Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Prostata:skryning,cięcie,chemia?Dlaczego nie ruch,ziółko i piwo?cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 30, 2010

Slady,a nawet zręby technokracji myślenia znajdziemy w medycynie,której aktualny kierunek rozwoju opiera się na mylnym i szkodliwym przeświadczeniu,jakoby problem zdrowia i choroby rozwiązywalny był wyłącznie na płaszczyźnie instrumentalnej praktyki medycznej typu farmakologicznego i chirurgiczno-rehabilitacyjnego(…)

Technokracja jest wyrazem szkodliwej megalomanii,wynikającej z ograniczonej świadomości człowieka…..”

Prof.Julian Aleksandrowicz

Rośnie liczba poradni dla osób z problemami psychologicznymi,rośnie też liczba problemów….Podaż-popyt?

Metody pozyskania klienta (bo dawno pacjentem być przestał)w Polsce dawno już przekroczyły poziom dobrego smaku,o kulturze nie mówiąc.Zwolennicy masowej sprzedaży szczepień,”leków” itp.mówią o „europejskim” lub wręcz „światowym” podejściu do zdrowia i „zacofaniu” Polski.Typowy pseudoargument Polaka(niestety) będącego na usługach silniejszych…może nie „silniejszych”,ale na pewno potrafiących się lepiej solidaryzować (nie tylko w przypadku katastrof) nacji, wietrzącego pieniądze  i  z tego powodu gotowego pełzać w owej nacji piórkach,a nie mającego pojęcia o tym,że właśnie w „świecie europejskim ” świadomość urosła na tyle,że medycyna naturalna i wręcz samoleczenie są na absolutnym topie wśród społeczeństw i już prawdopodobnie z niego nie zejdą-przeciwnie-ludzie na Zachodzie sięgają po najstarsze,najbardziej-rzeklibyśmy-prymitywne wręcz-metody przywracania równowagi zdrowotnej.Tylko,że chemiczne śmieci i sprzęt trzeba gdzieś upchnąć……no to…może by tak do kraju,gdzie ziomkowie wyjątkowo pięknie kładą ziomkom kłody pod nogi?Przecież to idealny pomysł-zresztą,kto by żałował ludzi,którzy nie potrafią szanować własnych krajanów?

 Niedawno rozpętała się awantura o mammografię-i słusznie,ponieważ to koszmarne badanie nie znajduje ani grama mojego (i nie tylko mojego) uznania a stres,ból i „ewentualne efekty dodatkowe”-łącznie z następstwami,które mu towarzyszą,powodują odruch zwrotny na samo hasło.Zresztą o mammografii wspominałam krótko wcześniej i widząc,co się dzieje,domyślam się,że kobiety świadome nie dadzą za wygraną i nie pozwolą traktować się,jak owce.

Dziwne,że ci sami,którzy tak „troszczą się” o nasze zdrowie,nie promują bezinwazyjnej metody termograficzej, nie sponsorują zdrowego żywienia ani nawet akcji mających na celu uświadomienie jego wartości,nie bąkną nawet politykom o zapewnieniu warunków do spokojnego funkcjonowania w społeczeństwie i do właściwej edukacji, i nie zrobią NIC,aby kobiety mogły z optymizmem patrzeć w przyszłość-aby współczesne niewolnice (a i niewolnicy) miały czas na przygotowanie dobrego jedzenia,pieniądze na owo,czas na ruch na świeżym powietrzu,aby nie umierały codziennie ze strachu o przeżycie do pierwszego.

A więc badania obowiązkowe….czyli przymusowe-jak w hitlerowskich obozach?Sprytne kobiety od razu zapytały: „przymusowa mammografia dla nas?No to niech będzie przymusowe badanie prostaty dla mężczyzn!”Możnaby się mściwie uśmiechnąć,gdyby nie to,że uczucie mściwości-tak,jak zazdrości i zawiści wciąż pozostaje dla mnie zjawiskiem wyłącznie obserwowanym i wciąż-z takim samym zdziwieniem…

Bo może ktoś mi wytłumaczy-co da komuś rozchorowanie się z zawiści o np.pieniądze,urodę,popularność (nie ma czego zazdrościć, naprawdę:-),co potwierdzą psychoterapeuci wysłuchujący „pięknych i bogatych”-oczywiście z zachowaniem dyskrecji)wiedzę… CZYJEś,więc nie jego?Przecież od tego te wartości nijak na zawistnika nie przejdą-wręcz przeciwnie-on się pogrąża,wiedząc,że destruktywne uczucia kompletnie nie mają sensu-poza oczywiście destrukcją człowieka najniższego poziomu mentalnego…..ALE zawiść,zazdrość są od niego silniejsze.Po prostu.

Badania nad zazdrością prowadził m.in.Instytut Maxa Plancka-niestety,wnioski nie są pocieszające.Jedną z najpopularniejszych,a krzywdzących dla zwierząt teorii jest,że różnimy się od małp m.in.tym,że one nie potrafią ze sobą współpracować dla wspólnego dobra,ludzie zaś-i owszem.Rzecz jasna nie można pominąć pocieszającego faktu współpracy mnóstwa ludzi w słusznym celu na całym świecie,jednak małpy(i nie tylko małpy,generalnie-zwierzęta)-o czym wie chyba każdy już dzisiaj badacz ich zwyczajów potrafią nie tylko współpracować,ale nawet się dla dobra grupy poświęcić.Obserwując lokalne wojenki między zwolennikami interesu jednostek a obrońcami interesu ludzkości nasuwa mi się  podejrzenie  zlokalizowania jeszcze jednego brakującego ogniwa ewolucji:-), jednak nie tego między małpą a człowiekiem a tego między jednokomórkowcami a organizmami wielokomórkowymi:-)Słusznie pisali wielcy filozofowie:”zawistnik tak bardzo skupiony jest na chęci krzywdzenia bliźniemu,że sam nie zauważa toczącej go gangreny,póki ta mu oczu nie zamknie”:-)

Drogie Panie-miejmy więc na uwadze swoje dobro,ale nie róbmy facetom tego,czego same byśmy sobie nie życzyły: nie żądajcie przymusowych badań prostaty.Pośmiać się można,ale krzywdy robić- nie i nie wypada.W efekcie przecież i tak odbije się to na wszystkich.Jasne-jeżeli jakiś pan lubi tego rodzaju badania,to proszę bardzo:-).

Przymus?Przymus to przecież przemoc.Czy to nie hasło walki z przemocą robi ostatnio karierę?Z przemocą się nie walczy, przemocy się NIE GENERUJE.

No to,po trochę przydługim wstępie:-),opowieść o prostacie:-),zwanej też gruczołem krokowym czyli sterczem.

O jego anatomii i fizjologii można sobie poczytać w innych źródłach,więc przejdę od razu do rzeczy:otóż panowie są ostatnio prześladowani wizją „epidemii raka prostaty”.Chirurg robotę mieć musi,laboratorium też,a i androlog z proktologiem się przy prostacie pożywią;-),więc niektórzy „specjaliści” -podkreślam-nie wszyscy-namawiają panów do badań,po których,stwierdziwszy podwyższony poziom PSA,stwierdziwszy też często WYŁąCZNIE powiększony gruczoł,ordynują zabiegi i leki.

Najpierw kwestia nr dwa:prostata ulega powiększeniu NATURALNIE z wiekiem:raz w okresie dojrzewania,drugi -w okresie andropauzy,po „pięćdziesiątce”,czasem dopiero po „sześćdziesiątce”.

To,przeważnie drugie,naturalne powiększenie ma swoją nazwę w medycynie szkolnej jako BPH (nie,nie BHP:-),czyli Beginning Prostatic Hyperplasia i sama ta nazwa już budzi niepokój u pacjentów,którym „zapomina  się” dodać w rozpoznaniu „hyperplazji” (o Boże,straszne,co to jest??),że to NORMALNE.

Dodatkowo,w miarę upływu lat,w prostacie ulegają wytrąceniu złogi glikoproteinowe,które podlegają stopniowej mineralizacji,co prowadzi do powstania tzw.kamieni sterczowych (concretio prostatica).

Tenże,ŁAGODNY rozrost prostaty NIE JEST NOWOTWOREM ZŁOśLIWYM a coraz częściej prowadzi się dyskusje,czy W OGóLE jest nowotworem-przecież to NATURALNE powiększenie,więc jaki nowotwór?U wielu mężczyzn,którzy zmarli w zaawansowanym wieku-85,90 i 90 -parę,ten rozrost oczywiście stwierdzony w czasie sekcji,ale poza tym oni żyli bez szczególnych dolegliwości wiele lat,nie można więc powiedzieć,że „umarli na raka prostaty”-oni umarli ze starości.

Czy żyliby dłużej,gdyby byli leczeni?

Pozwolę sobie na to pytanie nie odpowiadać.Ale można i tak:A kto to wie?

Wielu mądrych lekarzy mawiało (pierwszy Galen:-)),że ludzie umierają nie od chorób a od lekarstw,ale chyba nie mam już siły,aby to ciągle powtarzać.

Teorie(!) etiologii BPH pewnie nie wydadzą się państwu zbyt ciekawe (choć jeżeli,to proszę pisać),ale może zainteresuje Państwa podział kliniczny przerostu prostaty?Oto i on:

I okres-podrażnienia-częstomocz (szczególnie w nocy),parcie nagłe-prawda,że da się zauważyć bez specjalistycznej aparatury?

II okres-kompensacja-nasilenie objawów

III okres-dekompensacja-zaleganie moczu po wysikaniu,kamica,uchyłki pęcherza moczowego,niewydolność nerek…

A kiedy ten III okres następuje?Ano w wieku mocno podeszłym przeważnie.Lub,wcześniej-przy totalnym lekceważeniu swojej fizjologii,fatalnym trybie życia (brak ruchu),złym odżywianiu i nieprzestrzeganiu higieny.

Załóżmy,że pacjent jest w fazie I i idzie na badania,powiedzmy,rutynowe-tu przechodzimy do punktu nr 1:

-PSA (określenie stężenia swoistego antygenu sterczowego)….wiadomo,że czasem w przypadku rzeczywistego nowotworu prostaty poziom PSA był normalny lub wręcz obniżony…W New England Journal of Medicine ukazała się wzmianka,że w 65% zdiagnozowanego raka prostaty PSA był fałszywym wskaźnikiem,wprowadził w błąd!

A co z opinią „Lancetu” (z 1993!),z „Technology Rewiev” (1994!)?Oto i ona:”Zaledwie 1% komórek nowotworowych może ulec przekształceniu i przeobrazić się w pełnorozmiarowego guza i tylko w 3 przypadkach na 1000 (a więc 0,3%) ZDIAGNOZOWANO raka jako przyczynę zgonu”.Co z tymi wynikami?Badania prowadziły przecież najlepsze laboratoria (a w nich nieskorumpowani pracownicy),tymi wynikami podpierają się teraz „Harvardziści”,korzysta z nich Erasmus Medical Center Rotterdam,Karolinska….. Dlaczego nie mówi się o tym,aby ludzie się przede wszystkim NIE BALI?Aby ująć im jeden z głównych czynników grających rolę w powstawaniu raka???

Dlaczego cicho sza o badaniach Karolinska Institut Stockolm Sweden,o tym,że „już w 1.tygodniu po tym,jak pacjenci otrzymali informację o zdiagnozowaniu u nich raka prostaty,wzrosły u nich (lub wręcz pojawiły się) dolegliwości układu krążenia”,o tym,że diagnozowanie nowotworu prostaty ma wpływ na wzrost liczby chorób kardiovaskularnych (sercowych) i …samobójstw!

Skryning?

Archives of Internal Medicine,Sept.,28,2009:”Nie ma dowodów,że skryning zapobiega śmierci od raka”.

Fall,Fang,Mucci,Ye W,Andren et al,2009:”Immediate Risk for Cardiovascular Events and Suicide Foloowing a Prostate Cancer Diagnosis:Prospective Cohort Study”.

„PSA wyznacza każdą aktywność prostaty,nie wskazuje tylko raka.PSA nie jest potencjalnym sygnałem raka prostaty-wahania w poziomie spowodowane są NORMALNą aktywnością NORMALNIE funkcjonujących hormonów w ZDROWYM ciele. „Dr Gary G.Schwartz,Wake Forest University School of Medicine-BMC,University of Wisconsin-Madison…

Idąc śladami badaczy niesprzedajnych dojdziemy dalej i dowiemy się,że hormon parathyroid (produkowany w organizmie w celu m.in.regulacji poziomu wapnia i fosforu) może wpłynąć na poziom PSA ,kiedy nie ma mowy o nowotworze.Pamiętamy co nieco o odżywianiu,nastrojach i poziomie wapnia?Widocznie nie wszyscy,bo podwyższone PSA jest dla wielu wskaźnikiem do powiedzenia człowiekowi:”podejrzewam nowotwór”.Jakby było mało,zwykle pociąga to za sobą resztę:

-badanie per rectum

-określenie czynności nerek

-określenie przepływu cewkowego moczu (uroflowmetria)

-USG lub urografia dróg moczowych

-endoskopia dolnych dróg moczowych……..

Patrz parę wierszy wyżej,hasło „skryning”.

Wróćmy na chwilę jeszcze do PSA-załóżmy,że jest podwyższone i wtedy słychać coś o podejrzeniu…….nowotworu.

BPH NIE JEST NOWOTWOREM I NIGDY NIE WYKAZANO,JAKOBY MIAŁ BYC JEGO PRZYCZYNą.BPH MOżE występować równolegle z nowotworem,ALE NIE MUSI.

Jeżeli ktoś kategorycznie twierdzi,że BPH jest równoznaczne z nowotworem-niech pokaże jakiekolwiek badania,które to potwierdziły.Nie ma takich?Ojej….:-)

ALE mamy już do czynienia z ….leczeniem BPH.

No dobra,jest częstomocz-niewygodne,wiadomo,czasem jest „nagłomocz”:-)-jak wyżej,więc dlaczego sobie nie pomóc?

Oczywiście,że trzeba,bo sęk w tym,aby nie cierpieć i żyć w miarę jak najdłużej….No właśnie.Jeżeli nie cierpieć,to….dlaczego ze wzrostem BPH diagnozuje się jednocześnie tak często wskazanie na nowotwór?

I dlaczego ordynuje się tak często interwencję chirurgiczną?Primum non nocere…..

Nieśmiało nadmienię,że do terapii BPH oficjalnie należą:

-baczna obserwacja (watchful waiting)-który z medyków to robi?I jak?Ile czasu temu poświęca?

-leczenie farmakologiczne

-metody zakwalifikowane jako nieinwazyjne,co do których inwazyjności chyba żaden lekarz wątpliwości mieć nie będzie,a jeżeli,to znaczy,że po szczegóły nie sięgnąwszy? (ultradźwięki,promieniowanie mikrofalowe)…No fakt,w porównaniu z inwazyjnością następnej metody to pikuś,bo…

-interwencja chirurgiczna (a potem następna,bo jak pacjent parę lat po tym pożyje,to wkrótce stan sprzed operacji się odnawia-BO TAKA JEST NATURA-mechaniczne zabiegi poza przypadkami wyjątkowymi są ATAKIEM na ciało)

-fitoterapia!

Naprawdę?Jest uwzględniona terapia roślinna?JEST!Więc…dlaczego tak rzadko jest stosowana w medycynie szkolnej?Dlaczego chwyta się przede wszystkim po zabiegi lub chemię?DLACZEGO,jeżeli jest możliwość leczenia naturalnego uznana przez AUTORYTETY pracujące również dla Wielkiej Matki Farmy?

Britisch Journal of Cancer,September 2009 sugeruje,że:”…nie ma potrzeby zajmowania się(terapii) w większości przypadków raka prostaty….”Przynajmniej szczerze.Ale o prestiżowej gazecie medycyny szkolnej ani mru mru.Zamiast tego…..

Może najpierw odniosę się do leków syntetycznych stosowanych w przeroście prostaty.Są to:

-alfa-adrenolityki

-inhibitory 5-alfa -reduktazy testosteronu…Dlaczego nazywam je tutaj tak dokładnie?Aby je było Państwu łatwiej znaleźć w opracowaniach i aby się Państwo zapoznali z ich działaniem-no chyba,że zrobił to już Państwa lekarz.

Otóż syntetyki wykazują tzw.niepożądane efekty farmakologiczne,jak:

-te pierwsze-obniżenie ciśnienia i możliwe,związane z tym zaburzenia psycho-fizyczne

-te drugie-maskowanie parametrów biochemicznych,co może utrudnić diagnostykę zmian….a więc….mogą wpłynąć na kolejne diagnozy!Skąd więc będzie wiadomo,kiedy pacjent nafaszeruje się syntetykami,czy wyzdrowiał czy rozchorował się na dobre?W laboratorium pracują wytrwali -bo to żmudna praca-którzy znają się na oznaczaniu markerów,ale nie potrafią przecież rozróżnić (poza wyjątkami interesującymi się całością biochemii),na skutek czego te markery są takie a nie inne.A już na pewno nie rozeznaje się w tym większość lekarzy.Więc ponowne badanie?I ponowne….A jak nie ponowne,to….zabieg chirurgiczny?Może jeszcze trochę syntetyków blokujących m.in. testosteron,co jest kompletnie bezsensownym zabiegiem,gdyż to testosteron unieszkodliwia komórki nowotworowe, których wzrost stymulował…..estradiol.Poza tym,komórki nowotworowe po terapiach  farmakologicznych obniżających poziom testosteronu pokazują się w 80% przypadków (oficjalnie) już po 3 latach,o czym lekarze przecież mówią….na konferencjach,w rozmowach ZAWODOWYCH o terapiach….

A co z poziomem erytrocytów w szpiku przy obniżonej produkcji testosteronu?Czy łatwo jest naprawić potem ich produkcję?

Bibliografia na temat niestosowności użycia środków farmakologicznych i zabiegów chirugicznych w BPH jest coraz obszerniejsza.

Nie byłoby prościej zacząć od ziół?

Weźmy taką bocznię piłkowaną-serenoa repens(jej opakowanie w kaspuły jest jak najbardziej wskazane,gdyż mało prawdopodobne,aby każdy potrzebujący mógł ją sobie wyhodować,ale  i o środkach czysto krajowych informacji nie zabraknie):jak opublikował Urology,Natural Medicines -Comprehensive Database w 1999 (!),53,działanie antyproliferacyjne (w skrócie:zapobiegające niekontrolowanemu rozrostowi komórek)polega  NAJPRAWDOPODOBNIEJ na blokowaniu komórkowych czynników wzrostu ORAZ indukowaniu apoptozy komórek prostaty,więc efekt jest taki,jak u finasterydu i dutasterydu-syntetyków stosowanych w „leczeniu” prostaty.Mało tego-poprawę daje się obserwować po ok.miesiącu do dwóch od początku kuracji-a przy tym nie obserwuje się efektów niepożądanych…ponieważ roślinka robi to łagodnie.

Najprawdopodobniej-po latach doświadczeń laboratoryjnych i badań klinicznych mamy „najprawdopodobniej”,”na pewno” to było w medycynie ludowej-po latach praktyki,na żywo.

Oczywiście lista zasług owoców boczni piłkowanej jest większa (zapytana-chętnie opowiem),ale to chyba wystarczy, aby zwrócić na nią nieco więcej uwagi?Podsumowując działanie wyciągu z serenoa repens:

-zmniejsza napięcie mięśni gładkich dróg moczowych

-zmniejsza obrzęk i przekrwienie pęcherza moczowego

-łagodzi objawy związane z łagodnym rozrostem prostaty w I i II stadium choroby…..

Ano właśnie…..problem zaczyna się,kiedy łagodne,fizjologiczne objawy starzenia organizmu kwalifikuje się już jako chorobę.

Oczywiście bocznia nie jest jedynym środkiem roślinnym stosowanym z powodzeniem w BPH-jest ich mnóstwo i poświęcę im następne części,jednak najpierw muszę się rozprawić z samym napędzaniem strachu,o czym pięknie mówiły….Karolinska Institut Stockholm-Szwecja,Harvard University,który użył przy okazji Swedisch Cancer Register i….na własnej nasiadówce:-)…najstarsze towarzystwo badań nad rakiem,a jakże-wyznające medycynę szkolną, założone w 1907 słynne AACR,czyli American Association for Cancer Research,na konferencji w Houston (Prevention Research Conference,  6.09.2009),konkludując,że substancje roślinne mają „coraz większe znaczenie w terapii chorób prostaty”.

A na myśli (i języku) mieli m.in…..Humulus lupulus,czyli CHMIEL.Panowie?Tutaj muszę pozwolić sobie na sprecyzowanie,gdyż piwo piwu nierówne.Nie będę się znęcać nad pasteryzowanym,puszkowym.Ale przecież mogę szepnąć o niepasteryzowanym,żywym,koniecznie butelkowym-a robi je coraz więcej firm.Dobrze,aby na etykiecie pisało:niepasteryzowane-i ani grama substancji „polepszających smak” czy „konserwujących”-wtedy…bez przesady,ale na zdrowie:-)

Chętnie o piwie – i winie-opowiedziałabym więcej,ale może przy innej okazji:-),teraz jeszcze o substancji omawianej na tejże konferencji w Houston,czyli o xanthohumolu,pochodzącym z chmielu.Ze xanthohumol ma znaczenie w terapii nowotworu piersi,przepuszcza się tu i ówdzie do wiadomości publicznej,że ma „podejrzenie”działania anti-ageing(przedłużające dobrostan organizmu do późnego wieku-powiedziałabym,a nie przeciwstarzeniowe,gdyż starzenie jest nautralnym procesem) -ale natura sprawiedliwa i ta sama substancja okazuje się świetna w terapii nowotworu prostaty a przede wszystkim-w profilaktyce.Czegoś brakuje?Jasne!Przemysł od razu zaczął gadkę o…..szczepionce na raka prostaty,a co bystrzejsi już produkują farmaceutyki i parafarmaceutyki.Na szczęście mamy jeszcze chmiel w jego naturalnym środowisku no i…w piwie,więc oby xanthohumol nie trafił na listę substancji opatentowanych,gdyż wtedy na rynku może będzie dostępna wyłącznie genetycznie modyfikowana wersja chmielu BEZ xanthohumolu?

Wprawdzie:bardzo dobrze,że ktoś pomyślał o zapakowaniu xanthohumolu w piguły i udostępnieniu go ludziom nie mającym możliwości dostania go w postaci naturalnej,ale pamiętajmy o prawie do możliwości WYBORU.

A-gdyby ktoś za piwem nie przepadał ,to jeszcze ma do wyboru sok z czerwonych winogron o bardzo podobnych właściwościach:-)polecam stare szczepy winne,niezastąpione,jeżeli chodzi o różnorodność składników i ich harmonię przede wszystkim.

„Jesteśmy na początku,ale mamy nadzieję(…),że okaże się iż xanthohumol zapobiega nowotworom prostaty….”.Dr Clarissa Gerhauser,szef grupy badawczej w Heidelberskim (BRD)German Cancer Research Center.  

„Hops compound may prevent prostate cancer”(składniki chmielu mogą zapobiegać rakowi prostaty)-AACR,08.dec.09…..tyle wysiłku,tyle badań tylu ludzi za ciężkie dolce i ciągle „na początku”…a wystarczyło sięgnąć do starszych i młodszych opracowań zielarskich:-)

O chmielu,ale i znaczeniu fizycznej aktywności w profilaktyce oraz leczeniu nowotworu prostaty mówi się również w Harvard School of Public Health.

Krótko na początek:głowa do góry,Panowie,nie bać się i nie poddawać,ruszać się i zdrowo odżywiać,popijając (byle nie w nadmiarze) dobre,niepasteryzowane piwko bez sztucznych dodatków.

Lektura:poza wymienionymi cytatami m.in.w w w .ncbi/cochrane database syst.rev.2009/ czyli jak najbardziej oficjalne źródełko medycyny szkolnej,które jednak nie wstydzi się publikować również dobrych wiadomości:-)

archinte.ama-assn.org-jak wyżej:-),czyli Archives of Internal Medicine

Dr Attila Fonyo,”Principles of Medical Physiology”,Budapest,2002

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: