Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 21, 2010

Borelioza- to jedno ze słów robiących ostatnio zawrotną karierę.Chciałoby się powiedzieć „niestety”,gdyby nie to,że można to potraktować jako okazję do wyjaśnienia pewnych procesów zachodzących w naturze,znanych antropologii, znanych etnomedycynie,obcych jednakże tej,która usiłuje boreliozę leczyć-medycynie szkolnej.

Szkoda wprawdzie,że „okazja” co najmniej smutna,ale być może przykład boreliozy sprawi,że ludzie zaczną zwracać nieco więcej uwagi na relacje „homo podobno sapiens” a środowisko.Tragiczne,że przyroda musi chwytać się tak drastycznych metod,aby przekonać rozumnego-jak sam o sobie mawia-człowieka,że przede wszystkim jest jego przyjacielem.

Kiedy na jednym z sympozjów okazało się,że żaden z obecnych na sali lekarzy nie ma dość wiedzy,aby z całą pewnością uznać boreliozę któregoś z pacjentów za wyleczoną,przy czym dane w Niemczech mówią o 90% powodzeniu w leczeniu b.metodami medycyny szkolnej,zaczęłam się zastanawiać,jak to jest (znowu!)możliwe,że leczy się coś,o czym nawet nie wiemy,czym naprawdę jest.A jednak nie jest to przypadek odosobniony.

Statystyki-cóż-często są ze sobą sprzeczne i stanowią-na szczęście nie tylko dla mnie-coraz mniej wiarygodne dowody na cokolwiek,bo co można powiedzieć,że z 90% „przypadków” uznanych za wyleczone melduje się po PARU latach ogromna część z powrotem z objawami charakterystycznymi dla boreliozy niewyleczonej i szybko podciąganymi pod „cokolwiek”,byle nie popsuć statystyk właśnie?Jedyne,co można zrobić,to zapomnieć o cyferkach i po prostu starać się pomóc,ponieważ boreliozę można leczyć tak,jak przyszła:naturalnie.A do tego skutecznie.

Przede wszystkim…skąd TO się wzięło?Dlaczego nagle mówi się o tysiącach zachorowań na tę chorobę,dlaczego nie była ona problemem w czasie,kiedy lekarz,Borrell,opisał bakterie o ciekawych kształtach?

Aby przybliżyć nieco historię boreliowego obłędu musimy postawić pytanie o jeden z podstawowych dogmatów medycyny szkolnej:skąd u licha pomysł,że WSZYSTKO w naturze MUSI się zwalczać,że człowiek jest wrogiem bakterii a balterie -człowieka-dlaczego nikt nie chce szukać odpowiedzi na pytanie,dlaczego miałoby tak właśnie być…a jeżeli jest,to czy nie cud,że przetrwaliśmy jako gatunek tyli kawał czasu….a może przetrwaliśmy wyłącznie dzięki naszemu rozumowi?

Jeżeli uważacie,że tak,to idźcie i używajcie rozumu gdzie indziej,bo tutaj przemawia przede wszystkim natura,nie ludzkie dogmaty.

Bakterie żyją na Ziemi przynajmniej od 3,5 miliarda lat-twierdzi człowiek,który jednak nie jest tego zupełnie pewien, bo…tak naprawdę ciągle nie jest w stanie stwierdzić tego NA PEWNO.Jedno się zgadza:one są tutaj długo.Biliony z nich zasiedlają też nasze ciała,najczęściej jako istoty nam przyjazne-choć wielu będzie niełatwo w to uwierzyć-trudno,niech je więc wytłuką i sprawdzą konsekwencje autopsyjnie,choć nie polecam.Nie na darmo wielu medyków zachodnich-niestety,muszę to powiedzieć-ściągając bezczelnie od lekarzy Wschodu-nazywa bakterie nie „zarazkami”)od niesienia zarazy) a „zdrowotkami”-od niesienia zdrowia.

Owe zdrowotki nie mają się w naszych,coraz bardziej zatrutych środowiskach zbyt dobrze-poddawane silnemu promieniowaniu różnego rodzaju,narażone na ataki metali ciężkich,szczepienia,trucizny żywieniowe,psychiczne, antybiotyki…..powiedziałam antybiotyki?No tak-zerknijmy na pochodzenie słowa antybiotyk:

anti bios-przeciwko życiu.

Antybiotyki są bronią wymierzoną w nas samych,ponieważ bakterie nie tylko są nam (w większości-do mniejszości oczywiście wrócę,ale po kolei ) przyjazne,ale również egzystują w nas-nie da się zastosować antybiotyku poza naszym organizmem.

Lata stosowanych antybiotyków?Alergie,MS,cukrzyce,nowotwory…..Niestety,te „cudowne” leki mają swój udział-często większy niż by się wydawało w chorobach kompletnie z nimi nie wiązanych.Mało tego-w chorobach o które oskarża się genetykę-no dobrze,ale skąd się dziedziczenie pewnych podatności bierze?A lata złego odżywiania się rodziców i dziadków (oj,pokolenie przedwojenne wcale nie było słabe,co widzimy na przykładzie przetrwania wojny w pięknym nieraz stylu-czy zauważyliście,że „przedwojenni” zamiast szczepionek mieli dostęp do zdrowego jeszcze jedzenia i leczyli się najczęściej naturalnie?),lata szczepień,pracy w urągających godności człowieka warunkach-jak mogło to nie mieć wpływu na zdrowie pokoleń u których objawiają się choroby o których mówi się lekko „genetyczne”-czytaj:”Nie mamy na to wpływu,leczymy i albo wyleczymy albo nie,bo wpływu nie mamy-to wrodzone”.

Ani słowa o „to nasza robota,naszych cholernych wynalazków,których skutki nikogo nie obchodzą,póki przynoszą kasę a będą ją przynosiły,bo to one powodują ten łańcuch nieszczęść,który my potem „leczymy””!Ani słowa o winie.

Antybiotyki,pustosząc florę bakteryjną organizmu stwarzają doskonałe miejsce dla bakterii i innych czynników chorobotwórczych z zewnątrz-to otwarta brama dla prawdziwych,bo nieznanych organizmowi wrogów.(Cannon 1994)

Jak już wcześniej zaznaczałam-jeżeli naprawdę sytuacja jest „podbramkowa” i nie możemy użyć niczego innego-jasne, wtedy antybiotyk,bo ryzyko osłabienia systemu immunologicznego jest mniejsze niż ryzyko ntachmiastowej śmierci.Ale takie wypadki są….wypadkami.Nie powinny być rutyną a niestety,tym się na dziesiątki lat stały.Dopiero teraz niektórzy lekarze otwarcie mówią o skutkach „terapii” antybiotykami-z tego,co zauważyłam,wielu z nich to ci sami,którzy jeszcze przed chwilą tę właśnie metodę wielbili.Dobrze,że spotrzegli błąd późno aniżeli wcale,jednak nie cieszy mnie taka postawa u osób,które miały najlepszą okazję do zaobserwowania skutków wyuczonego medykowania o niebo wcześniej!

Mówię o ludziach a przecież masa antybiotyków idzie w zwierzęce pasze,gdzie robi dokładnie to samo,co w ludzkim organizmie:niszczy go,przy okazji stwarzając wolne miejsce dla elementów obcych zwierzęciu….skądś to już znamy?No właśnie.To wszystko potem dostaje się do tego,kto kawał takiego zwierzątka wsunie.Czy taki „mutant „jest dla naszego systemu dobrodziejstwem-odpowiedzcie sobie sami.

W USA rocznie dostaje się do szpitali ponad trzy miliony (oficjalnie) poważnie chorych pacjentów odpornych na wszelkie antybiotykowe „terapie”(Garrett 2001).Wyhodowaliśmy superbakterie a nie stworzyliśmy superleku.Czy on naprawdę nie istnieje?Czy może w swej pysze nie zauważamy,że natura leczy,jeżeli jej tylko nie przeszkodzimy?

Spójrzmy,w jaki sposób bakterie potrafią się uodparniać,jak to się dzieje,że niektóre bakterie mutują ZANIM zetkną się z nowym antybiotykiem,jakby przeczuwając agresora,co -dla żądnych potwierdzeń-stwierdzili jednak amerykańscy naukowcy?Dlaczego wreszcie ci,którzy przechorowali boreliozę stają się nadwrażliwi (syndrom HSP -highly sensitive person)?Czy nie jest to przypadkiem krzyk natury o zwrócenie uwagi na agresję ludzi wobec środowiska naturalnego,o wrażliwość na jej ból właśnie?

Old Lyme,1975-tam właśnie wiosną zachorowało dwanaścioro dzieci na ciekawą postać artretyzmu…przecież to dotyka zwykle starszych no i…nie jest zaraźliwy.Zaobserwowano,że chorobę początkuje czerwony,wędrujący pierścień a ten właśnie pojawia się po ukąszeniu przez Ixodes dammini-jednego z kleszczy ( a jest ich około 650 rodzajów),których ukłucia do tej pory wydawały się bez znaczenia.Chorobę potraktowano jak epidemię i zaczęto nazywać „zarazą z Lyme”.Wtedy Willi Burgdorfer-szwajcarski bakteriolog przebadał  norniki i odkrył w ich żołądku spiroszety,śrubowate bakterie-krętki,które otrzymały nazwę od swojego odkrywcy:Borrelia burgdorferi,a opisane zostały w 1983 w NE Journal of Science.Jest w historii wzmianka o niejakim Afzeliusie,który skojarzył występowanie rumienia z ugryzieniem przez kleszcza już w 1909,ale ta akurat sprawa jest nieco dyskusyjna.O ile tę notkę można przeczytać wszędzie,to nigdzie ani słowa o amerykańskich eksperymentach nazisty Wernera von Brauna-o operacji Paperclip można już sobie wyniuchać co nieco w necie-z zainfekowanymi kleszczami na Kubie.A co dopiero eksperymenty na Plumb Island?Old Lyme znajduje się w na pasku lądu między Connectitut a New York-jak daleko jest Plumb Island?Ciężko też dotrzeć do dokładnego opisu badań Herxeimera i Hartmanna,którzy też mają z boreliozą wiele do czynienia a opisywali swoje doświadczenia w 1902 roku i nie można powiedzieć aby nie były one znane von Braunowi.

co do Old Lyme polecam choćby stronę:www.rense.com/general67/plumislandlyme.htm

W tym miejscu można by spytać:A co,jeżeli kiedyś odwołasz to,co tu piszesz,co wtedy?Jest mi znany przypadek ciekawej strony,której autor w pewnym momencie odwołał prawie wszystkie swoje przekonania a nawet zaczął przekonywać innych,że był w błędzie i cały przemysł jest po prostu jednym wielkim dobrodziejstwem,amerykańska polityka cacy i w ogóle on się mylił,ale teraz to naprawi.Otóż po pierwsze nie każę Wam w nic wierzyć-myślcie i sprawdzajcie,po drugie-nie jestem kimś,kogo przekonania można kupić i nie jest prawdą,że kupić można wszystko i jest to wyłącznie sprawą ceny.Czy się ujawnię?Ależ oczywiście.W tym momencie  po prostu jeszcze sporo podróżuję i muszę doprowadzić do porządku wiele spraw,jak to w nowym miejscu bywa a ujawnienie natychmiastowe z pewnością spowodowałoby większe ograniczenia czasowe niż do tej pory,na co w tej chwili nie mogę sobie pozwolić i mam nadzieję na zrozumienie.To tyle o trzymaniu kierunku:-) 

Historia boreliozy będzie się jeszcze przewijać,gdyż jest ona tu bardzo istotnym elementem.

Ale teraz o biologii.

Kleszcz,wylęgły z jaja,przechodzi trzy stadia:larwa,nimfa,dorosłe zwierzę (cykl od larwy do dojrzałego zwierzęcia trwa ok trzy lata,po czym samica składa ok.3000 jaj a samiec pada).

Jaja nie zawierają spiroszetów,te dostają się do larw lub nimf dopiero z drobnych zwierząt-norników,myszy lub też większych -np.jeleni.

Dorosłe nienawidzą słonecznego światła,przebywają w krzaczorach ok.półtora metra nad ziemią lub w wysokich trawach-bo to lubią najbardziej:cień,wilgoć.Mimo,że ślepe,postrzegają najlżejsze zmiany w otoczeniu.Przednimi odnóżami wyczują wibracje podłoża,ruch sąsiedniej trawy,wyczują też zmianę natężenia światła,co oznacza zwykle,że ktoś rzucił cień,a wtedy….mniam!Ciepła krew wpływa do małego wampira wpływając na wzrost temperatury i opadnięcia pH.Tę zmianę pH spiroszety odczytują jako sygnał do ataku:mogą zasiedlać organizm.

Zanim przejdziemy do mechanizmów działania krętek,krótka uwaga,aby już teraz ci,którzy lubią chodzić do lasów,mogli się odpowiednio przygotować:

Kleszcze atakują przede wszystkim osoby z kwaśnym potem,lubiące alkohol,odżywiające się byle jakim jedzeniem z dużą ilością cukru i mięsa,poddane permanentnemu stresowi )wtedy też zmienia się pH potu!).Zanim nadejdzie pełnia wiosny-przygotujcie się więc i zobaczcie,czy jest różnica.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: