Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for 13 marca, 2010

Borelioza-czym jest naprawdę.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu 13 marca, 2010

Mimo mrozów pąki są,liście coraz bliżej,śpieszę więc z ciągiem dalszym o boreliozie.

Jedną z ogromnych szkód,jakie współczesna edukacja wyrządza pokoleniom,jest praktycznie odseparowanie ich od wiedzy przodków a podsuwanie wyjałowionej wizji stworzonej na użytek korzyści przemysłu tak,jakby przemysł był całym życiem.Nie ma mowy o koegzystencji a to ona jest podstawą równowagi.Mnie,mimo,że znam różne metody terapii polegających na fizycznym oddziaływaniu na organizm (np.zioła,choć one też mają szerszy zakres:-), nigdy nie przyszłoby do głowy negowanie modlitwy jako formy leczenia-bo dlaczego,jeżeli wielu osobom pomaga?

Owocuje to rosnącą liczbą domów starców,rozluźnieniem więzów w rodzinach,bo „po co starzy”,jeżeli to ,co mówią „to bujda”?Lekturami stały się bryki a wiedza,kim był np.Konfucjusz czy Platon, stała się wiedzą spoza rzeczywistości,więc niemodną.

Tymczasem,czytając Konfucjusza,młody człowiek uczy się,czym jest szacunek wobec starszych i dlaczego należy Im go okazywać-tym bardziej,jeżeli nie miał okazji do takiego doświadczenia w domu.Co ma Konfucjusz do boreliozy?

Więcej,niż można by przypuszczać.Otóż szanując starszych,od nich właśnie dowiemy się,że las nie jest nam wrogim bytem,że znajomość jego środowiska może być warunkiem przeżycia a ktoś,kto nam chce wmówić,że powinniśmy się od lasu trzymać daleko,nie ma najczystszych intencji.

Dzisiaj o badaniach „wykazujących” boreliozę-muszę o nich napisać,ponieważ fałszywa diagnoza prowadzi do niepotrzebnych ingerencji w organizm,więc po pierwsze:diagnoza musi zgadzać się z faktyczną istotą choroby.

JAK może się jednak zgadzać,jeżeli:

55% przypadków zdiagnozowania boreliozy okazuje się pudłem?(„Vergleich der Testresultate zur Feststellung von Lyme-Borreliose in 516 Laboratorien”w Journal of Clinical Microbiology)i do tej pory wyniki się nie poprawiły?

Oznacza to,że 55% ludzi zdiagnozowanych jako zainfekowani,bynajmniej nimi nie było.

Oczywiście różne laboratoria ( z tych 516) podawały różne rezultaty,przy czym….często te same próbki krwi były….różnie interpretowane.

No to jak,wyciągamy wróżbę z pierożków?Borelioza albo „Nieborelioza”?

Na skutek upublicznienia tych wyników większość lekarzy zajmujących się tematem boreliozy skwitowała:”Najlepiej spytajmy pacjenta,jak się czuje”.

Jak to możliwe,że są różne wyniki identyczych próbek???

Testy-skrótem-najpierw ELISA ,potem Western-Blot wskazują głównie ilość przeciwciał, Tzw.IgM-przeciwciała rozwijają się dopiero w trzecim tygodniu PO ukąszeniu przez kleszcza,osiągają maksymalne wartości w czwartym do szóstym tygodniu i….znikają po ósmym-bo tak mają. Ale teraz:jeżeli test robiony jest za wcześnie,wynik będzie negatywny, nawet,jak pacjent zainfekowany.Ale jeżeli zrobiony jest w odpowiednim czasie i podane zostaną antybiotyki …..odpowiedź immunologiczna organizmu będzie zduszona.A więc:przy Western -Blocie-jeżeli test nie wskaże przeciwciał,leczy się na inne choroby (bo pacjent „coś ma”,ale nie wiadomo co),jak wykaże-antybiotyki.

Z innej strony:IgG-przeciwciała-to te,które rozwijają się później,krążą wiele lat we krwi-nawet,jeżeli pacjent jest uznany za wyleczonego i nie ma borelii…test wynika pozytywnie,czyli źle dla pacjenta,ale jest pretekstem do „leczenia antybiotykami”.

Fałszywie pozytywne reakcje  mogą wystąpić przy:autoimmunologicznych chorobach,tzw.infekcjach bakteryjnych, opryszczce uznawanej za infekcję wirusową,i in.

Poza tym pojawia się jeszcze jeden problem:mnogość ras i odmian borelii,która wnosi za każdym razem inny wzór serologiczny,czego nie uwzględniają testy a na pewno nie uwzględnia teog ich interpretacja.

Borelie-jak pisałam na początku-świetnie się maskują,to mistrzowie mimikry.Skrywają się w komórkach,maskują swe antygeny tak,żeby przeciwciała najlepiej w ogóle nie powstały,co prowadzi do tego,że kiedy już przeciwciała jednak są i usadowią się na baketryjnym antygenie aby „wroga” zneutralizować….nie są już identyfikowane jako przeciwciała.Są częścią kompleksu:Antygen/Przeciwciało.A TE KOMPLEKSY NIE Są IDENTYFIKOWALNE dzisiejszymi metodami analizy.

Ten proces oznacza,że one tam były,ale stają się częścią reakcji obronnej organizmu,co nawet u pacjenta z zaawansowaną infekcją może przynieść niski wynik przeciwciał.Poza tym ilość przeciwciał się ciągle zmienia i w różnych stadiach choroby-co opiszę-może być niska lub…żadna.To specyfika tej choroby.

Inne testy?Punkcja……ok.30% błędnych rozpoznań,przy czym inwazyjna i obarczona wysokim ryzykiem.

PCR-test tzw.reakcji łańcuchowej polimerazy-śledzi genetyczne sekwencje,w tym wypadku-ślady DNA krętek boreliozy we krwi,moczu,in.płynach i….namnaża je w miliony.Niestety,wykazuje podobne słabości,co ww.

A może LLT?(Test tzw.transformacji limfocytów),który usiłuje ustalić aktywność,czynność zarazków….co raczej nie wystarcza.

VCS?Mierzy zaatakowanie systemu nerwowego,w szczególności nerwu wzroku,lipofilnymi neurotoksynami-w przybliżeniu zakłada się,że rozpuszczalne w tłuszczu toksyny bakteryjne wiążą się do nerwu optycznego,co prowadzi do tego,że pacjent ma problem z rozróżnianiem tonów szarości.Oczywiście zalecana w tym wypadku terapia oznacza antybiotyki  a potem usunięcie toksyny przez reduktor lipidów -Colestyraminę….tylko czy rozróżnianie lub nie tonów szarości jest specyficzne w przypadku boreliozy??

Został nam test amerykańskiej pani doktor J.A.Whitaker -RIBb (rapid identification of borrelia burgodroferi) -badanie fluorescencyjne obecności antygen-przeciwciało w płynach ustrojowych.Dla mnie (ale i dla innych zajmujących się problemem)najciekawsze jest,że ten test jest podobno ” w 100% pewny” i…..jego wynalazczyni pozwoliło stwierdzić,że „problem boreliozy osiągnął epidemiczne rozmiary”.Laboranci wiedzą,o co chodzi:-)i co widać w testach  fluorescencyjnych…a widać wszystko:-)…..co chce się udowodnić:-))

Liczby statystyczne dotyczące boreliozy są różne w różnych insytutach i w różnych krajach.Nie do przeoczenia jest,że tam,gdzie promuje się środki na boreliozę-te liczby ogromnie wzrosły.

Tymczasem….symptomy pozwalające stwierdzić boreliozę są widoczne w większości wypadków gołym okiem,a jeżeli zdarzy się,że nie….o czym w następnym wpisie a na razie:pamiętajmy o właściwych lekturach dla pociech,jeżeli nie chcemy się potem dziwić,”czy to naprawdę nasze dziecko???”

Lektura:ta,co poprzednio plus „Lyme-Borreliose:Merkblatt fur Arzte”,Koln 1996

„Healing Lyme”,Randolph,2005

Posted in borelioza, zdrowie | Możliwość komentowania Borelioza-czym jest naprawdę.cz.3. została wyłączona

Huna po prostu jest.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu 13 marca, 2010

 

„Jeżeli przyjaźnisz się ze wszystkimi,to i tobie dzień upłynie w przyjaznym nastroju” -Anglia,XIX wiek.

Swiezo poznani-dzięki tej właśnie stronie- znajomi spytali ostrożnie,skąd u mnie przychylność wobec astrologów. Przez chwilę mnie zamurowało,bo to trochę tak,jakby pytać,skąd przychylność wobec ludzi.Znam przedstawicieli najróżniejszych profesji,środowisk,stanowisk i żadna ze znajomości niczego mi nie ujmuje -na pewno zaś każda podnosi poziom wiedzy,choćby o społeczeństwie.”Jak to było?Ja jestem ja a ty jesteś ty.”

Astrolodzy byli od dawna,zanim wykształciło się tysiące innych zawodów i nie widzę powodów,dlaczego trzeba by było odmawiać im prawa istnienia?Moim zdaniem,astrolodzy,pracując nad „niebiańskim zwierzyńcem” przybliżają sfery niebieskie tym,co na Ziemi i nie rozumiem,dlaczego mieliby tego nie robić,szczególnie zaś,jeżeli wykonują swą pracę rzetelnie,nie szkodząc nikomu.Tutaj bowiem jest sedno:primum non nocere powinna obowiązywać nie tylko kręgi medyczne,ale każdą,absolutnie każdą formę pracy,ponieważ „po pierwsze nie szkodzić” jest najważniejsze i kwestią sumienia każdego przedstawiciela każdego fachu jest,czy się tym kieruje-nie mnie jednak osądzać.

Myślę,że podważaniem sensu pracy astrologów zajmują się ludzie,którzy nauczeni zostali patrzenia we własne buty.Nic dziwnego,że gwiazdy za daleko:-)Mnie astrolodzy w niczym nie przeszkadzają a jeżeli na dodatek potrafią obliczyć pozycję planet,położenie księżyca-bardzo przydatne choćby w ogrodnictwie ale i zajmowaniu się zdrowiem, to dlaczego mam ich nie lubić?Ze co?Ze księżyc i zdrowie to średniowiecze?Po pierwsze średniowiecze jest bardzo ważną epoką w naszej historii,co oczywiście wiedzą mediewiści,po drugie:księżyc miałby wpływać na przypływy i odpływy,ale na nas i wszystko wokół to już nie?No to gratuluję horyzontów;-)Coż,niektórzy się po prostu wiedzy boją.Boją się potwornie,bo nieznane ma wielkie oczy,boją się nawet słów niefunkcjonujących wcześniej w ich środowisku,jak „astrolog,zodiak,wpływ planet na zdrowie” a już nie daj Boże „magia”-nic,że magia może być po prostu magią np.spojrzenia czy magią miejsca,że nasz słownik jest zbyt ubogi,by np.oddać ciekawą atmosferę…są ludzie,którzy operują wyłącznie słownictwem wstukanym im w domu i szkole i basta.Reszta-to terra incognita….bo a nuż ugryzie?:-):-)

Teraz już o hunie,wiedzy,która była wystarczająco dobra,by zaintrygować amerykańskich,szwajcarskich,niemieckich naukowców….i wystarczająco „be” aby obśmiała ją większość polskich „fachowców”.Jeżeli wziąć pod uwagę,że Huna uczy spokoju,pewności siebie,poczucia spełnienia,to nic dziwnego,że jest atakowana przez ludzi pozostających w szponach własnej niemożności spowodowanych niemożnością zrozumienia podstawowych procesów,kompleksami i złością na cały świat.

Zgodnie z buddyzmem-o nim też będzie-dopóki w umyśle człowieka powstają złudne stany gniewu,zawiści, nienawiści,dopóki umysł produkuje fikcje oddzielające go od rzeczywistości,dopóki odpowiedź na pytanie o sens życia i śmierci nie jest dostrzeżona,dopóty człowiek nie może być nazwany w pełni zdrowym.

Tu chciałam się odnieść do komentarzy pod poprzednim wpisem-wielkie pieniądze budzą zawsze wielkie emocje-niestety,głównie negatywne a wiadomo,że GMO to ogromne pieniądze dla niektórych ludzi.Dziękuję, Anno i Lancet,za dobre słowa i przestrzegam przed odpłacaniem „pięknym za nadobne”,nawet w dobrej wierze,chcąc mnie wesprzeć, ponieważ używając słów,którymi operują istoty nie mogące sobie poradzić z własnym jestestwem,udajemy się w ich środowisko-ba,tworzymy zaczątek ich środowiska,tego samego,z którego pochodzą i które ich takich właśnie reakcji nauczyło-to nie jest dobra droga,ale myślę,że Państwo o tym doskonale wiedzą,tylko faktycznie pewne rzeczy ludziom kulturalnym mogą nie pasować:-).Myślę,że nie powinnam usuwać komentarza,o którym Pan mówił,ponieważ po pierwsze jest to twardy dowód na stan umysłu reprezentantów tez przeciwnych aniżeli przedstawiane tutaj,a po drugie-jak mogę nie lubić kogoś dbającego o moją statystykę:-),po trzecie-ta kobieta sama będzie zmuszona już do końca życia bezskutecznie wymazywać swój wybryk,ponieważ każde negatywne emocje wracają do nadawcy i organizm w pewnym momencie na pewno jej o tym przypomni,ale to na pewno nie jest moja ani nikogo innego sprawa-musia poradzić sobie z tym sama,ja mogę tylko współczuć.

  No to już na temat:-)

W zalewie książek o Hunie dostrzegam coraz zabawniejsze tytuły wywodzące się z tego,że wydaną ongiś książkę reprezentującą w całości-a przynajmniej w ogólnym zarysie,bo o całości mówić trudno- temat Huny podzielono na kilka a czasem kilkanaście części,bo po co człowiek ma wydać raz i wiedzieć więcej kiedy może wydać pięć razy a i to mu się nieco z tych liter obetnie.Przepraszam najmocniej rzetelnych autorów,ale….współcześnie ciężko byłoby znaleźć fachowca,który w jednej książce przybliżyłby treść swojej wiedzy z danego,wyodrębnionego tematu.Jeszcze inna sprawa,to ta,że wydania aktualne są najczęściej mocno wybiórczymi kompilacjami poprzednich…też często kompilacji,co naprawdę nie wychodzi ostatecznie nikomu na dobre,ponieważ autor jest wtedy siekaczem-powielaczem a czytelnik pozostaje na środku drogi z myślą,że on,taki malutki,nigdy nie pojmie ogromu wiedzy danej innym.Tak nie jest.Albo ktoś się faktycznie czymś interesuje i wtedy nie ma dla niego przeszkód,aby nawet z mizernych przesłanek wyśledzić,gdzie leży skarbiec albo ktoś olewa temat,zachwyci się nim chwilowo i wówczas rzeczywiście-nie ma powodu informować go o detalach sprawy,bo po pierwsze szkoda-nie użyje a po drugie -po co,jeżeli chętnie skorzystają i będą wiedzieli,jak to podać dalej-bo to ważne-inni?

Oddalmy się przez chwilę od potoku słów omawiających Hunę i skoncentrujmy na podstawowych pojęciach,z których każdy myślący człowiek powinien wywnioskować,co z tego jest mu bliskie,czy w ogóle jest mu bliskie i czy odpowiada jego duszy.

Zasada 2 dotyczy myśli.

Mana O.

Przecież wiecie,że każda myśl,Mana O,i każde słowo ukrywa życie lub śmierć.

Twoje myśli są Twoim realizmem.Niby wiecie a jednak na codzień wiele z Was od nowa rujnuje swą codzienność. Słowami,za którymi oczywiście podążają czyny.

Kieruj myśli zawsze do Pono-równowagi.

Do stanu,w którym czujesz,że jesteś władcą swoich myśli,nie-że one kierują Tobą.

Pamiętaj,że zawsze,kiedy widzisz jakiś problem-masz wybór:zmień myśli.Zmieniaj je tak długo,aż dostrzeżesz wnioski z sytuacji i jej dobre strony.Wiem,bywają problemy,w których bardzo trudno jest dostrzec jakąkolwiek dobrą stronę.

Szukajcie jednak,bo niemożliwe,aby jej nie było.To jak z chińską Yin i Yang,jak ze światłem i nocą-prawda,że nic nowego?

A jednak Mana O ma moc.Pod warunkiem,że się o nim nie zapomina.

Zasada trzecia:Pu’uwai-serce,emocje.

Zdecydowałam się na krótkie omówienie ich razem,ponieważ dla mnie są równoważne.

Pu’uwai-to miejsce w sercu,emocjonalny aspekt egzystencji.

Pu’uwai Mele to śpiew serca.

Co sprawia,że serce śpiewa?Miłość.

Co zatrzymuje śpiew?Brak miłości.

Najprostsze ćwiczenia łączenia emocji z Uhane-umysłem,to odczuwanie miłości.

Jesteś duchem niesposkromionym,duchem,który nigdy nie rezygnuje.Kochaj samego siebie,bo ruch serca wskaże Ci zawsze lepszą dla niego drogę.Dlaczego „dla niego”?Dlaczego czasem trzeba wziąć pod uwagę jeszcze inną możliwość?

Zasada czwarta:Na’an-instynkt,mózg brzucha.Tu i teraz,bo tak,jak myśl z sercem,tak ważne jest to,co nazywamy instynktem.Ta trójca dopiero poprowadzi nas drogą właściwą dla całego naszego „ja”.

Hawajczycy skoncentrowali się na zaufaniu „mózgowi brzucha”,ponieważ Mana’o -rozum i Pu-uwai-serce-mogą zawieść.

Czujecie czasem,że coś „nie gra”?Na pewno.Ale nie czujecie tego w głowie ani w sercu,instynkt czujecie w…brzuchu.

Tutaj dużo do powiedzenia miałaby tradycyjna medycyna chińska potwierdzająca zgodność „trójcy”,medycyna indyjska i arabska…Kiedy poznacie podstawy głównych gałęzi utrzymania zdrowia w różnych częściach globu,stanie się jasne,jak daleko od natury i człowieka odeszła ta,co się nazywa „medycyną”-medycyna szkolna i jak bardzo są dla nas istotne wiedza i doświadczenie przodków,obojętnie w jakim miejscu na świecie spoczywające na dostrzeżeniu podstawowego prawa zachowania zdrowia i dobrego życia:prawa równowagi.

Jeszcze do „mózgu brzucha”:instynkt jest precyzyjny,ponieważ MUSI.

Jako obrońca ciała żyje właśnie zawsze TERAZ.

To uwzględnienie rzeczywistości odpowiedniej dla naszego organizmu jest niezbędne w podejmowaniu decyzji.

Ponieważ ciało-Na’au-też żyje ZAWSZE TERAZ.

Teraz jest mu ciepło albo teraz jest mu sucho albo jedno i drugie….tylko teraz.

Instynkt reprezentuje duchową część ciała i psychiczną duszy.Bez niego jesteśmy automatami w niewoli decyzji podejmowanych tak naprawdę przez innych.

Dobrych decyzji życzę….do następnego razu:-)

Posted in huna, zdrowie | Możliwość komentowania Huna po prostu jest.cz.2. została wyłączona