze, że możemy wybrać , do kogo zechcemy się udać i mam nadzieję, że wybiorą Państwo dobrze. Ja opuściłam targi nieco zmartwiona. Ci wszyscy państwo oblepiali wręcz stoiska jakimiś certyfikatami, dyplomami, itp.itd….jakby miały one zastąpić istotę celu pobytu : promocję etycznych, zgodnych z medycyną naturalną zachowań. Sposób bycia  i poziom wiedzy okazał się -w moim odbiorze – zasługującym na miano naturoterapeutów u zaledwie ok.5% wystawców . To pewnie nie mniej niż w każdym innym zawodzie, ale jednak smutne …..Przecież w Państwa , Drodzy Naturoterapeuci , interesie jest promocja medycyny naturalnej, przedstawianie jej w jak najlepszym świetle….5% rzetelności na targach, rzemiosła z powołania ,  wiedzy i kultury, to trochę za mało. Niewesołe refleksje nawiedziły mnie więc i nieprędko pofatyguję się na następne takie wydarzenie. Proszę Państwa: cyrk jest tylko nieco bardziej kolorowy. Ale nie aspiruje do miana medycyny. Wielu będzie miało mi ten wpis za złe, jednak może ci, którzy dojrzą niewłaściwość zachowania i rozpaczliwą niewiedzę , spróbują nad sobą popracować? Dla dobra tego, na przeżyciu czego przecież nam bardzo zależy: medycyny naturalnej, więc i….nas wszystkich, Ziemi.

 Czas noworoczny  bez wątku o sercu….?:)))

Wszak coraz częściej ludzie przypominają sobie, iż oprócz funkcji cielesnych , rolę ma najistotniejszą: ono jest przede wszystkim do… kochania. A jak kochać , kiedy serce słabuje…jak serce ma być zdrowe, kiedy NIE kochamy? Nikogo i niczego….poza , bywa, sobą samym…Ale to sercu nie wystarczy. Aby funkcjonować pełnią swej istoty, ono musi doświadczać WYMIANY.Ono musi się komunikować. Wtedy jest w swoim żywiole:)

Kiedy zaś głoduje…..

Profesor S.Hameroff, (Uni Arizona , Tucson) wierzy, że mikrotubule komórek są perfekcyjnie skonstruowanymi urządzeniami do przerobu informacji.że służą komórce jako podstawowy system nerwowy i krążeniowy…że pracują jak „infoenergetyczny komputer”. Profesor Hameroff jest wprawdzie anestezjologiem i skupiał się na komórkach mózgowych, jednak wszystkie komórki posiadają mikrotubule – czy nie mogą one być indywidualnymi spichrzami pamięci komórkowej?

Prof.Hameroff dystansuje się od ustalenia większości naukowców, iż proste informacje przekazywane są w komórkach wyłącznie sygnałami chemicznymi. Neurochemia bez uczestnictwa poziomu infoenergetycznego faktycznie nie wypada przekonywująco. Więc dlaczego badacze tak boją się słusznego skądinąd założenia, a przyjmują inne, które nie wyjaśnia niczego?….Któż wie.

Może oświadczenie, iż nasze serce przechowuje w swych komórkach pamięć szczęśliwości „być”, nie zaś głównie „mieć”, nie znalazłoby uznania machiny na „mieć” zbudowanej…

Dzisiaj media z dumą odtrąbiły „sukces” – wyhodowanie ” zdrowej świni z genami człowieka , mogącej w przyszłości posłużyć za magazyn części zamiennych dla człowieka”. Abstrahując od pojęcia „zdrowia” w przypadku stworzenia posiadającego w sobie geny innego gatunku( może nawet gatunków) , od traktowania żywej istoty jak magazynu, a więc absolutnej profanacji etyki , to …jak będzie wyglądała „pomoc” dla zniszczonych ( a czym? czy nie posunięciami systemu?) organów : ludzkie dla bogatych, świńskie dla biednych? A jakiż to „piękny” byłby przemysł…..Od razu mogłoby się okazać,  że mamy ” w większości” chore organy i „pilnie potrzebujemy doskonalszych, świeżych, nowych…”. A, gdybyśmy jednak nie mieli , to co za problem je popsuć….

Xenotransplantacja, czyli przeszczep, w którym kombinowane są zwierzęce i ludzkie komórki , nie jest nową metodą- od lat czyni się to z organami pawianów, komórkami mózgowymi czy zastawkami serca  świń .

Dr Tom Murray (były dyrektor Center For Biomedical Ethics, US i współautor Medical Humanistic Review) , zaangażowany w prace komisji etyki , stwierdził : „Nie ma powodu do strachu, że po wszczepieniu komórek świni zaczniemy chrumkać”. Ale dodał, że mamy do czynienia z „wielkim problemem etycznym, kiedy ludzie zaczną swoimi eksperymentami trząść podstawami człowieczej tożsamości”. Pan dr Murray świetnie wiedział, że jednostronne opowiedzenie się za zaletami xenotransplantacji nie przyniosłoby mu chwały w obszarze uczciwej nauki.

Wiedział też, że świnia nie jest tylko chrumkaniem:) oraz że nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich następstw ponadgatunkowej transplantacji lub wiedzieć, jakie wspomnienia komórek zostaną przekazane wraz z organem świni.

Niektórzy ( podobnie, jak naukowiec, który niedawno stwierdził do kamery w polskiej telewizji na pytanie reportera, czy możliwym jest, by kobieta urodziła bliźniaki z dwóch różnych ojców , rzekł: „jestem naukowcem, to niemożliwe!”:))powiedzą:”jaka pamięć serca????” .Ale, np.matki wciąż jeszcze potrafią słyszeć płacz swego niemowlęcia mimo, że ono już dawno dorosło. Słyszały sercem, a akustyczne wspomnienia to nic innego, jak memy komórkowe, drążące ucho frazy nie chcące wyjść z głowy czasem wiele lat. Mem zawiera w każdej formie mentalne, właściwe dla kultury informacje : może wyrazić się  równie dobrze w stylu, sposobie poruszania się, ale i np.ulubionym powiedzonku.

Wspomnienie ma o wiele więcej wspólnego z hologramem aniżeli z jednowymiarowym obrazem.Jest, ale go nie dotkniemy, a każdy , oddzielny element zawiera obraz całości….czy pomyśleli Państwo o obrazie człowieka? No właśnie. Podobnie, jak to jest w komórkach świnki z obrazem jej samej:).

A jednak od lat potężna większość psychologów usiłuje wtłoczyć osiągnięcia pamięci wyłącznie do systemu nerwowego, reprezentowanego „gdzieś w mózgu”- najważniejsze, że ” w mózgu”, choć jak na złość cały czas widać, co dzieje się, kiedy mózg uprawiając samoanalizę uważa za właściwą każdą funkcję , wedle której się kierował:).

Betonowość tzw. bionauki skomentował wyśmienicie pisarz, satyryk, Ambrose Bierce:” Umysł to tajemniczy rodzaj materii, oddzielonej od mózgu , zajmujący się głównie rozpoznawaniem swej własnej istoty , przy czym daremność poszukiwań polega na tym, że umysł nie posiada niczego , czym mógłby się rozpoznać, poza sobą samym”.:)))))oraz „Mózg- organ,  którym myślimy, że myślimy”.

Ludzie zajmujący się kardioenergetyką dopuszczają świadomość , że mózgowi pomaga serce, tworząc kooperatywę ciała- duszy-umysłu, ale to widocznie zwolennikom skupienia się na drążeniu jednego ziarnka piasku dla samej przyjemności wydaje się wciąż zbyt trudnym.

Psychologia , główkując 🙂 intensywnie, pokusiła się jednakże o umieszczenie w swej wyobraźni:) pewnych możliwości, wpychając je rzecz jasna w systemy.

I tak, psychologowie R.Schiffrin i R.Atkinson zajęli się pojęciem „pamięci sensorycznej”, wedle której nasze oczy, uszy itp. posiadają  indywidualną , choć  ograniczoną pamięć.

Kolejnym systemem pamięciowym miało by być „STM”- short-time -memory, według którego  na chwilę zachowujemy niewielkie informacje. „Czasowe informacje”….może chodziło o okresy kwantowe, ale kto by się tym….A szkoda, gdyż np. „okres kwantowy” wydaje się ograniczony poprzez zasadę magicznej liczby siedem (sekund), co prowadzi do ciekawych obserwacji u ludzi po transplantacjach, którzy raportowali , jak się okazuje, mniej więcej siedmiosekundowe skojarzenia obrazujące pochodzenie ich organów.

I pamięć długodystansowa;)-trzeci system, zachowująca spore ilości informacji przez długi czas, często objawiająca się nagle w różnych sytuacjach , a która również potrafi się odbić naukowcom czkawką , kiedy biorca organów zmienia swój styl, pragnienia i nagle okazuje się, że te nowe są identyczne ze stylem życia dawcy. A jednak o tym, reklamując transplantologię , w ogóle się nie mówi. Milczą też psycholodzy, tak aktywni zwykle w sprawach wagi pomniejszej.

Ostatnio zaś zaniepokoiło mnie pomniejszanie wagi pamięci i generalizowanie przypadków przypominania sobie traumatycznych przeżyć jako….nie istniejących, wyobrażonych, nie byłych.

Może czas poświęcić nieco uwagi czwartemu systemowi proponowanemu przez badaczy energetyki serca , zawierającemu wszystkie trzy systemy poprzednie i wychodzącemu daleko poza nie, poza system nerwowy i immunologiczny , a spajającym je „piątą siłą”- energią serca? Może czas już wykorzystać jasne, biologiczne podstawy do proponowanej syntezy oglądu, o których w następnym ,

Czułego Nowego Roku Państwu życząc….

——————————— 

Lektury: jak poprzednio w cyklu, plus:

Daniel Callahan „Taming The Beloved Beast:Why Medical Technology Costs Are Destroying Our Health Care System”, Princeton University Press,

Marsile Ficin „Les Trois Livres de la vie……” Paris 2000,  

R.Atkinson, Schiffrin „The Psychology of Learning and Motivation, Chapter: „Human Memory: a proposed system and its control processes”, NY Academic Press, 1968

A.G.Bierce „Aus dem Worterbuch des Teufels „, Sanssouci, Zurich, 1964

w w w.thehastingscenter.org (uwaga: polecanie strony nie oznacza identyfikowania się z prezentowanymi tam poglądami),

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.23.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 22, 2010

JEST.Wreszcie. Przesilenie zimowe 22/23 grudnia za pasem:). W kulturze słowiańskiej świętowane, w kulturze
….unioeuropejskiej?;) wyrównane do nicości: w oficjalnych kalendarzach niet i już. A jest co świętować…..

Chińczycy zaobserwowali, że od tej pory „dzień przyrasta na grubość nitki….”. W szarościach i usypiających bielach, w mrozie i martwocie- czy to nie jest najlepsza z możliwych nowina?

U nas…u nas dopiero „na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok…”. Ale niektórzy mogą tego skoku nie doczekać, dlaczego nie mieliby zacząć cieszyć się już teraz?:)))

W Chinach Dong Zhi ma tak doniosłą rolę, jak Nowy Rok-to na cześć Przesilenia Zimowego wzniesiono w Pekinie świątynię Niebios. Chwalono więc niebiosa i …dzielono się ze wszystkim, co żyje, wszystkim, co posiadano- nawet z myszami:) , wierząc, że zapewni to szczęście do…następnego przesilenia.

W ujęciu bardziej duchowym można by rzec, że czyniono  wszystko, by….nakarmić zarodek własnego, odradzającego się „ja”: przecież właśnie budzi się do życia Yang , teraz więc należy zacząć wzmacnianie organizmu -krok po kroczku, dbając, by odżywiać się pokarmem pełnym energii, pozbawionym „śmieci”…tak, tak, święta a przy świętach stół z łakociami , także z tymi ze sklepów….no cóż, podobno mamy wybór…..:)

Dla Chińczyków to czas „głównego przeglądu technicznego”:)))- da xiuli, więc:

-oczyszczanie

-smarowanie

-reset:)))

-pojenie

-uruchomienie i jazda próbna:)))))

Co do punktu pierwszego:oczyszczanie. Teraz , jak w każdym innym przypadku , niektóre media usiłują wmawiać społeczeństwu, że niczego, absolutnie niczego nie wolno nam robić „bez pomocy fachowca”. Czy dlatego wygląda ta nasza cywilizacja, jak wygląda, że zajmują się nami właśnie….. fachowcy?;)

A kiedyś, na wsi, w mieście, ludź za pan brat z Naturą głodował, kiedy czuł, że musi, potem wracał do zdrowia, jadł co chciał, jak przesadził- znowu pogłodował…..i żył .Obejrzyjcie proszę czasem nasze stare cmentarze wiejskie , poszperajcie w kościelnych kartotekach: śmierć w wieku powyżej 90 lat wcale nie była rzadkością.

Będąc fachowcem od siebie samego bierzemy odpowiedzialność, ale i zyski , na siebie. Czy tego chcemy- musimy rozstrzygnąć sami. Głodówki…już pisałam-na pewno nie długie, nie dla każdego prawie (poza wodą) całkowite ( a te nie dłużej niż 24 h !) i to w odpowiednim czasie zgodnym z zegarem natury, czyli: na pewno nie przed pełnią księżyca. Tym, którzy się w tej chwili uśmiechną z lekceważeniem, powiem, że ja widzę uśmiechnięty Księżyc i ten obraz odpowiada mi bardziej:)..a propos Natury: proszę spojrzeć: najpierw porządnie sypnęło. Etatowi przepowiadacze pogody plątali się w prognozach, a przecież to jasne: najpierw Matka okrywa wszystko, na czym Jej zależy, potem niszczy, co Jej nie pasuje. Duże śniegi- potem duży mróz. Ale to chyba wciąż za trudne dla specjalistów pragnących skomputeryzować nawet Naturę….

Myśląc o oczyszczeniu nie zapominać o skórze proszę: sauna tylko PO pełni księżyca, o osobach, które z tego dobrodziejstwa mogą korzystać z wyjątkową ostrożnością, pisałam, zresztą wskazówek odnośnie sauny nie brak w literaturze ani w necie.Poza sauną: kąpiel z garścią kamiennej, swojskiej soli i olejków ( o aromaterapii napiszę osobno, to cykl na lata:))), zwracając Państwa uwagę, że aromatyzowane sztucznie świeczki, drewienka, plastiki i inne cudeńka to NIE JEST AROMATERAPIA. To CHEMIOterapia bez trzymanki.

Po oczyszczaniu.. najpierw warzywne soki, ALE razem z miąższem (poza kapustą) . Potem przyjdzie kolej na sok klarowniejszy. Teraz ma być „tęgi”:).Małymi łykami, codziennie: z marchwi, pietruszki, selera , buraczków -jestem zwolenniczką-poza specjalnymi przypadkami- soków jednorodnych, więc ja ich nie mieszam.

Wracając do Chin: pożywienie ma wzmacniać Yang, więc…

-to, co pochodzi od zwierzątek: jajka, mięso (kto jada, ten jada, ja- nie…), sery, ryby….

Ale oczywiście pamiętamy o równowadze, tzn.:uzupełniamy jedzonko Yang produktami zrównoważonymi energetycznie , m.in. strączkowymi.

Podkreślam sens spożywania polskich warzyw korzeniowych: wzrost w chłodnym klimacie , czyli (niestety:), naszym, już nadaje wartości YANG. Dodatkowo wzrost w naszym regionie powoduje, że te organizmy są już z naszymi poniekąd „zaprzyjaźnione”, nie powodują reakcji ” a ktoś ty”?;)….

następnie wsuwamy to, co zrównoważone:), więc:

-strączkowe- i tu przy fasoli białej: proszę poświęcić jej, przyrządzając, nieco więcej uwagi i uczynić to na sposób dalekowschodni, a mianowicie:dobrze wymoczoną ( dla mnie „dobrze wymoczona” to 12 godzin:) zagotować w proporcji: 2 pełne szklanki wody na jedną niepełną fasoli, gdy już się parę minut pogotuje, przykryć ją o numer mniejszą od garnka:) drewnianą pokrywką ( w najgorszym razie-emaliowaną) i gotować dalej. Kiedy zobaczymy, że pokrywka się nieco podniosła (fasola zwiększa objętość) , a woda wrze, unieść odrobinę pokrywkę i dolać odorbinę zimnej wody z brzegu garnka, czyli przerwać proces gotowania….i znów pokrywkę na fasolkę, do garnka, i znów do wrzenia…i ponownie zimna woda….itd.aż fasola zmięknie do ok.90 %, dopiero wtedy możemy ją posolić i dogotować bez dolewania zimnej wody.Jakkolwiek metoda może wydawać się śmieszna lub (i) pracochłonna:), to zaręczam, że jest prościutka, zajmuje mniej czasu niż normalne gotowanie twardego strączkowca:), wymaga jedynie doglądania jej:), zaś spreparowana w ten sposób ma bardzo subtelny smak , jest aksamitnie mięciutka i- co najważniejsze: lekko ją strawimy.Można ją piec? Można. Ale i tak najpierw ją wtedy trzeba zagotować, potem zabrać łuskę i dopiero piec, a to jakieś….drobnostka:) – razem 3, 4 godziny:))))) no i nie jest aż tak łatwo strawna, jak gotowana.

Jeżeli już przy fasolach jesteśmy, to fasolka azuki ( do kupienia już chyba w każdym mieście) przyrządzona tą samą metodą,ale z kasztanami jadalnymi, zawiera mnóstwo ciepła , gdyby ktoś był regularnym zmarźlakiem, to danie go z pewnością rozgrzeje. Co dodać ? Wedle smaku. Ale na pewno:szarą,  kamienną sól i masełko:))) 

-NIERAFINOWANA sól morska ( w razie , gdyby ktoś odczuwał problemy z pracą serca po spożyciu SZTUCZNIE DOJODOWANEJ SOLI SPOżYWCZEJ  (od posiadającej jod naturalnie-morskiej- nie ma się co spodziewać sensacji sercowych, chyba, że zjemy jej na raz pół szklanki;)))))), a o co Państwa nie posądzam) , proszę zwrócić na to uwagę i oczywiście wybrać inną( w ogóle wybrać inną:)) -piszę o tym, gdyż często ludzie nie wiedzą, z czym wiązać pewne objawy , boją się najgorszego, a bywa, że sprawcą niektórych dolegliwości może być banalna,  zachemizowana , zwykła , biała sól).

-marchew, pietruszka korzeniowa, seler, por, dynie

-NIERAFINOWANE oleje roślinne

-NIEAROMATYZOWANE herbaty (można sobie samemu zaaromatyzować skórką jabłka czy kardamonem….)

-nadal aktualne orzechy włoskie (kapłani świątyni Izydy w Pompejach zastygli w lawie wraz ze swym pożywieniem…orzechami -i tak dowiedziano się, co jadali na wieczór:))

-słód jęczmienny zamiast cukru (z umiarem:)))))

Uwaga: farmaceutyki, narkotyki ( z nielicznymi wyjątkami) są BARDZO SILNIE JIN i szczególnie o tej porze roku mogą spowodować wytrącenia z równowagi, które nie będą już do naprawienia w całym spektrum. To jak uszkodzenie blachy w samochodzie (przepraszam, jeżeli ktoś poczułby się urażony, cóż- mówię o samochodzie:))))-już nigdy raz pogięta blacha nie będzie chroniła nas tak, jak nieuszkodzona…choćby i sam mistrz ją wyklepał:))):przenosząc to na organizm: naruszona struktura powoduje brak odpowiedniej komunikacji między komórkami, a co za tym idzie, uszkodzenia w samych komórkach, te zaś wytrącone z prawideł zachowują się , jak chcą, mając za nic wszelkie prawidła. Prawda, że proste?

Proszę Państwa, zaraz będziemy (przynajmniej większość ) świętować, życzyć sobie nazwajem itd, dawać prezenty, ale ja , dziękując przy okazji serdecznie Państwu za dotychczasową obecność i żywy :))) udział w mojej działalności tutaj życzę  Państwu i sobie 🙂 tylko , … abyśMY, my- to znaczy Ludzie, byli dla siebie nawzajem tacy, jak chcielibyśmy, żeby ktoś był dla nas. I żeby każdy z nas zechciał zrozumieć , że najwspanialszym prezentem, jaki może dać Innemu, jest ….ciepło i szczerość serca….I to nie od święta, a na codzień. Spokojnych Swiąt Państwu życzę ….

Posted in aktualności, odżywianie, TCM, zdrowie | 2 komentarze »

Tarczyca, czyli żywy włos i żywa myśl.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 11, 2010

„Przez wiele lat chorowałam na rzadką chorobę krtani. Po jedenastej operacji wspaniały chirurg otolaryngolog prof.Jan Kuś poradził, żebym sprawiła sobie kota i nauczyła go spać przy szyi, co też zrobiłam. Cidel był ze mną szesnaście lat. Przez ten czas nie miałam ani jednej operacji; guz w krtani przestał odrastać.” Pani Barbara Pietkiewicz w wywiadzie dla TS, pt.”Jak się masz koteczku”, luty, 1994 rok- za wykopanie mi którego (wywiadu) serdecznie Pani Basi S. dziękuję….cóż, wygląda na to, że w 1994 takie rzeczy w prasie popularnej jeszcze uchodziły:)…teraz takie perełki to rzadkość, a  ponoć mamy „wolność pełną gębą”? Czy tylko „pełnOM gEMbOM”?;))

O Panu Profesorze Janie Kusiu nie wspomnieć grzechem by było, postać to niekonwencjonalna, choć w konwencji:) tytułowana. A przy okazji krtań, tarczyca….wszystko to w ciele jednym, na dodatek blisko,  kot zaś przyjacielem wielkim:)).żywy kot:)

W części pierwszej wspomniałam o roli tarczycy w rozwoju płodowym dziecka-jej założenie daje się zaobserwować najwcześniej około 24 dnia życia embrionu. Może zainspiruje Państwa do pewnych wniosków, że tarczyca rozwija się w dnie jamy ustnej jako wyrostek aparatu trawienia – tzw.”jelito głowowe”- proszę nie przerażać się określeniem typowym dla medycyny niemieckiej – w istocie, jest ów odcinek tak ważnym i w funkcji swej wieloznacznym, że Niemcy z nazwą trafili jak najbardziej.

Tak, jak wąż;) rośnie wyrostek jako Ductus thyreoglossus(no proszę, nawet nazwa wężowa;))) , rośnie w dół, kolejno przechodząc etapy dojrzałości i przeobrażenia w dojrzałą tarczycę….Miejsce, skąd wyszedł, zamyka się samoistnie ( u niektórych część wyrostka łączącego z pierwotnym miejscem zostaje w postaci trzeciego, nieparzystego płatka tarczycznego i nie jest to powód do strachu, rzadko z maleńkich resztek rozwojowych mogą utworzyć się tzw.cysty-najczęściej nie będące powodem poważnych zaburzeń) – jama ustna traci tym samym połączenie z tarczycą ( a przynajmniej tak nam się zdaje, do czego jednak wolałabym się zdystansować), po „gościu” zostaje maleńkie zagłębienie- Foramen caecum- w podstawie języka, mówiąc najprościej.

Dlaczego to opisuję? Ponieważ bywa, że ktoś interpretuje wygląd tarczycy zapominając o możliwościach naturalnych zniekształceń , co prowadzi do zbędnych opinii i błędnych decyzji. To tylko przypomnienie, że takie możliwości w naturze istnieją:)

Ale jest i powód drugi: na płaszczyźnie psychicznej, kiedy „nie możemy czegoś przełknąć”, kiedy mimo starań (p.odc.1) nasze słowa odbijają się od „ludzkich ścian”, odbiera to…no właśnie najpierw tarczyca.

Zanim zapomnę- jako, że właśnie przy naturze jesteśmy: w Izraelu najlepszą do tej pory i stosowaną od lat (a o której dobrze wiadomo też w Szwajcarii i USA :)) metodą wykrywania poważnych (czyt. wymagających zainteresowania) guzów , zmian w piersi jest ….obserwacja noworodków: dziecko nie chce pokarmu z chorej strony. Jeżeli uparcie wybiera tylko jedną, odrzuca zaś drugą, mamy powód do rozważenia , dlaczego. Do tej pory noworodki były w tej metodzie niezawodne:) , a przy tym szczere i nieprzekupne:))).

 Przypomnę też o zwierzakach i ich zdolności wykrywania  chorych miejsc w  człowieku. Koty są w tej kwestii świetne, psy -różnie, ale trzymane „od małego” i mające dobry kontakt z Panem czy Panią- nie ustępują kotom.

Wróćmy do tarczycy.

Kiedy tarczyca jest  lokalizowana jako już „tarczyca”? W siódmym tygodniu życia embrionu. Myślę, że to ważna wskazówka dla kobiet rozważających rozstanie się z płodem- moim zdaniem (abstrahując od samego faktu tego niewyobrażalnie ciężkiego w skutkach zjawiska (niełatwo mi je nazwać, choć wiem, że nie mamy prawa czyichś , tak osobistych decyzji osądzać , że życie przynosi różne sytuacje  i że ważna jest akceptacja drugiego Człowieka w jakiejkolwiek by był sytuacji oraz powstrzymanie się od  wykluczenia go ze świata żywych, od destrukcji tego życia, które zostało )  wiąże się taka decyzja z późniejszym zmierzeniem się właśnie z problemami tarczycznymi.

  Hormony tarczycy działają na serce (wspomniałam) i system krążenia, prowadzą do wzrostu frekwencji serca, , ciśnienia i poszerzenia naczyć krwionośnych. Wpływają też na przemianę tłuszczową, cukrową, wzmagają aktywność gruczołów potowych łojowych , motorykę jelit…..dużo? A to nie wszystko.

Poprzez ich aktywniejsze działanie wzmożone jest zużycie energii i całkowity „obrót”, bilans energetyczny organizmu. Następstwem tego jest podwyższenie ciepłoty ciała.

Te same hormony regulują wzrost noworodków i rozwój komórek, szczególnie centralnego systemu nerwowego. Jeżeli w pierwszych miesiącach życia organizm nie był w stanie wyprodukować ich wystarczająco, można zaobserwować zmiany w strukturze i funkcji komórek glejowych systemu nerwowego.

Kontynuując, hormony te wpływają na różnicowanie komórek nerwowych i wielu innych , biorąc udział w …..
kierowaniu ekspresją genów na poziomie molekularnym. Lekceważenie niedoboru hormonów tarczycy u niemowląt i zaniedbanie naturalnego wyrówania owego może spowodować później neurologiczne zaburzenia , których pochodzenie zbyt często spychane jest na zupełnie inne przyczyny. 

Hormony tarczycy – T3 i T 4 (proszę zerknąć uwagę odnośnie ich pokrewieństwa w cz.1.:)) to , chemicznie biorąc, połączenia jodowe, co zaznacza rolę jodu w egzystencji samego gruczołu.

I tu, w wielkim skrócie, dotarliśmy do pożywienia, które lubi tarczyca. Pożywienia, ponieważ z  jodem w postaci przemysłowej dozowanym jednostajnie przez określony czas można , niestety, błyskawicznie przesadzić, wyrównanie strat zdrowotnych  wymaga już pracy większej.

Pomijam, że nie jest czymś wyjątkowym, iż jod okazuje się najmniej winnym w problemach z tarczycą i jego sztuczny dowóz nie wnosi wówczas niczego poza równie sztuczną jej stymulacją. Biorącym preparaty jodowe przypominam, że:

– trzeba kontrolować poziom potasu (zwyżka poziomu potasu oznacza konieczność przemyślenie przyjmowania jodu..w najłagodniejszej wersji)

  – w czasie karmienia piersią jod przenika do mleka matki i może stłumić prawidłową pracę tarczycy u dziecka

-w przypadku terapii litem prosić odpowiednią osobę o ponowne rozważenie zalecenia przyjmowania jodu- jod i lit w jednym zestawie to o jedno za dużo.

  – jod przyjmowany w nieodpowiednich dawkach w czasie ciąży może sprawić , że u dziecka może wystąpić tzw. wole wrodzone, niedoczynność tarczycy, kretynizm….

Może wystarczy. 

Kiedy więc zapytaliby mnie Państwo , czy jem sól jodowaną, odpowiem :nie sądzę . Chyba, że nieświadomie gdzieś ktoś by mnie poczęstował, ale znając tych, którzy częstują:) , nigdy by mi tego nie zrobili:), ja zaś taką sól poznaję: w moim organie węchu ma ona specyficzny zapach…..no dobrze, mój nos protestuje. Dobra , szara sól prosto z ziemi ma cudowny zapach mikroelementów w ich naturalnej postaci, kolory – zależnie od miejsca wydobycia- dowolne:) i nigdy nie zostawia w ustach posmaku chemii. 

Całe szczęście więc, że w sklepach całej Polski pojawiła się już od jakiegoś czasu normalna sól kamienna, bez dodatku jodu (jak można było wpuścić do sklepów wyłącznie jodowaną??? Co z ludźmi mającymi nadmiar jodu?) , już nie jako przywilej dla bogatych mogących sobie pozwolić na sklepy ze „zdrową żywnością”. (dobrze, wspaniale, że są, ale jest DROGO, moi Państwo, taka żywność powinna być powszechnie dostępna, normalny sklep powinien mieć zdrową żywność w rozsądnych cenach. Proszę spojrzeć na nazwę: czy to oznacza, że w innych sklepach żywność jest NIEZDROWA? Niestety, brutalna prawda wychodzi sama…..)

Sól morska? Przy niedoborze jodu jak najbardziej. Szara, gruba (można przecież zmielić samemu i w ten sposób uniknąć kolejnych etapów oczyszczania….przy okazji oczyszczania z cennych mikroelementów ).

Teraz parę informacji o sposobach podejścia do tarczycy:):

W TCM zaburzenia tarczycy postrzegane jako zablokowanie jej , czym w istocie pamiętając o istocie TCM są,traktowane są akupunkturą lub moksoterapią , więc odblokowaniem jej i wyrównaniem poziomu hormonów . Chinki znają też dobroczynną moc bursztynu – noszą wtedy nieoszlifowany lub b.słabo szlifowany bursztyn na szyi, w okolicy tarczycy. Wspominałam o bursztynowej „wodzie” robionej samodzielnie, ze spirytusu i okruchów bursztynu: DELIKATNE nacieranie nim okolic tarczcy przynosi wyraźną ulgę , zresztą – każdy może stwierdzić to sam.

W odżywianiu naszą uwagę powinny zająć : ciecierzyca, fasola mung, olej kokosowy delikatnie, acz skutecznie regulujący metabolizm (nie tylko wewnętrznie: można nim masować od zewnątrz tarczycę , bardzo , bardzo delikatnie- raczej nie powinna robić tego druga osoba, chyba, że zasługuje na Wasze absolutne zaufanie i dobrze znacie jej postawę etyczną -uwaga- czakra!).

Homeopatycznie , ale zaledwie poglądowo, gdyż nie sprecyzowałam rodzajów zaburzeń gruczołu, a o czym wspomnę później, zwróciłabym uwagę na :

-zapobieżenie powstaniu wola: Spongia(gąbka)

-regulację aktywności tarczycy:Lycopus virginicus(karbieniec-przypomnę-chodzi o ilości homeopatyczne!)

-przy powiększającej się tarczyca:Fucus vesiculosis (morszczyn )

Co do jodu: w brokułach, morskich rybach (dorsz, śledzie,  szproty, makrele, łosoś,) , morskiej kapuście (sklep z orientalną żywnością) , krabach, tranie , nasionach słonecznika.

Czego przy wolu tarczycowym (nadczynność) raczej unikać (może nie „unikać”, a zminimalizować): brukselkę, kapustę włoską, sałatę, rzepę, szpinak, buraki- oczywiście minimalizujemy te produkty tylko na czas powrotu poziomu jodu do normy. Przy czym: ciekawym sposobem słowiańskiej medycyny ludowej jest…owijanie wola liśćmi kapusty właśnie. Włoskiej lub zwykłej. Ale to od zewnątrz:), podaję to jako ciekawostkę, aczkolwiek niektórzy są przekonani, że przynosi ulgę.

W razie , gdyby ktoś przyjmował jod w postaci farmaceutycznej i dodatkowo w pożywieniu i…pewnego dnia zaobserwował u siebie:

-bóle brzucha, głowy, zębów, dziąseł,

-metaliczny smak

-gorączkę

-biegunkę

-drętwienie stóp, rąk

-slinotok

-brak łaknienia

-wymioty, mdłości,

-wysypkę

-znużenie, ogólną słabość, zmęczenie…..

proszę  udać się tam, gdzie jod przepisano i poprosić o zbadanie przyczyn ww. objawów. W razie, gdyby zaobserwowano obrzęk ślinianek ….udać się tam NATYCHMIAST.

Zanim przejdę do odcinka następnego, Osobom, którym wskazano przyjmowanie preparatów tarczycowych , powiem , że : budowa tarczycy ludzkiej jest właściwa też świniom (choćbyście nawet nie chcieli:)))))) i małpom. Przemysł wyprodukował więc preparat tarczycowy ze świni i , o ile mi wiadomo, jest on lepiej akceptowalny przez organizm aniżeli kompletny twór laboratoryjny . Nie jest to jednocześnie jego reklama, gdyż osobiście uważam, że zaburzenia tarczycowe świetnie można regulować homeopatycznie i wymienionymi tu metodami naturalnymi , nie krzywdząc zwierząt. Pamiętajmy też o ubocznym oddziaływaniu preparatów zwierzęcych na poziomy organizmu z perspektywy holistycznej, więc i duchowej.

Zanim jednak ktoś coś przepisze…robi się testy. A robiąc testy TSH myśli się, że :”normalne” TSH oznacza, iż ciało nie próbuje stymulować produkcji Tyreotropiny , więc tyreotropina musi być w porządku. Jak wysokie TSH, to , że nie funkcjonuje właściwie i i dlatego ciało próbuje tę produkcję stymulować.

ALE musi być test TSH, T3, T4. Wtedy dopiero można cokolwiek powiedzieć.Czasem- kilka testów, bo niezadawalające wyniki mogą być obrazem przejściowym.

A po testach….Kiedy „się myśli, że jest nie OK”, przepisuje się levothyroxynę, syntetyk T4.Mogą też dodać liothyroninę- syntetyk T3. ALE niektórzy tego razem nie przepiszą, gdyż wiedzą, że ciało konwertuje T4 w T3.Ci, którzy przepisują, myślą, że pomagają.

Jest też w sprzedaży kombinacja T3-T4 (nie mówię o tej ze świń), oczywiście patentowana, nie występuje w naturze, w ciele rozpoznane jako obce.A ciało buduje odporność…w ciągu dalszym musi to odtruwać wątroba.

ALE. Konieczne są dokładne obserwacje. Banał? Otrzymując diagnozę i lek, założywszy, że ktoś ma 30 lat, zostaje porównany do grupy 30-latków, w której znajdą się np.osoby z deformacjami tarczycy, z niedoformowaną tarczycą…A więc z objawami przeważnie Was nie dotyczącymi, a które wpływają na ustalenie terapii. Stąd tak ważne jest indywidualne podejście do drugiego, cierpiącego człowieka.Tym bardziej, kiedy Wam zaufał.

——————

Lektury:jak poprzednio w cyklu &

Evert Cornelis van Leersum:Contribution to the history of the simple enlargement of the thyroid gland”, Janus 29, 1925

J.H.King „The Influence of Thyroid on carbohydrate metabolism”, JEM, 1909, IX 2,

R.B.Welbourn „The History of Endocrine Surgery”, Greenwood PG, 1990

Posted in aktualności, depresja, odżywianie, tarczyca, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny , jak Chińczyk.cz.22.

Posted by natural health consulting w dniu Grudzień 5, 2010

„Poprzedniego wieczoru byłem u Rydygiera. To docent, internista, , lubi mnie i leczy za darmo.(…)Specjalizował się w Ameryce, wobec czego nie jest zbyt dobrze widziany i stoi to na przeszkodzie do uniwersyteckiej kariery, lecz nie przeszkadza różnym bonzom i dostojnikom reperować u niego zdrówko. Stąd piękne mieszkanie (…),…To  co mówi, jest osobliwą mieszanką przyrodoznawstwa i sceptycyzmu, szacunku dla bliżej nieokreślonych okultyzmów i bezsilności wobec tajemnic nieprzeniknionych nawet dla lekarza. (…) Zakazał pić wódkę i nakazał pić sok z dziurawca na niewydolność wątroby…..”  L.Tyrmand, z pamiętników pisarza

Skąd Tyrmand w TCM? A tak, na długie, zimowe wieczory, gwoli przypomnienia, że dzienniki różniste, auto- i biografie, też wiedzy o znaczeniu medycyny naturalnej dostarczają, że stricte „naukowe”, suche nieraz do bólu;) opracowania nie są jedynymi miarodajnymi źródłami informacji o historii „czegokolwiek”. Niby wiadomo, a jednak często się zapomina, stąd łatwo potem powiedzieć:” W Polsce Ludowej lekarze , walcząc z ciemnotą (???!!!)stosowali wyłącznie (???)medycynę akademicką”- gdyż takie „coś” niedawno wpadło do ucha. Zresztą….mają Państwo dziadków…rodziców…. a gdyby nie, pozostaje literatura faktu, czyli całe morze punktów widzenia. Wnioski – jak zwykle należą do Państwa.

Z małego śniegu zrobił się całkiem spory:) ..Ach, to pewnie tak wygląda globalne ocieplenie?:))))) I pomyśleć, że jednak są ludzie, którzy w to uwierzyli…A może to ja rozumuję nieprawidłowo….może ten mróz to tak naprawdę ciepły etap  zimniejszego okresu….no bo gdyby tak temperatury spadły do -40, to teraz faktycznie, ocieplenie:)))))

Tymczasem „Chińczycy trzymają się mocno” i zapewne ciepło , a będą jeszcze mocniej, gdyż i u nich nadchodzi Wielki śnieg- Da Xue, z 7 na 8 grudnia.

Jin rośnie , niedługo wespnie się na szczyt:), wskazówki z poprzedniego odcinka wciąż aktualne, wciąż panuje też żywioł Wody, ale przecież TCM to skarbnica wiedzy wszelakiej, to w dodatku harmonijna połączenie taoizmu i konfucjanizmu , więc czerpmy całymi garściami i zobaczmy, co nam zostanie:)

Chwilkę poświęcę odzieży, gdyż niestety, nie wszyscy zwracają na to uwagę- a wydawałoby się- rzecz podstawowa.

Buty- jeżeli wkładka jest syntetyczna- proszę albo się jej pozbyć, albo przynajmniej włożyć tam wełnianą.Może być też korkowa, w ostateczności , acz nie polecam ze względu na umiłowanie zwierzaków , skórzana. To bardzo ważne, gdyż wszelki „tworzyw sztuczny”;) osłabia nam Qi w stopie, a tego szczególnie w zimie robić się nie opłaca- w krótkim czasie przekłada się owo na zaburzenia nerek. Skarpety koniecznie wełniane. Pojawiły się też bambusowe, ale w naszych warunkach wełnianki  zimą są niezastąpione- po prostu wełna dodatkowo „wykonuje” mikromasaż skóry, pobudzając krążenie, a przy tym, nawet zmoczona nie oziębi stopy w sposób niebezpieczny (oczywiście pod warunkiem, że nie będzie namoczona bardzo długo,czyli jakieś 8, 10 godzin).

No i głowa.Ważna jest ochrona zatok- szczególnie u „migrenowców” i cierpiących na „wiecznie kapiący nos”, ale tak naprawdę, to u wszystkich. Wiatr jest horrendalnie przeszywający, niesie duży ładunek chłodu- poprzez uszy , czoło, może zaszkodzić wielu narządom-pamiętajmy o mapie punktów akupunktury na uszach- tam też odwzorowane jest całe ciało… uszy muszą być osłonięte i…proszę, nie ładujcie w mróz do uszu słuchawek- przy i tak napiętych zimnem błonkach głośna muzyka może sprawić, że słuchawki już nigdy nie będą Wam potrzebne…chyba, że te z aparatem słuchowym.

Ale śnieg: spadła woda w najczystszej postaci. W dodatku strukturyzowana, o czym z pewnością już Państwo gdzieś słyszeli. Mówiąc „najczystszej postaci” mam nadzieję, że ciągle istnieją rejony, w których to określenie zawiera w sobie sporo prawdy:), w każdym razie nie polecam śniegu z terenów zanieczyszczonych- to jasne. W innym przypadku….spójrzmy na zwierzaki: liżą śnieg wolno, po odrobince. Smakują. Nie jedzą go dużo, gdyż wiedzą, że taki rarytas trzeba dozować. I nie jest prawdą, że śnieg smakuje wszędzie tak samo:). ..I jakoś nie zauważyłam, żeby ssaki jedzące śnieg rodziły potem bałwany;)

Uwaga: śnieg najlepiej przynieść w małej porcji do domu, bardzo powoli, po szczypcie ocieplać w buzi.Nigdy nie jeść śniegu na zewnątrz w czasie wiatru: za dużo elementu zimna. Ideałem byłby „śniegowy deser” w słońcu. Ile? Łyżeczkę, łyżkę- a potem, jak kto lubi:), byle czysty. Jeszcze, co do czystości…tak niedawno słyszałam peany na cześć japońskiej diety, że jedzą sushi i tacy zdrowi. Japończycy nie jedzą wyłącznie sushi- to po pierwsze, korzystają z mnóstwa roślin , że nie wspomnę o dobrym ryżu- to po drugie, o chorobach przeciętny Japończyk nigdy obcemu nie opowie- to po następne, do lekarza zagonić ich ciężko (pomijam hipochodryków obecnych w każdym narodzie:)))) , gdyż mają swoje metody , stąd i zdrowsze statystyki pokrywające się ze stanem realnym :)))- p.jak wyżej, ale jeśli sądzicie, że jedzenie surowych ryb nie jest równoznaczne z narażeniem organizmu na wpuszczenie tam mnóstwa oryginalnych skądinąd:) pasożytów, to proszę zrewidujcie wiadomości o rybkach. Rybki zdrowe- ok, ale o „detalach” i cenie zapomnieć nie wypada . Albo obróbka termiczna, albo b.dokładne czyszczenie…..chyba, że mamy japoński organizm…i to kolejny dowód , że można przyzwyczaić się do (prawie) wszystkiego i „co nas nie zabije, to nas wzmocni”:))

Jeszcze troszkę o śniegu….

Dawno temu zauważyłam, że rośliny podlewane wodą ze stopionego śniegu „trzymają się” przez zimę o wiele lepiej niż te podlewane wodą z wodociągu . Więc już nie podlewam „kranówką”:) a efekty objawiły się w postaci gaju , którego fragmenty z ciężkim sercem musiałam zostawiać przyjaciołom przy każdej przeprowadzce….rzecz jasna robiąc sadzonki, więc….znowu gaj:)

Zimno, nie samą wodą człowiek żyje, parę słówek poświęcę więc jedzonku. Z początkowych wpisów pamiętają Państwo zapewne propozycję kasztanów jadalnych oraz podgrzewanych  orzechów włoskich lubianych przez nerki: aktualne.

Przy chłodzie zapotrzebowanie na „dopieszczanie się” rośnie, a z nim , w wielu przypadkach, ochota na słodycze. Gdyby chociaż tylko miód, daktyle….Proszę spojrzeć na piękne zęby Arabów : co wcinają na deser? Daktyle, sezamowe ciasteczka z miodem…..). Co wcina większość Polaków? Masowy odpad przemysłowy, czyli słodycze składające się głównie z „E coś tam”;) , lecytyny SOJOWEJ , glazury z nabłyszczaczem……ja to nazywam nie „cukierki” , a „cukrzykówki”.

No tak:  kiedy obżarstwo i popęd do słodkości wygrają z wiedzą i wolą, cukier urośnie. Nie ma problemu, gdy chwilowo, od czasu do czasu, organizm sam to ureguluje, jeżeli nie przesadzimy z nowymi dostawami. Co, kiedy przesadzimy?

Funkcjonującym od wieków w TCM specyfikiem na cukrzycę jest decoctum z łupin kasztanów jadalnych: łyżkę łupin gotuje się w pół litrze wody-niedługo, do pięciu minut, odcedzony płyn piją w trzech porcjach w ciągu dnia. Codziennie, przez dwa tygodnie. Potem ? Potem przerwa, zresztą cukier po tym wywarze powinien spaść już po trzech dniach…założywszy, że w tym czasie nie uzupełnimy słodkością:)

W Chinach można kupić suszone kasztany na targach, ale cóż….tam jeszcze , w tej „straszliwej dyktaturze” (poniekąd owszem, straszliwej,ale w wielu przypadkach jakby rozsądniejszej od niejednej „demokracji”) każdy może sprzedawać na rynku żywność zebraną czy w polu czy w lesie , czy wytworzoną w gospodarstwie. I niechby ktoś jęczał, że „niehigienicznie”…..:)) Prawda, jakie to dziwne? Handlują bez książeczek zdrowia , nikt nie zagląda im w stragany  i nie powymierali…Cuda jakieś czy co 😉

Temat cukrzycy wyczerpany rzecz jasna nie jest, poświęcę mu jednak dział osobny, a teraz jeszcze o skutkach chłodu.

Bywa, że ktoś się PRZEchłodzi. Nie, nie tak zwyczajnie ochłodzi, ale pozwoli wniknąć elementowi zimna do ” szpiku kości”, do…nerek, stawów. Najczęściej mamy do czynienia z takimi przypadkami np.po długim wystawaniu na mrozie (czekając na bus….) , po przypadkowej kąpieli (nie dotyczy morsów, ale też tylko do pewnego stopnia) w sadzawce..
Uczucie zimna pojawia się koło kostek , w lędźwiach i …w pośladkach. Takie uczucie oznacza, że zimno nas zaatakowało, że chce wniknąć dalej, czyli…zniszczyć , zdominować element Ognia . Nie możemy do tego dopuścić. Okłady z imbiru to najprostsza „zapora” dla tego typu agresji czynnika zimna i pobudzenie wewnętrznego ognia do wyproszenia „zimnego gościa”. Bierzemy ok. pół łyżki świeżego imbiru lub łyżkę suszonego , zalewamy wrzątkiem , zamoczone w naparze mocno ciepłe płótno przykładamy na PLECY i do łóżka, pod pierzynę. A do gardła sok z malin.

I trochę pocieszenia:niedługo zacznie narastać Yang, Jin -maleć. Porę ożywienia czują już tygrysy, jako jedne z niewielu zwierząt zaczynające w porze Wielkiego śniegu…. gody:))

Lektury:dotychczas wymienione w cyklu TCM

Posted in aktualności, odżywianie, ogród, TCM, zdrowie | Leave a Comment »