Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 9, 2010

Znów zaczyna się boreliozowa panika-widziałam już artykuliki o „nadchodzącym niebezpieczeństwie”.Autorom artykułów wszystkiego najlepszego,ja zaś kontynuuję,co zaczęłam.

Niedawno Joanna pisała w komentarzu o pamięci wody-dla wszystkich,którzy znali temat z pism dawnych lub M.Emoto i nie wątpili w prawdziwość zjawiska,mam jeszcze jeden argument przemawiający za przyjętymi przez Nich  założeniami:w laboratoriach INSERM(Institut National de la Sante et de la Recherche Medicale) pod kierunkiem Jacques’a Benveniste (naukowca z początku  jadowicie wręcz sceptycznego) udowodniono metodami laboratoryjnymi -a więc akceptowanymi przez oficjalną naukę,że pamięć wody istnieje a homeopatyczne potencje w porównaniu do placebo wykazują nieporównywalnie większą efektywność. Niestety,następnie powtarzane doświadczenia miały różne wyniki-tu natykamy się na specyfikę badań laboratoryjnych i problem powtarzalności oraz statystyki-używanej niestety również jako narzędzie manipulacji-chętnie stosowanej do negowania zalet natury przy doświadczeniach z medycyną naturalną w sztucznych warunkach i podpierania się nią w  popieraniu dogmatów obowiązującego systemu.A jednak „coś musiało być na rzeczy”,jeżeli Benveniste stał się zagorzałym zwolennikiem tak odmiennej mu do tej pory teorii,przez co został zresztą  strącony z piedestału wyroczni środowiska „naukowego”.Nic,że badania powtórzono z podobnymi wynikami w Izraelu,Kanadzie,Francji,Włoszech…że wcześniej (!) robiono podobne z powodzeniem w Rosji-oficjalny system obraził się na teorię oferującą dość ciekawe możliwości….byłyby pewnie za tanie,łatwo dostępne no i jak tu opatentować wodę??? 

 Laboratorium w Luksemburgu robi dokładnie to samo a nawet więcej-czy polskie kręgi medycyny szkolnej raczą o tym wspomnieć na forum powszechnym?

Trochę przypomina mi to znowu sytację ze szczepionkami:o ich „zaletach” tuby i trąby,o zaletach naturalnego wspierania systemu immunologicznego-nędzne popiskiwania.Tu przytoczę zdanie,które ciężko zapomnieć,zdanie z British Medical Journal-przedstawiciela jak najbardziej przecież oficjalnej „opieki zdrowotnej” z artykułu „Concerns about Immunisation/Breast Feeding should be promoted”,zdanie,na które czekam w specjalistycznej prasie polskiej-jeżeli ktoś się już na to odważył,to mój szacunek,ale raczej bym o tym wiedziała:-)

„System tworzenia,organizacji  i rozprowadzania szczepionek  kosztuje miliony.Czy nie byłoby sensowniej wydać te pieniądze na promocję,wsparcie i zabezpieczenie możliwości karmienia piersią dla każdego dziecka?Jest tyle dowodów,że redukuje to niebezpieczeństwo infekcji rotawirusami,innymi….(…)bez skutków ubocznych!”

Ludzie Azji znają zjawisko od dawna, wiedzą, że woda-czyste Yin-pobiera informacje i je gromadzi.Dla ludzi Zachodu byłoby to pewnie też zrozumiałym,gdyby nikt im w tym pojmowaniu nie przeszkadzał:-)

Zaczęłam od pamięci wody,gdyż potraktuję boreliozę w ujęciu holistycznym,więc i homeopatycznym-a woda będzie tu miała naprawdę wielkie znaczenie.

Po latach praktyki Hahnemann doszedł do wniosku,że „przestawienie się” siły życiowej,wyrażające się w chorobach chronicznych,spoczywa na trzech różnych MIAZMACH.Proszę się nie przerażać i traktować poniższą klasyfikację jako jedno z możliwych wyjaśnień pewnych zjawisk w naturze.Nawet odrzucając je,można stosować podane następnie środki-nie tylko homeopatyczne- regulujące interesujące nas zaburzenie i na pewno nie zmieni to ich działania:-). Moim zdaniem dobrze jest znać teorie mniej popularne,gdyż prowadzą one nieraz do zaskakujących wniosków:w tym wypadku oby do zrozumienia możliwości całkowitego wyleczenia tego,co nazywamy boreliozą, bynajmniej nie antybiotykami.

Miasma-z greckiego-splamienie,zabrudzenie,chorobliwe wyziewy,bliżej-rodzaj morfogenetycznego piętna.

Główne miazmy,manifestujące się z kolei w mnogości najrozmaitszych objawów chorobowych,nazwał Hahnemann:

SYKOSIS

PSORA

SYPHILIS

Następne stworzyli jego uczniowie i naśladowcy.

Te-jak sam objaśniał,dość ostrożnie wybrane pojęcia,wiążą się z pierwszymi objawami podstawowych powodów choroby,jakie manifestują się na skórze,a co ogólnie można przedstawić w następujący sposób:

PSORA-gr.”drapanie”,w hebrajskim „tsorat”-„trądowy,wyrzutowy(w sensie wyrzutów skórnych)”.Wszystkie trzy terminy mogą wydawać się obce,wzięte z księżyca,ale przyjrzyjmy się medycynie oficjalnej:pod Psoriasis medycyna szkolna rozumie łuszczycę-sam termin nie jest więc współczesnym obcy.

Dla Hahnemanna ten sam termin oznacza tysiące zaburzeń w różnych formach i manifestacjach.

Pacjent „psoriatyczny” czuje się źle w swojej skórze:swędzenie,rumienie,egzemy,stany zapalne, nadwrażliwość, nerwowość skóry -to jego cechy szczególne.

Pobudzenie,zmartwienie,zazdrość,napięcie,wrażenie ciągłej walki o byt,niewiara w swoje możliwości,najchętniej byłby kimś innym-to duchowe wyrazy tego samego pacjenta.

U każdego jednak i w każdym pokoleniu ukazuje się ten „zapalnik chorobowy” pod różnymi kształtami.

Hahnemann,Organon,roz.81.-uważał,że większość współczesnych mu ludzi jest „skażonych” psorą,szacował,że siedem ósmych chorób wywodzi się od psory.

Psora jest rodzajem niedostatku funkcji,braku,defekcie funkcjonowania.

SYKOSIS-gr.figa,wyraża się w wysypie brodawek,narośli.Zapalenia,guzy,tłuszczaki,polipy,grzybice należą również do jej charakterystycznych objawów.Postępujące twardnienie,sztywność-to cecha sykotyczna.Duchowo objawia się ona poczuciem przygnębienia,strachami,fiksacjami, neurozami natręctw,kompleksami.

Jest to stan nadreagowania,nadwyżki funkcjonowania,zbyt silnych reakcji.

SYPHILIS-manifestuje się trzema stadiami.Po zakażeniu objawia się wpierw wrzód,najczęściej na genitaliach,ale też na palcach,ustach i in.miejscach na ciele.Jednocześnie nabrzmiewają węzły limfatyczne.Po jednym do dwóch m-cy chory czuje się źle,ma gorączkę,bóle głowy i stawów,często połączone z wyrzutami lub (i) wrzodami.Dotknięte są też organy wewnętrzne.Symptomy pojawiają się i cofają w stadiach.Ten stan jest mistrzem maskowania się (p.borelioza) i może na przetrzeni swego trwania przybierać postacie wielu chorób.W ostatnim stadium niszczy stawy,kości,atakuje nerki, wątrobę,mózg…W ujęciu Hahnemanna Syphilis nie oznacza wyłącznie tego,co sklasyfikowała jako syfilis medecyna szkolna a całe spektrum chorób prowadzących do degeneracji tkanek,zniszczenia funkcji organów,do wrzodów i skurczów (osteoporoza,zanik mięśni,Alzheimer,Parkinson,również wrodzone wady-zniekształcenia,Spina bifida, skłonności do nałogów i in.).Miazma syfilityczna pożera życiową siłę,prowadzi wręcz do zmian w chromosomach,mówiąc językiem medycyny chińskiej, klasyfikującej b.podobnie,ale na „swoją modłę”,ta miazma niszczy Yin nerek-tę samą Yin,którą odziedziczyliśmy od rodziców,tę,która stanowi podstawę naszego rozmnażania i którą,przy zachowaniu właściwego odżywiania się oraz trybu życia może zachować nas do późnej starości.

Na poziomie psychicznym miazma syfilityczna obrazuje się depresjami z agresją, perwersjami, przemocą,nałogami, podejrzliwością,negatywnym stosunkiem do świata,destruktywnym zachowaniem się również środowiska chorego-co BARDZO ważne,oraz agresją wobec samego siebie a często poczuciem stania nad przepaścią.

Tę miazmę można określić więc ze wszech stron jako reakcję destrukcyjną,zanik funkcji.Syfilis prowadzi do zniszczenia i psychiki i ciała.

Oczywiście powinniśmy rozumieć te pojęcia raczej archetypicznie,ale jeżeli przyjrzymy się chorobom lepiej-nie będziemy mogli nie przyznać Hahnemannowi sporo racji.

   Zawiść,nienawiść,bezwzględność czynią doskonałe tło dla zagnieżdzenia się słabości w psychice człowieka a tym samym do stworzenia środowiska wymarzonego dla skażenia.O tym,że osłabiają system immunologiczny,wiedzą dziś chyba prawie wszyscy.I co z tego?-chciałoby się zapytać.Jakoś nie widać,aby przez tę wiedzę omawianych uczuć ubyło.Nie traćmy nadziei:-),ostatecznie chodzi nie tylko o własną….głowę,ale i o to,co przekazujemy naszym dzieciom.

Teoria o złych życzeniach,złym dotyku znana jest i Chińczykom i tybetańskim i indiańskim szamanom i w ogóle wszędzie,gdzie „cywilizacja” nie zatruła środowiska i ludzi do końca.

Miazmy byłyby w ich ujęciu traktowane jako powracające wzory informatyczne,funkcjonujące w częściach pól informacyjnych istniejących w przestrzeniach czasowych i przenoszonych przez generacje,o czym doskonale mogłaby się wypowiedzieć cybernetyka-nauka niedoceniana a obecna dosłownie wszędzie,nauka,której ważność dostrzeżona została przez prof.Aleksandrowicza a zlekceważona przez szanowną większość Kolegów i Koleżanek.

Zgodnie z poglądami homeopatów klasycznych,choroby w wiekach ubiegłych miały charakter sykotyczny lub psoriatyczny,dzisiaj niestety daje się zauważyć przeważającą naturę syfilityczną.Można powiedzieć,że żyjemy w czasach przybierającej „syfilizacji”-rozglądając się wokół,nietrudno to zrozumieć.

Potężna epidemia syfilisu w 16 wieku została zduszona najpierw preparatami rtęci (!),potem preparatem arsenowym, wreszcie peniciliną.Kładę nacisk na słowo „zduszona”-nie „wyleczona”.Przekazana następnym pokoleniom objawia się w formie chorób,w których organizm zwraca się przeciwko własnemu systemowi immunologicznemu.Patrząc na płaszczyznę socjalną-mamy naintensywniejszą w historii pogoń za srebrnikami na masową skalę (związek z rtęcią-żywe srebro),masowe szczepienia (związki rtęci w szczepionkach,m.in.na polio!) wzrost przestępczości,manipulacje strachem,coraz więcej uzależnień,technologie genetycze działające destrukcyjnie na substancje podstawowe, chaos,błędne i sprzeczne decyzje,rozpad rodziny, więzów społecznych,chwiejność osobowości,nastroje schyłku wieku a przecież kolejny dopiero się zaczął.

Borelioza w ujęciu homeopatii klasycznej tłumaczona jest jako najmłodsza forma syfilisu.Nie bez znaczenia jest związek tak jednej i drugiej choroby z krętkami,jak i 3,łudząco podobne do siebie stadia w obu z nich.Przypominam też poprzedni wpis o polio a także zwracam uwagę na skład szczepionek.

Czyżby rezonans morficzny,tak,jak sformułował go Rupert Sheldrake?Według niego „współgrają” (niestety,brak jest odpowiedniego słowa) doświadczenia i przyzwyczajenia przeszłych pokoleń z tymi pokoleń aktualnych-bez względu na przestrzeń i czas.”Resonans morficzny” nie staje się z odległością czasu czy miejsca słabszy,o nie.Sheldrake zakłada,że żywe organizmy dziedziczą nie tylko geny,ale i pola morfogenetyczne,że dziedziczy się je niematerialnie,mało tego,że dziedziczy się też w pewnym stopniu wpływ całego naszego środowiska.Idąc dalej jego tropem można by założyć,że syfilitycza miazma  jest częścią naszego -niestety,wspólnego pola morfogenetycznego.Stąd Hahnemann proponuje jako lek rtęć-nie,nie w potężnych,rzecz jasna zabójczych dawkach,jak to było stosowane ongiś a dzisiaj w nieco mniejszych -w szczepionkach-(uwaga-rtęć w każdej ilości,poza odpowiednio dobraną dawką homeopatyczną-jest silnie szkodliwa!) ale w postaci potencjonowanej.

Oczywiście rtęciowe(mercurius) preparaty homeopatyczne nie są absolutnie jedynym lekiem w terapii boreliozy-nawet w tej homeopatycznej,ale wydaje mi się,iż ukrywanie jakichkolwiek metod leczenia ze względu na ich „niestosowność” czy „niewiarygodność” w poglądzie wielu ludzi nie mających dostępu do informacji,nie byłoby uczciwe-ten,kto skojarzy rtęć dalej z odpowiednimi elementami natury,będzie wiedział jeszcze lepiej,skąd jej zastosowanie w boreliozie a ja może kiedyś o tym dokładniej napiszę-w tej chwili proszę traktować to wyłącznie jako poglądową informację i zainteresować się raczej dalszymi,bezrtęciowymi metodami przywracania zdrowia,o których niedługo.

Konkluzja:borelie zasiedlają chore,już osłabione tkanki.Organizm zanieczyszczony toksynami,zatruty wodą „uzdatnianą” chemią (pamięć wody!),próbuje się bronić.Zaburzenia przebiegają różnie-zależnie od osobowości chorego,jego otoczenia oraz okoliczności zaistnienia stanu chorobowego-dlatego też częste,błędne diagnozy,o czym pisałam wcześniej-to naprawdę nie jest wyłącznie wina lekarza-on nie miał szans w aktualnym systemie edukacji nauczyć się odpowiedniego oglądu tej choroby-ci,którzy diagnozują właściwie,używają przede wszystkim swojej intuicji i wnioskują z doświadczenia oraz zdobytej na własną rękę wiedzy.Oprócz chorego systemu zdrowotnego mamy jeszcze dodatkowe piętrzenie problemów w postaci błędnej nomenklatury chorób oraz niekończącego się ich mnożenia.

W efekcie lekarz nie jest w stanie ani spamiętać ani nawet skojarzyć symptomów z właściwymi im zaburzeniami-jest ich po prostu za dużo.Stąd-niezliczone badania,wykluczające się nawzajem wyniki,kolejne badania….a człowiek choruje, jak chorował.

Hahnemann pisał:

„Bezużyteczne i bezsensowne,wprowadzające w błąd nazwy chorób nie mają prawa mieć wpływu na sposób leczenia mądrego mistrza sztuki uzdrawiania(….)Lekarz nie powinien kurować nazw,ale najdokładniej zbadać same fenomeny tworzące indywidualny obraz choroby”.

Według tego poglądu,podtrzymywanego zresztą przez wielu mistrzów medycyny,nie ma czegoś takiego,jak rak czy borelioza,czy……jest po prostu chory człowiek.

Współczesnej medycynie wydaje się,że nazywając chorobę,ma ją w posiadaniu,może nią zawiadować,leczyć.

Skąd więc tyle chorych?

Skąd tyle przedwczesnych śmierci,nie mówimy tu bowiem o leczeniu od śmierci w wieku podeszłym-od tego uleczyć się nie da,ale o niepotrzebnych,PRZEDwczesnych śmierciach,bólu,cierpieniu….a przecież wszystko zostało ponazywane….

Na dźwięk słowa „borelioza” niektórzy już się z nią identyfikują:”Mam ją czy jej nie mam?””Kleszcz!!!O rany,to jasne….”

Zupełnie niepotrzebnie.To jak programowanie mózgu na istnienie choroby i na nic mi ulubione argumenty przemysłu, że to podobne do zamykania oczu przez dziecko myślące,że go wtedy nie ma.Nie tędy droga,moi Państwo. Przemysł doskonale wie,że porgramowanie jest skuteczne,wie,że tysiące słów wypowiedzianych o raku zmusi tysiące ludzi do szukania go w sobie,do myślenia o nim,do strachu….czy nie o to chodzi?

No dobrze.Ale co robić,kiedy jednak jesteśmy w takim a nie innym stanie i wszystko wskazuje na to,że tzw.borelioza-ta zapłata środowiska za grzechy nasze i naszych przodków- u nas zagościła?

Po pierwsze:

Nie poddawać się i nie traktować jej jako „nieuleczalnej”.

Po następne-przejdziemy do tego nieco dalej,ponieważ ZANIM coś Wam się przydarzy,pamiętajcie o paru prostych krokach przed wyjściem na teren „kleszczowy”:

1.O tym,że kleszcze uwielbiają ludzi jedzących mięso,słodycze i alkohol,już wiecie.

2.O tym,że „napadają” nas od kwietnia do sierpnia-chyba już też.Tu zdania są podzielone,gdyż niektórzy obstają przy czerwcu do września,ale w różnych krajach,zależnie od pogody jest to mniej więcej podobna rozpiętość-lepiej uważać od kwietnia do września niż beztrosko ufać statystyce:-))Przy okazji-to nie jest wszystko o naturze kleszczy-ciąg dalszy nastąpi.

3.A teraz:macie sporo możliwości,aby się im nie dać:-)Wasza sprawa,czy z tego skorzystacie:

-kleszcze odstraszają m.in.olejki:cedrowy,goździkowy,herbaciany-to też metoda Indian,aczkolwiek szyszka cedru roztarta na nodze nie równa się olejkowi z butelki:-).Przed użyciem sprawdźcie,czy nie jesteście na nie uczuleni i koniecznie rozetrzyjcie NATURALNY olejek z jakimś olejem neutralnym,np.migdałowym

Z naturalnością olejków podobno naturalnych jest u nas niestety „mały” problem.Są „bardziej” i „mniej” naturalne,więc trzeba się orientować po składzie (wiadomo-im mniej składników a raczej powinien być jeden -olejek et.lub olejek i olej-baza),jednak na etykiecie nie wszystko może być uwidocznione.Najbezpieczniejsze wydają mi się olejki z drzewa herbacianego pochodzące ze sklepów zielarskich i aptek,ale i-jak ostatnio doświadczyłam- na rynkach Rosjanie miewają świetne,rosyjskie olejki cedrowe,nie mogę więc pisać o beznadziejności sytuacji:-)).Dla tych,którzy nie lubią testować i nie zapamiętają,że „kompozycja zapachowa” raczej nie ma z naturalnym olejkiem nic wspólnego,pozostaje jeszcze….nasz olejek kamforowy,nic,że na oleju rzepakowym i że kamfora….no cóż,nie taka,jak kiedyś;-)-jego też nie lubią kleszcze,a jest dostępny wszędzie,w większości nawet nie trzeba go rozcieńczać przed posmarowaniem,więc jest to jakieś wyjście.Przy okazji-pierwszym,co możecie zrobić,kiedy ucho było w przeciągu,to (ostrożnie,palcem!)posmarować wnętrze ucha odrobiną (nie może ściekać!)olejku kamforowego a nieco więcej rozetrzeć wokół ucha. Jeżeli często cierpicie na efekty „przewiań” rezultaty zobaczycie sami-no,chyba,że trwaliście w przeciągu aż do skręcenia głowy;-),wtedy nie ręczę za nic:-).Olejek kamforowy powinien być w każdej apteczce-niedługo zajmę się poszukiwaniem najlepszych i najczystszych olejków na naszym podwórku a wtedy o tym napiszę:-)

-po powrocie do domu znaleźć kleszcza (jeśli na nas jest:-),czyli wiadomo:gruntowna kąpiel i poszukiwania

-znalezionego jak najszybciej się pozbyć-po prostu go wyciągnąć-tak,aby nie zdążył nam oddać swej zawartości:-), czyli…szpicem ostrego noża (niestety) lub wyjątkowo cienkimi i ostrymi szczypczykami-tępe i grube nie wchodzą w grę.Nigdy nie wyciskajcie kleszcza,nie kręćcie nim.PO „operacji” natychmiast zdezynfekujcie miejsce kaźni:-) olejkiem z drzewa herbacianego.

We wszystkich znanych mi przypadkach po wykonaniu ww.czynności ani razu nie doszło do rozwoju boreliozy…..

Ale zawsze może być pierwszy raz…..:-))którego nikomu nie życzę a którym zajmiemy się w następnej części.

Lektura:co poprzednio,plus:

w w w.robwillemse.nl -„Klassieke Homoopathie/Zieckte van Lyme”

Pschyremebel:”Worter.Naturheilkunde und alternative Heilverfahren mit  Homoopathie,Psychotherapie und Ernahrungsmedizin”

w w w .inserm.fr

w w w.ncbi.nhm.nih.gov./pme/articles/PMC1127725

Advertisements

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: