Natural Health Consulting-wiedza na zdrowie

Etnomedycyna z 4 stron świata: Ayurveda, TCM & …. . Technologie a środowisko. Odżywianie. Huna. Zwierzęta. Muzyka. Historia i Mistrzowie ars medicinae.

Archive for Styczeń 2010

To,co zbyt wysoko skakać nie powinno,czyli rzecz o ciśnieniu.cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 30, 2010

I znów warunki zewnętrzne zmobilizowały mnie do przejścia w sedno bez prologów.No,może nie całkiem bez prologów się obędzie,gdyż rzecz jest poważna-tzw.ciśnienie.Ilość sygnałów przejeżdżających ambulansów nie nastraja mnie do przytaczania definicji,więc o „o tym potym” a teraz coś o sposobach na skoki,gdyż wychodzę z założenia,że każdy,kto je ma,mniej więcej wie o czym tu teraz a jeżeli „ma a nie wie”,to…

Oddanie właściwości zaburzeń krążenia najbardziej odpowiada mi w ujęciu medycyny chińskiej oraz homeopatii-oba są zresztą do siebie podobne bardziej,niż to ich ortodoksyjni przedstawiciele uważają;-).

Serce,krew,w stanie homeostazy pulsują w naturalnym rytmie kosmosu-bezustannym powtarzaniu podobieństw.Tutaj koniecznie muszę uspokoić tych,którzy słuchając swego serca,dostrzegają czasami pewne przyśpieszenia lub zwolnienia:bicie podobne do metronomu-sekwencja niezmienna- nie jest bynajmniej indykatorem zdrowia ani długiego życia,jak się to często mylnie uważa,gdyż oznacza-mówiąc w skrócie- zesztywnienie w takcie,pewien przymus,a więc utrwalenie się w pewnym stadium,co dalej nazywamy brakiem rozwoju-możliwością patologii.

Innym jej (patologii) powodem może też być przeciwieństwo stałej,czyli arytmia.Arytmia jest swoistą anarchią i zwykle kojarzy się z rozwojem a raczej ekspansją niekontrolowaną-też nie wychodzi na zdrowie.

Rytm więc-od czasu do czasu jak najbardziej przybierający lub zwalniający,byle nie za często i za gwałtownie,jest mediatorem organizacji krążenia,nośnikiem żywotności oraz…lekarzem,gdyż siły lecznicze organizmu pochodzą właśnie z jaźni systemu rytmicznego.Platon widział w położeniu serca między głową a siedliskiem płci rolę porządkowego,można by rzec-strażnika rytmu.Medycyna szkolna zniża je do rangi mięśnia pompującego krew.

Wiliam Harvey-odkrywca zjawiska krążenia krwi nie uznawał mechanistycznej koncepcji serca jako „pompy”-postrzegał je jako słoneczny-bo widział też związek organu ze słońcem-modulator.Wiedział,że ciało otrzymuje impuls z wnętrza-homeopaci powiedzą-od ciała astralnego.

Jeżeli przyjrzymy się rozwojowi organizmu,krew jest źródłem układu krążenia,istnieje i żyje-bo dla mnie żyje-czyli porusza się zanim ukształtuje się na dobre serce.Nawet,jeżeli dojdzie do zgonu,to umożliwienie napływu krwi żylnej do serca spowoduje przywrócenie jego pracy.

Właściwa aktywność serca jest warunkiem prawidłowych relacji między człowiekiem a środowiskiem,to właśnie serce dysponuje mocą tworzenia naszej obecności w środowisku,ofiaruje nam możliwość korzystania z potęgi miłości oraz wolnej woli.

Zanim zapędzę się w mechanizmy biochemiczno-fizyczno-medyczne a więc w ględzenie o przyczynach zaburzeń, przejdźmy do konkretów,bo na powrót do wysławiania oraz wyjaśniania roli tego niesamowitego instrumentu przyjdzie jeszcze czas.

Przypominając niezbędny w tych okolicznościach (nagłe zmiany ciśnienia na zewnątrz) fakt,że jesteśmy częścią natury i że od Niej zależymy,to dodatkowo fundujemy sobie (często pod przymusem okoliczności) czynniki powodujące zaburzenie wzmiankowanego rytmu.Zajmijmy się najpierw stresem, więc  i nie zawsze pożądanym wzrostem adrenaliny.Pół biedy bowiem,kiedy się zdarza,od tego ten mechanizm jest,gorzej,kiedy system krążenia jest stymulowany permanentnie-a u wielu osób niestety jest.Taka ciągła stymulacja przypomina dźganie wierzchowca-najpierw przyśpiesza,potem tępieje,następnie wariuje,na końcu pada on a na nim-my.

Czas „mocnej zimy”,styczniowy niestety jest wg Chińczyków okresem zawałów-procesy kataboliczne dominują na zewnątrz,organizm odbiera ogólną tendencję a niektórzy w tym fatalnym trybem życia pomagają.Standardowe środki medycyny szkolnej działają na najprymitywniejszym,najniższym poziomie-odnoszą skutek w stanach nagłych,ostrych,jednak nie docierają do sedna problemu.Wyłączenie systemu alarmowego nie oznacza,że złodziej wyszedł.

Chińczycy,za zaburzeniami w pracy serca widzą (z  p o d s t a w o w y ch przyczyn)chorą śledzionę (tutaj kasza jaglana jest dla niej prawdziwym eliksirem),wątrobę (ostropest) i oczywiście nerki.

Medycyna naturalna dysponuje w dalszym ciągu armią środków współgrających z organizmem i „dogadujących się” z przyczynami zaburzeń.Do najprostszych,bo od nich należy zacząć,należą ćwiczenia.

Wstajemy rano przeciągając się jak kot-to słyszeliśmy wiele razy,ale potem,zanim wstaniemy-przebierajcie palcami-poczynając od dużego palca-ruszajcie nim tam i z powrotem 12 razy,skoncentrowani na tym,co robicie.Te ruchy pobudzają nerwy całego cielska :-),pobudza krążenie,ożywia organizm.Chińczycy mawiają,że chorą starość przynoszą palce u stóp-ponieważ od nich,jeżeli są niesprawne,nie rozruszane,marzną,zaczyna się sztywnienie ciała.

Ziółka:Tasznik-Capsella bursa pastoris-w Chinach południowych stały gość w kuchni,w Polsce pogardliwie deptany jako „chwast”.Tasznik łagodnie obniża ciśnienie (jest naturalnym diuretykiem-moczopędny).Hildegarda z Bingen doceniała go jako środek tamujący krwawienia.

ALE-kiedy jest zimno,krew się zagęszcza,powstaje więc ryzyko zakrzepów.środkiem i przeciwdziałającym zakrzepom i obniżającym ciśnienie jest czosnek-o ile możecie znieść jego zapach…..a warto.Kapsułek nie uznaję,gdyż po pierwsze są tam zamknięte wyizolowane substancje a ja preferuję całość a po drugie często zawartość pozbawiona jest już siły obecnej w naturalnej roślinie,co zrozumie każdy zielarz.Gruzini czosnek kiszą i wcinają skolko ugodno.

Nieco przyjemniejszym sposobem na obniżenie ciśnienia jest herbatka z selera naciowego,czarnej herbaty i miodu. Parzyć ok.8-10 minut.Jeszcze smaczniejszy jest napój z zielonej herbaty z kwiatami suszonej chryzantemy-jako,że ostatnio namnożyło się odmian chryzantem i niekoniecznie wszystkie nadają się (też ze względu na uprawianie ich na kwiat cięty,więc pryskanie chemią)do wrzucenia do filiżanki,lepiej poszukać chryzantemy w orientalnych sklepach,ewentualnie wyhodować sobie samemu-odtruwa i obniża ciśnienie w łagodny sposób.Przy stanach niepokoju herbatka z niedocenianej waleriany (kozłka lekarskiego) także powinna się w zestawie znaleźć…jak jej nie lubimy,to chociaż inhalacje.

Miód-zmniejsza napięcie ścian naczyń krwionośnych (dobry,nie zafałszowany-na serce gryczany,lawendowy,wrzosowy) oraz delikatnie je odwadnia.Tu nie powstrzymam się od analogii z syntetycznymi lekami,gdyż niektóre (wiele)stosowane w hmmmm…leczeniu?-ciśnienia odwadniają,ale z moczem zwiewa potas-w przypadku miodu nie ma tego niebezpieczeństwa-porządny miód sam jest jego źródłem.

Sok z aronii (Aronia melanocarpa)-3 razy dziennie po pół szklanki-aronia w ogóle jest rośliną wybitną,więc poświęcę jej kiedyś więcej miejsca.

Głóg,jemioła,melisa,są tak znanymi ziołami znanymi w terapii nadciśnienia oraz zaburzeń pracy serca, kardiomiopatii różnego rodzaju,że jest dostępna wystarczająca literatura na ich temat.Są i ziółka silniejsze,jednak zanim o nich napiszę, przedstawię dokładniej temat,gdyż ewentualne ich użycie wymaga bliższej znajomości mechanizmów i samych substancji.

Odżywianie?Buraki,kasza gryczana,jarzyny na parze (sezonowe,więc teraz takie,które przetrwały z jesieni),kawa orkiszowa,ryż,żółtka jaj gospodarskich (byle nie z masowych hodowli),olej z kiełków pszenicy (i tu uwaga-jeżeli mamy dostęp do oleju z pszenicy niemodyfikowanej-wiem,to już paranoja),kawa z mniszka lekarskiego,bakłażan-bo wg TCM likwiduje zatory,reguluje gospodarkę płynami w organizmie,ma też działanie przeciwbólowe,chleb razowy pszenny (bez pszenicy GMO) z pełnego przemiału,pszeniczne piwo-jasne,że niepasteryzowane,twaróg świeży,gospodarski-tłusty,mięso kurczaka (też nie z przemysłowej hodowli)i rosół-bo wzmacniają energię Jang nerek.

Pokrótce pierwsza pomoc mam nadzieję zrozumiała,ale nie zapominajmy o tym,że zaburzenia krążenia,to również troska specjalna o nerki,żyły,tarczycę wreszcie-dla nerek wspomniane w innym wpisie orzechy włoskie prażone,ciepło i bielizna bawełniana,dla żył m.in.aronia,dla tarczycy przede wszystkim odseparowanie się od wpływu elektromagnetycznego smogu-chociaż na czas jakiś oraz wypuszczenie emocji tkwiących w okolicach gardła-powiedzmy wreszcie to,na co dawno mieliśmy ochotę;-).

A co z niskociśnieniowcami?Po pierwsze-cieszcie się,po drugie-jeżeli jest ZA nisko,to może być żeń-szeń,pyłek kwiatowy (uwaga-może podnieść za mocno),sok z marchwii,zielona herbata,sauna,naprzemienne prysznice, pokrzywa…..i wiele innych.Nie zapominajcie,że niedociśnienie nie daje trwałych powikłań narządowych,nie jest więc obdarzone takim czynnikiem ryzyka,jak nadciśnienie.

To na razie:-)a skoki niech zostaną domeną pana Małysza.

Reklamy

Posted in ciśnienie, zdrowie | Leave a Comment »

AIDS-wyjątkowo świńska grypa? cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 28, 2010

Tak się porobiło,że wszelkiego rodzaju akcje nie mają na celu wyłącznie pomagania komuś tam,ale zwykle „coś oprócz tego”.Pół biedy,jeżeli pomoc chociaż w części trafia po pierwsze:bezpośrednio do potrzebujących,po drugie-potrzebujący naprawdę są potrzebującymi,po trzecie-powód istnieje,co nie jest jednoznaczne z punktem drugim,jak można by mylnie uważać.

Fakt,świat jaki jest,każdy widzi:tu zarazy,tam cholery ;-),tu powodzie a gdzie indziej susza.Tylko,jakby tego było jeszcze za mało,człowiek w swej perfidii wynajduje coś jeszcze,czym mógłby sekciarsko wręcz pożonglować. Przeważnie jest to coś,czego inni boją się najbardziej,a więc choroby.Ostatnim przykładem jest grypa -teraz już kozia,bo w Holandii wybito 40 ooo kóz,coby się „wirus” nie przeniósł (chyba na organizatorów paniki),ale w jej temacie zrobiono wystarczająco i to nie tylko w necie (bo nie zapominajmy że kontakt między ludźmi jest ważny i pożądany),aby się zajmować tym,co było.

Wprawdzie o AIDS było tu i ówdzie wspomniane,że „to nie całkiem tak” i ” nie całkiem w ogóle”,ale jakoś ciiii…..sza panuje nad tym tematem,za to organizowane są akcje „szerzenia świadomości o AIDS”….No to ja sobie też świadomość poszerzę-pomyślałam i sprawdziłam,czy coś się w tej mierze zmieniło,bo a nuż jednak wirus HIV się znalazł….  gdziekolwiek;-)

Zanim potępią mnie państwo za znieczulicę dotyczącą milionów chorych Afrykańczyków,proszę najpierw zapoznać się ze źródłami pomocy dla Afryki oraz jej jakością a zrozumieją państwo,dlaczego Afryka głoduje,choruje i -NA CO choruje naprawdę.

To,że Czarny Ląd wydaje się być doświadczalnym terenem wielu koncernów farmaceutycznych,nie powinno akurat budzić zdziwienia.Wątpliwości musi uruchomić pytanie,dlaczego,jeżeli od kilkudziesięciu lat płynie tam tyle pomocy,ciągle jest źle?I dlaczego są miejsca,w których źle nie jest a są i takie,w których jest najgorzej od wielu lat?

Te pytania polecam Państwu niekoniecznie do poduszki,bo sny nie będą sympatyczne.Zajmę się tylko króciutko tematem AIDS,gdyż rozbawiła mnie ostatnio jedna z firm twierdząca,że substancje zawarte w zielonej herbacie-EGCG,czyli epigallocatechin galate (galusan epigallokatechiny)  są świetnym lekarstwem na AIDS.Zieloną herbatę uwielbiam i wiem-a nawet jestem przekonana,że substancje w niej zawarte są doskonałym stymulatorem systemu immunologicznego,a więc naturalnie rzecz biorąc pomagają przezwyciężać zaburzenia w organizmie.Niektórzy uparcie nazywają pewne substnacje przeciwnowotworowymi,ja mówię po prostu:wspomagają nasz system odpornościowy,więc nowotworom trudniej się tam zagnieździć a jak już,to łatwiej je stamtąd wykopać.Zresztą-wszystkim,którzy twierdzą,że lekarstwo na raka nie istnieje,bo „nikt nie dostał za to Nobla”,roześmieję się w twarz i polecę najpierw przyjrzeć się laureatom tejże nagrody w dziedzinie medycyny,za co naprawdę je otrzymali,po drugie-czy ktoś naprawdę uważa,że przemysł czeka na lekarstwo,które pomogłoby zniszczyć biznes zwany rakiem,po trzecie wreszcie -czy uważacie,że nie ma metod ani substancji pomagających zwalczyć nowotwory naturalnie oraz czy myślicie,że prowadząc wyniszczający tryb życia,jedząc byle co,łykając (ew.dając sobie wstrzykiwać) substancje nieobojętne dla organizmu i żyjąc byle jak,nie hodujecie przedwczesnej śmierci?O nowotworach w następnych wpisach i proszę wszystkich chorych,aby nie poddawali się nigdy,przenigdy,bo często i  w dużej mierze do nich należy wybór a lekarstwa macie często pod ręką-przede wszystkim Wasz własny mózg.

Teraz chwilę o AIDS,ponieważ nie wytrzymałam propagandy innej firmy,mówiącej z kolei o „nowym wspaniałym”-oczywiście wyniszczającym organizm syntetycznym „leku”-no jasne,że drogim.Przecież życie kosztuje.

Mottem do tego wpisu powinny być słowa dr Roberta Gallo,z podręcznika nawiasem mówiąc-„Virus Hunting”-a przy okazji-właśnie ów doktor rozpowszechnił hipotezę,że HIV wywołuje AIDS,po czym….opatentował test na wykrywanie przeciwciał.Prawda,że dobry człowiek?Oto i złotouste zdanie doktora:

Czasami bywa tak,że my,wirolodzy,mamy wirus i szukamy choroby,którą on wywołuje”.

A co,jeżeli nie ma i wirusa?Trzeba go wynaleźć( w tym przypadku chodzi o retrowirusa).Nawet jednak,jeżeli wynajdziemy,niekoniecznie będzie on chciał wywołać jakąkolwiek chorobę.Co wtedy?Namęczyliśmy się,prawie weszliśmy do historii medycyny (w większości jakże niechlubnej)a tu TEN ….nic.No to szukamy najpopularniejszych chorób występujących najlepiej na terenach biedy,gdzie nikt nie zada sobie trudu,aby poddawać w wątpliwość nasze odkrycia,bo wiadomo,bieda to choroby i już,mamy nową cywilizacyjną zarazę.Zaiste.Przebieramy więc w choróbskach,ale nic nie wygląda na nowe,choć tak się staraliśmy od czasu do czasu wypuścić coś z laboratoriów,żeby się pobawić w Boga….znajdujemy co najwyżej mutacje znanych schorzeń.Ale od czego inwencja.Zbieramy objawy,dopasowujemy nazwę i buch,robimy akcję.

W skrócie-AIDS wg pierwotnej definicji z 1983 roku zawierał w sobie zespół 12 chorób,m.in.drożdżaki,nudności, chłoniaki mózgu,opryszczkę,aspergilozę….prawda,że straszne.W 1985 definicję rozszerzono o histoplazmozę,drożdżaki płuc i in.-w sumie o 7.Rok 1987 przyniósł kolejne poszerzenie terminu obejmującego AIDS o gruźlicę,encefalopatię,zespół wyniszczenia i in.-o sześć.1993 -doszły trzy oraz tzw.jeden czynnik niechorobowy.(Dane z „AIDS:The Good News Is HIV Doesn’t Cuase It,Health Action Press,P.Duesberg,J.Yiamoyuannis,1995 oraz US Centers for Disease Control).Wniosek:termin AIDS obejmuje 29 chorób.Hipoteza mówi o tym,że spowodowane jest przez retrowirus HIV upośledzający system odpornościowy.Pomijając trudności z wyizolowaniem rzeczonego sprawcy-czy naprawdę potrzeba wirusa,aby system odpornościowy upośledzić?Jeżeli prześledzimy powody powstawania wszystkich z 29 chorób obejmujących AIDS,można z czystym sumieniem stwierdzić,że równie dobrze można na nie zachorować bez żadnego wirusa,pomijając już „drobny” fakt,że możemy sobie obniżyć odporność bez infekcji ani kontaktów z czyjąkolwiek krwią.A teraz wejdźmy na jakąkolwiek stronę informującą o „lekach” na AIDS i przyjrzyjmy się im dobrze.Jako,że parę ludzi dokonało tego przeglądu za nas,możemy się przyjrzeć i ich zdaniu:www.arv-facts.com./main.html

Jak państwo sądzą,dlaczego Narodowy Instytut Zrowia określa AIDS „narzędziem badawczym”?(NIH and NIAID  Report  The Relationship between AIDS and HIV).

Skąd w „New African” artykuł pod tytułem „Czy rzeczywiście 26 milionów Afrykańczyków umiera na AIDS?Największe kłamstow stulecia w krzyżowym ogniu (pytań).”

Dlaczego na opakowaniu testów jest napis:”Test nie jest uznanym standardem wykrywania na ustalenie obecności lub też nieobecności przeciwciał we krwi ludzkiej.Specyfikacja testu oparta była diagnozach klinicznych oraz na przypadkowych osobach testujących”. 

Następnym razem,kiedy ktoś będzie usiłował zarazić państwa najzjadliwszym wirusem (być może jedynym naturalnym,który naprawdę wywołuje choroby) świata-paniką,strachem przed NIEZNANYM,powiedzcie mu:”A kto na tej panice skorzysta?”I koniecznie to sprawdźcie.

A…. strach osłabia m.in. system odpornościowy,więc zamiast się bać,wypijcie kolejną filiżankę zielonej herbaty:-)

Posted in zdrowie | Leave a Comment »

TCM.Odporny jak Chińczyk…cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 25, 2010

Wprawdzie pierwotnie chciałam dokonać małego wprowadzenia do tradycyjnej medycyny chińskiej,ale ze względu na mrozy wprowadzenie może poczekać,tym bardziej,że chodzi o krótką notkę dedykowaną potrzebą chwili. Nie zastanawiałam się nad kategoryzacją-jako,że odżywianie jest nieodłączną częścią TCM,postanowiłam umieścić wpis w TCM.

Z dwudziestego na dwudziestego pierwszego stycznia nastąpił (jak co roku:-) okres nazywany w Chinach Duże Zimno-Da han-to ostatnia część roku równocześnie zawierająca w sobie pierwszą,gdyż na pierwszym nowiu po rozpoczęciu Dahan przypada Nowy Rok.

„Duże zimno” oznacza konieczność takiego utrzymania temperatury organizmu,aby nie narazić go na wychłodzenie będące w tej części roku szczególnie nieprzyjemnym,gdyż ponoć trudno będzie się pozbyć jego skutków przez następny rok.

Poza zacieraniem rąk (niby zwykły,znany sposób a niedoceniany,tymczasem właściwie roztarte ręce to również pobudzone ośrodki ciepła w organizmie),aby pobudzić wewnętrzne ogrzewanie najważniejsze jest jak zwykle odżywianie.

W tym okresie na stołach dominują gorące kociołki huo guo.

Sporządzamy je z jagnięciny (nie zapominajmy,że w Polsce zamiast jagnięciny sprzedawane jest zwykle mięso młodych owiec,tzw.jarlic) lub baraniny,(ew.gęsina) na której gotujemy bulion razem z kolendrą,cebulą,ca.dwucentymetrowym kawałkiem imbiru,porą,odrobiną chili,kapustą -i tu zamiast pekińskiej używam włoskiej-parę grzybków shiitake, marchewką, pietruszką,dobrze,jeżeli mamy mrożoną nać selera-odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki i wrzucić do garnka,ważne, aby nie robić tego na końcu.Taki bulion gotujemy długo,ok.2-3 godzin.Solimy odrobinę,20 minut przed końcem gotowania.Jeżeli nie mamy odpowiedniego mięsa,lub po prostu mięsa nie jemy,jak najbardziej możemy zrobić bulion warzywny,dodając więcej pory,oliwę (na końcu gotowania),nie zapominając o imbirze-przy okazji nie powinni o nim zapominać wszyscy ceniący sobie komfort jazdy bez objawów choroby lokomocyjnej (nie nazwałabym wprawdzie tego stanu chorobą,ale trudno.)

Jeżeli odczuwamy niestabilność kolan (w zimie typowa oznaka zaburzenia kręgu czynnościowego nerek),jeżeli nerki narażone były np.na przeciągi,jeżeli wystawione są na ciągły chłód,to oprócz zadbania o ich ciepło,polecam orzechy włoskie,gdyż one nerki rozgrzewają.W zimie powinniśmy je jednak najpierw uprażyć-czyli na suchej patelni,z odrobiną soli (sól szara,kamienna,nie jodowana)- i zjadać po trzy sztuki rano,po wstaniu oraz wieczorem,przed snem.

A zacieranie rąk?Proszę złożyć je tak,aby przestrzeń między kciukiem a palcem wskazującym jednej ręki, tzw.paszcza tygrysa wpasowała się w drugą i pocierać silnie dotykając jednocześnie palców oraz grzbietów dłoni.Takie rozcieranie pobudza metabolizm,ożywia umysł,a jako,że stymulowany jest też tzw.punkt hegu-jeden z ważniejszych przy zapobieganiu i leczeniu przeziębień-odganiamy chłód z organizmu.

Na koniec nie zapominajmy,iż przenosić z odległych systemów leczenia,odżywiania powinniśmy przede wszystkim to,co są w stanie zaakceptować nasze organizmy przebywające wszak w nieco innej strefie klimatycznej oraz kulturowej,że nie wspomnę o innych:-)

Posted in TCM | Leave a Comment »

Homeopatia nie dla wszystkich. cz.1.

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 24, 2010

Coraz częściej rozlegają się coraz głośniejsze awantury o starą,akceptowaną i stosowaną od lat przez umysły otwarte metodę kompleksowego leczenia ludzi oraz zwierząt-homeopatię.Nie dziwi,że jej największymi przeciwnikami są ci,którzy na jej temat nie wiedzą nic-to naturalna postawa ignorantów i,jeżeli są zbyt leniwi,by temat zgłębić-nie powinno się ich do tego zmuszać-to ich wybór,mają prawo czegoś nie znać i mają też prawo na podstawie niewiedzy uważać,że czegoś nie ma-bo TEGO w ich świecie a raczej obrazie świata,który sobie stworzyli,nie ma naprawdę.Ci ludzie zużyli całą swoją energię na zbudowanie ściany,przez którą nie prześlizgnie się żadna wiedza,która nie należy do dotychczasowej indoktrynacji,żadna metoda ukazująca możliwość wysupłania się ze schematów i otrząśnięcia z kajdan,żadna świeża myśl,choćby i najmądrzejsza.Dlaczego?Bo tak jest wygodniej.Bo nie trzeba się wysilać,nie trzeba dociekać,nie trzeba-co najważniejsze-rewidować swoich osądów,bo a nuż wyjdą błędy i co wtedy?Dramat.Nie będą już tymi samymi mądrymi ludźmi,za których sami się uważali-ego się rozchoruje i trzeba będzie sięgać po „jedyną słuszną,szkolną medycynę” a ona….no cóż.

Ze co?Ze nie „udowodniona”?Abstrahując od milionów dowodów na pozytywne działanie homeopatii w postaci nie tylko opracowań (one też nastąpią),ale przede wszystkim wyleczonych pacjentów,dlaczego w ogóle niezbędnym warunkiem do zaakceptowania czegoś musi być zdanie tzw.autorytetów -i to autorytetów,które bynajmniej nie mają na celu polecenia metod podważających ich dotychczasową działalność?Dlaczego oddaliśmy swoje życie w ręce innych tak dalece,że straciliśmy możliwość własnego osądu,własnego doświadczenia wreszcie?Czy to właśnie nie jest najniebezpieczniejszą tendencją?Uzależnienie?Dlaczego nie budzi podejrzenia fakt,że tak pozytywną metodę,jaką jest homeopatia chce się w ogóle usunąć z przestrzeni medycznej?Dlaczego nie się ujawnia tak chętnie metod badawczych medycyny szkolnej,co z pewnością spowodowałoby pytania o jej efektywność?Dlaczego nie dyskutuje się o metodach kształcenia lekarzy i samym systemie ich kształcenia?Dlaczego przemilcza się mechanizmy działania samego przemysłu zwanego medycyną wreszcie?O tym cicho sza.

Nie robi się reklamy temu,co pomaga naprawdę,gdyż a nuż każdy pomógłby sobie sam (w większości wypadków) no i co to by było?Katastrofa przemysłu farmaceutycznego,powrót do małych,rodzinnych firm produkujących niezbędne medykamenty pierwszej pomocy dla leniwych lub zapracowanych ( a przemysłowi każdego rodzaju zależy na tym,żeby przeciętny człowiek był tak zajęty,aby nie miał czasu już na nic poza tym,co wmówi mu się za niezbędne), utensylia dla chirurgów-ci akurat od czasu do czasu są potrzebni,jak każdy dobry rzemieślnik,środki opatrunkowe…. tylko tyle?Niemożliwe.Nie można pozwolić na to,by największy,obok zbrojeniowego i naftowego przemysł padł!No więc wojna z samodzielnością-bo tym naprawdę jest dla mnie wojna z całą medycyną naturalną.Nie,nie nazywam jej i nigdy nie nazwę alternatywną,gdyż to jej należy się tytuł,na który od wieków zasłużyła:sztuki leczenia po prostu.

Ale wróćmy do przedmiotu cyklu,czyli sztuki leczenia podobnego podobnym.

Mity na jej temat są tak rozkosznie dziecinne,że zastanawiam się,czy w ogóle je prostować,czy przejść do jej zalet,ale jako,że mogą tu zajrzeć osoby,którym „eksperci” rzeczonymi mitami obrzydzili poszukiwanie sensu homeopatii,zajmę się nimi pokrótce (mitami,nie „ekspertami”:-))

Mit 1.

…BO NIE UDOWODNIONO.O udowadnianiu lub też zaprzeczaniu tezom i faktom w zależności od sponsora pisałam wcześniej,więc proszę tam zerknąć.Ale nie tylko.Homeopatia bazuje na farmakologicznych i klinicznych badaniach oraz zwykłym dokumentowaniu doświadczenia praktyki terapeutów homeopatów.Studia efektywności i różnorodności zastosowań homeopatii są prowadzone w wielu krajach na całym świecie (właściwie ciężko wymienić kraj,w którym tych studiów nie ma),że wymienię chociażby kolebkę wspaniałej Ayurwedy-Indie.O dziwo,Hindusom,mimo posiadania tak doskonałego instrumentu,jakim jest jeden z najstarszych i najskuteczniejszych systemów medycznych,homeopatia nie wadzi.

Z „brakiem naukowych dowodów” nie przesadzałabym tym bardziej,że istnieją liczniejsze aniżeli można by przypuszczać opracowania -przeprowadzone badania mechanizmu działania leków homeopatycznych-jednak nie zostały one z różnych względów (można się domyśleć,jakich) zaakceptowane przez szanowne grona „ludzi mających coś do powiedzenia”,nie wydano też zgody na ich publikację a jakby tego było mało,ich autorzy zmuszani są do „przemyślenia tez” lub  z góry ośmieszani.

Nadmieniam,iż homeopatia w przedwojennej Polsce miała się zupełnie nieźle.Ma się nieźle też w Anglii,gdzie rodzina królewska korzysta przede wszystkim z tej metody leczenia i nikt mi nie wmówi,że ich stan zdrowia jest wskazówką deprecjonującą homeopatię.

Mit 2.

GRANULKI Z CUKRU-PLACEBO?

Te granulki są nośnikami leku.Nie są na pewno placebo-inaczej by nie działały.Mało tego-są bezpiecznymi nośnikami leku-nie mają wypełniaczy,barwników,konserwantów….wszystkiego tego,co wymieniłam w 1 części cyklu o pigułach.

Mówiąc o postaci leku homeopatycznego ciągle wałkuje się tylko temat granulek.Tymczasem leki te są dostępne też  formie płynnej-jako kropelki z alkoholem (etanol),przyjmowane przez pacjenta z  odrobiną wody.

Tak granulki jak i kropelki mogą być przyjmowane przez diabetyków,gdyż ilość cukru w tych ostatnich jest znikoma -o wiele więcej zawierają inne,codzienne produkty spożywcze rekomendowane dla cukrzyków ( a może by tak przypomnieć zalecane cukrzykom przez wielu dietetyków i lekarzy słodziki i ich skutki?)

Mit 3.

DZIAŁA WOLNO.DŁUżEJ NIż INNE LEKI.Homeopatyczne specyfiki działają szybko w stanach ostrych.W stanach chroniczych oczywiście trwa,zanim zobaczymy efekty.Ludzie sięgają po homeopatię dopiero wtedy,kiedy inne środki zawiodą,nic dziwnego więc,że powstała taka opinia.

Mit 4.

NIE DZIAŁA NA WSZYSTKIE CHOROBY.Jak każda inna dziedzina medycyny homeopatia ma pewne ograniczenia…w jej wypadku naprawdę niewielkie,gdyż nie zastąpi na pewno chirurgii-jak i nie zastąpi jej klasyczna farmacja.

Aczkolwiek-istnieje homeopatyczny środek wspomagający zrastanie kości.

Mit 5.

NIE MA SPECJALISTóW.No tak….jak tu nazwać specjalistą kogoś,kto „tylko praktykował”i zdobywał wiedzę od jemu podobnych oraz z ksiąg dzieści lat a nie dał się w tym czasie wyprać szkolnej edukacji medycznej?Ale i tak nie musi być,gdyż istnieją od dawna szkoły homeopatii,a tylko w Indiach praktykuje 200 000 dyplomowanych homeopatów.

Mit 6.

NIE DZIAŁA NA KAżDEGO I ZAWSZE.Fakt,przyjmując homeopatię należy-pamiętając o niezwykle subtelnej strukturze leku-zwracać uwagę na towarzystwo,to znaczy unikać w tym samym czasie np.czosnku,cebuli,alkoholu, tytoniu,sztucznych napojów.Zachwiana zbyt ostrym wpływem sąsiedztwa struktura leku może nie odnieść pożądanego wpływu.Ale czy nie jest podobnie z farmaceutykami oferowanymi nam przez alopatię?Czy na każdej ulotce nie ma ostrzeżeń,ograniczeń?Co robią całe listy działań niepożądanych,które i tak są ich łaskawie udostępnioną częścią?Proszę zerknąć na pierwszą lepszą ulotkę homeopatyczną i ulotkę np.antybiotyków.Nie można też zapominać o alergikach,bo jest ich coraz więcej (niech zgadnę,dlaczego?)-w tym wypadku nie zmienia się nic,ponieważ w homeopatii lek dopasowuje się indywidualnie,więc powinno się oczywiście uwzględnić ewentualne alergie-podobnie,jak przy farmaceutykach alopatycznych*.

Mit 7.

SZKODZI.I tu wyłazi aż zanadto widoczna zawiść medycyny alopatycznej.Po pierwsze-ponownie przywołuję Paracelsusa -„wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.”Po drugie- proponowałabym porównać działania leków alopatycznych,potem wypowiadać się na temat OPCJI szkodliwości homeopatii.Czysto informacyjnie:lek homeopatczny w potencji 3CH i powyżej 3CH* wykazuje brak efektów ubocznych.Czuję się jednak zobowiązana zaznaczyć,że leki podane w zbyt wysokich lub zbyt niskich potencjach,czyli niewłaściwie dopasowane mogą wywołać pogorszenie.Szczególnie ostrożnie należy stosować leki zawierające jad żmij,pająków lub metale ciężkie.

W potencjach niższych mogą wystąpić efekty uboczne tzw.mniejszej natury,czyli -moim zdaniem-nie mające skutków wyniszczających lub nie działające wybitnie destrukcyjnie.Oczywiście nie można zapomnieć o indywidualnej wrażliwości a co za tym idzie-indywidualnej tolerancji leku.Co z tego wynika-mimo,iż we wspomnianych potencjach nie są znane efekty uboczne,leki homeopatyczne należy stosować jak każde leki-to znaczy z rozwagą oraz znajomością rzeczy,czyli ostrożnie.Przeciwnicy homeopatii zdają się nie dostrzegać,iż korzysta ona -ba -jest częścią farmakologii stosującej dawki podprogowe oraz poszerza teren poznania o badania energetycznego wpływu na organizmy,a więc nie tylko nie ogranicza medycyny,ale wręcz otwiera nowe możliwości. 

Sumując-fakt,iż homeopatia wymaga traktowania każdego pacjenta indywidualnie stał się jednym z jej największych wrogów.Cóż by to było,gdyby nagle okazało się,że „fenapararutikichakaszlamol” nie tylko nie pomaga na każdy ból,ale nie leczy „większości stanów zapalnych” u „każdego”?Trzeba by się było jeszcze tyle uczyć,a gdzie przyjemności?Mało tego-okazałoby się,że to,czego nauczyliśmy się do tej pory nie tylko mało odpowiada rzeczywistości,ale i niekoniecznie koresponduje z podstawową zasadą medycyny:nie szkodzić.

Tymczasem sztuka leczenia jest tak bogatą jak i -ze względu na niszczycielską działalność człowieka na środowisko-płynną dziedziną (mam na myśli znaczenie zmiennej ekspozycji człowieka na zagrożenie we wcześniej nieznanych ilościach oraz mutacjach),że wszyscy zajmujący się zdrowiem mogą być spokojni:nauki nie zabraknie nam do końca życia.

A tak w skrócie:czy gdyby homeopatia nie mogła stanowić konkurencji dla alopatii byłaby zwalczana z taką nienawiścią?

Dlaczego ogranicza się możliwość wyboru,co de facto uderza w dobro pacjenta-to samo dobro,którym tak chętnie zasłaniają się koncerny.Proszę,niech przestaną „chcieć mojego dobra”.Niech przestaną uważać mnie za durnia i pozwolą wybierać.

Dlaczego różne metody postępowania z chorymi (niektórych nie mogę nazwać leczeniem) nie mogą istnieć obok siebie i być używane zależnie od potrzeb i sytuacji?

Moim zdaniem chemiczne lobby boi się sytuacji,do której doszło w niektórych zachodnich krajach.

(NIE JEST PRAWDą ZE W INNYCH KRAJACH HOMEOPATII NIE UZNANO-JEST WRECZ PRZECIWNIE)

Otóż tam,gdzie zadowolenie pacjentów i mądrość terapeutów pozwoliła na jej swobodne funkcjonowanie,świadomość wzrosła do tego stopnia,że zaczęto poddawać w wątpliwość „terapie” alopatyczne oraz intensywniej wyciągać na światło dzienne ich kulisy.

W tej chwili w Niemczech niestety nad homeopatię właśnie nadciągnęły czarne chmury.Firmy homeopatyczne -często małe,rodzinne przedsiębiorstwa-otrzymały wykaz leków,z których produkcji muszą zrezygnować-z różnych powodów.A to „nie taka nazwa”,a to „mało udowodnione działanie”,a to ” opakowanie wprowadzające w błąd” itp.

Przy czym najczęściej wykreślanymi okazały się środki mające największe powodzenie a więc podstawa działalności tychże firm oraz konkurencja dla medykamentów alopatycznych.

Niemcy się bronią przed narzuceniem im „jedynej słusznej medycyny”.Wiedzy i świadomości nie odbierze im nikt.

Polska ma szansę na stworzenie przestrzeni dobrej medycyny.Ale czy ją wykorzysta?

*Litery pochodzą od łacińskiego nazwania liczby,którą należy podnieść do potęgi ujemnej,jeżeli chcemy odczytać rozcieńczenie.Przykładowo-C (centum)oznacza kolejne rozcieńczenia w skoku setnym a D( decem)-w dziesiętnym.

Indeks-liczba arabska oznacza ujemną potęgę rozcieńczenia-C 10 oznacza rozcieńczenie 100 do minus 10.

*hoemopatia-similia similibus curantur -podobne leczyć podobnym (dokładniejsze wyjaśnienia nastąpią w dalszych częściach cyklu),co jednocześnie pozostaje w zgodzie z primum non nocere-po pierwsze nie szkodzić.

*alopatia-od gr.allo -inny,odmienny i pathos-cierpienie,łac.contraria contraiis curantur-przeciwne leczyć przeciwnym;czyli podstawa obowiązującego systemu medycznego

Posted in homeopatia | Leave a Comment »

O świetlówkach-rtęciówkach jeszcze nie wszystko….

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 20, 2010

No i mamy.Wydawałoby się,że po recenzjach badaczy oraz użytkowników „nowych,wspaniałych” (że też mi to przeszło przez klawiaturę;-)) żarówek (pomijam ostrzeżenia dobrze i,przede wszystkim wcześnie zorientowanych) coś powinno się było z tym nieszczęsnym towarem ruszyć,ktoś powinien się zdobyć na zmianę decyzji…nie,nie jestem naiwna.

A że nie jestem,to wiem,że wolność wyboru trzeba sobie czasem…przysposobić.

Ostatnio (dlaczego opublikowaliście to,co wiecie nie od dzisiaj dopiero teraz?) ukazały się publikacje University of New South Wales (Australia) oraz wypowiedzi speców z berlińskiego Institut fuer Energie und Automatisierung, Fachgebiet Lichttechnik-oczywiście na temat tak hojnie nam sprzedanych żaróweczek:

„Dwie trzecie (tylko??)tzw.ekwiwalentów żarówek 75-watowych (teraz wiemy,to nie żarówki,to ekwiwalenty!) dają mniej światła,niż oczekiwano.Niektóre odpowiadają 60-watowym”

Prof.Stephen Dain,School of Optometry and Vision Science,Australia.

„Problemem jest,że wprawdzie istnieją wytyczne EU,jak wartości światła winny być mierzone,jednak de facto nie ma żadnej nad tym kontroli”.

Karsten Koeth,Kierownik Laboratorium Swiatła i Promieniowania,TU Berlin.

Na koniec z innej beczki:gorąca notka od www.epic.org. :”Wszystkie z 15 skanerów zamontowanych na lotniskach w US są w stanie nie tylko przechowywać zrobione zdjęcia,ale i je przesyłać.”

No to…uśmiech proszę!

Posted in technologie a środowisko | Leave a Comment »

Pigułki szczęścia?cz.1

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 20, 2010

Zastanawiałam się krótko,czy umieścić na swoim blogu stronę dr Ratha w „ulubionych”.

Fakt,iż nie podzielam wszystkich poglądów doktora,gdyż-jak zaznaczyłam wcześniej-nie jestem zwolenniczką łykania „gotowców” bez wyjątkowej potrzeby,nie eliminuje faktu,iż dr Rath jest dla mnie jedną z postaci szczególnych-w pozytywnym znaczeniu tego słowa i niewątpliwie zasługuje na szacunek.

Matthias Rath jako jeden z pierwszych w naszych czasach odważnie i głośno zaczął mówić o nadużyciach przemysłu farmaceutycznego oraz tego skutkach.Upubliczniał swoje badania o działaniach ubocznych (nie mylić z niepożądanymi,aczkolwiek blisko…:-))  leków,które nie tylko nie leczyły,ale ich efekty przynosiły,delikatnie mówiąc,niezbyt oczekiwane przez pacjentów stany. 

Z pomocą nielicznych stworzył tak szeroką akcję informacyjną na temat metod oraz materiałów stosowanych w  medycynie,że trudno posądzać Go o jakąkolwiek chęć pozostania na stanowisku typowo reprezentowanym przez środowisko medyczne,czyli:ja mówić,ty słuchać.Dlatego uważam,że nawet negując wszelkie pozanaturalne środki pomagające w zachowaniu zdrowia,można się z Jego stroną zapoznać-po prostu,aby wyrobić sobie własne zdanie.Przy okazji pragnę nadmienić,iż dobrzy farmaceuci- a za takich uważam ludzi mądrze dysponujących środkami,które na dodatek potrafią sami sporządzić- byli,są i będą potrzebni-szkoda,że mocno ograniczono im swobodę pracy odbierając możliwość sporządzania na użytek publiczny wielu leków i oddając ją przemysłowi.Jeżeli więc zajdzie potrzeba,by sięgnąć po suplementy-wolałabym zaopatrzyć się w nie u kogoś,kto zna obie strony medalu i dotychczasowym postępowaniem udowodnił,iż czyni według swej najlepszej wiedzy.

Mówiąc o dystansie wobec przyjmowania w nadmiarze  substancji przetworzonych,czyli wszelkiego rodzaju „pigułek i spółki” czuję się zobowiązana to uargumentować.Po kolei,aczkolwiek w skrócie:

-Nie sądzę,aby organizm-tak zwierzęcy,jak i ludzki,przy przestrzeganiu reguł zdrowego odżywiania (o które coraz trudniej) oraz higieny psychicznej a także przebywania w nietoksycznym środowisku (i o to już najtrudniej),chorował z powodu braku elementów,których normalnie nie posiada lub nie posiada ich w większych ilościach.

To oznacza,iż natura w swej mądrości tak rozłożyła potrzebne nam substancje,abyśmy wykorzystywali je ku zdrowiu i dostaliśmy ich tyle,ile nam potrzeba.

Tymczasem pierwszą myślą,kiedy ktoś zachoruje,jest,że czegoś zabrakło.W niektórych przypadkach niestety jest to prawdą.Wypłukujemy sobie np.mikroelementy różnymi kolorowymi napojami.Ale mówiąc o braku powodem choroby może też być najzwyklejszy i -szkoda-coraz częstszy brak ciepłych uczuć,powodujący silne sytuacje stresowe o których innym razem.W ogromnej części jednak przyczyną zaburzeń jest nadmiar,przesycenie organizmu np.metalami ciężkimi,toksynami tudzież negatywnymi emocjami.Operując pojęciami nadmiaru oraz niedosytu łatwo  pojąć,iż stanem właściwym naszemu organizmowi jest homeostaza,czyli równowaga.

Kiedy homeostaza ulega zakłóceniu (na skutek nadmiaru lub ew.niedomiaru czegoś),sięgamy po substancje mające zapewnić nam dowóz „niezbędnych” materiałów i…najczęściej przesadzamy,gdyż w produktach syntetycznych lub półsyntetycznych jest ich po prostu zbyt wiele,co automatycznie prowadzi do pogłębiania się stanu nierównowagi,nawet po chwilowej poprawie,która jest reakcją na pierwszą,uderzeniową dawkę.Co gorsza,wmawia się nam,że przyjmowanie czegoś „do końca życia” ma nam zdrowe życie zapewnić.Zmarli nie składają reklamacji.

-W produktach gotowych znajdują się substancje syntetyczne,więc z gruntu naszemu organizmowi obce,lub wyizolowane z naturalnych.Z tymi drugimi jest o tyle ciekawie,iż powszechnie wiadomo,że substancje czynne (mające wpływ na stan zdrowia) znajdujące się w roślinach w towarzystwie innych,w którym to zostały stworzone,mają o wiele skuteczniejsze działanie aniżeli,kiedy zostaną z tego środowiska wyrwane.Mechanizmy ciągle „są badane”,tymczasem zioła po prostu pomagają ludziom od tysięcy lat.

-W każdym,wypuszczonym przez przemysł farmaceutyczny produkcie gotowym,oprócz substancji czynnej (to substancja wykazująca działanie terapeutyczne) znajdują się-nie całkiem obojętne dla zdrowia wypełniacze (np.skrobia),stabilizatory,konserwanty,osłonki,często barwniki,polepszacze smaku, dosładzacze, zagęstniki, subst.wiążące (np.żelatyna,guma arabska.etyloceluloza,zeina-z kukurydzy (gdzieś to GMO trzeba spożytkować:-)), poślizgowe,powodujące pęcznienie,powlekające…uff,z grubsza.

Oczywiście wszystko dla naszego dobra.

Pragnąc dowiedzieć się-jak mam nadzieję-czym owe substancje są,dojdą Państwo do wniosku,że nie towarzyszą nam bynajmniej od urodzenia.Ciągłe wynajdywanie substancji towarzyszących samemu lekowi świadczy o tym,że albo do tej pory nie zdawały one specjalnie egzaminu,albo…No właśnie.Jest sporo rzeczy w obiegu,które należałoby „zagospodarować”.Nie te czasy,kiedy poczciwy agar-agar (gdzie niegdzie wciąż używany) robił za żelatynę,skrobia pochodziła z kukurydzy,której nasiona co roku można było wysiać a pyłek z widłaka zapobiegał zlepianiu się pigułek.

To wszystko jednak,to tylko „substancje pomocnicze” a wypada wreszcie zająć się esencją.

Suplement-wg ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia jest środkiem UZPEŁNIAJąCYM normalną dietę, będący skoncentrowanym  źródłem witamin lub składników mineralnych lub też innych substancji wykazujących efekt odżywczy lub inny fizjologiczny.(…)

Pomijając w tej chwili podlegające często zmianom same definicje oraz „inne efekty fizjologiczne” raczej nie ma wątpliwości,iż chodzi tu o uzupełnienie a nie ZASTąPIENIE,jak niektórzy mylnie interpretują jego funkcję.O ile nie wątpię,że przemysł najchętniej upakowałby w butelki powietrze,aby je następnie sprzedać,to jeszcze nie pozwolono mu na tyle,by zaproponować tabletki w ogóle ZAMIAST.

Zaczynając cykl o suplementach (ale i o tzw.lekach) ich wadach,ale i zaletach,które niewątpliwie posiadają,nie mogę czekać z tym,co wydaje się poszło już o wiele za daleko a stało się właśnie formą ekstremalną,nie pozostawiającą wyboru,więc o „wzbogaconych” soli oraz wodzie,do których kupowania w postaci zmienionej zostaliśmy zmuszeni.

Pomijając fakt,iż sól sama w sobie -mam na myśli kamienną,morską,w każdym razie pozyskaną ze stanu naturalnego-wcale nie ma takiego wpływu na ciśnienie,jak usiłuje się nam wmówić,dokonano masowego „wzbogacenia” wody fluorem  a soli-jodem.

Reklamy środków zawierających końskie dawki jodu np.na odchudzanie (tarczyca raczej się nie ucieszy),sól jodowana w każdym sklepie,żywność z dodatkiem jodu,wreszcie kuracje jodowe dla chorych na tarczycę…Skąd nagle w ludzkim organizmie takie zapotrzebowanie na pierwiastek wywołujący w nadmiarze nudności,stany lękowe, depresję,duszności,kaszel,zakłócenia rytmu serca,swędzenie skóry,zaburzenia pracy nerek,zwiększający ciśnienie wreszcie?

A teraz fluor-o tym pisano wiele razy,niestety-nie pomogło.Wodę fluoryzuje się nadal,pasty do zębów zawierają go ….w zadziwiających ilościach a fluoryzację zębów u dzieci pozostawię bez komentarza,gdyż najlepszym jest stan ich (oraz dorosłych) szczęk.

Ani jod ani fluor nie są nawet metalami.Należą do halogenów (fluorowce),oba-wysokoreaktywne biorą udział w tworzeniu innych związków(soli).Fluor jest przy tym najsilniejszym oksydantem.Oba zaliczane są przez toksykologów do trucizn.Można powiedzieć za Paracelsusem „WSZYSTKO JEST TRUCIZNA I NIC NIE JEST TRUCIZNą”-owszem, powiedział też,że zależy to od dawki.

Herbatę,kawę,wodę pijemy codziennie.

Sól-wiadomo,jest w większości produktów spożywczych.

Fluorowce-związki,w których fluor jest zdecydowanie negatywną częścią,rozszczepiają np.fosforan wapnia w kościach, dzięki czemu w zmienionej formie wędrują nie tylko w dziąsła,które mają za zadanie „wzmocnić”,ale też w błony śluzowe,węzły limfatyczne,przez krew w stawy i kręgi powodując ich twardnienie,czyli sztywnienie.Jakby tego było mało,udają się do błony bębenkowej,która powoli przestaje reagować na wyższe frekwencje a w rezultacie tracimy słuch.Fluorowce zagęszczają krew-wtedy,zamiast usunąć z organizmu nadmiar fluoru,dostajemy środki rozrzedzające krew…niestety,bywa,że rozrzedzą nasze nerki a już na pewno osadzą się w tkankach.Efekt:system immunologiczny słabnie.To nie koniec umiejętności fluorowców.Potrafią wyodrębnić z tyroxyny (hormon tarczycy)jod,tworząc następnie w duecie wysokoreaktywny związek który w najprostszym określeniu…spala tarczycę,tzn.powstaje najpierw tzw.gorący węzeł,potem zimny,następnym stadium jest już nowotwór tarczycy.Czy ktoś ma jeszcze pytanie,dlaczego fluor i jod uważane są wśród uczciwych badaczy za promotory nowotworów tarczycy?Jakby tego było mało,fluor jest niewątpliwym młotem na psychikę: stopniowo,ingerując w biochemiczne procesy,wyłącza wolną wolę.Blokuje przemianę tłuszczów i białek  prowadząc do otyłości ( tłuszcze i białko są wtedy odkładane w tkankach)-to nie są nowe badania (p.”Flouride -the lunatic drug”).

Można by zapytać,dlaczego,dlaczego w takim razie człowiek robi TO człowiekowi i to pytanie nie dotyczyłoby wyłącznie tego tematu.

Odpowiedź jest w tym przypadku (poza powodami zaznaczonymi wyżej a powodującymi wyższy popyt na środki niwelujące zaburzenia spowodowane nadmiarem fluoru i jodu) brutalna:

I fluor i jod są odpadami przemysłowymi a wiadomo,że po co utylizować za ciężkie pieniądze śmieci,które można sprzedać za jeszcze większe?

Fluor spowodował więcej (i szybszych) zgonów niż inne chemikalia”.-Dean Burk,emerytowany szef chemików w US National Cancer Institut.

„Woda z sodium fluoride to najtańsza i najbardziej efektywna trutka na szczury znana chemikom:bezwonna,bezbarwna, bez odtrutek,bez nadziei:eksterminacja szczurów instant”.-Dr E.Bronner(nawiasem mówiąc rodzinka Einsteina), MfG,Research Chemist,Los Angeles

W razie,gdyby Wam to nie wystarczało-a mam nadzieję,że żądza wiedzy jest niezaspokojona:

www.dprogram.net

zajrzyjcie tam koniecznie.

Posted in chemia, zdrowie | Leave a Comment »

Masz prawo do wiedzy

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 19, 2010

To prawda,że lekarze państwowej służby zdrowia w Polsce często nie mają najlepszych warunków pracy.To prawda,że pacjenci nie zawsze wiedzą,dlaczego przyszli a jak wiedzą,to zwykle „medycyna jest bezradna”.Prawdą jest też,że klasyczne kształcenie medyczne-prawie na całym świecie,nie tylko w Polsce,ciągle mówi o leczeniu JEDNOSTEK CHOROBOWYCH,nie ludzi.Jednak to wszystko mogłoby się zmienić,gdyby pacjenci mogli uzyskać dostęp do tak zazdrośnie strzeżonej wiedzy.Gdyby bowiem do tego doszło….

Specjalistów od Apokalipsy świata medycyny akademickiej można znaleźć na innych stronach,wobec tego spróbuję jedynie przedstawić ulubione formy obrony przedstawicieli (pamiętamy,że nie wszystkich?) przemysłu zwanego uparcie służbą zdrowia przed atakami natrętnych,żądnych wiedzy pacjentów ewentualnie wścibskich a nowatorskich kolegów oraz naświetlić kulisy „jedynych słuszych badań”,na których tak chętnie opierają się najbardziej wiedzooporni medycy.

Nie ukrywam,że bardzo pomogły mi w tym wypowiedzi m.in.prof.dr Juergena Windelera (jego wspaniały wykład na sympozjum pod tytułem:”Wiedza jako podstawa decyzji lekarskich….”Sympozjum jesienne 23.11.2007) oraz jego kolegów,cytowane również w „Irrtumer in der Bewertung medizinischer Interventionen -Ursachen und Konsequenzen”-artykuł w Naturheilverfahren Maj 2002,które w skrócie można by sprowadzić do konkluzji:

„…Jeżeli wyniki badań zbliżają się do stwierdzenia,że dotychczasowe postępowanie było niepotrzebne,blamuje to jego zwolenników,uszkadza tak potrzebny przemysłowi medycznemu prestiż oraz stawia lekarski autorytet w wątpliwym świetle.Wyznanie,że leczenie opierało się na niekoniecznie właściwym założeniu oraz nie przyniosło pacjentowi niczego,prowadziłoby wyłącznie do zwątpienia w samego siebie oraz do wyrzutów sumienia”.

Najbardziej podoba mi się fragment o wyrzutach sumienia.

Dlaczego ten akurat fragment wybrałam(z całej listy:-))?Ponieważ wiedza o możliwym błędnym postępowaniu kogoś,kogo zdanie uważamy za wyrok absolutny,być może pozwoli na giętkość w wyroków przyjmowaniu oraz nieustawaniu w dociekaniu źródeł tak swojej choroby jak i zastosowanego leczenia.

A oto sama linia obrony,wydrukowana jako „złote reguły „według których lekarz przejdzie każdą ogniową próbę wnikliwego pacjenta a nawet podtrzyma choćby najbardziej niedorzeczne metody leczenia,zamieszczone m.in. w 2004 w „Brtitish Medical Journal”.

-Jeżeli pacjent przychodzi z informacjami poddającymi twoją terapię w wątpliwość,zignoruj wszystkie pytając:

„A kiedy to ukończył pan/pani medycynę?”

-Jeżeli nie odpuszcza (pacjent),powiedz mu,że miałbyś do czynienia z prawem,jeżeli zastosowałbyś inną terapię a starą po prostu odstawił.

-Jeżeli w dalszym ciągu przytacza rozsądne argumenty,zaatakuj jego dane:ma je zapewne z „niepoważnego źródła”, znajdź jakąś niepoprawność (bo w każdych studiach da się ją znaleźć na pewno) i na jej podstawie podważ całość informacji,poddaj w wątpliwość,czy jest możliwe zastosowanie sugerowanych przez pacjenta metod w jego wypadku.

-Poza tym przecież nie masz czasu,bo pacjenci czekają….

Badacz i lekarz Sir Iain Chalmers,jeden z fundatorów Cochrane Collaboration przedstawił  z kolei swoje zdanie na temat krytykowania profesji lekarskiej:

„Jeżeli wyniki nam nie pasują,to badacze są niekompetentni,nieuczciwi albo faszyści”.

Co robić,powiedzą Państwo?Szukać dalej i nigdy nie tracić wiary pamiętając o wybitnym polskim profesorze Julianie Aleksandrowiczu,który twierdził:”Nie ma chorób nieuleczalnych”.

Są za to nieuleczalni ludzie-dodadzą inni.

Posted in zdrowie | Leave a Comment »

Beton komórkowy.Maszty UMTS-wielkie f*ck You dla ludu?

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 18, 2010

Gdyby spytano mnie,czego w czasach kryzysu Polska ma pod dostatkiem,rzekłabym,że komórek.I nie chodziłoby o te,dzięki którym gnębiony na wsze sposoby naród jeszcze dycha (niektórzy nawet nieźle),ale o ukochane zabawki tak dorosłych,jak i-niestety-dzieci.Niemile rani też krajobraz ilość masztów-stacji bazowych UMTS,choć pewnie ich połowa zaspokoiłaby w zupełności rządzę komunikacji.Tam,gdzie wydawałoby się,że więcej się nie zmieści-no po prostu nie wypada….buch,stoi następny.Nieważne,chce go tam ktoś,czy nie,on stoi i już.

Gdyby ktoś jednak zaprotestował,usłyszy te same mantry towarzyszące bezprzewodowcom od początku:że zaścianek to już był,że postęp,że nie szkodzą…że po trupach…-nie,tego ostatniego oficjalnie nie usłyszymy.

Nie pochwalam skrajnych postaw,wszak umiar jest najlepszym doradcą… rozmnażacze masztów właśnie chyba o tym zapomnieli.Aby być sprawiedliwym:o umiarze zapomnieli również ludzie kompletnie bezsensownie wykorzystujący urządzenia nieobojętne dla żywych organizmów oraz bezkarnie narzucający ich obecność każdemu.Pomijając temat masowej inwigilacji -bo nie teraz o tym-używanie telefonów komórkowych w potrzebie uzasadnia częściowo ich istnienie.Cóż,kiedy człek zachłanny i lubi NADużywać?Równanie proste-więcej komórek=więcej masztów.I wszystko (poza krajobrazem)byłoby pięknie,gdyby nie to „nie szkodzą”….

Profesor dr Lebrecht von Klitzing-kiedyś Uniwersytet Medyczny Lubeka,wiele lat poświęconych badaniom wpływu promieniowania EMF na komórki,tkanki etc.już w 2001 usiłował w czasie debaty środowiskowej w bundestagu ujawnić swe wnioski-usiłował.Odsunięcie go następnie od badań spowodowało jego odejście z MUL.A szkoda,bo odważnych i żywych badaczy wcale nie jest tak wielu,jak by się wydawało i każda instytucja posiadająca takowego w swych szeregach wydawałoby się powinna promieniować dumą.MUL wolało jednak promieniować sławą pól EM i w ten sposób zapisać się w historii.Swiat jak wiadomo jest niewielki a światki jeszcze mniejsze,więc Prof.von Klitzing miał wreszcie okazję wypowiedzieć się na temat studiów nie tylko własnych,ale i cudzych,w ödp-magazin-oekologie-politik w lipcu 2003.Poszło o studia nad wpływem fal emitowanych przez stacje bazowe (po ludzku.maszty UMTS)na organizmy zwierzęce (tak,epidemiologia ma wiele do gadania,badania epidemiologów również były) autorstwa uniwersytetu w Giessen oraz tzw.studia monachijskie.Ich rezultat-bynajmniej nie ten oczekiwany przez monachijski urząd środowiska-został ocenzurowany.Wersja oryginalna na szczęście się zachowała,choć nie jest,jak można się domyślać,powszechnie dostępna.Jako,że zawierała ona „wyraźny związek między polami elektromagnetycznymi pochodzącymi ze stacji bazowych a organizmami zwierzęcymi”,temat był prof.v.Klitzingowi bliski a komentarz szeroki.Przypominając o inspiracjach mam nadzieję,że nie poprzestaną Państwo na owego wywiadu maleńkim cytacie:

„….W wersji ocenzurowanej naukowcy zostali świadomie błędnie zacytowani(…)Takie naciąganie jest ze strony postępowania naukowego niedopuszczalne.(…)Jako,że musiałem doświadczyć,iż badania nie są już tym,czym były kiedyś,jestem szczęśliwy,że mogłem się stamtąd (byłego miejsca pracy-przyp.tłum.)oddalić”.

No dobrze-powiedzą Państwo:”związek między a między…”-to niczego nie dowodzi,bo wszystko ma jakiś wpływ na wszystko.I tu by można sprawę zakończyć,gdyby nie fakt,że ów wpływ w wersji nieocenzurowanej nie okazał się,co tu dużo gadać-pozytywny.W międzyczasie zainteresowani tematem mogli pofatygować się do badaczy rosyjskich i dowiedzieć,że Rosja takowe badania ma już za sobą i to-a jużci-na ludziach,gdyż „liudzia w Rosiji mnogo”.Badania rosyjskie dotyczyły wydajności ludzi poddanych wpływowi EMF i zniechęciły do stosowania wynalazku tam,gdzie ludzie mieli myśleć efektywnie.Jakby tego było mało,opublikowano badania:

-Centrum neuropsychofarmakologii University of Technology w Swinburne-Australia mówiące o rodzaju „hipnotyzowania” mózgu falami z telefonów i to trzymanych 5 centymetrów od ucha (w skrócie-wzrost fal alfa)  

-Profesora W.Loeschera -o związku między EMF a nowotworami piersi

-Dr Lennarta Hardella -badacza onkologa z Orebro University Hospital (Sweden)-eksperta zajmującego się zależnością między używaniem „komórek” a nowotworami mózgu

-Univers.Medical Center w Tel-Avivie o wzroście liczby nowotworów w związku z rzeczonymi

-Usfie,Hebrew-Univ.Israel 2004 o psycho-neuro-wegetatywnych zaburzeniach jw.

-Universytet Valencia 2002-tak samo:psycho-neuro-wegetatywne zaburzenia jw.

-Uniwersytet Wien-czyli Wiedeń -studia:związek EMF z zaburzeniami krążenia (serca etc) 

-Memoufiya Uniwersytet Shebin El-Kam Egipt -neurobehawioralne efekty w zachowaniach pod wpływem działania stacji bazowych

-….i to nie jest koniec.

Do tego dołożyli swoje prace m.in.prof.Salford, prof.Santini,prof.Semm (Frankfurt),prof.Hyland(badanie pól EM na biosystemy),bardzo odważna dr R.Goodman (Univ.of Columbia) wreszcie prof.Olla Johnson oraz dr Hallberg z Uni.Karolinska plus badacze z Arabii Saudyjskiej jednoznacznie wykazujący niszczycielski wpływ EMF na 35%  mieszkańców SA.A projekt „Reflex”-przeprowadzany z niezwykłą rzeczowością wykazał „stopień tak zaawansowanych zniszczeń DNA poddanych działaniom EMF,który nie podlega już regeneracji”.

W międzyczasie….na Tajwanie na skutek badań właśnie oraz rosnącej świadomości ludzi zlikwidowano prawie 1500 masztów stacji bazowych.W Niemczech doszło do „aktów wandalizmu” na nie,co brzmi nieco zabawnie w skojarzeniu z wandalizmem,jakiego doświadczam przebywając w otoczeniu masztu lub miłośnika gadżetów promieniujących bólem ucha.   

Chętni mogą się pofatygować np.na stronę www.powerwatch.uk lub www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-374867,oo071709 html (o pulsujących polach EM -wpływ na komórki ludzi i zwierząt),ewentualnie na www.der-mast-muss-weg.de lub poszperać we wspomnianych tu opracowaniach uniwersyteckich.Naprawdę warto zadać sobie trud i potłumaczyć (angielski i niemiecki).A że świat nie będzie już taki sam…

Może jeszcze na koniec stanowisko dr Grahama Blackwella z….2005,który zebrał dokumenty ukazujące jasno związki UMTS z wymienionymi tu tematami:

„Jakiekolwiek stanowisko przemysłu lub sugestie,że nie ma dowodów na zależność:zdrowie czy choroba a fale EMF albo też statystyki,że działanie masztów chorób powodować nie mogą,jest kompletną i kompromitującą nieprawdą”.

Kończąc ten tekst myślę o konsultantce z telefonii komórkowej,która dziwiła się,że nie chcę już aparatu nawet za złotówkę i nawet z funkcjami,których sama jeszcze nie zna.Miła dziewczyny o stanowczym głosie nie przyjmowała do wiadomości rezygnacji z usługi.Poddana przez wiele godzin działaniu fal nijak nie wynagrodzonym pensją,zmuszona do wysłuchiwania pytań oraz udzielania odpowiedzi,które i tak niczego nie zmienią,motywowana do pozyskiwania klientów,którzy w pewnym momencie zorientują się,że komórka może boleć (;-)),zachowywała się jak automat.Pewnie była już mocno zmęczona.Zegnając się słyszałam jej „…może jednak…?”.Nie krzyczcie na konsultanta telefonii,kiedy już uda Wam się do żywego dodzwonić.To bohaterowie składający swe życie na stosie informacji,które i tak nie są Wam do niczego potrzebne.

P.S.W radio na stacji benzynowej usłyszałam radosną nowinę o chęci zaopatrzenia w bezprzewodowy internet wszystkich szkół i przedszkoli…

Hmm…WLAN czy WiMax (bardziej wypasiona wersja WLAN-a),czyli ciągła,silna ekspozycja pulsujących EMF na każdego młodego człowieka?Dr Jeffry Fawcett już w 2007 wypowiedział się na ten temat m.in.w artykule „WiFI-Blues”.Personel wielu niemieckich przedszkoli,szkół,bardzo intensywnie wyraził swą opinię,czym osiągnęli -przynajmniej chwilowo- odpuszczenie tematu.

Dobre strony?Być może polska młodzież nie będzie musiała się martwić o emerytury.

Posted in technologie a środowisko | Leave a Comment »

Dlaczego?

Posted by natural health consulting w dniu Styczeń 16, 2010

Internet długo nie budził mojego entuzjazmu:zabierał CZAS.

Ten sam czas pokazał właściwy moment aby zrozumieć,że mimo wielu wad net jest jedyną drogą przekazywania swobodnej informacji jak najszybciej i na jak największym obszarze.

Obserwując konfrontacje medycyny akademickiej (nie bez powodu zwanej w Niemczech Schulmedizin-szkolną) z medycyną naturalną w różnych krajach i środowiskach praktycznie odkąd pamiętam,zorientowałam się,że człowiek chory w wielu przypadkach jest odpowiedzialny za swój stan,choć wcale tego nie chciał.Jest zmuszony do pokutowania,chociaż wcześniej wmawiano mu,że za jego stan zdrowia odpowiedzialni są INNI.

Nic nowego,prawda?Za to obserwowanego od lat z nadzieją,że może jednak jest inaczej.Ze to jakieś zewnętrzne siły,że on nie ….Niestety.

Gorzej-choć zabrzmi to brutalnie-często jest ów człowiek odpowiedzialny za,nazwijmy to niezupełny dobrobyt zdrowotny współplemieńców. 

Najrzadziej zaś stara się żyć w zgodzie z naturą tak,by nie szkodzić bliźnim ani sobie.

Uparci rzekną:”Gdzie wina?”

Fatalna służba zdrowia zbudowana na dogmatach wygłaszanych z katedr?Ja jej nie stworzyłem!

Smieciowe,ogólnodostępne pożywienie?Ja go nie wyprodukowałem!

Mordercza praca?A jak tu inaczej żyć?

I to wszystko będzie w dużej mierze prawdą.Większość z nas (nie przepadam za uogólnieniami,jednak tym razem jest ono usprawiedliwione:nas=ludzi) została wychowana w systemie zrzucającym odpowiedzialność na drugich, „specjalistów” właśnie,którzy mówią co dobre a co złe,jakby nie istniało błogosławieństwo empirii.

Ustawiczne zawężanie specjalizacji doprowadziło do tego,do czego doprowadzić musiało:człowiek boi się nawet pomyśleć,że mógłby sięgnąć po wiedzę nienależną jego profesji a już nie daj Bóg zastosować ją do tego,co uważa za słuszne.Efektu opisywać nie muszę.

To dobrze,że są różne zawody,to dobrze,że ludzie zgłębiają choćby i jeden temat.

Ale życie nie jest wyłącznie matematyką lub wyłącznie chemią.Zdając się  na informacje o wyodrębnionych dziedzinach,delikwent nigdy nie ujrzy choćby mglistego obrazu całości,nigdy nie doświadczy dobroci odczuwania i korzystania z pełni,świadomości,że nie jest tak słaby,jak słyszy to od zawsze.

Fakt,można żyć przeżuwając zawsze to samo.Dla tych,którzy czują wstręt przed jakimkolwiek wyjściem poza swoje podwórko,ta strona przeznaczona  NIE jest.Dla tych,których jedyną racją jest ich racja-także NIE.

Rozmyślając o grzeszkach owocujących chorobami poczułam się w końcu winna sama.

I niczego nie zmienia,że znalazłam się w dość znacznym gronie…każda wina ma swoje źródła.

W przypadku zaniedbań zdrowotnych stoją za tym m.in.:

wychowanie

nieodpowiednia praca

mentalność

system….

to wszystko ma jednak wspólny mianownik:brak informacji-pierwsze,co możemy zmienić.

Nie od dziś wiadomo,że „wiedza to najlepsze lekarstwo” a doświadczenie chętnie bierze ją pod rękę.

Zyjąc zbyt szybko doświadczyłam miejsca,w którym zwykłe dzielenie się nie wystarcza.W którym staje się jasne,że nawet wykład za wykładem i praktyka za praktyką zmieniają zaledwie maleńką część pewnej struktury.Ze każde poznanie jest nauką godną przekazania.Ze nikt prócz natury nie ma prawa nazywania się lekarzem.Ze każdy praktyk nauk medycznych winien być przede wszystkim dobrym przewodnikiem,służyć pomocną dłonią,kiedy naprawdę to konieczne.Powinien ukazywać drogi do zdrowia,gdyż jest ich wiele,prowadzić przez wątłe mosty i ciemne wąwozy…kiedy tak trzeba.

Przede wszystkim zaś-nie może zapominać,że każdy pacjent jest inny od wszystkich i że on sam pacjentem stać się może.

Zażywszy pokory i upewniwszy się co do niezwykle wątłego zakresu mocy medycyny szkolnej oraz niezmierzonej dobroci natury doświadczonej w sztuce obcowania z nią,ostatecznie zaakceptowałam holistyczne doradztwo jako właściwą formę służby koegzystencji człowieka z przyrodą,z korzyścią dla obojga oraz własnego sumienia.To praca i nauka,które nigdy się nie kończą,ale za to jakże fascynują.

Pomysł tej strony długo czekał na realizację.Mam nadzieję,że wraz z silnym zakotwiczeniem się w kraju,co wreszcie nastąpiło,czas pozwoli na konsekwentne jej prowadzenie ku pożytkowi Wszystkich.Mam nadzieję,iż będzie ona inspiracją do poszukiwań,pytań,podróży do samego siebie.Tylko szukając możemy się przekonać,czy coś jest prawdą, czy odpowiada nam czy też nie.Proszę nie traktować żadnej z zamieszczonych tu opinii jako wyroczni,prawdy ostatecznej (nawet,jeżeli taką będzie się mi wydawała)-każdy powinien szukać swojej drogi do zdrowia.Instynkt,serce i wiedza na pewno Wam ją wskażą.

Na pewno nie napiszę,że prezentuję wyłącznie moje doświadczenia czy efekty przemyśleń,gdyż byłoby to kłamstwem.Istniejemy wystarczająco wiele pokoleń by wiedzieć,że mądrzejszych przed nami były całe armie.Gorzej,że ich mądrości nie potrafimy wykorzystać.Inna sprawa,że ludzie-wszak istoty spokrewnione,wpadają na podobne wnioski i formułują podobne stwierdzenia-dobrze wtedy,jeżeli uszanują wiedzę oraz intelekt dusz pokrewnych,nie wstydząc się źródeł,z których czerpali-znajomość ludzi i rzeczy dobrych może wyłącznie pozytywnie świadczyć o człowieku podążającym ich śladem.

Prezentując czyjeś metody,odkrycia czy sentencje z pewnością oddam hołd ich autorom.Jako,że jest to moja strona, nie zabraknie tu i mnie.Myślę,że współpraca z koleżankami i kolegami z innych krajów pozwoli mi na możliwie obiektywne przedstawianie tematów,co z kolei zainicjuje wymianę poglądów z Zainteresowanymi w kraju.

Wszak cel-zdrowie-wszędzie jednaki.

 Wybierając ścieżkę niezależności mam nadzieję,że inni również poznają jej smak.Ktoś mógłby powiedzieć,wspierając samodzielne dążenie do zdrowia podcinam gałąź,na której siedzę?

Nic podobnego.

Po pierwsze-ludzi dostrzegających rujnowanie swego zdrowia i pragnących to zmienić długo nie zabraknie.

Po wtóre-szybko rosnąca rzesza świadomych,czym smakuje zdrowe życie,jak bardzo natura odwdzięcza się za szacunek i wiedzę o niej,sprawia,że owa gałąź jest wręcz grubsza,silniejsza.To zdrowy egoizm przypominający,że im lepiej wokół nas,tym lepiej nam samym,to fakt,że….na tej gałęzi siedzimy WSZYSCY.

Nie wystawiam świadectwa postępowaniu znakomitej większości kręgów medycznych czy też do takich pretendujących:każdy swoje wybory powinien oceniać sam,w zgodzie ze swoim sumieniem.(pod warunkiem,że je posiada).

Może zastanawiać,że przeżycie (odpowiednie słowo) studiów medycznych nie budzi pytań ani wątpliwości co do metod oraz wzorców przez nie podawanych.Sądzę,iż poza pewnym,zbyt oczywistym powodem o którym wspominać aż nadto,sporą rolę odgrywa pewność co do reprezentacji „jedynego słusznego stanowiska” a co za tym idzie niechęć do poszerzania horyzontów,nie daj Bóg uznania cudzych racji mogących zaowocować (we własnym wyobrażeniu) utratą pojęcia o własnej wartości i zrozumieniem popełnionych błędów.Gdzieś w tle,niechętnie spychane w podziemia, czają się słowa starych mistrzów sztuki leczenia:

W medycynie nie ma NIC pewnego.

Cóż tu będzie?

Wszystko,co tyczy dobrego,zdrowego życia.

Niczego nie sprzedaję ani nie reklamuję.Jestem zwolenniczką samodzielnego,świadomego pozyskiwania środków z natury,( w krajach zachodnioeuropejskich mocno uciążliwe,u nas jeszcze tolerowane )minimalizującego jej szkody-to oznacza o odpowiednim czasie,w odpowiednim miejscu i w określonym celu. Wiedząc,że dla sporej części społeczeństwa jest to co najmniej kłopotliwe lub wręcz niemożliwe,nie neguję potrzeby istnienia firm zaspokajających zdrowotne potrzeby-przeciwnie,to świetnie,że są.Nie pochwalam jedynie ich zachłanności oraz związanych z nią skutków.

Jeżeli będę polecać jakiekolwiek gotowe produkty,wyniknie to wyłącznie z mojego pozytywnego doświadczenia i własnego przekonania o ich wartości.

Kim jestem?Tak samo,jak i Ty:wszystkim,co istnieje.

Powrót z bardzo długiej podróży nie oznacza tak naprawdę jej końca.To,co najlepsze,pozwala znaleźć radość w nowym miejscu a to,co powodowało smutek sprawia,iż wiemy już,co robić,by szybko tam nie zawitał.

Pozdrawiam i zapraszam na wspólny gościniec.

Styczniowego wieczoru,chińskiego czasu największych mrozów- Małe Zimno-Xiao han.

Posted in zdrowie | Leave a Comment »