Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.10

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 6, 2010

Trzeba szerzyć prawdę,bo wciąż prawi się wokół te same błędy i to nie jeden czyni je,a masy całe powtarzają;w gazetach,w encyklopediach,na uniwersytetach,w szkołach-wszędzie błąd jest na górze i czuje się świetnie i pewnie w poczuciu większości,która jest po jego stronie….. J.W.Goethe

Coś mi się zdaje,że proporcje między większością wyznawców błędu-w tym-nieświadomych wyznawców błędu,co należy podkreślić,a mniejszością zwolenników pojmowania świata takim,jakim jest,zwolenników prostoty i natury, dość szybko się wyrównują.Mimo rozpaczliwych wysiłków kast usiłujących narzucić-oczywiście „dla dobra każdego z nas”  kaganiec bezwoli,a co przypomina mi napady na konwoje spieszące z pomocom krajowi okupowanemu przez organizatorów napadu,mimo medialnej hipnozy usiłującej w każdym prawie momencie wmusić mózgom widzów „jedyną słuszną rację”,ludzie się nie poddają,zdobywają wiedzę i dzielą się nią.To budujące.

Mang Zhong-chińskie zboża się kłoszą,proszę Państwa,czyli wkraczamy w dziewiątą część skośnookiego:-) roku-5/6 czerwca,której patronem jest pastuch dzierżący sadzonki ryżu.

Energia Jang(nie mylić z JING,omawianym krótko poprzednio),narastająca od początku wiosny osiąga teraz apogeum.Potem będzie narastać Jin.

Do tego karmi się i wzmacnia nasz Shen….Do tej pory nie wspominałam?No to proszę:nawet w ujęciu chińskim SHEN jest dość trudno przetłumaczalnym zjawiskiem,dla Chińczyków Shen to Shen,jak dla Kahunów-Huna to huna.Jednak, kiedy człowiek Zachodu bardzo,ale to bardzo usiłuje pojąć choć odrobinę istotę wschodniej koncepcji życia,Chińczyk powie,że Shen to substancja należna każdemu człowiekowi,porównywalna z jego duchem.Niektórzy stwierdzą wprost: to duch.Jeżeli Jing jest źródłem życia a Qi-istotą energii,to Shen możnaby określić jako witalność stojącą za Jing i Qi.Ludzka świadomość to obecność Shen.

Shen jest nierozerwalna z osobowością,ze zdolnością myślenia,dokonywania wyborów…Rodzice obdarzają nas częścią Shen niezbędną do stworzenia własnego,gdyż:po narodzinach nasze Shen jest budowane od podstaw,ale zawiera ślad rodzicielskiego.Dla Chińczyków Shen posiada jednak również wymiar…materialny-europejskie myślenie napotyka w tym temacie na dość solidną ścianę,za którą trzeba nie tylko wyjść,ale wręcz ją zburzyć,aby zrozumieć myślenie wschodnie.Burzenie jest jednorazowe-dla niektórych będzie bolesne:-),ale warte swej ceny,gdyż otwiera furtkę do kompletnie nowych i zaskakujących nieraz możliwości.

Shen jest brane pod uwagę każdorazowo w obrazie zdrowia,tak jak w medycynie zachodniej robi się podstawowe badania krwi.I teraz -uwaga:w stanie równowagi,a więc zdrowia,Shen jest zdolnością SAMODZIELNEGO formowania idei oraz życzeniem uczenia się życia.Kiedy szwankuje Shen,oczy robią się mętne,zmęczone,tracą blask,który naturalnie posiadają bez żadnego zakraplania,a myślenie staje się chaosem,decyzje zaś wydają się niemożliwe do podjęcia-te z kolei,które podejmujemy-zwykle okazują się złym wyborem.Człowiek z dysharmonią Shen jest niemrawy,przytępiony,zapominalski,źle sypia,reaguje nieadekwatnie do sytuacji.Ekstremalna dysharmonia Shen powoduje wybuchy złości,arogancję,chamstwo wobec innych,czyli agresję,przemoc a ostatecznie chroniczne zaburzenia somatyczne a nawet nagłe utraty przytomności….czy w Europie nie mówiło się o osobnikach agresywnych, lub ogólnie-tracących kontakt z rzeczywistością że „wstąpił w nich zły duch”?

Ze względu na moc aktywowania Shen należy do substancji Yang.A teraz-jak pisałam na początku-Yang również rośnie.Medycyna chińska określa Qi,Shen i Jing jako „Trzy Skarby”,czym są w rzeczywistości.

Mang Zhong jest porą intensywnego i wszechstronnego odżywiania Shen-wszystko wszak rośnie,jak szalone:-), powinniśmy się  więc postarać o pożywienie lekkie,nie tłamszące ducha.Ułatwia nam to natura.

Na północy Chin nieco wiatrów,trochę słońca,trochę deszczu,na południu za to Mang Zhong zaznacza się znienawidzoną przez wszystkich-poza rolnikami pluchą,mżawką,bywa,że i mokrą zawieruchą.W kalendarzu księżycowym Mang Zhong jest też Miesiącem Jadowitych Szkodników(„złych duchów”?) a dawno temu traktowano go jako czas nieszczęść….do czasu wyrównania się Jin i Jang.Pamiętamy,że i w innych kulturach-również w słowiańskiej-okresy przełomów uważane były za niebezpieczne i odżegnywano się od wykonywania wówczas wszelkich poważnych przedsięwzięć.

W dniu zrównania Jin z Yang wieszano na domach,bramach,wiązki bylicy (zapach przepędzający „nieczyste”:-)),lub innych,”pachnących inaczej” ziółek.Na Słowiańszczyźnie…a jakże-w domach wisiała bylica.

Co do powiązania kultury chińskiej z innymi….czy to przypadek,że określenie najgorszych szkodników,wyraża się w chińskim słowie „wudu”?WUDU-to „pięć jadowitych stworzeń”.Stąd podobizny (analogia z kultem voodoo nasuwa się sama) pięciu zwierząt:skorpiona,wija,węża,gekona i jadowitej ropuchy wycinano z papieru i naklejano na domu-wszędzie,gdzie były wejścia,gdzie były też „oczy domu”-okna.Stąd popularność ciuszków dla dzieci (w Chinach) z  tymi właśnie zwierzakami-nie,aby wydawały im się szczególnie sympatyczne-o nie,te symbole mają je chronić.

Niestety,nie ma ucieczki przed komarami-w Chinach jest to taka sama plaga,jak u nas-z tym,że w państwie środka nie zwalcza się ich (przeważnie,bo w miastach zdarzają się rozmaite eksperymenty)chemikaliami wiedząc,że mniejszym złem jest ukąszenie insekta aniżeli nałykanie się insektycydów.

Poza tym chińska medycyna oferuje mnóstwo środków przeciw przebiegłym owadom i jeszcze więcej-na ich ukąszenia.Poza pachnącymi świecami,kadzidłami (nasączonymi naturalnymi żywicami-nie syntetykami indukującymi zaburzenia systemu immunologicznego!),są to olejki eteryczne wielu ziół,np.czosnku,lawendy,eukaliptusa,drzewa herbacianego,mięty,czarnego bzu.

W każdym chińskim domu na wsi zobaczymy pomarańczowe lub czerwone,charakterystyczne lampy-one też nieźle odstraszają komary.Na pewno polecam je do sypialni…..oprócz moskitiery:-)

Chińczycy lubią czosnek,więc nie jest dla nich tajemnicą,że czosnkowy pot (miłośnicy czosnku wiedzą o co chodzi:-)odstrasza nie tylko ludzi,ale i komary.

Ogólnie…coraz cieplej.

Ciepło pojawia się czasem nagle,między deszczami (jak i ostatnio u nas),a ludzie od razu zrzucają szatki,widać gołe torsy i uda.Abstrahując od kultury ubioru,korzystniej jest nosić nawet w największe gorąco ubrania luźne, przewiewne,ale z długimi nogawkami i rękawami przynajmniej zakrywającymi ramiona,ponieważ między skórą a tkaniną tworzy się warstwa chłodnego powietrza i w rezultacie wygrywamy wśród spoconych cielsk właściwie pracującym termostatem naszego organizmu.Odzież nie powinna być z materiałów sztucznych,gdyż wtedy mamy do czynienia ze zjawiskiem dość nieprzyjemnym,mianowicie-odzież syntetyczna nie przepuszcza powietrza i skóra się po prostu gotuje,powstaje wtedy między materiałem a ciałem warstwa….piekielna:gorąca,parująca chemikaliami własnymi 🙂 i nabytymi z materiału,skóra się dusi.Ktoś powie,że są już dawno materiały syntetyczne,ale „oddychające”?Mają Państwo prawo tak sądzić,ja uważam,że te materiały oddychają… tylko za siebie.Testowałam wiele i o żadnym,nawet najlepszej jakości syntetyku nie mogę powiedzieć,że pozwolił mi czuć się komfortowo i że moja skóra w nim oddychała.Co innego LEN-najwłaściwszy w lecie dla ludzi z naszej strefy geograficznej,BAWEŁNA(dobrze,aby nie ta intensywnie pryskana pestycydami),JEDWAB a nawet włókno pokrzywowe i konopne:-)-takoż od wieków nam przyjazne (pamiętacie legendę o siostrze szyjącej dwanaście koszulek z pokrzywy dla braci zmienionych w łabędzie?) też do dostania-niestety,dziś ocenione bardzo wysoko-za większe pieniądze aniżeli tekstylia popularne.

Co jemy?Co innego preferują teraz Chińczycy,którzy mają już całe bogactwo owoców,co innego nada się dla nas,którzy mamy teraz dopiero wysyp truskawek.Przy okazji nadmieniam,że przeciętna,swojska truskawka ma o wiele więcej wapnia niż szklanka mleka,w dodatku świetnie asymilowanego przez organizm,stąd „Osteoporozowcy”-truskawki są dla Was doskonałym pożywieniem…byle bez cukru.Co zamiast cukru?A miód na przykład,akacjowy-bo z polskich teraz  jest tylko akacjowy i rzepakowy-przy czym ten ostatni polecam wyłącznie,jeżeli mamy pewność,że rzepak nie był odmianą GMO a pole dostatecznie daleko od terenów industrialnych.

A więc owoce sezonowe,miód (łyżka do dwóch stołowych dziennie),od czasu do czasu może być ryba jeziorna,ew.morska,wciąż aktualne szparagi i co w ogródku wyrosło,jaja -pyszna jajecznica z cieniutkimi paseczkami boczniaków.O ile z jedzonkiem każdy coś sobie znajdzie,to ludzie potrzebujący szczególnej diety,np.”sercowcy” powinni zainteresować się kwitnącym głogiem-Crataegus monog.,jedną z najstarszych roślin leczniczych,w Europie niestety prawie w XX wieku zapomnianym,aktualnie odzyskującym popularność w….pigułkach.

Nowe badania prowadzone nad właściwościami tego pięknego i hojnego drzewa potwierdzają wielorakość niegdysiejszego zastosowania,ale że niełatwo jest przebadać wszystkie znane (ok.100!*) gatunki głogu,skupiono się więc na dostępnych w danym rejonie-u nas na jednoszyjkowym-C.monogyna.

W starożytnym Egipcie był jedną z …odtrutek,które znał każdy Egipcjanin-nic dziwnego,bo mało sympatyczna droga pozbywania się konkurencji była wówczas dość chętnie stosowaną.Stosowano ją tam również w chorobach dróg oddechowych.

Hipokrates używał głogu przy leczeniu wrzodów i gruźlicy.

W każdym podręczniku medycyny średniowiecznej znajdziemy go jako „potężnej mocy zioło”,mające zastosowanie m.in.w obfitych,bolesnych menstruacjach,przy dużym ubytku krwi innego rodzaju,zaburzeniach żółciowo-wątrobowych, wyrzutach  skórnych.W „Hortulus.Liber de cultura hortorum” z roku 827 wymieniany jest wśród 24 najważniejszych roślin leczniczych.Kochany był przez Hildegardę z Bingen (XII w.).

Głóg jest jednym z pięciu gorzkich (garbniki) ziół spożywanych tradycyjnie w żydowskim święcie Pesah.W wielu kulturach posiadał znaczenie magiczne.

W Chinach wykorzystywany jest głóg tamtejszy-pierzastolistny,górski,-Shan Zha,czyli łac.Crataegus pinnatif.-chińskie dzieci wcinają w zimie batoniki z jego owoców-o ile zdrowsze od mieszanki konserwantów i barwników?Nikt tam nie mówi,że „zioła są trujące i należy je stosować wyłącznie po konsultacji z lekarzem”,bo po pierwsze -ludzie od dziecka się z ziołami oswajają i nikt im w tym nie przeszkadza-wiedzą,jaka dawka jest bezpieczna,a poza tym,zioła ogólnie dobroczynne są w powszechnym handlu spożywczym i żaden sprzedawca nie ośmieliłby się napisać na herbacie z głogu,że ona „nie leczy” i że tylko „może poprawiać nastrój”.Głogowe batoniki z miodem-bing tanghulu-to chiński przysmak i basta.U nas przysmakiem większości staje się to,co zareklamują w TV i czego sprzedaż musi pokryć koszty reklamy.Gdybyż to jeszcze było zdrowe…..Ale komu na tym zależy?

Tymczasem nawet medykom szkolnym ( w większości zachodnim) znane jest pozytywne działanie głogu w zaburzeniach układu krążenia-rozkurczowe,obniżające łagodnie ciśnienie-szczególnie przydatne w tzw.starczym sercu,w podeszłym wieku,wzmacniające naczynia krwionośne,(intrakt rozszerza naczynia wieńcowe),kojące w nadczynności tarczycy,klimakterium… Uspokajająco działa około połowę słabiej od waleriany(można go z nią łączyć),ale jego inne zalety pozwalają zaliczyć głóg do niezbędników w domowej apteczce.Kwiat suszymy w pokojowej temperaturze,często przerzucając,potem parzymy klasycznie,łyżka stołowa na szklankę wody-dawki są indywidualne,każdy ma własny próg wrażliwości na zioła,ale piszę to świadoma europejskiego „dmuchania na zimne”. Możemy też zrobić nalewkę,czyli tincturę-kwiaty zalejemy wtedy alkoholem-i tu niektórzy preferują 40%,niektórzy 75%-proszę sobie dopasować-o różnicach w procentach i ich działaniu na poszczególne związki można poczytać m.in. w bardzo wartościowym piśmie-„Postępy Fitoterapii” ,wydawanym przez BORGIS,dość rzetelnie informującym o badaniach w obszarze zielarskim-bywa,że „pod prąd” obowiązujących mód.Jak zwykle zaznaczę,że nie muszę zgadzać się ze wszystkimi tam prezentowanymi treściami,jednakże pismo to jest niezbędnikiem dla ludzi pragnących dogłębnie i „w sensie medycyny szkolnej” poznać tło działania ziół a już na pewno powinno znaleźć się na biurku każdego lekarza.

Wracając do głogu-warto jest nazbierać kwiatów(cenne hiperozydy,związki kumarynowe,kwas kawowy, acetylocholina,olejki eteryczne,cukrowce i mnóstwo in.),zrobić nalewkę….I zabrać się za kwitnące zaraz akacje-w cieście naleśnikowym,podobnie,jak kwiaty czarnego bzu-są wspaniałym,naturalnym pożywieniem przypominającym organizmowi o tym,skąd pochodzi……

Zbieramy kwiat daleko od terenów przemysłowych,dróg,zostawiając co nieco na owoce(batoniki:-)),gdyż te również będą nam przydatne,a o czym napiszę w swoim czasie.

Lektura-jak poprzednio,plus:

K.Aaronson-HERB CHF:Hawthorn Extract randomized blind.chronic heart diseases failure trial,2002,2004,

El-Shyh Kao,Wea-Lung Lin,Chia-Yih Chu,Tsui Hwa Tseng:”Effects of polyphenoles derived from fruit of  Crataegus….” Food and Chemical Toxicology,2007

*sto bardziej znanych-razem z „mniej znanymi” nawet około 200-zależnie od źródeł:-)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: