Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.13.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 23, 2010

Uczony musi mieć cel i musi mieć upór, albowiem jego odpowiedzialność jest wielka , a droga długa.Spolegliwość jest jego odpowiedzialnością przed samym sobą :czyż nie jest wielka?Kończy się dopiero po śmierci:czyż nie jest długa?
Konfucjusz

Z Małych Upałów zrobiły się spore:-),ale obiecany po chińsku 🙂 deszcz spadł również, ciekawe więc, w jakim stopniu ziści się klasyczny obraz dwunastej części roku Da Shu -Wielkie Upały, 22/23 lipca,pod patronatem diabełka odzianego w skórę tygrysa. Czarcik  niesie misę ognia ,co oznacza, gorąc może być piekielny;-).Pożyjemy, zobaczymy.

W chińskiej tradycji wysokie temperatury o tej porze oznaczają łagodną zimę, będziemy więc mieli kolejny raz okazję do zaobserwowania i sprawdzenia wschodniej wiedzy o naturze …w naszych warunkach.

Wprawdzie media znowu zaczęły przebąkiwać coś o globalnym ocipieniu, ale nie sądzę, aby ktokolwiek poza osobami łatwo poddającymi się sugestiom „autorytetów” jeszcze zechciał w to wierzyć… a już dość ciężko byłoby przekonać do tego ośnieżonych mieszkańców Ameryki Południowej:-).Proszę nie zapominać, że jeżeli słyszymy o „nigdy nie występujących „takich” temperaturach” i „anomaliach” ,to pomijając spore trudności w ustalaniu dokładnych temperatur przed wiekami :-),nigdy wcześniej nie byliśmy zasypywani taką ilością informacji o niej.Nagle pogoda stała się jednym z top tematów ,nagle temperatury od dawna występujące na Ziemi stają się „anomaliami”.Od samego nadmiaru wydarzeń ( tu pioruny, tam ulewy) można mieć wrażenie,że faktycznie coś nie tak:-),ale nie zapominajmy o podstawowej zasadzie :nie panikować, obserwować naturę i wyciągać wnioski.

Da Shu to narodziny boga ognia-boga ogniska domowego.Zauważmy tutaj podobieństwa w historii słowiańskiej- na tych terenach również istniały bóstwa domowe- jak wszędzie,były świątynie i westalki.Szkoda, że mitologia słowiańska nie zawiera się w historii nauczanej powszechnie.To przecież korzenie.To również nić łącząca Słowian z innymi kulturami.Jeszcze jedna nić, która nie dzieli.

Abstrahując od pięknej i bogatej,ale zaniedbanej historii Słowian:Chińczycy mają sposobiki i na naprawdę ogromne upały.Właściwie, to zastanawiam się ,na co nie mają…..Może na własną zachłanność, która niestety zaczyna dominować w obrazie młodych Chin,zagrażając pradawnym wartościom warunkującym potęgę tego kraju.Coraz częściej i oni wydają się zapominać,że „pazerny traci dwa razy” -wygląda na to,że Zachód potrafi zepsuć dosłownie wszystko.W cieniu bowiem czają się Indie- również mające spore apetyty, jednak potrafiące umiejętnie je modulować- tak, aby się nie zachłysnąć i nie utracić swojej tożsamości-to cenna cecha,jeżeli chodzi o przetrwanie.

I od nadmiaru tak potrzebnego przecie Słońca można się nabawić udaru….Co wtedy?

Jak wygląda udar słoneczny,zwany też cieplnym?

Najpierw czujemy silne poty.Przegrzany organizm gwałtownie oddaje wodę, twarz nabiega krwią.Chcemy pić bez końca ,kręci się w głowie,  słabniemy,serce bije, jak szalone, czegoś się obawiamy, w „dołku” czuć niepokój, wreszcie chce się wymiotować, mogą też pojawić się mroczki przed oczami, zaburzenia równowagi.

Po pierwsze trzeba nam przewiewnego, zacienionego miejsca.Dobrze, aby było chłodniejsze od tego ,w którym przebywał „udarowiec”.Rozbieramy pechowca do bielizny lub przynajmniej rozluźniamy jego ubiór.

Jeżeli dysponujemy miętą, podajemy chłodny-ale nie zimny- napój,który lekko solimy.Może być też woda z odrobinką soli lub woda lecznicza, słona z natury,np.”Augustowianka”,”Henryk”.

Jeżeli widzielibyśmy ,że „udarowiec” nam „ucieka”, czyli traci przytomność,stosujemy pierwszą pomoc po chińsku, czyli naciskamy palcem wskazującym-najlepiej jego czubkiem lub nawet paznokciem punkt między górną wargą a nosem znajdujący się w tzw.rynience nosowej ,mniej więcej pośrodku,raczej bliżej nosa (prawie pod nosem)niż wargi.To punkt ren zhong-jeden z ratowniczych, niezwykle pomocny w ratowaniu życia.Naciskamy pod kątem 45 -90 stopni.Jak długo?Parę minut-będziemy widzieli,kiedy nieszczęśnik „wraca”-puszczamy.Zwykle jest to 10 sekund,potem przerwa 10 sekund i tak 3 do 5 razy , ale każdy reaguje indywidualnie.Jeżeli mamy trudności z policzeniem :-), wtedy po prostu szczypnąć ten punkt i trochę przytrzymać.Uwaga-nie można naciskiem wywoływać bólu,nie można też doprowadzać do naruszenia skóry,zranienia jej-nacisk powienien być stanowczy,ale nie brutalny.
NIE naciskać punktu ratowniczego bez potrzeby- to jak użycie gaśnicy bez pożaru-kiedy ten już nadejdzie-nie mamy czym gasić.Punkt-nie gaśnica, nie zużywa się:-),jednak pamiętając o doskonałości ,ale i delikatności połączeń w organizmie nie należy niepotrzebnie drażnić punktu, który może uratować nam życie.Jasne, że nie mając pewności co stanu człowieka ,który utracił przytomność , wykonujemy akupresurę punktu ratowniczego czekając na ambulans.

Wykonując ucisk właściwie, wywołujemy zjawisko określane w TCM jako De Qi, czyli sensoryczną reakcję organizmu na bodźce punktu aktywnego.Odczucie tej reakcji przy postępowaniu z punktami TCM może być rozmaite,np.:
ciepło,chłód,poczucie „odpłynięcia”,wrażenie prądu:-) i in.,a zależy ono od umiejętności postępowania z punktami, więc i lokalizacji,osobniczej podatności na bodziec,rodzaju nacisku,rodzaju zaburzenia.Może się zdarzyć również uczucie drętwienia, nieprzyjemnego chłodu, a…niektórych punktów w ogóle nie należy drażnić-na szczęście są one odpowiednio umiejscowione:-) .

W tym miejscu podejmujemy ponownie temat podstaw TCM,mianowicie:

w pojmowaniu medycyny chińskiej organizm nie jest ani czysto materialny ani czysto duchowy,a już na pewno nie jest maszyną, jak ujął to nieszczęsny ślepiec Kartezjusz.Wyjątkowo pozwalam sobie na inwektywę w stosunku do dawno przebrzmiałej;-) osoby, gdyż ilość zła,cierpienia milionów niewinnych istot, jaką przyniosły jego ogromne wpływy oraz skutki ograniczonych, podyktowanych zyskiem i próżnością dywagacji ( proszę zerknąć, w jakich towarzystwach funkcjonował a tło owych posunięć stanie się od razu jasnym) usprawiedliwia niejako osąd jego postępowania .

Patrząc z perspektywych wschodniej ,tożsamość oraz prawidłowe działanie organizmu jest możliwym wyłącznie ,kiedy poszczególne części nie zostaną rozłączone, reasumując-zdrowie jest wynikiem harmonii między duchem a materią, harmonii rozbrzmiewającej w sieci organów oraz substancji utrzymujących go w formie:

harmonii pobierania i magazynowania, zachowywania i przemiany, absorbcji i wydalania ,aktywacji i ukojenia.

Chińczycy nie sumują stanu zdrowia w taki sposób, jak robi to medycyna zachodnia,podsumowując liczalne wartości, jak ciśnienie krwi, poziom cukru itp.Dla nich zdrowie jest stanem , w którym nie widać znaków choroby ani wskazówek ciała mogących zapowiadać chorobę,stanem, w którym obraz jest zrównoważony.

Mówią np.”Płuca w stanie harmonii oddychają pełnią”.I nikt nie dziwi się ,co to oznacza-bo to widać, słychać i czuć.Bo znajomości swojego organizmu uczeni są od początku.Precyzowanie w tej medycynie polega na wyłapywaniu detali , pojmowaniu dysharmonii w obrazie ,na znajomości setek a nawet tysięcy symptomów ,znaków mogących rozszyfrować przyczynę zakłócenia równowagi.

Przeprowadzanie porównań z medycyną zachodnią prowadzi zwykle do niesamowitych nieporozumień i błędnych diagnoz-medycynę chińską dobrze byłoby zaakceptować -jeżeli chce się cokolwiek z niej skorzystać-z całym dobrodziejstwem „inwentarza”-z jej systemem wartości i ocen,  uznać siłę własnych organów zmysłu jako najlepszych narzędzi diagnostycznych (w TCM nie ma badań rentgenowskich ,USG,nie mówiąc o biopsji ,której użycie na Zachodzie niezmiennie budzi w Chińczyku zdziwienie-wszak narusza integralność organizmu!), przejąć jej istotę , wraz z umiejętnością obserwacji (która pozwoli nam dopasować środki właściwe do naszych organizmów), wczuwania się w stan pacjenta, z filozofią-nie fragment -wtedy można poruszać się w niej swobodnie i osiągać rezultaty, z jakich chińscy medycy bazujący na wiedzy przekazywanej od pokoleń i doświadczeniu, nie na teoriach czy hipotezach, znani są od wieków.

Mówiąc o punkcie (Xue) ratowniczym napomknę,iż każdy (punkt) ma inne zadanie, różni się też postępowanie z nimi , sposób ucisku, czasem lekkiego tylko pchnięcia, innym razem masowania-punkty zapobiegają lub leczą stany ostre-dlatego masując swoje lub czyjeś ciało należy bardzo,ale to bardzo uważać na rozmieszczenie oraz traktowanie punktów oraz meridianów, gdyż nieświadomie możemy pobudzić punkty blokując lub przeciwnie-pobudzając energię  w czasie,kiedy nie jest to wskazane, kiedy organizm znajduje się w harmonii i nie należy tego burzyć.

Mapa punktów oraz meridianów powinna być niezbędnym wyposażeniem gabinetu każdego masażysty, że nie wspomnę o gabinetach lekarskich i szpitalach:-)….dziwne?To dlaczego nie jest to niczym dziwnym np.w Rosji, gdzie akupunktura stanowi równorzędną gałąź medycyny publicznej?Dlaczego nie dziwi to w Niemczech?

W Polsce wspaniałym ,nowoczesnym (bo dawno temu byli i inni) popularyzatorem i zwolennikiem medycyny chińskiej, głównie akupunktury,był profesor Zbigniew Garnuszewski…..no ale Pan Profesor urodził się w Helsinkach, może dlatego otwartość na inność nie stanowiła dla niego problemu?Przepraszam za przytyk-wyszedł „sam z siebie”,ale postawa niektórych -podkreślam :niektórych – polskich medyków zawzięcie wtopionych w medycynę Zachodu i nie chcących za nic zrozumieć jej błędów doprowadza mnie do czasem do rozpaczy, z drugiej strony zaś podziwiam umysły i bezkompleksowość polskich pacjentów zdolnych do sięgnięcia po wiedzę ,kiedy posiadana nijak nie zaspokaja ich potrzeb.

Po śmierci profesora Garnuszewskiego akupunktura stoczyła się w niebyt medycyny oficjalnej.Łatwo położyło się „krzyżyk ” na czymś,co jest pomocne tysiącom ludzi.Bardzo łatwo.

Wiedza o meridianach , punktach, czyli przede wszystkim o profilaktyce jest częścią chińskiego wychowania i jeżeli chcielibyśmy zacząć od samiutkich podstaw-świetnie tłumaczą to chińskie ….dzieci:-).

No więc…punkt w TCM prosto i najlepiej z zachodniego kąta widzenia?

Europejczyk ujął by to miejsce jako biologicznie aktywne- nawet udowodniono, że przewodnictwo elektryczne takiego punktu w stosunku do otaczającej go powierzchni jest zwiększone.Punkt ,czyli Xue jest swoistego rodzaju pośrednikiem ,dzięki któremu wnętrze organizmu kontaktuje się ze środowiskiem zewnętrznym i który pomaga w dostosowaniu organizmu do zmian na zewnętrz.To również pośrednik w wymianie energii,ale może to już za długa definicja:-)-dojdziemy do niej w późniejszych odcinkach.W każdym razie jest to miejsce o szczególnych właściwościach ,którego pobudzenie jest jedną z podstaw harmonizacji organizmu.W źródłach dostępnych w językach europejskich opisanych jest około 1200 Xue, w popularnych chińskich ok.1400,w najdokładniejszych znanych mi- 1500.Punkty w TCM to,najprościej:punkty życia-posiada je każdy, umiejscowienie jest identyczne, wielkość podobnie-średnio ok. 2-3-4 do 5 mm,przy czym często w stanie chorobowym powiększają się-dzięki temu łatwiej jest rozpoznać ,którego narządu dotyczy zaburzenie -powiększają się bowiem punkty odpowiedzialne za chory narząd.Szczegółowo zajęli się badaniem punktów biologicznie aktywnych m.in. dr Kellner (Wiedeń) oraz dr E.Novotny (Brno).

W Chinach doskonałym lekarstwem na udar słoneczny jest też chłodny sok z ananasa.Uwaga-należy go rozcieńczyć wodą,ale już nie mineralną a zwykłą, przegotowaną lub źródlaną-to takie „drobiażdżki”, które czasem decydują o powodzeniu przedsięwzięcia.Wciąż aktualny-sok z arbuza-jego rozcieńczać nie musimy.

Na głowę, okolice pachwin,pach, stopy kładziemy wilgotne, chłodne ręczniki.Nie lód, ponieważ u osób wrażliwych może on wywołać szok.

Co jemy w gorąc?

Niewiele:-).

Nieźle jest włączyć do menu owoce liczi,charakterystyczne dla tej pory w Chinach oraz…podjadać świeże kwiaty liliowca-NIE LILII!(uwaga:lilie mają cebulki,liliowce:korzenie a raczej kłącza)-liliowca Hemerocallis,tego popularnego i u nas,po chińsku jin zhen-posiadają one białko w całkowicie satysfakcjonującej ilości (ok.15 gram na 100 gram suchej masy),witaminki A, C(niewiele),B1,B2,B6,E i in.oraz np.żelazo. W Chinach określane są „trawą zapomnienia” w pozytywnym znaczeniu tego słowa,gdyż chodzi o naturalny odpowiednik antydepresanta.

Jest to u nas ziółko mocno niedoceniane, próbowano nawet straszyć potencjalnych konsumentów zawartością kolchicyny (jak wszystko,truje tylko w niewłaściwych ilościach:-)), jednak najnowsze badania zawartości jej w zielu Hemerocallis nie potwierdziły.Szkoda, gdyż…. przemysł farmaceutyczny chętnie stosuje kolchicynę (alkaloid Colchicum autumnale-zimowita jesiennego,występujący i w innych roślinkach)- oczywiście w przerobionej przez siebie,wyizolowanej postaci nazywanej wówczas „bezpieczną”-stosuje ją np. w ostrych stanach dny moczanowej:-)).

Dziwne…..Chińczycy wcinają Hemerocallis od tysięcy lat i nie zawracają sobie głowy POWAżNYMI BADANIAMI 
NAUKOWYMI?China to jest dziwna kraj:-)

Od siebie dodam,że najsmaczniejsze są kwiaty Hemerocallis i mówię tu o starej odmianie,H.fulva , która szczęśliwie na dobre zagościła w polskich ogrodach-nie polecam nowych hybryd,ponieważ zwykle zmanipulowane genetycznie rośliny ani nie mają takich właściwości,jak pierwotne ani nie możemy być pewni ,że jemy to( czy chociaż podobne do tego),co zostało uwzględnione tomami (i tonami:-)) nauk medycyny Wschodu.

Tak więc klasyczny liliowiec wykorzystywany jest w TCM oraz kuchni made in China w całości,gdyż:

-pączki smakują smażone w oliwie,

  -młode,gotowane  pędy przypominają na języku szparagi lub wiosenny seler

-nasiona rozdrabnia się i dodaje do zup

-młode liście,kwiat -świeże w formie sałatki,ale i gotowane w daniach orientalnych

-kłącze w Chinach pozyskuje się m.in.jako lek przy gruźlicy oraz filariozie,w Korei na obstrukcję oraz zapalenie płuc:-)
Sok z korzenia stosowany jest też w TCM przy nowotworach oraz zatruciu arsenem.

Poszczególne części ziółka są moczopędne (wyciąg z korzenia pędzi mocniej,kwiat i pędy słabiutko)-dobrze o tym pamiętać.

Przeciętny Chińczyk nie wie,że medycyna akademicka znalazła w Hemerocallisie mnóstwo ciekawych antyoksydantów(zainteresowanym chętnie podam ich listę),że liliowiec posiada saponiny interesujące żywo przemysł kosmetyczny.
On tę roślinę zna, hoduje i (a jak nie hoduje,znajdzie ją wszędzie,bo tam występuje w stanie dzikim) szanuje,bo wie,że korzystali z niej jego przodkowie i on też może.  

Polecam zebranie i zasuszenie Hemerocallisa na zimę-przyda się w ponure,zimne wieczory,kiedy depresja grasuje na dobre:-)).A właśnie….jego nazwa:z greckiego:hemera-dzień,kallos-piękność.Piękność dnia?I jak tu nie kochać liliowców?

Na koniec drobna uwaga:wprawdzie zwierzęta zwykle świetnie wiedzą,co im nie służy i nie sięgają po pożywienie dla nich nieodpowiednie,ale Hemerocallis nie jest dla kotów, tak,jak czekolada nie jest ani dla kotów ani dla psów…..a jednak znam przypadki (niestety) karmienia zwierzaków czekoladą-te znane mi jeszcze żyją,więc to chyba zależy faktycznie od indywidualności organizmu-tak u nas, jak i u czterołapych:-),aczkolwiek karmienia słodyczami ulubieńców absolutnie nie polecam-to się zemści prędzej czy później.

Lektura:”Manipulation of neurotransmitters by acupuncture”,Journal of Neural Transmission,1 ,March,vol.37,
Springer, Wien

znalazłam też na temat TCM coś w języku polskim,co mogę polecić z czystym sumieniem:

„Akupunktura we współczesnej medycynie” Zbigniew Garnuszewski,wyd.Amber,1997

J.Sapińska,W.Sapiński „O leczeniu akupunkturą”,PZWL,1990

B.Zalewska „Tolerancja bólu a efekt leczenia bólów głowy punktowym drażnieniem receptorowym”,Neurochirurgia Polska,1980 (proszę zwrócić uwagę na rok:w 1980 potrafiono potraktować temat poważnie!)

poza polskim dodam świetne:

J.Lavier „Histoire, doctrine et practique de l’acupuncture chinoise”,Paris 1966

L.T.Tan,M.Y.Tan,J.Veith „Acupuncture therapy”,1973,US,

„Lipid peroxidation inhibitory compounds from daylily (Hemerocallis fulva) leaves”,Y.Zhang,Life Sci.,2004 June,25

dla miłośników rosyjskiego też się coś znajdzie:

D.Stojanowskij,”Sprawocznik po igłoreflieksoterapii”,1977,Kiszyniów

do tego wymieniona poprzednio w cyklu o TCM:-))

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: