Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Wrzesień 2010

Borelioza-czym jest naprawdę?Cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 29, 2010

Największa tajemnica medycyny? Odwrócić uwagę pacjenta w czasie, kiedy natura pomaga mu sama.Voltaire

Kto by przypuszczał! Ponownie muszę się zająć pozytywną stroną mediów:).Wyrazy uznania dla autora Artykułu , Pana dra Jana Stradowskiego, lekarza , mimo młodości świetnie zorientowanego i wiedzącego, że w medycynie istnieją granice. Niby normalne, ale jednak nie usłyszymy tego od wszystkich przedstawicieli zawodu na forum publicznym.

Artykuł znajduje się w  polskim „Fokusie” ,  a jest tam o bezsensownych zabiegach medycznych, stosowanych w niewłaściwym czasie, o traktowaniu raka prostaty, o mammografii, angioplastyce (skromniutko, ale dobrze, że w ogóle:))) itp., p.”Bezsensowne reanimacje i inne głupoty medycyny”, wrzesień 2010. Jest i o dr.Lundbergu:).Już odetchnęłam – media w służbie Człowiekowi ! Ale..zerknęłam na artykuł po raz drugi. I trzeci. I coś mi nie pasowało:). Pomyślałam sobie, że za tak wyjątkową szczerością w TYM temacie coś kryć się może i nie jest to na pewno wina Autora….Nieee….nic się kryć nie musi. Potem jednak ….( w tej chwili psycholog powie, że stwierdza natręctwo myślowe i odpowiednio je zakwalifikuje:))), pomyślałam , że właściwie sam wydźwięk ” Nie ratuj mnie!” do zbyt pozytywnych chyba nie należy…Ale to moja interpretacja. W mojej interpretacji mieści się również ratowanie do końca, do chwili, kiedy niczego nie da się już zrobić….chyba, że ratowany sobie tego wyraźnie nie życzy….Ale… skąd ja mam wiedzieć, czy on mówi poważnie;), więc ….trzeba by go jednak ratować:). Ale to mój pogląd i śmiem twierdzić, że nie koliduje on z podtrzymywanymi poglądami na nieskuteczne , zbędne lub wręcz przynoszące więcej szkody lub pożytku terapie. Dalej więc pomyślałam, że jeśli tytuł na okładce brzmi „Nie ratuj mnie!”, to jednak jest coś na rzeczy i może w którymś z następnych numerów ukaże się coś o wspaniałych zakładach pogrzebowych, w których pochowanie jest samą przyjemnością (przepraszam za czarny humor, nie mogłam się powstrzymać), ewentualnie…coś o transplantacji…ewentualnie….Zanim zwerbalizowałam następną ewentualność, przewróciłam kartki i….”Medycyna nie potrzebuje szlabanów”, czyli o transplantologii. No proszę, w jednym numerze….

Właściwie, to dobrze , że zaprezentowano te artykuły jednocześnie. Ci, którzy nie wiedzą na temat wiele, najpierw poczytają sobie, żeby ich nie ratować i chętniej oddadzą coś z siebie tym, którzy jednak ratowani będą- tzw.krótka piłka. Co jednak z tymi, którzy tak oczywistą sugestię ośmielą się uznać za manipulację ?

Państwu polecam serdecznie lekturę wymienionych artykułów pisanych dostępnie i bez zbędnych dłużyzn :)oraz przede wszystkim- wyrobienie sobie na ten temat własnego zdania. Poza tym jest w piśmie jeszcze parę ciekawych inspiracji:) oraz prawda o żubrze – i nie chodzi o piwo:).

No to o boreliozie.

Koniec sezonu na kleszcze ? Bynajmniej.Najlepiej widać to ostatnio na grzybiarzach, zbierających nie tylko prawdziwki:).Ciepło, więc nic dziwnego, że temat wciąż aktualny, co przypomniało mi, że …nie skończyłam cyklu o boreliozie. Wprawdzie nie jestem pewna, czy będę mogła go skończyć , podobnie, jak wszystkie inne:), gdyż wiedza o środkach , jak wiedza o zaburzeniach ciągle obszary ciekawe odkrywa. Nie mówię „nowe”, gdyż w medycynie naturalnej niełatwo jest określić całkowite novum. Wiele z jej okruchów znane od lat tysięcy, tyle, że nie wszędzie, tyle, że nie wszystkim, tyle, że troskliwie nieraz skrywane.

Kontynuując postrzeganie traktowania boreliozy z perspektywy naturalnej przytoczę kolejne zioła wedle Dobrych Medyków, mając nadzieję , że sięgną Państwo po więcej informacji o każdym z nich, że stopniowo uda się Państwu zapoznać ze światem obok nas, cichym, a pomocnym, światem roślin – przyjaciół.

Wróćmy na chwilę do mrocznych czasów szkolnej medycyny europejskiej osiemnastego wieku:  studenci i uczeni odwrócili się od niebezpiecznych „terapii” rtęcią (bynajmniej nie homeopatycznych:)), od tego, co bezskutecznie ofiarowała im „racjonalna” medycyna .Zaczęli porzucać pudrowane peruki, trzewiki w szpic wyprzedzający właściciela o milę:) i….powróciła moda na wieś. Na proste, zdrowe życie, na pożywienie swojskie , a solidne:).

Nawet Rousseau piał o „szlachetnych dzikich”:)))), mając na myśli…mieszkańców prowincji, przeciwstawiając ich „dobre życie sztucznym, wymęczonym syfilisem ludziom cywilizacji”…. 

Christoph Wilhelm Hufeland (1762- 1863) , nieoceniony dla wszystkich miłośników zielarstwa człowiek, lekarz z powołania, on to nawoływał do zaprzestania stosowania  „medycyny trucizn, rtęciowego szarlataństwa , puszczania krwi i żrących skórę plastrów”.

Jego , świadczące o wielkiej wiedzy medycznej wystąpienia, w których wymienił wówczas już MAKROBIOTYKę , bazowały na promowaniu wspierania „naturalnej, wewnątrz mieszkającej siły życiowej”, mnożenia jej miast wyczerpywania niepotrzebnym truciem. Mówił o ziołach, słońcu, powietrzu , wodzie i cieple, o pożywieniu dopasowanym rytmom roku, o ruchu, o dobrym śnie , który siłę tę odnawiał. Kto dziś wspomina o tak zasłużonym dla potomności Mistrzu medycyny? Kto wie, że jego dzieło bodaj najważniejsze (choć i w pomniejszych perełek nie brakuje) :” Makrobiotyka albo sztuka przedłużania ludzkiego życia” nawet w Chinach przełożone było, że książka ta stanowiła cezusem w historii medycyny, że oznaczała koniec zdrowotnej katastrofy w Europie, rewolucję życia?

Niestety. Jak każda prawie rewolucja, i ta padła w końcu sromotnie, ofiary pociągając. Medyczne kręgi nie mogły pozwolić na uniezależnienie się od nich pacjentów. Poza nielicznymi, szlachetnymi wyjątkami, w kaście zawrzało i….po jakimś czasie już można było mówić o „zdobyczach nowej medycyny a  wszystko inne ponownie nazwano szarlataństwem”. Znacie? To posłuchajcie….:))))Prawda, że historia lubi się powtarzać…

Czasy szybkości, czasy pośpiechu i bezładu, mnogości rzeczy i mnogości doznań. Czasy….Merkurego. Ci, którzy czytali wpisy o boreliozie wcześniej, nie będą zaskoczenie powiązaniem jej z czasami nagłego przyśpieszenia, jakkolwiek dziwacznie by to brzmiało.

Mercurius, więc żywe srebro , rtęć – czy krętki nie zachowują się jak żywe srebro właśnie? Czy wszechobecny chaos nie kojarzy się z natrętnymi, wkręcającymi się wszędzie śmieciami? Czy rtęć nie jest składnikiem szczepionek i amalgamatów? Z której strony patrzeć- układanka robi się coraz wyraźniejsza.

W poprzednim wpisie o boreliozie wymieniłam kilka pomocnych roślin, teraz skoncentrujmy się ponownie na samych krętkach- z czego żyją , bo i tu jest jeden z kluczy do wyzwolenia się od niepożądanej armii.

Spiroszety (stali czytelnicy wiedzą, używam tego terminu zamiennie) uzyskują energię m.in. z kolagenów- z białek tkanki łącznej, ze ścięgien, chrząstek, otoczek nerwów ( o czym co nieco już było ) , ale i z płynu mózgowo- rdzeniowego oraz ocznego…żarłoki i tyle.

Są tak ekspansywne, że wykorzystają nawet autoimmunologiczne reakcje , by opaść powstające wówczas chrząstkowe tkanki  i zjeść ,co z tego da radę wyciągnąć:).Prawdopodobnie czyniły to już dawno, ale kiedyś systemy odpornościowe funkcjonujące w wyrównanym systemie współpracującym z naturą uzupełniały straty w wystarczający sposób, by nie poddać się boreliom- tak przebiegała więc borelioza (jak zwał, tak zwał) , bezobjawowo i kończyła się wyzdrowieniem bez podejmowania szczególnych wysiłków.

Jakie remedia możemy przedsiąwziąć wobec tych żarłoków? żywieniowe:):

-Witaminę C , ponieważ przy syntezie kolagenu witamina C działa jak esencjalny co-enzym. Więc:rokitnik, cytryna, kapusta, dzika róża, tarnina ….

-Cynk i miedź- nie z puszki, a z roślin, więc: ziarna słonecznika, liście buraka, groch, soczewica, orzechy włoskie i laskowe…..

-Krzem- skrzyp polny- wymieniany wielokrotnie, bo ważny i dlaczego- odsyłam wcześniej,

-Selen- czosnek

-Witamina B

-Witamina E….obie w pożywieniu proszę, nie w proszku lub sojowym oleju…chyba, że ktoś woli:)

Poza tym zwracamy uwagę również na postępowanie symptomatyczne, gdyż niestety aktywna borelioza daje się mocno we znaki.

Jak podaje Buhner, 2005 (i tu:nie popieram całości podejścia do tematu Buhnera, jednak w zdecydowanej większości uważam Jego protokół za bardzo, bardzo pomocny -przypuszczam zresztą, iż kiedyś napisze korektę pierwowzoru protokołu jako „wydanie drugie, poprawione:))), bo pierwsze jest prawie 🙂 idealne. Ponadto:całość protokołu można przeczytać za darmo wpisując w googlach :hope to heal lyme pdf . Jeżeli ktoś chciałby wersję drukowaną , to jest na amazonie „Healing Lyme”, Stephen Buhner.Zwracam uwagę, że wymienione przez niego a podane niżej zioła (nawiasem mówiąc wymieniane również w innych źródłach , np.chińskich) są przeważnie nowością dla naszych organizmów )fakt, rdestowiec japoński , po chińsku chuan qui , nieźle się zadomowił i wygląda na to, że i organizmy żywe tolerują go nieźle, co wiem po sobie, bo lubię czasem herbatkę z niego łyknąć:) ,a miód z niego wspaniały, i:) zastosowanie ich wymaga poważnego podejścia do sprawy, jak również bezpieczniejszą formą w tym wypadku wydają mi się preparaty gotowe.

-w czasie pierwszego, ostrego stadium infekcji:Eleutherococcus -syberyjski żeń – szeń (uwaga na interakcje z lekami) , bo działa (wg TCM) antydepresyjnie oraz zwiększa liczbę komórek obronnych

-przy tzw.fenomenie Bella- objawia się niemożnością zamknięcia oka – hang fang ji (TCM) ,czyli wschodnioazjatycka Stephania tetrandra , jedno z 50 podstawowych ziół TCM, wedle Chińczyków redukująca nerwowe i artretyczne stany, łagodząca puchliny, jednak stosowana w maleńkich dawkach , bo kwas arystocholowy, który zawiera, może uszkadzać nerki (bez ironii, to fakt, MOżE ) i prasa oraz net pełne są (po polsku:))) ostrzeżeń w stylu „kwas arystocholowy to trucizna!!!”.Jasne. Podobnie, jak złe słowo;)…Dziwne, że Chińczycy od tysięcy lat stosują coś, co inni postrzegają wyłącznie jako truczinę….i nie powymierali?!  Dla porównania polecam lekturę na w w w.acupuncturetoday.com, pt.”A succesfull story of aristolochic acid”.

– do wyprowadzenia neurotoksyn:rdestowiec japoński (Fallopia japonica), gdyż zawarty w korzeniach resveratrol wedle TCM redukuje neurotoksyny

-artretyzm stawowy- Dipsacus sativus (opisany wcześniej) , witamina A, Stephania cepharantha , Stephania tetrandra (jw.uwaga o ostrożności)

-do zmniejszenia bólów: pokrzywa jako napar, kapsaicyna i kurkuma (chroniące komórki, hamujące ekspansję zapalenia) ,harpgophytum procumbens- hakorośl rozesłana (środki ostrożności j.w.)

-przy problemach z pamięcią i zaburzeniach funkcji kognitywnych:rdestowiec japoński, lycopodium clavatum (widłak goździsty- uwaga, też raczej dawki homeopatyczne), znany nam świetnie z ogrodów vinca minor- barwinek ( specyficzny tonik dla mózgu pozwalający na dotarcie zwiększonej ilości tlenu do mózgu i polepszający przemianę glukozową, dopływ krwi do siatkówki oka, stąd pewnie nagle publikacje o „niebezpiecznym barwinku”, który można stosować wyłącznie pod ścisłą kontrolą a jednocześnie wzmożenie badań nad nim i chwalby, że wysyntetyzowana z niego winkamina może pomóc w nowotworach ….ale tylko ta pochodząca z pudełka;). Owszem, barwinek to nie chleb, posiada substancje faktycznie mogące wpłynąć na zdrowie negatywnie,jeżeli zostaną użyte w zbyt dużej ilości w nieodpowiedni sposób i w tym wypadu bezpieczniej jest sięgnąć po preparat gotowy z solidnej i najlepiej mającej spore doświadczenie w preparatach naturalnych firmy, ale mówię od samego początku:proszę dowiedzieć się na ten temat więcej w odpowiednich źródłach, gdyż tutaj staram się zaledwie zasygnalizować Państwu możliwości medycyny naturalnej, samo przybliżenie właściwości barwinka pochłonęłoby cały dzień) . Pozwolę sobie jeszcze nadmienić, iż wszystkie części barwinka opisywane są jako trujące , że ma ponad 40 alkaloidów, że najważniejszymi są winkamina i eburnamenina, że….do 1987 roku w Niemczech barwinek funkcjonował normalnie, jako zioło, dostępne wszędzie , stosowane ” z głową” (bo jak ktoś nie ma „głowy”, to lepiej nie stosować niczego bez poradzenia się czyjejś , znającej temat głowy”;) i nie potrafię znaleźć informacji o przypadkach zatrucia nim. Jeżeli ktoś takie posiada, zapraszam . ALE „zrobiono BADANIA ” i stwierdzono, że to trucizna! Od tego czasu można sprzedawać wyłącznie winkaminę w preparatach , nie preparaty z barwinkiem lub barwinek jako zioło. Oczywiście jako lek winkamina stosowana jest chętnie w oficjalnej medycynie w cerebralnych zaburzeniach krążenia.

-przy dolegliwościach sercowych na tle boreliowym wymieniany jest głóg ( Crataegus m.),

-swędzenie i drgania mięśni:magnez i witaminy B- kompleks

-spuchnięte okolice węzłów chłonnych, korek limfatyczny:ceanothus americanus (gorzknik kanadyjski) jako nalewka- działa przy puchlinach i bólach okolic śledziony i wątroby, dodatkowo jako drenaż limfatyczny,też uwaga na to ziółko, trzeba najpierw o nim sporo poczytać.

-słabość mięśni:nalewki z pączków sosny , żeń-szenia i Aralia nudicaulis- dzika sarsaparilla (uwaga, jak przy gorzkniku) , również stosowana w dawkach minimalnych a i to b.ostrożnie

-do odbudowy flory bakteryjnej jelit po ew.antybiotykach: kefir

-chroniczne zmęczenie:korzeń traganka (ostrzeżenia jw.), Andrographis p.(p.wcześniej), żeń-szeń,

-bóle głowy:rdestowiec japoński ( akurat dla Buhnera rdestowiec jest jednym z najważniejszych preparatów w boreliozie, reperuje szkody ,które wyrządziły swą aktywnością borelie) , preparaty z barwinka ,

Do tego , ogólnie:

-uncaria tomentosa, o czym było

-ciekawe jest zastosowanie monolauryny (tzn.laurycydyny, kwasu przekszt.w monolaurynę) – monoglicerydu z liścia laurowego, który atakuje lipidowe otoczki lub powierzchniowe proteiny borelii , monolauryna jest zresztą i w mleku kokosowym- jednym z głównych składników kuracji Indian karaibskich przy syfilisie

-niektórzy wymieniają srebro koloidalne, ale jako, że niestety istnieje na rynku dużo preparatów mających z nim niewiele wspólnego, powstrzymam się w tym miejscu od informacji na jego temat, ALE karierę srebro koloidalne zrobiło we współczesnym świecie stosunkowo niedawno, tymczasem kiedyś…Mądre kobiety kładły do dzbanów z mlekiem srebrne monety, żeby mleko dłużej było świeże ,żeby nie kwaśniało-i to bez ryzyka, że bakterie się na to uodpornią:))). Efekty były? A czy gdyby ich nie było, robiono by to w prawie wszystkich regionach świata od setek lat?

-Artemizyna z Artemisia anna, jednorocznej bylicy ,z Azji, w międzyczasie rosnącej jako neofita nad Łabą  i u nas, na Pomorzu i Mazowszu- łatwa do hodowli w ogrodzie ,proszkiem z niej leczono kiedyś malarię…leczy się i teraz w krajach , gdzie ta wiedza nie zginęła…jak przy wszystkich lekach, nawet, jeżeli te czy inne zioła za takowe nie są teraz oficjalnie uznawane, liczą się identyczne reguły bezpieczeństwa, j.w. 

-Kanadyjski korzeń pomarańczowy, Golden Seal, Hydrastis canadensis- środek „na wszystko” :)), pisze Buhner, ALE-NIE WOLNO STOSOWAC W CIążY, przekroczone dawki hydrastyny powodują nawet paraliż!

-ekstrakt z liści oliwki- immunostymulant

-krople jemiołowe -znane od dawna i w Polsce- wspierające aktywność limfocytów ,Hipokrates ordynował jemiołę przy limfatycznych opuchliznach,

-olej z ogórecznika , konopi, wiesiołka—łagodzą stany zapalne i wzmacniają system odpornościowy

-Cistus incanus-po polsku Czystek-  mało znana roślinka z rejonu Morza Sródziemnego uważana w kręgach wyleczonych metodami naturalnymi za środek cudowny.Jest „tego” 🙂 ok.22 rodzaje plus hybrydy .Posiada mnóstwo polifenoli , pita w formie naparu , Włosi , Francuzi, Niemcy twierdzą, że chroni też przed ukąszeniami kleszczy i komarów. W Niemczech znana dawno jako lek i suplement, ale też ostatnio robi się (czy nawet już zrobiono)  na nią apetyt przemysłowy i pewnie będzie to samo, co z barwinkiem. Czystek ma wyjątkowo skuteczne właściwości kompleksowego wiązania metali ciężkich (np.kadmu) oraz , w skrócie, potrafi rozkładać mikroorganizmy.W Grecji pity od niepamiętnych lat jako …herbatka:) ……ciąg dalszy nastąpi:)

Lektury:

wymienione wyżej, jak poprzednio w cyklu o boreliozie, plus:

w w w.deutsche- apotheker -zeitung.de, 16/Jg.,148/2009

w w w.cistuspage.org.uk

w w w.acupuncturetoday.com

„Healing Lyme”, S.Buhner

John K.Chen i Tina T.Chen, „Chinese Medical Herbology and Pharmacology”, Art of Med Press, 2004

Reklamy

Posted in aktualności, borelioza, etyka, odżywianie, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny, jak Chińczyk.cz.17.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 24, 2010

I? Nie ma to, jak własna prognoza pogody? Przyszło ciepło? Przyszło.

No to cieszmy się każdym dniem i smakujmy aromat jesieni, zanim nadejdzie Wielka Biel.

Równonoc Jesienna-Qiu fen, 23/24 września i potężna- największa w roku- pełnia księżyca pod patronatem faceta w czapie :), z toporkiem w ręku. Toporek ma odcinać lato :).Boli:).Kiedy przyjdą deszcze, te prawdziwie jesienne, liczmy. Chińczycy mawiają, że z dziesiątym trzeba wyjąć z szafy rzeczy naprawdę ciepłe…Hm, a co, jeśli zmarzniemy już przy drugim?:))Ubierajcie się zależnie od pogody i pamiętajcie, że kiedy wieje silny wiatr, lepiej ubrać „cebulkę” i potem ,w pomieszczeniu się przebrać ,aniżeli dać się przewiać:)).

Jesienna równonoc to i czas naszej równowagi a przynajmniej próby doprowadzenia organizmu do takowej.

Na pełni (księżyca ) i krótko po pełni-dobrze rozgotowany kleik z kaszy jaglanej z marchewką lub ryżowy (wg chińskich źródeł- recepta na długowieczność), na śniadanie gruszki odżywiające płuca i karmiące Jin. Jeżeli nie tolerujemy świeżych- bo i tak bywa- upieczone lub lekko podgotowane (uwaga, nie rozgotowane). Organizm będzie nam wdzięczny.

Do kleiku dwa dni po pełni można dodać inne warzywa gwoli upodobaniom oraz oczywiście grzyby- dar lasu, mało kalorii ,a mnóstwo białka i innych ciekawych substancji, o których wspomniałam wpis wcześniej. Grzyb nie tuczy a system odpornościowy wspiera. Poza krajowymi borowikami, rydzami, maślakami czy podgrzybkami , mamy do dyspozycji chińskie Shiitake (najpierw moczymy je w letniej wodzie, aż zmiękną)- te można łączyć z pieczarkami, kiedy smak chińszczyzny wydałby nam się zbyt wyrazisty;)

Teraz  -do 25.września do południa będzie świetny czas na zbiory i magazynowanie naszych ogrodowych skarbów-zebrane o tej porze zachowają wartości odżywcze na bardzo długo i nie będą się psuły (chyba, że umieścimy je w naprawdę niegodnych warunkach:).Czas na magazynowanie w tym miesiącu jeszcze nadejdzie,ale już nie będzie on powiązany z zachowaniem tak wysokiej zawartości cennych substancji.

Obrodziły rokitniki- Hippophae rhamnoides . Niektórzy czekają na mrozy, by złagodniał smak. Ja nie czekam, gdyż wraz z mrozami ubywa witaminy C. Podobnie z owocami czarnego bzu (wspaniały sok na gorączkę, przeziębienie, odtruwanie zaflegmionego ciała przy grypie ). Nie zapomnijcie zostawić paru gałęzi owoców z każdego drzewka dla ptaków -zimą zostanie im tylko to, co nad śniegiem.

Rokitniki zasługują na powieść, ale jako, iż czasu „jak zwykle”, pokuszę się tylko o ….

Ojczyzną rokitnika jest Nepal. W medycynie chińskiej zastosowanie „odkąd najstarsi Chińczycy pamiętają”, w pozostałych rejonach pisali o nim mędrcy, pierwsi znawcy medycyny- np.Dioskorides, stąd w niektórych opracowaniach możemy nawet spotkać nazwę Hippophae dioskoridis.

Czy jest wiadome do końca, co kryje? Nie. Ale to, co wiadomo, wystarczy, by znów pokłonić się przed chińską mądrością. A jest w owocach rokitnika niespotykana ilość witaminy C- od 200 do 900 mg na 100 gram owocu. Dla porównania- taka cytryna ma jej ok.50 mg na 100 g.cytryny:).Poza witaminką C owoc rokitnika obfituje w beta-karoteny , garbniki….W oleju rokitnikowym nie brak witaminy B 12- ma on zastosowanie nie tylko wewnętrzne, ale i zewnętrzne, przy problemach dermatologicznych.

Zastosowanie rokitnika w medycynie nie jest tajemnicą ani dla Szwajcarów, ani dla Niemców, ani dla Rosjan, którzy niegdyś chętnie osiedlali się tam właśnie, gdzie rosły życiodajne krzewy . Produkcja oleju rokitnikowego w Rosji przetrwała wszystkie „izmy” i ma się dobrze do dziś , podobnie jak zapotrzebowanie na niego, gdyż niewiele innych olejów łączy w sobie cały witaminowy kompleks a już na pewno nie te stworzone według widzimisię człowieka. 

Co robimy z pomarańczowych owocków? Najpierw ostrożnie zbieramy- łatwo się pokłuć:).Potem- konfitura, sok, olej -ten ostatni można też uzyskać sposobem chałupniczym zalewając ciepłą oliwą owoce w ciemnej butelce i odstawiając ją na miesiąc co najmniej, w chłodne miejsce.

Co oprócz rokitnika w TCM , zanim nadejdą śniegi? Jest jeszcze morwa- Morus alba i morus nigra-przepędzające zapalenie górnych dróg oddechowych , nawilżające płuca, czyszczące z flegmy, łagodnie wspomagające oczy i eliminujące ich zapalenia.Liście- herbatka, owoce – jemy, robimy konfitury i soki.

Nie da się pominąć obywatelki 🙂 pigwy- toż do skarbnica witamin i smaku. Pigwówka przy kominku, kiedy mróz dookoła…i już mamy słońce w środku:)

Aronia – podobnie, jak rokitnikowi, należy się jej cześć i chwała. Wspominałam o niej wcześniej, ale teraz czas na zbiór-nie zaniedbujcie tej roślinki Wszyscy, którzy swe serce na uwadze mają, podobnie , jak owoców głogu – pysznie się czerwienią , będą długo jeszcze, ale to dla nas moment najlepszy, by je do nalewki:).

Zbierając owoce , zioła, warzywa, zbierając cokolwiek w naturze, nie róbcie Jej proszę krzywdy. Nie zbierajcie WSZYSTKIEGO, zostawcie nieco dla Innych. Pozostawcie kawałek, z którego korzystaliście, w równowadze. Czy wiecie, że pewien grzyb, Phellinus hippophal. , (znany też wśród ludu jako Ognista Gąbka:))))) zaszeregowany przez Szwajcarów w Czerwonej Księdze jako zagrożony wymarciem,  wegetuje wyłącznie na starych, martwych już rokitnikach? Wyłącznie na nich. Zostawcie zmurszałe pnie w pokoju. Tam ciągle jest życie.

Lektury:jak poprzednio w TCM , plus:

F.Löser , „Der Sanddorn.(Herkunft, Anwendung, Rezepte)”.Schwerin, 2006, Demler Verlag (o rokitniku)

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Grzyby:żywność, lek, kosmetyk. cz.1.Ignorancja vs. tradycja.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 14, 2010

Wyszli więc z chaty i szli przez las….Pan Jezus szedł naprzód, święty Piotr za nim. Sw.Piotr krył zwędzony placek pod pazuchą,urywając po kawałku i ukradkiem do ust wkładając.Ale co tylko usta zamknął, to go Pan Jezus o coś pyta.Sw.Piotr, by odpowiedzieć , kąski wypluć musiał.Skoro ino ostatni kęs wypluł, przystanął Jezus i rzekł do niego:

Obejrzyj się, Piotrze,co na tej ścieżce rośnie…

Sw.Piotr zerknął bojaźliwie do tyłu , a tam…grzyby :z każdego wyplutego kęsa jeden.

Wtedy Jezus zawołał:

-Myślałeś, Piotrze, że nie dojrzę,co zrobiłeś? Od dziś grzyby na świecie rosły będą, coby ludzie pamiątkę mieli, żeś mnie chciał oszukać….Z ludowych podań, o powstaniu grzybów;)))

Nic, to , że po raz drugi, ale przypomnę:

Niech pożywienie Wasze lekiem będzie ,a lek żywnością…..Hipokrates

Roztrąbiły się nośniki DEZinformacji:

Grzyby BE!

Grzyby trują!

Grzyby nie mają żadnych (?!!!) wartości odżywczych!

Grzyby są zbędne w diecie człowieka! (???)

Grzyby to zagrożenie!

Do tego ostatniego….Chlebem też udławić się można:).Ale co powiemy o dorosłym, który dławi się chlebem lub pozwala na udławienie się nim własnemu dziecku? Nieostrożny był? Nierozsądny? Lekkomyślny? Pewnie to właśnie będą najłagodniejsze określenia.

Czyżby przy okazji ,powiedzmy-nierozsądnego;)- obchodzenia się z darem natury ,jakim są grzybki, ktoś miał ochotę wprowadzić licencję na ich zbiór, albo przynajmniej ograniczenia w zbieraniu runa? Wszak takie pomysły już były…

Ale o tym na razie sza! Na razie rozpętuje się ogólnopolską histerię, obrzydza uroki lasu, z grzybów robi potwory a z ludzi zbierających je- co najmniej „nieświadomych niebezpieczeństwa”;-))). Jedyna pociecha, że ludzie nie dają się zwariować i jak zbierali , tak zbierają…oczywiście uważając na to, CO kładą do kosza….w większości:))

Kiedy maleńki chłopiec trafił do szpitala z uszkodzeniem wątroby po muchomorach, pomyślałam sobie „będzie pożywka dla „służby” zdrowia. I nie pomyliłam się. To, czego jesteśmy świadkami w ostatnich dniach , cała ta medialna awantura z grzybami- nie, nie z chłopcem- z grzybami w roli głównej przyprawia mnie co najmniej o niesmak.

Bo pod awanturę podczepili się od razu miłośnicy transplantacji :jest okazja- trzeba korzystać, prawda? Nieładnie.

Ale nic to- trąbi się o „trujących grzybach” i „niezbędności transplantacji wątroby”…..Hola, hola.

O ile nie neguję właściwości postępowania z wymienionym dzieckiem ,a nie neguję, ponieważ mnie przy tym po pierwsze nie było, po drugie słyszałam, że faktycznie objawy zatrucia dostrzeżono późno, to zastanawia mnie fakt reklamowania transplantacji wątroby przy okazji grzybów w ogóle.

Bo z tego, co mi wiadomo, transplantacja wątroby przy tego typu przypadkach jest ” ostateczną ostatecznością”.

Wiadomo to również medykom niemieckim i amerykańskim….Gdybyż tak z Zachodu przychodziło NAJPIERW to, co najlepsze….

Jak to z wątrobą było?…

„Najważniejsza fabryka naszego życia.Swietnie ukrwiony organ.Wszystko , co jemy i pijemy, dostaje się do wątroby.Jest elektrownią…”-z „Podstaw fizjologii i patofizjologii wątroby” prof.dr Klausa Mohra z Instytutu Farmakologii i Toksykologii Reńskiego Uniwersytetu Friedricha- Wilhelma w Bonn.

Ta elektrownia przyjmuje również trucizny.Niepożądane działania leków ( wiązane z zakłóceniem pracy wątroby, przyp. mój)  powodują oficjalnie tylko w BRD od 80.000 do 120.o00 zachorowań z 6000 do 9000 przypadków śmierci .(Deutsche Apotheker Zeitung, Nr 47, 2004)

Ile zatruć grzybami o podobnych skutkach?

Ile o śmiertelnych?

Wg niemieckiego urzędu statystycznego śmiertelność na skutek spożycia grzybów wynosi przeciętnie aż…..2 osoby rocznie.Bo np. w 1981 padł rekord:13 osób.W 2004 za to dwie….w 2005 – jedna….

To faktycznie fatalnie;)- trucizny straszliwe, te grzybki.

Ale gdyby nawet….to czy transplantacja jest rzeczywiście jedynym wyjściem?

Dlaczego w całej tej historii ani słowem nie wspomniano o starym, naturalnym środku odtruwającym, jakim była i jest sylibina z Sylibum marianum- ostropestu, u nas znajdująca się w popularnym Sylimarolu?

Dlaczego nie bąknięto nawet o studiach prof. dr.Wolfganga Blaschka z Uniwersytetu Christiana -Albrechta w Kiel,
który potwierdza pozytywne , silnie odtruwające działanie karczocha i ostropestu nie tylko in vitro, ale i in vivo, abstrahując od wieków zastosowania go w medycynie chińskiej?

Cynara carbunculus-karczoch , z jego kawoilochinonami (fenolokwasy)  i flawonoidami, znalazł uznanie w oczach wielu medyków dostrzegających jego hepatoprotekcyjne ( ochronne na komórki wątroby) działanie.(Uwaga:nie stosować przy tzw. zamknięciu dróg żółciowych i kamieniach żółciowych).

Ostropest zaś , z jego sylibiną ( dokładniej, dla chemików:diastereomery silybina A i B), izosylibininą (diastereomery izosylibina A i B), silychrystyną i silydianiną),in. flawonoidami, tłustym olejem…ta wspaniała roślinka stosowana „od zawsze” w zatruciach grzybami- o niej też nie padło ani słówko.Chyba, że gdzieś jednak padło;), wtedy proszę o informację, kiedy i gdzie.Bo np. w fachowym piśmie niemieckich farmaceutów nie wstydzą się napisać, że „sylibina może uratować życie”, że antagonistyczne działanie sylibiny wobec związków uszkadzających wątrobę wykorzystywane jest PRZEDE WSZYSTKIM  w zatruciu muchomorem sromotnikowym-amanita phalloides.

Na pierwszym miejscu działania sylibiny wymieniane są tzw.efekty membranowe, co oznacza, że dochodzi do zmian w strukturze zewnętrznej hepatocytów (kom. wątroby) ,co skutkuje niedopuszczaniem toksyn wątrobowych do wnętrza komórek.

Ponadto sylibina powoduje stymulację biosyntezy kwasów nukleinowych i protein w hepatocytach.

Przy wystąpieniu więc pierwszych gastrointestinalnych symptomów- tu najczęściej ok.16-24 godziny po spożyciu -podaje się ( np. w Szwajcarii, w Niemczech, we Francji…:)) właśnie sylibinę-dożylnie.Przeciętnie śmiertelność przy zatruciu muchomorem sromotnikowym określa się w BRD na 18,3 %-ciekawe, skąd takie dane przy tak „bogatej” statystyce „zgonów pogrzybowych”:)))). Po podaniu sylibiny może być zmniejszona ta liczba o….połowę.(dane z DAZ,2004,Nr 47).W przypadku roku 2005 uratowałoby się wedle statystyki pół osoby, ale co tam:)).No i jak tu nie mieć dystansu do statystyk?

Oczywiście przy podaniu sylibiny musi się pamiętać o jednym:absolutnym zakazie spożywania alkoholu-przynajmniej na czas wyleczenia wątroby.

Mam nadzieję, że zasygnalizowałam istnienie środka , o którym najwyraźniej „zapomniano”  , dość wyraźnie, ale coś mi mówi, że jeszcze do tematu wrócę…jeżeli będzie trzeba.

Teraz krótki szkic z historii grzybów, czyli wstęp do kolejnego cyklu.Tak, nie skończyłam poprzednich, ale przecież jesień w pełni-cóż Wam po tekście, jeżeli przeczytacie go w zimie?:)))

Zanim zapomnę: w medialnych „wieściach dziwnej treści” przewijały się „dobre rady” , a to , że np.

„grzyby z blaszkami są trujące a grzyby z rurkami bezpieczne”. Niestety, drodzy Państwo. Pomijając indywidualną tolerancję na te wspaniałe twory , chciałabym nieśmiało zauważyć, iż wśród grzybów „rurkowych ” istnieje np.borowik szatański, którego spożywać nikomu nie radzę, a który wcale nie jest taki rzadki.Z kolei , jeżeli mamy problem z „blaszkowymi” do tego stopnia, że nie potrafimy odróżnić kurki od lisówki- lepiej nie zbierać ich wcale, gdyż wśród nich jest najwięcej trujących-już lepiej kupić pieczarki:).Generalnie jedna zasada:jeżeli naprawdę nie mamy wątpliwości co do grzyba , a przy tym  jest to podgrzybek, maślak, borowik, koźlak- ok. Jeżeli mamy choć odrobinę wątpliwości- zostawmy go tam, gdzie rośnie.

Nauczmy się rozpoznawać tych parę „bez wątpienia” jadalnych-nie wymagam, aby zapoznawać się z ok. półtora milionem rodzajów grzybów lub chociażby stoma tysiącami tych najbardziej znanych:).Warto? Biorąc pod uwagę fakt, iż towarzyszą Ziemi od ok.1200 milionów lat….coś w nich być musi:).

Z historii:

w Chinach zna się lecznicze działanie grzybów odkąd istnieje sztuka medyczna. Na Zachodzie wiedza o nim prawie popadła w zapomnienie, ale…teraz przeżywa renesans jako mykoterapia, a nad którą pochylił się w Europie m.in. Uniwersytet Bonn oraz Institut fur Pilzforschung , Gesellschaft fur angewandte Mykotherapie und Umweltstudien mbH (w w w.gamu.de).

Renesans dzięki Chińczykom, którzy prowadząc w EU swoje praktyki, ponownie pokazali Europejczykom, jak wielkim bogactwem jest natura.

Chiny są kolebką terapii grzybami.Pierwsze ślady o zastosowaniu ich w medycynie europejskiej znalazły się z kolei u Dioskoridesa, w „Krauterbuch….” Hieronymusa Bocka,u Petera Meliusa i Adamusa Lonicerusa-według nich stosowano np.Phallus inpudicus (muchomor bezwstydny,NIE naśladować!!!) na podagrę.Z kolei Fomes fomentarius  (hubiak pospolity, czyli huba) do tamowania krwotoków  a Armillariella mellea (opieńka miodowa) jako środek przeczyszczający.

W roku 1679 pisał Lonicerus o Auricularia judae (ucho Judasza:) , że „gasi on gorączkę, opuchlizny przepędza…”, z kolei Chińczycy uważają Auricularię za środek wzmacniający system immunologiczny oraz regulujący krążenie.

Oni po prostu mają dłuższe doświadczenie:)

I tak, w czasach dynastii Ming (1368 -1644) grzyb Shii take (Lentinula edodes) stosowano jako „eliksir życia” (uwaga-środek przeciwzakrzepowy)…ba, on tam ciągle jest za takowy uważany ,stanowiąc jeden z elementów normalnej diety.

Z kolei Tremella fuciformis („srebrne ucho”,trzęsak morszczynowaty) znane jest z zastosowania w gruźlicy i wysokim ciśnieniu od….przynajmniej 400 lat.

A to dopiero początek, bo z tylu gatunków grzybów o każdym można coś…

Może z naszego podwórka, bo niedługo pełnia, a po pełni na obfite zbiory nie ma co liczyć?:)

Kto wie, że np.maślak zwykły-Suillus luteus ma zastosowanie w chorobach stawów , kurka (cantharellus cibarius, nie mylić z lisówką pomarańczową- Hygrophoropsis aurant.) jest świetna przy kłopotach ze wzrokiem a borowik (Boletus edulis) odpręża mięśnie i łagodzi pracę stawów?

„Nie mają żadnych wartości”? A czemu substancje w nich zawarte znane są jako immunomodulatory? A białko, dzięki któremu nazywane są „leśnym mięsem”, węglowodany, aminokwasy, węglowodany, witaminy A, B1, B2 , PP, C, D, miedź, potas, żelazo, wapń, cynk,niewiele  sodu, ….to co? NIC?

A smak?

Aromat lasu?

Smacznego Bezpiecznego życzę Państwu:)

w w w.deutsche-apotheker-zeitung.de

w w w.gamu.de

„Die Heilkraft der Pilze:gesund durch Mykotherapie”-Prof.Dr Jan Lelley

„Das Krauterbuch des Hieronymus Boch”-wissenschaftshistorische Untersuchung, B.Hoppe, Stuttgart 1969

Z.A.Nieczajew, ” Dzikorastuszczije rastienia i griby w medicinie i kułinarii”,

w w w.ebm.rsmjournals.com (Experimental Biology and Medicine, The Royal Society of Medicine Press Limited, „The Immunbiology of Mushrooms”-A.T.Borchers et al.

plus stałe źródła o TCM oraz doświadczenia własne:)

Posted in aktualności, farmakologia, odżywianie, ogród, survival,czyli przeżyć, zdrowie | Leave a Comment »

TCM, czyli odporny,jak Chińczyk.cz.16.

Posted by natural health consulting w dniu Wrzesień 10, 2010

Brr….Nie sprawdziło się te osiemnaście dni potów, chyba, że ze strachu przed globalnym ociepieniem;-). Czy ja nie mam receptorów temperatury, czy mi się zdaje, że na dworze jest zimno, jak……? A jeżeli tak samo wydaje się milionom innych , to czy im się też tylko wydaje?;-)A ten śnieg w górach, to….przejadłam się? Omamy? Jeżeli tak wygląda ocieplenie, to bardzo proszę o telewizyjną wersję ozimnienia:).

Sprawdziło się za to „Koniec Upałów”:-)….Chociaż tak sobie po cichu dywaguję, że ciepłe dni jeszcze nadejdą.Może nie na długo, ale będą.Pożyjemy, zobaczymy, nadzieję mam i okaże się, czy wystarczy:).

Bailu=Hakuro, po wietnamsku Bach lo , czyli , romantycznie „white dew”-Biała Rosa, piętnasta część roku 7/8 września.

Mgłom, resztkom tęcz, obfitości faktycznie białej, gęstej rosy patronuje chłopak dzierżący miecz. Miecz, czyli żywioł Metalu, a to przekłada się na ochłodzenie. Oprócz miecza patron Bailu trzyma naczynie , z którego leje rosę.

Odlatują ostatnie żurawie, z bocianów zostały niedobitki -będą przygarnięte przez dobrych ludzi na zimę. Można siać zboża ozime- u nas najlepszą porą do tego było Matki Boskiej Siewnej-ósmego września, co pokrywa się znowu z tradycją chińską (oczywiście nie mieszając do niej Matki Boskiej:).

Energia Jesieni postrzegana jest w Chinach jako zabójcza energia dopełniającego się cyklu życia-nieunikniona i nieubłagana.To najcięższa część roku dla wszystkich Słabych i Chorych- postarajcie się z Nimi być, nie zostawiajcie Ich samym sobie, niech czują Wasze wsparcie i Waszą energię.Nie tłumaczcie się, że „praca, dzieci, dom”.Jeżeli w ten sposób usiłujecie uciec od Ich cierpienia, pamiętajcie, że spotka Was ono w najmniej spodziewanym momencie i formie.

Typowe są zimne noce i ciepłe dni (oby jak najwięcej tych ostatnich), ale i spore wahnięcia temperatury, co ma przygotować organizm do zimy-kto przeziębi się teraz i naturalnie do zdrowia powróci, lżej będzie przeżywał wielkie chłody.

Masujcie twarz wewnętrzną stroną dłoni- delikatnie , spokojnymi ruchami- to dostarcza obliczu 🙂 energii i pobudza w nim wszystko, co konieczne, przy okazji nie pozwalając skórze wyschnąć.Nie zapomnijcie uprzednio potrzeć rąk. Taki samodzielny masaż zapobiega też bólom głowy.

Wzmacniajcie Płuca-wszak to wciąż ich pora-herbatką z łyżeczki liści lub kwiatu podbiału (Folium farfarae, Flos Farfarae -patrz :m.in.Prof.J.Muszyński, Ziołolecznictwo i leki roślinne,PZWL 1954) na szklankę wody, raz dziennie, chociaż przez dwa tygodnie.

Może już uda się Wam dostać żurawiny- mroźcie je-w zimie, gdyby Wam lub Waszym kotom, psom „zdarzyło się” zapalenie pęcherza moczowego -będziecie je mieli jak znalazł-tylko rozmrozić, wycisnąć sok i łyżeczką:).Możecie też zrobić sok żurawinowy lub konfitury z miodem-byle nie z cukrem, bo wtedy ich wartość znacznie się obniża.No i żurawinówkę:)

Herbatka z plasterkiem imbiru (usuwa z płuc wiatr i flegmę, rozprasza Qi) aktualna.

Ciekawym środkiem w TCM jest grzyb poria- Poria cocos,Wolfiporia extensa,Fu Ling,Indian bread- tonizujący Qi:ociężałość, ospałość, drażliwość- to wyzwanie 🙂 dla tego grzybka,gdyż przywraca on rodział płynów organicznych kojąc jednocześnie Płuca i Serce.Uwaga- Fu Ling obniża ciśnienie, poziom cukru we krwi, ma też-podobnie, jak nasze Semen Lini (siemię lniane) wspaniałą właściwość rozluźniania jelit:), co owocuje poczuciem lekkości:)-a to tylko kilka z jego zalet.Napar z łyżeczki Poria cocos zalanej wrzątkiem podawany jest w Kraju Srodka tak nastolatkom potrzebującym wzmocnienia, jak i starszym, słabym. Jako, że Chińczycy stosują porię również w leczeniu nowotworów, zainteresował się nim przemysł farmaceutyczny:)

Jeszcze kwitną róże- Rosa rugosa -sok z płatków , w połączeniu z ciepłą wodą łagodnie nastraja ciało wobec chłodów, podobnie, jak sok z owoców(naturalna vit.C) .To pora, w której osiągalne są jedne i drugie na świeżo-korzystajmy z tego.

W jakiej postaci teraz marchewka? Wyłącznie gotowana-uzupełniająca Qi Płuc,Nerek i śledziony.Surowa ochładza i rozprasza Qi!Gotowana marchewka powinna gościć na naszych stołach w porze Bailu jak najczęściej.

To czas oczyszczania jelit, wymiatania trucizn ,więc i lekkiego zrzucania wagi, ale pamiętajmy, aby do zimy zbudować sobie solidną podstawę zdrowotną dobrym, starannym odżywianiem.

I coś jeszcze:

Wprawdzie organizacja czasu nie pozwalająca na zbędne wynurzanie się sprawia, iż ani czytam ani komentuję ,co napisano na temat mojej strony ,ale tym razem zrobię wyjątek, gdyż Autor komentarza świetnie rozumie nie tylko to, o czym tutaj mówię, ale sam wie niemało , a poza tym , co rzadkie, rozumie też potrzebę współpracy w szerzeniu informacji służących szerokości spojrzenia, przecieraniu dróg, otwieraniu nowych furtek a to wszystko dlatego, że dobrze pojął „co czynisz innym, sobie czynisz”.Istnienie takich Ludzi jest dla mnie najlepszą nagrodą za to, co robię-Full Moon- jeżeli to czytasz- dziękuję.

Spytano mnie, czy jestem świadoma, że pozytywny komentarz do mojej strony ukazał się na portalu ezoterycznym-w w w.ezoforum.pl.Tak. Zajrzałam tam oczywiście. Znalazłam wiele pozytywnego, poza tym- każdy ma prawo do własnego zdania, własnych odczuć i ten portal na pewno temu służy.Służy też tolerancji i uchylaniu kolejnych drzwi, gdzie zaś te ścieżki poprowadzą, jest jak zwykle Waszym wyborem.

Komentarz i cytaty autorstwa FullMoona od razu- co było do przewidzenia- sprowadziły na Jego słowa atak.Do Komentującego, sugerującego ,iż czerpię z tej strony korzyści materialne, raczej się nie odniosę, gdyż z pewnością nie zrozumie- za rozumienie treści tu zawartych nie zostało mu zapłacone. Zarzut, (czy to w istocie może być zarzutem w dzisiejszych czasach?) iż „wiadomości z neta”,skwituję uśmiechem, gdyż wystarczy spojrzeć na treść i bibliografię,aby wiedzieć, że net jest zaledwie jednym z wielu -bynajmniej nie największym- źródeł zawartych tu wiadomości-chętnie za to przytaczam różne linki podające ciekawe informacje a POTWIERDZAJąCE to, o czym piszę -zawsze można zaopatrzyć się w dane książki, dokumenty, skontaktować ze stowarzyszeniami, lekarzami oraz badaczami
podzielającymi prezentowany tu punkt widzenia. Przystanę jednak nad ciekawą figurą intelektualną:) użytą przez przyjaciółkę szczepionek, a to ,że „miała do czynienia z ludźmi, którzy  żyliby, gdyby się zaszczepili” .Już już miałam powiedzieć, że chętnie bym te osoby poznała, ale tak sobie pomyślałam, że wszystko w swoim czasie:)). Nawiasem mówiąc, osoba posiadająca tak zażyłe:) kontakty ze zmarłymi powinna to bezwględnie ogłosić i upublicznić w pismach medycznych, na przykład pod tytułem „Najnowsze badania według Duchów:szczepionki są cacy”:)

Swoją drogą gratuluję tak długiego pobytu po tamtej stronie owocującego zdobyciem „cennych” informacji oraz zmaterializowania ich w internecie:))))Pokrętność wciskającej się już wszędzie dialektyki manipulacji mierzi mnie i nie zamierzam wątku kontynuować- zbyt jestem radosna, iż znów Człowiek podał rękę drugiemu we wspólnym a niełatwym celu-pozdrawiam Cię, FullMoon -jeszcze mnóstwo pracy przed nami ,aby to, co w Polsce traktowane jest jako „kontrowersyjne” było po prostu normalne, było jedną z możliwości-a to, co faktycznie wzbudza wątpliwości każdego myślącego Człowieka zasłużyło w końcu na właściwe określenie, otwartą, powszechną krytykę i odpowiednie pod względem przydatności:) miejsce.

Zapomniałabym:lektury jak zwykle w cyklu o TCM.

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »