Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Czerwiec 2010

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.8.oraz:jak to z solą było:-)

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 23, 2010

Nie zapominaj działania czasu i ciszy. Staraj się dojść do ładu z wszystkimi o ile to możliwe,bez zaprzedania się. Mów, co uznałeś za prawdę jasno,spokojnie i słuchaj innych,również niewiedzących i nudnych-oni też mają coś do powiedzenia.Unikaj nachalnych i agresywnych-są złością dla ducha.Bądź sobą i nie udawaj przychylności.Strachy mają korzenie w wyczerpaniu i samotności.Patrz,gdzie kierujesz wysiłki,czego żądasz -w głośnym chaosie życia zostań ze sobą czystym,bądź dobrym dla siebie….Autorstwo „wielu ojców”.

Czas kleszczy zbiegł się nieszczęśliwie z czasem komarów,ale dwie plagi to wciąż nie siedem,więc spróbujmy nie  złorzeczyć,ale jednocześnie nie dajmy się zjeść:-).

Było o terapii termalnej,paru ziółkach,konieczności wypacania toksyn,teraz ziółek ciąg dalszy,ale najpierw podkreślenie znaczenia soli:wiadomym jest,że po intensywnym poceniu się (jeżeli sauna,to zawsze z pustym brzuchem a jeszcze lepiej-z czystymi jelitami:-)oraz lekkim pęcherzem moczowym-niby oczywiste,ale przypomnę),wypłukiwane są sole i musimy zwracać uwagę na gospodarkę elektrolitową.Mówiłam wprawdzie o piciu, jednak pozwolę sobie powtórzyć niepopularną opinię,że sól (naturalna) nie jest takim zagrożeniem dla organizmu,jakby się wydawało. Związek między jej konspumpcją a wysokim ciśnieniem został już zresztą podważony m.in.w 2003 roku,w badaniach relacjonowanych m.in.przez Pollmera/Warmutha.

Czy wiedzą Państwo,jak w ogóle doszło do potępienia soli?

W 1972 niejaki naukowiec:-),Lewis Dahl,upatrzył sobie sól jako „potencjalne niebezpieczeństwo” i postanowił udowodnić jej „niszczące działanie”.

Jak wyglądały doświadczenia pana Lewisa?

Karmił solą szczury.U karmionych zwierzątek zaobserwował wzrost ciśnienia a nawet zgony….i rozwrzeszczał się,że sól szkodzi.Nie wrzeszczał niestety o całości doświadczenia,a mianowicie,że szczury były po pierwsze specjalnie wyhodowane-genetycznie uwrażliwione na sól (tak,tak,już w 1972) oraz,że dostawały 500 gram na łebek dziennie,co w przeliczeniu na człowieka oznacza jakiś funt soli.Kto z Was zjadłby choć RAZ dziennie funt soli i kazał wytrzymać to żołądkowi,nerkom,a nawet jamie ustnej?

Do dziś mówiąc o  soli przypomina się „szczury Lewisa”.

Po Lewisie podobnie „udane” badania,tym razem z ludźmi prowadził dr Niels A.Grandal i też doszedl do wniosku,że sól szkodzi.Studia nazywały się „Intersalt” i niespecjalnie zatroszczono się o upublicznienie pewnych szczegółów…no dobrze:na wyraźne żądanie naukowców prowadzących badania Intersalt (1988) utajniono ich najważniejsze detale,a mianowicie:

Wśród 52 grup ludnościowych różnych ras,regionów,”aż” cztery wykazały zaburzenia w związku z przyjmowanymi ilościami soli,wśród nich z kolei grupą najwrażliwszą okazali się….Indianie Yanomani,którzy na codzień soli praktycznie nie widzą a tym bardziej nie jedzą,są więc automatycznie bardziej wrażliwi na sól aniżeli przeciętny jej „pożeracz” ….Ponadto okazało się,że Chińczykom zamieszkującym region Tanjin i spożywającym CODZIENNIE, ZWYCZAJOWO w pożywieniu ok.14 gram soli nic nie jest.A już na pewno nie dzieje się nic złego z ich ciśnieniem:-).

 Prawda,że nie było się czym chwalić?W dodatku….nie jestem pewna,czy Yanomani naprawdę byli świadomi uczestnictwa w eksperymencie…..Ach,ten biały człowiek,tak kochający nazywać się „myślącym i czującym”.

Było jeszcze parę innych historii,o których wyjście na światło dzienne zatroszczyli się dobrzy ludzie:-),ale na razie te dwie chyba wystarczą?

Kij w mrowisko wsadził naukowiec z Zurychskiego Swiss Federal Institut of Technology (i nie bał się:-)) publikując swoje obserwacje a w nich wniosek:”Podsumowując,od czasu industrializacji XIX wieku żaden inny produkt spożywczy nie został tak przez samowolę władzy upolityczniony i zmanipulowany,jak sól”.(Jean Francois Bergier)

Nieco trzeźwości wniósł też profesor H.Forster,kierownik grupy badawczej biochemii żywności,z Centrum Chemii Biologicznej wykazując niedoskonałość teorii o związku wysokiego ciśnienia ze spożyciem soli:-).Wystarczy też rozejrzeć się za studiami TOHP-2,przeprowadzonymi w USA,a z którymi prof.Forster miał do czynienia.

Powtarzającym się do znudzenia motywem wrogów soli (jak się nie ma już czego potępiać,to chociaż sól:-) jest:

„Sód wiąże wodę w tkankach,przez co mamy opuchnięcia,zakłócenia krążenia itp.”

Ano.ALE:woda może być wydalana wyłącznie wówczas,kiedy wcześniej zostanie związana we krwi sodem właśnie:-)

Sól,czyli przyprawa,jest od najdawniejszych czasów również lekiem.Należy więc ją spożywać z umiarem,ale nie ma powodu, aby ją potępiać czy wręcz eliminować z jadłospisu.Wyjątkiem są osoby z tzw.defektem wydalania soli,co jest niełatwe do laboratoryjnego ustalenia i bynajmniej nie częste.

Widocznie niektórym wydawało się właściwe negowanie roli naturalnego,odżywczego skarbu, aby np.zrobić miejsce glutaminianowi.To tylko moja mała dywagacja.

Dziwne,że przemysłowi nie przeszkadza,że w wodach mineralnych przeciętnie znajduje się od ca.1 do 2,67 grama na litr…no bo wodę trzeba pić……trzeba pić jej dużo,żeby ci,co ją ładują w butelki mieli co pić:-),a po soli pić chce się jeszcze bardziej:-)

Na marginesie:w północnym Tybecie istnieje szczep Dropków-nomadów.To bardzo tajemniczy,niepopularni „turystycznie” ludzie.Zyją na poziomie 4500 m.n.p.m. u stóp jednej z czterech świętych gór Tybetu,Nyenchen Tnaghla
i co wiosna ruszają w podróż w górę,do słonych jezior,bo tylko wtedy mogą je osiągnąć.Po drodze rozmawiają „solnym językiem” i odprawiają rytuały…Ale kto by się tym interesował….Na szczęście Zachód jeszcze się tam nie zainstalował:-),ale podejrzewam,że ich spokój nie potrwa już długo.

Załóżmy,że mamy do czynienia z boreliozą-co jeść?

Niewłaściwym odżywianiem rujnujemy naturalny,zrównoważony poziom pH naszej krwi i czynimy ją kwaśną.

Kwaśna krew nie tylko ściąga kleszcze oraz komary,ale i „zaprasza ” wszelakie bakteryjne twory,grzyby,pasożyty do grasowania po naszych tkankach. 

Prawie każda ciężka choroba jest związana z zakwaszeniem organizmu,dotyczy to m.in. reumatyzmu,nowotworów, ale i jednostek tzw.infekcyjnych.

To oznacza:przy boreliozie jemy stosowne do sezonu,świeże, w miarę możliwości naturalne,nie „pryskane” warzywa, owoce,mniej zbóż,choć kasza jaglana i jęczmienna aktualne,oraz-b.ważne-ocet winny-wyłącznie ten bez konserwantów i barwników.

Niezła w wyrównywaniu zaburzeń spowodowanych boreliozą jest tzw.(w Niemczech dostępna wszędzie )Kieselerde, czyli ziemia okrzemkowa (tak,ma zastosowanie w przemyśle i to niemałe), ale O WIELE  lepszym jest decoctum-odwar z,wymienionego już rodzimego skrzypu polnego-Equisetum arvense,wspierający siłę obronną ciała,wzmacniający tkankę łączną,naczynia,stabilizujący tkankę kostną,jak również czyszczący skórę,oczy,naczynia krwionośne (p.prof.A.Ożarowski).Skrzyp można w dalszym ciągu,w czerwcu zbierać i stosować świeży oraz suszyć na później.

Do picia mamy też mleczko kokosowe-fakt,nie „regionalne”,ale jednak bardzo w tym zaburzeniu pożyteczne.Zwracajcie Państwo uwagę,aby w składzie były wyłącznie mleczko i co najwyżej jeszcze woda (a o czym było).

Dynia.Do sezonu na dynie jeszcze trochę,ale te robione w occie winnym można mimo pory roku doradzającej świeże produkty -zjeść.

W razie,gdyby dotknięty był silnie system trawienny,można sięgnąć do recepty prababek po Oleum terebinthiae sulfuratum,lub B.sulfuris terebinthinatum,zwanym też olejem harlemskim,niem.Haarlemerbalsam -w Polsce nie widziałam,ale można sprowadzić z Holandii (nazwa od miasta) czy Niemiec,nie jest on też obcy naszym farmaceutom-uwaga-jest to środek prastary na problemy nerkowo-żołądkowo-jelitowe,superprosty:1 część siarki rozpuszczona w 6 częściach oleju lnianego ,3 części terpentyny,ale stosuje się go wyłącznie w maleńkich ilościach-kroplach lub kapsułkach wedle podanego na nim sposobu,rzecz jasna po konsultacji-większe ilości mogą spowodować nawet śmiertelne zatrucia!Można powiedzieć,lek PRAWIE homeopatyczny,podaję go wyłącznie jako ciekawostkę,gdyż innych,dobrych i nie tak „ostrożnych” w dawkowaniu nie brak,przy czym najlepsze w delikatnym systemie trawiennym wydaje mi się wciąż siemię lniane (przypominam,że trzeba je zalać wrzątkiem lub leciutko uprażyć na suche patelni i dopiero zalać wrzątkiem,w wyjątkowo zaś delikatnych żołądkach można się pokusić o wypicie samego płynu powstałego po zalaniu nasionek-też ma działanie powlekające, osłaniające).

Zanim zapomnę-z wód pijemy tylko niegazowane,raczej lecznicze aniżeli mineralne.

A teraz nalewka kolendrowa.Przepis na nią?1 część owoców kolendry/Fructus coriandri/ do pięciu części alkoholu 45-75 %,wytrawiać 14 dni,przecedzić,porcje zależne od wieku,postury itp.,ale przeciętnie na dorosłe osoby jest to 5 ml w niewielkiej ilości wody raz dziennie.NIE należy stosować w ciąży.W Afryce Północnej kolendra stosowana jest przy m.in.grypie,w połączeniu z szafranem (silne poty),trudnościami w trawieniu tłuszczów- przede wszystkim w postaci świeżego ziela. Muszę jednak nadmienić,że kolendra należy do ziół fotouczulających (ostrożnie z opalaniem się po jej spożyciu) oraz zawiera substancję (niewiele,jednak zawsze to „coś”) rozkładającą witaminę B1,spożywając  kolendrę proszę więc pamiętać o uzupełnianiu B1 (aneuryna,tiamina),znajdującej się m.in.w łososiu,słoneczniku, pszenicy, brązowym ryżu,fasolce karłowej-o nadmiar tiaminy proszę się nie martwić-jest wydalana przez nerki.Nie spotkałam się bezpośrednio z uczuleniami na B1,ale podobno takie istnieje:-) 

Co do świeżych owoców i warzyw-vitamina C oraz dodawanie odrobiny soli (nigdy kuchennej,bialusieńkiej NaCl-zawsze szarej kamiennej,ew.morskiej!)do np.soków ze świeżych warzyw powoduje szok osmotyczny u pasożytów oraz podnosi poziom aktywności hormonu elastazy niezbędnej w robieniu porządku z krętkami:-).

Koci pazur-Uncaria tomentosa,Una de Gato,odkryta Polakom przez ojca Szeligę,Zachodowi przez Austriaka Keplingera w latach osiemdziesiątych (lek wytwarzany w Austrii z Uncarii zrobił się nawet w 9o’ modny),a jeszcze wcześniej Niemcom,przez wścibskiego Bawarczyka w Peru,w latach trzydziestych, propagowana dziś przez Instytut Medycyny Andyjskiej.Niestety nie wiem,jak w tej chwili wygląda sytuacja z preparatami Uncarii tomentosy sprzedawanymi przez najróżniejsze firmy,ale mam nadzieję,że Instytut Medycyny Andyjskiej ciągle dba o ich jakość.

Czosnek-jego zalet reklamować nie muszę?

Nalewka miętowo-szczeciowa (nalewka ze szczeci,opisana wcześniej,plus nalewka z mięty (sporządzona normalnie,1:5 i zmieszana z poprzednią ) brana naprzemiennie z „kocim  pazurem” w kuracji 6-tygodniowej w dawkach jak nalewka szczeciowa.

Miód kasztanowy.

Jeżeli ktoś uparłby się na pozabijanie borelii ….niacyna działa silnie ANTYbakteryjnie na borelie ALE można je też „wyprowadzić” z organizmu łagodniej,stosując m.in.zioła i nie rezygnując z soli oraz….

Wymienię tu terapię frekwencyjną,w której stosuje się 380-kHz wstrząsy elektryczne na dotknięte tkanki,raz do trzech dziennie,przez pięć minut,co powinno usunąć nieproszonych gości-również pasożyty- z organizmu.W USA stosowanych jest wiele podobnych,frekwencyjnych terapii,u nas wciąż robi się wiele,aby traktowane były z niedowierzaniem lub wręcz lekceważone.

Dobrze,że wymienia się coraz częściej (niestety,nie zaboserwowałam tego w medycynie szkolnej ) terapię dr Huldy Clark.I znów:nie podzielam wszystkich jej poglądów na zastosowanie aparatu, ale cieszę się,że jej metoda jest jedną z ciekawszych alternatyw w terapii np.boreliozy.

Z ziół mało znanych jest Andrographis paniculata-dostępna za granicą,chiń.Xiu Lian,ang.green Chirayata ,hindi: Kriyat,tradycyjnie w Indiach i Chinach stosowana przy syfilisie,leptospirozach i wszelkich zaburzeniach z udziałem spiroszetów,czyli krętek,jak to mamy w boreliozie.Dozowanie między 400 mg a 1200 Pulvis (sproszkowane zioło),3 razy dziennie.Niepożądane działania uboczne nie są do tej pory znane…..A roślinka w użyciu od początków Ayurvedy:-)-jedno z najbardziej gorzkich ziół świata.

Fallopia japonica-rdestowiec japoński,u nas zwany ostrokończystym (widocznie aby nie było za prosto:-)-zawarte w nim resveratrol,transresveratrol (fitoestrogeny) redukują neurotoksyny i chronią przed wolnymi rodnikami system nerwowy.Czosnek (selen w postaci naturalnej,miedź (zielone liście szpinaku,botwiny) i cynk (pestki słonecznika) są polecane jako uzupełnienie towarzystwa rdestowca japońskiego-wyjątkowo,gdyż rdestowiec ogólnie jest „solistą”, oczym zaraz.

Co najważniejsze-a co wynika z powyższego-roślina ta używana jest do wyprowadzenia neurotoksyn z organizmu.I pomyśleć,że został on w 1823 sprowadzony do europejskich ogrodów jako ozdoba:-) i pasza,a że praktycznie nie ma naturalnych wrogów,rozpełzł się w dosłownym znaczeniu (kłączami,gdyż sprowadzone egzemplarze były żeńskie)po ogromnym obszarze i zaczął być postrzegany jako intruz.

W moim odczuciu jest to niezwykle pożądany intruz,który pojawił się o odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu-mnóstwo widziałam w Kazimierzu Dolnym,w Szklarskiej Porębie,ale i na Zuławach,Pomorzu Zachodnim-teraz występuje chyba już w całej Polsce.

Oby każdy wiedział,z jak pożyteczną rośliną mamy do czynienia-niemieccy naukowcy (Uni Oldenburg) odkryli,że odtruwa on gleby z metali ciężkich-mówiąc inaczej-wchłania w siebie kadm,ołów,cynk,zrozumiałym więc wydaje się,że stosować powinno się wyłącznie te pochodzące z w miarę niezanieczyszczonych ziem.W DDR zazieleniano nim …..hałdy pokopalniane:-),wydmy i poldery.To nie koniec jego pożyteczności-jest miododajny,a jego poznane działanie lecznicze  wystarczy,aby stwierdzić:jak dobrze,że tu jest.Tu muszę się uśmiechnąć,bo w czasie,kiedy Europejczycy i Amerykanie rozważają jego zwalczanie i lamentują nad jego „rozgoszczeniem się” ,Chińczycy,wśród których od dawna znany jest jako Chuan Qui,Ban Zhang,Chuan Jun Long:-) i….nie tylko:-),używają go w kuchni (Japończycy toże) twierdząc,że roślinka w ogóle nie jest toksyczna i stosują go jako lekarstwo w licznych schorzeniach,m.in.przy infekcjach bakteryjnych,grzybicach,zaburzeniach uznanych w jewropie za wirusowe;-), kaszlu,astmie,redukcji tłuszczów, obniżaniu ciśnienia,kojeniu bólu,łagodzeniu zapalenia przy artretyzmie,zakażeniach (ja nazywam je aktywnością bakteryjną po narażeniu organizmu na powstanie ogniska zapalnego:-) streptokokami,bakterią coli,gronkowcem złocistym…..i nie tylko.Ogólnie:odtruwający, przeciwreumatyczny.

Aż dziw(?), że niektórzy tak bardzo chcieliby się go pozbyć:-)

Dobrze,że mogę podać jeden,w miarę dostrzegający problem niezrozumienia zaistnienia tej rośliny u nas link w polskim:w w w. volny.cz/kmoravkova/pl/Referat-p/ref-08-p.htm

Strona nazywa się Reynoutria,ponieważ rdestowiec,o którym mówię,jest spokrewniony z rdestowcem sachalińskim-reynoutria sachalinense i ma podobne właściwości.Na podanej stronie znajdą też Państwo inne zastosowania roślinki.

Dozowanie?Według Buhnera,pana,który napisał „Healing Lyme….” o leczeniu boreliozy ze szczególnym uwzględnieniem  rdestowca japońskiego,który uznał za jedną z najważniejszych roślin w tej terapii,dawka ustalana wg masy ciała,wieku,czyli jak we wszystkich innych przypadkach,przeciętnie jest to dla dorosłego człowieka w średnim wieku i średniej wadze między 20 a 30 gram dziennie,Pulvis,czyli proszku z kłączy rdestowca (proszę zapoznać się dokładnie z jego zdjęciami w necie!) ,u drobniejszych osobników:-) jest to od 9 gram do 15 dziennie. Dokładniej?Toksyczna dawka dla człowieka o wadze 75 kilo wynosi ok.75 gram dziennie.

Proszek gotuje się 20 minut w wodzie,odcedza,dzieli na cztery porcje i wypija w ciągu dnia.NIE powinny stosować go kobiety w ciąży-piszę to ze względu na ogólne środki ostrożności.Nie stosuje się go też przy jednoczesnym braniu środków rozrzedzających krew-wyjątek-czosnek w niedużych ilościach.Całe zioło,jak i proszek z niego,działa synergistycznie z wieloma innymi ziołami,nadaje się więc raczej do oddzielnego stosowania,czyli:nie łączymy go z innymi środkami.

Czy nie jest interesującym,że rdestowiec rozprzestrzenił się właśnie wtedy,kiedy rozprzestrzeniają się zaburzenia, które Chińczycy leczą m.in nim,że dopasował się do naszych warunków klimatycznych,a przecież nie każda roślina „stamtąd” to potrafi…….I jeszcze to odtruwanie naszej zatrutej ziemi…..

Czy to koniec o boreliozie?NIE:-)Ponieważ to zbyt poważny temat,aby potraktować go zbyt pośpiesznie.Jeszcze odrobinkę cierpliwości proszę.

Do następnego razu:-)

P.S.Przy poprzednim wpisie o TCM mówiłam o dezodoryzacji ciała i o tym,że o naturalnych dezodorantach napiszę, jednak powiedziałam też,że w razie potrzeby można wybrać aerozole do „poprawienia samopoczucia sobie i innym”, aerozole bez parabenów i im podobnych ciężkich dla organizmu substancji.Od razu zostałam zapytana:”jakie na przykład”?Powiem krótko:dziecięce.Nie wymienię firm,gdyż jest ich sporo,generalnie większość firm produkujących dezodoranty dla dzieci robi je dość ostrożnie,ale wciąż obowiązuje zasada:patrzeć na skład.

Mężczyźni nie muszą się przejmować,że „wydadzą się niemęscy” stosując dziecięcy dezodorant,gdyż zapach tych kosmetyków jest zwykle tak stonowany,tak dobrze stapia się z ciałem,że człowiek pachnie dokładnie tak,jak powinien:dyskretnie.Ponadto ,kto lubi,może  przecież użyć perfum na naturalnych olejkach -nie brak ich w handlu,szczególnie w większych miastach,na bazie paczuli,dębu,ambry,cedru,mchu,sandałowca…../typowo męskie/,a przy okazji zapach dezodorantu nie będzie się „gryzł” z zapachem perfum,co niestety zdarza się panom  dość często:-) .

Wybierając się do lasu najlepiej zapomnijmy o dezodorantach w ogóle (po prostu umyjmy się:-),zwróćmy za to uwagę na wymienione w cyklu o boreliozie olejki.

Lektura:

„Antimalaric activity of Andrographis paniculata” Int.J.Pharmacog.,1992,30 Pal, Katiyar,Guru,Srivastava,Tandon, Misra,

„Une histoire du sel” ,1982,Jean Francois Bergier

S.H.Buhner „Lyme disease.Natural Healing and…..”

i poprzednio wymienione

Posted in borelioza | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.11.

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 21, 2010

Trzymaj się swoich przekonań i bądź oddany nauce.Aż do śmierci żyj z wolą niebios.Nie wybieraj się do kraju,w którym jest niebezpiecznie.Nie mieszkaj w państwie,w którym panuje nieporządek.Kiedy wszystko pod słońcem dzieje się z wolą niebios,bądź widocznym.Kiedy niezgodnie,bądź ukrytym.Kiedy państwo działa zgodnie z wolą niebios,być biednym i nisko postawionym,to wstyd.Kiedy działa inaczej,posiadać bogactwa i pozycję to wstyd.

Konfucjusz

Bażant musi przejść dziesięć kroków dla jednego kęsa ,a sto kroków,aby się napić, a jednak nie pragnie znaleźć sobie mieszkania w klatce i być w niej żywionym i pojonym, bo choćby miał tu wszystkiego w bród, nie cieszy go to wcale.

Zhuang Zhi

Celowo umieściłam tu cytaty dwóch mędrców o przeciwstawnych poglądach.Patrząc na słowa jednego i drugiego,obu ciężko nie przyznać racji.A jednak przeszli do historii jako przedstawiciele różnych nurtów.Myślę,że niepotrzebnie tak się ich przedstawia, gdyż obaj w gruncie rzeczy dążyli do tego samego:do dobrostanu,do równowagi w życiu.
Ponadto Zhuang Zhi, wyrażając przeciwne zdanie o tezach Konfucjusza ,odnosił się wyłącznie do tez,nigdy nie dotykając samego Konfucjusza.Patrząc na dzisiejsze metody wyrażania swoich racji używane przez ludzi ,których celem jest najwyraźniej szkodzenie bliźniemu swemu, dochodzę do wniosku ,że jaka racja, taka metoda.

Przy okazji chciałabym ponownie okazać wyrazy najgłębszego szacunku Pani profesor Marii Dorocie Majewskiej, nieustannie atakowanej (co prawda płytko ,ale cóż,taki poziom agresorów ) przez przedstawicieli niektórych instytucji,czujących się zagrożonymi  Jej wypowiedziami.O ile,jak to mam w zwyczaju,podkreślę,że nie muszę akceptować każdego poglądu czy też zgadzać się z każdą wypowiedzią prof.Majewskiej (prof.wyraża swoje zdanie,ja wyrażam swoje i oba mają prawo istnienia),to moje „zgadzanie się całkiem lub mniej” nie ma znaczenia w przypadku,kiedy atakowana jest Osoba mająca odwagę burzenia muru ignorancji ,atakowana tym bardziej, że jest Osobą działającą w tzw.środowisku.Srodowisku, które,jak się wydaje,obowiązuje prawdopodobnie zmowa milczenia wobec ewidentnego ZŁA.Postać profesor Majewskiej powinna stanowić  nie przedmiot ataków a przykład dla ludzi,którym PODOBNO zależy na „dobru i zdrowiu społeczeństwa”.Ci zaś,którym kasa dzwoni w głowie tak mocno,że nie słyszą ani widzą już niczego poza „jedną,jedyną, najichniejszą racją” powinni raczej zwrócić uwagę na przechemizowaną wodę w rurociągach miast i wsi oraz skutki  z picia jej wynikające.W wielu miejscowościach woda płynąca z kranów nie nadaje się ani do spożycia ani do umycia,ale widocznie lepiej oczerniać kogoś,kto ośmielił się wyjść przed szereg,ba- zaprezentować społeczeństwu kulisy doskonale znanego sobie mechanizmu- aniżeli wziąć się do pracy.

Zabawne,że w krajach,w których służby sanitarne nigdy nie ruszyłyby palcem widząc ulicznego sprzedawcę ryb, kiełbasek, żywności w ogóle (np.Portugalia-wszak też w jewropejskiej ujnii!), wodę można pić bezpośrednio z kranu i nie ma obawy, że dostanie się wysypki.Ale w tych krajach ludzie zatrudnieni w zwierzchnictwie (bo o nim tu mowa,szeregowi pracownicy po prostu robią,co im zlecono) SŁUżB sanitarnych są ludźmi nie tylko z krwi i kości,ale przede wszystkim z  mózgu i serca.Nie -wyłącznie wysłannikami przemysłu (nie mówię tu o chlubnych wyjątkach pracujących w polskim odpowiednikach, dzięki którym ludzie o wspólnych poglądach (więc i ja-dziękuję!), mamy informacje z „pierwszej ręki”).

Myślę, iż Pani prof.Majewska ma wystarczająco zwolenników (nie wspomnę o argumentach),że starczy Jej sił (bo w odwagę nie wątpię) na zrobienie porządku i przywrócenie godnego oblicza dziedzinie, jaką jest epidemiologia, a czemu wytrwale sekunduję i dziękuję za działanie na rzecz obrony prawdziwie pojętego Humanizmu.

O mało, a zapomniałabym:EU przeznaczyło 18 milionów Jewro na „badania mające posłużyć w zwalczaniu grypy”,ze szczególnym uwzględnieniem tematów:

-przenoszenie wirusów ze zwierząt na człowieka,

-opanowanie pandemii nowymi metodami terapii (Arzteblatt,10.03.2010).

18 milionów….No to ja mówię za darmo:korzystajcie ze słońca i świeżego powietrza, odżywiajcie się produktami naturalnymi dla organizmu,nie denerwujcie się, uśmiechajcie jak najczęściej i noście naturalne materiały,nie siedźcie w klimatyzacji (raczej powieście mokre ręczniki i otwórzcie okno,ale tak,aby nie zrobić przeciągów),ruszajcie się jak najwięcej,korzystajcie z życia i myjcie się najprostszymi środkami,kochajcie siebie i swoje zwierzaki i przebywajcie z nimi jak najczęściej (bo one też Was kochają),a przed wszystkim bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy…..że co?TANIO?Ależ proszę,cała przyjemność po mojej stronie:-)

A te 18 milionów przeznaczcie na pomoc dla naprawdę potrzebujących jej: ludzi biednych,chorych i opuszczonych oraz zwierząt skrzywdzonych przez człowieka.

No i mamy przesilenie:-) 

Wesolutki,tańczący chłopiec z wachlarzem w ręku i tykwą opiekuje się dziesiątą częścią roku-Xia Zhi (w Vietnamie-Ha chi) ,przesileniem letnim zaczynającym się-21/22 czerwca.

Z tykwy trzymanej przez chłopca pluje ogień-to czas gorąca.

Nawet cesarz robił sobie 21.czerwca obowiązkową,trzydniową pauzę, a przy okazji dawał wolne urzędnikom.

Prawo upałów (w Polsce jest w miarę ciepło,jednak upałami w tym roku nazwać tego czasu nie można-ciekawe,czy zawdzięczamy to wyłącznie naturze?) nie dotyczyło jedynie biednych rolników-oni pracować musieli.Jako jedyni.

Grę Jang/Jin zaczyna wygrywać Jin-od teraz będzie narastał. Pora zadbać szczególnie o nasze soki-piątą z omawianych substancji podstawowych w medycynie chińskiej,nie piszę już dodatkowo „tradycyjnej, gdyż jest to i tak wiadomym a uważnym obserwatorom nie uszło z pewnością uwagi,że współczesna medycyna chińska bynajmniej nie porzuciła korzeni:-)-na to Chińczycy są zbyt mądrzy.

Pora zabrania się za zaburzenia uważane w Chinach za ….zimowe,a konkretniej zapobiegania im-więc łagodnego odtruwania,tzw.wymiany soków (jakość spożywanych płynów!) i ,jeżeli już takie zaistniały-leczenia chronicznych chorób uwydatniających się najbardziej zimą.

Sokami (Yin -Ye) określamy wszystkie płynne substancje w ciele poza krwią (omawianą wcześniej),więc na przykład  pot,ślina, łzy,uryna,soki trawienne.

W odniesieniu do jasnych i klarownych soków używamy terminu sok Jin,soki gęste,nieprzejrzyste i ciężkie-to Ye.

Funkcja soków przejawia się m.in.w opływowej komunikacji oraz częściowo też odżywianiu tkanek, narządów itd.

Yin-ye pozyskiwane są z pożywienia poprzez Qi różnych organów-przede wszystkim nerek-absorbowane i regulowane, stąd są zależne od Qi a Qi w pewnym stopniu od soków,ponieważ soki opływają i odżywiają organy regulujące Qi:-)

Są do siebie podobne, a jednak odróżniają się pod względem zakresu możliwości odżywiania .

I tak,porównując, krew jest „silniejsza,głębsza i bardziej wpływowa”.

Postępując za pierwotną a niezmienną od tysięcy lat  teorią tylko najczystsze warstwy soków łączą się z odpowiednimi częściami pożywienia w procesie tworzenia krwi.

Związek pomiędzy sokami i krwią jest godzien podkreślenia w znaczeniu klinicznym,kiedy np.w wyniku krwotoku dochodzi do utraty krwi i zaistnieje też niedobór soków lub jeżeli pod wpływem nieodpowiednich organizmowi substancji zanieczyszczone soki spowodują niedobór lub niewłaściwy skład krwi.

Jako płyny wszystkie soki należą do istot Yin.

Dysharmonii soków towarzyszy przeważnie suchość,dobrze widoczna.

Soki są ostatnią z pięciu substancji (z których cztery omówiono krótko w poprzednich odcinkach) tworzących podstawę spojrzenia na chińską medycynę.Oczywiście nie można zapomnieć, że każdy, najmniejszy nawet aspekt  chińskiej wiedzy o zdrowiu posiada wielorakie znaczenia widoczne tylko w związkach z pozostałymi jej elementami,jak znaki,symptomy,wzorce indywidualne.

Organizm jest całością-nie jest ani czystym duchem ani czystą materią a już nigdy nie może być traktowany jak maszyna …..-z nauk Tao.Jakiekolwiek stawianie wyraźnych granic-rozdzielanie ducha od materii jest w medycynie chińskiej co najmniej niezrozumiałym.

Kontynuując adekwatności 😉 pory roku,pragnę uwydatnić rolę pitych w tym czasie napojów.

1.Unikać lodowatych,zimnych.Gorąca herbata najlepiej gasi pragnienie i jest to fakt znany nie tylko Chińczykom. Chcąc za wszelką cenę ochłodzić organizm pijmy miętę,nawet z cytryną (ale nigdy herbatę z cytryną).Klimatyzowane pomieszczenia, wydające się niektórym błogosławieństwem, są w istocie przekleństwem dla naszego organizmu i siedzibą koszmarnego środowiska grzybów i innych „wyziewów”, wymarzonego wręcz dla osłabienia systemu immunologicznego.

Jadąc samochodem w upał,jeżeli już musimy używać „klimy”,nastawiajmy ją maksymalnie dwa-pięć stopni niżej od temperatury na zewnątrz-nasz wewnętrzny termostat nie przeżyje szoku,kiedy opuścimy auto.

Pamiętajmy,że nagle ochłodzenie-np.lodowatym napojem-obkurcza też naczynia krwionośne,co w efekcie może wywołać ból głowy,żołądka,skurcze żołądka itp.”niedogodności”.Chłodzenie dzieci,osób starszych?Tak,wachlarzem:-)

2.Niektórzy zaraz posądzą mnie o neandertal, ale jeżeli z tego powodu,to z przyjemnością przyjmę to zaszczytne porównanie (człowiek neandertalski przynajmniej zachowywał się zgodnie ze swoim instynktem:-), a o jego długości życia tak naprawdę nie wiemy za wiele)…Moda każe golić wszelkie „zbędne” owłosienie.O ile faktycznie męski zarost na twarzy kobiecej ( i poza nią w miejscach,w których owłosiony jest facet,czyli hirsutyzm) nie jest cechą pożądaną (a przeważnie wyrazem zaburzeń hormonalnych ),o ile nawet nędzne,kobiece wąsiki mają prawo wywołać u dam odrazę,o ile bogato okrzaczone nogi:-) nie są może najpiękniejszym widokiem na świecie (ale i tu pewnie jak dla kogo:-)),to czy naprawdę trzeba poddawać się terroryzmowi mody tak dalece,aby niszczyć to,co naprawdę ma znaczenie w naszym systemie obronnym, czyli golić włosy pod pachami?

Nieestetyczne?

A dla kogo?Dla niego i niej?To niech sobie golą,co Ciebie to obchodzi?Kto powiedział „nieestetyczne”?Ten,kto sprzedawał golarki?

Tam zbiera się pot i śmierdzi?Zbiera się pot,faktycznie,ale co do zapachu,to śmiem twierdzić,że osoby nie spożywające mięsa ani produktów wysokoprzetworzonych wręcz pachną.Pachną naturalną, zdrową skórą.Pot?Od czego mydło i woda?Dezodoranty,mówicie…..jeżeli,to czemu nie naturalne (zajmę się i nimi oraz sposobami ich przygotowywania), ale „koncernowe”?Naprawdę jest tak rozkoszne wcieranie sobie aluminium i innego badziewia we własne ciało?W okolice węzłów limfatycznych?A potem wrzask,że nowotwory? Ile chemii może znieść organizm?Szczepionki,pożywienie,kosmetyki,woda w kranach,powietrze,odzież,buty…..Tego przecież żaden normalny organizm nie wytrzyma bez zaburzeń.

Co do dezodorantów-zwolennicy globalnego ocipienia pewnie się oburzą (oburzajcie się do woli),ale z dwojga złego,jeżeli mamy do wyboru deo w kulce,sztyfcie i w aerozolu,to,starając się nie wdychać,wybierzcie aerozol, naciskając go jednak z pewnej odległości-nigdy bliżej niż 15 centymetrów od skóry.I pamiętajcie,aby na opakowaniu w miarę możliwości nie było parabenów ani aluminium…..czy ja nie za dużo wymagam?

Nie pytajcie Chinek,dlaczego nie golą się pod pachami -wywołacie co najmniej niesmak, zaś w tle ciche (bo są to przeważnie ludzie o wysokiej kulturze) zdziwienie, że nie znacie podstawowych praw natury.

Włosy pojawiające się na ciele w miejscach naturalnie do tego przeznaczonych nigdy nie są tam bez sensu-chronią przed infekcjami,brudem,otarciami,więc i zapaleniami powstającymi w ich wyniku.Z tego samego powodu,z którego włos pojawia się na Europejczyku (temperatura -tu:chłód), nie pojawia się na mieszkańcu stref gorących ,który za to „dysponuje” grubszą skórą i innym pigmentowaniem.Dla większości to oczywiste,ale przecież większość też kiedyś była mniejszością,więc proszę o wyrozumiałość….

Co ma włos do napojów?Ma. Wszystko,co pijemy,widać w wyglądzie włosów.Po mleku często powstaje łupież,czego nie można powiedzieć o naturalnym jogurcie, maślance i kefirze  z niepasteryzowanego mleka.Podobnie po słodyczach tzw.popularnych.Po jakich nie?Np.po chałwie bez mydlnicy i innych „ekstrasów „,więc tylko z sezamu i miodu,aczkolwiek też nie przesadzajmy z ilością:-).Włosy lubią ,kiedy pijemy ziółka-np.skrzyp polny,herbatę zieloną,miętę,pokrzywę (pamiętać o urozmaicaniu i zmianie ziółka co 3 tygodnie). Kwas chlebowy też nie szkodzi ich wyglądowi-przeciwnie,jest cenny (pod warunkiem,że bez „polepszaczy”),podobnie niepasteryzowane piwo (chmiel).Yerba Mate-oczywiście tak.Soki warzywne-też.Inaczej ma się sprawa z sokami owocowymi,bo tu już włosy (podobnie,jak przy rodzajach miodu:-)reagują bardzo różnie:-).Kawa jest przez nie względnie tolerowana,choć ze śmietanką i cukrem „to już nie to samo” :-).

3.Czując pragnienie bierzmy pod uwagę,że wysuszenie (dehydratacja) może nam zakłócić obieg krążenia oraz,że w stężonym,zagęszczonym moczu o wiele łatwiej o tworzenie się osadów,kamieni.Nie przesuszajmy organizmu o tej porze roku.

4.Co z wodami mineralnymi?

Powiem tak:jeżeli brak Państwu jakiegoś pierwiastka,który znajduje się akurat w odpowiedniej ilości w danej wodzie mineralnej,to proszę.Jeżeli nie mają Państwo innej wody pod ręką,też proszę.Ale jeżeli w Państwa kranie znajduje się względna woda lub mają Państwo dostęp do niezłej studni ,to przegotowana woda jest najlepszą ,jaką możemy sobie dostarczyć.Byłoby jednak niesprawiedliwym,gdybym nie zwróciła uwagi na wody lecznicze,pochodzące z polskich,starych źródeł,gdyż można je również z czystym sumieniem i umiarem popijać-wedle wskazań na opakowaniu lub (i tu standard:-) po konsultacji.Wprawdzie wspominałam gdzieś na początku,ale przypomnę,że szczególnie dla ludzi z nadwyrężonym systemem trawiennym niezła jest „Wielka Pieniawa”,”Jan”.Do popijania w miarę bezpiecznego i smacznego można też postawić zupełnie niereklamowaną a dobrą „Staropolankę” czy „Kazimierską”,dobra jest też „Augustowianka”.Mówiłam,że pokuszę się o przegląd dobrych wód,ale jeszcze chyba nie teraz.”Niedobre” wody?A po co mam je wymieniać?A może w międzyczasie się poprawiły i co wtedy?Pozwolą Państwo, że szykany pozostawię osobom posiadającymi skłonności sadystyczne:-)

A-wody powinny być opakowane w szkło,ewentualnie w kartony,w jakich jest np.”Jan”.

Jedzonko?

Do wszystkiego,co świeże,sezonowe i regionalne…..z naciskiem na warzywa i owoce:

jeżeli jesteśmy bardzo przyzwyczajeni do zbóż,to proszę spróbować szarłatu (amarantusa).Jadalne są też śliczne liście podduszone lub surowe w sałatce.Szarłat działa odtruwająco,moczopędnie,”wypędza gorąco” z organizmu,uzupełnia też niedobory wapnia,fosforu,żelaza…i wit.C.

Uwaga-nie powinny spożywać go kobiety w ciąży (przeczyszcza) oraz właściciele słabej śledziony (związek z elementem ognia) a także cierpiący na biegunkę (lekkie działanie przeczyszczające).

Lektura:jak poprzednio,plus

Fung Yu Lan „A History of Chines Philosophy”,Princeton University Press,1983

Carl Crow „Master Kung” ,Leipzig,1939

Posted in TCM | Leave a Comment »

Zwyrodnienie plamki żółtej-AMD,czyli problemy ze wzrokiem cz.1.I coś dla Powodzian.

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 16, 2010

Usłyszawszy wiadomość,że „lekarze z Zachodu dziwią się,iż polscy pacjenci nie mają refundowanych leków stosowanych w przypadku zaburzeń plamki żółtej,czyli praktycznie dostępu do leczenia”(mniej więcej,sens zachowany),ja z kolei zdziwiłam się,że,po pierwsze:

-pacjent musi zapłacić 18 tysięcy złotych za….sześć porcji -zastrzyków-leku na zwyrodnienie plamki ż.,(te farmaceutyki naprawdę nie są ze złota,ale rozumiem potrzebujących,wszak wzrok jest bezcenny).Niestety,nie dowiedziałam się,o jaką konkretnie formę zwyrodnienia chodziło,gdyż np.w formie suchej AMD właściwie nie ma powszechnie akceptowanego,jednoznacznego wskazania terapeutycznego.Są natomiast wartościowe produkty spożywcze-ogólnie dostępne i niedrogie,które wspomagają procesy zdrowienia organizmu,powstrzymują procesy degeneracyjne(uwaga:wg oficjalnej wiedzy siatkówka i nerw optyczny nie posiadają zdolności regeneracji),a nawet jedno i drugie.(p.studia AREDS dotyczące luteiny oraz studia WAFACS dotyczące zastosowania kompleksu vit.B (z naciskiem na Vit.9-pirydoksynę,B12-cyjankobalaminę ooraz B6-kwas foliowy).Czy te informacje są z radością rozpowszechniane przez środki masowego przekazu?

-po drugie-że polscy pacjenci nie mają również dostępu do szerokiej informacji o całej gamie  środków stosowanych również w tym przypadku na tzw.Zachodzie-p.wyżej.

-po trzecie-że jakoś umyka uwadze panikarzy,że wśród grupy wiekowej 65-74 statystycznie AMD dotkniętych jest ok.10%,zaś w grupie 75-85 lat-jest to ok.30% ORAZ że AMD-a przynajmniej jego „sucha” forma- niekoniecznie prowadzi do całkowitej ślepoty-najczęściej kończy się poważnym ograniczeniem możliwości widzenia,zaburzeniem w widzeniu kolorów,zanikiem odczuwania kontrastu,problemem z adaptacją do zmiennych warunków świetlnych, podwyższoną MOżLIWośCIą utraty wzroku-co oczywiście nie oznacza,że należy ją pozostawić samej sobie-o nie,trzeba wzmacniać narząd wzroku,najlepiej naturalnie,trzeba też pofatygować się do okulisty po dokładną diagnozę (oby:-)), aby wiedzieć,jak bardzo musimy się zmobilizować do ratowania widzenia.ALE TO WSZYSTKO MOżNA ZROBIć BEZ NACISKU STRACHU.

Jak bardzo cenną jest możliwość patrzenia,nikogo nie muszę przekonywać-inna sprawa,że wielu mających podobno oczy wydaje się nie używać ich w pełnym spektrum a korzystać zaledwie wycinkowo.I tak,zanim przejdę do sedna materiału,chciałam tylko ze smutkiem zaapelować o więcej obiektywizmu na niektórych (na szczęście nie wszystkich)  stronach  tzw.wolnościowych, które chwała Bogu i ludziom je tworzącym,że są,dobrze również,że prezentuje się tam zróżnicowane poglądy i nie owija w bawełnę,ALE:o ile nie przeczę ani nie pochwalam roli wiadomych klanów w polityce i gospodarce światowej,która od lat dotyka również boleśnie Polskę,o ile nie akceptuję agresywnej polityki wobec narodów nie chcących poddać się ww.klanom,to nie bardzo rozumiem-choć może nie mam racji,ale nie bardzo rozumiem generalizowanie i uogólnianie ludzi pod względem pochodzenia,rasy-przecież nikt nie ma wpływu na to,w jakim narodzie się urodził!

Czy naprawdę można sobie pozwolić na stwierdzenie,że wszyscy Zydzi(„żydzi” piszemy z małej lub dużej zależnie od tego,czy mamy na myśli wyznawców judaizmu czy ludzi uważających się za przynależnych do narodu żydowskiego)popierają politykę-szczególnie zagraniczną-Izraela?Przecież to niesprawiedliwe.Przecież to nie jest prawda.   

To tak,jakby powiedzieć,że wszyscy Niemcy-łącznie z tymi urodzonymi po wojnie- mordowali Polaków.Ilu Zydów jest wśród pionierów tworzenia stron informujących o podłożu polityki światowej?Ilu ma polityki Izraela powyżej uszu?Ilu nawołuje do niepoddawania się systemowi zniewolenia?Nawet wśród twórców WordPress,z którego chętnie korzystamy (korzystają też ludzie nienawidzący Zydów za samo pochodzenie),są ludzie pochodzenia żydowskiego,a przecież jest to platforma wybitnie tolerancyjna,platforma podtrzymująca wolność słowa, ognisko myśli niezależnej i często źródło rzetelnej informacji o rzeczach,o których nie usłyszymy w pozasieciowych mediach,jakkolwiek też często należących do koncernów międzynarodowych z większościowym udziałem osób narodowości żydowskiej.Proszę Państwa,rasa,narodowość,kolor skóry nie powinny być wyznacznikiem odpowiedzialności za całe zło tego świata.Nawet,jeżeli zdajemy sobie sprawę,że faktycznie na górze systemu są głównie osoby danego pochodzenia,to nie możemy przez to potępiać ani WSZYSTKICH z góry (wyłamuje się wcale niemało,inaczej nigdy nie mielibyśmy tych informacji,które mamy) ani ludzi z pozostałych warstw-a są wśród nich też zamożniejsi,wspierający zdrowe myślenie (czasem potrzeba czasu,aby coś pojąć-inna rzecz,że wielu rzeczy,które zostały zepsute,nie da się naprawić i nie zmieni tego żadna,ale to żadna dobroczynność),którzy podobnie walczą o wolność od tego samego systemu.Rzucając kalumnie na absolutnie wszystkich ludzi konkretnej rasy wykonujemy dokładny plan „góry”:wzniecanie nienawiści na dole,podżeganie jednego przeciwko drugiemu,poddajemy się prowokacji-takiej samej,jaka miała miejsce czasie każdej wojny-TAK,ostatniej również!

Naprawdę nie chciałam poruszać tu spraw politycznych,ale widząc narastającą chęć do generalizowania,do podciągania wszystkich pod jeden mianownik-nie mogę oprzeć się wyrażeniu swojego zdania,szczególnie w artykule o wzroku.

A co do zdrowia oczu naszych….

Dobrze,kiedy w sypialni mamy możliwość obudzenia się wschodzącym słońcem-to bardzo pomaga nie tylko obudzić się o świcie bez „dzwonów”,ale i łagodnie harmonizuje nasz naturalny rytm.Poranne światło otwiera nasze oczy życiem.W kulturach Wschodu praktykowane jest „powitanie słońca”-w różnych formach,od oddechów w stronę wschodzącego światła (lux aex Orient),pobierających energię na cały dzień,po….skłony tyłem w stronę słońca:-)).

Ważne,aby energię Wschodu,energię początku wpuścić do organizmu.

Przypominam,że nie należy patrzeć bezpośrednio w słońce.

Plamka żółta-macula lutea,znajduje się praktycznie w środku siatkówki (retina),ma ok.pół centymetra przekroju i jest tym miejscem,w którym występuje największa gęstość,nagromadzenie komórek „widzących”:-),tzw.czopeczków:-).

Dokładną budowę oka można sobie obejrzeć w dobrych atlasach anatomicznych oraz oczywiście w necie,ale żeby ją nieco przybliżyć….

Gałka oczna składa się z trzech oddzielonych od siebie warstw tkankowych:mocnej,nieprzezroczystej warstwy zewnętrznej(Sclera-twardówka,w przedniej,widocznej części oka przechodzi w rogówkę),w której rogówka działa jak przezroczyste okno,naczyniówki (choroidea)-bogato unaczynionej i mocno pigmentowanej,aby promienie światła nie przenikały aż do dna lub reflektowały wewnątrz gałki ocznej,oraz wrażliwej na światło siatkówki(retiny)-jakby dywanu utkanego z nerwowych włókien z wysokowyspecjalizowanymi zakończeniami-pigmenty znajdujące się na końcach tychże włókien-tzw.fotoreceptory zmieniają swój skład chemiczny zależnie od długości fal i intensywności padającego na nie światła.W czasie tych przemian wysyłane są impulsy do nerwu optycznego i stamtąd dalej,do centrum wzrokowego w mózgu, odcyfrowującego to,co zostało zobaczone.Prawda,że proste a jednocześnie cudowne?:-))Te dostrzeżone obiekty są następnie projektowane „przez głowę”:-)-to najprostsze,co wpadło mi na myśl-na siatkówkę,jednakże już właściwie podjęte przez mózg,ponieważ:określone włókna nerwu optycznego krzyżują się,zanim osiągną mózg.Siatkówka może być bardzo łatwo uszkodzona,na przykład przez zniszczenie naczynek w naczyniówce lub podniesienie wewnętrznego ciśnienia w gałce ocznej.

W mroku,który stymuluje ok.125 milionów pałeczkowatych/sztabkowatych/pręcikowatych (obie formy dozwolone,zależnie od punktu widzenia:-))receptorów na skraju siatkówki,widzimy monochromatycznie.widzimy stopniowanie od stłumionej bieli,przez szarość do czerni.W jasnym świetle,stymulującym około 7 milionów czopkowatych (teraz już inne) receptorów w siatkówce,widzimy kolorowo i o wiele ostrzej.Są trzy rodzaje „czopeczków”,odpowiedzialnych za kolory-one reagują różnie,zależnie od warunków,bodźców.Wrażliwy na światło pigment rodopsyna,który otrzymują, regeneruje się we śnie,w procesie,do którego prawidłowego cyklu niezbędna jest Vitamina A.”Czopeczki” są w pełni funkcjonalne ok.9 do 12 miesięcy,w przeciwieństwie do „sztabek/pałeczek/pręcików „,które,otrzymawszy inny pigment, muszą  odnowić się po ok.dwóch tygodniach.

Do ca.45 roku życia przebiega ten proces-jeżeli nie jest zakłócony niczym szczególnym-bardzo sprawnie.Potem regeneracja przebiega coraz wolniej.Przy ciężkich zakłóceniach w organizmie może dojść do zwyrodnienia plamki żółtej.

I tak doszliśmy do centralnego przedmiotu tego wpisu.Dokładnie w środku plamki jest maleńkie zagłębienie-ośrodek najostrzejszego widzenia-Fovea centralis.Tu leżą (czopkowate) fotoreceptory-komórki światłoczułe, gęściutko obok siebie-są odpowiedzialne za widzenie kolorów.Wokół wgłębienia znajduje się ok.1,5 milimetrowa strefa pałeczkowatych (tych samych,o których wspominałam ogólnie) komórek-(teren tzw.perifovea)ważne dla widzenia w nocy.Między perifovea a fovea centralis leży cienka warstwa,ok.półmilimetrowa -parafovea,prawie nie posiadająca pałeczkowatych komórek.

Strefa siatkówki rozciągająca się wokół plamki-periferia-jest bardzo wrażliwa na ruchy i wszelakie przeszkody.

W tej strefie są one przyjmowane i lokalizowane najdokładniej.Mówiąc „po polskiemu”:-),kiedy peryferia siatkówki(siatkówka-od łac.rete-sieć,tu:warstwa wyspecjalizowanej tkanki nerwowej,miejsce przekształcania światła w impulsy nerwowe (p.wyżej) oraz „przerobu” i rozprowadzania wytworzonych impulsów,jak i różnych struktur wsparcia niezbędnych do utrzymania w równowadze funkcji odpowiedzialnych za powstawanie bodźców oraz przetwarzanie ich….ufff,mam nadzieję,że streściłam:-) ) rozpoznaje ruch lub przeszkodę,jest się zmuszonym przyjrzeć się dokładniej,aby ewentualnie mieć szansę szybkiego reagowania na np.zagrożenie.

Jeżeli jest bardzo ciemno,mamy z reguły nieostry obraz (pomijam ciemność całkowitą:-)lub pomroczność jasną:-)). Spójrzmy wówczas nieco obok jakiegoś punktu,który jesteśmy w stanie dostrzec,mimo,że jest nieostry,a obraz  się uwyraźni-to wynik związku z wymienionym podziałem komórek „widzących”.Jest b.ciemno-nie rozróżniamy już kolorów…”w nocy wszystkie koty są czarne”:-)

Ludzie cierpiący np.na retinitis pigmentosa nie widzą w nocy w ogóle.Co to jest?To dotyczy tzw. „pigmentowanej siatkówki”,w której odkłada się stopniowo coraz więcej czarnego pigmentu( w tej przypadłości pomocne mogą być homeopatyczne -Nux vomica C6 lub Phosphorus C6,przy czym,jeżeli w ciągu miesiąca nie zaszłaby poprawa,wtedy trzeba ustalić inne postępowanie).

Cała siatkówka ma,wspomniane już ok.siedem milionów komórek „od kolorów” i 125 milionów „sztabkowatych”,od widzenia w ciemności.Po zewnętrznej stronie siatkówki leży tzw.epithel(z gr.epi-na,ponad,thele-matczyna pierś) pigmentowy-RPA(i nie chodzi tu o Republikę Południowej Afryki:-),zawiadujący m.in. przerabianiem odrzuconych,zużytych (!) komórek „sztabkowych/pałeczkowych/pręcikowych” oraz osłanianiem od wpadającego światła,przenikającego całą siatkówkę,aby nie wpadło bezpośrednio w naczyniówkę.

Siatkówka jest zaopatrywana przez choriokapilary(naczynka naczyniówki-chorioidea) i własne naczynia rozgałęziające się w warstwie włókien nerwowych-to bardzo ciekawe naczynia-autoregulanty,czyli samoregulujące się,co oznacza,że mogą zmienić np. przekrój aby dostosować się do aktualnego przepływu krwi.Jeżeli,np.mamy za mało tlenu we krwi-one się rozszerzają.

Naczyniówka potrzebuje mnóstwo tlenu,ponieważ jej kapilary są naczyniami końcowymi.

Naczyniówka-znajdująca się między siatkówką a twardówką-to główne źródło zaopatrzenia zewnętrznej partii siatkówki w krew i substancje odżywcze.

Tzw.przeszkody,zamknięcia,prowadzą do natychmiastowego zawału przynależnych obszarów.Ciśnienie jej kapilarów leży powyżej ciśnienia wnętrza oka,w naczyniówce z kolei mamy większą objętość krwi aniżeli w siatkówce.

Wyższy przepływ krwi w naczyniówce w obszarze siatkówki służy utrzymaniu stałej temperatury-to ważne,aby odprowadzić ciepło powstające w procesach fotochemicznych na zewnętrznej warstwie siatkówki.

To skrótowo o wspomianych warstwach-teraz wejdźmy parę milimetrów dalej,do miejsca w siatkówce,w którym jesteśmy…..ślepi.Tu nie ma już komórek „widzenia”.To tzw.”plamka ślepa” -discus nervi optici,Papilla(rodzaj wzniesienia,uwypuklenia,na nim nie ma fotoreceptorów,stąd „plamka ślepa”) nervi optici,gdyż dwie nazwy są tu akurat właściwe.To część,przez którą wchodzi i „wychodzi” nerw optyczny,centralne naczynia naczyniówki.

Przypuszcza się,że siatkówka jest bezpośrednim „wyłogiem”,”wypustką”,tworem mózgu,wytworzonym w toku ewolucji a plamka ślepa tylko jej uzupełnieniem,choć bywają hipotezy,że to twór rogówki:-)

W przypadku zaburzeń z plamką żółtą w roli głównej mamy do czynienia najczęściej z czterema typowymi jednostkami chorobowymi,czyli z grupą nieprawidłowości:

-Retinopatia centralis serosa=chorioretinopatia c.s.-przypominam,iż nazwy łacińskie podaję,aby ułatwić orientację w „magicznym piśmie” na skierowaniach,rozpoznaniach itp.,które bywają ;-)nieprzetłumaczone na „polski pacjentowski” a napędzają ludziom sporo strachu.

RCS występuje najczęściej u mężczyzn między 30 a 50 rokiem życia (co nie oznacza,że „u większości”!).Przez niewielkie „załamanie”,uszkodzenie,część płynów z naczyniówki dostaje się pod siatkówkę.Przyczyny do dziś nie są jednoznacznie określone,ale w „normalnych” 🙂 wyjaśnieniach dominuje stres w znaczeniu psychicznym,jak i przemęczenie fizyczne-krótko:naczynia nie wytrzymują nacisku w jakiejkolwiek formie,nacisku,który trwa za długo.Prawda,że logiczne?

W ww.przypadku pacjent obserwuje od małych plamek po wielkoobszarowe,rozmyte obrazy…czasem jedno i drugie.

Zdolność widzenia jest jednakże w niewielkim stopniu ograniczona i może być korygowana okularami-SŁABYMI okularami.

Co ważne,to zaburzenie może się SAMO cofnąć w dwa do trzech miesięcy a bywa,że szybciej,czasem jednak pacjent kierowany jest na zabieg laserowy.Ważne,aby znać dokładną diagnozę,proszę Państwa i tutaj znajomość adresu DOBREGO okulisty lub…irydologa mającego doświadczenie również w okulistyce (co nie zawsze,niestety,chodzi w parze:-))jest niezbędna.

-Juvenilna degeneracja plamki żółtej-STGD (Morbus Stragardt’s,Stargardt’s disease,autosomalne,recesywne siatkówkowe zaburzenie),oraz  dystr.żółtkowata plamki,Besta (Morbus Best,vitelliform macular dystrophy,żółtkowate zwyrodnienie plamki,opisał Best-1905)wiązane są z genetycznymi obciążeniami.W obu przypadkach mamy do czynienia z niewielkimi ograniczeniami zdolności widzenia prawie lub w ogóle nie dającymi się korygować szkłami.Juvenile STGD występuje mdz.10 a 25 rokiem życia i wtedy oglądając dno oka widzimy maleńkie,czasem ciekawie a nawet dziwacznie ukształtowane plamki żółte-inaczej niż przy „Beście” ,gdzie obserwujemy przekrój papilli,przypominający jajko wrzucone na patelnię:-), co ma dalszy ciąg,jeżeli wada się pogorszy-wtedy z „sadzonego” widzimy „jajecznicę”.

W tym ostatnim przypadku powstają widoczne blizny-obie te wady występują wyłącznie w jednym oku,w przeciwieństwie do pierwszej-ale w przypadku pierwszej do zmian w oku drugim dochodzi zaledwie w ok.10-20% zaistniałych jednostek chorobowych.

-AMD-Age-Related Macular Degeneration)-uwarunkowana wiekiem degeneracja plamki żółtej jest czwartą i niestety,najczęściej spotykaną przypadłością.Z niej wyróżniają się dwie formy:sucha i wilgotna,zwana też wysiękową.Przy suchej przyczyną jest atrofia epithelu pigmentowego (ok.80%),której przyczyną oficjalnie jest wiek,cukrzyca,krótkowzroczność) stąd zwana jest też formą atroficzną.Mniej więcej od 60 (bywa,że wcześniej) roku życia odkładają się złogi między siatkówką a naczyniówką,w dolnym obszarze-automatycznie te strefy pozbawione są idealnego dotąd odżywienia.Przemiana materii jest zakłócona,co prowadzi do szybszego obumierania komórek.Ta forma zaburzeń występuje częściej u kobiet niż u mężczyzn….Faceci mają więcej komórek w siatkówce……nie da się ukryć:-)Sucha postać AMD rozwija się o wiele wolniej od „mokrej”,powoduje też mniejsze uszkodzenia.O zwyrodnieniu można myśleć obserwując,że linie proste nagle zaczynają nam w oku „falować”,kontury przedmiotów są zamazane,niewyraźne,tracimy poczucie kontrastu-p.wyżej.

Postać „mokra” występuje,kiedy oko rozpaczliwie broni się przed niedokrwieniem(ruszać się moj Drodzy,ruszać się) tworząc dodatkowe naczynia krwionośne,co niestety w tym przypadku oznacza problem z nadmiaru;-)Interwencje laserowe niestety,nie poprawiają w tym wypadku jakości widzenia a zaledwie nieco hamują na pewien czas postęp choroby,choć nie jestem pewna,czy można to określić w ten sposób,czy też nazwać rzecz tak,jak ją widzę:nie wiem,po co laser w tym przypadku.Dlaczego nie PVT?-Photodynamic Therapy,szeroko stosowana na Zachodzie i mniej inwazyjna od tradycyjnych laserów.Nie słyszałam,aby wymieniano ją szerokim rzeszom pacjentów jako ogólnie dostępną metodę,choć „nasłuch” mam niezły:-)

Jeszcze o „mokrym” zwyrodnieniu,dotyczącym około 15 do 20% chorych ze zdiagnozowanym zwyrodnieniem plamki ż.Bywa-nawet z reguły-że zwyrodnienie mokre jest poprzedzone trwającym latami zwyrodnieniem „suchym”.Ciało dąży do rozłożenia złogów-do tego angażuje się krew też przez siatkówkę i naczyniówkę.Jako,że przemiana materii u tych ludzi nie przebiega już w najlepszym rytmie,może dojść do zwężeń i zamknięć maleńkich naczyń w obrębie siatkówki-wtedy organizm tworzy nowe naczynia,które jednak mogą łatwo się uszkodzić a wtedy krew przenika do siatkówki.Taka sytuacja może doprowadzić do nagłego pogorszenia widzenia w danym oku a nawet oślepnięcia.Można sobie pozwolić na stwierdzenie,że wysiękowa forma AMD jest najgorszą ze wszystkich,ale nie tak częstą w populacji,jak to się ostatnio znowu usiłuje społeczeństwu wmówić.

Mimo rzadkości występowania,wszyscy powinni mieć (DOBROWOLNą) możliwość sprawdzenia jakości wzroku i to w dobrze wyposażonych gabinetach-akurat okulistyka ma sporo miejsca do popisu,czego zdają się nie dostrzegać decydenci.Tam,gdzie przeciętnemu człowiekowi,samemu ciężko jest stwierdzić poziom zaburzenia-tam jakoś nikt nie dąży do zaoferowania szerokiej diagnozy na koszt płaconych latami ubezpieczeń-bo przypomnę,że leczenie nie jest ZA DARMO-to Państwa ciężko zarobiona kasa,którą oddaliście wcześniej na system ubezpieczeń.

Muszę podkreślić,iż przede wszystkim w formie mokrej AMD istnieje kilka stadiów choroby-to ważne,by ustalić poziom degeneracji a kto ma możliwość badania w domu np.dna oka:-)i jeszcze właściwej jego interpretacji?

Zeby nie było za smutno:na Zachodzie stosuje się w terapii AMD naturalne,roślinne enzymy -już od lat,które pomagają oczyścić ze złogów i odbudować ekstracelularną przestrzeń.Podobne i te same enzymy znajdują się w wymienionych produktach,jednak w razie,gdyby ktoś sobie życzył,podam ich nazwę.Nie zapominajmy o zielonej herbacie-jest tradycyjnie przepisywana przez znawców w AMD-głównie w kapsułkach,ale kto pije ją codziennie,nie musi brać dodatkowo,mimo opowieści o większej koncentracji ” a więc większej skuteczności”-tak,koncentracja większa,ale wspomnijmy,że preparaty przemysłowe nie zawsze są tak dobrze przyswajalne,jak substancje nieprzetworzone podawane w sposób naturalny.Po przemysłowe sięgamy albo wtedy,kiedy niezbędny jest szybki efekt lub kiedy nie mamy dostępu do środków naturalnych,lub w obu przypadkach.Ważne-przy braniu np.środków rozrzedzających krew nie powinno się brać już dodatkowo enzymów.

W przyczynach występowania tych form degeneracji narządu medycyna szkolna upatruje wieku i winy genów-połowicznie można przyznać jej rację,JEDNAKżE defekty genów nie powstają ” z niczego”,o czym wspominałam wcześniej a kiedy przyjrzymy się już „zachodniej medycynie” dokładniej,to dowiemy się,że znani okuliści przemrukują o „błędnych przekazach w systemie immunologicznym,powodujących jego niewłaściwe,kolejne reakcje”(AMD jest określane jako choroba autoimmunologiczna),o „mutacjach powodujących zakłócenia w organizmie”.Skąd mutacje?

Wśród przyczyn wymienia się zakłócenia w przemianie materii różnego rodzaju (też cukrzycę),otyłość (nie mylić z normalnymi,zdrowymi kilogramami),wysokie ciśnienie,ostre światło (też sztuczne-p.”energooszczędne” wampiry:-) żarówkowe)ale przede wszystkim:faktory psychiczne,stres oksydacyjny, monotonne  pożywienie,brak ruchu .Skądś to znamy?To dlaczego wciąż sobie to fundujemy?

Ale nie tylko my sami zawdzięczamy sobie różne zaburzenia-o nie.Kiedy udamy się w środowiska okulistyczne nieco dalej,dowiemy się również,że…..O rany,znowu????Niektóre farmaceutyki mogą powodować procesy degeneracyjne oka???OKA TEż???Jak mogą nie mieć udziału,jeżeli substancje chemiczne są źródełkiem wolnych rodników a wolne rodniki są m.in.odpowiedzialne (p.wyżej) za zwyrodnienia w obrębie siatkówki? 

Wcześnie pomóc możemy sobie w większości przypadków obserwując wszelkie pojawiające się anormalności w widzeniu,w przypadku zwyrodnienia plamki ż.mamy też do domowego użytku tzw.test Amslera.Okulista w przypadku podejrzeń może zlecić np.tomografię oka-OCT,mniej inwazyjną od angiografii,test Pelli-Robson.

Gdy nie możemy pomóc sobie wystarczająco wcześnie i tak nie ustawajmy w dopieszczaniu naszego organizmu odpowiednią dietą,a więc szczególnie w temacie zdrowych oczu powinny się tam znaleźć:

-czarne jagody (antocyjanozydy-przeciwutleniacze)

-dynia

-imbir

-czosnek

-buraki

-seler

-winogrona

-maliny

-stosowany jest też wyciąg z miłorzębu-gingko bilobae,ale to akurat należałoby ustalić z ….osobą znającą się na rzeczy:-) indywidualnie

-mnóstwo innych zieloności,jak np.szpinak,ale wymieniać by długo a ważne jest też,czego w skłonności do zwyrodnienia plamki ż.lub słabości wzroku ogólnej jeść NIE powinniśmy,a są to:

-soda

-olej canola

-margaryny

-potencjalna retinalna toksyna,czyli glutaminianu sodu…nie zastanawia Państwa,że już w 1996 GDZIE INDZIEJ wiedziano o właściwościach glutaminianu,a w PL w większości NIE?Prawda,że sito jest gęste?

Ważne-ograniczać alkohol oraz papierosy.

Pewnie niektórzy są ciekawi,jakież to farmaceutyki mogą wpływać na degenerację plamki żółtej?Proszę sięgnąć do czerwcowych numerów np.”Archive of Ophtalmology” z 2005-tam dowiedzą się Państwo,jak BARDZO mogą pewne specyfiki na narząd wzroku wpłynąć.A tym,którzy nie mają czasu,skrócę męki oczekiwania:

-hydroxichloriquine sulfate (zawsze proszę zwracać uwagę na nazwę chemiczną leku (lub międzynarodową, zawierającą zwykle nazwę chemiczną lub jej część,podaną zaraz pod nazwą handlową),który Państwo trzymają w dłoni-nie tylko na nazwę handlową-może się zdarzyć,że otrzymują Państwo tę samą substancję pod różnymi nazwami.

Otóż hydroxichloriquine (Arch.of Ophthtalmology) powoduje „nieodwracalne uszkodzenia plamki żółtej”.A kiedy jest przepisywany?A głównie przy reumatyzmie.

-chloridine-specyfik stosowany przy niskim ciśnieniu 

-tzw.NSAID-non-steroidal-anti-inflammatory drugs-popularne „chemiki” przeciwzapalne,np.aspiryna,ibuprofen, nawet acetaminophen,który teoretycznie NSAID nie jest.

P.S.A żeby nie było,że zapomniałam o powodzianach:na komary świetny jest olejek goździkowy (sprawdzić,alergicy!), wysmarowane nim framugi drzwi,okien są niezłą zaporą dla „krwiożerczych bestii”,można nim też delikatnie potrzeć ubranie-na skórę nie polecam,chyba,że nas boli ząb,wtedy lekko rozcieńczony z olejem np.winogronowym wysmarować ząb i…nie dziwić się,że nie boli.Z dostępnych na rynku polskim olejków swobodnie do celu odstraszenia komarów (choć ja nie bałabym się użyć w przypadku bolącego zęba(uwaga-NIE połykać!) jest -wg napisu na opakowaniu naturalny- preparat firmy „Sabana”.Do pomieszczeń używam i jest ok.

Lektura:

Arch.of Ophtalmology,1996-June,2005,plus 2006,2007

 w w w .nei.nih.gov,(National Eye Institut)

w w w.eyesight.org (Macular Degeneration Foundation)

w w w.macular.org (American Macular Degeneration Foundation)

Hans-Werner Hunziker „Im Auge des Lesers:Foveale und Perihphere Wahrnehmung…..”,Zurich,2006

w w w .dog.org (Deutsche Ophthalmologische Gesellschaft-Niemieckie Towarzystwo Oftalmologiczne)

C.Schucker,C.Ehlken,G.Antes,N.Schacker,HJ.Agostini,L.Hansen,M.Lengemann „Evidenzbericht:Therapie der altersabhangigen Makuladegenrationen”

Konversionlexikon,Meyers,1888

Posted in okulistyka na zielono, zdrowie | Leave a Comment »

GMO albo życie.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 9, 2010

Dzisiejszy człowiek śmieje się z błędów swych przodków i  z dumnym zadufaniem zabiera się do szeregu nowych błędów,z których śmiać będą się jego następcy.Mikołaj Gogol

Die Welt (05.06.2010,”Czy przemysł farmaceutyczny płacił za panikę przed świńską grypą”?(tł.własne)-nieco późno,ale lepiej późno niż wcale:-)napisał o wyniku poszukiwań brytyjskich dziennikarzy współpracujących z British Medical Journal (wymienianym tu wielokrotnie) zakończonych „odkryciem”,które „mogłoby być skandalem”!-Prawda,że ostrożnie?:-)Odkrycie mówi o przynajmniej „trzech ekspertach WHO uczestniczących w ustalaniu wytycznych w sprawie „świńskiej grypy” a jednocześnie stojących na liście płac GSK (Glaxo…. i Roche”.Niech ja sobie przypomnę….czyje to były szczepionki „ratujące życie”?:-))))))Dobrze,że nie dostało się portalom internetowym wietrzącym zapaszek już dawno i -co najważniejsze- o czasie:-)-widocznie media oficjalne zaakceptowały wreszcie gorzkie lekarstwo i zrozumiały,że właśnie dzięki ludziom je prowadzącym świadomość pozwoliła ludziom uchronić swoją skórę.

Osobiście mam jeszcze jeden powód do radości,gdyż kolejny raz dobry człowiek naprowadził mnie (dziękuję, Panie Macieju!) na wszechstronny,wolnościowy portal,prowadzony na dodatek z wyczuciem tematu.Na szczęście jest już popularny,ale wyrażając swoje zdanie o portalach niezależnych,nigdy nie zwracam uwagi na statystyki-interesuje mnie jakość a ta,po zerknięciu na portal w w w.prawdaxlxpl.wordpress.com   podtrzymuje we mnie ufność,że Polak potrafi:-).

Z innej beczki… 
 

Hesja (Niemcy) ogłoszona została landem wolnym od GMO.Nie ona jedna.Być może wkrótce całe Niemcy będą wolne od roślin stworzonych w laboratoriach a przeznaczonych dla istot stworzonych naturalnie.Byłoby pięknie. Byłoby,gdyż Komisja EU pracuje właśnie nad zmianą w dopuszczaniu GMO w krajach unijnych…zmianą na korzyść GMO producentów.Niemcy swoje wiedzą,w międzyczasie liczba organizacji i stowarzyszeń przeciwko mutowanym produktom (gdyż nie nazwę tego pożywieniem) wzrosła,liczba świadomych również,jednak firmy też swoje sprzedać muszą,zapowiada się więc interesująca debata.

Między słowami (dyskusji o nowych zamierzeniach EU) zapytano mnie,dlaczego nie napiętnuję wprost,po nazwiskach, szczególnie agresywnych,funkcjonujących w obszarach hipotez i sugestii,płatnych wyznawców koncernów-bo nie nazwę już chyba tego „wyznawaniem medycyny szkolnej”-nie,medycyna szkolna potrafi być użyteczną i nie należy generalizować opinii o jej użytkownikach.Wydawało mi się,że dotychczasowe prowadzenie strony to wyjaśnia,ale…..

Udzieliłam kilku odpowiedzi i mam nadzieję zakończyć nimi temat(nie po raz pierwszy:-)),który wydaje mi się bezowocny,gdyż zanim przystąpiłoby się do jakiejkolwiek debaty z ludźmi mającymi innych za głupszych od siebie,negującymi wiedzę tysiącleci,należałoby ich po prostu wyleczyć lub zapoznać z tą wiedzą,jako jednak,iż to ostatnie wydaje mi się mało wykonalne wobec perspektywy pracy z istotami zaprogramowanymi wyłącznie na wdrukowane im racje oraz liczbę zer na koncie,” nie chce mi się o tym gadać”:-)

Co do odpowiedzi:

1.Ponieważ nie jestem jedną z tych osób.

2.Ponieważ wiem,że są rzeczy,których zrobić nie potrafię i nie chcę-nie należy to do mojego poziomu kulturowego.(zaznaczam-nie mówię,”gorszego” czy „lepszego”,po prostu-nie mojego)

3.Ponieważ trzeba im raczej pomóc.Leżącego-a na to wskazuje poziom postępowania agresorów- się nie kopie.I to jest rzecz ETYKI,którą najwyraźniej też należałoby danym egzemplarzom przybliżyć.

Swoją drogą-nie można się na nich obrażać,gdyż swoją pracą rujnują świat medycyny bezwzględnej,medycyny nieczułej i powierzchownej,medycyny oficjalnej tak dogłębnie,że dzięki nim coraz więcej osób decyduje się od niej odejść.Nie istnieje dla nich pojęcie zdrowej konkurencji,czyli-niech wygra lepszy-ba-w ogóle nie istnieje kwestia konkurencji-znają „jedyne słuszne zdanie”-ICH zdanie.Ale świat nie jest jednolity:-)Pocieszam więc Wszystkich zmartwionych atakami na medycynę naturalną-nie przejmujcie się,róbcie swoje.Ja już nawet nie wiem,czy można nazywać te podchody mające na celu podważyć zaufanie do natury „prymitywnymi”,ponieważ cywilizacja europejska określa per „prymitywne” często plemiona,szczepy nie podlegające jej,co nie oznacza,że nie są one o niebo mądrzejsze i kulturalniejsze od Europejczyków.Obrusza nas to?Indianie-ci żyjący jeszcze w najprostszych warunkach,nigdy nie zdecydowaliby się obrazić bliźniego-obojętnie-białego czy ziomka.Nie kłócą się.Wspólne dobro jest dla nich najważniejsze-przedkładają je nad własne.Nie klną,nie są wulgarni,ani agresywni,kiedy coś im się nie uda-śmieją się z tego-następnym razem będzie lepiej.(Pozdrawiam gorąco Polską Szamankę- Panią Beatę Pawlikowską:-)),która troszczy się od lat o przybliżenie KULTURY Indian podobno cywilizowanej Europie.

I do tematu:-)   

O „Amflorkach” wypowiedziało się już wystarczająco wiele mądrych ludzi,pozostaje mi więc zajęcie się mało rozpowszechnianą stroną GMO….Mało rozpowszechnianą w oficjalnych źródłach-w mniej oficjalnych jej nie brakuje,jednak,ze względu na to,że informacji nigdy dosyć,postaram się i ja do wspólnego zdrowia dołożyć pamiętając,że obiecałam uargumentować niestosowność:-) rozpowszechniania GMO w naturze.

W cyklu o homeopatii i szczepieniach wspominałam o przemianie materii,o wertykalnych związkach,o roli naturalnego,całościowego postępowania z organizmem.Warstwowość holistycznego myślenia,jego wynik,pozwala przenieść się na wyższe poziomy bytu i ekosystemu.

 Hasłem jest przemiana materii.

Technice pozostaje w tym przypadku powściągnięcie swego impetu-w tej materii narobiła za dużo szkód. 

Spojrzenie na zdrowie z perspektywy warstwowości pozwala nam odnieść wyniki działań medycyny do struktur społeczeństwa i ekosystemu.

Np.,zaśluzowanie,czyli zaśmiecenie niewłaściwym pożywieniem przemiany materii równa się chorobie w organizmie człowieka i w ekosystemie także.I tu i tam-śmieci.

Odnieśmy pojęcie milieu do poziomu socjalnego-otoczenie,obejście się różnych grup ze sobą nawzajem…..Czy nie prowadzi to do zaburzeń w ekosystemie?Symptomy chorób ekosystemu to ekscesy klimatyczne, ogólny zły stan zdrowia ludności,zwierząt,roślin, powszechna frustracja,konsumpcja narkotyków (przy czym chodzi mi nie tylko o tzw.”syntetyczne narkotyki ciężkie”, ale narkotyki spożywane codziennie jako „żywność”, np. cukier czy konserwanty,polepszacze smaku itp.)i wzrost przestępczości.Do tego dochodzi nieodpowiednie obchodzenie się ze źródłami energii i śmieciem.Atomowe odpady.Budowa potężnych wiatraków,których wykonanie pochłania więcej energii i pozostawia więcej produktów ubocznych-łącznie z działaniem na ludzi i zwierzęta,aniżeli faktycznych korzyści dla człowieka jako istoty żywej i środowiska-wystarczy spojrzeć na ilość ludzi protestujących przeciw farmom wiatrowym na Zachodzie(p.dr Nina Pierpont),aby wiedzieć,że oni już doświadczyli tego „dobrodziejstwa” i wysunęli wnioski.

Całe to zaśmiecenie stało się na świecie problemem kwantytatywnym-to kwestia miary,dietetyki w pierwotnym znaczeniu tego słowa.

Każdy system egzystuje wyłącznie przez przemiany/wymiany,przez ” w górę i w dół” wertykalnego prądu informacyjnego,z różnym od zera bilansem entropii.

Każda istota pobiera materiały i wydala je,ale najpierw oddziela wyższą informację (porządek,struktura,energia)niż te wydalane-bierze więc więcej informacji niż oddaje.

O zawartości informacji istoty nie jest wiele powiedziane,a tylko o tym,że biorca otrzymuje okazję,aby nadmiar informacji użyć do budowy swojej struktury.

 Do tego służą też czasowe zmiany.

Entropia nie jest realną rzeczą a abstrakcyjnym pojęciem stworzonym do formalnego opisu informatywnych związków,porządku,struktury i czasu-jaką rolę grają przy technicznych i naturalnych procesach a przy tym problemach z przemianą materii i środowiskiem.

Do tego pojęcie entropii nadaje się chyba najlepiej,ponieważ przekazane są w nim wszystkie relewantne czynniki i sprowadzone do wspólnego mianownika.NIESTETY-jest nadużywane i,nieukrywajmy,często błędnie stosowane, używane do „dodania naukowości” teoriom pustym,bez pokrycia ani polotu:-),do przyrzucenia niewiedzy przede wszystkim-bywa,że do….wypełnienia myślowej dziury-wtedy okazuje się komedią:-)

Samo słowo pochodzi z greckiego,nieco spolszczając fonetycznie byłoby to :entrope-en,czyli w,i -trope-zwrot,zmiana, przemiana.W encyklopediach,słownikach,znajdziemy tłumaczenie,że jest to „ekstensywny stan termodynamiki”,że „każdemu stanowi systemu termodynamicznego może zostać przyporządkowana wartość entropii”,że to funadementalna termodynamiczna wielkość,ale czy to,obok energii-najważniejsze pojęcie termodynamiki jest przeciętnemu człowiekowi przez to bliskie?

Nie będę się rozpisywać o roku 1712,w którym po raz pierwszy użyto parowej maszyny,aby pompować wodę w kopalni-potrzebowała mnóstwo paliwa:-),ale w podręcznikach tego raczej nie znajdziecie.Znajdziecie J.Watta,który ją ulepszył i 1764 uczynił sławną….NIE MAJąC POJęCIA O FORMALNYCH PRAWACH TERMODYNAMIKI.

A więc można BEZ teorii?:-)

Nie będę zajmować się Carnotem,który opisał proces cykliczny uwzględniając stopień działania-biedak młodo umarł,jego spuścizną zajął się Thomson….nie wiem,czy bardzo szczęśliwie:-)Nie opowiem też o Clausiusu,choć przydałyby się fizykom lekcje „luźniejsze”-bez ocen,zapoznające bogaciej niż dotychczas adeptów tej nauki z biografiami poprzedników.Skrótem od Clausiusa przejdźmy do jego formuły,że „nie istnieje cyklicznie pracująca maszyna,której jedynym działaniem byłby transport ciepła z zimnego do ciepłego rezerwuaru”.”Na polski”:1865 Clausius odkrył,że system w termodynamicznej równowadze,oprócz temperatury posiada jeszcze inną wielkość danego stanu (chciałam najprościej,ale chyba się nie da:-)) i nazwał ją entropią.Realne zmiany stanu są zawsze powiązane ze stratą energii,przez co podwyższa się entropia.

Naukowcy do tej pory nie mogą się porozumieć,czy słowo to użyte zostało przez Clausiusa po raz pierwszy,czy też istniało wśród badaczy wcześniej i to też temat intrygujący,gdyż,kiedy pójdziemy jego tropem,może się okazać,że Clausius jednak nie był pierwszym,ale cicho sza,pozwólmy profesorom spać spokojnie:-)

Od tamtej pory „entropia” zrobiła karierę,pokrywając przy okazji stany niepewności wielu uczonych mężów(i żon:-)i stała się miarą…..niewiedzy.

Ach,ważne-w przeciwieństwie do temperatury entropia jest ekstensywna-proporcjonalna do rozmiaru systemu.

Tak przy okazji tematu,to nietrudno dostrzec,za to trudno zaprzeczyć,że z biegiem czasu przybiera też zawartość DNA,co nie stoi absolutnie w sprzeczności z 2.zasadą termodynamiki,nie jest też argumentem ani za ani przeciw Darwinowi-prawda,że niezła szaradka?

Dla systemu nie pozostającego w równowadze,ale składającego się z subsystemów lub elementów,z których każdy pozostaje w swojej równowadze,można zdefiniować entropię jako sumę wszystkich entropii tychże subsystemów i nie będziemy w błędzie.(2.zasada termodyn.).,ale POD WARUNKIEM,że system nie ma możliwości wymiany ze światem zewnętrznym.

W systemie zamkniętym entropia (wg 2.zasady termodynamiki) musi przybrać.

Nasz świat nie jest oczywiście zupełnie,ale do pewnego stopnia i w pewnym wymiarze systemem całościowym, częściowo ograniczonym a więc oznacza to pod pewnymi warunkami stopniowe wymieranie,rozwiązanie struktury i porządku.

Często próbowano to podważyć w temacie procesów biologicznych,a jednocześnie ustalano,że obniżenie entropii też jest możliwym a podwyższenie jej oznacza nie tylko rozwiązanie struktury,ale jest wręcz do uzgodnienia z jej budową.

Nieporozumienia wynikają z tego,że nie uwzględnia się warstwowości natury ani nie rozróżnia między zewnętrzem a wnętrzem systemu.

Ma to związki z asymetrią wertykalnego prądu informacji i nieodwracalnością zdarzeń natury.

W popularnych publikacjach entropia równa się nieporządek,chaos,i jest jako „właściwe zastosowanie” przyporządkowywana jedynie fizyce.Dla innych systemów pozostaje pojęciem mocno problematycznym.Nic dziwnego-nie jest ona bezpośrednio mierzalną wielkością jak np.ciśnienie-tu dławi się i fizyka.

Pamiętajmy,że w przeciwieństwie do pierwszej zasady termodynamiki,druga przedstawia wyłącznie statystycznie 😉   usprawiedliwialne hipotezy.Pamiętajmy,że entropia nie może być obserwowaną w mikrosystemach-tu znowu kłaniają się hipotezy.

Z procesów natury większość ludzi interesuje przede wszystkim łańcuch pokarmowy,określony z grubsza:

Minerały-roślina-roślinożercy-drapieżcy-człowiek

Każda istota odżywia się tą z niższego stopnia.

Obieg polega na tym,że wysokoentropiczne wydalanie (eksport) wobec pobranego pożywienia jest użyte przez istoty głębszego stopnia.Stopień nie jest tu poziomem w hierarchii a miejscem w łańuchu pokarmowym.

Przez to rozwój entropii w środowisku jest minimalizowany.

Ponadto pewna część RESZTKOWEJ entropii może być eksportowana w coraz wyższe systemy warstwowości- o śmierci Ziemi lub Wszechświata,z powodu jej ocieplenia o którym nie mają pojęcia:-) jego najwyższe warstwy-nie może być mowy.

Zupełnie innego rodzaju są techniczne ingerencje w naturę człowieka zaślepionego pychą.

Tworzy się coraz więcej tzw.technologicznych cyrkli,wytwarza się w ogromnej mierze entropię:

-zużycie i strata energii

-wytwarzanie materialnych śmieci

Cóż to ma wspólnego z GMO?

Z pewnością już dawno Państwo wiedzą.

Wiadomo,że stopień działania technicznych procesów leży daleko poniżej odpowiednich procesów naturalnych.Z tym wiąże się udział straconej energii i wytwarzanie entropii w znaczeniu Clausiusa-więc klasycznym.

Materialne śmieci są specyficznie ludzkim zjawiskiem.Natura produkuje odpadów tyle,co nic.

Smieci wytworzone przez ludzi są miarą niszczycielskiego działania technologicznego cyrkla.

W ludzkiej przemianie materii śmieci to złogi-powód cvhoroby.Na wyższych stopniach ekosystemu jest dokładnie tak samo.Do tego dochodzi niszczenie obiegu natury-monokultury,nawozy sztuczne,herbicydy,insektycydy,wreszcie GMO.

Tu widzimy pełnię zasady entropii:obniżenie entropii przez produkcję wysoko strukturyzowanych dóbr przemysłu jest eskortowane przez wzrost entropii w środowisku i nie kompensowane już przez żaden działający obieg.

Recycling to mniej niż kropla w morzu potrzebnej naprawy środowiska.To wręcz kolejne marnowanie energii w celu otrzymania takiego samego lub podobnego produktu,jak na początku-patrz plastikowe butelki,polary itp.

Recycling wyłącznie po to,aby ponownie wytworzyć status quo ante?Ta energia,w 100 % stracona,idzie na konto entropii.

Wszystkie procesy obiegu zużywają energię,ale z nieporównanie większym stopniem działania.

„Efektywne” są nasze metody wyłącznie z punktu widzenia człowieka mającego na celu krótkoterminowy,ilościowy wzrost zysku i ignorującego wszelkie działania uboczne.

Bilansem jest katastrofa.

Całe zanieczyszczenie środowiska,to informatyczne reakcje wytężonego wysiłku samouzdrawiania Ziemi.

Zywy organizm reaguje wertykalnie,nie linearnie,jak nasza,pożal się Boże,”nauka”.Spójrzmy,jak bardzo wzrosła liczba ludzi gromadzących śmieci,w krajach zachodnich mówi się o nich wprost -(delikatne tłumaczenie:-)-„bałaganiarze”)w Niemczech „Messie”).W społeczeństwie przestaje funkcjonować wydalanie,co prowadzi do ogólnego zaśmiecenia.

To wzrost entropii w złym znaczeniu 2.zasady termodynamiki.

W naturze usuwanie śmieci to eksport entropii.

Wśród ludzi stało się to problemem.

Czy nie lepiej byłoby unikać śmieci zamiast je eksportować (w znaczeniu fizycznym oczywiście).Reparacja zamiast recyclingu?Wsparcie naturalnych procesów obiegu zamiast niszczenia ich oszukańczymi technicznymi metodami?

Zaśmiecanie świata odbija się przecież na wszystkich żywych organizmach,bardzo widać to na ludziach:

frustracje

letarg

uzależnienia

przestępczość….

A stosuje się medycynę paliatywną-nie sięga do źródeł.

Ludzie ciężko uzależnieni i kryminaliści rozwijają się w samym środku społeczeństwa,ale traktuje się ich jak osoby z zewnątrz,traktuje się ich antybiotycznie,wyłącznie karząc,piętnując (to,co stosuje się w leczeniu uzależnień nie nazwę leczeniem),wyrzucając na margines,NIE ZAPOBIEGAJąC.

Tak błąd medycyny przenoszony jest na całe środowisko.

Wsparciem naturalnego obiegu jest permakultura-tzw.stałe rolnictwo.Wsparciem jest zachowanie naturalnych roślin,istniejących od wieków i przystosowanych dla naszych organizmów.

Pożywienie jest niezbędną do życia,duchowo-wertykalną informacją.

To wymaga,aby została zachowana wykształcona swoją,POWOLNą ewolucją kompatybilność -przyswajalność-z pobierającym je organizmem.

Materialno-energetyczny aspekt pożywienia jest tylko jednym z wielu.

Każde pożywienie oznacza zjednoczenie jednej istoty z drugą.To całościowo-duchowa komunikacja,to przemiana.

Kiedyś żywność była święta.

Ludzie pierwotni zabijali wyłącznie,jak byli głodni,a i wtedy musiała się żywność zgadzać z jedzącym… mentalnie.

Dzisiaj jedzenie jest materialno-kalorycznym ładunkiem,tak,jak benzyna w aucie.

Produkty spożywcze dzisiaj,to podobieństwo jedzenia,jego ersatze,mierzalne naukowo lateralne aspekty naszej rzeczywistości.

Weźmy półprodukty-odporne na pleśnienie,utlenianie,bakterie….A że ten półprodukt jest przeciwny naszemu procesowi odżywiania,któż się tym przejmuje?Bo przecież nie jego producenci?

To jak chemioterapia-niekontrolowane działanie uboczne rozciągnięte w czasie.

Nikt nie uwzględnia,co akumuluje wątroba.A dzisiejsze,badane po sekcji wątroby to obraz nędzy i rozpaczy.

Chemiczne defekty wydalania,alergie….

BSE to jeden z największych błędów „nauki”-bo wciąż nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa dla tego,co nazywane jest nauką.

Każdy człowiek na wsi wie-krowa je tylko wegetariańsko.Ma żołądek nie mogący przyswajać zwierzęcego białka,więc gdzie mają iść zjedzone przez nią śmieci???

Priony to wykolejone produkty przemiany materii.

Jednym z ukochanych „argumentów” miłośników kasy z handlu GMO jest,że „GMO istniało w naturze od zawsze”.

Nie wiem,czy w ogóle się do tego odnosić i tłumaczyć,co jest tak proste i naturalne,że ciężko uwierzyć,że ktoś chce z całej siły powiedzieć,że jest inaczej.Znają Państwo świetną książkę „Nasiona kłamstwa”,wiedzą Państwo o aktywności IPCCP -Koalicji przeciw GMO….Ale jeszcze spróbuję-wszak to dopiero początek tematu:-)

WSZYSTKIE DOTYCHCZASOWE HODOWLE OPIERAŁY SIę NA POZIOMIE CODZIENNYM.Krzyżowało się całe zwierzęta lub rośliny.To,co w naturze krzyżowało się i bez człowieka-ten używał tylko „nieco więcej” systemu.

To,co z takich krzyżówek wyszło,było zostawione naturze a ta  opierała się na zasadnie informatywnej kompatybilności ewolucji.

Dzisiaj krzyżowanie przeniesione jest w mikroświat-czy tam naiwna „wiedza” o wertykalnych związkach molekuł genomu może działać?

A cóż począć z tym,że „nowe istoty” się nie rozmnażają?

TEGO SIę NIE NAPRAWI.

Z atakiem na jądro-atom,jądro komórki-człowiek przekroczył wszelkie etyczne granice.Erwin Chargaff.

Kim był pan Erwin Chargaff?Biochemikiem,jednym z pionierów,wzorów tych,którzy dzisiaj „robią” GMO.

Srodek do życia,czyli pożywienie ma służyć zachowaniu i kontynuacji życia.Warunkiem,jaki MUSI spełnić jest,że samo musi być życiem,które się kontynuuje i obrazuje w zrównoważonych organizmach.

Brak jądra-jak u nowalin-to brak zawartości życia.

Ziarno jest nośnikiem materiału genetycznego dla rozmnażania.Nie musimy tego jądra,np. w owocach jeść-wystarczy, że ono tam jest i promieniuje swą energią,co doskonale widać w smaku.

Sterylizowane kartofle?Nie mogą kiełkować.

JAK uwierzyć nauce chcącej wykluczyć DOBROCZYNNE wpływy natury?

Obieg natury jest niszczony na naszych oczach:rolnik kupuje ziarno w FABRYCE.

Odwołanie się do resztek etyki wydaje się nielogicznym w przypadku adresata,którego postępowanie udowadnia kompletny dessinteressment etyką w ogóle.

Zywność jest „czymś więcej” niż skonstruowanym na rysownicy konglomeratem molekuł.

Wszystko,co jest molekularnie widoczne,to tylko lateralne fenomeny niedostępnych nam wertykalno-duchowych związków.Pożywienie to duchowa informacja życia.

Samo wyobrażenie,że człowiek mógłby swoimi wąskimi ramkami ograniczyć rzeczywistość i „ulepszyć”,co przez miliardy stworzyła natura-a stworzyła sieć kompletną-samo to oznacza hybrydę,jakiej nie znała ludzkość.

Jeżeli w każdej istocie zniszczy się zdolność do rozmnażania,nie możemy już służyć życiu-stajemy się automatami. Owszem,naukowcy przewidzieli „problem” i mogą się postarać nas rozmnożyć-oczywiście za niemałe pieniądze.Ale czy o to nam chodzi?Czy PRZYMUS,czy wyłączność-bo nie mówię o niczym innym-rozmnażania zależnego od ludzi sterujących przemysłem jest właściwym rozwiązaniem?Czy rozwiązaniem OSTATECZNYM?

Lektura:

J.Rifkin z T.Howardem „Entropy-A new world wiev”,Viking Press 1980

w w w-phys.uu.nl.(Nederlnads Tijdschrift voor Natuurkunde”

B.H.Weber et al (wydaw.),”Entropy,Information and Evolution”,MIT Press,Cambridge,Mass.1988

E.Chargaff „La Feu d’Heraclite”,Paris,Hamy 2006 (są też wcześniejsze wydania)

I pozycja obowiązkowa w biblioteczce miłośników wiedzy o dzisiejszym świecie,po polsku:Jeffrey M.Smith „Nasiona kłamstwa”.

A całkowicie poza tematem polecam książkę Olega Zakirova „Obcy element”,wydaną przez Rebis a traktującą o tym,jak Uzbek,obywatel USRR,major KGB szukał prawdy o Katyniu i jaką cenę zapłacił za jej ujawnienie oraz sprzeciw wobec systemu.Na szczęście pan Oleg Zakirov jest od dawna obywatelem Polski-inaczej ta książka z pewnością by nie powstała.Warto ją przeczytać, warto,aby poznali ją wszyscy,którym prawda jest droga.

Posted in GMO, zdrowie | 2 komentarze »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.10

Posted by natural health consulting w dniu Czerwiec 6, 2010

Trzeba szerzyć prawdę,bo wciąż prawi się wokół te same błędy i to nie jeden czyni je,a masy całe powtarzają;w gazetach,w encyklopediach,na uniwersytetach,w szkołach-wszędzie błąd jest na górze i czuje się świetnie i pewnie w poczuciu większości,która jest po jego stronie….. J.W.Goethe

Coś mi się zdaje,że proporcje między większością wyznawców błędu-w tym-nieświadomych wyznawców błędu,co należy podkreślić,a mniejszością zwolenników pojmowania świata takim,jakim jest,zwolenników prostoty i natury, dość szybko się wyrównują.Mimo rozpaczliwych wysiłków kast usiłujących narzucić-oczywiście „dla dobra każdego z nas”  kaganiec bezwoli,a co przypomina mi napady na konwoje spieszące z pomocom krajowi okupowanemu przez organizatorów napadu,mimo medialnej hipnozy usiłującej w każdym prawie momencie wmusić mózgom widzów „jedyną słuszną rację”,ludzie się nie poddają,zdobywają wiedzę i dzielą się nią.To budujące.

Mang Zhong-chińskie zboża się kłoszą,proszę Państwa,czyli wkraczamy w dziewiątą część skośnookiego:-) roku-5/6 czerwca,której patronem jest pastuch dzierżący sadzonki ryżu.

Energia Jang(nie mylić z JING,omawianym krótko poprzednio),narastająca od początku wiosny osiąga teraz apogeum.Potem będzie narastać Jin.

Do tego karmi się i wzmacnia nasz Shen….Do tej pory nie wspominałam?No to proszę:nawet w ujęciu chińskim SHEN jest dość trudno przetłumaczalnym zjawiskiem,dla Chińczyków Shen to Shen,jak dla Kahunów-Huna to huna.Jednak, kiedy człowiek Zachodu bardzo,ale to bardzo usiłuje pojąć choć odrobinę istotę wschodniej koncepcji życia,Chińczyk powie,że Shen to substancja należna każdemu człowiekowi,porównywalna z jego duchem.Niektórzy stwierdzą wprost: to duch.Jeżeli Jing jest źródłem życia a Qi-istotą energii,to Shen możnaby określić jako witalność stojącą za Jing i Qi.Ludzka świadomość to obecność Shen.

Shen jest nierozerwalna z osobowością,ze zdolnością myślenia,dokonywania wyborów…Rodzice obdarzają nas częścią Shen niezbędną do stworzenia własnego,gdyż:po narodzinach nasze Shen jest budowane od podstaw,ale zawiera ślad rodzicielskiego.Dla Chińczyków Shen posiada jednak również wymiar…materialny-europejskie myślenie napotyka w tym temacie na dość solidną ścianę,za którą trzeba nie tylko wyjść,ale wręcz ją zburzyć,aby zrozumieć myślenie wschodnie.Burzenie jest jednorazowe-dla niektórych będzie bolesne:-),ale warte swej ceny,gdyż otwiera furtkę do kompletnie nowych i zaskakujących nieraz możliwości.

Shen jest brane pod uwagę każdorazowo w obrazie zdrowia,tak jak w medycynie zachodniej robi się podstawowe badania krwi.I teraz -uwaga:w stanie równowagi,a więc zdrowia,Shen jest zdolnością SAMODZIELNEGO formowania idei oraz życzeniem uczenia się życia.Kiedy szwankuje Shen,oczy robią się mętne,zmęczone,tracą blask,który naturalnie posiadają bez żadnego zakraplania,a myślenie staje się chaosem,decyzje zaś wydają się niemożliwe do podjęcia-te z kolei,które podejmujemy-zwykle okazują się złym wyborem.Człowiek z dysharmonią Shen jest niemrawy,przytępiony,zapominalski,źle sypia,reaguje nieadekwatnie do sytuacji.Ekstremalna dysharmonia Shen powoduje wybuchy złości,arogancję,chamstwo wobec innych,czyli agresję,przemoc a ostatecznie chroniczne zaburzenia somatyczne a nawet nagłe utraty przytomności….czy w Europie nie mówiło się o osobnikach agresywnych, lub ogólnie-tracących kontakt z rzeczywistością że „wstąpił w nich zły duch”?

Ze względu na moc aktywowania Shen należy do substancji Yang.A teraz-jak pisałam na początku-Yang również rośnie.Medycyna chińska określa Qi,Shen i Jing jako „Trzy Skarby”,czym są w rzeczywistości.

Mang Zhong jest porą intensywnego i wszechstronnego odżywiania Shen-wszystko wszak rośnie,jak szalone:-), powinniśmy się  więc postarać o pożywienie lekkie,nie tłamszące ducha.Ułatwia nam to natura.

Na północy Chin nieco wiatrów,trochę słońca,trochę deszczu,na południu za to Mang Zhong zaznacza się znienawidzoną przez wszystkich-poza rolnikami pluchą,mżawką,bywa,że i mokrą zawieruchą.W kalendarzu księżycowym Mang Zhong jest też Miesiącem Jadowitych Szkodników(„złych duchów”?) a dawno temu traktowano go jako czas nieszczęść….do czasu wyrównania się Jin i Jang.Pamiętamy,że i w innych kulturach-również w słowiańskiej-okresy przełomów uważane były za niebezpieczne i odżegnywano się od wykonywania wówczas wszelkich poważnych przedsięwzięć.

W dniu zrównania Jin z Yang wieszano na domach,bramach,wiązki bylicy (zapach przepędzający „nieczyste”:-)),lub innych,”pachnących inaczej” ziółek.Na Słowiańszczyźnie…a jakże-w domach wisiała bylica.

Co do powiązania kultury chińskiej z innymi….czy to przypadek,że określenie najgorszych szkodników,wyraża się w chińskim słowie „wudu”?WUDU-to „pięć jadowitych stworzeń”.Stąd podobizny (analogia z kultem voodoo nasuwa się sama) pięciu zwierząt:skorpiona,wija,węża,gekona i jadowitej ropuchy wycinano z papieru i naklejano na domu-wszędzie,gdzie były wejścia,gdzie były też „oczy domu”-okna.Stąd popularność ciuszków dla dzieci (w Chinach) z  tymi właśnie zwierzakami-nie,aby wydawały im się szczególnie sympatyczne-o nie,te symbole mają je chronić.

Niestety,nie ma ucieczki przed komarami-w Chinach jest to taka sama plaga,jak u nas-z tym,że w państwie środka nie zwalcza się ich (przeważnie,bo w miastach zdarzają się rozmaite eksperymenty)chemikaliami wiedząc,że mniejszym złem jest ukąszenie insekta aniżeli nałykanie się insektycydów.

Poza tym chińska medycyna oferuje mnóstwo środków przeciw przebiegłym owadom i jeszcze więcej-na ich ukąszenia.Poza pachnącymi świecami,kadzidłami (nasączonymi naturalnymi żywicami-nie syntetykami indukującymi zaburzenia systemu immunologicznego!),są to olejki eteryczne wielu ziół,np.czosnku,lawendy,eukaliptusa,drzewa herbacianego,mięty,czarnego bzu.

W każdym chińskim domu na wsi zobaczymy pomarańczowe lub czerwone,charakterystyczne lampy-one też nieźle odstraszają komary.Na pewno polecam je do sypialni…..oprócz moskitiery:-)

Chińczycy lubią czosnek,więc nie jest dla nich tajemnicą,że czosnkowy pot (miłośnicy czosnku wiedzą o co chodzi:-)odstrasza nie tylko ludzi,ale i komary.

Ogólnie…coraz cieplej.

Ciepło pojawia się czasem nagle,między deszczami (jak i ostatnio u nas),a ludzie od razu zrzucają szatki,widać gołe torsy i uda.Abstrahując od kultury ubioru,korzystniej jest nosić nawet w największe gorąco ubrania luźne, przewiewne,ale z długimi nogawkami i rękawami przynajmniej zakrywającymi ramiona,ponieważ między skórą a tkaniną tworzy się warstwa chłodnego powietrza i w rezultacie wygrywamy wśród spoconych cielsk właściwie pracującym termostatem naszego organizmu.Odzież nie powinna być z materiałów sztucznych,gdyż wtedy mamy do czynienia ze zjawiskiem dość nieprzyjemnym,mianowicie-odzież syntetyczna nie przepuszcza powietrza i skóra się po prostu gotuje,powstaje wtedy między materiałem a ciałem warstwa….piekielna:gorąca,parująca chemikaliami własnymi 🙂 i nabytymi z materiału,skóra się dusi.Ktoś powie,że są już dawno materiały syntetyczne,ale „oddychające”?Mają Państwo prawo tak sądzić,ja uważam,że te materiały oddychają… tylko za siebie.Testowałam wiele i o żadnym,nawet najlepszej jakości syntetyku nie mogę powiedzieć,że pozwolił mi czuć się komfortowo i że moja skóra w nim oddychała.Co innego LEN-najwłaściwszy w lecie dla ludzi z naszej strefy geograficznej,BAWEŁNA(dobrze,aby nie ta intensywnie pryskana pestycydami),JEDWAB a nawet włókno pokrzywowe i konopne:-)-takoż od wieków nam przyjazne (pamiętacie legendę o siostrze szyjącej dwanaście koszulek z pokrzywy dla braci zmienionych w łabędzie?) też do dostania-niestety,dziś ocenione bardzo wysoko-za większe pieniądze aniżeli tekstylia popularne.

Co jemy?Co innego preferują teraz Chińczycy,którzy mają już całe bogactwo owoców,co innego nada się dla nas,którzy mamy teraz dopiero wysyp truskawek.Przy okazji nadmieniam,że przeciętna,swojska truskawka ma o wiele więcej wapnia niż szklanka mleka,w dodatku świetnie asymilowanego przez organizm,stąd „Osteoporozowcy”-truskawki są dla Was doskonałym pożywieniem…byle bez cukru.Co zamiast cukru?A miód na przykład,akacjowy-bo z polskich teraz  jest tylko akacjowy i rzepakowy-przy czym ten ostatni polecam wyłącznie,jeżeli mamy pewność,że rzepak nie był odmianą GMO a pole dostatecznie daleko od terenów industrialnych.

A więc owoce sezonowe,miód (łyżka do dwóch stołowych dziennie),od czasu do czasu może być ryba jeziorna,ew.morska,wciąż aktualne szparagi i co w ogródku wyrosło,jaja -pyszna jajecznica z cieniutkimi paseczkami boczniaków.O ile z jedzonkiem każdy coś sobie znajdzie,to ludzie potrzebujący szczególnej diety,np.”sercowcy” powinni zainteresować się kwitnącym głogiem-Crataegus monog.,jedną z najstarszych roślin leczniczych,w Europie niestety prawie w XX wieku zapomnianym,aktualnie odzyskującym popularność w….pigułkach.

Nowe badania prowadzone nad właściwościami tego pięknego i hojnego drzewa potwierdzają wielorakość niegdysiejszego zastosowania,ale że niełatwo jest przebadać wszystkie znane (ok.100!*) gatunki głogu,skupiono się więc na dostępnych w danym rejonie-u nas na jednoszyjkowym-C.monogyna.

W starożytnym Egipcie był jedną z …odtrutek,które znał każdy Egipcjanin-nic dziwnego,bo mało sympatyczna droga pozbywania się konkurencji była wówczas dość chętnie stosowaną.Stosowano ją tam również w chorobach dróg oddechowych.

Hipokrates używał głogu przy leczeniu wrzodów i gruźlicy.

W każdym podręczniku medycyny średniowiecznej znajdziemy go jako „potężnej mocy zioło”,mające zastosowanie m.in.w obfitych,bolesnych menstruacjach,przy dużym ubytku krwi innego rodzaju,zaburzeniach żółciowo-wątrobowych, wyrzutach  skórnych.W „Hortulus.Liber de cultura hortorum” z roku 827 wymieniany jest wśród 24 najważniejszych roślin leczniczych.Kochany był przez Hildegardę z Bingen (XII w.).

Głóg jest jednym z pięciu gorzkich (garbniki) ziół spożywanych tradycyjnie w żydowskim święcie Pesah.W wielu kulturach posiadał znaczenie magiczne.

W Chinach wykorzystywany jest głóg tamtejszy-pierzastolistny,górski,-Shan Zha,czyli łac.Crataegus pinnatif.-chińskie dzieci wcinają w zimie batoniki z jego owoców-o ile zdrowsze od mieszanki konserwantów i barwników?Nikt tam nie mówi,że „zioła są trujące i należy je stosować wyłącznie po konsultacji z lekarzem”,bo po pierwsze -ludzie od dziecka się z ziołami oswajają i nikt im w tym nie przeszkadza-wiedzą,jaka dawka jest bezpieczna,a poza tym,zioła ogólnie dobroczynne są w powszechnym handlu spożywczym i żaden sprzedawca nie ośmieliłby się napisać na herbacie z głogu,że ona „nie leczy” i że tylko „może poprawiać nastrój”.Głogowe batoniki z miodem-bing tanghulu-to chiński przysmak i basta.U nas przysmakiem większości staje się to,co zareklamują w TV i czego sprzedaż musi pokryć koszty reklamy.Gdybyż to jeszcze było zdrowe…..Ale komu na tym zależy?

Tymczasem nawet medykom szkolnym ( w większości zachodnim) znane jest pozytywne działanie głogu w zaburzeniach układu krążenia-rozkurczowe,obniżające łagodnie ciśnienie-szczególnie przydatne w tzw.starczym sercu,w podeszłym wieku,wzmacniające naczynia krwionośne,(intrakt rozszerza naczynia wieńcowe),kojące w nadczynności tarczycy,klimakterium… Uspokajająco działa około połowę słabiej od waleriany(można go z nią łączyć),ale jego inne zalety pozwalają zaliczyć głóg do niezbędników w domowej apteczce.Kwiat suszymy w pokojowej temperaturze,często przerzucając,potem parzymy klasycznie,łyżka stołowa na szklankę wody-dawki są indywidualne,każdy ma własny próg wrażliwości na zioła,ale piszę to świadoma europejskiego „dmuchania na zimne”. Możemy też zrobić nalewkę,czyli tincturę-kwiaty zalejemy wtedy alkoholem-i tu niektórzy preferują 40%,niektórzy 75%-proszę sobie dopasować-o różnicach w procentach i ich działaniu na poszczególne związki można poczytać m.in. w bardzo wartościowym piśmie-„Postępy Fitoterapii” ,wydawanym przez BORGIS,dość rzetelnie informującym o badaniach w obszarze zielarskim-bywa,że „pod prąd” obowiązujących mód.Jak zwykle zaznaczę,że nie muszę zgadzać się ze wszystkimi tam prezentowanymi treściami,jednakże pismo to jest niezbędnikiem dla ludzi pragnących dogłębnie i „w sensie medycyny szkolnej” poznać tło działania ziół a już na pewno powinno znaleźć się na biurku każdego lekarza.

Wracając do głogu-warto jest nazbierać kwiatów(cenne hiperozydy,związki kumarynowe,kwas kawowy, acetylocholina,olejki eteryczne,cukrowce i mnóstwo in.),zrobić nalewkę….I zabrać się za kwitnące zaraz akacje-w cieście naleśnikowym,podobnie,jak kwiaty czarnego bzu-są wspaniałym,naturalnym pożywieniem przypominającym organizmowi o tym,skąd pochodzi……

Zbieramy kwiat daleko od terenów przemysłowych,dróg,zostawiając co nieco na owoce(batoniki:-)),gdyż te również będą nam przydatne,a o czym napiszę w swoim czasie.

Lektura-jak poprzednio,plus:

K.Aaronson-HERB CHF:Hawthorn Extract randomized blind.chronic heart diseases failure trial,2002,2004,

El-Shyh Kao,Wea-Lung Lin,Chia-Yih Chu,Tsui Hwa Tseng:”Effects of polyphenoles derived from fruit of  Crataegus….” Food and Chemical Toxicology,2007

*sto bardziej znanych-razem z „mniej znanymi” nawet około 200-zależnie od źródeł:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »