Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Marzec 2010

Szczepienia, czyli skąd ten pomysł?cz.8.Meningokoki

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 31, 2010

Mój ulubiony;-) Instytut Roberta Kocha w Berlinie właśnie zastanawia się nad ponownym uruchomieniem wizji zjawy boreliozy w narodzie:-),ale potencjalny Niemiec,raz uświadomiony,prędko strachom nie zaufa,więc prawdopodobnie RIK będzie musiał jeszcze nieco się wysilić:-)Nowy szef instytutu pracuje na najwyższych obrotach,ponieważ stary-po aferze ze świńską (oj,jak świńską;-))grypą,został elegancko zaproszony (jak kto woli-z jednego stołka wyproszony) do….Halle.Halle jest tym dla stolicy,czym-nikogo nie obrażając,to tylko metafora-dla Warszawiaków np.Myszyniec. Kurpsie są psiękne (stanowczo niedoceniany rejon Polski) i Halle też niczego sobie,ale niestety,jeżeli chodzi o znaczenie kariery zawodowej….no tak,sami wiecie:-)….aha-w Myszyńcu robią piękne wielkanocne palmy-widziałam to pierwszy raz i jeszcze nie mogę ochłonąć.Gdzie tam Halle do Myszyńca:-)

Miało być o Meningokokach?Tych „morderczych” meningokokach?To,że żyją sobie te sympatyczne skądinąd Neisseria meningitidis w obszarze nosowo-gardłowym u wielu z nas na codzień i nie gryzą,nie kopią,nie palą ani nie trują-to można wyczytać prawie wszędzie.Ze jest ich 13 tzw.serotypów,że typy te rozróżnia się wg struktury ich powierzchni-składa się ona m.in.z ciekawych molekuł cukrowych (!),które wraz z innymi tworzą grubą kapsułę wokół bakterii chroniąc je przed systemem immunologicznym-o tym już rzadziej. Wszędzie jednak na stronach reklamujących szczepienia pisze,jak bardzo warto się na owe „mordercze” dwoineczki (można je nazwać diplokokami i nie będzie to błąd) uodpornić-oczywiście szczepieniem.

Tak,jak wspomniała Pani Joanna-to do pacjenta należy ostateczny wybór….a przynajmniej powinien należeć.

Aby pacjent dokonał wyboru właściwego,dobrze byłoby,aby był poinformowany o wszystkich za i przeciw ewentualnego zabiegu.

Takie informacje ma prawo pozyskiwać zewsząd i nikt nie powinien mu tego zabraniać.

Próby zawładnięcia wolą pacjenta mówieniem mu,że tylko jego lekarz może udzielić mu wlaściwych informacji, zakrawa po pierwsze-na robienie z pacjenta człowieka bezmyślnego,po drugie-na monopol na prawdę.

Efekty monopolizowania prawdy o służbie zdrowia widać doskonale w gabinetach i szpitalach.

DLACZEGO krzycząc „tylko szczepienie uratuje Twoje dziecko przed zakażeniem meningokokami,sepsą itd.” nie dodaje się:”….no,nie przed wszytkimi,bo tak po prawdzie nie ma szczepionki na typ meningokoków występujący w Europie najczęściej-na TYP B.”?

Mało tego-raz przebyte Meningitis c.p.(zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych w następstwie PODOBNO zakażenia meningokokami) nie uodparnia na tę chorobę.JAK więc ma uodpornić szczepionka?Tak,również przy meningokokach temat „immunizacji” się powtarza.

Meningitis jest tak naprawdę  W PIERWSZEJ KOLEJNOśCI następstwem osłabionego systemu immunologicznego i komplikacje zdarzają się przy istniejącym już zaburzeniu równowagi w organizmie.

U co drugiego niemowlaka i co piątego małego brzdąca już niemowlakiem nie będącego można zaobserwować PO szczepieniu podwyższoną nerwowość,płaczliwość.

W Anglii w roku 2000 zmarło PO szczepieniach na meningokoki DWANAśCIORO niemowląt.Ktoś powie-„niewiele”.Oby nigdy nie musiał być na miejscu ich matek.

Wg oficjalnych danych obecnie dostępne szczepionki „meningokokowe” mające „zapobiegać  chorobom przez nie wywołanym chronią przed zapaleniami wywołanymi typem A,C,W135 i Y.

Te typy występują sobie w Afryce,Ameryce Pd,Pn……bardzo rzadko w Europie.Poza tym,OGóLNIE, meningokowe ZAPALENIA opon mózgowych występują w bardzo biednych krajach.

W Europie,jak wspomniałam,jest PRZEWAżNIE „ten wstrętny B”,wg statystyk 🙂 znajdujący się u prawie 10% Europejczyków w w.w.wymienionym obszarze ciała.Proszę zerknąć-jak przy którymś z poprzednich wpisów-na mapę WHO w wiki odnośnie Meningokoków…CO?I w tym przypadku w Europie „brak danych”?Nawet Polska się nie wyłamała i nie straszy czerwoną lub chociażby żółtą plamą?ALE -zachorowania ze stwierdzonym klinicznie „powodem meningokokowym” w Europie są,ponieważ oczywiście statystyki poza słynną mapą WHO istnieją,jednak meningokokom typu B przypisane jest 75% zachorowań.

Może ciekawostka-każdy robotnik chcący pracować w Saudi Arabien oraz każdy cudzoziemiec pielgrzymujący do Mekki,MUSI się zaszczepić właśnie na meningokokowe zapalenia-bez tego nie przekroczą granic Arabii Saudyjskiej. Zachęta czy zniechęta?Oceńcie sami,bo z zaszczepionych Europejczyków zachorowało w 2000 roku 70.

Byli szczepieni,bez tego by tam nie wjechali.Dużo czy mało?

Zachorowania w ogóle….

Chodzi tu najczęściej o Meningitis cerebrospinalis p.-zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych objawiające się przede wszystkim:złym samopoczuciem,bólami głowy,wysoką gorączką,dreszczami,bólami mięśniowymi i stawowymi, charakterystyczną sztywnością karku-tzw.Opisthotonus-leżący ma sztywną,wręcz wyprężoną szyję (też nie zawsze!) a głowa jest wciśnięta w poduszkę,zdarzają się i punktowe wybroczyny na skórze,czasem syndrom Waterhousa-Friederichsena-ale to w ciężkich przypadkach-Tak,ciężka postać zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych może skończyć się śmiercią,czasem w ciągu kilku godzin.Traktowana antybiotykami może też przynieść następstwa w postaci ślepoty,skurczy-nie jest łatwo.

Meningitis w postaci lekkiej kończy się spontanicznym samowyleczeniem organizmu.

Przy meningitis c.p.”spowodowanym” bakteriami wg medycyny szkolnej jest stosowane leczenie antybiotykami, punkcja.Przy nieleczonym śmiertelność oficjalnie wynosi 50%.

Przy meningitis c.p.”spowodowanym” wirusem-NIE MA SPECYFICZNEJ TERAPII-jest zalecane leżenie w łóku i spokój.

Osławione „meningokowe” zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych jest więc „spowodowane” najczęściej typem B?

OK.ALE NA TYP B NIE MA SZCZEPIONKI,PONIEWAż POLISACHARYD SEROTYPU B WYSTęPUJE TEż W MóZGU NATURALNIE,WOBEC CZEGO SZCZEPIENIE,CZYLI PRZECIWCIAŁA MOGŁYBY CIężKO ZASZKODZIć MóZGOWI.

Wniosek?Ten sam,co porzednio:higiena w szpitalach,dobre odżywianie i dbanie o swoją psychikę,ponieważ zapalenie może dopaść nie tylko maluchy,ale i dorosłych….jak się bardzo postarają.

Nad składem szczepionek znęcać się nie będę:-)-jest wystarczająco dobrych  stron na ten temat.

Z wyjaśnianiem specyfiki działania mechanizmu bakteria,wirus a system immunologiczny jeszcze nie skończyłam:-)

Lektura:co poprzednio dot.szczepień plus

Informacje Robert Koch Institut w Berlinie

NRZM-Nationales Referenzzentrum fuer Meningokoken

„Impfen-Voelkermord im 3.Jahrtausend”(Szczepienia-ludobójstwo 3.tysiąclecia)-K.Krafeld,S.Lanka

„The Limits of the Medicin”-Edward S.Golub

„Epidemiologisches Bulletin” 2008,Nr 30

Reklamy

Posted in szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

Wielkanoc.Zanim kupisz farby do jaj….

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 30, 2010

Rok w rok kolorowe szaleństwo,rok w rok większość wcina jajka ufarbowane nieraz połową tablicy Mendelejewa.

Można i tak-rzecz gustu.Ale,jeżeli tak być nie musi,dlaczego nie sięgnąć po mądrość babć i podarować jajom-a tym samym sobie- zdrowe kolorki?

Kolor żółty-ten wiosenny,otrzymamy m.in.z kurkumy i łusek cebuli.

Zielony-z trawy,pokrzywy,szpinaku-i to całe gamy.

O fiolet zatroszczy się czerwona kapusta , o różowy buraczki .

O czerwień…a musi być czerwień?:-)

Papryka (w tym przypadku nacieramy skorupki roztworem proszkowanej i odrobiny octu),z żurawin wychodzi b.lekka,z wiśni (o tej porze niestety,tylko import) też.

O niebieski-jagody…..

To przykłady,ponieważ jest sporo roślin oddających piękne kolory,ale kiedy pączki jeszcze malutkie…brać to,co pod ręką.

Poza papryką:gotujemy np.kurkumę lub szafran ,dodajemy łyżkę octu,i chlup-wrzucamy jajko , gotujemy na twardo , żółte gotowe. I tak z resztą.Łuski cebuli czerwonej-uwaga-nie barwią na czerwono,tylko w dość nieokreślone fioletowo-brązowawe plamy,więc rzecz gustu,czy chcemy to mieć na swoim stole:-)

No to smacznego i zdrowego:-)a przede wszystkim spokojnych,serdecznych,ciepłych,rodzinnych,radosnych

Swiąt Wielkanocnych życzy Wszystkim

nhc

Posted in aktualności, zdrowie | Leave a Comment »

GMO albo życie.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 29, 2010

Ziemniak i pomidor są darem zachodniej półkuli i pojawiły się na początku nowej fazy rozwoju świadomości-Ery Rozumu.Produkty stymulujące aktywność intelektualną,myślenie abstrakcyjne i materializm.Podbudowują też egoistyczne samozadowolenie.To cechy cywilizacji Zachodu,nad którą zawisł miecz obosieczny:nauka i technologia.

R.Hauschka

Mimo tego i ziemniak i pomidor są bardzo wartościowymi warzywami pomagającymi (spożywane w odpowiednich ilościach ) nam funkcjonować w owym, materialistycznym świecie.Jest ironią losu a może raczej naturalną jego koleją,że również pomidory i ziemniaki należą (oprócz kukurydzy,soi i.in.)do najchętniej manipulowanych roślin-są jedzone tak często,że nie mogło to ujść uwadze manipulatorów-tak produkty stymulujące materializm stają się jego ofiarą a ludzie spożywający je-ofiarą materializmu w najskrajniejszej z jego odmian.

Manipulacje polegają bowiem nie tylko na pozbawieniu roślin naturalnego instynktu przeżycia,na odebraniu im zdolności rozmnażania (pomiory bez pestek lub z pestkami,z których nie da się niczego wyhodować),ale też na umieszczeniu w nich takich substancji,które,dostawszy się do organizmu człowieka,stanowią poważną przeszkodę w naturalnych cyklach przemian-substancji ten cykl wręcz przerywających.

Jak to się dzieje….?Z zebranych w myślach (bo pamięć jeszcze nienajgorsza:-))wykładów kolegów,koleżanek,swoich,z dyskusji o GMO z ludźmi mądrymi,nieprzekupnymi,z ludźmi,dla których wspólne dobro jest ważniejsze niż zaprzedanie się molochowi,ponieważ wiedzą,że dobro wspólne jest jak najbardziej i dobrem ich,wyłania się pewien spójny obraz GMO,aczkolwiek prowadzący do niewesołych wniosków.Niewesołych,gdyż w dalszym ciągu tworzone są byty nie mające nic wspólnego z dobrem człowieka czy środowiska,w dodatku te,które już zostały do środowiska wprowadzone,panoszą się czyniąc nieodwracalne szkody a głosy ludzi znających temat -p.KOALICJA POLSKA WOLNA OD GMO -jako jedna z bardzo niewielu organizacji naprawdę walcząca o zdrowie i życie człowieka i środowiska-są uciszane, lekceważone,lub wręcz atakowane.ICPPC Polska robi,co może,ale jak może robić więcej,jeżeli mimo wielu członków,ciągle ma zbyt wielu wrogów-ludzi,którzy są zresztą wrogami swoich dzieci i samych siebie?Koalicji życzę szerokich dróg i milionów aktywnych zwolenników a teraz już o istocie technologii genetycznych.

Chętnie rozprawiają naukowcy i laicy o genach,chętnie mówią o tym,za co są geny odpowiedzialne,kiedy jednak zada im się pytania,których w ramach definicji nie ma….zaczynają się schody.Nagle okazuje się,że pan profesor o genach wie tyle,co Ty albo Ty….czyli bardzo,bardzo niewiele.I nic dziwnego,nie jego wina właściwie,ponieważ sama istota genu jest dosyć krnąbrna w obserwacji a jeszcze bardziej krnąbrne są narzędzia i techniki,którymi usiłujemy do nich dotrzeć.

Nic to jednak,udajmy,że jesteśmy mądrzy,bo znamy geny z laboratorium i powiedzmy „ciemnemu ludowi”,że właśnie znaleźliśmy cudowne lekarstwo a jednocześnie przyczynę większości chorób.Nikt nam przecież nie zarzuci niewiedzy, no bo to my mamy laboratoria….a że dzieje się w nich nie zawsze to,co byśmy chcieli….a bywa-i to,czego byśmy nie chcieli….o tym pst.Chwila-tam lekarstwo,gdzie przyczyna?Toż to zasada znienawidzonej homeopatii,i w ogóle terapii naturalnych!!!Dlaczego ta-jak najbardziej słuszna zasada nie może być słuszna w naturze a tylko opakowana i podana przez przemysł,przyłożona stemplem słuszności?Dlaczego,ta zasada,ściągnięta żywcem z natury,została zastosowana tam,gdzie akurat jest najmniej wiarygodna-ponieważ o genach wiemy za mało,za to wystarczająco o chorobach spowodowanych uciskiem psychicznym,złym odżywianiem,warunkami TERAźNIEJSZYMI,sztucznie zaindukowanymi infekcjami…..Jeżeli nie wie się,skąd „ktoś ma jakąś tam chorobę”,mówi się:geny.Wspominałam wcześniej o stosowanych od 200 lat chemikaliach,antybiotykach itd-że nie mogło to nie wpłynąć na system immunologiczny,na-jak najbardziej-geny przodków obecnych pokoleń-po prostu je osłabić-ale o tym się nie mówi,tak samo,jak przemilcza aktualne czynniki,mówi się po prostu „geny są odpowiedzialne”.Ale DLACZEGO one się osłabiły???I dlaczego teraz robi się wszystko,by osłabić je jeszcze bardziej???

Czy zauważyliście,jak silne,jak intensywne są hipnozy w wielu mediach ale i reklamy w klinikach na temat skuteczności tzw.terapii genowych?Nawet „terapia genowa ma być najlepszym lekiem na raka”.No tak.Najpierw hipnotyzowali całymi latami społeczeństwo słowem „rak” (zauważcie,ile kampanii,ile nachalnego programowania ludzi na raka!) a teraz buch-MAMY LEKARSTWO NA WASZ STRACH-tak skutecznie zresztą przez nas wzbudzony…..Tylko jeszcze pogadać z politykami,żeby dofinansowali tę „cudowną terapię”,pacjenci też niech się poczują do sponsoringu….i cel osiągnięty.Kobiety przerażone przestają traktować swoje ciało,jak przyjaciela-biegają na mammografię,która jest przecież badaniem inwazyjnym,po której promieniowanie zakumulowane w komórkach działa na poziomach enzymatycznych,hormonalnych,że pominę fatalny ucisk gruczołu mogący spowodować przemieszczanie się ewentualnej,zmienionej zapalnie tkanki,pominę,że mammografia może wykryć zmiany już posunięte,mm.5-cio,a przeciętnie ok.10-cioletnie,które jednak nie oznaczają wyroku!Panie,które twierdzą,że mammografia uratowała im życie-nie będę tego prostować-przeszły już tyle,że nietaktem byłoby z Nimi polemizować-współczuję,ale zostanę przy swoim zdaniu.To zresztą nie ich wina,że tak a nie inaczej sądzą-gdzie miały się udać po ratunek?Poszły tam,gdzie według zaprogramowanego systemu idzie się po zdrowie.Było-minęło.Nie spotkały nikogo,kto by im pomógł bezinwazyjnie, kto by też powiedział,że strach,że wieczne posądzanie swojego ciała o wrogie zamiary,jest jednym z czynników stresu dla ciała właśnie.Ze skupienie się na ruchu,dobrym odżywianiu,zaufanie naturze,niesłuchanie bredni panikarzy i siewców strachu mających w nim interes jest najlepszą profilaktyką,w dodatku z dużym faktorem powodzenia.A tak na marginesie…dlaczego nie reklamuje się bezinwazyjnych a skuteczniejszych metod badania?

Fantastyczną pracę wykonuje w tym względzie w Polsce Hinduska (i dzięki Bogu,że w ogóle to się komuś udało),dr Preeti Agrawal.Dlaczego z takich poglądów nie jest równie znana W POLSCE żadna Polka?Nie wątpię,że zdanie pani Agrawal akceptuje,zna a metody stosuje wiele medyczek znad Wisły,ale jakoś nie widzę, aby media pomogły im podzielić się swą wiedzą.Czy jednak-w co bardzo nie chcę wierzyć-ma tu znaczenie osławiony na całym (niestety) świecie-polski grajdoł pt.”swój znaczy wróg?”Dla mnie narodowość nie ma żadnego znaczenia-człowiek to człowiek,nie rodzimy się z granicami.Nie rozumiem,dlaczego na forach amerykańskich czy nawet rosyjskich ludzie starają się sobie nawzajem przede wszystkim pomagać,mimo,że na codzień są po prostu ludźmi w całej ich „okazałości”,z zawistkami,zazdrostkami i małymi pragnieniami uwalenia bliźniego włącznie-tutaj z kolei wydaje się,że te wszystkie codzienne małostki potęgowane są na forach,jakby jeszcze było MAŁO!Nie będę się nad tym zatrzymywać,ponieważ dla mnie jest to po prostu śmieszne i oznacza podkładanie sobie własnej nogi-piękna,ale i dziwna kraj:-)

Ach,te geny….trochę „genbiologii”:-)w skrócie iście telegraficznym:

Samo DNA jest pokryte płaszczem białkowym,który musi zostać odsunięty,by dokonała się aktywacja genu.

Model „gen aktywny-gen nieaktywny” jest wielkim uproszczeniem-przykro mi-sporo oddalonym od rzeczywistości.

Gen to recepta na tworzenie i funkcjonowanie konkretnych białek,hormonów,enzymów,itp…..tyle wiemy,że recepta. Ale to na pewno nie jest wszystko.Chwila…hormonów?Czy może dziwić,skąd problemy z gospodarką hormonalną?

Ekspresja (aktywacja) genu odbywa się poprzez metylację-przyłączenie grupy metylowej lub acetylację (podstawowo i ogólnie) w konkretnym miejscu.

Metylacja jest odpowiedzią komórki na sygnały otrzymywane ze środowiska i z centralnego układu nerwowego.

Potomstwo dostaje po rodzicach ich DNA razem z aktualną metylacją,czy raczej jej wzorem,co oznacza,że otrzymujemy „spadek”-wszystko to,co nasi rodzice zrobili swemu organizmowi źle lub też dobrze.

Jednakże-nie jesteśmy tego spadku niewolnikami.

Celem DNA jest po pierwsze  harmonia.

Pozytywne emocje wpływają na potencjał energetyczny,co ma bezspornie (!) związek z kształtem DNA.

Chromosom X ma wokół siebie pole magnetyczne.Czas replikacji komórki zależy od pola magnetycznego.Kiedy pole jest zaburzone,zaburzony jest też podział.Nie można uszkadzać DNA nie zaburzając pola magnetycznego.

Badacze włamujący się do DNA i traktujący niektóre jego elementy jako „zbędne” (w dużym skrócie) wydają się znać litery,jednak słowa i składnia,całe to bogactwo kontekstowe jest dla nich czarną magią.

Grzebiąc w komórkach odpowiedzmy sobie najpierw,czy nasze uczucia mają dalej wpływać na DNA czy może chcemy je wykluczyć?Czy może chcemy bezwolnych robotów reagujących na zaprogramowane rozkazy?

Grzebiąc w DNA zapytajmy też,dlaczego naukowcy nie chcą skorzystać z wiedzy Chińczyków lub Hindusów,którzy do terapii genetycznych w swoim narodzie bynajmniej się nie palą?

„Bioinformation”2009,3(8),-„Specific gene hypermethylation and cancer”J.L.Paternain,A.Romen,M.Cabre i in.

Posted in GMO, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.7.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 28, 2010

Ludzie powołujący się na naukę często nie wiedzą,że chodzi im o takie stadia jej rozwoju,które już dawno przestały być aktualne.A tezy,które straciły swoją aktualność przestają być źródłem światła i stają się źródłem ciemności…..

Efraim Waldmann

Albo się wierzy w nieomylność nauki albo się wierzy w jej rozwój i postęp.Każdy człowiek mało wie a dużo wierzy.

Rabin z Puław:-) 

Z przyjemnością kontynuuję cykl o homeopatii-jeżeli nawet jej przeciwnicy,poruszający się w ciasnych ramkach narzuconych im taśmowo zadają sobie trud regularnego czytania mojej strony a nawet próbują zapoznać się z polecanymi lekturami-uznaję to za sukces-nic,że muszą jeszcze czytane treści zrozumieć-to przyjdzie z czasem…. Może:-))Wypluwanie jadu na wszelkie treści propagujące medycynę naturalną jest dowodem na to,że trafiamy w sedno i miłośnicy chemicznej eutanazji czują się mocno zagrożeni wiedząc,że jest ich coraz mniej a zwolenników zdrowia-coraz więcej.Chyba nawet nie wiedzą,że są doskonałym przykładem naturalnych zachowań atawistycznych -agresja i poświęcanie niewspółmiernie wielkiej uwagi obiektom wściekłości jest zawsze wynikiem strachu.W środowisku ludzi kulturalnych dyskusja polega na argumentach i poszanowaniu interlokutora,ale tam,gdzie rządzi prymityw …nie wiem,czy cokolwiek dałoby tłumaczenie,czym jest kultura,nie mówiąc o szacunku,gdyż kto nie ma go wobec siebie (a nie może szanować się ktoś lekceważący naturę),na pewno nie będzie go miał wobec innych a tym samym szereguje się na wiadomym etapie.Znajomy rolnik,drobny hodowca kur, człowiek bardzo  inteligentny,o sercu anioła (kury dożywają starości,sprzedawane są tylko jajka!),mawia:”Robactwo uwielbia ciemnotę a ciemnota-robactwo.Ot,taki poziom natura dla padalstwa pomyślała,boż co by było,gdyby jaka piękna istota w gnoju,śmieciu i ciemności miała żyć…nie wypadałoby,pan Bóg akuratnie ustawił…..robak ino w kurzej d….do innej ciemności dostanie się,światła nie dostąpi….”:-))

Homeopatia reguluje.

Leki farmaceutyczne działają jak młotek.

Homeopatia bierze pod uwagę całość-człowieka,środowiska,w którym żyje,jego rodzinę,warunki mieszkaniowe…. a przynajmniej maximum czynników mogących mieć wpływ na równowagę.

Mówiąc o całości,wyliczanki są bez sensu,ponieważ nigdy nie dojdziemy do ich końca.Możemy się zaledwie skupić na tym,co wiemy,a przecież medycyna szkolna i tak odrzuca większość oglądu poprzestając na odgórnych przyporządkowaniach i ich -często również odgórnych interpretacjach,w skrócie-zajrzeniu do podręcznego „leksykonu każdego lekarza” lub (i) rutynowym postępowaniu.Znam i lekarzy wykorzystujących swój instynkt oraz wiedzę zdobytą poza standardem,ale to wciąż-fakt,coraz liczniejsze-wyjątki.

To przez porządkującą zasadę wyliczania w obowiązującej nauce -a to metoda redukcjonistyczna-gorliwi wyznawcy pozostający przy medycynie szkolnej nie rozumieją powodów występowania chorób.Ta metoda umożliwia nam wprawdzie postępujące rozpoznanie detali natury i jej-krótkofalowo-przyczynowe-najbliższe związki,ale ciągle nie-powody samej istoty choroby.

Jeżeli chcemy pojąć jedność,musimy znaleźć inny do niej dostęp.

Pojmowania jedności zaś potrzebujemy do sensownego obchodzenia się z naturą i do….przeżycia,jeżeli wspomnimy o jej zaawansowanym zniszczeniu.

Wszystkie-naprawdę wszystkie,do tej pory nie rozwiązane problemy fizyki i jej bezwarunkowo posłusznej medycyny szkolnej mają wspólne korzenie:

LEKCEWAżENIE CAŁKOWITEJ WIELOWARSTWOWOśCI NATURY.

Warstwowość jest hierarchicznie zorganizowaną wertykalną strukturą świata,w pojęciu człowieczym bardzo pobieżnie i grubawo sformułowaną jako następstwo:

cząstki elementarne

atomy

molekuły

komórki

organy

człowiek

rodzina

państwo

ekosystem Ziemia

system słoneczny

galaktyka……..

Medycyna szkolna nie zna zasady całości,według której zorganizowana jest warstwowość a jeżeli znają ją ludzie zajmujący się medycyną,to nie biorą jej (w większości) pod uwagę.

Medycyna szkolna zna werbalne sformułowania „całość to więcej niż suma itp.”,ale głęboko sięgającego sensu tego nie zna a już na pewno nie zna jego konsekwencji.

Z tego też powodu-ignorancji,niewiedzy-rozpatruje m.szkolna wszystkie obszary natury wg równych wyobrażeń,osiągnięć,ustaleń klasycznej fizyki-jej tzw.praw natury i stałych natury,które de facto z naturą mają niewiele wspólnego.

Medycyna szkolna dysponuje wyłącznie arsenałem hipotez,którym chce się pozbyć trudności bez poznania ich tła a więc i bez powodzenia.

Strażnicy „teorii młotka” szermują jako -o zgrozo -dowodem-terminem EBM-„medycyna oparta na dowodach”.Procent medycznych sformułowań o skuteczności,opartych na względnych dowodach jest nieco,hm….nawet nie 14%? ogólnie, „w różnych latach bywało różnie”,ale tak się około tego „szczęśliwego” poziomu 13% trzyma-znikomy,rzekłabym a reszta dowodów na skuteczność jest oględnie mówiąc labilna:-))-wystarczy pofatygować się na stronę British Medical Journal (tak,ci,co „helping doctors making better decisions”:-)-linka już znacie i poszperać w tzw.dowodach klinicznych-jest ich sporo i mam nadzieję,że będzie to fascynująca lektura:-))Tymczasem atakowane są terapie,które nie tylko dowodzą DOBREJ skuteczności swym działaniem przez wieki właśnie,ale pozbawione są (lub znikome) skutków niepożądanych!Klasyczny przykład obłudy.

Już w pierwszym kryterium dostępu do rozumienia całości natury natykamy się na „co to jest życie”?

JAK TO SIę DZIEJE,ZE ONO JEST MOżLIWE?

I co?Granica.Granica oficjalnego ujęcia natury.Granica fizyki,traktującej Ziemię i wszystko wokół jako martwą materię i wyłącznie tak,jak z martwym potrafiącą się z nią obchodzić.

Zasady newtońskie-brak życia.

Następne,wszystkie fizyczne reguły-brak życia.

A medycyna szkolna jakby nigdy nic buduje na fizyce swoje istnienie!Buduje dowody medyczne na martwej materii!

W jaki sposób życie roślin i zwierząt rozwija się z martwej materii,hę?NIKT TEGO DO TEJ PORY LOGICZNIE NIE WYTŁUMACZYŁ.To przepaść między życiem a martwotą.

Widzimy-no dobrze,widzimy całość i części,ale nie widzimy arystotelesowskiego „więcej”.

A „więcej” tkwi we wszystkim,co istnieje.

Myślenie konwencjonalne nie pozwala nawet tego opisać-można tylko pomyśleć.

W średniowieczu i wcześniej (!) próbowano dotrzeć do duchowej przyczyny świata.Potem…..po prostu uwięziono i skrępowano ducha.

To nie jest dramat,że trudności są w jakiejś rzeczy,dramatem jest uczynienie ich niezrozumiałymi dla człowieka a przynajmniej próby odgraniczenia go od poszukiwań.

Medycyna szkolna od 400 lat utkwiła w tzw.”naukowym” materializmie negującym duchowość.

Duchowość nie jest brana pod uwagę jako podmiot natury,mimo,że chyba nikt (no,może poza ludźmi z doszczętnie wypranymi mózgami),nie zaprzeczy że jest podstawą myślenia.

Tak,syci nie żądają więcej-plenus venter non studet libenter (moje,skrótowe tłumaczenie:-)),ale to tylko wygodne,nie bezpieczne.

Wierzyć we wszystkie „błogosławieństwa postępu”,obietnice,które otrzymuje się od polityków,całe to niemyślenie nazywa się teraz myśleniem pozytywnym.Bierna akceptacja tego,co dają.Ale tu nic nie „dają”.

Czy wobec powyższego „myśleć samemu” oznacza negatywizm?

Jeżeli od samodzielnego myślenia człowiek popada w depresję,to wtedy tak.Jednak lecznicza konsekwencja wynikająca z własnego przepracowania całościowego konceptu wydaje się jak najbardziej pozytywna.

Limitem stosowania terapii powinna być wiedza lekarza lub osoby ją stosującej.Jeżeli leczący nie wie,co jest przyczyną,nie wie,jakie czynniki mogły spowodować wystąpienie zaburzeć-niech nie leczy,ponieważ nie wyleczy.

Leki chemiczne maskują naturalne symptomy zaburzeń.Czasami specjalnie spreparowane leki homeopatyczne pomagają zredukować efekty niepożądane źle stosowanych farmaceutyków,ale najczęściej jest to dość trudne-ot,zepsuć łatwo,naprawić ciężej.

W homeopatii,jako,że ciało nie zawsze jest w stanie poradzić sobie ze stresem lub infekcją (szczepionki),znajduje się substancję w naturze,która ma właściwości poruszenia-zaindukowania,wzbudzenia symptomów,aby pomóc ciału się bronić.Tylko i aż tyle.Homeopatia nie leczy chorób  a ludzi.Podobnie,jak zioła,jak akupunktura,akupresura,TCM……

Nie wyróżniam żadnej z wymienionych metod,ponieważ wiem,że każda z nich jest skuteczna w odpowiednich zaburzeniach,właściwie dobrana,właściwie stosowana,że mają one ogromne spektrum i wielość stopni działania,że niektóre-tak,tak-mogą świetnie zastąpić większość operacji.Ze np.Ruta 30x,Ginseng 6x,30x,200x redukuje efekty radiacji u pacjentów z nowotworami po potraktowaniu chemią,że homeopatyczne X-ray 30 redukują destrukcyjne (nikt nie zaprzeczy) działanie naświetlań osób j.w.poddanych naświetlaniom,ale i burak i aronia są doskonałymi roślinami-i to nie w dawkach homeopatycznych- w leczeniu nowotworów wszelakich odmian z towarzyszącą im radio”terapią”….. Pomału zaczniemy już mówić o zaawansowanych aspektach homeopatii i in.terapii naturalnych.Do miłego:-))

Lektura:co poprzednio w temacie cyklu oraz oczywiście niezastąpiony BMJ:-))

Posted in homeopatia, zdrowie | 6 Komentarzy »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 26, 2010

„Terapia antybiotykowa może pacjentom z symptomami chronicznej boreliozy przynieść potężne szkody.”-H.M.Feder i Ad hoc International Lyme Disease Group,New England Journal of Medicin,357,04.10.2007

Jak to możliwe,że nagle cały świat jest zagrożony chorobą,której do tej pory nie było,a może były pojedyncze zachorowania a może to nie było „to” a coś zupełnie innego?

Czy borelioza jest oddzielną jednostką chorobową…..?

Proszę się nie dziwić,że lekarze tak często mają problem ze zdiagnozowaniem boreliozy i tak często diagnozują ją na ślepo na zasadzie „nazwijmy to po prostu,bo jak zabierzemy się do czegoś,co nie ma imienia?”:-)

Tu potykamy się o jeden z problemów medycyny szkolnej:pogrupowała i ponazywała pewne symptomy,nazywając też remedia na nie,kompletnie nie biorąc pod uwagę,że każdy człowiek choruje-mimo podobieństw- na swój sposób i to człowieka trzeba leczyć,nie chorobę.Ponazywała choroby,nie martwiąc się o to,jak podobne symptomy występują w wielu z nich i że coś chyba je powinno w tym przypadku łączyć.To,czego nazwać nie potrafi,nie istnieje w jej nomenklaturze-tego nie ma,więc wysila się mocniej i mocniej,produkuje radosną twórczość a ludzie chorują,chorują, chorują………………..a przemysł robi kolejne „lekarstwa” na kolejne „wynalazki”.

Tak,medycyna szkolna tworzy choroby i generuje strach przed nimi zamiast ukazać związki między symptomami a przyczynami zaburzeń oraz drogi do zachowania zdrowia w równowadze.Mam nadzieję,że obraz boreliozy,o jakim tu opowiadam,mimo,że dla wielu będzie szokiem i zamachem na ich poglądy,innym pomoże zrozumieć rodzaj zaburzeń i upewnić się,że wystąpienie symptomów nie oznacza beznadziejnej walki a spokojne przywrócenie organizmu lub wręcz takie zregenerowanie go, nie omieszkam tu powiedzieć-jakby urodzenie na nowo,aby mógł w pełni doświadczać dobrodziejstwa życia.Pewne aspekty staną się pewnie jaśniejsze po przeczytaniu całego cyklu o boreliozie,więc proszę o cierpliwość.

Borelioza jest,tak,jak i krętki-spiroszety,mistrzem maskowania się.

Zakłócenia rytmu serca,bóle głowy,wędrujące bóle stawów,mięśni,gorączka,agresja,strach….te same symptomy występują też w innych zaburzeniach.Lekarze diagnozują więc MS,Parkinsona,Alzheimera,artretyzm,fibromialgie….i przepisują terapie zalecane przy MS,Parkinsonie….Sprawa się komplikuje.

Komplikuje się tym bardziej,że np.przy bólach stawów chętnie przepisywane są preparaty kortyzonowe,które działają immunosupresyjnie (uciszają system immunologiczny…czasem na dłużej) i tym samym ułatwiają produkcję neurotoksyn boreliom,że pominę inne,niekoniecznie przyjacielskie aspekty ich działania.

Według najnowszych badań aż u 60% pacjentów ,u których stwierdzono stwardnienie rozsiane,udało się też potwierdzić obecność borelii.

W tym przypadku to produkty odpadowe spiroszetów uszkadzałyby otoczkę mielinową włókien nerwowych,na nic więc standardowa terapia MS.

Jeżeli pacjent ma „wędrujący rumień”,robi się test ELISA,potem Western-Blot i jak wynik pozytywny,stwierdza się boreliozę,podaje antybiotyki.Kiedy po takiej terapii po jakimś czasie znów pokazuje się zapalenie,mówi się o syndromie post-Lyme (PLS) i „kuruje” dalej lub znajduje inną chorobę i kuruje na inną.

Nietrudno zauważyć,że epidemia,którą niezwykle trudno zdiagnozować obowiązującymi testami i która występuje pod różnymi postaciami jest wymarzonym kąskiem dla koncernów.

Borelioza przebiega zwykle w 3 stadiach:

1.wędrujący rumień-w miejscu ukłucia przez kleszcza robi się czerwony,poszerzający się krąg,w środku bledszy-to oznaka funkcjonującego systemu immunologicznego.Jeżeli do tego mamy gorączkę,powiększone węzły chłonne,spięte plecy,bóle członków,czujemy się „zwiędli”-to prawie pełen obraz pierwszego stadium.Mniej niż połowa chorych nie ma rumienia.Wtedy,jeżeli nie wiemy,że zostaliśmy ukąszeni a niestety bywa i tak,trudno nam będzie stwierdzić,skąd reszta objawów.Dlatego tak ważne jest solidne obejrzenie się i gruntowne oczyszczenie ciała po przyjściu z terenu,gdzie mogą być kleszcze.

2.Po kilku tygodniach,czasem miesiącach następuje tzw.artretyzm z Lyme-postępujące bóle w stawach, skaczące ze stawu na staw,bóle mięśniowe,zwiotczenie,opadnięcie powieki,zwisający kącik ust,ewentualnie zapalenie mózgu,bóle zębów,wstrząsanie ramionami.

3.Chroniczne późne stadium:wielki naśladowca innych chorób może wystąpić w ostatniej odsłonie jako Alzheimer, syfilis,artretyzm,MS,syndrom jelita drażliwego….ponieważ te właśnie objawy mogą prezentować się na końcu i jako każda z tych chorób zostać zdiagnozowane-znowu ODDZIELNIE.

Najczęstszymi symptomami boreliozy są,oprócz rumienia:zapalenie stawów,dotknięte przeważnie kolana, pergaminowa skóra (Akrodermatitis chronica athropicans-piszę też nazwy łacińskie,aby pacjent,w razie zobaczenia takich słów w rozpoznaniu,mógł kojarzyć chorobę-być może zrobi to szybciej od leczącego:-),choć taką skórę ma się też po długim traktowaniu kortyzonem-zawsze brać pod uwagę wszystkie aspekty),zapalenie mięśnia sercowego (Karditis),CFIDS -syndrom chronicznej dysfunkcji immunologicznej),psychoza-chorzy często stają się agresywni,boją się nie wiadomo czego,są drażliwi.

Niektórzy badacze sięgnęli po „operację Paperclip”,w ramach której Amerykanie ściągali do siebie nazistowskich ekspertów od broni biologicznej na Plumb Island,o której pisałam wcześniej i zastanawiają się;jeżeli zwierzyna przy odpływie dostawała się na wyspę a potem chorowała…co z ptakami przebywającymi na wyspie,padłymi na „plagę Dutch Duck”….może efekty eksperymentów-mutanty borelii były szybsze od ich kreatorów?O ile udział „Paperclip” może być częścią prawdy o boreliozie,pozostają inne,chyba ważniejsze czynniki.

Jak to się stało,że borelioza „wybuchła” najpierw w Nowej Anglii,rozpełzła się po USA a potem nagle w całej Europie i to w różnych odmianach?Prof.Spielman z Harvardu czyni za to odpowiedzialnymi ludzi,którzy zdegradowali środowisko(Laurie Garrett,1995).Czy nie ma racji?

Wyrzynanie lasów=ginięcie drapieżników=zwierzyna płowa nie ma naturalnych wrogów,są za to drobne gryzonie,jak myszy,nornice-świetni żywiciele kleszczy.

Insektycydy zabijają owady i ptaki,które odżywiają się larwami,nimfami i samymi kleszczami.

Po szczepionkach i opryskach drastycznie spadła liczba (że pominę wystrzelanie) lisów-odżywiających się m.in.drobnymi gryzoniami.

Czy coś ten obraz nam przypomina?Czy nasze lasy nie zaczynają kojarzyć się  z krajobrazem wszystkich innych krajów,które lasy kiedyś posiadały?A i u nas lament nad boreliozą….

 Jak to możliwe,że u tylu ludzi stwierdza się w organizmie krętki,lub przeciwciała,ale oni nie chorują na boreliozę,nie mają nawet żadnych objawów? 

Jak to możliwe,że tyle ludzi cierpi na typowe symptomy boreliozy,nie mając w organizmie krętek ani przeciwciał?

Dlaczego za to wszyscy z badanych grup z objawami boreliozy-mimo nie stwierdzenia u nich krętek lub przeciwciał-byli szczepieni kiedyś na polio?Czy jest możliwe,aby zanieczyszczony rtęcią i innymi „dobrodziejstwami” ze szczepionek w zetknięciu z neurotoksynami borelii reagował właśnie w ten sposób?

Wg WHO nie ma na świecie „dzięki szczepieniom” polio.Są za to dziwnie przypominające je choroby………………

Gdyby to było jednak polio……znowu argument,że szczepienia nie są najlepszym wynalazkiem?I te zwały podań o odszkodowania…..gdyby tak je sobie wyobrazić…..Ktoś tu by poszedł z torbami………

Ale jak tu nie kojarzyć z polio symptomów boreliozy,jeżeli dokładnie takie same występowały przy syndromie PPS-post-polio-syndrom?

No nieeeee…..niemożliwe…….przecież szczepionki „wytrzebiły” polio…….jakby to wyglądało,gdyby się przyznać do takiej kompromitacji?No i kasa….

W tym momencie pracownicy koncernów mogą być wściekli:praca!!!Nasza praca,podstawa naszego życia!!!Ratunku!!!

Moi drodzy (bardzo drodzy:-),ponownie zapewniam Was,że istnieją godne prace nie polegające na czynieniu innym krzywdy.Jest Waszym wyborem,co robicie i to Wy jesteście za swoje wybory odpowiedzialni-nawet,jeżeli nie chcecie.Nie żądam od Was,aby tak,jak odważni i mądrzy badacze i pracownicy koncernów otwarcie występować przeciwko kreciej robocie „pracodawców” (oni niczego nie dają,oni kupują Waszą pracę)-wielu z nich zakończyło na „liście zmarłych w niewyjaśnionych okolicznościach”,jednak ich dzieło uratowało tysiące istnień i zmotywowało do aktywności w obronie środowiska a więc i własnego życia.Nie żądam od Was niczego.Nie miejcie tylko proszę pretensji,kiedy Wasze dzieci zapytają Was,dlaczego chorują,dlaczego Wy chorujecie,dlaczego nie mają dobrego pożywienia,które „kiedyś podobno było”,dlaczego Ziemia jest tak zniszczona,dlaczego…..nie zrobiliście niczego,aby było inaczej.

Do dwudziestego wieku polio było praktycznie łagodną chorobą,nie prowadzącą do inwalidztwa,notowano pojedyncze przypadki.W czasie I wojny światowej koło Nowego Yorku rozpoczęto masową produkcję chlorbenzolu-jednego z podstawowych składników do produkcji materiałów wybuchowych,żywic polimerowych,do gazów trujących „niezbędnych” wojnie a potem..stosowanego jako insektycyd w rolnictwie.Wraz z produkcją chlorbenzolu i jego wykorzystaniem dało się zaobserwować jednoczesne masowe wręcz zachorowanie na porażenie centralnego systemu nerwowego u mieszkańców obszaru …. Nowego Yorku.

Te zachorowania,odnotowywane przez 6 miesięcy,z czego ponad 80% przypadło w ciągu 6 tygodni,zostały opisane jako „światowa epidemia polio”!

W połowie II wojny znów „epidemia polio”,znów po zwiększonej produkcji chlorbenzolu tym razem jako składnik DDT, którego używano nawet w sprayach na muchy,szczodrze szafowano DDT jako „cudownym środkiem na wszystko”…..ale produkcję chlorbenzolu przeniesiono do krajów III świata,gdzie po pewnym czasie……polio?

Czy epidemia polio nie była więc wynikiem masowego zatrucia?

Badania przeprowadzone w Szwajcarii i USA między 1952 a 1953 udowodniły,że przyczyną ciężkich kalectw u cieląt było DDT w mleku.

W 1955 ogłoszono „nowy cudowny środek”-szczepionkę na polio…..wprawdzie na samym początku zanieczyszczono ją Virusem Simian 40-małpim,który wprowadzono milionom ludzi,u 30 milionów tylko Amerykanów doszło do rozwoju nowotworów,innych poważnych objawów…..ale szczepionka na polio dalej nazywana była sukcesem……

Od 1983 wznowiono produkcję chlorbenzolu,już jako P-dichlorbenzol w USA.

O szczepionkach na polio można już przeczytać na każdym forum ukazującym kulisy biznesu infekcyjnego,więc nie będę się tym zajmować szczegółowo,ale pewnie już się zastanawiacie,co robi polio na wpisie o boreliozie?

Przykro mi to mówić,ale jest od tematu boreliozy niestety,nieodłączne…podobnie,jak inna,ciekawa choroba……

www.nih.gov.

„Lyme Disease”,dr Allen C.Steere,NEJM,Lipiec 12,2001,2Vol.345,

www.nejm.org.
Laurie Garrett:”The Coming Plague:Newly Emerging Diseases in a World Out of Order”

W.Hayes,E.Law,”Handbook of Pesticide Toxicologe”,Academic Press Inc.,San Diego,1991…plus poprzednie…..

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Cholesterol niebezpieczny?A dla kogo?:-)cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 23, 2010

Wielkanoc za pasem,będą jaja….malowane,tłuczone i rzecz jasna-jedzone.Oby z dobrej,wiejskiej hodowli,z kur tuczonych lokalnym ziarnem i świeżą trawką….rozmarzyłam się a tu wpis o cholesterolu pasuje w sam raz,wszak Wielkanoc to Zmartwychwstanie,tajemnica życia,to VITalność zawarta w jajach 😉

Szanuję ludzi,którzy jajek nie jedzą z przekonań wegańskich-mają do tego prawo. Sama nie jadam mięsa,nie piję mleka, ale jajecznicy odmówić sobie jeszcze nie potrafię:-)Nie o weganach jednak teraz myślę-ponieważ oni problem jajka mają rozwiązany i to bynajmniej nie ze względu na tłuszcze,ale o tych,którzy chętnie by zjedli,ale się boją-„bo im powiedziano,że to cholesterol,a cholesterol to miażdżyca,zawał itd,itp”,przy czym-co najgorsze-zamienili jajko na żywność gotową,na półprodukty,na proszki,koncentraty,czyli ustawili się na najprostszej drodze do pozbawienia się żywności posiadającej życie-a więc…co to oznacza,dopiszcie sobie sami.

Najprościej teraz byłoby powiedzieć:cholesterol nie ma żadnego wpływu na miażdżycę ( nie jest też tłuszczem , chemicznie patrząc ) ,zawały,złe samopoczucie,w poprzednim wpisie o nim powiedziałam wystarczająco,aby każdy się zorientował,czym naprawdę jest cholesterolowa legenda.Wrodzona dociekliwość nie pozwala mi jednak pozostawić tematu ledwie napoczętego,tym bardziej,że stosownej literatury coraz więcej i być może kogoś do niej zachęcę.

No to w skrócie,ponieważ schemat jest Wam przedstawiany w każdej reklamie o „złym cholesterolu”:podobno za powstawanie blaszki miażdżycowej i w efekcie zapchanie arterii jest odpowiedzialny ON-wróg nr 1,intruz i pomyłka natury w jednym?Podobno głupia natura stworzyła „zły” i „dobry” cholesterol i ten zły tylko czeka,żeby nas doprowadzić do zawału?Ale dlaczego miałaby to robić?Tym bardziej dlaczego miałaby to robić już u młodych ludzi?

I dlaczego w takim razie,co zaznaczyłam w poprzednim wpisie,starsi z wysokim poziomem cholesterolu żyją dłużej niż ci z niskim?

Dr Harlan Krumholz,Yale:”Osoby z niskim poziomem cholesterolu umierają na zawał częściej(…).Mój poziom cholesterolu to 300 i z pewnością nie użyję statyn,które są bardzo niebezpieczne”.

Poziom 300,350?No to co?To normalne!I nie ma w tym nic niebezpiecznego!

A wrodzona hipercholesterolemia?”O tym potym”,jednak już mówię-też nie jest ona w sporej części przypadków największym niebezpieczeństwem dla ludzi,którzy „tak mają” i chodzi w niej raczej o zaburzenia mechanizmów anieżeli sam cholesterol.

Najpierw proszę przyjrzyjcie się statystkom-są dostępne w sieci,jak zmienia się poziom substancji uznany za szkodliwy na przestrzeni lat oraz w obrębie tzw.wskazań terapeutycznych-choćby w przypadku cholesterolu.Czy przypadkiem nie jest stopniowo zaniżany,aby wcześniej rozpocząć „kurację”?Czy nie jest tak,że to,co parę lat temu było normą,teraz jest „wskazówką do zastosowania terapii”?

Jeżeli nie jest,to pardon.Ale DOBRZE się tym poziomom przyjrzyjcie.Nie tylko,jeżeli chodzi o cholesterol:-)

Ostatnio przygotowano „lek obniżający cholesterol a będący syntetycznym hormonem tarczycy”….hola,hola.Nie dość było Czarnobyla?I dlaczego podane jest to tak,jakby miało jednocześnie pomóc osobom z zaburzeniami tarczycy?!

Przecież cholesterol jest m.in.prekursorem hormonów a obniżanie jego poziomu powoduje hamowanie ich produkcji zaś hamowanie ich produkcji powoduje z kolei spadek wydolności fizycznej i psychicznej……rozumiem więc,że w tym wypadku „chory” będzie jednocześnie obniżał cholesterol i wrzucał w siebie hormon….nie wystarczyłoby po prostu pozwolić organizmowi produkować hormony naturalnie lub-w przypadku nierównowagi- pobudzić go do ich regulacji?

92% cholesterolu JEST w komórkach. Na darmo?Siedzi i nic nie robi?:-)

Każde obciążenie organizmu -czy to stresem czy fizyczne-zwiększa stężenie kortyzolu we krwi (hormon stresu).

Podstawowym składnikiem kortyzolu jest….cholesterol,którego poziom w tym wypadku automatycznie też się zwiększa,aby z kolei uaktywnić glukozę-główny związek energetyczny.

Chwila….glukoza?Podaż glukozy jest wszak uzależniona od dostawy substratów dla insuliny,hormonu wzrostu, kortyzolu,glukagonu…..jak organizm ma regulować gospodarkę glukozą,jeżeli zakłócona zostanie gospodarka kortyzolowa?

Doskonały system regulacyjny nie wymagający żadnych ingerencji?Nie dla tych,którzy mają radość z psucia.

Jeżeli przyhamujemy glukozę,spadnie potas….potas jest bardzo ważnym elementem w utrzymaniu równowagi sercowo-naczyniowej,mięśniowej….będzie też problem z sodem…oj,nie o to nam chodziło?Nie chodziło nam o to,że taki spadek może doprowadzić do zaburzeń,które z kolei mogą się zakończyć zgonem?No więc dlaczego obniżamy poziom cholesterolu?Dlaczego,jeżeli nie istnieje coś takiego,jak „zły” LDL,które zresztą cholesterolem nie są,ponieważ są proteinami?To one mają zdolność wchłaniania tłuszczów w cholesterolu,by umożliwić ich transport w systemie.

HDL-kompleks lipoproteinowy pobiera cholesterol z żywności i odprowadza ewentualny nadmiar do wątroby,ta z kolei przemienia  go w 80% do produkcji kwasów żółciowych a w pozostałych procentach do tworzenia tzw.wolnego cholesterolu.To wątroba reguluje zapotrzebowanie na cholesterol i dlatego każde zakłócenie jego produkcji, poziomu, musi się wiązać z zakłóceniami funkcji wątroby a co za tym idzie,następnych organów.

LDL-odprowadza syntetyzowany przez wątrobę cholesterol do komórek,dzięki czemu mogą funkcjonować i prawidłowo rosnąć.

A-może to Was zaciekawi:im więcej cholesterolu przyjmujemy, tym mniej go produkujemy i odwrotnie,więc poziom cholesterolu nie zwiększa się-lub w niektórych przypadkach-aby być dokładnym-zwiększa się minimalnie oraz chwilowo-jeżeli spożyjemy pokarmy zawierające go wiele.

Kłopot zaczyna się, kiedy gwałtownie i sztucznie usiłujemy przerwać jego syntezę,zakłócić dostawy,zniszczyć ten,który jest,na dodatek nie wiedząc,co naprawdę chcemy zniszczyć.

LDL I HDL to nNOśNIKI, nie cholesterol – to lipoproteinowe frakcje.

Cholesterol , syntetyzowany w wątrobie, na pewno nie jest ZŁY:to on kontroluje czynności komórek (nic dziwnego,że obserwuje się wzrost zwyrodnień nowotworowych po sztucznym obniżeniu jego poziomu)… To jedna z najważniejszych substancji regulujących funkcje życiowe organizmu, bierze udział w syntezie hormonów ( a więc jest niezwykle istotny w całym metabolizmie) ,  niezbędny w syntezie vit.D.,on jest jednym z najważniejszych składników mitochondriów i błon komórkowych……DLACZEGO CHCECIE SIę GO POZBYC?!

Miażdżyca?Jakim cudem,jeżeli zaledwie 1% -w najlepszym przypadku -blaszki miażdżycowej,to cholesterol?

Ach … WHO uznała badania mówiące o braku związku między tłuszczem ( tak chętnie mieszanym w dysputy o cholesterolu ) z pożywienia (poza tłuszczami trans) a chorobami krążenia .

Oczywiście,muszę tu podkreślić,że otyłość jest jak najbardziej czynnikiem obciążającym przy chorobach tak układu krążenia,jak i cukrzycy i in.-fałdy sadła są ciężarem dla naczyń,organów,nie da się temu absolutnie zaprzeczyć.

ALE czy cukier,pieczywo,śmieciowe słodycze czyli węglowodany,brak ruchu i ciągły stres nie są winne otyłości?

Nadmiar węglowodanów-a mamy go na pewno,jeżeli wcinamy przed chwilą wymienione rzeczy i ich nie spalamy, przekształca organizm-sporym wysiłkiem-w tłuszcz.Nasz organizm jest dostosowany do naturalnej mu konstytucji, wszelki nadmiar się mści-system nie daje rady.

Miażdżyca?Kapitalnie opisał powstawanie blaszki miażdżycowej m.in.prof  Hartenbach z Monachium,kwitując:

„…otyłość,uwarunkowanie dziedziczne (i tu się zgodzę tylko w połowie),dna moczanowa (odkładanie kryształów kwasu moczowego w ściankach naczyń),cukrzyca,nadciśnienie,NADmierne palenie papierosów,silny ciągły stres z towarzyszącą mu nadprodukcją kortyzolu -to są przyczyny tworzenia się ZGRUBIEń ścian naczyń,popularnie zwanych blaszką miażdżycową”-bardzo istotny jest tu proces zwapnienia warstwy mięśniowej-na to ostatnie zwracał uwagę  polski ksiądz Pan Prof. Sedlak.

Dopiero niedawno,po krytycznych publikacjach na temat antycholesterolowej mafii, lekarze zaczęli przepisywać wraz z lekami na obniżenie cholesterolu potas,ale nie tędy droga. Taka ilość potasu dostarczonego przy zaburzonym metabolizmie nie tylko niczego nie naprawia,ale wręcz zaburza jeszcze bardziej!

Ostatnio były przeprowadzone ciekawe studia,ich przedmiotem były 2 terapie kombinowane,o których pisał m.in.New England Journal of Medicin.

Trwały 14 miesięcy,dotyczyły oczywiście naszego tematu,czyli cholesterolu,temat wiele mówiący,czyli „Intensive Lipid Lowering……”więc w skrócie o obniżaniu poziomu cholesterolu sławnymi statynami.

Big Pharma kocha statyny,bo one wyraźnie zbijają tak poziom LDL jak i ogólny cholesterolu….

Pominę,ile osób musiało zostać wycofanych z testów,ale nie pominę,że:

zmierzono oczywiście przed,w czasie i po grubość ścian Intima media carotis (arterii szyjnej),oszacowano zmiany miażdżycowe (przec.wiek uczestników testu-65 lat),podano leki.

Cholesterol oczywiście spadł,w jednej z grup nieznacznie zmniejszyła się też grubość zmian w arterii,w drugiej….te zmiany przybrały na sile,czyli-powiększyły się.

Szanowni sponsorzy badań,zamiast uderzyć się w czółko i przyznać,że właśnie niechcący potwierdzili,iż teoria „cholesterolu jako zła” jest do d…..a ich specyfiki mają co najmniej interesujący zakres działania :-)orzekli,że to „paradoks”.

W badaniach tych wyszło w ogóle dużo „paradoksów”,ale nie będę Was denerwować-wystarczy,że sygnalizuję: cholesterol NIE JEST naszym wrogiem.

Lubiącym detale polecam też:

– studia SANDS-przypadek Indian z cukrzycą i bez (dlaczego o tym milczą media,dlaczego?)

-SEAS-gdzie w porównaniu z grupą placebo wykazano podwyższone ryzyko raka u grupy biorącej statyny

-PROSPER,gdzie statyny okazały się pełnić ciekawą rolę w zakłócaniu przyjmowania bardzo ważnych dla organizmu substancji

-ENHANCE-gdzie poziom cholesterolu po statynach się wprawdzie obniżył,ale „zgrubienia miażdżycowe” już nie…..

i wiele innych,dla przedstawicieli wiadomego przemysłu mających na uwadze wyłącznie swoje stołki i swoje życie też zapewne „paradoksalne”….dla mnie paradoksem jest niedostrzeganie przez większość świata medycznego związku między podawaniem leków obniżających poziom cholesterolu a działaniami ubocznymi według oficjalnych przecież badań prowadzącymi od otępienia i pogorszenia jakości życia do zgonów…..

Lektura:

„Cholesterin-eine Legende vergeht”-prof.Hans Jurgen Imich,1994 (tak,już wtedy wielu wiedziało,czym jest koncernowa bajka o cholesterolu)

„Hochdruckforschung”-L.i H-J.Holtmeier ,1965

„Die Niere im Kreislauf,9.Internat.Symposium der Deutschen Gesellschaft fuer Fortschritte auf dem Gebiet der Innerem Medizin,Wurzburg 1970”,K.K.E.Wollheim,H-J.Holtmeier,1971

Wszystkie wykłady profesora M.Apfelbauma z Bichat Hopital Paris,France-przy okazji zaznaczę,że jest to znany na całym świecie ośrodek badań nad odżywianiem,

www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed

New England Journal of Medicin,2008,”Intensive Lipid Lowering with Simvastatin and Ezetimibe in …..”, www.nejm.content.org/cgi/content/short359/13/1343

I dostępną wszędzie na rynku polskim-aczkolwiek nieco szczuplejszą od oryginału 🙂 świetną książeczkę profesora W. Hartenbacha z Monachium:”Mity o cholesterolu”-uwaga,proszę pamiętać,że profesor jest chirurgiem,więc nie dziwcie się,że nie omieszkał wspomnieć o wycinaniu tego i owego:-)ale spokojnie,w przypadku cholesterolu niczego wycinać nie trzeba,w przypadku miażdżycy są łagodne środki redukujące ryzyko zawału,więc czytajcie i myślcie,na zdrowie,

smacznego jajka życzę!:-):-):-)

Posted in cholesterol, zdrowie | 2 Komentarze »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 22, 2010

Od opowieści o sercu nieodłączna wydaje się muzyka.Ta szczególna para-materialny mięsień i subtelne tony mają jednak wspólne korzenie.Nie tylko w odniesieniu do serca.

Muzyka tworzy najwyraźniejsze bodaj duchowe przeciwieństwo do materialnych rzeczy tego świata,z tymi samymi jednak problemami egzystencji.

W kościołach muzyka łączy materialną ziemskość z duchową pozaziemskością.Podobieństwo form muzycznych z materialnymi istnieje nie tylko w sensie modelu:jego warstwowość tworzy się tak samo,różnica istnieje wyłącznie w czasowej strukturze budujących formy quasiokresowych procesów.

Muzyka ukazuje duchowy proces tworzenia rzeczy opisany przecież dla materii.

Spójrzmy na kontury,na sam szkic:drganie-ton-melodia lub akord-forma muzyczna-dzieło.

Samo drganie-np.struny nie może być muzyką,musi nastąpić wiele drgań w czasowym związku,jeden po drugim,w średnim zakresie słuchu.Ten pierwszy ton to kontur.Więcej tonów-melodia.Melodie blisko siebie stapiają się w akord,który z kolei inne wrażenie może odebrać jako pojedyncze tony.

Więcej akordów i melodii-forma muzyczna-sekwencja,strofa,fuga…

Cała symfonia to więcej niż naga suma tonów.

I tak też jest w przypadku serca.Jego praca jest symfonią,której zakłócenie jest zgrzytem.Pół biedy,kiedy zgrzyt spowodowany jest czynnikiem przemijającym -ot,fałszywa nuta i gramy dalej.Jeżeli jednak zgrzyt spowodował naderwanie struny-symfonia nie będzie już ta sama.

Medycyna szkolna wciąż obawia się wniosków wynikających z tak prostych pomiarów jak EKG i MCG:one są wszak mierzone POZA ciałem,a to oznacza,że biofizyczne,zmagazynowane w sercu potencjały i informacje są transportowane przez cały organizm aż do zewnętrznej strony skóry.

Tony serca-następne źródło informacji i energii są tak samo transportowane przez płyny aż do zewnętrznej warstwy skóry.

CO dzieje się z tymi,mierzalnymi przecież energią i informacją,kiedy osiągną skórę?Skończyły podróż?Rozpuszczają się w powietrzu?

Tu wracamy do jednego z praw fizyki mówiącego o tym,że energia i informacja opuszczając materię nie znika,a jest oddawana do otoczenia.

Pola elektromagnetyczne rozchodzą się z prędkością światła.Mimo,że siła sygnałów z wiadomych powodów jest bardzo mała,indywidualna energia serca człowieka promieniuje z prędkością ok.300.000 km na sekundę a więc nasza energia serca jest największym źródłem biofizycznej energii w organizmie.

Fantastico?Pewnie:to,że Ziemia jest okrągła,też było niegdyś dla ludzi fantazją.

Na pierwszy rzut oka jest więc nasze serce ot,mięśniem,ale kiedy zapoznamy się z jego dynamiką,pracą i powstawaniem…okazuje się organem nie tylko czułym,ale i inteligentnym.

Nic dziwnego,że prastare cywilizacje przedstawiały serce jako słońce-pulsujące centrum energetyczne naszego biofizycznego „systemu słonecznego” a mózg-jako Ziemię.Więc…..to mózg kręci się wokół serca,nie odwrotnie……?

Ze co,że przenośnie,że porównania,że wyobrażenia?Oczywiście.To samo dotyczy teorii o powstaniu świata przez Big Bang ,grawitacji jako siły oraz myślenia jako procesu przetwarzania informacji.To też metafory.To mentalne narzędzia do przybliżania nam Natury i rozumienia,jak możemy żyć zdrowo,jak możemy żyć rozumnie i szczęśliwie.

„Rzeczywiście odkrywcza podróż polega nie na szukaniu nowego lądu,ale na spojrzeniu na coś nowymi oczyma”. Marcel Proust.

Badacze nie wstydzący się poznawania zawiłości związków między organami materialnymi a aspektami duchowymi mawiają,że „rak jest efektem działania bezsercowych komórek”-komórek z zakłóconym (lub pozbawionych go ) dobroczynnym wpływem  źródła energii-serca.Z zabitą żywotnością-mówiąc w skrócie.Patrząc na to z punktu medycyny naturalnej-mają rację…rację mają też chińscy oraz ayurwedyjscy lekarze,którzy prastarą wiedzę o sercu przenieśli troskliwie w dzisiaj i teraz i korzystają z niej ku dobru pacjenta i błogości własnego sumienia.Medycyna Zachodu uparcie beczy:”nieeeeee,w serce wali się chemią albo lancetem,w raka wali się chemią albo lancetem,to przecie ino organ,fragment maszyny”!Ano nie „ino”.Medycy amerykańscy mieli okazję szybciej od innych zapoznać się z pojmowaniem serca w ujęciu Kahunów i niektórzy-jak wspomniani już dr Schwartz,Russek chętnie z tego skorzystali.

Ten wpis teoretycznie równie dobrze mógłby znaleźć się w cyklu o hunie,ale myślę,że czytelnicy już się zorientowali,że żaden z tekstów nie jest zupełnie odrębny od pozostałych i stronę należy traktować jako całość,tak więc,jeżeli komuś obce jest pojęcie huny,polecam wejście na cykl o niej,gdzie, kontynuując o sercu w ujęciu pierwotnych ludów Hawajów,zorientujemy się:oni wiedzieli od dwóch tysięcy lat,że to,co później zostanie nazwane przez białych medyków „kardiologią energetyczną”, jest rodzajem muzyki,jest wiedzą o szczególnym rytmie i sposobach odczuwania go.Wiedzieli o tym i Eskimosi,i Aborygeni i Indianie….i,jak mawiają szamani :”Przynależni do świata Zachodu zapominają,że też są pramieszkańcami swych lądów,z korzeniami łączącymi ich z wiedzą ich przodków. Współczesny,zachodni mózg może się nauczyć myśleć pradawnym, duchowym sercem…ale czy zechce?” Podsumujmy:wiedzieli wszyscy,ale cywilizacja Zachodu skutecznie to zdusiła,jednocześnie przygniatając „zdobyczami” swoich członków.Czy nie jest naszym obowiązkiem wiedzę te reaktywować?Człowiek Zachodu od razu spyta:” a co ona nam DA?”Gdybym mogła wytłumaczyć komuś,kto nigdy nie czuł jedności z naturą,z innymi istotami (również ludźmi),kto nigdy nie czuł,że każdy czyn wyrządzany komuś,robimy sobie,gdybym mogła wytłumaczyć to niesamowite poczucie zdrowia,siły,istnienia w harmonii z Wszechświatem,poczucia spełnienia,powiedziałabym: zrozumienie tego daje życie.Po prostu.”Kto nigdy nie żył…..”

Ale dla tych,którym prostota nie wystarcza,opowiadamy o sercu dalej.

Wszystkie żywe organizmy są manifestacją energii zawierającej informacje (z fizyką jeszcze nie skończyliśmy:-).To systemy przemian informacyjno-energetycznych.Ponieważ systemy są nośnikami energii,wymieniają ciągle informacje-a więc i pamięć.To,co rozumiemy jako duch,rozum,świadomość,rozsądek-to manifestacje energii zawierającej informacje.Czyżby energia serca była specyficznym kodem życia,nośnikiem przypomnienia naszego systemu,kim jesteśmy?Wszystko wskazuje na to,że TAK.Informacja jest tym,co nadaje systemowi formę,strukturę, energia zaś siłą poruszającą systemy,łączącą ich aspekty i wspierającą całość w komunikacji.

Serce jest głównym źródłem info-energii,nieustannie wysyła sygnały określonego wzoru,które regulują czynności komórek,organów…serce to centrala infoenergetyczna.Jesteśmy więc fizyczną manifestacją pamięci komórek.

Biologom molekularnym jest dobrze wiadome,że istnieją molekuły posiadające wyjątkowo dobrą pamięć,że udaje się im magazynować kompleksowe,zakodowane informacje.Kwas nukleinowy znajduje się we wszystkich jądrach komórkowych,które są nośnikami genetycznej informacji.To one rozstrzygają o naszym obrazie,o pewnych dyspozycjach-przynajmniej w sporej części….

I tu musimy skonfrontować serce z mózgiem.

Mózg cierpi na niezliczone fobie,z których największą jest strach przed śmiercią,odczuwany nieraz przez całe życie;-), pozostałość z czasów,kiedy przodkowie uciekali przed maczugą:-).Psycholog Mihaly Csikszentmihalyi uważa,że mózg skłania się do ciemności,pesymizmu,jego energia wydaje się być przekazaną energią strachu,agresji,bólu….To tłumaczyłoby zamiłowanie sporej części społeczeństwa do krwawych walk,horrorów,znajdowania satysfakcji w nurzaniu się w negatywnych emocjach.

ALE mózg jest też kontemplatywnym,czującym systemem.Nasz racjonalny,rozwinięty mózg jest często brany ” w niewolę” przez hiperwrażliwy móżdżek,co prowadzi do zminimalizowania inteligencji emocjonalnej podarowanej od serca właśnie….Mózg wydaje się traktować wszystko wokół jak środki do własnych celów,ale kiedy stawia się na pierwszym miejscu,usiłując podporządkować serce,jego system się….wypala.To serce jest najsilniejszym mięśniem w ciele,który,znajdując się ” w ucisku” wysyła stres do mózgu,jednocześnie powodując zakłócenia w jego funkcjonowaniu.Bypassy?A może transplantacja serca?Muszę Was rozczarować:to wegetacja,to oczekiwanie na nieuchronne,przy czym bypassy to dodatkowe potężne obciążenie pozostałych naczyń układu,co -delikatnie mówiąc – nie wpływa pozytywnie na jakość życia.Jasne,mając perspektywę jego utraty,człowiek godzi się na wszystko,ale czy naprawdę musi tak być? I czy musiało do tego dojść?

Lektura:p.poprzednio plus:

„Energy cardiology” w „Advances”,nr 12,1996 -Russek,Schwartz

 J.G.Miller,”Living Systems”,NY 1978,

B.Siegel,”Emotions,Energy and Healing” ,Advances,nr 13,1997

E.Laszlo,”The Interconnected Universe:Conceptual of Transdisciplinary Unified Theory”,1995

M.Csikszentmihalyi,”Dem Sinn des Lebens eine Zukunft geben”,1995

L.Berkowitz,”Frustration-Aggression Hypothesis:Examination and Reformation”,w „Psychological Bulletin”,1989,106

Posted in kardiologia naturalnie, zdrowie | 4 Komentarze »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł?cz.7.Rotawirusy.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 21, 2010

Strzeżcie się tych botaników,którzy twierdzą,że drzewo poznania rodzi korzenie zła. S.J.Lec.

Nie sposób uciec od kolejnej przemysłowej histerii,tym razem programującej wręcz strach wobec rotawirusów.

Zrozpaczone matki noworodków oddałyby wszystko za spokój o życie swojego dziecka,czym więc wobec perspektywy zgonu ukochanego malucha -bo takie wizje stwarzają nachalne nawoływania o „ochronę” niemowlaków szczepionkami-jest poddanie go „niewinnemu ukłuciu” lub- jak w tym przypadku-łykowi kropli „eliksiru” mającego mu zapewnić zdrowie?Zerowanie na matczynym strachu od dawna było i niestety-pozostało domeną medycyny szkolnej.Dziwne,że tej,jednej z największych podłości współczesnego człowieka nie towarzyszy pilna obserwacja i wyciąganie wniosków oraz konsekwencji z takiego postępowania.

Samym pojęciem wirusów oraz ich „chorobotwórczości”:-)doskonale zajął się dr Stefan Lanka,chętni znajdą bez problemu jego opracowania i rzetelne wyjaśnienia dotyczące roli wirusów,nie będę więc przytaczać tu jego wywiadów,ponieważ zrobili to inni-i dzięki Bogu,bo to był dosłownie ostatni moment na wyjaśnianie takich rzeczy. Nadmieniam,że żadnemu z instytutów podlegających oficjalnemu systemowi „służby zdrowia” nie udało się do tej pory badań oraz wyników badań dra Lanki podważyć-mimo wielokrotnych prób.Sądzę,że większość zainteresowanych tematem szczepień  zapoznała się z badaniami p.Lanki,nie powinno więc być dla nich żadnym zaskoczeniem to,co napiszę o tzw.rotawirusach.

Od czego by tu zacząć…..Czy nie wydaje się Wam dziwne,że tak,wg reklam-bo za reklamę i to wyjątkowo perfidną uznaję zachęcanie do szczepień-„zjadliwy i niebezpieczny” wirus „powodujący śmierć” dzieci ujawnił się dopiero teraz?

Wcześniej go nie było?

A może „nie zabijał”?

Może nie był taki „zjadliwy” i „niebezpieczny”?

A może dzieci były na niego odporne…..Jeżeli były,to…..dlaczego,no jak mogły być odporne,jeżeli nie było na niego szczepionek?!

A jeżeli nie były odporne,to….dlaczego nie zabijał?DLACZEGO???

Patrząc na historię szczepień na rotawirusy i samego wirusa,do końca 1970 praktycznie nie odgrywał on żadnej znaczącej roli w biznesie farmaceutycznym.Nie było go?Był.No więc?

Zerknijcie wstecz…szczepienia przybrały na sile OD 1970.Wtedy zaczęto szczepić dosłownie na wszystko,na co szczepić się dało i poszukiwać dalszych „cudownych rozwiązań” rzecz jasna do zaaplikowania w strzykawce.

Jeżeli przyjrzycie się też statystykom chorób prezentowanym-a jakże-przez firmy produkujące szczepionki,to zobaczycie,że to statystyki chorób,na które „właśnie wynaleziono” a nawet już wyprodukowano…tak,szczepionki.

Te piekielne rotawirusy….jak to się stało,że dopiero od 2001 jest w Niemczech obowiązek meldowania zachorowania „spowodowanego rotawirusem”???Jeżeli wcześniej go nie było,to….skąd liczby?Skąd statystyki?W niektórych krajach „były zbierane dobrowolnie”,w innych….szacowano.

No to ja sobie oszacuję,że bez kawałka np.papieru,który wg mnie ma cudowne właściwości,ileś tam ludzi zachoruje i oczywiście umrze na chorobę spowodowaną brakiem rzeczonego papierka!

Najpierw zajrzyjmy na ciekawą konferencję zorganizowaną przez Sanofi Pasteur w Lizbonie w lecie 2006,na której ogłosiła swoją „Wunderwaffe” przeciwko rotawirusom:

„Liczba niepożądanych efektów po zastosowaniu szczepionki była porównywalna z grupą,która otrzymała placebo”.

Hurra!Hurra,bo ….”wymioty,gorączka,biegunka…w grupie placebo wystąpiły w 2,5 %”.TYLKO 2,5%!

To ja pytam,CO PODANO GRUPIE DZIECI NA KTOREJ PODOBNO TESTOWANO PLACEBO???

A jeżeli to było placebo,to…..po kiego diabła szczepionka,jeżeli ma taki sam efekt?

W kręgach badaczy i wielu interesujących się badaniami oraz obserwujących pacjentów lekarzy wiadomo OD DAWNA, że przeciwciała NIE mają NIC WSPOLNEGO z ochroną organizmu-są tylko wskazówką,że organizm miał kontakt z tzw.zarazkami.

Dlaczego więc ciągle ktoś chce nam wepchnąć teorię,że musimy się zaszczepić aby wytworzyć przeciwciała PRZECIWKO czemuś,jeżeli to się kompletnie,ale to kompletnie nie trzyma kupy?! 

A może chętnie odpowiedziałby na to pan dr Paul A.Offit-pediatra (???) i dyrektor (!) oddziału zakaźnego szpitala dziecięcego w Filadelfii,WSPOŁWŁAśCICIEL PATENTU NA SZCZEPIONKę „przeciw” rotawirusowi oraz DORADCA FIRMY MERCK-do czego się przyznaje-no cóż,trudno byłoby to ukryć,odpowiedzialny za dopuszczenie szczepionki w USA?!

Zajmijmy się więc przybliżeniem samej istoty „zachorowania przez rotawirusy”…..

Rotawirus(żeby nie było zbyt łatwo-jest ich 7 tzw.serogrup) wg oficjalnej wersji powoduje u niemowląt  biegunki. Jasne,u takich maleństw masowa utrata płynów prowadzi do dehydratacji-odwodnienia i szkód w organizmie mogących prowadzić do śmierci.ALE dlaczego wobec tego zaszczepione dzieci również chorują?

I tu przemysł ma wyjaśnienie-jak zwykle logiczne:”BO INNY ZARAZEK SPOWODOWAŁ CHOROBę”.Lub:”BO INNY RODZAJ TEGO SAMEGO WIRUSA” spowodował chorobę.Jasne,w tym wypadku szczepionka niewinna,no bo jak-szczepienie było na rotawirus a przyplątał się inny….albo podobny….albo zmutował…..ale jak on się przyplątał?

Bo oficjalnie sporo rotawirusa odnotowuje się w Krajach Trzeciego Swiata,gdzie oficjalnie też jest posądzany o wysoką śmiertelność,ale….wg statystyk WHO wśród 800 000 zgonów spowodowanych brakiem higieny w krajach III świata,z czego 440.000 do 600.000 przez biegunkę,winę rotawirusa przypisuje się w tych samych danych 20%-z tych 800.000!Zwracam uwagę,że statystyki się tu rozciągają…bo tu niby 800.000…..ale tu 440.000….a może 600.000?

Przy okazji chciałam zauważyć,że faktycznie fatalne warunki higeniczne np.w wielu krajach afrykańskich to przede wszystkim brak czystej wody i niedożywienie- o co już się troszczą różne organizacje podarowując biedakom g……ą-przykro mi,naprawdę można porównać z tylko z odchodami-,często spleśniałą i brudną żywność GMO,ale nie śpiesząc się z budową studni ani dostarczaniem wody ani też jej filtrowaniem,bo Afryka ma jeszcze tyle bogactw naturalnych,że biali chętnie by się nimi pocieszyli,po co one Afrykanom?!Biali zniszczyli już tyle,że kontynent mniej,kontynent więcej nie robi różnicy!

Dlaczego firma sprzedająca mleko w proszku namawiała afrykańskie matki do rezygnacji z karmienia piersią?

Mleko rozpuszczone afrykańską,nieprzegotowaną wodą zrobiło się bardzo popularne.Nic dziwnego,że po takim miksie były biegunki i w rezultacie zmarło wiele niemowląt tak,że nawet UNICEF nie wytrzymał krytyki i ustanowił kodeks, który mówi,że ” nie wolno reklamować mleka w proszku bez zaznaczenia,że mleko matki jest najwartościowszym i najlepszym pokarmem dla niemowląt”.

DLACZEGO NIE MóWI SIę,ZE ROTAWIRUS NIE POWODUJE W OGOLE NICZEGO U DZIECI KARMIONYCH PIERSIą,bo one,kiedy mają taki pokarm,na „infekcje spowodowane(?!!) rotawirusem” nie chorują?

No dobrze,zostawmy już Afrykę,pole doświadczalne białego konkwistadora,wróćmy do Jewropy:

Ponoć u nas nie III Swiat?Ponoć u nas higienicznie,sterylnie….to dlaczego zakażenie rotawirusem to „fekalno-oralna infekcja,występująca najczęściej zimą,najczęściej-wg jej obrazu- przy infekcji banalnymi zarazkami w szpitalach”?

Szpitale i brak higieny?Brak odpowiednich kwalifikacji personelu?Bezkrytyczne terapie antybiotykowe?Ciasnota na oddziałach?Jasne,skąd biegunki?Z BRUDU! W cywilizowanej Jewropie niemowlęta chorują z niedożywienia-karmione sztucznym mlekiem-i z braku higieny na oddziałach?Coś nowego…..ale że od razu znalazł się winowajca-ROTAWIRUS!

A więc-problemem jest nie rzekoma „zjadliwość” wirusa a organizacja szpitali oraz ich właściwa budowa,czy też zagospodarowanie oraz odejście matek od naturalnego sposobu odżywiania niemowląt?

Pragnę jeszcze dodać,że normalnie zjawisko uznane za infekcję rotawirusem przebiega łagodnie a często asymptomatycznie (bezobjawowo)-przynajmniej w Europie i śmiertelność na niego jest praktycznie żadna.

Nadmieniam też,że rotawirusy mają być „odporne środowiskowo”,co oznacza,że nie ima ich się żaden środek,ale…. inaktywuje je alkohol.Higiena w szpitalu przede wszystkim?No i rzecz jasna czyste butelki na mleko oraz woda-to podstawa,jeżeli chcemy uniknąć kłopotów z biegunką maluchów.

Zwróćcie jeszcze uwagę na broszurki reklamujące szczepionki-wg nich chronią w 98%,ale….przyjrzycie się dokładniej a dowiecie się,że chodziło o ….50% z zainfekowanych 98%.Fifty-fifty?Trochę maławo nawet jak na reklamę…..i same szczepionki:pierwszą-Rotashield wycofano ze względu na poważne skutki uboczne-oszczędzę tu detali,bo już jej się nie produkuje,finito.

Teraz w obiegu są dwie…jedna posiada materiał ludzki,serogrupa AG1P,druga… wytworzona technologią inżynierii genetycznej,pierwotnie od bydła,typ WC3,materiał żywy,osłabiony, (to cukierek dla specjalistów,którzy szczepią-mam nadzieję,że wiecie,czym?).

Do możliwości wystąpienia efektów ubocznych jednej z nich należy -co musiało zostać ujęte w ulotce,więc „nie w kij dmuchał”-możliwość wystąpienia syndromu Kawasaki (ostra,gorączkowa systemiczna choroba,m.in.zapalenie mniejszych i średnich arterii aż po zapalenia organów).Do tych samych drugiej-m.in.psychiatryczne zaburzenia, BIEGUNKA,gorączka…..co nie wyklucza,że nie wystąpią one przy pierwszej;-)

Do tej pory nigdzie nie ma obowiązku szczepień na rotawirusy,ale……kto wie………może Polska będzie uhonorowana nim jako pierwsza?To przecież dla koncernów taka druga Afryka a chętnych do współpracy nie brakuje,bo sumienie dziś tanie,oj tanie….

I jeszcze jedno-nie dajcie się zwieść,że rotawirusy ze zwierząt przenoszą się na ludzi-absolutnie NIE a zwierzak w domu to gwarancja oswajania się z naturą od maleńkiego,wykształcania empatii,poznawania innych istot;-) niż dwunogi,  oczywiście,higienicznie…oby nie przesadzić ze środkami czyszczącymi-to też nie ta droga,nie dajmy się zwariować, ostatecznie dzieciaki żyjące na wsi-pod warunkiem,że dobrze odżywione (bo to niestety nie jest już oczywistością) wykształcają najlepsze systemy odpornościowe:-)

Lektura:”Kinderheilkunde”,miesięcznik,2007

Jatros Vaccine,2006

Raport WHO 1997,

Aerzte Zeitung 31.5.2005

„Zwei Impstoffe gegen Rotavirus”NZZ,11.1.2006.

„Impfung gegen Rotaviren zu Unrecht abgesetzt?”FAZ,17.10.01.

„Lancet”,2001-wiele numerów,w kżadym coś ciekawego:-)

Vaccines,Childeren & Practice,Vol.2.,1999

www.fda.gov/cber/label/rotateqLBinfo.htm

P.S.no tak-ostatni adres nie działa,fda nie ma ochoty podzielić się tak ważnymi informacjami?Spróbujcie wystukać adres na piechotę lub po prostu wejść na stronę fda i dalej do szczepionek na rotawirusy lub dobrać się do ulotek,w które zaopatrzone są szczepionki-powodzenia!

Posted in szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 20, 2010

Doczekaliśmy się jednego z najważniejszych dni w kalendarzu Ziemi:Równonoc Wiosenna,dla Słowian Swięto Jare,tak pięknie przypomniane przez portal Wolne Media polecony mi przez dobrych ludzi (dziękuję!)www.wolnemedia.net.

Tu,jako,że znajdujemy się w dziale poświęconym medycynie chińskiej,ciągniemy opowieść o Qi oraz wszystkim z nią związanym,ale zobaczycie,że im dalej w kalendarz TCM,tym bardziej jest on podobny do porządkowania czasu w naturze u Prasłowian.

Czwartej części roku:Chun fen patronuje arystokratka z kwiatami we włosach i wachlarzem-WIOSNA pełną gębą.

Nadal pojawia się jeszcze chłód-na który ciągle trzeba uważać,gdyż w dalszym ciągu jest zdradliwy,manifestują się najrozmaitsze warianty pogody od deszczu i śniegu po słońce i suchy wiatr,ale jedno jest pewne:nowe życie weszło w etap silnego wzrostu.Jeżeli mamy jeszcze jakieś zapasy,trzeba je zużyć-mam tu na myśli przetwory,warzywa-jest na to czas,do 21 kwietnia,więc śpieszyć się nie ma co.Młode ziemniaki?W żadnym wypadku.Jeżeli chcecie-proszę bardzo,ale tak długo,jak jestem w kraju,w którym pierwsze młode ziemniaki naturalnie zbiera się dopiero w późniejszym lecie-nikt mnie do tego nie namówi.

Swięto Równonocy i dni po nim następujące to czas wycieczek do Natury,czas zaskarbiania sobie przychylności sił niewidocznych dla oczu,co nie znaczy,że nieistniejących:-).Przypominam o dobroczynnych właściwościach tasznika( Capsella bursa pastoris) -uważnie skonfrontować ze zdjęciami w leksykonach proszę-dodawanego do sałatek oraz mniszka (Taraxacum officinale),czyli mlecza,jak niektórzy wolą go nazywać.Już widać pierwsze pędy kurdybanka -Glechoma hederaceae, nabrzmiewają pączki bzu -poprawnie Lilaka (Syringa vulgaris),uznawanego ongiś za tutejszy żeń-szeń,pączki zawierające w sobie witalność-bo mnóstwo VITamin oraz cennych mikroelementów….to wszystko dla naszych organizmów.To energia światła.

Co do tasznika-jemy go przed kwitnieniem,ma mnóstwo aminokwasów,witamin,białka,wapnia,potasu,żelaza,fosforu…. odżywcza bomba- jego charakterystyczne „torebki” są rozpoznawalne z daleka i mam nadzieję,że od teraz nie będą kojarzyły Wam się z „chwastem” do wyrwania (uwaga-„chwasty”,to leki-ostrożnie z nimi proszę,bo a nuż wyrzucacie coś,co może uratować Wam życie).Tasznik szanowali nie tylko Chińczycy wiedząc,że ma wyjątkową substancję-kwas Jicai,opisała go również Hildegarda z Bingen jako Blutwurz-ziele o silnym działaniu przeciwkrwotocznym,jest też świetnym regulatorem przy podwyższonym ciśnieniu.

Teraz rośnie już energia Jang,choć Yin jeszcze całkiem nie odeszło…no właśnie.Było Qi a teraz już Yin i Jang…co to za „stwory”?Pewnie mniej więcej każdy już o nich słyszał i zdążył się z nimi obeznać,ale,aby obraz był pełniejszy,ciąg dalszy o Qi.

O jej funkcjach wspominałam wcześniej,teraz o zakłóceniach i co się z tym wiąże.

Istnieją TRZY PODSTAWOWE wzory dysharmonii Qi…..i mnóstwo pośrednich:-)

Pierwszy:Brak Qi-czyli Qi-xu.

Pod słowem „brak ” należy rozumieć tu przypadki zaburzeń,w których Qi nie występuje w wystarczającej ilości,aby spełniać którąś ze swoich funkcji.Jeżeli qi-xu silnie występuje w całym ciele,mogą powstawać takie symptomy,jak letarg,brak kontaktu z rzeczywistością,brak chęci do jakiegokolwiek ruchu.Brak Qi może jednak dotyczyć jednego organu-weźmy nerki-tu qi-xu objawiłby się m.in.inkontynencją (nietrzymaniem moczu).Co bardzo ważne-brak Qi obronnego,czyli wei-qi,prowadzi do nawracających przeziębień i gwałtownych potów-przecież znamy to z obserwacji polskich-osłabiony organizm-częste przeziębienia.

Medycyna chińska odczytuje powód zaburzenia ZANIM nastąpi zniszczenie struktur.Jej celem jest zachowanie równowagi a  w przypadku takowej utraty-delikatne przywrócenie jej.

Drugi:Złamane Qi,czyli qi-xian.-to subkategoria pierwszego-braku Qi oznaczająca dramatyczny deficyt Qi,w którym organy są wytrącone z ich działalności-na płaszczyźnie fizycznej objawia się to np.wypadnięciem łożyska,na duchowej-głęboką traumą,brakiem chęci do życia i wieloma innymi.

Trzeci:Stagnujące Qi,czyli qi-zhi-bardzo szeroka kategoria dysharmonii Qi.W skrócie-zakłócony przepływ powodujący zatrzymanie-stagnację Qi w członkach i meridianach,objawiający się bólami i prowadzący do osłabienia danego organu.I tak np.napięcia w klatce piersiowej i obszarze brzusznym są oznaką stagnującego Qi w wątrobie.

Czwarty:sprzeczny-qi-ni,subkategoria trzeciego-Qi płynie w złym kierunku.Objawia się np.wymiotami i mdłościami,wtedy mówimy o Qi płynącym w górę zamiast w dół,w niektórych opracowaniach zaliczany do subkategorii trzeciego,stagnującego Qi.

Wszelkie substancje definiujemy  jako Yin lub Yang -one ucieleśniają pięć zasad Yin i Yang i zawierają aspekty Yin i Yang,przy czym JEDEN aspekt jest tym dominującym.

Wszystkie wzory nierównowagi są postrzegane jako stany Yin lub Yang,jak dzień i noc,ciepło i zimno itd.

Yang-to,co ciepłe,rozchodzące się,słoneczne.

Yin-mroczne,zanikające,zimne.

Wszystko,co istnieje,ma swoje przeciwieństwo,wszystko,co istnieje,przechodzi we wszystko,co istnieje w nieskończonym cyklu przemian-w medycynie chińskiej nieistotna jest praktycznie logika linearna-podstawa medycyny szkolnej Zachodu.W TCM najważniejsze jest,jak elementy,substancje na siebie nawzajem wpływają,jak funkcjonują w układzie,ponieważ od tego zależy przetrwanie.

Qi jest substancją YANG.Brak Qi jest więc stanem Yin.

Kiedy rośnie Yang-czyli teraz-odczuwamy pobudzoną przemianę materii,jest też intensywniejsze krążenie-podobnie,jak w roślinach,Ziemi-krążą soki.Teraz więc można szczególnie odczuwać skoki ciśnienia,hemoroidy,alergie.

W pożywieniu unikajmy w tym czasie ekstremów.Pamiętajmy,aby żywność tzw.”zimną”,czyli np.ryby neutralizować „ciepłymi” dodatkami:imbirem,winem,którym rybę podlejemy…

Qi (czy,jak wolicie Czi) uzupełniają potrawy łagodne,np.mleczko kokosowe,ryż,masło,dynia,daktyle,karczochy,gęś.

Swietnym daniem pełnej harmonii jest teraz jajecznica z posiekanym czosnkiem:i Yin i Yang.

Kto cierpi przez wysokie ciśnienie,może wcinać -jeżeli nie ma chorych nerek ani artretyzmu-orzeszki ziemne, orzechy włoskie,ziarna słonecznika,niezależnie zaś od nerek-cebulę-stary przepis na wysokie ciśnienie to posiekana cebula w oliwie,seler-sałatka z selera naciowego (wspominałam wcześniej) i oleju sezamowego z odrobiną kamiennej soli (nie dajcie sobie wmówić,że naturalna sól w rozsądnych ilościach,wg zapotrzebowania organizmu JEDNOSTKI jest szkodliwa!)

Swietną kuracją „odmładzającą” jest picie o tej porze roku soku z brzozy-drzewa właściwego naszemu środowisku naturalnemu-miesiąc popijania soczku po szklance do dwóch dziennie-byle nie bezpośrednio przy posiłkach-najlepiej rano przed śniadaniem i wieczorem,po 18.00 (tak,jest moczopędny,ale o tej porze można sobie na to pozwolić).Sok zdobywamy albo w sklepie (patrzmy,czym jest konserwowany-najlepiej,aby był tylko zamknięty i z krótkim terminem ważności,im więcej składników,tym gorzej)albo wybieramy dorodną brzozę-za młode,cieniutkie,nie będą nam wdzięczne,mogą uschnąć,co nie wyjdzie nam na dobre,robimy otwór w pniu lub ucinamy gałązkę nakładając na nią lekką butelkę,do której będzie ściekał sok.Robiąc otwór w pniu pamiętajmy,by po ściągnięciu soku zamknąć go kawałkiem drewna brzozy,posmarować maścią dla drzew,dobrym zamknięciem jest też wosk pszczeli.

Kwitnie wierzba-a raczej cała rodzina najrozmaitszych wierzb.Herbatkę z pączków wierzby Salix purpurea-wierzby purpurowej piło się kiedyś przy kaszlu,odwar z jej kory- w stanach gorączkowych,grypie,bezsenności,migrenie,a nawet łuszczycy,niezwykle przydatna była też ( i jest,jeżeli się zniej korzysta) w kąpielach przy artretyzmie, świądzie,pokrzywce,jest jednym z najlepszych dodatków do kąpieli przy…nadmiernej potliwości ciała.

W przypadku wierzby-proszę zauważyć,że tam,gdzie tereny „reumatogenne”,gdzie bagna,moczary,mnogość żył wodnych,tam rośnie wierzba-lekarstwo na zaburzenia mogące powstać przy znacznym udziale wilgoci,co ma również  odzwierciedlenie w medycynie chińskiej.

Podobne-szersze nawet- zastosowanie ma wierzba biała -Salix alba,ale o ziołach będę jeszcze pisać dokładniej odnosząc się do polskiego ziołolecznictwa-co do tego ostatniego,to muszę przyznać,że w dalszym ciągu przy dolegliwościach wątrobowych ma zastosowanie świetny Sylimarol,aczkolwiek nie wiem,dlaczego (pewnie z powodów „jak zwykle”) zmieniono nieco substancje pomocnicze-może dlatego,że polska firma już dawno się podzieliła i niestety,spora część już polska nie jest.Dobrze chociaż,że w dalszym ciągu produkowane są sztandarowe produkty służące Polakom od pokoleń.  

Na koniec przypomnę jeszcze,żeby korzystać z dobroczynnych promieni słońca nie patrząc jednak prosto w tarczę-niby proste,a jednak zdarza się to więcej liczbie osób niżby się zdawało-oczywiście,jeżeli jest piękny,stonowany już zachód czy też wschód i kontury są rozmyte,wtedy oczy tylko się pocieszą feerią barw i żarem „dogasającego ogniska”, ale w południe,przy czystym niebie patrzenie prosto w słońce może spowodować poważne problemy z siatkówką (i nie tylko) oka,więc cieszmy się słońcem rozsądnie.

Lektura:”Traditional Medicine in Modern China”,R.Croizier,Harvard University Press 1968

„Hildegard.Medizin Praxis.”R.Schiller-w Polsce ukazało się już sporo książek o Hildegardzie z Bingen,więc jest w czym wybierać.

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.6.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 19, 2010

KTO NIE ZNA PRAWDY,JEST GŁUPKIEM,ALE KTO WIE I NAZYWA Ją KŁAMSTWEM,JEST PRZESTEPCA.

                                                                                                                                                                                                          B. Brecht

ZA KAZDYM RAZEM,KIEDY DZIELI SIE ZDANIE WIEKSZOSCI,JEST CZAS,ABY SIE OPAMIETAC.

                                                                                                                                                                                                        M.Twain

Pisząc o istocie homeopatii słyszę nieraz pytania znajomych:”sądzisz,że ludzie zrozumieją,że ich dotychczasowe pojęcie „homeopatii jako placebo” nie wyszło poza przyjęty przez nich bezkrytycznie cudzy osąd”?Zrozumieją.Moja strona też jest w tej chwili dla Was „cudzym osądem”,kompletnie oderwanym od aktualnych topowych wiadomości, negującym większość rzeczy,które wtłaczano w szkołach.Ja tylko proszę o własnogłowe przemyślenie zjawisk,które opisuję,o doświadczanie własnej woli,o próbę samodzielnego poruszania się w naturze,która jest naszą Matką.

 Przytaczam opinie tak z katedr,laboratoriów,gabinetów,klinik,jak i obserwacje z doświadczania ludzi i świata.Nie mówię „tak jest,bo to moja prawda”-zaledwie przedstawiam możliwe,inne-bo nie tylko moje- punkty spojrzenia na wiele obowiązujących reguł,które nigdy nie były moimi regułami,były martwe,narzucone i sprzeczne z ideą rozwoju istoty myślącej.Macie absolutne prawo się z tym,co tu pisze,nie zgadzać,ale nie przestawajcie przede wszystkim czuć,uruchamiać swój instynkt,doświadczać,nie przestawajcie też używać swojego mózgu-bo -co ważne-w połączeniu z sercem-ma on możliwości niezmierzone.

Wzrost zachorowań młodych ludzi,wzrost kryminalnych czynów…wprawdzie od wieków były i choroby i przestępstwa,ale teraz,kiedy jest nas więcej a nikt „na górze” nie stara się o to,aby większej liczbie ludzi zapewnić godziwe warunki życia,staje się to niezwykle namacalne i -niestety-normalne.To codzienność.Ze jedną z głównych przyczyn obu zjawisk są relacje medyczne,że niska kultura żywienia,o tym już mało kto,bo przecież łatwiej kogoś po prostu skazać lub skierować do szpitala zamiast zatroszczyć się o zminimalizowanie ryzyka zmarnowania życia.

Jednak,kiedy przyjrzymy się zjawisku bliżej,dostrzeżemy,że relacje medyczne nie są przyczyną pierwotną a zaledwie pośrednią,ponieważ mówiąc o medycynie musimy zacząć od jej podstaw:fizyki,od której medycyna szkolna wyszła.

Fizyka,jako wiedza o materii nie jest w stanie pojąć życia.

W newtońskich zasadach,na których spoczywa,NIE ISTNIEJE ZYCIE.W jej późniejszych,aktualnych prawach-też nie ma o życiu mowy.

TYM SAMYM FIZYKA NIE MA PRAWA BYC PODSTAWA MEDYCYNY.

A jednak jest-w medycynie alopatycznej oczywiście.Pokażcie mi,gdzie w prawach fizyki zostało uwzględnione życie?

Nowoczesna medycyna nie posiada,mimo kilkusetletniej historii-bo i wiekiem nie może dorównać traktowanej przez nią jak wroga tak naprawdę wspaniałej matce-parotysięcznoletniej medycynie naturalnej-wiążącego określenia choroby ani zdrowia.Definicje,które stworzyła,są śmiesznie sztuczne i kompletnie nie oddają istoty ani choroby ani zdrowia.

JAK chce więc leczyć,nie wiedząc,CO JEST ISTOTA CHOROBA i ISTOTA ZDROWIA?

To pierwsze,centralne,słabe miejsce wszystkich uniwersytetów medycznych,które doprowadziły do z gruntu fałszywej fizycznej filozofii terapeutycznej:

1.ZAMIAST  WSPIERAC UGRUNTOWANE SIŁAMI NATURY LECZENIE,NISZCZY JE NIE POJMUJAC SYMPTOMóW.

  2.NIE TRAKTUJE NATURY I JEJ ISTOT W CAŁOśCI. 

Zjednoczenie medycyny uniwersyteckiej i naturalnej w sensie komplementarności byłoby przecież wzajemnym uzupełnianiem się,ale nie:medycyna szkolna chce wyłączności,chce rządu dusz-dusz jednocześnie nie uznając.Tak się nie da.

Ciągle przewija się tu:”całość to więcej niż suma jednostek”.

To „więcej” otrzymamy w tym przypadku,mówienia o fizyce jako podstawie medycyny szkolnej,kiedy poszerzymy kontekst fizyki od poglądu materialistycznego do duchowego.To właśnie umożliwi nam pojęcie całokształtu medycyny jako sztuki wspomagającej istoty żywe,nie działającej przeciwko nim.

Upierając się przy nowoczesnych i „naukowo” popartych dziedzinach wiedzy,na których medycyna wg niektórych zbudowana być musi, możemy jak najbardziej się takową posłużyć-ponieważ taką możliwość daje nam cybernetyka-ona bowiem ma za podstawę INFoRMACJę a więc opierając się na cybernetyce,mamy możliwości oparcia medycyny naturalnej na jak najbardziej naukowych-wg współczesnego świata-podstawach.

KYBERNETES-to ze starogreckiego „sternik”,”sztuka sterowania”,kybernesis-prowadzenie,kybernesis wspominał już Homer,Platon,Apostoł Paweł w liście do Koryntian 1,12.28.Cybernetyka jest sztuką komunikacji,jest sztuką traktującą o regulacji żywych istot oraz maszyn,a więc regulacji systemów niezależnie od pochodzenia.  

Medycyna uniwersytecka,na podstawie materialistycznej wiedzy o anatomii,fizjologii,w powiązaniu z mechanistyczną chirurgią ewoluowała do medycyny ratunkowej,która jest w stanie ratować życie,ale nie jest w stanie uzdrawiać.

Tymczasem leczenie to domena naturalnej siły uzdrawiania-czy to się komuś podoba,czy nie.

Na gruncie „naukowych” uporów dziedziną umożliwiającą zrozumienie procesów życiowych i postępowanie z nimi jest cybernetyka,wedlug której zasad można systemy medyczne połączyć.

Do tego trzeba rzecz jasna przezwyciężenia materialistycznych ograniczeń,które nie wystarczają duchowym podstawom życia-nie są w stanie zbliżyć się do nich ani o odrobinę.Trzeba wejrzeć w granice-dobrze widoczne i bardzo ciasne-swojej dyscypliny i uznać siłę innych systemów,które i tak istnieją.

Nie mówię,że musicie się z tym zgadzać-róbcie eksperymenty,sprawdźcie,czym byłyby Wasze doznania,gdybyście posługiwali się wyłącznie dotykiem lub wyłącznie wzrokiem-a i to porównanie nie oddaje nawet w części tego,czym jest traktowanie świata z perspektywy matematyczno-fizycznej,wykluczającej życie.

W codziennym postępowaniu odsunęło się bieżące doświadczenia zbyt lekkomyślnie i zbyt daleko,zaś brakujące doświadczenia zastępowane są hipotezami.Hipotezy te z kolei są najczęściej NIJAK NIE UDOWODNIONYMI przypuszczeniami owocującymi w medycynie DZIAŁANIAMI UBOCZNYMI.

NIC NIE WYNIKA Z NICZEGO,tymczasem medycyna szkolna cały czas usiłuje udowodnić,że „choroba przychodzi z zewnątrz”,że jest formą ataku,usuwa symptomy nie patrząc na skutki,tymczasem DŁUGOTERMINOWE ZDROWIE POWINNO BYC WYZNACZNIKIEM WYBORU TERAPII.

WIEDZA O NATURZE JEST WOLNA OD HIPOTEZ.I to jest stricte naukowym uzasadnieniem homeopatii.Homeopatia nie jest oparta na hipotezach,czyli gdybaniach,a na tym,że działa i jest to doświadczane aktualnie,ale i potwierdzane w przeszłości.

Homeopatia działa praktycznie bez efektów szkodliwych,ma uniwersalne zastosowanie i wysoką efektywność.

Homeopatia potrzebuje indywidualnej -nie zbiorowej,jak to jest często w przypadku medycyny szkolnej-anamnezy i diagnozy.

Tak samo uzasadniona jest instynktoterapia-najstarsza forma odżywiania,kiedy organizm mówi,co jest dla nas właściwe a co nie-w tym wypadku o zdrowie troszczy się instynkt (p.wpis o sercu i o hunie).

Identycznie,jak dwie powyższe metody,ugruntowana jest jeszcze jedna,doskonale efektywna i niezwykle kontrowersyjna,o niej jednak napiszę dopiero po pewnym wyjaśnieniu procesów metabolicznych,gdyż nie znając ich podejrzewam,że sama zastanawiałabym się,jak to może działać.

Przede wszystkim jednak:zapobieganie,profilaktyka nie ma konkurencji i jest właściwie bezkosztowe,jeżeli weźmiemy pod uwagę,że człowiek i tak musi jeść (byle dobre produkty a te niestety,jeżeli brak własnego gospodarstwa,to tanie nie jest,jednak ciągle tańsze od korzystania z „przemysłu zdrowotnego”) i ruszać się.

Przeciwieństwem profilaktyki jest gmach medycyny szkolnej,przeciwnej pod każdym względem naturze,kosztownej i obarczonej potężnymi negatywnymi działaniami ubocznymi a w dodatku następstwami,jak np.w przypadku szczepień.

O ironio-szczepienia też nazywane są „profilaktyką”.Przerwanie bariery ochronnej organizmu przez iniekcję obcego materiału biochemicznego a ostatnio również tworzonego technologiami genetycznymi-nie jest i nie może być profilaktyką.To jakby wystawiać się na bomby licząc,że przy następnym bombardowaniu staniemy się dla bomb niewidzialni….jeśli przeżyjemy;-)

Mnóstwo opracowań udowadnia,że zarazy nie cofnęły się przez szczepienia a wyłącznie przez poprawę higieny i ogólnych warunków życia.

Udowodniono ponad wszelką wątpliwość,że szczepienie stwarza tło dla przybrania zachorowań,abstrahując od uszkodzeń duchowych i fizycznych-wystarczy przejrzeć literaturę demaskującą działania wakcynologii-w Polsce jest doskonała książka na ten temat-„Szczepienia-niebezpieczne,ukrywane fakty”Iana Sinclaira-przyznam wprawdzie,że wydawało mi się,iż w wersji angielskiej była nieco pokaźniejsza,ale cóż-dobrze,że się tu w ogóle ukazała,są też artykuły wspaniałej profesor Majewskiej,choć muszę podkreślić,że sam pomysł szczepień jest -patrząc na historię oraz współczesność niebywale ryzykowny. W tym świetle oczywiście zawód wakcynologa nabiera jednoznacznego wymiaru,ALE wakcynolog ostrzegający przed skutkami szczepień jest mi o wiele bliższy i wiarygodniejszy aniżeli wakcynolog znający niebezpieczeństwo,ale trzęsący się o swój stołek i broniący przegranej sprawy.Szkoda,że tak niewielu kolegów i koleżanek ma ochotę otwarcie poprzeć prawdę-znamienne,że gro odważnych Polaków albo ma obce obywatelstwo,albo mieszka za granicą albo żyje i tu i „tam”-czy to nie oznacza,jak ciężko,tyle lat po komunie (no może nie całkiem), jest w kraju mówić o wolności prawdy??? 

Przeciwnicy tez prof.Majewskiej oskarżają Ją o utopię-utopia leży wyłącznie w psychice odpowiedzialnych za taki system zdrowotny,jakiego codziennie doświadcza wielu chorych.

Leczenie naturalne nie ma w sobie ani grama utopii-wymaga jedynie radykalnej zmiany zastałego sposobu myślenia.

Przestawienie systemu medycznego na naturę zaoszczędziłoby dobre 90% kosztów a więc nie da się na nim zarobić i tu jest najgorszy problem przeciwników medycyny naturalnej,tych samych zresztą,którzy w potrzebie z niej jak najskrzętniej korzystają!

Tak długo,jak odpowiedzialni za zdrowie są skoncentrowani na handlu chorobami-im więcej chorób,tym lepszy obrót-tak długo sprzeciwia się to etyce nie tylko lekarskiej oraz naturze i prowadzi w prostej linii do załamania równowagi tak w człowieku jak i jego środowisku.

Max Planck,mój ulubiony fizyk:

„Należy do najboleśniejszych doświadczeń mojego naukowego życia to,że nigdy nie udało mi się upublicznić mniemania,o którym byłem wprawdzie głęboko przekonany,jednak tylko teoretycznie”.

Max Planck nie mógł z pomocą fizyki-nauki oderwanej od życia-udowodnić materialnie tego,o czym po prostu wiedział-o konieczności uwzględnienia w nauce natury a przedstawiciele tego,co nazywają ( z zerowym poczuciem samokrytyki) naukami ścisłymi robią wszystko,żeby zniszczyć tego życia podstawy.

Uczciwe przemyślenie musi prowadzić do zwrotu-nie do cofnięcia,bo w naturze nic nie jest odwracalne.

Wielu „naukowców” zachowuje się jak dzieci,które zbiją termometr i uważają,że temperatury nie ma.Pół biedy,jeżeli robią to nieświadomie,choć przyznam,że ciężko mnie do tego przekonać.

Można zniszczyć urządzenia alarmowe,można uciszyć sygnały,ale nie wyłączy się tego,przed czym ostrzegają.

Medycyna powinna być nauką o życiu i sztuką zachowania zdrowia -nie o martwej materii.

Jeżeli uparcie szukalibyśmy nowoczesnej nauki,na której można oprzeć medycynę,żebyśmy wciąż wyglądali poważniej i nikt nie zarzucał nam średniowiecza (beznadziejny argument nieuków),oprzyjmy ją na wspomnianej cybernetyce-każdy system cybernetyczny dysponuje zdolnością tolerancji wobec zakłóceń,ale je reguluje zamiast niszczyć!Czy dostrzegacie,panowie i panie naukowcy bazujący na fizyce,ten oczywisty związek między cybernetyką a medycyną?Czy za dostrzeżenie go nikt jeszcze nie zapłacił?

Ostatnio w jakimś województwie otworzono sposorowany przez EU ośrodek badawczy…Najbardziej ujęło mnie stwierdzenie komentatorki:”….W ośrodku tym będą dokonywane przełomowe odkrycia”.

Będą-ale ona już o tym wie.

Będą przełomowe-i ona też to wie.

Czy to oznacza,że to będą tzw.”badania z tezą”,czyli „masz odkryć/udowodnić/stworzyć cudowny środek na to i na to i to będzie przełom w medycynie”?

Nie udawajcie,że takich badań  z tezą nie ma!

 Tolerancja w cybernetyce objawia się bogactwem środków wytrzymałości aby zatrzymać to,co zostało wprowadzone do systemu.To,co zostało dane.Jak w naturze-organizm stara się utrzymać zdrowie.Czy jest czymś dziwnym w tej sytuacji,że koncerny sztywnieją słysząc takie propozycje?

Rozwiązaniem jest uwzględnienie punktów widzenia wobec systemu.Ignorowanie jeden drugiego to nie jest tolerancja.

Celem powinien być tzw.zewnętrzny punkt widzenia pozwalający ustalić to,co służy wszystkim a to jest wyłącznie kwestią uczciwego dialogu.

Medycyna dotyczy każdego z nas.

Każdy powinien znać wady i zalety terapii,diagnoz itd.,bo to,czy się zostanie uleczonym i czy można za to zapłacić-to powinien rozstrzygnąć każdy z nas.

Cybernetyka jest metanauką dysponującą tzw.zewnętrznym punktem i jest w stanie ocenić tak właściwości fizyki,jak i podległej jej medycyny szkolnej.Jest w stanie poprowadzić od wiedzy o leczeniu do sztuki leczenia.

Zrozumienie cybernetyczno-medycznego poglądu prowadzi prostymi drogami do zrozumienia ekologicznych związków natury.

Pamiętajmy,że domeną medycyny szkolnej jest medycyna ratunkowa-leczenie nie jest jej mocną stroną.

Leczenie-i tu powtórzę-jest domeną natury,a więc m.in.również homeopatii.

Homeopatia jest udowadnialna również podstawami cybernetyki-od dawna.

Ludzie zakorzenieni w materializmie i odrzucający duchowość natykają się na granice własnej bezsilności w rozumieniu postrzegania natury.Widać to nawet w mowie ludzkiej,nie tylko w języku polskim:mowa tworzy zdania, zwroty,określa granice naszego myślenia.Pielęgnowanie mowy jest bardzo ważne-kiedy zanika jej klasyczny, wykształcony przez wieki obraz,kiedy pojawiają się skróty,niechlujna fonetyka,świadczy to o upadku pochodzącym z głębokiej nieświadomości,o upadku wygenerowanym przez „naukowców” wspierających niekonsekwencję myślenia oraz jego błędy.O upadku wygenerowanym przez system edukacyjny.

Właśnie EU zasponsorowała reklamę matematyki.Zasponsorowała pieniędzmi,za które można by m.in.wesprzeć dziecięce lub młodzieżowe,samorodne talenty.Albo zwyczajnie-kupić dzieciom lepsze jedzenie,zadbać o założenie ogrodów przyszkolnych…Ale nie.EU zależy na matematyce-na tangensach i cosinusach pozbawionych życia. Komentarz właściwie jest zbędny.Dziwne,że ucząc się o limesach czy pi dzieci ciągle mają problem z podstawowymi rachunkami.

Czy zauważyliście,że wszystkie motywy,które naturalną ewolucję usiłują zastąpić sztucznymi reformami prowadzą do znieszczenia?Na pewno zauważyliście.

Jeżeli komuś wydaje się to,co teraz przeczytał,kompletnie niezrozumiałe-to jego osąd.Dla nowych spojrzeń nie istnieją autorytety a i z wcześniejszymi różnie bywa.Każdy musi sam ocenić to,na co zwracam uwagę-nie ja pierwsza,ponieważ poglądy na temat bezsensowności łączenia fizyki i matematyki z medycyną wyrażało wielu,poglądy na temat skojarzeń cybernetycznych pojawiają się właściwie od sformułowania cybernetyki jako nauki,a biorąc pod uwagę sam termin „kybernesis”-wieki wcześniej,jednak z wiadomych powodów nie są akceptowane…..Pisząc to nie mogę zapomnieć o ludziach Wielkich duchem i umysłem,jak wybitni -profesor Aleksandrowicz, któremu temat cybernetyczny był bliski i naturalny,czy profesor Kornel Gibiński-wyjątkowy humanista i wspaniały lekarz,o którym niestety nie mówi się tyle (sam Pan Profesor,niezwykle skromny,za popularnością nie przepada ani o nią nie zabiega) i w taki sposób,jak na to zasługuje-a szkoda.

Posted in homeopatia, zdrowie | Leave a Comment »

GMO albo życie.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 17, 2010

Zawładnij pożywieniem a zawładniesz narodami.-H.Kissinger

KOMU POTRZEBNE JEST GENETYCZNIE ZMANIPULOWANE POZYWIENIE I KOMU ONO SŁUZY?NIKOMU POZA MULTINARODOWYMI KONCERNAMI I ZALEżNYMI OD NICH NAUKOWCAMI.                                                                                                                                                    A.Haiger,Universität für Bodenkultur,Wien,

                                                                                                                                                  Deutsches Ärzteblatt 04.04.05. 

PRZEMYSŁ GENETYCZNYCH TECHNOLOGII JEST TOTALNIE POZA KONTROLą…..

….”(w jednym przypadku)… tysiąc ton nielegalnej (wówczas!!-przyp.mój)kukurydzy GMO z USA zostało wprowadzonych do Europy…..”13.05.05

                                                                                                   Nina Thüllen,ekspert gentech

…..jeden z koncernów gentech zapłacił….1500 euro kary za nielegalne w danym regionie wprowadzenie do uprawy GMO…..www.wirtschaftundumwelt.at,2004 (!)

EU dopuściła 0,9 procent GMO w bio-i eko-produktach spożywczych…… 

To ciągle jeszcze nie będzie wprowadzenie do tematu GMO,ponieważ informacja wymaga natychmiastowego „podania dalej”,ale i zwrócenia na nią szczególnej uwagi a więc:

EPA (Europejski Urząd Patentowy) 3 i 4. marca udzielił patentu na…..KROWY.

Konkretnie właścicielem patentu są biotechnolodzy,którzy „odkryli”-w cudzysłowie,gdyż to tak,jakbyście Wy odkryli słońce i domagali się na nie patentu-gen odpowiadający za wysoką mleczność krów.

To nie wszystko:chodzi o DWA patenty:pierwszy-na manipulację genetyczną pozwalającą dokonywać selekcji owego genu,drugi-na metodę hodowli….

to krowy posiadające gen dużej wydajności mlecznej będą sprzedawane jako „własność patentowa” a gospodarze, którzy już take zwierzęta mają,to co?Złodzieje??? 

Patent ma numer EP 1330552 .

Sprzeciw organizacji świadomych niebezpieczeństwa patentowania życia został odrzucony.I jeszcze jedno:nie podzielam wielu poglądów Greenpeace,szczególnie odnośnie energii wiatrowych-aczkolwiek ostatnio organizacja ta wydaje się dostrzegła fałsz i zwróciła uwagę na promocję przede wszystkim energii solarnej oraz geotermalnej,ale ich sprzeciw wobec np.GMO powoduje mój szacunek…i jednocześnie pytanie:dlaczego mimo Waszego protestu-jesteście tak potężną organizacją-mimo wszystko doszło do skażenia Ziemi uprawami GMO?Gdzie jest błąd?

www.greenpeace.org.

Posted in GMO, zdrowie | Leave a Comment »

Cholesterol niebezpieczny?A dla kogo?:-)cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 15, 2010

Ab ovo…..

W natłoku spraw i tematów,z których każdy-jak to w zdrowiu bywa-wydaje się najważniejszy,zdecydowałam się rozpocząć cykl o cholesterolu.Znów pomógł przypadek….W pewnym sklepie „wpadła mi w oko” rodzina z nastoletnią córką-wpadła również w ucho,ponieważ niesłyszenie ich dyskusji było niemożliwe.Córka i mąż domagali się od matki kupna jajek,ponieważ najzwyczajniej w świecie „chcieli sobie przypomnieć smak jajecznicy”-to cytat!Matka uparcie protestowała twierdząc:”NIE,BO CHOLESTEROL  I ZAWAŁ GOTOWY”.Przez chwilę miałam ochotę  mamusi coś powiedzieć,ale sądząc z zajadłości,z jaką broniła swego stanowiska wrzucając jednocześnie do koszyka MARGARYNE i „dietetyczne” ciasteczka „bez cukru” słodzone ASPARTAMEM -nie mieliśmy ( nie byłam sama) szans.Ona by po prostu najprawdopodobniej nie zrozumiała.Odczuliśmy jednakże małą satysfakcję,kiedy jej zdesperowany mąż…wziął opakowanie jaj pod pachę i udał się do kasy.Bravo !

Najzdrowsze jajko , to z całym magazynem aminokwasów i innych skarbów jest od kur wiejskich,wolno biegających i karmionych niemodyfikowanym ziarnem.Wiem , coraz o nie trudniej,kiedy się nie ma znajomych,ALE pozostają nam jeszcze te oznaczone symbolem „O”-z chowu tzw.ekologicznego lub  „1” chowu wolnego w zależności od warunków no i….zaufanie do sprzedawców….ale poszukajcie na wsi znajomych-warto nie tylko z powodów towarzyskich:-)…jak za komuny:-):-)

Jajko ma niesamowitą historię i uznanie go za „szkodliwe”,nawet jeśli w „nadmiarze”-przy czym dla niektórych „nadmiarem” jest 5  jajek tygodniowo wydaje się co najmniej nierozsądne.Jajko zajmuje od wieków ważną pozycję w kuchni ale i w kulturze wielu narodów,weźmy z brzegu Finlandię i tamtejszą mitologię,Kalevala,gdzie Universum powstało z…siedmiu jaj:sześciu złotych i jednego żelaznego……I znowu muszę przesunąć wprowadzenie,ponieważ mam do przekazania bardzo ważną wiadomość,która nie może już więcej czekać, ponieważ doszły słuchy o kolejnych medykamentach przeciwcholesterolowych no i jeszcze ten sklep…

W listopadzie (2009) odbyła się w Genewie konferencja WHO i FAO -tak,dokumenty z niej będą stanowiły podstawę artykułów w prasie jeszcze dłuuuuugo -bo i kto się przekopie przez wszystkie „cudowne ustalenia” ale…..niektórzy :-)przekopali się przez dokumenty,które NA PEWNO nie ukażą się w popularnych mediach ZBYT szybko….jeżeli w ogóle?Chodzi mianowicie o to,że WHO i FAO doszło do wniosków,które były tak oczywiste,że nie można ich było nie ująć na tak ważnej konferencji…co nie oznacza,że trzeba je szeroko upublicznić:-)Buszując w tomach sprawozdań natknęłam się na coś,co najpierw spowodowało,że spojrzałam,czy to możliwe,że taki raport jest autorstwa WHO a potem, z ogromną radością stwierdziłam,że…..WHO POWIEDZIAŁO PRAWDę!!!….to znaczy łaskawie  zaakceptowało jej obecność:-)

Dla tych,którzy mają „marne szanse” na dostęp do papierków konferencyjnych polecam jak najbardziej osiągalne:

„Annuals of Nutrition and Metabolism” ,55.,2009.

A dla tych,którzy podarowali mi tyle uwagi i czasu,docierając aż tu….proszę bardzo:

Uwagi z konferencji ekspertów FAO i WHO ,listopad,Genewa,2009,z której to wyniki tworzą „najnowsze wskazania żywieniowe FAO i WHO”-a więc błogosławione przez system 😉 .

Otóż jeden z tomiszczy,to przegląd studiów immunologicznych i klinicznych badań ,w których obserwowano związki między tłuszczami jadalnymi ( cholesterol chemicznie jest alkoholem ) a chorobami układu krążenia.Przegląd,z którego cytaty przytoczę,jest autorstwa badaczy University of Otago w Dunedin,Nowa Zelandia:

Po przeglądzie 28 prospektywnych studiów epidemiologicznych , orzekli:

„…Ogólne spożycie tłuszczu NIE MA żadnego związku z umieralnością na choroby układu krążenia (jest wyjątek,o nim zaraz)”.

„Nie ma też żadnego związku między ogólnym spożyciem tłuszczu a wynikami ukazującymi zaburzenia w układzie krążenia”…. Ciekawe …

Konsumpcja TFA (w skrócie tłuszcze trans,kwasy tł.t.)stoi w ścisłym związku ze zgonami na choroby układu krążenia.”

Konsumpcja SFA (nasyconych,NKT ) nie stoi w żadnym związku ze śmiertelnością w chorobach uk.kr.Podobnie nie ma związku między SFA a zaburzeniami ukł.krążenia.

Analiza danych randomizowanych kontrolnych studiów klinicznych:

„Zaistnienie choroby wieńcowej ze śmiertelnym zejściem nie jest zminimalizowane ani przez ubogotłuszczowe diety (!) ani diety P/S ( to diety z wysokim udziałem tłuszczów wielonienasyconych(NNKT) i niskim udziałem nasyconych).

Nie istnieje prawdopodobnie (jak dobrotliwie!)żaden bezpośredni związek między spożyciem tłuszczu ( ?… dań tłuszczowych , zawierających też cholesterol – nie tłuszcz ?) a ryzykiem chorób układu krążenia”(poza tłuszczami trans).

No to…..czy dziwi Was,że media się tą dobrą nowiną nie zachłysnęły?Oczywiście w eter poszło to,co już dawno wiemy:że Omega 3 z ryb i in.mają pozytywny wpływ na układ krążenia.

To na początek,ponieważ jeżeli jeszcze ktoś wierzy,że cholesterol-substancja podarowana przez Matkę Naturę ścianie naszych komórek by chronić nasz system nerwowy,substancja będąca podstawą do produkcji najważniejszych hormonów (no po co własne,jak potem można sprzedać syntetyczne?),jest najpodlejszą truciną i trzeba ją usunąć.. gratuluję rozsądku:-)

Starsi ludzie z wyższym poziomem cholesterolu (wyższym od norm) żyją dłużej i są ogólnie zdrowsi i pogodniejsi… Herezja ?

Do osób zszokowanych niezamierzonym podważaniem ich poglądów (nie moja wina,że takie mają :-)),wściekłych, czujących się niepewnie,nerwowo spoglądających na swoje konto zależne od krótkiej smyczy i długiego nahaja:przywykłam mówić o rzeczach niewygodnych i słuchać czasem trywialnych,czasem dramatycznych pytań typu „gdzie my żyjemy?”, „dlaczego nie powiedziano nam tego wcześniej???-aczkolwiek do tej pory zadawanych  wyłącznie w kulturalny sposób:-):nie wyjaśniam niczego ludziom,którzy zrozumieć pewnych rzeczy nie chcą lub nie są w stanie.Przykro mi.Po prostu.

Moim celem jest przekazanie informacji tym,którzy uznają ją za pożyteczną i posłuży im ona do odkrywania swoich szlaków:-),nie tych wytyczanych kijem i kagańcem.

Zycie jest podróżą od jednego poznania do drugiego.Czasem weryfikuje poglądy,które przyjęliśmy na ślepo.Można się z tym godnie uporać i iść dalej albo czołgać w tunelu.A matter of choice. Pozdrawiam 🙂

Literatura:oczywiście ta podana wyżej,czyli „Annuals of Nutrition and Metabolism” 2009,55

Posted in cholesterol, zdrowie | Leave a Comment »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł…cz.6.Gruźlica

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 14, 2010

No i znowu mamy notowane przypadki gruźlicy….jak to?!NIE WYTęPIONO JEJ SZCZEPIONKAMI???

Gruźlica?W XXI wieku?U kogo?U bezdomnych?Biedaków?To są tacy w tym bogatym,najlepiej zarządzanym w Unii kraju?Są slumsy i mieszkania z cieknącymi dachami,są zagrzybione bunkry i rozlatujące się kontenery?TAM mieszkają ludzie?Oni nie dojadają?Co?!Głodują?!Naprawdę?No to najpierw należy powinszować tym,którzy do takiego stanu obywateli doprowadzili,czy się mylę?Nie?Nie winszować?Szybko szczepić resztę,coby się nie zarazili?Ojej…..

Znowu jestem zmuszona do powtórzenia,teraz w przypadku Tuberculosis:przebyta gruźlica NIE UODPARNIA na następne zachorowanie na tę chorobę.I na tym można by dyskusję o szczepieniu gruźlicy (bo właściwie to chyba szczepienie gruźlicy a nie na gruźlicę,wytłumaczcie mi;-)?zakończyć,ale jak się powiedziało A…..

W 1971 roku WHO przerwała w Indiach -po 7 i pół latach doświadczenia,które miały udowodnić pozytywne skutki szczepionek przeciwgruźliczych.A jak to się zaczęło….?

Koło Madrasu wydzielono wiejski obszar,ok.364.000 ludzi-wszyscy zostali zaszczepieni.

W tym samym czasie wydzielono dalej drugi dystrykt,gdzie szczepień nie było.

Po owych 7 i 1/2 latach raport WHO brzmiał:”….Przeprowadzone w optymalnych warunkach studia polowe nie pozwoliły w żaden sposób udowodnić skuteczności szczepionki BCG”.Amen.Tu też można by było zakończyć.ALE.

Co ze szkodami?O tym raport jakoś niechętnie….jakby….wcale?A może jednak?Dla wybranych?No nic,zostawmy na razie raport w spokoju,spytajmy lepiej,dlaczego dopiero w 1998 roku zaprzestano szczepień BCG w Niemczech i Szwajcarii,w 2000 roku w Austrii….u nas jakby….nie zaprzestano???We Francji też nie???

Zerknijmy jeszcze odrobinkę w historię:czy liczba zachorowań na gruźlicę nie miała związku ze szczepieniami na ospę?Bo tak jakby fala gruźlicy nadeszła po szczepieniach na ospę….?System immunologiczny osłabł?Ojej,przecież miało być inaczej!

Lekarze-zwolennicy szczepień-też wypowiadają się o nich baaardzo pozytywnie…nielogiczne….?Najbardziej ucieszyła mnie odpowiedź profesora doktora Stembergera na sympozjum w Linzu 23.10.2001:”Przyznaję,szczepienia to dziecinna próba potraktowania choroby,ale nie mamy,xxxxx;-) nic lepszego!”

Naprawdę,nic lepszego?Nie możemy zapewnić ludziom lepszych warunków życia,żywności,bo co….bo nie będzie na czym i kim zarabiać?Bo nie będzie pretekstów do szczepień?

Kiedy zmarł ks.Kneipp,per sectionem-w wyniku sekcji wykryto pięknie zabliźnione  ogniska gruźlicze.Wyleczone więc.

Ks.Kneipp nie miał tuberculostatica,nie był szczepiony….Dzisiaj każdy chory na gruźlicę dostaje antybiotyki!

A przecież Tuberculin pana Kocha było katastrofą farmaceutyczną,na której poznali się nawet ówcześni wyznawcy metod Kocha i Pasteura.

Co do Kocha i Pasteura…W tym samym czasie doktor Max Pettenkofer,szukał przyczyn epidemii cholery w Monachium.I znalazł.Wspominałam wcześniej o warunkach szpitalnych,ulicznych itd.-każdy wie,jak to wyglądało.Ale dr Pettenkofer ustalił dzielnice wybitnie „choleryczne”,kazał skanalizować tzw.przychodnie aborcyjne,izby porodowe, szpitalne i….cholera zniknęła.Dr Pettenkofer nie otrzymał żadnych wyrazów uznania-on „tylko” rozpoznał przyczynę i usunął ją.Nie miał „nowych,rewelacyjnch teorii”,za które w tej samej chwili obsypywani profitami byli Pasteur i Koch.

Pasteur-wszystko,czego nie mógł zobaczyć pod mikroskopem i zaliczyć do bakterii,nazywał „chorobotwórczymi wirusami,truciznami”,szukano „zarazka” od każdej choroby!70 lat później rozpoznano „to” też jako „wirusy” i od razu przyporządkowano im rolę wywoływaczy chorób a jedyną drogę leczenia upatrywano w ich zabiciu….aż do teraz!Hola,hola.Nie tak prędko.

Nikt dzisiaj o dr Pettenkoferze nawet nie miauknie.A to on był prawdziwym lekarzem.

Przemysł poleruje dalej swoich bohaterów.Czas na detale.

Idąc tropem miłośników szczepień,to bakteria,wirus,stoją w centrum infekcji i człowiek jest JEDYNYM stworem,który z rozkosznej samowoli „zarazków” jest przez nie napadnięty.Zarazek-Winowajca WSZYSTKIEGO.

Jasne,że logika każe tego łobuza zatłuc a organizm zmusić,żeby produkował przeciwciała z pamięcią-jak znów nadejdzie,organizm go rozpozna i unicestwi.

Niestety….ta metoda obraca się w nicość,kiedy w centrum infekcji postawimy nie bakterię a człowieka.

Kiedy obraz humanocentryczny a nie bakcylocentryczny.

Wtedy…zarazek okazuje się zapałką-środkiem do celu.Organizm pomaga sobie zarazkiem,by sprowadzić z powrotem równowagę zaburzoną najróżniejszymi czynnikami.

Wszędzie w podręcznikach immunologii znajdziemy,że „system immunologiczny służy obronie przed zarazkami”.

Błąd interpretacyjny.To tak,jakby ich obecność wystarczała do infekcji a ich zabicie wystarczało do wyleczenia.

Tzw.zarazek może wtedy coś zdziałać,kiedy w ciele coś się naruszyło,osłabiło.Wtedy organizm pozwala bakteriom wniknąć lub-przede wszystkim- uaktywnić się i wywołać tzw.zapalenie.Bakcyl może wejść jak iskra i pomóc strukturom ciała umożliwiając zapalenie.Oni współpracują.Zarazek jest częścią tej samej struktury,której celem jest zachowanie autonomii i integralności jednostki.

Szkoda-mechanizm naprawy-bakcyl-zapalenie-spalenie szkodliwych materiałów-wyzdrowienie.

Bez „zarazków” system immunologiczny NIE JEST AKTYWNY.

Zabijając je antybiotykami zabijamy część systemu obronnego przed chorobami-nie zarazkami.

Po antybiotykach zapalenie najczęściej nie znika całkiem,ponieważ robi się miejsce na inne,niespecyficzne i nieoptymalne bakterie,które organizm z rozpaczy ściąga nieomal na ślepo-wtedy infekcje są cięższe,mówi się o „bakteriach odpornych na antybiotyki”,mówi się „zmiana w spektrum zarazków”,mówi się „problemowe szczepy bakterii”.

Skąd one?Nie było ich?Czy ciało sięga po nie w potrzebie?

Leczący musi się trzymać natury,ponieważ natura nigdy nie podporządkuje się „nowoczesności”,nie jesteśmy robotami (przynajmniej większość z nas:-),ciągle jesteśmy częścią natury.

W centrum stoi człowiek,nie zarazek.Leczy się jego,nie bakterie ani wirusy.

R.Virchow:LEKARZ NIGDY NIE MOZE ZAPOMNIEC POJMOWAC CZŁOWIEKA JAKO CAŁOSC.

Pytam:gdzie na studiach medycznych jest miejsce na botanikę,bakteriologię,mikrobiologię w odpowiednim zakresie,nie jako nędzne,fragmentarczne doczepki do poszczególnych tematów ” w zarysie” a i to nie wszędzie?

R.Virchow:KSZTAŁCENIE,DOBROBYT,WOLNOSC,Są JEDYNYMI GWARANCJAMI TRWAŁEGO ZDROWIA.

E.Behringowi wystarczyło JEDNO dziecko,które przeżyło terapię surowicą w dyfterycie,aby ogłosić swą teorię.

Fałsz Pasteura,Neissera,Escherischa,Loefflera….Mylą powód z przyczyną.

Uszkodzone komórki są przez bakterie rozkładane,bakterie nie robią tego nigdy przy zdrowych relacjach.

Mycobacterium tuberculosis-rzekomo „wywołująca” gruźlicę jest klasyfikowana przez bakteriologów jako „fakultatywna”,czyli niezłośliwa,nie-pewny patogen.

Gruźlica to choroba proletariatu,to nory,niedożywienie,głód….a jeżeli pomyślimy o intensywnych szczepieniach na nią…..naprawdę,nie wyginęła?

Literatura:jak poprzednio plus raporty WHO z 1971,1972,2005.

„Das Medizinkartell”(„Medyczny kartel”)-K.Langbein,B.Ehgartner,2002

Posted in szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 13, 2010

Mimo mrozów pąki są,liście coraz bliżej,śpieszę więc z ciągiem dalszym o boreliozie.

Jedną z ogromnych szkód,jakie współczesna edukacja wyrządza pokoleniom,jest praktycznie odseparowanie ich od wiedzy przodków a podsuwanie wyjałowionej wizji stworzonej na użytek korzyści przemysłu tak,jakby przemysł był całym życiem.Nie ma mowy o koegzystencji a to ona jest podstawą równowagi.Mnie,mimo,że znam różne metody terapii polegających na fizycznym oddziaływaniu na organizm (np.zioła,choć one też mają szerszy zakres:-), nigdy nie przyszłoby do głowy negowanie modlitwy jako formy leczenia-bo dlaczego,jeżeli wielu osobom pomaga?

Owocuje to rosnącą liczbą domów starców,rozluźnieniem więzów w rodzinach,bo „po co starzy”,jeżeli to ,co mówią „to bujda”?Lekturami stały się bryki a wiedza,kim był np.Konfucjusz czy Platon, stała się wiedzą spoza rzeczywistości,więc niemodną.

Tymczasem,czytając Konfucjusza,młody człowiek uczy się,czym jest szacunek wobec starszych i dlaczego należy Im go okazywać-tym bardziej,jeżeli nie miał okazji do takiego doświadczenia w domu.Co ma Konfucjusz do boreliozy?

Więcej,niż można by przypuszczać.Otóż szanując starszych,od nich właśnie dowiemy się,że las nie jest nam wrogim bytem,że znajomość jego środowiska może być warunkiem przeżycia a ktoś,kto nam chce wmówić,że powinniśmy się od lasu trzymać daleko,nie ma najczystszych intencji.

Dzisiaj o badaniach „wykazujących” boreliozę-muszę o nich napisać,ponieważ fałszywa diagnoza prowadzi do niepotrzebnych ingerencji w organizm,więc po pierwsze:diagnoza musi zgadzać się z faktyczną istotą choroby.

JAK może się jednak zgadzać,jeżeli:

55% przypadków zdiagnozowania boreliozy okazuje się pudłem?(„Vergleich der Testresultate zur Feststellung von Lyme-Borreliose in 516 Laboratorien”w Journal of Clinical Microbiology)i do tej pory wyniki się nie poprawiły?

Oznacza to,że 55% ludzi zdiagnozowanych jako zainfekowani,bynajmniej nimi nie było.

Oczywiście różne laboratoria ( z tych 516) podawały różne rezultaty,przy czym….często te same próbki krwi były….różnie interpretowane.

No to jak,wyciągamy wróżbę z pierożków?Borelioza albo „Nieborelioza”?

Na skutek upublicznienia tych wyników większość lekarzy zajmujących się tematem boreliozy skwitowała:”Najlepiej spytajmy pacjenta,jak się czuje”.

Jak to możliwe,że są różne wyniki identyczych próbek???

Testy-skrótem-najpierw ELISA ,potem Western-Blot wskazują głównie ilość przeciwciał, Tzw.IgM-przeciwciała rozwijają się dopiero w trzecim tygodniu PO ukąszeniu przez kleszcza,osiągają maksymalne wartości w czwartym do szóstym tygodniu i….znikają po ósmym-bo tak mają. Ale teraz:jeżeli test robiony jest za wcześnie,wynik będzie negatywny, nawet,jak pacjent zainfekowany.Ale jeżeli zrobiony jest w odpowiednim czasie i podane zostaną antybiotyki …..odpowiedź immunologiczna organizmu będzie zduszona.A więc:przy Western -Blocie-jeżeli test nie wskaże przeciwciał,leczy się na inne choroby (bo pacjent „coś ma”,ale nie wiadomo co),jak wykaże-antybiotyki.

Z innej strony:IgG-przeciwciała-to te,które rozwijają się później,krążą wiele lat we krwi-nawet,jeżeli pacjent jest uznany za wyleczonego i nie ma borelii…test wynika pozytywnie,czyli źle dla pacjenta,ale jest pretekstem do „leczenia antybiotykami”.

Fałszywie pozytywne reakcje  mogą wystąpić przy:autoimmunologicznych chorobach,tzw.infekcjach bakteryjnych, opryszczce uznawanej za infekcję wirusową,i in.

Poza tym pojawia się jeszcze jeden problem:mnogość ras i odmian borelii,która wnosi za każdym razem inny wzór serologiczny,czego nie uwzględniają testy a na pewno nie uwzględnia teog ich interpretacja.

Borelie-jak pisałam na początku-świetnie się maskują,to mistrzowie mimikry.Skrywają się w komórkach,maskują swe antygeny tak,żeby przeciwciała najlepiej w ogóle nie powstały,co prowadzi do tego,że kiedy już przeciwciała jednak są i usadowią się na baketryjnym antygenie aby „wroga” zneutralizować….nie są już identyfikowane jako przeciwciała.Są częścią kompleksu:Antygen/Przeciwciało.A TE KOMPLEKSY NIE Są IDENTYFIKOWALNE dzisiejszymi metodami analizy.

Ten proces oznacza,że one tam były,ale stają się częścią reakcji obronnej organizmu,co nawet u pacjenta z zaawansowaną infekcją może przynieść niski wynik przeciwciał.Poza tym ilość przeciwciał się ciągle zmienia i w różnych stadiach choroby-co opiszę-może być niska lub…żadna.To specyfika tej choroby.

Inne testy?Punkcja……ok.30% błędnych rozpoznań,przy czym inwazyjna i obarczona wysokim ryzykiem.

PCR-test tzw.reakcji łańcuchowej polimerazy-śledzi genetyczne sekwencje,w tym wypadku-ślady DNA krętek boreliozy we krwi,moczu,in.płynach i….namnaża je w miliony.Niestety,wykazuje podobne słabości,co ww.

A może LLT?(Test tzw.transformacji limfocytów),który usiłuje ustalić aktywność,czynność zarazków….co raczej nie wystarcza.

VCS?Mierzy zaatakowanie systemu nerwowego,w szczególności nerwu wzroku,lipofilnymi neurotoksynami-w przybliżeniu zakłada się,że rozpuszczalne w tłuszczu toksyny bakteryjne wiążą się do nerwu optycznego,co prowadzi do tego,że pacjent ma problem z rozróżnianiem tonów szarości.Oczywiście zalecana w tym wypadku terapia oznacza antybiotyki  a potem usunięcie toksyny przez reduktor lipidów -Colestyraminę….tylko czy rozróżnianie lub nie tonów szarości jest specyficzne w przypadku boreliozy??

Został nam test amerykańskiej pani doktor J.A.Whitaker -RIBb (rapid identification of borrelia burgodroferi) -badanie fluorescencyjne obecności antygen-przeciwciało w płynach ustrojowych.Dla mnie (ale i dla innych zajmujących się problemem)najciekawsze jest,że ten test jest podobno ” w 100% pewny” i…..jego wynalazczyni pozwoliło stwierdzić,że „problem boreliozy osiągnął epidemiczne rozmiary”.Laboranci wiedzą,o co chodzi:-)i co widać w testach  fluorescencyjnych…a widać wszystko:-)…..co chce się udowodnić:-))

Liczby statystyczne dotyczące boreliozy są różne w różnych insytutach i w różnych krajach.Nie do przeoczenia jest,że tam,gdzie promuje się środki na boreliozę-te liczby ogromnie wzrosły.

Tymczasem….symptomy pozwalające stwierdzić boreliozę są widoczne w większości wypadków gołym okiem,a jeżeli zdarzy się,że nie….o czym w następnym wpisie a na razie:pamiętajmy o właściwych lekturach dla pociech,jeżeli nie chcemy się potem dziwić,”czy to naprawdę nasze dziecko???”

Lektura:ta,co poprzednio plus „Lyme-Borreliose:Merkblatt fur Arzte”,Koln 1996

„Healing Lyme”,Randolph,2005

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Huna po prostu jest.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 13, 2010

 

„Jeżeli przyjaźnisz się ze wszystkimi,to i tobie dzień upłynie w przyjaznym nastroju” -Anglia,XIX wiek.

Swiezo poznani-dzięki tej właśnie stronie- znajomi spytali ostrożnie,skąd u mnie przychylność wobec astrologów. Przez chwilę mnie zamurowało,bo to trochę tak,jakby pytać,skąd przychylność wobec ludzi.Znam przedstawicieli najróżniejszych profesji,środowisk,stanowisk i żadna ze znajomości niczego mi nie ujmuje -na pewno zaś każda podnosi poziom wiedzy,choćby o społeczeństwie.”Jak to było?Ja jestem ja a ty jesteś ty.”

Astrolodzy byli od dawna,zanim wykształciło się tysiące innych zawodów i nie widzę powodów,dlaczego trzeba by było odmawiać im prawa istnienia?Moim zdaniem,astrolodzy,pracując nad „niebiańskim zwierzyńcem” przybliżają sfery niebieskie tym,co na Ziemi i nie rozumiem,dlaczego mieliby tego nie robić,szczególnie zaś,jeżeli wykonują swą pracę rzetelnie,nie szkodząc nikomu.Tutaj bowiem jest sedno:primum non nocere powinna obowiązywać nie tylko kręgi medyczne,ale każdą,absolutnie każdą formę pracy,ponieważ „po pierwsze nie szkodzić” jest najważniejsze i kwestią sumienia każdego przedstawiciela każdego fachu jest,czy się tym kieruje-nie mnie jednak osądzać.

Myślę,że podważaniem sensu pracy astrologów zajmują się ludzie,którzy nauczeni zostali patrzenia we własne buty.Nic dziwnego,że gwiazdy za daleko:-)Mnie astrolodzy w niczym nie przeszkadzają a jeżeli na dodatek potrafią obliczyć pozycję planet,położenie księżyca-bardzo przydatne choćby w ogrodnictwie ale i zajmowaniu się zdrowiem, to dlaczego mam ich nie lubić?Ze co?Ze księżyc i zdrowie to średniowiecze?Po pierwsze średniowiecze jest bardzo ważną epoką w naszej historii,co oczywiście wiedzą mediewiści,po drugie:księżyc miałby wpływać na przypływy i odpływy,ale na nas i wszystko wokół to już nie?No to gratuluję horyzontów;-)Coż,niektórzy się po prostu wiedzy boją.Boją się potwornie,bo nieznane ma wielkie oczy,boją się nawet słów niefunkcjonujących wcześniej w ich środowisku,jak „astrolog,zodiak,wpływ planet na zdrowie” a już nie daj Boże „magia”-nic,że magia może być po prostu magią np.spojrzenia czy magią miejsca,że nasz słownik jest zbyt ubogi,by np.oddać ciekawą atmosferę…są ludzie,którzy operują wyłącznie słownictwem wstukanym im w domu i szkole i basta.Reszta-to terra incognita….bo a nuż ugryzie?:-):-)

Teraz już o hunie,wiedzy,która była wystarczająco dobra,by zaintrygować amerykańskich,szwajcarskich,niemieckich naukowców….i wystarczająco „be” aby obśmiała ją większość polskich „fachowców”.Jeżeli wziąć pod uwagę,że Huna uczy spokoju,pewności siebie,poczucia spełnienia,to nic dziwnego,że jest atakowana przez ludzi pozostających w szponach własnej niemożności spowodowanych niemożnością zrozumienia podstawowych procesów,kompleksami i złością na cały świat.

Zgodnie z buddyzmem-o nim też będzie-dopóki w umyśle człowieka powstają złudne stany gniewu,zawiści, nienawiści,dopóki umysł produkuje fikcje oddzielające go od rzeczywistości,dopóki odpowiedź na pytanie o sens życia i śmierci nie jest dostrzeżona,dopóty człowiek nie może być nazwany w pełni zdrowym.

Tu chciałam się odnieść do komentarzy pod poprzednim wpisem-wielkie pieniądze budzą zawsze wielkie emocje-niestety,głównie negatywne a wiadomo,że GMO to ogromne pieniądze dla niektórych ludzi.Dziękuję, Anno i Lancet,za dobre słowa i przestrzegam przed odpłacaniem „pięknym za nadobne”,nawet w dobrej wierze,chcąc mnie wesprzeć, ponieważ używając słów,którymi operują istoty nie mogące sobie poradzić z własnym jestestwem,udajemy się w ich środowisko-ba,tworzymy zaczątek ich środowiska,tego samego,z którego pochodzą i które ich takich właśnie reakcji nauczyło-to nie jest dobra droga,ale myślę,że Państwo o tym doskonale wiedzą,tylko faktycznie pewne rzeczy ludziom kulturalnym mogą nie pasować:-).Myślę,że nie powinnam usuwać komentarza,o którym Pan mówił,ponieważ po pierwsze jest to twardy dowód na stan umysłu reprezentantów tez przeciwnych aniżeli przedstawiane tutaj,a po drugie-jak mogę nie lubić kogoś dbającego o moją statystykę:-),po trzecie-ta kobieta sama będzie zmuszona już do końca życia bezskutecznie wymazywać swój wybryk,ponieważ każde negatywne emocje wracają do nadawcy i organizm w pewnym momencie na pewno jej o tym przypomni,ale to na pewno nie jest moja ani nikogo innego sprawa-musia poradzić sobie z tym sama,ja mogę tylko współczuć.

  No to już na temat:-)

W zalewie książek o Hunie dostrzegam coraz zabawniejsze tytuły wywodzące się z tego,że wydaną ongiś książkę reprezentującą w całości-a przynajmniej w ogólnym zarysie,bo o całości mówić trudno- temat Huny podzielono na kilka a czasem kilkanaście części,bo po co człowiek ma wydać raz i wiedzieć więcej kiedy może wydać pięć razy a i to mu się nieco z tych liter obetnie.Przepraszam najmocniej rzetelnych autorów,ale….współcześnie ciężko byłoby znaleźć fachowca,który w jednej książce przybliżyłby treść swojej wiedzy z danego,wyodrębnionego tematu.Jeszcze inna sprawa,to ta,że wydania aktualne są najczęściej mocno wybiórczymi kompilacjami poprzednich…też często kompilacji,co naprawdę nie wychodzi ostatecznie nikomu na dobre,ponieważ autor jest wtedy siekaczem-powielaczem a czytelnik pozostaje na środku drogi z myślą,że on,taki malutki,nigdy nie pojmie ogromu wiedzy danej innym.Tak nie jest.Albo ktoś się faktycznie czymś interesuje i wtedy nie ma dla niego przeszkód,aby nawet z mizernych przesłanek wyśledzić,gdzie leży skarbiec albo ktoś olewa temat,zachwyci się nim chwilowo i wówczas rzeczywiście-nie ma powodu informować go o detalach sprawy,bo po pierwsze szkoda-nie użyje a po drugie -po co,jeżeli chętnie skorzystają i będą wiedzieli,jak to podać dalej-bo to ważne-inni?

Oddalmy się przez chwilę od potoku słów omawiających Hunę i skoncentrujmy na podstawowych pojęciach,z których każdy myślący człowiek powinien wywnioskować,co z tego jest mu bliskie,czy w ogóle jest mu bliskie i czy odpowiada jego duszy.

Zasada 2 dotyczy myśli.

Mana O.

Przecież wiecie,że każda myśl,Mana O,i każde słowo ukrywa życie lub śmierć.

Twoje myśli są Twoim realizmem.Niby wiecie a jednak na codzień wiele z Was od nowa rujnuje swą codzienność. Słowami,za którymi oczywiście podążają czyny.

Kieruj myśli zawsze do Pono-równowagi.

Do stanu,w którym czujesz,że jesteś władcą swoich myśli,nie-że one kierują Tobą.

Pamiętaj,że zawsze,kiedy widzisz jakiś problem-masz wybór:zmień myśli.Zmieniaj je tak długo,aż dostrzeżesz wnioski z sytuacji i jej dobre strony.Wiem,bywają problemy,w których bardzo trudno jest dostrzec jakąkolwiek dobrą stronę.

Szukajcie jednak,bo niemożliwe,aby jej nie było.To jak z chińską Yin i Yang,jak ze światłem i nocą-prawda,że nic nowego?

A jednak Mana O ma moc.Pod warunkiem,że się o nim nie zapomina.

Zasada trzecia:Pu’uwai-serce,emocje.

Zdecydowałam się na krótkie omówienie ich razem,ponieważ dla mnie są równoważne.

Pu’uwai-to miejsce w sercu,emocjonalny aspekt egzystencji.

Pu’uwai Mele to śpiew serca.

Co sprawia,że serce śpiewa?Miłość.

Co zatrzymuje śpiew?Brak miłości.

Najprostsze ćwiczenia łączenia emocji z Uhane-umysłem,to odczuwanie miłości.

Jesteś duchem niesposkromionym,duchem,który nigdy nie rezygnuje.Kochaj samego siebie,bo ruch serca wskaże Ci zawsze lepszą dla niego drogę.Dlaczego „dla niego”?Dlaczego czasem trzeba wziąć pod uwagę jeszcze inną możliwość?

Zasada czwarta:Na’an-instynkt,mózg brzucha.Tu i teraz,bo tak,jak myśl z sercem,tak ważne jest to,co nazywamy instynktem.Ta trójca dopiero poprowadzi nas drogą właściwą dla całego naszego „ja”.

Hawajczycy skoncentrowali się na zaufaniu „mózgowi brzucha”,ponieważ Mana’o -rozum i Pu-uwai-serce-mogą zawieść.

Czujecie czasem,że coś „nie gra”?Na pewno.Ale nie czujecie tego w głowie ani w sercu,instynkt czujecie w…brzuchu.

Tutaj dużo do powiedzenia miałaby tradycyjna medycyna chińska potwierdzająca zgodność „trójcy”,medycyna indyjska i arabska…Kiedy poznacie podstawy głównych gałęzi utrzymania zdrowia w różnych częściach globu,stanie się jasne,jak daleko od natury i człowieka odeszła ta,co się nazywa „medycyną”-medycyna szkolna i jak bardzo są dla nas istotne wiedza i doświadczenie przodków,obojętnie w jakim miejscu na świecie spoczywające na dostrzeżeniu podstawowego prawa zachowania zdrowia i dobrego życia:prawa równowagi.

Jeszcze do „mózgu brzucha”:instynkt jest precyzyjny,ponieważ MUSI.

Jako obrońca ciała żyje właśnie zawsze TERAZ.

To uwzględnienie rzeczywistości odpowiedniej dla naszego organizmu jest niezbędne w podejmowaniu decyzji.

Ponieważ ciało-Na’au-też żyje ZAWSZE TERAZ.

Teraz jest mu ciepło albo teraz jest mu sucho albo jedno i drugie….tylko teraz.

Instynkt reprezentuje duchową część ciała i psychiczną duszy.Bez niego jesteśmy automatami w niewoli decyzji podejmowanych tak naprawdę przez innych.

Dobrych decyzji życzę….do następnego razu:-)

Posted in huna, zdrowie | Leave a Comment »

GMO albo życie.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 11, 2010

Kupując teraz w Niemczech pomarańcze ze stemplem BIO oraz wszystkimi,ważnymi certyfikatami świadczącymi o jak najbardziej naturalnym i niechemizowanym i w ogóle „nieinterweniowanym” pochodzeniu pomyślałam,że to smutne,że te owoce tyle kosztują,bo przecież ta cena jest wynikiem intensywnej,niszycielskiej działalności człowieka na samego siebie i nasuwa się pytanie wręcz hamletowskie:czy powinno się to popierać?

Pomarańcze były wprawdzie na konfiturę,bo o tej porze roku ich nie jadam,ale po rozcięciu owocu przeszła mi ochota i na konfitury:POMARAńCZE BYŁY BEZ PESTEK!

A więc GMO!

Nic,tzn,żaden owoc wyhodowany bez zbytniej interwencji człowieka nie może być BEZ pestek.

Powiecie,że mnie opętało?Trudno.Ja Wam powiem jedno:owoc bez pestki to owoc bez życia,to coś,co konsumowane przez nas,tego życia nam NIE ZAPEWNI!

Jak szalona rzuciłam się w polskich sklepach w poszukiwaniu pomarańczy z pestką.NIC!ANI JEDNEJ DOSTAWY ZYWYCH POMARANCZY!

Co gorsza-trafiłam na winogrona bez pestek (o nich wiadomo dawno,niestety,powoli dominują na rynku),cytryny bez pestek,mandarynki…..RATUNKU!

Pożywienie przestaje być pożywne!To nie są żarty,ktoś nam wpuszcza martwe makiety żywności!

Samym DNA zajmę się później,ale już teraz pytam,jak można bez utraty sumienia ingerować w coś,o czym po pierwsze drodzy manipulatorzy kodem genetycznym macie bardzo malutkie pojęcie-co wam udowodnię,po drugie-nie tworząc niczego lepszego od tego,co jest,niszczyć podstawy życia!A może tego sumienia nigdy w was nie było?To by tłumaczyło sprawę,ale w tym wypadku pozwólcie,że wam nie uwierzę w wasze „dobre” chęci i nie spróbuję waszych wynalazków,bo chcę mieć prawo do dotychczasowego pożywienia!

Pominę teraz,że DNA ma specjalne właściwości elektryczne,by wysyłać sygnały szybsze niż światło bez żadnego oporu.Pominę,że naturalna dyscyplina tego,co nadaje obrót DNA jest kluczem i wskazówką do przetrwania pamięci gatunku…ale nie pominę,że każda w DNA ludzka ingerencja to katastrofa dla jego informacji,katastrofa dla systemu sterującego DNA,katastrofa dla przyszłych pokoleń.

Jądro-ziarno-to życie.

Konsumpcja produktów bez życia oznacza najpierw zakłócenia w naturalnym rytmie organizmów,potem ich degradację,potem…wiadomo.

Skąd,poza wiadomymi przyczynami leżącymi w nadmiernej konsumpcji chemikaliów i ogólnym zatruciu środowiska (wychodzi na jedno) rosnąca liczba zdeformowanych płodów?Czy nikt głośno nie zapyta,skąd taki „rozwój” współczesnego człowieka i jak go uzdrowić??

Interwencje w genom to ataki na przedmiot,o którego związkach wiedzą dzisiaj mniej niż o czubku góry lodowej.

Znajomość (POBIEżNA!) struktury DNA nie oznacza najmniejszego pojęcia wewnętrznych sił,które go stworzyły ani związków pomiędzy.

Na ślepo niszczy się jądro komórki-jądro życia.

Szkody są nieodwracalne,NIE MA takiej odległości,która pozwoliłaby bezpiecznie,bez szkód dla środowiska hodować bezjądrowe mutanty!

Lekarze mówią o „genetycznie” spowodowanych chorobach.A SKąD takie się wzięły?Skąd dziedziczone?Slady giną w poprzednich wiekach?Wygodne.

A chemia,fatalne odżywianie,szczepienia od 20 generacji,antybiotyki od 200 lat,to co?Cukierek?!

Nawet,jeżeli nie zawsze te „wynalazki” dają widoczne szkody od razu,to one wyłażą po latach.Mam przypominać Talidomid, Contergan?

Zaszeregowanie chorób jako „genetyczne ” i tym samym rozłożenie rączek polecając „leki,które trzeba brać do końca życia” to nie jest już tylko nieodpowiedzialność,ale to niedopuszczalne etycznie!

Czym naprawdę jest informacja?

To przepracowana zasada duchowości.To wiadoma zasada duchowości.Szczególnie dotyczy to informacji,które mamy o naturze…z naturalnych źródeł.Tak,to nie jest wyjaśnienie encyklopedyczne.Ale jeżeli się przyjrzycie,to zobaczycie, że nie jest też fałszywe.

cdn.

17 marca ICPPC organizuje marsz w sprawie GMO-czy można go przespać?!

Rzeczowa informacja o sprzeciwie wobec GMO też na stronie Astromarii oraz  ICPPC-odnośniki po prawej.

Posted in GMO, zdrowie | 3 Komentarze »

Szamanizm-kolejna wyspa w cywilizacji materializmu.cz.1.Indianin nieznany.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 11, 2010

Niedawno umieściłam tu cytat Chiefa Seattle,jednej z ważnych dla mnie postaci świata,który oddalił się w niepamięć. Czy kiedykolwiek o nim słyszeliście?Jeżeli nie-nie dziwię się,ponieważ nie jest celem aktualnej,oficjalnej edukacji promowanie ludzi mądrych,dobrych a do tego-odważnych…no,paru takowych jednak się przemyciło,choć w wersji okrojonej;-)

Zamieszczając wpis o szamanizmie,o kulturze Indian,zdaję sobie sprawę,że mogę zostać posądzona o niepoważność. Nic mnie to nie obchodzi.To,co dla kogoś jest „niepoważne”,dla mnie może być czymś jak najbardziej godnym poświęcenia mu uwagi.Biorąc pod uwagę,co masy współczesnego świata uznają za „poważne” i godne zajęcia, cieszę się wręcz,że  mam okazję przypomnienia,iż istnieją spojrzenia odmienne.

Zanim o szamanizmie-o nim samym akurat jest mnóstwo literatury-niezbędne wydaje mi się przytoczenie samego środowiska,w którym szamanizm królował i…króluje-właściwie nieprzerwanie,mimo wielu prób zdławienia tej drogi odnajdywania się w świecie.Od razu jednak zaznaczam,że trudno byłoby mi zaakceptować niektóre  założenia a raczej formy szamanizmu,co absolutnie nie koliduje z jego tolerancją.Dla porządku dodam,że istnieją różne formy szamanizmu,ale za to niezmienne,stałe fundamenty,które są jego rdzeniem i nie powinny być w żaden sposób naruszane.Od zawsze różni szamani praktykują rozmaite drogi tego zjawiska,nie akceptując jednych a identyfikując się z innymi i absolutnie nie oznacza to,że jeden jest gorszy czy lepszy od drugiego,czy że jeden z nich nie jest prawdziwm szamanem.Po prostu inny system,założenia pozostają te same:jedność z naturą,akceptacja bytu w Universum,bo tak określiłabym w skrócie istotę szamanizmu.

Ale do Chiefa Seattle.Urodził się jako Si’ahl,1786.Jego biografie-podobnie,jak wersje dokumentów o założeniach amerykańskich miast czy mów przywódców plemion oraz gubernatorów-różnią się,ograniczę się więc do najistotniejszych faktów.

Si’ahl był wodzem plemion Duwanisch i Suquamish (początkowo oddzielnie funkcjonujących),przebywających-jak wszyscy Indianie-na terenach,których pożądała biała Ameryka.W tym wypadku chodzi o obszar zatoki Puget, Bainbridge,Blake Islands,Port Madison,Seattle….-ok 180 kilometrów od granicy z Kanadą.Indianie żyli tam od ok.10.ooo lat a potem przyszli biali.

Si’ahl zrozumiał,że walka z amerykańskim żarłokami jest bezsensowna i próbował za wszelką cenę ratować plemię.

W tym celu nawet dał się ochrzcić w kościele rzymsko-katolickim,czego zresztą do końca życia żałował.Myślał,że w ten sposób uda mu się znaleźć płaszczyznę porozumienia z intruzami.Sądząc po tym,jak resztki Indian jego plemienia żyją dzisiaj w rezerwacie Port Madison usiłując reaktywować resztki tradycji,taka płaszczyzna nigdy nie zaistniała.

Po chrzcie otrzymał nowe imię -Noah Sealth.”Sealth” było zniekształconą formą jego pierwotnego miana a to-nazwy plemienia:suquamish-„ludzie umiłowanej słonej wody”,plemię bowiem żyło głównie z połowu łososia i i in.ryb. Odżywiali się -poza darami rzek -korzeniami,jagodami,drobną zwierzyną.Suquamish mieli własny język: Lushotseed. Dzisiaj funkcjonuje jako częściowo zachowany wśród Indian rezerwatu.

Kiedy gubernator Isaac Stevens-człowiek,który dla poróżnienia tubylców i osadników zrobił więcej niż jakikolwiek diabeł,ustanowił 1851 miasto Seattle jako swoje „podwórko”,Chief Seattle jeszcze miał nadzieję na pokojowe sąsiedztwo.Ale już w 1854,właśnie 11 marca-stąd wpis dzisiaj właśnie,w gorzkim orędziu do mieszkańców wygłosił niezapomniane słowa,słowa na które było już za późno:

(Tłumaczenie moje-kopie angielskie znajdują się-oprócz dokumentów,które posiadają Indianie,np. w archiwum rządowym us,każdy może sobie przeczytać:archives.gov/publications/prologue/1985/spring/chief-seattle.html)

„……Biały Ojciec (prezydent US) mówi,jakbyśmy chcieli,pożądali jego ochrony,zachowuje się,jakby chciał nas chronić (…)Czy to możliwe,żeby był naszym ojcem a my jego dziećmi?(…)Twój Bóg nie jest naszym Bogiem!Twój bóg kocha twoich ludzi a nienawidzi moich!Bóg białego człowieka nie może kochać naszych dzieci ani ich chronić.

Dla nas popioły przodków są święte,spoczywają w uświęconej ziemi.Wy wędrujecie daleko od swoich,za daleko i opuszczacie je bez żalu.(…)Wasza religia została spisana na kamiennych tablicach żelazem waszego Boga.Nasza religia jest tradycją naszych przodków,obdarowanych wizją w godzinie nawiedzenia przez Wielkiego Ducha.Ona jest w sercach naszych ludzi,nie na tablicach!

….

Nie ma śmierci,jest tylko zmiana światów….”

Pamięci Si’ahla poświęcam,11 marca,2010

Posted in szamanizm, zdrowie | Leave a Comment »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł…cz.5.Tężec.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 10, 2010

W kolejnej odsłonie o roli szczepień zajmiemy się tężcem,ponieważ wiosna już już a lato tuż tuż i zaraz wyruszą do pracy rzesze wiernych ogrodników (pamiętacie ten film?No to obejrzyjcie jeszcze raz,koniecznie:”WIERNY OGRODNIK” ) i będą się „zastanawiać” nad tężcem.Równie dobrze można się go obawiać wychodząc codziennie z domu,bo najwięcej bakterii Clostridium tetani znajduje się właśnie w ulicznym kurzu oraz..no tak,jednak w  porządnie nawiezionej ziemi ogrodniczej.

ALE :”bać się tężca to trochę tak,jak bać się,że uderzy w nas meteoryt”(dr S.Wild)-bo takie właśnie jest prawdopodobieństwo zachorowania na tę chorobę.

Więc po pierwsze:strachu odejdź.Po drugie:zapoznajmy się z tym,co określa się tężcem i dlaczego prawdopodobieństwo wystąpienia symptomów tej choroby jest tak rzadkie.

Najpierw rzućcie okiem na mapę WHO-nie musicie szukać,podpowiem:polska Wikipedia:www.wikipedia.org.pl czy jakoś tak 🙂 pod haslem tężec ma też-bardzo malutką,ale ma-mapę WHO przedstawiającą występowanie tężca na świecie.

Zanim ją odgrzebiecie,przypomnijcie sobie o intensywnych,letnich akcjach promocyjnych szczepień przeciwko tężcowi.Już pamiętacie?No to teraz zapraszam do mapy-oczywiście,jeżeli ktoś ( z wiadomych powodów :-))nie uznaje wiki,może pogrzebać w oryginalnych dokumentach WHO-uprzedzam,w tym wypadku nie będzie różnic,ale proszę szukać.Spójrzcie na występowanie tężca,na tereny oznaczone czerwono,żółto…tam jest tężec.I rzućcie okiem na Europę.Szaro.Hej….w Europie wg mapy NIE MA tężca?Na to wygląda.No to jeszcze zerknijmy na legendę-co tam pisze?Szary kolor oznacza…..brak danych!!!Tak na wszelki wypadek,prawda?Zeby nie powiedzieć,że nie ma,bo jakby to wyglądało?Ale jeżeli by się oznaczyło,że jest,to ktoś by może poprosił o dane a wtedy….No jak,jak to wytłumaczyć,że w całych Niemczech rocznie zachorowuje na tężec maksymalnie 8 do 10 osób z których jedna do dwóch umiera a w takiej Szwajcarii w ogóle jedna do dwóch?Pod warunkiem,że właściwie zdiagnozowano:-)

WHO i nie ma danych???

A dla tych paru osób…..tyle szczepionek?Lepiej napisać „brak danych”.

A zresztą-czy nie zastanowiło Was,że w okresie histerii ptasiej a potem i świńskiej grypy moment kulminacyjny nastąpił na niemiecko-polskiej granicy?Właśnie tam „zanotowano” najwyższy procent zakażonych..o pardon,podejrzanych o zakażenie….Niemcy zbystrzeli błyskawicznie i gdzieś te szczepionki trzeba było upchnąć,no a gdzie jak nie po sąsiedzku?Tylko udowodnić,że za płotem grypa-jakie to proste….Politycy ukraińscy też pomyśleli o przyszłości swego narodu;-)…chyba gadali z niemieckimi……

Tężec,czyli Tetanus.W informacjach podręcznikowych,leksykonowych,czytamy najczęściej,że powodowany jest bakteriami anaerobowymi,które dostają się do rany,tam z kolei uwalniają tzw.Tetanus toxin,czyli truciznę (tetansospasminę a właściwie tetanospasmina jest jedną z toksyn uwalnianych w tym wypadku,ale wg obecnej wiedzy  najznaczniejszą w tężcu),która podąża szlakiem tzw.transportu axonalnego (proces komórkowy odpowiedzialny za ruch m.in.tego typu substancji,protein,ale nie tylko z i do komórek neuronowych) do m.in.rdzenia kręgowego,pnia mózgu,powodując skurcze,szkody….Smiertelna choroba,krótko mówiąc i szczepionki mają antytoksynę,która te toksyny ma neutralizować etc.Tym podobne w każdym razie wynurzenia można spotkać w każdej „fachowszej” oficjalnej wersji tłumaczenia tężca.

Ale ale….jeżeli wg równie oficjalnej wersji medycyny szkolnej wynikiem działania szczepionki jest IMMUNIZACJA (co tłumaczyłam w poprzednim odcinku:-) przeciwko „zarazkom” poprzez wprowadzenie do organizmu przeciwciał (szczepienie pasywne) lub sprowokowanie przez jej iniekcję (wstrzyknięcie) „osłabionych zarazków” tworzenia tychże przeciwciał (szczepienie aktywne,też wcześniej tłumaczone).

Hmmm…Niestety,według tej definicji szczepionka przeciw tężcowi ….wcale szczepionką być nie może.

Z bardzo ważnego powodu:NIE ISTNIEJE ANI NATURALNA ANI SZTUCZNA IMMUNIZACJA PRZECIWKO Tężcowi,przeciwko bakteriom Clostridium tetani (bo tak się nazywają ),tak samo,jak nie istnieje immunizacja przeciwko dyfterytowi (błonica).To nie jest możliwe i byłoby kompletnym bezsensem wszczepiać „osłabione” zarazki.

Osoba,która zachorowała kiedyś na tężec,może zachorować po raz drugi-przebycie go nie uodparnia na następne zachorowanie.Tak samo z dyfterytem (bakterie corynebacterium diphteriae). 

Clostridium tetani są praktycznie wszędzie,są też bardzo odporne.Codziennie jesteśmy z nimi konfrontowani i…..nie dochodzi do zakażeń.Ale za to codziennie wiele osób ginie w wypadkach-tu statystyki są niemiłosierne i niestety-najczęściej prawdziwe-czy z tego powodu zrezygnujecie z jeżdżenia samochodem?!

 Kiedy spytacie lekarza zalecającego Wam szczepienie przeciw tężcowi o wskazania,usłyszycie,że „choroba śmiertelna i zakazić się łatwo”.Mogą Wam być zaprezentowane mrożące krew w żyłach zdjęcia noworodków w tężcowym spazmie lub dorosłych z tężcowym uśmiechem lub wyprężonym w ostatnim skurczu ciałem.Z pierwszym-że może być chorobą śmiertelną- połowicznie się zgadzam-połowicznie,bo można leczyć,drugie-właśnie tu wyjaśniam. Spytajcie o skład „szczepionki”-o aluminiumhydroxid-potencjalny wyzwalacz chorób autoimmunologicznych (encephalie,szkody neurologiczne itp.).Tego pewnie nie usłyszycie,bo i skąd,jeżeli na informacji dołączonej do szczepionki znajduje się taka cwana formuła:”Nie zaobserwowano.Ponieważ efekty uboczne,które stałyby w czasowym związku ze szczepieniem często nie są zgłaszane….”Nie ma zgłoszenia-nie ma efektów ubocznych.

Pytam,gdzie tu jest „primum non nocere?!”

Ale przejdźmy do zapoznania się z samym tężcem,którego wg mapy WHO w Europie nie ma,ale są na niego szczepionki.

Jacy ci decydenci są zapobiegliwi….

Nie wszystkie rany prowadzą do zakażenia tężcem.Przyznał to nawet Prof.August Bier-znany chirurg.

Ale:bakterie Tetanus można było znaleźć tak w ranach otwartych jak i….zamkniętych.

Skąd bakterie T.w ranach zamkniętych?

Przecież -według teorii oficjalnej tężec przedostaje się z zewnątrz!

A tężec T.puerperalis-znany jako tężec po cesarskich cięciach czy aborcjach,w ogóle ginekologicznych operacjach,zdarza się,że po operacjach brzucha…Czyżby przedostał się tam w czasie operacji?No nieeeee…..Zarazki przeniesione przez personel?Niemożliwe……

A tężec wyprowadzony od Clostridium perfringens-zgorzel,tężec od C.histolyticum-Sepsis-znanej ostatnio równie co świńska grypa -sepsy,tężec od C.botulinum (jad kiełbasiany),od C.difficile -ten ostatni występuje przy ciężkim katarze jelitowym spowodowanym wyniszczającą „terapią” antybiotykową…..co z tymi tężcami?No cóż…na nie też immunizacji nie ma.

Same bakterie,które posądza się o wywoływanie tężca,należą do Clostridium-które pełnią ważną funkcję w procesie neutralizacji-rozkładaniu zniszczonych,martwych tkanek.

Co bardzo ważne-one nie rozprzestrzeniają się na całe ciało,można je znaleźć tylko w zakresie rany.Kiedy zrobią swoją robotę-kiedy w procesie zapalnym rozłożą nekrotyczną tkankę-znikają.

Doktorzy (chirurg wojskowy)Vaillard i Rouget -dawni,trzeba przyznać,mimo iniekcji tych bakterii w białe myszki nie byli w stanie spowodować tężca.Dopiero poważne uszkodzenie tkanek dało efekt.

Więc-uszkodzone tkanki są narażone na tężec.Przede wszystkim jednak w takich stanach organizmu,kiedy jest on osłabiony,wyniszczony,gdzie tkanka obumarła i gdzie środowisko rany jest ubogie w tlen-czyli niedotlenione,źle ukrwione.

Pamiętajcie:rany mocno krwawiące (nie mówię tu w żadnym wypadku o  krwotokach tętniczych czy płucnych!!-To się kwalifikuje do natychmiastowej pomocy ambulatoryjnej!)mówię o ranach względnie powierzchniowych-są mniej niebezpieczne niż rany zamknięte,czyli z nieprzerwaną wierzchnią warstwą skóry.

Dr Strick:”Przy ranach krwawiących ryzyko pojawienia się w tkance Clostridii było 500 razy mniejsze niż przy słabo krwawiących.”Nic dziwnego,że kiedyś rany podejrzane o możliwość rozwinięcia się tężca były po prostu wycinane.

Weźmy schemat:

Powstanie rany prowadzi do zaistnienia procesów nekrotycznych w tkance i powstaje tzw.tkanka nekrotyczna.

Przy dobrym krążeniu te martwe części tkanki są bardzo dobrze i szybko,bezpiecznie usuwane w czasie zapalenia a więc organizm odtruty i części martwe rozłożone,wydalone.

Jeżeli organizm jest osłabiony,zmniejszona wymiana tlenowa,anaerobowe bakterie-więc te ze środowiska beztlenowego-zaczynają intensywną reparację ale i masowo giną.W takich dopiero warunkach powstają toksyczne aminy biogenne,do których należy Tetanus toxin-czyli trucizna tężcowa,czyli m.in.tetanospazmina.

Tetanus toxin jest więc wśród produktów rozkładu.To ona powoduje wzmożoną kurczliwość i wyzwala tężec (gr.teino-napinać) prowadząc też do ciężkich zakłóceń w gospodarce elektrolitami i nawet śmierci.

Podkreślam jednak,że oprócz rany nigdzie indziej nie ma zmian patologicznych.Nie ma ich nawet w systemie nerwowym.Absolutną uwagę musimy więc poświęcić ranie a nie osłabianiu systemu immunologicznego różnymi „wynalazkami”.

Musimy dostrzec,że tężec to nie tylko bakterie lub toksyna,ale to wieloczynnikowa choroba,ponieważ aby zaistniała,musi pojawić się sporo powodów,przy czym jak zawsze-największą rolę odgrywa osłabiony, niedożywiony,zaniedbany organizm,brudne ciało…

Już chyba sami dopowiecie sobie,że w tym wypadku antybiotyki nie mogą mieć żadnego zastosowania.

No bo przeciwko czemu?Przeciwko bakterii rozkładającej martwą tkankę?

No więc…z czym naprawdę są szczepionki na tężec?

Bo kiedyś….

Tężec faktycznie zbierał żniwo w czasie wojen.Już w 1914 trąbiono o sukcesie szczepionek,ale….lata 1916 i 1917 pokazały,że niestety,pomysł był pomyłką.Było tyle samo śmierci po szczepieniach jak i przed.

Sir David Bruce w „Committe on Tetanus” ,1920 ,pisze o „bezsensownym działaniu iniekcji serum.Nic nie pozwala na stwierdzenie,że serum przeciwtężcowe mogłoby zatrzymać fatalne nawarstwienie się tężca w czasie wojen”.

W czasie II wojny ponownie usiłuje się przeforsować „profilaktykę przeciwtężcową”. Z podobnym skutkiem.

Tymczasem….od 1940 roku nastaje znowu”aktywna immunizacja przeciwko tężcowi,w niektórych krajach jako  obowiązek”.Zmartwychwstała jako….”forma homologicznej terapii serum ze specyficznymi immunoglobulinami”. Białkowe substancje są pozyskiwane z organizmu człowieka (homolog-z tego samego gatunku),więc nie dziwi,że mogą być przyczyną np.ostrych reakcji alergicznych.

Przypominam,że w przypadku tej choroby immunizacja nie jest możliwa.

Zerknijmy więc na szczepionkę nazywaną w tym wypadku „fachowo” serum….przez 50 lat sprzedawano m.in. wyprodukowaną z końskiego serum „antytoksynę”.Oczywiście szoki anafilaktyczne u „szczęśliwców” poddanych szczepieniom nie były omawiane na forach oficjalnych mediów-nie dziwi nic.Zapalenia wątroby,stawów….nie dziwi nic.Było to szczepienie pasywne.

Teraz…..w szczepionkach tężcowych,tzn.”surowicy” ma zastosowanie tzw.Tetanustoxoid,co w połączeniu z m.in.aluminiumhydroxidem miałoby nie być tak toksyczne,jak naturalne bakterie? 

Dlaczego jednak to,co określają JAKO PRZECIWCIAŁA komputery 😉 interpretujące wyniki w serum człowieka szczepionego toxoidem (czyli toksyną-mówiąc obrazowo- wytworzoną przez zarazki) jest co najwyżej…..aluminium ze szczepionki? 

Dlaczego i skąd też dane mówiące o tym,że jednak „nawet letalna dawka tetansospasminy może nie być w stanie wywołać odpowiedzi immunologicznej”?One funkcjonują zupełnie oficjalnie-oczywiście dla dociekliwych,bo nikt Wam tego szczepiąc raczej nie powie a jeżeli-proszę o informację:-),będzie mi bardzo miło,że znacie rzetelnego specjalistę.

NIE ISTNIEJE IMMUNIZACJA NA TOKSYNY.

Ssaki znoszą trucizny gorzej lub lepiej,niektóre gatunki tolerują więcej toksyn z danego rodzaju,inne mniej,ale uodpornienie na toksyny nie jest możliwe.

Przepięknie ujął sprawę berliński toksykolog,Louis Lewin,30 lat po odkryciu Behringa (ktory jednak bardzo rzadko miał chwile jasności),noblisty zresztą (nic nie sprzedaje tak dobrze produktu,jak noblista;-)),który urobił hipotezę,że „ludzkie ciało może tworzyć antytoksyny”.Lewin pisał:

„W naszych czasach wierzyło się,że możemy w tych obszarach cokolwiek wyjaśnić.Ale wszystkim tym próbom musi brakować odniesienia do rzeczywistości,wartości rzeczywistej,bo wszystkie je można podważyć.Nie ma żadnej, chemicznie znanej trucizny (toksyny),która wprowadzona zwierzętom w ciągu dowolnego czasu pozwoliłaby stworzyć we krwi antytoksynę,która miałaby właściwości w jakikolwiek sposób unieszkodliwić truciznę lub też zapobiec jej działaniu.Dowiodłem,że u zwierząt mających sporą odporność na niektóre trucizny,ta właściwość nie leży we krwi i jeżeli serum z ich krwi przeniesiemy do organizmu innego zwierzęcia,nie ochroni ich ono przed zatruciem”.

Co teraz?

Podstawowe zasady przy profilaktyce tężcowej:

1.Oczywiście dbać o organizm,odżywianie i ruch-co obowiązuje w każdym innym przypadku.

2.Dbać o ochronę ciała przy pracach ziemnych,ale bez przesady,bo wg mapy WHO tężca tu nie widać;-)

3.Kiedy dojdzie do zranienia,oczywiście oczyścić,zdezynfekować ranę,wg chirurga dr Stricka rana powinna krwawić -ja podkreślam,że musi to byś kontrolowane w przypadku poważniejszych ran.

4.I teraz coś dla akceptujących homeo-czyli to (m.in.),co opisuje przy tężcu homeopatia-proszę poradzić się wcześniej specjalisty:

Sulfur-to środek reakcyjny,uruchamia „przesunięte”,opóźnione,osłabione procesy zdrowienia w takich przypadkach

Arsenicum album-niezastąpiony (w dawkach wyłącznie homeopatycznych !!!)przy nekrozach i ich skutkach

Calendula

Hypericum

Arnica -przy dużym zranieniu

Ledum przy kłutym-potencje dobiera się indywidualnie lub ma się gotowe w apteczce typowe zestawienia na takie „okazje ” ze średnimi,najpopularniejszymi potencjami

5.Dla nie akceptujących homeopatii:nalewka Tinctura Calendulae -czyli z nagietka,obficie na ranę.I nie nakładać od razu plastra ale zapewnić jej pełną higienę.Niby wiadomo,a jednak….

Poza tym obowiązuje formuła,której użyłam w About i wiadomo o co chodzi.

Literatura:

Ta,co poprzednio przy temacie plus:

R.Berghold „Therapie und Prophylaxe des Tetanus”

R.Bornmuth „Zum Problem der aktiven Immunisierung gegen Tetanus”

L.Lewin „Gifte und Vergiftungen”

I oczywiście-w Wiki znajdziecie mapę tężca WHO,czyli wikipedia. org.

Uwaga:nie drukuję nigdy ściągniętych map ani filmików ani zdjęć,ponieważ po pierwsze nie są moje a po drugie liczę na to,że podając ich źródła,sami poszukacie i przy okazji może znajdziecie coś jeszcze,co pozwoli Wam poszerzyć wiedzę.

No to…..do ogrodów…..

Posted in szczepienia, tężec, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 8, 2010

ŁATWIEJ  WIERZYC  KŁAMSTWOM  SŁYSZANYM  TYSIACE  RAZY  NIZ  PRAWDZIE  SŁYSZANEJ  RZADKO  ALBO  NIGDY NIE  WYPOWIEDZIANEJ.

                                                                                                                                                 Robert Lynd

O ile za każdym razem,kiedy przedstawiciele medycyny szkolnej wychodzą poza ciasne ramy swego fachu i to w dodatku w dobrą stronę,cieszę się nieprzytomnie;-),to tym razem najpierw ucieszyłam się a potem….zaczęłam zastanawiać.Niewątpliwie,bardzo pozytywnym sygnałem jest,że dwaj (przepraszam,jeżeli miało w tym udział więcej osób-słyszałam wypowiedzi dwóch) polscy lekarze odważyli się powiadomić opinię publiczną o związku pracy serca z działalnością natury a w szczególności słońca oraz frontów atmosferycznych.Ba-opowiadali o działalności fal w organizmie,a więc postawili spory krok do akceptacji homeopatii.Podziwiam ich.Mało tego-moim skromnym zdaniem zasługują Oni wręcz na wyróżnienie i sporą popularność jako osoby wyjątkowe.Są dowodem,że widmo ostracyzmu środowiska nie może przeważać nad prawdą  ani dobrem pacjenta.

Nie mogę się jednak uwolnić od myśli,jaki udział w ich badaniach i obserwacjach miały badania wymienionego już tu w poprzednim odcinku o sercu prace dr Schwartza i jego kolegów,prace brytyjskich lekarzy,homeopatów oraz wiedza starych plemion,antycznych narodów,ot, praludzi,którzy świetnie o takich związkach wiedzieli a nawet tę wiedzę wykorzystywali oraz-wiele z nich opisywało by potomność nie musiała zbyt wiele zgadywać.

Pytanie,czy głównym problemem nie jest tu fakt,że wiedza naturalna,przekazywana od tysięcy lat,nie jest uważana za wiedzę,póki nie ogłosi się jej ex cathedra i dlaczego?

Nie od dzisiaj krzyczy się o „wynalazkach” współczesnej cywilizacji,które tak naprawdę trwają sobie w świadomości ludzi światłych od lat wielu a poza świadomością ludzi kształconych systemowo,tyle,że nie podpisał ich żaden profesor.No,chyba,że można je opatentować-wtedy,to co innego.Stare nie stare,raz-raz patencik i już można odcinać kupony.

Wielki biznes nigdy nie był i nie jest zainteresowany tym,czego licencjonować lub opatentować nie można,a już na pewno nie czymś,co uczyni ludzi wolnymi od jego macek.Wielki Biznes jest maszyną krwiożerczą.

Jestem bardzo ciekawa,jaki rozwój pociągnie za sobą ogłoszenie polskich naukowców,ponieważ jeżeli coś tak oczywistego i znanego od wieków,ale potępianego przez oficjalną „naukę” zostaje ogłoszone,to zaczynam podejrzewać podstęp.Czy doprowadzi to do:

-usprawiedliwiania manipulacji pogodą

-pozbawienia astrologów udzielania porad odnośnie działania planet,bo będzie to uważane za terytorium medyka (wtedy wszystkiego najlepszego pacjentom;-))

-może do opatentowania kolejnego „cudownego” aparatu-oczywiście obowiązkowo do nabycia przez „sercowców”- wyczuwającego zmiany pogody (jakby nie można było obserwować natury),ewentualnie stworzenia „cudownego” leku działającego w zależności od aktywności słońca

-uaurgumentowania wszczepienia czipów rejestrujących zmiany organizmu w odpowiedzi na zmiany pogody i ułatwiających automatyczne dawkowanie leków itp.?

Nie tak dawno wszędzie można było usłyszeć o „cudownych właściwościach” modyfikowanego lnu-chodziło o opatrunki,m.in. w poparzeniach.Nigdzie,wrzeszcząc o „nowym cudownym opatrunku” nie powiedziano,co wiadomo od lat:że len i bez modyfikacji miał i ma wspaniałe właściwości,które od lat stosuje się w leczeniu oparzeń i ciężkich ran,szczególnie olej lniany,ale nie tylko.Jak można było się domyśleć,akcja propagandowa  mająca zapewne zachęcić ludzi do akceptacji modyfikowanych roślin w części się powiodła,bo spróbujcie wytłumaczyć ciężko poranionemu człowiekowi,że nie tylko „nowe cudowne opatrunki” mogą pomóc zabliźnić rany,ale i opatrunki na bazie substancji z  poczciwego,niemodyfikowanego lnu-abstrahując od tego,że są i inne naturalne środki świetnie leczące oparzenia o których pewnie kiedyś napiszę.

Poczekamy,zobaczymy,ale jedno musicie przyznać:takie „nowości” to starożytni obserwowali bez „wspaniałych” maszynerii tysiące lat temu.Zacznijcie drodzy naukowcy pracować nad otwartością relacji z ludźmi i nie róbcie z nich przedszkolaków,ponieważ zdarza się,że pacjent/klient  bywa poinformowany lepiej niż osoba,do której po radę przyszła.

Kontynuujmy więc opowieść o sercu widzianym oczyma badaczy zachodnich otwarcie przyznających się do korzystania z obserwacji oraz doświadczeń ludów pierwotnych.

Skończyliśmy na falowaniu…..skąd ono?

Jedna z prostszych zasad fizyki-ale za to chyba jedna a może jedyna prawdziwa ;-)-mówi,że opuszczając ciało,energia nie znika a zostaje oddana środowisku,otoczeniu.Rozumując fizycznie,naturalnym stwierdzeniem wydaje się następna zasada,że pola elektromagnetyczne rozścielają się z prędkością światła w „próżnię przestrzeni” (fizyka zawsze miała problemy z definiowaniem natury;-)).

Aż dziw,że zostało to sformułowane w nauce,która istnieje wyłącznie w laboratoriach,gabinetach i na biurkach. Niestety,tym stwierdzeniem,nie uwzględniając pewnych istotnych czynników,fizyka doszła do ściany,ale o tym jeszcze będzie.Na razie wykorzystajmy to,co oficjalnie raczyła przyznać….bo innego wyjścia raczej nie miała:-)

Jeżeli założymy,że energia jest informacją,co też potrafi funkcjonować oficjalnie,to serce jest największym źródłem  biofizycznej energii w ciele a biorąc pod uwagę,że człowiek jest i materią i informacją i energią,to jasne staje się,że zakłócenie subtelnego pola wokół człowieka musi skutkować zakłóceniem pracy źródła energii.

Jeżeli dopuścimy,żeby opadła ciężka skorupa wokół naszego serca i otworzymy je na uczucia pozytywne,to z kardioenergetycznego punktu widzenia jesteśmy w stanie utrzymać taki stan źródła energii,żeby przetrwać wszystkie stresy,frustracje,żeby nie dać się żadnej traumie.

Szczerym śmiechem,dobrocią,umiejętnością dzielenia się z innymi swoją akceptacją,radością (zobaczmy,jak ciężko jest -piszę to nie pierwszy raz i będę pisać do znudzenia) Polakowi pochwalić Polaka!I jak wiele ludzi stoi w kolejce do gabinetów kardiologów.Czy naprawdę nie widzicie zależności?

Pozytywnymi uczuciami zachowujemy kardioenergetyczną równowagę,umacniamy swoje jestestwo.

Nasze ciało postępuje zgodnie z cyrkadiańskim rytmem (24 h),nasza biochemia ma własne wyże i niże-o tym mówi się na szczęście coraz częściej.Wszystko,co żyje,podlega nie tylko bio-rytmowi,ale i infoenergetycznemu rytmowi,o którym jakoś tak wstydliwie się milczy.

Tymczasem każde uderzenie serca posiada swój szyfr,rodzaj kodu,który zawiera istotę naszego istnienia,zawiera energetyczną informację.Dr Schwartz określa to jako odwieczne mierzenie sił między dawaniem a braniem,nocą a dniem,zimą a latem,miłością a nienawiścią…to właśnie odzwierciedlają systoliczne/diastoliczne kontrakcje serca.Dlatego też nienawiść,złość,gniew do zaburzenia pracy serca prowadzić po prostu MUSI.To informacje,które mają wpływ na kodowanie pracy naszego źródła życia.Co zakodujemy,to mamy,co zakodujemy,to oddajemy i to również dostajemy.

Cesarz Juang Ti (267-297 p.Chr.) pozwolił zanotować pisarzowi swą obserwację:

„Kiedy duch człowieka zamknięty,mądrość wykluczona,wtedy nadchodzi choroba”.

To bodaj pierwsza albo jedna z pierwszych,zapisanych tez dotyczących chorobowego związku między zimnym, martwym teoretycznie  mózgiem a martwotą ciała-w następstwie już nie teoretyczną.

O ile tępię chińskie poglądy dotyczące pozyskiwania leków ze zwierząt-mają wystarczająco ziół oraz wspaniałą akupunkturę,ale niestety,na lekach ze zwierząt można zarobić sprzedając je Zachodowi oczywiście,to nie mogę odmówić Chińczykom mądrości,z jaką przechowali – i używają do tej pory-wiedzę przodków.

Dla Arystotelesa serce było siedzibą duszy.

Czysto medycznie a raczej wg medycyny szkolnej,więc FIZYCZNIE,serce-Myocardium-jest prężnym mięśniem znajdującym się w środku klatki piersiowej,dokładniej dwiema pompami przedzielonymi ścianą-Septum.

Chińczyk od razu powiedziałby o rodzaju kardiovaskularnej gry obu sił:Yin i Yang i że każda strona ma własną energię i własne zadania.

Obie strony posiadają górny odcinek,Atrium,przedsionek,który przyjmuje krew i dolny-Ventriculus,komorę serca,która krew rozprowadza.Lewa strona jest silniejsza:europejski medyk powie,lewa wpompowuje krew przez naczynia,na odległość tysięcy kilometrów,z takim ciśnieniem,jakby fontanna strzelała na dwa metry.Prawa jest w pierwszym rzędzie odpowiedzialna za transport krwi z i do obu skrzydeł płuc.Tutaj wystarczyłoby ciśnienie fontanny strzelającej na metr.

Zycie istoty posiadającej serce zaczyna się,kiedy ten systoliczno-diastoliczny,systemiczno-pulmonalny rytm uruchamia się i swoim zmiennym ciśnieniem góra-dolina włącza do obiegu niesamowitą objętość informacji energetycznej,tej samej informacji,z której składa się szyfr serca.Ale skąd się bierze sam ROZRUCH?!Czy o tym mówi medycyna akademicka?Nie przypominam sobie.

Czy medycyna akademicka tłumaczy też,skąd się bierze ciśnienie i czy naprawdę maleńkie serce jest w stanie rozprowadzić tyle krwi przez tyle tysięcy kilometrów naczyń tylko z pomocą ciśnienia?Też sobie wyjaśnienia tego nie przypominam.

Przyjrzyjmy się na chwilę komórkom….

taaaak,wszystkie mają membrany komórkowe,DNA,jądro,cytoplazmę z jej strukturami….komórki serca posiadają coś,czego nie mają żadne inne komórki.To nie składnik-chociaż nowy składnik być może zostanie jeszcze odkryty,ale tym czymś,czego nie posiada żadna inna komórka,jest właściwość:PULSOWANIE.

Pulsowanie w jednym rytmie i wymiana informacji.

A teraz przejdźmy ponownie do pojęcia serca jako „pompy” -uprzedzam,że wg moich wiadomości takie spojrzenie na czynność serca raczej nie było publikowane,więc mam nadzieję,że wniesie ono co nieco do pracy ludzi zajmujących się sercem w celu „odkrycia” czegokolwiek:

pytam:jak serce może pompować krew,jeżeli erytrocyty (czerwone ciałka krwi )mają formę okrągłych płytek,porównywanych też do biszkoptu, o przekroju ok.7,5 do 7,7 mikrometrów,światło  kapilar zaś od 5 do 1o-a więc niewiele większy a często mniejszy?Wyobraźmy sobie,że komórki krwi są pompowane i zróbmy jakikolwiek eksperyment przepływowy z płaskim przedmiotem-on zawsze przy wpływie gdziekolwiek ustawi się w poprzek  i zablokuje kanał.Czy fizycznie biorąc pompowanie krwi jest więc możliwe?

No tak, przecież komórki krwi w pewnych warunkach dopasowują się do otoczenia,w wąskich kapilarach nawet  chudną,ale….długo się nie poruszają.A jednak system krwionośny działa.Przestrzenne podzielenie ciałek krwi w arteriach jest silnie zróżnicowane.Krew porusza się przez naczynia-jak i w sercu-SPIRALNIE.Spiralne pompowanie?Ruchu krwi NIE można porównywać do pasywnie pompowanej cieczy.

U embrionów krew porusza się uporządkowanymi drogami zanim wykształci się serce-jeżeli nie jest zaś jeszcze ukształtowane,nie może pełnić swej funkcji.CO „pompuje” krew w embrionie według naukowców?Pompa,która jeszcze nie urosła?

Ukształtowana -przepraszam,ukształtowane,bo dla mnie wciąż serce,to serce,NIE POMPA-zaś-ciągle jest niewielkim organem,nie wspominając o lepkości i gęstości krwi,która w tzw. „pompowaniu”  fizycznie ujmując też miałaby udział co najmniej fantastyczny.

Kardiolodzy znają kroki do przyczynowego łańcucha rozpędu (napędu) procesu „pompowania”,wiedzą,że jest on wyprowadzany od mięśnia sercowego,tamten od różnych nerwów itd….ale obojętne,jak daleko w swoim redukcjonizmie zajdą,ZAWSZE kończy się na pytaniu:CO lub KTO daje pierwszy sygnał?

Do następnego odcinka…wiosna,wiosna,pamiętajcie o ciepłych uczuciach…Będzie o herbatkach na poranione serca:-), ale nic nie dorówna uśmiechowi i życzliwości wobec innych.

Nawiasem mówiąc:jest w Tajlandii klasztor,gdzie mnisi żyją z tygrysami na jednym podwórku.Opiekunem klasztoru i tygrysów jest mnich,którego ponad trzydzieści lat temu lekarze medycyny szkolnej skazali na śmierć:miał zdiagnozowaną białaczkę i w perspektywie terapię akademicką,na którą bynajmniej nie miał ochoty.To było w 1976 roku.Człowiek został mnichem i poświęcił się ratowaniu tygrysów.Dzisiaj przechadza się z tygrysem po klasztornym parku i wspomina,jak to było,kiedy miał już nie żyć;-) OPTYMIZMU życzę!

Lektura:ciągle aktualna z poprzedniego wpisu o sercu plus :

„Brain and Values:Behavioral Neurodynamics”,Probam,King,Lawrence Erlbaum Associates,New Jersey 1996

„Dynamical Energy Systems and Modern Physics:Fostering the Science and Spirit of Complementary and Alternative Medicine”,w „Alternative Therapies in Health and Medicine”,1997,G.E.Schwartz,L.G.Russek

„Herz -Kreislauf u.Abwehrsystem,Angiologia”,Uwe Gille

Posted in kardiologia naturalnie, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny jak Chińczyk.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 5, 2010

Ciąg dalszy o Qi i aktualności zdrowotne.

Chińska medycyna tradycyjna…połączenie świętej tradycji i efektów nowoczesnych dociekań.

Który naród,oprócz Hindusów,potrafił z takim pietyzmem docenić wiedzę przodków?Uszanowanie Chińczykom.Nawet rewolucja nie była w stanie zdusić tego symbolu czasów cesarstwa…ponieważ działa,leczy,jest łatwo dostępna i tania.I nikt nie uważa,że taniość jest jej wadą-przeciwnie.Tylko ludzie Zachodu kojarzą „wartość” przede wszystkim z wartością materialną i od niej wywodzą swe relacje.Chińczyk,Hindus,wie,że najlepsze rzeczy w życiu są za darmo.

Qi…Chińczycy rozróżniają trzy źródła prawdziwego Qi,czyli zhen-qi:

-yuan-qi,jest przekazywane dziecku przy porodzie od rodziców (tak,nie tylko od matki!)

-gu-qi,czyli qi,które pochodzi z pożywienia

-kong-qi,które pobieramy z powietrza,które jest w naszym oddechu

Te trzy źródła przenikają się wzajemnie tworząc nasz motor życiowy-może to określenie przemówi do Europejczyka najlepiej.

To nie jest koniec,ponieważ chińscy,starzy medycy wymieniają aż 32 rodzaje prawdziwego Qi,o czym rzadko mówią młodsi.W ogóle mam wrażenie,że teraz jest o wiele trudniej pozyskać oryginalną wiedzę Wschodu,gdyż ludzie, którym  tak wiele zawdzięczamy,zorientowali się,że owa wiedza wykorzystywana jest nie zawsze we właściwym celu,a często jest zniekształcana,dopasowywana do potrzeb firm,a przede wszystkim nie oddaje się czci źródle, z którego pochodzi:prastarym Chinom,próbując patentować i przypisywać jako własne wynalazki substancje znane Chińczykom od paru tysięcy lat.Kiedyś Chińczycy przebywający na Zachodzie lub nawet w swoim kraju chętniej dzielili się informacjami o medycynie.Dzisiaj są powściągliwi i wcale się im nie dziwię.Mają rację.

O 32 rodzajach Qi rozpisywać się nie będę,gdyż musiałabym pominąć inne tematy a i tak podejrzewam,że niektórzy ze zdziwieniem przyjęli trzy źródła.Na razie wystarczy.

Qi ma pięć podstawowych funkcji:

-jest źródłem każdego ruchu w ciele i towarzyszką każdego ruchu

-Strażnikiem ciała

-źródłem harmonijnych przemian w organizmie

-reguluje czynność organów i działanie substancji w j.w.

-ogrzewa.

Zakłócenia w przepływie Qi oznaczają dysharmonię zdrowotną,dlatego ważne jest dbanie,aby Qi była zawsze w ruchu, ponieważ tak samo,jak jej żywotność wspiera,tak jej niewłaściwe traktowanie działa przeciwko nam.

Temat Qi będzie się jeszcze przewijał,ale na razie przejdźmy do aktualnej pozycji pór roku a’la China,czyli:

Przebudzenie Owadów-z piątego na szóstego marca.

Grom włada trzecią częścią roku,grom,którym budzi owady.W tym roku słyszałam grzmoty wcześniej,w lutym,więc Chińczyk powiedziałby,że ludzie będą głodować,bo zbiory się nie udadzą,ale nie widziałabym tego tak czarno,ponieważ już w poprzednich latach np.we Francji czy Holandii grzmiało w styczniu nawet a zbiory mimo wszystko były niezłe.Fakt,te mądrości pochodzą z czasów,kiedy nie wyciskano z ziemi płodów tak intensywnie a pozwalano jej rodzić w zgodzie z przyrodą.Ciekawe,czym się to wyciskanie skończy,bo w tym temacie akurat złudzeń nie mam:Ziemia ma dość niszczenia,dość chemii,dość zbyt intensywnej gospodarki a raczej rabunku.To nie jest gospodarka skierowana na przyszłość,to jest gospodarka skierowana na zagładę.

Przepięknie ujął sedno sprawy Chief Seattle,1854:

Wiadomo nam,że Ziemia nie należy do człowieka,ale człowiek należy do Ziemi.Wszystko jest powiązane na podobieństwo więzów łączących rodzinę.Cokolwiek przytrafia się Ziemi,przytrafia się jej dzieciom.Człowiek nie utkał pajęczyny żywota-on jest zaledwie jej nitką.Cokolwiek tej pajęczynie czyni-sobie uczyni.

Wiosna,więc ciągle na pierwszym planie pozostaje wątroba.

Weźcie świeży imbir,posiekajcie go (byle nie aluminiowym nożem-niestety,ku mojemu zdziwieniu,aluminiowe narzędzia zdarzają się ciągle w kuchniach-NIGDY,przenigdy,nie używajcie ich do żywności!!!),posypcie odrobiną brązowego,nierafinowanego cukru i zalejcie ciepłą wodą.Wypijcie małymi łykami i idźcie spać.

Można popijać coś takiego codziennie przez tydzień,dwa,zależnie od nastroju i ochoty,jedna szklaneczka dziennie.

W pożywieniu aktualny jest sezam,miód,dochodzi pomału więcej ryb,jak zwykle warzywa-byle nie chemiczny import,ryż i kasza jaglana.Z grzybów przypomnę o maczużnikach chińskich-Cordyceps chinensis,możne je dostać w orientalnych sklepach czy w „zdrowej żywności”.Szukajcie pierwszych liścia mniszka-już je widać i opłaca się je spożyć-wątroba będzie wdzięczna.

Szczególnie wiosną odzywają się dolegliwości przypominające o mechanicznych uszkodzeniach ciała: połamaniach,ranach, wszelkiego rodzaju urazach,uwydatniają się też…blizny.Szczególnie osoby z zaburzoną czynnością wątroby stają się teraz drażliwe,odczuwają napięcia mięśni,mają problem z wypróżnianiem,marzną im kończyny,drętwieją nogi przy siedzeniu czy staniu,osłabia się wzrok-oczy są suche i często palą,drażniąco są odbierane hałasy,zapachy,ostry wiatr,pojawia się potrzeba kwaśnego,tłustego lub pieprznego poyżwienia-to zamknięty krąg.Pomogą-oprócz ruchu, zioła-o ostropeście wspominałam,ale można też-szczególnie kobiety-zaparzać sobie korzeń arcydzięgla (Angelica archangelica,w Chinach Angelica chinensis-Dang gui,ale polski jest najlepszym i -co nie bez znaczenia-lokalnym odpowiednikiem),który pomaga wykorzystać wątrobie tlen,a co za tym idzie,organizm lepiej radzi sobie z wrażliwością i niepokojem.Szklanka naparu dziennie wystarczy (1 płaska łyżka rozdrobnionego korzenia na szklankę wrzątku,parzyć ok.10-15 minut,odcedzić,pić małymi łykami).

W przypadku oczu-na początku powiedziałam,że jeśli polecę cokolwiek z produktów gotowych,przemysłowych,będzie to wynikało jedynie z mojego przekonania o zaletach danego produktu oraz doświadczenia a nie z innych przesłanek i taki czas nadszedł.Zanim jednak wymienię moim zdaniem świetny środek na piekące,suche oczy,posiadający też inne zalety (ale nie chcę przechwalić) muszę powiedzieć,że jeżeli jakikolwiek producent jakiegokolwiek środka,znalazłszy tu swój produkt nie zgadzałby się z poleceniem go na tej stronie-bardzo proszę o informację -na pewno nazwę produktu usunę.Krople do oczu są homeopatyczne i nazywają się „świetlik”,produkowane przez gdański Decymal.Nie znam przypadku,aby ktoś miał na nie uczulenie,ale oczywiście zawsze może się taka reakcja zdarzyć,więc,jak to w formułach,”poradź się swojego lekarza i przeczytaj ulotkę”.Swietlik jest w ogóle od wieków znanym w terapiach okulistycznych i nie tylko (też astma,żółtaczka,zaburzenia czynności wątroby-proszę zwrócić uwagę na związek między -zastosowaniem świetlika w tych dolegliwościach a medycyną chińską) ziółkiem-Euphrasia rostkoviana H.,w medycynie ludowej określany jako „oczanka”,”świecznik”. 

05.03.2010.Jing zhe,czyli Przebudzenie Owadów

Literatura:Chinese Medicine,Huard,Wong-NY World University Library,Mc Graw-Hill,1968

Posted in TCM, zdrowie | Leave a Comment »

Szczepienia.I Borelioza-czym jest naprawdę?cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 4, 2010

Otwierając jakikolwiek podręcznik immunologii najpóźniej na trzeciej stronie znajdziemy informację,że „system immunologiczny” czyli odpornościowy,jest systemem obrony organizmu przed chorobami lub też „systemem stanowiącym o obronie organizmu…”.

Właściwie już dalsza dyskusja o szczepionkach byłaby zbędna,bo niszczenie naturalnego systemu w celu „poprawy zdrowia” od razu ukazuje się nonsensem,ale przecież miałam wyjaśnić,jak to jest z boreliozą.Proszę się trzymać,gdyż nic nie będzie takie samo:-)Zakochanym (bez wzajemności :-))w szczepionkach,kiedy wyczerpią wszystkie posiadane (jakże nieliczne i dawno obalone argumenty),pozostaje przedszkolne:” A ja całe życie robię w szczepionkach i dlatego wiem,że są ok!”,lub ” A mój tata (mama,dziadek i in.)całe życie robią w szczepionkach i dlatego wiedzą,że są ok!”. Zwracam uwagę na termin „robią w szczepionkach” wydający mi się niezwykle trafny:-)Dla ludzi.którzy zbudowali „całe swoje życie” (jakże współczuję!)na fałszywej wiedzy,którą zostali nakarmieni niekoniecznie ze swojej własnej woli,mało tego-owa „wiedza” pozwoliła im stworzyć materialne okoliczności bytu,w tym wypadku co najmniej niezłe:-),nie jest łatwe przyznanie:”tak,byliśmy w błędzie,czas to naprawić”.Z takim stwierdzeniem wielu zawaliłby się świat,no bo jakże:całe życie w ciemnocie i tego nie dostrzegli?Ego może nie wytrzymać.Nie dziwcie się więc,że „vakcinlovers”, jak ich nazywam,za wszelką cenę trwają na zmurszałych barykadach-to jest kwestia nie tylko nieświadomości,ale i ich próżności i nieumiejętności otworzenia oczu i przyznania się do błędu,który wszak rzeczą ludzką jest…że pominę inne aspekty.

Jak wspominałam wcześniej, mogą się niedługo poczuć nieco przez swoje poplecznictwo opuszczeni,gdyż zwykle,funcjonując na najniższych stopniach służby,nie mają pojęcia o tym,co się dzieje wyżej,(przemysł nie jest głupi i potrafi zmienić profil w razie widma krachu) ale wtedy będzie za późno na skruchę-odejdą w niesławie.Na razie niech się szczepią-do woli i ku chwale przemysłu szczepionkowego,byle dużo,często i na wszystko….jednak jestem złośliwa?

A my kontynuujemy o boreliozie,ponieważ i tu nagle pojawiła się możliwość „uratowania ludzkości przed tą straszliwą chorobą,czyli szczepionka”:-)

Skończyliśmy na tym,jak spiroszety dostają przekaz,że mogą zasiedlać organizm.

W jaki sposób go rozpoznają?

Jest ponad 300 rodzajów borelii.Niełatwo dają się hodować w laboratoriach,jakby nie miały ochoty poddawać się istotom,które nie bardzo wiedzą,jak się z nimi obchodzić.

Te istoty jednak były wystarczająco sprytne,aby wyniuchać,że takie borelie mają aż 21 plazmidów-to więcej,niż inne bakterie.

Plazmidy,to opisane przez Lederberga w 1952 roku,występujące w komórce bakteryjnej cząsteczki DNA znajdujące się poza chromosomem.Ubawiło mnie do cna określenie pewnego studenta ostatniego roku medycyny formułującego plazmidy jako „dodatkowe” elementy genetyczne oraz stwierdzenie,że „ich obecność nie jest komórce konieczna,ale może być dla niej ważna”,którą to ideę skopiowało od razu wiele jemu podobnych.Zresztą nie wiem-być może przeczytał to w jakimś nowym podręczniku….choć na medycynie aż tak dogłębne zajmowanie się mikrobiologią właściwie nie jest normalne (właściwie to na medycynie mikrobiologii,nawet na Zachodzie,raczej mikrawo:-),więc może powinnam to przyjąć za jego element rozwoju.Od razu spytałam:”dodatkowe?Do czego dodatkowe?”.Nie wiedział.Nie wiedział też,że nic,co natura stworzyła w jakiejś komórce,nie jest jej zbyteczne.Wiedział,że on jest jak najbardziej stworem pożytecznym a wręcz niezbędnym ludzkości….myślę,że pacjenci go szybko wyprostują:-)

Owe plazmidy więc,przez informację genetyczną pozwalają boreliom analizować wpływającą krew i rozpoznawać ją!

One wiedzą,czy krew należy do myszy,sarny, a może człowieka.Następnie,dzięki plazmidom właśnie,borelie dopasowują swój metabolizm i swoje komórki do organizmu nowego gospodarza-zmieniają powierzchnię swoich otoczek białkowych,aby…podejść komórki systemu immunologicznego mające za zadanie je rozpoznać i unieszkodliwić.Prawda,że sprytne?To mimikra na najwyższym poziomie.

Zamaskowane wędrują do gruczołów ślinowych kleszcza,któremu z tegoż powodu zmyślna natura pozwoliła znieczulić miejsce uczty-człek się nie zorientuje,człek bestii nie wyrwie i nie utłucze a nawet pozwoli się przemieścić boreliom…. Chyba,że człek WIE,że po wycieczce na łąkę,do parku,do lasu MUSI się obejrzeć i najlepiej -wieczorem solidnie umyć.

Jak możecie się domyślać,taka praca (praca borelii ) wymaga czasu,więc mamy pierwsze pocieszenie dla idących śmiało do lasu:

jeżeli ugryzie was kleszcz,znajdźcie go i pozbędźcie się go jak najszybciej,bo szybkie i dokładne usunięcie „wampirka”  spowoduje,że nie ma opcji,abyście zachorowali a w liczbach wygląda to następująco:

W pierwszych 12 godzinach-nie ma niebezpieczeństwa zakażenia!

W następnych 24 godzinach-jest 30% ryzyko zakażenia

Od 48 do 72 godzin-prawie 100%,że załapiemy zakażenie.,,,co NIE JEST JEDNOZNACZNE z zachorowaniem,również  na tzw.kleszczowe zapalenie mózgu.A dlaczego nie jest,o tym w dalszym ciągu,bo teraz,dlaczego szczepionka nie może chronić ani przed boreliozą ani meningoencephalitis tym bardziej.

Otóż szczepionka łudzi odpornością na wszelakie choroby związane z ukąszeniem kleszcza,ale nie tylko przed nimi nie chroni,ona nie chroni również przed tym,na co została stworzona:”wirus kleszczowego zapalenia mózgu”.Wśród szczepionkowej propagandy nie słychać nic o skandalu ze szczepionką,którą stworzyła bardzo znana firma-na „boreliozę” i po masowych procesach o odszkodowania za tzw.(niemałe) efekty uboczne musiała ciupasem wycofywać z rynku.(mozna znalezc w m.in.:Pamela Weintraub-„The Bitter Feud over LYMErix”,BioMedNet Magazine).Słychać tylko „zaszczep się!”

No to proszę:szczepionka jest skierowana przeciwko wirusowemu zapaleniu mózgu.Abstrahując od oficjalnej roli,jaką pełnią podobno wirusy w wywoływaniu chorób a z którą to teorią niestety,nie zgadzam się (popieram za to stwierdzenia Dr Lanki),to może sobie i szczepionka i na te wirusy reagować,tylko,że to tak,jakby chcąc złowić rybę strzelać w krzaki.

Z równym efektem można ładować w siebie antybiotyki.Amerykański lekarz,Richie C.Shoemaker,dokładnie opisał swoje tezy,które mogą Wami potrząsnąć:według niego-a po tym,jak opublikował swoje prace-według jego naśladowców,również badaczy,to nie same borelie powodują wywoływanie pewnych symptomów,ale WYDALANE PRZEZ NIE PRODUKTY ODPADOWE-tzw.dobrze znane już od dłuższego czasu medycynie-neurotoksyny,zwane też toksynami.

Neurotoksyny aktywują ponadnormatywny wyrzut wspierających indukcję stanu zapalnego CYTOKIN.Neurotoksyny wchodzą w organizmie w rozmaite,synergistyczne przemiany,np.z metalami ciężkimi i wyzwalają alergiczne reakcje autoimmunologiczne.

A więc:antybiotyki wprawdzie wytłuką bakterie,ale z pewnością nie tkną neurotoksyn!Dlaczego więc miałoby się walić w bakterie,jeżeli uszkodzimy tylko nasz system immunologiczny a bynajmniej nie załatwimy problemu?!

Bio(neuro)toksyny znajdują się w obiegu w organizmie i od czasu do czasu troszczą się o wystąpienie reakcji zapalnych,są nawet w tkance tłuszczowej,one też zakłócają pracę neurotransmiterów.Kiedy antybiotyki zabiją stada bakterii,oczywiście prowadzi to do wzmożonego wyrzutu neurotoksyn,co z kolei pogarsza obraz symptomów-wtedy mówimy,że nastąpiła reakcja Herxa,nazwanej od Jarischa i Herxa* (nie wiem,dlaczego został upamiętniony tylko Herx:-)….przez litość dla „naukowców” promujących antybiotyki w terapii boreliozy pominę,że borelie potrafią świetnie wydalać antybiotyczną truciznę ze swojego organizmu….a może nie pominę.

Jeżeli chodzi zaś o szczepionki na wirusowe,kleszczowe zapalenie mózgu….Po pierwsze dane o „epidemii” są delikatnie mówiąc……Gdzie ta epidemia?Po drugie….W krajach zachodnich szczepienia „na boreliozę”-dopiero potem zaczęto mówić,że to na wirusowe kleszczowe zapalenie mózgu (nawiasem mówiąc w większości szczepionek były też m.in.antybiotyki) były bardzo rozpropagowane i niestety-często stosowane.Otrzeźwienie przyszło za późno.Ale gdzieś ten materiał trzeba pchnąć….Polacy?Czemu nie,ostatecznie mili sąsiedzi-zawsze ich lubiliśmy.

Z 20% Niemców zainfekowanych podobno (wg oficjalnych danych )boreliozą,tylko 1,5 % nosi w sobie wirus kleszczowego zapalenia mózgu.Nosi-nie oznacza choruje.Inną sprawą jest diagnostyka kleszczowego zapalenia mózgu…o tym będzie niedługo,jedno powiem już teraz:upewnijcie się,że to,co zostało u kogoś stwierdzone jako kleszczowe zapalenie mózgu,naprawdę nim jest-pytajcie do bólu i proście o dokładne badania.

Wreszcie-dlaczego tylu zaszczepionych  choruje na boreliozę a czasem na „neurologiczne niewiadomo co”?Skąd u 60% (Niemcy) pacjentów z MS borelie?Sama znam niestety przykre przypadki takich ludzi,którzy nie rozumieją,dlaczego zachorowali.Ale kogo to obchodzi?

„Niektórzy ludzie wolą umrzeć zanim pomyślą.I robią to.”Bertrand Russell

Wiem,na początku bywa nieprzyjemnie a czasem nawet okrutnie,ale z czasem,kiedy zajmiemy się już tylko naturalnymi remediami a nie przyczynami obecnego stanu rzeczy i tego konsekwencjami,będzie naprawdę miło:-)

Lektura:

-„Lyme Disease”-Taylor,Scott.

-Dr Richie Shoemaker-Lyme Times 2002,Lyme,an infectious diesease and neurotoxin illness

Lyme Disease Protocoll 2009,

*Cytokiny-proteiny regulujące intensywność i czas trwania obrony

*Herxheimer-dermatolog i Jarisch-fizjolog -pierwsi opisali reakcję w związku z udanym leczeniem wczesnego stadium syfilisu…

Posted in borelioza, zdrowie | Leave a Comment »

Łapy precz od polskiego alkoholu!O alkoholach cz.1.Uwaga!Trucizna!

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 3, 2010

Unijny program REACH polegający na obowiązkowej -i niezwykle kosztownej – rejestracji alkoholu etylowego w określonych standardach powoduje stopniowy rozkład małych gorzelni i postępujące wątpliwości dużych.

Do tej pory nie było niczym nienormalnym,że alkohol etylowy-spożywczy,a więc używany m.in. w świetnych nieraz nalewkach firm zielarskich również przeznaczany bywa do celów przemysłowych-nikomu to nie przeszkadzało.

Ale po co ma być dobrze,jeżeli dobrze być nie może,bo komuś to przeszkadza?

Komu przeszkadzają wielkie polskie gorzelnie,które i tak już powoli z polskością kojarzą się jedynie poprzez pracowników i tereny,na których stoją?

Komu przeszkadzają małe polskie gorzelnie,dające zatrudnienie lokalnej biedocie?

Nie piję alkoholu-poza tym w czekoladkach:-) czy własnoręcznie robionym (jeżeli mam czas) winie i – w razie potrzeby-w minimalnej ilości ziołowych nalewek.Nie jestem i nigdy nie byłam klientką sklepów monopolowych i świetnie zdaję sobie sprawę z problemu alkoholizmu,aczkolwiek jego istnienia upatrywałabym,poza ludzką słabością oczywiście,w ogromnej roli systemu szerzenia nędzy i tym samym pozbawiającego ludzi dostępu do alternatyw (mam na myśli kulturę,sport itp).

Ale fakt,że miałby zniknąć przemysł skądinąd pożyteczny i zostać zastąpionym przez import gorszych jakościowo zlewek z „unii i spoza unii” (proszę się przyjrzeć,co pisze na etykietach np.miodów w dużych sklepach) nie pozwala mi milczeć.

Tak samo broniłabym przemysłu farmaceutycznego (zdziwienie?) -aczkolwiek niekoniecznie w jego dzisiejszym rozmiarze 🙂 – a  przynajmniej jego niektórych gałęzi-produkującego środki niezbędne w medycynie ratunkowej,chociaż sama z nich akurat nie korzystam.Bo to nie tak,że likwidacja „wszystkiego” załatwi problemy-przemysł jest potrzebny ze względu na liczbę ludzi,nie jest możliwe zaopatrzenie wszystkich wyłącznie produktami z małych gospodarst czy manufaktur-sęk w tym,aby przemysł był nie tylko pracodawcą,ale i spełniał pożyteczną rolę w rozwoju kraju i poprawie jakości życia ludzi-nie jej degeneracji.

Czy za mało mamy w kraju bezrobocia?

Wiem,to wydaje się utopią,ale gdyby nie ludzkie marzenia,tkwilibyśmy dalej w grocie.Choć czasem….mam wrażenie,że ciągle w niej jesteśmy,tylko wygląda nieco inaczej i inaczej ją nazywamy.

Ale do rzeczy -program REACH więc,podobnie,jak inne „błyskotliwe” unijne programy,zabiera się za kolejną gałąź polskiej gospodarki.Dziwne,że ani słowa szanowna unia (celowo z małej litery) nie poświęca całej masie szeroko dostępnych trucizn-trucizn w dosłownym znaczeniu tego pojęcia!

Washington Post zajął się kilka dni temu -23.02.2010-substancją toksyczną znaną jako BISPHENOL A-,tzw.BPA,stosowaną od ponad trzydziestu lat w większości opakowań powszechnych napojów,również tzw.energetycznych,piwa itp.

Firmy produkujące napoje rzuciły się szukać opakowań zastępczych,ale jak wycofać nagle z rynku to,co już się tam dostało?I co z ludźmi,którzy od „paru” lat te napoje piją?

W Polsce CISZA.Nikt nie zająknie się o artykule z tak poważnej gazety.Czy naprawdę Wash.Post jest tak trudno w kraju dostępny?

Mało tego-nie słychać,aby unia przejmowała się tym,że ewidentnie toksyczne chemikalia dostępne są w unijnych przecież sklepach.Bez recepty!:-)

Podejrzana substancja znajduje się w epoksydowej powłoce wewnętrznej puszek i może przenikać do napojów.Klucz-słówko „może” nie pozwalające na utwierdzenie w pewności,że tak jest,więc „zawsze się można z twierdzenia wycofać i po sprawie”.Niestety,nie w tym razie,ponieważ w badanych w NIEMIECKICH LABORATORIACH przypadkach BPA w większości jednak się w napojach znajdowało.  

Bis Fenol A,pisany też Bisfenol A,czy BPA jest trucizną hormonalną podobną w działaniu do estrogenu,i w doświadczeniach na zwierzętach (niestety) już w maleńkich dawkach powodował zniekształcenia płodów-że wymienię jedno z jego działań.

Oczywiście,wypicie jednego czy paru napojów z taką ilością BPA,jaka jest w puszkach, nie spowoduje choroby czy zniekształcenia czegokolwiek,ale po pierwsze-pomyślmy o działaniu długoterminowym,po drugie-o tym,że zwykle na kilku puszkach się nie poprzestaje,wreszcie-o biochemicznych procesach,których do końca nie znamy,ale znamy je wystarczająco,aby wiedzieć,że syntetyczne trucizny w większości lubią się w organizmie odkładać. 

BPA można też znaleźć smoczkach,butelkach dla niemowląt,amalgamatach (wypełnieniach stomatologicznych), papierze termicznym…..

Jeżeli substancja byłaby nieszkodliwa,to dlaczego USA wycofały błyskawicznie polycarbonat zawierający BPA z butelek dla niemowląt?

Opowiadanie o BPA jako związku chemicznym pewnie niektórych by znudziło,polecę więc film,który od 25.02.2010 wyświetlany jest w niemieckich kinach a m.in.o BPA opowiada lepiej,niż suche,laboratoryjne protokoły:

„Plastic Planet” Wernera Boote.Wiem,mówię tu o kinach niemieckich,ale film z pewnością będzie osiągalny w sieci lub na DVD-przepraszam,nie wiem,może już jest a potłumaczyć zawsze można,bo warto.

Posted in aktualności | Leave a Comment »

Przysięga Hipokratesa,czyli dlaczego duchy płaczą.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 2, 2010

Zaczynając ten blog obiecałam,że zajmę się też etyczną stroną medycyny i opowiem o przysiędze Hipokratesa. Ten czas właśnie nadszedł (dziękuję za mobilizację,Mario!:-)).Zanim zaczniecie jakiekolwiek kłótnie o to,kto ma rację,  powinniście poznać przesłanki będące dziś podstawą funkcjonowania zawodu określanego jako lekarz.

Hipokrates z Kos,460-370 a.Chr…..lekarz wędrowny,po prostu szedł i leczył.Do dziś kłócą się historycy,czy to jemu przypisać można przysięgę lekarską czy też może …np.niejakiemu Imhotepowi.A może odkopią coś jeszcze,dzięki czemu biedny Hipokrates,człek niewątpliwie dla medycyny zasłużony,powędruje do lamusa historii?Jemu zawdzięczamy m.in.Corpus Hippocraticum,w którym takoż instrukcji do zawodu :-)nie brakuje,nie sądzę więc,że konieczne było to,co uczyniono po wojnie w Genewie:zastąpienie przysięgi H.tzw.”przyrzeczeniem lekarskim”.

Zmianę tłumaczono wprawdzie zbrodniami popełnionymi przez hitlerowskich lekarzy,ale czy należało raczej ich przykładnie ukarać a nie wysyłać na wakacje do Ameryki Południowej a potem zapewniać ciepłe posadki w koncernach,aniżeli zmieniać bogu ducha winną przysięgę-to osądzą pokolenia.

Zanim przejdziemy do czasów współczesnych,o Hipokratesie rzecz niezbędna:

Przytoczenie jego oryginalnej ponoć-a w każdym razie za taką uważanej przysięgi:

Przysięgam,przyzwając Apollona,lekarza,Asklepiosa,Hygieię i Panakeię (Panaceę) i bogów i boginie na świadków, że tę umowę wypełnię wedle umiejętności i oglądu mojego.

Tego,co mnie sztuki nauczył,szanował będę jak rodziców własnych,pozwolę mu na udział w wykładach moich, oddam mu w potrzebie,co moje,bliźnich jego zrównam z braćmi moimi i ich również sztuki owej nauczę,jeśli tego zażądają,bez zadośćuczynienia ani umowy.Będę ich i moich synów i związanych umową (adeptów medycyny) uczył,ale nikogo innego.

Wyrażę zalecenia ku korzyści chorego wg zdolności i osądu,ale strzegł się będę przed (jego,chorego,przyp.mój )szkodami.

Nie podam nikomu trucizny śmiertelnej,nawet o to proszony ani go nie doradzę i nie podam kobiecie środka poronnego.

Czysty i niewinności świętej  będę sztukę mą uprawiał.

Nie będę ciął (przeprowadzał operacji) chorego,pozostawię to rzemieślnikom (od cięcia byli ówcześni chirurdzy,Hipokrates również nie wykonywał np.operacji kamieni żółciowych i w ogóle wzbraniał się przed otwieraniem ciała)

Do wszystkich domów wejdę ku dobru chorego,wolny od rozmyślnego bezprawia,chuci lubieżnej  wobec niewiast czy chłopców,

 Co w czasie pracy lub poza nią usłyszę (lub „powierzone mi zostanie”),w tajemnicy zachowam i po śmierci chorego.

Kiedy tę przysięgę wypełnię,niech będzie mi dopomożone (niech niebiosa wspomogą),sztukę mą rozwinę,(udoskonalę),zasłużę na uznanie wszystkich ludzi po wsze czasy a jeżeli bym jej nie dotrzymał-niech stanie mi się przeciwne.

Tłumaczenie własne,więc proszę wybaczyć ewentualne niedoskonałości.

Proszę zauważyć,że Hipokrates-jeżeli on był jej autorem a jeżeli nie-bynajmniej nam to nie przeszkadza:-)-uwydatnił cztery zaledwie reguły:

-kierowanie się wyłącznie dobrem chorego

-dotrzymywanie tajemnicy

-zachowanie najwyższego szacunku dla życia ludzkiego

-okazanie szacunku i wdzięczności swemu mistrzowi

To najwyraźniej nie wystarczyło-narzucone kanony nie posłużyły „rozwojowi cywilizacji” a niektórzy posunęli się tak daleko,że stworzyli własną,odległą już od samego sedna rzeczywistość.Gdybym była złośliwa,powiedziałabym,że przysięga ewoluowała wraz z rozwojem przemysłu,ale nie jestem.

Oczywiście przysięga Hipokratesa jest zaledwie zalążkiem kodeksu etyki lekarskiej,zawierającym mnóstwo smaczków, ale o tym przy innej okazji.

Sama przysięga oficjalnie zmieniana była ok.cztery razy,i,jak to mawiają lekarze Zachodu,dziś już „nie ma działania prawnego,ale posiada wpływ na formułowanie nowoczesnych alternatyw”-to z wykładów uniwersytetów medycznych.

Prawda,jak cudownie podane?FORMUŁOWANIE NOWOCZESNYCH ALTERNATYW!

Zajmijmy się więc krótko (bo i dłużej nie musimy:-)) tą nowoczesną wersją,o której wspominałam wyżej,a obowiązującą aktualnie,czyli przyrzeczeniem lekarskim,Genewską Deklaracją Swiatowego Związku Lekarzy -bo to jest aktualnie kojarzone z przysięgą Hipokratesa.Z krajów europejskich specyficzne podejście do niej mają m.in.Niemcy, gdzie nie jest jakoś specjalnie na uniwersytetach uwypuklana:-),a i…coraz rzadziej się ją składa (!) ,co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę niemiecki przemysł wiadomo jakiego rodzaju:-)

Wreszcie….jak to genewskie cudo brzmi?

Przyrzeczenie lekarskie:

-Przy przyjmowaniu mnie w stan lekarski przyrzekam powierzyć moje życie służbie ludzkości.

-Przyrzekam okazywać nauczycielom moim szacunek i wdzięczność.

-Wykonywać zawód z pewnością fachu i godnością.

-Zdrowie mego pacjenta powinno być najwyższym przykazaniem mojego postępowania.

-Zachowam milczenie o powierzonych mi tajemnicach i po śmierci chorego

-Wszystkimi siłami będę dbał o godność i szlachetne przekazanie zawodu lekarza

-Koledzy i koleżanki powinny być mi siostrami i braćmi

-Nie będę się kierował w mym postępowaniu lekarskim wiekiem,chorobą,kalectwem,wyznaniem,pochodzeniem etnicznym,płcią,narodowością,polityczną przynależnością,rasą,orientacją seksualną ani położeniem socjalnym.

-Każdemu od początku okażę szacunek i nie będę używał sztuki swojej sprzecznie z przykazaniami ludzkości.

-To obiecuję wolny i na mój honor.

Nawet nieźle,prawda?

To popatrzmy,jak modyfikacja udała się stronie polskiej:

Przyjmuję z szacunkiem i wdzięcznością dla moich Mistrzów nadany mi tytuł lekarza i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam:

obowiązki te sumiennie spełniać

służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu

według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic ,jak:religia,rasa,poglądy polityczne,narodowość,stan majątkowy i inne,mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek

nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego

strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić,a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością,nie podważając zaufania do nich,jednak postępując bezstronnie i mając na wzglądzie dobro chorych

stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to,co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.

A teraz spróbujcie rozwiązać zagadkę:jak wypełnić punkt ,np.b bez kolizji z punktem d i odwrotnie oraz zastanówmy się,co poszczególne punkty tak naprawdę oznaczają w realu,czyli posłużmy się logiką-wszak ona jest podobno miarą rzeczywistości?:-))

Posted in etyka, zdrowie | Leave a Comment »

TCM,czyli odporny,jak Chińczyk.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Marzec 1, 2010

Dawno obiecany wstęp do TCM wreszcie się doczekał swojej kolejki,bo dalsze pisanie o medycynie chińskiej bez koniecznego wprowadzenia właściwie nie miałoby większego sensu.

Zanim jednak przejdę do meritum,małe rozmyślania o ludzkiej naturze.Niedawno usunęłam krótki wpis o zawiści,gdyż uznałam,że nie będę powielać jej chociażby w formie werbalnej-nie warto.Niestety,nie mogę nie podzielić się spostrzeżeniami natury niewesołej,które opanowały mnie po odwiedzeniu strony wskazanej mi przez przyjaciół w dobrej wierze,przyjaciół użalających się nad losem człowieka wykonującego mnóstwo dobrej roboty w uświadamianiu społeczeństwa w temacie samoleczenia ziołami-bo strona wyłącznie jest ziołom poświęcona-nie wiem,czy mogę ją tu wymienić,więc na wszelki wypadek tego nie zrobię,gdyż nie mam w zwyczaju nieproszona wchodzić w czyjeś życie-nawet,jeżeli tylko wirtualne,ale od razu mówię,że znaleźć tę stronę nie jest trudno.

Pan ów prowadzi stronę informacyjną na wysokim poziomie merytorycznym,pisze przystępnie i odważnie o fitofarmakologii,fitoterapii,również homeopatii (jedno wynika z drugiego) i naprawdę uczynił wiele,by Polacy pojęli zalety medycyny prostej-tej,którą mają pod ręką.

To wszystko sprawia,że szacunek i cześć mu się jak najbardziej należą.

O ile z atakami przeciwników medycyny naturalnej wydaje się ów pan być obeznanym,to nie wytrzymał nerwowo plagiatowania swoich prac w prasie czy też pracach naukowych.I tu go bardzo rozumiem,sama byłam  z tego powodu rozczarowana,sama o tym pisałam.”Użyczanie” czyjejś własności intelektualnej w celu zarobkowym czy też w celu pozyskania tytułu naukowego jest bezczelnością ekstremalną,w przypadku której sama poświęcę czas,aby ją napiętnować….nie za długo i nie za często jednak,bo życia szkoda.Tak więc do tego miejsca absolutnie bym się z panem zgadzała-to zawsze boli.

Nie godzę się jednak z uzurpowaniem sobie monopolu do znajomości języków ani monopolu na dostęp do wiedzy,bo wtedy z gruntu założenie szlachetności celu byłoby fałszywe,ergo-całe kulisy „bezinteresowności” strony leżą w gruzach.Nie godzę się też z przypisywaniem kradzieży własności intelektualnej wyłącznie Polakom i sugerowanie,że ” w innych krajach to by się nie zdarzyło”,gdyż dowodzi to albo nieznajomości specyfiki ludzkiej natury-niezależnie od kraju,albo wyjątkowej goryczy spowodowanej przeżyciami w kraju właśnie.

Ze swojej strony ręczę,że i Niemiec i Szwajcar i w ogóle ludek europejski skłonności do „użyczania” nie tylko mają,ale chętnie z nich korzystają-jeżeli sprawa  jest tego warta.Ha,bywa,kiedy „pożyczane ” są nawet historie prywatne,które doprowadziły do jakichś konkluzji i publikowane pod nazwiskiem „pożyczacza”.Kroniki są pełne kradzionych sukcesów i bezimiennych klęsk-to też powiedziało przed mną tak wielu,że trudno mi ustalić,kto był pierwszy.Z przypisywaniem negatywnych skłonności poszczególnym narodom byłabym bardzo ostrożna,tym bardziej,że np.co czwarty (lekko licząc) Szwajcar jest imigrantem.A już jak tak uwielbiamy Szwajcarię (bo ja uwielbiam i nie neguję też swoich relacji z ową),to zachowajmy obiektywizm wobec samych obywateli S.,którzy właśnie usiłują pozbawić Polaków ostoi polskości w Rapperswilu,wyrywając Polsce jej muzeum znajdujące się w zamku zachowanemu dzięki Polakom.

Jeżeli chodzi o skłonności przywłaszczania sobie różnych rzeczy,to muszę przyznać,że Hindusi czy Chińczycy wypadają w tej „dyscyplinie” o niebo przyzwoiciej niż Europejczycy,aczkolwiek może być,że ktoś miał inne doświadczenia niż ja i powie:”ależ skąd,u nich jest tak samo”.

Można by to sprowadzić do „kto sam jest bez winy…….”

W ogóle w dzisiejszym świecie dostępu do informacji- a internet w tym dzielnie pomaga i tu muszę ponownie pochwalić wordpressa (nie,nikt mi za to nie płaci),dzięki któremu ukazuje się mnóstwo rzeczy,które normalnie nie miałyby na to szans,oraz rozwoju ciekawych urządzeń,ustalenie,w czyjej głowie myśl się wylęgła,jest niezwykle mozolne,jeżeli nie niemożliwe.Patrząc zresztą na historię….nie było komputerów,plagiaty były.Może jest mi to łatwiej traktować,gdyż uczestnicząc w „dziele informacji” poza granicami Polski uodporniłam się na wiele zachowań i zrozumiałam,że ze złem walczyć nie warto,warto przedstawiać argumenty za DOBREM (zresztą ono broni się samo), może jest mi łatwiej,bo znając wiele prac i wiele autorów wiem,że każdy kiedyś z kogoś i czegoś korzystał i nie można propagować wiedzy jednocześnie uzurpując sobie prawo do jej wyłączności.

Co do monopolu na języki-bardzo lubię gotyk,jego dostojne litery aż się proszą o uważne czytanie i warto go poznać,gdyż w gotyku właśnie spisano wiele wspaniałych prac medycznych.Dialekty niemieckopochodne nie są miłe memu uchu,nawet,kiedy towarzyszy im brzęk monet,więc jeżeli ktoś je pokochał-proszę bardzo,ale niekochanie ich nie oznacza braku ich znajomości.

Podobnie z dostępem do źródeł-dostępu do literatury,również starej,mógłby mi pozazdrościć niejeden uniwersytet a furtki do badań -również.Nie jesteśmy jedyni,którzy mają otwarte oczy,szerokie znajomości oraz wiedzę o dziedzinach,którymi się zajmujemy,więc bez napinki:-),bo co z wiedzą,którą nabyliśmy w trakcie życia po prostu-mamy jej nie używać,bo została nam przekazana,co z naszymi doświadczeniami wreszcie,które też często były doświadczeniami naszych antenatów-zaczynać od „a dziadek (sędzia,lekarz,aptekarz itp.mówił a ja teraz powtarzam?”

Nie bądźmy przewrażliwieni na własnym punkcie-tym bardziej,jeżeli niechętnie informujemy o swoich źródłach podając -a jakże takie,w których w większości darmo szukać widocznych informacji-a już niezwykle niechętnie widzimy na swojej stronie źródła polskie,w wielu przypadkach nie ustępujące źródłom zachodnim.Jeżeli w opisie ziół rodzimych wolimy przyznać pierwszeństwo nawet źródłom rosyjskim (fakt,kopalnie wiedzy medycznej-bardzo je sobie cenię!) a nie wyróżniamy specjalnie roli np.prof.Ożarowskiego-Człowieka niezastąpionego,nieodżałowanego prof.Muszyńskiego, współcześnie bardzo aktywnego w dziedzinie nauki zielarskiej (będę tak nazywać,bo tak mi się podoba) pana Łukasza Łuczaja,czy też panicznie boimy się porównania swojej pracy z pracą innych KOLEGóW I KOLEżANEK (nawet wyrażających nam swoje uznanie),to nie dziwmy się,że mogą nas kopiować,ale szanować nie będą,co nie dotyczy akurat moich zapatrywań,gdyż zwykłam szanować kogoś za to,co robi,bez względu na osobiste przekonania o czyimś charakterze.

A tak nawiasem mówiąc….świetna jest medyczna literatura chińska,takoż izraelska i nie ma w tym zabarwienia politycznego,gdyż literatura fachowa nie ma granic!!!

To by było tyle o świętych oburzeniach.W całym tym polskim targowaniu się  o własność -bo to akurat jest typowo wiślane:-)-kapitalną klasę pokazała Pani Astrolog -Astromaria,wykonująca świetną robotę na postrzeganiu osób mentalnie zamkniętych która wprawdzie ostro tępi naśladowców,ale nie waha się dopuścić ich do dyskusji na swoim własnym podwórku i otwarcie odpiera ataki na swoją myśl,czym pokazuje:ja się konkurencji nie boję.Mogłabym od siebie dodać:ponieważ jej Pani nie ma.

A teraz wstęp do TCM,czyli tradycyjnej medycyny chińskiej.

Aktualni piewcy TCM kłócą się o rozróżnianie „ludowej medycyny chińskiej” od „tradycyjnej medycyny chińskiej”….gdzie różnica,jeżeli w ogóle jest i dlaczego ona jest?

Moim zdaniem w takim ujęciu tematu chodzi niestety,o podniesienie rangi dziedzinie wiedzy,którą się zajmujemy,co najmniej,jakby jej sama nie posiadała.”TCM” to brzmi lepiej niż „ludowa….?”Może dla niektórych.Ale to moim zdaniem.

Jak to tłumaczą zachodni znawcy TCM:medycyna ludowa jest ugruntowana empirycznie i opiera się na stosowaniu prostych środków,wykonywana zaś (czy też „dająca się poznać”) przez medycznych laików.

No to gratuluję każdemu laikowi,który chciałby ad hoc posługiwać się medycyną chińską-nawet „ludową”.

A jak tłumaczą zachodni znawcy chińszczyzny TCM?”To teoretycznie (to już nie praktycznie?Dziwne…)artykułowana konstrukcja myślowa o przyczynach i leczeniu chorób,przekazana w tekstach i praktykowana przez ludzi predestynowanych do tego społecznie i uznanych jako medycy”.(R.Croizier,Medicine and Public Health in ChRL,1973 wydawane w USA).

Jeżeli przyjrzym się chińskim realiom bliżej,dostrzeżemy,że różnice zostały stworzone sztucznie,przez Zachód właśnie.Zielarz,to zielarz-lekarz bez szpitala,lekarz w szpitalu,to lekarz w szpitalu-obaj stosują to samo,(szpitalny częściej sięga teraz po leki gotowe,przemysłowe) tylko w innych warunkach,ale każdy z nich jest uznany w tym,co robi.

O sztuczne podziały kłócić więc się nie będziemy tym bardziej,że w Chinach,oprócz piśmiennie przekazywanej oficjalnej wiedzy medycznej istnieją inne,jak najbardziej aktualne formy opieki zdrowotnej,aczkolwiek od rewolucji 1949 przez system przytłumione,a stosowane przez:

wędrujących znachorów,mnichów buddyjskich,szamanów,taoistycznych duchownych,fizjognomików,podiatrów (tak,PO-,nie PE),zielarzy,astrologów (a tak,też zajmują się zdrowiem i to z powodzeniem-od dawna obecni na cesarskich dworach) i in.-też korzystających często z przekazanych im pism.

Tutaj spróbujemy zająć się tym,co dostępne,nie zapominając o istocie TCM:działaniu w zgodzie z naturą.

To,co jest najważniejsze dla medycyny zachodniej:testy laboratoryjne,badania aparaturowe,anatomia rozkładająca ciało do najmniejszej kostki czy też jego fizjologia-to obchodzi Chińczyków najmniej.Oni bazują na diagnostyce,którą może wykonać po bliższym zapoznaniu się z tematem każdy,po diagnostyce,która jest dostępna i CZYTELNA dla każdego z nas.Według tejże diagnostyki i znanych powiązań symptomatycznych,czyli między widocznym znakiem a przyczyną,ustalają właściwą drogę terapeutyczną.

Gdybyśmy zaczęli dyskusję z chińskim lekarzem pracującym w szpitalu,zdziwilibyśmy się,jak mało znaczy dla niego to,co dla europejskiego znaczy najwięcej:teorie.

Nauka TCM nie przebiega też podobnie do nauki medycyny akademickiej,czyli linearnie.Medycyna chińska jest sztuką w pełnym znaczeniu tego słowa,jest kunsztowną budowlą kryjącą mnóstwo zakamarków,w której obrazie liczy się jednak przede wszystkim to,co widzimy TERAZ,wzniesione na fundamencie Yin i Yang.

Jeżeli zaś o Yin i Yang,to musimy zacząć od Qi.

QI -zawiera w sobie całą chińską filozofię i,choć tłumaczone na wiele języków-w żadnym nie oddaje sedna tak,jak w chińskim-bo stamtąd pochodzi.Podobnie,rodowitemu Haitańczykowi nie łatwo będzie wytłumaczyć niuanse voo doo w Europie,gdzie już z zachodniego podejścia do „jedynych właściwych rytuałów” voo doo zrozumiane być nie może.  

Najprościej możnaby ująć QI jako wszechprzenikające źródło,iskrę,element,pierwiastek i zarazem jądro wszystkiego.Niektórzy definiują QI jako energię,ale z tym się Chińczycy nie zgadzają,bo chińskie pojmowanie świata nie rozgranicza materii od energii.

Czym więc jest QI?Takiej dysputy Chińczyk po prostu by nie pojął:QI jest dla niego odczuwalna i przyjmowalna przez swoje DZIAŁANIE.

W następnym odcinku rzecz o …samej QI.

Lektura dostępna w angielskim:”Chinese Medicin”,Huard,Wong.

Posted in TCM | Leave a Comment »