Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Kwiecień 2010

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.10

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 29, 2010

Ostatnio,rozmawiając z polskimi lekarzami pracującymi w UK a praktykującymi również homeopatię,usłyszałam:

„Wrócimy.Tu nie jest źle,o nie,ale w kraju tyle do zrobienia….wrócimy…..kiedyś na pewno”-tu uśmiechnęłam się dosyć smutno,bo wolałabym „teraz” niż „kiedyś na pewno”,ale dobre i to….Na razie w Polsce homeopatią zajmują się głównie ludzie silni charakterem,odporni na środowiskową krytykę,znający wartość stosowanej przez siebie terapii a przez to jej wierni, ludzie orientujący się w jej perspektywach…w wielu przypadkach cudzoziemcy:-)Fakt,homeopatów przybywa i jest to pocieszające,przybywa też świadomych potrafiących zastosować różne naturalne terapie samemu-to prawdziwa wiosna medycyny naturalnej i nawet,jeżeli wyjedzie jeszcze parę setek polskich medyków,to oni się przecież za granicą zetkną z różnymi formami terapii naturalnych,zetkną się wręcz z żądaniami ich zastosowania, oswoją je,niektórzy wrócą ….jest dobrze. 

Kontynuując cykl mający zamiar przybliżyć homeopatię,powoli zbliżamy się do samych środków w niej stosowanych-niestety,nie tak szybko,jak sądziłam:-),ale krócej naprawdę się nie da-to i tak zaledwie przegląd podstawy homeo i tła medycyny naturalnej,więc proszę o wybaczenie,jeżeli ktoś się niecierpliwi-bez wstępu nie da rady.

Ostatnio było m.in.o fizyce i znów muszę do niej powrócić.

Ci sami znajomi,o których było na początku,kiedy gadaliśmy o postawie niektórych niewolników przemysłu zwanego śmiercią (stali czytelnicy doskonale wiedzą,o jaki przemysł chodzi,ale nie lubię się ciągle powtarzać:-),o ich świadomym lub wdrukowanym (a więc też w jakiejś mierze świadomym )wyborze zła,przypomnieli mi…scenę ze „Shreka”:-):-),kiedy w starciu ze zbójami młody, prawowity następca tronu,pyta napastników:

-Czy naprawdę musicie być źli?

-Nie mamy innej opcji,TYLKO NA TYM SIE ZNAMY-pada odpowiedź.

Tu właściwie zawiera się kwintesencja wrogów metod naturalnych:nie znają się na tym,co krytykują a w dodatku pieniądze za głupotę nie śmierdzą-powiedział Andrzej.Ale -dodała Mila-co zrobić z tymi,którzy otwarcie krytykują naturalne,ale w chorobie zawsze przylecą po naturalne właśnie?CO ROBIC?A jest ich,jak sama wiesz,mnóstwo.

No tak…to pytanie w ogóle paść nie powinno,gdyż pomóc jest obowiązkiem każdego,kto pomóc może,ale przyznam,że patrząc na twarze znane mi z przeciwstawnych zdań wypowiadanych jednymi i tymi samymi ustami,czasem jest niełatwo:-)

Tym,którzy się w takich sytuacjach wahają:wykopać;-) czy pomóc,powiem:nie wiem,jak Wy,ale ja uważam,że: zawsze,ale to zawsze POMOC.Nie,nie dlatego, żeby się mieli odwdzięczać (nie daj Boże:-)),ale po drugie dlatego,że ci ludzie się po tym…zmieniają.Oni się naprawdę zmieniają.

Kiedy zrozumieją,że tak można,że medycyna naturalna to zupełnie inny świat aniżeli ten,którego bronili  dotychczas-świata przemocy,kłamstwa,agresji-wszystkiego tego,co doprowadziło ich do stanu niebezpiecznego-wtedy coś im się otwiera.Szkoda,że dopiero wtedy.A po pierwsze?Ponieważ tak długo,jak się śmiemy nazywać istotami rozumnymi i czującymi (no,chyba,że ktoś nie czuje i nie myśli-wtedy ma problem z kwalifikacją :-),powinniśmy robić wszystko,aby innym czującym i myślącym-a więc i zwierzętom-pomóc,kiedy nas potrzebują.Nie miejcie nadziei,że ktoś się zmieni, nie oczekujcie tego od niego-patrzcie uważnie na prawa natury.I wyciągajcie wnioski.

…..Pierw też zbrojnie dosiedli koni,wędzidłem ściągniętym kierując,

a potem na wozy dwuzaprzęgłe

weszli i walczyli z owych prawicą zbrojną orężem.

Pierw też wozy dwukonne znano niż czworoprzężne

wielkie rydwany,nierzadko zbrojne w kosy żelazne.

Potem woły lukańskie,wężoramienne kolosy,

wyuczyli Punici znosić bitewne rany

i w szyk wrogów uderzać,jak groźne,żywe,tarany.

Tak to jedno po drugim tworzyła straszna niezgoda,

by do rąk ludziom wzajem broń potężniejszą podać,

co dzień narzędziom mordu z postrachem sławę przydając….

Tak pisał Titus Lukretius Carus,rzymski mędrzec…ileż to lat temu?A czy tekst nie jakby dzisiejszy?A czy ludzie czegoś się nauczyli?Niektórzy na pewno.

Co ma do tego homeopatia?Jest żywą delikatnością-jest przeciwieństwem agresji.Jest obroną,nigdy zaczepką.

Fakt,czasem „przyłożenie” bywa konieczne.Ale tylko,jeżeli jest naprawdę nieuniknione:-)

Cóż mamy dalej w fizyce?Metodyczną jej filozofię,czyli połączenie teorii i rzeczywistości przez eksperyment. Weryfikowanie hipotez eksperymentem,który winien stworzyć kamień węgielny rzeczywistości.Powinien.

Czy hipoteza może być jednak weryfikowana a nie przedłożona lub zaprzeczona?Popatrzmy na to stwierdzenie: weryfikacja hipotezy.Czy nie zawiera się w nim sprzeczność?Eksperyment mający za zadanie odwzorować coś,co jest poza naszą codzienną percepcją(a bywa,w ogóke poza nią),nigdy nie przedstawi całej rzeczywistości,ponieważ odbywa się w sztucznym,stworzonym przez badaczy milieu,przedstawiającym zaledwie smętną resztkę rzeczywistości.

Spójrzmy na problem fizyki jądrowej,na jądro-i tu zasadą jest hipoteza oparta na nieznajomości całościowej struktury natury.Fizyka uwzględnia-jak już pisałam-lateralne związki w środku pojedynczych warstw.To poziom,na którym można wprowadzić tylko kwantytatywny,materialistyczny opis.Duchowe komponenty wertykalnego związku warstw nie są jej kompletnie dostępne-ba nie jest jej dostępny sam ten związek.To,czym zajmuje się fizyka,to czubek góry lodowej-to mocno niekompletne zasady mocno niekompletnej nauki.

To trwanie przy zasadzie bliskości,dostępności działania.Zrozumienie dalekiego działania jest przywiązane do duchowo-wertykalnego związku,a więc dla fizyki,jaką jest- niemożliwe. 

Redukcjonizm-dzielenie na cząstki,ponieważ zasada całości nie da się prześledzić do końca,prowadzi do nieskończonego regresu.

Fizyka,to myślenie w systemach zamkniętych-ona nie uwzględnia otwartości wszystkich systemów tego świata,nie postrzega ich w ich działaniu wymiennym ze środowiskiem-tak,jak żąda tego np.cybernetyka.

Fizyka koncentruje się na pojedynczych obiektach,co jest konsekwencją myślenia w systemach zamkniętych. Największe pomyłki mikrofizyki wydarzyły się,ponieważ kontrast między kolektywnym,wspólnym oddziaływaniem mikrosystemów w ramach wyższej statystycznej zbiorowości a interpretacją eksperymentów jako fenomenu pojedynczych cząsteczek nie był brany pod uwagę.I nie jest w dalszym ciągu.Te systemy są w dynamicznych aspektach traktowane pojedynczo,więc nieobserwowalne i nieopisywalne.Atrybuty rzeczy wywodzące się z cybernetycznego działania zmiennego są ujmowane jako niezależne właściwości tych systemów.

Hipotezy?Pseudoaksjomatyczne kamienie fizyki,bo hipotezy z czasów Newtona przefunkcjonowane zostały na „aksjomaty”,na których buduje się fizykę,ciągle wg niepełnego obrazu natury.

Kiedyś chińscy lekarze nie wykonywali sekcji -poza szczególnymi przypadkami-tak szczególnymi,że aż opisanymi jako wyjątki .Teraz wykonują ją niechętnie i o wiele rzadziej aniżeli ich zachodni koledzy.Dla Chińczyków medycyna jest wiedzą żywą dla żywych.Medycyna zachodnia praktycznie zaczyna studia od sekcji-od martwej materii.To efekt przeniesienia fizykalnego myślenia na życie.A życie istnieje tylko w wertykalnych, jakościowych związkach i tylko przez ich perspektywę daje się pojmować.

Każdy laik (przepraszam za to określenie-przez lata system zmuszał ludzi do poruszania się w obrębie mocno ograniczonego dostępu do informacji,laicy nie ponoszą więc wyłącznej winy,że nimi są) wywodzi swe medyczne rozumowanie z tego,że dawno już wyjaśniono podstawowe pojęcia medyczne,że zrobiono to zanim skonstruowano jakiekolwiek terapie.Co gorsza-często z tego samego założenia wychodzi lwia część przedstawicieli medycyny szkolnej.

A medycyna szkolna,określmy jej „szkolne” początki może na powstanie szkoły medycznej w Salerno,w X wieku-jej ówczesnych metod przypominać nie będę,gdyż strona ta nie ma zaliczać się do kategorii „horror” a trzeba by sprawiedliwie opisać je w formie horroru właśnie aż do początków XX wieku…kiedy to nastąpił horror chyba jeszcze większy,ale za to nie tak wyraźnie krwawy:-(-ta medycyna cierpiąca na rozrost teorii opartych na hipotezach-odpowiedziach na drugie,trzecie i nawet setne pytanie-wciąż nie ma odpowiedzi na pytania pierwsze.To wieża Babel hipotez,zżerana dystrofią teoretycznych podstaw i,podobnie,jak jej biblijny oryginał,zaczyna się rozpadać.

Już Ivan Illich (lektury wymieniałam wcześniej) pisał:”…Jak może medycyna opierać się na uznanych metodach naukowych,jeżeli tym samym metodom BRAK jest naukowych podstaw właśnie”?

W jej ujęciu choroba jest „brakiem zdrowia,subiektywnie odczuwalnymi lub obiektywnie stwierdzalnymi cielesnymi, duchowymi,psychicznymi zaburzeniami”.Zdrowie-„subiektywnym odczuciem braku cielesnych itd.zaburzeń…”(jedne z definicji med.szkolnej.A gdzie jest definicja uzdrowienia?Gdzie definicja zdrowienia?BRAK.Więc to…nie ma związku?

Oficjalny,trwający już około 1000 lat (tak naprawdę najczęściej oceniane są „zdobycze i prawdziwość medycyny alopatycznej w perspektywie 200 -letniej-a co,wstyd się przyznać do początków?:-)) system nie zdołał znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania?A może…..wcale mu na tym nie zależało? 

Tak,proszę Państwa,medycyna alopatyczna nie posiada nawet esencjonalnego określenia choroby:JAK chce leczyć,rozwijać koncepty terapii,jeżeli zna (a it o wedle swego mniemania,które aż za często robi niespodzianki:-))wyłącznie zawartość pojedynczych chorób klasyfikowaną jako symptomy ODDZIELNIE od chorego?

Spójrzmy na jedną z jej zasad bliskości:mikroby to według niej zarazki-to przecież baza z fizyki kwantowej o „pchnięciu i nacisku”.Aby otrzymać to wyobrażenie,sięgnęła do hipotetycznej konstrukcji jako pola i cząstek wymiennych.

Bakteriologiczne teorie infekcyjne są lustrem tegoż myślenia.Czym są w fizyce kwantowej cząstki wymienne,tym są w medycynie alopatycznej mikroby.

A terapeutyczne myślenie ANTYbiotyczne zamiast SYMbiotycznego?Szkodzeniem (anty) wywołuje się nowe, jatrogenne choroby,skutki uboczne itp.Symbiotycznie wspomaga się samoleczenie organizmu.

Jak w fizyce,tak i tutaj hipoteza i eksperyment są podstawą teorii.Z rozmaitych obszarów organizmu,z rozmaitych ( i powstających w różnych czasach) symptomów konstruuje się patogenny łańcuch,którego interpretacje są niczym innym jak hipotezami-tu mamy jak na dłoni nieskończony regres.Eksperymentami szuka się środków przerywających teorie łańcucha aby wyeliminować symptomy.

Taki eksperyment,ulubione dziecko medycyny alopatycznej,ma bardzo,ale to bardzo prymitywny aspekt:

że między wszystkimi możliwymi konstelacjami uwzględnionych parametrów testu,jeżeli się taką serię testów wykona w określonych ramach-a w ramach wykonuje się zawsze,bo i ile można tłuc to samo:-)-a to znaczy-jeżeli się nie rozszerzy takiej serii wystarczająco-znajdziemy prawie zawsze taką cechę,która założone przez nas symptomy zawiera.

Znajdziemy więc to,co znaleźć chcemy.I to jest wówczas świętowane jako odpowiednia terapia.ALE NIGDY,przenigdy, nie rozpozna się tą metodą wszystkich symptomów a z poznanych-uwzględni część zaledwie-w przeciwieństwie do homeopatycznej anamnezy-podobnie,jak uwzględni się część skutków ubocznych skonstruowanej w wyniku tego poznania terapii.

Powtórzę to,o czym mówiłam na początku cyklu:medycyna szkolna to medycyna ratunkowa,NIE- LECZNICZA. Podobnie chirurgia.Utrzymanie życia jest ważniejsze od zdrowia….ale na jak długo możemy utrzymać życie nie zwracając uwagi na zdrowie?Profesor Gibiński mawiał,że „lekarze leczą śmierć”.Ale ona i tak przychodzi.Czy dążenie do takego utrzymania w równowadze organizmu,aby spokojnie,w sile władz umysłowych,duchowych,cielesnych dożyć przeznaczonego przez naturę kresu,naprawdę miałoby być przestępstwem?

Leczenie z perspektywy fałszywych wyobrażeń o chorobie nie może być jej siłą.

Co na ten temat Samuel Hahnemann,co na ten temat lekarz Goethego-Hufeland?Z ich definicji wyłania się dość jasny obraz:choroba jest zbiorem symptomów,które występują jako wyraz wysiłków organizmu mających na celu jego samoleczenie.Czy tak trudno to zrozumieć?

„Waga między wiedzą a zrozumieniem we współczesnej medycynie przechyla się i zaraz jedna szalka spadnie….” C.F.von Weizsacker

W naturze nie istnieją systemy zamknięte-każdy jest otwarty i daje się opisać przez oddziaływanie ze środowiskiem.

Tu dochodzimy do przemiany materii.

PRZEMIANA MATERII-CZYLI DZIAŁANIE ZMIENNE-po prostu:PRZEMIANA.Czyż nie znamy już tego z medycyny chińskiej?Z medycyny indyjskiej?Medycyna zachodnia powołuje się na bezpodstawne teorie i otwarcie deprecjonuje medycynę wschodnią,która spoczywa na jak najbardziej ugruntowanej,kilkutysięcznoletniej praktyce i zasadach opartych na doświadczeniu milionów ludzi.Medycyna zachodnia,traktując chorobę jako samodzielną jednostkę, odseparowuje ją od człowieka.Robiąc doświadczenia w warunkach laboratoryjnych na zwierzętach-oddala ją od człowieka jeszcze bardziej.

Wszystko,co pośredniczy między dwoma systemami,jest wymieniane.

Wspólny mianownik to informacja.

Zycie jest przemianą.Przemianą materii.

Wszystko,co wchłoniemy,jest w części spożytkowane,w części wydalone.Przy ZDROWYM ORGANIZMIE  nie ma trzeciej możliwości.

Trawienie-stopniowy proces rozpuszczania,żucie,inne reakcje chemiczne w przewodzie pokarmowym….-przyjrzyjcie się Państwo temu procesowi:na wszystkich miejscach są komponenty ekstrahowane i resorbowane.To,co zostaje w jelicie grubym-następnie jest wydalone.

Resorpcja na tym stopniu to zużytkowanie.Co nie jest resorbowane-jest wydalone.

Co zaresorbowane-wędruje limfą,krwią,przez organy,jest chemicznie przetransformowane a co z tego zostanie-przez nerki i pęcherz odprowadzone na zewnątrz.

Materialne aspekty przemiany materii można podzielić na dwa komponenty:

kataboliczne (rozkład materii)

anaboliczne (użyte do budowy nowych części systemu,jak molekuły,komórki,tkanki)

Na każdym miejscu organizm podejmuje decyzję o zużyciu lub wydaleniu.

Nie koncentrujemy się teraz,jak przebiegają te procesy,ale w jakich warunkach decyzje są podejmowane.

Wszystkie detale przebiegają między „włącz/wyłącz” systemu.

Innej możliwości nie ma,ponieważ każdy system jest definiowany przez jego przemianę z otoczeniem.

Mamy tu do czynienia z naturalnym następstwem wydarzeń i miarodajną informacją.

Zdrowie oznacza takie obejście się z tą informacją,aby następstwo było właściwe.Aby następowało to,co ma następować według wzoru dostarczonego przez właściwą informację.

Co to znaczy „właściwie”-zapytają pewnie niektórzy.Co-kiedy następstwo jest niewłaściwe-zapytają inni.I jedni odpowiedzą drugim.Ponieważ,kiedy następstwo jest niewłaściwe,wtedy mamy do czynienia z zaburzeniem.A kiedy mamy do czynienia z szeregiem niewłaściwych następstw,rozwija się choroba.

A skąd pochodzą informacje o właściwym obejściu się z informacją,o właściwym jej wykorzystaniu?-zapytają jeszcze inni.

Tu każdy może odpowiedzieć sobie sam:orientujemy się bowiem po wyniku.Informacja właściwa,to ta,która pobudza system do aktywnego postępowania i określa wynik.Udział systemu istnieje tylko w jego reaktywnej dyspozycji w zgodzie z wewnętrzną determinacją.

Weźmy dwie osoby i jakiś produkt spożywczy,ot,spleśniały chleb.

Jedna osoba powie:”oj,to jeszcze dobry chleb”.Zje go i…rozchoruje się.

Druga:”to chyba niedobry chlebek”.I nie zje go.

Wewnętrzne dyspozycje są te same,ale informacje różne.

Jeżeli nie ma właściwej informacji,co powinno zostać w systemie lub być wydalonym-mamy problem.

Błędna informacja wpływa na wspólną grę zużycia i wydalania-tworzą sią złogi-więc mamy i z czasem blokady regulacji a więc i casus morbi.To tylko szkic patologicznej przemiany materii,którą dokładniej ujmiemy w następnym odcinku….Dlatego tak bardzo,bardzo ważne jest,co,skąd i jak jemy-ale o żywności mamy jeszcze inne działy:-)

Lektura:jak w poprzednich cyklach

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Czarnobyl ciągle żywy.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 27, 2010

Tyle lat po…Wydawałoby się,było,minęło.Ale ludzie pamiętają.Na szczęście.

Na szczęście,bo może uda się zapobiec kolejnym „Czarnobylom”,może społeczeństwo zażąda wreszcie możliwości dostępu do energii geotermalnej-której niewykorzystanie w Polsce-kraju o ogromnej liczbie takich złóż jest niewybaczalne,do energii słonecznej-tańszej i bezpiecznej w przeciwieństwie do atomu,wreszcie możliwości korzystania z samodzielnie wykonanych,niedużych,przydomowych,pojedynczych wiatraczków,jakie Polacy zrobić potrafią-jeżeli im na to pozwolić,czy też małych elektrowni wodnych.Na pewno od razu oburzą się monopoliści,no bo jakże-człowiek miałby sobie sam dostarczać prąd?Niewybaczalne!Jest to dla nich niewybaczalne mimo tego,że i tak ogromna większość nie chciałaby zrezygnować z kupowania energii-bo wygodniej- a ogromna część nie miałaby możliwości zbudowania jakiejkolwiek „minielektrowni”-bo jak,w bloku?:-).Ale nie,bo po co umożliwiać ludziom niezależność,jeżeli można mieć WSZYSTKO?

Nawet węgla-starego,acz dobrego źródła energii-mimo dymiących kopalń i eksploracji Ziemi nie można porównywać w żaden sposób ze szkodami wynikłymi z wykorzystania energii atomowej.  

Powstały plany,zapadły jakieś decyzje o budowie elektrowni atomowej i media prześcigają się w minimalizowaniu, wręcz ośmieszaniu rezultatów wybuchu w Czarnobylu,choć muszę przyznać-nie wszystkie zniżyły się do tego poziomu.Niektóre wręcz ostrożnie informują o „oficjalnych danych” i „możliwych a pominiętych skutkach”-i chwała im.Ale „siła atomu jest wielka”,więc nieliczni,mówiący „pamiętajcie Czarnobyl” giną w hałasie „ależ to był pikuś,parędziesiąt osób i nic poza tym”.Nie wiem,jak ludzie informujący o „znikomych szkodach” wybuchu mogą patrzeć w oczy swoim bliskim.Nie wiem,jak można mówić o „trzydziestu ofiarach” Czarnobyla,kiedy wśród samych żołnierzy uprzątających sarkofag zginęło wg danych ukraińskich (Research Center of Medical Sciences w Academy of Medical Sciences w Kijowie) ok.2000.Aktualne dane podają nawet 4000 zgonów wśród ludzi uprzątających miejsce katastrofy .TO TEZ OFIARY WYBUCHU.

Nie wiem,skąd dane o „niezmienionym środowisku” w Czarnobylu-to,że przyroda wybujała tam wyjątkowo,to fakt-ale czy ktoś z piszących artykuły o „dobroczynnym wpływie” megadawek radioaktywności na naturę przyjrzał się dokładniej zmianom struktur roślin?Czy przyjrzał się martwym ptakom?Czy wziął pod lupę zmiany genetyczne u zwierząt w okolicy Czarnobyla?

Nie wiem,jak można pisać o „braku długofalowych skutków Czarnobyla” przy zwiększonych zaburzeniach funkcji tarczycy u ludzi,przy szkodach chromosomalnych,przy białaczkach…..Widać można,jeżeli jest się przedstawicielem „firmy atomowej”,jaką jest agencja IAEO.

Ludzie cierpią,ale czy IAEO to obchodzi?Ich obchodzi wyłącznie następna „atomówka”.Ironią jest,że niektórzy myślą-„energia atomowa jest tania”-nie jest i nigdy nie była.Mogą o tym najlepiej opowiedzieć mieszkańcy krajów posiadających te elektrownie,ale oni zwykle nie mają szansy wypowiedzi w polskich mediach,przeważnie przyjaznych wymienionej tu agencji.

Nie mają też szansy opowiedzieć o udowodnionych skutkach działania tamtego wybuchu,jak np.międzynarodowa organizacja lekarzy-ippnw.de,zrzeszająca też i studentów medycyny,którzy nie pogodzili się z kneblem na temat Czarnobyla-nie pogodzili się,ponieważ z jego skutkami mają do czynienia na codzień.

Zanim przejdziemy do ich badań,pozwolę sobie tylko zadać pytanie-jak Państwo myślą-dlaczego żaden kraj nie upomniał się o odszkodowanie po katastrofie?

Wtedy,w maju 1986,wyrzucono miliony ton żywności-mięsa,warzyw,wylano miliony litrów mleka-BO BYŁO SKAżONE.

Przez długi czas przemilczano skutki zdrowotne.

Wtedy,w maju 1986 miliony ludzi zostały narażone na dawki promieniowania przekraczające jakiekolwiek normy kilkaset razy.I niech nikt nie waży się porównywać go z promieniowaniem naturalnym.Skutki działania pierwiastków promieniotwórczych widać czasem od razu-kiedy blisko i dużo,czasem wyłażą i po pięćdziesięciu latach.A po wybuchu w Czarnobylu są tu wszędzie:są w glebie,roślinach,które spożywamy, są w naszych ciałach-nawet,jeżeli wtedy byliśmy płodem.

Nie chodzi o strach przed środowiskiem-ależ skąd-to jak płacz nad rozlanym mlekiem.Chodzi o to,aby to mleko więcej nie miało możliwości się rozlać.

A jednak żaden kraj nie chce odszkodowania od Rosji.

Czarnobyl nie był jedyną katastrofą elektrowni atomowej,ale do Polski nie docierało zbyt wiele informacji z Zachodu a już na pewno nie te,które miały priorytet poufności nawet dla kraju zdarzenia.Były awarie w….a wymienię NIEKTORE:

1952 Chalk River,Canada

1955,1961 Idaho Falls,US

1951 Kysztyń ZSRR

1951,1973, Windscale,UK

1975 Greifswald,Niemcy

1977 Gundremingen,Niemcy

1977 Brunsbuttel,Niemcy

1986 Hamm-Uentrop,Niemcy

1986,1987,1994,2004  Biblis,Niemcy

2000 Grafenrheinfeld,Niemcy

2001,2007,2008 Philipsburg,Niemcy….

1974 -dwie,luty i październik,Leningrad,ZSRR

1977,1978  Biełojarsk,ZSRR

1980 Saint Laurent,Francja

1982,1986 Czarnobyl,ZSRR

1985 Wladywostok

1993 Siewiersk,ZSRR

1993 Tokai-mura,Japonia

2006 Fleurs,Belgia ….

„Energia atomowa nie spełniła żadnej,ale to żadnej z pokładanych w niej nadziei:nie jest ani czysta ani nieograniczona a już na pewno nie darmowa”.(E.Schatzman,autor m.in.”Les enfants d’Uranie”)

Gdyby chcieć zadośćuczynienia od Rosji,inne kraje też musiałyby być pociągnięte do odpowiedzialności.A komu, szczególnie teraz,w obliczu ekspansji energii atomowej,na tym zależy?

W 1959 został zawarty między WHO a IAEO ciekawy układ-tzw.rezolucja WHA 12-40.

Według niego WHO i IAEO muszą okazywać sobie „wzajemne zrozumienie”,a szczególnie smaczny kąsek stanowią Documents Fondamentaux-wydanie 40,z…1994,na kanwie których „IAEO i WHO są świadome,że może być niezbędnym podjęcie restrykcyjnych posunięć,aby zapewnić poufny charakter pewnych wymienionych informacji”.

De facto,wg dr A.Claußen,umowa ta „nie chroni przed niebezpieczeństwem i ryzykiem energii atomowej a przed prawdą o ryzyku”.

IAEO zostało zagwarantowane prawo veta do wszystkich czynności,jakie mogłaby podjąć WHO w związku z jakimikolwiek szkodami wynikającymi z użycia energii atomowej.

A jakie to szkody?

Sięgnijmy do wymienianej już lekarskiej organizacji,zrzeszającej bądź co bądź ok.10.000 ludzi w służbie zdrowiu-zaznaczam-w służbie zdrowiu,nie „służby zdrowia”,chociaż głównie są to jednak lekarze:-)

IPPNW zadało sobie trud sprawdzenia korelacji między Czarnobylem a stanem zdrowia mieszkańców krajów dotkniętych śmiercionośnym oddechem.Dziwne….nie mają danych z Polski….

Przytoczę tu oczywiście niektóre,dokładniej mogą się Państwo zapoznać z nimi na stronie IPPNW oraz pójść dalej,do źródeł-a jest o czym czytać.Niestety.

Weźmy szkody w Niemczech (czyżby Polska była dalej od Czernobyla niż Niemcy i dlatego u nas nie ma żadnych skutków promieniowania?Muszę zweryfikować swoją znajomość geografii;-):

„W Niemczech i innych krajach doszło do drastycznego zwiększenia liczby genetycznych szkód i deformacji płodów po katastrofie reaktora Cz.”.

„Białoruś-anenecefalia ( prosto:bezmózgowie u płodu ),anemia,Trisomia 21 (Down),Polydaktylia (ponadprzeciętna liczba palców u rąk i nóg ),skrzywienia…ich liczba PODWOIŁA SIE.”

„W laboratorium w Monachium stwierdzono dwu-trzykrotny wzrost występowania Trisomii 21.”

To samo w Berlinie-tam nawet dane są wyższe.

W byłym DDR czterokrotny wzrost wad genetycznych różnego rodzaju.

Wymienione już laboratorium w Bawarii informuje o poważnym obciążeniu cezem ciężarnych kobiet na skutek kontaminacji cezem gruntów,co z kolei wiąże z ośmiokrotnym wzrostem uszkodzeń płodów,”martwych porodów”,itp.

Turcja,Szwecja,Szkocja,Finlandia,Dania,Węgry,Austria,Bułgaria-każdy z tych krajów ma coś do powiedzenia o skutkach czarnobylskiej katastrofy wśród swoich obywateli.Nie znam polskich danych w tym temacie -przyznaję.Obserwuję tylko  m.in. rosnącą liczbę problemów z tarczycą,aczkolwiek nie muszą one być wyłącznie efektem nadmiernych dawek promieniowania.Może po prostu do polskich danych trudno dotrzeć?A jeżeli,to dlaczego?I dlaczego tak nachalnie trąbi się o „nieszkodliwości energii atomowej”?W którym miejscu jest ona „nieszkodliwa” i dla kogo?

Bardzo polecam prace profesora Wolfganga Hoffmana,m.in.:

„Fallout from the Chernobyl nuclear disaster and congenital malformations in Europe” w Archives of Environmental Healths,56,2001.

Po co?Aby wiedzieć.Czytając,proszę pamiętać o filiżance melissy-przyda się zanim się wkurzymy;-)

Lektury dodatkowe:

A.Jablokov,A.Nesterenko,V.Nesterenko:”Chernobyl:Consequences of the Catastrophe for People and the Environment”,Institution of Radiation Safety,Minsk

w w w.ippnw.de

wiki.org (awarie wymienione w wiki nie są wyjątkami,o reszcie można poczytać dobierając się do instytutów zajmujących się radioaktywnością w kolejnych krajach oraz organizacji np.greenpeace,aczkolwiek widząc ich „efektywność” w sprawach ważnych i -szkoda-zaślepienie w sprawach niepotrzebnych a czasem niedostrzeganie w nich błędu przesady,nie ważę się polecać całości lektury tej organizacji,choć zaglądać warto;-)

Posted in aktualności | Leave a Comment »

Odchudzanie-TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 22, 2010

Przegapiłam ponownie:Czystą Jasność:-)-piątą część chińskiego roku,czyli Qing Ming,zaczynającą się z 4 na 5 kwietnia. Niewiele brakowało,abym przegapiła i szóstą-GuYu-zbożowe deszcze (prawda,że pasuje?),obejmującą panowanie od 20 na 21 kwietnia…

Dlaczego zawsze piszę w kalendarzu chińskim,np. „z 2 na 3” a nie 2 lub 3?Ponieważ zależnie od lat,zależnie od pozycji planet część ta zaczyna się albo 2 albo 3,więc interpretując kalendarz swobodnie na warunki europejskie,można pisać „z 2 na 3”.Napomknę jeszcze,że jest to kalendarz lunisolarny,a więc bierze pod uwagę operacje i Słońca i Księżyca.

Nawiasem mówiąc nie jest to wyłącznie kalendarz chiński,Chińczycy go po prostu udoskonalili,był znany w innych krajach Azji.Teraz?Teraz,nawet,jeżeli sporo krajów Azjatyckich stosuje oficjalnie,w życiu służbowym,kalendarz gregoriański,to….prywatnie zawsze stosują się do starego,bo mającego ponad 2,500 lat kalendarza przodków.  

Najpierw pogadamy o Czystej Jasności-mając takie nazwy części roku aż chce się żyć:-),co nie oznacza,że nie lubię naszego kwietnia z jego trzydziestką.

W kontraście do nazwy stoi symbol Czystej Jasności-duch pod postacią mnicha żebraczego,z parasolką na ramieniu i wywieszonym jęzorem oznaczającym,że istota ta jest…martwa.

6 kwietnia to u Chińczyków  dzień opieki nad grobami,czemu wspaniale(przeważnie) sprzyja pogoda.Swiętowaniu na grobach podobnemu do chińskiego hołdują u nas Romowie,którzy,podobnie,jak Chińczycy,całymi familiami robią piknik na grobach swych bliskich z całym pikniku obrazem,a więc jadłem i napitkiem.Przyznam,że Chińczycy są w tym o niebo odważniejsi:-)a jeszcze przed rewolucją świętowali ten dzień wyjątkowo bogato.Dzisiaj…Najpierw czyszczą grób,potem witają z szacunkiem duchy przodków-na klęczkach,potem zaś….nadchodzi kolej na ploteczki.Chińczycy opowiadają zmarłym,co działo się w domu od ostatnich odwiedzin.

Zakończywszy konwersację,wkładają w przyniesione potrawy kadzidełka,które spełniają bardzo ważną rolę: pośredniczą we….wspólnym spożywaniu.Jaśniej:Chińczycy jadają wówczas razem z przodkami i nikogo to nie dziwi.

Po uczcie wracają z długiej,wiosennej wycieczki i zaczynają „życie pośród żywych”.

Wielu z nas wiosną zaczyna życie po zimowym otępieniu i…wpada w rozpacz.Bo wałki i wałeczki,bo tłuszcz z „zimowego snu”:-) i cera jakby nieświeża…Zanim przejdziemy do sedna muszę zaznaczyć,że teraz,po 21 kwietnia już NIE PORA na drastyczne ruchy wobec swojego ciała-mam tu na myśli INTENSYWNE odchudzanie-teraz możemy sobie łagodnie zrzucić parę kilo,jeżeli mamy ich zbyt wiele-teraz jest przede wszystkim pora na napełnianie organizmu dobrym materiałem,na budowanie go z najlepszych składników.Takie są prawa natury.Na intensywniejsze zabiegi przyjdzie czas znowu…późnym latem-o tym w odpowiednim czasie.

Co znaczy „łagodnie” zrzucić?

Liczenie kalorii?Fe.Ile tak wytrzymacie?Może i ok,ale nie każdy to wytrzyma.Pozostaje też dylemat-kalorie a witaminy,enzymy i cała reszta-przykładając się do kalorii,zwykle nie bierze jej się pod uwagę.

„Cudowne diety”?Bardzo cudowne zwykle wymiatają organizm z potrzebnych składników,ponieważ NIE są dostosywane indywidualnie!

„Cudowne preparaty”?Wszelkie,przetworzone przemysłowo produkty aplikowane naszemu organizmowi ZAMIAST żywego jedzenia (świeżych roślinek:-) prędzej czy później zachwieją równowagą.NIestety-na dłuższą metę nie jest to najbezpieczniejszy sposób,bywa też,że kobiety uzależniają się od niektórych substancji w takowych preparatach zawartych.

Same świeże soki?Owszem,na króciutko-2 do 3 dni-,ale to nie zrzuci nam zbyt wiele,zresztą tego typu diety nie powinniśmy już przeprowadzać teraz-ostatnim takim czasem był Wielki Post.Pełnia wiosny to nie czas na silną ingerencję w przemianę materii,na drastyczne odchudzanie-byłby to poważny błąd.Ruch-stopniowo intensywniejący-w porządku,dobór właściwego żywienia-w porządku,ale żadne ostre „operacje”( a do takich należy gwałtowne odchudzanie)  na naszej wątrobie-tego na pewno nam nie zapomni i w porę chłodną wkroczymy osłabieni, apatyczni, chorowici.Wszystko ma swój czas.

Qi krąży ze zwiększoną siłą-to,czym karmimy  ją teraz,zaowocuje zdrowiem lub jego przeciwieństwem.

W opiece nad naszą ziemską powłoką pomaga nam zaczęta wczoraj (21/22 pora-Gu Yu,pisana też Guyu-zależnie od prowincji,zależnie od kraju.

Zbożowe deszcze-spójrzmy:natura wie:zboże zostało posiane,trzeba mu wody.Również nasze niebo przywitało wczoraj pola deszczem.Ta część roku kończy już wiosnę,ale…nie zapominajmy-w Chinach kalendarz mówi o niej znacznie (i nie bez racji) wcześniej.Słuszność chińskiego kalendarza mieliśmy okazję zaobserwować w tym roku w Polsce wyjątkowo dokładnie.I cóż,że jeszcze tu i tam śnieg poprószy?Bywa,że prószy i w lecie.Ważne jest oddziaływanie Słońca i Księżyca.

Kwitną kwiaty-w Chinach organizuje się uroczyste spotkania poświęcone np.piwoniom.Tam akurat popularne są piwonie krzewiaste-coraz częściej sprzedawane  u nas i dobrze,ponieważ sadzonki chińskie znoszą nasz klimat o wiele lepiej od np.japońskich.

Mówimy,że „zieleń kipi”-to czas silnego wzrostu,czas aktywności owadów,zwierząt.

Nasze samopoczucie zależy m.in.od pogody bardziej niż byśmy chcieli i na nic argumenty zwolenników robotyzacji homo sapiens,że natura w ogóle nie ma nas wpływu.Na nic,ponieważ natura udowadnia swój wpływ na każdym kroku.

Oczywiście,że nie jestem przeciwniczką techniki,nie jestem przeciwniczką rozwoju,ale to musi być mądry rozwój i to musi być mądrze użyta technika.Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję.

Ostatnio pisałam o matematyce i jej przydatności/lub nie,o obliczeniach itp.Dzisiaj,w temacie chińskim skojarzyłam sobie chińską architekturę-tę,która pozostała,gdyż bywało,że żołnierze komunistyczni poniszczyli i ją…. Prastare,chińskie budowle…słyszeliście może o świątyni Xuangkong Si,w prowincji Shanxi,niedaleko (ok.80 km )Datongu?Zbudowana przed prawie półtora tysiącem lat,na klifie nad rzeką,wedlug legendy wisi na 3 końskich włosach.

Legenda piękna,ale jak to możliwe,że budowla z chińskiej choiny-a więc z drewna,przetrwała tyle lat bez renowacji,bez odbudowy,przetrwała trzęsienia ziemi,deszcze,rewolucje…Tylko komuniści zdewastowali posągi-na więcej na szczęście się nie odważyli.

Architekci z całego świata przyjeżdżają tam,aby poznać ten cud,jak mówią „ludów prymitywnych”-i tu już okazują próżność tak typową dla prostaków,gdyż ten,tzw.lud prymitywny był o niebo inteligentniejszy od nich,jeżeli bez współczesnych maszyn,bez obliczeń, bez symulacji zbudowali w tak ciężkich warunkach coś,co dotrwało do 2010 a pewnie i dłużej.

Na pytania o matematykę ówczesnych budowniczych Chińczycy śmieją się,mówiąc-„naśladowali naturę i korzystali z wiedzy przodków-nie,nie z matematyką nie ma to nic wspólnego”.Może jest to zasługa duchów świątyni Xuangkong Si-są tam Budda,Konfucjusz i Lao-tsy.Wszyscy trzej Wielcy.I żaden nie woła o pierwszeństwo.I żaden z wyznawców Buddy nie woła,żeby usunąć Lao -Tsy lub Konfucjusza.

Wiosną jeszcze lodowe sople wiszą na skałach Jinlang pod budowlą.Setki turystów idzie po drewnianych schodach nad przepaścią…a schody nic.Niedaleko są też groty Yungang-matematyka też nie miała z nimi nic wspólnego,a jednak są.

Czy nie może to obudzić nieco pokory we współczesnych usiłujących przeforsować swoją (gdyż zwykle jest ona ich źródłem utrzymania) teorię o ważności matematyki?…Co to ma wspólnego z odchudzaniem:-)?

Już mówię:zaufanie do tradycji.W tym wypadku do wiedzy przodków o organizmie i postępowaniu z nim.I zaufanie do własnych sił,do własnego umysłu-do tego,że jeśli organizm mówi nam:z tymi paroma kilo więcej czujemy się dobrze,to czujmy się dobrze-niech nas nie obchodzi,co powiedzą inni-to Wasza sprawa,jak wyglądacie,jeżeli ktoś nie akceptuje Was z tego powodu-to on ma problem,nie Wy.Ale jeżeli przeszkadza to Wam…jeżeli już naprawdę wiecie,czujecie,że jest Was „za dużo”….no to proszę:

-złóżcie Wasze dłonie jak do modlitwy,ale nie całkiem:nie na płask,ale zginając palce utwórzcie między dłońmi przestrzeń tak,jakbyście mieli w nich piłeczkę.To,co jest w środku,to wielkość Waszego żołądka-dlatego dłonie sąsiadki nie są miarodajne dla wielkości Waszego talerza:-)Tyle,co w tych dłoniach,można jeść na raz.Niewiele?No cóż…

Niedługo zajmę się podstawą przemiany materii,więc powiem o tym więcej,ale wielu z nas ma żołądki rozciągnięte, inni-zasuszone.W każdym z tych przypadków nie jest to dobre.Pamiątajmy,że poczucie nasycenia osiągamy po około 20 minutach od spożycia „czegoś tam”,więc:

JEDzMY WOLNO.

Pośpiech jest podstawowym błędem żywieniowym wpływającym na całość równowagi zdrowotnej.

W czasie jedzenia nie popijamy.Jak musimy,to odrobinę wody,zielonej herbaty,wina (najlepiej bez sulfitów,ale gdzie ono poza prywatnymi piwnicami u nas jest?).Odrobinę.Pijemy w ogóle albo pół godziny PRZED jedzeniem albo przynajmniej PóŁ godziny PO.Dajmy szansę żołądkowi na prawidłowe rozłożenie pożywienia.Na początku może to wydawać się trudne,ale można się przyzwyczaić.Generalna zasada:

Gorących potraw NIGDY nie popijamy zimnymi napojami.I odwrotnie.

Zalewanie zimnego gorącym jest szokiem powodującym totalny chaos w systemie trawiennym i w efekcie zaburzenia w trakcie pokarmowym.

O napojach puszkowch lepiej wypowiadać się nie będę,bo przecież mamy piękny dzień i szkoda go sobie psuć:-)

Jeżeli komuś nie odpowiada wielkość jego żołądka,niech je częściej,nawet i 6,7 razy,ale tyle,ile mieści się w złożonych dłoniach.

A co?Wymieniona przy poprzednich wpisach o TCM żywność liczy się w dalszym ciągu,ale możemy ją wzbogacać o cały wachlarz dostępnych aktualnie:

szczawiu (nie częściej niż raz w tygodniu,dla osób z reumatyzmem,osteoporozą NIE wskazany!)

rzodkiewek z gruntu (kto wysiał pod skrawkiem folii,ten ma:-)

szczypiorku

młodych liści poziomek (wspaniałe m.in.dla kobiet z menopauzą)

pieczarki-tak,już można-wspomagają Qi,lekko napotne,bardzo pomocne dla „nieco otłuszczonych”:-),którzy mają słabą śledzionę,

czerwone papryczki-kapsaicyna pobudza produkcję hormonów,co z kolei pomaga przemianie materii,co następnie sprzyja spalaniu tłuszczyku

kiełki fasoli mung (NIE SOI!!!)-idealne do schudnięcia:mnóstwo białka,wody i błonnika

szparagi-w Chinach znany wzmacniacz systemu immunologicznego (i uwzględniony w terapii leczącej nowotworowców)

ocet jabłkowy-z wodą pół na pół,byle nie przesadzać,dwa razy dziennie,jeżeli nie ma przeciwwskazań (rzadkie),po łyżeczce od herbaty.Zaznaczam-jabłkowy!

Nie wiem,jak Wy,ale ocet spirytusowy używam wyłącznie do celów sanitarnych-fakt,bardzo przydatny:-))

I jeszcze:nie ma dobrego odchudzania bez ruchu.

Na razie tyle,ale przecież wiemy,że o odchudzaniu to dopiero początek,będzie więc przeplatane również w innych cyklach,gdyż „nie samym odchudzaniem człowiek żyje”:-)

Lektury-jak zwykle,plus doświadczenia własne,ale o tym chyba nie muszę….:-)

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.9.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 21, 2010

„Najlepszym i najpewniejszym zamaskowaniem jest prawda-nikt jej nie wierzy”.Max Frisch

Ten wpis,podobnie,jak inne,jest częścią całości strony,cykl-jej fragmentem.Dotyczy nie tylko homeopatii,dotyczy nie tylko relacji medycyna szkolna-medycyna naturalna,ale wszystkiego wokół nas.

Pojawiły się artykuły o „nowym cudownym leku na raka”-arszeniku.I że Chińczycy znali jego właściwości już dawno. Ani słowa,że homeopatia stosuje arsenicum jak najbardziej i jakoś nikt z tego powodu „nie zszedł”…Szkoda,że tego faktu nie uwzględniono,gdyż nie brak ludzi chwytających się każdego środka mogącego ewentualnie pomóc im w chorobie i aż się wzdrygam na myśl,co będzie,jeżeli ktoś zechce jakimiś sposobami rzeczoną substancję dostać i nie daj Bóg -wypróbować-szkoda,ponieważ praktycznie jedyną,w miarę bezpieczną -a i to po konsultacji z homeopatą-postacią leku zawierającego arszenik jest postać homeopatyczna-odpowiednio stosowana.Jeżeli już tworzy się stricte  reklamowe,bo wprowadzające do tematu zastosowania nowego farmaceutyku artykuły o zaletach substancji będących nawet w niewielkich dawkach silnymi truciznami,dlaczego nie napisze się ich w taki sposób,aby ludzie się nie potruli?Aby dowiedzieli się o ZALETACH,ale i WADACH oraz metodach dotychczasowych terapii-szczególnie w przypadku związku chemicznego mającego popularne zastosowanie wyłącznie w kryminałach?Dlaczego nie napisze się  prawdy?Dlaczego przemilcza się zalety wielu bezpiecznych ziół,które,aby je przedawkować,należałoby je spożyć w końskich ilościach a promuje substancję,do której należy podchodzić z większą ostrożnością?Dlaczego daje się nadzieję nie wyjaśniając,JAK może być dany lek stosowany?

Nie wiem.

Chińczycy owszem,stosują,w ilościach b.zbliżonych do homeopatycznych i w niektórych tylko,rzadkich przypadkach-dość mają bowiem innych,wartościowych leków,ale autorzy artykułów wiedzą swoje:”jest nowy cudowny lek i już”.Dlaczego ci sami nie piszą o terapii Gersona,o zaletach krzemionki w terapii nowotworów,o zaletach pestek moreli,o ćwiczeniach ze starych systemów medycznych pomagających w eliminacji guzów w sposób nieinwazyjny….ano pewnie dlatego,że właśnie jakaś firma opatentowała sobie lek z arszenikiem-bynajmniej nie w ilościach homeopatycznych.A co?Osób do testowania brakuje?

„Najlepszy lek to taki,co lekarz sam na sobie sprawdził”.S.Hahnemann

Obserwując bezmiar bezwzględności i głupoty w niszczeniu struktur własnej egzystencji,własnego środowiska, myślę, jak nieslusznie człowiek pyszni się swoją inteligencją-podarunkiem natury,który okazał się koszulą Dejaniry.

Zaden gatunek nie zniszczył innych w tym stopniu,co człowiek,żaden nie zabija siebie nawzajem w takim stopniu,co człowiek-spójrzymy:wszak wojny są ulubioną grą podobno myślących dwunogów.Od samego,znanego nam początku: walki,podstępne wydzieranie pożywienia i miejsca jeden drugiemu….żaden inny gatunek nie jest takim niszczycielem, jak człowiek.Jego prawa nie są prawami natury.Natura nie każe zabijać żadnemu zwierzęciu wszystkich innych tylko dlatego,że mają więcej „czegoś tam”.Owszem,większy pożera mniejszego,ale tylko,kiedy jest głodny. Człowiek nigdy nie jest najedzony.Nigdy nie ma dość.Silniejszy zajmuje miejsce słabszego-owszem,ale bierze go tylko tyle,ile akurat potrzebuje-człowiek bierze wszystko,co może-nie ważne,czy to strawi….

Prawa fizyki….

Wspominałam,że bazą fizyki jest ważność,ale nikomu nie udało się sformułować dla fizyczego pomiaru bezwyjątkowo ważnego warunku.Fizyczna wielkość mierzona w realnym świecie czasu i przestrzeni musi być móc przedstawiana jako produkt podstawowych wielkości i czasu i przestrzeni…?Fizyka klasyczna załatwiła to wprowadzeniem porządku wielorakości wielkości fizycznych tzw.systemem CGS (1874).,który za podstawę założył centymetr,sekundę,gram,czyli przedstawienia długości,masy i czasu,później (SI) rozszerzony o amper-jednostkę elektromagnetyczną,mol-tzw. liczność materii,kandelę-moc światła,kelvina,w 1995 doszły dwa jeszcze….

Każda fizykalna wielkość mająca ambicje bycia realną musi być budowana na wielkościach podstawowych,gdyż inaczej jest niezmierzalną.

ALE sama wielkość -jak prawdopodobieństwo-nie zawiera wielkości tychże-ona jest wyrazem bez fizykalnego rozmiaru,a tym samym nie może być mierzalna.

To fundamentalne prawo fizyki chwieje się już w fizyce kwantowej-tej samej,która wydawała się być wybawieniem uwzględniającym zjawiska pomijane w fizyce klasycznej.Jak fizyk może oczekiwać,że może eksperymentalnie zmierzyć amplitudę -funkcję fal (przyjrzyjcie się terminom u Borna i Schroedingera)?

Nikogo nie zastanawia problem rozmiaru,fizycy posuwają się do mechaniczno-kwantowego procesu,aby uwiarygodnić swoje błądzenia w ciemności.

Dlaczego życie-zredukowane naukowo do mechanistycznego procesu,trwa-mimo sprzecznych argumentów-do dziś?

Skróty,jednostki,miary,wagi…mulitplikacje chorób,rozmnażanie stresu…..nowe prawa fizyki,nowe matematyczne reguły…..miliardy dolarów na bezsensowne badania a ludzie dalej cierpią.

„Fizykowi trudno jest oprzeć się pokusie wygłaszania proroctw”.Levi-Strauss

Mam wrażenie,że trudno jest się oprzeć proroctwom także wielu medykom alopatom,których wiedza spoczywa na fizyce właśnie.

W czasie II wojny doktor Mengele -i nie tylko on-przeprowadzał straszliwe eksperymenty na żywych ludziach-nikt nie protestował.Mało tego-nikt nie odważył się powiedzieć „stop” nawet,kiedy wojna miała się ku końcowi.Badania były prowadzone przez lekarzy,były prowadzone „w imię medycyny”-dodajmy-konwencjonalnej.Dziś przeprowadza się eksperymenty na ochotnikach (powiedzmy,że wyłącznie) oraz na zwierzętach-każdy badacz wie,że są to w ogromnej większości TE SAME,przeprowadzane od lat,powtarzane badania,w dodatku organizm zwierzęcy nie musi reagować na specyfiki tak samo,jak ludzki- i często prowadzi to do mylnych wniosków-pytam,w imię czego są te badania?W imię czyjego dobra?Bo na pewno NIE MOJEGO i NIE W MOIM IMIENIU. Znów życiem rządzi nauka śmierci-fizyka i matematyka.”Każdy umrze”-powiedzą ludzie martwi za życia.Będą mieli rację,ALE-nie będą mieli racji,że już za życia trzeba nieść tak ogromny ładunek czyjegoś cierpienia i karmę morderstwa-niepotrzebnego cierpienia i nieuzasadnionego morderstwa.

Czy tzw.”nauka” ma prawo być celem samym w sobie?

Czy uświęca najgorsze ludzkie zachowania?

Jaką cenę za to zapłacą następne pokolenia?

Jaką cenę płacimy już,teraz,my wszyscy?

Nauka wciąż trwa przy materialistycznym wyjaśnianiu wyrażanym w dwóch zasadach,o których też wspominałam poprzednio:

indukcjonizmie-przenoszeniu myślenia codziennej,dotykalnej przestrzeni w odległe mikro-i makroświaty oraz redukcjonizmie-szukaniu przyczynowych ugruntowań na materialnie nieugruntowywalne korelacje.

Wskutek owego zawsze,ale to ZAWSZE natyka się na:co było na początku?I jak zawsze-nie potrafi na to odpowiedzieć.

Swiat ludzkiego wyobrażenia a realność-Kantowskie „rzeczy same w sobie”, niepoznawalne”?Nauka uważa,że można to połączyć.Ale mostem są hipotezy.

A hipotezy mają działania uboczne….nowe hipotezy….

Dlaczego nie nauczyć się żyć z naturą w zgodzie,nie martwić się o rzeczy,do których nie mamy dostępu?Do rzeczy,do których próbując ten dostęp otrzymać,powodujemy potężne zniszczenia?

Tym,co jest nam dostępne,jest nasze doświadczenie-do jego opisu nie potrzebujemy hipotez.

O całości mówi się od wieków.Całość w medycynie to człowiek,jego organy-ich działanie i oddziaływanie w relacji duchowych związków i w połączeniu ze środowiskiem.

Na drodze do całościowego traktowania człowieka stoi materializm.

Sieka się więc nauki i tematy na coraz mniejsze kawałki,pozwalające na coraz mniejszą (miast większej) orientację w świecie,pilnując,żeby w końcu nikt nie był niezależny od setki innych,żeby człowiek był pozbawiony najmniejszego wyboru….żeby wybór mogli mieć tylko nieliczni…nie widzą,że postępując w ten sposób pewnego pięknego dnia wyboru może nie mieć już nikt.

W najlepszym wypadku pozwala się ciału i duszy działać razem,jednak nie rozumie się wzajemnych oddziaływań,ale próbuje wypełnić je hipotezami.

W medycynie odzwierciedla się regres naszej materialistyczno-redukcjonistycznej wiedzy:wszystkie kroki chce się śledzić materialnie,ale brakuje cierpliwości i instrumentów,więc tworzy się hipotezy.

Naiwny,podstawowy realizm nauki:co widzę-jest,czego nie widzę-nie ma.A przecież nauka mówi również o tym,czego nie widać a jest-dlaczego więc jej teorie wykluczają ducha?

Nauka nie rozróżnia realności od rzeczywistości.

Realność,to ontologiczny byt świata-niezależny od poznania ani poznającego przedmiotu.

Aspekt realności jest rozumiany,o ile wynika z działania tejże i objawia się poznanymi fenomenami.

N.Bohr:”Poznanie odpowiada bytowi”.Wyszedł więc z formuły:poznanie JEST bytem.

Przyporządkowuje się każdej rzeczy określone właściwości,podobno obiektywne właściwości,jakby jej samej przynależały,niezależnie od obserwatora.Opisuje się strukturę atomu,jakby atom faktycznie był realnie strukturą. 

Co ze statycznymi i stacjonarnymi właściwościami-nie dynamicznymi,o jakich mówi fizyka kwantowa?

Medycyna mówi:”arszenik truje”,ale w odpowiednich relacjach leczy!

To,co się dzisiaj rozumie jako filozofię natury,jest podporządkowaną fizyce filozofią,więc nie ma prawa być podstawą nauki o naturze.

Z warstwowości natury wynika uniwersalna zasada poznania i postępowania dla fizycznych i psychicznych obszarów bytu.

Zwracał na to uwagę Archimedes.

Poruszał to matematyk (!) Kurt Godel w „Unvollstandigkeitssatz” 1931.

Tymczasem o związku między „być” a ” działać” jest w nauce cisza.A to doświadczenie człowieka pomaga zrezygnować z hipotez.

Mówiąc tylko o działaniu nie przypisujemy właściwości a traktujemy wszystko jako fenomeny zmiennego działania, które poznajemy intersubiektywnie.

Nie mówimy wtedy „ta rzecz jest taka a taka”,ale „ta rzecz działa na mnie lub coś innego”.

Nie mówimy:”światło jest falą,przenoszoną przez pole”,ale ograniczamy się do tego,czym się światło w działaniu wyraża:pryzmaty,siatkówka,blendy…-i działa na świadomość obserwatora.

NIKT do tej pory nie widział fali elektromagentycznej jako takiej,a tylko jej działanie na przedmiot.

Homeopaci nie mówią,że dany materiał ma dokładnie takie a takie właściwości,ale że organizm przyjmuje jego własności według okoliczności i od tego samego materiału może zależeć doprowadzenie do wyzdrowienia lub -w  wyjątkowych przypadkach-do zgonu(nie dotyczy to wyłącznie materiału homeopatycznego).

 Medycyna szkolna przyporządkowuje materiałowi terapeutyczne właściwości,szuka ich nawet w każdej jego molekule!

W ten sposób nigdy nie pojmie homeopatii-nauki prostej,bo opartej na naturze,nie na hipotezach.

Proszę zauważyć:nie obserwujemy rzeczy wyizolowanych,które istnieją „dla siebie”,ale wszystko,co istnieje,w związku wyższej całości,przezwyciężając ich funkcjonalne oddalenie między podmiotem a przedmiotem.

Wszystko,co potem powiemy o prawdziwym czasie i przestrzeni,dotyczy tylko fenomenów powstających przez działanie na naszą świadomość.

Czym są te rzeczy same w sobie-zwykle nas już nie interesuje,nie potrafimy o nich powiedzieć poza naszą percepcją,bo i JAK?

Galileusz zaczął budowę podstaw fizyki-czy nie popełnił nadużycia?Matematyka jest wprawdzie jedyną,dokładnie logiczną ( w ludzkim mniemaniu tzw.logiki) nauką,którą dysponujemy,ałe objaśnianie nią czegokolwiek żywego,objaśnianie nią świata-czy nie jest bezmyślnością?

Dlaczego tak pilnie wydaje się teraz miliony państwowych pieniędzy na reklamę matematyki?Czy naprawdę komuś tak bardzo zależy na tym,aby młode pokolenia były mądre….czy po prostu na tym,aby wyprać im mózgi cyframi tak,aby nie było miejsca na jakikolwiek humanizm?Aby stały się doskonale zależnymi od liczb maszynami nowego porządku świata?

Feyerabend:”Nowa nauka rozwinęła matematyczne struktury,które dotyczą wszystkiego-sprowadzają wszystko do systematyki i ogólności.Ale żeby ten cud działał,muszą być przesunięte wszystkie kłopoty między teoriami a czynami…”(na przykładzie prac Neumana o fizyce kwantowej)PRZESUNIęTE?Czym?

Bocheński:”To metoda (fiz.kwantowa) wywalenia wszystkich trudności,które stoją matematycznemu formalizmowi na drodze,bo jest za wąsko”.

Poincare:”Matematyczne prawa nie są niczym innym,jak sensownymi konwencjami,aby wyrazić rezultat możliwych eksperymentów”.

Mach:”Fizyka nie może być zredukowana do matematyki,bo fizyka zawiera poznanie,którego nauczyło ludzi doświadczenie…”

Wkład matematyki w fizykę ma dwa,bardzo słabe punkty:

ograniczenie wglądu na naturę poprzez abstrahującą precyzję teoretyczno-poznaniową,sterylność-ta sterylność leży już w tautologicznym charakterze matematyki,która wg Weyla przełamana jest tylko zasadą „pełnej indukcji”,ale jej zastosowanie w fizyce…słabe.

To czysto analityczny charakter-nie syntetyczny,więc zasadniczo matematyka nie może doprowadzić do żadnego nowego poznania,przerabia wyłącznie znane stwierdzenia a i to uwikłane po pas w teorie.

Teoria względności wydaje się w tym kontekście gigantyczną,matematyczną transformacją.

Co naprawdę wnosi matematyka?To narzędzie,jak łopata dla archeologa.

Matematyka ma zastosowanie w technice-np.w obliczaniu konstrukcyjnych danych,ale i tu…wiemy przed obliczeniem,że rozpiętość mostu będzie taka i taka,nie wiemy-ile to dokładnie metrów…ale pomimo obliczeń most i tak się złoży,jeżeli dane były złe….A co z budowniczymi pradawnych mostów….co z budowniczymi gigantycznych budowli ze skalnych bloków,pomiędzy które nie zmieści się nawet kartka papieru?Nie mamy wielu dowodów na posługiwanie się przez nich matematyką a te,które są-zwykle sprzęgnięte są z astrologią-„ojej,tylko nie to!-więc wyciszamy astronomię i astrologię-raczej staramy się dowieść,że mowa była tylko o matematyce-raczej trąbimy o ich „znajomości matematyki”,gdyż zakładamy,że niemożliwe byłoby zbudowanie tego bez niej.

Max Planck:”Ale i najostrzejsza logika,najdokładniejsze matematyczne obliczenia nie dadzą żadnego owocnego wyniku,jeżeli brakuje pewnego warunku.Na niczym nie da sią zbudować niczego”.

Nie można matematycznego przeformowania teoretycznych związków uważać za jakościowe,nowe poznanie bytu-ono dostarcza wyłącznie kwantytatywnie sprecyzowane już istniejących związków między danymi.

Poznania zawartości teorii nigdy w matematycznym schemacie nie było-ono było w założeniach i wyobrażeniach podporządkowanych matematycznemu postępowaniu.

Dlatego nie wyjaśnimy teorii używając matematyki.

Używać jej,by podtrzymywać błędy przy życiu…czy nie jest to przypadkiem stawianie całej logiki na głowie?

Jeszcze nie tak dawno fizycy oburzali się na zapytania o możliwość istnienia cząstek mniejszych od protonów i neutronów,uważali je za „prawdziwe cząstki elementarne”.Gamow-skądinąd bardzo zdolny fizyk (PRZEPOWIEDZIAŁ istnienie promieniowania reliktowego prawie 30 lat przed jego odkryciem) chciał się założyć o ogromną sumę,że nie ma cząstek mniejszych od nukleonów,że one są niepodzielne.NIKT się nie założył.Więc,trzeźwi materialiści jednak w cichości swego ducha dopuszczają,że ich prawdy nie są ostatecznymi i że racji mieć nie muszą…że NIE ZNAJą tak naprawdę własnego poletka?TAK.Ponieważ to prawda.Gdyby ktoś zechciał ten zakład przyjąć,Gamow byłby zrujnowany….

Dlaczego o tym….badania w CERN (kosztujące już miliardy dolarów) mają pomóc odpowiedzieć na pytanie,co jest jeszcze mniejsze od najmniejszych z najmniejszych cząstek….co było na początku….jak zaczął się świat?

Swiat nie zaczął się w akceleratorze.Pewnie nie zaczął się też od kwarków.

Redukcjonizm nie odpowie na najważniejsze teraz pytanie:dlaczego człowiek dąży do samounicestwienia i jak ten bieg zatrzymać.

Naiwność?Hazard?Głupota?

Jedno jest pewne:bardzo kosztowny eksperyment.

Logika kwantowa?…

Ma służyć celowi samemu w sobie?Mało do tej pory zrozumianemu problemowi prawdopodobieństwa kwantowomechanicznego procesu miary ubranemu w matematyczne szaty?Tzw.renormowanie…świetny,wybitnie fizyczny termin:-),ciekawie interpretowany przez każdego fizyka…na swój sposób-dobrze,że chociaż tu jest jakaś różnorodność:-)Renormowanie (termin z fizyki atomowej) służyć ma z kolei temu,żeby różnice między wielkościami wartości mierzonymi eksperymentalnie-kiedy te staną się nieskończenie wielkie-to oznacza w jasnym polskim-kiedy zawiedzie teoria:-)-żeby zredukować je według prostego schematu:”nieskończony minus,nieskończony jest równy a”-zrobić to tak,że z wziętej wartości wyjdzie w końcu „a”.

To jak genialna decyzja stojącego nad szczeliną lodowca:”pójdę wzdłuż”.

Noblista (jakiekolwiek bym miała o niektórych noblistach i samej nagrodzie zdanie:-)):Dirac:

„Teoria renormowania oparła się wszystkim próbom matematyków opisania jej bezbłędnie.Zakładam,że to coś,co nie przeżyje przyszłości”.

Dziwne,że czytając popularne notki o Diracu znajdziemy przede wszystkim jego niezachwianą wiarę w nieomylność reprezentowanej nauki:-)

Fizyka powinna przynosić poznanie.

„Fizyki jako wiedzy semantycznej nie można redukować do matematyki jako syntaktycznego formalizmu”.Mach

Sztucznie utkana sieć-sieć hipotez, nie wytrzymuje konfrontacji ze światem realnym.

Przeczesując korzenie materii zatrzymajmy się chwilę przy muzyce-wspomnianej w cyklu o sercu,towarzyszącej nam od narodzin-nie tylko muzyce serca.

Materialiści chcą dotykaniem wszystkiego udowodnić wszystko.

Nie są jednak w stanie wyjść w mikroświaty,aby na poziomie molekuł stwierdzić:nie ma żadnego dotyku a wszystko,jak w akustyce,spoczywa na interferencji quasiperiodycznych (duchowych) procesów,tzn.na poziomie elektromagnetycznych działań zmiennych między chmurami elektronów granicznych powierzchni palców i dotykanym obiekcie.

Gdzie jest muzyka?Gdzie ona znika?Czy to wspomnienie?

Jeżeli coś się przeżyło,to to,co „zostaje”-nazywamy wspomnieniem.ALE:wiemy,że obiekty istnieją „bez nas” i o to „bez nas” chodzi.Podmiot tworzy wszelkie wspólne mianowniki na formy objawienia bytu.

„Esse est percipi”-Berkeley.

Muzyka istnieje dla tego,kto ją słyszy a materialny świat dla tego,kto go dotyka,kto go widzi.

Egzystencjalna różnica między muzyką a materią?Tylko w czasowej kontynuacji procesów tworzenia i poznania,a więc nie ma różnicy w istnieniu.

Heraklit:”Wkraczamy do tej samej rzeki a jednak nie do takiej samej”.

Czy człowiek,którego spotykam dziś,jest ciągle TYM samym?

Czy wiecie,że z 10 bilionów komórek ciała w każdej sekundzie wymieniane jest ok.10 milionów?

Wszystko jest zmianą.

Muzyka egzystuje tylko w czasie.Przypomnijmy sobie:jeżeli tony leżą gęsto obok siebie lub razem,powstaje wrażenie akordu.Wrażenie melodii wymaga luźniejszego następstwa tonów.W przypadku,kiedy pojedyncze tony leżą jednak za daleko od siebie-traci się wrażenie melodii.I tak przy najmniejszych zmianach zmienia się też charakter muzyki,dlatego wybór tempa jest ważny dla każdej interpretacji.

Muzyka jest czasem-to stawanie się i przemijanie.Przestrzeń jest tylko jej sceną.

Przestrzeni nie możemy przyporządkować samej muzyce.

Sam głośnik,sam instrument-to nie jest jeszcze muzyka.

Dlaczego w szkołach nie kładzie się nacisku na więcej lekcji muzyki?Na wszechstronne rozwijanie umysłów?

Dlaczego tak niechętnie wspomina się o myśleniu całościowym a w zamian wspiera -co gorsza-za państwowe pieniądze-konwencjonalny,redukcjonistyczny „zimny chów”?

Gdyby uwzględnić duchowe związki natury jako bazę,poprowadziłoby to do wyjaśnienia fizyki kwantowej.W medycynie otrzymalibyśmy bazę dla wszystkich terapii naturalnych,jak i całościowy koncept medyczny prowadzący do komplementarności między medycyną naturalną a szkolną.

Pamiętając o warstwowości,o niezmienności warstwowości natury,pamiętalibyśmy też,że każde poznanie jednego poziomu liczy się dla innego.

„Jak na dole,tak na górze….”.

Pamiętając,że każdy wertykalny związek dla dwóch sąsiednich płaszczyzn w sensie zasady matematycznej całościowej indukcji w wyższe/niższe obszary warstwowości pozwala się nieograniczenie ekstrapolować mamy wynik:wertykalna nieograniczoność warstwowości.

Przypomnijmy też sobie funkcjonującą,ale zaniedbaną cybernetykę:

wychodząc z jej zasady,nie oglądamy pojedynczych systemów,aby je poznać,od środka-jak żąda tego redukcjonizm, ale obserwuje się ich zewnętrzne zachowanie i przyrządza własne zachowania według obserwacji-samemu jest się tzw.czarną skrzynką.Czy nie umożliwia to wolnej od hipotez i bezwarunkowej wiedzy o naturze?

Zgodnie z pragmatyczną ontologią ogląda się świat zamiast luźnej masy detali z ich właściwościami,jako kompletną sieć oddziaływań,w której można mówić o działaniu dającym nam wrażenie właściwości.

Wszystkie związki natury interpretowane informacyjnie,cybernetycznie-czy nie dawałyby odpowiedzi na wiele nękających nas pytań?Konwencjonalne „prawa natury”  wynikają wszak z reproduktywności procesów cybernetycznych-można to pojąć na żywotnych zdarzeniach przemiany materii.Byłaby to nauka doświadczeń rzeczywistych -a cybernetyka jest zasadą doświadczenia.

Do tego nie trzeba gór papieru ani skomplikowanych równań z hipotetycznymi rozwiązaniami.Takie pojmowanie nauki nie wytwarzałoby zbędnych rzeczy ani nie wikłało się w oczekiwania nie do spełnienia,unikając szkód nie do naprawienia i pomyłek podobnych wieży Babilonu.Czyżby ktoś mruknął,że to przeczyłoby technice?

Ale….czy przez dotychczasowe pojmowanie świata nasza cywilizacja nie zaczęła się przypadkiem chwiać?

Homeopatia i  cała medycyna naturalna to wiedza doświadczeń.

W homeopatii nie musimy nawet wnikać w organy a już na pewno nie musimy ich kroić.

Medycyna ratunkowa,chirurgia urazowa?Jak najbardziej….jeżeli naprawdę nie będzie innego wyjścia.

Medycyna alopatyczna poza rat.i chir.ur.?Polecam dla Spartan:-), ewentualnie robotów.

Medycyna leczenia i prewencji to właśnie medycyna naturalna.  

Lektury:jak zwykle w cyklu homeo plus:

W.Heisenberg:”Physics and Beyond….”

E.Mach:”Erkenntnis und Irrtum”,1906

E.Schroedinger:”Uber der Verhaeltnis der Heisenberg-Born-Jordanschen Quantenmechanik zu der meinen”,Annalen der Physik,1926

M.Planck:”The Universe in the Light of Modern Physics”,1931

R.Feynmann:”QED.Die seltsame Theorie des Lichts und der Materie”,1987

Levy-Leblond,Jaubert:”(Auto)critique de la science”

T.Lewis:”Le Bal des cellules”

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

Wulkaniczny pył?Ale gdzie?

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 19, 2010

Od paru dni karmieni jesteśmy (my,bo zadaje się wszystkim tę samą sieczkę w mediach) opowieściami o wulkanicznym pyle „mogącym mieć wpływ na zdrowie….itd”.Wpływ może mieć.Jak najbardziej.Ale……

Kiedy WHO obwieściło,że „pył wulkaniczny może zawierać „to i owo” oraz „może zagrażać „temu i owemu”:-),to pewnie miało rację….niestety,nie obwieściło,że w takim stężeniu,jakie jest u nas…jeżeli jest:-),to aż dziwne,że komuś może zaszkodzić,bo w całej Europie nie było ani jednego zgłoszenia zachorowania w związku z „pyłową histerią”.No tak,po rewelacjach WHO w sprawie świńskiej grypy można już się domyślać,o co biega,ale…..nie tym razem.

Prof.S.Spiro -brytyjski pulmonolog wręcz stwierdza,że zalecenie WHO o noszeniu masek lub pozostaniu w domach jest przesadzone.Ludzie w miarę normalni,w całej Europie (a trochę znajomych się ma:-) korzystają z pięknego nieba i słońca….czasem tylko przesłanianego cieniem wojskowych samolotów:-),ponieważ tak się dziwnie złożyło,że od 12 kwietnia do 22 też kwietnia prowadzone są manewry NATO pod kryptonimem Brilliant Ardent 10 i miło się „złożyło”,że przestrzeń powietrzna „się wysprzątała” -oczywiście „z winy wulkanu”.

Sami Islandczycy jakoś niespecjalnie panikują-pył i owszem szkodzi,kiedy jest go dużo i gęsto.Czy ktoś tu widzi „dużo i gęsto” pyłu?:-)

Pozdrawiam potrafiących zachować trzeźwość w najbardziej absurdalnych sytuacjach:-)

korzystałam z:w w w.usafe af mil oraz relacji znajomych:-))

Posted in zdrowie | Leave a Comment »

Jak żyć po stracie bliskich?Huna po prostu jest.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 19, 2010

Wysypało się poradników,jak żyć w żałobie…..Dobrze,jeżeli ktokolwiek będzie potrafił zrobić z tego użytek.Ale czy człowiek nie będący w skórze kogoś,kto właśnie cierpi,jest w stanie doradzić mu cokolwiek?

Czy w ogóle ma sens mówienie komuś,jak ma żyć?Czy chcemy przez to,aby nasze życie było podobne do innych, czy można sugerować się radami ludzi,którzy unifikują cierpienie?Nasze życia i tak są,w swojej podstawowej strukturze, podobne:narodziny,szkoła,praca,śluby,dzieci,partnerstwa….śmierć.Do tego nie trzeba specjalnych rad-samo się plecie.Od nas zależy,czy zrobimy z tego coś indywidualnego,czy z codzienności uczynimy pełne naszych śladów  dni…czy też te dni zostawią dobre ślady w nas……czy chociaż przeżyjemy je tak,żeby na koniec powiedzieć: żyłem, naprawdę żyłem swoim życiem.

Każdego boli inaczej.

Każdy ma swoje wspomnienia związane ze zmarłym i swoje wobec niego uczucia.

To fakt,przeważnie pojawiają się :”to niesprawiedliwe,to niemożliwe,nie tak miało być,to już koniec……”

I to wszystko prawda.Na swój sposób.

Bo zawsze ból,który nas dotyka,uważamy za niesprawiedliwy.Ale czy ból dotykający innych jest sprawiedliwy?

Bo niemożliwym jest,że kogoś już nie ma.Zmarły jest,tyle,że żywy w innej przestrzeni,żywy innym życiem,inną formą.

Bo nie tak miało być-ponieważ wyobraziliśmy sobie,że będzie inaczej,że jeszcze nie teraz,że dożyjemy starości…..ale to były nasze założenia.Tak naprawdę nie wiemy,czy były nimi w istocie.A jeżeli,to czy takie same wyobrażenia mieli inni i czym to skutkuje.Jeżeli ci,co odeszli,bardzo chcieli żyć-a nie wątpię,że chcieli-spójrzcie-czyż nie żyją teraz drugim życiem?Czy….nie jest im lepiej teraz?Wiem,w chwilach przeżywania traumy żadne tłumaczenia nie są istotne,żadne niewystarczające.Istotne jest,że WY żyjecie tu i teraz,i co zrobicie z tym dalej-bo nie brak tych,dla których jesteście wszystkim,prawda?Gdyby zaś zabrakło….jest tyle czekających na Wasze ciepło….a gdybyście nie mogli dać go innym…dajcie Waszemu życiu pełnię mimo wszystko…Zyjemy w związkach,ale tak naprawdę przychodzimy na świat sami(poza bliźniętami) i umieramy sami.Każdy z nas jest oddzielnym,samodzielnym bytem. Nie możemy przywiązywać nikogo do siebie ani siebie do nikogo,bo i tak kiedyś będziemy musieli się rozstać-fizycznie.Bądźmy z kimś jak najgłębiej-duchowo,bądźmy z kimś jak najmocniej w sercu-te więzy nie rozpadną się,one trwają przez całe pokolenia a możliwe,że wpływają na bliskość w innych przestrzeniach.Mając kogoś w sercu,nie rozstajemy się z nim aż do naszego materialnego końca….może i dalej….Przytulam Wszystkich,którzy stracili swoich Ukochanych-nie ważne,górników czy polityków,biednych czy bogatych,czy stracili ich nagle czy nie -stracili BLISKICH -przytulam ich myślami i duszą…Zróbcie to i Wy-jeśli chcecie,dajcie im siłę,aby wrócili do pełni życia.Dajcie im siłę tym bardziej,jeżeli potrzebujecie jej sami.

Nie ważne,lubiliśmy kogoś,kto odszedł czy nie-smutek obciąża tych,którzy zostali-nie pozwólmy Im zginąć w bólu-ani dziś ani jutro…nigdy.Pamiętajmy o Nich,jak o sobie samych wiedząc,że dźwigają ciężar każdego z nas,ciężar,który akurat teraz przypadł Im.

Czasem śnią mi się ci,co odeszli i ci,których osierocili-również ludzie,których nigdy nie spotkałam.Wiem,mówienie o snach to karkołomne wyznanie na stronie,której nie brak chłodnego spojrzenia,również przez pryzmat tego,co zwie się „naukami ścisłymi”.Ale mnie to nie interesuje.Nie obchodzi mnie,jak na to zareagują osoby,którym wydaje się,że nie śnią-bo śni każdy,nawet,jeżeli o tym nie wie.Nie obchodzi mnie,że powiedzą „sny?to takie nienaukowe”-i tak będą się mylić,nauka-nawet ta najsceptyczniejsza-już dawno snami się zajęła,ale na szczęście nie może jeszcze przejąć nad nimi całkowitej kontroli ….nie trzeba.

Pisząc to wiem,że w sytuacji wielkiej straty pocieszanie nie pomaga.Ja też nie pocieszam-nie czas na to ani sposobność.

Próbuję tylko przypomnieć o tym,że Wasze życie się nie skończyło,że macie dla kogo trwać,że…przede wszystkim dla SIEBIE I TYCH,KTóRZY ZOSTALI żyjcie tym światem,który dano Wam jeszcze na jakiś czas….jak nam wszystkim.

Może uda Wam się spojrzeć  z perspektywy np.huny,jak ja patrzę z perspektywy kogoś pamiętającego swój ból-bo każdy z nas kogoś kiedyś stracił,prawda?Wtedy wszystkie słowa wydają się zbędne….a jednak życie trwa.

Ostatnio pisałam w tym cyklu o instynkcie,o mózgu brzucha-on teraz cierpi.Nie dojrzał,nie ostrzegł,zadaje sobie mnóstwo pytań….niepotrzebnie.Nawet,gdyby dojrzał-czy ostrzegany by nas posłuchał?Nie wiemy.

Podarujcie Zmarłym Waszą pamięć i cześć,przytulcie ich sercem,ale żyjcie dniem dzisiejszym.

Zaraz po zasadzie instynktu huna mówi o pięciu podziękowaniach-zasada piąta.Na mahalo Elima.Nie są to podziękowania zwykłe a i w stanie żalu ciężko dziękować komukolwiek i czemukolwiek-to naturalne-wszelkie dzięki są dziwne i nie na miejscu,czujemy bunt,czujemy się skrzywdzeni.

Ale tu chodzi o zupełnie coś innego.Chodzi o dostrzeżenie DOBRA w naszym,aktualnym życiu,które chwilowo zdominowało poczucie wszechogarniającego ZŁA.

Dwie myśli nie wejdą do jednej przestrzeni a uczucia podążają za myślami.

Spróbuj przestać myśleć to,co myślałeś i podziękuj pięć razy przewodnikowi Twojego ducha.Sam musisz wiedzieć,za co.

Wdzięczność jest automatycznym aktywatorem równowagi,ponieważ łączy się z duchowością nawet,kiedy mocno tkwimy w fizyczności.Czując wdzięczność jesteśmy w równowadze.

Zaraz po tym następuje szósta zasada huny-Ka Hana Pono.

Hana-praca,poch.od Ha-oddech,Na-liczba mnoga,więc HANA-wiele oddechów.

Kanały w mózgu,kanały Waszego funkcjonowania szlifują się myślami.Opuść ciemne,ponure kanały,otrzymasz żyzną,świeżą ziemię.Wracając do starych myśli trzymających Cię w niemocy-zalewasz piękny ogród.PONO-to też „ogród”.

Za oknami słońce.Ono też ma jakąś trwałość.Wszystko ma „jakąś trwałość”.To,czego terminu nie znamy ani nawet nie wiemy,czy istnieje,to duch,dusza…nieskończoność….to też nasz,ludzki termin.Czy jest w nim naprawdę to,co pod nim rozumiemy?Tego też nie wiemy.

Posted in huna, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 15, 2010

A drzewa szumią dalej…..

Nie skończyła się żałoba w kraju,nie obeschły łzy,nie umilkły (niestety) spory,a i ludzie nie przestali chorować.

Piszę więc część następną o boreliozie,gdyż wiem,że niektórzy na nią czekają.

„Uporczywe stosowanie terapii antybiotykowej przy kontynuacji symptomów boreliozy z Lyme,włączając w nie zmęczenie i kognitywną dysfunkcję,jest niewskazane.”

„Study and treatment of post Lyme-disease” w Neurology,L.B.Krupp et al.

Słońce,ciepło….kiedy tylko temperatury sięgną plus 10 stopni,kleszcze zaczynają „nowe życie”;-),stąd moja notka,że mogą „atakować” już od kwietnia.Przypominam,aby korzystając ze źródeł zagranicznych zawsze brać pod uwagę poprawkę na dane zależnie od warunków atmosferycznych w danym kraju,aczkolwiek w tym wypadku dane np.niemieckie czy nawet szwajcarskie nie różnią się specjalnie od naszych.

Kleszcze znoszą temperatury poniżej zera dobrze,wykańczają je tylko ekstremalnie mroźne zimy.Ich larwy i jaja są pożerane przez mrówki i pająki (opryskiwanie lasów niszczy nie tylko szkodniki,ale i mrówki i pająki).Niektóre robaczki 🙂 też mogą kleszczom zaszkodzić.Dla ptaków są drobną przekąską.Jakby naturalnych wrogów naszych wrogów;-) było mało,istnieje maleńka pasożytnicza osa-Ixodiphagus hookeri,która na kleszczach składa jaja-jej larwy po wykluciu się….pożerają swojego gospodarza od wewnątrz….brrr…..;-)

W lecie jest im….za gorąco (pod warunkiem,że JEST gorąco:-))-wtedy chowają się i „przetrzymują” upał.Najwięcej tzw.zakażeń boreliozą wydarza się wiosną-ich ukochana temperatura to od 17 do 20 stopni.

Aby trzymać się od nich z daleka,wypadałoby pomyśleć o rozsądnym odżywianiu się oraz o ziółkach wzmacniających odporność na czynniki z zewnątrz mogące wyzwolić choroby uważane za „wirusowe” i „bakteryjne”:

melisie

krwawniku

dziurawcu

silnie napotnym kwiecie czarnego bzu (wkrótce będzie kwitł,może by tak nazbierać?:-))

sałatkach z wiosennych ziółek (mniszek,podbiał,tasznik,kurdybanek:-))

Przy stosowaniu któregokolwiek z ziółek przypominam o dokładniejszym zapoznaniu się z jego działaniem,aby uniknąć ewentualnych sensacji (szczególnie zwracam uwagę na zakaz smażenia się na słońcu oraz łykania środków chemicznych po piciu dziurawca!Proszę pamiętać,że pigułki antykoncepcyjne mogą po dziurawcu nie zadziałać!!!)-świetną publikacją-i ciągle aktualną- na temat ziół jest książka pod redakcją prof.Aleksandra Ożarowskiego: „Ziołolecznictwo.Poradnik dla lekarzy”wyd.przez PZWL -to niezbędna pozycja w bibliotece każdego fana ziołolecznictwa-nie tylko lekarza,ale i pacjenta (b. przystępnie podane informacje).

A jeżeli jednak….

I jeżeli już podano antybiotyki….

Tu musimy wrócić do reakcji Herxa,czyli reakcji organizmu nazwanej tak od A.Jarischa i Karla H.Herxeimera, opisujących ją w związku z terapią…..wczesnego stadium syfilisu.

Otóż występuje ona jako wynik działania toksyn,które powstały po rozpadzie syfilisowych krętek (Treponema pallidum) na skutek potraktowania ich antybiotykiem.One zostają w wyniku działania antybiotyku po prostu uwolnione-efekt widzimy w reakcji popularnie zwanej reakcją Herxa a należą do niej m.in:

dreszcze

gorączka

złe samopoczucie

i in.,do których należy również pogorszenie już istniejących symptomów.

Ta reakcja może trwać od paru dni do nawet paru tygodni.Dzisiaj dopuszcza się już świadomość faktu,że występuje ona w w reakcji na ginące spiroszety (krętki),w szczególności na endotoksyny-trujące powierzchniowe proteiny i liporoteiny pozostawione we krwi i limfie przez rozpadające się bakterie.

Za każdym razem reakcja ta ma,poza cechami ogólnymi,z których nie zawsze występuje pełen obraz,cechy indywidualne,zależne m.in.od stopnia zatrucia organizmu metalami ciężkimi (proszę zwrócić uwagę,czy mają Państwo w szczęce amalgamaty-mam nadzieję,że NIE),zakwaszenia (!),ogólnego stanu psychicznego i in.Bywa,że Herx nie występuje wcale.

Jeżeli jednak mamy z nią do czynienia,pomagają soki owocowe  balansujące wartość pH organizmu,odstawienie mięsa i cukru,zielone,świeże zioła a nawet terapia kraniosakralna (zajmę się nią w innych wpisach,wszędzie można znaleźć jej przeglądowe wytłumaczenie)-tu zaznaczę tylko,że w tej akurat terapii chodzi o ( wskrócie)odprężenie-a więc i odciążenie organizmu na energetycznym i cielesnym poziomie.

Mam nadzieję,że wyjaśniło to Państwu nieco przyczynę i istotę reakcji Herxa.A teraz,jeżeli nie antybiotyki,to CO?

Zacznę od rośliny chyba stworzonej :-)na tę okazję przez naturę,gdyż taki zasób zalet działających na,praktycznie pełnię przyczyn boreliozy,nie zdarza się często…ALE zaznaczam-to nie „cudowny lek”,to jedno z pożytecznych ziółek, które,umiejętnie stosowane pozwala przejść boreliozę aż do zdrowia. 

Jest nią kard (chiń.Xu Duan)-Dipsacus sylvestris,może być Dipsacus sativus,ale i Dipsacus asperoides-wszystkie dwanaścia rodzajów tego gatunku u nas zwanego szczecią :))) ma podobne właściwości.Dla chwilowego odprężenia od tematu powiem,że „jeżowate” główki kardu (szczeci)  były używane kiedyś gł.jako szczotki do czesania wełny,końskich ogonów,czyszczenia butelek:-)).

Tu sięgnę po źródła chińskie,ponieważ-nie chciałabym nikogo obrazić;-),ale to Chińczycy wydają się być tymi,którzy zbadali kard (szczeć)  najdokładniej ze wszystkich i to już dawno.Z tym większym niesmakiem obserwuję ataki na TCM,czego skutkiem  z kolei jest,że chińscy koledzy coraz oporniej dzielą się wiedzą a w przypadku „pacjentów z Zachodu” ordynują im najprostsze zabiegi lub leki medycyny …zachodniej na zasadzie „masz coś stworzył”,bez względu na to,czy pomoże,czy nie-oni-poniekąd słusznie zdają sobie sprawę,że przeciętny Europejczyk,nie mający o zaletach ich medycyny pojęcia,nie doceni a wręcz może zlekceważyć zalecenia TCM,wybierają więc drogę najprostszą.

Kard (szczeć) Dipsacus asperoides  zawiera m.in.irydoidy,saponiny,inulinę,garbniki,scabiozyd,alkaloid laminę,alpha-pinen,beta-pinen, carvotanecaneton,gencjaninę,beta-sitosterol,daucosterol….to zaledwie fragment z jego bogactwa a muszę powiedzieć,że roślina nie została jeszcze wyczerpująco przebadana nawet w ChRL

:-))

ale może darujmy sobie na razie skład a zajmijmy się jego właściwościami a należą do nich:

wzmożenie przemiany materii i poruszenie energii Qi,polepszenie trawienia,odtrucie organizmu,łagodzenie stanów zapalnych,znoszenie tzw.blokad immunologicznych,ożywienie ruchu krwi w stronę skóry (wyprowadzające toksyny), diuretyczne,żółciopędne…

Według medycyny chińskiej tak syfilis jak i borelioza niszczą energię nerek,co w efekcie ( skrót!) prowadzi do destrukcji psychicznej oraz fizycznej.Korzeń (radix,bo o nim mowa) kardu (szczeci) wzmacnia poprzez działanie na krąg funkcjonowania nerek( stąd też kości-wg TCM kard hamuje procesy osteoporozy i REGENERUJE szkody powstałe w jej wyniku(!) i stawy),wątroby( a więc i układu krążenia i mięśni) Yang-aktywny aspekt uniwersalnej Qi-jest więc nie bez racji główną rośliną w terapii boreliozy(choć nie tylko,w TCM jest obecny przy wielu innych dolegliwościach, np.reumatyzmie,żółtaczce,dermatozach, i to o bardzo,bardzo dawna-podobnie w ludowej medycynie włoskiej),przy czym wymieniłam jedynie część jego możliwości:-)

Korzenie przynajmniej dwuletniego kardu należy wykopać-jesienią,zimą,ew,wiosną,dokładnie umyć,starannie rozdrobnić,wsypać do butelki i zalać wódką od 45%.Po trzytygodniowej maceracji w alkoholu,w ciepłym miejscu, mamy gotowy wyciąg.Zwykłe dozowanie to trzy razy dziennie po 3 KROPLE,kuracja trwa 3 do 4 tygodni.

W ciągu następnych 12 miesięcy dobrze jest powtórzyć kurację,ale w ciągu każdego z miesięcy po kuracji głównej wskazane jest branie nalewki raz w miesiącu przez 3 dni,w zwykłej dawce-więc po 3 krople dziennie-tym,którym wydaje się to dziwne,wyjaśniam,że chodzi o zapobieżenie miesięcznym „falom rozmnażania” borelii,co niestety jest dla nich charakterystyczne.Taki sposób podawania określa świetny zielarz,Matthew Wood-nadmieniam,że jest to najmniejsza, najdelikatniejsza dawka dla dorosłych osób o wrażliwej,delikatnej konsystencji.Zwracam uwagę na niezwykle gorzki smak tinktury z kardu,który jednakże jest bardzo istotny dla jego możliwości terapeutycznych-proszę go nie dosładzać.Maksymalna wg chińskich lekarzy dawka nalewki dla „maksymalnie dużych i ciężko reagujących na delikatne specyfiki naturalne ludzi” to jedna łyżka stołowa 3 razy dziennie,ewentualnie ustalać indywidualnie z osobą prowadzącą terapię.Zapomniałabym…pamiętać o wystarczającej ilości snu oraz ruchu:-)

Właściwości kardu znał Dioskorides,znał Paracelsus,Nicolaus Culpeper,Leonard Fuchs-jeden z ojców botaniki opisał go w swym „Nowym Zielniku” 1543!…dlaczego o tej wspaniałej roślinie tak niewiele wiemy my,którym współcześni latają w Kosmos?

A-ostatnio byłam pytana,czy obroże „antykleszczowe” dla zwierzaków rzeczywiście odstraszają kleszcze,i dlaczego nie?:-):-):-)Z prostego powodu:to są obroże „antyinsektowe” a kleszcze to pajęczaki,nie insekty,działanie tych  środków raczej ich nie odstraszy.”Specjalne,”wyłącznie” antykleszczowe”?Być może takie się pojawiły,ja o tym nie wiem a jak czegoś nie wiem,to nie zabieram głosu w tej sprawie a chętnie słucham-uczymy się wszak całe życie.Wiem,że w przypadku zwierząt tak samo,jak w przypadku ludzi,jest posmarowanie ich DELIKATNIE -tzn.tak,jak robię to z moimi-ręką z maleńką ilością olejku herbacianego (uwaga-niektóre zwierzaki mogą tego nie lubić,ale mówi się też,że mięta jest toksyczna dla kotów-znajome koty nic o tym nie wiedzą:-),ale nie wykluczam,że są i inne egzemplarze:-))przesunąć po sierści tak,aby został LEDWO wyczuwalny ślad zapachu,nie smarować olejków bezpośrednio i w dużych ilościach-zwierzak może zwymiotować po wylizaniu takiej sierści.Po przyjściu z lasu,łąki wyczesać dokładnie,obejrzeć uszy-nie ma zmiłuj.Jeżeli kleszcz mimo tego jest,wyciągnąć,zdezynfekować np.olejkiem herbacianym i nie martwić się.Co do obroży nasączonych chemikaliami-sorry,ja ich nie używam-to sprawa każdego właściciela zwierzaka,czy chce to robić czy nie…..

do następnego:-)

Lektura:

co poprzednio,plus:

w w w.redpav.avepagro.org

M.Maiwald „Lyme -Borreliose,ein neues Chamaleon unter den Infektionskrankheiten”Bioforum 16,1993

Pschyrembel 1994

Dong Zhi Lin,Yu Shu Fang „Modern Study and Application of Materia Medica” 1990,Pekin

praca zbiorowa-„Thousand Formulas and Thousand Herbs of TCM”,1993,Harbin

Matthew Wood „The Book of Herbal Wisdom.Using Plants as Medicines”

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Katyński znak.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 12, 2010

Wtedy,w 1940,znamienici Polacy ginąc mieli nadzieję,że nie ginęli na darmo.Ale to była nadzieja.

Lata bezpamięci.

Lata chaosu.

Lata ucisku i wyniszczania narodu i kraju.

Katyńskie dusze nie mogły wiele zdziałać samą swoją pamięcią.

Potrzebny był szok.Ale kogo zszokuje stary grób?

Szokują tylko krew,tragedia,żywe łzy i liczby.

Słowa,słowa,słowa…Wydarzyło się.Płacz.Rozpacz.Dlaczego.To pytanie codziennie zadaje sobie Ktoś,kto akurat stracił Bliskiego.Codziennie giną tysiące ludzi na całym świecie.Codziennie poświęca się mnóstwo słów,które i tak niczego nie zmieniają.Nie zmieniają,gdyż śmierć,mimo,iż początek Nowego,jest Nieodwracalną.Nie zmienią,gdyż są ukierunkowane na to,co było,lub na to,co będzie.Nie na to,co jest.

Nie jest mi łatwo jeszcze ciągle napisać cokolwiek.Wiem,zawsze Ktoś przeżywa jakąś tragedię,dla Każdego Jego ból jest największy …miliony odchodzą w ciszy. Ona też-Cisza-powinna panować najpierw. W ciszy łatwiej o pełny obraz.O pojęcie sensu tego,co nam się przydarza. Słowo „nam” może być odczytane przez niektórych jako próbę przypisania odczuwania tego samego każdemu , wielu może odczuć sprzeciw,gdyż często „nam” używane jest jako instrument manipulacji , ale nie mogę nie napisać „nam” odczuwając podobne uczucia,co wielu Innych , ponieważ  od Nich właśnie pochodzi część i moich emocji-od bólu wspólnego dotknięcia Nieodwracalnego.

Teoretycznie doświadczanie bliskości śmierci powinno ludzi zmieniać.

Ale to kolejna teoria.Niektórzy się zmienią,owszem,niektórzy zmienią się na „troszkę”,po czym powrócą do starych zwyczajów,a jeszcze inni pobiegną dalej,potykając się o własne uprzedzenia aż do końca.Aż do tego końca,po którym ktoś,stojąc nad ich grobem,powie:” A ja go nie żałuję,bo to był……”To będzie naturalne wyrażenie jednej z energii prezentowanej również przez zmarłego za życia.

Tak,jak przy każdej śmierci-nie tylko osób z pierwszych stron-tak i przy tej pojawiają się głosy podszyte niskimi emocjami:obiekt czyjejś nienawiści już nie żyje,ale nienawiść-i owszem,nie umarła.Dla istot żerujących na cudzym nieszczęściu ( gdyż w naszej kulturze śmierć bliskich,mimo wyznaczników religijnych, JEST nieszczęściem) nie ważne jest,co dobrego ktoś uczynił,ważne jest tylko to,co uczynił źle…a przecież to,co zrobił dobrego,też nie zniknęło.

Jak płaskie bywają tego rodzaju uczucia,możemy dostrzec w wypominaniu Zmarłym ich postępowania,a przecież,”kto jest bez winy,niech pierwszy….”

Wiadomo,polityka nie panna dziewica , nie ideał cnót;-) Wiadomo,każdy (mam nadzieję) chciałby widzieć Polskę silną i bogatą , jej obywateli zaś-zdrowych,mądrych i zamożnych.Politycy często nie tylko tego nie ułatwiają,ale wręcz przeszkadzają-deficyt etyki wydaje się w tym zawodzie szczególnie widocznym . Ale to wciąż ludzie , wybrani z nas,ludzi-nic , że niektórzy urny nie widzieli , nadzieję dawno stracili-wybrali inni.I choćby dlatego wybranym należy się szacunek-to mimo wszystko reprezentanci narodu,jakkolwiek dyskutować by o pojęciu narodu w ogóle i jego sztucznościach,jakkolwiek sprzeczać by się o granice,ewoluujące na przestrzeni historii-to przedstawiciele naszych domów-kopanie Ich pamięci to kopanie samego siebie,co gorsza na scenie,na którą patrzy teraz cały świat.

W obrzucaniu błotem dominują ci , którzy sami zrobili dla innych nic lub zgoła niewiele-to jasne,tyle czasu poświęcają żółci,że im na nic innego nie starcza.A żółć,wzruszana regularnie, złobi sobie trakt-trakt,którym przyjdzie to,co nieuchronne.

Nie jestem za zbiorową histerią , absolutnie nie pochwalam zatracania się w gorzkich żalach , pragnę tylko zwrócić uwagę na lekcję , jaką daje nam katyński los,na możliwość przerwania tego „tańca derwiszów”, na wyjście z kręgu takiej karmy.

Patrząc na różne narody postrzegamy (jakkolwiek nie lubilibyśmy uogólnień)wprawdzie cechy podobne do naszych, ale i ich cechy dla nich charakterystyczne-mowę, zachowanie,skłonności…na to,w jaki sposób tworzą sytuację w kraju, bo ona nie tworzy się sama.

Według  pradawnych wierzeń na karmę (myślę,że dobrym wyjaśnieniem karmy jest :”prawo przyczyny i skutku”) danego kraju składa się karma jego ludu-zgodnie z  nimi każdy narodzi się w przeznaczonym mu kraju,o przeznaczonym mu czasie,na przeznaczonym mu miejscu.Nie zapominajmy,że w każdej sekundzie powstaje nowa karma.W świecie wszechogarniających mediów trudno jest uciec od wrzawy i łez.O równowagę możemy się starać wyłącznie próbując innym pomóc-słowem,myślą,modlitwą,gestem,czy podarunkiem.Być może nie zmienimy świata, być może nie będziemy mogli pomóc każdemu (mówienie „na pewno nie pomożemy,na pewno nie zmienimy” jest oznaką braku woli i podświadomej rezygnacji ze zmian),ale tym,którym pomożemy,NA PEWNO nie będzie to obojętne,nie pozostanie to więc obojętne dla karmy na świecie.

„Traktuj Innych tak , jak chciałbyś być traktowany sam”-przesłanie z pierwszych stron blogu jest podstawą wyrażania się karmy.W tym specyficznym „banku” czynów,akcji i reakcji,wygaszenia i anulacje nie są przewidziane,nie ma możliwości uczynienia ich niebyłymi.Każdy,kto opowiada Wam,że pomoże pozbyć się całej poprzedniej karmy,z której moglibyście być niezadowoleni-mówiąc oględnie,mija się z prawdą-być może nieświadomie,ale to Waszą rzeczą jest zdawać sobie sprawę,że to,co czynicie Innym,zawsze czynicie sobie.

To lekcja indywidualna.

Patrząc na zalążki sporów na forach,sporów o przeszłość,sporów nad trumnami,myślę o nieobecności ducha w ludziach,którzy ponoć sprawiedliwie nim zostali obdarzeni.O zatłuczeniu ducha w istotach ponoć żywych.

Czym , jak nie upadkiem ducha jest dorzucanie kamieni na głowę pojmanego?

Bez względu bowiem na to,czy lubiliśmy kogoś,czy nie,bez względu na to,czy mamy do kogoś żal,czy poczucie jego winy,ponad wybaczeniem pozostają jeszcze-a może przede wszystkim-Jego Bliscy.Ludzie,którzy nie mają nic a na pewno niewiele wspólnego z naszymi,negatywnymi emocjami.Ludzie,którzy cierpią tak,jak cierpielibyśmy w podobnej sytuacji my.Czy naprawdę trudno jest się domyśleć,że dokładając Im bólu,rzeźbimy rysę na własnej twarzy, we własnej duszy?Czy trudno jest się domyśleć,że mając nadzieję na lepsze jutro,ale czyniąc źle teraz,odpychamy lepsze jutro w nieokreśloną dal?Ze jedynym czasem,w którym możemy coś zrobić,coś zmienić , jest TERAZ?

„Try walking in my shoes…”

Posted in aktualności | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 9, 2010

Znów zaczyna się boreliozowa panika-widziałam już artykuliki o „nadchodzącym niebezpieczeństwie”.Autorom artykułów wszystkiego najlepszego,ja zaś kontynuuję,co zaczęłam.

Niedawno Joanna pisała w komentarzu o pamięci wody-dla wszystkich,którzy znali temat z pism dawnych lub M.Emoto i nie wątpili w prawdziwość zjawiska,mam jeszcze jeden argument przemawiający za przyjętymi przez Nich  założeniami:w laboratoriach INSERM(Institut National de la Sante et de la Recherche Medicale) pod kierunkiem Jacques’a Benveniste (naukowca z początku  jadowicie wręcz sceptycznego) udowodniono metodami laboratoryjnymi -a więc akceptowanymi przez oficjalną naukę,że pamięć wody istnieje a homeopatyczne potencje w porównaniu do placebo wykazują nieporównywalnie większą efektywność. Niestety,następnie powtarzane doświadczenia miały różne wyniki-tu natykamy się na specyfikę badań laboratoryjnych i problem powtarzalności oraz statystyki-używanej niestety również jako narzędzie manipulacji-chętnie stosowanej do negowania zalet natury przy doświadczeniach z medycyną naturalną w sztucznych warunkach i podpierania się nią w  popieraniu dogmatów obowiązującego systemu.A jednak „coś musiało być na rzeczy”,jeżeli Benveniste stał się zagorzałym zwolennikiem tak odmiennej mu do tej pory teorii,przez co został zresztą  strącony z piedestału wyroczni środowiska „naukowego”.Nic,że badania powtórzono z podobnymi wynikami w Izraelu,Kanadzie,Francji,Włoszech…że wcześniej (!) robiono podobne z powodzeniem w Rosji-oficjalny system obraził się na teorię oferującą dość ciekawe możliwości….byłyby pewnie za tanie,łatwo dostępne no i jak tu opatentować wodę??? 

 Laboratorium w Luksemburgu robi dokładnie to samo a nawet więcej-czy polskie kręgi medycyny szkolnej raczą o tym wspomnieć na forum powszechnym?

Trochę przypomina mi to znowu sytację ze szczepionkami:o ich „zaletach” tuby i trąby,o zaletach naturalnego wspierania systemu immunologicznego-nędzne popiskiwania.Tu przytoczę zdanie,które ciężko zapomnieć,zdanie z British Medical Journal-przedstawiciela jak najbardziej przecież oficjalnej „opieki zdrowotnej” z artykułu „Concerns about Immunisation/Breast Feeding should be promoted”,zdanie,na które czekam w specjalistycznej prasie polskiej-jeżeli ktoś się już na to odważył,to mój szacunek,ale raczej bym o tym wiedziała:-)

„System tworzenia,organizacji  i rozprowadzania szczepionek  kosztuje miliony.Czy nie byłoby sensowniej wydać te pieniądze na promocję,wsparcie i zabezpieczenie możliwości karmienia piersią dla każdego dziecka?Jest tyle dowodów,że redukuje to niebezpieczeństwo infekcji rotawirusami,innymi….(…)bez skutków ubocznych!”

Ludzie Azji znają zjawisko od dawna, wiedzą, że woda-czyste Yin-pobiera informacje i je gromadzi.Dla ludzi Zachodu byłoby to pewnie też zrozumiałym,gdyby nikt im w tym pojmowaniu nie przeszkadzał:-)

Zaczęłam od pamięci wody,gdyż potraktuję boreliozę w ujęciu holistycznym,więc i homeopatycznym-a woda będzie tu miała naprawdę wielkie znaczenie.

Po latach praktyki Hahnemann doszedł do wniosku,że „przestawienie się” siły życiowej,wyrażające się w chorobach chronicznych,spoczywa na trzech różnych MIAZMACH.Proszę się nie przerażać i traktować poniższą klasyfikację jako jedno z możliwych wyjaśnień pewnych zjawisk w naturze.Nawet odrzucając je,można stosować podane następnie środki-nie tylko homeopatyczne- regulujące interesujące nas zaburzenie i na pewno nie zmieni to ich działania:-). Moim zdaniem dobrze jest znać teorie mniej popularne,gdyż prowadzą one nieraz do zaskakujących wniosków:w tym wypadku oby do zrozumienia możliwości całkowitego wyleczenia tego,co nazywamy boreliozą, bynajmniej nie antybiotykami.

Miasma-z greckiego-splamienie,zabrudzenie,chorobliwe wyziewy,bliżej-rodzaj morfogenetycznego piętna.

Główne miazmy,manifestujące się z kolei w mnogości najrozmaitszych objawów chorobowych,nazwał Hahnemann:

SYKOSIS

PSORA

SYPHILIS

Następne stworzyli jego uczniowie i naśladowcy.

Te-jak sam objaśniał,dość ostrożnie wybrane pojęcia,wiążą się z pierwszymi objawami podstawowych powodów choroby,jakie manifestują się na skórze,a co ogólnie można przedstawić w następujący sposób:

PSORA-gr.”drapanie”,w hebrajskim „tsorat”-„trądowy,wyrzutowy(w sensie wyrzutów skórnych)”.Wszystkie trzy terminy mogą wydawać się obce,wzięte z księżyca,ale przyjrzyjmy się medycynie oficjalnej:pod Psoriasis medycyna szkolna rozumie łuszczycę-sam termin nie jest więc współczesnym obcy.

Dla Hahnemanna ten sam termin oznacza tysiące zaburzeń w różnych formach i manifestacjach.

Pacjent „psoriatyczny” czuje się źle w swojej skórze:swędzenie,rumienie,egzemy,stany zapalne, nadwrażliwość, nerwowość skóry -to jego cechy szczególne.

Pobudzenie,zmartwienie,zazdrość,napięcie,wrażenie ciągłej walki o byt,niewiara w swoje możliwości,najchętniej byłby kimś innym-to duchowe wyrazy tego samego pacjenta.

U każdego jednak i w każdym pokoleniu ukazuje się ten „zapalnik chorobowy” pod różnymi kształtami.

Hahnemann,Organon,roz.81.-uważał,że większość współczesnych mu ludzi jest „skażonych” psorą,szacował,że siedem ósmych chorób wywodzi się od psory.

Psora jest rodzajem niedostatku funkcji,braku,defekcie funkcjonowania.

SYKOSIS-gr.figa,wyraża się w wysypie brodawek,narośli.Zapalenia,guzy,tłuszczaki,polipy,grzybice należą również do jej charakterystycznych objawów.Postępujące twardnienie,sztywność-to cecha sykotyczna.Duchowo objawia się ona poczuciem przygnębienia,strachami,fiksacjami, neurozami natręctw,kompleksami.

Jest to stan nadreagowania,nadwyżki funkcjonowania,zbyt silnych reakcji.

SYPHILIS-manifestuje się trzema stadiami.Po zakażeniu objawia się wpierw wrzód,najczęściej na genitaliach,ale też na palcach,ustach i in.miejscach na ciele.Jednocześnie nabrzmiewają węzły limfatyczne.Po jednym do dwóch m-cy chory czuje się źle,ma gorączkę,bóle głowy i stawów,często połączone z wyrzutami lub (i) wrzodami.Dotknięte są też organy wewnętrzne.Symptomy pojawiają się i cofają w stadiach.Ten stan jest mistrzem maskowania się (p.borelioza) i może na przetrzeni swego trwania przybierać postacie wielu chorób.W ostatnim stadium niszczy stawy,kości,atakuje nerki, wątrobę,mózg…W ujęciu Hahnemanna Syphilis nie oznacza wyłącznie tego,co sklasyfikowała jako syfilis medecyna szkolna a całe spektrum chorób prowadzących do degeneracji tkanek,zniszczenia funkcji organów,do wrzodów i skurczów (osteoporoza,zanik mięśni,Alzheimer,Parkinson,również wrodzone wady-zniekształcenia,Spina bifida, skłonności do nałogów i in.).Miazma syfilityczna pożera życiową siłę,prowadzi wręcz do zmian w chromosomach,mówiąc językiem medycyny chińskiej, klasyfikującej b.podobnie,ale na „swoją modłę”,ta miazma niszczy Yin nerek-tę samą Yin,którą odziedziczyliśmy od rodziców,tę,która stanowi podstawę naszego rozmnażania i którą,przy zachowaniu właściwego odżywiania się oraz trybu życia może zachować nas do późnej starości.

Na poziomie psychicznym miazma syfilityczna obrazuje się depresjami z agresją, perwersjami, przemocą,nałogami, podejrzliwością,negatywnym stosunkiem do świata,destruktywnym zachowaniem się również środowiska chorego-co BARDZO ważne,oraz agresją wobec samego siebie a często poczuciem stania nad przepaścią.

Tę miazmę można określić więc ze wszech stron jako reakcję destrukcyjną,zanik funkcji.Syfilis prowadzi do zniszczenia i psychiki i ciała.

Oczywiście powinniśmy rozumieć te pojęcia raczej archetypicznie,ale jeżeli przyjrzymy się chorobom lepiej-nie będziemy mogli nie przyznać Hahnemannowi sporo racji.

   Zawiść,nienawiść,bezwzględność czynią doskonałe tło dla zagnieżdzenia się słabości w psychice człowieka a tym samym do stworzenia środowiska wymarzonego dla skażenia.O tym,że osłabiają system immunologiczny,wiedzą dziś chyba prawie wszyscy.I co z tego?-chciałoby się zapytać.Jakoś nie widać,aby przez tę wiedzę omawianych uczuć ubyło.Nie traćmy nadziei:-),ostatecznie chodzi nie tylko o własną….głowę,ale i o to,co przekazujemy naszym dzieciom.

Teoria o złych życzeniach,złym dotyku znana jest i Chińczykom i tybetańskim i indiańskim szamanom i w ogóle wszędzie,gdzie „cywilizacja” nie zatruła środowiska i ludzi do końca.

Miazmy byłyby w ich ujęciu traktowane jako powracające wzory informatyczne,funkcjonujące w częściach pól informacyjnych istniejących w przestrzeniach czasowych i przenoszonych przez generacje,o czym doskonale mogłaby się wypowiedzieć cybernetyka-nauka niedoceniana a obecna dosłownie wszędzie,nauka,której ważność dostrzeżona została przez prof.Aleksandrowicza a zlekceważona przez szanowną większość Kolegów i Koleżanek.

Zgodnie z poglądami homeopatów klasycznych,choroby w wiekach ubiegłych miały charakter sykotyczny lub psoriatyczny,dzisiaj niestety daje się zauważyć przeważającą naturę syfilityczną.Można powiedzieć,że żyjemy w czasach przybierającej „syfilizacji”-rozglądając się wokół,nietrudno to zrozumieć.

Potężna epidemia syfilisu w 16 wieku została zduszona najpierw preparatami rtęci (!),potem preparatem arsenowym, wreszcie peniciliną.Kładę nacisk na słowo „zduszona”-nie „wyleczona”.Przekazana następnym pokoleniom objawia się w formie chorób,w których organizm zwraca się przeciwko własnemu systemowi immunologicznemu.Patrząc na płaszczyznę socjalną-mamy naintensywniejszą w historii pogoń za srebrnikami na masową skalę (związek z rtęcią-żywe srebro),masowe szczepienia (związki rtęci w szczepionkach,m.in.na polio!) wzrost przestępczości,manipulacje strachem,coraz więcej uzależnień,technologie genetycze działające destrukcyjnie na substancje podstawowe, chaos,błędne i sprzeczne decyzje,rozpad rodziny, więzów społecznych,chwiejność osobowości,nastroje schyłku wieku a przecież kolejny dopiero się zaczął.

Borelioza w ujęciu homeopatii klasycznej tłumaczona jest jako najmłodsza forma syfilisu.Nie bez znaczenia jest związek tak jednej i drugiej choroby z krętkami,jak i 3,łudząco podobne do siebie stadia w obu z nich.Przypominam też poprzedni wpis o polio a także zwracam uwagę na skład szczepionek.

Czyżby rezonans morficzny,tak,jak sformułował go Rupert Sheldrake?Według niego „współgrają” (niestety,brak jest odpowiedniego słowa) doświadczenia i przyzwyczajenia przeszłych pokoleń z tymi pokoleń aktualnych-bez względu na przestrzeń i czas.”Resonans morficzny” nie staje się z odległością czasu czy miejsca słabszy,o nie.Sheldrake zakłada,że żywe organizmy dziedziczą nie tylko geny,ale i pola morfogenetyczne,że dziedziczy się je niematerialnie,mało tego,że dziedziczy się też w pewnym stopniu wpływ całego naszego środowiska.Idąc dalej jego tropem można by założyć,że syfilitycza miazma  jest częścią naszego -niestety,wspólnego pola morfogenetycznego.Stąd Hahnemann proponuje jako lek rtęć-nie,nie w potężnych,rzecz jasna zabójczych dawkach,jak to było stosowane ongiś a dzisiaj w nieco mniejszych -w szczepionkach-(uwaga-rtęć w każdej ilości,poza odpowiednio dobraną dawką homeopatyczną-jest silnie szkodliwa!) ale w postaci potencjonowanej.

Oczywiście rtęciowe(mercurius) preparaty homeopatyczne nie są absolutnie jedynym lekiem w terapii boreliozy-nawet w tej homeopatycznej,ale wydaje mi się,iż ukrywanie jakichkolwiek metod leczenia ze względu na ich „niestosowność” czy „niewiarygodność” w poglądzie wielu ludzi nie mających dostępu do informacji,nie byłoby uczciwe-ten,kto skojarzy rtęć dalej z odpowiednimi elementami natury,będzie wiedział jeszcze lepiej,skąd jej zastosowanie w boreliozie a ja może kiedyś o tym dokładniej napiszę-w tej chwili proszę traktować to wyłącznie jako poglądową informację i zainteresować się raczej dalszymi,bezrtęciowymi metodami przywracania zdrowia,o których niedługo.

Konkluzja:borelie zasiedlają chore,już osłabione tkanki.Organizm zanieczyszczony toksynami,zatruty wodą „uzdatnianą” chemią (pamięć wody!),próbuje się bronić.Zaburzenia przebiegają różnie-zależnie od osobowości chorego,jego otoczenia oraz okoliczności zaistnienia stanu chorobowego-dlatego też częste,błędne diagnozy,o czym pisałam wcześniej-to naprawdę nie jest wyłącznie wina lekarza-on nie miał szans w aktualnym systemie edukacji nauczyć się odpowiedniego oglądu tej choroby-ci,którzy diagnozują właściwie,używają przede wszystkim swojej intuicji i wnioskują z doświadczenia oraz zdobytej na własną rękę wiedzy.Oprócz chorego systemu zdrowotnego mamy jeszcze dodatkowe piętrzenie problemów w postaci błędnej nomenklatury chorób oraz niekończącego się ich mnożenia.

W efekcie lekarz nie jest w stanie ani spamiętać ani nawet skojarzyć symptomów z właściwymi im zaburzeniami-jest ich po prostu za dużo.Stąd-niezliczone badania,wykluczające się nawzajem wyniki,kolejne badania….a człowiek choruje, jak chorował.

Hahnemann pisał:

„Bezużyteczne i bezsensowne,wprowadzające w błąd nazwy chorób nie mają prawa mieć wpływu na sposób leczenia mądrego mistrza sztuki uzdrawiania(….)Lekarz nie powinien kurować nazw,ale najdokładniej zbadać same fenomeny tworzące indywidualny obraz choroby”.

Według tego poglądu,podtrzymywanego zresztą przez wielu mistrzów medycyny,nie ma czegoś takiego,jak rak czy borelioza,czy……jest po prostu chory człowiek.

Współczesnej medycynie wydaje się,że nazywając chorobę,ma ją w posiadaniu,może nią zawiadować,leczyć.

Skąd więc tyle chorych?

Skąd tyle przedwczesnych śmierci,nie mówimy tu bowiem o leczeniu od śmierci w wieku podeszłym-od tego uleczyć się nie da,ale o niepotrzebnych,PRZEDwczesnych śmierciach,bólu,cierpieniu….a przecież wszystko zostało ponazywane….

Na dźwięk słowa „borelioza” niektórzy już się z nią identyfikują:”Mam ją czy jej nie mam?””Kleszcz!!!O rany,to jasne….”

Zupełnie niepotrzebnie.To jak programowanie mózgu na istnienie choroby i na nic mi ulubione argumenty przemysłu, że to podobne do zamykania oczu przez dziecko myślące,że go wtedy nie ma.Nie tędy droga,moi Państwo. Przemysł doskonale wie,że porgramowanie jest skuteczne,wie,że tysiące słów wypowiedzianych o raku zmusi tysiące ludzi do szukania go w sobie,do myślenia o nim,do strachu….czy nie o to chodzi?

No dobrze.Ale co robić,kiedy jednak jesteśmy w takim a nie innym stanie i wszystko wskazuje na to,że tzw.borelioza-ta zapłata środowiska za grzechy nasze i naszych przodków- u nas zagościła?

Po pierwsze:

Nie poddawać się i nie traktować jej jako „nieuleczalnej”.

Po następne-przejdziemy do tego nieco dalej,ponieważ ZANIM coś Wam się przydarzy,pamiętajcie o paru prostych krokach przed wyjściem na teren „kleszczowy”:

1.O tym,że kleszcze uwielbiają ludzi jedzących mięso,słodycze i alkohol,już wiecie.

2.O tym,że „napadają” nas od kwietnia do sierpnia-chyba już też.Tu zdania są podzielone,gdyż niektórzy obstają przy czerwcu do września,ale w różnych krajach,zależnie od pogody jest to mniej więcej podobna rozpiętość-lepiej uważać od kwietnia do września niż beztrosko ufać statystyce:-))Przy okazji-to nie jest wszystko o naturze kleszczy-ciąg dalszy nastąpi.

3.A teraz:macie sporo możliwości,aby się im nie dać:-)Wasza sprawa,czy z tego skorzystacie:

-kleszcze odstraszają m.in.olejki:cedrowy,goździkowy,herbaciany-to też metoda Indian,aczkolwiek szyszka cedru roztarta na nodze nie równa się olejkowi z butelki:-).Przed użyciem sprawdźcie,czy nie jesteście na nie uczuleni i koniecznie rozetrzyjcie NATURALNY olejek z jakimś olejem neutralnym,np.migdałowym

Z naturalnością olejków podobno naturalnych jest u nas niestety „mały” problem.Są „bardziej” i „mniej” naturalne,więc trzeba się orientować po składzie (wiadomo-im mniej składników a raczej powinien być jeden -olejek et.lub olejek i olej-baza),jednak na etykiecie nie wszystko może być uwidocznione.Najbezpieczniejsze wydają mi się olejki z drzewa herbacianego pochodzące ze sklepów zielarskich i aptek,ale i-jak ostatnio doświadczyłam- na rynkach Rosjanie miewają świetne,rosyjskie olejki cedrowe,nie mogę więc pisać o beznadziejności sytuacji:-)).Dla tych,którzy nie lubią testować i nie zapamiętają,że „kompozycja zapachowa” raczej nie ma z naturalnym olejkiem nic wspólnego,pozostaje jeszcze….nasz olejek kamforowy,nic,że na oleju rzepakowym i że kamfora….no cóż,nie taka,jak kiedyś;-)-jego też nie lubią kleszcze,a jest dostępny wszędzie,w większości nawet nie trzeba go rozcieńczać przed posmarowaniem,więc jest to jakieś wyjście.Przy okazji-pierwszym,co możecie zrobić,kiedy ucho było w przeciągu,to (ostrożnie,palcem!)posmarować wnętrze ucha odrobiną (nie może ściekać!)olejku kamforowego a nieco więcej rozetrzeć wokół ucha. Jeżeli często cierpicie na efekty „przewiań” rezultaty zobaczycie sami-no,chyba,że trwaliście w przeciągu aż do skręcenia głowy;-),wtedy nie ręczę za nic:-).Olejek kamforowy powinien być w każdej apteczce-niedługo zajmę się poszukiwaniem najlepszych i najczystszych olejków na naszym podwórku a wtedy o tym napiszę:-)

-po powrocie do domu znaleźć kleszcza (jeśli na nas jest:-),czyli wiadomo:gruntowna kąpiel i poszukiwania

-znalezionego jak najszybciej się pozbyć-po prostu go wyciągnąć-tak,aby nie zdążył nam oddać swej zawartości:-), czyli…szpicem ostrego noża (niestety) lub wyjątkowo cienkimi i ostrymi szczypczykami-tępe i grube nie wchodzą w grę.Nigdy nie wyciskajcie kleszcza,nie kręćcie nim.PO „operacji” natychmiast zdezynfekujcie miejsce kaźni:-) olejkiem z drzewa herbacianego.

We wszystkich znanych mi przypadkach po wykonaniu ww.czynności ani razu nie doszło do rozwoju boreliozy…..

Ale zawsze może być pierwszy raz…..:-))którego nikomu nie życzę a którym zajmiemy się w następnej części.

Lektura:co poprzednio,plus:

w w w.robwillemse.nl -„Klassieke Homoopathie/Zieckte van Lyme”

Pschyremebel:”Worter.Naturheilkunde und alternative Heilverfahren mit  Homoopathie,Psychotherapie und Ernahrungsmedizin”

w w w .inserm.fr

w w w.ncbi.nhm.nih.gov./pme/articles/PMC1127725

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.8.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 7, 2010

Tę małą część ignorancji,którą uporządkowaliśmy i sklasyfikowaliśmy,nazywamy wiedzą. A.Bierce

Po Wielkiej Nocy:-)Budzimy się,uśmiechamy…ciągle jest:UNIVERSUM.Wszechświat.

Ale….czym on jest?

Tak…ogólnie?Wszechogarniającym Kosmosem,uporządkowaną (jakby nie patrzeć:-) zbiorowością z trzema-możliwymi przecież do pojęcia przez nas sferami:Duch-Dusza(materiał lekki)-Ciało fizyczne(materiał tzw.ciężki).

Wedle starych pism medycznych duch i dusza tworzą ciało eteryczne,dusza i ciało-naturę materialną.Materia pojmowania Wszechświata nie może więc obyć się bez pojęcia duchowości,oczywiście nie negując materialności.

Duch-przyczyna,warunkuje (działaniem) materialny Byt.

Próby rozdzielenia więc tych pojęć jak i samych zjawisk nie mogą skończyć się happy endem.

Wiele z pytań,które ludzie myślący usiłują stawiać,jest traktowane jako „przesadne”,bo „już odpowiedziane i nie należy się nimi zajmować”.Jeżeli pyta się pomimo,jest się nierzadko posądzanym o wywrotowość lub zbywanym nerwowym wzruszeniem ramion-byle nie pytać w obliczu szacownego,profesorskiego grona-oj,nie zapomną nam tego:-)

Jeżeli się jednak pytać przestaje,popada się w otępienie.Pytanie o „dalej” Wszechświata jest motorem naszego rozwoju.

Skąd wzięły się prawa,na których opiera się fizyka,więc i medycyna?

Zauważcie proszę,że nie mają one egzystencji niezależnej od człowieka,że są to ludzkie interpretacje, konstrukcje, którymi porządkujemy mnogość naturalnych zachowań w schematy.

JAK człowiek wpada na to,by swoje interpretacje określić,zrównać je z samą istotą i działaniem natury a na dodatek podać to w sosie absolutnej pewności oraz prawnego ustalenia?

„Macie i rozumcie jako przykaz albo nakaz co wolno a co nie”.Czy nie tak wygląda obowiązujący system?

W ramach teorii „samoorganizacji” zapędziliśmy się w ustawieniu na pozycji PRAWIE stwórcy.Naszym stwórcą jest natura,ale skąd ona pochodzi?

Ogromne znaczenie mają czasoprzestrzenne ramy,w których porusza się nasza nauka i posłuszna jej filozofia.

Tak długo,jak długo fizyka nie wychodzi poza obręb codzienności,można ją określić nauką doświadczeń.

Stąd można postawić też pytanie,DLACZEGO WOBEC TEGO NEGUJE INNE WNIOSKI ZBUDOWANE RóWNIEż NA DOśWIADCZENIU i to nieraz mającym tysiące lat?

Prawa Keplera,Galileo,Newtona,wyszły z ich doświadczeń,przy czym już przy Newtonie-i to charakterystyczne dla wyszystkich występujących później teorii-mamy bogate w skutki zaczątki hipotetycznego myślenia,które pokazują WYJAśNIENIE FIZYCZNYCH RELACJI NIE Z SAMEGO DOśWIADCZENIA,ALE Z POMOCą HIPOTEZ.

Hipotez-a więc przypuszczeń.

„Co ustalamy matematycznie,jest tylko małą częścią obiektywnego faktum,ale dużą częścią przeglądu możliwości”-raczył stwierdzić W.Heisenberg.Przyznam,że jak na fizyka teoretycznego,i tak było to stwierdzenie odważne:-)

Hipotez więc…. 

W tym miejscu zagnieździła się problematyczna zasada ekstrapolacji,stosowana w kompletnym oderwaniu od natury:

We wszystkich,najodleglejszych obszarach czasoprzestrzeni,jej formy,jej wartości liczą się jako NIEZMIENNE,nie wspominając o zależnościach między obiektami.

Czy taką ekstrapolację można uznać?Jeżeli tak,to od razu uznajmy za prawdziwe wszystkie,nawet najbardziej niedorzeczne hipotezy-dlaczego ona jedna?Dlaczego ten podstawowy błąd nauki,przede wszystkim w medycynie błąd niewybaczalny,z którego wychodzą następne,rażące problemy,jest podstawą medycyny?

Skąd naiwność-bo nie chcę tego nazywać inaczej-naukowców przenoszących ich codzienne pojmowanie świata w dalekie mikro-i makroświaty z wiarą,że wystarczy oprzeć się na hipotezie?

W tym,totalnie bezkrytycznym ujęciu fizyki przegapiono rozprawienie się z teoretyczno-naukowymi warunkami zastosowania tejże wiedzy.W ten sposób powstała fikcja,wyobrażenie o Big Bangu jako przyczynie,w której prawa natury i jej przyczynę traktuje się jako STAŁE natury,traktuje się je jako NIEZMIENNE przez miliardy lat i wierzy,że cała materia wszechświata,w stanie niewyobrażalnej kompresji,wielkości kropki biedronki:-),w tym momencie się według owych prawa zachowała,że czas,materia i przestrzeń powstały z „pierwotnej jedności” jednocześnie!

Co było PRZED?

„A po co o to pytać”-zdenerwują się niektórzy za panem Lemaitrem.

A po to,że z zastosowaniem mikrofizyki i mikrochemii na żywą naturę,w przemyśle medycznym,żywieniowym,stoimy właśnie przed unicestiweniem naszych warunków życia,czego chyba (mam nadzieję)nikt potrafiący myśleć nie chce.

Ze względu na brak pojęcia fizykochemicznych związków na różnych stopniach całości i części tak,jak to w fizyce niestety jest utrwalone,praktycznie wszystko się „przypuszcza”,a przecież i fizyka i wszystko inne ma te same przyczyny,które fizyka poznała na najbardziej z możliwych powierzchniowej warstwie świata,to jakby prawić o falach obeserwując na nich blask słońca…..nie sięgamy tym samym ani słońca ani nie poznajemy wszystkich właściwości fal.

Homeopatia udowadnia się swoim działaniem,nie działaniem fizyczych doświadczeń opartych na hipotezach,ponieważ ona działa naprawdę,co widać i czuć,w szczególności czuje to chory,który zdrowieje na skutek jej zastosowania(oczywiście nie tylko wskutek stosowania homeopatii).

A….aspiryna,antybiotyki….przecież są przepisywane chętnie,ale sedno ich mechanizmu nie jest dobrze poznane.

Od antyku duchowy postęp Europy praktycznie stanął.Nastał czas eklektyków-ogromny proces trawienia starych osiągnięć,rozwój scholastyki-monopolu na wiedzę,również powtarzania tych samych błędów-przeciwnicy scholastyki marnie ginęli.Antyk oferował całościowy ogląd świata z nieodłącznym miejscem dla DUCHA.Potem nastąpił zwrot do materii,rozwinęło się tępe myślenie mechanistyczne,rozkładanie świata na cząstki,redukcjonizm.

Materię podzielić można.

Ducha-nie.

Renesans-odrodzeniem antyku?Ależ skąd.To „odrodzenie” właściwie nie nastąpiło-co najwyżej w sztuce,ale na pewno nie można tego powiedzieć o rozwoju duchowym.

Ciągle nie odpowiedziane zostało pytanie-co trzyma te wszystkie cząstki razem?

Postępująca redukcja materii,koncentrowanie się na cząstkach,to raczej proces różnicowania,leżący u podłoża każdej ewolucji,w filogenezie.W ontogenezie widzimy proces przestrzennego podziału-drogę od jedności do wielości.

W Europie proces redukcjonistyczny jest o wiele bardziej widoczny niż w Azji.Ale Europa pędzi w redukowaniu dalej.

Postrzec możemy coś,kiedy istota myśląca zauważa oddzielony od niej przestrzennie obiekt lub pomyśli o czymś jako o obiekcie.Immanuel Kant (1724-1804)każe szukać w poznającym,gdyż „on myśląc różnicuje swe otoczenie”(odnośnie obiektów w otoczeniu).”Byt jest stawaniemi się,prawdą,rozpoznawaniem”.Rzeczy istniejących jakby od zewnątrz,w oddzieleniu ode mnie-nie postrzega więc człowiek wcale?

Ustawmy ostrość aparatu fotograficznego.Widać coraz więcej coraz mniejszego.W końcu od trawy nie widać już łąki.

A ona wciąż istnieje.

Rozwój sztuki….sztuka wkracza w tajemnice przestrzeni….przedstawia naturę.Trzeba na to zwrócić uwagę,gdyż wiedza o naturze nie jest naturą a jej obrazem,przedstawieniem.

Współczesne,oficjalne,ujęte w edukacyjne ramy fizyki i innych nauk wyobrażenia praw natury niewiele mają wspólnego z nią samą,stąd też kłopoty ze środowiskiem.Dzisiejszą fizyką zawiaduje teoria względności i fizyka kwantowa.Przyjrzyjmy się jednej i drugiej-to ogromny konflikt,bodaj największy,jaki nawiedził fizykę.To konflikt między falą a cząsteczkami.Posługując się aktualnym fizycznym obrazem świata konflikt ten rozwiązanym być nie może,ponieważ jest to konflikt między duchem a materią.

Problem nie leży w rzeczach a w wyobrażeniu dzisiejszej nauki.Ta rozwinęła się wprawdzie z oglądu i doświadczania świata,ale jej bazą są formy postrzegania:przestrzeń,czas,przyczynowość,o których wie niewiele.

Tak długo,jak nauka porusza się w codzienności,można problem duch-materia przesuwać,ale z jej ekspansją w dalsze od dnia codziennego rejony mikro-i makroświata,z ekstremalnymi wartościami przestrzeni i czasu staje się wyraźniejszym,że jej podstawowe pojęcia rozwinęły się poza tzw.”dzisiaj”,przez miliardy lat i jako takie tracą swe wartości doświadczalne,stają się zagadką.

I teoria względności i fizyka kwantowa są wyrazem tejże problematyki.

Obie można traktować jako ostatnie konsekwencje nieznoszenia się dwóch obszarów fizyki,które przez lata rozwinęły się niezależnie od siebie,ale w ciągu swej ekspansji się skonfliktowały:

pochodzącej od Galileo i Newtona fizyki korpuskularnej oraz „uargumentowanej” Huygensem i Maxwellem fizyki falowej,klasycznej-elektrodynamiki.

  To,co jest w fizyce kwantowej problemem fala-cząsteczka,odciska się w teorii względności jako problem elektrodynamiki ruchomych ciał.(polecam pracę Einsteina z 1905r.)

Obie teorie powstały nie tylko w prawie tym samym czasie,ale też mają wspólne korzenie,tylko,że na różnych poziomach.

Maxwell dostarczył na oba przypadki (elektrodynamika ruchomych ciał)różne teorie.

Einstein pomógł sobie spekulacją-hipotezą o stałej prędkości światła.

Do tego założenia przywiódł go eksperyment Michelsona-polskiego Zyda,1880,który nie przyniósł pozytywnego wyniku a który jest uznawany jako fundamentalny dla teorii względności!To oznacza ni mniej ni więcej,że dzisiejsza wiedza nie jest w stanie wnieść żadnego dowodu na prędkość światła,gdyż nie zachodzi w owym dowodzie parametr czasu!Czas wprowadzony jest hipotezowo,co ogłupia badaczy.Pytanie o parametr czasu stawia pod ścianą wszystkie, inne,ważne fizyczne eksperymenty.

Einsteinowska teoria leży na dwóch luźnych „dowodach”:

eksperymencie,który w ogóle nie dostarczył informacji na ten temat i na hipotezie,która z powodu jej „naprędkiego” charakteru musiała dostarczyć zażyczony wynik.Sam Einstein uznał 1905 zadanie za „byle jakie”.Czy 26-letni Albert E. ,ten niebywale inteligentny przecież człowiek,był świadom (w momencie ogłaszania swej teorii) konsekwencji i skąd jego późniejsze twierdzenia o głupocie ludzkiej?

Fizyka kwantowa z kolei….jej szerokie działanie w obszarach chemii,medycyny,biologii wydaje się być wręcz rozrusznikiem dzisiejszej nauki,ona tworzy warunki dla sięgającej w submolekularne przestrzenie mikrobiologii,która to z kolei ze swoimi zastosowaniami w technologii genowej ma wyjątkowo niebezpieczne działanie na cały świat.

Z procesu mikrominiaturyzacji fizyki wyraźnie widzimy nici rozwoju:różnicowanie nowych pojęć o przestrzeni i czasie i tym samym zaostrzenie konfliktu -podmiot:przedmiot:rozłam,którego szczyt przypada w Planckowym odkryciu kwantowego działania w 1900.

Dlasze różnicowanie jest praktycznie niemożliwe.

Stąd moje obawy o manipulowanie ludzkimi umysłami opowiastkami o „sukcesach” osiągniętych w „wielkim zderzaczu hadronów”-kolejny sukces,no proszę,tylko czekać,aż wyjdą z tego kolejne opowiastki o „cudownych terapiach” a może i o przywracaniu zmarłym życia.Oczywiście nie zapomnijmy o patencie.”I straszno i smieszno”,jak powiedzieli o „wielkim eksperymencie” znajomi Rosjanie-fizycy zresztą.

WSZYSTKO,absolutnie wszystko podlega w materialnym pojęciu cyklowi stawania się i przemijania.

Ale „nauka” wierzy dalej w rozwój teorii chaosu,w teorie pól jako skończone.

To są jednak wyłącznie wariacje.

Przestrzeń jest pojmowana jako wyraz rozłamu między obiektem a podmiotem.

Ale przestrzeń,pole,materia są tylko pojedynczymi aspektami tego samego.Fizyka trafiła na własnoręcznie zakreślone  granice.Z jej kwantytatywno-matematyczną metodą,bez której nie może istnieć,nie jest w stanie uznać duchowości , ponieważ ta nie da się skwantyfikować jako jakość.

Człowiek rozciągnął wszystkie odbicia teorii wynikające z codzienności na mikro-i makrokosmos,na wszystkie granice, czasy,prędkości.W pewnych przestrzennych granicach doświadczenie może coś potwierdzić,ale nigdy ekstrapolacja nie usprawiedliwia tych obszarów,do których nasze doświadczenie nie ma po prostu dostępu.

Jedynym osiągnięciem określenia tzw.praw naturalnych jest,że opisuje się obserwowane fenomeny wg porządku pozwalającego nam zaszeregować podobne fenomeny lub je nawet stworzyć.

Jednocześnie jednak spowodowało to mnóstwo szkód,w medycynie określanych jako „efekty niepożądane”.

Większość naukowców obija się o zakazy i nakazy…tych zakazów i nakazów nie uznawał Goethe.

Jeżeli potraktujemy jako prawdziwe tzw.stałe naturalne,np. prędkość światła,to pozostaje pytanie:co one oznaczają?

Dlaczego mają te wartości?

„Stałe” zawierają informację,której nie znamy.Do której brak dostępu.To funkcjonuje,ale tam nie zajrzymy.

Jakim prawem zakłada się,że „stałe”,które znamy nie od setek lat,a zaledwie-z dzisiejszą precyzją-od niewielu,są faktycznie w tych warunkach -przestrzennych i fizykalnych -stałe?

Co było przed czasem?

Heisenberg przedstawił swą teorię chyba bez przemyślenia.Pozwolił „powstać” czasowi w momencie prawybuchu.

A jak sprecyzujemy „co było w czasie przed czasem”?”Przed”już umiejscawia czas,więc nigdy nie wyjdziemy z kontekstu tego pytania-ani tym myśleniem ani naszą mową-nie mamy na to słów.

„Rzeczywistość,o której mówimy,nie jest nigdy rzeczywistością samą w sobie,ale jedną z rzeczywistości ukształtowanych przez nas”-również Heisenberg.A przecież jego zasada jest uznawana za „ostateczną granicę poznawalności”.Dla kogo ostateczną?Dla fizyków i matematyków?Co z resztą?:-) 

Z przestrzenią jest jeszcze gorzej-tu nagrzeszyli matematycy.

Zapytajmy:”co jest z tej strony przestrzeni”?Osadza to przestrzeń wcześniej-nie wyjdziemy z kontekstu.

Nawet używając „na,pod,w…”-też nie wyjdziemy.

Fizycy przypisali przestrzeni właściwości,ale używają zwrotów oznaczających w rzeczywistości pewną,ustaloną swą wyobraźnią geometrię lub poprawną powierzchnię przestrzeni.

ALE nie możemy stać naprzeciwko przestrzeni-ona nie jest obiektem,więc nie posiada właściwości.

Fizycy zapędzili się na bagno.

Rozszczepienie:obiekt:podmiot:rozpadlina leży wyłącznie w naszych wyobrażeniach.

Czas i przestrzeń,to warunki,bez obiektywnej realności,bez „w” i „poza”,bez „przed” i „po”.

Celem fizyki i matematyki jest zmierzenie tego,co mierzalne nie jest.Bazą fizyki jest ważność,ale nikt nie sformułował dla fizycznego pomiaru bezwyjątkowo ważnego warunku.

Pełno teorii,pełno hipotez.Naiwnością wydaje się trwanie przy podejrzanym,materialistycznym wyjaśnianiu, wyrażanym w dwóch głównych zasadach:indukcjonizmie-przenoszeniu myślenia codziennego w mikro-i makroświat oraz w redukcjonizmie-szukaniu przyczynowego ugruntowania na materialnie nieugruntowanych korelacjach.

Prędzej czy później natkniemy się na:co było na początku?

Chce się podporządkować naturę człowiekowi,uczynić ją zależną,ale bazuje się na martwocie,z dala od człowieka.

Kantowskie,niepoznawalne ” rzeczy same w sobie”…..

Nauka sądzi,że jej wszystkie teorie można połączyć,ale mostem są hipotezy-one zaś posiadają działania uboczne-problemy,które ta sama nauka rozwiązuje nowymi hipotezami.Tym,co jest nam dostępne,jest doświadczenie natury -do jego opisu ani przekonania się o jego istnieniu nie trzeba hipotez.

Na drodze zrozumienia homeopatii stoi materializm.

W najlepszym wypadku pozwala się łaskawie cialu i duszy działać razem,ale i tak nie rozumie się wzajemnych oddziaływań,za to próbuje wypełnić je hipotezami.Wszystkie kroki chce się śledzić materialnie,ale natura robi swoje,więc traci się cierpliwość i buduje hipotezy.

Weźmy pod mikroskop kawałek liścia.

Zobaczymy najpierw kontury.

Powiększmy to.Dojrzymy,że wcześniej gładkie linie-obrąb,jest pełen szczelin.

Powiększmy jeszcze.Potem dojrzymy komórki…..kontur znika….jest coraz więcej przestrzeni…..potem nie możemy już nawet ustalić,gdzie był kontur-wszystko jest w ruchu.A to nie koniec powiększania…..

Gdzie jest liść?…..

Pojąć można coś mając tego przegląd,z zewnątrz.Zaglądając głębiej i głębiej-wiemy,gdzie jesteśmy,ale nie widzimy tego.Tak wyraża się warstwowość natury:

Universum-galaktyka-system słoneczny-Ziemia-ekosystem-człowiek-organ-tkanka-komórka-molekuła-atom-cząstki elementarne……..

Lektura:

„Physik und Philosophie”-S.Hirtzel,1959

„Die Zeit vor dem Urknall” G.Veneziano w „Spektrum der Wissenschaft”,2004

„Zu Elektrodynamik der bewegten Korper”1905,A.Einstein w Annelen der Physik,

„Ist die Tragheit eines Korpers von seiner Energieinhalt abhangig?”A.Einstein,jw.

„The Maker of Light” D.M.Livingstone (biografia Michelsona)

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

GMO albo życie.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Kwiecień 1, 2010

„Wolność kocham i rozumiem,wolności oddać nie umiem…..” Chłopcy z Placu Broni

„Do kogo należą TWOJE geny?DO CIEBIE!” (ACLU)

Dziś będzie wyjątkowo krótko,za to treściwie:-)

Amerykański Sędzia Robert Sweet w precedensowym procesie ACLU przeciw patentowaniu genów przez firmę Myriad Genetics(registered trademark) wydał wyrok:”GENY NIE MOGą PODLEGAć PATENTOM”.

 ACLU wkurzyło się ekstremalnie po opatentowaniu tzw.genów raka piersi przez firmę,która jednocześnie jest potęgą w testach wykrywania raka piersi (i nie tylko).

W uzasadnieniu wyroku o NIEWAżNOśCI patentów na geny napisano m.in.:

„….wyrok bazuje na dawno rozpoznanych zasadach biologii molekularnej i genetyki(….)Stąd patenty na geny wyprowadzone z „izolowanego DNA” zawierającego sekwencje istniejące w naturze,są jako kwestia sporna  odrzucone, niedopuszczalne i nieopatentowywalne zgodnie z podmiotem sprawy 35 U.S.C.kk 101″.(tłum.z pamięci,pewnie jest różnica w interpunkcji :-):-):-)

MG ma ochotę na apelację,jednak wątpliwe,czy po tak dosłownym stwierdzeniu sędziego jeszcze ktoś podejmie się tego bezsensownego ataku na nasze geny.

A tak poza…ok.20% ludzkich genów jest opatentowanych (m.in.mające związek z Alzheimerem,MS,rakiem jelita, astmą…). Na razie był proces o BRCA1 i BRCA2.Droga daleka,ale początek wspaniały!

Zródełko:

niezawodni znajomi  (Each and All-my best thanks:-)) a szczegóły na:

www.aclu.org.

Zapomniałam….To NIE jest prima aprilis!!!I tak za dużo oszukaństwa na tym świecie……

Posted in GMO, zdrowie | Leave a Comment »