Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Luty 2010

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł…cz.4.Efekty uboczne.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 26, 2010

Znowu o szczepieniach?Tak,bo temat wyjątkowo ciekawy:-)i jako taki-niestety,nie krótki.Pragnąc rzetelnie wyjaśnić niuanse wakcynologii nie mogę przecież powiedzieć „szczepienia są fe i basta”.Poza tym podążając ich śladem ciągle mam nadzieję,że odkryję chociaż jedną zaletę „wynalazku”…nadzieja z każdym krokiem maleje.Wiem,strona staje się kolcem w oku miłośników kasy i tylko kasy,ale po pierwsze ludzi świadomych,którzy informacje poniosą dalej,nie brakuje a po drugie…jesteśmy z tego dumni:-)Znajomi z dalekiego kraju i tak mówią,że te wolnościowe blogi w Polsce takie niemrawe nieco,ostrożne,bojące wręcz….Mają rację.Choć muszę powiedzieć,że wordpress liczy się jako najbardziej tolerancyjny z platform blogerskich-również w PL,więc tak trzymać.

Każdy człowiek występujący przeciwko szczepieniom nie tylko nie odniesie z tego materialnego zysku a często  przemysł będzie próbował go pozbawić tego,co ma.

Przeciwieństwo nie dotyczy jednakże ludzi wyłącznie zysku żądnych.

Laik ma możliwość dojścia do prawdy o szczepieniach,ale jest tak bombardowany reklamą,że te informacje wydają mu się nieistotne.Nie dowie się więc też o nowych,dziwnych chorobach,które na pierwszy rzut oka nic wspólnego ze szczepieniami nie mają,wyłażą po latach nagle i zadziwiają człowieka…

Człowiek słyszy wprawdzie o autyzmie,nagłej śmierci noworodków,widzi rosnącą liczbę urodzonych inwalidów… powodów przeważnie nie zna.One zostają w ciemności,jak życzy sobie tego oficjalna „nauka”.Istnieją całe stosy krytycznej literatury odnośnie wakcynologii,ale o nich się w większości w mediach nie mówi.

Kto jest ZA szczepieniami oprócz przemysłu szczepionkowego?Sporo polityków?Dziwne,że tak się dają zmanipulować,bo przecież….miliony kosztują plakaty proszczepionkowe,akcje proszczepionkowe,reklamy w mediach…..a wystarczyłoby przedsięwziąć proste rozwiązania polegające na zapewnieniu ludziom wystarczającego i zdrowego pożywienia,warunków mieszkalnych,motywacji do zdrowego życia,stabilności rodzin,perspektyw w pracy…..czy naprawdę tak ciężko to zarządzić?Czy zamiast tego opłaca się wydawać miliony ściągnięte z podatników na kampanie sprzedające chemię i zdrowia nie gwarantujące?

Podobno szczepienia chronią nas przed różnymi „okropnymi”,wręcz przerażającymi chorobami….

Dlaczego Gandhi był wobec tego przeciwny szczepionkom?Czy nie zależało mu na swoim ludzie?

Nie sądzę,aby przy dzisiejszym stanie wiedzy wielu lekarzy poza studentami medycyny ( a i to nie wszystkimi) oraz młodymi,świeżo namaszczonymi medykami (takoż nie wszystkimi) było przekonanych o skuteczności szczepień.

Ale cóż,pecunia non olet.

A co z normalnymi ludźmi,którzy chcą się szczepić?Propaganda zrobiła swoje.Lata straszenia chorobami i nakłanianie do wygodnictwa (weźmiesz pigułę i już) nie mogły nie wykształcić w masach odruchu,o który chodziło:”szczepienie, łykanie to oczywista oczywistość” .

Ksiądz Kneipp mawiał:ludzie oczekują pomocy od szczepień ze strachu i wygodnictwa.

Te słabości wykorzystuje cały czas przemysł f.

NIc to,że szczepi się na choroby,których już dawno nie ma i jedyną drogą wywołania ich są właśnie szczepienia,nic to,że szczepi się na choroby bardzo intensywnie rozpropagowane jako „szalenie niebezpieczne”…ale jakoś bardzo rzadko występujące,jak np.właśnie wścieklizna,czy tężec,nic to,że w razie poszerzenia ludzkiej wiedzy można jakieś choróbsko w ostateczności wyhodować….

Tylko,uparcie powtórzę:czy szczepienia nas przed czymkolwiek chronią?

Mantra przemysłu wyjękuje cały czas termin:”immunizacja”,czyli uodpornienie,w przekładzie najprostszym.

Ale…co,kiedy człowiek zaszczepiony zachoruje mimo wszystko?Nie ma ochrony,a przecież został „immunizowany”!

Gdzie ona się podziała?

Informacja o szczepieniach mówi,że gwarantują one 70-do 99% lub „prawie” stuprocentową ochronę przed daną chorobą.

Zobaczmy więc,czy szczepienie chroni przed ….szczepieniem.

Według teorii wakcynologii „osłabione zarazki nie wywołują choroby,ale tworzenie chroniących przeciwciał, chroniących przed zarazkami-antygenami z zewnątrz”.Kiedy on nadejdzie,one go rozpoznają i unieszkodliwią zanim nastąpi normalna reakcja systemu immunologicznego….?

Teoretycznie nie czepiamy się drobiazgów,OK.

Ale…co z następnym szczepieniem,kiedy nastąpi kontakt z tym samym „zarazek-antygen”?Czy te,już istniejące w obiegu przeciwciała po pierwszym szczepieniu ochronią nas przed antygenowym działaniem następnych szczepień?

Według „szczepionkowców” tak,według amerykańskiego stowarzyszenia National Vaccine Information Center (i nie tylko)…jednak nie.

Tak,bo „aktualne przeciwciała eliminują „zarazki” zanim nastąpi naturalna reakcja immunologiczna”.Ale wtedy…po kiego czorta szczepić jeszcze raz?(nie mówię tu o grypie,bo z tym to już jest kabaret)

Czy ta ochrona szczepienia nie istnieje w sensie ochrony przed immunologicznym działaniem każdego następnego szczepienia?Czyjest immunizacja przeciwko antygenom pochodzącym ze szczepionek?

Odpowiedź druga-nie,bo istniejące po szczepionce przeciwciała nie atakują zarazek-antygen:-),ale tworzą w odpowiedzi na bodziec własne przeciwciała…Gdzie zniknęła ochrona złożona z już posiadanych przeciwciał?Po co tworzenie kolejnych przeciwciał,które nie chronią?

Jeżeli szczepienie neutralizuje samo siebie,to teoria „immunizacji” nie trzyma się kupy.

A teraz….te 70 do 99%….prawdopodobieństwo nie chorowania znaczy się….czy takiego samego prawdopodobieństwa nie mamy nieszczepieni,dzięki własnemu systemowi immunologicznemu?

Czy człowiek zaszczepiony nie wkracza na pole minowe,na którym liczą się statystyczne a sporządzone  na zlecenie firm produkujących matierał szczepionkowy prawdopodobieństwa?Swoją drogą dziwne,że teoria antygen-reakcja,na której opiera się szczepionkowe szaleństwo,stworzona została dopiero w ostatnim stuleciu..na czym opierano się wcześniej?

A na tym,że „szczepienie wypędza chorobę”.Po prostu.Nie wiedziano,jak,ale wiedziano,że wypędza.

Cudowny argument.A dzisiejszy….czy teoria,że od poziomu przeciwciał zależy stopień odporności,nie jest przypadkiem HIPOTEZą?

Szczepionki cokolwiek wyleczyły?

Jedynym dowodem na to,że działają pozytywnie,są statystyki!

Ochrona organizmu jest niezmierzalna i nieudowadnialna.

Czy jedynym dowodem na działanie szczepionek nie jest zachorowanie po nich?Fakt,nie takm dowodem,o jaki chodziło przemysłowi,ale zawsze to dowodem:-)

Jak wielu mądrych medyków mawiało,”medycyna jest sztuką przypuszczeń”.Ale dlaczego mamy być zmuszani do przyjmowania środków opartych na przypuszczeniach?

Każde szczepienie wywołuje w organizmie reakcję,może to być choroba,mogą być i szkody poszczepienne,czyli…też choroby.

A przecież reakcja ciała na bodziec choroby oznaczać nie musi!

Przemysł farmaceutyczny ma dziwne problemy z terminologią….

Gorączka poszczepienna nazwana jest przez wakcynologa „reakcją poszczepienną”…Sęk w tym,że dla matki rozpaczającej nad łóżeczkiem dziecka to choroba. 

Wakcynolog powie,że to dobry symptom,ale ten symptom trwa….i trwa….i trwa….W poważniejszych przypadkach może dojść do zapalenia opon mózgowych,przecież dobrze to szanowni specjaliści wiecie!

Termin „reakcja poszczepienna” nie jest ścisły.Tworzy przestrzeń dla przypuszczeń i spekulacji.

W skutkach ubocznych szczepień rozpatruje się wszak pytania o ciężkie choroby,jak cukrzyca,padaczka,trwałe kalectwa,zapalenia stawów,ogólniej-choroby neurologiczne,ale i np.dermatozy (skóry)….To wszystko nie jest uważane za szkody poszczepienne w świetle prawa o odszkodowaniach!A tymczasem wzrosła liczba zalecanych szczepień.

Kogo co interesuje?

Lekarza szczepiącego interesuje (oby) reakcja,bo mówi ona o wyniku szczepienia.

Choroba poszczepienna zainteresuje lekarza leczącego i pacjenta.

Szkody poszczepienne interesują gł.władze,bo o pieniądze chodzi,ministerstwo zdrowia,sąd wreszcie,bo pacjent musi udowodnić,że chory od szczepień.

Czy teraz jaśniej,skąd sformułowania WHO odnośnie skutków ubocznych leków-nie,nie szczepień,WHO nie było aż tak wspaniałomyślne,aby wymieniać szczepienia (chyba,że mam stare informacje,w co wątpię)?

A jak owe sformułowania odnośnie szkód polekowych wyglądają?

Pacjent musi udowodnić:

-związek CZASOWY między chorobą a wziętym lekiem,a więc najlepiej,jeżeli choroby wystąpi od razu lub jak najszybciej (wiemy,jak długo potrafią się czaić substancje zawarte w szczepionkach?czasem i dziesiątki lat)

-brak innych czynników wywołujących okoliczność choroby-tu popis dla prawników nieograniczony-„brak innych czynników” -dobre sobie!

-typowy dla materiałów zawartych w szczepionce zespół symptomów chorobowych-a więc możliwe reakcje dla kultur hodowlanych,adjuwantów,konserwantów…..A co z interakcjami,czyli samymi reakcjami pomiędzy nimi?

-określone dla aktualnego materiału będącego przedmiotem sprawy patofizjologiczne symptomy ujawnionej choroby

Patofizjologia….Każdy z nas ma określone skłonności do pewnych zaburzeń w organizmie.Po tak silnym bodźcu,jakim jest szczepionka,może wystąpić w połączeniu z naturalną skłonnością organizmu dla niego charakterystyczną np.zmiania obrazu krwi,cukrzyca,alergia…..Tu nie można wykluczyć jako powodu szczepionki,ale i nie można jej jako przyczyny udowodnić,bo tak naprawdę związek ewentualnych szkód poszczepiennych ze szczepionką jest,dzięki „trosce” WHO w formułowaniu swoich przepisów,laboratoryjnie i aparatywnie nie do udowodnienia!!!

Tylko znawca tematu szczepień może wydać oficjalną opinię w sądzie o chorobie spowodowaną szczepieniem lub nie,ale do tego jeszcze trzeba jednej,malutkiej rzeczy:jego obiektywizmu.

Spytajcie lekarza o działania uboczne szczepień,usłyszycie najpierw listę samych zalet a na końcu,że „prawie nie ma takiej opcji,aby spowodowały jakieś szkody”.Jak to było?PRAWIE robi wielką…….

Zalety….o nich właściwie już mówiłam,jak to z „wytępieniem chorób dzięki szczepieniom” było:

Ludzie żyli w brudzie i pili skażoną wodę,szczury biegały po łóżkach,bo było ich więcej niż kotów,dopiero kiedy zaczęto z upodobaniem hodować koty,szczury odpuściły-jakkolwiek cenię te mądre stworzenia i nie mogę powiedzieć, aby można je było lekceważyć-ot,nie powinny jednak przebywać na dziko w naszej bliskości,bo może się to nam nie opłacić:-)

Szczury…nie mówcie o przedstawicielach przemysłu szczepionkowego „szczury”-nigdy,przenigdy.Te stworzenia są mądre i mają kapitalny instynkt samozachowawczy a przy tym jednak potrafią koegzystować z ludźmi w kanałach…..

Polecam źródło rzetelnych informacji:www.nvic.org ,czyli National Vaccine Information Center ,USA

Korzystałam też z Nederlandse Vereinigung Kritisch Prikken www.nvkp.nl oraz oczywiście dyrektyw wydanych przez WHO:-)-International Drug Monitoring Programm.

Reklamy

Posted in szczepienia, zdrowie | Leave a Comment »

Serce.Kardiologia naturalnie.Cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 26, 2010

Właściwie można by podciągnąć ten wpis pod temat o ciśnieniu,ale…nie.SERCE zasługuje na zupełnie osobne miejsce….Podobno każdy je ma,ale patrząc po niektórych zachowaniach…spróbujemy wyjaśnić,co z tym sercem i dlaczego szeczególna troska o nie wyjątkowo się opłaca.Absolutnie każdemu.Tak,jak ważna jest współpraca ludzi złączonych wspólnym celem a przynajmniej nie przeszkadzanie sobie nawzajem,tak nie jest możliwy brak współpracy między organami-jesteśmy wszak mikrokosmosem,jesteśmy powtórzeniem wszechświata…co będzie tu do udowodnienia-oczywiście tylko dla niedowiarków,bo „dowiarki” wiedzą o tym już od bardzo,bardzo dawna.

Będzie o tym,co jest istotą serca,co jego najważniejszą funkcją i …dlaczego zdrowe serce potrzebuje spojrzeć w gwiazdy-przynajmniej od czasu do czasu:-)

Zanim o antomii….nasi przodkowie byli świetnie z energią,którą serce posiada-obeznani.Wiedzieli,że to serce posiada najgłębszą z mądrości i nie wahali się jej użyć:-)Ale potem nadeszła era „rozumu”.Piszę „rozumu”,bo niestety,nie o taki rozum naturze chodziło.Jesteśmy w stanie odkrywać kosmos,tworzyć wszelakie,technologiczne gadżety,ale spójrzmy na historię naszej cywilizacji…czy nie biegniemy prosto w otchłań?Otchłań,którą stworzyliśmy sobie sami „rozumem” właśnie?A może straciliśmy rozum….może straciliśmy serce?

Nie,nie zarzucajmy niczego inteligencji-to ona pozwala nam lepiej zrozumieć również działanie serca,rozwinąć najróżniejsze instrumentarium poznawania świata….chociażby rozwinąć teorię kodowanych drgań,powstających w Kosmosie,dających wszechświatowi praprzynależną frekwencję i formę.Czytaliście może książkę Dr Heinza Pagelsa „Kosmiczny kod.Fizyka kwantowa jako mowa natury?”.Jeżeli nie-koniecznie przeczytajcie.

Tzw.naukowcy i medycy boją się wyrażać wątpliwości,które przez ich kolegów mogłyby zostać potraktowane jako „nienaukowe”.Boją się,ale wielu wyraża mimo to a jeszcze więcej je po prostu posiada.

Nawet,jeżeli nie chcecie zgodzić się z konsekwencjami własnych odkryć,badajcie.Tylko tak możliwe jest poznanie…. siebie.

Na początku lat osiemdziesiątych dr Schwartz (Yale University) spróbował wyjaśnić,jak atomy,komórki,organy,jak np.serce-są w stanie przechowywać zakodowane informacje.Teza,że serce może magazynować energię oraz informację, które z kolei zawierają jądro naszego istnienia,oburzyła kolegów i koleżanki doktora.Nieważne było,że taką tezę wysuwali już wcześniej badacze starożytni,że teza ta pokrywała się z teorią huny-tak,tej samej huny z Hawajów.

Teza,że serce potrafi się uczyć i posiada zupełnie osobisty kod,było w nowoczesnym świecie nie do wybaczenia.Jeżeli dr Schwartz udowodniłby to medycynie szkolnej,to zawaliłaby się przecież kardiologia z jej „pompą,czyli workiem mięśniowym itp”.Nie mogła się zawalić,bo serce nigdy pompą nie było,nie było nią też ani dla Hindusów ani dla Chińczyków….Ale jako pompa trwało w akademickich mózgach,które uporczywie zwalczały teorię serca jako najważniejszego ośrodka energii życiowej.Ba-dostawały drgawek na samo słowo „energia”.

A tymczasem…wszystko,co robimy i myślimy jest energią,która koduje się w naszym sercu .

Bicie serca jest falą.Tempo bicia jest długą falą a oddech-jeszcze dłuższą.Zaobserwujmy to na swoim przykładzie.A teraz…czy coś nam się rzuca w oczy?To fala nakładająca się na falę-osadzanie się fal krótkich wewnątrz fal długich-tzw.gniazdowanie,co zaobserwował m.in.dr Schwartz opierając się z kolei na sugestiach wielkich poprzedników.

Spytajmy teraz siebie:co się stanie,jeżeli w fale rzucimy kamień?Proste,prawda?Zburzymy falowanie.Zakłócimy je.Takimi kamieniami są negatywne emocje-zaburzają subtelne „gniazdowanie” serca prowadząc do rozedrgania systemu najważniejszego:systemu,na którym opiera się nasze istnienie.Niby wszyscy wiemy,że złość itp.nie służą,ale JAK to się dzieje?…cdn. 

Lektura :”Neurotherapy and the heart.The Challenge of Energy Cardiology”.G.Schwartz i L.Russek

„Trójwymiarowa dynamika arytmii serca”-A.Winfree

Posted in kardiologia naturalnie | Leave a Comment »

Kot.Zapalenie pęcherza.Cz.1.cyklu o Braciach nie zawsze mniejszych:-)

Posted by natural health consulting w dniu Luty 25, 2010

I w niełaskawym losie można znaleźć coś pozytywnego.Kot nowej znajomej zachorował na zapalenie pęcherza.Chorował już wiele razy,za każdym razem „leczony” był antybiotykami,niestety,zapalenie powracało-bo w tym wypadku niczego innego nie należało się spodziewać,zwierzak słabł,cierpiał a pani z nim…ale gdyby nie oni,nie byłoby teraz tego wpisu,a a nuż jakiemuś zwierzaczkowi pomoże?

Na początek muszę powiedzieć,że należy ustalić,czy to aby zapalenie pęcherza,czy też może co innego.

Jeżeli ustalone jest-w czym z pewnością pomoże weterynarz – spektrum objawów –  przystępujemy do działania.A – zanim zapomnę-obserwujmy nasze czterołapne,patrzmy,czy aby w tym przypadku kot nie zaczyna posikiwać maleńkimi ilościami moczu w innych niż kuweta miejscach,bo to może być początek zapalenia pęcherza właśnie-to nie jest jego złośliwość,on chce nam pokazać,że cierpi-nie karzmy go za to!

Jeżeli wykluczone są kamienie (też mogą być przyczyną bolesnego oddawania moczu),to przy zapaleniu pęcherza robimy mieszankę z:

macierzanki lub tymianku

rumianku

szałwii

kocanki piaskowej

wszystkich tych ziół po garści,jeżeli nie mamy kocanki piaskowej,wystarczą trzy pozostałe,wrzucamy je do wiaderka, zaparzamy 3/4 pojemności wiaderka wrzątkiem,chwilkę odczekujemy,aby zwierzaczka nie poparzyć zbyt gorącą parą i….siadamy z nim na kolanach nad wiaderkiem-TAK,wiem,to trudne u kotów,ale jeżeli przytulimy go po prostu tak,aby tylne łapki lekko opierały się o nasze kolana,to z doświadczenia wiem,że da się go do parówek przyzwyczaić-oczywiście,jeżeli nie stracił wcześniej zaufania do człowieka.Nawet największy rozrabiaka uspokaja się,kiedy jest chory a wie,że jego opiekun chce mu pomóc-zachowanie kota w czasie terapii to w 95% kwestia wcześniejszego zachowania właściciela wobec niego.Ważne,aby tyłeczek kota znajdował się gdzieś 30 cm od lustra wody,tak aby nie poparzyć mu wrażliwych okolic.

Jeżeli parówka „wiaderkowa” nie wchodzi w grę,trzeba nalać tych samych ziół do wanny -w większej wtedy ilości-i postawić go na w miarę niedużej deseczce nad parującymi ziołami aby substnacje aktywne miały dostęp do pęcherza.

Taką parówkę robimy 2 do 3 razy dziennie,parę dni,do wyleczenia.Zaznaczam,że szybka reakcja i parówka w pierwszych godzinach wystąpienia objawów często wystarcza do wyleczenia już po pierwszym dniu.ALE do tego jeszcze proszę zatroszczyć się o wnętrze kocura,czyli :wycisnąć sok z kopiastej łyżeczki żurawin i podać mu,najlepiej maleńką porcelanową łyżeczką (są chińskie) lub delikatnie strzykawką do pyszczka.Będzie pluł,ałe przełknie.

2 do 3 razy dziennie taka żurawina (może być rozmrożona,ale wtedy zalana wrzątkiem dla ocieplenia) plus parówka i zapalenie pęcherza znika.

Oczywiście po długotrwałych „leczeniach” chemikaliami należy się jeszcze liczyć z nawrotami zapaleń,ale już nie z taką częstotliwością a może i wcale.Oprócz tego kotu z zapaleniem pęcherza proszę nie podawać ryb ani karmy z rybami.

Kociaczkom zdrowia życzę:-)

A -Pani Anno,dziękuję,ale proszę się nie przejmować-cieszę się,że pani tu jest a tacy ludzie…cóż,byli,są i będą,nie mogę mieć do kogoś żalu o to,że jest jaki jest,to bez sensu:-),ale z reklamy się cieszę:-)),bo jeżeli się o czymś/kimś mówi,to lepiej,niż by się pozwoliło umrzeć w zapomnieniu,prawda?:-))Zresztą poczekajmy,bo w Stanach już przemysł farmaceutyczny dopomina się o…patentowanie leków homeopatycznych,na których chce położyć łapę wiedząc,że nie zatrzyma rozwoju świadomości ludzi.Ba-pilnie usiłowuje dopasować istniejące dowody na działanie homeopatii do swojego języka,aby uargumentować,że „działa,ale to oni udowodnili,że działa”-oj,będzie się działo:-):-):-)Jak mówią przyjaciele informatycy-„to będzie tona bajtów jaj”…oby nie zgniłych:-)

Posted in zwierzęta | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.5.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 23, 2010

Na początek krótka dygresja-świat jest mały,to wiemy wszyscy.Czasem jednak zdajemy się o tym zapominać i wydaje się nam,że możemy popełniać różne grzeszki i nikt się o tym nie dowie.A jednak.Znajomi opowiedzieli mi,iż fragmenty moich wpisów o homeopatii-dosyć spore nawet-są cytowane w czasie wykładów o niej bez podania źródła.O ile cieszę się bardzo,że mogę być pomocna w szerzeniu wiedzy służącej wspólnemu dobru,o tyle byłoby mi miło,gdyby osoba wykorzystująca moją myśl i czas poświęcony tej stronie,odezwała się do mnie z pytaniem,czy może podeprzeć się moim tekstem.Nie ja wynalazłam homeopatię i w ogóle trudno jest mówić o jakiejkolwiek własności intelektualnej w świecie powtórzeń i milionów tekstów,z których to wykładów czy druków przecież pochodzi nasza wiedza-oczywiście plus doświadczenie.Nie wykluczam,że ktoś mógł mieć podobne do moich przemyślenia-to się po prostu zdarza.Ale kiedy przytaczany jest tekst w całości jako własnego autorstwa-to po prostu nieładnie,że nie nazwę tego inaczej.Cieszy mnie,że się podobało,ale czy nie byłoby łatwiej się odezwać?To przecież nie kosztuje nic oprócz przyzwoitości a jeżeli pracując w środowisku z założenia mającym świecić przykładem posuwamy się do takich działań,nie skarżmy się potem,że jesteśmy posądzani o niewiarygodność.Powoływanie się na źródła,które uważamy za właściwe,przecież nam nie ujmuje,czy się mylę?Pozdrawiam i proszę nie zapominać,że świat się skurczył.

Dzieci stały się ulubioną tarczą polityków i przemysłu.

Dla „ich dobra” walczy się o stołki,dla „ich dobra” wprowadza się „regulacje” będące de facto zawsze ograniczeniami wolności,dla ich dobra wreszcie serwuje im się farmaceutyki w ilościach niestrawnych nawet dla dorosłego ,a nie robi nic,aby zapewnić im godziwe wzrastanie i spożywanie zdrowego jedzenia….Dla „ich dobra” wreszcie potępia się jedną z najłagodniejszych metod leczenia:homeopatię.

Niedawno przejeżdżając przez małe miasteczko potrzebowałam plastra i zajrzałam do miejscowej apteki.Moje zdziwienie było spore,gdyż leki homeopatyczne-w tym świetne remedia na choroby typowo dziecięce- zajmowały zupełnie sporą półkę a niezwykle kompetentna,młoda farmaceutka,wiedziała świetnie,”co z czym” się komponuje.To napawa optymizmem.Jest i wielu starszych aptekarzy,którzy interesują się naturalnymi lekami i mają sporą wiedzę w tej dziedzinie,więc może sprawa nie jest beznadziejna.Gdyby tak jeszcze do stosowania homeopatii przyznali się otwarcie prominentni Polacy a jej zwolenników  „na szczytach” jest naprawdę sporo,może dałoby się uratować więcej pokoleń od macek masowej chemii.Nie,nie uważam,że dzieci zasługują na większą uwagę niż starzy,schorowani ludzie (tu pewnie posypią się na moją głowę gromy).Wiem,małe dziecko jest bezbronne,ale….czy nie tak samo bezbronny jest stary człowiek?Dlaczego starców spisujemy na straty?Czy taką postawą nie gotujemy sobie identycznego losu?

Dlaczego ciągle wyciera się usta dziećmi a starzy umierają w nieistnieniu?Czy dlatego,że starzy nie dadzą sobie wmówić wielu „dobrodziejstw”,którymi się karmi tłumy a młode matki zrobią wszystko,kiedy usłyszą,że to dla „dobra” ich pociech?Przypomina mi to starożytnych przywiązujących do armat dzieci aby wróg nie strzelał….Po co więc mowa o dzieciach teraz?Aby powiedzieć,że homeopatia jest bezpieczna również dla nich i nie ma powodu,aby nią straszyć-nie,aby podkreślić szczególną troskę o nie,ponieważ na troskę w potrzebie zasługuje każda istota.

Dziś więc o bezpieczeństwie stosowania homeopatii oraz istocie jej działania..między innymi.

„Przez obserwację,rozmyślanie i doświadczenie spostrzegłem,że w przeciwieństwie do alopatii,prawdziwą,najlepszą drogą uzdrowienia jest:wybierz ,aby delikatnie,szybko,pewnie i trwale uleczyć w każdej chorobie jeden lek,który może wywołać podobne cierpienia,jakie ma uleczyć”. S.Hahnemann

Homoion pathos-podobne cierpienie

Ludzie „chcący” udowodnić działanie metody stosowanej od dobrych dwustu lat z ogromnym powodzeniem,poruszają się ciągle w ciasnych ramach tzw.nauki-tej samej nauki wykluczającej istnienie duchowości,w ogóle istnienie świata niematerialnego,czyli przede wszystkim materialistycznej fizyki nie potrafiącej tak naprawdę wytłumaczyć niczego prócz prostych schematów własnych równań,które z kolei są zwykłymi teoriami opartymi na hipotezach…gdzie dowiedziono prawdziwość fizycznych hipotez?Gdyby się zabrano za pytania o te właśnie teorie-czy nie stanęłyby pod znakiem zapytania i te „wytłumaczone” równania?

Ale do rzeczy:wśród pytań o homeopatię pojawia się też:”przecież niektóre z substancji,z których sporządzane są homeopatyczne leki,niektóre są toksyczne-jak więc można mówić o bezpieczeństwie?”

O paracelsusowskim,że „wszystko jest trucizną i nic nią nie jest”  wspominałam wcześniej.I tak zbyt dużo tlenu może zabić,zbyt dużo potasu (wysiada serce),zbyt dużo….i w ogóle „zbyt”.

Ale nie zapominajmy,że homeo remedia są ekstremalnie małymi dawkami sporządzanymi specjalnym procesem potencjonowania:rozcieńczane,potrząsane,znów rozcieńczane itd.-wiele razy.To sprawia,że dawki substancji podstawowej są tak małe,że efekt toksyczny jest praktycznie wyeliminowany.

Hahnemann opisał rozcieńczanie jako potencjonowanie opierając się podobno na matematycznej potencji (dziesiątce),ale wielu homeopatów uważa,że przede wszystkim doświadczając,że ze wzrastającą liczbą kroków rozcieńczania wzbiera też siła leku,jego terapeutyczna potencja- i tego właśnie terminu powinniśmy używać zamiast „rozcieńczenie”,który bez opisu procesu wprowadza w błąd.

NIe bez znaczenia ( w krótkim,niewielkim rozcieńczaniu) jest tu też odpowiednia chemiczna działalność przy,np.rozpuszczaniu kwasu w wodzie,którego siła z rosnącym rozcieńczaniem:-) rośnie,z powodu podwyższonej dysocjacji -w tym akurat wypadku do pewnego stopnia.

To,co robi homeopata,to naśladowanie natury-i rozpuszczanie hom.leku i rozpuszczanie żywności w katabolicznej gałęzi przemiany materii znajdują się w tej samej zasadzie pozyskania informacji.Zasada podobieństw wynika z tego,że jesteśmy w stanie naśladować patologiczny proces przez podanie odpowiedniego środka.

Yehudi Menuhin:

„Homeopatia jest jedyną z medycznych specjalności,która chroni,kuruje,dba i nie karze-jest wyłącznie korzystna”.

200 lat używania z korzyścią to dla zamkniętych mentalnie miłośników i jednocześnie niewolników molocha farmaceutycznego (bo tylko tacy są przeciwnikami homeopatii) za mało.

Leki homeopatyczne nie są patentowane-jeszcze.To przeszkadza.Bo na wszystko grupy interesów chcą mieć patent.Najlepiej na samego człowieka też.

Leki homeopatyczne  ś r e d n i ch  potencji są sprzedawane bez recepty.Człowiek może sam dopasować sobie remedium wg posiadanej wiedzy.To przeszkadza.Bo wszystko musi mieć pośredników.

Leki homeopatyczne są generalnie bezpieczne.To przeszkadza.Bo po co przemysłowi zdrowy człowiek,na którym nie da się zarobić?

Co do bezpieczeństwa….Słowo „bezpieczny”-jak wszystkie inne,też jest względne.

Efekty uboczne powodowane farmaceutykami konwencjonalnymi są właściwie nie „efektami ubocznymi” a bezpośrednimi efektami „leków” hamujących naturalne reakcje organizmu na stres lub inne,agresywne czynniki zewnętrzne.Mimo,że mogą tłumić symptomy główne,zwykle wywołują większe i cięższe symptomy od „leczonej choroby”.

Leki homeopatyczne nie mają takich efektów.

Przedawkowanie jest prawie niemożliwie-mówię „prawie”,gdyż:

O ile nie każdy jest wrażliwy na potencjonowane dawki,to mogą się u niektórych bardziej rozwinąć symptomy głównej substancji, czyli  wzmocnić się.Znikną,jeżeli:

-odstawi się lek

-podana zostanie wyższa potencja

-poda się lek homeo powiększający te objawy na które cierpi pacjent (poprzedni mógł być źle dobrany)

-jeżeli poda się antidotum,jeżeli weźmie się np.kofeinę-czasami jest ona antidotum na lek,nie tylko homeopatyczny.

Wspominałam tu już o śmiesznej z samego założenia akcji przedawkowania homeopatii-niestety,nigdzie nie pisze,jakie potencje wzięli uczestnicy akcji-bo słyszałam,że „najśredniejsze” z możliwych (tak na wszelki wypadek),na jakie symptomy owe leki były-też darmo oficjalnie szperać-z moich źródeł wynika,że na najłagodniejsze z możliwych -przeziębieniowe.

Podstawowym zaś już błędem przeciwników homeo było to,że efektów przedawkowania oczekiwali natychmiast.Nie wiedzieli nawet tego,że jedną z podstawowych zalet leku homeo jest to,że nie można od niego oczekiwać natychmiastowego strucia (tak,jak w przypadku przedawkowania farmaceutyków konwencjonalnych) a jedynie ewentualnie wzmożenia symptomów ISTNIEJąCEJ choroby i to po pewnym czasie,więc z samego założenia akcja potwierdzała jedynie żałosną niewiedzę,żeby nie powiedzieć głupotę biorących w niej udział.

Jednym z ulubionych argumentów niedouczonych krzykaczy (nie nazwę ich kłamcami,gdyż po pierwsze taka retoryka nie leży w moim obszarze a po wtóre uważam,że po prostu nie wiedzą,co czynią),jest,że tak silnie rozcieńczone substancje nie mogą mieć działania terapeutycznego.

Faktycznie,wg ich definicj nie miałby taki lek żadnego działania.Bo weźmy potencję C30-normalną,średnią-to jakby rozcieńczyć coś w morzach świata.W takim rozcieńczeniu są w wodzie praktycznie większość znanych,chemicznych    pierwiastków a ta raczej terapeutycznego działania nie ma,choć i tu znaleźliby się tacy,którym pomogła a jeżeli-to w porządku.A co z konceptem molekularnym Loschmidta,wg którego przy rozcieńczeniu większym niż D23 nie można liczyć się z obecnością żadnej molekuły leku?Przytaczam to wszak wbrew homeopatii!A jednak działa.

Istota działania homeopatii leży w informacyjnych powiązaniach przemiany materii-tak działa każdy lek i każda żywność,NIC nie jest rozcieńczone JEDNYM krokiem,ale wszystko,odpowiednio do warstwy rozmywa się w wiele cząstek.Tak,to też temat rzeka,ale jakże ciekawy!Organizm też nie jest byle jakim zbiorem części a następstwem pojedynczych kroków.Każda przemiana materii funkcjonuje w stopniowym rozpuszczaniu nawarstwionej informacji,czy to się komuś podoba czy nie,to mamy na myśli mówiąc o dynamizowaniu.Zaznaczam,że tzw.rozcieńczanie ma miejsce tylko w przypadku roztworów,leki w postaci stałej rozciera się żmudnie i dłuuuuugo,dłuuuugo.

Dla miłośników potwierdzeń „naukowych” podaję badania upublicznione w „Terapia i Leki” z -tak,tak,z 1975 w artykule „Rola receptorów komórkowych w mechanizmie działania leków” pana Kostkowskiego,gdzie autor pisze:

„Pobudzające działanie izopropylo-noradrenaliny na serce ssaków występuje już w stężeniu 10 do minus jedenastej g/ml,a serotonina wywołuje silną stymulację serca u małży w w stężeniu 10 do minus piętnaście g/ml”-to zaledwie jeden,polski i łatwo dostępny z dowodów na działanie terapeutycze sporych rozcieńczeń- i to w żywych organizmach.

Ważnym w dawkowaniu leków homeo jest,że kiedy symptomy znikają,nie musimy dalej brać specyfików-jesteśmy zdrowi,koniec z łykaniem.Jeżeli symptomy znikną po dwóch dniach,w porządku,po trzech tygodniach-w porządku.

Koniec objawów-koniec brania.

Co do bezpieczeństwa -niektóre apteki nie sprzedają po prostu  potencji 200x,1 m,itp.poza przepisaniem przez homeopatę lub po upewnieniu się,że pacjent zna przynajmniej podstawy homeopatii.Dlaczego?

O ile nie są toksyczne w tradycyjnym znaczeniu toksykologicznym,to nie możemy zapominać,że pozostają głęboko działającym lekiem stymulującym wewnętrzne zdrowie,nawet wywołując „uzdrawiający kryzys”.

Taki „uzdrawiający kryzys” nie jest skutkiem ubocznym,ponieważ pochodzi z przeznaczenia leku i dopasowania symptomów-on je wszak pogłębia,taki kryzys jest wzmożonym wysiłkiem organizmu,aby uzdrowić głębokie warstwy ludzkiego wnętrza,w których zagościło ognisko złego samopoczucia.

Lek homeopatyczny może być co najwyżej bardziej reaktywny-to znaczy,że może wywoływać „kryzys uzdrowieńczy” częściej niż inny lek homeopatyczny.Np.takimi wysoko reaktywnymi lekami są nozody robione z patologicznych zmian organizmu,jak np.Tuberculinum,Medhorrinum czy Syphilinum-będą omówione,kiedy zacznę po kolei opisywać substancje homeo.Te jednak leki reaktywne są pod szczególnym nadzorem homeopatów i wydawane na receptę, podobnie jak niskoko-czy b.wysokopotencjonowane.Osobiście uważam też-w przeciwieństwie do większości homeopatów,że choroby weneryczne można leczyć naturalnie,ale niekoniecznie homeopatycznie-chyba,że jest to jedyna możliwość.Do tego odniosę się w innych wpisach tematycznych.

Co do kryzysu….Na przykład działanie leków homoepatycznych często można obserwować na skórze,np przy wysypce:ciało zawsze szuka ochrony swoich najbardziej witalnych funkcji zawsze eksternalizuje (uzewnętrznia) stres,zawsze stara się wyrzucić czynniki infekcyjne-homeopatia w tym pomaga,nie wtłacza tych czynników z powrotem,jak czynią to leki konwencjonalne.

Prawo Heringa:

homoepata wie,że dobrze dobrał lek,kiedy:

-obserwuje ruch symptomów z wewnątrz ciała na zewnątrz-z wewnętrznych funkcji bardziej witalnych do zewnętrznych (np.wysypka,zaczerwienienie skóry itp)

-kiedy symptomy przesuwają się z góry ciała do dołu

-kiedy poruszają się w tzw.odbitym porządku doświadczalnym,tzn.kiedy stare symptomy pojawiają się na krótko w procesie kuracji.

Jeżeli nie obserwuje się takiego porządku,oznacza to,że lek albo nie jest dobrze dobrany albo  choroba jest już tak zaawansowana,że organizm nie jest w stanie uruchomić mechanizmu zdrowienia.

Wiadomo,że im większa dawka (a więc potencja niższa),tym intensywniej mogą nastąpić symptomy podstawowego kryzysu.Pierwsza dawka musi być serwowana zawsze w potencji średniej.

Co do dzieci i bezpieczeństwa stosowania homeopatii:one reagują świetnie na homeopatię nawet przy niezbyt dokładnym doborze leku,a to przez inteligencję młodego organizmu i niezniszczony jeszcze wewnętrzny radar skanujący każdy energetyczny lek będący nawet blisko tego najodpowiedniejszego.

J.Kepler:”Natura używa tak mało,jak to możliwe,wszystkiego”.

Dzieci trzeba obserwować.Rozmawiać z nimi tak długo,jak to możliwe,potem z rodzicami-oczywiście ta kolejność jest możliwa od ok.4 roku życia dziecka.Ważne jest nie tylko to,co dziecko mówi,ale i to JAK mówi.O szczegółowym wywiadzie homeopatycznym wspominałam wcześniej.Koniecznością jest wyszukanie tzw.objawów kluczowych-wybitnie rzucających się w oczy,jak np.załzawione oczy,palące,czerwone uszy,biegunka itp.

Pytamy dziecko,co boli najbardziej?

Jakie rzeczy sprawiają największy ból,jakie mniejszy?

Wykonujemy specyficzny tzw.body scan -dzieci muszą opowiedzieć,co czują w  poszczególnych częściach ciała.

Powinny opisać siebie parę lat wcześniej.

Opowiedzieć,jak lubią /kochają rodzeństwo i opisać je.

Jak opisaliby je koleżanki i koledzy.

Jak opisałby je ktoś,kto ich nie lubi.

Jakie zwierzęta lubią najbardziej,jak zwierzęta na nie reagują.

Ulubione kolory malucha.

Te pytania pozwolą dziecku zdystansować się do siebie.Trzeba też spytać,co maluch uważa za najgorszą karę od rodziców.O dzieci,z którymi trudno nawiązać kontakt,trzeba dokładnie wypytać rodziców:

Co dla dziecka ma największą wartość?

Jakie emocje odczuwa i jak je wyraża?

Rodzice powinni też opowiedzieć o ciąży i warunkach swej pracy.

Zwykle przeszkodą w spokojnym podjęciu decyzji o łagodnym leczeniu jest gorączka-gorączka u dziecka często wywołuje u rodzica paniczny strach a tymczasem to mądrość ciała i życia-oczywiście,jak pisałam wcześniej-do pewnego stopnia.Gorączki zbyt długie i za wysoki muszą być zbite,ale…to tak naprawdę ekstremalna mniejszość.

Podaniem ciężkich farmaceutyków kreuje się dopiero chroniczne choroby.

Jeżeli lek homeo nie działa przez 2 godziny lub dziecko ma 40 stopni i nie ma odpowiedzi na lek po 6 godzinach, ewentualnie jeżeli (przed podaniem leku,w razie zaś,gdyby coś takiego wystąpiło pomimo podania-tym bardziej) jesteśmy zaskoczeni nagłym stanem niebezpiecznym- dziecko popada w letarg i ma sztywniejący kark-natychmiast trzeba skontaktować się z oddziałem ratunkowym.Częste w wieku dziecięcym są zapalenia ucha.

Britih Medical Journal:”Antybiotyki?Nie ma zysku w użyciu antybiotyków-to placebo (ze szkodami) w infekcji ucha”.

Tymczasem homeopata zastosowałby w tym przypadku tzw.ABC:Aconitum plus Belladonna plus Chamomillae ew.Pulsatilla.Bywa,że stosuje się też Siliceę i in.Efekty widać w 24 do 64 godzinach.

Swietne wyniki osiąga homeopatia w ADHD,przy czym ważne jest ustalenie,czy nadaktywność dziecka ma związek z życiem matki w ciąży,zanieczyszczeniem jej i dziecka organizmu toksynami,stresem,czy jest to po prostu naturalna żywość dziecka.To naprawdę ważne.PO PIERWSZE NIE SZKODZIć.

Przy ADHD jest użyteczne np.Veratrum album,Cina,Stramonium.Oczywiście zaznaczam:średnie potencje.

Proszę pamiętać,że jeżeli dziecko odzyska kontrolę nad własną energią,będzie ją miało również nad nauką-chodzi o rozwój,nie jego tłumienie.

Lektura obowiązkowa (również moja):Pediatric Infectious Disease Journal 20,February 2001

French Government Report:Social Security Statistics CNAM,1991

James Tyler Kent:”Lectures on Homoepathic Materia Medica”

I jak zawsze:Organon,S.Hahnemann (podany na początku cyklu o homeopatii)

Posted in homeopatia | 1 Comment »

Ogród zdrowia.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 22, 2010

A jednak prognozy się nie sprawdziły?Miało być mroźno,szaro,śniegowo a tu bezczelna wiosna śmieje nam się w twarz. Co ja pisałam o Chińczykach?Jak widać ich terminologia pór roku nie różni się od naszej aż tak bardzo i zupełnie nie wiem,po co to wpychanie ludziom zimna -żeby sprzedać resztki ciuchów na chłody?Owszem,może jeszcze zawirować, nawet śniegiem,ale w naturze przyszła wiosna i nie zmieni tego nawet chóralne wołanie pogodynek i pogodynków o zimę.

Wiosna w ogrodzie -jak w domu-porządki.Pisemka różnej maści nawołują do cięcia i rąbania-niestety,te same pisemka reklamują chemiczne środki ochrony roślin (co jest poniekąd zrozumiałe,gdyż utrzymanie się dzisiaj na rynku prasy kosztuje wyrzeczenia) ,więc z zaufaniem co do rad można mieć pewien problem.

Przypuśćmy,że tniemy wg rady w piśmie,”bo wiosna”.Przycięte w nieodpowiednim czasie krzewy czy drzewa na pewno będą chorować lub wręcz umrą-my oczywiście będziemy chcieli je ratować i kupimy środki polecane na leczenie roślinek,bez gwarancji,że pacjentki użycie chemikaliów przeżyją.

Tymczasem,kierując się kalendarzem księżycowym oszczędzamy sobie stresu związanego z ubytkiem naszych skarbów a im samym-choroby lub śmierci.Oczywiście niezbędna jest też właściwa ziemia,sąsiedztwo,pielęgnacja,ale to wszystko kosztuje o niebo mniej od postępowania zgodnie z naturą a efekty przechodzą nieraz najśmielsze oczekiwania.

Księżyc to zabobony?Jasne,tak samo,jak to,że w ogóle jest-no to przecież jeden wielki zabobon:-)

A odpływy,przypływy zgodne z jego fazami,znaczy się też zabobon?

A zawartość różnych substancji w roślinach zależnie od jego fazy-to też zabobon?

Wreszcie nasze samopoczucie przy nowiu lub pełni,ewentualnie ciekawych konfiguracjach na niebie-to zabobon kompletny?

Jeżeli są to dla Państwa zabobony,proszę udać się do najbliższego sklepu ogrodniczego,zaopatrzyć w chemiczne środki „ochrony” rośliny i dalej mordować naturę a przy okazji tluc i siebie-bo to WASZ wybór,z tym że proszę postarać się nie zapominać,że to samo czynicie innym,niekoniecznie przedwczesnej śmierci pragnącym.Kwestia sumienia.Jeżeli je macie.

Co w zamian,powiecie-co w zamian za łatwe użycie wygodnych proszków i aerozoli?

Zaczniemy od księżyca.O wprowadzenie postaram się przy okazji,ponieważ sama też mam mnóstwo obowiązków,ale teraz zależy mi,aby niepotrzebnie nie ciąć roślin o niewłaściwej porze,ponieważ po prostu je stracicie lub będziecie potrzebowali wiele czasu,by je wyleczyć.

Zasada generalna numer jeden:nigdy nie tniemy roślin w fazie po nowiu do pełni.

Dlaczego?

Soki od nowiu do pełni idą w górę zgodnie z naturalnym rytmem (mówiąc skrótem) i przycięte w tej fazie drzewko ma odciętą drogę do życiodajnego płynu-sok zostaje w górze a ten,co idzie właśnie z dołu,pchany księżycową siłą wybija w miejsce cięcia i ucieka-drzewko usycha,ewentualnie później-jeżeli przeżyje-choruje.

Tniemy więc ZAWSZE od pełni w stronę nowiu.

Dla poszczególnych rodzajów roślin jest też szczegółowo przyporządkowanie znaków planetarnych,w których cięcie przynosi określone efekty,o czym później,ale zasada pozostaje:od pełni do nowiu.

Do następnego:-)

A-pełnia przypada teraz 28.02.2010.

Posted in ogród | Leave a Comment »

Borelioza-czym jest naprawdę?cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 21, 2010

Borelioza- to jedno ze słów robiących ostatnio zawrotną karierę.Chciałoby się powiedzieć „niestety”,gdyby nie to,że można to potraktować jako okazję do wyjaśnienia pewnych procesów zachodzących w naturze,znanych antropologii, znanych etnomedycynie,obcych jednakże tej,która usiłuje boreliozę leczyć-medycynie szkolnej.

Szkoda wprawdzie,że „okazja” co najmniej smutna,ale być może przykład boreliozy sprawi,że ludzie zaczną zwracać nieco więcej uwagi na relacje „homo podobno sapiens” a środowisko.Tragiczne,że przyroda musi chwytać się tak drastycznych metod,aby przekonać rozumnego-jak sam o sobie mawia-człowieka,że przede wszystkim jest jego przyjacielem.

Kiedy na jednym z sympozjów okazało się,że żaden z obecnych na sali lekarzy nie ma dość wiedzy,aby z całą pewnością uznać boreliozę któregoś z pacjentów za wyleczoną,przy czym dane w Niemczech mówią o 90% powodzeniu w leczeniu b.metodami medycyny szkolnej,zaczęłam się zastanawiać,jak to jest (znowu!)możliwe,że leczy się coś,o czym nawet nie wiemy,czym naprawdę jest.A jednak nie jest to przypadek odosobniony.

Statystyki-cóż-często są ze sobą sprzeczne i stanowią-na szczęście nie tylko dla mnie-coraz mniej wiarygodne dowody na cokolwiek,bo co można powiedzieć,że z 90% „przypadków” uznanych za wyleczone melduje się po PARU latach ogromna część z powrotem z objawami charakterystycznymi dla boreliozy niewyleczonej i szybko podciąganymi pod „cokolwiek”,byle nie popsuć statystyk właśnie?Jedyne,co można zrobić,to zapomnieć o cyferkach i po prostu starać się pomóc,ponieważ boreliozę można leczyć tak,jak przyszła:naturalnie.A do tego skutecznie.

Przede wszystkim…skąd TO się wzięło?Dlaczego nagle mówi się o tysiącach zachorowań na tę chorobę,dlaczego nie była ona problemem w czasie,kiedy lekarz,Borrell,opisał bakterie o ciekawych kształtach?

Aby przybliżyć nieco historię boreliowego obłędu musimy postawić pytanie o jeden z podstawowych dogmatów medycyny szkolnej:skąd u licha pomysł,że WSZYSTKO w naturze MUSI się zwalczać,że człowiek jest wrogiem bakterii a balterie -człowieka-dlaczego nikt nie chce szukać odpowiedzi na pytanie,dlaczego miałoby tak właśnie być…a jeżeli jest,to czy nie cud,że przetrwaliśmy jako gatunek tyli kawał czasu….a może przetrwaliśmy wyłącznie dzięki naszemu rozumowi?

Jeżeli uważacie,że tak,to idźcie i używajcie rozumu gdzie indziej,bo tutaj przemawia przede wszystkim natura,nie ludzkie dogmaty.

Bakterie żyją na Ziemi przynajmniej od 3,5 miliarda lat-twierdzi człowiek,który jednak nie jest tego zupełnie pewien, bo…tak naprawdę ciągle nie jest w stanie stwierdzić tego NA PEWNO.Jedno się zgadza:one są tutaj długo.Biliony z nich zasiedlają też nasze ciała,najczęściej jako istoty nam przyjazne-choć wielu będzie niełatwo w to uwierzyć-trudno,niech je więc wytłuką i sprawdzą konsekwencje autopsyjnie,choć nie polecam.Nie na darmo wielu medyków zachodnich-niestety,muszę to powiedzieć-ściągając bezczelnie od lekarzy Wschodu-nazywa bakterie nie „zarazkami”)od niesienia zarazy) a „zdrowotkami”-od niesienia zdrowia.

Owe zdrowotki nie mają się w naszych,coraz bardziej zatrutych środowiskach zbyt dobrze-poddawane silnemu promieniowaniu różnego rodzaju,narażone na ataki metali ciężkich,szczepienia,trucizny żywieniowe,psychiczne, antybiotyki…..powiedziałam antybiotyki?No tak-zerknijmy na pochodzenie słowa antybiotyk:

anti bios-przeciwko życiu.

Antybiotyki są bronią wymierzoną w nas samych,ponieważ bakterie nie tylko są nam (w większości-do mniejszości oczywiście wrócę,ale po kolei ) przyjazne,ale również egzystują w nas-nie da się zastosować antybiotyku poza naszym organizmem.

Lata stosowanych antybiotyków?Alergie,MS,cukrzyce,nowotwory…..Niestety,te „cudowne” leki mają swój udział-często większy niż by się wydawało w chorobach kompletnie z nimi nie wiązanych.Mało tego-w chorobach o które oskarża się genetykę-no dobrze,ale skąd się dziedziczenie pewnych podatności bierze?A lata złego odżywiania się rodziców i dziadków (oj,pokolenie przedwojenne wcale nie było słabe,co widzimy na przykładzie przetrwania wojny w pięknym nieraz stylu-czy zauważyliście,że „przedwojenni” zamiast szczepionek mieli dostęp do zdrowego jeszcze jedzenia i leczyli się najczęściej naturalnie?),lata szczepień,pracy w urągających godności człowieka warunkach-jak mogło to nie mieć wpływu na zdrowie pokoleń u których objawiają się choroby o których mówi się lekko „genetyczne”-czytaj:”Nie mamy na to wpływu,leczymy i albo wyleczymy albo nie,bo wpływu nie mamy-to wrodzone”.

Ani słowa o „to nasza robota,naszych cholernych wynalazków,których skutki nikogo nie obchodzą,póki przynoszą kasę a będą ją przynosiły,bo to one powodują ten łańcuch nieszczęść,który my potem „leczymy””!Ani słowa o winie.

Antybiotyki,pustosząc florę bakteryjną organizmu stwarzają doskonałe miejsce dla bakterii i innych czynników chorobotwórczych z zewnątrz-to otwarta brama dla prawdziwych,bo nieznanych organizmowi wrogów.(Cannon 1994)

Jak już wcześniej zaznaczałam-jeżeli naprawdę sytuacja jest „podbramkowa” i nie możemy użyć niczego innego-jasne, wtedy antybiotyk,bo ryzyko osłabienia systemu immunologicznego jest mniejsze niż ryzyko ntachmiastowej śmierci.Ale takie wypadki są….wypadkami.Nie powinny być rutyną a niestety,tym się na dziesiątki lat stały.Dopiero teraz niektórzy lekarze otwarcie mówią o skutkach „terapii” antybiotykami-z tego,co zauważyłam,wielu z nich to ci sami,którzy jeszcze przed chwilą tę właśnie metodę wielbili.Dobrze,że spotrzegli błąd późno aniżeli wcale,jednak nie cieszy mnie taka postawa u osób,które miały najlepszą okazję do zaobserwowania skutków wyuczonego medykowania o niebo wcześniej!

Mówię o ludziach a przecież masa antybiotyków idzie w zwierzęce pasze,gdzie robi dokładnie to samo,co w ludzkim organizmie:niszczy go,przy okazji stwarzając wolne miejsce dla elementów obcych zwierzęciu….skądś to już znamy?No właśnie.To wszystko potem dostaje się do tego,kto kawał takiego zwierzątka wsunie.Czy taki „mutant „jest dla naszego systemu dobrodziejstwem-odpowiedzcie sobie sami.

W USA rocznie dostaje się do szpitali ponad trzy miliony (oficjalnie) poważnie chorych pacjentów odpornych na wszelkie antybiotykowe „terapie”(Garrett 2001).Wyhodowaliśmy superbakterie a nie stworzyliśmy superleku.Czy on naprawdę nie istnieje?Czy może w swej pysze nie zauważamy,że natura leczy,jeżeli jej tylko nie przeszkodzimy?

Spójrzmy,w jaki sposób bakterie potrafią się uodparniać,jak to się dzieje,że niektóre bakterie mutują ZANIM zetkną się z nowym antybiotykiem,jakby przeczuwając agresora,co -dla żądnych potwierdzeń-stwierdzili jednak amerykańscy naukowcy?Dlaczego wreszcie ci,którzy przechorowali boreliozę stają się nadwrażliwi (syndrom HSP -highly sensitive person)?Czy nie jest to przypadkiem krzyk natury o zwrócenie uwagi na agresję ludzi wobec środowiska naturalnego,o wrażliwość na jej ból właśnie?

Old Lyme,1975-tam właśnie wiosną zachorowało dwanaścioro dzieci na ciekawą postać artretyzmu…przecież to dotyka zwykle starszych no i…nie jest zaraźliwy.Zaobserwowano,że chorobę początkuje czerwony,wędrujący pierścień a ten właśnie pojawia się po ukąszeniu przez Ixodes dammini-jednego z kleszczy ( a jest ich około 650 rodzajów),których ukłucia do tej pory wydawały się bez znaczenia.Chorobę potraktowano jak epidemię i zaczęto nazywać „zarazą z Lyme”.Wtedy Willi Burgdorfer-szwajcarski bakteriolog przebadał  norniki i odkrył w ich żołądku spiroszety,śrubowate bakterie-krętki,które otrzymały nazwę od swojego odkrywcy:Borrelia burgdorferi,a opisane zostały w 1983 w NE Journal of Science.Jest w historii wzmianka o niejakim Afzeliusie,który skojarzył występowanie rumienia z ugryzieniem przez kleszcza już w 1909,ale ta akurat sprawa jest nieco dyskusyjna.O ile tę notkę można przeczytać wszędzie,to nigdzie ani słowa o amerykańskich eksperymentach nazisty Wernera von Brauna-o operacji Paperclip można już sobie wyniuchać co nieco w necie-z zainfekowanymi kleszczami na Kubie.A co dopiero eksperymenty na Plumb Island?Old Lyme znajduje się w na pasku lądu między Connectitut a New York-jak daleko jest Plumb Island?Ciężko też dotrzeć do dokładnego opisu badań Herxeimera i Hartmanna,którzy też mają z boreliozą wiele do czynienia a opisywali swoje doświadczenia w 1902 roku i nie można powiedzieć aby nie były one znane von Braunowi.

co do Old Lyme polecam choćby stronę:www.rense.com/general67/plumislandlyme.htm

W tym miejscu można by spytać:A co,jeżeli kiedyś odwołasz to,co tu piszesz,co wtedy?Jest mi znany przypadek ciekawej strony,której autor w pewnym momencie odwołał prawie wszystkie swoje przekonania a nawet zaczął przekonywać innych,że był w błędzie i cały przemysł jest po prostu jednym wielkim dobrodziejstwem,amerykańska polityka cacy i w ogóle on się mylił,ale teraz to naprawi.Otóż po pierwsze nie każę Wam w nic wierzyć-myślcie i sprawdzajcie,po drugie-nie jestem kimś,kogo przekonania można kupić i nie jest prawdą,że kupić można wszystko i jest to wyłącznie sprawą ceny.Czy się ujawnię?Ależ oczywiście.W tym momencie  po prostu jeszcze sporo podróżuję i muszę doprowadzić do porządku wiele spraw,jak to w nowym miejscu bywa a ujawnienie natychmiastowe z pewnością spowodowałoby większe ograniczenia czasowe niż do tej pory,na co w tej chwili nie mogę sobie pozwolić i mam nadzieję na zrozumienie.To tyle o trzymaniu kierunku:-) 

Historia boreliozy będzie się jeszcze przewijać,gdyż jest ona tu bardzo istotnym elementem.

Ale teraz o biologii.

Kleszcz,wylęgły z jaja,przechodzi trzy stadia:larwa,nimfa,dorosłe zwierzę (cykl od larwy do dojrzałego zwierzęcia trwa ok trzy lata,po czym samica składa ok.3000 jaj a samiec pada).

Jaja nie zawierają spiroszetów,te dostają się do larw lub nimf dopiero z drobnych zwierząt-norników,myszy lub też większych -np.jeleni.

Dorosłe nienawidzą słonecznego światła,przebywają w krzaczorach ok.półtora metra nad ziemią lub w wysokich trawach-bo to lubią najbardziej:cień,wilgoć.Mimo,że ślepe,postrzegają najlżejsze zmiany w otoczeniu.Przednimi odnóżami wyczują wibracje podłoża,ruch sąsiedniej trawy,wyczują też zmianę natężenia światła,co oznacza zwykle,że ktoś rzucił cień,a wtedy….mniam!Ciepła krew wpływa do małego wampira wpływając na wzrost temperatury i opadnięcia pH.Tę zmianę pH spiroszety odczytują jako sygnał do ataku:mogą zasiedlać organizm.

Zanim przejdziemy do mechanizmów działania krętek,krótka uwaga,aby już teraz ci,którzy lubią chodzić do lasów,mogli się odpowiednio przygotować:

Kleszcze atakują przede wszystkim osoby z kwaśnym potem,lubiące alkohol,odżywiające się byle jakim jedzeniem z dużą ilością cukru i mięsa,poddane permanentnemu stresowi )wtedy też zmienia się pH potu!).Zanim nadejdzie pełnia wiosny-przygotujcie się więc i zobaczcie,czy jest różnica.

Posted in borelioza | Leave a Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 15, 2010

Tym razem nie przegapię….Z osiemnastego na dziewiętnastego lutego zaczyna się druga część chińskiego roku ( z dwudziestu czterech) -ale wciąż trwa ta sama pora-wiosna- w części drugiej noszącej nazwę piękną i wiele mówiącą: Deszczowe Wody.

W chińskim kalendarzu,z paszczy boga Smoka-pana deszczu i wiatrów-płynie potok.

Tak,są jeszcze mrozy,ale już da się odczuć cieplejszy wiatr przeganiający śnieg,suszący lód.W powietrzu wisi woda.Spójrzmy na słońce…od osiemnastego jest w wodnym znaku Ryb,jakże więc w powietrzu nie ma być wilgoci?

  Krążące soki zrywają okowy lodu,również w ludziach:-).Podobnie,jak w pierwszej części roku-początku wiosny-jako żywioł dominuje drewno a więc wciąż najważniejszym organem jest wątroba z jej istotą-przeobrażaniem,w dodatku rośnie jej Qi,co powinniśmy wykorzystać do uregulowania czynnościowego obiegu wątroby,szczególnie narażonej teraz na niestabilności emocjonalne.

Pamiętając,że jest to organ silnie reagujący na gniew,nienawiść,zawiść,czyli wszystko to,co raczej nie powinno zajmować miejsca w naszym życiu (dla wielu niestety pobożne życzenia:-)),szczególnie w tym okresie nie powinniśmy:

-roztrząsać niepowodzeń,trosk,tragedii,

-poddawać się obsesjom posiadania czegoś,co akurat w tym momencie nie jest specjalnie osiągalne,

-przesadnie plotkować (jestem realistką,stąd „przesadnie”)

-cieszyć się z cudzych kłopotów ( w ogóle nie powinniśmy )

-złościć się.

Tylko tyle,ale zastosować…naprawdę NIE JEST trudno.A efekty sami zobaczycie.

Dysharmonię pracy wątroby określa się przeciwieństwem łagodności.Jest ona najwrażliwszym organem,jeżeli chodzi o stagnację,utknięcie w czymś,jakimś miejscu.Stąd zakłócenia pracy wątroby wpływają na niemożność wydostania się z pewnych stanów.To są proste zależności:jeżeli jesteśmy pełni złych emocji-one trzymają nas na pewnym etapie tak długo,póki się ich nie pozbędziemy,lub póki one nas-jak mawia Chińczyk-nie zjedzą.Ta wiedza zresztą została zaadaptowana przez różne dziedziny psychologii-niestety,tylko pobieżnie, i opatrzona rozwiązaniami nie zawsze zgodnymi z naturalną koncepcją pierwotną.

W diecie obowiązują składniki z poprzedniej części,czyli wiosny początku,ale już uzupełniamy o następne,np.nasiona rzodkiewki.Nasiona-nie kiełki.Na kiełki nieco za wcześnie.

Gotujemy wywar z warzyw:

pietruszki,marchewki,selera i pory.

Na oleju sezamowym podsmażamy migdały,nieco imbiru,utłuczone w moździerzu nasiona rzodkiewki,pokrojoną w talarki cebulę,buraki w cieniutkich paskach (każdy,kto gotuje-a wychodzę z założenia,że mniej więcej każdy,kto dba o zdrowie,robi to-wie,że buraki są twarde i potrzebują więcej czasu od np.ziemniaków,stąd w tym przypadku paseczki  ), grzyby chińskie- ucha bzowe (te czarne ,koniecznie najpierw namoczyć),potem przykrywamy i podduszamy do względnej miękkości (jak komu pasuje).Następnie dodajemy naszą „duszyznę” do rosołku z warzyw i taką zupkę wcinamy na ciepło,oczywiście posoloną wedle smaku.Niektórzy powiedzą- a czemu nie ma tu tak potrzebnego czosnku?

A nie ma,choć w przepisach tego typu często jest,ponieważ nigdy nie mieszam czosnku z cebulą-są to warzywa mające wbrew pozorom kompletnie różne właściwości (poza wspólnymi zaletami leczenia przeziębień-ale każde w inny sposób).Poza tym,jeżeli ktoś miałby słabą wątrobę,czosnek niestety da o sobie znać bardzo szybko w niemiły sposób-będzie gniotło.Najpierw doprowadźmy wątrobę do równowagi,potem czosneczek….no nie,nie chiński-byłby ok,gdyby nie naświetlanie go i poddawanie innym ciekawym procesom przed transportem.Ale chiński czosnek w Chinach-jak najbardziej.A-najważniejsze-taki „rosołek” poprawia trawienie białek,wzmacnia wątrobę,żołądek i jelita.

Nie ma w nim kapusty?Nie ma.Ale możemy dodać,jeżeli wiemy,że nie mamy problemów z wątrobą tylko chcemy ją wzmocnić.Brzmi może dziwnie,ale tak jest,zresztą eksperymentujcie do woli.

Jakby ktoś jednak był pewien,że jego wątroba wymaga pilnej reperatury…Kleik z ryżu NIE W PLASTIKOWYCH TOREBKACH a sypanego,najlepiej też nie długiego białego-to już jakikolwiek inny będzie lepszy.Nie wylewajcie wody z ryżu,w której go gotowaliście-pod warunkiem,że nie jest to również woda z torebek-wtedy nic po niej.Chińczycy taką wodę piją do posiłku lub po prostu nie odcedzają ryżu i mają rację,bo jest wartościwa.A żeby ryżyk nie czuł się samotnie,dodajcie -jeżeli wygrzebiecie teraz spod śniegu-albo już wkrótce-liście mniszka lub-jeżeli macie-suszone,gotowane z ryżem korzonki mniszka,lekko osólcie i już macie potrawę odtruwającą,likwidującą opuchlizny, będącą prawdziwym dobrodziejstwem przy zapaleniu wątroby lub woreczka.

Z ćwiczeń można na początek zastosować 36 razy zagryzanie zębów (byle nie za mocno i nie w czasie jedzenia:-)) oraz 36 razy masowanie pępka zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

A-i nie zapominajcie o herbatce z chryzantemą:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł…..cz.3.Wścieklizna?

Posted by natural health consulting w dniu Luty 14, 2010

No i wścieka się szczepionkowe lobby,piana leci,bo narodowi świadomość rośnie…może więc szczepionko na wściekliznę….?

Bo o nim właśnie dziś będzie mowa.

W poprzednim wpisie wspominałam o niejakich: E.Jenerze i Pastuerze- panach,na których „wynalazkach” opiera się dziś cały szczepieniowy obłęd-no,nie zapominajmy o Kochu.

Ale najpierw pan Jener-1798 preparuje pierwszą informację o 23 przypadkach doświadczeń,które miały potwierdzać jego teorię.14 z 23 osób miały być chore i NIE zaszczepione.Ta czternastka przeżyła zdrowo mimo kontaktów z innymi chorymi.Reszta szczepiona-przeżyły.Nie bardzo wiadomo jednak,na co owe osoby były chore  naprawdę poza czterema,o których relacja wystarcza w zasadzie do uznania wyników-ciągle jednak czterech osób.Jener przemilczał początkowo przypadek śmiertelny-pięciolatka Johna Bakera,zmarłego niedługo po szczepieniu.Później zaznaczył ten fakt (nie dało się go ukryć) w kolejnym dokumencie,jednak wciąż było to zaledwie zaznaczenie.Jener nie podawał w dokumentacji ani wieku osób,na których przeprowadzał doświadczenia,ani daty szczepienia-„Inquiry” 1798-kto zapisał w innych źródłach,ten miał zasługi dla potomności,niestety,nie były to zapisy wszystkich doświadczeń Jenera.

 Można by więc rzec:dzisiejsza wakcynologia bazuje na czeterech przypadkach niechlujnego naukowca.

Ale nie bądźmy tak bezwzględni.Pogadajmy o jej dumie -Ludwiczku Pasteurze-znowu,bo raz to za mało.

Ludzka skłonność do wzbudzania strachu u słabszych i mniejszych (albo za mniejszych uważanych) jest niestety powszechna,przy czym wydaje się,że rośnie ona wprost proporcjonalnie do zajmowanego przez istotę mającą owe skłonności siedziska.

Od dawna ćwiczyli strach na ludziach kapłani i władcy,dziś dołączyły do nich grupy interesów,czyli właściwie jedno i to samo,tyle,że nieco rozmnożone….no,mocno „nieco”.Zmieniły się tylko formy:kiedyś straszono strzygami i trollami, dzisiaj straszą trolle wytworami swojej wyobraźni lub przyrodą,ale zawsze „niebezpieczną”,czyli zarazami,inwazjami z kosmosu,innymi trollami itp.Fakt,metody tej używają też rodzice wobec niegrzecznych dzieci,ale w domu taka maskarada kończy się najpóźniej na drugi dzień,kiedy dziecko się wyśpi a mamusia przytuli.Swiat niby też naszym domem jest,jednak w tym wypadku maskarada wydaje się końca nie mieć.Bo też nie o sen spokojny i nasze zdrowie chodzi a o kasę… czyli o władzę.Niby to samo,ale w domu jednak względy kasy odpadają,więc sprawa wydaje się czystsza:-)

Wścieklizna wydaje mi się świetnym przykładem do zilustrowania manipulacji strachem i wstępem do kolejnych  opowieści o zagadkowych powodach „troski” o nasze życie a nie sposób jest tu pominąć wymienianego wcześniej Ludwika S.właśnie.

Niezliczone bajdy,horrory o wściekłych wilkach,psach…..o wampirach wysysających krew z ludzi zabłąkanych na leśnych drogach….No bo dlaczego plebs ma chodzić do lasu i zbierać grzyby czy polować na zwierzynę,która należy się zupełnie komu innemu-jaśnie państwu przecie?Od takich wizji las będzie wymarzonym miejscem do wyrzynania zwierząt na pański stół,bo nikt się pod flintę nie nawinie a i jak spudłowane,to nikt nie zawrzeszczy,że znaleźć i dobić by wypadało…nie ma świadków,nie ma zbrodni.Czy ja mówię o „kiedyś”?A te tabliczki w naszych lasach,na każdym kroku a to „uwaga kleszcze” (oj,będzie wkrótce o boreliozie,będzie), a to żmije,tajemniczy bąblowiec na jagodach,grzyby też właściwie trujące no i czego wy ludzie w tym lesie w ogóle szukacie?Won,bo chcemy wyrżnąć zwierzaki,wyrżnąć drzewa,bo tylko my mamy do tego prawo.A skąd?A bo je sobie kupiliśmy.Otóż nie.Zrobiliście prawo,wg którego możecie lasem zarządzać,nawet kupić,w Niemczech np.nie jest „wskazane” wchodzenie do lasu po osiemnastej -oczywiście „dla dobra” ludzi.(Po osiemnastej idą na czaty myśliwi)…..Jak to było?

Ale to WASZE prawo.Moje zostawcie w spokoju.NO PASARAN!I tak niewiele mi po nim przy zniszczonym lesie….

A,miało być o Pasteurze?Mówiłam o jego fantastycznych doświadczeniach,prawda?Nie jest niczym nowym,że jeżeli weźmiemy mózg jednej istoty,spreparujemy go i wprowadzimy jego część innej istocie-ona będzie miała problemy.

Dr Charles Dulles z University of Philadelphia,człek o wyjątkowo sztywnym kręgosłupie,co nie przysparza mu fanów,stwierdził,że Pasteur w ogóle nie miał do czynienia z wścieklizną a ….tężcem (tężcowi poświęcę osobny wpis).

Sam Pasteur dostał piękną willę,gdzie mógł spokojnie prowadzić badania i pisać dzienniki….Gdyby je jeszcze właściwie przechowywał i tyle nie zmieniał….

„Privat Science of Louis Pasteur”-G.Geison-polecam,bo po lekturze dowiedzą się państwo,że nasz Ludwiczek namiętnie swe dokumenty pracy fałszował (nie był wyjątkiem),ba,zasłużył na miano „mistrza” w fałszowaniu onych.Nie osiągając najwyraźniej tego,co mu się marzyło i co marzyło się jego panom (ha,ha),zabrał się intensywniej do dzieła.

Mówiąc o prezencie w formie willi muszę zaznaczyć,że Francja i Niemcy,acz sąsiedzi,nie bardzo za sobą przepadały-rzecz ogólnie niby wiadoma a jednak niezwykle w tej sprawie istotna.Ponieważ:przypomnijmy sobie owe czasy:i Francja i Niemcy pilnie potrzebują wyników,osiągnięć,wynalazków…”kto kogo”…..Konkurencja.

Dzisiaj …..czy naprawdę coś się zmieniło?No więc Ludwik próbuje.

Hydrofobia,czyli wodostrach,wodowstręt znane są od średniowiecza.Towarzyszą jej skurcze w łykaniu.Psy przed śmiercią piją coraz mniej-przyczyna leży -posługując się medycyną szkolną-w zmianach w  pniu mózgu,konkretnie jego uszkodzeniach.Zobaczcie,skąd idą nerwy odpowiedzialne za kompleksowy proces łykania: nervus glossopharyngeus, (językowo-gardłowy),nervus vagus (błędny) i n.accsesorius (dodatkowy),inaczej IX,X i XI nerw mózgowy a sprawa zrobi się na pewno jaśniejsza.Przyczyny takich uszkodzeń mogą być różne,między innymi-w przypadku starości-naturalna degeneracja mózgu,krwawienia poszokowe, tumory,pasożyty,zapalenia mózgu i in.

W każdym razie towarzyszą trudności z przełykaniem i wodowstręt wielu innym symptomom zaburzeń mózgowych.

CZYLI :NIE są typowe dla wścieklizny!

Mało tego-objawiają się też niestety najczęściej w ostatnich stadiach choroby,więc i kończą się ze zgonem.

Czy nie dlatego wściekliznę uznano za śmiertelną i nieuleczalną?

Wzmożone wydzielanie śliny a i piany jest ważne dla nawilżenia pokarmu w celu przełknięcia go.Spójrzcie na boksera (rasę psa a nie faceta) przed michą jadła:sama ślina!

Czy to oznacza,że jest wściekły?!

Spójrzcie teraz na rozwścieczonego,bluzgającego człowieka-tak wkurzonego,że do bicia brakuje mu tylko dorwania ofiary:

Czy się nie pieni?

Czy on też jest wściekły,czy tylko „wściekły”?

Spróbujcie mu teraz podać wody-jeżeli to przeżyjecie.

Czy będzie mógł się bez przeszkód napić?

Jeżeli jeszcze żyjecie,to już wiecie,że albo się zakrztusił albo przełknął z niemałym trudem albo was już nie ma.

I nikt nie leci go zaszczepić!

Pastuer przywiązywał psa do stołu,wciskał w biedny pysk rurę,by pozyskać ślinę.Ludzie potaknęli:no jasne,wirus musi być w ślinie.Ale,ale….tylko węże mają w ślinie truciznę pomagającą im trawić łup-materiał rozpuszczający tkankę ofiary.Virus to po łacinie trucizna,toksyna.Skąd u licha wirus w ślinie psa?!Skąd ta debilna spekulacja?

Co rozumiał szurnięty badacz pod słowem „wirus”?Dzisiaj nawet laik może sprawdzić pod mikroskopem,że Koch i Pasteur NIE MIELI RACJI!Mikroskopem nie da się zdiagnozować wścieklizny.Tzw.zapalne infiltraty w pniu mózgu znajdują się przy licznych formach Encephalitis (zapaleniu mózgu) i nie mogą być ustalone w ten sposób. NAWET nowoczesną technologią,jak PCR i in.testy immunologiczne.

Diagnozę na wściekliznę można postawić….post mortem.(po przywitaniu z aniołkami),bo za życia stawia się ją według pytania:czy byłeś pogryziony przez wściekłego (lub w ogóle jakiegoś) psa i czy masz zapalenie mózgu -przy czym to ostatnie nie ma już znaczenia,bo na ratunek raczej wtedy za późno-czy było,ustala się PO w laboratorium a i to ciekawym testem,niewiele mówiącym o rodzaju czy zakresie choroby.

JAKIM CUDEM więc szczepi się na coś,co nie może być zdiagnozowane bez pewności,że jEST?

Pasteur jednak był ambitny a polityka naciskała,bo Niemcy mogli być szybsi.Pamiętacie przypadek tego dziewięciolatka,którego opisał jako swój sukces?Jeżeli stwierdziliście wtedy ” a jednak!Pomógł chłopcu i ten przeżył”, no to sobie usiądźcie,bo chwieje się Wasz jedyny filar wiary w moc Pastuera.Chłopak został mu przywieziony przynajmniej 48  godzin PO ugryzieniu.Pasteur wahał się co do zastosowania swej metody,konsultował się z lekarzami w Paryżu…Nie miał maila ani nawet telefonu więc…trwało.Po konsultacjach zastosował tzw.szczepienie aktywne (tzw.activ immunization-mówiąc językiem najprostszym-przygotowuje na przyszłe zmiany w organizmie),bo o imunoglobulinach jeszcze nie wiedział-bo i skąd-czyli tzw.pasywnego szczepienia nie znał również.Szczepienie pasywne powinno wywoływać reakcję od razu.

Pogryziony w 14 miejscach chłopiec powinien być (wg współczesnej wiedzy) zaszczepiony (szczepienie pasywne)najpóźniej w 24 h.po infekcji.

Pytanie brzmi:co naprawdę podał mu Ludwik,ale chyba się już tego nie dowiemy.

Dowiemy się za to z listów jego żony do córki,jak dobrym był specjalistą…..

„…..Ojciec przyniósł nowiny z laboratorium.Niedawno trepanowany i szczepiony pies zmarł aż po 19 dniach.Choroba wystąpiła już 14 dnia po szczepieniu….”

On sam uważał się za kochającego psy.Zaiste,szczególna to była miłość.

Ale nie tylko psy obdarzał swym uczuciem.Los psów podzieliły króliki,w których męczarniach lubował się  prof.Delafond-dyr.instytutu weterynarii w Paryżu- stąd termin „królik doświadczalny” .

Ale czemu biedne króliczki?

A bo Ludwik doszedł do wniosku,że za długo czeka na wywołanie choroby przez wirus a ….króliki są szybsze od psa,więc wirus też pewnie będzie szybszy.Czyż to nie był geniusz?

W 1882 prątki gruźlicy odkrył niejaki Koch.K jak konkurencja.W obu krajach świętowano i honorowano najmniejsze choćby osiągnięcia,których tak bardzo potrzebowano,by zagrać sąsiadowi na nosie….

Już w 1867 Koch opisał pałeczki wąglika i opracował tzw.postulaty,wg których dziś dokonuje się specyfikacji…chociaż dziś jest już jasne,ino część tych infeckji można w ogóle brać pod uwagę.

Koch musiał wtedy zresztą wysunąć swój geniusz wobec ówczesnej teorii pleomorficznej profesora Antoine’a Bechampa,wg której m.in.mikroorganizmy mogą przybierać różne formy istnienia w cyklu życia,że one nam-tak długo,jak organizm jest w równowadze-pomagają.Czy aby na pewno Bechamp nie miał racji,możemy się przekonać w przypadku pierwszym patrząc choćby na pszczołę,w drugim poobserwować człowieka po intensywnej „terapii” antybotykowej a więc z wyniszczonym środowiskiem bakteryjnym. 

Ale „nauka” teorię Bechampa odrzuciła,bo Pasteurowska pasowała do nowego modelu władzuni i stwarzała niesamowite możliwości kontroli a także różniła się od od poprzedniej wystarczająco,by uznać ją za francuski news na miarę lądowania na Księżycu.Zwyciężyła więc monomorficzna wyobraźnia:-) Pasteura.

Poczytajcie „Les Microzymes” A.Bechamp’a ,1881,można wyszperać,jeżeli się chce-choćby tłumaczone wyjątki.

Również teorie Kocha-następnego „geniusza” -na których zbudowano tak potężny przemysł,pozostaną teoriami.Ale polityka…..Pasteur rzuca się na wąglika.P Wąglika lubią temperaturę 37 stopni.Zwierzę z inną temperaturą jest więc naturalnie przed nimi chronione.

Co robi pomysłowy Ludwik?Ochładza gołębia do 37 a ogrzewa żaby i….buch pałeczkami wąglika w biedaki.

Zachorowały.

Pomijając,że gołębie źle znoszą wahania temperatury -ich stała temperatura jest w granicach 40 do 42,5 stopni Celsjusza a więc oziębić je do 37…….

Jakby nas tak….do 43 ogrzać….a lepiej do45 …..albo oziębić do 34……35….No co by się działo,mądrale,co?

Pasteur szczepił owce,ale francuscy rolnicy przestali je mu dawać,bo marły,więc zorientowali się,że lepiej schować.

Nie mając już pomysłów,zorganizował 31.05.1881 show z 48 owcami,z których zaszczepił połowę.Po 14 dniach ponowił show.Owce po dwóch tygodniach zachorowały.Na drugi dzień tylko dwie z niezaszczepionych żyły.

Można było świętować zwycięstwo.Zaszczepiono 80,000 owiec.Wielu pytało,co jest naprawdę w szczepionkach,ale tego nie wiedział nikt prócz Pasteura,nawet jego asystenci.

Sukcesu pozazdrościła Rosja-Ilja Miecznikow-kierownik instytutu bakteryjnego w Odessie pojechał w 1887 do Paryża i przywiózł szczepionki do kraju,po czym zaszczepiono 4412 owiec.Po pierwszej dawce 3549 owiec zmarło a Ilja musiał szybciutko „uchadzit”,bo chłopy chcieli mu zrobić to,co on zrobił ich owcom.

Jak to bywa,”nie ma tego złego”,bo z historii szczepionek postanowiła skorzystać Anglia-znalazła zastosowanie tam,gdzie było ich miejsce od początku- w przemyśle śmierci,czyli zbrojeniowym.

W 1941 Anglicy robią plany bomb wąglikowych (wobec Niemiec) i testują je (23 próby ) na wyspie Gruinord,najpierw na 60 owcach.Produkcja może się zacząć.Wkrótce Anglia zwraca się do USA o pomoc w swoim zbożnym dziele i ją otrzymuje-produkcja bomb wąglikowych przenosi się do US.Nie zostały zrzucone na Niemcy ze względu na kapitulację tych ostatnich,ale…..wyobraźnia naukowców i polityków nie zna przecież granic.

Dopiero w osiemdziesiątych latach oczyszczono z wąglika Gruinord-jeżeli można tak powiedzieć,bo bazille nie tworzą sporów dopiero 2 metry pod ziemią……

Przypominają mi się tabliczki w lasach z napisem „uwaga wścieklizna”!Prawda,że brrr….?A helikoptery rozrzucające szczepionkę dla „biednych,wściekłych lisów”-czy nie budzą respektu?Czy nie strach wejść do lasu i natknąć się na wściekłego mykitę albo dzikiego dzika?

Przy okazji….lisy przeszkadzają,no naprawdę,przecież w futrach z nich lepiej prezentujemy się my niż one….nikt nie będzie miał pretensji o te parę wściekłych rudzielców a tak w ogóle to one wcinają zające (których prawie nie ma,bo wytłukliśmy je sami między innymi trując las szczepionkami i in.g…..),z których pasztety są po prostu niezbędne do naszego przetrwania;-)

Spytacie może,co z tym wszytkim robić?

Myśleć.

Od 1950 do 1982 zmarło w Niemczech 39 osób z PODEJRZENIEM wścieklizny.Dużo?Gdyby nie to…z podejrzeniem.

Szczepionka na wściekliznę hodowana jest na ludzkich komórkach rakowych lub zapłodnionych jajach kurzych.

O objawach ubocznych pisać nie będę,bo każdy powinien zapytać o nie ochoczego szczepiciela…czy raczej okulizatora:-)

Wścieklizna-jeżeli możemy mówić tu o chorobie a nie zespole symptomów towarzyszących innym schorzeniom-występuje bardzo rzadko.

Co z ugryzieniem?Nie wiem,jak Wy,ale traperzy w Stanach polewają ranę octem winnym lub cytryną,szwajcarscy pasterze to samo plus woda z szarym mydłem i gruntowne oczyszczenie rany też jak najbardziej.Natychmiast.

Nie,nie patrzcie bykiem na lekarza od byków,który goni zwierzę ze strzykawką.Nie zezujcie na lekarza „od ludzi” (a gdzie różnica?:-)celującego w Wasze cokolwiek.

Oni tak zostali nauczeni i są (przynajmniej spora część) święcie przekonani,że robią właściwie.Programy studiów są tak skonstruowane,aby nikt nie miał wątpliwości co do konieczności podporządkowania się systemowi.Nikt,kto został już w szkole przygotowany na NIEMYśLENIE.

Nie obwiniajcie też nadleśniczych i leśniczych,że muszą ograniczać wstęp do lasów-to często wspaniali ludzie,którzy wybrali tę pracę z autentycznej miłości do natury-niestety,muszą podporządkowywać się planowi gospodarki leśnej narzuconemu odgórnie i to tam,na górze trzeba szukać odpowiedzi na pytania,co się dzieje z lasami.

Przekazany z przeszłości fantom wścieklizny straszy….ale tylko tych,którzy nie wiedzą,jak to od początku było……

Polecam serdecznie:Dr Stefan Wild „Kulturgeschichte der Seuchen” (historia kulturalna zaraz)

Hahn,Falke:”Medizinische Mikrobiologie und Infektiologie”.

Besonders liebsten Dank an meine Freunde arbeitende in „Lager der anderen Anschauungen”:-),die mir mit nötigen Informationen behilflich waren:-)

P.S.Z ostatniej chwili:jeżeli „służbie zdrowia” tak bardzo zależy na zdrowiu i życiu obywateli,dlaczego usiłuje zniszczyć krakowski R Kwadrat-wolontariuszy z własnej i nieprzymuszonej woli ratujących ludziom życie?Dlatego,że są dobrzy w tym,co robią?Dlatego,że udowodnili,że nie trzeba siedzieć w szpitalu,żeby pomóc?Dlatego,że robią to z serca?

Przecież szpitale nie mają pieniędzy,więc po co wtrącają się do dobrze funkcjonującej,pozostającej w zgodzie z założeniami idei bezinteresowności fundacji?Zawodowa zawiść?

Nieładnie kłócić się nad umierającym wypadkowiczem,przecież chodzi o jego dobro,czy się mylę?

Posted in szczepienia | Leave a Comment »

Czego nie powiedzą w dziennikach…

Posted by natural health consulting w dniu Luty 13, 2010

Wg niemieckiego Technologiezentrum minimum połowa enzymów zawartych w środkach spożywczych jest wytwarzana przy pomocy zmodyfikowanych genetycznie mikroorganizmów.

Bank danych o genetycznie zmienionych substancjach pokazuje aktualnie 28 takich właśnie,różnych enzymów.

A drożdże na przykład….Czy ktoś wie,gdzie można dostać w Polsce niezmutowane drożdże?

Posted in technologie a środowisko | Leave a Comment »

Stewia.Słodkiego cyklu część 1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 12, 2010

Wczoraj był Tłusty Czwartek a dzisiaj tłusty kac.Na ideę „słodkiego cyklu” naprowadziła mnie nie tylko obserwacja chorych na cukrzycę,bo o diabetes będzie nieco dalej,ale szalona odporność EU na jakiekolwiek pozytywne regulacje odnośnie naszego zdrowia.Do pasji doprowadza mnie potępianie stewii-roślinki nie tylko uroczej,ale i przy aktualnej jakości oraz procesie prodkucji cukru-niezwykle potrzebnej.

W Szwajcarii stewia jest oczywiście dopuszczona,jak i wiele innych,u nas określonych jak „niebezpieczne” i wręcz zakazanych ziół.

Francja pokazała EU najpierw delikatnie „NON” i dopuściła stewię do obrotu nawet na czas kontrolny,bo po dwóch latach EU może powiedzieć to samo Francji,ale nie sądzę,aby Francuzi na to pozwolili.

Wobec mało odważnej postawy państw pozostałych,stewii tam nie dopuszczono,więc tak jak i w Polsce funkcjonuje na rynku pod różnymi przeznaczeniami a czasem i nazwami:-)Komisja EU czeka na wyniki badań.

Czyich?Lobby cukrowniczego?Bo właśnie „producenci cukru „udowodnili”,że „substancja jest szkodliwa””,co padło w 3SAT,która nie bała się tego pokazać.

To jakby lis udowodnił,że właściciele kurników są szkodliwi.

Jakoś ta „szkodliwość” nie szkodzi Azji.Chiny mają stewię dopuszczoną od dawna.Za to-zabronione sztuczne substancje słodzące,np….tak,tak,Aspartam.Japonia lubi mieć wszystko uporządkowane,więc już w 1970 porobiła swoje studia i stewię (nie wykazano żadnych działań ubocznych!) a jakże-dopuściła.Do dziś bez problemów.

W Brazylii i Paraguayu,ojczyznach Stewii Rebuadiana Bertoni-to ostatnie od jej popularyzatora,Włocha Bertoniego (nie nazwę go odkrywcą,bo odkryli to ją Indianie Guarani)-do dziś jest konsumowana jako słodycz ale i zioło-jakoś nikt nie skarży się na działania uboczne!

Stany Zjednoczone-od 1995 stewia dopuszczona.Nikt nie miauknie,aby ją zabrać-bo Amerykanom zabrać cokolwiek nie jest łatwo.

O co chodzi?O pseudostudia przemysłowców,którzy wpompowali biednym zwierzętom koncentraty stewii w ilości przeliczalnej na połowę ich masy ciała?

A jakby tak napili się Re…popularnego napoju „energetyzującego” 30 litrów na raz?Czy mieliby tylko mdłości,czy żadnych objawów,czy powędrowaliby na stronę z one way ticket?

Pomijam,że za doświadczenia na zwierzętach powinni odpowiedzieć,bo one naprawdę nie są do niczego potrzebne.

Dlaczego przeszkadza stewiozyd-substancja ze stewii właśnie?

Dlatego,że jest naturalny i każdy może sobie zieleninkę wyhodować na balkonie?

Dlatego,że stewia właściwie nie ma kalorii (ulga dla otyłych),zapobiega tworzeniu się osadu nazębnego,obniża ciśnienie,jest w końcu idealnym zamiennikiem dla diabetyków?Ze jest 15 razy słodsza od cukru?Ze zawiera żelazo, mangan,kobalt,że ludzie na całym świecie korzystają z jej dobrodziejstw od lat?

Nie jestem przeciwniczką cukru-absolutnie.Dobrze wyprodukowany z trzciny czy nawet buraków -nierafinowany,w swej najprostszej postaci,bo o procesie produkcyjnym wolę nie mówić (ale jak będę zmuszona….)-też jest przydatny. Mało tego-istnieją dla niego zastosowania do tej pory na co dzień niedostrzegane,również zdrowotne.

Niech się produkuje do woli.Ale zabrać stewię?NIE.To już raczej weźcie sobie cukier:-)

Posted in odżywianie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.4.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 11, 2010

Dzisiaj będzie o samej zasadzie homeopatii,dla wielu (niestety,również tzw.medycznych fachowców) wydającą się być co najmniej bytem fantastycznym…a tymczasem tak prostym,że być może właśnie dlatego odrzucanym.Bo jak to:jeżeli zrozumie to każdy człowiek,to co ja mam zrobić z moim łacińskim słownictwem,tak skutecznie odgradzającym mnie od natrętnych pytań pacjenta,z moimi zabiegami i ordynacjami leków,których działania sam nie bardzo rozumiem,bo od tego są farmakolodzy,ale jeżeli oni mówią,że ten lek jest na to,to znaczy,że tak jest….no co ja wtedy zrobię?Stracę autorytet.Nie będę już Bogiem.Czy można się zgodzić na wylecenie z Olimpu?

A może trzeba było zostać bankierem?

Nie trzeba z Olimpu wylatać-jak mówi moja sąsiadka.Można się wygodnie rozgościć i uprawiać lekarską sztukę z jedną różnicą….będziemy Bogiem,który rozumie,może I pomaga.A jeżeli pacjent będzie chciał poznać tajniki homeopatii…to mu je wyjaśnijmy.Przecież chcemy,żeby był zdrowy,PRAWDA?

Ale zanim przejdziemy do istoty homeopatii,pragnę zwrócić uwagę na rzecz bardzo ważną,na koegzystencję.Na współistnienie obu medycyn:naturalnej,z homeopatią,zielarstwem in.metodami nieinwazyjnymi i praktycznie pozbawionymi działań niepożądanych-oczywiście właściwie stosowanymi,i medycyną szkolną.Jak to możliwe,jeżeli medycyna szkolna obarczona jest takim ciężarem szkód,długofalowych konsekwencji,zerową jakością profilaktyki,której po prostu nie ma,bo szczepień absolutnie do profilaktyki nie zaliczam?

Możliwe:medycyna szkolna ma ciekawą i potrzebną gałąź-niestety,najbardziej finansowo zaniedbaną,bo pieniądze ładowane są w fałszywą profilaktykę,farmaceutyki itp.,podczas,gdy naprawdę potrzebuje ich jedyna gałąź tejże medycyny,która potrafi obronić swoje istnienie-medycyna ratunkowa (z chirurgią jej przynależną).Tam też pracują ludzie,którzy naprawdę często ratują życie-wtedy nieważne,jakimi metodami-bo często są inwazyjne-ale najwyższym dobrem jest utrzymanie życia a wtedy nawet środki o poważnym działaniu ubocznym mogą być zastosowane, ponieważ korzyść z ich zastosowania przewyższa ryzyko zgonu.Tym właśnie jest współczesna medycyna szkolna: medycyną ratunkową.

Fakt,gdybyśmy mieli pod ręką środki naturalne ratujące życie-bo są i takie-można byłoby skorygować i wiele działań w medycynie ratunkowej.Ale póki nie ma mowy o chociażby zmianie podejścia do terapii chorób chronicznych, zostawmy ambulanse w spokoju i pozwólmy im dalej ratować życie.Tak,wiele złych słów powiedziano pod ich adresem i często nie bez powodu-szkoda,że te powody musiały się zdarzyć.Nie musiałyby,gdyby medycyna ratunkowa była tak doceniana,jak na to zasługuje:na najlepsze warunki pracy i płacy.I znów ktoś powie:nie,nawet przy dużych pensjach, jak ktoś jest „taki a taki”,to i tak skorzysta z okazji aby mieć więcej.Często oskarżamy innych o brak etyki będąc w zupełnie innym miejscu.Nie potrafimy spojrzeć oczyma drugiego człowieka.Jest o wiele mniej prawdopodobne,żeby ktoś godziwie wynagradzany sięgnął po tak ekstremalne źródło dochodu,jak to się zdarzyło w opisanej przez media sprawie w Łodzi,niż człowiek permanentnie okradany z należnych mu dóbr,niedoceniony w ciężkiej i niewdzięcznej pracy.NIE-NIE USPRAWIEDLIWIAM morderców.I nigdy nie usprawiedliwię.Ktoś mający inklinacje do pozbawiania życia innych nie powinien się znaleźć w tym zawodzie.Nie tylko w tym.Nie tylko w….życiu?I tu natykamy się na problem etyczny zupełnie innej natury,prawda?Człowiek,istota nieznana?

Staram się tylko naświetlić drugą stronę-genezę wydarzeń i ludzi odpowiedzialnych za generowanie zła,które się wydarzyło.

No to do homeopatii….

Jedną z ogromnych różnic między homeopatią a med.szkolną jest to,że symptomy w homeopatii są zaledwie indykacją do ustalenia leczenia WSPOMAGAJąCEGO owe symptomy,przy czym mówimy o ponad godzinnym,czasem dłuższym wywiadzie homeopatycznym nie mającym porównania z minutową anamnezą i diagnozą w med.szkolnej.

Czym owe symptomy w ogóle są?Słowo pochodzi z greki i oznacza coś,co TOWARZYSZY czemuś innemu. Towarzyszy,nie jest więc postacią główną-jest sygnałem A NIE CHOROBą!!!

SYMPTOM jest wysiłkiem organizmu,skierowanym na to,aby poradzić sobie ze stresem,infekcją,itp.Symptomy są oznaką działania systemu obronnego organizmu-są sprzymierzeńcem organizmu.

A co robi medycyna szkolna?Ona tych sprzymierzeńców załatawia mówiąc brzydko.Niszczy symptomy,bezwzględnie rujnując naturalne siły obronne.

Symptomy są w oczach medycyny szkolnej właściwą chorobą a nie jej sygnałami!To tak,jakby zatłuc własnego strażnika,jeżeli nie jest to wystarczająco jasne.

Symptomy to m.in.gorączka-ona też reprezentuje wysiłek organizmu w leczeniu samego siebie.Towarzyszą jej często infekcje bakteryjne.Jeżeli mamy gorączkę jako adaptywną ochronę ciała,musimy zrozumieć,dlaczego walenie w nią agresywnymi środkami zbijającymi ją jest idiotyzmem.A już używanie np.przemysłowego kwasu salicylowego,a dokładniej-acidum acetylsalicylicum-acetylosalicylowego (celowe obejście nazwy handlowej środka-każdy wie lub może się dowiedzieć o jakie leki chodzi) do zbijania gorączki u dzieci naraża je na ryzyko nabawienia się syndromu Rey’a,gdyż prowadzi do potencjalnej fatalnej kondycji neurologicznej-w dużym skrócie,czyli osłabienia systemu.

Oczywiście nie mówię,że gorączki nie trzeba zniżać,kiedy jest ZA wysoka,bo na to rzecz jasna trzeba uważać i oberwować,kiedy zbliża się do granic niebezpiecznych-dla jednych jest to 40 stopni,dla innych dopiero 40,5 a są i odważni mówiący o 41-każdy musi obserwować swój organizm sam a już u dzieci jest to na pewno obarczone podwójnym kontrolowaniem ich zaburzeń.Przy wysokiej gorączce-co w zamian,jeżeli nie środki przemysłowe?Napiszę o tym z pewnością,bo jest to temat zasługujący na osobne potraktowanie.

Ale wracając do podstaw homeopatii i różnic między nią a med.szkolną-ta ostatnia nie chce zauważyć,że żywe organizmy mają samoregulujące,samoleczące i samoorganizujące mechanizmy.Rolą medycyny powinno być wspomaganie ich,kiedy TRZEBA a nie mordowanie ich.

Te mechanizmy rozwijają wyższe stopnie porządku i stabilności opisane m.in.przez noblistę Ilyę Prigogine „Order out of Chaos” czy Fritjofa Caprę w „Turning Point”.

A medycyna szkolna swoje:zwalczanie zarazków,procesu zapalnego-a to mechanizmy obronne dla oczyszczenia pasażu oddechowego!

Biegunka-wysiłek organizmu w celu pozbycia się patogenów lub substancji drażniących z jelita.

Supresanty -środki tłumiące działanie systemu obronnego i kontrorujące go WSTRZYMUJą obronę ciała i naturalnego procesu immunologicznego.

Podstawą homeopatii jest „podobne leczyć podobnym”.

Każda roślina,minerał,pierwiastek,mogą spowodować w za dużych dawkach emocjonalne,fizyczne  i mentalne symptomy.Podobnie,kiedy zbyt długo przebywamy w dużym towarzystwie-gwar,hałas,natłok emocji,energii i mamy dość.Bo za dużo.

Co dla kogo jest „za dużo?”

Każdy INDYWIDUALNIE ma własne,idiosynkratyczne fizyczne,emocjonalne,mentalne symptomy-nawet przy podobnych chorobach.

Homeopatia jest NATURALNą,farmakologiczą- a jakże- nauką,w której leczący znajduje substancję,która w wyższych dawkach spowoduje symptomy charakterystyczne dla TEJ właśnie osoby chorej.Wtedy podaje się maleńkie dawki,ale efekty już maleńkie nie są,co mogą potwierdzić ci,którzy homeopatię stosują.

Ale cóż-prawo „podobieństwa” jest medycynie szkolnej podobno nieznane,jak więc ma stosować coś,o czym się trzeba tyle uczyć w dodatku podważa podstawy gałęzi,na której medycyna szkolna siedzi….czy całkiem?

Immunizacja opiera się na czym?Na zasadzie podobieństw.A więc można wykorzystać zasadę PODOBNO nieznaną,jeżeli się chce i ma w tym interes?

 Dr Emil Adolpf von Behring,ojciec immunologii:

„Jakiego technicznego terminu moglibyśmy użyć w tym celu lepiej niż właśnie Hahnemannowską homeopatię?”

Małe dawki-aby stworzyć odpowiedź przeciwciał.To pierwotna homeopatia,czyż nie?

Medycyna szkolna używa zasady podobieństw w naświetlaniach,terapii Digitalis,nitroglicerynie,kolchicynie…czy wiecie,czym jest naprawdę Ritalin?

Niewielu też jest świadomych,że nitrogliceryny użył najpierw Constantin Hering-homeopata.

Patrz:”W.B.Fye,”Nitrogliceryn.Homeopathic Remedy.”

Można by rzec teraz:no….to medycyna szkolna stosuje tę zasadę….ale nie wiadomo czemu się nie przyznaje…..ale dlaczego?

Ponieważ ją wypaczyła.Te metody w rękach medycyny szkolnej nie są stosowane zgodnie z prawem podobieństw.

Nie są indywidualizowane.

Nie są dostosowywane ani co do stopnia ani selektywnie do objawów ani co do małych dawek-ba-te dawki w ogóle już homeopatyczne nie są-one są porażająco wielkie.

Jakby tu jeszcze przybliżyć zasadę podobieństw…..

Spróbuj ustawić magnesy podobnymi biegunami do siebie…..Jeden będzie naładowany od drugiego i znów będzie się ładował tamten…..PODOBNE PODOBNYM.

Recharges-regenerate.

Hipokrates -co on o tym sądził?

„Przez podobieństwa powstaje zaraza i przez podobieństwa jest uleczana”.

Nawet,dla miłośników antyku,wyrocznia delficka:

„To,co czyni chorym,leczy”.

A Paracelsus?A jego „doktryna signatur”?

„Porównaj anatomię ziół i chorób,uporządkuj.Podobieństwa dadzą ci zrozumienie,jaką drogą masz leczyć”.

Idźmy Z naturą,nie przeciwko niej,bo właściwie użyte prawo natury może być najlepszą z naszych technologii.

Jak to było?

„Człowiek leczy gorycz- słodyczą.Bóg leczy gorycz-goryczą”.I to nie koniec o zasadzie podobieństw (ani tym bardziej o homeopatii ),ale dopiero początek:-)

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Chemtrails?Nie wierzę….-yłam?

Posted by natural health consulting w dniu Luty 9, 2010

Obiecałam sobie,że nie będę się zajmować tematami tak popularnymi,że ich popularność zakrawa na odwracanie uwagi od rzeczy istotniejszych.Niestety.Przyciskana przez znajomych z Niemiec do stanowczego wypowiedzenia się w sprawie chemtrailsów i obdarowana materiałami źródłowymi….piszę.Nie ulegam zbiorowej hipnozie.Nie poddaję się histerii.Wkurzyć….wkurzyłam się i wypowiedziałam:mam dość niszczenia wspólnej a więc i mojej przestrzeni,mam dość prób regulowania pogody,mam dość skażenia gruntów a teraz jeszcze skażenia  nieba!

Wiedziałam,że temat mnie prędzej czy później dopadnie,bo ślepa nie jestem,ale próbowałam wierzyć,że może to nie całkiem (tak,nie całkiem) prawda.

Nie,nie uważam,że każdy samolot i każdy jego ślad oznacza chemtrails.Odróżniam też pojęcie  chem.od smug kondensacyjnych.Ale niestety dla samej siebie musiałam przyznać znajomym rację co do istnienia zjawiska i ruszyć się od razu do wypowiedzenia oficjalnie,gdyż milczeć nie można.

Jest ciekawe pismo z kongresu-jeszcze dostępne,ale,jak znajomi mawiają,może „nicht mehr lange”:-)(już niedługo),jest ono pod adresem:www.carnicom.com./hr2977.html .Jest to dokument ze 107 kongresu US na temat „Przyjaznego wykorzystania przestrzeni”,czyli oczywiście o broni-i to parę dobrych lat temu.Zwróćcie uwagę szczególnie na rodzaje broni:(ELF (extremely low frequention),ULF (Ultra low frequention),radiację elektr.,plazmę,kontrolę umysłu (nic nowego),jest też coś „fajnego” o molekułach i atomie-to wszystko akurat wiemy,że do broni jest zaliczane (ktoś jeszcze chce bronić masztów UMTS?),ale na koniec-a jakże,zdefiniowane chemtrailsy.Miłej lektury,przepraszam,że wieczorem. A-i jeszcze jedno-żaden strach ani nawet obawa nie są wskazane ani potrzebne.Więcej-nie możemy bać się czegokolwiek,ponieważ strach NICZEGO nie zmienia.Tutaj trzeba nie tylko przerzucać się wiadomościami,ale wypowiedzieć się,czy naprawdę jest to miłe naszemu istnieniu….Musiał być jakiś akcent optymistyczny.

Posted in technologie a środowisko | 1 Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk.cz.2.Wiosna!

Posted by natural health consulting w dniu Luty 8, 2010

Przegapiłam wiosnę sromotnie!Dopiero kartki z Chin (nawiasem mówiąc z Warszawy do mnie szły dłużej niż z „Czajna”  do Europy:-)) uświadomiły mi grzech zaniedbania:nie pisnęłam,że wiosnę to my już mamy.Ze u nas Jewropa?Nic to-akurat w kwestii pór roku,Chińczycy nie tylko podzielili je właściwiej,ale i zrobili to ze szczególną znajomością praw natury,która pozwala ten podział ze spokojnym sumieniem i korzyścią dla wszystkich pociągnąć aż tutaj. Zresztą….Słowianie też pierwotnie mieli nieco inny,bogatszy podział roku,również odpowiadający prawom natury,ale kto by o tym pamiętał?

No cóż,lepiej późno niż wcale,więc niniejszym nadrabiam gapiostwo-jasne,że bez wstępów,bo jakbym teraz miała robić intro,wpis o wiośnie ukazałby się późną wiosną:-))

Z nocy 4 na 5 lutego jest już wiosna!!!Wiem,trudno w to uwierzyć,ale….czy widzicie ożywienie ptaków?Czy budzicie się wcześniej i wcześniej chcecie spać?Czy oglądaliście pąki drzew i krzaków?TAK,nieodwołalnie życie rozpoczęło nowy cykl.

U nas symbolem wiosny jest topienie marzanny,u Chińczyków każda pora ma swojego patrona,ucieleśnionego jak najbardziej:wiosną rządzi odświętnie odziany mandaryn dzierżący tabliczkę od boga niebios.Na tabliczce-edykt uprawniający mandaryna do otwarcia nowego roku.

Jeżeli rośnie i budzi się wszystko,oznacza to też dla nas,ludzi:POZWóL ROSNąć INNYM.Księga Huangdi Neijing wyraźnie zwraca uwagę na ważność nie czynienia innym krzywdy:

Pozwól żyć,nie zabijaj i nie pozwalaj zabijać.Nagradzaj,nie karaj.Dawaj,nie zabieraj.Niech twoje myśli będą przyjazne dla życia,dla wzrastania.

Działanie przeciwko tym wskazówkom a przede wszystkim naturalnemu procesowi,powoduje blokowanie qi wątroby,czyli narządu najważniejszego wiosną właśnie i sterującego qi wzrostu.

W żywiołach wątrobie przypisane jest drewno.Jeżeli zaniedbujemy wiosną opał,nie będziemy mieć go w lecie.Jeżeli latem ogień nie zapłonie,narazimy się na zaburzenia spowodowane zimnem.Abstrakcja?Nie.Logika natury.

Wątroba jest generałem,to ona gromadzi i zawiaduje krążeniem krwi (a tak!).Krew krąży roznosząc qi (niezmierzalna, niepoliczalna,rodzaj energii…po prostu motor życia) po organizmie.To ten organ jest odpowiedzialny za równowagę emocjonalną,wspomaga pracę serca i śledziony,narządów rozrodczych. Bez zdrowej wątroby nie ma zdrowego serca ani śledziony….ani w ogóle niczego.System naczyń połączonych.

Jeżeli wątroba jest zablokowana-złymi emocjami właśnie a więc nienawiścią,złością,zawiścią,gniewem,uczuciam,które powstają,kiedy odbieramy komuś życie (często nie jesteśmy tego świadomi,ale wątroba to czuje,odbiera i reaguje!), nie może sterować krwią i pojawiają się zaburzenia równowagi  a więc zmęczenie,skurcze mięśni,bóle głowy,napady strachu,frustracja,kłopoty z widzeniem i in.-ze zrozumiałych względów ogromu materiału staram się przedstawić taki szkic,aby każdy był w stanie zwrócić uwagę na naistotniejsze i miał podstawę do zatroszczenia się tak o zdrowie jak o dalszą wiedzę.

Jeżeli poruszyłam tu problem widzenia,to nie mogę pominąć małego arbitra-pęcherzyka żółciowego,gdyż stan żółci i funkcjonowanie pęcherzyka ma ogromny wpływ na proces widzenia.Aby to uprościć:Niektórzy mawiają „żółć mnie zalewa”-faktycznie, kiedy jesteśmy wściekli,żółć w przenośni zakłóca nam czysty osąd-nie panujemy nad obiektywnym postrzeganiem, jesteśmy ślepi.Pęcherzyk żółciowy jest połączony z obiegiem wątroby i jego stan zawsze będzie miał związek z jej funkcjonowaniem i odwrotnie.Podobnie zaburzenia pracy wątroby odbiją się na nerkach-w TCM jej „rodzicach”, śledzionie,którą kontroluje lub płucach-które z kolei kontrolują ją itd.

Wątroba jest szczególnie wrażliwa na gniew.Ani tłumiony ani wyrzucony NIE POMAGA jej a szkodzi,więc nie zmienia sytuacji.Tego gniewu po prostu być nie powinno-wiem,nie jest o to w naszej rzeczywistości łatwo,ale dlaczego jeszcze sami mamy się niszczyć dodatkowo?Pamiętajcie,że wątroba zawiaduje na poziomie mentalnym naszymi decyzjami oraz planowaniem.Zaburzenie prawidłowego trawienia,absorbcji,przyswajania i trawienia wyraża się m.in.w fatalnym nastroju,w niemożności podejmowania właściwych rozstrzygnięć,rozedrganiu,rozbiciu.

„Wiosna zmienia minę trzy razy dziennie”-mówi chińskie powiedzonko.U nas nie jest inaczej,prawda?O tej porze uważajmy na wiatr-zmienny,raz cieplejszy,raz wręcz mroźny-jeżeli „wpuścimy go w siebie” (przeziębimy się na takim wietrze-nie mogę niestety uniknąć powiedzeń chińskich,gdyż oddają sedno),będziemy musieli leczyć potem płuca a to one łączą kanały energetyczne,więc ich rola wydaje się jasna?W razie problemów z łączeniem faktów-patrz wyżej.

Trochę konkretów?Teraz unikamy wszystkich potraw wyjątkowo mocno obciążających wątrobę:

grillowanych,smażonych,pieczonych w głębokim tłuszczu,intensywnie gorących,jagnięciny,alkoholu czy opisanego zimą „gorącego kociołka”,gorących,ostrych przypraw (tych ostatnich w nadmiarze,bo co nieco można:-)

Co zamiast?Delikatny rosół gotowany z cebulką i-mimo wszystko z imbirem-ale to jest korzonek dozwolony,bo jego ciepło jest specyficzne i winem ryżowym.Seler naciowy,marchewki,kalafiory,szpinak-teraz tylko mrożony,trzeba go dłużej poddusić aby wytrzebić możliwie dużo zimna,oliwa,jajka,sezam,szafran,liczi,miód-miodu nie za dużo,łyżka dziennie,grzyby mu-er,kaczka (tak,pamiętam o nie zabijaniu-niestety,nawet Chińczykom to nie zawsze wychodzi,wręcz przeciwnie ale jest tam więcej wegetarian niż się o tym mówi a już w mnisi w klasztorach wcinają bogactwo zieloności:-). Cebulka,seler,ciągle należą do wiosennego towarzystwa,poza tym pomału wychodzą z ziemi mniszek,kurdybanek….Sniegu wprawdzie dosypało,ale wkrótce pójdzie precz,więc wolę napisać wcześniej,bo może znów przegapię:-)Nie zapominać o ciągle aktualnej dla nas kaszy jaglanej proszę.Mało?Na razie starczy.Jemy więcej niż powinniśmy-przynajmniej niektórzy.

Do picia….Cynamonowa herbatka-tak,ma naturę ciepłą,ale ułatwia przenikanie krwi do naczyć krwionośnych oraz rozprasza wiatr i zimno-oczywiście nie przesadzać,szczypta na filiżankę (zerknijcie na wpis o herbacie!), rumianek, delikatna walerianka w słabym naparze i oczywiście zielona herbata jak zwykle plus kawka orkiszowa.

A-zmęczenie pozimowe?Robi się cieplej,więc polepsza się ukrwienie naczyń podskórnych,w efekcie czego mniej krwi dostaje mózg,co prowadzi do niedotlenienia-jeżeli pominiemy nieodpowiednie odżywianie zimą,ubiór,stres itp,co też do niedotlenienia się przyczynia.A na to przede wszystkim ruch i to nie w zamkniętych salach a na powietrzu.

Polecam:wydany przez Nankińską Akademię Zarys TCM (Jian ming Zhong yi Nei-ke xue) 1959.

Mało?Nie jest to ostatni wpis na ten temat,nie,to początek.Ile będzie części?Mnóstwo,sama nie wiem,ile.Ile będę pisać?Mam nadzieję,że jeszcze dłuuugo, dłuuuugo.. jeżeli będzie to Wam przydatne,bo medycyny uczymy się całe życie (jeżeli chcemy:-)) i wciąż jest pełna niespodzianek.

Kończę na dziś a śnieg nie stopniał…no tak,chińska wiosna,to chińska wiosna…..ale nasza tuż tuż,pod śniegiem:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

Huna po prostu jest.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 6, 2010

Od czasu do czasu pojawiają się w mojej przestrzeni ludzie silnie zafascynowani nieznanymi im-lub lepiej-znanymi ze słyszenia: 

A)Kulturą,

B)Religią,

C)Systemem medycznym

D)oj,znalazło by się jeszcze tego i owego.

Sam fakt,że czegoś się nie zna a wydaje się pociągające,powoduje zaciekawienie oraz próbę dotarcia do sedna sprawy.I bardzo dobrze,jeżeli sprawa jest tego warta-to okazuje się „w praniu” a my rzeczywiście do owego sedna docieramy.

Przeważnie droga do samego jądra jest długa i niełatwa,szukamy więc źródełek,którymi moglibyśmy popłynąć.I tutaj się zaczyna:guru,nauczyciele,autorytety-najlepiej zagraniczni,bo oni „na pewno” wiedzą więcej.Nie jest to niczym dziwnym w przypadku dalekich kultur,systemów itp.,gdyż mamy prawo przypuszczać,że ktoś znający swoje otoczenie, łatwiej rozpracował istotę działania danej metody,jej pochodzenie czy też posiadł wiedzę „u źródła”,zresztą tak samo jest w innych krajach-obcy spec jest traktowany często lepiej od swojego -ba-posiada większy kredyt zaufania,często zadziwiający dla niego samego….no,może nie zawsze dotyczy to Niemców,ponieważ sparzyli się wielokrotnie na lekarzach z południa (nazywając b.ogólnie).Jak to było?Obcy spec traktowany lepiej-tak,ale nie w przypadku terapii swoistych dla kraju,w którym przyszło mu pracować.W danym regionie,w każdym kraju świata,swój fachowiec od tutejszych ziółek na przykład będzie jednak bardziej pożądany od „obcego”…ale nie w Polsce.

U nas ogólnie dostrzegłam trend pod tytułem :”swojemu nie ufaj „,co widzę opowiadając o polskich,bardzo dobrych lekarzach,(są tacy!)czy też chiropraktykach.Nieco mnie to (jeszcze)dziwi,gdyż za granicą w ogóle czegoś takiego nie odczuwałam i obcując również z Polakami nigdy nie zaobserwowałam żadnych ujemnych reakcji,kiedy zdradziłam,że polskie konotacje mam-wręcz przeciwnie.Może to konstelacja planet :-),może wpływ atmosfery w rządzie -choć ręczę Państwu,gdzie indziej jest naprawdę podobnie,choć częściej politycy okazują wstyd i opuszczają stołki w atmosferze pogardy,nie zachwytów oraz propozycji…lepszych stołków.Do przyczyn awersji Polak-Polak niestety nie dotarłam -więcej-nie rozumiem jej i cieszy mnie każdy przykład przychylnej postawy wobec siebie nawzajem ludzi,którzy jednak mieszkają na wspólnym podwórku i bawią się wspólnymi zabawkami.

Ale miało być o hunie….Namnożyło się speców róznej maści a to od huny a to od tai chi a to wszelakich innych dziedzin i…świetnie,ponieważ każdy z nich prezentuje własną interpretację posiadanej wiedzy.Byłoby jeszcze lepiej,gdyby każdy był na tyle uczciwy wobec kolegów/koleżanek po fachu i…przedstawił ich spojrzenie na ten sam temat-bez jadu zawiści,bez kąśliwości,po prostu wyraził swoje zdanie i uargumentował,dlaczego on robi tak a nie inaczej .Dlaczego?Pomijając aspekty współpracy-mogące wyłącznie korzystnie wpłynąć na pacjenta (niektórzy mówią już tylko „klienta” i niestety,tym właśnie stał się człowiek potrzebujący pomocy),bo im szerszy horyzont,tym lepiej, chciałabym zwrócić uwagę na pewne,hmm…niedoskonałości w przekazywaniu wiedzy wyrażające się w przekazywaniu często jej….szczątków lub wręcz zniekształconego obrazu generalnych zasad danej np.terapii.Oczywiście-terapie,tak, jak i świat,ludzie-ewaluują,mogą a nawet powinny być ulepszane,nie można też pomijać ich słabych miejsc,jednak nie można też udawać,że :

A)dany system wynalazło się samemu (chyba,że się wynalazło)

B)jest się jedynym przedstawicielem „jedynej słusznej teorii” (to już było i to JAK było)

C)tylko nam dane było ją pojąć i tylko my jesteśmy uprawnieni do jej przekazywania-to ostatnie jest szczególnie zjadliwe i niebezpieczne,gdyż tworzy podstawy monopolu a wiemy,czym on się kończy.

I w tym momencie wielu tzw.monopolistów wrzaśnie ” a co ona robi?!”Chleb nam odbiera,bo z czego będziemy żyli,jeżeli inni posiądą naszą wiedzę-ona nie jest dla wszystkich!”Z tym ostatnim stwierdzeniem zgadzam się o tyle,że wiem,iż człowiek bywa naturą wredną i wiedzy potrafi użyć dla :-)niekorzyści bliźniego swego.Z drugiej jednak strony-JAK człowiek ma się na inny poziom wdrapać,jeżeli uwierzy,że wiedza nie dla niego?Ze trzeba ją przekazywać ostrożnie,że trzeba wiedzieć,kiedy komu?Ależ jasne.Ale trzeba ją przekazywać w ogóle.Chyba,że nie zależy nam tym,aby świat wokół nas był naprawdę lepszy.A jeżeli nie zależy….to jesteśmy hipokrytami i nie mamy czego na tym blogu robić.

Czym jest huna?

Zadać to pytanie europejskiemu specowi od huny,zacznie od definicj albo zaintryguje Cię stwierdzeniem:”To tajemnica-bo to oznacza „huna…”….”.Spytać Kahunę…ten się uśmiechnie i pokaże wszystko,co wokół niego,bo dla nich huna po prostu jest.Niekomercyjnego Kahunę,bo oni też się uczą i powoli znaleźć tubylca uczciwie traktującego białego nie jest łatwo.W dodatku-nie powinno się poprzestać na jednym,gdyż…ile ludzi,tyle metod:-)

Ka Hana Pono-to życie w równowadze.I tu widzimy,że spojrzenie mieszkańca Hawaii nie różni się zbytnio od wyobrażenia,pragnienia świadomego przedstawiciela cywilizacji zachodniej odnośnie bytu.

Nieraz słyszałam o „zasadach huny”,wyliczaniu ich do …zaledwie siedmiu-czy nie zapłaciliście za wszystkie lekcje;-)?

Tzw.zasady huny są nieodłączne z rytuałami,które odprawiają również na swój sposób ludzie w każdym innym zakątku Ziemi.

Czterdzieści dziewięć (tak,49) zasad a jednocześnie rytuałów huny omówimy sobie spacerkiem a kiedy skończymy, mam nadzieję,że zainteresujecie się tematem na tyle,aby…ćwiczyć ją przynajmniej od czasu do czasu,jeżeli nie na co dzień.  

A więc-Ka Hana Pono.

I.Uhane Nui Au-jestem osobą duchową.

Ty i ja,wszyscy-teoretycznie wiadomo.Niestety,praktyka oglądana na ulicach czy w firmach tego nie potwierdza.

Przede wszystkim jesteś duchem,który na ziemi doświadcza istnienia człowieczeństwa,nie człowiekiem,który okazyjnie doświadcza ducha.

Prawdziwa tożsamość leży w byciu istotą duchową.Gdyby nie duch-sami wiecie:robocik.

Jesteśmy więc duchowymi istotami z trzema ludzkimi aspektami:

rozumem

uczuciem

instynktem

Jeżeli chodzi o instynkt,upierałabym się,że też ma sporo wspólnego z duchowością,szczególnie w ujęciu homeopatii,ale każdemu co jego-potem zawsze można połączyć skojarzenia i a nuż stworzymy teorię idealną?

Automatycznie osiągasz równowagę,kiedy skupiasz się na mądrości duchowej i dostroisz do niej ludzkie aspekty.

Spróbujcie to powiedzieć kierowcom w korku-gigancie.Tam można obserwować przeciwieństwo huny w czystej postaci.Niestety-również w korporacjach.

Niedostrojenie aspektów,niedostrzeganie w sobie mądrości duchowej,wręcz mordowanie jej-to nasze ulubione hobby,nieprawdaż?

Nie mów sobie ani o sobie:JESTEM ZŁY.

Co najwyżej:moje myśli są złe.LUB:

Moje uczucia są wściekłością.

A najlepiej,żeby wściekłe nie były,ponieważ samo skojarzenie czegoś Twojego z negatywami nie działa zbyt dobrze.

Jeżeli jednak „już nie możemy”,to mówimy zdystansowani:”Moje uczucia są…..”-wytwarza się wtedy neutralna strefa między doświadczanymi uczuciami,to rodzaj buforu.Ta strefa jest osobnym pomieszczeniem -miejscem świętym,w którym rozpoznajesz siebie jako istotę duchową,ponieważ jesteś w stanie taką strefę stworzyć.

Pytaj swoje uczucia:

CZY REPREZENTUJESZ MOJE SUMIENIE?

Jeżeli nie odczuwasz pokrewieństwa danego uczucia ze swoim sumieniem,skreślaj czym prędzej słowo „moje”.

Identyfikuj się wyłącznie ze swoją duchowością,nie pozwól na zainfekowanie jej czymś z zewnątrz.

To był wstęp.Do następnego,aloha!

Posted in huna | Leave a Comment »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł…cz.2.Odpowiedzialność.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 5, 2010

Do tego wpisu poczułam się zobowiązana słysząc ataki na rodziców którzy nie pozwalają szczepić dzieci.

Wśród zarzutów o niewiedzy i lekkomyślności powtarzał się motyw przewodni:nieodpowiedzialność.

Sledząc tok atakujących,rodzice mieli być nieodpowiedzialni,bo „nie wiedzą,nie znają się,nie są ekspertami” a ci,którzy szczepić każą-ekspertami są.

Abstrahując od niedorzeczności ostatniego twierdzenia (konia z rzędem temu lekarzowi,który potrafi dokładnie i zrozumiale opowiedzieć pacjentowi o  r e a l n y m  działaniu szczepionki (bo by mam nadzieję  nie robił takich propozycji) nie mówiąc o działaniach ubocznych oraz jej składzie czy losach specyfiku w organizmie.

Permanentne negowanie cudzego zdania należy dzisiaj do „kultury czasów”,ale szczególnie bezczelne wydaje się negowanie cudzego zdania o jego własnym samopoczuciu czy zdrowiu w celu odebrania mu możliwości decydowania o tymże a celuje w tym,niestety polityka i medycyna.

Skupmy się jednak na temacie-co oznacza ekspert?Słowo pochodzi od „próbować,wypróbowywać.”Jest to więc ktoś, kto próbował czegoś nie raz i wie (mniej więcej),jak to działa,na kim i czym skutkuje.

JAK lekarz może być ekspertem w dziedzinie zdrowia czyjegoś dziecka?!

TO RODZICE prowadzą wielostopniowe obserwacje maleństwa od początku,to oni obserwują biologiczną odpowiedź jego organizmu na wszelkie substancje,TO ONI są AUTENTYCZNYMI EKSPERTAMI,jeżeli chodzi o ICH dzieci.

Coraz intensywniej usiłuje się pozbawić rodziców władzy nad ich dzieckiem,odseparować je od najlepszych opiekunów,jakich może mieć.

Nie chodzi mi oczywiście o przypadki ekstremalne,kiedy rodzice nie nadają się do wychowywania nie mówiąc o poczęciu nowego człowieka.

Kiedy jednak mamy do czynienia z rodzicami,którzy wiedzą,co mówią i twierdzą,że ich dziecku szczepionka nie posłuży,to jakim prawem traktuje się ich jak kłamców,nieuków (bo moja racja jest najmojsza?),wreszcie chcących celowo dziecku zaszkodzić.Neguje się w ten sposób ich wiarygodność -zakłada nieuczciwość i doprowadza ich najkrótszą drogą do szukania innych wyjść -nie zawsze legalnych.Prawo jest im przyznawane tylko,kiedy o to walczą a i to nie zawsze.

Czy można mówić o prawdziwej odpowiedzialności,jeżeli najkompetentniejsi obserwatorzy-rodzice właśnie-nie są dopuszczeni do głosu lub lekceważeni?

To rodzice troszczą się o wszystko-o zdrowie,odzież,dom,harmonię rozwoju….

Gdzie jest wreszcie odpowiedzialność lekarzy za ich postępowanie?Gdyby naprawdę ją ponosili,niewielu by się na ten zawód zdecydowało,ale czy ktoś ze środowiska przyzna się do tego oficjalnie?

Tak,jest to profesja ciężka,niewdzięczna,skomplikowana na wielu poziomach.Ale ten,kto się na nią decyduje,powinien o tym wiedzieć i być za swą decyzję odpowiedzialnym.Jak obserwujemy życie-nie jest to najczęstszy przypadek.

Przede wszystkim-zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek pod pretekstem jego dobra NIGDY nie oznaczało szczerych intencji.Przejmowanie odpowiedzialności za czyjeś życie było ZAWSZE domeną totalitaryzmu.Napoleon nie pytał ludu,czy chą być szczepieni.Tak samo Hitler.Podobnie i my nie jesteśmy teraz pytani (w większości).Powtórzę-jeżeli chcecie,żeby było dobrze,zatroszczcie się najpierw o miejsca pracy,o rozwój ludzi,o właściwą edukację,o zdrowe pożywienie,o takie prawo,aby każdy mógł mieszkać w godnych warunkach …wtedy nie będą już wam potrzebne żadne szczepienia,spadnie ilość pacjentów w gabinetach,spadnie też….o rany,spadnie zapotrzebowanie na farmaceutyki i w ogóle służbę zdrowia!No nie,co to,to za dużo…lepiej więc powiedzmy,że przejmujemy tę odpowiedzialność ( w takim razie odpowiedzcie za tyle ludzkich nieszczęść,fuszerek,kalectw-szczególnie nie ujętych w statystykach) i sprawa załatwiona.

Na szczęście,nie dla wszystkich.

Zanjomi pokazali mi nagranie programu z panią rozpaczającą,że jej dziecko nie zostało zaszczepione i zachorowało na chorobę niekoniecznie związaną w ogóle z danym szczepieniem.Pani była bardzo przekonana (intensywnie popierana przez założone świeżo stowarzyszenie proszczepionkowe),że to brak szczepionki spowodował chorobę jej dziecka.

Nie zostało powiedziane,jak wyglądało życie tej pani PRZED porodem,czy i jakie leki antykoncepcyjne brała,jak się odżywiała,jakie leki stosowała,w jakich warunkach rodziła,kto i jak przyjmował poród……Nie zostało powiedziane nic oprócz tego,że dziecko zachorowało,bo nie dostało szczepionki.Z oczywistych powodów nie zostali zaproszeni rodzice dzieci,które właśnie po szczepionkach zachorowały.

Nie mam żalu do tej kobiety,z pewnością czuła się winna,że czegoś nie dopilnowała,że być może czegoś nie zauważyła, że nie zrobiła wszystkiego,co mogła….Kiedy dzieje się nieszczęście,szuka się winnych.Wydaje mi się,że ktoś to bardzo sprytnie wykorzystał.Uwolnił z poczucia winy jedną osobę przepisując je na inne.Pół biedy,gdyby na prawdziwych winowajców( choć być może matka miała tu rolę wiodącą)-ale nie-winę przesunięto na ludzi mówiących prawdę o szczepieniach.Jakie to wygodne….

Przyglądając się kolejnemu nowemu stowarzyszeniu walczącemu o „jedyną słuszną sprawę”,przyjrzyjmy się intensywnie i pamiętajmy,że wiele z tzw.instytucji dobroczynnych dobro czyni wyłącznie samym sobie,że często mamy do czynienia z przedłużoną ręką przemysłu.

Co przy tak szalonych finansach na to przeznaczonych-wcale nie jest dziwne.

Posted in szczepienia | Leave a Comment »

Depresja-lampka kontrolna.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 4, 2010

Zima zbiera się w drogę,ale pewnie jeszcze chwilę poszaleje,jak to zimy mają w zwyczaju.Mądrość natury ponownie przypomniała,kto tu rządzi-jak zwykle w odpowiednim czasie.Zakpiła sobie bezlitośnie z pychy oszołomów globalnego ocipienia a raczej handlarzy gotowych sprzedać własną matkę Ziemię pod pretekstem,że będzie jej lepiej.Nie będzie,bo nie ma to jak w domu-szczególnie,kiedy nikt się nie wtrąca.

Akcje przeciwko ociepleniu,kabaret w rządzie,ogólna niemoc i przepychanki oraz wszechogarniająca biel-nic dziwnego,że niektórzy w nią popadli,zapadli a wyjść ciężko.Chłód,biel,długość panowania mroku -to nie jest najlepsza pora dla człowieka mimo,iż każe mu odpocząć i przygotować się na nowe życie.Kiedyś,kiedy ludzie-szczególnie na wsi-nie musieli zimą specjalnie pracować,mieli prawo dłużej pospać,zregenerować się,wiosnę witali faktycznie jak po długim śnie:wypoczęci i rozleniwieni.Ale przemysł przyniósł zmiany.Organizm pracuje non-stop poganiany ze wszech stron a szczególnie w mieście wręcz odizolowany od swego naturalnego środowiska.Przystosowanie?A tak, przystosował się,inaczej by nas tylu nie było,ale….JAK jesteśmy?A może to tylko umęczone ciała?

Stany niżowe przynależą do każdej fazy życia człowieka tak samo,jak niże w przyrodzie.Czasem pogłębiają się niebezpiecznie-wtedy mówimy o depresji.(Nie mam zamiaru używać tutaj wyłącznie języka akademickiego,gdyż moim pragnieniem jest,by teksty były zrozumiałe dla wszystkich,nawet dla naukowców:-):-)).

Słowo „depresja” pochodzi od łacińskiego depressere-uciskać,samo zjawisko ma związek z odpływem energii powodującym psychiczny ucisk właśnie.Coraz mniej rzeczy możemy przedsięwziąć,coraz mniej rzeczy wydaje się nam interesującymi-nawet te,które kochaliśmy-bywa,że zaczynamy je nienawidzieć.Póki dostrzegamy,co się dzieje,nie jest źle.Gorzej,kiedy zaczynamy obojętnieć.Tak długo,póki nie zostaną przerobione i usunięte problemy z duchem,psyche,tak długo nie mamy co marzyć o zdrowym ciele-trwające dłuższy czas stany przygnębienia,smutku itp.wkrótce zaczynają się wyrażać na poziomie fizycznym w formie popularnych chorób i nie jest to straszenie a ukazanie naturalnej drogi zaniedbywania samopoczucia (bo od tego się zaczyna) aby każdy mógł SAM zapobiec następstwom a przynajmniej zorientować się,dokąd to prowadzi.

Najprościej byłoby powiedzieć:

Dusza jest mocą,która u wszystkich prawie ludzi nie jest ani dostrzeżoną ani wykorzystaną.

I tam należy poszukać wyjścia z wyjątkowo długiego zakrętu.

Pamiętacie jeszcze,czym jest intuicja?Wielu się roześmieje:co ona sobie o nas myśli?!-no jasne,że pamiętamy.

W porządku.ALE JAK CZęSTO JEJ UżYWACIE?

Jak często dajecie jej pierwszeństwo,bo gdyby pies umiał mówić ludzkim głosem,popatrzyłby najpierw a potem odszczeknął:ja bez intuicji nie wychodzę z legowiska.I pies miałby rację.Normalny,wiejski pies,gdyż zwierzęta w mieście często ten dar zatracają.Zupełnie jak ludzie.Gorzej,że ludzie używają swojego-jak im się wydaje-rozsądku,aby wyłączać instynkt świadomie.Kalkulują „za” i „przeciw”,żeby w końcu i tak wyboru żałować.

Czy powrót do zastosowania intuicji jest łatwy?Jeżeli latami tkwiliśmy w zimnej kalkulacji,która nawiasem mówiąc wyszła nam a to sztywnieniem karku a to alergiamia a to czymś jeszcze,to chwilę potrwa,zanim posłuchamy siebie i zanim prawdziwe „ja” zacznie konwersację.Ale warto.

Warto,ponieważ zlekceważona intuicja owocuje złymi decyzjami i złym zachowaniem a te powodują z kolei ciągłe depresje-w efekcie czujemy się pozbawieni odwagi,wycieńczeni,beznadziejnie nie na miejscu.

Wtedy też przestaje do nas docierać intuicja.Wyłączając nici przewodnie naszego życia,sami siebie wydajemy się na pastwę losu,tracimy energię i w końcu pytamy się w lustrze:Tak wygląda depresja?

Mówiąc żartobliwie,nazwałabym depresję melancholią bez jej czaru.

Niestety,aby pogrążony w beznadziei KTOś się uśmiechnął,trzeba by ten żart zastosować w tonach.Za mało w przypadkach cięższych,w sam raz na lekkie smuteczki.

Mówiąc „lekkie” nie lekceważę smutku w ogóle,gdyż każdy gniecie duszę,wtłacza do oczu pustkę,wytacza łzy-one zresztą nie są jedynym powodem,dla którego w depresji nie można patrzeć prosto (zauważyliście to?To brawo)

Smutek tkwi w barkach,biodrach,brzuchu,szyi,rozpełza się na cały organizm,atakuje wątrobę,wstrzymuje oddech-zaobserwujcie osoby zestresowane,jak łapią powietrze częstym ziewaniem a w przerwach między ziewem wydaje się,że są prawie na bezdechu.Skulona sylwetka przecina wpół-oddech cierpi.

Powody…..otaczająca rzeczywistość faktycznie może doprowadzić do akumulacji stresu,podobnie przebyta trauma,szok-to popularne teorie.Ale tak samo „ściemnienie nastroju” powodują infekcje,choroby,łykane hormony,leki niekoniecznie wskazane,alkohol,trucizny środowiskowe,w końcu można posądzić depresję o zaraźliwość,gdyż jedna zdołowana osoba potrafi skutecznie zdołować całą towarzyszącą jej grupę.

Po powierzchownym rysie genezy depresji nie może zabraknąć odtrutki.

W najciemniejszym miejscu można dostrzec światło,choćby „oczyma duszy swojej ” a w tym przypadku-przede wszystkim nimi.

Z teoriami byłabym ostrożna,gdyż,jak to mówił wielki Carl Jung-psychiatra zresztą,ale nie pozbawiony dystansu do swoich spostrzeżeń i stanowiska:

Naucz się tych teorii tak dobrze,jak możesz,ale trzymaj je od siebie z daleka,kiedy dotykasz cudu żywej duszy

Rozumiesz więc powody i stan,w którym się znajdujesz lub nie rozumiesz,ale chcesz się wydostać…..Spróbuj i pojąć i przegonić demona.

Po pierwsze:

1.Oddychaj,najlepiej na świeżym powietrzu,po prostu skup się na regularnym,spokojnym oddechu,który natleni ciało.Przez parę minut zamknij palcem prawą dziurkę nosa,oddychaj lewą,potem odwrotnie i znów odwrotnie-stara,znana technika aktywacji i wyrównywania oddechu (w skrócie)-ćwiczenie trwa parę minut.Reszta czasu:po prostu oddech.Wyprostowane,dumne ciało-nie nędzny strzępek samozniszczenia.

2.Nie przesadzaj z proteinami-zakłócają przyjmowanie tryptofanu i wyzwalają odczuwanie depresji.W zimie posiłek z proteinami TYLKO RAZ dziennie.

Tryptofan jest m.in.w bananach,orzechach,indyku,tuńczyku-naturalny antydepresant.

3.Bądź z ludźmi.Jeżeli Cię denerwują lub ściągają resztki energii-poczekaj na powrót do ludzi ze zwierzętami.Kot lub pies lub cokolwiek „małego żywego” jest nie tylko dozgonną wdzięcznością i miłością doskonałą,zdrowiem dla człowieka (bo i wyjść trzeba,choćby po jedzenie dla kota:-),czującą jego nastroje najprzyjaźniejszą duszą świata,ale i ma zaletę dodatkową:jest tańsze od każdego terapeuty:-)

4.Pomóż komuś,jeżeli możesz (a możesz) i chcesz.To ważne.Wydaje Ci się to śmieszne w takim stanie?Dla każdego jego problem jest największy,ale może okazać się prawdziwą pestkę w porównaniu z problemami innych.Przy okazji-nie dopuść,żeby ktoś,komu pomagasz,obdzielił Cię swoim problemem tak szczodrze,że stanie się on i Twoim….na dłużej.

Jak?Słuchaj intuicji.Wywołaj ją do odpowiedzi.

5.Nie obwiniaj się za nic.Daj sobie luz,margines,kredyt na coś,co pociąga Cię szczególnie,ale odmawiałeś sobie uznając,że nie jesteś tego wart.Nie mówię o szalonych zakupach-to NIE jest remedium na depresję,co najwyżej chwilowe,po którym przychodzi jeszcze większy kac i poczucie pt.”a jeszcze tyle NIE kupiłam,a było takie ładne….”

6.Doceń ,że pracujesz nad sobą,że zauważyłeś niebezpieczeństwo w odpowiednim momencie.

7.Alkohol,papierosy,śmieciowe jedzenie,leki różnego rodzaju,cukier pogłębiają depresję.A może…..właśnie to było Twoim posiłkiem i ciało chce Ci powiedzieć:PAS!

Kawa w niewielkich dawkach jak najbardziej-jej substancje wspomagają procesy biochemiczne w organiźmie odpowiedzialne za dobre samopoczucie.ALE:w depresji JEDNA filiżanka dziennie wystarczy.

Ziółeczko dziurawiec-fioletowo krwawiący syn słońca-doskonały antydepresant.Nie za dużo,aby nie przesadzić z tym szczęściem-do dwóch szklanek naparu dziennie,jeżeli nie mamy uczulenia ani nie planujemy wizyty w solarium (idźcie lepiej na słońce do parku albo włączcie silną lampę (byle nie energooszczędną) w domu,lub naturalnej ekspozycji na słońce-bo dziurawiec,choć sam -a może właśnie dlatego,że jest słoneczną istotą,to ze słońcem reaguje a wynik tego może nie okazać się pozytywny.Podobnie zrezygnujmy z dziurawca biorąc różne leki.Po co prowokować naturę?

8.Zapewnijcie sobie odpowiednie oświetlenie (nie „energooszczędne”-zdrowia Wam nie oszczędzi,kieszeni też).

9.Wyjedź,jeżeli możesz.Choć na chwilę.Może do kogoś,kogo bardzo chciałbyś -chciała-zobaczyć.

10.Pisz koniecznie.Wypisuj i wymaluj swoją duszę-obrazy i zdania podpowiedzą Ci,co jest nie tak.I dlaczego.(oj,to długi temat:-))Nie zapomnij o muzyce-błagam,niech to nie będą marsze żałobne-nie ten kierunek.

11. Pomocna może się okazać esencja dr Bacha np.Sweet Chestnut,Crab Apple lub Mustard.Ale nie tylko.Prawdziwe,żywe kwiaty o mocnych kolorach-nie cięte,w doniczkach-one też pachną dobroczynnie.Olejek cytrusowy w wannie na pewno zapewni świeżość myśli.O właśnie-korzystaj z dobrodziejstw higieny-kąpiel czyni cuda.

O dodatkach do niej na pewno nie dzisiaj,bo też muszę się wykąpać:-)

Znajdź książki dla siebie.To nie jest zbyt łatwe.Często czytamy to,co czytają inni zamiast SZUKAć swojego skarbu.Szukajcie więc.

To tyle,jeżeli chodzi o pierwszą pomoc w temacie D.

I żadnych dużych smutów,moi Mili,bo WIOSNA tuż tuż!

Posted in depresja, zdrowie | Leave a Comment »

Szczepienia,czyli skąd ten pomysł,bo dlaczego,to wiedzą wszyscy. cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 4, 2010

Wydawałoby się,o szczepieniach napisano u nas już wszystko,świadomość wzrosła a nawet członek rządu,polityk (co nie jest normalne)-pani minister Kopacz wzbudziła powszechny szacunek,uznanie i dozgonną wdzięczność ludu nie dopuszczając do masowych kłuć niesprawdzonymi i w ogóle dziwnymi 😦 substancjami,o które jako żywo organizm sam się nie upomina.

A jednak nie wszystko a jeżeli nawet,nie zaszkodzi dołączyć do akcji informacyjnej,gdyż nie zanosi się na faktyczne i długofalowe zmiany w rzeczonym temacie.BIG pharma jest rzeczywiście very big i łatwo nie odpuści.

Swoją drogą kojarzy mi się to z intensywną reklamą  „osiągnięć” inżynierii genetycznej (tak,nią też będziemy się zajmować) i chęcią stworzenia podobno „doskonałej maszyny”-robota-niewolnika,nazwijmy to po imieniu….a tak w ogóle,to jak, nie mając specjalnych wyników w leczeniu czegokolwiek i raczej partacząc niż naprawiając chce medycyna szkolna cokolwiek ulepszyć?

Jeżeli jednak mówimy o medycynie i szczepieniach,to nie zapomnijmy o sprawiedliwości:

Szczepienia NIE zostały wynalezione przez lekarza,ale medycznego laika i jemu podobnych a uznane przez Napoleona NIE z medycznego powodu i troski o zdrowe życie poddanych a z powodu militarnego-potrzebował po prostu armatniego mięsa i tyle.On pierwszy PRZYMUSOWO kazał szczepić cały naród a wojsko przede wszystkim.Odtąd propaganda uprawia wiarę,że największe zarazy zostały zażegnane szczepionkami,podczas gdy zniknięcie niektórych chorób zawdzięczamy po pierwsze wzrostowi higieny,poprawie warunków życia a po drugie wiele z zaraz zniknęło PRZED wprowadzeniem szczepionek,po trzecie zaś nie zawsze,jak się okazuje były to „zarazy” i nie zawsze miały do czynienia z czynnikiem zewnętrznym,więc-jak twierdzą miłośnicy igły-zarazkiem,wirusem itp.(odnośnie wirusów doskonale wypowiedział się współcześnie pan S. Lanka-dostępny w zasadzie wszędzie).

Lekarze….od samego początku ich ogromna większość była PRZECIWKO szczepieniom.Nie mieli ochoty na kolejną dziwną metodę-wieloletnie praktyki puszczania krwi nie przyniosły im zaszczytów,aczkolwiek ciągle poddawano się zabiegom,gdyż robiły to…uznane,medyczne autorytety.Czyż nie przypomina to sytuacji dziś?

W 1881 L.Pasteur-chemik-postawił diagnozę przywiązanemu do stołu doświadczalnemu psu:chory na wściekliznę.JAK doszedł do diagnozy nie będąc lekarzem ani znachorem czy kimkolwiek,kto by miał regularne kontakty z chorymi -nie wiemy.Duch eksperymentatora podsunął mu wizję i pobrał od owego psa ślinę-tę wstrzyknął innemu.

NIC się nie działo.

Jak to?NIC?Ano nic.”Ale ja robię doświadczenia,musi się coś dziać!”Wziął więc mózg zmarłego na wściekliznę(podobno) psa i poczynił z niego ekstrakt a następnie wstrzyknął -uprzednio trepanując czaszki!-psom i krowie.

U wszystkich tych zwierzęt objawiły się symptomy cerebralne-związane z  mózgiem mówiąc w skrócie-rozchorowały się i zmarły.TO stanowiło dla Ludwiczka dowód,że wścieklizna (?) jest zaraźliwa.

 Poczynił wyciąg ze szpiku bezdomnego,wściekłego (może tym razem naprawdę wściekłego) psa i nazwał to „ulicznym wirusem”.Wyciąg z owego wstrzyknął następnie królikom-nie chciały chorować szybko,trwało to od dwóch do trzech tygodni.Zaszczepił więc -tym razem wyciągiem ze szpiku tych królików-następne i tak doszedł do dwudziestu czterech zwierzątek.W ostatniej grupie wywołanie choroby trwało siedem dni.Ludwik doszedł do wniosku,że „osłabił” wirusa i nazwał go „virus fixe”.

Nie,nie miał dość.Wpuścił do klatki jednego wściekłego psa i cztery zdrowe żeby sprawdzić,czy się zarażą.Przede wszystkim się pogryzły i to strasznie.Dwa zmarły,ciężko poturbowane.Dwa zaszczepione pewien czas przeżyły.To ciekawe doświadczenie powtarzał wiele razy-cóż,w tamtych czasach nie było „Teksańskiej masakry …”(sam plakat mi wystarczył-nie oglądałam) a zboczeńców sadystów nigdy nie brakuje.

W 1885 Pasteur dorwał dziewięciolatka pogryzionego przez psa-znowu postawił diagnozę i psu i dziecku oraz nie omieszkał zaszczepić,a robił to przez 3 tygodnie.Chłopak przeżył.

Dobrze,więc o co chodzi?Przeżył,więc Pasteur miał rację.Też byłabym skłonna to przyznać,gdyby nie fakt,że od 1995 wiemy,że Pasteur namiętnie fałszował swoje dane.(„The Private Science of Louis Pasteur”-Princetown University Press 1995),co nie jest aż tak rzadką rzeczą w świecie nauki,jak się wydaje.

Napoleon zaszczepił najpierw 22 sieroty-przeżyły i stanowiły materiał do sporządzania kolejnych szczepionek. Powstały  zakłady,w których HODOWANO sieroty na materiał do szczepionek.Wysyłał je też do Meksyku,na Filipiny….

Ile z dzieci wróciło,ile przeżyło-o tym kroniki milczą.

Kiedy w Niemczech przekazano szczepieniem syfilis,ostrzegano przed tą formą „profilaktyki”,ale niewiele to dało.

Ks.Sebastian Kneipp,który stworzył dom dla sierot,ale żeby je leczyć i wyciągać z biedy-protestował przeciw szczepieniom mówiąc,że poddane im dzieci są praktycznie niewyleczalne.Na próżno.Machina była w pełnym biegu.

Samuel Hahnemann z kolei twierdził,że lekarstwo musi delikatnie i bez działań niepożądanych doprowadzać do harmonii organizmu.Niestety,też nie powstrzymał obłędu.

Mówiłam,że lekarze na początku nie chceli szczepić i trwało,aby ich do tego przekonać?Racja.Kto więc to robił?

OKULIZATORZY.

A że to termin z ogrodnictwa?Brawo.Pierwotnie szczepienie pochodzi od łac.inputare-wryć,wyryć wciąć się…..czyli od okulizowania drzew,czyli ich szczepienia,tzn.-dla nie-ogrodników:można „uszlachetnić” drzewo odmiany mniej „szlachetnej” (dla mnie wszystkie drzewa są szlachetne) zaszczepiając mu tam,gdzie młody pęd-gałązkę odmiany szlachetnej.Obcięte miejsce,gdzie potem nowy pęd wrośnie,to oculus-oczko.Ciągle jednak chodzi o odmianę szlachetną i o drzewo….:-)

A vaccination?Od włoskiego vacca-krowa,bo od ropy z pęcherzy krów pobierano materiał na szczepionkę „krowiej ospy”-made in E.Jener,robiący eksperymenty na roślinach i zwierzętach-następnie szczepiący ludzi.Nikt nie zwrócił mu uwagi,że tylko nikła część-jeżeli w ogóle -z takich eksperymentów może dotyczyć właściwości zastosowania wyniku u człowieka.

I tak wyglądały pierwsze kroki jednej z najprężniejszych aktualnie gałęzi biznesu-szczepień.

Niepokoi,że były wprowadzone przez dyktatora i są przez dyktatorów kontynuowane-w nazizmie nawet nie można było pisnąć o sprzeciwie wobec szczepień.Narzucanie czegokolwiek zawsze było i jest domeną tyranów.Tam,gdzie ustrój pozwala na odrobinę wolności-ludzie walczą o swój los.

W Polsce naprawdę ani nie brakuje mądrych ludzi ani nie  jest najgorzej.

Wszędzie,gdzie forsowana jest przemoc,nikt nie troszczy się o podniesienie poziomu życia ludzi,za to za każdym razem wyciera sobie usta „dobrem narodu”.Po co się troszczyć,fundować,jak można zarabiać bez końca…..Ot i całe równanie.

P.S.Wirus wścieklizny nie może istnieć w ślinie psa-jego obecność w niej tak naprawdę nigdy nie została udowodniona.

Posted in szczepienia | 2 Komentarze »

Alergie cz.1.Kawa.Herbata.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 3, 2010

Coraz więcej osób pyta,skąd uczulenia po kawie czy nawet herbacie-mam nadzieję,że ten wpis dotrze do Wszystkich,których to dotyczy,bo sprawa nie jest bezbolesna.

Ponownie pomijając (chwilowo ) wprowadzenie do alergii,śpieszę poinformować,dlaczego -oczywiście poza powodami tkwiącymi we wcześniejszych działaniach prowadzących do osłabienia systemu immunologicznego-tyle osób zaczyna odczuwać dyskomfort (celowo delikatny eufemizm 🙂 po tak popularnych napojach,znanych od wieków.

Pierwsze moje pytanie po wykluczeniu innych,ww.przyczyn,to:

A jaką herbatę,kawę pani-pan pije?

Jeżeli odpowiedź brzmi:w woreczkach,to już mamy pół sukcesu-szkoda,że takiego sukcesu.

Woreczki są wygodne.I to jest ich JEDYNA zaleta.

Nasączone impregnantami,zamykane NIKLOWą (nikiel często wywołuje alergie) klamrą lub sklejane substancjami niekoniecznie sprzyjającymi organizmowi-a komu sprzyja klej:-)?-mogą powodować podrażnienie błon śluzowych,żołądka-to wszystko zostaje przy parzeniu herbaty w naszym organizmie.To samo dotyczy filtrów do kawy.Dlaczego przemysł wypuścił maszyny obsługujące wyłącznie kapsułki jednej lub podobnych firm?Zeby zarobić,to jasne.W kapsułkach ilość kawy jest odmierzona,odpada (jakże uciążliwa:-):-))ceremonia odmierzania kawy,sypania do niej np.kardamonu itp.Tak,to jest wygoda i oszczędność czasu-bo tylko czasu.Niestety chwilowa-ten czas będziemy musieli oddać gabinecie,w kolejce po zdrowie.

Naczynie,w którym przygotowywujemy napoje,też nie jest bez znaczenia:aluminiowy czajnik?Precz!

Niklowany ekspres do kawy? Za czajnikiem.

Emalia, ceramika,do kawy też miedź (jeżeli nie mamy uczulenia na miedź:-)-jak najbardziej. Pomijam,że przygotowywane w odpowiednich materiałach smakują o niebo lepiej.

Czy zastanawialiście się, czym są sztuczne aromaty w Waszych ulubionych, gotowych kawach w jednorazowych torebeczkach?Czy wiecie,czym jest kawa granulowana?Czym aromatyzuje się kolorowe herbaty,czy zioła dobrane w nich są dla smaku czy dla zdrowia?Ze co, że zostało dopuszczone do obrotu?Ależ jasne!GMO też weszło na stoły po cichu!Kogo oprócz Was samych obchodzi,czy to,co jecie, służy Waszemu zdrowiu?Przemysł może?No,to gratuluję komuś udanej indoktrynacji.

Tak, i ja mam czasem ochotę na coś innnego,niż tylko ziółka,tylko kawę lub zwykłą herbatę.Wtedy ją sobie dosmaczam sama.I tak:zielona herbata (mówimy w tej chwili o smaku) jest niezła z cząstkami pomarańczy-wystarczy odrobinę wkroić.Inna rzecz,że cytrusy mają naturę wychładzającą,więc o tej porze nie są specjalnie oczekiwane przez nasz organizm.Ale-z drugiej strony-teraz są zbiory cytrusów w cieplejszych krajach,więc wykorzystując ich naturalną pełnię dojrzałości ,można zrobić np.pyszne konfitury.Jeżeli uparcie chcemy pomarańcz w herbacie,to niech to będzie zielona i dodajmy małego goździka-wyrównamy tym nieco chłodną naturę cytrusa.

Kawa-w skrócie-jeżeli sądzicie,że bezkofeinowa została stworzona nie dla celów marketingowych a dla Waszego zdrowia,to należałoby uważnie przestudiować ( a nawet wystarczy pobieżnie:-) proces jej produkcji.

Przy okazji-kawa bynajmniej NIE MA takiego wpływu na ciśnienie,jak się ją o to oskarża….aby sprzedać odpady produkcyjne jako  „kawę dla wysokociśnieniowców”.ALE-tak,bywa,że po kawie -słusznej dawce-obserwuje się wyraźniejsze bicie serca.

A-jeżeli czarna herbata,to nigdy z cytryną!Powstają wówczas związki nieprzyjazne dla Waszych żołądków i nie dziwcie się,że niby wam błogo,ale tzw.zgaga piecze.Zaden Chińczyk nie wrzuciłby do herbaty cytryny.A już na pewno nie w zimie.To idea smakowa z lat,kiedy nie było niczego (jak mówią niektórzy) i w żadnym wypadku nie powinna być kontynuowana,bo przeczy i wiedzy teoretycznej i doświadczeniu.Nie róbmy sobie na siłę kuku.

Jeżeli nie mają Państwo ochoty na rezygnację z torebeczek i filtrów w napojach lub jednorazówek,w których z samej zawartości stabilizatorów,konserwantów i aromatów można by ulepić opakowanie,to zróbcie eksperyment:

Spróbujcie pić przez miesiąc (efekty raczej już po tygodniu) herbaty i kawy sypkie,parzone według starego zwyczaju.(Kawa raczej nie po „polskuturecku” z fusami a z tradycyjnego,skręcanego,włoskiego ekspresu albo po arabsku -z tygielka.)BEZ TOREBEK.Kawa ani herbata nie może być przy tym aromatyzowana,granulowana czy rozpuszczalna.

I zobaczycie a na pewno poczujecie.Ulgę i powrót do prawdziwego smaku szlachetnych napojów zasługujących na chwilę szacunku.

Co,jeśli nie możecie pić kawy,ale język się wyciąga,bo smakuje i pachnie…?No to orkiszową lub z cykorii albo z mielonych korzeni mniszka lekarskiego.I smak i zdrowie.A jak chcecie kofeinki,poprawcie zieloną herbatą-też ją ma,często więcej.No i jest jeszcze yerba mate…..

A teraz zaparzcie sobie,co trzeba i obserwujcie…czy naprawdę wrzucenie sobie byle czego do byle czego i wypicie tego byle jak jest tym,co powinniście serwować sobie codziennie?

Posted in odżywianie | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.3.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 2, 2010

Wielu,słysząc o homeopatii mówi:

A skąd TO się w ogóle wzięło?Tak z niczego,cukier czy woda czy coś tam w jakiejś tam części a co?TO ma leczyć?A kto to wynalazł,wariat jakiś,szarlatan….sam diabeł może?

O ile sama Ona-pani Homeopatia-stała się dzisiaj przedmiotem wielu dyskusji,o tyle często pomijana jest jej historia-a stąd właśnie należałoby zacząć,jeżeli chciałoby się przybliżyć temat o „cokolwiek” -a nie tylko oddalić w bezpieczne miejsce….najlepiej w niebyt;-)

Tak naprawdę istotę działania maleńkich dawek pojęli już Paracelsus i Hipokrates z Kos-tzn.TEN Hipokrates.Były one (te maleńkie) używane w wielu kulturach,gdyż wiele lat temu ludzie szukali przede wszystkim tego,co mogłoby im pomóc a nie zabić:-).Przy tym jeden z …stop-nie „jeden”-integralne założenie medycyny szkolnej,że im większa dawka,tym silniejszy efekt wydaje się co najmniej podejrzane.Wielu lekarzy i farmaceutów zdaje sobie sprawę,że to bzdura.ALE….równie ważna wydaje się zasada „nie wychylania”.Jak to było?Primum non nocere?Tak nawiasem mówiąc-przysięga Hipokratesa została na przestrzeni lat też „nieco” zmodyfikowana -obiecuję potraktować ją dokładniej już wkrótce.

Dawki maleńkie-a czemu?A bo istnieją też,oprócz zasad wynajdowanych przez ludzi pragnących w swej ambicji  ulepszyć (niewątpliwie:-))coś,co jest w sam raz-zasady natury.One otrzymują nawet-jeżeli przypadkowo zostaną odkryte i docenione-nazwy.Hormesis-brzmi nazwa biologicznej zasady (z gr.-hormaein-bodziec,apel  o,zachęcenie, uruchamiacz) opierającej się na fakcie,że:słaba stymulacja pobudza aktywność ( w tym wypadku-organizmu),średnia wstrzymuje,mocna niszczy.A więc-małe dawki(B.małe!) nawet toksycznych substancji (np.Digitalis ) uruchomiają korzystne biologicznie reakcje organizmu.Idąc dalej-mam nadzieję,że nie za daleko-kojarzy się to ze zjawiskiem  hartowania.NIE-już się domyślam,co zaraz powiedzą wyznawcy szczepień(nie trudno się tego domyśleć-zawsze mówią to samo:-)-moim zdaniem szczepionki to zupełnie inna bajka a dlaczego-też postaram się tu niedługo wyjaśnić.

Wracając do wyżej wspomnianej-niestety,nie jest to zasada obowiązująca w odhumanizowanej medycynie szkolnej-ta korzysta z zasad fizyki,której podstawą jest MARTWA materia….i wydaje się,że wokół tego tematu przebywa wciąż niebezpiecznie blisko.

No to Paracelsus,Hipokrates i inni ,ale naprawdę solidnie wziął się za to lekarz Hahnemann 1755-1843 wprowadzając prawo podobieństwa -bazę homeopatii do nauki medycznej.

Ona działała od początku.Biografię Samuela Hahnemanna można poczytać wszędzie-nie ulega wątpliwości,że doktor Samuel był mądrym i dobrym człowiekiem,który chciał pomóc -i pomagał-ludziom.Rozczarowany medycyną szkolną i dostrzegający źródła jej permanentnych pomyłek osiągał świetne rezultaty lecząc naturalnie…tak świetne,że ówczesne periodyki medyczne były naszpikowane wręcz jadowitymi atakami na terapię,która leczyła.No bo jak to:Hahnemann przepisywał w sumie mało leków-JEDEN na JEDNEGO chorego i JEDNą chorobę,do tego w ograniczonych dawkach.Do tego mówił otwarcie o błędach ówczesnej medycyny a gwoździem do trumny była jego propozycja,aby lekarze sami ustalali,przygotowywali i podawali choremu lekarstwa.To nie mogło się podobać ówczesnej barbarzyńskiej wręcz medycynie upuszczającej ” na wszystko” krew i przepisującej rtęciowe maści w których ilość substancji czynnej-rtęci właśnie-zabiłaby mamuta.Zawiść i nienawiść -jakże pokrewne-uruchomiły łańcuch podrzynający kwitnącą  homeopatię.No bo jak,no JAK można wymagać od kolegów,aby traktowali pacjentów z uwagą,cierpliwością,wiedzą i oddaniem? 

Benjamin Rush-tatuś medycyny amerykańskiej wypowiedział się ongiś:

„Upuszczanie krwi było użyteczne we wszystkich chorobach”.

I-dodajmy- nie wymagało praktycznie żadnej -w porównaniu z homeopatią-wiedzy.A już na pewno nie było żadną konkurencją dla pigułek-ot,koegzystowały sobie pokojowo….gdyby nie ta wredna homeopatia.

Zaszczuty w Lipsku,gdzie grożono mu wyrzuceniem siłą z miasta,Hahnemann został w końcu wydelegowany do Koethen-przez Księcia Ferdynanda von Anhalt-Koethen.-zainteresowanego żywo tą metodą leczenia,aby prowadził swoje badania,przyjmował pacjentów i…miał chwilowy spokój od wraczy oskarzających go ciągle o zajmowanie się „diabelską” nauką.Na efekty wprowadzenia terapii homeo „między ludzi” nie trzeba było długo czekać-wielu chciało się jej uczyć,homeopaci uczęszczali do prestiżowych szkół medycznych,ALE….poznając istotę leczenia stawali się opozycyjni wobec supresyjnej (pognębiającej,wyłączającej,uciskającej-do wyboru) natury leków stosowanych dotychczas i głośno mówili,iż te tylko maskują symptomy choroby pogłębiając je.Tymczasem według homeopatii-i zdrowego rozsądku-tzw.idiosynkratyczne (właściwe dla danego organizmu,pochodzące z niego)  symptomy są wskaźnikiem,wręcz  przewodnikiem do ustalenia INDYWIDUALNEGO wyboru leku.

Indywidualnego?-Powiedzieli medycy- ortodoksi.-A na co nam sterczeć w gabinetach dociekając godzinami INDYWIDUALNIE przyczyny choroby,jeżeli wystarczy zerknąć w system (wtedy w księgę lub własną uniwersytecką głowę )i od razu wiemy,” co na co dać”.No i czas….przecie czas to pieniądz.A tak w ogóle,to upuśćcie krew…(jakby natura dała jej każdemu ZA dużo).

To okazało się najpierw jedną z głównych przyczyn powodzenia homeopatii-właściwość doboru terapii i jej wysoka skuteczność- a potem jej zgubą.

Jeżeli o powodzeniu,to przybył wówczas do Stanów Duńczyk-Hans Gram i już w 1825 założył tam American Institute of Homeopathy-było to pierwsze narodowe medyczne towarzystwo.Nic,co dobre….

W 1846 powstaje American Medical Association zrzeszające-tak,tak,przeciwników homeopatii.Ci ostatni starali się nie tylko ograniczać homeopatom dostęp do katedr,szpitali,ale i zabraniali kolegom choćby konsultacji z homeopatami pod groźbą wyrzucenia z towarzystwa (kodeks AMA 1855).

Zaraza antyhomeopatyczna dotarła do Europy-we Francji relegowano studenta za samo zainteresowanie homeopatią i próbę publikowania prac na jej temat.

Homeopatów określano jako:

NIEMORALNYCH

NIELEGALNYCH

NIELUDZKICH-to ostatnie określenie było niezwykle ciekawym w ustach zwolenników wampiryzmu-bo jak inaczej nazwać upuszczanie krwi czasem-za często-aż do śmierci delikwenta?

Po latach prześladowań zaświeciło słońce.Brytyjska rodzina królewska,głucha na sugestie alopatów pozostawała pod opieką homeopatii-z powodzeniem,chwil szczęścia przydał jej też Mark Twain publikując w Harpers Magazine notkę,w której m.in.pisał:

„Możecie być wdzięczni,że homeopaci przetrwali ataki alopatystów (pięknie powiedziane),którzy chcieli ich zniszczyć”

Zwolenników wspierali też Dickens,Disraeli,czy…uwaga uwaga-papież Pius X (jeden z siedmiu papieży optujących ZA homeopatią) sam korzystający z nauki zwanej przez część (bo zapewniam,nie całość:-))kościoła – „diabelską”.

Pani Homeo-ze względu na efektywność zdobyła uznanie kobiet i wiele z nich zostawało homeopatkami,1 848 założyły w Stanach Boston Female Medical College

Z panią H.była też uświadomiona warstwa średnia,mimo tego,że homeopatia stanowiła domenę elit.

Popularność jej zwiększyła się w czasach zaraz,szczególnie żółtej febry-1878 (p.budowa Kanału Panamskiego i tysiące chorych) ,kiedy to w szpitalach homeopatycznych było o wiele mniej (przykładowo 3%,w alopatycznych placówkach-48-60% zgonów).Wydawało się,że nic jej nie zagrozi.

AMA jednak nie zawiązało się po to,aby oddać teren.Najpierw złagodniało….Od 1910 AMA pozwoliło się przyłączać homeopatom do towarzystwa pod warunkiem,że….ci zrezygnują z homeopatii.

Słynny raport Flexnera z Carnegie Foundation już w tym samym 1910 usankcjonował medycynę alopatyczną i potępił homeopatyczną.

Ta indywidualizacja….homeopaci byli wyraźnie biedniejsi od kolegów z Big Pharma ;-(.Poświęcali pacjentom więcej czasu niż kumple,pieniądz szedł również wolniej i nie mieli za co walczyć.Tu koniecznie trzeba przypomnieć,jak złośliwy bywa los.Otóż John D.Rockefeller interesował się bardzo pogardzaną panią H.i doświadczając jej dobrodziejstw postanowił ją uratować-powierzył pieniądze swemu doradcy finansowemu (:-))),niejakiemu Fredericowi Gatesowi a ten….cóż,ów nigdy homeopatii nie aprobował-był przede wszystkim doradcą FINANSOWYM.300.000.000. dolarów Gates oddał głównie przemysłowi farmaceutycznemu -alopatycznemu oczywiście.Można zapytać,czy ofiarodawca nie wiedział lub nie kontrolował wydatków…..tego już się chyba nie dowiemy.

Do ogólnej nagonki doszły nieporozumienia między samymi homeopatami:różnice w dawkach,podejściu do pacjenta….

Sam Hahnemann preferował niskie potencje-3,6,9,12,30-dopiero dużo później uznał za potencję najwyższą 1.500.

Jego uczniowie eksperymentowali:potencje 90,200,1000,10.000.

Wszystko razem sprawiło,że lata od 1930 aż do połowy siedemdziesiątych praktycznie nie istnieją w oficjalnej homeopatii-została „załatwiona”.

I znów brytyjska rodzina królewska przypomniała o istnieniu pani H.Z Anglii homeopatia rozpełzła się na Francję,Danię, oczywiście Indie,gdzie była wspierana przez Mahatmę Gandhiego,który powiedział o niej:

„…..uleczyła więcej ludzi niż jakiekolwiek inne metody zdołały to uczynić.”

Faktycznie,w Indiach leczyła ostre i chroniczne choroby….jak zwykle najpierw u elit.Aktualnie w Indiach istnieje ok.130 szkół homeopatycznych,kilkanaście państwowych.

Polska dołączyła do światłych dzięki Rosji-homeopatia to jedna z naprawdę niewielu korzyści z dużego i zbyt ekspansywnego sąsiedztwa a raczej zwierzchnictwa w owym czasie.1870-1890 -syte dwadzieścia lat metody ze wszech miar pomocnej.W Polsce wybitną osobowością i osobistością zapisaną w kronikach homeo był dr Czerwiński.

Druga wojna i sowiecka okupacja zaszkodziła i naszej bohaterce-tak w Rosji jak i w Polsce.Dopiero w 1976 zarejestrowano w Warszawie Towarzystwo Zwolenników Homeopatii RP.Nie wypada nie wspomnieć dr J.Łozowskiego, którego szczodrość w obdarzaniu wiedzą znano powszechnie.

Zanim przejdziemy dalej,wymienię jeszcze Ligę Medicorum Homoeopathica Internationalis założoną w 1925 w Rotterdamie -instytucję wytrwale reprezentującą homeo na całym świecie.

Ameryka Południowa,Południowa Afryka,Rosja,Australia…..tak wędrowała pogardzana terapia,która leczy.

Jak to mawiał Arystoteles?

„Całość jest czymś więcej niż sumą jej części?….”Niby to wiemy,a jednak….Kluczem jest tutaj słówko „więcej”.

P.S.Kiedy Hahnemann umarł (w wieku 88 lat),pochowano go byle jak,biednie,w zbiorowym grobie z krewnymi jego żony (aptekarki),na Montmartre,nie racząc grobu nawet napisem.Tak usiłowano pogrzebać homeopatię.                           W 1898 roku -a więc kilkadziesiąt lat później-ekshumowano Go na Pere Lachaise i urządzono pełen szacunku   pochówek,gdzie spoczywa do dzisiaj.Można unicestwić człowieka,można zniszczyć jego godność i zdeptać go na pył,ale nie można zniszczyć idei a jeszcze bardziej-nie można zniszczyć DOBRA.

Polecam do lektury:

Wiliam Harvey King „History of Homeopathy”

R.Brown:”Rockefellers Medicine Men”

Samuel Hahnemann „Organon der Heilkunde”,opr.Richard Haehl 1921.

Zima,02.lutego 2010,Dzień Swistaka:-)

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich.cz.2.

Posted by natural health consulting w dniu Luty 1, 2010

Wzruszyłam się ostatnimi wiadomościami o akcji w UK pod tytułem „Przedawkuj homeopatię”.Wzruszyłam się naprawdę,bo ileż wysiłku trzeba było poświęcić,aby do tego doszło.Najbardziej jednak chlipałam nad komentarzami polskich przeciwników homeopatii-chyba nie ma dla nich nadziei.Byłaby,gdyby chociaż wiedzieli,czego tak naprawdę się boją.Niestety-„nie bo nie”.I ich prawo.

Gdyby ktoś zechciał się zapoznać,czym zajmuje się świeżo założona organizacja Merseyside Skeptics Society,której ów zlot zawdzięczamy -nie,nie umieszczę tu odnośnika,gdyż każdy znajdzie to,co trzeba pod wskazanym adresem a nie umieszczę jej dlatego,ponieważ…no właśnie,homeopatia jednak nie jest dla wszystkich:-).Proszę szukać dokładnie.

Swoją drogą ucieszyło mnie,że jednak tylu ludzi wie o co chodzi i nie dało się zawrzeszczeć organizacji wrogiej wszelkiej medycynie naturalnej-dobrze,że rozmawiamy-o to właśnie chodzi….nie,nie przejdę do sedna,zanim nie opowiem o czymś,co mnie i wzruszyło i potwornie zgnębiło zarazem.Otóż w jednym z komentarzy na WP ktoś napisał o córce po wypadku samochodowym,leczonej homeopatycznie ze świetnymi wynikami.Jedna z odpowiedzi na to brzmiała mniej więcej….”a skąd wiesz,czy leczona normalnie (przepraszam,mogą być małe niedokładności,ale sens zachowany) też by wyzdrowiała.Robiłeś porównanie?….”Itd. w ten sam deseń.Właściwie należałoby zaproponować proponującemu wrzucenie swojego dziecka pod samochód,leczenie go (jeżeli przeżyje) medycyną konwencjonalną,jeżeli przeżyje i to-wrzucić jeszcze raz-i zastosować homeopatię.Może być,że już wtedy nie zadziała,bo cuda się zdarzają,ale nie przesadzajmy:-).Paranoja?Ano właśnie-niestety,taki jest tok myślenia większości przeciwników homeopatii.

Serwisy ani słowem nie zająknęły się,że zwolennikami oraz użytkownikami terapii homeo -jak to w skrócie nazywam -są w dalszym ciągu (o brytyjskiej królewskiej rodzinie już mówiłam):Tina Turner,Jennifer Aniston,David Beckham,Tony Blair (ten sam,któremu NIE zawdzięczamy zwykle dobrego samopoczucia,ale co wolno wojewodzie…),Martina Navratilova, Boris Becker,Paul Mc Cartney,Cher,Georg Harrison,Annie Lennox,Peter Weir,Moby,Axel Rose,Priscilla i Marie Presley,Orlando Bloom,Catherine Zeta-Jones….jeżeli osobistości współczesne nie bardzo przekonują,to może przekona Goethe,jedenastu prezydentów USA (m.in.Lincoln,Harding,Hoover,Clinton),Marlena Dietrich,John Wayne, JD Rockefeller (p.skojarzenie jak u p.Blaira) a może chociażby Charles Darwin posądzany oficjalnie o wrogość do omawianej tu oskarżanej o OBECNOść w świecie medycyny szkolnej,bo o to naprawdę chodzi-o konkurencję i jej skutki z poprawą stanu zdrowia obywateli włącznie?W necie są listy Darwina- a jakże,smaczniutki oryginał,w których można trafiła się perełka.Sceptycznemu Charlesowi zdarzyła się choroba podczas podróży do Ameryki Południowej 1830. Nikt z lekarzy tak naprawdę nie wiedział,co mu jest,gdyż mnogość objawów wskazywała na…prawie wszystko.Darwin był tak chory,że nie był nawet w stanie w  wieku 39 lat pójść na pogrzeb ojca,co go dodatkowo dobiło.Zgnębiony poddał się doktorowi homeopacie Jamesowi Mamby Gully (1849!-ciągle chory!),zapisując potem:

„Brałem homeopatyczne lekarstwo 3 razy dziennie,brałem bez ATOMU WIARY w nie…..”

2 tygodnie później:”…..czuję się lepiej,przeszedłem siedem mil,zmieniam się w maszynę do chodzenia i jedzenia……”

Wyleczony w 1849-tak,tak,nie trwało długo-zajął się….homeopatycznymi eksperymentami z roślinami,co można dojrzeć w jego pracach-jeżeli dobrze im się przyjrzymy,to wielki sceptyk próbował takowych już wcześniej.

A może relacja o uznaniu dla homeopatii rosyjskiej elity?Już za Czechowa.I do dziś niewiele się zmieniło:kto wie,ten stosuje.

Nie mogę sobie odmówić też wymienienia tu jako stanowczego zwolennika homeopatii Sir Wiliama Oslera-czy Szanowni Medycy wiedzą,że „ojciec nowoczesnej medycyny” był jej świetnym rzecznikiem?A Emil Adolph von Behring-ojciec immunologii (oj,miała ona tych ojców,ale Behringowi się miano należy:-) a C.Everett Koop-generał chirurg armii amerykańskiej?

Wielu by tu jeszcze wymieniać.Nie,nie musicie naśladować tych ludzi-niektórych byłoby naprawdę trudno:-):-)-chciałałam tylko pokazać,że człowiek homeopatię stosuje,kiedy jest potrzebna,zdrowieje i się jej nie wstydzi-bo ci ludzie nie ukrywali i nie ukrywają swoich sympatii-zresztą tego się ukryć nie da.

Uwierzycie,jak zobaczycie?A może zobaczcie,więc uwierzycie?

Początkowo nie było w ogóle moim zamiarem przytaczanie tu głośnych nazwisk a po prostu wyjaśnienie znaczenia homeopatii oraz przybliżenie samych środków-bo dobrze jest leki poznać.Obiecuję już za chwilę napisać ciąg dalszy o samej istocie homeopatii.Ale nie mogłam pozostać obojętną wobec ignorancji-wybaczcie.

Posted in homeopatia | Leave a Comment »