Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 1, 2010

Dawno obiecany wstęp do TCM wreszcie się doczekał swojej kolejki,bo dalsze pisanie o medycynie chińskiej bez koniecznego wprowadzenia właściwie nie miałoby większego sensu.

Zanim jednak przejdę do meritum,małe rozmyślania o ludzkiej naturze.Niedawno usunęłam krótki wpis o zawiści,gdyż uznałam,że nie będę powielać jej chociażby w formie werbalnej-nie warto.Niestety,nie mogę nie podzielić się spostrzeżeniami natury niewesołej,które opanowały mnie po odwiedzeniu strony wskazanej mi przez przyjaciół w dobrej wierze,przyjaciół użalających się nad losem człowieka wykonującego mnóstwo dobrej roboty w uświadamianiu społeczeństwa w temacie samoleczenia ziołami-bo strona wyłącznie jest ziołom poświęcona-nie wiem,czy mogę ją tu wymienić,więc na wszelki wypadek tego nie zrobię,gdyż nie mam w zwyczaju nieproszona wchodzić w czyjeś życie-nawet,jeżeli tylko wirtualne,ale od razu mówię,że znaleźć tę stronę nie jest trudno.

Pan ów prowadzi stronę informacyjną na wysokim poziomie merytorycznym,pisze przystępnie i odważnie o fitofarmakologii,fitoterapii,również homeopatii (jedno wynika z drugiego) i naprawdę uczynił wiele,by Polacy pojęli zalety medycyny prostej-tej,którą mają pod ręką.

To wszystko sprawia,że szacunek i cześć mu się jak najbardziej należą.

O ile z atakami przeciwników medycyny naturalnej wydaje się ów pan być obeznanym,to nie wytrzymał nerwowo plagiatowania swoich prac w prasie czy też pracach naukowych.I tu go bardzo rozumiem,sama byłam  z tego powodu rozczarowana,sama o tym pisałam.”Użyczanie” czyjejś własności intelektualnej w celu zarobkowym czy też w celu pozyskania tytułu naukowego jest bezczelnością ekstremalną,w przypadku której sama poświęcę czas,aby ją napiętnować….nie za długo i nie za często jednak,bo życia szkoda.Tak więc do tego miejsca absolutnie bym się z panem zgadzała-to zawsze boli.

Nie godzę się jednak z uzurpowaniem sobie monopolu do znajomości języków ani monopolu na dostęp do wiedzy,bo wtedy z gruntu założenie szlachetności celu byłoby fałszywe,ergo-całe kulisy „bezinteresowności” strony leżą w gruzach.Nie godzę się też z przypisywaniem kradzieży własności intelektualnej wyłącznie Polakom i sugerowanie,że ” w innych krajach to by się nie zdarzyło”,gdyż dowodzi to albo nieznajomości specyfiki ludzkiej natury-niezależnie od kraju,albo wyjątkowej goryczy spowodowanej przeżyciami w kraju właśnie.

Ze swojej strony ręczę,że i Niemiec i Szwajcar i w ogóle ludek europejski skłonności do „użyczania” nie tylko mają,ale chętnie z nich korzystają-jeżeli sprawa  jest tego warta.Ha,bywa,kiedy „pożyczane ” są nawet historie prywatne,które doprowadziły do jakichś konkluzji i publikowane pod nazwiskiem „pożyczacza”.Kroniki są pełne kradzionych sukcesów i bezimiennych klęsk-to też powiedziało przed mną tak wielu,że trudno mi ustalić,kto był pierwszy.Z przypisywaniem negatywnych skłonności poszczególnym narodom byłabym bardzo ostrożna,tym bardziej,że np.co czwarty (lekko licząc) Szwajcar jest imigrantem.A już jak tak uwielbiamy Szwajcarię (bo ja uwielbiam i nie neguję też swoich relacji z ową),to zachowajmy obiektywizm wobec samych obywateli S.,którzy właśnie usiłują pozbawić Polaków ostoi polskości w Rapperswilu,wyrywając Polsce jej muzeum znajdujące się w zamku zachowanemu dzięki Polakom.

Jeżeli chodzi o skłonności przywłaszczania sobie różnych rzeczy,to muszę przyznać,że Hindusi czy Chińczycy wypadają w tej „dyscyplinie” o niebo przyzwoiciej niż Europejczycy,aczkolwiek może być,że ktoś miał inne doświadczenia niż ja i powie:”ależ skąd,u nich jest tak samo”.

Można by to sprowadzić do „kto sam jest bez winy…….”

W ogóle w dzisiejszym świecie dostępu do informacji- a internet w tym dzielnie pomaga i tu muszę ponownie pochwalić wordpressa (nie,nikt mi za to nie płaci),dzięki któremu ukazuje się mnóstwo rzeczy,które normalnie nie miałyby na to szans,oraz rozwoju ciekawych urządzeń,ustalenie,w czyjej głowie myśl się wylęgła,jest niezwykle mozolne,jeżeli nie niemożliwe.Patrząc zresztą na historię….nie było komputerów,plagiaty były.Może jest mi to łatwiej traktować,gdyż uczestnicząc w „dziele informacji” poza granicami Polski uodporniłam się na wiele zachowań i zrozumiałam,że ze złem walczyć nie warto,warto przedstawiać argumenty za DOBREM (zresztą ono broni się samo), może jest mi łatwiej,bo znając wiele prac i wiele autorów wiem,że każdy kiedyś z kogoś i czegoś korzystał i nie można propagować wiedzy jednocześnie uzurpując sobie prawo do jej wyłączności.

Co do monopolu na języki-bardzo lubię gotyk,jego dostojne litery aż się proszą o uważne czytanie i warto go poznać,gdyż w gotyku właśnie spisano wiele wspaniałych prac medycznych.Dialekty niemieckopochodne nie są miłe memu uchu,nawet,kiedy towarzyszy im brzęk monet,więc jeżeli ktoś je pokochał-proszę bardzo,ale niekochanie ich nie oznacza braku ich znajomości.

Podobnie z dostępem do źródeł-dostępu do literatury,również starej,mógłby mi pozazdrościć niejeden uniwersytet a furtki do badań -również.Nie jesteśmy jedyni,którzy mają otwarte oczy,szerokie znajomości oraz wiedzę o dziedzinach,którymi się zajmujemy,więc bez napinki:-),bo co z wiedzą,którą nabyliśmy w trakcie życia po prostu-mamy jej nie używać,bo została nam przekazana,co z naszymi doświadczeniami wreszcie,które też często były doświadczeniami naszych antenatów-zaczynać od „a dziadek (sędzia,lekarz,aptekarz itp.mówił a ja teraz powtarzam?”

Nie bądźmy przewrażliwieni na własnym punkcie-tym bardziej,jeżeli niechętnie informujemy o swoich źródłach podając -a jakże takie,w których w większości darmo szukać widocznych informacji-a już niezwykle niechętnie widzimy na swojej stronie źródła polskie,w wielu przypadkach nie ustępujące źródłom zachodnim.Jeżeli w opisie ziół rodzimych wolimy przyznać pierwszeństwo nawet źródłom rosyjskim (fakt,kopalnie wiedzy medycznej-bardzo je sobie cenię!) a nie wyróżniamy specjalnie roli np.prof.Ożarowskiego-Człowieka niezastąpionego,nieodżałowanego prof.Muszyńskiego, współcześnie bardzo aktywnego w dziedzinie nauki zielarskiej (będę tak nazywać,bo tak mi się podoba) pana Łukasza Łuczaja,czy też panicznie boimy się porównania swojej pracy z pracą innych KOLEGóW I KOLEżANEK (nawet wyrażających nam swoje uznanie),to nie dziwmy się,że mogą nas kopiować,ale szanować nie będą,co nie dotyczy akurat moich zapatrywań,gdyż zwykłam szanować kogoś za to,co robi,bez względu na osobiste przekonania o czyimś charakterze.

A tak nawiasem mówiąc….świetna jest medyczna literatura chińska,takoż izraelska i nie ma w tym zabarwienia politycznego,gdyż literatura fachowa nie ma granic!!!

To by było tyle o świętych oburzeniach.W całym tym polskim targowaniu się  o własność -bo to akurat jest typowo wiślane:-)-kapitalną klasę pokazała Pani Astrolog -Astromaria,wykonująca świetną robotę na postrzeganiu osób mentalnie zamkniętych która wprawdzie ostro tępi naśladowców,ale nie waha się dopuścić ich do dyskusji na swoim własnym podwórku i otwarcie odpiera ataki na swoją myśl,czym pokazuje:ja się konkurencji nie boję.Mogłabym od siebie dodać:ponieważ jej Pani nie ma.

A teraz wstęp do TCM,czyli tradycyjnej medycyny chińskiej.

Aktualni piewcy TCM kłócą się o rozróżnianie „ludowej medycyny chińskiej” od „tradycyjnej medycyny chińskiej”….gdzie różnica,jeżeli w ogóle jest i dlaczego ona jest?

Moim zdaniem w takim ujęciu tematu chodzi niestety,o podniesienie rangi dziedzinie wiedzy,którą się zajmujemy,co najmniej,jakby jej sama nie posiadała.”TCM” to brzmi lepiej niż „ludowa….?”Może dla niektórych.Ale to moim zdaniem.

Jak to tłumaczą zachodni znawcy TCM:medycyna ludowa jest ugruntowana empirycznie i opiera się na stosowaniu prostych środków,wykonywana zaś (czy też „dająca się poznać”) przez medycznych laików.

No to gratuluję każdemu laikowi,który chciałby ad hoc posługiwać się medycyną chińską-nawet „ludową”.

A jak tłumaczą zachodni znawcy chińszczyzny TCM?”To teoretycznie (to już nie praktycznie?Dziwne…)artykułowana konstrukcja myślowa o przyczynach i leczeniu chorób,przekazana w tekstach i praktykowana przez ludzi predestynowanych do tego społecznie i uznanych jako medycy”.(R.Croizier,Medicine and Public Health in ChRL,1973 wydawane w USA).

Jeżeli przyjrzym się chińskim realiom bliżej,dostrzeżemy,że różnice zostały stworzone sztucznie,przez Zachód właśnie.Zielarz,to zielarz-lekarz bez szpitala,lekarz w szpitalu,to lekarz w szpitalu-obaj stosują to samo,(szpitalny częściej sięga teraz po leki gotowe,przemysłowe) tylko w innych warunkach,ale każdy z nich jest uznany w tym,co robi.

O sztuczne podziały kłócić więc się nie będziemy tym bardziej,że w Chinach,oprócz piśmiennie przekazywanej oficjalnej wiedzy medycznej istnieją inne,jak najbardziej aktualne formy opieki zdrowotnej,aczkolwiek od rewolucji 1949 przez system przytłumione,a stosowane przez:

wędrujących znachorów,mnichów buddyjskich,szamanów,taoistycznych duchownych,fizjognomików,podiatrów (tak,PO-,nie PE),zielarzy,astrologów (a tak,też zajmują się zdrowiem i to z powodzeniem-od dawna obecni na cesarskich dworach) i in.-też korzystających często z przekazanych im pism.

Tutaj spróbujemy zająć się tym,co dostępne,nie zapominając o istocie TCM:działaniu w zgodzie z naturą.

To,co jest najważniejsze dla medycyny zachodniej:testy laboratoryjne,badania aparaturowe,anatomia rozkładająca ciało do najmniejszej kostki czy też jego fizjologia-to obchodzi Chińczyków najmniej.Oni bazują na diagnostyce,którą może wykonać po bliższym zapoznaniu się z tematem każdy,po diagnostyce,która jest dostępna i CZYTELNA dla każdego z nas.Według tejże diagnostyki i znanych powiązań symptomatycznych,czyli między widocznym znakiem a przyczyną,ustalają właściwą drogę terapeutyczną.

Gdybyśmy zaczęli dyskusję z chińskim lekarzem pracującym w szpitalu,zdziwilibyśmy się,jak mało znaczy dla niego to,co dla europejskiego znaczy najwięcej:teorie.

Nauka TCM nie przebiega też podobnie do nauki medycyny akademickiej,czyli linearnie.Medycyna chińska jest sztuką w pełnym znaczeniu tego słowa,jest kunsztowną budowlą kryjącą mnóstwo zakamarków,w której obrazie liczy się jednak przede wszystkim to,co widzimy TERAZ,wzniesione na fundamencie Yin i Yang.

Jeżeli zaś o Yin i Yang,to musimy zacząć od Qi.

QI -zawiera w sobie całą chińską filozofię i,choć tłumaczone na wiele języków-w żadnym nie oddaje sedna tak,jak w chińskim-bo stamtąd pochodzi.Podobnie,rodowitemu Haitańczykowi nie łatwo będzie wytłumaczyć niuanse voo doo w Europie,gdzie już z zachodniego podejścia do „jedynych właściwych rytuałów” voo doo zrozumiane być nie może.  

Najprościej możnaby ująć QI jako wszechprzenikające źródło,iskrę,element,pierwiastek i zarazem jądro wszystkiego.Niektórzy definiują QI jako energię,ale z tym się Chińczycy nie zgadzają,bo chińskie pojmowanie świata nie rozgranicza materii od energii.

Czym więc jest QI?Takiej dysputy Chińczyk po prostu by nie pojął:QI jest dla niego odczuwalna i przyjmowalna przez swoje DZIAŁANIE.

W następnym odcinku rzecz o …samej QI.

Lektura dostępna w angielskim:”Chinese Medicin”,Huard,Wong.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: