Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Powódź,produkty gotowe i jaja,czyli chleba naszego powszedniego…

Posted by natural health consulting w dniu Maj 25, 2010

O jakości pracy „wysokowyspecjalizowanych” ekspertów mieliśmy okazję przekonać się dodatkowo w temacie powodzi:wytypowali dokładnie te miejsca,które woda,nic sobie z „badań naukowych” nie robiąc,ominęła a nie zbliżyli się nawet w przypuszczeniach do punktów, w których rzeki przerwały umocnienia.Pominę,że wedlug niektórych takie powodzie to miały się zdarzać co „2 a nawet 5 ….tysięcy lat” (co obnażył Teleexpress,TVP 1)

O efektach….Wyniki zdania się na czyjąś odpowiedzialność możemy obserwować na bieżąco.Niestety.

W tym wszystkim jednak chciałabym przypomnieć,że eksperci nie ponoszą bynajmniej wyłącznej winy za swoje błędne założenia:TAK ZOSTALI WYKSZTAŁCENI.Gdzie mieli się udać po wiedzę,jeżeli system nie pozostawił im właściwie innego wyboru?No dobrze,ktoś może powiedzieć:”mogli obserwować naturę”.Fakt.Ale za to nikt im nie zapłacił a zostali też nauczeni,że to,co poza nauką oficjalną,się NIE LICZY.Poza tym….nie ukrywajmy-natura potrafi być wielką niespodzianką,stąd typowanie 100% jest wciąż ryzykowne….tylko skąd u licha ta ogromna pewność siebie tych samych ludzi,którzy już nie raz schrzanili życie tysiącom innych-i nie mam tu na myśli wyłącznie kilku ekspertów powodziowych?

Wróćmy do sedna:o szczepionkach przeciw tężcomi to ja się wypowiedziałam wcześniej,więc teraz pozostaje mi tylko rzec Powodzianom:Gumaki i RęKAWICZKI,proszę Państwa-to teraz najważniejsza część Państwa systemu ochronnego,  w czym,patrząc na relacje,chyba nie każdy się zorientował.Każde czyszczenie w rękawiczkach,odkażanie wody (tej z beczkowozów,bo woda powodziowa nie nadaje się absolutnie do niczego ) filtrami węglowymi,ekstraktem z pestek grapefruita,pamiętać o węglu w apteczce…

Zabrzmi to pewnie jak żart,ale kiedyś doskonałym środkiem w….czerwonce(dysynteria,zwana też chorobą brudnych rąk,objawia się m.in.biegunką) były młode pędy…..pałki wodnej-Typha latifolia i Typha angustifolia,więc roślinki, której się Państwo ostatnio naoglądali pewnie zbyt wiele,jednak jest to niesamowicie energetyczne pożywienie, obniżające też poziom cukru,nieco obniżające ciśnienie,zawierające sporo witamin-głównie vitaminę C,której tak trzeba w osłabieniu organizmu,wspaniale łagodzi nieżyty żołądka,zaburzenia przemiany materii w starszym wieku,moczopędna,pomaga odprowadzać toksyny z organizmu,a przy tym przeciwbiegunkowe.W warunkach powodziowych nie polecam na surowo,choć poza powodzią jak najbardziej (polane octem jabłkowym lub cytrynką i oliwą jako surówka),w sytuacji niepewnej wyłącznie ugotowane-smakują podobnie do szparagów,są delikatne i lekkostrawne.

Indianie piekli kłącza a z wysuszonych robili mąkę-podobnie w Rosji i Chinach,gdzie dodatkowo pyłek z pałki i liście  są świetnym,antyseptycznym środkiem tamującym krew,pałka wodna należy zresztą od wieków do TCM.

Nadmieniam,że to tylko część jej właściwości i możliwości zastosowania,o których przy innej okazji.

I jeszcze-aby dmuchać na zimne:pałka wodna musi pochodzić wyłącznie z terenów pozapowodziowych,tam,gdzie nie było styczności z „wielką wodą” niosącą „wszystko” a przede wszystkim to,czego raczej byśmy widzieć nie chcieli.

Wiem,że teraz nie można specjalnie wybierać,jednak przestrzegam osłabione organizmy przed nadmiernym spożyciem żywności  gotowej a przy tym mocno sztucznej,czyli

SEROPODOBNYCH wyrobów,

CZEKOLADOPODOBNYCH….

ale przede wszystkim gotowców w proszku.Te z konserw, w potrzebie, są niezastąpione-oby na etykiecie miały jak najmniej składników:jeżeli wieprzowina,to niech tam będzie wieprzowina a nie pół tablicy Mendelejewa,jeżeli ryba,to niech na etykiecie będzie np.śledź-lub inna (pangi nie polecam),olej.Ryby w puszkach naprawdę nie potrzebują dodatków-wszystko,co ponad-to nasz zdrowotny znak zapytania.Jeżeli chodzi o gotową żywność w słoikach,to obowiązuje ta sama reguła-nawet,jeżeli pisze,że to „ze spiżarni babciuni”,to sprawdzajcie Państwo skład.Może się okazać,że „babciunia” miała w piwnicy laboratorium i magazyn z chemią .

Ideałem byłoby mieć swoje słoiki ze wszystkim,na co się ma ochotę,prawdziwie „babciowe” wecki,ale bywa,sytuacja wymaga zapasów zgromadzonych mniejszym wysiłkiem.

A….kiedy pili Państwo przemysłowy sok 100% z owoców zawierający naprawdę w 100% owoce?Są Państwo tego pewni,że tak było?

Na targach dodatków do żywności,np.Food Ingredients Europe Frankfurt,można najlepiej przekonać się o zawartości środków podobno spożywczych.To tzw.DESIGN FOOD-więc zaprojektowane,nie-dane nam od natury.Niestety,patrząc w historię, wiemy,że nie wszystko,co człowiek wymyślił (a raczej bardzo niewiele) drugiemu człowiekowi (poza biznesem dla nielicznych ) służy.

Na takich targach wystawiają się firmy farmaceutyczne i chemiczne-jakżeby inaczej….

Każdy aromat może być symulowany,wyprodukowany sztucznie.

DESIGN FOOD żyje ze sztucznych aromatów.

Czyżby….legalne oszustwo?

W średniowieczu za fałszowanie np.wina groziła kara śmierci.To samo za fałszowanie oliwy…..Ktoś mówił,że średniowiecze było ciemne?Chyba ten,kto czytał wyłącznie szkolne podręczniki….w ciemności.

Patrząc na zakupy,jakich ludzie dokonują w wielkich sklepach,nie pozostaje żadnej wątpliwości:ludzkość zażera się na śmierć.

Dawno już większość z nas straciła poczucie prawdziwego smaku,nie odróżniamy,co jest naturalne a co sztuczne.

Tymczasem,aromat „identyczny z naturalnym” może być genetycznie zmienioną pleśnią.

Ich właściwości nie są wymienione na produktach.Jasne-kto by je wtedy kupił?

Pomijam imitacje mięsa-nastrzykiwane chemią płaty białka,coraz częściej o zwierzaków karmionych GMO.

Przeciętny Europejczyk wcina rocznie ok.100 kilo aromatyzowanych produktów.

Na targach tzw.produkcji zwierzęcej (prawda,że „ładna” nazwa?),na których również znaczna jest obecność Big (very BIG) Pharmy i Chemii (na jedno wychodzi,nie wiem,po co ja to rozdzielam:-)można zapoznać się z substancjami tuczącymi,powodującymi szybszy wzrost,większą wydajność krów,kur……A właśnie….niedawno pisałam o cholesterolu?

Jeżeli już jesteśmy przy kurkach……

Kiedy Amerykanie w latach pięćdziesiątych doprowadzili do perfekcji system „wyciskania”:-( kur,dopracowali do imentu wykorzystanie ich najmniejszych części (jak m.in.dodawanie kurzych łapek do gotowej żywności-nie,nie tylko dla zwierząt-to by było marnotrawstwo;-),dodawanie kurzych gówienek do karmy dla zwierząt i pakowanie ich jako nawozu w ogrodnictwie),FDA uznała,że „kurze ekskrementy w karmie dla bydła kwalifikują się do GRAS (ogólnie bezpieczne).

Podobnie GRAS było wszystko inne,co Amerykanie z ochotą skonstruowali w swojej nowej,cudownej diecie,czego wynikiem był wzrost zakłóceń w metabolizmie widoczny gołym okiem do dzisiaj w każdym zakątku „BIG WONDERFUL AMERICA”.

Ale….przestały być bezpieczne jajka.Trzeba było jakoś zagospodarować nieco chemii i w ogólnym rozliczeniu wydawało się,że większy biznes przyniesie oskarżenie jajek o powodowanie chorób niż ich sprzedaż:-)

Doszło do idiotycznej przepychanki,w której po jednej stronie stało American Heart Association a po drugiej-NCEN (National Comission Eggs Nutrition)-narodowa komisja żywienia jajkami (nie zaprzeczę-lobby jajczarskie,powołane w odpowiedzi na atak lobby farmaceutyczego:-)).Lobby farmaceutyczne oczywiście wygrało i producenci jaj zaczęli odczuwać skutki nagonki na  jeden z najbardziej odżywczych produktów świata.

Z czasem zawiązało się Egg Nutrition Center,które nie ustawało w poszukiwaniach sposobów na ujawnienie prawdy o machlojach przeciwników i wreszcie ich badania przejął National Health Institut,który-o dziwo,wystawił jednak jaju certyfikat zdrowej żywności.NIGDY oficjalnie nie przyznano się do WIELKIEGO KŁAMSTWA NA TEMAT JAJ.

ALE:biorąc pod uwagę masowy sposób ich produkcji jednak proponowałabym nieco dystansu i rozróżnianie jaja przemysłowego od jaja z NAPRAWDę WIEJSKIEGO PODWóRKA,gdyż jest to różnica potężna.

Hodowla przemysłowa …..szczepienia,fetor,wydzieranie sobie nawzajem piór i obrzynane dzioby….Szczepienia nie wyeliminowały bynajmniej chorób wśród kur,one chorują jak chorowały-z brudu,strachu,odoru,zranień,braku miejsca.Są więc faszerowane chemią,”aby wyzdrowiały”-kółko się zamyka-wszystko to zostaje w jajku.Słabe skorupki, lejące się białko,plamiaste żółtko,niedobry zapach-to nie są cechy dobrego jajka.Mało tego-jaja transportowane na większe odległości są często napromieniowywane (tracąc lwią część witaminy A i nie tylko,ale tyle przyznaje oficjalnie FDA) lub pasteryzowane-dużo wytrwałości życzę tym,którzy takie pasteryzowane jajo chcieliby ubić-przeznaczcie na to jakieś 3 razy więcej czasu niż na ubicie zwykłego.

Przykro mi to mówić,ale mając do wyboru wyłącznie jajko z produkcji przemysłowej i polną (bo jest i miejska:-) trawę-wybrałabym trawę-ostatecznie zawsze można znaleźć w niej jakieś smaczne ziółka:-)

Opłaca się znaleźć dobrego gospodarza,gdyż prawdziwe,wiejskie jajko jest dziś towarem na wagę złota.

Kończę wpis mając nadzieję,że pomagając Powodzianom podarowują Im Państwo rzeczy,które i Państwo przyjęliby z radością.

P.S.Jakakolwiek żywność,która miała styczość z „wielką wodą”,nie nadaje się do spożycia.

Lektury:

Andrew Chevallier „Der grosse Lexikon der Heilpflanzen”

P.Holloway,G.Alexander,Economic Botany,vol.44.,2/1990″Ethnobotany in Yukon Region,Alaska”

NIH.org./Hu-Willet-Study

w w w .americanheart.org(AHA)

w w w.enc-online.org (ENC)

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: