Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Lipiec 2010

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 31, 2010

Jest jeden problem z tymi szczęśliwymi opowieściami współczesnej medycyny:coraz więcej i więcej lekarzy poddaje w wątpliwość, czy takie kardiologiczne procedury rzeczywiście aktualnie (:-)) wydłużają pacjentom życie.
Prof.Norton Hadler,Univ.of North Carolina, dla Bloomberga,BusinessWeek,18 July 2005, 

Tylko dwie części ,ale bez trzeciej związać, nie jest możliwym;ponieważ pośrodku musi powstać zawiązany węzeł.
Platon

Serce stworzenia jest podstawą życia, władcą wszystkiego, co egzystuje, jest Słońcem w jego mikrokosmosie, od którego zależy cała wegetacja i z którego płynie cała siła i cała moc…..William Harvey,1628…ten sam Harvey, którego czci (oficjalnie:-)) medycyna akademicka?Ten sam:-))

Czy węzłem Platona nie jest przypadkiem serce, łącznikiem między mózgiem a ciałem?

Materializm i medycyna…..”Trzeźwe” spojrzenia, sztywne teorie, procedury, przepisy, skostnienie, swoista obstrukcja
🙂 medycyny Zachodu doprowadziła do punktu , do którego doprowadzić musiała:pękają ściany białej wieży. Lekarze pamiętający znaczenie słowa „powołanie”  oraz ci, których głowy nie wytrzymały ciśnienia bredni , otrząsają się i sami wskazują błędy medycyny-błędy, które wydarzyć się nie powinny były-przynajmniej nie w takiej ilości. Błędy, które należy usunąć, aby przywrócić profesji choć część niegdysiejszego zaufania- a jakże- nieco na wyrost podarowanego:-).

Materia zatraca się w systemie pól sił magnetycznych.Sił niewidzialnych. Owszem, „dotykając i mierząc” poruszamy się w swoim wyhodowanym mniemaniu po znanym i pewnym terenie, jednak biegając po nim wystarczająco długo, nadziewamy się na ściany.Zewsząd ściany….W końcu siadamy na środku i kostniejemy sami.Ile można biegać w kółko? Tak zwana „logika” nie nawiązuje żadnego kontaktu ze światem rzeczywistym- ta sama logika, która chlubi się „realnością”, hoduje w nas pustkę szablonu.A świat szablonem nie jest….

Wywiad sprzed paru lat na Bloombergu ukazuje, że możliwym jest wyjście poza interesy przemysłu pozostając w kręgu jego zainteresowań:-)Inna rzecz, że od tego czasu prof.Hadler jakoś nie jest zbyt chętnie cytowany w prasie powszechnej:-)….a już na pewno nie w takiej obfitości:-))

Jego energia nie poszła jednak w próżnię.

To wpasowywałoby się w teorię , że energia serca, o której mówiłam w poprzednich wpisach, nie poddaje się granicom ani przestrzeni:-), bo nie wątpię, że profesor Hadler wypowiedział się od serca.

I tak wracamy do EMF (pola elektromagnetycznego) serca , które jest pięć tysięcy razy silniejsze od EMF mózgu a co opisali m.in.dr Schwartz & Russek, w wymienionych na początku cyklu opracowaniach. 

Jednostką miary EMF jest Femtotesla (fT), oznaczałoby to więc ok. 50 tysięcy Femtotesli porównując z ok.10 tysiącami Ft ,które wytwarza mózg. (J.Clark, Scientific American, 1994).

Podsumujmy króciutko o czym to wcześniej…..

Czy te pomiary nie wskazywałyby , że centrum przenoszenia energii życia jest właśnie serce?Czy w tym wypadku nie można mówić o masie, energii i informacji jako jedności, połączonej w energii serca?

Infoenergia serca  jest:

 -alokalna,nielokalna (wszędobylska:-),

-negentropiczna (nie rozpada się ani nie znika, negentropia to negatywna entropia),

-formatywna (twórcza a nie destrukcyjna)

-porządkująca (integrująca, nie rozszczepiająca).

Niestety dla zwolenników ściśle pojmowanej fizyki klasycznej charakteryzuje się ona dokładnie odwrotnym efektem, anieżeli druga zasada termodynamiki ze swoją entropią:-), że wszystko stopniowo się rozpada . Tu napotykamy nie po raz pierwszy na zgryzotę nauk ścisłych:-)

Podczas, kiedy wszystkie inne formy energii poddają się- przynajmniej oficjalnie:-)- większości klasycznych praw fizyki , infoenergia serca zdaje się energią twórczą ,tworzącą sieć powiązań systemowych, o czym mogą poinformować ci, którzy otrzymali nowe serca a z nimi….nowe wspomnienia , talenty, traumy, zachowania, nałogi……

Wyglądałoby więc na to, że IES (tak nazwę ją w skrócie) ma do czynienia z fenomenem kwantowym.Co najmniej.
Newtońskie reguły traktujące linearnie czas i przestrzeń nie dają się do niej zastosować.  Mało tego:nawiązując połączenie z tą energią odczuwamy wolność od ograniczeń czasu i przestrzeni.

Niedawno media interesowały się joginem, który nie jadł , a żył.Potem ucichło.A on żyje.Nie jest jedynym takim przypadkiem.Nie mówi się o tybetańskich tulku, rzadko słyszy o szamanach, których wieku nie zna nikt.Czy to znaczy, że ci ludzie -bo to przecież ludzie- nie istnieją?

Nasze ciało może sobie wyglądać „materialnie”, ale przede wszystkim istnieje z przestrzeni.

Jedno z moich ulubionych twierdzeń fizyki kwantowej (wcześniej pisałam o jej niedoskonałościach, co nie przeszkadza mi doceniać jej wysiłków zbliżenia się do poznania:-)) mówi, że obiekty, które raz były ze sobą związane (kontaktem duchowym, fizycznym),oddziaływują na siebie już zawsze , nie ma znaczenia, gdzie się znajdują ani kiedy egzystują.

Tej hipotezie -gdyż nie ma się co oszukiwać- jest to oczywiście założenie, aczkolwiek kuszące:-), odpowiada istota IES*: niewidzialny prąd spaja na zawsze dwa obiekty ,które kiedyś w jakikolwiek sposób były połączone.

Ze wszystkich form naturalnej energii jest ona tą budzącą najwięcej kontrowersji i dyskusji, jak też najdłużej i najlepiej znaną.W pradawnych pismach medycznych opisywana jest jako siła witalna mieszkająca w każdej żywej istocie.

Przypomnę ,że najstarsze, uznane, formy sztuki leczenia-przede wszystkim chińska, bazują na delikatnej energii życia, w Chinach zwanej Qi-zbudowały swą bazę na egzystencji siły witalnej.

O ile w systemach medycyny naturalnej energetyczne komponenty są uznawane i akceptowane, medycyna akademicka Zachodu ma w tym miejscu…słaby punkt:próżnię.

A przecież każdy pacjent wie, jak się czuje, kiedy „brak mu energii”…..Wie też o tym każdy lekarz zwracający uwagę na swoich pacjetnów, jak i samemu odczuwający takie stany, szczególnie po wyczerpujących dyżurach.

Tej energii stare ludy z całego świata nadały ponad ponad sto rozmaitych imion, traktując ją jako fundament leczenia.

Sufijskie „baraka”, żydowskie „Yesod”, hawajskie „mana”, irokeskie „orendam”, chrześcijańskie……Duch Swięty?Nie, to nie jest żart.Bo z czym, jakże nie z Duchem Swiętym można porównać tę energię w kulturze chrześcijańskiej?

Dlaczego tylu ludzi, przez tyle wieków, miało nazywać coś, czego nie ma?Czy wszyscy nasi przodkowie się mylili?

Ale nie mylili się stawiając niezrównane do dziś budowle z niezrównaną do dziś precyzją? Tworząc dzieła ,które przeżyły tysiąclecia? Dlaczego więc akceptujemy jedno a tak trudno jest zaakceptować drugie? To, co nam pasuje i da się do jakichś celów wykorzystać, ma być „ok” ,a to , co nam nie pasuje- „nie ok”?

Psycholodzy ,natykając się na „problem siły życiowej”:-) dosłownie wszędzie, określili ją „energią X”, Freud poszedł w sferę mocno przyziemną 🙂 nazywając ją „libido”, Luigi Galvani ,lekarz i badacz natury -PRZED kontrowersyjnym Mesmerem-„zwierzęcy magnetyzm”, psycholodzy rosyjscy mówią o „biplazmie”, psychoanalityk W.Reich -„organum”.

Zerknijmy w materiały źródłowe o jodze:tam centra infoenergii określane są jako „czakry”, wywodzące się z sanskrytu od koła będącego w wiecznym ,wibrującym ruchu energii.

Czakra czwarta jest czakrą serca- centrum naszego energetycznego powiązania z wszystkimi innymi czakrami, z Ziemią oraz Całym Stworzeniem.

Prawie każda forma psychoterapii ustaliła swój sposób obchodzenia się z energią życia-jego napędem.Być może hipnoza- niestety, najczęściej mocno nadużywana ,błędnie stosowana a co najgorsze -bywa-wbrew woli osób jej poddanych-i przez to już chyba zniesławiona, hipnoza otóż wydaje się być sztuką dopasowania do innych form energii.

Normalnie obszar frekwencji elektrycznych w mózgu zawiera się pomiędzy 0 a 100 CPS (cycles per second), średnio jest to między 0 a trzydzieści, z kolei zwykła frekwencja serca leży ok. 250 CPS.Serce- największy nadajnik i odbiornik energii życia?

Psychiatra i neurolog ,dr Shafica Karagulla, opisała wrażliwość infoenergii jako „zdolność do ponadzmysłowego odbierania informacji”, a uczyniła to po rozmowach i badaniach ,jakie przeprowadziła z setkami lekarzy potwierdzającymi jej obserwacje.Dr Karagulla pyta:”Jeżeli wiele godnych zaufania ludzi, niezależnie od siebie twierdzi, że zaobserwowali dany fenomen, czy nie nadszedł już czas, aby nauka uznała jego istnienie?”(MD,S.Karagulla, „Breakthrough To Creativity”,Marina del Rey, De Vorss, California, 1967)

Jak pisałam niedawno, komórki serca posiadają właściwość, której brakuje innym:pulsują w jednym rytmie, wymieniając informacje.Oczywiście komunikują się też one na poziomie biochemicznym, ale w przeciwieństwie do innych komórek ciała wydają się porozumiewać ponadto za pośrednictwem niezbyt dostępnej jeszcze aktualnej nauce tzw.siły życia.

Zdarza się, że dwoje lub więcej ludzi prozumiewa się pozawerbalnie będąc daleko od siebie, że „czytamy” czyjeś zamiary- przypina się tym zjawiskom okultystyczne łatki a tymczasem chodzi o najnaturalniejszą zdolność naszego organizmu-biologiczne wręcz „rozmowy między sercami”- o tym przynajmniej przekonani są badacze zajmujący się inofenergią serca, o wysoko rozwinięte systemy komunikacyjne między ludźmi, ale i zwierzętami.

Czy miliardy naszych komórek serca nie są w stanie zorganizować się w rodzaj kwantowego generatora energii?

Nie?A dlaczego nie?Gdybym znała choć jeden powód, dlaczego tak być nie może, gdyby znali go badacze, pewnie zaprzeczyliby jakkolwiek , tymczasem w najlepszym przypadku usłyszymy od osób, których to po prostu nie interesuje, ponieważ są zbyt wygodni, aby się tym zająć:NIE,BO NIE.Ale to nie jest odpowiedź.

Mózg tworzy wprawdzie więcej połączeń między komórkami aniżeli gwiazd na Mlecznej Drodze, jednak i tak nie jest naładowany energią w takim stopniu, jak serce. Współczesna biochemia zmierzyła ,że EMF serca jest tyle a tyle (p.wyżej) wyższa niż mózgu, ale chyba na tym utknęła.

W dwudziestym piątym dniu po poczęciu-bywa, że wiele kobiet jeszcze nie ma pojęcia o ciąży- rozwija się serce embrionu, zaczyna bić….Jakaś forma energii sprawia, że maleńkie zbiorowisko komórek zaczyna żyć, pulsować w rytmie ,który zakończy się dopiero z  chwilą śmierci. To zbiorowisko otrzymuje mnóstwo informacji niezbędnych do rozwoju, do życia- informacji, których wciąż nie potrafimy zmierzyć, informacje ,które wysyła do innych komórek za pomocą naczyń, działających , jak ogromna, waskularna antena….Czy przesył i odbiór informacji nie jest też rzeczą helisy DNA?Czy naprawdę te fragmenty naszego organizmu to tylko fizyko-chemiczno-biologiczne mechanizmy, czy to, co decyduje o naszym istnieniu oraz jego jakości?Serce- pompa;-) świadoma?

Kahuni mawiają, muzyki słucha się nie mózgiem,uszami, ale sercem.Biorąc pod uwagę reakcje serca na poszczególne gatunki muzyki, na melodie lubiane lub nie, trudno chyba temu zaprzeczyć.Biorąc zaś pod uwagę reakcje na muzykę ludzi……podobno „całkiem głuchych”, trudno nie stawiać następnych pytań o istotę i rolę serca, jako centrali energii życia.

Fizyk L.Sontag ,1940, odważył się stwierdzić oficjalnie, że bicie serca matki wpływa na bicie serca płodu.Dziś możemy to tylko potwierdzić, nawet obserwując gołym okiem:-) .

Neurokardiologia zajmuje się już sercem,jako neurologicznym , endokrynnym organem należącym do systemu immunologicznego- to postęp:-)):

Co dzieje się, kiedy dochodzi do transplantacji serca?Informacje przekazywane są razem z organem i coraz mniej osób znajduje w sobie tyle tupetu, aby temu zaprzeczyć.

Tu dochodzimy do problemu etycznego:czy, a jeżeli, to dlaczego potrzebujemy części innego człowieka?Czy nie ma innych dróg leczenia tego, co „zepsuło się”:

-trybem życia (przez nas wybranym lub raczej narzuconym powszechnym „porządkiem”)

-błędnymi „terapiami” proponowanymi przez medycynę akademicką

-losem wreszcie.NASZYM losem….Karmą? Przypadkiem? W każdym razie:naszym.

Dr Benjamin Bunzel ze szpitala uniwersyteckiego w Wiedniu, badający wpływ transplantacji na osobowość pacjentów:

„Transplantacja serca nie spoczywa tylko na pytaniu, jak wymienić nie funkcjonujące serce.Serce liczy się dla wielu jako źródło miłości, uczuć i centrum osobowości”.Ten sam doktor stwierdził, że pacjenci po transplantacji , u których zaobserwowano potężne mechanizmy wzbraniające się przed przyjęciem nowego organu, reagowali wręcz agresją na pytanie, czy możliwym jest, że wraz z sercem otrzymali czyjąś energię-mało tego- określali to cynicznie jako „śmieszne”.

Dr Nathan Haan pisze o dopasowaniu organizmu do nowego organu:”Pacjent dopasuje się, kiedy może, będzie się bronił ,kiedy będzie musiał, i rozwinie nową osobowość, kiedy nie pozostanie mu inny wybór”.Pytanie, jak postępować z ludźmi, którzy oczekują na nowe serce i z jakiego powodu uznają to za swoje prawo, pytanie, jak postępować, kiedy nowy organ odmawia współpracy , pytanie, dlaczego niektóre organizmy nowego organu mogą nigdy nie przyjąć…..
pytanie, gdzie mimo „postępu” medycyny jest sztuczne serce z prawdziwego zdarzenia i dlaczego nie istnieje możliwość uruchomienia go doskonałą ponoć techniką na dobre…….Pytanie o spór między zwolennikami transplantologii a jej przeciwnikami….O granice etyki……Nie rozwiążemy tego za jednym zamachem.Nie rozwiążemy tego we wszystkich przypadkach.

Może problem przyjmowania nowego organu nie polega wcale na tym, aby wygrać wojnę z obronnymi mechanizmami ciała, ale żeby w łagodny sposób uzyskać harmonię pomiędzy komórkami biorcy i dawcy…..

Badania nad hipnozą oferują coraz więcej wskazówek co do związków między sercem a mózgiem i ciałem,jak też dostarczają informacji o cechach wrażliwości serca.

Teoria neodysocjacji mówi, że proces hipnozy wyzwala rozszczepienie świadomości;część świadomości polega na sugestiach hipnotyzera podczas gdy inna, jako „tajny obserwator” czuwa i śledzi wydarzenia, nie biorąc udziału w doświadczeniu. – to w skrócie o teorii neodysocjacji Ernesta R.Hilgarda-czułam się w obowiązku przytoczyć drobne wyjaśnienie, gdyż ostatnio doznałam mocno mieszanych uczuć w związku z nią:otóż zawsze staram się używać terminów medycznych, które wydają mi się właściwymi, by poszerzyć wiedzę na ich temat a najprostszych, wierząc , że dociekliwi i myślący sami postarają się o dokładne wyjaśnienie owych , trafiając przy okazji na inne, którymi może (oby) się zainteresują i które będą mogli połączyć w swym umyśle w piękną całość. Tak też sądziłam,że będzie w przypadku teorii neodysocjacji, ale rozmawiając o tym z innymi, natknęłam się na rzecz zabawną:powiedziano mi- co sprawdziłam i wyjątkowo o takowym absmaku powiadamiam, że ktoś kiedyś na forum psychologicznym zadał rozpaczliwe pytanie (miał prawo nie wiedzieć-pytał specjalistów!), ” co to jest hildegarda (?) teoria neodysocjacji”. Odpowiedź Pani psycholog brzmiała mnie więcej :

„…nigdy nie słyszałam o takim terminie, ale psychologia jest wiedzą szybko rozwijającą się , ciągle przybywa nowych  terminów,(to ostatnie po przecinku  akurat zgoda-przyp.mój) , najlepiej gdybyś spytał kogoś z wyższej uczelni…..”

Znalezienie tej strony nie jest trudne-  wystarczy wpisać „teoria neodysocjacji ” i na pewno się na nią trafi:-)), ale….

Rozumiem, że nie wszystko się wie i w ogóle wiemy -wszyscy- bardzo mało a nie wiemy całe mnóstwo:-)

ALE :ktoś uznający się (i uznany przez innych ) za psychologa NIE WIE, czym jest termin funkcjonujący w psychologii od przynajmniej 1977 roku? Sama teoria dysocjacji zaś zaznaczyła w tejże dziedzinie swą obecność w roku 1812 (mam nadzieję, ta podpowiedź Pani odpowiadającej się przyda:-)).Pytający miał prawo nie wiedzieć, że to teoria Hilgarda , a nie Hildegardy czy też Hildegarda:-)), ale po co forum psychologiczne wykładające się na jednym ze starych terminów stworzonych przez psychologów właśnie? Amatorom teorii neo- i dysocjacji polecam Journal of Psycholinguistic Research, Springer NL,vol .8, nr 6, listopad 1979, artykuł „Divided consciousness reconsidered” autorstwa Ernesta R.Hilgarda i A.Wiley,napisany w 1977, w New York, jak i „American Journal of Clinical Hypnosis”, z kwietnia 2006, więc nie tak stary!. Opowiadając Państwu o przeżyciu niby zabawnym młodego psychologa zastanawiam się po raz kolejny nad zawartością programu nauczania aktualnego systemu edukacyjnego, również w psychologii, którego wartość podważa praktycznie jedno pytanie Człowieka, który chce uzyskać odpowiedź od fachowca- nie od zwykłego zjadacza chleba – od fachowca PO studiach psychologicznych a który „nigdy nie słyszał” o tymże. Smutne. Tu dochodzimy do punktu, w którym oprócz pytania „dlaczego”, równie ważnej jest pytanie „PO CO”?…czasami może nawet lepsze…..

Teoria neodysocjacji nie wniosła wiele do znanej już teorii dysocjacji- o nie:-))-można powiedzieć, że po pierwsze odświeżyła poszukiwania w tym kierunku a po drugie zarzuciła po prostu tej drugiej , pierwotnej, nieprecyzyjność. Ale ISTNIEJE, naprawdę istnieje:-))))… Z drugiej strony….jeżeli Pani, która miała zacytowaną wyżej odpowiedź na ww problem, jest świetna w swoim zawodzie i na przykład pomogła w duchowych zawiłościach paru ludziom, to…..a do diabła z definicjami, niech się nie przejmuje, jeżeli potrafi pomóc i bez tego:-))))

Aby przybliżyć Państwu nieszczęsną teorię jeszcze lepiej, podam przykład: hipnozowanym uczestnikom eksperymentu kazano włożyć rękę w lodowatą wodę i mówiono, że nie czują nic nieprzyjemnego:-(-znaczek smutny, gdyż nie wielbię takich eksperymentów mimo wszystko, wolę obserwację życia , a nie hipnozowe manipulacje , jednak w tym przypadku…..)

Co dalej?Wielu posłuchało i nie skarżyło się na uczucie zimna , jak robili to uczestnicy NIE poddani hipnozie w tym samym eksperymencie.Ale mając opisać to uczucie, hipnozowani mówili jednak o…. „fajnym” doświadczeniu zimna. Zahipnotyzowani wydawali się w środku wiedzieć, że było im strasznie zimno, ale ta informacja została jakby oddalona w inne obszary świadomości.Co ma do tego energetyka kardiologii?

Jest bliska stwierdzenia, że serce otrzymuje informacje o wszelkich okolicznościach , w jakich znajduje się organizm, również, kiedy mózg podlega zludzeniu zmysłów:-)

A to oznacza, że…..

MóZG DAJE SIę ZAHIPNOTYZOWAC, W PRZECIWIENSTWIE DO SERCA.

Może to serce ma funkcję „tajnego, zawsze czujnego obserwatora”?

Na początku wspominałam o świetnym artykule dla „Bloomberga”, z 18 July,2005 ,zatytułowanego „Is heart surgery worth it”?, w którym istotnym jest pytanie profesora medycyny N.Hadlera (i nie tylko jego) o sens bypassów, angioplastyki soczyście oprotestowywane przez niektórych …kardiochirurgów:-)) jako „niedorzeczne”:-) . Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze parę cytatów z owego:

” Ludzie często wierzą, że przebycie tych procedur rozwiąże problem, tak , jak hydraulik przyjdzie i wstawi nowy kawał rury ( o angioplastyce)(…)Ale to FUNDAMENTALNIE NIE rozwiązuje problemu”-Profesor  kardiologii,.dr L.David Hillis,University of Texas Southwestern Medical School.

„Przemysł chirurgii serca wart jest ok.100 BILIONóW dolarów-pytanie, czy te operacje to nadużycia, ma potężne medyczne i ekonomiczne implikacje”. Dr David Waters,szef kardiologii na University of California, SF.

„Ten problem to to, co niektórzy eksperci służby zdrowia (powinno się dodać:odważni eksperci przyp.mój) nazywają medykalizacją życia”. Czy tylko eksperci?

Tekst opłaca się przeczytać samemu- bardzo- dowiedzą się tam Państwo , że i w USA ci, którzy częściej poddawani są niezbyt pożytecznym procedurom medycznym oraz hospitalizacjom, są „narażeni na większe ryzyko śmierci aniżeli ci, którzy z tych „dobrodziejstw”:-) korzystają oszczędniej.

O wiele dosadniej wypowiada się na ten temat niemiecka i szwajcarska literatura medyczna, z której sporo wymieniłam już nieraz w poprzednich odcinkach , też w innych cyklach, ale ten tekst- niezwykle wyważony- wszak to dla medium mocno oficjalnego- jest lekturą obowiązkową dla Wszystkich zainteresowanych tematem-oczywiście nie ustrzeżono się błędów, ale te z pewnością wyłapią Państwo sami. Przypomnieniem tego artykułu chciałam tylko zaznaczyć obecność problemu celowości większości inwazyjnych terapii w kraju. I tak natknęłam się na młodych ludzi przerażonych wiadomością uzyskaną od swojego systemu zdrowia, że „mają ekstrasystole” i że to groźne i…że należy doprowadzić do ABLACJI ( a proszę poszukać , co to jest).

Co to jest ta „ekstra …coś tam”:-)? Nie wiedzą, ale „powiedziano im , że to groźne”. Mówiłam już, że najgroźniejszy jest strach, ale kiedy słyszy się tajemniczą diagnozę od boga w białym fartuchu, nietrudno o panikę.

Ekstrasystole, z greckiego extra- na zewnątrz i systole- skurcz (traktują o tym obszernie lektury dostępne np.w necie ) są dodatkowymi, przedwczesnymi skurczami przedsionka, węzła przedsionkowo-komorowego lub którejś z komór serca. Kardiologii nie jest obcy termin „ekstrasystolia fizjologiczna” a oznaczający naturalny stan organizmu, w którym lekka ekstrasystolia ma miejsce.Bywa. że nawet nie jest specjalnie odczuwana przez człowieka. Bywa, że jest i przeszkadza, gdyż i częstotliwość i okoliczności, w której występują ekstrasystole, skłaniają do poszukania powodu zjawiska i unormowaniu rytmu serca, gdyż ekstrasystolia jest często przyczyną arytmii serca, niektórzy określają ją też jako pierwsze stadium arytmii.

Co więc, kiedy zostaje nam przedstawiona diagnoza?    

Nie traktować ekstrasystoli, jak wroga- to po pierwsze.

Pamiętać, że nagła przemiana w rytmie serca leży zawsze na bazie intensywnego przeżycia.

Może…jak według homeopatii oraz…nieśmiałych przypuszczeń kardiologii energetycznej, są to różnice zdań między głową a sercem? Może niesłuchanie serca, instynktu, kierowanie się zimnym wyrachowaniem, znajduje wyraz właśnie w ekstrasystolii- delikatnemu początkowo ostrzeżeniu, że komunikacja szwankuje?

Może to wszystko zauważyć i wyciągnąć wnioski,zatroszczyć się wreszcie o siebie , zamiast się bać?

 B.Bunzel , B.Schmidi-Mohl, A.Grundbock,G.Wollenek ” Does Changing the Heart Man Changing Personality.A Retrospective Inquiry of 47 heart Transplant Patients”, w „Quality of Life Research”, 1992,Nr 11

L.Brillouin, „La Science et la theorie de l’information”, 1959

w w w.businessweek.com (tam artykuł dla Bloomberg Businessweek cyt.wyżej)

Plus lektura z poprzednich odcinków i ta b.ważna wymieniona w aktualnym tekście.

*informacyjna energia serca , najprostszy a zrozumiały, polski skrót:-)

Posted in aktualności, kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

AIDS-wyjątkowo świńska grypa?cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 26, 2010

Stajemy wobec kosmicznego sporu o wartości realnego świata opisywanego ściśle według reguł. Kraksa umysłu na cząstkach elementarnych rzuciła światło na szeroko pojęty problem:poznajemy czy tworzymy świat poznany? Ksiądz Włodzimierz Sedlak

Nie zauważam przyczynowego związki między HIV a jakąkolwiek zarazą(…).Widziałem zastanawiające dowody, że dalece  niesłuszne statystyki dotyczące AIDS i HIV minęły się z nauką i że top członków naukowego establishmentu beztrosko, jeżeli nie nieodpowiedzialnie przyłączył się do mediów siejąc dezinformacje o naturze AIDS” ,Prof.dr Serge Lang, Yale University

Spowodowana teorią HIV dogma AIDS reprezentuje najwyższe i może najbardziej moralnie destrukcyjne nadużycie, jakiego dopuszczono się na młodych mężczyznach i kobietach świata zachodniego…..Dr Charles Thomas, biolog molekularny, były prof.Harvard Un.,w Sunday Times London,3 kwietnia 1994   

Kiedy „dawno temu”;-) pisałam tu o AIDS jako „narzędziu badawczym” Big Pharmy, nie sądziłam , że wkrótce będę miała przyjemność poinformowania o kolejnych jak najbardziej poważnych dyskusjach podważających AIDSową
panikę….O Jezu!Przecież właśnie rozwrzeszano się o „tuż tuż-  szczepionkach na to!No jakże tak….

Tu się ludziska wysilili, poszło tyle kasy a „Jeitsa” niet?A przynajmniej „NIE spowodowany HIV, NIE tak wyglądający, NIE zakaźny, NIE śmiertelny i w ogóle nijak choroba nie pasuje do terminu i obrazu, którym ją obdarzono?” Choroba? Zespół chorób? Niektórym wydaje się to nie przeszkadzać:będą szukać tak długo, aż znajdą:-):pomysłów na nową histerię jakby brak a to wydaje się źródełkiem idealnym……genialnym prawie.Prawie.

Teraz słyszę znów o „nowych , cudownych, bezbolesnych scypionkach na grypę”, czyli plasterkach z „niekłującymi igiełkami” :-))), równie cudownie działających, co takoż cudownie nieszkodliwych i bezproblemowych dla środowiska, bo…”bo rozpuszczają się w wodzie”!

CUD!W wodzie się rozpuszczają, więc ….znikają…..Dowodów niet.Namacalnych:-) Za to….chwileczkę… w wodzie?!

A ta woda to skąd i dokąd popłynie?Też się rozpuści, czy może zostanie użyta jako cudowny nawóz?Wsiąknie w ziemię?A kto do jasnej ….  zapłaci za jej oczyszczenie??? I JAK Tę WODę OCZYSCZą?!Też mają już na to technologie?Nie do wiary…..Gdzie ona?Nie potrafią oczyścić wody z xenobiotyków ,z milionów litrów toksyn łykanych przez ludzi na całym świecie i wydalanych do kanalizacji a proponują „cudownie rozpuszczalne” scypionki? 

Już się zastanawiam, jak nazwą nową grypę, no bo tyle tych nowych scypionek produkują, że coś musi być na rzeczy.Muszą się mocno starać:Ludzie zmądrzeli.Nie lubią się kłuć…….No ,ale „plasterek na grypę „brzmi przecież tak łagodnie, dobroczynnie nawet…..PLASTEREK……toż to nawet dziecinkom krzywdy nie zrobi.Ot, przylepić i już , jest się zdrowym…..Plasterku na zbrodnicze myśli jeszcze nie wynaleźli ?I nie wynajdą.

Właśnie zakończył się międzynarodowy, potężny XVIII kongres na temat AIDS w Wiedniu.Byli……”wszyscy”:-):
naukowcy, dziennikarze, przemysłowcy , lekarze, politycy ….nawet księża:-):-):-)

Każdy kolejny dzień  był ciekawszy od następnego,ale najciekawiej chyba było w środku:-), włączając rozmowy zakulisowe:-) i zagęszczająca się z każdą chwilą atmosfera, zagęszczająca się pytaniem krążącym między uczestnikami, czy naprawdę  AIDS powoduje wirus.Niewidzialny, nieznany, oznaczony „z góry”, ale ponoć wirus:-)?

Oficjalnie rzecz jasna było to spotkanie mające na celu walkę ze „śmiertelną chorobą”.Hasło kongresu -„Silniejsi razem ” spowodowało mój lekki niepokój:”Razem” , to znaczy…..Tylko uczestnicy kongresu?Bo przecież nie lekarze, badacze , dziennikarze, poszkodowani , u których „wykazano” AIDS, biorący udział w….kongresie odbywającym się w dni
poprzedzające XVIII kongres o AIDS, tyle ,że …..alternatywnym.Też w Wiedniu:-)

 Kongresie , na którym mówiono o wielkim szwindlu wobec ludzkości , o kłamstwie AIDS. Kongresie, na którym , w przeciwieństwie do pierwszego , nie zauważyłam przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego:-))…..poza byłymi jego pracownikami:-))

W kolejnych odcinkach na temat AIDS, ponieważ na tym się jak sądzę nie skończy, postaram się umieszczać co nieco z obu,  arcyciekawych:-) kongresów, jednak nie będzie to często, gdyż inne tematy wcale mniej ważne nie są.Na razie, aby zaspokoić Państwa ciekawość, nad czym to obraduje się „we Wiedniu”:-) a o czym u nas pssssst;-) , trochę wieści.

Pamiętają Państwo….,

– że 23.04. 1984 pan Gallo ogłosił na konferencji prasowej, iż odkryty przez Pana Montagnera i spółkę (oczywiście Instytut Pasteura, France) wirus LAV jest retrowirusem odpowiedzialnym za AIDS.Nazwał go HTLV III a potem -HIV?

Nie jest bez znaczenia, że informacja poszła PRZED upublicznieniem pracy na temat (potem w Science, 04.05.1984)….

Dlaczego?No naprawdę przykro mi…..To jest sprzeczne z tymi samymi naukowymi ZASADAMI, na które powołują się zwolennicy teorii ,że wirus HIV wywołuje AIDS.

– że wedle naukowych standardów NIGDY nie udowodniono istnienia wirusa  HIV (nic się od mojego ostatniego wpisu na ten temat nie zmieniło:-)? 

-że testy HIV nie mogą być miarodajne, co zresztą pisze na opakowaniach?że udowodniają one istnienie molekuł, które występują w komórkach z wielu względów- nie mogą być wyznacznikiem AIDS?

A…pamiętają Państwo też, że testy różnych organizacji i regionów są…..różne?To oznacza, że wedle jednych można mieć AIDS, a ta sama osoba wedle testu innego może AIDS nie mieć.

Skupić należałoby się też na tzw. efekcie nocebo , który znaczy, że strach spowodowany pozytywnym wynikiem testu może być samospelniającą się przepowiednią i delikwent może zachorować -i owszem , na cokolwiek podobnego.Dla niego z pewnością nie będzie to zabawne.To efekt, o którym mówimy, że diagnoza wyzwala objawy.

Czy w tym przypadku możemy mówić o etyce???

Wiadomo, że jeżeli serum nie jest dostatecznie rozcieńczone, we wszystkich próbkach można uzyskać wynik pozytywny.

O co tutaj chodzi?

Podwyższoną koncentracja przeciwciał lub molekuł ,jak np.reversywnej (odwrotnej) transkryptazy- standardowych enzymów komórek można udowodnić po…. szczepieniu ,ale i oksydacyjnym stresie (niedożywienie, narkotyki, trucizny, malaria i in.).Stres prowadzi do aktywacji i odczytywania genów (uciszone, stare retrowirusy z ewolucji człowieka ,które mogą działać ino jako geny (sprawdźcie Państwo pojęcie ekspresji genowej- warto ) i tym samym do produkcji molekuł wytworzonych przez organizm -molekuł, które normalnie w tej podwyższonej koncentracji nie występują.

Tak powstaje pozytywny wynik testu na HIV.

I teraz :tzw.genom HIV – czyli to ,co usiłuje się uznać za retrowirus HIV , jest NORMALNą częścią naszego systemu i jest odczytywany w różnym składzie , według bodźców otoczenia, aby produkować receptory, przeciwciała i in. ,które jako cząsteczki komunikacji międzykomórkowej wypełniają różne zadania.Swoiste dla komórek grupowania  i reakcje, jak metylacja, acetylacja, i interferencja RNA biorą udział naturalnie w odczytywaniu i uciszaniu (usypianiu ) genów.

Genom wciąż się przebudowuje.(transpozony, tzw. „skaczące geny”-proszę zerknąć na ich funkcje:-).

Pominę już naiwną prostotę zwolenników wywoływania AIDS przez „retrowirus HI” i straszenie ludzi, że „HIV zabija komórki”,ponieważ powinni oni wiedzieć, że nawet, gdyby był jakiś retrowirus, to te ,wedle nauki:-)) replikują się wyłącznie w żywych komórkach, jak więc mogą te komórki zabijać?Przecie by się wtedy nie replikowały:-)))))))))))))i dochodziłoby do samoistnego wykończenia się wirusa, więc i do wyleczenia ,więc uderzałoby to automatycznie w całą misterną konstrukcję istoty AIDS.

Południowi Afrykańczycy testują (biorąc pod uwagę etniczność) częściej HIV-pozytywność, co wskazywałoby jednak nie na wirus, a raczej aktywny system immunologiczny, jako odpowiedź na bodźce ze środowiska (alergia na białko, stres oksydacyjny).

Kobiety w ciąży produkują wiele molekuł potrzebnych do właściwego przebiegu ciąży  i ochrony maleństw poprzez karmienie piersią- te same materiały mogą się niestety przyczynić do pozytywnego stestowania HIV.

Jaką rolę mogą odgrywać w tym wszystkim badania epigenetyki?

Co z dziedziczeniem właściwości nabytych , co przy dyspozycji do dziedziczenia określonych skłonności do zaburzeń, 
ale i czynników pozytywnych, gra przecież sporą rolę?Co z materiałami  znajdującymi się w komórkach jajowych i nasiennych nie pochodzącymi z jądra  komórki?

Na to jeszcze nie znaleziono odpowiedzi.Ale „prawie znaleziono szczepionkę”.

Aktywni homoseksualiści z powodu braku ochrony śluzówki w obszarze analnym automatycznie narażeni są na czynniki powodujące choroby płciowe:czy nie ma to wpływu na pozytywny wynik testu?Dlaczego pomija się fakt ,że ludzie często zmieniający partnerów seksualnych (jeżeli oczywiście są biorcami nasienia) narażają się w sensie fizycznym PRZEDE WSZYSTKIM na ogromny, immunologiczny ciężar rozłożenia obcego białka, przez co bardzo często występują u nich różnego rodzaju alergie?(Pomijam w tym wątku sens psychiczny )

Co do „seksualnego przenoszenia HIV”:nigdy tego nie udowodniono.Przed czym mogą zabezpieczać prezerwatywy?

A przed chlamydiami, syfilisem (w tym wypadku nie jest to takie proste i nie można powiedzieć, że guma ochroni przed syfilisem stuprocentowo) i alergiami na białko.Zapomniałabym o ciąży:-)))….też kiepsko, jeżeli pęknie:-)

Cóż więc? Myślę, że wnioski wyciągnęli Państwo sami.

Idźmy dalej w teorie medycyny na temat HIV, wróćmy jeszcze do hipotezy , że wirus HI niszczy limfocyty T.Ciekawe, bo tego też do tej pory nie udowodniono.

Komórki  T  wędrują przy zapaleniach w limfatyczne węzły i dlatego nie można ich ustalić we krwi:przemieszczają się tam, gdzie są potrzebne, ponieważ taka ich rola.

Może zaciekawi też Państwa, że silnie toksyczna Azidothymidyna znana jako AZT (znana przede wszystkim medykom i ludziom , u których zdiagnozowano istnienie HIV) wywołuje te same symptomy, którymi oznacza się AIDS……(niestety, nie jest serwowaną w dawkach homeopatycznych:-))więc pacjent może zejść na zanik funkcji wątroby.Czy gdyby tak nie było ,czy AZT byłaby zabroniona (po głośnej dyskusji) w nowotworach , gdzie miała niszczyć komórki rakowe?Gdyby pacjenci z rakiem mieli dostać jeszcze AZT….w szybkim czasie nie można byłoby im sprzedać już niczego więcej…..?Ojej……

Co z dawcami krwi?Abstrahując od ogromnego biznesu w tym temacie , nieświadomości, czym grozi transfuzja i pytań, czy wszystkie operacje są naprawdę niezbędne i dlaczego  przetacza się tyle krwi zamiast uznać inne terapie,  jasnym jest, że dawcy krwi muszą być badani bardzo ,ale to bardzo szczegółowo-nie jednak ze względu na domniemany HIV,
ale dlatego, że obce białko jest zwalczane przez system immunologiczy niezwykle intensywnie i nie zawsze skutecznie: leukocyty niosą na swej powierzchni molekuły markerowe ,specyficzne dla danego organizmu i mogą wywoływać alergie- te zaś mogą spowodować wręcz zgon.

W powtarzających się dyskusjach o szczepionkach na AIDS zastanawia mnie wciąż  jedno i wciąż nie wytłumaczył tego żaden ze zwolenników wakcynobiznesu, nie wyjaśniono tego „nawet we Wiedniu”:-):szczepionka przeciw HIV -jakakolwiek szczepionka na HIV- byłaby immunizacją na własne geny, specyficzne dla organizmu.Ze względu na wysoką różnorodność komórek odpornościowych MHC/HLA…..poszczególnych ludzi i ich „walki” z mikrobowym środowiskiem  ,byłaby też taka szczepionka wręcz bez sensu, ponieważ to, co zwiemy HIV, będąc częścią systemu, posiada biologiczne zadania, których nie wolno wyłączać ot, tak sobie.

Ogłupianie ludzi „trupami AIDS” przynosi , owszem, zyski w postaci akceptacji najgorszych nawet skutków ubocznych, bo „co to jest zniszczona wątroba, kiedy „bez lekarstwa ” można umrzeć”?A że tę trzeba potem przeszczepić….jeżeli się zdąży….a że przeszczep wątroby też nie jest sprawą tak oczywistą w obrazie zdrowia, jak może się wydawać….to już inna bajka?

Statystyki WHO są oceniane wg własnych WHO wypowiedzi (estimated numbers), ale przedstawiane tubą światowych mediów świetnie napędzają histerię.Dlaczego ignorowane są AKTUALNE wypowiedzi…..profesora Luca Montagniera- tego samego, który ponoć odkrył wirus HIV?

Gdzieś w powietrzu pozostaje pytanie, dlaczego Uganda, ponoć kraj z epidemią AIDS, należy do najlepiej rozwijających się krajów świata a jej ludność podwoiła się:-), jak ta biedna Uganda przetrwała bez lekarstw na AIDS???

Pozostaje też spytać, dlaczego Europa straszona epidemią AIDS od 25 lat, ciągle jej nie ma.

Dlaczego Profesor Montagnier powiedział , że człowiek z dobrym systemem immunologicznym jest w stanie przetrwać infekcję HIV bez szkód i to w parę tygodni się z nią uporać?Czyżby „dojrzał do dojrzenia” własnych zakrętów ideowych?
:-)))

Gdzie jest kasa płynąca na rozmaite organizacje „zwalczające” AIDS, pytać nie będę, bo to akurat wiem i myślę, że Państwo też wiedzą.

Czy największym niebezpieczeństwem nie jest HIV a sposób potraktowania  tematu przez  HIV polityków, przemysł i media?

Lektura:

„aids truth exposed :un-cut exclusive footage from house of numbers”, na you tube- nie podaję linka, gdyż wpisany w googla nie działa -działa za to bardzo dobrze po wpisaniu tego tytułu w tę samą przeglądarkę.

w w w .aerzteblatt.de- bardzo ciekawy materiał z kongresu AIDS z 2005 roku-

ale może Państwo dojdą do najwłaściwszych wniosków szybciej ode mnie udając się po prostu na niezwykle bogatą stronę o AIDS, pod tytułem:w w w.virusmyth.org , po której lekturze chyba już nie będą Państwo mieli ochoty czytać moich opinii na ww.temat, a na pewno nie będą się już Państwo nigdy więcej obawiać mitu AIDS.

Posted in aktualności, etyka, szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.13.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 23, 2010

Uczony musi mieć cel i musi mieć upór, albowiem jego odpowiedzialność jest wielka , a droga długa.Spolegliwość jest jego odpowiedzialnością przed samym sobą :czyż nie jest wielka?Kończy się dopiero po śmierci:czyż nie jest długa?
Konfucjusz

Z Małych Upałów zrobiły się spore:-),ale obiecany po chińsku 🙂 deszcz spadł również, ciekawe więc, w jakim stopniu ziści się klasyczny obraz dwunastej części roku Da Shu -Wielkie Upały, 22/23 lipca,pod patronatem diabełka odzianego w skórę tygrysa. Czarcik  niesie misę ognia ,co oznacza, gorąc może być piekielny;-).Pożyjemy, zobaczymy.

W chińskiej tradycji wysokie temperatury o tej porze oznaczają łagodną zimę, będziemy więc mieli kolejny raz okazję do zaobserwowania i sprawdzenia wschodniej wiedzy o naturze …w naszych warunkach.

Wprawdzie media znowu zaczęły przebąkiwać coś o globalnym ocipieniu, ale nie sądzę, aby ktokolwiek poza osobami łatwo poddającymi się sugestiom „autorytetów” jeszcze zechciał w to wierzyć… a już dość ciężko byłoby przekonać do tego ośnieżonych mieszkańców Ameryki Południowej:-).Proszę nie zapominać, że jeżeli słyszymy o „nigdy nie występujących „takich” temperaturach” i „anomaliach” ,to pomijając spore trudności w ustalaniu dokładnych temperatur przed wiekami :-),nigdy wcześniej nie byliśmy zasypywani taką ilością informacji o niej.Nagle pogoda stała się jednym z top tematów ,nagle temperatury od dawna występujące na Ziemi stają się „anomaliami”.Od samego nadmiaru wydarzeń ( tu pioruny, tam ulewy) można mieć wrażenie,że faktycznie coś nie tak:-),ale nie zapominajmy o podstawowej zasadzie :nie panikować, obserwować naturę i wyciągać wnioski.

Da Shu to narodziny boga ognia-boga ogniska domowego.Zauważmy tutaj podobieństwa w historii słowiańskiej- na tych terenach również istniały bóstwa domowe- jak wszędzie,były świątynie i westalki.Szkoda, że mitologia słowiańska nie zawiera się w historii nauczanej powszechnie.To przecież korzenie.To również nić łącząca Słowian z innymi kulturami.Jeszcze jedna nić, która nie dzieli.

Abstrahując od pięknej i bogatej,ale zaniedbanej historii Słowian:Chińczycy mają sposobiki i na naprawdę ogromne upały.Właściwie, to zastanawiam się ,na co nie mają…..Może na własną zachłanność, która niestety zaczyna dominować w obrazie młodych Chin,zagrażając pradawnym wartościom warunkującym potęgę tego kraju.Coraz częściej i oni wydają się zapominać,że „pazerny traci dwa razy” -wygląda na to,że Zachód potrafi zepsuć dosłownie wszystko.W cieniu bowiem czają się Indie- również mające spore apetyty, jednak potrafiące umiejętnie je modulować- tak, aby się nie zachłysnąć i nie utracić swojej tożsamości-to cenna cecha,jeżeli chodzi o przetrwanie.

I od nadmiaru tak potrzebnego przecie Słońca można się nabawić udaru….Co wtedy?

Jak wygląda udar słoneczny,zwany też cieplnym?

Najpierw czujemy silne poty.Przegrzany organizm gwałtownie oddaje wodę, twarz nabiega krwią.Chcemy pić bez końca ,kręci się w głowie,  słabniemy,serce bije, jak szalone, czegoś się obawiamy, w „dołku” czuć niepokój, wreszcie chce się wymiotować, mogą też pojawić się mroczki przed oczami, zaburzenia równowagi.

Po pierwsze trzeba nam przewiewnego, zacienionego miejsca.Dobrze, aby było chłodniejsze od tego ,w którym przebywał „udarowiec”.Rozbieramy pechowca do bielizny lub przynajmniej rozluźniamy jego ubiór.

Jeżeli dysponujemy miętą, podajemy chłodny-ale nie zimny- napój,który lekko solimy.Może być też woda z odrobinką soli lub woda lecznicza, słona z natury,np.”Augustowianka”,”Henryk”.

Jeżeli widzielibyśmy ,że „udarowiec” nam „ucieka”, czyli traci przytomność,stosujemy pierwszą pomoc po chińsku, czyli naciskamy palcem wskazującym-najlepiej jego czubkiem lub nawet paznokciem punkt między górną wargą a nosem znajdujący się w tzw.rynience nosowej ,mniej więcej pośrodku,raczej bliżej nosa (prawie pod nosem)niż wargi.To punkt ren zhong-jeden z ratowniczych, niezwykle pomocny w ratowaniu życia.Naciskamy pod kątem 45 -90 stopni.Jak długo?Parę minut-będziemy widzieli,kiedy nieszczęśnik „wraca”-puszczamy.Zwykle jest to 10 sekund,potem przerwa 10 sekund i tak 3 do 5 razy , ale każdy reaguje indywidualnie.Jeżeli mamy trudności z policzeniem :-), wtedy po prostu szczypnąć ten punkt i trochę przytrzymać.Uwaga-nie można naciskiem wywoływać bólu,nie można też doprowadzać do naruszenia skóry,zranienia jej-nacisk powienien być stanowczy,ale nie brutalny.
NIE naciskać punktu ratowniczego bez potrzeby- to jak użycie gaśnicy bez pożaru-kiedy ten już nadejdzie-nie mamy czym gasić.Punkt-nie gaśnica, nie zużywa się:-),jednak pamiętając o doskonałości ,ale i delikatności połączeń w organizmie nie należy niepotrzebnie drażnić punktu, który może uratować nam życie.Jasne, że nie mając pewności co stanu człowieka ,który utracił przytomność , wykonujemy akupresurę punktu ratowniczego czekając na ambulans.

Wykonując ucisk właściwie, wywołujemy zjawisko określane w TCM jako De Qi, czyli sensoryczną reakcję organizmu na bodźce punktu aktywnego.Odczucie tej reakcji przy postępowaniu z punktami TCM może być rozmaite,np.:
ciepło,chłód,poczucie „odpłynięcia”,wrażenie prądu:-) i in.,a zależy ono od umiejętności postępowania z punktami, więc i lokalizacji,osobniczej podatności na bodziec,rodzaju nacisku,rodzaju zaburzenia.Może się zdarzyć również uczucie drętwienia, nieprzyjemnego chłodu, a…niektórych punktów w ogóle nie należy drażnić-na szczęście są one odpowiednio umiejscowione:-) .

W tym miejscu podejmujemy ponownie temat podstaw TCM,mianowicie:

w pojmowaniu medycyny chińskiej organizm nie jest ani czysto materialny ani czysto duchowy,a już na pewno nie jest maszyną, jak ujął to nieszczęsny ślepiec Kartezjusz.Wyjątkowo pozwalam sobie na inwektywę w stosunku do dawno przebrzmiałej;-) osoby, gdyż ilość zła,cierpienia milionów niewinnych istot, jaką przyniosły jego ogromne wpływy oraz skutki ograniczonych, podyktowanych zyskiem i próżnością dywagacji ( proszę zerknąć, w jakich towarzystwach funkcjonował a tło owych posunięć stanie się od razu jasnym) usprawiedliwia niejako osąd jego postępowania .

Patrząc z perspektywych wschodniej ,tożsamość oraz prawidłowe działanie organizmu jest możliwym wyłącznie ,kiedy poszczególne części nie zostaną rozłączone, reasumując-zdrowie jest wynikiem harmonii między duchem a materią, harmonii rozbrzmiewającej w sieci organów oraz substancji utrzymujących go w formie:

harmonii pobierania i magazynowania, zachowywania i przemiany, absorbcji i wydalania ,aktywacji i ukojenia.

Chińczycy nie sumują stanu zdrowia w taki sposób, jak robi to medycyna zachodnia,podsumowując liczalne wartości, jak ciśnienie krwi, poziom cukru itp.Dla nich zdrowie jest stanem , w którym nie widać znaków choroby ani wskazówek ciała mogących zapowiadać chorobę,stanem, w którym obraz jest zrównoważony.

Mówią np.”Płuca w stanie harmonii oddychają pełnią”.I nikt nie dziwi się ,co to oznacza-bo to widać, słychać i czuć.Bo znajomości swojego organizmu uczeni są od początku.Precyzowanie w tej medycynie polega na wyłapywaniu detali , pojmowaniu dysharmonii w obrazie ,na znajomości setek a nawet tysięcy symptomów ,znaków mogących rozszyfrować przyczynę zakłócenia równowagi.

Przeprowadzanie porównań z medycyną zachodnią prowadzi zwykle do niesamowitych nieporozumień i błędnych diagnoz-medycynę chińską dobrze byłoby zaakceptować -jeżeli chce się cokolwiek z niej skorzystać-z całym dobrodziejstwem „inwentarza”-z jej systemem wartości i ocen,  uznać siłę własnych organów zmysłu jako najlepszych narzędzi diagnostycznych (w TCM nie ma badań rentgenowskich ,USG,nie mówiąc o biopsji ,której użycie na Zachodzie niezmiennie budzi w Chińczyku zdziwienie-wszak narusza integralność organizmu!), przejąć jej istotę , wraz z umiejętnością obserwacji (która pozwoli nam dopasować środki właściwe do naszych organizmów), wczuwania się w stan pacjenta, z filozofią-nie fragment -wtedy można poruszać się w niej swobodnie i osiągać rezultaty, z jakich chińscy medycy bazujący na wiedzy przekazywanej od pokoleń i doświadczeniu, nie na teoriach czy hipotezach, znani są od wieków.

Mówiąc o punkcie (Xue) ratowniczym napomknę,iż każdy (punkt) ma inne zadanie, różni się też postępowanie z nimi , sposób ucisku, czasem lekkiego tylko pchnięcia, innym razem masowania-punkty zapobiegają lub leczą stany ostre-dlatego masując swoje lub czyjeś ciało należy bardzo,ale to bardzo uważać na rozmieszczenie oraz traktowanie punktów oraz meridianów, gdyż nieświadomie możemy pobudzić punkty blokując lub przeciwnie-pobudzając energię  w czasie,kiedy nie jest to wskazane, kiedy organizm znajduje się w harmonii i nie należy tego burzyć.

Mapa punktów oraz meridianów powinna być niezbędnym wyposażeniem gabinetu każdego masażysty, że nie wspomnę o gabinetach lekarskich i szpitalach:-)….dziwne?To dlaczego nie jest to niczym dziwnym np.w Rosji, gdzie akupunktura stanowi równorzędną gałąź medycyny publicznej?Dlaczego nie dziwi to w Niemczech?

W Polsce wspaniałym ,nowoczesnym (bo dawno temu byli i inni) popularyzatorem i zwolennikiem medycyny chińskiej, głównie akupunktury,był profesor Zbigniew Garnuszewski…..no ale Pan Profesor urodził się w Helsinkach, może dlatego otwartość na inność nie stanowiła dla niego problemu?Przepraszam za przytyk-wyszedł „sam z siebie”,ale postawa niektórych -podkreślam :niektórych – polskich medyków zawzięcie wtopionych w medycynę Zachodu i nie chcących za nic zrozumieć jej błędów doprowadza mnie do czasem do rozpaczy, z drugiej strony zaś podziwiam umysły i bezkompleksowość polskich pacjentów zdolnych do sięgnięcia po wiedzę ,kiedy posiadana nijak nie zaspokaja ich potrzeb.

Po śmierci profesora Garnuszewskiego akupunktura stoczyła się w niebyt medycyny oficjalnej.Łatwo położyło się „krzyżyk ” na czymś,co jest pomocne tysiącom ludzi.Bardzo łatwo.

Wiedza o meridianach , punktach, czyli przede wszystkim o profilaktyce jest częścią chińskiego wychowania i jeżeli chcielibyśmy zacząć od samiutkich podstaw-świetnie tłumaczą to chińskie ….dzieci:-).

No więc…punkt w TCM prosto i najlepiej z zachodniego kąta widzenia?

Europejczyk ujął by to miejsce jako biologicznie aktywne- nawet udowodniono, że przewodnictwo elektryczne takiego punktu w stosunku do otaczającej go powierzchni jest zwiększone.Punkt ,czyli Xue jest swoistego rodzaju pośrednikiem ,dzięki któremu wnętrze organizmu kontaktuje się ze środowiskiem zewnętrznym i który pomaga w dostosowaniu organizmu do zmian na zewnętrz.To również pośrednik w wymianie energii,ale może to już za długa definicja:-)-dojdziemy do niej w późniejszych odcinkach.W każdym razie jest to miejsce o szczególnych właściwościach ,którego pobudzenie jest jedną z podstaw harmonizacji organizmu.W źródłach dostępnych w językach europejskich opisanych jest około 1200 Xue, w popularnych chińskich ok.1400,w najdokładniejszych znanych mi- 1500.Punkty w TCM to,najprościej:punkty życia-posiada je każdy, umiejscowienie jest identyczne, wielkość podobnie-średnio ok. 2-3-4 do 5 mm,przy czym często w stanie chorobowym powiększają się-dzięki temu łatwiej jest rozpoznać ,którego narządu dotyczy zaburzenie -powiększają się bowiem punkty odpowiedzialne za chory narząd.Szczegółowo zajęli się badaniem punktów biologicznie aktywnych m.in. dr Kellner (Wiedeń) oraz dr E.Novotny (Brno).

W Chinach doskonałym lekarstwem na udar słoneczny jest też chłodny sok z ananasa.Uwaga-należy go rozcieńczyć wodą,ale już nie mineralną a zwykłą, przegotowaną lub źródlaną-to takie „drobiażdżki”, które czasem decydują o powodzeniu przedsięwzięcia.Wciąż aktualny-sok z arbuza-jego rozcieńczać nie musimy.

Na głowę, okolice pachwin,pach, stopy kładziemy wilgotne, chłodne ręczniki.Nie lód, ponieważ u osób wrażliwych może on wywołać szok.

Co jemy w gorąc?

Niewiele:-).

Nieźle jest włączyć do menu owoce liczi,charakterystyczne dla tej pory w Chinach oraz…podjadać świeże kwiaty liliowca-NIE LILII!(uwaga:lilie mają cebulki,liliowce:korzenie a raczej kłącza)-liliowca Hemerocallis,tego popularnego i u nas,po chińsku jin zhen-posiadają one białko w całkowicie satysfakcjonującej ilości (ok.15 gram na 100 gram suchej masy),witaminki A, C(niewiele),B1,B2,B6,E i in.oraz np.żelazo. W Chinach określane są „trawą zapomnienia” w pozytywnym znaczeniu tego słowa,gdyż chodzi o naturalny odpowiednik antydepresanta.

Jest to u nas ziółko mocno niedoceniane, próbowano nawet straszyć potencjalnych konsumentów zawartością kolchicyny (jak wszystko,truje tylko w niewłaściwych ilościach:-)), jednak najnowsze badania zawartości jej w zielu Hemerocallis nie potwierdziły.Szkoda, gdyż…. przemysł farmaceutyczny chętnie stosuje kolchicynę (alkaloid Colchicum autumnale-zimowita jesiennego,występujący i w innych roślinkach)- oczywiście w przerobionej przez siebie,wyizolowanej postaci nazywanej wówczas „bezpieczną”-stosuje ją np. w ostrych stanach dny moczanowej:-)).

Dziwne…..Chińczycy wcinają Hemerocallis od tysięcy lat i nie zawracają sobie głowy POWAżNYMI BADANIAMI 
NAUKOWYMI?China to jest dziwna kraj:-)

Od siebie dodam,że najsmaczniejsze są kwiaty Hemerocallis i mówię tu o starej odmianie,H.fulva , która szczęśliwie na dobre zagościła w polskich ogrodach-nie polecam nowych hybryd,ponieważ zwykle zmanipulowane genetycznie rośliny ani nie mają takich właściwości,jak pierwotne ani nie możemy być pewni ,że jemy to( czy chociaż podobne do tego),co zostało uwzględnione tomami (i tonami:-)) nauk medycyny Wschodu.

Tak więc klasyczny liliowiec wykorzystywany jest w TCM oraz kuchni made in China w całości,gdyż:

-pączki smakują smażone w oliwie,

  -młode,gotowane  pędy przypominają na języku szparagi lub wiosenny seler

-nasiona rozdrabnia się i dodaje do zup

-młode liście,kwiat -świeże w formie sałatki,ale i gotowane w daniach orientalnych

-kłącze w Chinach pozyskuje się m.in.jako lek przy gruźlicy oraz filariozie,w Korei na obstrukcję oraz zapalenie płuc:-)
Sok z korzenia stosowany jest też w TCM przy nowotworach oraz zatruciu arsenem.

Poszczególne części ziółka są moczopędne (wyciąg z korzenia pędzi mocniej,kwiat i pędy słabiutko)-dobrze o tym pamiętać.

Przeciętny Chińczyk nie wie,że medycyna akademicka znalazła w Hemerocallisie mnóstwo ciekawych antyoksydantów(zainteresowanym chętnie podam ich listę),że liliowiec posiada saponiny interesujące żywo przemysł kosmetyczny.
On tę roślinę zna, hoduje i (a jak nie hoduje,znajdzie ją wszędzie,bo tam występuje w stanie dzikim) szanuje,bo wie,że korzystali z niej jego przodkowie i on też może.  

Polecam zebranie i zasuszenie Hemerocallisa na zimę-przyda się w ponure,zimne wieczory,kiedy depresja grasuje na dobre:-)).A właśnie….jego nazwa:z greckiego:hemera-dzień,kallos-piękność.Piękność dnia?I jak tu nie kochać liliowców?

Na koniec drobna uwaga:wprawdzie zwierzęta zwykle świetnie wiedzą,co im nie służy i nie sięgają po pożywienie dla nich nieodpowiednie,ale Hemerocallis nie jest dla kotów, tak,jak czekolada nie jest ani dla kotów ani dla psów…..a jednak znam przypadki (niestety) karmienia zwierzaków czekoladą-te znane mi jeszcze żyją,więc to chyba zależy faktycznie od indywidualności organizmu-tak u nas, jak i u czterołapych:-),aczkolwiek karmienia słodyczami ulubieńców absolutnie nie polecam-to się zemści prędzej czy później.

Lektura:”Manipulation of neurotransmitters by acupuncture”,Journal of Neural Transmission,1 ,March,vol.37,
Springer, Wien

znalazłam też na temat TCM coś w języku polskim,co mogę polecić z czystym sumieniem:

„Akupunktura we współczesnej medycynie” Zbigniew Garnuszewski,wyd.Amber,1997

J.Sapińska,W.Sapiński „O leczeniu akupunkturą”,PZWL,1990

B.Zalewska „Tolerancja bólu a efekt leczenia bólów głowy punktowym drażnieniem receptorowym”,Neurochirurgia Polska,1980 (proszę zwrócić uwagę na rok:w 1980 potrafiono potraktować temat poważnie!)

poza polskim dodam świetne:

J.Lavier „Histoire, doctrine et practique de l’acupuncture chinoise”,Paris 1966

L.T.Tan,M.Y.Tan,J.Veith „Acupuncture therapy”,1973,US,

„Lipid peroxidation inhibitory compounds from daylily (Hemerocallis fulva) leaves”,Y.Zhang,Life Sci.,2004 June,25

dla miłośników rosyjskiego też się coś znajdzie:

D.Stojanowskij,”Sprawocznik po igłoreflieksoterapii”,1977,Kiszyniów

do tego wymieniona poprzednio w cyklu o TCM:-))

Posted in TCM, udar sloneczny, zdrowie | Leave a Comment »

HAV,HBV,HCV i spółka.Szczepienia,czyli skąd ten pomysł.cz.10.a.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 15, 2010

Ten wpis miał się pojawić wcześniej, jednak trochę nie mogłam się pozbierać. Swiadomość kolejnej ,niepotrzebnej śmierci -tym razem dobrego Człowieka i świetnego aktora, zachęcała do wylania goryczy….

na niemoc, na niewiedzę, na blokady, na świadomość, na ufne oddanie się w ręce ,które NIE leczą.

W ręce, które nawet tej świadomości niemocy nie mają.Gdyby ją miały….czy podejmowałyby ryzyko?A jeżeli tak…. czy nie byłoby to nadużyciem?

Gorycz to też lekarstwo,więc nie można stosować jej w nadmiarze-odczekawszy nieco,przystępuję więc do informacji.

Chorobie „żółtej” muszę poświęcić więcej miejsca w tym cyklu, ponieważ pragnę przytoczyć większość naturalnych jej terapii,dlatego oznaczyłam wpis dzisiejszy „a”.Zainteresowani tematem będą mogli dowiedzieć się o wielu środkach , jakie natura oferuje w przypadku choroby uznanej oficjalnie za „ciężką i prowadzącą nawet do śmierci” .

Przypominam,iż wnioski należą do Państwa a strona służy wyłącznie informacji:-) i nie zastępuje konsultacji z …..no właśnie….z kim?Wedle prawa z lekarzem.I tu się zgodzę:ta strona nigdy, przenigdy nie zastąpi Państwu wizyty u lekarza-ba:ta strona nie ma nic wspólnego z normalną wizytą w normalnym gabinecie:-) i niech tak zostanie.

Jak nie złapać zółtaczki……?Najprościej byłoby powtórzyć za lekarzami popierającymi zdrowy rozsądek:

„Cook it,peel it or leave it”-czyli „ugotuj to,obierz lub zostaw”(jeżeli nie możesz ugotować i obrać:-))-stara zasada wciąż żywa i wciąż okazuje się najlepszym środkiem przeciwko chorobie brudnych rąk….talerzy….pożywienia….sprzętu szpitalnego……Znowu środowisko brudu wygląda na sprawcę.Znowu jest w stanie wpłynąć na organizm do tego stopnia,aby spowodować zaburzenia w jego z kolei środowisku…”Jak na górze,tak na dole….”.

Nie,nie chodzi o przesadne pucowanie chemią wszystkiego w domu-to prowadzi z kolei do zaburzeń innego rodzaju, m.in. alergii-przecież wystarczy na bieżąco sprzątać używając np.sody do armatury kuchennej i łazienkowej, odkurzacza i mokrej  szmatki:-),a octu do okien-żrące specyfiki naprawdę nie są nam potrzebne.Wystarczy też dokładnie myć przyniesione owoce,warzywa,mięso.Ale i to nie wystarczy,kiedy zdarzy się szpital a tam…Szpitalny brud jest brudem najgorszego rodzaju:mieszanka wydzielin,toksycznych odpadów,śmieci z zewnątrz…..Koktail dla odpornych, można by rzec:-).Ale to służba zdrowia wskazuje na brud na zewnątrz,przeważnie nie dostrzegając go u siebie.

A potem…..”Na chorobę brudnych rąk mamy scypionki”;-).

Tylko,że nie chodzi wyłącznie o brudne ręce.Zółtaczki  nabyć można przez kontakt z wydzielinami chorego człowieka (czyżby transfuzje nie były niewinne?),brudne igły,narzędzia chirurgiczne….-właściwie,to sporo jest tych możliwości zażółtaczkowania się;-) w szpitalach….Właściwie to….. przede wszystkim?

Proszę uważać:kiedy wymknie się Państwu w placówce „służby zdrowia” coś o „żółtaczce”, mogą Państwo zostać pouczeni,że „to jest mylna nazwa i w ogóle błędna”,że „powinno się mówić:wirusowe zapalenie wątroby”.

A czemu?A bo po pierwsze to dodatkowa okazja,by pacjentowi udowodnić swoją rzekomą wyższość i na starcie ustawić go w pozycji „niewiedzącego” ,a po drugie-by podkreślić istotę żółtaczki pochodzenia:”WIRUSOWE”-  gdyż jako takie funkcjonuje w medycynie akademickiej powszechnie ,szczególnie w języku serwowanym ludziom w nadziei,że nigdy nie dowiedzą się ,co tak naprawdę za tą chorobą stoi;-).No dobrze,pewnie część świata lekarskiego sama w to wierzy……Cóż…na to już nic nie poradzę:-)

Będę za to uparcie mówiła „żółtaczka” ponieważ tak się utarło,zamiennie z hepatitis oraz WZW-czyli wirusowym zapaleniem wątroby-gdyż w ten sposób chciałabym przedstawić obraz dostępny dla każdego-nawet dla najbardziej opornych:-).

Zaznaczam,iż omówienie istoty samej żółtaczki z racji dostępnej powszechnie literatury światowej będzie zaledwie zarysem i nie może być uważane za pełne.

Hepatitis pochodzi z greckiego „hepar”,czyli wątroba i oznacza zapalenie wątroby (końcówka -itis -starogrecki, nowogr.-itida,oznacza najczęściej proces przebiegający z zapaleniem ).ALE JAKIE?

Ponieważ jest hepatitis A,B,C,D oraz E,przy czym postać D występuje wyłącznie w połączeniu z B.

W polskich źródłach już postać A uważana jest za „wymagającą hospitalizacji i podania leków”,podczas,gdy źródła zachodnie zaliczają hepatitis A za „najłagodniejszą,przeważnie samowyleczalną i przebiegającą bez komplikacji oraz dającą po przebyciu odporność na nią na całe życie” (np.studia szwajcarskie).

Mało tego:Szwajcarzy nie wstydzą się zdania,że mimo,iż w tropikach hepatitis A jest typową,to przebiega bardzo spokojnie.

TO NA TO SIE NIE UMIERA MASOWO?To komplikacje dotyczą zaledwie ułamka procenta???

A w Europie….dzieci poniżej 10 lat chorują na nią ….NIE chorują na nią wcale LUB przechodzą ją lekko?

Mało i tego?

Do dzisiaj brak długoletnich (Langzeitstudien )studiów o okresie ewentualnego działania ochronnego szczepionki. To dotyczy również scypionki na hepatitis B.

A propos hepatitis B….weźmy dane amerykańskie, na przykład z systemu VAERS:według niego nosicielami wirusa (jeżeli uprzeć się przy wirusie:-) HB jest ok.2% (CDC-Center for Disease Control) Amerykanów,przy czym zachorowuje….mniej niż 5%.Jeszcze fajniej jest w Europie,o czym powiadamiała szwajcarska Arbeitsgruppe fuer differenzierte Impfungen,Bern.

Przy mniej niż 1% z tego,który zachorował,może się rozwinąć postać chroniczna prowadząca do uszkodzenia wątroby, z tym,że wg Szwajcarów „ryzyko tego u dzieci jest bardzo małe”.

Poza tym-szczepionka na HBV jest tworem genetycznej manipulacji, z „najczęstszymi działaniami ubocznymi”.

O ubocznych było kawałek wyżej,ale może dodam co nieco, z czym można się zapoznać np.w New Zealand Medical Journal 24.05.1996,(o cukrzycy),American Journal of Epidemiology -(o stwardnieniu rozsianym)-1988,o ciężkich depresjach….niezłą lekturę na temat oferuje hojnie w w w.aje.oxfordjournals.org., nzma.org.nz.

Francja zrezygnowała w 1998 roku z „dobrodziejstw” szczepień na HBV,gdyż w ciągu 2 lat od ich wprowadzenia wystąpiło ponad 600 przypadków (odnotowanych) stwardnienia rozsianego po zaszczepieniu ww.

USA od stycznia 1996 do maja 1997 zanotowała 18 000 przypadków skutków ubocznych po szczepieniu, z tego 54 zgony noworodków (Belkin,et al.nvic.org.)

Może szerszy rozdział?

Od 1990 do 1998 w USA zanotowano 24 775 reakcji ubocznych po szczepieniu, z tego 9673 poważnych,439 dzieci zmarło.(vaers.hhs.org), z czego tylko 10% lekarzy melduje takie skutki (meldunek jest wolontaryjny,nie obligatoryjny) ,chodzi więc przypuszczalnie o 1/10 prawdziwych liczb.

Nie poleca tejże szczepionki amerykańskie Association of Physicians and Surgeons:niebezpieczeństwo zachorowania PO szczepieniu jest szacowane na 3 razy większe aniżeli BEZ szczepienia.Niebezpieczeństwo POPRZEZ działania uboczne.

Pięknie wypowiedział się na ten temat dr J.L.Berdonces w dostępnej już w języku polskim dzięki wydawnictwu PUBLICAT  „Wielkiej Księdze Zdrowia”,wspominając o przyczynach wprowadzania masowych szczepień ,do których należą m.in.”zarabianie punktów w strukturach zdrowotnych światowych organizacji zdrowia ,aby zapewnić sobie w nich ….miejsce”(czyt.posadkę)-cytat z pamięci,proszę o wyrozumiałość,jest chyba nawet delikatniejszy od samej wypowiedzi doktora Berdoncesa.Tenże lekarz mówi również o samych szczepieniach-serdecznie polecam, mimo, iż starym zwyczajem zaznaczam niezgodność moich poglądów z częścią poglądów zawartych w wymienionej pozycji: warto tę książkę mieć-jest to światełko w tunelu wiedzy niezależnej od „jedynej słusznej;-) wizji”,w dodatku bardzo przystępnie podane.

Noblista (mam słabość do szczerości u noblistów :-),prof.Rolf Zinkernagel ,po pracy na swojej grupie myszy stwierdził,że genetycznie wytworzone szczepionki wpływają na równowagę między wirusem a obroną immunologiczną tak niekorzystnie ,że choroba po nich jest wręcz silniejsza,nie osłabiona (Science,11.1.1991).

Co oprócz?

Szczepionki na hepatitis A oraz B należą do najbardziej kontrowersyjnych w świecie pediatrii.

Nie brak danych,że mogą one prowadzić do chorób systemu nerwowego,wysypek,zakrzepic,zapalenia trzustki, zakłóceń w funkcjonowaniu wątroby….to nie wszystkie „zalety” działań ubocznych.

Prezydent wymienionego już amerykańskiego stowarzyszenia lekarzy i chirurgów(aaps.org):”Dzieci powyżej 14 roku życia mają 3 razy większe ryzyko ZGONU po szczepieniu na żółtaczkę lub ciężkiego przebiegu choroby aniżeli gdyby zachorowały na nią nieszczepione”.Fosters,1999,Cox News Service

A:po przechorowaniu żółtaczki typu B organizm otrzymuje takoż całożyciową na nią immunizację oraz oczywiście „brak jest stuprocentowej ochrony przed nią poprzez szczepienie”.Ale to drobiazg,prawda?

Jaka szkoda,że bez echa przeszło u nas siódme już stuttgardzkie sympozjum szczepieniowe (7.Stuttgarter Impfsymposium,12/13 Juni,2010-niedawno,w czerwcu-czy ktoś o nim słyszał w mediach?:-))-na szczęście z jego referatami (ale nie z całością sympozjum,niestety) można zapoznać się na stronie w w w.impfreport.de ,polecam też przysłuchanie się  wypowiedzi dr Friedricha Grafa,niegdyś „normalnego lekarza” (Verzeihung,Herr Doktor:-)):

To,czego doświadczyłem na własnym ciele,jak i moje lekarskie doświadczenie pomagają mi wątpić w korzyści wynikające ze szczepień.Wręcz w mojej codziennej praktyce konfrontowany jestem codziennie z negatywnymi skutkami szczepień.(…)Choroby dziecięce są na dłuższą metę raczej błogosławieństwem,a nie przekleństwem dla ludzi.Oprócz tego dają się świetnie prowadzić naturalnymi metodami,też homeopatycznie”.

Czują Państwo niedosyt?

No to polecam Pope et al,”The development of rheumatoid arthritis after recombinant hepatitis B vaccination”-Journal of Rheumatology,1998,25.( bardzo namawiam do nauki angielskiego-opłaca się choćby dla literatury medycznej:-)),w skrócie chodzi o poszczepienne (po szczep.na HBV) wystąpienie reumatyzmu.

Polecę też Classen J.B.,”Childhood Immunisation and diabetes mellitus „,NZ Med. Journal,1996,109.

I P.Duclos:”Adverse events after hepatitis B vaccination”-pracę Canadian Medical Association,1992,147.i jeszcze I.Islek,et al:”Nephrotic Syndrome following hepatitis B vaccination” w Pediatric Nephrology,2000,14.

Nie zapomnę też o pracy C.Gallagher i M.Goodmann,ze Stone Brook University Medical Center New York,w Annals of Epidemiology,dostępne na w w w.annalsofepidemiology.org.,udowadniającej,że mali chłopcy po szczepieniu na HBV mają większe szanse zachorowania na ASD-czyli Autism Spectrum Disorder.

TO Są OFICJALNE PRACE OFICJALNEJ MEDYCYNY:DLACZEGO SIę O NICH NIE MóWI???

Mogę przytoczyć też prace mocno niezależne,których oficjalne akademickie tuby nie chcą nawet widzieć ,ale czy to naprawdę nie wystarczy,aby przestać wmawiać ludziom ,że wszczepianie im zmutowanego materiału za ciężką kasę jest dla nich dobrem?

Jak bardzo trzeba nienawidzić ludzi,aby im TO robić? Według opinii badaczy z paryskiego,publicznego systemu służby zdrowia (Publique Hopitaux de Paris) istnienie psychopatycznych jednostek aspołecznych jest dla społeczeństwa korzystne,gdyż w ten sposób owo nie zapomina o niebezpieczeństwach mogących im grozić z tejże strony i o sposobach obrony.Nawet się z tym zgodzę-fakt,gdyby się rozleniwić i myśleć,że jest się w raju,szybko należałoby się obudzić:-)ale mam jedno pytanie ,retoryczne zresztą:

Dlaczego jednostki psychopatyczne-bo nie wiem,jak inaczej określić osoby optujące za zmuszaniem innych do poddania się zabiegom szkodliwym dla zdrowia, mają coraz więcej do powiedzenia w kwestii dobra całych społeczeństw?Według tych samych,paryskich badaczy, psychopaci w społeczeństwie często unikają wykrycia oraz…potrafią uzyskać wysokie stanowiska.Czy gdzieś nie przegapiliśmy momentu zaburzenia równowagi?

Zerknijmy,czym jest owo zapalenie wątroby…..i dlaczego nie musi być wirusowe.

Formy hepatitis różnią się od siebie w ciężkości przebiegu oraz czasie trwania.

HCV-nabywaną w bardzo szczególny sposób za pomocą błędów medycyny akademickiej i uważaną za „niezwykle ciężką”-zajmę się osobno.

Zapalenie wątroby polega w ogólnym pojęciu na niszczeniu hepatocytów = komórek wątroby, z różnych powodów.

Do przyczyn hepatitis zalicza się-zupełnie oficjalnie:

-infekcyjne (np.wirusowe,pasożytnicze)

-toksyczne (np.forma alkoholowa,forma po zatruciu lekami,np.diclofenakiem,paracetamolem,methotrexatem i in.,po zatruciu aflatoksynami)

-fizykalne (np.po RADIOTERAPII (tak,tak,po naświetlaniach),stłuczeniach wątroby)

-extrahepatyczne  (,np.w zapaleniu dróg żółciowych-cholangitis,kardialne (od serca),NASH (nie-alkoholowe)

-immunopatologiczne (np.w sarkoidozie)

-wrodzone (np.hemochromatoza,brak alfa-1 antytrypsyny,choroba Morbus-Wilson…)

Jak można twierdzić,że wszystkie żółtaczki są zakaźne?

Jak można twierdzić,że przy tylu postaciach,tylu możliwych powodach powstania  „szczepionka ma być stuprocentowym zabezpieczeniem”?

Na koniec części „a”:zapalenie wątroby jest zaburzeniem przemiany materii,zaburzeniem energetyki organizmu.Można przywrócić równowagę naturalnie,podobnie,jak w innych przypadkach,ponieważ jesteśmy częścią natury.

Lektury:

Martin Hirte:”Impfen:pro und contra”,Knaur Verlag

U.Quast oraz Thilo,Fescharek,Maas,Richter:”Impfreaktionen”.Hippokrates Verlag

w w w.vaers.hhs.org

w w w.aaps.org (American Association of Physicians and Surgeons)

w w w .laborlexikon.de

w w w.nvic.org -„Hepatitis B vaccine reaction reports outnumber reportes diseases in children according to vaccine safety group”,NVIC,January 1999

Dr Xavier Uricarte: „Los peligros de las vacunas.Puntos para la reflexion”

Dr R.S.Mendelsohn (pediatra z ponad 30-letnim doświadczeniem):”Como crijar un hijo sano”(a pesar de su medico)

Dr Luis de Brower:”Vaccination:erreur medicale du siecle”

J.M.Marin:”Vacunaciones sistematicas en cuestion”,edition Icaria 

Dr J.L.Berdonces-„Wielka Księga Zdrowia”(Jak się leczyć naturalnymi metodami).Dr Berdonces opublikował też m.in.ciekawą „Las Hierbas de la salud:remedios para padecimentos”,którą mam nadzieję podobnie uczyni dostępną w Polsce wydawnictwo Publicat.

W.Classen et.al,New Zealand Medical Journal 24.05.1996,-nzma.org.nz,

Neurology 2004,63-M.Hernan ,S.S.Jick,M.Olek,H.Jick-„Recombinant hepatitis B and the risk of Multiple Sclerosis”,a prospective study

CDC,Pharmacoepidemiology and Drug Safety,1998,vol.6

w w w .ncbi.nhm.nih.gov.

w w w.sciencemag.org.

w w w.aje.oxfordjournals.org

w w w.sciencemag.org.

KR Stratton,CJ Howe,RB Jr Johnston-„Adverse events associated with childhood vaccines other than pertussis and rubella. Summary of a report from the Institute of Medicine.JAMA,1994,May 25-w w w.vaers.org

oraz notatki z:

7.Stuttgarter Impfsymposium,13.Juni 2010,referaty dostępne na w w w.impf-report.de

Posted in szczepienia, zdrowie, żółtaczka | Leave a Comment »

Ochrona przed upałem.Jeszcze krótko o przebywaniu na słońcu.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 13, 2010

Wygląda na to, że naturalny kalendarz polski wyprzedził chiński i Wielkie Upały właśnie zawitały na swojskie podwórko.

Króciutko więc aneks do postępowania w czasie skwaru-z wpisu poprzedniego.

Podróż:

Jazda samochodem:

-mokry ręcznik położony pod przednią szybą od razu na konsoli ,ale tak,by nie zasłaniać wylotów i żeby nie spadał na wyświetlacze 🙂 -działa cuda-z klimatyzacją czy bez-jedzie się o wiele przyjemniej.Podobnie można położyć pod szybą z tyłu.

-okulary do jazdy pod słońce -tak,ale by nie przemęczać oczu – niech te szkła będą szarawe  i niezbyt ciemne.Niezbyt ciemne- oznacza w skrócie takie widzenie przez owe okulary w cieniu,aby jednak WIDZIEć-nie mogą to być szkła.przez które po wjechaniu do cienia można ledwo odróżnić drogę od nieba a tak mocne „ściemniacze”:-) bywają nawet w bardzo dobrych firmach. Dostosowanie się oczu do jaskrawej jasności po zdjęciu okularów może nie być przyjemne ani bezpieczne dla nich samych.

-autobus,pociąg:chusteczki z olejkiem miętowym pomagają przetrwać.Można nasączyć je samemu.

Dom,biura:

-w domu ,pracy spryskiwać zasłony chłodną wodą, zraszaczem do roślin,również przed snem.Dodajmy do niej parę kropli olejku miętowego.Orzeźwia?Tak,ale w upały wieczorem pomaga też zasnąć.Odnośnie olejków na rynku polskim-wymieniałam kiedyś firmę Sabana,teraz zapoznałam się  i ze składem  ol.Avicenny oraz wypróbowałam niektóre-są niezłe. Przypominam,iż nic się w moich poglądach nie zmieniło i informuję wyłącznie o rzeczach możliwych do wykorzystania według mojego osądu,pozostając w niezależności od sugestii oraz nie czerpiąc z tego żadnych korzyści materialnych.

Przypominam też, że w dalszym ciągu można przysyłać swoje opinie o produktach naturalnych znajdujących się na rynku polskim.

-Pościel najlepsza byłaby jedwabna.Niektórzy sprzedawcy zachwalają satynę,jednak zdają się nie wiedzieć ,że satyna może być produkowana z poliestru (materiałów sztucznych absolutnie nie polecam ,w ogóle, nie tylko jako pościeli),bawełny lub wiskozy-jest i z wełny,ale wełnianej satyny w Polsce nie widziałam. Z satynowych wariantów są i moleskin,duchesse orsaz crep satin.Polecam wyłącznie prostą,jedwabną-niestety kosztuje.Tańszy jest normalny jedwab-jeżeli nie ma w sklepie-można przecież kupić i uszyć.Warto.Jak ktoś nie przepada za chłodem jedwabiu-wciąż aktualna bawełna.

Pod ręką w sypialni miejmy szklankę wody.Popluskajmy stopy w letniej wodzie przed snem.

Milusińscy:

-Pamiętajmy o zwierzakach.Nie róbmy im lodowatych pryszniców na słońcu-mogą dostać szoku termicznego tak samo,jak ludzie.Polewanie „wodolubów” chłodną lub letnią wodą-to co innego.Do picia dawajmy im ,w odstępie od wody (godzina) ,maślankę-najlepiej z niepasteryzowanego mleka:-).

Jedzonko:

-Jedzmy melony,arbuzy,ogórki,postarajmy się też unikać ostrych przypraw….chociaż Tajowie właśnie przy gorącu „dokładają” ostrymi papryczkami i nic im-homeopatia żywa:-)-każdy ma swoje patenty,jednak Europejczycy, przyzwyczajeni do zupełnie innego pożywienia ,mogą nie zareagować najlepiej na duże dawki pikanterii,należy więc testować wedlug smaku,instynktu i oczywiście-stanu zdrowia oraz samopoczucia.Ja preferuję w takie dni łagodne,polskie sałaty doprawione octem winnym lub cytryną ,polane oliwą,posypane świeżą bazylią i z wkrojonym pomidorem,czyli najprościej jak można.

Coś dla ducha:

Chińczycy mają niezawodny w ich przypadku sposób chłodzenia organizmu:wyobrażają sobie lodową grotę, zimę, mróz,wieczne śniegi….z przymkniętymi oczyma.Obserwując ich można zauważyć spadek temperatury rozgrzanego organizmu.To stara metoda medycyny chińskiej ,w państwie środka naturalna jak same upały.Utożsamienie się z wyobrażonym krajobrazem jest sztuką,w dodatku bardzo pożyteczną i możliwą do osiągnięcia również przez Europejczyków-korzystajmy z dobrodziejstw Wschodu.

Pamiętać o profilaktyce,czyli

-nie dopuszczać do przegrzania organizmu.Po prostu.To się nie opłaca.

-Kiedy zawodzi wyobraźnia-mokra chustka na głowę.:-)Zmieniać,leżeć w cieniu.Dużo pić,również wody z odrobiną soli.Ciechocińska „Krystynka” (poza już tu wymienianymi) ma akurat pasujący smak na upał,też „Augustowianka”.

Jeszcze o ciuchach:-)

-Koniecznie luźna odzież.O barwach chyba pisać nie muszę, gdyż każdy wie:jasne ,od czerwieni (wg medycyny Wschodu to Czerwień-nie Biel-jest najkorzystniejszą barwą na słońce!) do bieli.Ubiór ciasny powoduje zakłócenie oddychania organizmu-nie nadaje się kompletnie na żar.

Uroda:

-Co na włosy?Olej kokosowy.Tak samo, jak na skórę.Będą z pewnością wdzięczne-wprawdzie nieco mocniej trzeba je będzie umyć,ale na pewno nie będą wyglądać ,jak kopa siana:-).

-Będąc na słońcu nie spożywać ziół i medykamentów fotouczulających,m.in.dziurawca,nie nacierać się kosmetykami  z olejkiem bergamotowym itp.-zagłębić się w temat fotouczulaczy proszę i próbować,co Państwo uznają za słuszne-oby z głową:-).

Posted in aktualności, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.12.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 7, 2010

Ktoś rzekł Konfucjuszowi:

„Za oskarżenia, obelgi odpłacaj prawością, mawiają”-cóż,Konfucjuszu,powiesz?

Ten na to:

A jakże odpłacisz za prawość? Odpłacaj za obelgi, oskarżenia, uczciwością,a prawością za prawość.

Gorąc nadchodzi….według chińskiego kalendarza to, co już nas parzy,jest tylko początkiem.Poczekamy,obaczymy:-),a tymczasem kolej na jedenastą część roku,Xiao Shu-Małe Upały,7/8 lipca,pod patronatem….diabła w spódnicy:-).

Patron Xiao Shu dzierży wachlarz-wszak upał nie żartuje-i garnuszek z ogniem.Przy okazji upałów pojawiają się-i to gęsto-ulewne deszcze.

Jako,iż w tej porze przypadają urodziny Słońca,należy pamiętać o zdwojonej uwadze wobec swego serca (podobnie,jak mówiłam o tym we wcześniejszych rozdziałach przy innych okolicznościach-jest kilka takich okresów w roku),co oznacza pilną potrzebę wyłączenia się z nerwowych sytuacji (p.spora liczba zawałów w danej porze).

Przypominam też o ujemnych stronach klimatyzacji i proszę o wzięcie pod uwagę,że organizm zdany na ciągłe skoki temperatury traci równowagę własnej regulacji,traci zdolność adaptacji do temperatury otoczenia w zwykłym czasie.Klimatyzacja winna być ostatecznością, nie codziennością.

Co jemy?

To,co najlżejsze,a co będzie nam towarzyszyć jeszcze przez Upały Wielkie:-),czyli samo sedno sezonu:

Sałata,czereśnie,arbuzy (proszę upominać się o gruzińskie i wynika to nie tylko z mojej sympatii do Gruzji  i Armenii (shad shevorhagal em i pozdrawiam Kaukaz:-))-one są najmniej „schemizowane”,najbliższe naszemu środowisku no i wyrastają tam z niemodyfikowanych nowymi metodami (GMO) nasion.Bułgarskie też niezłe,tureckie i greckie w dalszej kolejności),ogórki,cebulka,szpinak,biała rzodkiew,kiełki fasoli mung.

Nie rezygnujemy z jajek.

Pod uwagę trzeba koniecznie wziąć jagody (zawarte w nich substancje mają pozytywny wpływ na narząd wzroku, również na jakość widzenia o zmroku-jagody były stałym elementem menu angielskich lotników w czasie wojny ), grzyby (kurki),z ryb-jeżeli nie zrezygnowaliśmy całkiem z mięsa-sielawę ,sandacza,leszcza,lina,szczupaka-więc jeziorne.

Sledzie zostawmy na później-nie są zbyt odpowiednie w czasie upałów.

Jogurty z koziego lub krowiego mleka,kefiry,maślanki-i owszem-ja uważam za najlepsze i w ogóle jedyne,które można „przerobić” na kwaśne płyny-niepasteryzowane.

Amerykanie już od jakiegoś czasu wkurzają się potwornie i żądają możliwości wyboru,czyli możliwości spożywania produktów z niepasteryzowanego mleka-ba picia świeżego niepasteryzowanego mleka.FDA odpowiedziało,że „nie ma badań,które potwierdzałyby bezpieczeństwo korzystania z niepasteryzowanego”,na co Amerykanie ,że w…..głębokim poważaniu mają badania i nie ma też badań,że działalność FDA jest bezpieczna;-).Co dalej-zobaczymy,ale wygląda na to,że mądra (i zupełnie spora) część ludu Stanów Zjednoczonych dość wyraźnie powiedziała veto braku możliwości wyboru pożywienia.

Interesujące artykuły są na ten temat m.in.w Herald Tribune,New York Times,jak i w książce Davida E.Gumperta „The Raw Milk Revolution:Behind America’s Emerging Battle Over Food Rights”.Nie oprę się też umieszczeniu tu wybornej konkluzji autora artykułu pt.”Raw Milk Becomes Contentious”,Pana R.Bernsteina:”Czyżby kryzys zdrowia publicznego?(….)Srodowisko medyczne wpada w histerię,częściowo napędzaną rosnącym zapotrzebowaniem na niepasteryzowane mleko”.

Pan David E.Gumpert posiada interesującą stronę pod tytułem:thecompletepatient.com.

O reszcie polecanej żywności:czereśnie są wyśmienitym elementem kuracji detoksykującej,szczególnie zaś dobroczynne dla palaczy.Można sobie zaordynować wręcz czereśniową,trzydniową kurację (rzecz jasna w przypadku braku przeciwwskazań:-)).

Arbuzy-ukochane przez Chińczyków w tym wrzącym czasie do tego stopnia,że ci robią z nich nawet arbuzową herbatkę oraz preparują na rozmaite sposoby ,by uzyskać leki w niektórych przypadłościach.Wykorzystana jest nawet warstwa bladozielonego miąższu pod skórką-„zielona szata arbuza”-xigua cuiyi,znajdująca zastosowanie m.in.w zaburzeniach płciowych u mężczyzn,coraz częściej wymieniana jako „roślinna viagra”:-).

Czerwony miąższ jest moczopędny,chłodny w swej naturze,znosi poczucie „ciężkiej głowy”,ucisków w klatce piersiowej,obniża ciśnienie,łagodzi infekcje,szczególnie w bardzo poważnym schorzeniu,jakim jest zapaleniu nerek ,a co próbuje już wykorzystywać medycyna szkolna:-).Sok arbuzowy należy do najlepszych ugaszaczy pragnienia w gorące dni-możemy go lekko posolić lub przeciwnie-zależnie od zapotrzebowania i odczucia organizmu-posłodzić miodem (niewielką ilością).

Biochemicznie-arbuz,czyli Citrullus vulgaris,Citrullus lanatus,zawiera aminokwas (wł.diaminokwas)-cytrulinę,dawno dostrzeżoną przez medyków zajmujących się sportem oraz przedsiębiorczych producentów suplementów:-).

Cytrulina jest bardzo ważnym katalizatorem uczestniczącym przy rozkładzie białek,w którym powstaje amoniak.

Biorąc udział w łańcuchu metabolicznym ornityna-cytrulina-arginina przeprowadza niejako amoniak do moczu, odtruwając organizm-mam nadzieję,że obraz wystarczająco krótki i jasny?Dodam jeszcze,że dzięki cytrulinie proces odtruwania z amoniaku jest aktywowany ok. 200 razy szybciej i efektywniej i nadmienię,że cytrulinę zawierają też pestki dyni.(„Physiological and genetic basis…..”,Nutrition ,March 2007,Collins,Wu,Perkins-Veazie i in.,SCARL,Lane, Oklahoma,USA -do przeczytania też na w w w.ars.usda.gov.

Ekstremalnie chłodzący wewnętrznie napój?Sok z arbuza plus sok z limetki plus napar z mięty.

Poza pożywieniem:nie brać lodowatych kąpieli,unikać przeciągów (jak zwykle),zbyt chłodnych pomieszczeń klimatyzowanych. 

Co do kosmetyków do opalania z filtrem, przypomnę:nie mam zamiaru kiedykolwiek takich użyć.Na słońce stosuję naturalny,nie poddany rafinacji olej kokosowy,na słońcu przebywam sporo i nie mam żadnych problemów ze skórą.Oczywiście należy zwracać uwagę na czas ekspozycji na promienie słoneczne,bo najlepszy środek nie pomoże,kiedy przesadzimy i ugotujemy własną głowę;-),a już na pewno trzeba pamiętać o możliwości udaru słonecznego-korzystajmy więc z energii słońca obficie,ale rozsądnie.Myślę,że każdy dorosły wie,ile mniej więcej czasu może przebywać w nieosłoniętej:-) formie w upale,a i tak wskazane jest częste wchodzenie w cień,popijanie wody lub napojów chłodzących naturalnie:mięty,wody z cytryną,soku arbuzowego,soku z sałaty.

Ważne,by w upale nie przebywać dłużej na spiekocie niż ok.15 minut-po tym czasie powinna być przerwa na cień.W cieniu też się opalamy,więc to chyba nie  jest poświęceniem:-) dla miłośników brązowej skóry:-)

I jeszcze:

Na tytułowej stronie Neostrady ukazała się reklama a na Wirtualnej Polsce tekst,który nieco mnie zaskoczył,dzisiaj 07.07.2010 artykuł pod tytułem „Napoje energetyczne szkodzą”: pragnę wyrazić swoje uznanie dla odwagi Autora owego artykułu i pochylenia się nad tematem.

Lektura:

David E.Grumpert „The Raw Milk Evolution:Behind America’s Emerging Battle over Food Rights”.

w w w.nytimes.com ,R.Bernstein: „Raw Milk Becomes Contentious”, J.E.Spiegel: „Making their care for raw milk”,

w w w heraldtribune.com, Joe Drape „Should This Milk be Legal?”

oraz wymieniona w cyklu uprzednio literatura dotycząca TCM

Posted in TCM | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.13.

Posted by natural health consulting w dniu Lipiec 1, 2010

Najsilniejszym strachem dla mózgu jest opinia publiczna:nikt nie wie dokładnie, kto ją robi,nikt nie poznał jej nigdy osobiście ,ale wszyscy pozwalają się nią tyranizować.J.W.Goethe

Szczęśliwi niewolnicy są najzawziętszymi wrogami wolności.Sokrates,po nim przypisywane wielu:-)

Podsumowując wstęp do homeopatii, pragnę przede wszystkim podkreślić sens koegzystencji różnych metod leczenia,sens porozumienia terapeutów przedstawiających rozmaite szkoły z korzyścią dla pacjentów, ale i siebie samych, bo czyż nie najważniejszym jest prastare „primum non nocere”?

Teraz też chciałabym zwrócić uwagę na różnice w samej alopatii,dlaczego hasło to powoduje teraz tak sprzeczne reakcje,dlaczego też sama, opisując alopatię nie wahałam się przedstawić realnych szkód powodowanych przez fałszywe pojmowanie medycyny w ogóle.

Czas na sekcję alopatii.

Przyjrzyjmy się, czym była alopatia kiedyś.

Czym jest teraz.

Czy naprawdę tym samym?

Alopatia istniała wraz z homeopatią od wieków.Pierwszymi ,określanymi jako „medicus” byli również alopaci-byli nimi też zwykli znachorzy.Dawno temu różnica między alopatią a homeopatią polegała w sensie podstawowym na różnicy w dawce.

Alopatia leczyła dużymi dozami NATURALNYCH środków-ziół (bo przecież nie powiem,że leczyły duże dawki rtęci:-)).

Homeopatia-maleńkimi.

Obie funkcjonowały obok siebie w tej czy innej formie,w rozmaitych, zależnie od czasów i miejsca, proporcjach.

Duże dawki ziół również powodowały zdrowienie – podobnie,jak maleńkie.

Pojęcie alopatii zostało wypaczone dopiero z utożsamieniem jej z chemioterapią,a że aktualnie nie da się już tego procesu odwrócić (chyba,że nauka o tym zostanie wprowadzona do szkół :-)),alopatia funkcjonuje powszechnie wyłącznie jako przeciwieństwo homeopatii-czym MIęDZY INNYMI na swój sposób jest.W pojmowaniu alopatii jakże słusznie przejawia się stara prawda księdza Twardowskiego:cała prawda,półprawda i g…..prawda.Co gorsza-to wszystko prawda:-)

Dyskutując więc o różnicach między homeopatią a alopatią właściwszym wydaje się w dalszym ciągu mówienie raczej,jak wspominałam,a co obiecałam wyjaśnić później,niniejszym czyniąc to właśnie:”medycyna szkolna”,czyli  stanowczo bazująca na chemii oraz ingerencjach technicznych,jakkolwiek zawłaszczająca alopatię i pozbawiająca ją pierwotnego znaczenia.

Powracając do tematu homeopatii,cieszę się niezmiernie, iż uznanie jej przybiera na sile także w Polsce i dziękuję w tym miejscu ludziom troszczącym się o wyjaśnianie tej wspaniałej metody leczenia.

Przy okazji wymienię bardzo dobry portal medyczny, prowadzony przez ciekawe,kompetentne i odważne Osobowości, jakim jest 

 w w w.dziecisaważne.pl – _to naprawdę ważny portal dla wszystkich rodziców,ale nie tylko.

Mam nadzieję,że każdy nowy koncept -a w Polsce homeopatia,jakże niesprawiedliwie,wciąż przez wielu uznawana jest za koncept nowy,musi prowadzić do dialogu, w którym również bardzo młodzi ludzie powinni mieć czynny udział,aby POZNANIE wypracować sobie SAMEMU.

Gdybyż tak wiedza o niej przekazywana była-jak np.w Szwajcarii czy Anglii,Niemczech,z pokolenia na pokolenie,nie byłoby chyba tylu upodlających się w imię zysku wrogów rzeczonej metody leczenia-wiedzieliby,że to ISTNIEJE, ponieważ DZIAŁA.

A tymczasem…Ideał Humboldta,ideał „wolności badań i nauki” na uniwersytetach pozostał….ideałem.

Rzeczywistość rządzona jest przez interesy przemysłu, w dużej części przez tzw.fundacje noszące miana poważnych fundatorów,jednakże dawno już strąconych z piedestału,te same fundacje, które tworzą własne cele nie mające często nic wspólnego z założeniami fundatorów,kształcące swoich wyznawców.

JAK ta generacja może być zapoznana z prawdą,kiedy odbierana jest jej każda możliwość samodzielnego myślenia?

Co z kantowskim „sapere aude” ,leżącym u podstaw humboldzkiego ideału?Czy pozostało tylko w grawerce uniwersyteckich sal?
 

Przez podstawowe błędy kształcenia jeszcze bardziej cementowane są błędy nauki i medycyny.

Jeszcze gorzej,kiedy młodzież nie dowiaduje się w ogóle,co jest przed nią ukrywane,kiedy nie dostrzega,że jest kneblowana duchowo,a przez to i intelektualnie,kiedy,”zbijane są lampki kontrolne”.

Odpowiedzialni za współczesną naukę i na niej zbudowaną gospodarkę skłaniają się do duszenia możliwości poznania-nawet w poważnej potrzebie,którą sami stworzyli swymi przerysowanymi konceptami,drogami bez wyjścia.

Ci odpowiedzialni chętnie zniszczyliby każdą krytykę,podrzynając gałąź,na której siedzą sami,na której siedzą również ich dzieci.W imię mamony.

Czy warto?Niech raczą odpowiedzieć sobie sami.

Diabolos-zło ludzkości….Termin dobrze znany kulturze chrześcijańskiej,pochodzi z greki a oznacza „mąciciela, wichrzyciela,fałszerza faktów,fałszywca”-to najsilniejsza zasada zrobienia z ludzi wzajemnych wrogów.Dlatego jest tak silny,gdyż większość ludzi,słysząc ataki na innych,fałszywe oskarżenia,przyjmuje je bez sprawdzenia i wyciąga  z tego własne konsekwencje:homeopatię potępiają głównie ci,którzy „gdzieś tam słyszeli,że to cukier, woda i szalbierstwo”.Oraz ci,którzy świetnie wiedzą,że może ona zaszkodzić interesom królujących specyfików:efektywnością oraz łagodnością działania,a często i ceną.

Tak z sabotażu robi się pożądany bojkot.Manipulacja.Sekciarskie metody psychoterroru.

Aby podporządkować naturę teoriom fizyków wprowadziło się hipotezy,czyli NIEUDOWODNIONE PRZYPUSZCZENIA.

Tym podstępem można ukryć wszelkie błędy teorii,zaś lud laików podziwia tak rozwinięte,nowe teorie jako osiągnięcia naukowego postępu,kompletnie nie rozumiejąc przyczyn ani skutków.

W medycynie odbywa się dokładnie to samo,aczkolwiek laików,czyli pacjentów,trzyma się w ryzach o wiele,wiele ciaśniej.

Bo czy teoria funkcjonuje-mianowicie poprzez odpowiednią terapię-czy przynosi zdrowie lub nie,każdy może stwierdzić sam,nie musi nawet rozumieć.Ale na pewno zrozumieć by chciał,gdyby mu nie przeszkadzano.

„Co było przed czasem”-to proste pytanie godzi w podstawy fizyki.

Wciąż nieodpowiedziane.

Za osiągnięcie fizyki liczy się „zbadanie” początków naszego świata i obliczanie go z największą precyzją na cząstki,co do ułamków sekundy.

A pytanie o początek czasu,o sens,o który fizyka się nie martwi-po prostu zostawia to niezałatwionym.

„Przed” ustawia to pytanie jako bezsens.Pytanie,którego nie można postawić,że powtórzę fragment wpisów.

Co ma oznaczać czas przed czasem?

Nie wolno stawiać nam pytań o stworzenie przestrzeni i czasu,ale wolno wcinać specyfiki godzące w nasz naturalny rytm systemu immunologicznego.

To proste pytanie trzęsie posadami fizyki.

Czy kiedyś słyszeliście je na uniwersytecie…od profesora?

Czas i przestrzeń,to nie obiekty,którym możemy przypisać jakiekolwiek własności.

Potrzebujemy tych pojęć,ale tylko ,jako form postrzegania (I.Kant),aby ująć obiekty w czasie i przestrzeni, oraz by je opisać. 

Doświadczenie osobiste umiera….Podważane,wyśmiewane,deprecjonowane na wszelkie sposoby….Doświadczać mają prawo wyłącznie „eksperci”.Lud ma przyjmować doświadczenia „ekspertów” za pewnik.

Skąd wiem ,że zielona herbata świetnie orzeźwia?BO SPRAWDZIŁAM.I nie trzeba mi do tego żadnych „ekspertów”.

Kiedyś brało się jako pożywienie lub lek wyłącznie to,czego przez jakiś czas doświadczało się,jako zdrowe,nawet tego niezbyt pojmując.Liczyło się doświadczenie ludzi starszych,większym też byli Oni obdarzeni szacunkiem.To Oni wiedzieli,czego należy unikać,co jest pożyteczne.Dziś mamy „ekspertów” i……tysiące domów starców….a w nich miliony tragedii opuszczonych,niepotrzebnych ludzi.

Dzisiaj jest nam wmuszane,co jest „rozumiane” pod „naukowymi” teoriami,nie doświadczając,że jest zdrowe.

Czy mogę wierzyć badaniom wielkich koncernów czyhających na moją kasę?

Pan Jenner (tak,tak,ten sam ,od szczepionek) zaszczepił tylko swoje pierwsze dziecko.Drugiego nie pozwolił….            Ale 30 000 funtów od państwa wziął.

Są dla mnie ważne doświadczenia moje, moich przodków,doświadczenia ludzi pracujących z innymi ludźmi na poziomie bezpośredniego kontaku,ale nie poddających się naciskom przemysłowym.Na szczęście są jeszcze tacy.Na szczęście jest ich coraz więcej.

Ale i tak wiedza aex cathedra liczy się w ogólnym poglądzie społeczeństwa więcej niż doświadczenie przy łóżku chorego.

Kiedyś było:”Kto leczy,ten ma rację”.

Dzisiaj:”Kto ma pieniądze,ten ma rację”.

Lub:”Kto ma ładniejszą teorię przynoszącą większe zyski,ten ma rację”,czyli vide pkt poprzedni,na jedno wychodzi.

Wytępieniu zaraz przez szczepionki przeczą góry statystyk,dokumentów,ale przemysł szczepionkowy i tak nie ustaje w przypisywaniu tego swoim produktom.

Jak znikały cholera,hiszpanka,inne,kiedy nie było szczepień?JAK???

Skąd pojawiła się fala cholery w Afryce w dzisiejszym świecie?

Jak zniknęło BSE bez szczepień zwierząt?

Szczepienia na zarazę „niebieskiego języka”-dramatyczne wyniszczenie rolnictwa,całych stad krów-mnóstwo zwierząt zmarło.Te,co zostały….co z naszym pożywieniem?

Grypa „świńska” a zalecanie szczepień kobietom w ciąży….One od zawsze były objęte szczególną ostrożnością,co teraz,jakie szkody wywoła to w przyszłych pokoleniach?

Homeopatia jest w swoim ścisłym ujęciu,Samuela Hahnemanna,znana powszechnie od 200 lat i obroniona milionami wyzdrowień.

Czy może dziwić,że szuka się jej „naukowych podstaw”?

Czy może dziwić,że wyjaśnienia jej szuka się poprzez fizykę klasyczną,która nie jest w stanie odpowiedzieć,gdyż zajmuje się martwą materią?

Homeopatia jest zasadą życia.

Czy może dziwić,że odrzuca się naukowe uargumentowanie informatyczne ,które jako jedyne potrafi ją w ujęciu współczesnej nauki wytłumaczyć?

Mocz jako lek…znany od wieków.W gazetach pisze się o kuracjach własną filtrowaną krwią,jaką fundują sobie światowe megagwiazdy…..A gdyby tak nazwać po imieniu,że to terapia moczem właśnie?”Fe”?Ale wstrzykiwanie sobie tłuszczu z d…… w twarze nie jest „fe”?

A szkolna medycyna,słysząc mocz,swoje:”brudne i trujące”.

Faktycznie…..A embrion?JAK WYTRZYMUJE EMBRION W „BRUDNYM I TRUJąCYCM” SRODOWISKU?

Dobrze i tanio działający,na dodatek zawsze dostępny lek?Ale kto na tym zarobi……..?

Interes zwany chorobą.

Obowiązująca w medycynie szkolnej zasada,jakże przeciwna medycynie chińskiej,zasada wynagradzania nie według wyniku pracy, a według prognozowanych zasług.

A więc….zarabia się tym więcej,im więcej jest chorych?

No kto z pracujących w tym dziale chciałby to zmienić?Odszczepieńcy po prostu……;-)

Homeopatia stoi na drodze przemysłowi tak bardzo,że……zaczyna ją wchłaniać.Najpierw wykańcza się małe firmy homeopatyczne,potem robi te same leki samemu…za większe pieniądze.Ponieważ coraz więcej ludzi żąda homeopatii.

Powoli rysuje się ciekawy obraz ewolucji pojmowania homeopatii z perspektywy koncernów.

Próby na zwierzętach…..materialistyczno-redukcjonistyczna „wiedza” bez podstaw do leczenia tkwi w fundamencie medycyny szkolnej,cierpienia milionów niewinnych istot,tak przyjazych człowiekowi……

Zwierzęta pomagają nam zdrowieć-o tak,ale w zupełnie inny sposób,aniżeli wyjąc z bólu na eksperymentalnych stołach.Pomagają nam swoim ciepłem,oddaniem,bezinteresowną miłością i wierną służbą.Ogrzewają swoim ciałem chore miejsca,wyszukują guzy,prowadzą niewidomych,ratują życie topielcom……..JAK medycyna szkolna może mienić się wiedzą,mordując miliony czułych,jak człowiek,myślących stworzeń twierdząc,że NIE czują,nie myślą,nie wiedzą……

JAK medycyna szkolna może mówić o zasługach mordując miliony braci mniejszych w imię zysku?

W imię nauki?

Gdybyż TO  było nauką,dawno nauczyliby się,że zwierzęta czują i myślą!

Czy może być miarodajną opinia ludzi żerujących na cierpieniu innych istot?

Czy może być słuszną opinia ludzi wmawiających innym,że technologie GMO,ataki na genom, o związkach którego wiedzą mniej niż o pogodzie w maju za dwa lata,są technologiami przyjaznymi środowisku?

Znajomość struktury DNA nie oznacza najmniejszego pojęcia wewnętrznych sił,które je stworzyły.

Czy można zaakceptować opinię ludzi niszczących jądro życia-jądro komórki,czyniących nieodwracalne szkody w środowisku?

Czy nikt nie spyta,skąd tyle chorób,uszkodzonych płodów,wrodzonych kalectw-skąd taki „rozwój” ludzkości i jak to zatrzymać? 

Sztuczna inteligencja….metainformatyka….Najpierw ,droga „nauko”,napraw to,co schrzaniłaś.

Naukowe badania żyją ze sprzeczności,które mają przezwyciężyć.

Kapitulacja wiedzy przed przeciwieństwami i związanymi z tym błędami nie podlega żadnej odpowiedzialności.Taka nauka o naturze zastosowana na samej naturze może przynieść wyłącznie szkody.

Nie szuka się w podstawach lub poddaje je w wątpliwość-to przez sformułowaną w scholastyce zasadę,że raz udowodnione /sformułowane zdarzenia/teorie są ważne na zawsze i że można na nich budować.

Takie podejście musi prowadzić do błędu,co dobitnie pokazuje historia.

Zasada arystotelesowska o „sumie będącej więcej niż….”istnieje we wszystkich rzeczach….Tylko nie w fizyce.

Każdy system graficznie tworzy kręgi w sensie teorii systemu.

Jak działają one między sobą?Szczególnie duchowo-duch to nie przedmiot fizyki,a przecież właśnie duchowe przemiany w  funkcjonowaniu świata (procesy życiowe) są najważniejsze,podczas gdy materialne są im podporządkowane. 

W rozszerzonym spojrzeniu rozpuszczają się wszystkie teoretyczne problemy fizyki.

Dlaczego syntetyczna geometria projektywna nie jest podstawą w pojmowaniu opisu świata fizycznego?

Synteza to pierwszy krok w uzyskaniu optymalnego obrazu całości.Synteza postrzegania natury.

Analityka-rozkłada.

Synteza-składa.

Fenomeny optycznej interferencji w wielowarstwowych systemach muszą prowadzić do przemyśleń.Muszą?Tu można obserwować,jak ze wspólnego działania wielu części,warstw,tworzy się w systemie coś całkiem nowego, można nawet liczalnie śledzić postęp,nawet przez hipotezy optyki fal…..

Software z najmniejszych modułów….”Więcej” to duchowość.

Od renesansu widzi się fizykę jako podstawę nauk medycznych,ponad 90% dzisiejszych uniwersytetów medycznych bazuje na fizyce,rozwinęły się z jatrofizyki nowego czasu.Czasu zwątpienia w istotę humanizmu.

Anatomia,fizjologia…..fizyka.

Informacja jest jedyną adekwatną bazą pojmowania procesów życia,gdyż informacja jest przepracowaną zasadą duchowości.

Homeopatia pracuje zgodnie z warstwami natury ludzkiej i jej rytmów,działa na zasadzie informacji.

Homeopatia nie pyta,jak zabić mikroorganizmy-ona pyta,jak skonsolidować żywy twór organiczny,aby nie tworzył pożywki dla mikroorganizmów.

Homeopatia jest wreszcie niezwykle racjonalną terapią:jeżeli ozdrowieńcze siły organizmu blokują się poprzez niewłaściwe odżywianie,złe nawyki,destrukcyjne uczucia i stres,homeopatyki mogą przynieść ograniczone efekty. Wtedy trzeba zacząć od naprawy stylu życia.Homeopatia uczy obserwacji i poznawania samego siebie,uczy używania woli do mądrej,świadomej egzystencji.Uczy korzystania z własnych sił obronnych, o czym zaczniemy w następnych odcinkach omawiając środki.

A Diabolos…..element zła nie pozostał obcy i innym kulturom….żadnej kulturze.Zło i dobro,nieodłączne w życiu,w świecie…Miękkość i twardość….Cień i słońce….Yin i Yang…..

Do nas należy wybór.Czy potrafimy go dokonać?

Lektura:jak poprzednio w temacie.Mam nadzieję,że potraktowałam odcinek wystarczająco wakacyjnie?Dobrych powrotów życzę ,a Tym ,którzy nigdzie nie wyjadą,pobytu ze sobą i z Tymi,których kochają:-)

P.S.Poza tematem (choć niezupełnie:-)) chciałam odnotować zauważenie ciekawego serwisu (pozdrawiam :-))  oferującego różnorodność obrazu:-)

w w w.viedeolala.com/watch-z -biegiem-lat-z -biegiem-dni-1980,watch online,free streaming

Posted in homeopatia | Leave a Comment »