Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.12.Urynoterapia a izopatia.

Posted by natural health consulting w dniu Maj 19, 2010

To,co wiemy,to kropla.Czego nie wiemy-to ocean.-I.Newton

Prawie niemozliwym jest,nieść pochodnię prawdy przez tłum i żadnej brody przy tym nie osmalić.G.Ch.Lichtenberg

Między ludźmi jest wiele rodzajów argumentów-te prawe i te nieprawe….Nie podziwiaj ich zbyt szybko i zbyt szybko nie odrzucaj.Kiedy nieprawdy są ogłaszane-słuchaj pokornie i uzbrój się w cierpliwość….”Paracelsus

Poza homeopatią są i inne,bardzo ważne tematy.Czeka już problem zaburzeń typowo męskich:-),czeka ciąg dalszy o boreliozie,ale chciałam ten wstęp do homeo doprowadzić do poglądowego choćby kształtu,więc…część dwunasta.

Zmarł były vice-dyrektor szwajcarskiego BAG (urząd zdrowia) i były prezydent Szwajcarskiego Stowarzyszenia Lekarskiego (S.Arztevereinigung)-Hans Heinrich Brunner-internista i kardiolog,znany specjalista i konsultant wielu ośrodków….zmarł mając ZALEDWIE 65 lat.Po ciężkiej chorobie.Oczywiście,umiera każdy.Ja tylko zawsze pytam:

dlaczego,jeżeli to następuje tak szybko-wszak człowiek może żyć lat 100 i dłużej,dlaczego tak szybko-CO się stało?I dlaczego tak wczesna śmierć (wypadki to sprawa osobna) zabiera tylu -bo jest ich niemało-specjalistów od zdrowia?Gdzie popełnili błąd?Przecież 65 lat to zaledwie nieco więcej niż przewidziana połowa życia…..Pan B. był zdeklarowanym wyznawcą medycyny szkolnej-DLACZEGO mu nie pomogła?Szwajcaria posiada wspaniałe kliniki,w których stosuje się mnóstwo metod naturalnych,metod,które możemy sobie stosować za darmo,a które tam kosztują majątek,a jednak często trafiają tam wyznawcy medycyny szkolnej ZA PóźNO.Niektórzy nawet nie zdążą.Przywiązanie do wprogramowanej nam systemowo,”jedynej słusznej ścieżki” i strach przed podważeniem całego „swego”    dotychczasowego poglądu…zabija.

A przecież „to jest lekarstwem,co leczy”,dlaczego więc nie próbować wszystkiego?W imię czego?Czy w imię podpisanego cyrografu?Czy warto?Na to pytanie też każdy musi odpowiedzieć sobie SAM.Pamiętając,że są ludzie, którzy go kochają,dla których wiele znaczy,którzy dla niego gotowi są na wiele…żyjąc z ludźmi trzeba o nich pamiętać.

Wbrew temu,co sądzą niektórzy,nie żyjemy tylko dla siebie.Jest wielu,którzy żyją sami,ale NIKT nie żyje wyłącznie dla siebie.Stąd,podejmując ważne decyzje,pamiętajmy o tych,dla których jesteśmy istotni….czasem…dla których jesteśmy wszystkim.

Po niełatwym wstępie-niełatwy temat,ponieważ wspominałam wcześniej o główniejszych metodach terapii medycyny naturalnej-ziołolecznictwie,czyli fitoterapii,homeopatii i….no właśnie-o trzeciej wspomniałam zaledwie,że jest mocno kontrowersyjna i sama słysząc o niej pierwszy raz,wzdrygnęłam się niemiło.Teraz staram się ją zrozumieć i obserwować-na razie nie znajduję w niej niczego,co byłoby ewidentnie złe (chyba,że jest się purystą zapachowym:-), więc przechodzę do przybliżenia Państwu terapii stosowanej niekoniecznie:-),ale mogącej w nagłych przypadkach zaskoczyć nas swoją pożytecznością:-) i dostępnością oraz….gratisowym dostępem.Taka metoda musi mieć jakiegoś haka…..?To prawda.Ma:Brrrr!;-):-):-)ALE…..

W poprzednim rozdziale o szczepieniach wspominałam o nozodach,o tym,że medycyna szkolna skorzystała z pojęcia stricte homeopatycznego,ale wypaczyła je w sposób oczywisty oraz,że przyjmowanie tzw.obcych -w tym również obcych genetycznie nozod zakłóca informację w przemianie materii.A przecież w homeopatii stosowane są też (bo nie tylko) nozody z obcych organizmów-fakt,że niemodyfikowanych genetycznie,ale jednak…co wtedy? 

Powiem krótko:póki z niemodyfikowanych i podawane przez normalne,naturalne drogi pobierania pożywienia i leku-akceptuję tę formę,gdyż i tak nozody homeopatyczne zawierają potrzebną w danym przypadku informację,a więc ilość obcego materiału jest totalnie różna (o wiele mniejsza) od materiału obcego w leku alopatycznym.Tu wybiera się-podobnie jak w medycynie szkolnej-najlepiej dopasowany środek-czasami dostępny jest tylko taki wytworzony z obcego organizmu.

Nozologia-wiedza o nozodach-pozwala na przybliżenie pacjentowi natury tak działającego leku,jeżeli tylko terapeuta wykaże się wolą,co byłoby bardzo mile widziane ze względu na pojęcie leczenia homeopatycznego i samą homeopatii ideę.Szkoda,że często przepisuje się lek,nazywa go bez tłumaczenia,czym jest,a potem pacjent tłumaczy drugiemu, czego sam nie rozumie,co prowadzi do zabawnych-ale i smutnych konkluzji.Nie wiem,dlaczego nie wszyscy Szanowni Homeopaci tłumaczą pacjentom istotę stosowanego leku-to praktyka szeroko znana w kręgach medycyny alopatycznej i,jeżeli to się nie zmieni,to przykro mi,ale obraz homeopaty nie będzie się różnił od obrazu alopaty. Porozumienie z pacjentem,poznanie go i dobranie leku jest podstawą tak w homeopatii,jak i w całej medycynie naturalnej.Tak,pacjenci się czasem śpieszą….lekarze też….ALE to nie jest usprawiedliwieniem-dla zdrowia musi znaleźć się CZAS-„kto go nie ma dla zdrowia,będzie musiał go znaleźć dla choroby”.To działa w obie strony:-)

Przypominam też,że do idei medycyny naturalnej należy szerzenie wiedzy o relacjach między człowiekiem leczonym a lekiem.Jeżeli tę ideę zarzucą ludzie pracujący w jej obszarze,stanie się ona wiedzą dla wybranych-podobnie,jak medycyna szkolna,a przecież nie o to chodzi?

Odwieczna pokusa,zredukowania chorób do maleńkiego obrazu symptomów,zamiast widzenia ich ogółu,wraz z właściwościami człowieka i jego środowiska,widać choćby przy grypie:

Ktoś MA grypę.Oddzielenie.Jest grypa,na grypę są środki-finito.

Dla biurokratycznie zorientowanej medycyny wstęp do ICD (Intern.Clasification of Diseases-klasyfikacja chorób)to ogromna pomoc,z której lekarze chętnie korzystają.

Od końca XIX wieku zajęci są szufladkami,definicjami.Tylko zerk na listę i mamy rozwiązanie.Teraz już chyba mamy…dziesiątą wersję ICD?

Grypa to tylko przykład,jakie to proste:laicy,wytwórcy szczepionek,biurokraci i mnóstwo lekarzy widzi to samo:

GRYPA.

Niewiele mamy opisanych tych grypowych symptomów:bóle członków,gorączka….A przecież jest taki stan,w którym mówimy:

„Jakbym miał gorączkę….”

„Chyba trochę gorączkuję….”

„Mam wysoką gorączkę…”

„Mam strasznie wysoką gorączkę a przy tym tak mi dziwnie….”

Są w klasyfikacji i dreszcze,bóle mięśni,stawów,szyi,głowy,kaszel,zatkany nos,poty,….

No właśnie-JAKI kaszel?

Suchy?Mokry?-od biedy w klasyfikacji można znaleźć (zależy gdzie:-) 

Kapie z nosa,czy cieknie?Czy może wszystko tkwi w nosie?A brak apetytu?Ale jest ochota na słone?A może na słodkie?A może tylko na picie?

Są w klasyfikacji i symptomy duchowe oraz nastrojowe,jak „rozstrój jelitowo-żołądkowy,złe samopoczucie….”

Ale JAKIE złe samopoczucie?Drażliwość czy osłabienie i niechęć do wszystkiego?A może agresja?

Grippe,to z francuskiego „nakryć”,”dobrać się”,”złapać” (gripper)….Influere (influenza)-to „wpływać”-„to wirusy,te „minipotwory”:-)dobrały się więc do organizmu!”Cóż tam na nie mamy?Zerk w tabelkę…..

ANTIphlogistica

ANTIbiotika

ANTIpyretica (stany gorączkowe)

ANTIbronchitica (nieżyty krtani i oskrzeli)

ale i analgetica:-)

I homeopatia ma środki „PRAWIE uniwersalne”-np.w przypadku grypy przepisuje się często bryonię-oczywiście w określonej formie grypy.Fakt,leczy szybciutko.Ach-zapomniałam-teraz nie można mówić,że homeopatia leczy?No to powiedzmy „dociera do przyczyny choroby i powoduje powrót organizmu do stanu równowagi”-brzmi nawet lepiej-tym bardziej,że substancje uznane za „leki” mocno się zdegradowały.

Przepisuje się też:Aconitum-przy grypie występującej po tym,jak chory był poddany działaniu silnego,zimnego wiatru lub intensywnego przeciągu,

Baptisia-po poddaniu się agresywnemu działaniu klimatyzacji (np.w biurze czy samochodzie),przegrzaniu lub przechłodzeniu,

Belladonna,Bryonia,Gelsemium są stosowane,gdy wilgoć,gorąco,duchota,parno lub intensywne ochłodzenie,po przegrzaniu z udziałem suchego wiatru,lub po suchym,zimnym wiatrem przechłodzeniu

Nux vomica,Pulsatilla-gdy mokro,wiosna lub lato,brak snu,przeładowany żołądek,zmiany temperatury,przeciąg

Rhus tox.-gdy za długo przebywaliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu,przemokliśmy,przesililiśmy się(często jest to tzw.pierwszy wybór przy grypie)

Sulfur-przy zbyt długim wychłodzeniu w wilgotnym środowisku,po zbiciu gorączki antybiotykami,po analgetykach….

To tylko,znane już,przykłady środków stosowanych przy (pobieżnie przedstawionych) różnych przyczynach grypy,które opiszę dokładniej,kiedy tylko przejdę do samego leku homeopatycznego-o,pardon-to było wg definicji homeopatów-teraz to się nazywa-kiedy przejdę do „terapeutycznych wskazań składników materiału homeopatycznego:-)”…też nie?A,do „określenia zakresu działania bez wskazania terapeutycznego substancji homeopatycznych”?Jakoś tak:-), pomieszały  mi się te definicje:-):-):-)Co do zawłaszczania pojęć „leczy”,”pacjent”…. czy,gdyby nie strach przed mocą medycyny naturalnej,czy trzeba byłoby kraść pojęcia (wszak pierwotnie LECZENIE jak i PACJENT do niej należało),obwarowywać je kodeksami?I czy w ogóle można (nad czym właśnie toczy się w prawie medycznym na świecie dyskusja) instytucjonalizować pojęcia uniwersalne,pojęcia,które funkcjonowały od zawsze,czy można instytucjonalizować prawdę,która jest nieograniczona i nieuwarunkowana-po prostu jest,według której rośliny mają lecznicze zastosowanie a więc  -idąc skrótem myślowym-leczą,według której człowiek chory to pacjent-„cierpliwy”,choć nie każdy chory cierpliwość wykazuje:-)Wkrótce edukacja zechce zawłaszczyć pojęcie „ucznia” i „nauczyciela”,potem przemysł -pojęcie „pożywienia”……Dokąd to…..?

Czy definicja Arystotelesa,przejęta przez Hipokratesa a potem Paracelsusa i innych mistrzów medycyny-„to jest lekiem,co leczy”-nie wystarcza?Kto ma interes,aby normalny człowiek pogubił się w gąszczu definicji?   

Homeopata nie śni o leku uniwersalnym,na wszystko i dla każdego-on wie,że takiego leku NIE MA.

A jeżeli Państwa lekarz upiera się,że grypę spowodował wirus grypy akurat zimą czy jesienią lub chłodną wiosną,to proszę go spytać,dlaczego wirusy miałyby się rozmnażać przy zimnej pogodzie.Chętnie wysłucham odpowiedzi:-):-)

Jeżeli usłyszą Państwo w ogóle jakąkolwiek na powyższe pytanie odpowiedź,to proszę jeszcze dopytać,jakim cudem jeden wirus może spowodować NARAZ w społeczeństwie tyle form grypy.I tych odpowiedzi wyslucham.:-)

A może usłyszą Państwo klasyfikację wirusów…..”NIEWIROLOGOM” wyda się to bardzo,ale to bardzo naukowe:-)

Potem to już…można zaczynać produkcję szczepionki…..

Swoją drogą,jak często słychać „lekarz kazał”.Dlaczego?”On już wie,dlaczego”.

Lub:”Jest pan/pani moją ostatnią nadzieją!”

ALE DLACZEGO?Czy nie oczekują Państwo od ludzi w białym fartuchu ZBYT wiele?Dlaczego nie uruchomią Państwo samoodpowiedzialności za swoje,własne zdrowie?Dlaczego nie wiedzą Państwo,co łykają?Dlaczego nawet do głowy Państwu nie przyjdzie,aby przeczytać ulotkę lub zapytać?Dlaczego też ludzie,którzy udają wielkie przywiązanie do Polski i deklarują chęć czynienia dobra dla Polski,jednocześnie robią wszystko,aby Polak był zależny od bynajmniej niepolskich koncernów i dlaczego oni sami,funkcjonujący w tak prymitywnej,jaskrawej dezinformacji,miotający się w klatce zależności,uznają tę klatkę za pałac?I z największego pałacu trzeba kiedyś wyjść.Trzeba….można…wolno wyjść?I CO wtedy?Co,kiedy za późno jest na wszelkie „dlaczego”?

Daleka jestem od nacjonalizowania poglądów,co dodatkowo w moim przypadku byłoby śmieszne-Człowiek to Człowiek-w codziennym pojęciu międzyludzkim-nieważna narodowość.ALE aby ten Człowiek mógł dobrze funkcjonować w dzisiejszym świecie,w którym historia zakreśliła nieubłagane granice,wskazane byłoby,aby każdy kraj miał szansę rozwoju własnego przemysłu i dawał dobrą pracę przede wszystkim własnym obywatelom,aby nie brakowało ich tak w zarządach,jak i na wszystkich stopniach struktury firm,aby nie byli niewolnikami we własnym kraju.Historia niestety,niczego wielu nie nauczyła,a przecież dobitnie pokazuje,że w każdym przypadku zawładnięcia jednego kraju przez inny,prowadziło to do jego maksymalnego wykorzystania i degradacji-to nie jest zdrowa sytuacja,kiedy zdecydowana większość zarządu firmy pochodzi  z kraju,którego określona polityka wskazuje na  totalny wyzysk drugiego!

Podobno „dlaczego” jest pierwszym słowem do wolności…..

Też tak myślę.

Proszę Państwa-to o czym teraz napiszę,może spowodować,że niektórzy przestaną tę stronę czytać.Trudno. Zaczynając opowieść o pojęciu nozody nie mogę nie napisać o najtańszej i najefektywniejszej,choć tak kontrowersyjnej,nozodzie świata:o moczu.Dlaczego jednak niespecjalnie pochwalam nozody wykonane z obcego moczu,czyli urynoterapię po przemysłowemu,nawet w ujęciu homeopatycznym-lekami nie mającymi nic wspólnego z substancją pochodzącą z Waszego ciała?:-)

Po kolei-proszę pamiętać,że to TYLKO moje zdanie (aczkolwiek dzielone z wieloma innymi) i nie muszę mieć racji.

Terapia urynowa oferuje nam we wszystkich warunkach,o każdym czasie,najlepiej pasujący homeopatyczny lek w formie „autonozody”.Bez zależności również od firm homeopatycznych lub samych homeopatów.Wiem,wielu homeopatów mnie za to nie polubi:-),ale znam przypadek matki dziecka,któremu lekarz homeopata przygotowywał nozodę z jego moczu robiąc wokół tego co najmniej tyle szumu,jakby produkował złoto,w dodatku za koszmarne pieniądze daleko przekraczające zwyczajową stawkę.Zgoda,że przygotowanie leku homeopatycznego wymaga o niebo więcej pracy (i wiedzy) aniżeli zerk w tabelkę i przepisanie „leku A na chorobę B”.Zgoda,że praca lekarza jest nielekka i powinna być wynagradzania godziwie.Ale….powinno być na nią stać wszystkich ludzi,którzy ze swoim zdrowiem nie radzą sobie sami.Abstrahując od ceny zdrowia,które,jak wiadomo-„jest bezcenne”, tego typu praktyki nie mają wiele wspólnego z etyką ani samą ideą homeopatii.Dziecko wyzdrowiało i czuje się świetnie,ale biedna matka musiała zaciągnąć kredyt,dzięki czemu się rozchorowała,bo spłacać nie ma z czego.Czy to jest przykład pozytywny?Tak,homeopatia ma wystarczająco wielu wrogów,aby przysparzać im kul,ale proszę Państwa nie można pisać wyłącznie o samych zaletach funkcjonowania czegoś,kiedy to funkcjonowanie doskonałe nie jest. Można pokusić się o gdybanie,że „gdyby homeopatia była powszechnie dostępną,jedną z form terapii oferowanych wszędzie,to i ceny byłyby niższe i sami homeopaci chętniej informowaliby o jej zaletach”,ALE….to,niestety,gdybanie.

Wracając do urynoterapii…..

Własny mocz-lek więc w formie „autonozody”-ba-w najsurowszej formie homeopatii-IZOPATII.

Nie jest prawdą,że ojcem izopatii jest Enderlein-tak,ten sam Enderlein funckjonujący w medycynie szkolnej.Enderlein owszem,stosował izopatię i propagował ją,ale to za mało,aby nazwać go jej wynalazcą,gdyż pierwsze pisane źródła o izopatii pochodzą z pism staroindyjskich-a biorąc pod uwagę,jak długo wiedza w Indiach przekazywana była ustnie,możemy przypuszczać,że historia izopatii sięga jeszcze dalej.

Termin pochodzi od gr.isos-równy,pathos-cierpienie.

W 1833 niejaki J.J.W.Lux pracował nad tą właśnie metodą-aequalia aequalibus curantur (równe-równym leczyć),co wykorzystał Enderlein,aczkolwiek dopiero w 1872.(G.Enderlein:”Uber die endobiontische Natur der Rinder-Leukose.”-można przeczytać w „Akmon” z 1955.(Niestety,wiele wartościowych źródeł jest już prawie lub wręcz nieosiągalnych, czasem trafiają się w zagranicznych antykwariatach,czasem udostępni jakaś biblioteka klasztorna,w ostateczności uniwersytecka,ale muszę powiedzieć,że prawdziwe skarby literatury medycznej należą do Kościoła i zbiorów prywatnych).

Już więc nie „podobne podobnym”,ale „to samo tym samym”-bo to jest istota izopatii.

To nie spodobało się Hahnemannowi.Nie miał o niej najlepszego zdania (odrzucał ją),ale jego następcy przyjęli tę metodę jako pokrewną homeopatii.

To jedna z najstarszych,jeżeli nie najstarsza,materialna terapia ludzkości,istniejąca już w przedczasie religii i w królestwie zwierząt.Znają ją wszystkie najstarsze plemiona na Ziemi.Mamy tu do czynienia z archetypem w sensie Jungowskim -jakkolwiek by nie mieć ochoty na dzielenie wielu jego poglądów:-)

Niezwykle obszerna,ale mało znana większości ludzi literatura (sporo we francuskim,niemieckim, hebrajskim, arabskim,chińskim)na ten temat (bo po co ludziom udostępniać wypróbowaną wiedzę-lepiej im sprzedać lek z ich własnych wydalin:-(,mówi o przykładach terapii moczem zewnętrznych i wewnętrznych,ranach,o terapii trądu i gangren,o infekcjach,zapaleniach oczu,cukrzycy,gruźlicy…..Zakres urynoterapii wydaje się nie mieć granic.A jednak cisza-informacje ukazują się jedynie w przypadku PREPARATóW Z MOCZU a i to przedstawianych wówczas jako „kolejny cud medycyny i efekt wiedzy specjalistów”.Przecież trzeba zarabiać.Trzeba,ale,powtórzę-JAKIM KOSZTEM?

Wiedzą Państwo,że jeszcze niedawno lekarzowi chińskiemu płacono tak długo,jak utrzymywał ludzi,których miał pod opieką,w zdrowiu. Ot,żył sobie spokojnie,miał zapewniony byt,starał się więc,aby potencjalni pacjenci mieli informacje o sposobach utrzymania zdrowia-stąd do dziś przeciętny Chińczyk jest uświadomiony medycznie na tyle,że z powodzeniem mógłby otworzyć praktykę w każdym kraju Zachodu.U siebie nie,bo po co,jak wszyscy wiedzą,co i on.Dzisiaj powoli się to w Chinach zmienia-jak wszędzie……Niestety. 

Nasz system pracuje ze sprzecznym z zasadami informatyki,wątpliwym tzw.”pozytywnym sprzężeniem zwrotnym”, wedlug którego przemysł  medyczny zarabia tym więcej,im bardziej chory jest człowiek.

Bada się dziś urynę na składniki materialne,znajduje „starych znajomych” i jest się zadowolonym.Ale to nie te składniki działają,a molekuły.KLUCZ znajduje się w śrubie przemiany materii.

Uryna jest wyprowadzonym produktem końcowym śruby przemiany materii.

Uryna zaznacza koniec katabolicznej gałęzi śruby,jest pozyskiwana w nerkach z krwi poprzez filtrację.

Krew,przez arterie nerkowe podąża do ciałek  nerkowych,w których następuje pierwsza filtracja krwi.

Tutaj tworzy się,przeciwnie do pierwotnej plazmy krwi mocno rozcieńczony tzw.pierwotny mocz.

Rozcieńczenie następuje przez to,że wszystkie,wielkie makromolekuły od przekroju 10nm są zatrzymywane.

Od tego moczu pierwotnego,w dalszym obiegu,w znaczącym obszarze tzw.pętli Henlego zostaje znów o krok dalej rozcieńczony,przeniesiony z powrotem i  znów rozcieńczony do krwioobiegu….w pozostałym procesie opuszcza ciało przez pęcherz jako skoncentrowany mocz końcowy.

Z procesu odzyskiwania poznajemy,że chodzio o iteratywny proces rozcieńczania.

Iteratywny -tak,są mniej i bardziej skomplikowane definicje:-),ale posłużę się prostym wyjaśnieniem:to proces kontynuowanego polepszania w najmniejszych,kolejnych kroczkach:-)-doskonalenie.W informatyce określa się to jako kształtowanie elementów sterowników związanych z bezpieczeństwem i to też jest prawda,jakże pasująca do organizmu.

Odzyskany udział moczu pierwotnego pozostaje znowu zmieszany z krwią w ciele,a część jego dostaje się przez przez układ krążenia w krótkim czasie do nerek,gdzie cały proces się powtarza.

Te procesy powtarzają się bez końca,przy czym powstają coraz wyższe rozcieńczenia pierwotnej krwi.I wciąż dochodzi do tego nowa,nierozcieńczona plazma z nowymi produktami przemiany materii…

Istotnym dla otwarcia wyższych struktur w wartstwowości metabolitów jest rozcieńczanie (sieć rozcieńczeń Ostwalda)

Potencjonowany,rozcieńczony płyn,nie ukazuje się następnie w moczu,ale znowu w obiegu krwi.Dopiero przy następnych powtórzeniach dostaje się część z tego do moczu końcowego.

To postępujące wędrowanie/powracanie w obiegu krwi jest znaczące dla iteratywnego procesu potencjonującego,bez którego mechanizm śruby przemiany materii z jej,przeplatającymi się ze sobą,zstępującymi i wstępującymi (katabolicznymi i anabolicznymi) gałęziami nie byłby możliwy.

Zaden system informatywny nie przebiega jak,przykładowo,wąż,a wszystko funkcjonuje przez zasadę sprzężenia zwrotnego.

Problemem dla wielu jest zagadnienie czystości moczu,jego toksyczność.

To przecież przefiltrowana krew,więc jak może być toksyczna dla jej posiadacza?Z podkreśleniem dla JEJ posiadacza.

Mocz ze środkowego strumienia porannego (co ważne) jest czysty,dopiero potem bakterie zaczynają proces rozkładu i robią to błyskawicznie,rozmnażają się,jak szalone:-),stąd moczu nie należy przechowywać.Terapia nie powinna trwać dłużej niż 3 do 4 tygodni,w czasie których chodzi o odbudowanie własnych materiałów obronnych.

Nienarodzone dziecko w łożysku miesiącami pływa w urynie,wody płodowe w połowie też są z uryny-jak może być trujące coś,co pochodzi z WŁASNEJ krwi i otacza ciało w najdelikatniejszej fazie,zostało wybrane przez naturę do towarzyszeniu mu w pierwszych fazach rozwoju?

W medycynie szkolnej,system urogenitalny (nie mylić z fekalnym,a to się niestety zdarza:-))to jedno z pojęć fundamentalnych.Moczowe i płciowe organy są razem i korzystają ze wspólnego wyjścia…..I TO MA BYC TOKSYCZNE?Przecież,gdyby uryna była dla jej gospodarza toksyczna,nie byłoby możliwe rozmnażanie się,nie byłoby możliwe życie!

Mówiłam niedawno o samowystarczalności człowieka żyjącego w zgodzie z naturą,o wspaniałym systemie podarowanym nam przez Boga lub Naturę-któż to wie,może przez jedno I drugie?:-)W samej rzeczy,proszę Państwa, mimo automatycznego u wielu obrzydzenia do płynów pochodzących z ciała,aczkolwiek:-) będących tam nie na darmo,własna uryna jest najczystszym i najbardziej leczniczym w niektórych chorobach materiałem,który mamy w swoim organizmie,który nosimy w sobie-wie to każdy lekarz,ale niewielu to powie:-)

Obszar terapii moczem jest dość szeroki-od kaszlu,AZS,astmy,neurodermitis, po trąd i pęcherzycę,chociaż od razu mówię-są przyjemniejsze i „nieobrzydliwe”-ziółkowe:-),zewnętrznie zaś zastosowanie przy oparzeniach (również słonecznych),krwawych zranieniach a nawet masażach przy bolących mięśniach:-)-przy tym ostatnim o niebo milsze są masaże z udziałem olejków eterycznych i też nie mniej odżywcze-pod warunkiem,że te olejki (naprawdę naturalne) mamy,w Indiach i Chinach do dziś przepłukuje się moczem piekące oczy,płucze bolące gardło,nos.W starej literaturze polskiej można przeczytać,jak matki okładały dzieciom chore gardła pieluszką z ich własnym moczem i nie było to niczym niezwykłym.

Ze swej strony nie polecałabym urynoterapii przy infekcji dróg moczowych i zaawansowanych stadiach chorób sklasyfikowanych jako zakaźne ze względu na wyjątkowo sporą ilość produktów szybko rozkładających się a niekoniecznie pożytecznych:-)

Nie zachęcam do tej terapii jako środka pierwszego wyboru,zawsze i wszędzie-o nie,ona była stosowana zawsze w czasie wszelkich katastrof i wojen,dzięki niej ludzie przeżywali cało (np.zaleczone wstępne stadia gangreny),więc dlaczego o niej nie poinformować?

Urynoterapia nie wymagała nigdy skomplikowanej,terapeutycznej strategii,po prostu się ją stosowało.Od wieków.

Patrząc homeopatycznie:czyżby autonozoda (nozoda sporządzona z własnego materiału) była idealnie dopasowanym lekiem…?

Przygotowanie homeopatyczne w urynoterapii ma tę zaletę,że nozoda ma wówczas neutralny smak i zapach.

Jeszcze inną stroną stosowania moczu jako leku jest,że człowiek nie może rzeczywiście rozstrzygnąć o najwłaściwszym celu terapii-tutaj decyduje NATURA,w ramach regulatywnego położenia wyjściowego.To oznacza dalej,że pomaga w pełni przy ostrych chorobach,gdzie doprowadza do pierwotnej homeostazy (restitutio ad integrum),ale przy chronicznych,przy których regulacja znalazła się na innym poziomie,prawie na pewno nie doprowadzi do całkowitego wyleczenia-raczej ustawi się na zmienionym,regulatywnym poziomie w sensie pseudohomeostazy-tak samo przy chorobach degeneratywnych. 

Urynoterapia a ziołolecznictwo?Uryna praktycznie nie posiada wartości odżywczych,to czyste,uduchowione:-) lekarstwo.

Rośliny-to pożywienie-nie można z nich rezygnować przy żadnej terapii-tak samo,jak nie rezygnują z nich zwierzęta.

I ziołolecznictwo i homeopatia i urynoterapia nadają się  do skombinowania ze sobą wzajemnie.Homeopatia jest najdelikatniejsza i przy kombinowaniu jej z innym metodami,trzeba bardzo,ale to bardzo uważać,gdyż jej subtelna natura może ucierpieć a lek homeo-nie zadziałać.Urynoterapia z kolei wspiera każdą inną terapię naturalną,ponieważ w swojej  dynamizacji osiąga najgłębsze odmaterializowane poziomy-„mówiąc żartobliwie-sięga tam,gdzie wzrok nie sięga”.

Jak to się ma do farmaceutyków?Mocz im nie szkodzi,najwyżej pomoże wyprowadzić toksyny z organizmu.

Poprzez szerokie spektrum działania terapia moczem jest dostępna każdemu człowiekowi i zwierzęciu,na zasadzie autonozody dostępna zawsze i wszędzie,jest też urynoterapia dobrą stymulacją układu immunologicznego -troszczy się o właściwą,niespecyficzną obronę a przy infekcji-o to,aby jak najlepiej tę obronę dopasować,w końcu to też dobra profilaktyka…..ale o ile przyjemniejsze są ziółka i dobre jedzenie……:-)

Aby uściślić:autonozoda,to właściwy ciału produkt przemiany materii-również produkt choroby (np.ropa),który w przygotowanej formie (homeopatyczne potencjonowanie) jest dostarczany ciału ponownie w celu wyzdrowienia.

Jeżeli chodzi o urynę-w formie normalnej,wyjściowej:-) i tak mamy gotowy lek,gdyż ona już została spotencjonowana w ciele.

Po przedstawieniu tej,chyba najbardziej kontrowersyjnej metody medycyny naturalnej i jej związków z medycyną szkolną,która wprawdzie z niej (wypaczając) korzysta,ale ją (w pewnej części,gdyż jest coraz więcej,zresztą niesamowicie drogich leków,gdzie bazą wyjściową jest mocz,również zwierząt ) wyśmiewa,mogę zająć się metodami nie tak kontrowersyjnymi,za to też skutecznymi……:-)

A co do „wyśmiewa”-proszę zauważyć,że propaganda przemysłowa każe deprecjonować wyłącznie naturalne, bezpośrednie zastosowanie moczu przez każego człowieka-nawet nie próbuje podważać „osiągnięć” naukowców,którzy to samo opatrzą adjuvantami,zapakują w błyszczący kartonik i wystawią w pięknej,nowej aptece…..:-):-)

 Swoją drogą-znów trafiłam na piękną,starą aptekę hołdującą autentycznej wiedzy farmaceutycznej,gdzie pacjentowi opowiada się o leku i proponuje naturalny zamiennik-pani,która mi o tym opowiadała a co postanowiłam sprawdzić,dostała wspaniały roślinny wyciąg ( z żurawin) na zapalenie pęcherza-zamiast antybiotyku na receptę!Oczywiście pomogło,więc pozdrawiam Wszystkich,Wspaniałych Aptekarzy,dla których DOBRO pacjenta oznacza też Ich czyste sumienie i wykorzystanie potężnej wiedzy.

Lektura:jak poprzednio,plus

Dr U.Erwin Hasler „Eine eigene Apotheke ist in Dir”,1994 (własna apteka jest w tobie,wydanie szwajcarskie)

Dr G.Harnisch & C.Williams „Unerschopfliche Heilkraft aus der Apotheke ihres eigenes Korpers”(niewyczerpana siła lecznicza z apteki Twojego ciała)

Dr F.Peschek-Bohmer „Urin-Therapie:ein Tabu wird gebrochen” 1995 (urynoterapia-tabu zostało złamane)

G.Enderlein:”Bakterien-Cyklogenie.Prolegomena zu Untersuchungen uber Bau,geschlechtliche und ungeschlechtliche Fortpflanzung und Entwicklung der Bakterien”1925

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: