Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Sierpień 2010

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.15.Pachnotka:)

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 23, 2010

Koniec upałów Chu shu – czternasta część roku ,od początku której jeszcze nieraz będziemy się pocić:-), ponieważ ów „koniec” oznacza ni mniej ni więcej, tylko, że jeszcze dni osiemnaście będziemy mieć niejeden powód do ocierania czół.

23/24 sierpnia i …czas powolnego wyhamowywania wegetacji. O ile nie można powiedzieć wiele (jeżeli w ogóle)  słusznego o powodach, dla których wykonywano w Chinach wyroki śmierci, to, jak na ironię, i tutaj naród ten starał się podporządkowywać naturze w maksymalnym z możliwych stopniu:mordowano w imię prawa właśnie o tej porze-tak usprawiedliwiano po części największą z największych niegodziwość człowieka:uzurpowanie sobie decyzji o prawie do czyjegoś istnienia.

A propos prawa, to….

Jest wielkim przywilejem, móc informować się do woli,ale też Twoim prawem, nie czynić tego wcale.(autorstwo wielu ojców:-))

Ilu Europejczyków tak rzeczywiście zna i potrafi stosować TCM? Jej okruchy-na pewno, ale co z grubszymi kawałkami?

Dużo krzywdy narobiło TCM utożsamianie jej wyłącznie z akupunkturą. Wiele osób dało sobie spokój ze studiowaniem jej, uważając za zbyt trudną , a w dodatku ,jeszcze nie tak dawno, medycyna szkolna upierała się, że „akupunktura to placebo”, co skutecznie odstraszyło potencjalnych miłośników TCM. Placebo? No, to jak na placebo, to ma wyniki, których może jej pozazdrościć niejedna „terapia” medycyny szkolnej:-)

Ale jak tu się uczyć precyzyjnych opisów ,na przykład punktów-Xue?:-D Klasyczne teksty chińskie nie posługujące się anatomicznymi detalami w rozumieniu medycyny zachodniej, podają PROSTE DO ZROZUMIENIA PRZEZ KAZDEGO szczegóły, jak lokalizacja w okolicy danej zmarszczki, zagłębienia danej kości, linii włosów ,miejsc, gdzie zmienia się kolor skóry…..Niby anatomia w chińskim wydaniu, ale przystępniejsza? Indywidualne cechy? No właśnie.

A każdy punkt posiada zdefiniowane, terapeutyczne właściwości, które wybiera się w celu przywrócenia równowagi.

Tylko i Aż tyle.

Ale to nie akupunktura włada centralnym miejscem TCM, jak mylnie sądzili wiele lat zachodni nałkowcy:-).

To miejsce , miejsce głowy , przypada Zielarstwu, a zachodni akademicy wreszcie zaskoczyli, że TCM to więcej niż „jakaś tam igła”:-) i….niestety, co niektórzy zbyt ochoczo przytaknęli  pomysłowi patentowania substancji znajdujących się do tej pory poza ich świadomością , zainteresowaniem i uwagą. Przykre. Mam nadzieję, że zanim opatentowane zostanie wszystko, co przedstawia „niebezpieczeństwo (oczywiście wyłącznie niebezpieczeństwo zarobienia mniejszej kasy przez monopolistów) dla zdrowia ewentualnych konsumentów „, zdążymy zapoznać się z niektórymi przynajmniej, ważnymi  dla TCM ziółkami .

Nie będzie łatwo:-):kiedy tradycyjny chiński zielarz zdiagnozuje dysharmonię, wybiera najodpowiedniejsze środki…najpierw spośród 500 podstawowych:-).Z nich komponuje zestaw. Dopiero, gdyby to nie pomogło, sięga po następne, lub dostraja terapię  akupunkturą.

Recepty kombinowane są z ok.5 do 15 maksymalnie ziół , a dozowanie obejmuje 3 do 15 gramów (nie GRANów) z każdego zioła. Przeważnie stosuje się decoctum- odwar, jednak , zależnie od zaburzeń, również tinktury (nalewki), pigułki, proszki i okłady z papek ziołowych.Mikstury dopasowywane są do każdego Człowieka. Nigdy chory na reumatyzm, który przyjdzie do znawcy ziół lub lekarza (również w Chinach znającego się na ziołach i stosującego je), nie dostanie identycznej mieszanki „z biegu”, tylko dlatego, że „też ma to samo”.

O przestrzeganiu terminów w zgodzie z naturą wspominałam, wypada więc wspomnieć o specyfice aktualnej diety.

W dalszym ciągu unikamy ostrych przypraw….jest wyjątek:imbir. To również czas na zrobienie pysznych konfitur imbirowo-mandarynkowo-marchewkowych.

Jak?

Przesmażamy tradycyjnie, z brązowym cukrem ,najlepiej w miedzianym rondlu najpierw marchewkę z imbirem i skórką z mandarynki, następnie dodajemy miąższ mandarynek i jeszcze przesmażamy.

Uwaga:proporcje:

marchewka 1 kg

mandarynka miąższ 1 kg

mandarynka skórka (dobrze oczyszczona)  10 dgk

imbir ( cienkie paseczki) 5 dkg -chyba, że ktoś lubi więcej:-)

Oczywiście to przykład, każdy w końcu wybiera własne proporcje. Ważne: to konfitura dobra dla cierpiących na nieprzyjemności lokomocyjne.

Ktoś nie lubi mandarynek? Pomarańcze.Dlaczego nie polecę nowaliny? Ponieważ nie lubię mutantów pozbawionych smaku.

  Co do imbiru-widzę czasem kobiety w ciąży, przeziębione w środku lata, „bo klimatyzacja……”.Moje Panie, jeżeli nie macie alergii na imbir (ja jeszcze się z tym nie spotkałam, ale zawsze może być pierwszy raz…), to jest herbatka stosowana z powodzeniem przez Chinki , a składająca się z suszu Czarnej Pokrzywy z Nankinu-Zi Su Zi- Perilla frutescens plus odrobiny świeżego imbiru (mały, cieniusieńki plastrek) oraz miodu lub brązowego cukru.Perillę można wyhodować u siebie , jest jednoroczna , nasza nazwa to pachnotka zwyczajna:-)-faktycznie, ma piękną i delikatną , nieco miętową woń. W Chinach i Japonii została doceniona już jakiś czas temu-ot, drobiazg,parę tysięcy lat;-) i wcale się nią nie znudzono:robi się z niej nawet cenny ,bogaty w omega -3 olej=olej perilla. Roślinka ta funkcjonuje głównie jako przyprawa (shiso) w sushi, tempurze (jap.), ale i stałe to ziółko przy przeziębieniach i mdłościach. Chyba wypada też nadmienić, że perillę Chińczycy stosują przy zatruciach rybami.

Ile można jej pić? Jako, że w naszych warunkach organizm do pachnotki nie jest przyzwyczajony, to zaczynać od jednej filiżanki, uważam, że nie więcej niż 3 dziennie, ale to kwestia osobistego wyboru.

W razie nietolerancji pachnotki , zostaje nasza gruszka gotowana na parze-na koniec, kiedy się ugotuje, można oblać ją miodem.Tak przyrządzona gruszka może łagodnie oczyścić jelita:-), więc proszę wybrać stosowny moment do jej spożycia:-).

To oczywiście propozycja nie tylko dla Pań w ciąży.

Poza tym proszę pamiętać, że świeży sok gruszkowy wspaniale działa na system trawienny-nawet ten delikatny.

Co poza gruszką godne  jest teraz uwagi? Papryka zielona, szpinak, sezam, kolendra, pietruszka-nać, fasolka szparagowa zielona,kapusta włoska, kapusta pekińska (silnie nawilża od środka) , cukinia, liście winogron (robi się z nich świetne, subtelne w smaku gołąbki)-te ostatnie można teraz kisić lub przesypać solą i ułożyć warstwami na zimę.

Jaki olej ? Oliwa ( nie mówię „z oliwek”, gdyż dla mnie oliwa jest tylko z oliwek) , olej sezamowy oraz krokoszowy.

Spokojnych „Jesiennych Tygrysów” (jedna z  nazw czternastej pory) życzę”:)

Lektury:jak poprzednio w cyklu o TCM

Reklamy

Posted in aktualności, TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.6.Strofantyna.

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 16, 2010

……Ponieważ nie bez „być” odnajdziesz swe poznanie….Parmenides

Zaledwie napisałam o artykule w „Forum”, już mam powód do pochwalenia tejże gazety po raz drugi. A to z okazji następnego numeru i tekstu o antyoksydantach zwracającego uwagę , iż najlepszym ich źródłem jest…natura. Nie będę chwalić zbyt wiele, gdyż uśmiecham się pełnią twarzy:-) i pytam samą siebie, czy to naprawdę nie jest sen, czy uczciwe dziennikarstwo powróciło na dobre….Jeden po drugim prawdziwe, esencjonalne raporty ,do tego kapitalnie przetłumaczone.
Dziękuję , jak powinien podziękować każdy, kto dostrzega odwagę i prawość Redaktorów. Przy okazji- nie mogę nie wspomnieć o gazecie zupełnie innej , ale również prężącej kręgosłup , a znajdującej się pod wodzą Kobiety władającej tak siłą środka, jak  i myślą niezależną:mowa o „Travellerze”,przedostatnim,nr 7. , lipcowym , gdzie w artykule na stronie 40. -wywiadzie z doświadczonym Panem Obieżyświatem , wydrukowano Jego słowa ,cyt.:”…Szczepienia? Nie szczepię się.”
Wyrazy szacunku-tym samym pismo zyskało w moich  oczach opinię medium prezentującego faktycznie świat z różnych punktów widzenia.

Z ostatnich spostrzeżeń chciałabym też zaznaczyć obecność portalu  w w w .szczepienia.org = forum NIE SZCZEPIE , któremu nie brak ani wiedzy ani kontaktów , a które doskonale wpisuje się w potrzebę czasu: szerzenie informacji.

Dziś ponownie słówko o sercu .
Fronty:-) rozmaite nadłamują melodię .Harmonia natury ,raz zaburzona , niełatwo do siebie powraca.Cóż, kiedy mnogość środków szkodliwych a powszechnych bynajmniej spokojowi nie służy a o tych ,co od wieków znane i pomocne , cicho ,gdyż , jak twierdzą niektórzy, „po co ma być dobrze, skoro może być źle?”.

Nie będziemy się zajmować środowiskiem śmierci. To życie daje nam wolę czynu i o nim ,póki jest, traktować należy.

Genetyk Sumu Ono z Beckmann Research Institute City, of Hope, Duarte,CA,złożył DNA w….muzykę. Młodzi genetycy polscy, z którymi o tym było mi dane rozmawiać, wybuchnęli pierw szyderczym śmiechem. Starsi, przysłuchujący się rozmowie, spoważnieli i spytali ,jak on to zrobił. Wśród młodych był też student zaledwie uśmiechnięty- uśmiechem pełnym dystansu wobec swych  kolegów…On też ,kiedy rechot umilkł , dołączył do starszych ,twierdząc: „zawsze czułem, że organizm jest muzyką”…. Cudowne uczucie , że WARTO .

Smutnym i nieodpowiedzianym dotychczas pytaniem pozostaje ,dlaczego pierwszą reakcją na informację młodych genetyków niemieckich (bynajmniej nie zdolniejszych od polskich), hinduskich ,rosyjskich był …zachwyt i podziw dla Japończyka.

Dr Susumu Ono skomponował adenozynę, guaninę , cytozynę i tyminę w zapis muzyczny ,gdzie cytozynie odpowiadało „do”, „re” i „mi” -adeninie, guaninie-” fa” i „so”, thyminie zaś- „la”.Wynikiem była melodia, która odtworzona ,poruszała słuchaczy obeznanych z Chopinem , Bachem ,do łez.Dr Ono poszedł dalej- przełożył fragment pasażu Szopena w w formułę chemiczną i ze zdumieniem dostrzegł, iż odpowiada ona DNA jednemu z ludzkich genów nowotworowych.

Wydaje się ,że NAWET komórki nowotworowe posiadają pamięć z przyporządkowaną im melodią, wypadającą z taktu, nieco przygłośną i tępawą w porównaniu z resztą zdrowej „orkiestry”. Ostatecznie dr Omo doszedł do wniosku, że rak przedstawia najgłębszą formę dysharmonii na poziomie komórkowym , spowodowanej zachowaniem części celularnej orkiestry symfonicznej , która to zapomniała (na skutek rozmaitych czynników), jak muzykuje się razem. Co ma do tego serce?

Serce jest dyrygentem.Tym samym , z perspektywy energii ,kardiologia okazuje się mieć więcej, aniżeli się powszechnie uważa, wspólnego ,z nauką o muzyce.

W każdej komórce wytwarzany jest „strunami serca” rezonans ładujący energią jego mięśnie .

Każda jego komórka to naładowane energią serce w miniaturze.Samooszukiwaniem jest wyniesione na podium medycyny akademickiej twierdzenie, że ciało jest wyłącznie materią.

O ile złożonymi kompleksami są najmniejsze z komórek (tak lekkomyślnie postrzegane przez wielu „nałkowców” jako „proste” i „łatwe” do obserwacji:-)))))))))),to w większości składa się na nie pusta (?) przestrzeń i tylko w niewielkiej części materia.

Mimo, że przewodzące energię ścianki komórek wyposażone są w receptory , że jest i cytoplazma z substancjami regulującymi życie komórki, że jest jądro,to wolna przestrzeń ,przez którą subatomarne wiązki energii poruszają się z prędkością światła, zajmuje w każdej komórce ….99,999 procent.

Czy pamięć komórkowa jest tylko prostym:-) procesem, w którym sygnały chemiczne przekazywane są na poziomie cytoplazmy, czy też w innej warstwie, na innym poziomie zachodzą subtelne, infoenergetyczne wydarzenia, w których udział bierze energia serca?

Czy brak „odbioru” wewnętrznej anteny ,jej głuchość na energię serca, nie jest jedną z głównych przyczyn zaburzeń w harmonii organizmu?

Niestety, podobnie, jak badania w dziedzinie kardioenergetyki, potraktowano znaną oficjalnie od 1859 strofantynę, a o której pozwolę sobie teraz krótko, gdyż powszechnie dostępne źródła niestety informacjami na jej temat nie rozpieszczają.Strofantyna , zaliczona do glikozydów nasercowych ,działa inaczej niż digitalis .Digitalis hamuje tzw.
pompę sodowo-potasową , strofantyna poprawia jej pracę i  odkwasza, mało tego- według badaczy oraz lekarzy wymienionych poniżej ,strofantyna to nic innego , jak hormon serca.No dobrze-dlaczego więc nie uświadczymy jej w terapii zawałowców, gdzie ma ona największe zastosowanie?

Od początku.Znana jest strofantyna (z greckiego Strophe-zwrot ) e, g (ze Strophantus gratus, z Acokanthera oblongifolia -też A.ouabaio/oubaina), h-Strophantus hispides i k-ze Strophantus kombe.Strofantin g i strofantin k interesuje nas najbardziej. Zainteresowała też niejakiego dra Kirka z ekspedycji Livingstona ,który , cierpiący na problemy sercowe, umył przypadkiem zęby szczoteczką zanieczyszczoną ziarnami strofantusa…..Dolegliwości ustały.Kirk żył :-))

Nic dziwnego, że powtórzywszy doświadczenia, zawiózł nasionka do domu ,a już w 1885 Thomas Fraser zaoferował Tinctura Strophanti (nalewkę ze strofantusa).Wielu ówczesnych medyków okropnie się wkurzyło:-).Ale tinctura była niezbyt smaczna:-), dokuczał też po niej żołądek (wredny smak i silnie przeczyszczająca) ,więc…..aby obejść nieprzyjemności usta-żołądek,ale nie pozbywać się cennego leku, profesor Albert Frankel zaczął aplikować strofantynę dożylnie-od 1905 .

W 1930 świat doczekał się teorii koronarnej , czyli,mniej więcej;-), że „zawały są następstwem braku krwi w naczyniach”, czym uwidoczniła się mechanistyczna teoria chorób (tą samą drogą poszli odkrywcy teorii lipidowej:-)).

Oczywiście za nowymi teoriami poszły nowe leki ,stare zaś, do tej pory niezawodne i wypróbowane, odeszły w kąt , zostając wręcz wyklęte.

O strofantynie ,dobrej jeszcze w latach 50-tych i 70-tych, zaczęto mówić, że „to nie to” i że doustnie to są problemy z resorbcją….Pewien profesor stwierdził nawet, że działa ona tylko u 15% pacjentów….zapomniał dodać, że podał ją zaledwie RAZ.

Na pochybel teorii antystrofantynowej znalazły się też badania i doświadczenia mówiące, iż teoretyczna, ino 3% resorpcja, dawno została podważona…..Na przykład praca Maschetti et al, gdzie u ludzi z radioaktywnym śladem , z wysokim ciśnieniem krwi (Maschetti et al,1971) potwierdzono resorbcję pow.80% a nawet zaobserwowano 100%.

Studia Marzo et al ,1974-resorbcja 38% u świnki morskiej w ciągu zaledwie pięciu godzin!

Były też badania ludzi posiadających sztuczne wyjście jelitowe ,u których po podaniu oralnym nie znaleziono strofantyny w kale. Krótko:substancja ta jest w 100% z jelit resorbowana ,rozpuszcza się w wodzie i szybko przechodzi z krwi w inne płyny.Jak to mawiają Niemcy? Probieren uber studieren.

Zepchnięciem strofantyny w cień żarłoczności biznesu zdenerwował się m.in.lekarz ,dr Berthold Kern, który wysnuł niebezpodstawną bynajmniej teorię, że „ludzie chorują przez zakwaszenie komórkowe a zawały powstają głównie przy zaburzeniu przemiany mięśnia sercowego”, do czego przychylili się  homeopaci, mówiąc o  „ostrym braku materiałów witalnych w ciele”.

śmiertelność wśród „zawałowców” wciąż jest ogromna, a tymczasem materiał, którego nie można nijak opatentować, który tanio sprzedają firmy produkujące farmaceutyki na bazie ziół oraz firmy homeopatyczne, ten materiał jest znany przede wszystkim starym ,doświadczonym lekarzom ,co nie oznacza, że chętnie stosowany…..

Bo kiedy spojrzymy na hasło „strofantyna”, to przedstawiana jest jako trucizna. Ano. Glikozydy naparstnicy też miodkiem raczej nie są, nie są nimi też beta-blokery, antyzakrzepowce, obniżające cholesterol i wiele innych „wynalazków”,ale ONE FUNKCJONUJą.”Bardzo niebezpieczna” ta strofantyna? Ojej! Tyle lat leczoną nią ludzi?!Jakim cudem??? Toż połowa ludzkości powinna była przez nią wyginąć?

Dlaczego więc w  Niemczech jest dostępna bez problemu? Fakt, nie jest mile widziana przez politykę zdrowotną, o nie, ale to chyba nie jest jakieś zaskoczenie dla Państwa? W każdym razie tam można ją dostać na receptę- Strodival,100 lub 300 kapsułek i koszty jej zakupu są zwracane przez fundusz zdrowia! A-przypominam-to nie jest tekst reklamowy (chyba powinnam to była zaznaczyć),ale jakoś powiadomić o fakcie dostępności tak cennego farmaceutyku muszę.

I cóż mamy na ulotce leku zawierającego strofantynę? Działania uboczne? Jakieś zmiany, nieprzyswajalność (pewnie inaczej by w ogóle nie dopuszczono), interakcje, o których rozpisuje się literatura medycyny szkolnej?NIE ZNANE.
Ostrzeżenia?NIE MA. O rany, to Niemcy wpuścili na rynek ponoć „bardzo niebezpieczną substancję” i nawet nie umieścili INTERAKCJI?

A gdyby tak poszperać w materiałach i zauważyć, że informacje odnośnie zmian, nieprzyswajalności,również te info wymieniane w innych źródłach co do „niebezpieczności” ,to …..tak jakby o digitalis chodziło?Czy przypadkiem strofantynie nie zostały przypisane odgórnie działania uboczne naparstnicy? Bo różnica w ich zachowaniu się w organizmie jest ogromna.Działanie uboczne strofantyny? Niech pomyślę….Mocna kawa – to porównanie, które nasunęło się lekarzom stosującym strofantynę w terapii od wielu lat.A- może być drapanie lub kaszel w gardle, bo kapsułę się gryzie, przeżuwa na sucho i wypluwa a strofantyna jednak drapie niemiłosiernie. Czas działania ? 10 minut.

Ile istnień można by uratować?

Co robi strofantyna?Kto to wie i kto ją tu stosuje? Bioprzyswajalna w 100 %?Odkwasza mięsień sercowy i wspomaga funkcje regenerujące komórki, witalność, pozytywnie wpływa na ciśnienie, też przy endogennej depresji , astmie, demencji, zakrzepach nóg?Kto wie , że w najgorszym przypadku po kapsułce strofantyny może dostać biegunki lub będzie uciskała głowa, i że ok-15% ludzi nie toleruje strofantyny, ale do tej pory nie zaobserwowano, aby w tym wypadku były jakieś poważne problemy- za to i owszem, ustalono, że w takim razie…nie dzieje się NIC?

Kto wie, że istnieje na naszym rynku homeopatyczny Strophantab z Heel’a?(To nie jest reklama!).

Kto wie, że strofantyna jest też w konwalii (trzeba z konwalijką ostrożnie, naturalnie,ale nikt jej przecież jadł nie będzie), oleandrze (jw.-tego się NIE JE!),cebuli morskiej,która jest zresztą niezwykle cenną rośliną o szerokim zastosowaniu?

Dlaczego „papież kardiologii” ,Profesor Edens, w roku 1928 mówił o strofantynie jako „błogosławieństwie dla serc” i „błędzie w sztuce lekarskiej,którym jest odmawianie jej chorym”?

Wspomniany już dr Kern stosował strofantynę u  20 000 pacjentów, tylko 4% z nich miało zawał ponownie-żaden jednak z tego powodu nie zmarł.KTO może się pochwalić podobną statystyką stosując „nowoczesne” leki?

Komu zależy na uciszeniu melodii serc?

Czytający to, zakładnicy biznesu mogą dostać piany….Moi Drodzy, nie lękajcie się:-)To może się Wam przydać,ale…..nie zapomnijcie, Boże broń:najpierw spytajcie o radę swojego lekarza lub/i farmaceutę.Na pewno Wam pomogą!

Lektury:

Jak poprzednio w cyklu, plus:

S.Ohno , M.Jabara:”Repeats of Base Oligomers (N=3n +-1 or 2) as Immortal Coding Sequences of the Primeval World:
Construction of Coding Sequences is Based upon the Principle of of Musical Composition”,Chemical Scripta,1986,26B,

też w Immunogenetics,1986

R.Ellinger:”Geschichte des Strophantinus und Empirie des oralen g-Strophantinus”,Therapeutikon, 1988

H.Schmid-Schoenlein „Was ist eine Mikrozirkulationsstoerung?” Arztliche Forsachung, 15.10.1982,

R.J.Petry,Prof.H.Schaefer-” Der moegliche Sieg uber den Herzinfarkt.Strophantin.Die Fehlbeurteilung eines aussergewohnlichen Medikaments”,

B.Kern „Der Myokardinfarkt”,Stuttgart,1969

W.Kammerer „Strophantin ist ein Hormon”,Pharmazeutische Zeitung,1999

w w w.cat.inist.fr

w w w.ecl.hiroshima

w w w.nap.edu

w w w.fourfoldhealing.com

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

A jednak się zmienia:-)

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 8, 2010

Krótko: już od lat słyszy się o „cudownych lekach na raka” wynalezionych „dzięki ogromnemu zaangażowaniu przemysłu farmaceutycznego” i już od lat miliony ludzi karmionych jest nadzieją, że zdrowie może im dać (sprzedać) ktoś inny. Już od lat spychane w niebyt są naturalne sposoby utrzymania zdrowia ,a w razie jego zachwiania- terapie proste i skuteczne pomagające w powrocie do równowagi. Ale czasy szaleńczego , wszechogarniającego lobbyizmu i sprzedajności chyba właśnie zaczęły chylić się ku upadkowi:-).Jeszcze niedawno pisałam, że nie można generalizować i….proszę!

Jest!

Szalenie pozytywny przypadek rzetelnego, tzw.powszechnego dziennikarstwa prasowego w temacie medycznym w Polsce! Moje uznanie dla Redaktorów gazety FORUM, którzy wydrukowali tekst ze „Spiegla” na temat działań koncernów farmaceutycznych w numerze  30, z 26.08.-01.07.2010.,str.18-21, „Zwykła nieprzyzwoitość”-ten tekst to perełka dla tych,którym zdrowie jest nieobojętne.

Więc jednak można:-)

Tą drogą dziękuję Ludziom ,którzy mi ten numer „Forum” polecili i polecam go dalej a Państwu tworzącym gazetę dziękuję za obiektywizm i odwagę, tak dzisiaj w prasie …..drogocenny:-):Drodzy Państwo, chorzy mają prawo do ugruntowanej wiedzą nadziei (silnego składnika żywotności)- na zdrowie i muszę powiedzieć, że teraz przybył im jeszcze jeden czynnik tę nadzieję wzmacniający:

Wasze dziennikarstwo.

Posted in aktualności, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny, jak Chińczyk.cz.14.

Posted by natural health consulting w dniu Sierpień 7, 2010

Tzu Kung rzekł:Nauki Wen i Wu nie przepadły całkiem i żywe są wśród ludzi. Cnotliwi gromadzą wiedzę o ich najważniejszych zasadach , a ci mniej cnotliwi gromadzą wiedzę o ich pomniejszych zasadach.Nie ma miejsca, w którym nie byłoby śladów nauk Wen i Wu.Jakże mógłby się Mistrz nie uczyć i po cóż byłby mu nauczyciel?Konfucjusz 

Z prawdziwym smutkiem doświadczam, jak wielkie nerwy i zacietrzewienie …właściwie, to nie wiem, jak określić te osoby….co niektórych przedstawicieli świata medycyny szkolnej -ale wydaje mi się, że wyłącznie tych zakompleksionych:-))i niedoinformowanych  budzi moje dzielenie się informacjami stricte specjalistycznymi, praktycznie zastrzeżonymi dla branży ( z zupełnie niezrozumiałych mi powodów, a o czym już kiedyś wspominałam), pochodzącymi np. z kongresów lub fachowych pism wydawanych za granicą…..Myślałam, że się ucieszą!:-):-):-)Bo korzystają naprawdę obficie:-)

 Ale oni się nie cieszą.

 Dlaczego? Bo może się okazać, że jakiś ich pacjent pilnie odrobił lekcje i wie więcej od „specjalisty”, któremu nie chciało się pojechać tu i ówdzie albo chociaż zasięgnąć wiedzy w FACHOWEJ przecież literaturze? A że w obcym języku? A co, nie ma tłumaczy?A jak nie tłumacze (bo nie daj Bóg też za dużo się dowiedzą), to nie łaska podszkolić to, co się ma na papierku, ale w głowie to już „nie przetwarza”, bo po co się uczyć, kiedy ma się już stołek?

 ALE MEDYCYNA TO SZTUKA, SZTUKA EWOLUUJE! A to oznacza, że , co podkreślałam w poprzednich wpisach, medycyny uczymy się do śmierci.Jeżeli chcemy się do niej jak najbardziej zbliżyć, rzecz jasna.Jeżeli chcemy komuś -i sobie- pomóc. Nie ma odwrotu.Jeżeli chcemy tylko wypisywać papierki, trzeba było wybrać inny zawód. Co? Pacjent będzie wiedział więcej a ten, kto nie wie,będzie się wstydzić? I bardzo dobrze, że pacjent będzie wiedział więcej, bo czegoś się od Niego Państwo Niechętni nauczą -OD KAZDEGO trzeba się uczyć.W każdym zresztą zawodzie. Po prostu w życiu. Nie ma się czego wstydzić. Zawsze, kiedy czegoś nie wiem- staram się dowiedzieć.To taka prosta zasada! Chyba, że ma się coś w nosie.Wtedy- przepraszam najmocniej.

Nie bójcie się internetu- on nie gryzie.

Nie bójcie się języków- one otwierają świat.

Nie zamykajcie się w spróchniałej wieży swojego zadufania i pewności, że posiadacie jedyną słuszną wiedzę.

Nie bójcie się książek i pism tworzonych w mowie, którą sami pielęgnujecie w zawodzie tak, aby laik nie miał do niej cierpliwości ani dostępu.

Powtarzam:została stworzona taka rzeczywistość, że chorych NIESTETY nie zabraknie. Każdy chory chce się też upewnić,  czy to, co przeczytał w necie lub książce, jest dla niego- zresztą i tutaj i w każdej medycznej, quasimedycznej i paramedycznej- a nawet zauważyłam ostatnio taki „cukierek”  w literaturze beletrystycznej!!- publikacji pisze, jak wół:ona nie zastępuje porady żywego specjalisty.O to się sama, wypaczona wersja  medycyny alopatycznej zatroszczyła, aby każdy czuł niepokój , póki nie ZAPŁACI EKSPERTOWI…Jakby książki i pisma były za darmo….no, dla „insiderów” znajdą się darmowe publikacje, nie powiem. A że Człowiek przychodzi i pyta o rzeczy, o których 
„ekspertostwo” nie ma pojęcia……To żaden wstyd- wstydem jest nie próbować się dowiedzieć, o czym ten Człowiek mówił lub ośmieszać, deprecjonować to, czego się nie rozumie. Przypominam:gdyby większość specjalistycznych, jak to się nazywa, stron medycznych nie była zarezerwowana  dla „inside”, czyli kółka branżowego, Ludzie chętnie by tam zaglądali i zapoznawali się z różnymi dziedzinami od tej drugiej strony, jeżeli już stworzyło się tak sztuczny podział  na „znawców zdrowia” i „petentów zdrowia”.Gdyby one jeszcze były napisane przystępnym językiem….byłoby cudnie.ALE TAK NIE JEST! Więc nie miejcie, szanowni Niespokojni, pretensji, że ktoś udostępnia „informacje, które nie zastępują konsultacji z lekarzem”.

Moja strona- jak każda inna, motywująca Ludzi do myślenia – najwyraźniej przeszkadza?

Bo co?Bo nie ma reklam big przemysłu ,  a kiedy wymieniany jest jakiś środek gotowy, to nie za opłatą ,ale dlatego , że w mojej ocenie -niesprzedajnej ocenie-jest dobry?

Bo mogłabym pisać w zamkniętym portalu TYLKO DLA UPRZYWILEJOWANYCH, którzy łaskawie by to czytali, albo nie, ale ta wiedza nie wymknęłaby się do LUDU?To mi się kojarzy z NUR FUR DEUTSCHE w czasach wojny, drodzy Państwo, ale te czasy już minęły!

A może, bo ujawniam źródła, z których każdy może skorzystać jeszcze więcej? I wiedzieć jeszcze więcej?No przecież takie źródła to też zarezerwowane dla elyty są , a elyta albo z nich skorzysta, albo chociaż sklei fragmenty swoich prac- niekoniecznie zawsze chwaląc się, skąd to ma, więc dlaczego ma o tym czytać LUD?

A dlatego, że wiedza jest dla WSZYSTKICH.

I na całym świecie jest coraz więcej stron o właściwym podejściu do zdrowia.I będzie coraz więcej, i coraz więcej ludzi będzie znało prawdę o chorym systemie zdrowotnym. Z internetem czy bez.To już za daleko zaszło- nie zabraknie ludzi, którzy nie ustaną w szerzeniu informacji.

Jedyne, co przedstawiciele pewnej grupy biznesu szczególnego rodzaju,biznesu na czyimś zdrowiu  mogą zrobić, to zmienić swoje nastawienie do pacjentów i klientów, uspokoić pazerność i zrozumieć, że wszystkich uciszyć się nie da.

Niech korzystają (robią to i bez mojego przyzwolenia) i pozwolą korzystać Innym. Niech nie robią z Ludzi półgłówków nie będących w stanie przeczytać i zrozumieć paru stron informacji o właściwościach jagód na przykład.Czy o działaniu magnezu w organizmie.Niech nie oduczają Ich myślenia, nie UZALEZNIAJą od chorego systemu.Wiedza MUSI być powszechnie dostępna. ..przecież podobno o to chodzi wszystkim chcącym dobra pacjenta, nieprawdaż?

A że dorwą przed ESKPERTAMI wiadomości ,o których nie zdążyło napisać jeszcze żadne polskie pismo? Toż to się cieszyć trzeba.W jakiś sposób ta wiedza dotarła więc i do nich.I nawet nie potrzebują tłumacza.

Wprawdzie nie sądzę, aby cokolwiek, co tu teraz napisałam, trafiło do kogoś, kto przed oczyma ma wyłącznie zysk, ale..

Kto wie….Czasem mgła opada niespodziewanie. Na razie pozostaje mi się cieszyć, że i u nas jest coraz więcej świadomych lekarzy zafascynowanych naturalnymi metodami leczenia , którzy coraz częściej nie poddają się ogólnopanującym ,skostniałym ramkom nie służącym tak naprawdę nikomu….O właśnie- choćby kwestia pijawek:
jeszcze niedawno spora część EKSPERTóW z odrazą wypowiadała się o hirudoterapii , jako „szarlatanerskiej metodzie”.Moi rosyjscy znajomi byli niedawno wręcz zszokowani, że w Polsce te zabiegi nie są powszechne dostępne, ponieważ w Rosji do tej pory pijawki można i nabyć i zahodować:-)) wszędzie, a ludzie stosują je i sami, ponieważ wiedzą, jak-i z pomocą lekarzy, dla których nie jest to niczym dziwnym. ALE hirudoterapii w Polsce  nie dało się zwalczyć, bo zbyt wiele osób wie już o jej dobroczynnym działaniu i co mamy? Pozytywne recenzje metody w prasie, nowe gabinety zajmujące się tylko ww.metodą….CO?? Są to nawet gabinety LEKARSKIE! Tak, tak, bo rozsądnych medyków nie brak i kiedy pozwoli im się na inicjatywę- potrafią leczyć skutecznie. Wprawdzie wciąż przestrzega się przed samodzielnym użyciem pijawek (fakt, trzeba zwracać uwagę, z jakiego źródła pochodzą i dobrze  lokalizować miejsce ich przyłożenia ORAZ absolutnie koniecznie zwracać uwagę na przeciwskazania!), z czego zaśmiewają się Rosjanie, ale postęp widać.

Nigdy nie zrozumiem tworzenia sztucznych ścian między wiedzą a Człowiekiem przez Człowieka.Nic tego nie usprawiedliwia.Jeżeli ktoś jest innego zdania…jego sprawa.

Trudno w to uwierzyć, ale z 7/8 sierpnia zaczyna się w chińskim kalendarzu…..jesień:Li Qiu, upływający pod znakiem „schodzących (łagodniejących) upałów, zwanych „jesiennymi tygrysami”. Czas żniw i zbiorów. To teraz natura wydaje się mieć najlepszy humor dla swoich dzieci-zwierząt i ludzi, to teraz jest najhojniejsza. Nic dziwnego, że w dawnych Chinach cesarz witał jesień Qiu uroczyście ,ucztując i obdarzając podarunkami urzędników- na wzór Pani Jesieni:-).Gdzie te czasy, chciałoby się powiedzieć….

Trzynasta część roku to przede wszystkim przygotowania do zimy. Chińczycy ważyli się ,aby zobaczyć, czy w lato schudli, czy utyli a jeżeli schudli, to czy aby nie trzeba zrobić zimowych „zapasików” tłuszczu:-)

Polska , piękna złota jesień jest chyba najpiękniejszą jesienią, jaką znam. Chyba, ponieważ od czasu, kiedy zaczęto wycinać lasy na niespotykaną wcześniej skalę ,ten krajobraz smutnieje- i to nie tylko z powodu wszechobecnej, jesiennej melancholii- on umiera -to już nie jest coroczna hibernacja, niszczenie tak ogromnych połaci lasów to morderstwo popełniane na żywym organizmie: na wspólnym dobrze. Czy nikt tego szaleństwa nie powstrzyma? Czy naprawdę nauczka z innych krajów, gdzie wycinanie lasów spowodowało potężne powodzie (chwileczkę….po co sięgać do innych krajów, czy spustoszenie drzewostanów nie było jednym z czynników ostatnich powodzi u nas ?) , pustynnienie, erozję gleb, zubożanie ich….w Chinach np.nasilają się tzw.czerwone burze- tumany piachu z rosnących pustyń zawiewają miasta i wsie , czasem przez parę dni:lasy, które by w tym zjawisku przeszkodziły, kupują ludzie Zachodu w meblach, papierze , gadżetach …… Szwecja z kolei bardzo lubi polskie drzewo- swoich lasów już coraz mniej wycina, więc…..za bałtycką miedzą co nieco jeszcze ostało.

Nie chcę jesieni w Polsce bez starych drzew. Bez nich nie ma ona sensu.Są jak punkty Xue na żywym , ziemskim ciele.Tak, jak rzeki -być może jego meridianami. W pojęciu meridianów mamy maleńki bałagan: są tłumaczone bardzo, ale to bardzo różnie a jedno wyjaśnianie zdaje się być bardziej skomplikowanym od drugiego. Nie wiem, czy podane przeze mnie określenie będzie Państwu odpowiadać (bo właśnie nadszedł na meridiany czas) ,ale postaram się przybliżyć je najlepiej, jak potrafię.

Dla mnie są one kanałami życia. Możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne:-))), że takie pojęcie wykształciłam w sobie obcując z wiedzą o TCM – możliwe, że jest to jedno z pojęć najlepiej oddających ich rolę.

Jing Luo -w wolnym tłumaczeniu dotyczącym tematu TCM to drogi życia-podobnie?I o to chodzi. Meridiany są swoistymi drogami-bardzo swoistymi nawet, gdyż tworzącymi niewidoczną sieć- którymi podążają trzy rodzaje energii wymienione wcześniej:

energia ,którą otrzymujemy przy urodzeniu

energia pobierana z pożywienia 

energia wchłaniana z atmosfery.

Mimo, iż TCM traktuje je jako niewidoczne, uważa się je za całkowicie realne (p.poprzedni rozdział o TCM i problematyce zachodniego pojmowania filozofii medycznej Wschodu)-przypomnę przy okazji ponownie, że TCM nie ufa i nie stosuje zachodnich  metod diagnostyki technicznej ,testów laboratoryjnych , w ogóle zachodnich metod badania, prowadzący pacjenta musi więc opierać się na obserwacji i zdolności WCZUWANIA się w stan pacjenta,który przed nim stoi-nie tego , co był wczoraj ani tego, co przyjdzie jutro- tym samym jest to diagnoza wysoce profesjonalna, długa, czteroetapowa (!) i niezwykle precyzyjna, a mapa lub znajomość meridianów i punktów akupunkturowych bardzo w tym pomaga- ba, jest niezbędną. To nie oznacza, że Państwo , przy odrobinie (sporej „odrobinie”:-)) zaangażowania, nie mogą zapoznać się z jej szczegółami, a bardziej dociekliwi osiągnąć w niej zupełnie niezły poziom:Polacy byli, są i będą bardzo utalentowanym narodem i nic, co potrafi Chińczyk, nie może być nieosiągalnym do wykonania dla Polaka- to dla tych, którzy swoją ocenę zaczynają od kompleksów:-)

 W przypadku diagnozowania metodą TCM odchodzi problem zastanawiania się, czy delikwent 🙂 mówi całą prawdę- to widać, słychać i czuć:-))Chińskiego lekarza nie nabierze się na bolącą główkę, kiedy ona nie boli:-)))

Zerkając zaś  na trzy energie płynące meridianami, na pierwszy rzut oka widać:-), jak ważnym jest dobry stan zdrowia ludzi, którzy decydują się na dziecko, jakość pożywienia oraz nieskażone środowisko.

Uwaga:meridiany -mimo, że uważa się ,iż płynie nimi także energia krwi, NIE są identyczne z naczyniami krwionośnymi, proszę więc w żadnym przypadku nie próbować „dobierać się ” żadnymi działaniami do naczyń krwionośnych!!!

To raczej drogi spajające podstawowe substancje oraz organy w jeden, żywy organizm.

Czego szuka chiński lekarz obmacując , wąchając i oglądając chorego? Miejsca oraz wielkości energetycznej dysharmonii.

To ona jest bazą zaburzenia i to miejsce(a)  opowie/dzą  nam o zaistniałym problemie najwięcej.

Sposób terapii w TCM oraz czas jej stosowania zależy od pory roku! I to jest bardzo, ale to bardzo ważne, gdyż terapia podjęta w niewłaściwym czasie może przynieść więcej szkody niż pożytku lub nie pomóc wcale.

Dlatego zaczęłam TCM od skorelowania podstawowych pojęć z chińskim kalendarzem, aby potem ułatwić Państwu odniesienia do okoliczności stosowania chińskich metod.

 Wykorzystanie meridianów w diagnozie oraz terapii pomaga doprowadzić ciało do utrzymania wewnętrznych sił obronnych- przez lekarzy zachodnich określanych jako energie antypatogenne (Europejczyk musi mieć jakieś „anty”:-)

Czynnikami patogennymi (wewnętrznymi i zewnętrznymi), mówiąc językiem Zachodu, aby uprościć pojmowanie, mogą być wymienione już przez mnie w cyklu np.silne wiatry, gorąco, wściekłość:-), żal, zawiść, niepokój, zepsute pożywienie, toksyny i in.Jeżeli te czynniki trafią na zmniejszoną odporność, na UBYTEK energii lub energię zakłóconą, dojdzie do starcia dwóch energii a wynik może być zmienny dla obu, jednak w czasie owej walki zaobserwujemy hyperergię lub hypoergię.W przypadku wyjątkowo osłabienia organizmu-nawet anergię.

Hyperergia, to nadmiar działania ze strony układu immunologicznego, hypoergia- niedostateczne jego działanie, anergia zaś to zanik sił organizmu, brak gotowości do jakiejkolwiek obrony, czyli stan mocno niepożądany.

Jedna z tych sił przegra.Która- w dużym stopniu zależy od nas.

O bójce:-) sił to początek, teraz wrócę na chwilę do meridianów:

w księgach medycyny chińskiej mamy:”Jing luo transportują Qi i krew, regulują Yin i Yang, utrzymują elastyczność ścięgien i wspierają stawy”. One łączą (jak pisałam też o punktach ) wnętrze ciała ze środowiskiem zewnętrznym: to podstawa akupunktury, ponieważ jasnym teraz staje się, że to co czynimy na powierzchni ciała, działa na jego wnętrze.

I znów przewija się odwieczne Jak na górze, tak na dole…..

Na razie o wprowadzeniu do istoty meridianów tyle, teraz troszkę o działaniach odnośnie samej pory roku, gdyż od 7/8 sierpnia zaczynają dominować PŁUCA i wszystko, co z nimi związane.

Płuca to żywioł metalu.Tu łączy się Qi Ziemi z Qi Nieba-pożywienie z powietrzem:one płodzą Qi ożywiające Człowieka.

Nie na darmo w dalekowschodnich ćwiczeniach dominują te pozwalające zapanować nad oddechem-kto panuje nad oddechem, panuje nad energią życia.

Teraz zajmujemy się płucami szczególnie:ubieramy się wprawdzie w dalszym ciągu zależnie od pogody, nie narzucając zbyt szybko swetrów w razie ochłodzenia-bo trzeba pozwolić organizmowi na spokojne przystosowanie się do nadchodzącego chłodu, ale też nie ma mowy o przeziębieniu pleców-czyli przewianiu, chodzeniu z odsłoniętymi plecami w wietrzne dni-to jest na goły tył:-) zupełnie nieodpowiednia pora. Owszem, będąc nad ciepłymi zbiornikami wodnymi, czy opalając się- to co innego, ale poza tym plecy są od teraz zakryte. Pamiętajmy, że ogromny wpływ na przeziębienia i inne słabości organizmu ma skóra, zwana w TCM „trzecim płucem”-stąd lepsza teraz choćby lekka koszulka aniżeli nic:-)

Płuca rządzą Qi, Serce zaś rządzi Krwią:bicie serca towarzyszy oddechowi, krew podąża za Qi.Zaburzenia Qi Płuc to hamowanie krążenia Krwi ,a to z kolei dalej „trzepotanie” serca, ciężar w klatce piersiowej, uczucie niepokoju i co za tym idzie, obfite poty. W ciągu dalszym mamy dermatozy (choroby skóry),alergie, żylaki, przerzedzone włosy i osłabienie organizmu.

Nie chcemy zaburzeń Qi Płuc i wszystkiego tego,co za nimi idzie.Tym bardziej, że partnerem Yang Płuc jest Jelito Grube-ono prowadzi proces zaczęty w Płucach-oczyszczanie organizmu.I Płuca i Jelito Grube usuwają z organizmu , co już mu się nie przyda.

Zakłócony obieg Płuc prowadzi następnie do zakłócenia pracy Jelita i …..stajemy się zanieczyszczeni.

W dużym skrócie, aby zapewnić prawidłowe obiegi Płuc i Jelita Grubego (piszę z dużej litery, gdyż jestem do tego przyzwyczajona) , należy:

-oddychać pełnią zdrowego (!) powietrza ,nie dusić w sobie żadnych przygnębiających emocji ani ich nie produkować-po prostu pozwolić im odejść,

-ruszać się (perystaltyka jelit nie działa bez ruchu:-)) i nie zamulać śmieciami jelit.

Banalnie proste? Jasne.To dlaczego takie trudne w praktyce?:-)

Człowiek spięty, zajadły, agresywny, zestresowany, znerwicowany, ma napiętą skórę i mięśnie, twardą przeponę, zatwardzenie (sztywne jelita), przykurczoną szyję, nieruchawy kręgosłup , nie współpracującą okrężnicę……Nie opłaca się.Nawet masaże nie dadzą długoterminowo wiele, ponieważ usuną problem chwilowo, bodźcowo. Jeżeli postawa nie będzie zmieniona, ciało może się zbuntować.Huśtawka od maksymalnego odprężenia do maksymalnego spięcia nie czyni dobrze niczemu ani nikomu.

Co popijają Chińczycy, aby wzmocnić Płuca?

Herbatkę z rodzaju dostępnego i u nas tak w lasach, jak i ogrodach, wiciokrzewu-przy czym u nas byłby to głównie wiciokrzew pomorski- Lonicera periclymenum L. i, przewiercień-L.caprifolium( w Chinach to Chai Hu -Bupleurum chinense D.C.)-przepięknie pachnąca- to popularne i łatwe do odróżnienia gatunki. Kwiatki można też suszyć. Chińczycy dodają je nawet do rosołów i innych zup. W przekazach TCM kwiat wiciokrzewu wspomaga usuwanie toksyn, Gorąca i Wiatru, łagodząc podpuchnięcia, obniżając ciśnienie (uwaga niskociśnieniowcy!) i gorączkę.Kwiatów nie jemy- są zbyt włókniste.

Oprócz  herbatki wiciokrzewowej wymieniłabym też napar z kwiatu krokosza barwierskiego-Hong Hua- Carthamnus tinctorius L., z którego pojawił się u nas wreszcie bardzo cenny olej spożywczy, którego używam od lat naprzemiennie z oliwą i który na Zachodzie ( i wieki temu na  Wschodzie…….a przecież  jesteśmy pośrodku!:-)) dawno osiągnął status popularnego i bardzo wartościowego.

Herbatka z kwiatu krokosza pięknie rozwiązuje zastoje Krwi, pomagając krążeniu, więc i likwidując opuchlizny, obrzęki, przyśpiesza też gojenie łagodnych podskórnych wylewów, czyli siniaków.

Jeżeli mamy w ogrodzie morwę-o jej właściwościach dla cukrzyków nie muszę chyba wspominać, gdyż produkowanych jest tyle preparatów z niej, że dziwnym byłoby ich nie dostrzec, ale herbatka z liści-tej Chińczycy nie odmawiają sobie teraz na pewno.Cóż czyni taki napar?(Klasycznie, parę liści zalewamy wrzątkiem na 5 minut, odcedzamy potem i mamy coś dobroczynnego) Oczyszcza Płuca, mobilizuje przemianę materii, pięknie reguluje gospodarkę cukrową, przepędza z organizmu Ogień:-).

Jeżeli teraz jednak byśmy np. złapali kaszel? Są jeszcze rzodkiewki:-)-zasypane cukrem puszczą po ca.6 godzinach tyle soku, ile nam trzeba na kaszel suchy-posługując się oczywiście bardzo ubogą kategoryzacją kaszlu:-).

Teraz sok z cebuli raczej nie służy -to jeszcze pora rzodkwi:-)).

Do jedzenia- to, co aktualnie dojrzewa (jak zwykle), więc oczywiście jabłka (uwaga osoby ze słabą wątrobą- lepiej „podejdzie ” Państwu jabłko pieczone ,surowe są wręcz niewskazane-„wątrobowcy” często nawet odczuwają wstręt do jabłek), wszelkie zielone warzywo liściaste, wciąż dużo pijemy ,ale ubożymy jadłospis o przyprawy wysuszające Płuca, a więc chili, cynamon, czosnek.Ich pora jeszcze powróci. Wciąż aktualne kwiaty liliowca z poprzedniego rozdziału oraz owoc liczi. No i jagody borówki czarnej:-))

Literatura: jak poprzednio w TCM.

Stronę o pijawkach, czyli hirudoterapii mam po prawej -w blogrollu:-)),pozdrawiam Joasiu:-)

Posted in aktualności, ciśnienie, etyka, TCM, zdrowie | Leave a Comment »