Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.8.oraz:jak to z solą było:-)

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 23, 2010

Nie zapominaj działania czasu i ciszy. Staraj się dojść do ładu z wszystkimi o ile to możliwe,bez zaprzedania się. Mów, co uznałeś za prawdę jasno,spokojnie i słuchaj innych,również niewiedzących i nudnych-oni też mają coś do powiedzenia.Unikaj nachalnych i agresywnych-są złością dla ducha.Bądź sobą i nie udawaj przychylności.Strachy mają korzenie w wyczerpaniu i samotności.Patrz,gdzie kierujesz wysiłki,czego żądasz -w głośnym chaosie życia zostań ze sobą czystym,bądź dobrym dla siebie….Autorstwo „wielu ojców”.

Czas kleszczy zbiegł się nieszczęśliwie z czasem komarów,ale dwie plagi to wciąż nie siedem,więc spróbujmy nie  złorzeczyć,ale jednocześnie nie dajmy się zjeść:-).

Było o terapii termalnej,paru ziółkach,konieczności wypacania toksyn,teraz ziółek ciąg dalszy,ale najpierw podkreślenie znaczenia soli:wiadomym jest,że po intensywnym poceniu się (jeżeli sauna,to zawsze z pustym brzuchem a jeszcze lepiej-z czystymi jelitami:-)oraz lekkim pęcherzem moczowym-niby oczywiste,ale przypomnę),wypłukiwane są sole i musimy zwracać uwagę na gospodarkę elektrolitową.Mówiłam wprawdzie o piciu, jednak pozwolę sobie powtórzyć niepopularną opinię,że sól (naturalna) nie jest takim zagrożeniem dla organizmu,jakby się wydawało. Związek między jej konspumpcją a wysokim ciśnieniem został już zresztą podważony m.in.w 2003 roku,w badaniach relacjonowanych m.in.przez Pollmera/Warmutha.

Czy wiedzą Państwo,jak w ogóle doszło do potępienia soli?

W 1972 niejaki naukowiec:-),Lewis Dahl,upatrzył sobie sól jako „potencjalne niebezpieczeństwo” i postanowił udowodnić jej „niszczące działanie”.

Jak wyglądały doświadczenia pana Lewisa?

Karmił solą szczury.U karmionych zwierzątek zaobserwował wzrost ciśnienia a nawet zgony….i rozwrzeszczał się,że sól szkodzi.Nie wrzeszczał niestety o całości doświadczenia,a mianowicie,że szczury były po pierwsze specjalnie wyhodowane-genetycznie uwrażliwione na sól (tak,tak,już w 1972) oraz,że dostawały 500 gram na łebek dziennie,co w przeliczeniu na człowieka oznacza jakiś funt soli.Kto z Was zjadłby choć RAZ dziennie funt soli i kazał wytrzymać to żołądkowi,nerkom,a nawet jamie ustnej?

Do dziś mówiąc o  soli przypomina się „szczury Lewisa”.

Po Lewisie podobnie „udane” badania,tym razem z ludźmi prowadził dr Niels A.Grandal i też doszedl do wniosku,że sól szkodzi.Studia nazywały się „Intersalt” i niespecjalnie zatroszczono się o upublicznienie pewnych szczegółów…no dobrze:na wyraźne żądanie naukowców prowadzących badania Intersalt (1988) utajniono ich najważniejsze detale,a mianowicie:

Wśród 52 grup ludnościowych różnych ras,regionów,”aż” cztery wykazały zaburzenia w związku z przyjmowanymi ilościami soli,wśród nich z kolei grupą najwrażliwszą okazali się….Indianie Yanomani,którzy na codzień soli praktycznie nie widzą a tym bardziej nie jedzą,są więc automatycznie bardziej wrażliwi na sól aniżeli przeciętny jej „pożeracz” ….Ponadto okazało się,że Chińczykom zamieszkującym region Tanjin i spożywającym CODZIENNIE, ZWYCZAJOWO w pożywieniu ok.14 gram soli nic nie jest.A już na pewno nie dzieje się nic złego z ich ciśnieniem:-).

 Prawda,że nie było się czym chwalić?W dodatku….nie jestem pewna,czy Yanomani naprawdę byli świadomi uczestnictwa w eksperymencie…..Ach,ten biały człowiek,tak kochający nazywać się „myślącym i czującym”.

Było jeszcze parę innych historii,o których wyjście na światło dzienne zatroszczyli się dobrzy ludzie:-),ale na razie te dwie chyba wystarczą?

Kij w mrowisko wsadził naukowiec z Zurychskiego Swiss Federal Institut of Technology (i nie bał się:-)) publikując swoje obserwacje a w nich wniosek:”Podsumowując,od czasu industrializacji XIX wieku żaden inny produkt spożywczy nie został tak przez samowolę władzy upolityczniony i zmanipulowany,jak sól”.(Jean Francois Bergier)

Nieco trzeźwości wniósł też profesor H.Forster,kierownik grupy badawczej biochemii żywności,z Centrum Chemii Biologicznej wykazując niedoskonałość teorii o związku wysokiego ciśnienia ze spożyciem soli:-).Wystarczy też rozejrzeć się za studiami TOHP-2,przeprowadzonymi w USA,a z którymi prof.Forster miał do czynienia.

Powtarzającym się do znudzenia motywem wrogów soli (jak się nie ma już czego potępiać,to chociaż sól:-) jest:

„Sód wiąże wodę w tkankach,przez co mamy opuchnięcia,zakłócenia krążenia itp.”

Ano.ALE:woda może być wydalana wyłącznie wówczas,kiedy wcześniej zostanie związana we krwi sodem właśnie:-)

Sól,czyli przyprawa,jest od najdawniejszych czasów również lekiem.Należy więc ją spożywać z umiarem,ale nie ma powodu, aby ją potępiać czy wręcz eliminować z jadłospisu.Wyjątkiem są osoby z tzw.defektem wydalania soli,co jest niełatwe do laboratoryjnego ustalenia i bynajmniej nie częste.

Widocznie niektórym wydawało się właściwe negowanie roli naturalnego,odżywczego skarbu, aby np.zrobić miejsce glutaminianowi.To tylko moja mała dywagacja.

Dziwne,że przemysłowi nie przeszkadza,że w wodach mineralnych przeciętnie znajduje się od ca.1 do 2,67 grama na litr…no bo wodę trzeba pić……trzeba pić jej dużo,żeby ci,co ją ładują w butelki mieli co pić:-),a po soli pić chce się jeszcze bardziej:-)

Na marginesie:w północnym Tybecie istnieje szczep Dropków-nomadów.To bardzo tajemniczy,niepopularni „turystycznie” ludzie.Zyją na poziomie 4500 m.n.p.m. u stóp jednej z czterech świętych gór Tybetu,Nyenchen Tnaghla
i co wiosna ruszają w podróż w górę,do słonych jezior,bo tylko wtedy mogą je osiągnąć.Po drodze rozmawiają „solnym językiem” i odprawiają rytuały…Ale kto by się tym interesował….Na szczęście Zachód jeszcze się tam nie zainstalował:-),ale podejrzewam,że ich spokój nie potrwa już długo.

Załóżmy,że mamy do czynienia z boreliozą-co jeść?

Niewłaściwym odżywianiem rujnujemy naturalny,zrównoważony poziom pH naszej krwi i czynimy ją kwaśną.

Kwaśna krew nie tylko ściąga kleszcze oraz komary,ale i „zaprasza ” wszelakie bakteryjne twory,grzyby,pasożyty do grasowania po naszych tkankach. 

Prawie każda ciężka choroba jest związana z zakwaszeniem organizmu,dotyczy to m.in. reumatyzmu,nowotworów, ale i jednostek tzw.infekcyjnych.

To oznacza:przy boreliozie jemy stosowne do sezonu,świeże, w miarę możliwości naturalne,nie „pryskane” warzywa, owoce,mniej zbóż,choć kasza jaglana i jęczmienna aktualne,oraz-b.ważne-ocet winny-wyłącznie ten bez konserwantów i barwników.

Niezła w wyrównywaniu zaburzeń spowodowanych boreliozą jest tzw.(w Niemczech dostępna wszędzie )Kieselerde, czyli ziemia okrzemkowa (tak,ma zastosowanie w przemyśle i to niemałe), ale O WIELE  lepszym jest decoctum-odwar z,wymienionego już rodzimego skrzypu polnego-Equisetum arvense,wspierający siłę obronną ciała,wzmacniający tkankę łączną,naczynia,stabilizujący tkankę kostną,jak również czyszczący skórę,oczy,naczynia krwionośne (p.prof.A.Ożarowski).Skrzyp można w dalszym ciągu,w czerwcu zbierać i stosować świeży oraz suszyć na później.

Do picia mamy też mleczko kokosowe-fakt,nie „regionalne”,ale jednak bardzo w tym zaburzeniu pożyteczne.Zwracajcie Państwo uwagę,aby w składzie były wyłącznie mleczko i co najwyżej jeszcze woda (a o czym było).

Dynia.Do sezonu na dynie jeszcze trochę,ale te robione w occie winnym można mimo pory roku doradzającej świeże produkty -zjeść.

W razie,gdyby dotknięty był silnie system trawienny,można sięgnąć do recepty prababek po Oleum terebinthiae sulfuratum,lub B.sulfuris terebinthinatum,zwanym też olejem harlemskim,niem.Haarlemerbalsam -w Polsce nie widziałam,ale można sprowadzić z Holandii (nazwa od miasta) czy Niemiec,nie jest on też obcy naszym farmaceutom-uwaga-jest to środek prastary na problemy nerkowo-żołądkowo-jelitowe,superprosty:1 część siarki rozpuszczona w 6 częściach oleju lnianego ,3 części terpentyny,ale stosuje się go wyłącznie w maleńkich ilościach-kroplach lub kapsułkach wedle podanego na nim sposobu,rzecz jasna po konsultacji-większe ilości mogą spowodować nawet śmiertelne zatrucia!Można powiedzieć,lek PRAWIE homeopatyczny,podaję go wyłącznie jako ciekawostkę,gdyż innych,dobrych i nie tak „ostrożnych” w dawkowaniu nie brak,przy czym najlepsze w delikatnym systemie trawiennym wydaje mi się wciąż siemię lniane (przypominam,że trzeba je zalać wrzątkiem lub leciutko uprażyć na suche patelni i dopiero zalać wrzątkiem,w wyjątkowo zaś delikatnych żołądkach można się pokusić o wypicie samego płynu powstałego po zalaniu nasionek-też ma działanie powlekające, osłaniające).

Zanim zapomnę-z wód pijemy tylko niegazowane,raczej lecznicze aniżeli mineralne.

A teraz nalewka kolendrowa.Przepis na nią?1 część owoców kolendry/Fructus coriandri/ do pięciu części alkoholu 45-75 %,wytrawiać 14 dni,przecedzić,porcje zależne od wieku,postury itp.,ale przeciętnie na dorosłe osoby jest to 5 ml w niewielkiej ilości wody raz dziennie.NIE należy stosować w ciąży.W Afryce Północnej kolendra stosowana jest przy m.in.grypie,w połączeniu z szafranem (silne poty),trudnościami w trawieniu tłuszczów- przede wszystkim w postaci świeżego ziela. Muszę jednak nadmienić,że kolendra należy do ziół fotouczulających (ostrożnie z opalaniem się po jej spożyciu) oraz zawiera substancję (niewiele,jednak zawsze to „coś”) rozkładającą witaminę B1,spożywając  kolendrę proszę więc pamiętać o uzupełnianiu B1 (aneuryna,tiamina),znajdującej się m.in.w łososiu,słoneczniku, pszenicy, brązowym ryżu,fasolce karłowej-o nadmiar tiaminy proszę się nie martwić-jest wydalana przez nerki.Nie spotkałam się bezpośrednio z uczuleniami na B1,ale podobno takie istnieje:-) 

Co do świeżych owoców i warzyw-vitamina C oraz dodawanie odrobiny soli (nigdy kuchennej,bialusieńkiej NaCl-zawsze szarej kamiennej,ew.morskiej!)do np.soków ze świeżych warzyw powoduje szok osmotyczny u pasożytów oraz podnosi poziom aktywności hormonu elastazy niezbędnej w robieniu porządku z krętkami:-).

Koci pazur-Uncaria tomentosa,Una de Gato,odkryta Polakom przez ojca Szeligę,Zachodowi przez Austriaka Keplingera w latach osiemdziesiątych (lek wytwarzany w Austrii z Uncarii zrobił się nawet w 9o’ modny),a jeszcze wcześniej Niemcom,przez wścibskiego Bawarczyka w Peru,w latach trzydziestych, propagowana dziś przez Instytut Medycyny Andyjskiej.Niestety nie wiem,jak w tej chwili wygląda sytuacja z preparatami Uncarii tomentosy sprzedawanymi przez najróżniejsze firmy,ale mam nadzieję,że Instytut Medycyny Andyjskiej ciągle dba o ich jakość.

Czosnek-jego zalet reklamować nie muszę?

Nalewka miętowo-szczeciowa (nalewka ze szczeci,opisana wcześniej,plus nalewka z mięty (sporządzona normalnie,1:5 i zmieszana z poprzednią ) brana naprzemiennie z „kocim  pazurem” w kuracji 6-tygodniowej w dawkach jak nalewka szczeciowa.

Miód kasztanowy.

Jeżeli ktoś uparłby się na pozabijanie borelii ….niacyna działa silnie ANTYbakteryjnie na borelie ALE można je też „wyprowadzić” z organizmu łagodniej,stosując m.in.zioła i nie rezygnując z soli oraz….

Wymienię tu terapię frekwencyjną,w której stosuje się 380-kHz wstrząsy elektryczne na dotknięte tkanki,raz do trzech dziennie,przez pięć minut,co powinno usunąć nieproszonych gości-również pasożyty- z organizmu.W USA stosowanych jest wiele podobnych,frekwencyjnych terapii,u nas wciąż robi się wiele,aby traktowane były z niedowierzaniem lub wręcz lekceważone.

Dobrze,że wymienia się coraz częściej (niestety,nie zaboserwowałam tego w medycynie szkolnej ) terapię dr Huldy Clark.I znów:nie podzielam wszystkich jej poglądów na zastosowanie aparatu, ale cieszę się,że jej metoda jest jedną z ciekawszych alternatyw w terapii np.boreliozy.

Z ziół mało znanych jest Andrographis paniculata-dostępna za granicą,chiń.Xiu Lian,ang.green Chirayata ,hindi: Kriyat,tradycyjnie w Indiach i Chinach stosowana przy syfilisie,leptospirozach i wszelkich zaburzeniach z udziałem spiroszetów,czyli krętek,jak to mamy w boreliozie.Dozowanie między 400 mg a 1200 Pulvis (sproszkowane zioło),3 razy dziennie.Niepożądane działania uboczne nie są do tej pory znane…..A roślinka w użyciu od początków Ayurvedy:-)-jedno z najbardziej gorzkich ziół świata.

Fallopia japonica-rdestowiec japoński,u nas zwany ostrokończystym (widocznie aby nie było za prosto:-)-zawarte w nim resveratrol,transresveratrol (fitoestrogeny) redukują neurotoksyny i chronią przed wolnymi rodnikami system nerwowy.Czosnek (selen w postaci naturalnej,miedź (zielone liście szpinaku,botwiny) i cynk (pestki słonecznika) są polecane jako uzupełnienie towarzystwa rdestowca japońskiego-wyjątkowo,gdyż rdestowiec ogólnie jest „solistą”, oczym zaraz.

Co najważniejsze-a co wynika z powyższego-roślina ta używana jest do wyprowadzenia neurotoksyn z organizmu.I pomyśleć,że został on w 1823 sprowadzony do europejskich ogrodów jako ozdoba:-) i pasza,a że praktycznie nie ma naturalnych wrogów,rozpełzł się w dosłownym znaczeniu (kłączami,gdyż sprowadzone egzemplarze były żeńskie)po ogromnym obszarze i zaczął być postrzegany jako intruz.

W moim odczuciu jest to niezwykle pożądany intruz,który pojawił się o odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu-mnóstwo widziałam w Kazimierzu Dolnym,w Szklarskiej Porębie,ale i na Zuławach,Pomorzu Zachodnim-teraz występuje chyba już w całej Polsce.

Oby każdy wiedział,z jak pożyteczną rośliną mamy do czynienia-niemieccy naukowcy (Uni Oldenburg) odkryli,że odtruwa on gleby z metali ciężkich-mówiąc inaczej-wchłania w siebie kadm,ołów,cynk,zrozumiałym więc wydaje się,że stosować powinno się wyłącznie te pochodzące z w miarę niezanieczyszczonych ziem.W DDR zazieleniano nim …..hałdy pokopalniane:-),wydmy i poldery.To nie koniec jego pożyteczności-jest miododajny,a jego poznane działanie lecznicze  wystarczy,aby stwierdzić:jak dobrze,że tu jest.Tu muszę się uśmiechnąć,bo w czasie,kiedy Europejczycy i Amerykanie rozważają jego zwalczanie i lamentują nad jego „rozgoszczeniem się” ,Chińczycy,wśród których od dawna znany jest jako Chuan Qui,Ban Zhang,Chuan Jun Long:-) i….nie tylko:-),używają go w kuchni (Japończycy toże) twierdząc,że roślinka w ogóle nie jest toksyczna i stosują go jako lekarstwo w licznych schorzeniach,m.in.przy infekcjach bakteryjnych,grzybicach,zaburzeniach uznanych w jewropie za wirusowe;-), kaszlu,astmie,redukcji tłuszczów, obniżaniu ciśnienia,kojeniu bólu,łagodzeniu zapalenia przy artretyzmie,zakażeniach (ja nazywam je aktywnością bakteryjną po narażeniu organizmu na powstanie ogniska zapalnego:-) streptokokami,bakterią coli,gronkowcem złocistym…..i nie tylko.Ogólnie:odtruwający, przeciwreumatyczny.

Aż dziw(?), że niektórzy tak bardzo chcieliby się go pozbyć:-)

Dobrze,że mogę podać jeden,w miarę dostrzegający problem niezrozumienia zaistnienia tej rośliny u nas link w polskim:w w w. volny.cz/kmoravkova/pl/Referat-p/ref-08-p.htm

Strona nazywa się Reynoutria,ponieważ rdestowiec,o którym mówię,jest spokrewniony z rdestowcem sachalińskim-reynoutria sachalinense i ma podobne właściwości.Na podanej stronie znajdą też Państwo inne zastosowania roślinki.

Dozowanie?Według Buhnera,pana,który napisał „Healing Lyme….” o leczeniu boreliozy ze szczególnym uwzględnieniem  rdestowca japońskiego,który uznał za jedną z najważniejszych roślin w tej terapii,dawka ustalana wg masy ciała,wieku,czyli jak we wszystkich innych przypadkach,przeciętnie jest to dla dorosłego człowieka w średnim wieku i średniej wadze między 20 a 30 gram dziennie,Pulvis,czyli proszku z kłączy rdestowca (proszę zapoznać się dokładnie z jego zdjęciami w necie!) ,u drobniejszych osobników:-) jest to od 9 gram do 15 dziennie. Dokładniej?Toksyczna dawka dla człowieka o wadze 75 kilo wynosi ok.75 gram dziennie.

Proszek gotuje się 20 minut w wodzie,odcedza,dzieli na cztery porcje i wypija w ciągu dnia.NIE powinny stosować go kobiety w ciąży-piszę to ze względu na ogólne środki ostrożności.Nie stosuje się go też przy jednoczesnym braniu środków rozrzedzających krew-wyjątek-czosnek w niedużych ilościach.Całe zioło,jak i proszek z niego,działa synergistycznie z wieloma innymi ziołami,nadaje się więc raczej do oddzielnego stosowania,czyli:nie łączymy go z innymi środkami.

Czy nie jest interesującym,że rdestowiec rozprzestrzenił się właśnie wtedy,kiedy rozprzestrzeniają się zaburzenia, które Chińczycy leczą m.in nim,że dopasował się do naszych warunków klimatycznych,a przecież nie każda roślina „stamtąd” to potrafi…….I jeszcze to odtruwanie naszej zatrutej ziemi…..

Czy to koniec o boreliozie?NIE:-)Ponieważ to zbyt poważny temat,aby potraktować go zbyt pośpiesznie.Jeszcze odrobinkę cierpliwości proszę.

Do następnego razu:-)

P.S.Przy poprzednim wpisie o TCM mówiłam o dezodoryzacji ciała i o tym,że o naturalnych dezodorantach napiszę, jednak powiedziałam też,że w razie potrzeby można wybrać aerozole do „poprawienia samopoczucia sobie i innym”, aerozole bez parabenów i im podobnych ciężkich dla organizmu substancji.Od razu zostałam zapytana:”jakie na przykład”?Powiem krótko:dziecięce.Nie wymienię firm,gdyż jest ich sporo,generalnie większość firm produkujących dezodoranty dla dzieci robi je dość ostrożnie,ale wciąż obowiązuje zasada:patrzeć na skład.

Mężczyźni nie muszą się przejmować,że „wydadzą się niemęscy” stosując dziecięcy dezodorant,gdyż zapach tych kosmetyków jest zwykle tak stonowany,tak dobrze stapia się z ciałem,że człowiek pachnie dokładnie tak,jak powinien:dyskretnie.Ponadto ,kto lubi,może  przecież użyć perfum na naturalnych olejkach -nie brak ich w handlu,szczególnie w większych miastach,na bazie paczuli,dębu,ambry,cedru,mchu,sandałowca…../typowo męskie/,a przy okazji zapach dezodorantu nie będzie się „gryzł” z zapachem perfum,co niestety zdarza się panom  dość często:-) .

Wybierając się do lasu najlepiej zapomnijmy o dezodorantach w ogóle (po prostu umyjmy się:-),zwróćmy za to uwagę na wymienione w cyklu o boreliozie olejki.

Lektura:

„Antimalaric activity of Andrographis paniculata” Int.J.Pharmacog.,1992,30 Pal, Katiyar,Guru,Srivastava,Tandon, Misra,

„Une histoire du sel” ,1982,Jean Francois Bergier

S.H.Buhner „Lyme disease.Natural Healing and…..”

i poprzednio wymienione

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: